logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina  (Przeczytany 98591 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #30 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:40:45 »
Skalowanie Wszechświata od wymiaru Plancka czy strun do  całego znanego wszechświata , niesamowite,jest to podróż przez Punkt odniesienia naszej percepcji poza to co jesteśmy w stanie dostrzec naszymi zmysłami,prosta forma lecz pełen przekaz ,  jak by dało rade to wrzucić na forum  Co?

Trzeba chwile poczekać aż sie załaduje

<a href="http://uploads.ungrounded.net/525000/525347_scale_of_universe_ng.swf" target="_blank" class="new_win">http://uploads.ungrounded.net/525000/525347_scale_of_universe_ng.swf</a>
http://uploads.ungrounded.net/525000/525347_scale_of_universe_ng.swf
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 28, 2018, 09:07:17 wysłana przez Leszek »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #31 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:48:29 »
Ponieważ czas i przestrzeń nie są bezpośrednio dostępne naszym zmysłom zmuszeni jesteśmy poznawać je pośrednio poprzez zjawiska rozgrywające się w nich. Takiego uzasadnienia, właściwego dla substancjalisty, uznającego niezależne od świata materialnego istnienie czasu i przestrzeni, nie potrzebują relacjoniści i zwolennicy atrybutywizmu negujący substancjalność czasu i przestrzeni i sprowadzający je do relacji pomiędzy zdarzeniami­­­­[1] (w pierwszym przypadku) lub też do własności lokalizacji czasoprzestrzennej zdarzeń (w drugim). Dla nich konieczność odwołania się do zjawisk fizycznych w celu badania własności czasoprzestrzennych naszego świata jest naturalną konsekwencją przyjętych założeń ontologicznych.

Jednym z ciekawszych zjawisk, mogących dostarczyć nam informacji na temat własności czasu i przestrzeni, jest zjawisko ruchu. Poszukiwanie właściwej teorii opisującej ruch pomaga nam w zrozumieniu, jaką naturę posiadają czas i przestrzeń, jakie są relacje pomiędzy nimi i w jakie struktury są wyposażone. W pracy niniejszej chciałbym przeanalizować to zagadnienie najpierw w ramach fizyki nierelatywistycznej, potem w fizyce relatywistycznej. Na zakończenie zaś chciałbym omówić wnioski, jakie wynikają z analizy zjawiska ruchu, dla problemu ontologicznego statusu czasu i przestrzeni.

Problemem, który nie będzie rozpatrywany w niniejszym artykule, jest problem odwracalności w czasie zjawisk fizycznych. Wszystkie znane teorie ruchu są odwracalne w czasie, ale problem odwracalności w czasie zjawisk fizycznych nie może być dyskutowany wyłącznie w oparciu o analizę zjawiska ruchu.

Jeżeli chcemy opisywać ruch, musimy zdecydować się na pewne zasadnicze wybory. Musimy mianowicie zdecydować się na to, względem czego chcemy opisywać ruch oraz jakie cechy chcielibyśmy mu przypisać. Ostatni ze wspomnianych wyborów dotyczy symetrii czasoprzestrzennych zamierzonej teorii ruchu, pierwszy zaś tego, czy chcemy opisywać ruch relacyjnie, odnosząc ruchy ciał do siebie, czy też absolutnie, odnosząc ruch do czasu i przestrzeni (ew. czasoprzestrzeni). Każdy z tych wyborów zakłada pewne własności czasu i przestrzeni, zaś adekwatność uzyskanej teorii ruchu (przez adekwatność teorii rozumiem tutaj zdolność teorii do wyjaśniania i przewidywania zjawisk fizycznych) mówi nam o tym, czy przyjęte założenia są właściwe, czy też nie, dostarczając tym samym poszukiwanych informacji na temat czasu i przestrzeni.

Chciałbym omówić teraz dokładniej alternatywne drogi, jakimi można postępować, chcąc stworzyć jakąś teorię ruchu. Rozpocznę przy tym od prezentacji relacjonistycznej i absolutystycznej koncepcji ruchu. Stanowisko relacjonistyczne można precyzyjniej wyrazić w następujący sposób:

                Każdy ruch jest względnym ruchem ciał lub też odbywa się względem pewnej

                 struktury, np. inercjalnej, która to struktura jest jednoznacznie wyznaczona przez       

                 rozkład materii we Wszechświecie.

Tezę powyższą należy rozumieć w ten sposób, że, zdaniem relacjonisty, adekwatna teoria ruchu powinna zawierać w swoich równaniach wyłącznie wielkości takie jak względne odległości ciał, względne prędkości ciał czy względne przyspieszenia ciał, lub też powinna odwoływać się do pewnej struktury, np. tworzonej przez klasę układów inercjalnych, jednoznacznie wyznaczonej przez rozkład materii we Wszechświecie.

            Relacjonistycznej koncepcji ruchu  (REL) odpowiadają zatem dwie alternatywne strategie. Pierwsza z nich jest strategią klasyczną, przedstawioną konsekwentnie dopiero w pismach Huygensa a nie, jak można by sądzić, Leibniza[2]. Drugą z możliwych strategii rozważał już sam Newton we wczesnej pracy De Gravitatione, napisanej około roku 1668, ale odrzucił ją jako niemożliwą do przyjęcia. Idea ta została potem podjęta przez Berkeleya (1752) i Macha (1883) a sprowadza się ona do tego, aby wyjaśniać istnienie bezwładnościowych efektów ruchu niejednostajnego przez odnoszenie ruchu do gwiazd stałych. Ze względu na to, że strategia taka wcielałaby w życie zasadę Macha, zgodnie z którą lokalne układy inercjalne zdeterminowane są przez rozkład materii we Wszechświecie, można by ją nazwać strategią machowską. Dopiero Ogólna Teoria Względności (OTW) dała zwolennikom zasady Macha szansę na realizację tej strategii. Na ile nadzieje te były uzasadnione spróbuję pokazać w dalszej części pracy.

Zwolennik absolutystycznej koncepcji  ruchu, taki jak np. Newton, będzie oczywiście negował  (REL)  twierdząc,  że
     
         Każda adekwatna teoria ruchu musi zawierać w swoich równaniach co najmniej jedną

          spośród absolutnych (odnoszących się do czasoprzestrzeni, a nie do innych ciał)

          wielkości, takich jak położenie, prędkość czy przyspieszenie.

To, które z tych wielkości będzie chciał absolutysta wykorzystać w swojej teorii ruchu, będzie zależało od własności czasoprzestrzennych - mówiąc językiem fizyki symetrii czasoprzestrzennych - które zechce przypisywać ruchowi. Ponieważ żądanie, aby teoria ruchu była relacjonistyczna, narzuca również pewnego rodzaju symetrie na wielkości czasoprzestrzenne występujące w takiej teorii, spór o naturę ruchu pomiędzy relacjonizmem i absolutyzmem jest powiązany z drugim rozważanym problemem dotyczącym tego, jakiego typu symetrie czasoprzestrzenne powinny obowiązywać w teoriach ruchu.

W przypadku pierwszej nowożytnej teorii ruchu, jaką była teoria Galileusza, o wyborze symetrii czasoprzestrzennych zdecydowało ważne spostrzeżenie, jakiego dokonał jej twórca:
Zamknijcie się z jakimś przyjacielem w możliwie najobszerniejszym ze znajdujących się pod pokładem pomieszczeń jakiegoś wielkiego okrętu, zabierzcie ze sobą muchy, motyle i inne podobne latające stworzenia, weźcie również spore naczynie z wodą, w którym pływają rybki, i powieście pod pułapem jakieś wiaderko, z którego kropla po kropli spadać będzie woda w wąską gardziel innego naczynia, podstawionego u dołu. Gdy okręt jeszcze stoi, przypatrujcie się uważnie, jak skrzydlate stworzenia z jedną i tą samą prędkością latają w różne strony kajuty. Rybki również będą pływały bez żadnej dostrzegalnej różnicy we wszystkich kierunkach, a kapiące krople spadać będą wszystkie do podstawionego naczynia. (...) Niech następnie okręt porusza się z dowolną prędkością: o ile tylko ruch ten będzie równomierny i nie będzie podlegał kołysaniu tam i z powrotem, nie zobaczycie wówczas najmniejszej zmiany we wszystkich wyżej wspomnianych zjawiskach i nie zdołacie na podstawie żadnego z nich wywnioskować, czy okręt płynie, czy też stoi nieruchomo.
Spostrzeżenie to doprowadziło do ważnej zasady fizycznej, zwanej zasadą względności Galileusza, a mówiącej w swoim klasycznym sformułowaniu, iż zjawiska mechaniczne, czy też prawa dynamiki, nie wyróżniają żadnego z układów inercjalnych, poruszających się względem siebie ze stałą prędkością. Zasada ta wraz z postulatem absolutności czasu, uznawanym za pewnik przed powstaniem teorii względności, wiodła wprost do transformacji Galileusza (GAL), czyli grupy symetrii czasoprzestrzeni, w której obowiązuje dynamika newtonowska.
W ramach fizyki newtonowskiej nie ma Ŝadnej możliwości, aby związać strukturę inercjalną z rozkładem materii we Wszechświecie, w związku z czym musimy przypisywać ją czasoprzestrzeni. Zatem przyspieszenie pojawiające się w drugiej zasadzie dynamiki jest przyspieszeniem absolutnym (odniesionym do czasoprzestrzeni) a dynamika newtonowska stanowi absolutystyczną teorię ruchu. Fakt ten najwyraźniej uszedł uwadze polemistów Newtona i niektórych ich komentatorów; Berkeley i Mach krytykując odnoszenie przez Newtona ruchu do przestrzeni absolutnej nie zaproponowali równocześnie żadnej teorii, która pozwalałaby na związanie struktury inercjalnej z rozkładem materii we Wszechświecie.

Wspomniane symetrie informują nas o ważnych własnościach czasu i przestrzeni w fizyce newtonowskiej. Są nimi jednorodność czasu i przestrzeni (wyrażające się niezmienniczością obiektów absolutnych mechaniki newtonowskiej względem przesunięć w czasie i przestrzeni), izotropowość przestrzeni (wyrażająca się niezmienniczością tej mechaniki względem obrotów przestrzeni) oraz symetria względem odbić przestrzennych. Warto tu jeszcze dodać, że na mocy twierdzenia Noether każdej symetrii - w szczególności symetriom czasoprzestrzennym - odpowiada pewne prawo zachowania. I tak z symetrii względem przesunięć w czasie wynika prawo zachowania energii, z symetrii względem przesunięć w przestrzeni wynika prawo zachowania pędu, a symetria względem obrotów w przestrzeni pociąga za sobą prawo zachowania momentu pędu.

Mechanika newtonowska jest zatem absolutystyczną teorią ruchu przez to, że jej równania  odnoszą ruch do inercjalnej (lub afinicznej) struktury czasoprzestrzeni. Sam jej twórca rozumiał jednak tą absolutność inaczej. Newton nie rozróżniał absolutności ontologicznej (substancjalności) przestrzeni oraz absolutności w sensie istnienia absolutnego (wyróżnionego) układu odniesienia i sądził, że absolutność ruchu sprowadza się do istnienia takiego absolutnego układu odniesienia:
Ruch absolutny jest przemieszczeniem z jednego absolutnego miejsca do innego; a ruch względny jest przemieszczeniem z jednego miejsca względnego do innego. Tak więc na żeglującym statku [...] względny spoczynek jest trwaniem ciała w tej samej części statku lub jego wydrążeniu. Natomiast rzeczywisty absolutny spoczynek jest trwaniem ciała w tej samej części nieruchomej przestrzeni, w której sam statek, jego wydrążenie i wszystko, co zawiera, porusza się. (Newton 1979, s. 7)
Jest rzeczą zaskakującą, że Newton wierzył w istnienie takiego układu oraz w to, że absolutny ruch polega na zmianie absolutnego położenia w tym układzie, chociaż jednocześnie zdawał sobie sprawę, że nie potrafi wskazać takiego układu.


Fizyka relatywistyczna
Tworząc STW, Einstein przyjął dwa podstawowe założenia. Po pierwsze, uznał, że światło ma tę samą prędkość we wszystkich inercjalnych układach odniesienia. Po drugie zaś założył obowiązywanie zasady względności, zwanej obecnie szczególną zasadą względności, a mówiącej, iż prawa fizyki (w tym również równania elektrodynamiki) mają tę samą postać we wszystkich układach inercjalnych. Opierając się na tych założeniach Einstein wykazał, iż
newtonowskie pojęcie równoczesności absolutnej powinno zostać zastąpione równoczesnością względną (tzn. zrelatywizowaną do układu odniesienia) oraz wyprowadził wzory na przekształcenia wiążące ze sobą czas i przestrzeń w różnych układach inercjalnych. Wzory te okazały się być identyczne ze wzorami znalezionymi przez Larmora i Poincarégo, co oznaczało, iż elektrodynamika maxwell-owska spełnia szczególną zasadę względności. Przekształcenia znalezione przez Larmora, Poincarégo i Einsteina w swojej najogólniejszej postaci zwane są przekształceniami Poincarégo. Elektrodynamika Maxwella była pierwszą teorią spełniającą nową szczególną zasadę względności. Mechanika newtonowska spełniała ją tylko w przybliżeniu, przy założeniu, że prędkości są małe w porównaniu z prędkością światła. Einstein już w pierwszych swoich pracach poświęconych STW zaproponował jednak nową mechanikę, niezmienniczą względem (POINC).
Przekształcenia (POINC) tworzą grupę i wprowadzają do czasoprzestrzeni pewną czterowymiarową geometrię, od nazwiska jej twórcy zwaną geometrią Minkowskiego. Minkowskiemu udało się poprzez wprowadzenie czterowymiarowego rachunku tensorowego zaproponować taki formalizm, dzięki któremu sama postać praw gwarantuje niezmienniczość względem (POINC). Rachunek ten jest odpowiednikiem trójwymiarowego rachunku wektorowego i tensorowego dla zwykłej przestrzeni. Czasami uważa się, że to dopiero STW wprowadziła czterowymiarową czasoprzestrzeń. Pojęcie czterowymiarowej czasoprzestrzeni wprowadzić jednak można również do fizyki newtonowskiej tyle tyko, że hiperpowierzchnie jednoczesności (czyli trójwymiarowe momentalne przestrzenie, na których ulokowane są zdarzenia jednoczesne względem siebie) są wówczas absolutne (niezależne od wyboru układu odniesienia) i czterowymiarowy sposób patrzenia na czasoprzestrzeń nie narzuca się jako konieczny. W przypadku czasoprzestrzeni Minkowskiego czasu i przestrzeni nie da się w ten sposób oddzielić. Musimy je odtąd uważać za jeden obiekt - czterowymiarową czasoprzestrzeń - i zgodnie z zaleceniem Minkowskiego zrezygnować z poglądu, że czas i przestrzeń są niezależne od siebie.

STW nie podobała się Einsteinowi z dwóch powodów12. Po pierwsze, nie dawało się do niej włączyć w zadowalający sposób teorii grawitacji. Po drugie zaś - i tu zaznaczył się wpływ Macha - STW wprowadzała odpowiednik newtonowskiej przestrzeni absolutnej w postaci klasy układów inercjalnych. Układy inercjalne mianowicie wpływają na ruch ciał same nie doznając wpływów z ich strony. Wyeliminować taką przestrzeń absolutną można było w dwojaki sposób. Można było w konstruowanej teorii potraktować strukturę inercjalną czasoprzestrzeni jako element dynamiczny, zależny od rozkładu mas (chociaż nie zdeterminowany przez niego). Można też było starać się zrealizować w przyszłej teorii bardziej ambitny postulat wysuwany przez Macha, a mówiący, iż bezwładność ciał opierać
się musi na oddziaływaniu mas. Postulat ten w innym swoim sformułowaniu głosi, że lokalne układy inercjalne zdeterminowane są przez rozkład materii we Wszechświecie i tej właśnie postaci pojawił się już  jako tzw. zasada Macha. Einstein wybrał drugi ze wspomnianych wariantów. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że oba omawiane wyżej postulaty, wysuwane wobec przyszłej teorii, mimo pewnych zachodzących pomiędzy nimi podobieństw, zakładają zasadniczo odmienne podejścia filozoficzne do czasoprzestrzeni. Pierwszy postulat mówi, iż materia we Wszechświecie tylko wpływa na strukturę inercjalną czasoprzestrzeni, a ponieważ mamy również wpływ czasoprzestrzeni i jej struktury inercjalnej na obiekty materialne (chociażby w zjawisku ruchu) podejście to zakłada równorzędność ontologiczną czasoprzestrzeni oraz świata materialnego. Punktem wyjścia dla Einsteina w jego pracy nad równaniami OTW było
spostrzeżenie, iż równość masy grawitacyjnej i bezwładnej pociąga jako swoją konsekwencję to, że lokalnie siły grawitacji, występujące w układzie inercjalnym, nie są odróżnialne od sił bezwładności występujących w układzie odniesienia przyspieszającym względem układu inercjalnego. Układy takie są zatem sobie fizycznie równoważne. Wynikało stąd, że postulowana w STW niezmienniczość praw fizyki względem transformacji Poincarégo jest za wąska i należy postulować także niezmienniczość praw względem nieliniowych transformacji współrzędnych. Powstała w ten sposób nowa, ogólna zasada względności. Zasada ta, wraz z
założeniem mówiącym, iż poszukiwane równania pola grawitacyjnego powinny przechodzić w granicy nierelatywistycznej w równania newtonowskiej teorii grawitacji, doprowadziły Einsteina do znalezienia nowych równań pola grawitacyjnego. Jak wynika z powyższych rozważań, poprzez zmianę statusu metryki z obiektu absolutnego na dynamiczny udało się Einsteinowi zrealizować słabszy z dwóch omawianych wcześniej programów anty absolutystycznych. Pierwotnym jego zamiarem była jednak realizacja drugiego programu, bardziej ambitnego, wyrażającego się zasadą Macha. Czy ten plan mu się powiódł?
Fiasko zasady Macha sprawiło, że nie da się lokalnych układów inercjalnych oraz całej struktury afinicznej jednoznacznie związać z rozkładem materii we Wszechświecie i musimy ją wiązać z czasoprzestrzenią. Jest to zatem absolutystyczna teoria ruchu. Jak wynika z powyższych rozważań, w teorii względności, zarówno szczególnej jak i ogólnej, ruch jest absolutny. Nie wyklucza to jednak istnienia innej teorii, obowiązującej dla wszystkich możliwych prędkości, w której ruch mógłby być relacyjny.

Przyjmijmy, że substancjalizm jest poglądem głoszącym substancjalność czasoprzestrzeni, rozumianą w następujący sposób:

SUB    Punkty czasoprzestrzeni są indywiduami zaś czasoprzestrzeń jest teoriomnogościowym zbiorem takich punktów.

Jako uzupełnienie powyższej definicji oraz przedstawionych poniżej pozostałych stanowisk ontologicznych zakładam realizm naukowy, zgodnie z którym należy uznawać istnienie tych bytów, do których w nieeliminowany sposób odnoszą się nasze najlepsze teorie naukowe. Przez relacjonizm będę rozumiał stanowisko określone przez dwie tezy, z których pierwsza jest negacją ontologicznej tezy substancjalizmu (SUB), druga zaś głosi, że punkty czasoprzestrzeni nie są własnościami lokalizacji zdarzeń. Tego typu podział nie jest dychotomią, możliwe jest bowiem stanowisko pośrednie pomiędzy substancjalizmem i relacjonizmem - atrybutywizm - zgodnie z którym punkty czasoprzestrzeni są własnościami lokalizacji zdarzeń. Atrybutywizm, jako stanowisko pośrednie, posiada pewne cechy wspólne z oboma pozostałymi stanowiskami. Z relacjonizmem łączy go negowanie substancjalności czasoprzestrzeni, z substancjalizmem zaś odrzucenie możliwości ograniczenia się w opisie zjawisk do relacji (dwu- lub więcej członowych) pomiędzy zdarzeniami lub ciałami.
http://www.etiudafilozoficzna.pl/Tematy/czip/rpczgol.html

Poszerzenie tematu dla tych dociekliwszych :
http://www.etiudafilozoficzna.pl/Tematy/czip/sporonatczipgol.html
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 28, 2018, 09:04:39 wysłana przez Leszek »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #32 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:49:10 »
    
Życie we wszechświecie. Wykład profesora Stephena Hawkinga


W trakcie tej rozmowy chciałbym trochę pospekulować na temat rozwoju życia we wszechświecie, w szczególności zaś - rozwoju inteligentnego życia. Włączę do tego również rodzaj ludzki, nawet mimo tego, że większość jego zachowań w całej historii było dość głupich i bynajmniej nieobliczonych na przetrwanie gatunków. Chciałbym omówić dwa pytania, pierwsze to, “Jaka jest możliwość, że gdzieś jeszcze we wszechświecie istnieje życie?", drugie zaś brzmi "Jak życie może się rozwinąć w przyszłości?".

Często zdarza się, że rzeczy, wraz z upływem czasu, stają się coraz bardziej nieuporządkowane i chaotyczne. Tą obserwację można przenieść na grunt statusu prawa, tak zwanej Drugiej Zasady Termodynamiki. Mówi ona, że całkowita ilość nieporządku lub entropii we wszechświecie zawsze wzrasta z upływem czasu. Zasada ta odnosi się jednak tylko do całkowitej ilości nieporządku. Porządek w jednym ciele może wzrosną, o ile ilość nieporządku w jego otoczeniu wzrośnie bardziej od niego. Proces taki następuje w żywym ciele. Ktoś może zdefiniować życie jako uporządkowany system, który może oprzeć się tendencji do nieporządku i który może sam siebie reprodukować. To znaczy, że może tworzyć podobne, lecz niezależne, uporządkowane systemy. Aby tego dokonać, system musi przemienić energię w jakiejś uporządkowanej postaci, takiej jak jedzenie, światło słoneczne lub energia elektryczna, w energię nieuporządkowaną pod postacią ciepła. W ten sposób system może spełnić warunek zwiększania całkowitej ilości nieporządku, przy jednoczesnym zwiększaniu porządku wewnątrz siebie i swojego potomstwa. Żywa istota zwykle posiada dwa elementy: zestaw instrukcji, które mówią systemowi, jak przetrwać i dokonać reprodukcji samego siebie, oraz mechanizm do wykonywania tych instrukcji. W biologii te dwie części zwane są genami i metabolizmem. Warto jednak podkreślić, że nie musi w nich być nic biologicznego. Przykładowo, wirus komputerowy to program, który będzie wykonywał kopie samego siebie w pamięci komputera i będzie się rozprzestrzeniał na inne komputery. Stąd wypełnia on definicję żywego systemu, którą podałem. Podobnie jak wirus biologiczny, jest to raczej postać zdegenerowana, ponieważ zawiera jedynie instrukcje lub geny i nie posiada żadnego własnego metabolizmu. Zamiast tego, przeprogramowuje on metabolizm komputera-nosiciela lub komórki. Niektórzy ludzie poddawali w wątpliwość to, czy wirusy należy uznać za życie, ponieważ są one pasożytami i nie mogą istnieć niezależnie od swoich nosicieli. Jednak większość form życia, w tym my, to pasożyty właśnie, ponieważ żywimy się i jesteśmy zależni od przetrwania innych form życia. Myślę, że wirusy komputerowe należy uznać za życie. Być może coś o ludzkiej naturze mówi to, że jedyna forma życia, jaką do tej pory stworzyliśmy, jest czysto destruktywna. Porozmawiajmy o tworzeniu życia na nasze podobieństwo. Do elektronicznych form życia powrócę później.

    Zasada Antropiczna. Gdyby warunki nie były przyjazne dla życia, nie pytalibyśmy, dlaczego ono jest takie, jakie jest



To, o czym zwykle myślimy jako o "życiu", jest oparte na łańcuchach węgla, połączonych z kilkoma innymi atomami, na przykład azotu lub fosforu. Można spekulować, że coś może posiadać życie oparte na innej podstawie chemicznej, na przykład na silikonie, węgiel jednak wydaje się być pierwiastkiem najbardziej sprzyjającym, ponieważ posiada najbogatszą chemię. Aby atomy węgla mogły w ogóle istnieć i posiadać takie właściwości, jakie posiadają, niezbędne jest idealne dostosowanie stałych fizycznych takich, jak skala QCD, ładunek elektryczny, a nawet wymiar czasoprzestrzeni. Gdyby te stałe posiadały wyraźnie różne wartości, wówczas jądro atomu węgla nie byłoby stabilne albo elektrony rozbijałyby się na jądrze. Na pierwszy rzut oka wydaje się oczywiste, że wszechświat jest tak dokładnie dostrojony. Być może dowodem na to jest to, że wszechświat został specjalnie zaprojektowany do stworzenia gatunku ludzkiego. Należy jednak uważać na takie argumenty z uwagi na coś, co nazywane jest Zasadą Antropiczną. Jest ona oparta na samosprawdzającej się prawdzie, że gdyby wszechświat nie był odpowiedni dla życia, nie pytalibyśmy, dlaczego jest on tak dokładnie zaprogramowany. Można zastosować Zasadę Antropiczną lub jej Silną lub Słabą wersję. Przy Silnej Zasadzie Antropicznej przypuszcza się, że istnieje wiele różnych wszechświatów, z czego każdy posiada odmienne wartości stałych fizycznych. Przy małej ilości wartości te pozwolą na istnienie takich obiektów, jak atomy węgla, które mogą działać jako budulce żywych systemów. Ponieważ musimy żyć w jednym z tych wszechświatów, nie powinniśmy być zaskoczeni tym, że stałe fizyczne są tak dokładnie zestrojone. Gdyby tak nie było, nie byłoby nas. Silna postać Zasady Antropicznej nie jest zbyt zadowalająca. Jakie znaczenie operacyjne można nadać istnieniu wszystkich pozostałych wszechświatów? A jeśli są one odseparowane od naszego wszechświata, to w jaki sposób to, co się wewnątrz nich dzieje, wpływa na nasz wszechświat? Zamiast tego, zastosuję coś, co znane jest jako Słaba Zasada Antropiczna. To znaczy, że wezmę wartości stałych fizycznych, jak podano. Zobaczę jednak, jakie wnioski można wyciągnąć z faktu, że życie istnieje na tej planecie na tym etapie historii wszechświata.

    Silna Zasada Antropiczna. Istnieje wiele wszechświatów posiadających różne wartości stałych fizycznych



Około 15 miliardów lat temu, gdy w wyniku Wielkiego Wybuchu powstał wszechświat, nie było jeszcze węgla. Było tak gorąco, że cała materia miała postać cząstek zwanych protonami i neutronami. Na początku istniała równa ilość protonów i neutronów. Ponieważ jednak wszechświat rozszerzał się, następowało również jego schłodzenie. Około minuty po Wielkim Wybuchu temperatura spadła do około miliarda stopni, a więc temperatury słońca pomnożonej razy sto. W takiej temperaturze neutrony zaczynają się rozpadać i tworzyć większą ilość protonów. Gdyby to było wszystko, co się stało, wówczas cała materia we wszechświecie skończyłaby pod postacią najprostszego pierwiastka, wodoru, którego jądro składa się z pojedynczego protonu. Niektóre z neutronów zderzały się jednak z protonami i sklejały się z nimi, tworząc kolejny najprostszy pierwiastek, hel, którego jądro składa się z dwóch protonów i dwóch neutronów. W najwcześniejszym okresie istnienia wszechświata nie powstały żadne cięższe pierwiastki, takie jak węgiel czy tlen. Trudno wyobrazić sobie, by możliwe było zbudowanie żyjącego systemu jedynie z wodoru i helu, poza tym wczesny wszechświat wciąż był zbyt gorący dla atomów, by te mogły łączyć się w cząsteczki.

    Słaba Zasada Antropiczna. Otrzymując stałe fizyczne, co możemy wywnioskować z faktu, że życie istnieje tu i teraz?



Wszechświat w dalszym ciągu rozszerzał się i ochładzał. Niektóre jego regiony posiadały jednak gęstość większą od pozostałych. Grawitacyjne przyciąganie dodatkowej materii w tych regionach mogło spowolnić ich rozszerzanie, a czasami całkowicie ją zatrzymywało. Zamiast tego, począwszy od około dwóch miliardów lat po Wielkim Wybuchu zaczęły się one rozpadać i tworzyć galaktyki i gwiazdy. Niektóre z wczesnych gwiazd mogły być cięższe od naszego słońca. Były one gorętsze od słońca i mogły spalać pierwiastki począwszy od oryginalnego wodoru i helu po cięższe pierwiastki, takie jak węgiel, tlen czy żelazo. Trwało to zaledwie kilkaset milionów lat. Po tym okresie niektóre z gwiazd eksplodowały jako supernowe i rozrzuciły ciężkie pierwiastki spowrotem w kosmos, tworząc surowy materiał dla kolejnych pokoleń gwiazd.

Inne gwiazdy są zdecydowanie zbyt daleko od nas, byśmy mogli sprawdzić bezpośrednio, czy posiadają one krążące wokół nich planety. Jednak niektóre gwiazdy, zwane pulsarami, emitują regularne impulsy fal radiowych. Obserwujemy niewielką zmienność częstotliwości niektórych pulsarów, co oznacza, że są one zakłócane przez okrążające je planety wielkości Ziemi. Jest mało prawdopodobne, aby na planetach okrążających pulsary istniało życie, ponieważ wszystkie znajdujące się na nich żyjątka zostały zabite przez eksplozję supernowej, która doprowadziła do przemiany gwiazdy w pulsar. Fakt, że przy kilku pulsarach zaobserwowano planety, sugeruje jednak, że pewien ułamek spośród stu miliardów gwiazd znajdujących się w naszej galaktyce również może posiadać planety. Stąd warunki planetarne niezbędne dla naszej formy życia mogły istnieć już około czterech miliardów lat po Wielkim Wybuchu.

    Cztery kwasy nukleinowe znajdujące się w DNA, ułożone według par:
    Tymina - Adenina
    Cytozyna - Guanina



Nasz układ słoneczny powstał około czterech i pół miliarda lat temu lub około dziesięciu miliardów lat po Wielkim Wybuchu, z gazu wymieszanego z pozostałościami wcześniejszych gwiazd. Ziemia została uformowana głównie z cięższych pierwiastków, w tym węgla i tlenu. Jakimś sposobem niektóre z tych atomów zostały połączone w postaci cząsteczek DNA. DNA posiada postać podwójnej spirali, co zostało odkryte przez Cricka i Watsona w chacie niedaleko New Museum w Cambridge. Łącząc dwa łańcuchy w spiralę, otrzymamy parę kwasów nukleinowych. Istnieją cztery rodzaje kwasu nukleinowego - adenina, cytozyna, guanina i tymina. Adenina w jednym łańcuchu jest zawsze połączona z tyminą w drugim łańcuchu, guanina zaś - z cytozyną. Stąd sekwencja kwasów nukleinowych w jednym łańcuchu definiuje unikalną, uzupełniającą sekwencję w drugim łańcuchu. Dwa łańcuchy mogą się następnie odłączyć i każdy z nich będzie działał jako szablon do budowy kolejnych łańcuchów. Dlatego cząsteczki DNA mogą kopiować informację genetyczną zakodowaną w ich sekwencjach kwasów nukleinowych. Fragmenty sekwencji mogą być również używane do budowy protein i innych związków chemicznych, które mogą przenosić zakodowane w sekwencji instrukcje i gromadzić surowy materiał do kopiowania DNA.

Nie wiemy, jak pojawiły się pierwsze cząsteczki DNA. Szanse przeciwko powstaniu cząsteczki DNA w wyniku przypadkowych wahań są bardzo małe. Dlatego niektórzy ludzie sugerują, że życie przybyło na Ziemię z innego miejsca i że istnieją ziarna życia przepływające przez galaktykę. Wydaje się jednak nieprawdopodobne, by DNA mogło przetrwać długi czas w panującym w kosmosie promieniowaniu. Zresztą, nawet gdyby tak było, tak naprawdę nie pomogłoby nam wyjaśnić pochodzenia życia, ponieważ czas, który upłynął od powstania węgla, jest równy zaledwie podwojonemu wiekowi Ziemi.

Jedna z możliwości jest taka, że powstanie czegoś takiego jak DNA, które byłoby w stanie samo się kopiować, jest ekstremalnie nieprawdopodobne. Jednak we wszechświecie zawierającym bardzo dużą, lub nieskończoną, ilość gwiazd można się spodziewać wystąpienia DNA w kilku systemach gwiezdnych, byłyby one jednak silnie od siebie odseparowane. Nie jest jednak zaskoczeniem czy nieprawdopodobieństwem fakt, że życie powstało na Ziemi. Jest to jedynie zastosowanie Słabej Zasady Antropicznej: jeśli życie pojawiło się akurat tutaj, zamiast na innej planecie, będziemy pytać, dlaczego to się tutaj stało.

Jeśli pojawienie się życia na danej planecie było bardzo mało prawdopodobne, można by oczekiwać, że zajmie to dużo czasu. Mówiąc precyzyjniej, można by się spodziewać, że życie pojawi się właśnie w czasie dalszej ewolucji do inteligentnych istot, takich jak my, że nastąpi przed odcięciem spowodowanym czasem życia słońca. Jest to około dziesięciu miliardów lat, po których słońce rozrośnie się i wchłonie Ziemię. Inteligentna forma życia mogłaby opracować technikę podróży w kosmosie i być zdolna do ucieczki na inną gwiazdę. W innym jednak wypadku życie na Ziemi przestałoby istnieć.

Istnieją dowody w postaci skamieniałości potwierdzające, że około 3,5 miliarda lat temu na Ziemi istniała jakaś forma życia. Mogło to nastąpić zaledwie 500 milionów lat po tym, jak Ziemia ustabilizowała się i ochłodziła na tyle, by mogło się na niej rozwinąć życie. Życie jednak potrzebowało siedmiu miliardów lat, by się rozwinąć, i wciąż pozostawia czas takim istotom, jak my, które zapytałyby o pochodzenie życia. Jeśli prawdopodobieństwo rozwinięcia się życia na danej planecie jest bardzo małe, dlaczego stało się to na Ziemi, i to w ciągu 1/14 dostępnego czasu?

Wczesne pojawienie się życia na Ziemi sugeruje, że istnieje duże prawdopodobieństwo spontanicznego powstania życia w sprzyjających warunkach. Być może istniała jakaś prostsza forma organizacji, która stworzyła DNA. Gdy pojawiło się DNA, mogło ono działać tak skutecznie, że całkowicie zastąpiło wszystkie poprzednie formy życia. Nie wiemy, czym te poprzednie formy mogły być. Jedną z możliwości jest RNA. Jest ono podobne do DNA, ale raczej prostsze i nie posiada struktury podwójnej spirali. Małej długości RNA mogły kopiować się jak DNA, mogły też w końcu zbudować DNA. Nie da się wytworzyć kwasów nukleinowych w laboratorium, z nie-żywych materiałów, pozostaje więc RNA. Minęło jednak 500 milionów lat i większość Ziemi pokrywały oceany, istnieje więc duże prawdopodobieństwo istnienia RNA, które powstało przez przypadek.

Gdy DNA się kopiowało, mogły powstać przypadkowe błędy. Wiele z tych błędów było szkodliwych, i one zanikły. Niektóre były neutralne. To znaczy, że nie wpływały one na funkcję genu. Takie błędy doprowadziły do powstania stopniowego genetycznego dryfu, który wydaje się występować u wszystkich populacji. Kilka błędów mogło sprzyjać przetrwaniu gatunków. Zostały one wybrane przez darwinowską naturalną selekcję.

Proces biologicznej ewolucji był z początku bardzo powolny. Minęło dwa i pół miliarda lat, zanim najwcześniejsze komórki wyewoluowały do wielokomórkowych zwierząt, a kolejny miliard lat trwała ewolucja przez ryby i gady do ssaków. Nagle jednak ewolucja zdała się przyspieszyć. Rozwój począwszy od wczesnych ssaków do nas trwał zaledwie około sto milionów lat. To dlatego, że ryby posiadają większość ważnych dla człowieka organów, ssaki zaś - dokładnie wszystkie. Wszystkim, co było potrzebne do wyewoluowania od wczesnych ssaków, takich jak lemury, do człowieka, było precyzyjne dostrojenie.

    DNA = 100 000 000 bitów
    Biblioteka uniwersytecka = 10 000 000 000 000 bitów



Z gatunkiem ludzkim ewolucja osiągnęła jednak punkt krytyczny, porównywalny pod względem ważności z rozwinięciem się DNA. Był to rozwój języka, szczególnie jego formy pisemnej. To znaczy, że informacja może być przekazywana z pokolenia na pokolenie, inaczej niż w sposób genetyczny, czyli poprzez DNA. W ciągu tysiąca lat zapisanej historii nie nastąpiła wykrywalna zmiana w ludzkim DNA spowodowana ewolucją biologiczną. Ilość wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie wzrosła jednak ogromnie. Ludzie DNA zawiera około trzech miliardów kwasów nukleinowych. Większość informacji zakodowanej w tej sekwencji jest jednak zbędna lub nieaktywna. Całkowita ilość użytecznej informacji znajdującej się w naszych genach wynosi prawdopodobnie około stu milionów bitów. Jeden bit informacji stanowi odpowiedź na pytanie typu "tak lub nie". W porównaniu z tym, spisana na papierze opowieść może zawierać dwa miliony bitów informacji. Człowiek odpowiada więc pięćdziesięciu romansom typu "Mills and Boon". Główna biblioteka narodowa może zawierać około miliona książek lub około dziesięć trylionów bitów. Ilość informacji spisanej w książkach jest więc sto tysięcy razy większa, niż w DNA.

Ważniejszy nawet jest fakt, że informacja zawarta w książkach może być zmieniana i aktualizowana dużo szybciej. Wyewoluowanie od małp zajęło nam kilka milionów lat. W tym czasie użyteczna informacja w naszym DNA zmieniła się prawdopodobnie w ilości zaledwie kilku milionów bitów. Szybkość ewolucji biologicznej u ludzi wynosi zatem około jednego bita na rok. W porównaniu z tym, każdego roku publikowanych jest w języku angielskim około 50000 nowych książek, zawierających uporządkowane sto miliardów bitów informacji. Oczywiście, ogromna większość tej informacji to głupoty nieprzydatne żadnej formie życia. Ale nawet jeśli tak jest, ilość użytecznej informacji może być liczona w milionach, jeśli nie miliardach, razy większej, niż ta zawarta w DNA.

To oznacza, że wkroczyliśmy w nową fazę ewolucji. Najpierw ewolucja następowała poprzez dobór naturalny z przypadkowych mutacji. Ta darwinowska faza trwała około trzy i pół miliarda lat, i stworzyła nas, istoty, które rozwinęły język, by wymieniać informację. W ciągu ostatnich około dziesięciu tysięcy lat znajdowaliśmy się jednak w czymś, co można nazwać fazą transmisji zewnętrznej. W tej fazie wewnętrzny zapis informacji przekazywanej kolejnym pokoleniom w DNA nie zmienił się znacząco. Zapis zewnętrzny jednak, pod postacią książek i innych długotrwałych postaci przechowywania, ogromnie wzrósł. Niektórzy używają określenia "ewolucja" tylko dla wewnętrznie przekazywanego materiału genetycznego i sprzeciwiają się stosowaniu tego określenia do informacji zapisywanej na zewnątrz. Myślę jednak, że jest to zbyt wąski pogląd. Jesteśmy tym, co zebraliśmy przez ostatnie dziesięć tysięcy lat, w szczególności zaś przez ostatnie trzysta. Myślę, że warto przyjąć szerszy pogląd i umieścić zewnętrznie przekazywaną informację wraz z DNA w ewolucji gatunku ludzkiego.

Skala czasowa ewolucji w okresie transmisji zewnętrznej jest skalą czasową akumulacji informacji. Zwykle wynosi ona setki, a nawet tysiące lat. Obecnie jednak ta skala czasowa skurczyła się do około 50 lat lub mniej. Z drugiej strony, mózgi, dzięki którym przetwarzamy tą informację, ewoluowały tylko w darwinowskiej skali czasowej, wynoszącej setki lub tysiące lat. W tym miejscu zaczynają się problemy. W XVIII wieku mówiono, że żyje człowiek, który przeczytał wszystkie napisane książki. Dziś jednak, gdybyś czytał po jednej książce dziennie, przeczytanie wszystkich pozycji znajdujących się w Bibliotece Narodowej zajęłoby ci 15 tysięcy lat. W tym czasie powstałoby jeszcze więcej książek.

To znaczy, że nikt nie może być specjalistą w zakresie więcej niż małego kawałka ludzkiej wiedzy. Ludzie specjalizują się w coraz węższych dziedzinach. Prawdopodobnie będzie to główne ograniczenie w przyszłości. Nie możemy tak działać przez dłuższy czas z wciąż rosnącą szybkością wzrostu wiedzy, jaką mieliśmy przez ostatnie trzysta lat. Większym nawet ograniczeniem i zagrożeniem dla przyszłych pokoleń jest to, że wciąż posiadamy instynkty, w szczególności zaś agresywne impulsy, które posiadaliśmy jeszcze w czasach jaskiniowców. Agresja, pod postacią podbijania lub zabijania innych ludzi oraz zabierania im pożywienia i kobiet, do dziś dnia ma zdecydowaną, przetrwaniową zaletę. Obecnie jednak może ona zniszczyć cały rodzaj ludzki i większość z reszty życia na Ziemi. Wojna nuklearna wciąż stanowi pilne zagrożenie, jednak istnieją jeszcze inne, takie jak wypuszczenie genetycznie zaprogramowanego wirusa lub niestabilność efektu cieplarnianego.

Nie ma czasu, by czekać na darwinowską ewolucję, która uczyni nas bardziej inteligentnymi i łagodniej usposobionymi. Wkraczamy jednak obecnie w nową fazę, którą można nazwać samozaprojektowaną ewolucją, w której będziemy w stanie zmieniać i ulepszać nasze DNA. Istnieje już nowy projekt zmapowania całej sekwencji ludzkiego DNA. Będzie on kosztował kilka miliardów dolarów, są to jednak grosze jak na projekt o takim znaczeniu. Gdy przeczytamy księgę życia, zaczniemy wprowadzać do niej poprawki. Najpierw zmiany będą obliczone na naprawienie wad genetycznych, takich jak mukowiscydoza czy dystrofia mięśniowa. Są one kontrolowane przez pojedyncze geny, są też bardzo łatwe do zidentyfikowania i poprawienia. Inne cechy, takie jak inteligencja, są przypuszczalnie kontrolowane przez dużą ilość genów. Znaleźć je i zidentyfikować zachodzące między nimi relacje będzie dużo trudniej. Niemniej, jestem pewien, że w ciągu następnego stulecia ludzie odkryją, jak modyfikować zarówno inteligencję jak i instynkty, takie jak agresja.

Zostaną wprowadzone prawa zakazujące genetycznej modyfikacji ludzi. Niektórzy ludzie jednak nie będą mogli oprzeć się pokusie poprawienia ludzkich cech, takich jak rozmiar pamięci, odporność na choroby czy długość życia. Gdy pojawią się tacy superludzie, staną się oni głównym problemem politycznym, ponieważ niepoprawieni ludzie nie będą w stanie konkurować. Przypuszczalnie poumierają lub staną się zupełnie nieznaczący. Zamiast nich, będzie istniał gatunek samoprojektujących się istot, które będą się ulepszać na niespotykaną skalę.

Jeśli ten gatunek dąży do przeprojektowania siebie, zmniejszenia lub wyeliminowania ryzyka samodestrukcji, prawdopodobnie rozprzestrzeni się i skolonizuje inne planety i gwiazdy. Długa podróż przez kosmos będzie jednak trudna dla opartych na chemii formach życia, takich jak DNA. Naturalna długość życia dla takich istot jest krótka w porównaniu z czasem potrzebnym na podróż. Według teorii względności nic nie może się przemieszczać szybciej niż światło. Tak więc zwykła podróż do najbliższej gwiazdy zabrałaby osiem lat, a do środka galaktyki - około stu tysięcy lat. W filmach science-fiction bohaterowie obchodzą ten problem, załamując przestrzeń lub podróżując między dodatkowymi wymiarami. Nie sądzę jednak, by było to kiedykolwiek możliwie, nie ważne jak inteligentne stanie się życie. W teorii względności jeśli coś może się przemieszczać szybciej od światła, może również cofać się w czasie. Mogłoby to spowodować problemy z ludźmi wracającymi do przeszłości i ją zmieniającymi. Można by się również spodziewać wielu turystów z przyszłości, wyglądających dziwnie jak na nasz osobliwy, staroświecki sposób.


Może się okazać możliwe zastosowanie inżynierii genetycznej w celu stworzenia życia opartego na DNA, które przetrwałoby nieokreśloną ilość czasu lub przynajmniej sto tysięcy lat. Prostszym sposobem, który prawie znajduje się w zakresie naszych możliwości, byłoby jednak wysłanie maszyn. Byłyby one zaprojektowane do działania wystarczająco długo dla podróży międzygwiezdnej. Gdyby zjawiły się w pobliżu nowej gwiazdy, mogłyby wylądować na odpowiedniej planecie i wydobyć na niej materiał do produkcji kolejnych maszyn, które można by wysłać na następne gwiazdy. Takie maszyny stanowiłyby nową formę życia, opartą raczej na składnikach mechanicznych i elektronicznych aniżeli na cząsteczkach. Mogłyby w końcu zastąpić życie oparte na DNA, podobnie jak DNA zastąpiło wcześniejszą formę życia.

Takie mechaniczne życie będzie mogło również samo się projektować. Dlatego wydaje się, że okres ewolucji polegającej na transmisji zewnętrznej będzie tylko bardzo krótkim interludium pomiędzy fazą darwinowską a fazą samoprojektowania biologicznego lub mechanicznego. Zostało to ukazane na następnym diagramie, którego nie da się przeskalować, ponieważ nie da się pokazać okresu dziesięciu tysięcy lat na tej samej skali, co miliardy lat. To, jak długo potrwa okres samoprojektowania, jest kwestią otwartą. Może on być niestabilny, a życie może sam siebie zniszczyć lub dobiec końca. Jeśli nie, powinno ono być w stanie przeżyć śmierć słońca, która nastąpi za około 5 miliardów lat, przenosząc się na planety okrążające inne gwiazdy. Większość gwiazd wypali się w ciągu około 15 miliardów lat, a wszechświat, zgodnie z Drugim Prawem Termodynamiki, zacznie wchodzić w stan całkowitego nieporządku. Freeman Dyson pokazał jednak, że pomimo tego życie będzie potrafiło się dostosować nawet do szybko malejącej ilości uporządkowanej energii i dlatego, z zasady, będzie istniało wiecznie.

Jakie są szanse na to, że podczas przemierzania galaktyki natkniemy się na jakąś obcą formę życia? Jeśli argument mówiący o skali czasowej dla pojawienia się życia na Ziemi jest prawdziwy, powinno być wiele innych gwiazd, których planety posiadają formy życia. Niektóre z tych układów gwiezdnych mogły powstać 5 miliardów lat przed Ziemią. Dlaczego więc galaktyka nie raczkuje w dziedzinie samoprojektujących się mechanicznych lub biologicznych form życia? Dlaczego nie odwiedziły one ani nawet nie skolonizowały Ziemi? Pomijam kwestię tego, czy pojazdy UFO zawierają istoty z kosmosu. Myślę, że jakiekolwiek wizyty obcych byłyby dużo bardziej oczywiste, a być może również dużo bardziej nieprzyjemne.

Dlaczego nikt nas jeszcze nie odwiedził? Jedna z możliwości jest taka, że argument mówiący o pojawieniu się życia na Ziemi jest błędny. Być może prawdopodobieństwo spontanicznego powstania życia jest tak niskie, że Ziemia jest jedyną planetą w galaktyce lub w obserwowalnym wszechświecie, na której to się zdarzyło. Inna opcja mówi, że istniało uzasadnione prawdopodobieństwo powstania samokopiujących się systemów, takich jak komórki, ale żadna z tych form życia nie rozwinęła inteligencji. Zwykliśmy myśleć o inteligentnym życiu jako nieuniknionej konsekwencji ewolucji. Zasada Antropiczna powinna nas jednak ustrzec przed takimi argumentami. Bardziej prawdopodobne jest to, że ewolucja jest procesem przypadkowym, w którym inteligencja jest jednym z bardzo wielu możliwych wyników. Nie jest jasne, czy inteligencja posiada jakąkolwiek długoterminową wartość przetrwaniową. Bakterie i inne jednokomórkowe organizmy przeżyją, jeśli przez swoje działania zniszczymy wszystkie inne istniejące na Ziemi formy życia. Popierany jest pogląd, że inteligencja dla życia na Ziemi oznaczała mało prawdopodobny rozwój, biorąc pod uwagę chronologię ewolucji. Minęło bardzo dużo czasu - dwa i pół miliarda lat - by przejść od pojedynczych komórek do organizmów wielokomórkowych, które były niezbędnym prekursorem dla inteligencji. To dobry kawałek całego dostępnego czasu, zanim słońce wybuchnie. Byłoby to więc spójne z hipotezą, że prawdopodobieństwo by życie rozwinęło inteligencję jest niewielkie. W tym wypadku możemy oczekiwać znalezienia w galaktyce wielu innych form życia, jest jednak nieprawdopodobne, że znajdziemy inteligentne życie. Życie mogłoby również nie zdążyć rozwinąć inteligencji, gdyby w planetę miała uderzyć asteroida lub kometa. Właśnie zaobserwowaliśmy kolizję komety Schumacher-Levi z Jowiszem. Wytworzyła ona serie ogromnych ognistych kul. Uważa się, że uderzenie raczej małego ciała niebieskiego w Ziemię około 70 milionów lat temu było odpowiedzialne za wymarcie dinozaurów. Przetrwały bardzo małe ssaki, jednakże stworzenie wielkości człowieka zostałoby prawie całkowicie starte z powierzchni Ziemi. Trudno powiedzieć, jak często następują takie kolizje, jednak według uzasadnionego przypuszczenia następuje to, co mniej więcej dwadzieścia milionów lat. Gdyby to stwierdzenie było prawdziwe, mogłoby to oznaczać, że inteligentne życie na Ziemi rozwinęło się tylko z powodu szczęśliwego trafu, że w ciągu ostatnich 70 milionów lat nie było większych kolizji. Inne planety w galaktyce, na których rozwinęło się życie, mogły nie mieć wystarczająco długiego okresu wolnego od kolizji, by mogły na nich powstać inteligentne istoty.

Trzecia możliwość wygląda tak, że istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, że życie powstało i wytworzyło inteligentne istoty w fazie transmisji zewnętrznej. W tym miejscu jednak system staje się niestabilny, a inteligentne życie niszczy samo siebie. To byłoby bardzo pesymistyczne podsumowanie. Mam wielką nadzieję, że to nieprawda. Wolę czwartą wersję wydarzeń: prócz nas istnieją też inne formy inteligentnego życia, ale my je przeoczyliśmy. Istnieje projekt o nazwie SETI, poszukujący pozaziemskiej inteligencji. Polega on na skanowaniu częstotliwości radiowych by sprawdzić, czy będziemy w stanie odebrać sygnały od obcych cywilizacji. Myślałem, że projekt ten był wart wsparcia, został jednak zarzucony z powodu braku środków finansowych. Powinniśmy jednak być ostrożni zanim odpowiemy, do momentu aż się trochę bardziej rozwiniemy. Spotkanie z bardziej zaawansowaną cywilizacją na obecnym etapie naszego rozwoju mogłoby trochę przypominać spotkanie rdzennych mieszkańców Ameryki z Kolumbem. Nie sądzę, by byli na to przygotowani.

To wszystko, co mam do przekazania. Dziękuję za uwagę.

Profesor Stephen Hawking
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
http://paranormalium.pl/zycie-we-wszechswiecie-wyklad-profesora-stephena-h,290,39,artykul.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #33 dnia: Październik 02, 2010, 19:17:27 »
Wyobraźcie sobie takie doświadczenie  obracający się talerz z prędkością 60 milionów obrotów na minutę o średnicy(obwodzie) 1km
1*60 000  0000=60 000  0000km/1min=1000,000km/sek prędkości liniowej czyli na obwodzie takiego dysku prawie 5x przekroczyliśmy prędkość światła.

a teraz wyobraźcie sobie że ten dysk jest elastyczny i wraz ze wzrostem prędkości zaczyna się rozciągać możemy wtedy zaobserwować zjawisko rozszerzania jaki pomniejszania czasoprzestrzeni wraz ze zmianą prędkości. tak jak opisywały to teorie Einsteina ;) M-A



60 milionów obrotów na minutę

30-09-2010 19:43

grafen · Bruce Kane · University of Maryland

Bruce Kane z University of Maryland przeprowadził eksperyment, który wykazał, że najszybciej obracającym się znanym nam obiektem jest... fragment grafenu. W komorze próżniowej jest on w stanie wykonać 60 milionów obrotów w ciągu minuty.

Kane rozpylił w komorze próżniowej mikrometrowej wielkości naładowane fragmenty grafenu. Za pomocą oscylujących pól elektrycznych utrzymał je uniesione. Później wprawił je w ruch za pomocą spolaryzowanego promienia światła. Fragmenty zaczęły kręcić się z prędkością miliona obrotów na sekundę - najszybciej ze wszystkich znany obiektów makroskopowych.

Wcześniejszy rekord należał do kryształów obracających się z prędkością 30 000 razy na sekundę.

Grafen może osiągać olbrzymie prędkości obrotowe dzięki swojej olbrzymiej wytrzymałości. To właśnie ona powoduje, że siła odśrodkowa nie rozrywa grafenu. Co więcej, jak twierdzi Kane, biorąc pod uwagę jego szacowaną wytrzymałość, grafen mógłby obracać się... tysiąc razy szybciej.

Amerykański naukowiec uważa, że wykorzystana przez niego technika może posłużyć zarówno do badania właściwości grafenu, jak i jego wytwarzania. Podczas bardzo szybkich obrotów materiał rozciąga się, co pozwoli na obserwowanie interesujących właściwości i zjawisk fizycznych.


Autor: Mariusz Błoński
« Ostatnia zmiana: Październik 02, 2010, 21:52:29 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #34 dnia: Październik 30, 2010, 19:03:02 »
Widzimy tylko 5 procent kosmosu
Jaśniej widać ciemność
Albert Einstein wprowadził do równań ogólnej teorii względności coś, czego się później wstydził. Dziś wygląda na to, że wstydził się niesłusznie.
PowiększRadioteleskop SPT w stacji Amundsen-Scott na biegunie południowym słuzy do badania ciemnej energii, która według najnowszych szacunków stanowi 72 proc. zawartości wszechświataRadioteleskop SPT w stacji Amundsen-Scott na biegunie południowym słuzy do badania ciemnej energii, która według najnowszych szacunków stanowi 72 proc. zawartości wszechświata
http://wszechswiat.astrowww.pl/2billion.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Mapa Supergromad promień 2mld.lat Św.
Wszechświat ekspanduje. Wiemy to od ponad 80 lat – od ukazania się wiekopomnej publikacji, w której Edwin Hubble opisał odkryte przez siebie zjawisko ucieczki mgławic pozagalaktycznych. Obiekty te są dziś nazywane po prostu galaktykami. Te olbrzymie układy gwiazdowe złożone z setek miliardów słońc oddalają się od siebie niczym rodzynki w wyrastającym cieście: odległość między dowolną parą rośnie tym szybciej, im jest większa.

Obrazowej analogii z ciastem nie należy jednak ciągnąć zbyt daleko – w przeciwieństwie do niego Wszechświat nie ma środka ani brzegów (przynajmniej nic o tym nie wiemy). Pytania „w czym on się właściwie rozszerza” i „gdzie jest centrum tej kosmicznej ekspansji” po prostu nie mają sensu. Dokładniej – nie mają go we współczesnej kosmologii opartej na ogólnej teorii względności. Są równie bezsensowne jak pytania: „co jest na zewnątrz ludzkiej kultury” i „gdzie jest środek powierzchni Ziemi”.

Czy taki nieintuicyjny, wręcz sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem, obraz (naukowcy wolą mówić: model) Wszechświata może być poprawny? Niewątpliwie tak. Historia dowodzi bowiem, że zdroworozsądkowość i poprawność nie zawsze chodzą w parze: wystarczy przypomnieć cząstki elementarne, które jednocześnie są falami. Tym, co w nauce się liczy, nie jest przystawalność jakiejś koncepcji do wcześniej ugruntowanych poglądów i wyobrażeń, lecz jej spójność i zgodność opartych na niej przewidywań z obserwacjami. W obu tych konkurencjach obowiązujący dziś tzw. standardowy model kosmologiczny nie ma godnych siebie rywali, co jednak nie oznacza, że wszystko jest w nim jasne.

Nagłe przyspieszenie

Problem pojawił się 12 lat temu za sprawą wybuchających gwiazd zwanych supernowymi Ia. W pewnym przybliżeniu każdy taki obiekt jest gigantycznym ładunkiem termojądrowym o mocy ok. 10 miliardów miliardów miliardów (1028) megaton, który nieuchronnie eksploduje, gdy tylko jego masa z jakichś powodów (a tych jest w kosmosie wiele) przekroczy wartość graniczną równą mniej więcej 150 proc. masy naszego Słońca. Ponieważ moc wybuchu jest znana, można obliczyć, jak daleko znajdowała się rozerwana gwiazda. Zupełnie tak samo można wyznaczyć odległość, w jakiej zapaliła się zwykła żarówka, jeśli tylko wiadomo, że miała na przykład 100 W: wystarczy zmierzyć natężenie docierającego od niej światła i wykonać proste obliczenia na poziomie gimnazjalnym.

Ustaliwszy, gdzie nastąpiła eksplozja, dowiadujemy się jednocześnie, jak dawno temu do niej doszło (jeśli w odległości miliarda lat świetlnych – to według naszej rachuby czasu miliard lat temu). Błysk supernowej pozwala też zmierzyć prędkość, z jaką oddala się od nas jej macierzysta galaktyka. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – astronom mierzy prędkość dalekiego źródła światła prawie tak samo jak policjant prędkość samochodu. Jedyna różnica polega na tym, że w kosmosie posługujemy się sygnałami wysłanymi przez badane obiekty, a nie od nich odbitymi.

Pomiary prędkości supernowych wybuchających w różnych odległościach od nas pozwoliły odtworzyć historię kosmicznej ekspansji. Ku zdumieniu astronomów okazało się, że od mniej więcej 5 mld lat Wszechświat przyspiesza, zupełnie jakby ktoś łagodnie wciskał międzygalaktyczny pedał gazu. Efekt był całkowicie nieoczekiwany – wszyscy spodziewali się, że z upływem czasu galaktyki będą rozbiegać się coraz wolniej, ponieważ są hamowane przez wzajemne przyciąganie grawitacyjne. Tajemniczy czynnik, który tak skutecznie przeciwdziała grawitacji, został nazwany ciemną energią. Prawie na pewno nie należy go posądzać o pokrewieństwo z wykrytą dużo wcześniej ciemną materią (choć wśród zdesperowanych kosmologów trafiały się i takie pomysły). Ta ostatnia najprawdopodobniej składa się z jeszcze nieodkrytych cząstek, które na poziomie mikroskopowym nadzwyczaj niechętnie oddziałują z jakimikolwiek innymi cząstkami. W skali makroskopowej wytwarza jednak ona takie samo pole grawitacyjne jak zwykła materia, z której składają się gwiazdy, planety i nasze ciała. Dzięki temu mogliśmy stwierdzić, gdzie ciemna materia występuje i w jakiej ilości. Okazało się, że podobnie jak ta zwykła jest rozmieszczona bardzo nierównomiernie.

O naturze ciemnej energii nie wiemy właściwie nic. Wydaje się, że w przeciwieństwie do ciemnej i zwykłej materii nie tworzy ona żadnych zagęszczeń ani struktur: metr sześcienny gwiazdy czy planety zawiera jej tyle samo co metr sześcienny kosmicznej próżni. Na darmo jednak staralibyśmy się ją wykryć w ziemskim laboratorium. W pomieszczeniu o powierzchni 50 m kw. i wysokości 3 m jest jej zaledwie tyle, że równoważnej masy starczyłoby na trzy atomy uranu.

Największa zagadka kosmosu

Krótka historia tego dziwacznego składnika Wszechświata ma długi prolog, sięgający początków XX w. Nie wiedziano wtedy o istnieniu innych galaktyk, a wnętrze naszej Galaktyki (Drogi Mlecznej) wydawało się niezmienne w czasie. Wkrótce po sformułowaniu ogólnej teorii względności Albert Einstein otrzymał za jej pomocą pierwszy w historii model kosmologiczny. Konkluzja jego pracy była tyleż zaskakująca, co niepokojąca: okazało się bowiem, że niezmienność jest niemożliwa! Innymi słowy – że Wszechświat musi albo się kurczyć, albo rozszerzać. Aby dopasować teorię do obserwacji, wielki uczony wprowadził do niej tzw. człon kosmologiczny – źródło swoistej antygrawitacji, które przy odpowiednio dobranej wydajności umożliwiało utrzymanie pożądanej równowagi. 12 lat później, dowiedziawszy się o odkryciu Hubble’a, nazwał tę poprawkę największą ze swoich pomyłek.

Ktoś może powiedzieć: zaraz, zaraz – antygrawitacja została wprowadzona do teorii po to, by można było utrzymać kosmologiczny model w równowadze. Jeśli więc w prawdziwym kosmosie rzeczywiście działa coś w rodzaju antygrawitacji, to dlaczego galaktyki rozbiegają się, i to coraz szybciej? Otóż wszystko zależy od proporcji, w jakich wymieszane są składniki Wszechświata. Zwykła materia, ciemna materia i ciemna energia stanowią odpowiednio mniej więcej 4, 24 i 72 proc. jego zawartości. Upraszczając sprawę można powiedzieć, że antygrawitacja jest dwuipółkrotnie silniejsza od grawitacji, w związku z czym kosmos nie ma wyboru: przyspieszać po prostu musi.
http://www.astrovision.pl/article/11/1.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Skąd jednak znamy te proporcje? Jedyna odpowiedź, jaką można dać na to pytanie, brzmi wymijająco lub wręcz pokrętnie: ze standardowego modelu kosmologicznego. Pokrętność jest jednak tylko pozorna. Model Standardowy nie został przez nikogo zadekretowany, lecz jest wynikiem długoletniego, stopniowego dopasowywania teorii do rosnącego zbioru danych obserwacyjnych. Każdy jego element zazębia się z innymi tak precyzyjnie, że usunięcie jednego spowodowałoby zawalenie się całej konstrukcji. Ciemna energia trafiła do Modelu Standardowego nie tylko dlatego, że trzeba było uwzględnić wyniki obserwacji supernowych. Bez niej nie daje się zrozumieć cech wszechobecnej widmowej poświaty Wielkiego Wybuchu, odkrytej w połowie lat 60. przez Arno Penziasa i Roberta Wilsona. Co więcej, usuwając ciemną energię i pozostawiając resztę Wszechświata bez zmian stanęlibyśmy w obliczu fundamentalnej sprzeczności: wiek wielu gwiazd okazałby się dłuższy od wieku Wszechświata. Podobnie jest z ciemną materią, pierwotnie wprowadzoną tylko po to, by objaśnić ruchy materii w galaktykach i gromadach galaktyk. Okazuje się, że bez niej galaktyki w ogóle by nie powstały.

Podczas narodzin galaktyk ważną rolę odegrała też ciemna energia. Obserwacje poświaty Wielkiego Wybuchu dowodzą, że materia była w młodym Wszechświecie rozmieszczona niemal równomiernie. Drobne niejednorodności narastały przez miliony i miliardy lat pod wpływem grawitacji, przekształcając się w znane nam dziś obiekty. Proces ten można odtworzyć za pomocą symulacji komputerowych. Okazuje się, że obiekty i struktury obserwowane w naszym Wszechświecie powstają tylko w tych symulacjach, w których oprócz materii uwzględniona jest ciemna energia. Gdy jej nie ma, materia układa się zupełnie inaczej. Nic w tym zresztą dziwnego, ponieważ rozmiary i kształty kosmicznych struktur ewoluują pod wpływem grawitacji oraz generowanej przez ciemną energię antygrawitacji. W naszym Wszechświecie żadna z nich nie miała dotychczas dużej przewagi. Gdyby ciemnej energii było więcej, górę wzięłaby antygrawitacja, uniemożliwiając skupianie się materii; gdyby było jej mniej, powstałe struktury byłyby znacznie bardziej zwarte niż te obserwowane.

Gromady wskazuja drogę

Model z ciemną energią nie tylko objaśnia wiele obserwowanych cech kosmosu, lecz także pozwala przewidywać. Kosmologowie obliczyli, że w przyspieszającym Wszechświecie jasność poświaty Wielkiego Wybuchu powinna wzrastać w pobliżu gromad galaktyk. Taka gromada to olbrzymie skupisko zwykłej i ciemnej materii, w którego obrębie galaktyki krążą chaotycznie niczym pszczoły w roju. Poruszający się między nimi foton poświaty zyskuje energię, dopóki nie dotrze do środka gromady, po czym, wydostając się z niej, traci zdobytą nadwyżkę. Gdyby gromada trwała w równowadze i nie zmieniała rozmiarów, strata byłaby dokładnie równa zyskowi. Antygrawitacja ciemnej energii sprawia jednak, że utrzymanie równowagi jest niemożliwe. Z upływem czasu gromada powoli się rozszerza, wskutek czego fotony tracą mniej energii niż zyskują i poświata ulega nieznacznemu wzmocnieniu. Dwa lata temu efekt ten został zaobserwowany przez zespół astronomów z University of Hawaii. Uzyskano w ten sposób niezależny dowód na to, że kosmiczna ekspansja rzeczywiście przyspiesza.

Niejasność przyczyn tego zjawiska i zagadkowość natury 72 proc. zawartości Wszechświata trudno nazwać inaczej, jak wstydliwą plamą na honorze nauki. Na szczęście wygląda na to, że właśnie zbliżamy się do przełomu. Te same gromady galaktyk, które dostarczyły dowodu realności kosmicznego przyspieszenia, mogą stać się kamieniem z Rosetty pozwalającym rozszyfrować tajemnice ciemnej energii.

Zgodnie z ogólną teorią względności, ich pola grawitacyjne działają jak olbrzymie soczewki. Promienie świetlne wysyłane przez obiekty leżące daleko za gromadami są w tych polach załamywane i skupiane, dzięki czemu możemy oglądać odległe obszary kosmosu jakby przez dodatkowy naturalny teleskop. Analiza obrazów powstających w takich grawitacyjnych przyrządach optycznych pozwala zorientować się, jak w danej gromadzie jest rozmieszczona ciemna materia i jak z upływem czasu zmieniały się odległości między obrazowanymi galaktykami (a to wiąże się już bezpośrednio z działaniem ciemnej energii).

Opublikowane w sierpniu wyniki badań leżącej w tle gwiazdozbioru Panny i odległej od nas o ponad 2 mld lat świetlnych gromady Abell 1689 wskazują, że najlepszym matematycznym opisem zaobserwowanych efektów jest... stary einsteinowski człon kosmologiczny. Co prawda margines niepewności jest jeszcze spory, ale analiza innych gromad pozwoli go znacznie zawęzić. Być może już niedługo dowiemy się, czy Einstein rzeczywiście niechcący trafił w dziesiątkę.

Michał Różyczka
http://www.polityka.pl/nauka/wszechswiat/1509634,2,widzimy-tylko-5-procent-kosmosu.read
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #35 dnia: Październik 30, 2010, 19:07:16 »
Tajemniczy dryf kosmiczny
Za kosmicznym horyzontem
Co ciągnie niektóre galaktyki w jedną stronę? Astronomowie szukają wyjaśnienia tajemniczego zjawiska, którego przyczyna być może leży poza Wszechświatem dostępnym naszym obserwacjom.
PowiększPara galaktyk UGC 8335 w pordóży przez Wszechświat.Para galaktyk UGC 8335 w pordóży przez Wszechświat.

      Astronomia odsłania kosmos pełen chaosu i gwałtowności. Czy taki jego obraz można pogodzić z wiarą...


Kosmos podlega nieustającemu ruchowi. Ów ruch, zwany przez naukowców ekspansją Wszechświata, odkrył w latach 20. XX w. Edwin Hubble. Obserwując galaktyki zauważył, że im dalej są położone, tym szybciej się od nas oddalają. Fakt ten można wytłumaczyć dwojako: Ziemia jest w centrum Wszechświata i wszystko oddala się od niej z coraz większym przyspieszeniem – niczym w wyniku eksplozji. Albo, co bardziej prawdopodobne, po prostu cała przestrzeń się rozszerza jak rosnące ciasto lub puchnący balonik. Nieustannie w każdym swoim miejscu Wszechświat ulega ekspansji i dzieje się tak od samego początku, zwanego Wielkim Wybuchem.

Lata 80. ubiegłego wieku niespodziewanie przyniosły odkrycie jeszcze jednego rodzaju ruchu: to właśnie wtedy badania wykazały, że galaktyki położone w promieniu do ok. 150 mln lat świetlnych od Ziemi – czyli w przestrzeni, którą astronomowie pieszczotliwie nazywają naszym kosmicznym sąsiedztwem – w sposób niemalże jednolity poruszają się w tym samym kierunku. Początkowo o miejscu, w stronę którego się przemieszczają, wiedziano niezbyt wiele – jest ono bowiem przesłonięte przez naszą Galaktykę. Nie znając więc źródła ruchu galaktyk, astronomowie wystąpili z hipotezą, że muszą być one przyciągane przez jakieś masywne centrum grawitacji, którym najpewniej jest koncentracja gromad galaktycznych. Centrum to wkrótce nazwano Wielkim Atraktorem i oszacowano jego masę na 5×1016 mas Słońca (czyli ponad 100 tys. razy większą niż przeciętnej galaktyki). Z czasem część Wielkiego Atraktora udało się astronomom zbadać.

Z obecnych danych wynika, że masa Wielkiego Atraktora została początkowo 10-krotnie przeszacowana. Kolejne badania przyniosły inne, całkiem nieoczekiwane rezultaty – galaktyki znajdujące się za Wielkim Atraktorem wcale nie zachowują się tak jak te między Wielkim Atraktorem a nami, to znaczy wcale nie podążają w jego stronę. Odkrycie to zasugerowało naukowcom, że ruch ku Wielkiemu Atraktorowi jest tylko częścią większego ruchu.
http://images29.fotosik.pl/124/2779bc354fba87fb.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Za następnego podejrzanego o jego powodowanie uznano Koncentrację Shapleya. Nadawała się ona do wyjaśnienia tego dużo lepiej niż sam Wielki Atraktor, jako że jest 10-krotnie od niego masywniejsza. Od początku jednak niektórzy mieli z tą hipotezą pewne problemy – Koncentracja Shapleya jest od nas czterokrotnie bardziej odległa (ok. 650 mln lat świetlnych), a jak wiadomo – przyciąganie grawitacyjne maleje wraz z odległością.

1,5 mln. km/godz.

Nic zatem dziwnego, że przez paręnaście lat astronomowie spierali się, czy ów ruch galaktyk powodowany jest przez połączony efekt Wielkiego Atraktora i Koncentracji Shapleya, czy też może przez inne nieznane przyczyny. Dopiero w 2009 r. grono astronomów z USA i Kanady – Richard Watkins, Hume Feldman i Michael Hudson – po przeanalizowaniu wszystkich dotychczasowych danych wykazało, że ruch galaktyk odbywa się z prędkością ok. 1,5 mln km/godz. w kierunku, który, choć zbliżony, nie odpowiada położeniu Koncentracji Shapleya.

Żeby sprawę uczynić jeszcze bardziej zagadkową, mniej więcej w tym samym czasie inna grupa, kierowana przez Aleksandra Kashlinsky’ego z NASA, doniosła o jeszcze bardziej sensacyjnym odkryciu. Analizując ruch już nie galaktyk, lecz całych galaktycznych gromad, naukowcy zauważyli, że poruszają się one w kierunku bardzo zbliżonym do otrzymanego przez grupę Watkinsa. Według nich, ruch gromad galaktycznych na przestrzeni do co najmniej 1,5 mld lat świetlnych odbywa się z prędkością ok. 2–3 mln km/godz. Dodatkowo, nie stwierdzili, aby ruch ten wykazywał tendencję do zaniku, co sugeruje, że może odbywać się także dalej, w rejonach przez Kashlinsky’ego nieobserwowanych.
http://neutrino.fuw.edu.pl/edu_pict/bb4.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Jest to odkrycie zupełnie zaskakujące, ponieważ w ramach obecnie przyjętych poglądów na naturę Wszechświata taki wielkoskalowy ruch nie ma prawa istnieć! Tak więc, o ile ruch potwierdzony przez grupę Watkinsa jeszcze mieści się w ramach standardowego, ogólnie przyjętego modelu kosmologicznego, o tyle już poruszające się gromady galaktyczne w odległości 1,5 mld lat świetlnych są zupełnie nie do pomyślenia. Po prostu ten ruch w ogóle nie powinien mieć miejsca, gdyż istniejące struktury w naszym Wszechświecie nie mogą czegoś podobnego swoim przyciąganiem grawitacyjnym wygenerować. Co więcej, najnowsze badania ogłoszone w „The Astrophysical Journal Letters” sugerują, że mamy dowody, iż ruch ten sięga swoim zakresem niemalże dwukrotnie dalej niż początkowo sądzono. – Nawet w odległości 2,5 mld lat świetlnych – mówi Kashlinsky, który uważa, że najprawdopodobniej odbywa się on wszędzie w widocznym dla nas Wszechświecie.

Przedinfalcyjna niejednorodność

Co zatem mogłoby powodować owo „płynięcie” galaktyk, które naukowcy nazwali Ciemnym Przepływem? Jedną z teorii jest istnienie przedinflacyjnych zaburzeń w rozkładzie materii. Inflacja kosmologiczna to teoria, według której we wczesnym Wszechświecie ekspansja przestrzeni postępowała w olbrzymim tempie i w jej wyniku wszelakie niejednorodności wczesnego okresu zostały wypchnięte poza obszar dostępny naszym obserwacjom. Inflacja tłumaczy więc, czemu Wszechświat, jakim go obserwujemy, jest wszędzie bardzo podobny, niezależnie od kierunku patrzenia. Jednak kosmologiczna teoria inflacji nie wyklucza bynajmniej, że gdzieś za kosmicznym horyzontem Wszechświat może mieć inne właściwości. Może wyglądać zupełnie inaczej: być pozbawiony gwiazd czy złożonych pierwiastków chemicznych. Materia za horyzontem mogła np. uformować jedną wielką koncentrację materii lub nawet gigantyczną czarną dziurę, która swoją grawitacją ściąga w swoją stronę nie tylko galaktyki, ale i całe ich gromady.



Istnienie takiej przedinflacyjnej niejednorodności to tylko jedna z naukowych spekulacji i – tak jak większości hipotez na ten temat – na razie wykluczyć jej nie można. Po prostu, podobnie jak kiedyś granicą poznania dla człowieka było widoczne z Ziemi niebo, tak teraz jest nią dostępny naszym obserwacjom kosmos i to, co jest poza naszym kosmicznym horyzontem, pozostaje wielką niewiadomą. A jeśli nie uda się powiązać zjawiska Ciemnego Przepływu z obecnie istniejącymi strukturami we Wszechświecie, wówczas wzrośnie szansa, że fantazje rodem ze Star Treka o dziwnych strukturach zasiedlających jego kresy mają więcej z rzeczywistością wspólnego, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.
« Ostatnia zmiana: Październik 30, 2010, 19:12:10 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
http://kopalniawiedzy.pl/Chris-Regan-Matthew-Mecklenburg-przestrzen-spin-elektron-Dirac-nieciaglosc-grafen-tranzystor-12753.html

Przestrzeń jest jak szachownica?
22-03-2011 14:05
Chris Regan · Matthew Mecklenburg · przestrzeń · spin · elektron · Dirac · nieciągłość · grafen · tranzystor




Przestrzeń jest zwykle postrzegana jako nieskończenie podzielna. Jeśli wybierzemy dwa dowolne punkty w przestrzeni, to możemy wyznaczyć pomiędzy nimi połowę odległości. Tymczasem dwóch naukowców z UCLA (Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles) zauważyło, że podzielenie przestrzeni na nieciągłe fragmenty, podobne do szachownicy, wyjaśnia pewne właściwości elektronów.
Profesor Chris Regan i student Matthew Mecklenburg pracowali nad tranzystorami z grafenu gdy stwierdzili, że potraktowanie przestrzeni jak szachownicy wyjaśnia, w jaki sposób elektrony mogą otrzymywać spin.
Naukowcy stwierdzili, że elektrony zyskują spin dzięki temu, że przebywają w określonej pozycji, na "czarnych" bądź "białych" polach "szachownicy". Moment własny pędu - czyli właśnie spin - pojawia się, gdy te "pola" są na tyle blisko siebie, że nie można znaleźć dzielącej ich granicy.
"Spin elektronów może pojawiać się dlatego, że przestrzeń w bardzo małych wymiarach nie jest gładka, ale pofragmentowana, jak szachownica" - stwierdził Regan.
Spin, dzięki temu, że może przyjmować tylko dwie wartości, pozwala wyjaśnić stabilność materii, naturę wiązań chemicznych i wiele innych zjawisk. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób elektrony "zarządzają" spinem i związanym z nim ruchem obrotowym. Jeśli elektron ma średnicę, to jego powierzchnia musiałaby poruszać się szybciej od prędkości światła, co narusza teorię względności. Eksperymenty wykazały, że elektron nie ma średnicy, jest punktem bez powierzchni i mniejszych struktur.
Już w pierwszej połowie XX wieku Paul Dirac dowiódł, że spin elektronu jest związany ze strukturą czasoprzestrzeni, łącząc mechanikę kwantową z teorią Einsteina. Jednak równanie Diraca nie wyjaśnia, w jaki sposób elektron, który jest punktem, uzyskuje moment pędu, ani dlaczego spin przyjmuje tylko dwie wartości.
Teraz Regan i Mecklneburg wpadli na proste wyjaśnienie zagadki. "Chcieliśmy obliczyć wzmocnienie sygnału w grafenowym tranzystorze" - stwierdził. Do przeprowadzenia wyliczeń konieczne było zbadanie, w jaki sposób światło wpływa na elektrony w grafenie.
Elektrony te przeskakują pomiędzy atomami grafenu tak, jak figury po szachownicy, z tą jednak różnicą, że grafenowa "szachownica" jest trójkątna. Pola "ciemne" wskazują na "góra", pola "jasne" na "dół". Gdy elektron w grafenie zaabsorbuje foton, przeskakuje z pola jasnego na ciemne. To prowadzi do zmiany kierunku spinu. Innymi słowy, przesunięcie elektronu na inną pozycję zmienia jego spin. Spin jest zaś określany przez układ geometryczny siatki krystalicznej grafenu i jest różny od dotychczasowego spinu elektronu.
"Mój promotor doktoryzował się ze struktury elektronu. Byliśmy niezwykle podekscytowani stwierdzając, że spin zależy od siatki krystalicznej. To z kolei każe nam się zastanowić, czy zwykły spin elektronu nie powstaje w ten sam sposób" - mówi Mecklenburg.
Profesor Regan dodaje, że byłoby dziwne, gdyby tylko grafen posiadał sieć krystaliczną zdolną do generowania spinu.


Autor: Mariusz Błoński

Źródło: University of California, Los Angeles


666




http://reikivi.org/index.php?option=com_content&view=article&id=84:krolestwo-rownowagi&catid=49:osobiste-realizacje&Itemid=121


W trakcie "falowania" cały czas intensywnie prosiłam o łaskę i postęp duchowy. Początkowo odczułam bardzo silny, znajomy już dobrze strumień energii Światła, który spłynął z góry w moje serce. Rozpłynęłam się w błogim uczuciu Miłości i Szczęścia.... Lecz po krótkiej chwili, po raz pierwszy w tak fizyczny sposób, poczułam intensywnie potężną, gęstą energię wpływającą w moje ciało z Ziemi. Kiedy energia Ziemi dopłynęła do mojego serca i zmieszała się tam z energią spływającą z Nieba, dopiero wtedy.... nagle i niespodziewanie....targnęła mną potężna eksplozja.... Jakby uderzył we mnie piorun!!! Gdy energie te zmieszały się ze sobą w moim sercu....nastąpił gwałtowny wybuch .... błysk Wszechogarniającej Miłości!!! Dosłownie wstrząsnęło całym moim ciałem. W jednym błysku.... w jednej setnej sekundy.... w sercu.... w umyśle.... w całej mojej Jaźni pojawiło się Współodczuwanie i Zrozumienie... W jednej chwili, jednocześnie pojawiły się w mojej Jaźni obrazy:  

białe i czarne
aspekt męski i aspekt żeński
Bóg i Energia Materialna
Niebo i Ziemia
Światło i Ciemność
Ojciec i Matka
góra i dół
twardość i miękkość
Yin i Yang....
...........
Jak mogłam nie pojmować tego tak wyraźnie?! Dopiero połączenie tych wydawałoby się przeciwności daje prawdziwą Pełnię!!! Podążanie tylko w jedną stronę przy jednoczesnym wyrzekaniu się drugiej, wprowadza coraz większy dysonans. Nie można zaniedbywać, ani wyróżniać żadnego z tych dualnych aspektów... należy tą dualność przekroczyć i zaakceptować w pełni, pokochać .... Awersja to przecież druga strona przywiązania.

Zobaczyłam iż jestem tutaj, teraz, w tym życiu ludzką istotą, jakże wielki jest to dar. Dostałam od swego Ojca duszę, iskrę bożą, a od swojej Matki ciało. Oboje dali mi to z wielkiej Miłości. Najwyższej, Absolutnej Miłości pomiędzy nimi i Bezprzyczynowej Miłości do mnie. Jestem ukochanym dzieckiem. Wszyscy jesteśmy ukochanymi dziećmi.

Przyszłam tu po coś... rozwijać ducha, lecz mam nauczyć się również akceptować to, iż żyję w materialnym ciele. Nie doceniałam tego daru, gardziłam nim, czułam się w nim niewygodnie, chciałam tylko wyrwać się stąd jak najszybciej. Poczułam jak bardzo byłam niewdzięczna, i jak bardzo z powodu niedostatku miłości i braku zrozumienia gardziłam swoją rodzicielką. A teraz.... po raz pierwszy poczułam w pełni jej słodką.... potężną Miłość Matki.... wreszcie poczułam się tu całkowicie bezpiecznie. Zalewałam się łzami... moje serce stało się bardzo miękkie i czułe, zalewało mnie uczucie nieopisanego szczęścia i wielkiej radości....

Pojawiła się Realizacja czegoś, o czym słyszałam, wiedziałam od tak dawna, lecz to ignorowałam... Zrozumienie, lecz pochodzące nie z umysłu, ale z serca.... aby dbać o harmonijny rozwój, całkowite zrównoważenie... tylko wtedy pojawia się Pełnia i Miłość.

Teraz dopiero, zaczyna się prawdziwa praca ....




MER odnosi się to specyficznego rodzaju Światła, tak jak było ono rozumiane w Egipcie w czasie panowania XVIII Dynastii zanim reorientacja religii nie wprowadziła wojny pomiędzy Bogiem a całym Stworzeniem. MER było widziane jako dwa pola Światła wirujące w przeciwnych kierunkach, ale w tej samej przestrzeni (koło w kole). Te pole jest generowane kiedy osoba wykonuje rodzaj specjalnego oddechu.

KA nawiązuje do indywidualnej Duszy/Ducha osoby

BA oznacza sposób interpretacji rzeczywistości przez ducha. W naszej Rzeczywistości Ba jest zwykle definiowane jako ciało lub rzeczywistość fizyczna. W innych wymiarach, gdzie dusze nie posiadają ciała, Ba odnosi się do niesionych przez nie percepcji lub interpretacji rzeczywistości.

Prawidłowo działające pole Merkaby ma średnicę ok. 18 metrów , proporcjonalnie do wzrostu człowieka. Wirująca Merkaba może być wyświetlona na monitorze komputera przy zastosowaniu odpowiednich urządzeń. Wygląda identycznie jak powłoka termiczna Ziemi na zdjęciu w podczerwieni - posiada ten sam podstawowy kształt tradycyjnego latającego spodka.



i dla przypomnienia wykład Nassima
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,35.msg46.html#msg46
« Ostatnia zmiana: Marzec 22, 2011, 21:32:22 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina Czy istnieje eter?
« Odpowiedź #37 dnia: Marzec 22, 2011, 21:18:39 »
http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/289405,paul-dirac-czy-istnieje-eter



Paul Dirac: Czy istnieje eter?
 
Paul Dirac przedstawiany jest w naszej Wikipedii tak:
 
Paul Adrien Maurice Dirac (ur. 8 sierpnia 1902 w Bristolu, zm. 20 października 1984 w Tallahassee) – angielski fizyk teoretyk.
 
Jeden z twórców mechaniki kwantowej i elektrodynamiki kwantowej, laureat Nagrody Nobla z dziedziny fizyki w roku 1933 za wkład w rozwój mechaniki kwantowej.
 




Znajdujemy tam również poglądy Diraca na temat religii:
 
Dirac: Nie mogę zrozumieć dlaczego marnujemy czas dyskutując religię. Jeśli jesteśmy uczciwi, a naukowcy powinni tacy być, to musimy przyznać, że religia jest zbieraniną fałszywych stwierdzeń, bez żadnych podstaw w rzeczywistości. Sama idea Boga jest produktem ludzkiej wyobraźni. To jest zupełnie zrozumiałe, dlaczego pierwotni ludzie, którzy o wiele bardziej byli narażeni na łaskę i niełaskę sił przyrody niż my dzisiaj, personifikowali te siły w strachu i z drżeniem. Ale dziś, gdy my już zrozumieliśmy tak wiele naturalnych procesów w przyrodzie, my nie mamy takiej potrzeby. Nie mogę dostrzec za żadne skarby świata, jak Wszechmogący Bóg pomaga nam w jakikolwiek sposób. To co ja widzę, że to założenie prowadzi do takich bezproduktywnych pytań - dlaczego Bóg pozwala na tak wiele nieszczęść i niesprawiedliwości, wyzysku biednych przez bogatych i wszystkich innych okropności. On mógł temu zapobiec. Jeśli religia jest ciągle nauczana, to bynajmniej nie z powodu, że jej idee wciąż nas przekonują. Ale po prostu dlatego, że niektórzy z nas chcą zapewnić spokój niższych klas. Spokojnymi ludźmi jest o wiele łatwiej rządzić niż krzykliwymi i niezadowolonymi. Jest też znacznie łatwiej ich eksploatować. Religia jest rodzajem opium narodu, który pozwala uśpić ludzi w pobożnych marzeniach i skłonić aby zapomnieli o krzywdach, które są im wyrządzane. Stąd wynika sojusz tych dwóch wielkich sił politycznych, państwa i Kościoła. Państwo i Kościół potrzebują iluzji, że dobry Bóg nagrodzi ludzi w niebie, a nie na ziemi - tych wszystkich którzy godzą się na niesprawiedliwości, którzy wypełniają swoje obowiązki cicho i bez narzekania. Dlatego właśnie uczciwe stwierdzenie, że Bóg jest tylko wytworem ludzkiej wyobraźni jest nazywane przez Kościół najgorszym ze wszystkich grzechów śmiertelnych.
 
Te poglądy, jak się domyślam, dla wielu Czytelników przekreślają z góry wszystko co teraz o nim napiszę. Pomyśli bowiem Czytelnik: „skoro tak niesprawiedliwie wyrażał się Dirac na temat religii, zapewne wszystko inne co pisał lub myślał jest równie fałszywe.” Inny zaś Czytelnik pomyśli : „słusznie mówił na temat religii, ale z tego nie wynika, że słusznie mówi o innych rzeczach.”.Są bowiem różni czytelnicy, mają odmienne zdania, odmienne światopoglądy, odmienne metody myślenia. Jedni starają się być bardziej logiczni, inni mniej. To normalne. W takim świecie dane nam jest żyć. Ja sam przyznałbym mu sporo racji – ale jednak nie we wszystkim, i z zastrzeżeniami. Nie należy, moim zdaniem, zbytnio uogólniać, nie należy pomijać szczegółów, bo tam właśnie się często diabeł ukrywa.
 

Dirac i Feynman
 
W roku 1951 w czasopiśmie Nature ukazały się dwa listy Diraca:
 
Nature 168, 906 - 907 (24 November 1951); doi:10.1038/168906a0
 
Is there an Æther?
 
P. A. M. DIRAC
 
St. John's College, Cambridge. Oct. 9.
 
Streszczenie: IN the last century, the idea of a universal and all-pervading æther was popular as a foundation on which to build the theory of electromagnetic phenomena. The situation was profoundly influenced in 1905 by Einstein's discovery of the principle of relativity, leading to the requirement of a four-dimensional formulation of all natural laws. It was soon found that the existence of an æther could not be fitted in with relativity, and since relativity was well established, the æther was abandoned.

 
 
 
Nature 169, 702 (26 April 1952); doi:10.1038/169702b0
 
Is there an Æther?
 
P. A. M. DIRAC
 
St. John's College, Cambridge. Feb. 16.
 
Streszczenie: INFELD has shown how the field equations of my new electrodynamics can be written so as not to require an æther. This is not sufficient to make a complete dynamical theory. It is necessary to set up an action principle and to get a Hamiltonian formulation of the equations suitable for quantization purposes, and for this the æther velocity is required.
 
W liście pierwszym przedstawia Dirac swoją ideę eteru, w liście drugim odpiera krytykę Infelda. Pomyślałem sobie, że dobrze jest przybliżyć czytelnikom tą ideę, tym bardziej, że wiąże się ona z pojęciem potencjału elektromagnetycznego, któremu to pojęciu poświęciłem ostatnio nieco uwagi.
 
Zaczyna więc Dirac od przedstawienia swoich argumentów za tym, że pojęcie eteru wcale nie musi być sprzeczne ze szczególną teorią względności Einsteina – jak to się zwykło powszechnie uważać. Rzecz w tym, argumentuje Dirac, że szczególna teoria względności powinna się liczyć z tym, czego nauczyła nas mechanika kwantowa, a się nie liczy. Istnienie eteru, o ile podlega on prawom mechaniki kwantowej, jest możliwe – pisze Dirac, bowiem należy uwzględnić relacje nieoznaczoności Heisenberga. W teorii klasycznej eter musiałby mieć określoną prędkość w każdej chwili i w każdym punkcie – wyróżniając pewien układ odniesienia. W teorii kwantowej tak być nie tylko nie musi ale i być nie może. Eter może być opisywany funkcją falową, ta może mieć rozmyte widmo prędkości, i to tak, że nie stałoby to w sprzeczności z niczym co znamy z doświadczenia. By zilustrować tą ideę podaje Dirac przykład elektronu w atomie wodoru: klasycznie elektron powinien poruszać się po płaskiej eliptycznej orbicie. Kwantowo zaś dopuszczalny jest stan elektronu opisywany przez funkcję falową o sferycznej symetrii.
 
Dalej przechodzi Dirac do nieco konkretniejszej propozycji. Otóż w poprzedniej pracy p.t. „A New Classical Theory of Electrons” - „Nowa klasyczna koncepcja elektronów”, opublikowanej w Proc. Roy. Soc. London, A. 1951 V. 209, p. 291-296, zaproponował on klasyczny model elektronu mający obejść trudności elektrodynamiki kwantowej w której elektron traktowany jest jako „punkt materialny” o zerowych rozmiarach. Idea elektronu jako „punktu materialnego” prowadzi do bezsensownych przewidywań, które dopiero trzeba „leczyć” przy pomocy z zewnątrz podawanych leków zwanych „renormalizacją”. Fakt ten gnębił zarówno Feynmana jak i Diraca, jednak Feynman nie miał żadnej idei jak te trudności należy usunąć. Dirac natomiast doszedł do wniosku, że problem zaczyna się już w ramach klasycznej teorii Maxwella, gdzie w sposób błędny interpretowana jest rola potencjałów elektromagnetycznych. Dirac proponuje mianowicie zrezygnowanie z pewnej formalnej symetrii, znanej pod nazwą „niezmienniczość względem transformacji cechowania”. Tak czyniąc proponuje Dirac model elektronu jako cząstki rozciągłej, choć jeszcze bez uwzględnienia spinu. W pracy „Czy istnieje eter” przypisuje Dirac potencjałom elektromagnetycznym określony sens fizyczny: reprezentują one, z dokładnością do czynnika proporcjonalności, prędkość – czy to eteru czy to ciała naładowanego unoszonego tym eterem. Nie jest tu Dirac bardzo precyzyjny. Kończy swą pracę zdaniem:
 
„W ten sposób, wraz z wprowadzeniem nowej teorii elektrodynamiki jesteśmy po prostu zmuszeni do wprowadzenia eteru”.
 
Leopold Infeld poddał rozumowanie Diraca krytyce opartej na rozumowaniu czysto formalnym. Na to Dirac replikuje, że z kolei rozumowanie Infelda nie sięga w istotę problemu, a istota problemu jest konieczność zbudowania nowej elektrodynamiki a tego nie da się zrobić bez wprowadzenia prędkości eteru. Kończy Dirac wyrażając nadzieję, że ktoś kiedyś dokończy jego dzieło uwzględniając spin elektronu.
 
W styczniu 1952 roku gazeta New York Times publikuje artykuł:
 
BRITON SAYS SPACE IS FULL OF ETHER; Prof. A. M. Dirac Challenges Einstein With New Theory of Electrodynamics ENTITY IS POSTULATED Mathematician Uses Equations to Hold Invisible Must Exist and Pervade All Matter
 
Brytyjczyk stwierdza, że przestrzeń jest wypełniona eterem: Prof. A. M. Dirac swą Nową Teorią Elektrodynamiki rzuca wyzwanie Einsteinowi. Postulowany jest nowy byt. Matematyk używa równań by twierdzić, że coś niewidzialnego musi przenikać wszelką materię.
 

http://66.90.101.64/arkblog/vacuum.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Próżnia pełna jest energii. Wszystko jest możliwe - dzięki niczemu.
 
Do tej koncepcji eteru Dirac już w swoich kolejnych publikacjach nie powracał – zostawił rzecz odłogiem. Wrócili do niej i nadal wracają inni. Czy stoją na z góry przegranej pozycji?
 
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline chrumtataj

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #38 dnia: Marzec 24, 2011, 22:35:55 »
"Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina Przestrzeń jest jak ?"

Baaardzo ciekawy temat, mogę powiedzieć, że wręcz czekałem na coś takiego.
Dodałbym: http://swietageometria.info/nassim-winter-synteza
Być może Nassim nie mylił się, a to co przedstawiono w artykule to 2D, a Nassim przedstawił 3D.

Czyżby rzekome wzmianki o dyskach poruszających się pod kątami 90,45 i 25,5 stopnia miały związek ze strukturą próżni(?)

Jak dla mnie hit dnia.

Pozdrowienia
c.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #39 dnia: Marzec 28, 2011, 18:47:10 »
Źródło: University of California, Los Angeles


666


Do merkawy wpisującej się do w/w geometrii przestrzeni można wpisać też tą jantre


Jantra jest rysunkiem geometrycznym. Jest skutecznym narzędziem do koncentracji, kontemplacji i medytacji. Ten rodzaj Jogi jest również nazywany Mandala Joga. Jantra Joga jest szczególnie wykorzystywana przez Buddystów i możemy ją spotkać w mandalach, ikonach i świętych obrazach. Do tej kategorii zaliczamy również Kabalistyczne Drzewo Życia.


Rysunek prezentuje jedną z matematycznych metod wykreślania Jantry, a konkretnie Srsti krama. Szczegółowa instrukcja wykreślania tej jantry jest dość skomplikowana. Nie wszystkie jantry są konstruowane w ten sam sposób.

====








jaki drzewo życia z kabały


« Ostatnia zmiana: Marzec 28, 2011, 18:52:03 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl