logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Oscylując ku kwantom  (Przeczytany 4974 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Oscylując ku kwantom
« dnia: Wrzesień 20, 2010, 21:25:07 »
 W naszym życiu często analizujemy zjawiska. Dane zjawisko można analizować na wiele sposobów i pod różnymi kątami. Każdą rzecz można wziąć pod mikroskop, lecz można też wziąć pod teleskop. Możemy w ten sposób poznać różne aspekty analizowanych rzeczy i zjawisk. Może się przy tym okazać, że zarówno oglądając rzecz pod mikroskopem jak i patrząc na nią przez teleskop dostrzegamy podobne formy – jedynie przejawiające się w inny sposób. To właśnie ta nasza zdolność dostrzegania form leży, jak się wydaje, u podstaw naszego pojmowania rzeczywistości, naszej inteligencji.
 
Co to jest „forma”? Nie podejmuję się znalezienia prostej i zwięzłej odpowiedzi na to pytanie.
 
Sporo miejsca i czasu poświęciłem ostatnio na sznurki i struny, drgania i wibracje. Zaczęło się od nieszczęsnego sznura, który choć wije się jak należy, nie pasuje podobno do pewnych standardów dydaktyki. Ponieważ nie bardzo się przejmuję czyimiś standardami, wrócę do sznura.

http://66.90.101.64/arkblog/string4.gif
Oscylując ku kwantom



sznur fala stojąca
 Wywijając sznurkiem jak na obrazku możemy wygenerować fale stojące. Sznur, podobnie jak i struna, podobnie jak i powietrze w fujarce, ma swe mody drgań. Mody te charakteryzują się konkretnymi długościami fali i konkretnymi częstotliwościami drgań.
  






 

struna mody drgań
 
Jest moda podstawowa o najniższej częstotliwości, i są mody wyższe, każda o częstotliwości równej całkowitej wielokrotności częstotliwości mody podstawowej. Szarpnięta struna w gitarze drga zwykle z wieloma częstotliwościami na raz. Zwykle największą amplitudę ma moda podstawowa, ale towarzyszą jej inne mody, o mniejszych amplitudach. Każdy instrument muzyczny ma inny rozkład amplitud swoich drgań na mody – stąd też bierze się łatwo rozpoznawalna uchem charakterystyczna barwa dźwięku każdego instrumentu.
 
Ucho spełnia przy tym rolę teleskopu. Słuchamy dźwięku całej struny, nie analizujemy jej budowy mikroskopowej. A moglibyśmy. Gdybyśmy tak zrobili, schematycznie moglibyśmy strunę przedstawić jak na obrazku poniżej:



 Molekuły oddziałują jedna z drugą siłami elastycznymi (poprzez wiązania chemiczne). Elementem podstawowym jest jedna masa na sprężynce. Patrząc jednak przez teleskop elementem podstawowym jest jedna moda. I w jednym i w drugim przypadku charakterystyczną właściwością elementu podstawowego jest jedna jedyna częstość drgań. Formalnie taki element podstawowy nosi nazwę oscylatora lub, bardziej fachowo, jest to oscylator harmoniczny.
 
Oscylator harmoniczny to jakby najprostszy ciekawy układ który można rozważać w ramach mechaniki Newtona. Układy nieciekawe to ciało spoczywające lub ciało poruszające się ruchem prostoliniowym i jednostajnym. To ciała na które nie działa żadna siła zewnętrzna. Gdy na ciało działa siła zewnętrzna, ciało zmienia nie tylko swe położenie ale i swą prędkość. Najprostsza siła zewnętrzna to siła której wielkość jest wprost proporcjonalna do odchylenia od położenia spoczynku i skierowana tak, by położenie pierwotne przywrócić – siła stabilizująca. W jednym wymiarze:
 
F(q) = -k q
 
Znak minus pokazuje, że siła F(q) działa w kierunku przeciwnym do wychylenia q. Współczynnik k mówi nam o wielkości reakcji na wychylenia, jest stałą materiałową charakterystyczną dla danego oscylatora.
 
Zwykle wychylenie oznacza się literką q (lub x). Powinienem był użyć jakiejś innej literki, na przykład u. A to po to, by nie sugerować iż wychylenie ma miejsce w „naszej przestrzeni”. Może to być bowiem zmiana ciśnienia, zmiana temperatury, zmiana gęstości, zmiana naszego nastroju. W jakiej przestrzeni leżą nasze nastroje? Trudno powiedzieć, w jakiejś „przestrzeni nastrojów”. Przestrzeni jest wiele i różną mogą mieć one liczbę wymiarów. My, na razie, ograniczmy się do przestrzeni o jednym wymiarze, gdzie położenie charakteryzowane jest jedną liczbą, umownie „q”.
 

 
Masa to druga wielkość charakterystyczna związana z danym oscylatorem. Możemy równanie ruchu naszego oscylatora zapisać nieco prościej zauważając, że dla ruchu nie tyle są ważne k i m z osobna, ile iloraz k/m, który oznaczymy przez omega2:
 
  
 
Co oscylator robi? Oscyluje, tam i z powrotem. Oscyluje ze stałą częstotliwością. Omega to „częstość kołowa”. Częstotliwość, liczba wahnięć na sekundę, to omega/2 pi. Okres to 2 pi/omega. Częstotliwość jest stałą charakterystyczną dla danego oscylatora. Natomiast dany oscylator może oscylować z różną amplitudą. Ten sam oscylator, oscylujący z tą samą amplitudą, może jednak różnić się od drugiego identycznego fazą. Gdy jeden już wraca, drugi może dopiero zaczynać. Miast zapisywać nasze rozwiązanie w postaci jak wyżej, można je zapisać inaczej, w postaci jednej sinusoidy:
 
q(t) = C sin(omega t + delta)
 
Teraz stała C jest amplitudą zaś stała delta fazą w w chwili t=0. Wykres zależności wychylenia od czasu to zwykła, przesunięta w lewo lub w prawo, sinusoida.
 
 
Czas zająć się energią. Na energię oscylatora składa się energia kinetyczna i energia potencjalna. W samej rzeczy, tak jak to od czasów Hamiltona rozumiemy, podanie wyrażenia na energię jest ważniejsze od równań dynamiki Newtona. Bywa, że dynamika Newtona nie działa, ale działa inna, bardziej podstawowa metoda opisu dynamiki – tzw. metoda Hamiltona (jeszcze bardziej podstawową wydaje się być metoda Hamiltona-Jacobiego, ale to już jest temat na inną rozmowę). Wyjaśnię krótko o co chodzi. W mechanice Newtona podstawową wielkością jest siła (lub siły), a także masa. Ale co zrobić gdy chcemy opisać mechanikę fotonów? Co zrobić, gdy m=0? Mechanika Newtona bierze w łeb, także w swej poprawionej przez Einsteina, relatywistycznej postaci. Trzeba więc dynamikę sformułować jakoś inaczej, by pozbyć się w niej masy i, przy okazji, także i siły. Na pomoc przychodzi pojęcie pędu. Normalnie pęd definiujemy jako iloczyn masy i prędkości: p = mv. Ale czemu jakiś obiekt fizyczny nie może mieć pędu nie mając masy? Przyjmijmy więc, że to pęd jest wielkością podstawową charakteryzującą obiekt fizyczny w ruchu, masa zaś, jeśli się da o niej w ogóle mówić, jest wielkością wtórną.
 



 H(p,q) = p2/2m + kq2/2
 
Widać tu, że to właśnie w oscylatorze realizuje się piękna symetria pomiędzy położeniem i pędem. Energia jest sumą kwadratów pędu i położenia, no, ze współczynnikami, ale współczynniki być muszą, bo jednak pęd i położenie mieszkają w różnych, choć dualnych do siebie, przestrzeniach. Położenie mówi nam o aspekcie cząstkowym, gdzie obiekt jest. Pęd mówi nam o procesie, o tym jak obiekt pędzi. Ten właśnie ta dualizm przechodzi jakoś do mechaniki kwantowej, gdzie pojawia się w sposób dość jaskrawy, dualizm falowo-korpuskularny i związana z nim zasada nieoznaczoności.
 
Metoda Hamiltona polega wtedy na tym: podaj nam wyrażenie na energię, podaj nam Hamiltonian, tzn. funkcję H(p,q), a wtedy wszystko co się da rozwiązać, rozwiążę i niepotrzebne mi będą przy tym żadne „siły”. Jak jakieś siły będą komuś do czegoś potrzebne, to je wyliczę, ale mi one do niczego nie potrzebne. Siła to pojęcie do lamusa!
 
 
 
No i jaki z tego pożytek? Tak na pewno wielu zapyta. Otóż jest pożytek i to spory. Przestrzeń gdzie na jednej osi odłożone są położenia a na drugiej pędy nazywa się przestrzenią fazową. Obliczone z równań Hamiltona dq/dt i dp/dt dają dwie współrzędne wektora stycznego do trajektorii ruchu. W naszym przypadku, w punkcie (q,p) będzie to wektor o składowych (p/m, -kq). Rysując taki wektorek w każdym punkcie przestrzeni fazowej dostajemy pole wektorowe. Przyjmijmy k=1, Oto pola wektorowe (p/m,-q) dla m=1 oraz m=1/2:





Patrząc na te pola wektorowe, nie rozwiązując żadnych równań, od razu widzimy trajektorie ruchu. Położenie q oscyluje tam i z powrotem, pęd także oscyluje tam i z powrotem. W położeniu największego wychylenia pęd spada do zera, w położeniu przejścia przez stan bez wychylenia pęd jest największy. Czym mniejsza masa, tym bardziej eliptyczne stają się orbity w przestrzeni fazowej, co jest zrozumiałe, bowiem ze zmniejszaniem masy zmniejsza się proporcjonalnie pęd.





 Oto wykresy H(p,q) dla k=1 oraz m=1 i m=1/2 z naniesionymi przykładowymi trajektoriami:
  
 Pierwszy to piękna obrotowa paraboloida – mogłaby służyć jako antena satelitarna. Drugi to paraboloida nieco ściśnięta. Ponieważ nasz oscylator musi się poruszać na stałej wysokości H (stała energia), nie ma wielkiego wyboru.
Ale tak prosto jest tylko w jednym wymiarze. Przy trzech wymiarach przestrzennych i przy więcej niż jednym ciele sprawy się komplikują. Energia jest wtedy tylko jedną z wielu wielkości zachowanych. Znalezienie ich wszystkich, poznanie ich geometrii, sprawdzenie czy znajomość wartości wielkości zachowanych wystarcza na jednoznaczne określenie trajektorii – to cała wielka i ciekawa dziedzina fizyki i matematyki układów dynamicznych. Są układy zachowujące się w miarę regularne, są układy stabilne, ale są i niestabilne, może pojawić się chaos etc. Nasz oscylator to najprzyzwoitszy układ pod słońcem!
 
Podmienienie równań Newtona równaniami Hamiltona ma także tę zaletę, że stosuje się nawet do fotonów (tzn. gdy myślimy o fotonach jako „obiektach” obdarzonych położeniem i pędem).
Wszystko pięknie ładnie, ale tuż tuż, za drzwiami, czai się coś co nieco zaburzy ale i urozmaici krajobraz – to kwant działania.

http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/219632,oscylujac-ku-kwantom
« Ostatnia zmiana: Listopad 20, 2010, 01:22:57 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Oscylując ku kwantom
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 20, 2010, 07:27:33 »
Codzienne życie postrzegane przez nasze 5 zmysłów nie jest rzeczywistością. Fizyka kwantowa pokazała, że przestrzeń i czas to iluzja postrzegania. Dlatego nasze ciała nie mogą być prawdziwe jeśli zajmują przestrzeń. W 1909 roku na uniwersytecie w Manchesterze Ernest Rutherford przeprowadził doświadczenie ukazujące wnętrze atomu. Naukowcy byli zszokowani tym, że atom jest niemal w całości pustą przestrzenią. Powstało pytanie: Jak ten pusty atom tworzy materialny świat dookoła nas. Nasza prawdziwa świadomość nie znajduje się w głowie ani w naszych ciałach. Ale iluzja naszych indywidualnych ciał i ciągła dezinformacja o naszym prawdziwym pochodzeniu stworzyła koncept, że wszyscy myślimy niezależnie. Dzięki temu nieporozumieniu, wydaje się niemożliwe udowodnić naukowo: telepatii, sprzężenia umysłów, medium i innych fenomenów polegających na przesyłaniu informacji bez fizycznej komunikacji.

Ale jeśli zrozumiesz, że istnieje duchowe powiązanie pomiędzy wszystkimi rzeczami we wszechświecie, a my jesteśmy częścią jednej boskiej świadomości, to żaden fenomen nie będzie niewytłumaczalny. To proste zrozumienie wypełnia luki współczesnych religii wyjaśnia reinkarnację, deja-vu, przewidywanie przyszłości i każde wydarzenie kiedykolwiek doświadczane przez ludzkość. Pusta materia stanowiąca podstawowy budulec widzialnej egzystencji jest budowana i modelowana poprzez intencje. To oznacza, że świadomość kształtuje naszą rzeczywistość. Zrozumiałe, iż dla większości wydaje się to trudne do zaakceptowania. We współczesnych czasach jesteśmy od dziecka uczeni jak myśleć racjonalnie i intencjonalnie. Jest to lewo- półkulowa metoda edukacji czyniąca więcej szkody niż się wydaje. Lewa półkula odpowiada za: logikę, detale, fakty, wzory praktyczność, naukę i matematykę. Prawa półkula odpowiada za: uczucia, intuicję, symbole, obrazy, podejmowanie ryzyka, filozofię i religię. Dzięki nieustającemu wpływowi rządu na program nauczania kolejne pokolenia młodych są zmuszane do koncentrowania się tylko na faktach, figurach i liczbach. Powtarzanie wykorzystywane jest aby podświadomie trenować dzieci w przyswajaniu programu. Dzieci nie nagradza się za kwestionowanie tego, czego są uczone. Są za to wyśmiewane. Dzieci, które ślepo akceptują informacje jako prawdę i przywołują ją na komendę podczas sprawdzianu, później podejmują decyzje w rządzie o naszym prawie, w medycynie, biznesie i na każdym innym wpływowym stanowisku. Najbardziej szkodliwym efektem odejścia od holistycznego pojmowania całym mózgiem i myślenia tylko lewą półkulą jest stłumienie aspektu żeńskiego. Każdy mężczyzna i kobieta ma żeńskie i męskie aspekty. Nie ma to nic wspólnego z mężczyzną czy kobietą. To aspekty lewej i prawej półkuli. Yin i Yang, czarne i białe, jasne i ciemne, oraz inne dualizmy. Oba są istotne dla naszego duchowego i fizyczne zdrowia. W starożytnym Egipcie to kobiety rządziły tronem. Mężczyźni, których wybierały na męża zostawali faraonami. Obrazuje to tradycję Bogini którą zniszczono by wprowadzić społeczeństwo patriarchalne, zdominowane przez mężczyzn i widoczne we wszystkich głównych religiach. Stłumienie aspektu żeńskiego i zmuszanie ludzi do myślenia lewą półkulą zamknęło ludzi na naturalną zdolność czucia ziemskiej, kosmicznej i osobistej energii. Tradycje szamanów, magików, uzdrawiaczy i innych stały się nielegalne i ośmieszane. Traktuje się je jako fantazje filmów hollywoodzkich. Każda religia tłumaczy, że jesteśmy dziećmi Boga i mamy jego cząstkę w sobie. Jeśli wymażesz antropomorficzne pojęcie Boga i załapiesz, że Bóg to nic więcej jak duchowa sieć łącząca wszystkie rzeczy, wszystkie teksty religijne nabiorą sensu. Nasze ciała to tylko statki przenoszące nasze dusze zbierające doświadczenia dla boskiego umysłu. Tak właśnie jest możliwa ewolucja. Naukowo udowodniono, że wszystkie gatunki rozwijają się w bardziej złożone istoty. Pamięć gatunkowa wszystkich istot pozwala nowo narodzonym istotom automatycznie znać szczegółowe nawyki, których matka nie musi ich uczyć. Tak więc ta wiedza pozwala gatunkom rozwijać się w bardziej złożone istoty. Lyall Watson stwierdził, ż e japońscy naukowcy zaobserwowali 'efekt setnej małpy' w 1952 r. Odkryli, że nowe umiejętności nabyte przez pewien procent małp stają się naturalną umiejętnością gatunku. To kolejne świadectwo kolektywnej świadomości pośród gatunków. Wszystko ma naturalne wibracje: od atomów po krańce wszechświata. Aby zobaczyć powiązania między Ziemią a naszymi ciałami, przyjrzyj się centrom harmonijnym- lepiej znanym jako czakry. Podobnie jak punkty harmoniczne strun gitary, są to miejsca, w których skupiają się nasze wibracje. W filozofiach wschodnich, owe siedem czakr używa się do przywracania równowagi w ciałach fizycznym i duchowym. Nasza Ziemia także posiada 7 czakr położonych w równych odległościach od siebie. Na każdym kontynencie jest jedno takie centrum. Czakra Podstawy znajduje się w Mount Shasta w Kalifornii, Czakra seksu jest na Wyspie Słońca na jeziorze Titicaca w Ameryce Południowej. Czakra splotu solarnego, znajduje się w Uluru-Katatjuta, w Australii. Czakra Serca w Glastonbury-Shaftesbury w Anglii, Czakra Gardła w egipskiej Gizie, tam gdzie piramidy, Czakra 3 oka jest w Kuh-e Malek Siah w Iranie, A czakra Korony na górze Kailash w Tybecie. Od strony naukowej można to wyjaśnić tym, że w jądrze Ziemi jest skrystalizowane stopione żelazo, które rezonuje z częstotliwością około 7 Hz. Wszędzie na Ziemi istnieją energetyczne wiry, przez które emitowana jest energia elektromagnetyczna. Jest też kilka wirów wzdłuż równika, gdzie zdarzają się dziwne anomalie, jak awarie radia, czy błędy kompasów, a także zniknięcia statków i samolotów. Mogliście słyszeć o niektórych. Tak więc nieuchwytna część naszego istnienia - emocje, są częścią prawdziwej rzeczywistości wyższej świadomości. Jeżeli emocje są częścią sfery, której nie doświadczamy pięcioma zmysłami, to jak to się dzieje, że jesteśmy świadomi swoich emocji? To co większość osób uważa za emocje, tak naprawdę nimi nie jest. Doświadczamy tylko fizycznych przejawów tych emocji. Złość powoduje zakłócenia w psychice, które objawiają się jako Ego. Takie przejawienia wywołują przyspieszenie akcji serca, wzrost temperatury ciała, oraz wiele innych fizycznych objawów świadczących o złości. Tak, jak muzyka z radia, jest fizyczną manifestacją niematerialnego sygnału, tak samo nasze doświadczanie emocji jest przejawieniem niematerialnego sygnału. Wykazano, iż nasze emocje mają określone częstotliwości wibracyjne. Co więcej, są tylko dwa rodzaje emocji jakich doświadczają ludzie: Strach i Miłość. Wszystkie inne wywodzą się bezpośrednio od nich. Strach, ma długą i powolną częstotliwość wibracji, podczas gdy miłość ma bardzo szybką i wysoką częstotliwość. Żeby zobrazować wibracje- podstawę naszego bytu, Hanz Jenny w latach 40' opracował Cymatykę by wykazać, że gdy wibracja dźwiękowa przechodzi przez jakiś nośnik pojawi się pewien wzór. Gdy zwiększa się częstotliwość, wzór staje się bardziej złożony. To właśnie dzieje się z Ziemią i z Ludzkością. Jest 64 potencjalnych kodów aminokwasów w naszym DNA, złożonym z 4 elementów: węgla, tlenu, wodoru i azotu. Zgodnie z logiką, powinniśmy mieć aktywne wszystkie 64 kody w naszym DNA. Jednak obecnie aktywne jest tylko 20. Spośród wszystkich 64 możliwości wygląda na to, że jedynie 20 tych kodów jest teraz włączone, 20 aminokwasów. Istnieje przełącznik, który je włącza i wyłącza. Tym przełącznikiem jest to, co zwiemy emocją. Po raz pierwszy widzimy bezpośredni związek wzorców emocjonalnych z ludzkim materiałem genetycznym. Strach jest długą, powolną falą emocji. Tak więc ta fala jest długą, powolną falą, która dotyka relatywnie niewielu punktów łańcucha DNA. Tak więc osobnik żyjący w strachu jest ograniczony ilością tych antenek, dla niego dostępnych. Osobnik żyjący w miłości - jak widać jest to wyższa częstotliwość o krótszej fali, dlatego ma więcej potencjalnych miejsc do kodowania wzdłuż tego genetycznego wzorca.
Te informacje są zdumiewające, bo po raz pierwszy mamy namacalny związek między emocjami i genetyką. Warto to pojąć, gdyż inny badacz- Władimir Poponin zmierzył ilość cząsteczek światła zwanych fotonami wewnątrz próżniowej probówki. Fotony były rozproszone. Gdy włożono do probówki fragment kodu DNA i ponownie zmierzono fotony. Odkryto iż fotony zgromadziły się wokół kodu DNA. Po usunięciu próbki DNA fotony pozostały ustawione w jego kształcie, pomimo iż DNA już nie było. Był to tzw. Eksperyment Fantomowego DNA. Naukowcy wypełniają dziś istotną lukę między światem fizycznym a eterycznym, czy duchowym. Nasze emocje wpływają bezpośrednio na strukturę naszego DNA, które kształtuje świat fizyczny doświadczany przez nas na co dzień. Przekazy pozostawione nam przez starożytnych, były czymś więcej niż tylko przepowiedniami ogólnoświatowego rządu, czy Nowego Porządku Świata. Teraz rozumiemy, czemu studiowanie ciał niebieskich było takie ważne. Rotacje i orbity wszystkich ciał naszego wszechświata, służyły jako zegar wyznaczający wszystkie zmiany. Pomagało to starożytnym zrozumieć, że zmiany ciał niebieskich, są lustrem zmian całego istnienia. 21 Grudnia 2012 to po prostu naturalne przejście z jednej formy energetycznej do innej. Transcendentalna ewolucja człowieka. Data ta znana jest jako punkt zero. Nasze Słońce, jak i Ziemia tracą swoje pola magnetyczne, a ruch obrotowy Ziemi zwalnia. W tym samym czasie jej częstotliwość rezonansowa zwana 'Rezonansem Schumana' wzrasta zgodnie z przewidywalną sekwencją ciągów Fibonnacci'ego. Na poziomie komórkowym, nasze ciało reaguje na puls elektromagnetyczny. Starożytni nazwali to 'Świętym Układem'. Komórki otrzymują ten puls z mózgu, który dostaje go z serca, które odbiera swój puls z Ziemi. Jej puls bierze się z Układu Słonecznego, a ten z Galaktyki, a w końcu z całego wszechświata. Dosłownie dzielimy ten puls z całą egzystencją. To kolejny przykład na to, że wszystko jest jednym. Odkąd naukowcy zaczęli zapisywać ziemski puls, pozostawał on na poziomie ok. 7,8 cykli na sekundę. Była to wartość stała, aż do roku 1986/1987. Wtedy gwałtownie zaczął wzrastać do ok. 9 cykli/s w 1996 roku. Tak więc w ciągu dziesięciolecia wzrósł o 2 cykle/s. Do 2012 roku cykl ten wyniesie około 13 cykli/s zgodnie z teorią Fibonacci'ego. Co to oznacza dla ludzkości? Tak jak w Cymatyce wyższe częstotliwości powodowały bardziej złożone struktury, tak teraz doświadczamy początku wielkiej zmiany wibracji fizycznych i duchowych. Trudno pojąć co dokładnie stanie się z naszymi ciałami fizycznymi, ale starożytne teksty, religie pogańskie i monoteistyczne, szkoły mistyczne i tajne zakony- wszystkie podają wskazówki jakie to będzie doświadczenie.
"Człowiek zmienia się w formę światła nie z tego świata" Szmaragdowe Tablice Thotha. "Nie będzie cierpieć bólu śmierci, kiedy nadejdę w chwale. Zostanie zmieniony w mgnieniu oka w nieśmiertelnego". "W naszych ciałach zobaczymy naszych stwórców". Księga mormonów.
Tybetańska Księga Umarłych wyjaśnia, że różne kody wibracyjne tworzą warunki do wejścia w stan buddy. Podobne treści zawiera Egipska "Nuith". Będzie to zmiana epok. Transcendentalny okres kolosalnych zmian dla ludzkości. Ludzie nieprzystosowani, nie będą w stanie poradzić sobie z gwałtownymi zmianami w psychice. Jedynym sposobem by przygotować się na to co ma nadejść jest to, czego poszukiwaliśmy całe życie: Prawda. Nie prawda o rządzie, handlu, religii, terroryzmie lub czymkolwiek zewnętrznym, ale prawda o nas samych, o naszej psychice i naszym cieniu. W zachodniej kulturze, jesteśmy uczeni, że bycie normalnym oznacza bycie tylko szczęśliwym, nigdy smutnym. Bycie tylko kochającym i nigdy wściekłym. Wybaczającym, a nigdy zazdrosnym. Brzmi to wiarygodnie, ale tak nie jest. Nie powinniśmy tłumić żadnych negatywnych emocji, gdyż wywołuje to nierównowagę. By stawić czoła naszym emocjom, musimy się im poddać a nie zwalczać je. Musimy je uznać i pozwolić im spełniać swoje zadania ucząc się od nich. Starożytni Esseńczycy pozostawili nauki sięgające 6000 lat wstecz. Uczyli, że nasze relacje z innymi, ze światem i wydarzeniami są lustrem części naszej psychiki, która wymaga oczyszczenia. Autor Gregg Braden wspaniale wyjaśnia te kwestie w swoich pracach. Jego prace i studia nad tą tematyką, przyczyniły się znacząco do połączenia nauki i duchowości. Ważne jest by zrozumieć, że gdy boisz się straty, śmierci, wojny, terroryzmu czy zmian, w oparciu o te lęki, dajesz innym sposobność kontrolowania ciebie. Gdy walczysz z biedą, rasizmem, czy o wolność, zewnętrznie starasz się stłumić problem, któremu powinieneś stawić czoła w swoim wnętrzu. Takie sytuacje są lustrami naszych lęków. Dlatego ważne jest, by kochać i tylko kochać. Kochać tych, którzy są nam przyjaźni, ale w szczególności kochać swoich wrogów. Nie patrz na swoje lęki jako na zagrożenie, tylko zrozum, że ten materialny świat jest tylko fizyczną manifestacją lęku lub miłości obecnych w twojej świadomości. To proste. Wszystko z czym się musisz zmierzyć w życiu jest przed tobą. Gdy chcesz zobaczyć jakie są twoje prawdziwe wewnętrzne lęki, przeanalizuj swoje pragnienia i zahamowania. Tego, co wyjaśniliśmy wcześniej o ezoterycznych planach wąskiej elity przywódców nie powinieneś się obawiać. Oni od tysięcy lat pociągają za sznurki, by manipulować ludzkością. I to działało, aż do teraz. Każdemu systemowi religijnemu czy innemu jest łatwo pogrywać na naszym poczuciu bezpieczeństwa, na wmawianiu nam, że zatroszczy się o nasze bezpieczeństwo. Przyklaskujemy temu. Nie obwiniajmy więc religii. Obwiniajmy naszą niepewność, która pozwala religii kwitnąć i która pozwala istnieć tak wielu niszczącym nas systemom. Dlatego nie możemy się uwolnić. Ron Sekley z wydziału Chemii Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley wykazał iż DNA działa jako antena zarządzająca rozwojem komórkowym. Pierwotnej funkcji, którą spełnia DNA. Jest emiterem i odbiornikiem fotonów– światła oraz fononów- dźwięku. Dla rozwoju komórkowego, co oznacza, że spiralne zwoje DNA odbierają duchową energię miłości i emitują ją, manifestując w polu kwantowym, czyli fizycznej materii ciała. Oto częstotliwości w Hercach|(Hz), czyli cykle na sekundę, do których muzycy mogą dostroić instrumenty i eksperymentować. To skala muzyczna stwórcy: oryginalne solfeggio przez 3000 lat zagrzebane w Biblii. Tak więc antyczny kapłan wiedział jak lewitować olbrzymie kamienie by zbudować Piramidy i miał masońską (kamieniarską) wiedzę starszą niż antyczny Egipt. Posiadanie tej wiedzy, tych częstotliwości dawało możliwość tworzenia, destrukcji i czynienia cudów upoważnionym osobom, które miały do niej dostęp. Mówię o tym, z powodu tej metafory: Oto różnica między potęgą stwórcy, a czymkolwiek innym. A szczególnie złym. Możesz wejść do całkowicie ciemnego pokoju pełnego zła, ciemności i zapalić małą świeczkę, a ciemność natychmiast zniknie. Ale nie da się zrobić odwrotnie. Nie da się wejść do oświetlonego pokoju wypełnionego prawdą, mądrością i prawością, zadowoleniem, zdrowiem i harmonią z uniwersalną potęgą, nie da się wziąć żadnej ilości ciemności by wejść z nią do tego pokoju i odnieść jakikolwiek skutek. To metafora, o której często rozmyślam. Gdy wydaje mi się, że nie mam mocy. To wspaniała lekcja dla mnie i dla wszystkich: dowiedzieć się, że jesteśmy po zwycięskiej stronie. I na końcu zwyciężymy. Zrozum, że nie ma żadnej bitwy do wygrania, żadnej wojny. Nie trzeba będzie użyć żadnej broni, ani na nikogo podnieść ręki. Większość ludzi zastanawia się jak pojedyncza osoba może robić różnicę. Pytają, czy skoro wszystko to jest takie proste, a informacje te są dostępne czemu ktoś nie stawił czoła swoim lękom i nie zmienił świata dla innych? To najtrudniejsza i najpiękniejsza zagadka w naszym życiu. Twoja rzeczywistość dotyczy Ciebie i tylko Ciebie. Twoja ciekawość doprowadziła Cię do tych informacji, by spełnić pewne zadanie w Twoim życiu. By zrozumieć jak wszechświat jest prawdziwym hologramem, profesor matematyki z Uniwersytetu Yale opracował wzór, który potem obliczają komputery. Nazwany od jego nazwiska 'Zbiorem Mandelbrota' wydaje się być na pozór zdezorganizowany. Lecz niezależnie jak bardzo przybliżysz całą strukturę, zawsze odnajdziesz taki sam kształt w całości. Każdy fraktal dzielony w nieskończoność, zawsze przedstawia obraz całości. Gdy jeden fraktal zmieni swój wzór, cała struktura zmieni się razem z nim. To oznacza, że nie trzeba budzić całego świata. Nie ma sensu informować 6 miliardów ludzi świata o tym przesłaniu. Ważne jest tylko byś Ty sam nauczył się stawiać czoła swoim wewnętrznym lękom i nauczył się kochać. Gdy widzisz swoje lęki takimi jakimi są i panujesz nad emocjami, wtedy i tylko wtedy będziesz tak naprawdę wolny. Co zamierzasz zrobić?
http://www.tajemniceludzkosci.info/news.php
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline jolkaz

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 74
    • Zobacz profil
Odp: Oscylując ku kwantom
« Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 20, 2010, 09:59:48 »
Ta wypowiedź rezonuje z tym co odkryłam juz dość dawno temu-bardzo podobnie odbieram świat a to tylko świadczy o tym ,że nie jesteśmy sami ze swoim sposobem myślenia i to jest piękne gdy znajdziemy na swojej drodze kogoś kto myśli podobnie -jest to bardzo wspierające i podtrzymuje wiarę w siebie i jest nam to bardzo potrzebne w tym intensywnym czasie przemian a więc wspierajmy się i pracujmy dla dobra całości i torujmy drogę tym którzy jeszcze się nie przebudzili ale jest nadzieja ,że dołączą w przyszłości gdyż wszyscy otrzymamy już niedługo taką możliwość a 2012 będzie krokiem milowym do duchowości i mam nadzieję,że wszyscy Ci którzy teraz czesto są uważani za dziwaków   :oczko: zostaną zrozumiani czego sobie i wszystkim życzę   :-)
buziaczki

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Oscylując ku kwantom
« Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 21, 2010, 02:11:30 »
NTERPRETACJA KOPENHASKA

W 1927 roku fizyk Niels Bohr i Werner Heisenberg z Instytutu Fizyki Teoretycznej w Danii, w Kopenhadze, spróbowali pojąć kwantowe dziwactwo, jakie ukazywały nowe teorie. Rezultat ich pracy znany jest jako interpretacja kopenhaska. Jak dotąd, jest to najszerzej akceptowane wyjaśnienie, dlaczego cząsteczki zachowują się w taki, a nie inny sposób.

Według Bohra i Heisenberga, wszechświat istnieje jako niezliczona liczba zachodzących na siebie możliwości. Istnieją wszystkie w rodzaju kwantowego bulionu bez sprecyzowanej lokalizacji ani stanu, dopóki nie wydarzy się coś, co zamknie w miejscu jedną z możliwości.

To „coś” jest świadomością osoby – prostym aktem obserwacji. Jak dowodzi eksperyment, gdy patrzymy na coś takiego, jak elektron przechodzący przez otwór w barierze, sam akt obserwacji jest tym, co wydaje się zmieniać jedną z kwantowych możliwości w rzeczywistość. A w tym momencie jedynym, co widzimy, jest ta wersja, na której się skoncentrowaliśmy.

Za: Teoria ta była niesłychanie skuteczna w wyjaśnieniu zachowania cząsteczek, jakie było obserwowane w doświadczeniach.

Przeciw: Główny zarzut wobec tej teorii (jeśli można to uważać za pojedynczą teorię), dotyczy tego, że sugeruje, iż wszechświat może się manifestować jedynie w obecności kogoś lub czegoś, co go obserwuje. W dodatku interpretacja kopenhaska nie bierze pod uwagę czynnika grawitacji.

INTERPRETACJA WIELOŚWIATOWA

Następnym popularnym wyjaśnieniem dziwacznego zachowania kwantowych cząsteczek po interpretacji kopenhaskiej jest interpretacja wszechświatów równoległych zwana interpretacją wieloświatową. Przedstawiona po raz pierwszy w roku 1957 przez fizyka z uniwersytetu w Princeton Hugh Everetta III, teoria ta zdobyła niezwykłą popularność i poparcie, ponieważ wydaje się dotyczyć wielu pozornych tajemnic świata kwantowego. Podobnie jak interpretacja kopenhaska, sugeruje ona, że w każdym danym momencie czasu istnieje nieskończona liczba zachodzących możliwości oraz że wszystkie już istnieją i wydarzają się symultanicznie.

Różnica pomiędzy tym wyjaśnieniem a interpretacją kopenhaską polega na tym, że według interpretacji wieloświatowej każda możliwość wydarza się we własnej przestrzeni i nie może być widziana przez pozostałe. Te unikalne przestrzenie są nazywane wszechświatami równoległymi. Podróżujemy przypuszczalnie w przestrzeni czasu jednej możliwości w jednym wszechświecie i co chwila dokonujemy kwantowego skoku w inną możliwość, w innym wszechświecie. Z tej perspektywy ktoś mógłby przeżywać swe życie w chorobie, a poprzez zmianę obiektu koncentracji doznać nagle „cudownego” uzdrowienia, podczas gdy świat wokół niego wygląda zupełnie tak samo, jak przedtem.
Interpretacja Everetta wskazuje na to, że już istniejemy w każdym z wszechświatów równoległych. Gdy weźmiemy je wszystkie pod uwagę, przeżywamy każdy kolejny sen oraz fantazje, jakie moglibyśmy sobie kiedykolwiek wyobrazić. Niektórzy zwolennicy tej teorii sugerują nawet, że gdy w nocy śnimy, nasze sny są wynikiem zrelaksowania uwagi utrzymującej nas tu, w naszej rzeczywistości, pozwalając nam na dryfowanie przez światy równoległych możliwości. Podobnie jak obserwatorzy w interpretacji kopenhaskiej, widzimy tylko tę możliwość, na której się koncentrujemy. I to jest klucz zamykający daną możliwość w miejscu jako „rzeczywistość”.

Za: Ta teoria wydaje się wyjaśniać, dlaczego nie widzimy wielu możliwości wskazywanych w interpretacji kopenhaskiej.

Przeciw: Podobnie jak wiele idei opartych na teorii kwantowej, ta teoria nie bierze pod uwagę siły grawitacji. Chociaż może wyjaśnia niektóre zjawiska, jakie widzimy w świecie kwantowym, dopóki nie bierze pod uwagę wszystkich sił natury, jest uważana za niekompletną.

W ostatnich latach przedstawiono trzecią teorię, która zdaje się odnosić do wad obydwu poprzednich, zarówno interpretacji kopenhaskiej, jak i wieloświatowej. Nazwana od nazwiska swego autora, profesora matematyki uniwersytetu w Oksfordzie, sir Rogera Penrose’a, interpretacja Penrose’a sugeruje, że siła grawitacji, często pomijana przez fizyków kwantowych, jest właśnie tym, co utrzymuje wszechświat w całości.

INTERPRETACJA PENROSE’A

Podobnie jak zwolennicy pozostałych interpretacji, Penrose wierzy w to, że na poziomie kwantowym istnieje wiele możliwości i prawdopodobieństw. Jego teoria różni się jednak w tym, czym jest to, co „zamyka” każdą poszczególną możliwość w naszej rzeczywistości.

Penrose proponuje, że kwantowe możliwości z innych wymiarów są formą materii. Ponieważ każda materia tworzy grawitację, każda z możliwości ma swoje własne pole grawitacyjne. Jednakże utrzymanie go wymaga energii, a im więcej energii wymaga dane prawdopodobieństwo, tym bardziej jest niestabilne. Ponieważ jest niemożliwe, aby wystarczyło energii dla wszystkich z nich na zawsze, załamują się ostatecznie w pojedynczy stan – najstabilniejszy, który postrzegamy jako naszą „rzeczywistość”.

Za: Największą siłą tej teorii jest to, że po raz pierwszy bierze pod uwagę grawitację – jedyny czynnik dzielący idee Einsteina oraz teorie kwantowe i czyni tę siłę centralną w istnieniu rzeczywistości.

Przeciw: Być może największym mankamentem teorii Penrosea (jeśli może być uważana za pojedynczą) jest to, że jego krytycy wierzą, że nie jest konieczne branie jej pod uwagę. Chociaż teoria kwantowa jest wciąż tylko teorią, jak dotąd była w 100 procentach skuteczna w przepowiadaniu wyników kwantowych eksperymentów. A więc mamy już praktyczną teorię rzeczywistości. Interpretacja Penrose’a również ją przynosi, zawierając też czynnik grawitacji, którego zabrakło w pozostałych teoriach.

A WIĘC KTÓRA Z NICH?

Fizyk teoretyczny Michio Kaku, współautor jednolitej teorii superstrun, opisał być może najlepiej dylemat fizyki kwantowej, mówiąc: „Twierdzi się często, że spośród wszystkich teorii przedstawionych w tym stuleciu teoria kwantowa jest najbardziej niemądra. Niektórzy mówią że jedyną rzeczą, dla której za taką uchodzi teoria kwantowa, jest to, że jest niekwestionowanie prawidłowa” .

Czy którakolwiek z trzech zaakceptowanych teorii wyjaśnia zarówno „anormalne” zdarzenia w bardzo małym wymiarze subatomowym, jak i to, dlaczego świat, który widzimy, działa tak, jak działa?
Jakkolwiek dobra jest każda z tych interpretacji i jak dobrze może ona odnosić się do tego, co zauważamy w laboratoriach, jedynym czynnikiem, jaki może być „brakującym ogniwem”, jest rola, jaką odgrywa Boska Matryca, łącząc nas ze zbiornikiem wszystkiego, co jest obserwowane.

Podczas gdy patrzący wydaje się być dziką kartą w eksperymentach dających nieoczekiwane rezultaty, co wtedy, gdy „anomalie” nie są wcale anomaliami? Co wtedy, gdy „dziwactwo” kwantowych cząsteczek jest w rzeczywistości normalnym sposobem zachowania materii? Czy jest możliwe, że wszystko – od informacji poruszającej się szybciej niż prędkość światła, po dwie rzeczy istniejące w tym samym miejscu w tym samym momencie – naprawdę pokazuje nam nasz potencjał, zamiast naszych ograniczeń? Jeśli tak, wówczas musimy zadać sobie pytanie: „Co jest tym jedynym czynnikiem wiążącym wszystkie te rzeczy razem i nie pozwalającym nam doświadczać tej samej wolności, jaką zdają się mieć cząsteczki?”.

To my jesteśmy tym właśnie czynnikiem, którego brak w istniejących teoriach! Jest to szczególnie nasza zdolność celowego tworzenia warunków świadomości (myśli, uczuć, emocji i przekonań), które zamykają jedną wybraną możliwość w rzeczywistość naszego życia. I to jest właśnie to, co sprawia, że nauka zatacza koło, łącząc się ze starożytnymi duchowymi tradycjami naszego świata. Zarówno nauka, jak i mistycyzm, opisują siły wiążące wszystko razem i dające nam moc wpływania na zachowanie materii – oraz samej rzeczywistości – po prostu przez sposób, w jaki postrzegamy świat wokół nas.

Kluczem jest to, że istnieje duża różnica w znaczeniu, jakie różne tradycje duchowe i główny nurt nauki nadają odkryciom kwantowego świata. Z powodów, które opisałem wcześniej, większość fizyków wierzy, iż sposób, w jaki zachowują się elektrony i fotony, ma niewiele wspólnego z tym, jak przeżywamy nasze codzienne życie. Z drugiej strony, starożytne tradycje sugerują, że właśnie z powodu sposobu, w jaki wszystko działa na poziomie subatomowym, możemy zmienić nasze ciało i świat. Jeśli jest to prawdą, wówczas to, co się dzieje w kwantowym królestwie, ma szczególny związek z naszym życiem dzień po dniu.

Jak wskazywał mój indiański przyjaciel Joseph w kanionie, nie potrzebujemy maszyn, by osiągnąć wspaniałe wyniki, jakie widzimy w kwantowych cząsteczkach. Mocą naszej zapomnianej wewnętrznej technologii możemy uzdrawiać, dokonywać bilokacji, być wszędzie jednocześnie, widzieć na odległość, łączyć się telepatycznie, wybrać pokój i robić wszystko inne. Wszystko to sprowadza się do potęgi skupienia świadomości, która jest wielką tajemnicą naszych najcenniejszych starożytnych tradycji.

TWORZENIE RZECZYWISTOŚCI – KURS PODSTAWOWY

W naukach buddyzmu Mahajany wierzy się, że rzeczywistość może istnieć tylko tam, gdzie nasz umysł koncentruje swoją uwagę. W istocie, mądrość wskazuje, że zarówno świat czystej formy, jak i bezforemny, są wynikiem świadomości zwanej „subiektywną imaginacją” . Każde doświadczenie wyda nam się dostatecznie realne tylko wówczas, jeśli przyjmiemy, że coś, na co skierujemy swoją uwagę, będzie mogło zaistnieć w rzeczywistości. Z wyjątkiem lekkiej różnicy w zakresie języka, ta starożytna tradycja brzmi bardzo podobnie do XX-wiecznej teorii kwantowej.

Jeśli wszystkie z nakazów i zakazów kwantowych możliwości są prawdą a emocja jest kluczem do wyboru rzeczywistości, wówczas pytanie brzmi: „Jak mamy czuć, że coś się wydarzyło, kiedy osoba obok nas patrzy nam prosto w twarz i mówi, że tak nie jest?”.

Na przykład czy okłamujemy siebie samych, gdy mówimy, że ukochana osoba jest już uzdrowiona, stojąc nad nią na oddziale intensywnej terapii w szpitalu imienia św. Jakiegoś?

Ironia ostatniego pytania polega na tym, że z samej jego natury nie istnieje na nie jedna odpowiedź. We wszechświecie wielu możliwych rzeczywistości istnieją liczne potencjalne odpowiedzi. Gdzieś wśród tych wszystkich wszechświatów równoległych istnieje scenariusz, w którym uzdrowienie naszego ukochanego już nastąpiło. W jakimś miejscu istnieje rzeczywistość, w której choroba nigdy nie miała miejsca. Jednak z przyczyn, których możemy nigdy nie poznać ani nie zrozumieć, nie jest to rezultat, jaki został obudzony – nie jest to ta „rzeczywistość” leżąca przed nami na noszach.
Odpowiedź na nasze pytanie sprowadza nas do tego, w co wierzymy na temat świata i naszej mocy wyboru. Pytaniem staje się: „Jaką możliwość wybieramy? Na jaką rzeczywistość decyduje się nasz ukochany albo lekarz?”. Aby na to odpowiedzieć, musimy najpierw uznać, że mamy moc, aby takiego wyboru dokonać.

Jak to ukazała opowieść Neville’a o mężczyźnie i jego niemal beznadziejnej chorobie, obecna rzeczywistość nie jest zbudowana z kamienia. Wydaje się raczej miękka i plastyczna; może się zmienić nawet w chwili, gdy wydaje się, że nie ma po temu powodu. W relacji Neville’a, lekarze młodego człowieka postawili diagnozę (wybrali rzeczywistość) z nieoczekiwanym rezultatem. Nie wiedząc, że miał wybór, młody mężczyzna wierzył im z początku i przyjął ich wersję rzeczywistości. Dopiero wtedy, gdy zaoferowano mu inną możliwość i on ją zaakceptował, jego ciało odpowiedziało na nowe przekonanie – i zrobiło to szybko. (Podaję inny potężny przykład takiej możliwości w Rozdziale IV.).
Einstein przedstawił słynne twierdzenie, że nie możemy rozwiązać problemu, dopóki pozostajemy na tym samym poziomie myślenia, które go stworzyło. Podobnie nie możemy zmienić rzeczywistości, pozostając w tej samej świadomości, która ją stworzyła. Aby zamknąć jedną z wielu możliwości opisanych przez naukowców z Kopenhagi, wieloświatowość i teorie rzeczywistości Penrose’a, musimy ją określić z maksymalną dokładnością. Precyzyjnie.

Z chwilą gdy rozpoznamy nasz wybór w kategoriach tego, co widzimy jako naszą rzeczywistość, następne powszechnie zadawane pytania brzmią: „Jak to robimy? Jak mamy postrzegać kogoś jako uleczonego, gdy ciało tej osoby wydaje się chore?”. Odpowiedź zaczyna się wraz z naszą gotowością by spojrzeć poza iluzję tego, co świat nam ukazuje. W przykładzie choroby naszego ukochanego zachęca się nas, by spojrzeć poza chorobę, jakiej on doświadcza, myśleć o nim jak o już uzdrowionym i odczuwać to, jak to jest być z nim w tej nowej rzeczywistości.

Jednakże aby wybrać inną możliwość, musimy zrobić coś więcej, niż tylko myśleć o nowej formie bycia i życzyć sobie, żeby wyzdrowienie ukochanej osoby już nastąpiło. Jest to być może największa przestroga w tym sposobie widzenia świata i jest tym, co może stanowić największą pułapkę. W naszym strachu przed utratą osób, miejsc i rzeczy, które są nam najdroższe, istnieje pokusa, aby radzić sobie z ogromem sytuacji poprzez negowanie rzeczywistości zaglądającej nam w twarz, mówiąc po prostu, że w nianie wierzymy. Ale dopóki nie podejmiemy także działań, które zastąpią przerażającą rzeczywistość rzeczywistością uzdrowienia, nasz brak akceptacji jest granicą dającą niewiele więcej niż frustracje i rozczarowanie.

Osobiście doświadczyłem utraty przyjaciół, którzy wpadli w tę pułapkę i nie ma ich już dziś na tym świecie. Chociaż są jedynymi osobami, które wiedzą co się zdarzyło naprawdę w ich sercach i umysłach przed odejściem, miałem sposobność być świadkiem walki, przez jaką przeszli ze swoimi przekonaniami. „Jeśli jestem tak potężną istotą” -rozumowali-„to dlaczego wciąż jestem w tym stanie? Zmieniłem moje przekonania… Dlaczego nie wyzdrowiałem?”.
Problem jest głęboki, osobisty i drażliwy. A odpowiedź może budzić silne uczucia w dyskusjach na temat, co „istnieje”, jak zdaje się funkcjonować wszechświat i gdzie jest w tym Bóg. Zasadnicze jest to: istnieje subtelna i delikatna równowaga między wybraniem po prostu nowej możliwości a rzeczywistym podążaniem za nią, angażowaniem myśli, uczuć i przekonań, które powołują do życia ów rezultat jako nową rzeczywistość


http://odrodzeniemilosci.pl/blog/index.php/2010/02/13/teorie-kwantowe-interpretacje/
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Kwantowość układów ożywionych zwane życiem
« Odpowiedź #4 dnia: Luty 16, 2011, 21:02:09 »
Kwantowość układów ożywionych
Zjawisko roboczo zwane życiem
Dlaczego czujemy zapachy? Skąd u ptaków zdolności nawigacyjne? Jak działa świadomość? I wreszcie, jak powstało życie? Odpowiedzi na te pytania proponuje nowa nauka, biologia kwantowa.


http://1.bp.blogspot.com/_x-qjiFPq29g/TCTj6le8WlI/AAAAAAAAATM/ViF2fs8P3wI/S1600-R/AAbioelektronika3.GIF
Oscylując ku kwantom


Choć zostanie to zapewne oprotestowane przez czujnych rygorystów, można powiedzieć, że fizycy kwantowi i biolodzy należą do dwóch, nierzadko nieco lekceważących swe kompetencje, drużyn. Członkowie tej pierwszej dochodzą do perfekcji w opisie rzeczy najmniejszych – elektronów, atomów, jonów czy cząsteczek. Budują wyrafinowane modele matematyczne zjawisk i układów. Z tym że te układy niewiele mają wspólnego ze światem realnym, bo są nieskomplikowane i odizolowane od wpływów otoczenia. Inaczej jest w drużynie biologów. Tu rzeczywistość przyjmuje się z dobrodziejstwem inwentarza, czyli taką, jaką ona zazwyczaj jest – chaotyczną i nieprzejrzystą. Biolodzy opisują ją w sposób może mniej głęboki niż fizycy, ale za to znacznie bliższy życiu, które jest, najkrócej rzecz ujmując, ciepłe i wilgotne.
Ostatnio jednak w swoich doświadczeniach biolodzy zbliżają się do granicy świata kwantowego, a fizycy uczą się sobie radzić z coraz bardziej złożonymi systemami. Obie strony zmierzają ku wspólnemu miejscu spotkań, zwanemu biologią kwantową. Znajdziemy tam ludzi z University of California w Berkeley, Imperial College London, Massachusetts Institute of Technology, Harvardu, Universität Innsbruck, Universität Ulm, Centre for Quantum Technologies w Singapurze i innych pierwszoligowych instytucji badawczych. Naukowcy ci pytają o niebywałą sprawność przetrwania, działania i ekspansji organizmów żywych. Skąd się ona wzięła? Czy tylko za sprawą ich trudnej do ogarnięcia złożoności? Czy może raczej w tym celu natura wykorzystuje jakieś sprytne kwantowe triki?
Kwantowe to, kwantowe tamto – sceptyk słusznie unosi brew, bo z użycia tego przymiotnika trzeba się wytłumaczyć. Przecież jeśli przełączyć mikroskop dowolnej nauki przyrodniczej, również biologii, na maksymalne powiększenie, naszym oczom ukaże się zawsze ten sam mikroświat, rządzony jednym zestawem praw mechaniki kwantowej (cząstki zachowują się jak fale, znajdując się jak gdyby w wielu różnych stanach jednocześnie itd.). Rzecz w tym, by trywialne efekty kwantowe w biologii odróżnić od efektów nietrywialnych. Te pierwsze, nieźle przebadane, odpowiedzialne są za stabilność cząsteczek czy przebieg procesów chemicznych. Te drugie pozwalałyby zmierzającej do sukcesu ewolucyjnego naturze iść czasem niejako na skróty, bez wjeżdżania w ślepe uliczki lub nadkładania drogi. Tą właśnie ewentualnością zajęła się biologia kwantowa.
Zapewne nietrywialne jest – skądinąd opisywane w podręcznikach szkolnych – zjawisko fotosyntezy. Jego pierwsza faza, czyli absorpcja energii promieniowania świetlnego i zamiana jej na inny rodzaj energii (wiązań chemicznych), przebiega z niebywałą efektywnością. Podczas gdy najlepsze ogniwa słoneczne, stworzone przez człowieka, osiągają sprawność rzędu 20 proc., natura potrafi wykorzystać do 98 proc. fotonów padających na powierzchnię liścia czy fotosyntetyzującej bakterii. Eksperymenty od lat przeprowadzane przez Grahama Fleminga z UC Berkeley (z wykorzystaniem metod superszybkiej spektroskopii) na bakteriach siarkowych sugerują, że taki imponujący wynik przyroda osiąga dlatego, że odpowiedzialne za transfer energii elektrony poruszają się tak, jakby w poszukiwaniu najkrótszej trasy myszkowały nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie.
Gdybyśmy potrafili to powtórzyć w większej skali, na przykład wracając do domu w porze szczytu, moglibyśmy powielić się w niezliczonych egzemplarzach, wysłać je wszelkimi możliwymi drogami, kazać im znaleźć tę najmniej zatłoczoną, a następnie scalić się z powrotem i – już w liczbie pojedynczej – zdążyć na kolację. W życiu to niemożliwe, ale w mikroświecie – owszem. Proces ten nazywany jest kwantowym błądzeniem losowym.
Kwantowy dualizm u alg

http://www.eventmapa.pl/images/slownik/19/0.jpg
Oscylując ku kwantom

Fleming badał bakterie w warunkach dalekich od realnych, w temperaturze 77 stopni Kelwina (czyli –196 st. C), ale Greg Engel z University of Chicago (nagrodzony rok temu przez Baracka Obamę za świetnie rokujące osiągnięcia naukowe) podobny efekt zaobserwował u alg w temperaturze pokojowej. A to daje do myślenia. Aby bowiem efekty kwantowe mogły w ogóle zaistnieć, cząstki im ulegające muszą znajdować się w stanie kompletnej izolacji od czynników zewnętrznych. Stan ten, niestety, niezwykle łatwo ulega zakłóceniu zwanemu dekoherencją. Obecność innych cząstek, wyższa temperatura, a nawet sam akt obserwacji może przełączyć układ kwantowy w klasyczny, znany z codziennych doświadczeń. Cząstki nagle przestają zachowywać się jak fale. Obrazowo można by powiedzieć, że fale te natychmiast zwijają swe ogony w kłębki (czyli cząstki) i zaczynają zachowywać się na sposób klasyczny (czyli mniej więcej jak bilardowe kulki). Biolodzy kwantowi, wśród nich Engel, przekonują jednak, że czasem bywa inaczej. Być może organizmy żywe wypracowały metody ochrony niektórych swych elementów, molekuł (np. DNA) przed dekoherencją. Niewykluczone, że chowają je w izolowanych przestrzeniach, ekranujących zawartość przed otoczeniem, by w ich wnętrzu korzystać z dobrodziejstw mechaniki kwantowej. Nasza wiedza na ten temat pełna jest luk.
Równie frapujące jest pytanie o (nietrywialny) udział mechaniki kwantowej w powstaniu i ewolucji życia na Ziemi. Paul Davies z University of Arizona („Niezbędnik Inteligenta” 16), Anita Goel z Harvardu i MIT, Seth Lloyd z MIT („Niezbędnik Inteligenta Plus”) oraz kilku innych autorów skłaniają się ku tezie, że i rodzące się życie twórczo wykorzystało wspomniany fenomen kwantowego błądzenia losowego. Pojawienie się na naszej planecie pierwszych samopowielających się cząsteczek (zwanych roboczo życiem) wydaje się tym naukowcom zaskakująco mało prawdopodobne – z matematycznego punktu widzenia. Jak z ogromu dostępnych konfiguracji molekuł, których testowanie klasycznymi metodami trwałoby wielokrotnie dłużej niż historia Wszechświata, wybrana została ta jedna właściwa – pierwszy samodzielny replikator? Czy nie byłoby prościej założyć, że natura, zamiast żmudnie składać kolejne układanki, przetestowała wszystkie albo prawie wszystkie, w jednym kroku, na sposób kwantowy, i wybrała tę najlepszą dla powodzenia dalszej replikacji? Ba, niewykluczone, że nadal tak czyni.

Magnetyczny rudzik


Zastanawiające wyniki eksperymentów prowadzonych na ptakach podsuwają myśl, że inny efekt kwantowy może być odpowiedzialny za czułość ich zmysłu nawigacji magnetycznej. Szczególnie dobrze przebadany rudzik zwyczajny ujawnia wrażliwość na znikome, ale bardzo specyficzne zakłócenia pola magnetycznego. Jak przekonuje Elisabeth Rieper z Centre for Quantum Computation w Singapurze (POLITYKA 41/10), czułość tę zaskakująco łatwo modelować, zakładając, że mały ptak z rodziny muchołówek nawiguje w locie, wykorzystując zjawisko tzw. splątania kwantowego. Cząstki splątane zachowują się jak kwantowe bliźniaki jednojajowe. Z jednej strony – osobne, z drugiej – tworzą całość będącą czymś więcej niż suma prosta składników. Mają tę dziwną własność, że pomiar stanu jednego natychmiast determinuje stan drugiego. A kwantowo splątane elektrony mają dodatkowo to do siebie, że mogą utworzyć układ ultraczuły na zmiany zewnętrznego pola magnetycznego. Rieper sądzi, że znajdują się one w oku małego rudzika (do aktywacji potrzebują bowiem energii fotonów światła słonecznego). Teraz trzeba je tylko znaleźć.
Przedmiotem badań są także inne zmysły. Luca Turin, zasłużony dla badań nad wciąż enigmatycznymi mechanizmami powonienia biofizyk z MIT, od lat sugeruje na przykład, że receptory zapachów działają jak swego rodzaju skanery. Elektrony wysyłane z takich receptorów prześwietlałyby cząsteczki będące nośnikami rozmaitych woni właśnie na sposób kwantowy, wykorzystując tzw. efekt tunelowy. Tunelujące cząstki przeskakują bariery (potencjału) wyższe, niżby na to zezwalała ich energia. Analogią tego fenomenu w świecie dużych rzeczy byłoby (niemożliwe, niestety) zjawisko przenikania ludzi przez ściany. Luca Turin założył, że zwierzęta, identyfikując cząsteczki zapachów, dokonują pomiarów ich struktury wewnętrznej, posługując się tunelującymi elektronami (niosą one bowiem informacje o tym, co właśnie prześwietliły). Fizyczne podstawy modelu Turina zostały ostatnio zweryfikowane pozytywnie. Czy tak właśnie działa węch? Jeszcze nie wiadomo. Ale wiadomo, że prawa przyrody tego nie zabraniają.
Jeśli ktoś uzna powyższe pomysły za egzotyczne, nawet pobieżna lektura wydanej dwa lata temu przez londyński Imperial College książki „Quantum Aspects Life” (pod redakcją Dereka Abbotta, Paula Daviesa i Arun Pati) przekona go, jak bardzo się myli. Lektura referatów, wygłoszonych podczas warsztatów zorganizowanych przez NASA w kalifornijskim Ames Laboratory, to przejażdżka intelektualną kolejką górską. „Kwantowe aspekty życia” przekonują na przykład, że wciąż gorący jest temat kwantowych aspektów „słowa na Ś” (czyli świadomości), o którym nie warto wspominać wśród tzw. poważnych fizyków. Dyskusja na ten ekstremalnie sporny temat trwa nieprzerwanie od chwili jego wywołania przez brytyjskiego matematyka Sir Rogera Penrose’a. To jednak temat na osobną rozprawkę.
Sceptycy, oczywiście, nie śpią. Studzą entuzjazm mówiąc, że być może prapoczątki życia były na tyle nieskomplikowane, iż zaprzęganie paradoksalnych zjawisk kwantowych do ich wyjaśnienia nie ma sensu. Po prostu nie doceniamy zdolności życia do samoistnej organizacji w coraz bardziej złożone, funkcjonujące w wielu skalach czasowych i przestrzennych jednocześnie, wyrafinowane, ale w swojej istocie klasyczne (czyli niekwantowe) systemy. Wielce wątpliwe, by przyroda zdolna była do zapobiegania dekoherencji, twierdzą krytycy Daviesa czy Fleminga. Przecież fizycy chcący skłonić cząstki do wykonywania kwantowych ewolucji muszą umieszczać je w próżniowych baniakach, w temperaturze bliskiej zeru bezwzględnemu – czyli warunkach skrajnie odmiennych od tych spotykanych w fotosyntetyzującej paprotce czy oku wędrownego rudzika.
Kwanty a życie
Jedyną słuszną reakcję na podobne wątpliwości sformułował Jens Eisert z Institut für Physik Universität w Poczdamie. Stało się to podczas debaty zatytułowanej „Kwantowe efekty w biologii: Trywialne czy nie”, zorganizowanej w 2004 r. To, czego nam potrzeba, powiedział po dłuższej dyskusji Eisert, to „eksperymenty, eksperymenty, eksperymenty”. Wtórował mu Anton Zeilinger z Universität Wien, jeden z najsprawniejszych obecnie kwantowych fizyków doświadczalnych: „Nie mam pojęcia, czy efekty kwantowe w biologii są trywialne, czy nie. Ale wyjątkowo nietrywialna byłaby sytuacja, w której mechanika kwantowa nie pełniłaby jakiejś funkcji w systemach ożywionych. (...) Jako eksperymentator postrzegam to jako wyzwanie”. Szczęśliwie gwałtowny postęp technik obrazowania mikroświata oraz rozwój tzw. kwantowej teorii informacji (modelującej rzeczywistość w konwencji wymiany bitów informacji) daje nadzieję na rychłe uzyskanie jednoznacznych odpowiedzi.
Znana jest anegdota o nobliście Franku Yangu i innym fizyku Borisie Jacobsonie, którzy wdali się w rozmowę na temat pewnego problemu naukowego, po czym orzekli, że – tak jak przeczuwał Yang – rzeczywiście jest on trywialny. Stwierdzili to po dwóch dniach ciężkiej pracy przy tablicy. Jak to się ma do biologii kwantowej? Analogicznie. Nawet jeśli kiedyś okaże się ona kwantowa w tzw. trywialny sposób, to przeprowadzenie tego dowodu dostarczy z pewnością wiedzy zgoła nietrywialnej. Dotyczącej i biologii, i mechaniki kwantowej. A o to przecież chodzi.


Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/nauka/natura/1512804,2,kwantowosc-ukladow-ozywionych.read#ixzz1E9a9SQLb
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Oscylując ku kwantom. Zderzenie z multiwszechświatem
« Odpowiedź #5 dnia: Lipiec 18, 2011, 21:29:11 »
Zderzenie z multiwszechświatem



Czy możliwe jest, że wszechświat przenika się z rzeczywistością innego kosmosu, z którym tworzy jeden potężny multiwszechświat? Uczeni zastanawiając się nad tymi zagadnieniami doszli do wniosku, jak połączyć ideę multiwszechświata będącego zbiorem wielu kosmosów podobnych do naszego z teorią, według której wszechświat nieustannie dzieli się na szereg nowych odnóg, z nowymi rzeczywistościami, w których paradoksalnie wszystko jest możliwe…

Dwie najdziwniejsze idee we współczesnej fizyce, z których jedna zakłada, że kosmos nieustannie dzieli się na szereg równoległych rzeczywistości a druga, że jest on częścią większego multiwersum, zostały ze sobą połączone. Zunifikowana teoria rozwiązuje ten dziwaczny, lecz fundamentalny problem w kosmologii i wzbudza u fizyków zarówno radosne podniecenie, jak i konsternację.

Cały problem opiera się o „obserwowalność” naszego wszechświata, czyli to, jak go widzimy. Podczas gdy większość z nas uważa za rzecz oczywistą to, że powinniśmy móc obserwować swój wszechświat, dla kosmologów nie to takie proste. Gdy stosują oni mechanikę kwantową (która z powodzeniem opisuje zachowanie bardzo małych obiektów takich jak atomy) do całego kosmosu, z równań wynika, że musi on istnieć w wielu różnych stanach jednocześnie. Fenomen ten nazywany jest superpozycją stanów i nie odpowiada temu, co obserwujemy.

Kosmolodzy godzą tę ewidentną sprzeczność przypuszczaniem, że superpozycja ostatecznie „zapada się” do jednolitego stanu. Innymi słowy, wszelkie możliwe rozwiązania i wydarzenia w naszym kosmosie, które mogą potencjalnie istnieć, przemieniają się w to, co widzimy jako rzeczywistość. Nikt nie jest jednak w stanie wyjaśnić dlaczego tak ma się dziać – twierdzi Raphael Bousso z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.

Próbę odnalezienia bardziej satysfakcjonującego sposobu wyjaśnienia „obserwowalności” kosmosu, Bousso podjął wraz z Leonardem Susskindem z Uniwersytetu Stanford. Zwrócili się oni w kierunku fizyków, którzy zastanawiają się nad tym podobnym problemem, choć na znacznie mniejszą skalę pytając, dlaczego obiekty takie jak elektrony i fotony istnieją w superpozycji stanów, jednak większe, jak choćby piłka czy planeta, już nie.

Problem ten poruszony został w słynnym myślowym eksperymencie z tzw. kotem Schrödingera, na przykładzie którego można go zrozumieć. Hipotetyczne nieszczęsne zwierzę zostało umieszczone w zapieczętowanym pojemniku z fiolką trującej substancji, która ujawni zawartość, gdy dojdzie do rozpadu radioaktywnego atomu. Ten, jako obiekt kwantowy, istnieje w superpozycji stanów, zatem rozkłada się a jednocześnie nie rozkłada w tym samym czasie. Oznacza to, że fiolka również znajduje się w podobnym stanie – jest jednocześnie otwarta i zamknięta, zatem kot również musi być jednocześnie żywy i martwy.

Aby wyjaśnić, dlaczego nigdy nie obserwujemy kotów, które jednocześnie żyją i nie żyją a jednocześnie możemy wykrywać atomy w superpozycji stanów, fizycy w ostatnich latach wysnuli wniosek, że obiekty kwantowe oddziałują na otoczenie, pozwalając na wyciekanie możliwych informacji o superpozycjach i stają się niedostępne dla obserwatorów. Wszystkim co pozostaje jest informacja o pojedynczym stanie, tj. obserwowana rzeczywistość. Fizycy nazywają ten proces „dekoherencją”.

W przypadku przedmiotu wielkości kota możliwe byłoby to jedynie w teoretycznym pojemniku wymyślonym przez Schrödingera, jednak w naszej rzeczywistości byłoby to nie do osiągnięcia. Innymi słowy, każdy z codziennie widzianych kotów „dekoheruje się”, pozostawiając po sobie stan, który istnieje w postaci zwierzęcia, które obserwujemy. W przeciwieństwie do tego, fotony czy elektrony są bardziej odizolowane od ich środowiska, zatem mogą przebywać w stanie superpozycji przez dłuższy czas i to z tego powodu je wykrywamy.

Zagadką pozostaje to, jak dekoherencja działa w skali całego wszechświata. Musi on bowiem również istnieć w superpozycji stanów do czasu, aż część informacji na jego temat wycieknie i utworzy pojedynczy stan, który widzimy.

Bousso Susskind wyszli z wyjaśnieniem tego, w jaki sposób może dochodzić do dekoherencji wszechświata jako całości. Chodzi o zwrócenie uwagi na ilość przestrzeni, która otacza wszystkie informacje w naszym kosmosie i wszystko, z czym może potencjalnie oddziaływać w przyszłości. W poprzednich pracach Susskind nazwał ten region „swobodną ścieżką”. Nowa idea zakłada, że nasz wszechświat jest tylko jedną z podobnych ścieżek w pełnym wielu innych ogromnym multiwszechświecie.

Wielu fizyków zastanawiało się nad ideą mówiącą, że nasz kosmos składa się z regionów, które różnią się tak bardzo, że można uznać je za inne wszechświaty zawierające się w czymś w rodzaju większego multiwersum.

Bousso i Susskind sugerują, że informacje z naszego kosmosu mogą przenikać do innych, pozwalając naszym częściom wszechświata dekoherować się w jeden czy drugi stan, dając w rezultacie obraz wszechświata, który widzimy. Bousso i Susskind połączyli ideę multiwszechświata „zwyczajnych ścieżek” z czymś znanym jako „wieloświatowa” interpretacja mechaniki kwantowej, która powstała w latach 50-tych i 60-tych ub. wieku, choć popularność zyskała względnie niedawno.

Zgodnie z tą dziwną ideą, kiedy dochodzi do stanu superpozycji, kosmos rozdziela się na liczne paralelne i pozornie takie same wszechświaty. W jednym z nich widzimy kota, który żyje, w innym zwierzęciu nie udaje się przeżyć. Wynikiem tego jest nieskończona ilość równoległych wszechświatów, w których możliwy jest każdy wyobrażalny rezultat każdego ze zdarzeń, które aktualnie ma miejsce.

Według naukowców, rzeczywistości równoległe do naszej pochodzące z interpretacji wielu światów są dodatkowymi ścieżkami, które składają się na nasz multiwszechświat. Większość z nich może oddzielać się od innych wszechświatów, być może przodków tego, w którym żyjemy. – Twierdzimy, że globalny multiwszechświat jest pojedynczą reprezentacją wieloświatu – mówią uczeni. Jedna z cech ich modelu może wyjaśniać pewne zagadkowe aspekty naszego wszechświata, takie jak wartość stałej kosmologicznej czy ilość ciemnej energii.

Tekst, w którym wspomniani uczeni opublikowali swe wnioski wzbudził jak zwykle żywą dyskusję. – To bardzo interesujący dokument, który wskazuje na kilka nowych idei – podkreślił Don Page z University of Alberta w kanadyjskim Edmonton. Jest to poważny krok na drodze do zrozumienia kosmologicznych implikacji mechaniki kwantowej, ale nie jest to według mnie ostateczna odpowiedź – mówi Page.

Jedną z zagadek pozostaje to, w jaki sposób informacje mogą wyciekać ze „ścieżki” będącej jednym z wielu składników kosmosu. Według Susskinda potrzeba jednak jeszcze sporo czasu i prac, zanim uda nam się znaleźć odpowiedź na dręczące nas pytania.

Autor: J. Mullins
Źródło oryginalne: New Scientist
Tłumaczenie i źródło polskie: Infra
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl