logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 5 6 7 ... 10
51
W PRAKTYCE / Odp: Mikołajkowa zagadka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez SasQ dnia Grudzień 02, 2018, 20:12:58 »
Czasem w tlumaczonkach z innych jezykow ciezko jest odroznic slowo kilkoro, od kilkunastu, a to podstawa.

O jakim "tłumaczonku" mówisz? Nie rozumiem.

Czyli ile ta "grupka" ma liczyc czlonkow :mysl:

To zależy ile jest w niej kobiet, a ile mężczyzn :hahahaha:

A tak serio: Problem postawiłem ogólnie, jak to matematycy mają w zwyczaju, ponieważ rozwiązałem go już także ogólnie, dla dowolnej liczby N przyjaciół, jaką sobie zamarzysz. Ale jeśli wolisz, możesz zacząć od konkretnej liczby, no niech będzie 7.

Bo jesli o wielokaty chodzi to od 4 wierzcholka mozna uznac kolejna plaszczyzne, np piramidke, przewidziales to?

Można. Pytanie tylko po co? :P:

Sama kiedys uczestniczylam w takiej zabawie. I wyobraz sobie, ze po wielokrotnym losowaniu zawsze wyciagalam sama siebie.

Potrafię sobie wyobrazić, bo właśnie to mnie doprowadziło do przemyśleń nad tą zagadką ;)
I wiem już, że prawdopodobieństwo, że ktoś wylosuje siebie, jest dość duże (większe, niż 50%). I właśnie dlatego jako jedno z pytań poleciłem zastanowić się nad tą kwestią:
Jakie są szanse, że losowanie trzeba będzie powtórzyć?
Jak można by udoskonalić sposób losowania, by wylosowanie samego siebie nie było możliwe?
(Podpowiedź: trzeba wykombinować sposób na robienie nieporządku :-> )

Oczywiście można by tutaj naiwnie myśleć, że zwiększanie liczby przyjaciół powinno ułatwiać sprawę, bo gdy masz więcej osób do wyboru, trudniej trafić na siebie, czyż nie? :->
Wiele osób jednak zapomina tu o tym, że w tej zabawie uczestniczą też inni, i oni też mogą przypadkiem wylosować siebie :język1: Więc im więcej osób uczestniczy w zabawie, tym większe szanse, że któraś z nich wylosuje siebie, i losowanie trzeba będzie powtarzać. Są tu więc dwie przeciwstawne siły, gdzie jedna zmniejsza szanse, druga zwiększa. Być może więc w końcu dochodzi do kompromisu i stabilizują się na pewnej liczbie? :-> Jeśli tak, to co to może być za liczba? Hmmm.... ;)

Az w koncu grono uznalo, ze beda losowac beze mnie

No to fajnych masz przyjaciół ,:)
Ja w takiej sytuacji zaproponowałbym poszukanie takiej metody losowania, która uniemożliwi wylosowanie samego siebie 8*)

czego do dzis zaluje, bo moj prezent byl najfajniejszy, a w rezultacie do domu przynioslam kubek, ktorego nienawidze.

Cóż... Zawsze mi się wydawało, że cała zabawa z dawaniem prezentów wynika z ich dawania, i czerpania radości z tego, że sprawiło się radość komuś innemu. Gdybym chciał "handlować", poszedłbym na targ  <bez>

Ale masz rację: jeśli chcemy, by każdy był zadowolony z prezentu, jaki otrzymał, nie powinniśmy zostawiać tego "ślepemu losowi". Prościej jest zwyczajnie zapytać co ktoś chce dostać, wtedy na pewno nie będzie zawiedziony ;-J  Moja rodzinka też jakiś czas temu doszła do tego wniosku, więc teraz po prostu obdarowujemy się pieniędzmi, za które obdarowany kupuje sobie co mu się podoba. I od tamtego czasu każdy jest zawsze zadowolony jupi

Weszlam w tzw. "looping"

'co'

wiec Twoja zagadka rozwiazana

Nie widzę nigdzie żadnych liczb :mysl: więc chyba jednak nie rozwiązana :ziewa:

albo strasznie nie dopracowana.

Albo po prostu jest bardziej "ogólna", przez co nie przypomina typowych "szkolnych" zadań ;)
Chodzi nie tyle o rozwiązanie jej dla jakiegoś jednego szczególnego przypadku, czy jednej konkretnej liczby przyjaciół (choć oczywiście takie rozwiązanie też byłoby mile widziane :slonko: ), lecz znalezienie sposobu, jak ten problem rozwiązać dla dowolnej liczby przyjaciół.

Matematycy tak już mają, że gdy uda im się rozwiązać jakiś problem dla jednego przypadku, to od razu zastanawiają się, ile jeszcze innych podobnych problemów można by rozwiązać w podobny sposób, uogólniając rozwiązanie także na inne przypadki. I idą z tym tak daleko, jak tylko potrafią.

Tekst za dlugi i nagroda do kitu...

Nie wspominałem o żadnej nagrodzie :P:
Ale jeśli ruszasz mózgownicą tylko wtedy, gdy ktoś obieca Ci przysmak Scooby'ego, to mogę pomyśleć nad jakąś nagrodą... :P:  Pytanie tylko co by Cię interesowało?

Tak czy owak, nikt Ci nie każe łamać sobie nad nią głowy, jeśli uważasz, że jest "do kitu" <bez>
Zagadkę rzuciłem "dla wszystkich", ktokolwiek chce spróbować swoich sił, może podjąć się tego wyzwania, choćby i dla samego wyzwania, sprawdzenia siebie. Nie wymagam publikowania tutaj rozwiązania jeśli ktoś nie chce się nim pochwalić, a ja sam już dawno ten problem rozwiązałem, więc nic nie tracę. Może później podzielę się swoim rozwiązaniem, jeśli nikt nie zrobi tego przede mną ;)

Gdy juz doszlifujesz mankamenty moge zglosic sie do testowania

A co według Ciebie należałoby "doszlifować"?

ale na priv, ok?

A czemuż to na priv? :język1:  Bo tam nikt nie zobaczy jak się kompromitujesz? Albo jak zarzucasz mi różne niestworzone rzeczy? :P:  (Tak jak przy okazji poprzedniej zagadki z kątami, albo dyskusji o falach elektromagnetycznych.)
Ja nie mam nic do ukrycia w tej sprawie, więc nie widzę powodu, by "schodzić do podziemia" ;)  Ale jeśli Ci to nie odpowiada, to tak jak mówiłem: nikogo nie zmuszam do łamania sobie nad tym głowy. To tylko taka mikołajkowa zabawa, dla chętnych.

A na jutro zycze  :tort:, bo mam dobra pamiec ;)

A dzięki dzięki :) To chyba masz lepszą ode mnie, bo ja całkiem zapomniałem zeby (Szczęśliwi czasu nie liczą?  :slonko: )
I chyba nawet wiem, skąd pamiętasz ;)
Ciekawe, czy gdybym ujawnił swoją datę urodzenia w mniej intrygujący sposób, to też pozostałaby w Twojej głowie na dłużej? :)
52
W PRAKTYCE / Odp: Mikołajkowa zagadka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lady F dnia Grudzień 02, 2018, 18:46:28 »
SasQ -

Cytuj
Jednak grupka była dość liczna

...

Czasem w tlumaczonkach z innych jezykow ciezko jest odroznic slowo kilkoro, od kilkunastu, a to podstawa. Czyli ile ta "grupka" ma liczyc czlonkow :mysl:

Bo jesli o wielokaty chodzi to od 4 wierzcholka mozna uznac kolejna plaszczyzne, np piramidke, przewidziales to?

Sama kiedys uczestniczylam w takiej zabawie. I wyobraz sobie, ze po wielokrotnym losowaniu zawsze wyciagalam sama siebie. Az w koncu grono uznalo, ze beda losowac beze mnie, czego do dzis zaluje, bo moj prezent byl najfajniejszy, a w rezultacie do domu przynioslam kubek, ktorego nienawidze. Weszlam w tzw. "looping", wiec Twoja zagadka rozwiazana, albo strasznie nie dopracowana.
Tekst za dlugi i nagroda do kitu... chyba, ze ten "kubek" :nieeeee:

Gdy juz doszlifujesz mankamenty moge zglosic sie do testowania, ale na priv, ok?

A na jutro zycze  :tort:, bo mam dobra pamiec ;)
53
W PRAKTYCE / Mikołajkowa zagadka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez SasQ dnia Grudzień 01, 2018, 11:51:53 »
Siemka :)
Jako że zbliżają się mikołajki, postanowiłem podrzucić Wam zagadkę związaną z tym tematem. Do jej rozwiązania przydatna okaże się wiedza matematyczna, związana z geometrią wielokątów :czytaj:

Grupka przyjaciół postanowiła kupić sobie nawzajem mikołajkowe prezenty.
Jednak grupka była dość liczna, więc gdyby każdy chciał kupić prezent każdemu z pozostałych, musiałby mieć furę pieniędzy :język1:  Jeden z nich wpadł jednak na pomysł:
  – Zabawmy się w "sekretnego Mikołaja" :) Niech każdy z nas kupi prezent tylko JEDNEJ osobie,
     którą sobie wylosuje, w tajemnicy przed nią.
Napisał na karteczkach imiona wszystkich przyjaciół i wsadził do worka. Następnie dokładnie wymieszał i polecił każdemu z przyjaciół wyciągnąć jedną z karteczek, by wylosować w ten sposób, któremu z pozostałych przyjaciół ma kupić prezent.
Szybko jednak okazało się, że czasami ktoś wylosowywał sam siebie (cóż, może się tak zdarzyć :q ), i trzeba było powtarzać losowanie: wszystkie karteczki wracały do worka, były ponownie mieszane, i każdy musiał ciągnąć los jeszcze raz. I tak do momentu, gdy każdy już wylosował kogoś innego (nie siebie).

Na czym polega problem?
Trzeba policzyć jakie są szanse, że losowanie będzie musiało być powtórzone. Aby to odkryć, trzeba jakoś policzyć:
1. Na ile różnych sposobów karteczki mogły zostać rozdane.
2. Ile z nich daje "niepoprawne" wyniki, w których ktoś wylosował samego siebie (bo wtedy losowanie musi zostać powtórzone), a ile jest tych "poprawnych" (gdzie każdy wylosował kogoś innego, i losowania nie trzeba było powtarzać).

Na ile sposobów losowanie może się nie udać, gdy mamy trzy osoby?
Na ile, gdy osoby są cztery? A co, jeśli jest ich pięć? Albo sześć? Albo siedem?
Czy wraz z liczbą przyjaciół w grupie szanse na pomyślne losowanie rosną, czy może maleją? :mysl:
(Opłaca się mieć więcej przyjaciół, czy mniej? 8*) hehe )

Gdzie tu związek z geometrią?
Podpowiedź: możemy potraktować osoby jak wierzchołki wielokąta ;)
Linie łączące wierzchołki (jeśli nadamy im kierunek) mogą reprezentować pary osób, w których jedna kupuje prezent drugiej. (Trzeba tylko pamiętać, że nikt nie kupuje prezentu sobie, dwie osoby nie mogą kupować prezentu tej samej osobie, ani jedna osoba nie może kupować prezentu więcej niż jednej osobie. Więc niektóre połączenia będą "nieprawidłowe".)

Zagadka "z gwiazdką" (ale jeszcze nie tą świąteczną):
Jak możemy udoskonalić metodę losowania, by wykluczyć całkowicie sytuację, że ktoś wylosuje sam siebie?  :->

Heheh bycie Mikołajem to ciężkie zajęcie... :help:
Ale gdy Mikołaj dodatkowo zna się na matematyce, to jego praca staje się łatwiejsza <dens.
54
Powitania i kawiarenka "Pod Gwiazdami" / Odp: Hej. Trening umysłu
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lady F dnia Listopad 28, 2018, 12:06:58 »
Florentczyk -

Cytuj
Chciałbym zostać mędrcem i szukam wskazówek
 

Nie sadze, aby kazdy mogl zostac medrcem, tylko dlatego, ze tego chce. Stawanie sie kimkolwiek to dlugoterminowy proces, nawet geniusze nie sa "medrcami". Nie wiem jak definiujesz pojecie "medrzec". Ja mam swoje okreslenie na czlowieka nieprzecietnego, obdarzonego cnotami ciala i umyslu, to ktos oswiecony. Ktos kto poprzez sciezke swego poznania kroczyl droga prawa i madrosci. Ktos kto posiadl zrozumienie planu Stworczego, i w jakis sposob nawiazal kontakt z samym Wielkim Architektem.
Mnie osobiscie czesto kluje w oczy terminologia naukowa ograniczajaca zakresy wiedzy do szkolnych przedmiotow. I tak, albo jest sie matematykiem, albo, fizykiem, biologiem, chemikiem, inzynierem od dziesietnych specjalnosci, astronomem lub lekarzem specjalista. A gdzie integracja wiedzy? Medrzec lub osiecony moze posiadac wiele wiedzy na roznych pulapach i z roznych dziedzin.
Przykladem chyba idealnego funkcjonowania wiedzy zintegrowanej niech bedzie szkola pitagorejska. W tej grupie "oswieconych" byli madrzy, utalentowani i zdolni matematycy, muzycy, pologloci i inni. Grupa elitarna na jednym poziomie, podczas spotkan wymieniano sie wiedza i dbano rowniez o uciechy ciala np. taniec. A dzis? Niestety...
Nawet wyklad o hipotezie Riemanna nota bene cudownie poprowadzony przez dra Millera (dzieki! SasQ!) zaczyna sie od L. Eulera zwanego wielkim matematykiem, a on byl rowniez astronomem, muzykiem, geografem... Wielkim Uczonym poprostu, genialnym i ponadczasowym.
Ale nie wiem, czy byl medrcem. Pojecie to niesie w sobie lekki posmak slowa "filozof". Medrzec, ktory wszystko wie, i potrafi zaradzic kazdej sytuacji, najczesciej poprzez finezyjnie i zawile podawane przyklady, zagadki i zabawe w pytania i odpowiedzi.
Ale zalezy kto czego szuka, medrcem moze byc rowniez dobry trener (coach), opiekun, ktoremu powieza sie najskrytsze sekrety zyciowe. Ktory w mgnieniu oka potrafi pokierowac rozwojem stanu ciala i duszy rowniez.
SasQ podal w odpowiedzi wiele przykladow ze swego zycia np. te zmudne proby z nauka gry na instrumentach klawiszowych (i ja to przerabialam, zawzielam sie i poprzez codzienny trening nauczylam sie grac), dorzuce cos ze swego. Pare lat temu zapragnelam nauczyc sie walk wschodnich. Ale niestety w okolicy nie bylo odpowiedniego kursu, bo gi gong i tai chi juz zglebilam, wiec skorzystalam z tego co bylo pod reka i dolaczylam do grupy kick-boxingu. Nie bylo latwo, trening morderczy i pokonanie wstydu, ale dobry trener nauczy wszystkiego, jesli sie chce oczywiscie. Co wazne, aby podczas tych ciezkich cwiczen odlaczyc ciagla kontrole mozgu - moj trener mawial "cwiczyc, nie myslec, kto mysli przegrywa". Chodzilo o wyrobienie w sobie dyscypliny i szybkosci refleksu, niemal blyskawicznego. Tu nie ma czasu na rozkminy i gdybania, dlatego SasQ np. nie nadawalby sie do tego fachu, bo wszystko analizuje.
I mysle, ze kazdy sam musi odkryc kim chce byc i jakm "medrcem", nie musi to byc inz. informatyk, czy matematyk, lecz moze nim byc zwykly prosty czlowiek, bez tytulow i dyplomow. Wazne jest, aby byc gleboko przekonanym w to co sie robi, i dazyc do obranego celu wytrwale i sumiennie.


55
Hydepark / Odp: Kabała
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lady F dnia Listopad 28, 2018, 10:33:26 »
Czołem

Cytuj
Czy w ogóle można zdobyć księgi kabalistyczne w oryginale? Próbowałem na perseuszu, ale tam nie ma. Jeśli nie można ich nigdzie kupić, to może chociaż w internecie gdzieś są? Myślałem też, że ortodoksyjni żydzi mogą posiadać w swych bibliotekach te lektury, mniemam jednak, że nikomu z ulicy ich nie udostępnią?

Wlasnie przeczytalam watek z "kawiarenki", o przyswajaniu wiedzy i rozwazania SasQ'a oraz ciekawe wskazowki dotyczace pracy intelektualno-poznawczej nad samym soba, oraz korzystania z doswiadczenia Mistrzow. Nie wiem, czy Ty rowniez poswieciles swoj cenny czas na analize odpowiedzi na rzucone przypadkowe pytania w otchlan neta, tu akurat tego forum.

A tu nagle widze zainteresowanie kupnem ksiazek kabalistycznych.  :mysl:

Od wylacznie "kupowania ksiazek" wiedzy nie pozyskasz. A jesli nie wiesz od czego zaczac, to posluchaj intuicji i zacznij od czegokolwiek, gdy bedziesz dociekliwy zostaniesz dalej poprowadzony, az w koncu ujrzysz swiatelko oswiecenia. A jesli nie, to pozostaniesz na etapie narzedzia, lub agitatora. /Np. wrzucanie jakichs linkow z neta, itp. mniej lub bardziej swiadome/.



56
Powitania i kawiarenka "Pod Gwiazdami" / Odp: Hej. Trening umysłu
« Ostatnia wiadomość wysłana przez SasQ dnia Listopad 28, 2018, 08:13:46 »
Generalnie otwarty umysł popłaca

Owszem. Trzeba tylko dobrze rozumieć, co to pojęcie oznacza ;J Bo warto mieć umysł otwarty, byle tylko nie "na przestrzał", jak to ujmował Stanisław Jerzy Lec ;) Bo wtedy przez ten otwór może nam wypaść mózg ;D
Niestety sporo ludzi rozumie otwartość umysłu w taki sposób, że bezkrytycznie przyjmuje wszystkie bzdury, jakie usłyszy, nie próbując ich w żaden sposób weryfikować czy kwestionować.
W otwartości umysłu chodzi raczej o to, by nie odrzucać jakiejś idei jako bzdura tylko dlatego, że się z nią nie zgadzamy, albo mówi ją ktoś, kto nie jest uznanym autorytetem (np. wioskowy głupek). Bo jak mawiał jeden mądry mistrz Zen:
    "Prawda pozostaje prawdą niezależnie od tego, czy wychodzi z ust mędrca, czy głupca, czy nawet z dzioba papugi."
;)

Ja mam na to taki sposób, którego nauczyłem się studiując matematykę:
W matematyce często przyjmujemy jakieś hipotezy, nawet wiedząc z góry, że są one nieprawdziwe, i robimy to świadomie, by trochę się tą ideą "pobawić" i zobaczyć, co może z niej wynikać i do jakich wniosków może nas ona doprowadzić. Nie musimy się z nią zgadzać, by ją eksplorować. A gdy na końcu okaże się, że wynikają z niej bzdury, możemy bezpiecznie ją porzucić.
Dlatego ja też w głowie mam sobie takie specjalne miejsce, taką "piaskownicę", w której mogę bezpiecznie bawić się różnymi ideami, z którymi niekoniecznie muszę się zgadzać, ale mogę się im tam bezpiecznie przyglądać i patrzeć co z nich może wynikać, bez szkody dla swojego zdrowia psychicznego, czy innej uporządkowanej i sprawdzonej wiedzy, którą trzymam w zupełnie innym miejscu. Taka zabawa w "gdyby ciocia miała wąsy" ;)  Wszyscy wiemy, że nie ma, ale nic złego się nie stanie, jeśli na chwilę założymy, że ma, i wyobrazimy sobie, co mogłoby z tego wynikać.
Pozwala to też dyskutować z ludźmi, z którymi niekoniecznie muszę się zgadzać, nie zamykając się na ich idee, nawet jeśli wydają mi się zwariowane lub nieprawdziwe. Mogę np. porozmawiać z kreacjonistą o tym, dlaczego ewolucja to bujda. Albo z wyznawcą płaskiej Ziemi o tym, jak wyglądałoby życie w świecie dysku. Czasami takie dyskusje mogą być ciekawe, bo pozwalają spojrzeć na różne sprawy z zupełnie innej perspektywy, albo znaleźć luki we własnym rozumowaniu i je załatać.

ale istnieje niebezpieczeństwo, że człowiek w nieustannym poznawczym pędzie nigdy nic nie dopracuje i tym samym nie opublikuje, a szkoda...

Wiem, do czego pijesz :->
Ale spokojnie, pracuję nad tym. Pewnie wspominałem, że przygotowuję się do opublikowania serii filmików edukacyjnych na temat liczb, geometrii i fizyki falowej. Trochę miałem z tym poślizg, bo posypał mi się komputer, i trochę czasu mi zeszło najpierw na próbach naprawiania go, a później na zorganizowaniu kasy na nowy, z którego właśnie piszę. (Na szczęście miałem pewnego szczodrego darczyńcę, któremu kiedyś sporo pomogłem w kwestiach naukowych, i postanowił mi się za to odwdzięczyć ;) )  Mam już z grubsza przygotowany cały materiał, tylko muszę go jeszcze nieco uporządkować, by nie wyszedł z tego "kocioł". Ale jak wszystko dobrze pójdzie, to początkiem przyszłego roku powinny się ukazać ;)

Czasem trzeba robić "stopklatki" i coś światu pokazać.

Bo widzisz, nie sztuka coś opublikować. Sztuka zrobić to tak, by każdy to zrozumiał, i nikt nie miał wątpliwości, że coś tam się nie trzyma kupy. Wiedza musi też być kompletna, by nie pozostawiała pola do spekulacji i wypaczeń, ani żeby nie było tak, że ktoś inny przyjdzie na gotowe, dołoży brakującą wisienkę na torcie i nazwie go swoim, zgarniając całą śmietankę dla siebie :język1:  Wielu odkrywcom w historii już się to przytrafiało (najsłynniejszy przykład to chyba Tesla i Eddison), nie chcę podzielić ich losu.

Ostatecznie, to jest pytanie o to, o co komu chodzi. Niektórzy jarają się samym procesem poznawczym, a oblekanie go w dopracowaną formę odczuwają jako ograniczające.

W moim przypadku chodzi właśnie o dopracowanie tej formy do takiej postaci, że "mucha nie siada"  8*)

No, ale wtedy niech nie mają za złe, że ktoś wyciągnie ich pomysł z kroniki Akaszy ;)

No niestety, na to nie ma chyba rady, i już wielokrotnie mi się to zdarzało :(  Ale co zrobić? Trzeba iść dalej i skupić się na rozwijaniu tego, czego inni jeszcze nie rozwinęli.
57
Filmy i kącik muzyczny / Odp: Kącik muzyczny
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Leszek dnia Listopad 27, 2018, 22:36:09 »
Marc Martel to chyba jedyny godny naśladowca Freddiego Mercurego

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Atb5AMkWHks" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Atb5AMkWHks</a> <a href="http://www.youtube.com/watch?v=D5CdXug-KFw" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=D5CdXug-KFw</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=PT9MrSnarFk" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=PT9MrSnarFk</a>

58
Hydepark / Kabała
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Florentczyk dnia Listopad 27, 2018, 18:43:41 »
Czołem. Czy w ogóle można zdobyć księgi kabalistyczne w oryginale? Próbowałem na perseuszu, ale tam nie ma. Jeśli nie można ich nigdzie kupić, to może chociaż w internecie gdzieś są? Myślałem też, że ortodoksyjni żydzi mogą posiadać w swych bibliotekach te lektury, mniemam jednak, że nikomu z ulicy ich nie udostępnią?
59
Powitania i kawiarenka "Pod Gwiazdami" / Odp: Hej. Trening umysłu
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Florentczyk dnia Listopad 26, 2018, 15:29:37 »
Dziękuję.  :-)

W takim razie...

 :nauka: :nauka: :nauka:
60
"Tajne" stowarzyszenia / Poznań i największa w Europie kolekcja druków masońskich
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Leszek dnia Listopad 26, 2018, 15:23:47 »
Największa w Europie kolekcja druków masońskich znajduje się w Poznaniu
Źródło: Onet Kultura

http://swietageometria.info/ao/di-0NC6.jpg


- Największa kolekcja druków masońskich w Europie liczy ok. 80 tys. egzemplarzy i znajduje się w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu. To najbardziej popularna część zbiorów wśród zagranicznych gości - mówią kustosze opiekujący się zbiorem.

Trzon kolekcji zbiorów masońskich, która jest przechowywania w Bibliotece Uniwersyteckiej UAM w Poznaniu, został odkryty jesienią 1945 r. w Sławie Śląskiej na Śląsku w czasie akcji zabezpieczenia druków porzuconych przez Niemców na Ziemiach Odzyskanych. Zbiór ten pochodzi z bibliotek lóż wolnomularskich, głównie z Zachodniej Europy, które zostały rozkradzione przez Niemców w latach 30. XX (w. na terenie III Rzeszy) i w czasie II wojny światowej.

- Do najcenniejszych i najstarszych dokumentów należą tzw. druki różokrzyżowców z XVII w. - podkreślił w rozmowie z PAP wieloletni pracownik Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, Andrzej Karpowicz. - Ten ruch różokrzyżowców jest uważany za prekursora wolnomularstwa - dodał.
(…)
Masoni zbierali nie tylko literaturę, która ich interesowała, którą czytali i o której dyskutowali, ale także pisma antymasońskie. W poznańskim zbiorze, oprócz ksiąg, znalazły się czasopisma wydawane przez loże, spisy członków lóż, ale również opisy rytuałów, które towarzyszyły przyjęciu poszczególnych członków. - Są też odręcznie napisane śpiewniki, bo muzyka odgrywała wielką rolę w obrzędach masońskich - dodaje kustosz w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu, Andrzej Jazdon.
(…)
Z szacunków Jazdona wynika, że spośród zagranicznych gości Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu najwięcej korzysta właśnie ze zbiorów masońskich. - Badający historię lóż niemieckich czy francuskich przyjeżdżają do nas. Z jednej strony prowadzone są badania historyczne, ale przyjeżdżają też osoby śledzące współczesną literaturę - badają, w jakim kierunku rozwija się ruch masoński i jaką rolę odgrywa we współczesnej Europie - dodaje.
(...)
Pracownicy biblioteki planują częściową digitalizację zbioru i udostępnienie zeskanowanych dokumentów i pism na specjalnej platformie internetowej. W tym celu, jak zapowiadają, będą się ubiegać się o grant.
Strony: 1 ... 5 6 7 ... 10