Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: « 1 2 3 4 5 6 »   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Internet w stanie wrzenia...  (Przeczytany 20454 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #36 : Luty 21, 2012, 17:08:49 »


Sasq napisał
Cytuj
Choć informacja może się [według mnie] rozprzestrzeniać szybciej, niż światło, to jednak nawet wtedy nie może tego robić "natychmiastowo", gdyż wymagałoby to nieskończonych prędkości. Również wysyłanie informacji z przyszłości w przeszłość nie wchodzi w grę, bo wymagałoby prędkości większych, niż nieskończone
a co ze  splątaniem kwantowym?

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
SasQ
Collegium Invisible
Zaawansowany użytkownik
*
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #37 : Luty 21, 2012, 17:28:08 »


Cytat: east
@SasqDuzy usmiech
Z całej wymiany zdań najbardziej interesuje mnie to :

Cytuj
Prawda jest jednak taka, że zjawiska kwantowe wcale nie są ograniczone do skali atomowej. Wiele z nich da się zaobserwować nawet w skali ludzkiej, w bardzo prostych eksperymentach, możliwych do powtórzenia przez każdego z Was, jeśli się tylko wie jak. Większość z nich (jeśli nie wszystkie) to po prostu zakamuflowane zjawiska falowe, bo to właśnie na nich opiera się fizyka kwantowa (choć jeszcze nie do wszystkich naukowców to dociera). To samo dotyczy tunelowania kwantowego i efektu Halla.


Sasq mógłbyś na przykład omówić owo tunelowanie pod kątem falowej teorii?
Noo, wreszcie ktoś zapytał ;-)

Cytat: east
Fala wewnątrz tunelu z fal?
No właśnie nazwa (jak zwykle w fizyce kwantowej) jest bardzo myląca. Sugeruje jakieś science-fiction, tunele podprzestrzenne itp. czary-mary. Nie ma z nimi jednak nic wspólnego. Nieco lepszą nazwę dla tego efektu ma teoria falowa, w której nazywany jest "evanescent waves" (nie wiem, jak to się tłumaczy na polski... fale zanikające?).

Chodzi mianowicie o takie zjawisko, w którym leci sobie fala w jakimś ośrodku o określonej gęstości i nagle dociera do granicy tego ośrodka z innym ośrodkiem, o innej gęstości. Zależnie od różnicy tych gęstości część tej fali zostanie odbita z powrotem, a część może do niego wniknąć. Gęstość ośrodka można porównać do głębokości wody w zbiorniku. Jeśli woda jest płytka, fale poruszają się w niej szybko (mała gęstość). Gdy woda jest głębsza, fale poruszają się w niej wolniej (duża gęstość). Granicę ośrodków można porównać do gwałtownego schodka w dnie. Taki schodek (różnica potencjałów) powoduje odbicie fali (częściowe lub w skrajnych przypadkach całkowite). W zależności od wysokości tego schodka fala może różnie się zachować po jego napotkaniu. Jeśli schodek jest dostatecznie wysoki (duża różnica potencjałów), może stanowić dla fali barierę nie do pokonania. Fala będzie się od niego w zasadzie odbijać w całości.

Jednak równanie falowe jest zespolone, więc można go rozwiązać na kilka sposobów. Zazwyczaj brane jest tylko rozwiązanie "oscylacyjne" (falowe), opisane funkcją sinus lub cosinus (którego wykres przypomina kształtem falę). Istnieją jednak też inne rozwiązania. Np. funkcja wykładnicza (która np. stale maleje). Te rozwiązania zazwyczaj są odrzucane (niesłusznie!) jako "niefizyczne", bo nie przejawiają oscylacji. Ale natura (i jej język - matematyka) wie lepiej. Skoro takie rozwiązanie istnieje, to znaczy, że musi mieć ono sens w jakichś przypadkach. I okazuje się, że ma. Są to właśnie owe "evanescent waves" (fale wygasające).


[Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Evanescent_wave.jpg ]

Gdy fala (sinusoidalna) dociera do bariery potencjału (progu), z reguły przestaje drgać i się odbija w taki sposób, by miała węzeł (zero) na granicy ośrodków. Ale tak stałoby się tylko wtedy, gdyby schodek był nieskończenie wysoki, co w rzeczywistości jest wręcz niemożliwe do osiągnięcia. Dlatego w rzeczywistych przypadkach fala nie odbija się całkowicie. Część z niej wnika do wnętrza bariery potencjałów. Jednak "zamraża" swoje drgania i zaczyna stopniowo zanikać wykładniczo (to jest właśnie to niestandardowe rozwiązanie równania falowego).


[Źródło: http://www.photonics.cusat.edu/Research_Fiber%20Sensors_EW.html ]

Jeśli bariera jest wystarczająco długa, fala może zaniknąć praktycznie do zera. Jeśli jednak jest dostatecznie krótka, to fala może dotrzeć do jej drugiego końca zanim całkowicie wygaśnie, i wtedy, po napotkaniu znów rzadkiego ośrodka, "odmraża" swoje drgania i leci sobie dalej, oscylując, jakby nigdy nic ;-)


[Źródło: http://www.physics.uwo.ca/~smittler/evanescent.html ]

Tu jest też to ciekawie przedstawione na interaktywnej animacji, w której można zmieniać parametry:
http://www.olympusmicro.com/primer/java/tirf/evaintensity/

Ponieważ fizycy kwantowi wszędzie doszukują się punktowych cząstek, nawet w falach materii, to interpretują to zjawisko w taki sposób, że nagle owa cząstka w jakiś magiczny sposób "przetunelowała się" przez barierę, której nie powinna była sforsować ze względu na zbyt małą energię kinetyczną. Snują opowieści o piłkach przenikających ni stąd ni zowąd przez ścianę, gdy zdarzy się "cud" (bo ponieważ posługują się też błędną ideą prawdopodobieństwa kwantowego, które jest bardzo niskie dla zajścia takiego zdarzenia, to dla nich to rzeczywiście graniczy z cudem krzywy ).

Pamiętam też jak miałem niezły ubaw, gdy czytałem papier pewnej grupy naukowców, którzy eksperymentowali z tunelowaniem kwantowym mikrofal i zauważyli, że fale, które tunelowały przez barierę potencjału, są wyprzedzone w fazie względem fal, które puszczali inną drogą, obok bariery. Mówiąc prościej: "spieszą im zegarki" ;-) Wysnuli z tego wniosek, że te "tunelujące" fale "przeskoczyły w przód w czasie" o_O czyli mogą tunelować nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie (sic!). Wyglądało na to, że nie mają zielonego pojęcia o istnieniu zjawiska fal wygasających, bo inaczej nie gadaliby takich bzdur ;-) No ale pewnie lepiej opowiadać bajki i dostać dotację na ich badanie, niż dociekać prawdy... Język

Anyway, w zjawisku tunelowania kwantowego nie ma nic dziwnego czy magicznego, i nie jest wcale zarezerwowane wyłącznie dla skali atomów. Każdy z Was może takie zjawisko sam zaobserwować. Wystarczą do tego np. dwa pryzmaty szklane (w kształcie trójkąta w proporcjach 1:1:\|(2), czyli dwa kąty 45* i jeden 90*). Takie dwa pryzmaty należy połączyć dłuższym bokiem i spojrzeć przez niego na wskroś przez jeden z krótszych boków. Normalnie efekt będzie taki, że ukośna ścianka w środku będzie odbijać światło dochodzące z boku, więc zobaczymy odbicie lustrzane tego, co znajduje się obok. Ale gdy dociśniemy powierzchnie szklane dostatecznie blisko siebie (można dodać kropelkę wody pomiędzy ich powierzchnie, by zmniejszyć rozmiar szczeliny), czyli zmniejszymy barierę potencjału odbijającą fale z boku, nagle fale dochodzące z naprzeciwka będą mogły "przetunelować" przez tę barierę. "Lustrzana" powierzchnia wewnątrz pryzmatu przekształci się w całkowicie przezroczystą i zamiast obrazu z boku zobaczymy obraz z naprzeciwka.

Naukowcy, o których wspomniałem powyżej, robili ten eksperyment dość podobnie, tylko zamiast światła widzialnego używali mikrofal, a pryzmaty mieli z nieprzezroczystej parafiny (dla światła widzialnego, bo dla mikrofal parafina jest przezroczysta ;-) ). I robili go nieco odwrotnie: zamiast oka ustawili nadajnik mikrofal z gunnplexera (dioda Gunna we wnęce rezonansowej + metalowy falowód w kształcie tuby), który wysyłał mikrofale w stronę pryzmatów, a naprzeciwko i obok ustawili dwa odbiorniki mikrofal podłączone do mierników, które mierzyły, ile mikrofal dociera do każdego z nich. Przy rozsuniętych pryzmatach (szeroka bariera potencjału) fale odbijały się głównie w bok. Jednak przy odpowiednim zmniejszeniu szczeliny (ale jeszcze nie zetknięciu!) fale nagle przestały być odbierane w bocznym odbiorniku, a zaczynały być odbierane w tym naprzeciwko, w linii prostej od nadajnika (do tego przyspieszone w fazie o długość szczeliny, tak jakby ją "przeskoczyły" ;-) ).
Z pryzmatami szklanymi i światłem widzialnym ta szczelina po prostu musi być bardzo mała (co dla nas jest już "zetknięciem"), bo długości fal światła widzialnego również są dużo mniejsze, niż dla mikrofal. Ale to to samo zjawisko "kwantowe" krzywy

Można go zaobserwować nawet jeszcze prościej, jeśli ktoś nie ma pryzmatów (tak nawiasem: najłatwiej je wymontować z jakiejś starej ruskiej lornetki krzywy ). Wystarczy położyć na stole serwetkę lub papierowy ręcznik. W sumie powinna się nadać nawet kartka papieru. W normalnych warunkach taka kartka jest nieprzezroczysta dla fal światła widzialnego, choć jest raczej cienka. Ale gdy kapnie się na nią kropelkę wody (być może inne płyny też dadzą radę), to w nawilżonym miejscu pojawia się obraz stołu podejrzliwy Serwetka/ręcznik/kartka robi się w zasadzie przezroczysta, jak szkło. Właśnie dlatego, że choć grubość przeszkody się nie zmieniła, ani zbytnio nie zmieniła swojej struktury chemicznej czy mechanicznej (w sensie tych włókienek papieru), to jednak obecność wody zmienia gęstość ośrodka i zmniejsza barierę potencjału, dzięki czemu fale zanikające mogą dojść do powierzchni stołu, odbić się od niej i powrócić, po czym zostają zaobserwowane.

Cytat: east
Czy geometria ukladu tubulin (prawo-, lewo-skrętność ich uformowania wewnątrz "tuby") odgrywa w tym tunelowaniu kwantowym jakąś rolę?
Być może ma jakieś znaczenie w innych sprawach, np. stanowienie formy falowodu lub komory rezonansowej, ale z samym tunelowaniem kwantowym jako takim raczej niewiele.

Cytat: east
edit Napisałem
Cytuj
Tak, jak zauważył Sasq, tylko otwarta sieć spełnia ochronną rolę, a ta "kwantowa" jest siecią otwartą.
ale niezbyt precyzyjnie sie wyraziłem. Cytowałem Cię tylko w pierwszej części tego zdania ", jak zauważył Sasq, tylko otwarta sieć spełnia ochronną rolę, "  - wyraziłeś się tak w porównaniu OpenSource do Windy. Bardzo fajnie mi to zabrzmiało. Natura też wydaje się operować kodem "otwartym".

.... ta druga to już moja narracja : "a ta "kwantowa" jest siecią otwartą."
Aa, o taką otwartą sieć Ci chodziło ;-) Już się wystraszyłem, że znowu jakieś misterne siatki energetyczne wokół Ziemi czy coś w ten deseń ;-)
W takim razie zgoda. O to właśnie chodzi. Internet w swoich założeniach miał być otwartą i zdecentralizowaną siecią, bo tylko w takiej formie mógł być odporny na uszkodzenia i ataki. W sieci rozproszonej żaden węzeł nie jest "kluczowy", więc gdy jeden ulegnie uszkodzeniu, pozostałe wciąż działają i omijają uszkodzenie, wysyłając pakiety inną drogą. Wynalazcy z DARPA koła tu nie wymyślili, bo Natura wpadła na to na długo przed nimi (np. w mózgach ;-) ), ale brawa dla nich, że zauważyli ten wzorzec i umiejętnie wykorzystali.

Niestety dzisiejsza sieć coraz mniej przypomina to, czym miała być w założeniach. Czy to z przyczyn ekonomicznych, czy to z żądzy władzy i kontroli, nie wiem, ale tak czy owak nic dobrego z tego nie wynika Język Np. Polska ma tylko kilka połączeń Open Transit do globalnej sieci, i np. jedna bombka pod Mariottem byłaby w stanie wyłączyć Internet w całej Polsce, bo właśnie tam znajduje się ponoć centralny węzeł, do którego zbiegają się światłowody z całego kraju. Topologia głównych łącz TP S.A. to w dużej mierze gwiazda, z centralnymi punktami w województwach/powiatach, a wszystko zbiega się do Warszawy i dopiero stamtąd leci Open Transitem do naszych sąsiadów. Jeśli ktoś jest ciekawy i chciałby się przyjrzeć tej architekturze, proponuję odpalić polecenie "traceroute" lub "tracert" (dostępne jest pod różnymi nazwami w różnych systemach operacyjnych) i wywołać adres jakiegoś zagranicznego serwera. Wtedy zobaczy, przez jakie węzły leci do niego sygnał.

Podobnie architektura DNS, która jest swego rodzaju "książką telefoniczną Internetu", jest hierarchiczna i scentralizowana, choć nie miała taka być. Aby poznać adres IP jakiegoś serwera, którego znamy po nazwie domenowej, musimy najpierw odpytać bazę DNS. Zazwyczaj zaczyna się od najbliższego serwera DNS naszego dostawcy internetowego (np. dla TP S.A. są to 194.204.159.1 i 194.204.152.34 ). Te odsyłają nas do DNSów domeny, w której leży szukany przez nas serwer (chyba że same znają odpowiedź, bo ktoś już o to ostatnio pytał i mają go w swojej pamięci podręcznej, którą co jakiś czas synchronizują z głównymi serwerami). Jeśli żaden z serwerów DNS po drodze nie zna odpowiedzi, możemy tak zajść aż na sam "szczyt", czyli do głównych serwerów DNS (ang. "root servers"). To one przechowują adresy serwerów DNS poszczególnych domen głównych (.com, .org, .net itp.). Kiedyś znajoma hackerka ze swoim innym znajomym hackerem planowali przetestować ten system (w kontrolowany sposób) pod kątem podatności na atak na główne serwery DNS. Okazało się, że taki atak jest możliwy i mógłby narobić sporego zamieszania w całym Internecie. I to nawet nie dlatego, że pół świata zostałoby bez Internetu ;-) Bardziej dlatego, że mógłby umożliwić podszycie się pod inny serwer (DNSy podadzą adres IP innego serwera, niż powinny) i udawanie go, by pozyskać np. hasła do kont bankowych itp. Tzw. "DNS spoofing".

To jest właśnie wada centralizacji takich informacji, kluczowych do funkcjonowania sieci. No ale cóż... Amerykańcy chcą zachować kontrolę nad systemem, który narodził się w ich departamencie obrony (DARPA). To właśnie dzięki temu mają możliwość blokowania niepożądanych stron poprzez usuwanie wpisów z DNSów. Serwery nadal są dostępne po adresie IP, ale nie można ich już znaleźć po nazwie. Przeciętny użytkownik nie będzie więc umiał się z nimi połączyć. I to właśnie to ograniczenie miała obejść słynna wtyczka do Firefoxa, która dawała dostęp do alternatywnej, rozproszonej bazy adresowej.

Na domiar złego sytuację pogarsza centralizacja usług sieciowych, w czym prym wiedzie oczywiście Google. Dziś już praktycznie każdy utożsamia przeszukiwanie sieci z "Googlaniem", bo tylko Google zna i używa do wyszukiwania stron (czy informacji w ogóle). Choć praktycznie każdy większy portal ma swoją własną wyszukiwarkę, osobiście nie znam nikogo, kto by z tego korzystał. Niewielu też interesuje się alternatywnymi wyszukiwarkami, jak Duck Duck Go (która, w przeciwieństwie do Google, nie szpieguje użytkowników i nie przecieka). To sprawia, że Google wie o wszystkim, co ktokolwiek kiedykolwiek szukał. I nawet ostatnio już przestaje się z tym kryć (patrz ich aktualna zmiana polityki prywatności, po której informacje na nasz temat ze wszystkich usług Google będą mogły być kojarzone ze sobą - tym razem już oficjalnie, bez podchodów krzywy ). Jest jak jedna wielka ośmiornica, siedząca sobie w centrum Sieci, i zapuszczająca swoje macki wszędzie dookoła, wżerając się w internetową tkankę jak rak i wysysając z niego soki do swego przepastnego żołądka.

Ta centralizacja wyszukiwania kosztuje Google ogromne nakłady finansowe. Bo musi utrzymywać potężne smocze serwery i grube szybkie łącza. Zasoby potrzebne na to, by "zasysać cały Internet w jedno miejsce" i trzymać nad nim kontrolę (bo temu właśnie służy centralizacja), są ogromne. Ale cóż... stać ich Język  Jednak jest to totalnym zaprzeczeniem idei Internetu, jako rozproszonej sieci.

Richard Feynman dobrze wiedział, jakie problemy wiążą się z centralizacją w świecie komputerów i informacji, gdy stwierdził: "Informacja powinna być przetwarzana w miejscu, w którym się znajduje." (Więcej na ten temat napisałem w artykule o komputerach kwantowych). Dlatego już od jakiegoś czasu myślę nad ideą wyszukiwarki rozproszonej, zdecentralizowanej, która nie byłaby własnością jednej korporacji i nigdy nie mogłaby być przez nikogo kontrolowana autorytarnie. Zamiast tego należałaby do nas wszystkich, do całej ludzkości. Dzięki takiemu systemowi moglibyśmy zacząć przeszukiwanie sieci od dowolnego miejsca, np. strony, na której aktualnie się znajdujemy, albo którą znamy i często odwiedzamy (niekoniecznie od Google krzywy ). Bo przecież wiele serwisów (np. blogi na Wordpressie, portale itp.) już posiada indeksy swoich własnych zasobów i przechowuje je we własnym zakresie. Dlaczegóżby więc z nich nie skorzystać? Oczywiście w miejscu, w którym one się znajdują, zamiast zasysać je na jakiś centralny serwer. To by było zupełnie odmiennym podejściem do przeszukiwania, niż to, jakie oferuje Google i wszyscy jego konkurenci. Szczególnie, że nie wymagałoby wcale wielkich nakładów finansowych, bo nie wymaga utrzymywania smoczych serwerów i łącz. Tylko zupełnie nie mam pomysłu, jak sprawić, by taka wyszukiwarka przyniosła korzyści nie tylko całej ludzkości, ale także jej twórcy krzywy

I mam nadzieję, że właśnie w takim kierunku (większego rozproszenia i decentralizacji) będzie zmierzał dalszy rozwój Internetu. Niech Amerykańcy sobie nie myślą, że jak wymyślili część sprzętową i niektóre protokoły niskopoziomowe, to już mogą "rządzić Internetem" jak swoją zabawką. "Nasi" też dołożyli coś od siebie (np. Tim Berners-Lee z CERN, ale też całe rzesze programistów po nim, z całego świata). Czas odzyskać Internet krzywy

Z resztą on już w zasadzie sam się odzyskuje krzywy Został stworzony do omijania uszkodzeń i zagrożeń, więc gdy rządowcy zaczynają go blokować, traktuje te próby jako właśnie takie zagrożenie i próbuje znaleźć obejścia podejrzliwy (np. wspomniany wcześniej plugin do Firefoxa). Informacja chce być wolna.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Luty 21, 2012, 18:03:19 wysłane przez SasQ » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
Dan el
Użytkownik
**
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 33




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #38 : Luty 21, 2012, 20:35:49 »


 Co za szczęście, znów Twoja osoba mnie sprowokowała do odpowiedzi, coś w tym jest podejrzliwy
Tak się składa, że mamy podobny cel Sasq:
Cytuj
Czas odzyskać Internet krzywy
..jednak z dość odmiennej strony patrzymy na ten temat. Nazwę Cię Adminem, skoro nim byłeś, bo właśnie taki poziom wiedzy reprezentujesz. Sam należę do grupy, która określa się jakoby całkiem po drugiej stronie barykady, ale nie do końca. Mam na myśli Wardriving, który powinień stać na podobnym poziomie. Dlatego ośmielam się wogóle zabrać głos. Mam pogląd, że poza adminami i hakerami, póki co nikt nie ma więcej do powiedzenia, a napewno już nie wolny użytkownik. To doświadczenie, które obie grupy zawdzięczają swojej wiedzy o systemie.
Wprowadzając, muszę się zgodzić odnośnie:
Cytuj
Wiem też, że współczesne systemy i oprogramowanie marnują ogromne ilości mocy obliczeniowej, bo współczesnym programistom z reguły nie chce się już optymalizować programów i wyciskać z nich wody, jak za dawnych czasów.
To prawda, jednak dlaczego się tak dzieje ? krótko powiem, że jest tak ponieważ internet przestałbyć wolny od jednej podstawowej rzeczy - pieniędzy. Programiści o których mówisz, już dawno trafili do firm korporacyjnych i piszą programy które muszą być wydajne, ale tylko dla poziomu zadowolenia, to znaczy marketing. Reszta poprostu została wyparta z tego 'nowo powstałego rynku'. Wtedy znaleźli się ludzie którzy powiedzieli nie. Mam na myśli hakerów. Twoja postawa (cytat niżej) jest dla mnie zrozumiała do pewnego stopnia... do takiego stopnia na jakim admin ma więcej wiedzy niż haker (co jest sprzeczne logicznie, bo haker który nie potrafi pokonać luki w wiedzy admina nie jest hakerem). W pewnym momencie role się zamieniają, albo haker dostaje pieniądze, albo admin staje się hakerem. zmienia się idea. pieniądze - wolność, rozumiesz.
Cytuj
W skrócie: co za różnica, kto przejmuje kontrolę nad moim komputerem: hacker, czy korporacja? Jedno i drugie jest przejęciem kontroli nad czymś, nad czym kontrolę powinienem mieć tylko ja. Usprawiedliwianie się dobrem ogółu i służeniu społeczności hackerów, albo altruistycznym dzieleniem się mocą obliczeniową nie przemawia do mnie. Dlaczego? Bo komputer jest mój, i tylko ja mam prawo decydować, co robię z jego mocą obliczeniową. Tobie nic do tego. Mogę oddać jej część społeczności hackerów, jeśli mnie o to poproszą i tego potrzebują [byle do jakichś szczytnych celów, a nie bot-netowania ataku DDoS czy spamowania ;-P], ale tylko z własnej woli mogę im pomóc. Nie mają prawa mnie do tego zmuszać, czy oszukańczo wyłudzać. Jeśli tak robią, to dla mnie są równie podli, jak korporacje.
Nie chce kwestionować niczego. Masz całkowicie rację ideologiczną. Każdy powinien mieć kontrolę nad swoim komputerem. Jednak każdy użytkownik myśli, że właśnie ma ową kontrolę. Co jest jednak kompletną nieprawdą. Niewiedza stała się podstawą do tego co właśnie dzieje się z internetem. Ci którzy poszli jednak dalej, aby poznać system, obrali drogę. Jedni chcieli poznać cały system aby mieć nad nim kontrolę, drudzy poznali system po to aby z tej kontroli się wyzwolić. Jedni i drudzy dbają o swoje bezpieczeństwo. Sam wiesz kto jest kto. I nie masz tutaj wyboru jako zwykły użytownik, naprawdę nie masz nic do powiedzenia, bo nie wiesz czym jest system w którym żyjesz. Chce tutaj wspomnieć, że teraz jest moment kiedy to coraz więcej adminów przechodzi na drugą stronę, to zrozumiałe kiedy świadomość ludzka zaczyna się budzić. Sam mówisz, że gdyby ktoś kulturalnie zapytał, to byłbyś skory pomóc. Oni proszą Sasq. Tylko Admini muszą to zrozumieć. bot-net jest niczym w porównaniu do siły ludzkiego umysłu. Nawet taki DDoS o których wspominasz, nie są czymś za czym stoją korporacje, albo Mossad (acid). Choć wiele osób(np. dzieci z mirca) biorą się za to, bo jest to banalne, to jednak nie jest to coś co ma zachodzić bez naszej wiedzy. Anonymous czymkolwiek są, rozdają proste idee, które ludzie przyjmują bo widzą, że coś dzieje się nie tak w internecie. Sam wiem, że ataki nie są czymś 'na poziomie' (choć powoli to wyglada inaczej, ataki na dns http://pastebin.com/NKbnh8q8). Moim zdaniem pomaga to ludziom 'wejść do systemu' który jako jeden z ostatnich bastionów próbuje utrzymać się na wolności.
Cytuj
Z resztą on już w zasadzie sam się odzyskuje krzywy Został stworzony do omijania uszkodzeń i zagrożeń, więc gdy rządowcy zaczynają go blokować, traktuje te próby jako właśnie takie zagrożenie i próbuje znaleźć obejścia  (np. wspomniany wcześniej plugin do Firefoxa). Informacja chce być wolna.
Rozpoznałeś strony, a mając wiedzę nie można siedzieć po środku. Cyberwojna już trwa.

p.s. jedna bombka to jeszcze nie koniec internetu;]
Cytuj
Np. Polska ma tylko kilka połączeń Open Transit do globalnej sieci, i np. jedna bombka pod Mariottem byłaby w stanie wyłączyć Internet w całej Polsce
wystarczy zmienić ip przez siec vpn i nie skorzystać z Open Transit;]
pokój

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #39 : Luty 22, 2012, 11:04:13 »


Bardzo interesująca dyskusja się wytworzyła.
Jako użytkownik końcowy bez wiedzy o "bebechach" internetowych bardzo cenię sobie, gdy ktoś mi przystępnie tłumaczy w czym rzecz docierając do założeń i podstaw tak jak robi to Sasq:

SasQ
Cytuj
O to właśnie chodzi. Internet w swoich założeniach miał być otwartą i zdecentralizowaną siecią, bo tylko w takiej formie mógł być odporny na uszkodzenia i ataki. W sieci rozproszonej żaden węzeł nie jest "kluczowy", więc gdy jeden ulegnie uszkodzeniu, pozostałe wciąż działają i omijają uszkodzenie, wysyłając pakiety inną drogą. Wynalazcy z DARPA koła tu nie wymyślili, bo Natura wpadła na to na długo przed nimi (np. w mózgach ;-) ), ale brawa dla nich, że zauważyli ten wzorzec i umiejętnie wykorzystali.
oraz ..
Cytuj
Richard Feynman dobrze wiedział, jakie problemy wiążą się z centralizacją w świecie komputerów i informacji, gdy stwierdził: "Informacja powinna być przetwarzana w miejscu, w którym się znajduje."

Jeśli zatem mózg ludzki jest taką "wyszukiwarką" , która przetwarza informacje "w miejscu" , to znaczy też, że informacje te nigdzie nie podróżują , lecz - na zasadzie hologramu - odzwierciedlane są w całym "obiekcie" ( wszechświecie? ) jednocześnie . Tak jak najmniejszy fragmencik holograficznego obrazka zawiera info o całości obrazka i co więcej, logicznym sie wydaje , że zmiana fragmencika odzwierciedli się w całości, bo taka jest natura hologramu. To jest, być moze  Michale-Aniele , jakiś koncept na wyjaśnienie kwantowego "splątania".

Wracając do internetu.
Dla mnie Admin, który rozumie połączenie z Naturą i zasadę działania Internetu w założeniu opartego o naturalne "rozproszenie" informacji przetwarzanej " w miejscu" jest człowiekiem godnym zaufania.

Sasq rozumiem, że każdy chciałby zostać wynagrodzony za swoją pracę - na przykład nad wyszukiwarką przetwarzającą " w miejscu"  - ale pomyślmy, czy samo wynagrodzenie (powiedzmy pieniężne )nie jest tu barierą w postaci wysokiego "schodka" uniemożliwiającą przeniesienie całości relacji na nowy poziom co, w efekcie, daje o wiele większe korzyści ?

Powiedzmy, że ktoś , zupełnie za darmochę, tak jak Open Source (linux), udostępnia narzędzie. Przecież nie oznacza to, że będzie zdychał z głodu, bo dzięki swojej wiedzy, dopiero na tej otwartej platformie (którą rozumie jak nikt inny), może udostępniać unikalne rozwiązania zaprojektowane pod użytkownika unikalnego, odbiorcę indywidualnego i jego potrzeby. Dzięki temu, że stał się sławny za udostępnienie darmowego i skutecznego rozwiązania, zyskał najcenniejszą rzecz jaką można uzyskać na tym świecie - ZAUFANIE... oraz rozpoznawalność. Na zaufaniu banki zbijają fortunę sprzedając nam pieniądz, którego wartości zwyczajnie ufamy.  I to jest cały sekret pieniądza. Sami go tworzymy.
 
@Dan el
Cytuj
Mam pogląd, że poza adminami i hakerami, póki co nikt nie ma więcej do powiedzenia, a napewno już nie wolny użytkownik.(..)
Jednak każdy użytkownik myśli, że właśnie ma ową kontrolę. Co jest jednak kompletną nieprawdą. Niewiedza stała się podstawą do tego co właśnie dzieje się z internetem.
Rozumiem i Twój punkt widzenia. Wydaje mi się jednak, ze Sasq wykazuje się umiejętnością wyjrzenia poza swój czubek nosa. To widać w sposobie prezentowania informacji polegającym na postawieniu się w roli użytkownika końcowego i wczuciu się w jego potrzeby. Nie sam PR , ani nawet cel jakim jest oddanie do użytku końcowego kompletnego produktu, ale przede wszystkim to, co najcenniejsze - uświadamianie co i jak działa i dlaczego jest dobre w sposób zrozumiały dla laika.
W tym sensie działanie "anonimowe" Sasq jest nie tylko zrozumiałe "na czuja" , ale przede wszystkim przejrzyste na sposób w jaki robi to Natura, ergo : naturalne.
Taki w założeniu miał być Internet - intuicyjnie naturalny . I do tego trzeba powrócić.

Wolny internet zaprowadzi nas w końcu do naturalnego połączenia się w sieć ekosystemu całej Planety - taki jest cel Internetu cyfrowego jaki znamy wg mnie.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
SasQ
Collegium Invisible
Zaawansowany użytkownik
*
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #40 : Luty 23, 2012, 12:18:04 »


Cytat: Dan el
Nazwę Cię Adminem, skoro nim byłeś, bo właśnie taki poziom wiedzy reprezentujesz. Sam należę do grupy, która określa się jakoby całkiem po drugiej stronie barykady
Nie ma żadnej barykady. Masz trochę dziwne wyobrażenia o adminach, wzięte chyba z filmów o złych adminach broniących systemu i dobrych hackerach walczących z systemem. Otóż nie. Z racji mojego ówczesnego zajęcia znałem kilku adminów, więc mogę stwierdzić, że żaden z nich nie pasował do obrazka znanego z filmów.
Celem każdego dobrego administratora sieci/systemu jest dbanie o jego integralność i bezpieczeństwo jego użytkowników. Czyli przykładowo pilnowanie, by inny złośliwy użytkownik nie buszował Tobie po Twoich plikach i nie próbował wyciągać z nich haseł, albo zdejmować Twojej strony WWW, czy podmieniać treści na niej na jakieś niepożądane. To samo dotyczy ataków z zewnątrz. Administrator ma zapewnić bezawaryjne funkcjonowanie sytemu, by jego użytkownicy mogli spokojnie pracować i nie martwić się, że stracą łączność z Internetem czy innym wydziałem firmy, albo że ktoś ukradnie jakieś ważne dane itp. A jeśli jakiś użytkownik z czymś sobie nie radzi, administrator pomaga mu rozwiązać ten problem (takie rzeczy też należały do moich obowiązków, choć nie traktowałem ich jak obowiązek, tylko okazję do polepszenia wiedzy użytkowników krzywy ).

Oczywiście dopuszczam możliwość, że mogą istnieć administratorzy, który są żądni władzy i jedyne, co ich interesuje, to coraz większa kontrola nad użytkownikami. Jednak to zawsze jest wybór osobisty takiego człowieka. Jasne, czasami to szefostwo może próbować wymuszać na nim takie działania (bo z reguły szefostwo ma większe aspiracje do rządzenia innymi i kontrolowania ich). Jednak podtrzymuję tezę, że zawsze jest wybór. W dniu, w którym dostałem do podpisania pewne smutne papierki, które nie zgadzały się z moją etyką, odszedłem z firmy. I mój świat się z tego powodu nie zawalił, wręcz przeciwnie.

Poza tym robisz błąd, jeśli przypisujesz mnie wyłącznie do jednej szufladki. Świat nie jest czarno-biały. Bywałem po obu stronach tej Twojej "barykady", często nawet w tym samym momencie krzywy

Cytat: Dan el
Mam na myśli Wardriving, który powinień stać na podobnym poziomie.
Widzisz, wardriving jednak nie do końca jest etyczny. Ludzie sobie stawiają sieci bezprzewodowe i chcą z nich korzystać, w sposób niezawodny. Na pewno nie są zadowoleni z tego, że ktoś im się wpina do ich sieci i w ten sposób na nich "pasożytuje". Bo to oni płacą za to łącze i infrastrukturę. To, że nie potrafią jej wystarczająco zabezpieczyć, nie usprawiedliwia wtargnięcia na ich teren w podobny sposób, jak nie usprawiedliwia złodzieja, który wejdzie Ci do domu i tłumaczy się, że "było otwarte" albo "kłódka była zbyt łatwa do rozwalenia" Język

Cytat: Dan el
Mam pogląd, że poza adminami i hakerami, póki co nikt nie ma więcej do powiedzenia, a napewno już nie wolny użytkownik.
Nierzadko jednak administrator działa w imieniu całej grupy takich "zwykłych użytkowników", by chronić ich interesy, jeśli sami nie są w stanie (bo np. nie znają się na bezpieczeństwie sieciowym, czy działaniu systemów). Podobnie czasami hackerzy działają w imieniu użytkowników - patrz np. aktaki Anonimowych na serwery rządowe jako protest przeciw ACTA i dymaniu obywateli. Zauważ pewien schemat łączący obie te sytuacje: w obu przypadkach osoba mająca większe pojęcie o systemie działa w imieniu osoby wiedzącej mniej, ponieważ ta druga posiada niewystarczającą wiedzę, by podjąć skuteczne działania. Więc moim rozwiązaniem dla takich użytkowników jest po prostu jednak zwiększać swoją wiedzę i świadomość, by także oni mogli skutecznie działać, zamiast tylko bezsilnie czekać, aż ktoś ich uratuje lub wydyma. Bo najłatwiej zwalać winę za swoje niepowodzenia na innych (hackerów czy adminów), zamiast samemu wziąć się do roboty krzywy

Cytat: Dan el
Cytat: SasQ
Wiem też, że współczesne systemy i oprogramowanie marnują ogromne ilości mocy obliczeniowej, bo współczesnym programistom z reguły nie chce się już optymalizować programów i wyciskać z nich wody, jak za dawnych czasów.
To prawda, jednak dlaczego się tak dzieje? Krótko powiem, że jest tak ponieważ Internet przestałbyć wolny od jednej podstawowej rzeczy - pieniędzy.
On wcale nie jest wolny od pieniędzy. W Internecie kwitnie handel, biznes reklamowy, sprzedawanie profili na Fejsie, gry online, usługi itd. itp. Jednak system pieniądza działa w Internecie dokładnie tak samo, jak w świecie rzeczywistym (bo po prostu przeniósł tam swoje zasady), więc podobnie jak w realu, nie każdy te pieniądze ma krzywy

Cytat: Dan el
Programiści o których mówisz, już dawno trafili do firm korporacyjnych
Albo nie trafili, i piszą oprogramowanie Open Source krzywy

Cytat: Dan el
i piszą programy które muszą być wydajne, ale tylko dla poziomu zadowolenia, to znaczy marketing.
Tu pełna zgoda. Choć takich programistów to zwykle się zwie "code monkey", czyli małpiszon klepiący kod ;-) Bardziej rzemieślnik, niż artysta ;-)

Cytat: Dan el
Reszta poprostu została wyparta z tego 'nowo powstałego rynku'. Wtedy znaleźli się ludzie którzy powiedzieli nie. Mam na myśli hakerów.
Jakoś nie widzę, by ci słynni hackerzy w jakikolwiek sposób poprawili sytuację zwykłych ludzi w Internecie krzywy Ale mnie to nie dziwi, bo przyczyny tej sytuacji leżą poza Internetem.

Cytat: Dan el
Twoja postawa (cytat niżej) jest dla mnie zrozumiała do pewnego stopnia... do takiego stopnia na jakim admin ma więcej wiedzy niż haker (co jest sprzeczne logicznie, bo haker który nie potrafi pokonać luki w wiedzy admina nie jest hakerem).
Wielu administratorów można by uznać za hackerów. W takim znaczeniu tego słowa, jakie było oryginalnie. Hacker to ktoś, kto wykorzystuje coś w sposób, do jakiego nie zostało przewidziane, dzięki odpowiednio dużej wiedzy o systemie. Administratorzy systemów często posiadają ogromną wiedzę o systemach, znają na wylot kilkanaście podręczników i dokumentacji, języków programowania i protokołów, luki w zabezpieczeniach itp. Natomiast to, co Ty opisujesz, to raczej to, co hackerzy nazywają "cracking" (łamanie zabezpieczeń, by uzyskać niepowołany dostęp do systemu). Cracking jest hackingiem, ale nie na odwrót. Niestety problem z implikacją to najczęstszy błąd logiczny popełniany przez ludzi krzywy

Cytat: Dan el
Cytuj
W skrócie: co za różnica, kto przejmuje kontrolę nad moim komputerem: hacker, czy korporacja? Jedno i drugie jest przejęciem kontroli nad czymś, nad czym kontrolę powinienem mieć tylko ja. Usprawiedliwianie się dobrem ogółu i służeniu społeczności hackerów, albo altruistycznym dzieleniem się mocą obliczeniową nie przemawia do mnie. Dlaczego? Bo komputer jest mój, i tylko ja mam prawo decydować, co robię z jego mocą obliczeniową. Tobie nic do tego. Mogę oddać jej część społeczności hackerów, jeśli mnie o to poproszą i tego potrzebują [byle do jakichś szczytnych celów, a nie bot-netowania ataku DDoS czy spamowania ;-P], ale tylko z własnej woli mogę im pomóc. Nie mają prawa mnie do tego zmuszać, czy oszukańczo wyłudzać. Jeśli tak robią, to dla mnie są równie podli, jak korporacje.
Nie chce kwestionować niczego. Masz całkowicie rację ideologiczną. Każdy powinien mieć kontrolę nad swoim komputerem. Jednak każdy użytkownik myśli, że właśnie ma ową kontrolę. Co jest jednak kompletną nieprawdą. Niewiedza stała się podstawą do tego co właśnie dzieje się z internetem.
To nie wyklucza tego, o czym mówię.

Cytat: Dan el
Jedni chcieli poznać cały system aby mieć nad nim kontrolę, drudzy poznali system po to aby z tej kontroli się wyzwolić.
Co jest o tyle śmieszne, że jedni i drudzy nadal korzystają z Internetu ;-)

Cytat: Dan el
Jedni i drudzy dbają o swoje bezpieczeństwo.
Przy czym admini dbają dodatkowo o bezpieczeństwo swoich użytkowników, ponieważ nie potrafią oni zadbać o to sami. Gdyby potrafili, coś takiego, jak admin, nie byłoby im potrzebne.

Cytat: Dan el
I nie masz tutaj wyboru jako zwykły użytownik
Jasne, że masz wybór! Admini nazywają go: RTFM! ;-) (ang. "Read The Fucking Manual!", czyli "Przeczytaj cholerną dokumentację!" ;-) ). Skoro przyczyną problemu jest brak wiedzy, to oczywistym rozwiązaniem jest zdobycie tej brakującej wiedzy. A na pewno nie siedzenie na leniwym tyłku i czekanie, aż ktoś pomoże (albo wyrucha krzywy).

Cytat: Dan el
Sam mówisz, że gdyby ktoś kulturalnie zapytał, to byłbyś skory pomóc. Oni proszą Sasq. Tylko Admini muszą to zrozumieć.
Nie rozumiem do czego tutaj pijesz. Mógłbyś wyrazić to jaśniej?

Cytat: east
Jako użytkownik końcowy bez wiedzy o "bebechach" internetowych bardzo cenię sobie, gdy ktoś mi przystępnie tłumaczy w czym rzecz docierając do założeń i podstaw tak jak robi to Sasq
Miło mi to słyszeć ;-) Kolejny krok ku temu, by każdy użytkownik stał się jednocześnie swoim adminem i hackerem ;-) I właśnie do tego powinniśmy dążyć.

Cytat: east
Cytat: SasQ
Richard Feynman dobrze wiedział, jakie problemy wiążą się z centralizacją w świecie komputerów i informacji, gdy stwierdził: "Informacja powinna być przetwarzana w miejscu, w którym się znajduje."
Jeśli zatem mózg ludzki jest taką "wyszukiwarką", która przetwarza informacje "w miejscu", to znaczy też, że informacje te nigdzie nie podróżują
Dokładnie o to chodzi: żeby nie musiały zbytnio podróżować. Bo podróżowanie wiąże się z kosztami i ma swoje ograniczenia (np. prędkości). Natomiast informacja przetwarzana w miejscu nie musi nigdzie podróżować, bo już tam jest krzywy

Jednak żeby była jasność: Jakieś podróżowanie zawsze będzie. Bo gdy odległe miejsca nie wymieniają się żadną informacją, to są rozłączne, czyli każde staje się odrębnym światem, niezależnym od pozostałych. Chodzi jednak o to, by nie przesyłać całej informacji, a jedynie drobne fragmenty, które są konieczne, i tylko na małe dystanse (np. do najbliższych sąsiadów).

Wadą architektury współczesnych komputerów, opartych na architekturze von Neumanna, jest to, że jest jeden centralny procesor (CPU), do którego trzeba najpierw zasysać całą informację (program lub dane) z pamięci, przetwarzać, a następnie odsyłać. To jest tzw. "wąskie gardło von Neumanna", bo powoduje, że droga komunikacji między pamięcią a CPU jest bardzo zatłoczona i musi być w stanie transferować ogromne ilości danych w szybkim czasie. Każde ograniczenie tych możliwości spowalnia pracę całego komputera.

W sieciach rozproszonych ten problem nie istnieje, bo informacja jest rozprowadzona równomiernie po całej sieci i każdy jej węzeł przechowuje tylko jej drobny kawałek. Węzły wymieniają się tylko fragmentami tej informacji, które akurat są im potrzebne w obliczeniach. Wyniki cząstkowe przesyłają innym węzłom. Żaden węzeł nie ma wiedzy jak rozwiązać cały problem, i nie musi jej mieć. Ale cała sieć jest w stanie.

Cytat: east
lecz - na zasadzie hologramu - odzwierciedlane są w całym "obiekcie" (wszechświecie?) jednocześnie.
Tak usmiech

Cytat: east
Tak jak najmniejszy fragmencik holograficznego obrazka zawiera info o całości obrazka
Z tym bym jednak nie przesadzał. Hologram rzeczywiście pozwala odtworzyć znaczną część obrazka nawet po uszkodzeniu, lub gdy mamy tylko fragment kliszy holograficznej, ale pewne informacje jednak tracone. Np. mając tylko fragment hologramu zobaczysz co prawda cały sfotografowany obiekt (albo przynajmniej tyle, ile jest widoczne przez to fragmentaryczne okienko), ale nie będziesz już mógł go obejrzeć ze wszystkich stron, bo po obróceniu tego małego kawałka kliszy hologram schowa się poza obszarem widocznym - w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się brakujący obszar kliszy. I dopóki brakuje Ci tego kawałka kliszy, to nie zobaczysz, co tam było.

Hologram to nie żadna magia. Po prostu ma nieco inny sposób zapisu informacji, skupiający się bardziej na ujęciu całościowym, a dopiero później na szczegółach. Podczas gdy normalna fotografia odzwierciedla głównie szczegół po szczególe, ale nie potrafi ująć obiektu całościowo i wielowymiarowo. Hologramy działają dzięki zjawisku interferencji. Zamiast zapisywać bezpośrednio amplitudę fali światła, które pada na kliszę, interferują go dodatkowo z inną taką falą, wzorcową by poznać różnice w ich fazach i tę różnicę właśnie zapisać. Różnica w fazach ("osobistych zegarkach fali") niesie informację o czasie, jakiego fala potrzebowała na dotarcie do kliszy, a więc także o odległości, jaką przebyła od źródła. To właśnie dzięki temu da się odtworzyć głębię. Choć obraz holograficzny jest dwuwymiarowy, to jednak sposób zapisu informacji przechowuje dane o trzecim wymiarze. Można też wyobrażać sobie to tak, że hologram "zamraża falę w biegu" (dokładnie w amplitudzie i fazie, jaką miała padając na kliszę), a oświetlenie hologramu powoduje jej "odmrożenie" i sprawia, że fala biegnie nadal, jakby nigdy nic, dzięki czemu możemy zaobserwować obiekt takim, jakim był w momencie zapisu informacji.

Mało tego, każdy z Was może sobie taki hologram zrobić ;-) To nie są czary zarezerwowane dla Arcymagów z 20 poziomu doktorstwa ;-)
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=XUy8lELWhJg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=XUy8lELWhJg</a>

Cytat: east
Sasq rozumiem, że każdy chciałby zostać wynagrodzony za swoją pracę - na przykład nad wyszukiwarką przetwarzającą " w miejscu"  - ale pomyślmy, czy samo wynagrodzenie (powiedzmy pieniężne) nie jest tu barierą w postaci wysokiego "schodka" uniemożliwiającą przeniesienie całości relacji na nowy poziom co, w efekcie, daje o wiele większe korzyści?
Wiesz, ja nad tym projektem kminię z przyczyn czysto praktycznych. Po prostu nie mogę znieść tego, jak zasoby Internetu się marnują przez jego rosnącą centralizację, i jak to oddaje kontrolę nad Siecią w ręce wązkich grup żądnych władzy. To pogarsza jakość informacji, której szukam na codzień, i temu właśnie chcę przeciwdziałać.
Nie wiem jeszcze, jak i czy udałoby mi się na tym pomyśle wzbogacić, ale mimo to od czasu do czasu do niego wracam i próbuję rozwinąć go dalej. Oczywiście chciałbym, żeby również jego kod źródłowy pozostał otwarty i wolny (precz z nieprzejrzystym "PageRankiem" Google! Język ). Chętnie zobaczyłbym też współpracę ze strony innych ludzi, których również interesuje zrealizowanie tego celu. Ale fajnie byłoby też móc coś z tego mieć, prócz samej satysfakcji, której do garnka się nie włoży krzywy No i poświęcanie czasu na jedną rzecz automatycznie sprawia, że poświęca się go mniej na inne rzeczy, więc trzeba jakoś dobrać priorytety. Rozumisz... krzywy

Cytat: east
Powiedzmy, że ktoś , zupełnie za darmochę, tak jak Open Source (linux), udostępnia narzędzie. Przecież nie oznacza to, że będzie zdychał z głodu, bo dzięki swojej wiedzy, dopiero na tej otwartej platformie (którą rozumie jak nikt inny), może udostępniać unikalne rozwiązania zaprojektowane pod użytkownika unikalnego, odbiorcę indywidualnego i jego potrzeby. Dzięki temu, że stał się sławny za udostępnienie darmowego i skutecznego rozwiązania, zyskał najcenniejszą rzecz jaką można uzyskać na tym świecie - ZAUFANIE... oraz rozpoznawalność.
Oczywiście, zgadzam się z tym i popieram ;-) Właśnie tak bym widział rozwój takiej otwartej, rozproszonej wyszukiwarki. Jednak zaufaniem i rozpoznawalnością się nie najem, jak już wspomniałem powyżej ;-) Ten problem też trzeba jakoś rozwiązać.

Cytat: east
Na zaufaniu banki zbijają fortunę sprzedając nam pieniądz, którego wartości zwyczajnie ufamy.  I to jest cały sekret pieniądza. Sami go tworzymy.
Dokładnie tak. I to jest właśnie furtka, jaką mamy w walce z systemem. Banksterzy wymyślili sobie cwany system, w którym okłamują nas, że mają więcej zasobów, niż mają. Rozdają nam kwity na nieistniejące zasoby, zwane banknotami. To tak jakby wypisać komuś czek bez pokrycia. Sztuczka zostaje wykryta dopiero wtedy, gdy ktoś postanowi ten czek zrealizować. Ale jeśli czek nie jest imienny, to do tego czasu może jeszcze wielokrotnie zmienić właściciela i wziąć udział w wielu transakcjach z udziałem rzeczywistych dóbr i usług. Ludzie będą się nim wymieniać dopóki wierzą, że ma on pokrycie. I w przypadku czeku w końcu ktoś mógłby próbować go zrealizować i wykryć fałszerstwo. Ale w przypadku banknotów możesz go wymienić co najwyżej na... inny banknot Język Dlatego fałszerstwo tak długo pozostaje ukryte.

Jednak wprowadzając system rezerw cząstkowych i opierając system pieniądza na naszej wierze w niego (czy raczej ich zdaniem naszej naiwności krzywy ) jednocześnie podłożyli sami sobie świnię, bo największa moc tego ich systemu jest jednocześnie jego największą słabością. Bo w momencie, gdy wszyscy jednogłośnie postanowimy zrealizować swoje czeki, kłamstwo wychodzi na jaw, a pieniądz traci całą swoją moc. Iluzja pryska i fałszywe złoto alchemików zmienia się na powrót w ołów ;-) Co zrobią banksterzy, gdy już nikt nie będzie wierzył w ich wirtualne pieniądze? Komu zapłacą bezwartościowym pieniądzem, by bronili ich podłych tyłków? Tak więc władza nad tym systemem tak naprawdę zawsze leżała w naszych rękach. I nadal leży. Wystarczy, że wszyscy się obudzimy z tego snu i spojrzymy na rzeczywistość taką, jaką ona jest, a nie jaką sobie wyobrażamy.


Cytat: east
Wydaje mi się jednak, ze Sasq wykazuje się umiejętnością wyjrzenia poza swój czubek nosa. To widać w sposobie prezentowania informacji polegającym na postawieniu się w roli użytkownika końcowego i wczuciu się w jego potrzeby. Nie sam PR , ani nawet cel jakim jest oddanie do użytku końcowego kompletnego produktu, ale przede wszystkim to, co najcenniejsze - uświadamianie co i jak działa i dlaczego jest dobre w sposób zrozumiały dla laika.

To dlatego, że sam sporo kminię nad tym, dlaczego to wszystko jest takie, jakie jest; co jest przyczyną problemów i jak je rozwiązać.
Przykładowo, mamy kiepskie i powolne oprogramowanie, bo korzysta z kiepskich bibliotek z niepotrzebnie namnożonymi poziomami abstrakcji, które mają ukrywać niedogodności niższych warstw. Ale te niedogodności wynikają ze złego napisania tych niższych warstw. Skoro tak, to problem leży głębiej: w systemowych API. Ale one są źle napisane, bo piszący je ludzie nie mieli większego wyboru. Używali narzędzi i języków, które mieli dostępne. Z reguły języków przestarzałych i mało wygodnych, jak C. Skoro tak, to przyczyna wszystkich problemów wyższych warstw leży już w samych językach programowania. Dlatego właśnie od jakiegoś czasu myślę nad własnym, nowym językiem programowania, który miałby te problemy rozwiązać. I wydaje mi się, że jestem na dobrej drodze.
W samych tych językach również panuje bałagan z tego właśnie powodu, że ludzie tworzący te języki nie rozumieli przyczyn problemów i te języki są po prostu najlepszym, co udało im się stworzyć, by te problemy "załatać". Ale tu nie są potrzebne łaty. Tu trzeba zejść jeszcze głębiej, do samego sedna problemu, i tam go rozwiązać. Tak właśnie zrobiłem. Spróbowałem znaleźć samą esencję programowania, która leżałaby u podstaw wszystkich języków jakie znałem. I udało mi się to. Znalazłem zaledwie trzy elementy, które są podstawą programowania. Przedstawia to poniższy rysunek:

Gdy go stworzyłem i odpowiednio długo w niego wgapiałem, zrozumiałem, że jest on prawdziwy nie tylko dla języków programowania! Dotyczy także języków mówionych i naszego systemu wiedzy, a także systemu myślowego, który nazywamy "matematyką"! Okazało się też, że nie byłem pierwszy: nad podobnymi sprawami głowili się Alan Turing, Alonzo Church i inni "ojcowie informatyki". I to nawet niekoniecznie na potrzeby komputerów, bo każdy z nich zajmował się też innymi dziedzinami wiedzy, a w czasach Turinga to nawet jeszcze za bardzo nie istniały komputery cyfrowe krzywy

Tak czy owak, schodząc w ten sposób po gałęziach naszego drzewa wiedzy dotarłem praktycznie do jego korzeni. I okazuje się, że gdy korzenie chorują, to schnie całe drzewo. Tak właśnie dzieje się obecnie z naszą nauką, wiedzą, językiem, i wszystkim innym, co się na nich opiera: inżynierią, praktyką, czy codziennym życiem. Dlatego nadszedł czas, by uleczyć korzenie, zamiast przycinać co raz to nowe uschnięte gałęzie.

Cytat: east
Taki w założeniu miał być Internet - intuicyjnie naturalny . I do tego trzeba powrócić.
Dokładnie.

Cytat: east
Wolny internet zaprowadzi nas w końcu do naturalnego połączenia się w sieć ekosystemu całej Planety - taki jest cel Internetu cyfrowego jaki znamy wg mnie.
Trzeba tylko uważać, by Internet nie stał się dla nas Matrixem - kolejną iluzją, która zasłania nam prawdę. Bo tak właściwie to skąd pochodzi cała wiedza zgromadzona w Internecie? Ze świata rzeczywistego. A tam jest jej jeszcze więcej, bo jeszcze nie wszystko zostało przeniesione do Internetu. Nie wszystko też jest do niego dopuszczane. Nadal istnieją rzeczy, które są ukrywane i cenzurowane. Badając korzenie nauki natrafiam na taką cenzurę co rusz. Można by nawet stwierdzić, że wszystko, co zostało napisane po XIX wieku jest mydleniem oczu i sprowadzaniem naukowców na manowce. I można znaleźć wskazówki sugerujące, że to nie dzieje się przypadkowo, lecz ktoś robi to celowo, by to wszystko ukryć przez zaciemnienie.
Ale choćby nie wiem jak się starali ukryć prawdę, to nie są w stanie, ponieważ źródłem wszelkiej naszej wiedzy o świecie jest sama Natura! A ona się przed nami nie ukrywa. Załóżmy, że Franek coś wie i nie ukrywa tego. Powiedział o tym Józkowi, a Józek postanowił zatrzymać to w tajemnicy i ukrywać przed innymi. Ale co to za tajemnica, jeśli każdy może pójść do Franka i poznać prawdę od niego, z pominięciem Józka? krzywy To samo dotyczy wiedzy ukrywanej przez różne spiskowe organizacje. Ich problem polega na tym, że nie mają wcale monopolu na tę wiedzę i istnieje źródło tej wiedzy, które jest nadal jawne: Natura. Więc dlaczego nie pominąć pośredników i nie zacząć czytać u samego źródła? ;-> Kto ma oczy do patrzenia, niech patrzy krzywy

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Luty 23, 2012, 12:20:54 wysłane przez SasQ » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
Dan el
Użytkownik
**
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 33




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #41 : Luty 23, 2012, 14:23:33 »


Szczerze mówiąc podejrzewałem, że tak to odbierzesz, lekko z wyższa Uśmiech, ale mnie to nie razi. rozumiem to.
Oczywiście zgadzam się, z tym co mówi o Tobie East, z tym, że wyglądasz poza swój nos oraz z tym nadawałbyś się na admina przyszłych systemów, widać że masz zdolność pojmowania 'istoty rzeczy'. Muszę też przyznać się do błędu, nie chciałem abyś czuł się gdzieś zaszufladkowany, sam tego bardzo nie znoszę więc przepraszam. Może podświadomie gdzieś mnie poniosło, jak mówisz może gdzieś w filmowe realia.. ale czy sięgając tam, poszedłem za daleko ?

Sasq:
Cytuj
'Nie ma żadnej barykady. Masz trochę dziwne wyobrażenia o adminach, wzięte chyba z filmów o złych adminach broniących systemu i dobrych hackerach walczących z systemem. (..) Celem każdego dobrego administratora sieci/systemu jest dbanie o jego integralność i bezpieczeństwo jego użytkowników. '
To jasne, że admin i haker, jako funkcje, są czymś prawie identycznym. Dziedziną są w niej pieniądze. Wartości tych funkcji to Etyka o których Ty mówisz. To zależy od pojedyńczego procesora jakie wartości przyjmuje. To zależy od pojedyńczego człowieka jaką obiera drogę. We wcześniejszym poście miałem na myśli adminów którzy sprzedali się za pieniądze ( w przeciwieństwie do Ciebie) i hakerów (nie crackerów, błąd implikacji nie występuje) którzy nie robią włamów dla pieniędzy albo zabawy, tylko po to aby system był wolny, taki jaki miałbyć od początku ( ktoś kto poświęca swoje bezpieczeństwo dla wolności użytkowników). Może masz racje, może jednak nic nie wiesz, a może za Twoimi plecami właśnie ten film się kręci.. To że znałeś kilku adminów to jeszcze niczego nie dowodzi, to tak jakbyś znał kilku policjantów i mówił, że nie ma korupcji na ulicach...

Sasq:
Cytuj
'Widzisz, wardriving jednak nie do końca jest etyczny. Ludzie sobie stawiają sieci bezprzewodowe i chcą z nich korzystać, w sposób niezawodny.'
Prawdziwą ideologią Wardriving'u jest wchodzenie do sieci 'przez otwarte dzwi' bez pukania, zazanczenie sieci czyli 'dzień dobry, tu jest otwarte, może powinno się coś z tym zrobić?' poczym wyjście z niej bez kradzieży, oraz niszczenia danych. Ma to na celu zwiększenie ochrony, czytaj niezawodności;]

Sasq:
Cytuj
'Nierzadko jednak administrator działa w imieniu całej grupy takich "zwykłych użytkowników", by chronić ich interesy, jeśli sami nie są w stanie (bo np. nie znają się na bezpieczeństwie sieciowym, czy działaniu systemów). Podobnie czasami hackerzy działają w imieniu użytkowników - patrz np. aktaki Anonimowych na serwery rządowe jako protest przeciw ACTA i dymaniu obywateli. Zauważ pewien schemat łączący obie te sytuacje: w obu przypadkach osoba mająca większe pojęcie o systemie działa w imieniu osoby wiedzącej mniej, ponieważ ta druga posiada niewystarczającą wiedzę, by podjąć skuteczne działania. Więc moim rozwiązaniem dla takich użytkowników jest po prostu jednak zwiększać swoją wiedzę i świadomość, by także oni mogli skutecznie działać, zamiast tylko bezsilnie czekać, aż ktoś ich uratuje lub wydyma. Bo najłatwiej zwalać winę za swoje niepowodzenia na innych (hackerów czy adminów), zamiast samemu wziąć się do roboty krzywy'

Zgadzam się, właśnie to chce cały czas zaznaczyć. Admini, hakerzy lub inni 'oświeceni' powinni być przy tej okazji przewodnikami dla ludzi którzy chcą zwiększaść swoją wiedzę i świadomość, którzy ruszyli tylek z miejsca. Zresztą uważam, że ta zasada jest konieczna nie tylko w internecie ale również w rzeczywistości... czasem poprostu ciężko jest przebrnąć przez muł i śmieci informacyjne jakie przewidział system.

Cytuj
Cytuj
'Jedni i drudzy dbają o swoje bezpieczeństwo.'
'Przy czym admini dbają dodatkowo o bezpieczeństwo swoich użytkowników, ponieważ nie potrafią oni zadbać o to sami. Gdyby potrafili, coś takiego, jak admin, nie byłoby im potrzebne.'

Prawda jest taka, że to system jest źle zbudowany. Trzeba było go od początku zaprojektować tak aby każdy był bezpieczny. To tak samo jak w życiu, porównanie admina do policjanta, można nadużywać do woli. Gdyby ludzie mieli co jeść nie musieli by kraść, nie było by policjantów. Gdyby rządy były otwarte ludzie nie musieli by wychodzić na ulice, nie było by tajnych organizacji przeciw rządowych. Gdyby nie to co nazywamy demokracją... sytuacja internetu, jest dla mnie jakby projekcją w skali, tego co dzieje się w realności we wszystkich dziedzinach życia, dlatego ktoś to nazwał globalną świadomością. Według mnie kluczem do zrozumienia będzie właśnie internet, kluczem do wyzwolenia będzie właśnie on.. o tym chce w moich postach powiedzieć.

Cytuj
'Powiedzmy, że ktoś , zupełnie za darmochę, tak jak Open Source (linux), udostępnia narzędzie. Przecież nie oznacza to, że będzie zdychał z głodu, bo dzięki swojej wiedzy, dopiero na tej otwartej platformie (którą rozumie jak nikt inny), może udostępniać unikalne rozwiązania zaprojektowane pod użytkownika unikalnego, odbiorcę indywidualnego i jego potrzeby. Dzięki temu, że stał się sławny za udostępnienie darmowego i skutecznego rozwiązania, zyskał najcenniejszą rzecz jaką można uzyskać na tym świecie - ZAUFANIE... oraz rozpoznawalność.'
Cytuj
'Oczywiście, zgadzam się z tym i popieram ;-) Właśnie tak bym widział rozwój takiej otwartej, rozproszonej wyszukiwarki. Jednak zaufaniem i rozpoznawalnością się nie najem, jak już wspomniałem powyżej ;-) Ten problem też trzeba jakoś rozwiązać.'
kolejny błąd systemowy.

East:
Cytuj
Wolny internet zaprowadzi nas w końcu do naturalnego połączenia się w sieć ekosystemu całej Planety - taki jest cel Internetu cyfrowego jaki znamy wg mnie.
I oby tak się stało Duzy usmiech


Chce jeszcze dodać, że serio chodzi mi o to samo Sasq, choć zwracam Ci uwagę i może podchodzę do tego inaczej. Wiem gdzie jest 'istota rzeczy' dlatego niektóre z Twoich akapitów są dla mnie inspiracją Uśmiech

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Luty 23, 2012, 14:50:02 wysłane przez Dan el » Zapisane
east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #42 : Luty 23, 2012, 17:29:57 »


Sasq:
Cytuj
Cytuj
'Nierzadko jednak administrator działa w imieniu całej grupy takich "zwykłych użytkowników", by chronić ich interesy, jeśli sami nie są w stanie (bo np. nie znają się na bezpieczeństwie sieciowym, czy działaniu systemów). Podobnie czasami hackerzy działają w imieniu użytkowników - patrz np. aktaki Anonimowych na serwery rządowe jako protest przeciw ACTA i dymaniu obywateli. Zauważ pewien schemat łączący obie te sytuacje: w obu przypadkach osoba mająca większe pojęcie o systemie działa w imieniu osoby wiedzącej mniej, ponieważ ta druga posiada niewystarczającą wiedzę, by podjąć skuteczne działania. Więc moim rozwiązaniem dla takich użytkowników jest po prostu jednak zwiększać swoją wiedzę i świadomość, by także oni mogli skutecznie działać, zamiast tylko bezsilnie czekać, aż ktoś ich uratuje lub wydyma. Bo najłatwiej zwalać winę za swoje niepowodzenia na innych (hackerów czy adminów), zamiast samemu wziąć się do roboty krzywy'

Dan el

Cytuj
Zgadzam się, właśnie to chce cały czas zaznaczyć. Admini, hakerzy lub inni 'oświeceni' powinni być przy tej okazji przewodnikami dla ludzi którzy chcą zwiększaść swoją wiedzę i świadomość, którzy ruszyli tylek z miejsca. Zresztą uważam, że ta zasada jest konieczna nie tylko w internecie ale również w rzeczywistości... czasem poprostu ciężko jest przebrnąć przez muł i śmieci informacyjne jakie przewidział system.
I tu dotykamy czegoś bardziej ogólnego .
Użytkownicy nie znają się na zagrożeniach w sieci tak, jak np. Admini czy hakerzy, ale z kolei Wy nie znacie się na prawie, a ktoś sie zna lepiej itd. W sieci istnieje symbioza, współpraca, współ-ochrona ( a najbardzej ogólnie : współ-czucie ). Nawet zupełnie pozornie "bezużyteczny" user to w swojej masie - wielka moc. Zauważcie, ze to demonstrujące społeczeństwo nadało Anonimowym moc i znaczenie siły quasi "politycznej". Tak to działa w demokracji bezpośredniej.
Każdy jest w czymś dobry . Liczy się efekt synergii.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #43 : Lipiec 04, 2012, 21:48:44 »


<a href="http://www.youtube.com/watch?v=kZOK-O15li8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=kZOK-O15li8</a>

ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) - międzynarodowe porozumienie dotyczące walki z naruszeniami własności intelektualnej. Negocjowane w sekrecie, zostało ujawnione przez WikiLeaks w 2008 roku przed głosowaniem w Parlamencie Europejskim. Pełna wersję udostępniono w 2010. Odzew społeczeństwa był ogromny i nastąpił koniec negocjacji po jej piątej rundzie. Pierwsi do negocjacji przystąpili: USA, UE, Japonia, i Szwajcaria.

04 lipca 2012 - Europarlament pogrzebał ACTA

Parlament Europejski odrzucił międzynarodową umowę o zwalczaniu handlu artykułami podrabianymi (ACTA). Zdecydowana większość eurodeputowanych głosowała przeciwko kontrowersyjnej umowie, która - zdaniem krytyków - ogranicza korzystanie z internetu.

ACTA została odrzucona przeważającą ilością głosów.
478 posłów było przeciwko, 39 głosowało za przyjęciem umowy.
Pozostali (głównie z grupy EPP i ECR) wstrzymali się od głosu.   (...)

Kiedy idziesz za głosem zwykłych ludzi, mówią, że jesteś populistą,
a kiedy ulegasz lobby przemysłowemu, mówią, że zachowujesz się odpowiedzialnie

- David Martin brytyjski eurodeputowany

Więcej:
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/europarlament-pogrzebal-acta,262755.html
http://www.rp.pl/artykul/796028,908227-Parlament-Europejski-odrzucil-umowe-ACTA.html


Katarzyna Szymielewicz, prezes fundacji Panoptykon,  o odrzuceniu przez Parlament Europejski umowy ACTA:
"Ważne jest, żeby podkreślać, że nie chodziło tylko o tę umowę, ale o nową filozofię regulowania internetu. Taką, która uwzględnia użytkownika na pierwszym miejscu. Dzisiejsze głosowanie stało się znakiem dla wszystkich, że taką filozofię parlamentarzyści przyjęli. Z tego cieszymy się najbardziej, bo na niej powinniśmy budować kolejne kampanie, kolejne tematy, których walka z ACTA była tylko przyczółkiem. (...)

Więcej... http://wyborcza.pl/1,91446,12069224,Szymielewicz__zwyciestwo_ws__ACTA___przyczolek_kolejnych.html#ixzz1zgnhrco4

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Lipiec 04, 2012, 21:55:15 wysłane przez Leszek » Zapisane

east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #44 : Lipiec 05, 2012, 08:22:15 »


Cytuj
Dzisiejsze głosowanie stało się znakiem dla wszystkich, że taką filozofię parlamentarzyści przyjęli. Z tego cieszymy się najbardziej, bo na niej powinniśmy budować kolejne kampanie, kolejne tematy, których walka z ACTA była tylko przyczółkiem

Tak.
Zatem zamiast gadać po próżnicy "zrobiłem" petycję i zbieram podpisy przeciwko kolejnym pomysłom odebrania ludziom ich wolności. Tym razem chodzi o zmianę uprawnień sanepidu i rzeczywiście obowiązkowe szczepienia.

http://www.avaaz.org/en/petition/Stop_oligatory_vaccination_the_new_law_in_Poland_and_elswhere/

Zapraszam do podpisywania się, ale również do uwag i współredagowania.
Coś dodać ? Coś ująć  ?
Może ktoś coś doradzić ?

Od 2go Lipca, kiedy petycja została ogłoszona podpisały się 74 osoby. To niby niewiele osób, ale tylko w dniu dzisiejszym od rana do tej chwili przybyło 25 osób i krzywa rośnie Duży uśmiech
Później trzeba będzie zwyczajnie dostarczyć petycję do Prezydenta i mam nadzieję, że Avaaz w tym pomoże .

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
Strony: « 1 2 3 4 5 6 »   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS