Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1 2 3 »   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Przygotowania do wojny: Chiny, Korea Płn.  (Przeczytany 10960 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
JAN
Gość
« : Marzec 18, 2012, 02:55:48 »


Zakładam ten wątek, by zbierać w jednym miejscu wszelkie informacje wskazujące na potężne zbrojenia w Chinach i Korei Płn.  Od kilku lat w tych dwóch krajach dzieje się w zakresie rozbudowy potencjału militarnego więcej, niż w całym regionie przez ćwierć wieku.

Informacja z każdego zakresu, gdy jest rozbita na fragmenty rozrzucone w przestrzeni i czasie - nie jest całkiem jasna, nie daje pełnego obrazu...

Proszę wszystkich, by umieszczali co tylko uda się znaleźć na temat rozbudowy armii obu krajów. Może kiedyś zbiór tych informacji okaże się ważny, pożyteczny i nikt nie będzie wątpił w sens stwierdzenia: "lepiej zapobiegać niż leczyć".  A może stanie się jakiś 'cud' i nie będzie tego tematu kiedyś, w przyszłości... Daj Boże Uśmiech

____________________________________


Zacznę od... końca, od najnowszej wiadomości; starsze będę sukcesywnie wyciągał z archiwum. Kilka godzin temu, uruchomiłem nowy wątek [http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,1103.msg7333/topicseen.html#msg7333]  Zaraz potem, na 1 stronie gazeta.pl pokazał się taki artykuł:[/color]





Tajna broń Korei
Robert Stefanicki                                    2012-03-17


Wszystko dzieje się w ciągu minut. Wysiada internet. Milknie radio i telewizja. Gasną światła. Na liniach superszybkich pociągów dochodzi do kolizji. Piloci tracą łączność z kontrolą lotów. Dowódcy wojskowi dostają fałszywe rozkazy. Do pogrążonej w chaosie Korei Południowej wkracza armia północnokoreańska.

Tak może wyglądać początek nowej wojny. Dziś komunistyczny rząd w Pjongjangu nie ma jeszcze zdolności do tak skoordynowanego i zmasowanego ataku, ale usilnie pracuje, by je zdobyć. Paradoksalnie pomaga mu to, że Korea Południowa ma najnowocześniejszą infrastrukturę informatyczną na świecie; 95 proc. jej obywateli korzysta z internetu. Jak każde uzależnienie i to może się okazać zgubne.

 Na razie wojna jest w fazie testów. W marcu 2011 r. 40 południowokoreańskich stron internetowych - w tym prezydenta, wywiadu, ministerstwa obrony - przeżyło trwający trzy dni atak przy użyciu popularnej metody Distributed Denial of Service, polegającej na bombardowaniu systemów żądaniami dostępu z zainfekowanych komputerów niewolników. Wirus tak zaprogramowano, by po dziesięciu dniach zatarł za sobą ślady: zniszczył siebie i komputery użyte do ataku, choć zwykle hakerzy wolą utrzymywać kontrolę nad zniewolonymi maszynami, by wykorzystać je do kolejnych zadań.

 - Napastnicy chcieli zbadać, jakie szkody da się zrobić w krótkim czasie - mówi Dmitri Alperovitch, dyrektor działu badań nad zagrożeniami w McAfee, firmie specjalizującej się w ochronie danych. - Wygląda to na rekonesans, przygotowanie przed prawdziwą wojną.

 Ledwie miesiąc po marcowym ataku doszło do kolejnego: ponad 20 mln klientów straciło dostęp do kont w banku spółdzielczym Nonghyup. Wywiad południowokoreański nie ma wątpliwości, że to dzieło sąsiadów z Północy. Sprawcy nie próbowali wykraść żadnych informacji ani pieniędzy, tylko wywołać chaos.

 Dla porządku warto odnotować, że bywają też ataki z czysto merkantylnych pobudek. "New York Times" opisał, jak północnokoreańscy hakerzy włamują się na konta graczy z Południa i wykradają wirtualną walutę lub przedmioty, które potem sprzedają na aukcjach za realne pieniądze. W ciągu dwóch lat reżim miał tak zarobić ponad 6 mln dol.


Kraj bez sieci

 Statystyki są zatrważające. Narodowa Służba Bezpieczeństwa w Seulu podała, że południowokoreańskie instytucje są celem 1,5 mln cyberataków dziennie, z czego w 43 proc. grozi utrata tajemnic państwowych. Według armii liczba wykradzionych danych wojskowych rośnie lawinowo: w 2007 r. odnotowano jeden taki przypadek, a w pierwszym półroczu 2010 r. - aż 1,7 tys.! Na przestrzeni trzech ostatnich lat liczba włamań do komputerów wojskowych rosła o 50 proc. rocznie i doszła do ponad 93 tys. dziennie.

 - Wygląda na to, że hakerzy z Korei Północnej mają dziesięciokrotnie większą zdolność uderzeniową niż nasi - mówi Im Chae Ho, wiceprezes firmy badawczej KAIST zajmującej się bezpieczeństwem w sieci. Przestrzega, że są oni zdolni zatrzymać pracę elektrowni atomowych, uziemić samoloty, odciąć telefony, zablokować usługi finansowe, a nawet sparaliżować tegoroczne wybory prezydenckie i parlamentarne.

 Brzmi to bajkowo. Ostatni i jedyny raz Korea Północna była liderem w dziedzinie informatyki w latach 70., kiedy wyprodukowała "minikomputer" zajmujący cały pokój. Potem Intel wynalazł mikroprocesor i inżynierowie Kim Ir Sena odpadli z wyścigu. Komunistycznemu państwu brakowało funduszy, ponadto Pjongjang był coraz bardziej izolowany.

 Dziś mówi się, że to ostatnia czarna dziura na internetowej mapie świata. Połączenie z siecią (za pośrednictwem łącza w Chinach) ma ledwie kilka tysięcy wybrańców. Od dekady istnieje tam intranet (Kwangmyong) łączący uniwersytety, biblioteki i instytucje państwowe. Do jego zasobów trafia tylko to, na co pozwoli władza.

 W 2000 r. zmarły niedawno Kim Dżong Il zaskoczył odwiedzającą go amerykańską sekretarz stanu Madeleine Albright prośbą o adres e-mailowy. Innym razem napomknął, że uwielbia surfować po sieci. Dwa lata temu komórka propagandowa KRLD założyła konta na YouTubie, Facebooku i Twitterze - to ostatnie (@uriminzok) ma ponad 11 tys. prenumeratorów. To wszystko, co wiadomo o informatycznych sukcesach kraju.

 Jednak już dwie dekady temu Kim Dżong Il zaczął myśleć, jak wpisać komputeryzację w swoją strategię polityczną. W 1990 r. kosztem 530 mln dol. powołał Koreańskie Centrum Komputerowe. Na jego czele postawił najstarszego syna Kim Dżong Nama, obecnie odsuniętego od łask, wówczas - co znamienne - kierującego Agencją Bezpieczeństwa Państwowego.

 W 2009 r. Kim Dżong Il powiedział swoim generałom, że w nowoczesnej wojnie najbardziej liczą się technologie informatyczne, a nie pociski i paliwo. - Cyberżołnierze są moją dumą, tak jak broń jądrowa - miał stwierdzić.


Cyberelitarni

 Nieco światła na paradoksy informatyzacji Korei Północnej rzuca Kim Heung-kwang. Ten 62-letni profesor informatyki z Pjongjangu przez 19 lat kształcił rekrutów cyberwojny w Hamheung, gdzie mieści się jedna z czołowych północnokoreańskich uczelni technicznych. W 2003 r. uciekł do Korei Południowej, gdzie założył organizację Solidarność Intelektualistów Północnokoreańskich.

 W telewizji Al-Dżazira profesor zdradził tajniki rekrutacji hakerów. Wyszukuje się ich w elitarnych szkołach podstawowych spośród uczniów dobrych z matematyki. Wybrańcy idą do dwóch liceów w Pjongjangu, skąd najlepsi trafiają do najważniejszych instytutów i politechnik. Po dwóch latach studenci są wysyłani na rok do Chin i Rosji, aby nabrali doświadczenia. Po powrocie są koszarowani w specjalnych jednostkach walki cybernetycznej. Oferuje się im luksusowe jak na Koreę warunki życia. - Oni wierzą w partię i czują się elitą - tłumaczy Kim. Ale twierdzi też, że wciąż dostaje informacje od byłych studentów, co stawiałoby ich lojalność pod znakiem zapytania. W czerwcu Kim Heung-kwang poinformował, że Północ zwiększyła liczbę cyberżołnierzy z 500 do 3 tys. Hakerską jednostkę 121 włączono do Biura Ogólnego Rozpoznania, najważniejszej agencji wywiadu.

 Kim Dżong Il stawiał na wojnę cybernetyczną z trzech powodów. Pierwszy, w wojnie konwencjonalnej ma małe szanse. Choć Korea Północna ma armię dwukrotnie liczniejszą niż Południowa, jest ona przestarzała. Poza tym Seul może liczyć na sojusz obronny z USA. Pjongjang musi więc szukać sposobów wyrównania przewag wroga. Dlatego buduje broń nuklearną i dlatego stawia na rozwój armii hakerów. Wojna komputerowa jest asymetryczna - można ją prowadzić tanim kosztem przeciw znacznie silniejszemu przeciwnikowi.

 Po drugie, wcale nie trzeba wypowiadać mu wojny i narażać się na zbrojny odwet - można atakować zza węgła i wszystkiego się wypierać. Nie jest łatwo udowodnić, na czyje zlecenie dokonano komputerowego włamania.

 Po trzecie, KRLD nie musi obawiać się odwetu, bo w minimalnym stopniu korzysta z nowoczesnych technologii. Nawet najzdolniejsi hakerzy z Południa nie są w stanie jej sparaliżować. Mogą ją najwyżej wkurzyć.

W ubiegłym roku użytkownicy południowokoreańskiego forum dcinside.com przyznali się do włamania na oficjalne konto twitterowe i stronę internetową Północy. Zamieścili posty obrażające jej władców oraz wzywające żołnierzy do buntu. Na reżimowym koncie na YouTubie w dniu urodzin Drogiego Przywódcy wkleili film animowany przedstawiający Kim Dżong Ila w sportowym aucie wypełnionym prezentami, rozjeżdżającego po drodze wynędzniałych poddanych.


Hakerzy z Północy zemścili się, paraliżując stronę dowcipnisiów.

 - Kim Dżong Il inwestuje potężne sumy w przygotowania do cyberwojny. Kiedy wychodzi jakiś nowy program, reżim od razu go kupuje i daje hakerom do przestudiowania - mówił Al-Dżazirze Dzang Se-jul, dezerter, który wcześniej był hakerem. Po ukończeniu Mirim, jednej z najlepszych uczelni technicznych KRLD, został zatrudniony w "jednostce automatyzacji" armii. - Ja i moi koledzy z roku myśleliśmy, że prowadzimy tylko badania akademickie. Dopiero gdy nas przydzielono do pracy, zrozumieliśmy, po co nas tego uczono - mówi Dzang.

 Biuro Ogólnego Rozpoznania wysyła hakerów jako studentów informatyki nie tylko do Chin, ale też do Rosji i krajów europejskich. - Ich prawdziwą misją jest opracowanie metod ataku rejonów, do których zostali przydzieleni. Na przykład ci wysłani do Europy mają atakować kraje NATO - twierdzi Dzang. Według niego za granicą działa 600 hakerów (dwa zespoły po 300). Zmieniają się co rok lub co dwa lata. Ataki nigdy nie są przeprowadzane z terenu Korei Północnej. Major Steve Sin, analityk w wywiadzie wojskowym sił USA w Korei, zidentyfikował jedno z hakerskich centrów w luksusowym hotelu należącym do rządu KRLD w chińskim mieście Shenyang, trzy godziny od granicy.


Dyktator uwielbia gry

 Sin w 2009 r. ostrzegał na łamach "Defense and Technology Monthly", że Korea Północna spenetrowała amerykańskie sieci wojskowe bardziej niż jakikolwiek inny kraj świata, nawet Chiny. Jego zdaniem już dwa lata temu Pjongjang miał zdolność zniszczenia systemów amerykańskiego Dowództwa Pacyficznego w Korei Płd. i USA. Natomiast na zeszłorocznym seminarium w Seulu eksperci referowali, że Północ jest zainteresowana również zakłócaniem sygnału GPS oraz rozwojem tzw. bomb elektromagnetycznych, które unieruchamiają lub niszczą urządzenia elektroniczne na ograniczonym obszarze.

 Trudno powiedzieć, czy objęcie rządów w Pjongjangu przez Kim Dżong Una będzie miało wpływ na przygotowania do cyberwojny. Wiadomo tylko, że 29-letni dyktator uwielbia gry komputerowe.

 Niektórzy sądzą, że strach przed północnokoreańskim hakerami jest przesadzony. Portal StrategyPage sugeruje, że podsycają go agencje wywiadowcze z Seulu, by pozyskać więcej środków na budowę własnych oddziałów cyberwojny. Korea Południowa istotnie zadeklarowała zamiar podwojenia liczby hakerów; w kluczowych instytucjach, jak banki czy ministerstwa, mają powstać działające na okrągło ośrodki bezpieczeństwa informatycznego. Eksperci radzą, by Południowcy zbudowali rezerwową sieć komputerową poza Półwyspem, która posłuży nie tylko zabezpieczenia danych, ale i do ewentualnego kontrataku.


Koreański program atomowy

 Pod koniec lutego Korea Północna zgodziła się wprowadzić moratorium na testy jądrowe, wzbogacanie uranu na terenie kompleksu jądrowego Jongbion oraz wystrzeliwanie pocisków rakietowych dalekiego zasięgu. Pjongjang przystał też na wpuszczenie na teren tego obiektu inspektorów z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. W zamian Waszyngton obiecał 240 tys. ton pomocy żywnościowej.

 Porozumienie toruje drogę do wznowienia sześciostronnych rozmów w sprawie północnokoreańskiego programu jądrowego, które przerwano trzy lata temu. Rezygnacja ze wzbogacania uranu była jednym z najważniejszych warunków stawianych przez Waszyngton. Przyjęto ją z nadzieją także dlatego, że była to pierwsza poważna decyzja Kim Dżong Una po objęciu władzy w grudniu.

 Ale na przełom trudno liczyć. Możliwe, że Kim junior po prostu kontynuuje politykę zmarłego ojca, który co pewien czas szedł na pozorne ustępstwa, by zyskać od świata pomoc, a potem znów wracał do polityki konfrontacji. Porozumienie nic nie mówi o zniszczeniu posiadanego przez Koreę materiału rozszczepialnego, który - jak się szacuje - starczyłby do wyprodukowania sześciu bomb atomowych, nie wymaga też przerwania prac w innych tajnych ośrodkach nuklearnych. Mimo to dla obu stron jest ono korzystne. Rząd USA kupił sobie spokój w roku wyborów prezydenckich, a reżim będzie zdolny nakarmić ludność w roku, który według Kim Dżong Ila miał być początkiem Korei silnej gospodarczo i militarnie.

W połowie kwietnia, z okazji setnej rocznicy urodzin Kim Ir Sena, reżim wystrzeli na orbitę okołoziemską sztucznego satelitę.

[Źródło: Gazeta Wyborcza]
 

c.d.n.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Marzec 21, 2012, 22:08:49 wysłane przez JAN » Zapisane
east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #1 : Marzec 19, 2012, 18:17:30 »


Chińczycy powoli inwestują te swoje śmieciowe dolary w uzbrojenie. Na uspokojenie należy dodac ,że Chińczycy budują statki w jakości zbliżonej do naszych aut typu Polonez onegdaj. Co który wyjechał z salonu to za dwa tygodnie meldował się do poprawek w ASO. Mrugnięcie I każdy miał pracę Mrugnięcie Nie to co teraz ....

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
Dan el
Użytkownik
**
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 33




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #2 : Marzec 19, 2012, 22:36:11 »


Ja na Twoim miejscu łyknąłbym coś na uspokojenie.

@JAN
Cytuj
Niestety wiem, że te "śmieciowe" biliony dolarów już są inwestowane w technologie, o których mało kto słyszał, albo zgoła nie ma pojęcia, że mogły powstać.
Jesteś jakimś medium ?  Może haker, który wykrada dane z tajnych systemów Chin ? Skoro mało kto o nich słyszał powiedz mi wybrańcu skąd Ty to wiesz ?
Cytuj
'Niestety' wiesz

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Marzec 19, 2012, 22:38:19 wysłane przez Dan el » Zapisane
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #3 : Marzec 20, 2012, 00:07:46 »


Dan el  wiele wniosłeś do dyskusji swoim postem, może napiszesz jeszcze coś "błyskotliwego" i co wiesz  w w/w temacie  bo na razie to tylko trolujesz.
Ps
Jeśli ktoś się śmieje z chińskiej technologii, znaczy że nie ma o niej żadnego pojęcia, szczególnie w XXI w gdy wszystko produkuje się właśnie tam. Kiedyś podobnie śmiano się z Japończyków ,jeszcze później z Koreańczyków. My nie mamy nawet ułamka  przemysłu czy technologii jaką posiadają Chińczycy, a to że u nas większość stać na tanie badziewie z Chin a nie np na motocykl bmw  też z chin,tylko z niemiecką ceną to już  nikomu nie przeszkadza?

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Marzec 20, 2012, 00:18:17 wysłane przez Michał-Anioł » Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Dan el
Użytkownik
**
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 33




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #4 : Marzec 20, 2012, 12:33:10 »


Jasne, że troluje man. Bo nie widzę sensu takowych informacji.  Co2?

@JAN
Cytuj
Ja tylko wiem, że nic nie wiem...
No patrz, ja też... ale wiesz co tak czy inaczej to się nie zmieni w tej kwestii. Nie mam pojęcia kim jesteś, ale jeżeli nie osobami o których wcześniej żartowałem, to na poziomie 'Euro-internet' nie masz prawa się dowiedzieć o technologiach jakimi dysponuje rząd Chin. Taka jest prawda, więc po jaką cholerę nam informacje, które i tak nie odzwierciedlają rzeczywistości. Internet to nie wszystko, a w tym wypadku to nic...

Tym bardziej w jaki sposób ma nas to przygotować do wojny? (topic) Jakiej wojny ? (ja rozumiem, apokalipsa i te sprawy, ale obrotu sprawy i tak nie przewidzisz)

Proszę, niech to forum będzie czymś przydatnym dla ludzi, a nie kolejnym miejscem bezsensownego SPAMu, który wprowadza nie potrzebne myśli i zamęt.
Wierz mi, nie chce nikogo urazić, szczególnie Ciebie JAN Mrugnięcie Po prostu, cenię sobie przejrzystość informacji.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #5 : Marzec 20, 2012, 15:23:39 »


@Jan
Cytuj
Eh, east, chciałbym mieć takie wyluzowane spojrzenie... Stary Polonez ? Niestety  te "śmieciowe" biliony dolarów już są inwestowane w zaawansowane technologie, o których mało kto słyszał, albo zgoła nie ma pojęcia, że mogły powstać.
 
Te technologie głównie mają zasilić armię, jej siłę destrukcji  i możliwość przetrwania globalnej wojny przez chińskie elity.

Odleciałeś trochę za daleko od Ziemi, east

Z całym szacunkiem, man, ale strasznie panikujesz Mrugnięcie Ale cóż - skoro się lata za blisko Ziemi .... Mrugnięcie . Tak jak piszesz - z perspektywy widać sporo, ale juz bez szczególików . Za blisko też niedobrze bo nie widać całości Mrugnięcie

Ja WIEM jak Chińczycy budują statki, bo tak się składa, że kolega z ramienia PŻM właśnie tam odbiera dla naszego armatora 2 "nowoczesne" statki i jakoś odebrać nie może -nie przechodzą kontroli międzynarodowych instytucji - , a kolejne są w budowie. Jestem  z kolegą  na skype w stałym kontakcie. CHińska , doskonała technologia to MIT .MIT Panowie. Być może ,co do chińskich zupek czy części do elektroniki połowa nie przechodzi kontroli jakości, ale w wyobraźni przeciętnego Europejczyka funkcjonuje mit o doskonałości chińskich produktów, no bo TO kupuje taki BMW wykrzyknik Czy inny HP . Nie bierzecie zupełnie pod uwagę, że to jest czubek góry śmieci, która przejdzie kontrole i przez armię pośredników dotrze  do Zachodu i tylko to widać z naszej perspektywy.
Kiedyś straszono nas wiecznym i niezwyciężonym monolitem ZSRR dysponującym techniką zdolną do wszystkiego. I nagle zły straszak skisł kiedy się rozpadł. Na pewno wielu przerażonych ludzi z nerwami na postronkach było rozczarowanych, że Ruskie nie wysadzili świata. Taaaki zonk. Dziś podobnie buduje się chińskiego straszaka. Lecz Chiny to też nie monolit. I może się okazać, że pragnienie rozpasanego, chińskiego konsumpcjonizmu rozwali ten kraj o wiele skuteczniej niż bomba atomowa.

Ale wracając do cudownej, chińskiej tiochniki Mrugnięcie

Tymczasem statki to nie procesorki, czy dystki twarde, ani zabawki dla McDonaldsa. Jeśli oni tak budują statki dla siebie , jak chcą wcisnąć kit naszemu armatorowi to ich sprawa. Ale jeśli takie buble mają pływać po świecie z napędem atomowym i zapasem rakiet zdolnych obrócić w pył średniej wielkości kraj, to raczej nieciekawie.
Oby nigdy nie musieli z tego strzelać. Co ja piszę - oby dopłynęli szczęśliwie z tym ładunkiem do portu macierzystego Duzy usmiech

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
Radosław
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 227




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #6 : Marzec 21, 2012, 00:38:30 »


Moje uszanowanie!

W tej dzskusji najbliższy mi jest punkt widzenia Dan el'a, powodów ku temu jest kilka.
Naiwnością byłoby sądzić że jakiekolwiek informacje docierające do nas z mediów mają jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości.
Światowe mocarstwa dysponują nieziemską technologią od ponad pół wieku i można tylko zgadywać lub zerkać do filmów s-f żeby snuć przypuszczenia na jakim etapie są teraz.
Przedstawiona w tym wątku sytuacja to jakiś wirtualny dramat, tworzony na potrzeby TV. Statki, samoloty, broń nuklearna - to są zabawki z epoki kamienia łupanego. Żeby mieć ogląd prawdziwej sytuacji trzebaby dysponować informacjami na temat obecnej sytuacji geopolitycznej planety Ziemia i różnych grup Obcych współpracujących z naszymi rządami - a to moze być trudne teniec
I proszę mi nie mówić że oderwałem się choć trochę od Ziemii, to raczej ktoś mocno oderwany od rzeczywistości mógłby kwestionować obecność Obcych na tej planecie od czasów starożytnych i ich zwiększoną aktywność od czasów II WŚ.
Oczywiście wiele wskazuje na to że istnieją siły którym może zależeć na III WŚ, są potencjalne punkty zapalne na świecie, które wydają się być dobrymi inicjatorami tego procesu - ale to ciagle gdybanie i nie branie pod uwagę, że być może pierwsza bitwa tej hipotetycznej wojny zacznie się na Marsie lub w pierścieniach Saturna.

Historia pokazuje jasno że nie istnieje ani żaden monolit Elit rządzących tą planetą, ani nie istniał żaden monolit za czasów protoplastów owych Elit - to co nam przyniesie przyszłość to wielka gra o tak dużej liczbie zmiennych, że nie wypada przejmować się jakąśtam Koreą.

Nie statki kiepskiej jakości i inny złom stanowią o potędze tego kraju.  Tą potęgą jest 5000 lat tradycji, specyficzna świadomość zbiorowa i umiejętność jej wykorzystania przez chore na władzę elity.

Różnie bywa z tymi Chinami i ich elitami.
Rok 1434. Cesarz wysyła flotę prawie 3 tysięcy okrętów ze specyficzną misją w każdy zakątek świata. Na pokładzie statków znajduje się Yong Le Dadian - największa chińska encyklopedia, zawierajaca cytaty i bogate ilustracje z ponad 22 tysięcy manuskryptów.
Cel misji - dać barbarzyńcom wiedzę.
Flota dopływa w weile zakątków świata, w tym do Włoch (Wenecja i Florencja) - gdzie rodzi się następnie renesans, polegający w dużej mierze na korzystaniu z chińskiego prezentu. Powstają różne ciekawe mapy, a także opisy i rysunki machin służących człowiekowi w czasie pokoju i wojny, na lądzie, w powietrzu i na morzu...
http://www.gavinmenzies.net/china/1434-2/1434-evidence/

Pozdrawiam, w szczególności Jana


  







Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Marzec 21, 2012, 01:01:05 wysłane przez Radosław » Zapisane
east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #7 : Marzec 21, 2012, 11:57:34 »


To nie jest tak, że nie dostrzegam potencjału drzemiącego w chińskim smoku. Przeciwnie. Jednak jestem również przeciwnikiem demonizowania mundurowych. O przykładzie n/t ZSRR mówi się  "kolos na glinianych nogach"  i uważam, że akurat słusznie w tym wypadku. To ,co wypączkowało z upadku kolosa to całkiem inna sprawa. Ten przykład pokazał tylko, że nic nie jest takim, jakim się wydaje. W pewnym sensie potęgę ZSRR zbudowali jego przeciwnicy.
@JAN
Cytuj
Tylko co i po co podziwiałeś współcześnie w sudeckich, pełnych duchów podziemiach...
Nie będę stawiał jednoznacznych diagnoz w tym wypadku, ale cokolwiek tam było, lub miało być oznacza jedno na pewno- świat ma jeszcze wiele tajemnic.
Również oznacza to, że istnieje coś, czego o sobie sami nie wiemy. Może trzeba odrzucić iluzje którą sobie wkręcamy. Zarówno to, co nam się
wydaje na jakiś temat, jak i to ,co nam się wmawia z obu przeciwnych stron. Tylko bezpośrednie doświadczenie jest wiarygodne, ale bez konfabulowania na jego temat. Przykładowo - powołałem się na kolegę, który TERAZ jest w Chinach i pracuje z Chińczykami przy konkretnej sprawie. Cokolwiek wyobrażamy sobie na temat chińskiej  5000 letniej tradycji to faktem jest OBECNE podejście konkretnych ludzi tam do konkretnych projektów w tym czasie z pierwszej ręki wygląda tak, jak opisałem. Reszta to już interpretacja i niech każdy próbuje ją jakoś wpasować swój światopogląd .
@JAN
Cytuj
Mnie nie zaskakuje to, co dobrze znam już... jakiś czas
Nie da się poznać dobrze czegoś, nie doświadczając tego bezpośrednio, lub też opierając się na donosach z trzeciej lub czwartej ręki. Poza tym należy brać poprawkę na to , że ludzkie ego zmiennym jest i wszystko tak samo się zmienia wraz ze zmianą tego istotnego, ludzkiego elementu. Jak w kalejdoskopie. Nic nie jest raz na zawsze dane i niezmienne . Nie wspominając nawet o własnych uprzedzeniach czy też wyobrażeniach na temat zagadnienia, czy choćby inklinacjach ,które biorą się samej tożsamości ukształtowanej w toku życia.

(Jak kogoś straszono za młodu bajką o złym wilku i dobrym , czerwonym kapturku Mrugnięcie , ten będzie całe życie podejrzliwie i z rezerwą traktował wszystko ,co ma symbolikę wilczą ,a czerwonym kapturkom pozwalał robić z siebie wała hihihihi ...)

Dlatego w tej dyskusji jedyny pewnik to ten, który wymienił Radosław  :
Cytuj
Historia pokazuje jasno że nie istnieje ani żaden monolit Elit rządzących tą planetą, ani nie istniał żaden monolit za czasów protoplastów owych Elit - to co nam przyniesie przyszłość to wielka gra o tak dużej liczbie zmiennych, że nie wypada przejmować się jakąś tam Koreą.

Do tego należy dodać czynnik zbiorowej świadomości  jakim jest noosfera.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Marzec 21, 2012, 11:59:59 wysłane przez east » Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
Radosław
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 227




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #8 : Marzec 21, 2012, 13:06:39 »


Nie da się poznać dobrze czegoś, nie doświadczając tego bezpośrednio, lub też opierając się na donosach z trzeciej lub czwartej ręki. Poza tym należy brać poprawkę na to , że ludzkie ego zmiennym jest i wszystko tak samo się zmienia wraz ze zmianą tego istotnego, ludzkiego elementu. Jak w kalejdoskopie. Nic nie jest raz na zawsze dane i niezmienne . Nie wspominając nawet o własnych uprzedzeniach czy też wyobrażeniach na temat zagadnienia, czy choćby inklinacjach ,które biorą się samej tożsamości ukształtowanej w toku życia.

(Jak kogoś straszono za młodu bajką o złym wilku i dobrym , czerwonym kapturku Mrugnięcie , ten będzie całe życie podejrzliwie i z rezerwą traktował wszystko ,co ma symbolikę wilczą ,a czerwonym kapturkom pozwalał robić z siebie wała hihihihi ...)

Wielu ludzi podróżując po świecie doświadczyło przedziwnego uczucia - ten świat wygląda diametralnie inaczej niż w TV. To wrażenie dotyczy nawet największych punktów zapalnych.i rejonów odwiecznych konfliktów.
Poniżej mały przykład ilustrujący tą subtelną różnicę:
http://swiatowidz.pl/?p=5245

pozdrawiam

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Strony: 1 2 3 »   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS