Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1 2 »   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Falowe podstawy geometrii - wstep  (Przeczytany 7575 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Fair Lady
Gość
« : Listopad 15, 2012, 13:24:10 »


Proponuje zaczac od zera, czyli od okreslenia co to jest fala. Chodzi o ujednolicenie pojec, ale i rowniez o niekonwencjonalne definiowanie, czyli "kij w mrowisko" Mrugnięcie Net przyjal taka charakterystyke -
Fala jest zmienne pole czaso-przestrzenne, ktore energia (nie materia) poprzez przestrzen transportuje.
I juz mamy pulapki, na samym poczatku: co to jest przestrzen? czas? energia? transport? materia? Bo niby pojecia znane nawet dzieciakom, albo celowo zakodowane w mysli, na zasadzie jedynej prawdy, w ktora trzeba wierzyc.

Wg mnie wszystkie te pojecia sa odksztalceniami, ktore mozna zaprezentowac na podstawie rachunku wektorowego. A wiec przyjmujac okreslony wycinek rzeczywistosci ograniczony definicja, np. kartka papieru, ograniczona normami DIN, lub skonstruowana przez uzytkownika, albo ekran monitoru (wtedy juz obraz bedzie prezentowany dwuwymiarowo), albo pomieszczenie zamkniete ograniczone scianami, lub przestrzen pozamieszkalna tzw. srodowisko naturalne.
Wazne jest tez stanowisko nawigatora (czyli obserwatora) - podmiotu. Co innego bedzie w pudelku, a co innego poza kartonem, zalezy, w ktora strone skierujemy wzrok i uwage.
Do pojec podstawowych zaliczylabym rowniez relacje przyczynowo-skutkowa. Czyli kto, albo co powoduje ruch. Jak w efekcie domina, jakas sila musi wprowadzic model w ruch. To sa wazne rzeczy, bo przy dalszej analizie bardzo ulatwiaja zrozumienie istoty zjawisk.

Tworzenie fal. Idac terminologia internetowa (oficjalna) fale sa tworzone przez zrodla. Zrodlo moze oddzialywac pulsacyjnie, wibracjami albo okresowymi odchyleniami (drganiami). Okresowe machaniczne i elektromagnetyczne fale maga byc tworzone poprzez periodyczne odchylenia (np. wahadlo).
Elektromagnetyczna fala moze byc utworzona poprzez antene, ktora jest podlaczona do generatora drgan.

No wlasnie - czym jest ten generator drgan, i co za tym idzie zrodlo? Kto podejmuje decyzje o celowosci wywolywania zdarzen? Kto kontroluje przebieg procesu, no i oczywiscie kto weryfikuje dane z eksperymentu.

Mysle, ze na poczatek trzeba jasno sprecyzowac te terminologie, aby moc otwarcie kontynuowac nauke o teoriach falowych.

A to jest papuzka falista usmiech

[img width= height=]http://pagewizz.com/static/uploads/de/module/image/2011/05/07/2011-05-07_11-36-54_593.622x621.jpg[/img]

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Fair Lady
Gość
« Odpowiedz #1 : Listopad 16, 2012, 12:23:17 »


Nie wiem juz, gdzie pisac o tych falach, bo tak na prawde to perfumy (ten ich aromatyczny zapach) to wlasnie klasyczna fala!
W tym watku jak pisalam w powyzszym poscie pragne zaczac od zera. Do tego eksperymentu "naukowego" wybralam siebie, gdyz chce sie dowiedziec jak to wszystko dziala, ale nie mam czasu zglebiac szczegolow metoda szkolna, wiec wybieram tematy, ktore mnie interesuja.
Rozumowanie moje jest proste, co nie znaczy infantylne.
Wiec kombinuje sobie tak w lepetynie.
Cytuj
Fala jest zmienne pole czaso-przestrzenne, ktore energia (nie materia) poprzez przestrzen transportuje.
Ale kto jej to nakazal ten transport?
I tu wracam do pojec takich jak
a) swiat cyfrowy (digitalny)
b) swiat analogowy
Ruch powstaje w wyniku dzilania analogowego!
To juz cos wyjasnia.
Skoro ruch, to i ta fala, wiec juz zostala powolana "do zycia", to teraz mozna ja badac, przeksztalcac, wykorzystywac do wlasnych potrzeb, lub luzno tylko pozwolic jej sie wyhasac Oczko
Moim blednym mysleniem bylo wlasnie twarde jajoglowe pojmowanie linii, ruchu wektorowego i falistego. Bo w mojej wyobrazni fala to zawsze byl taki wezyk, a nie linia prosta! A tu kuku!
To wszystko co zyje jest fala. Wykaz EEG, gdy przedstawi linie prosta oznacza, ze mozg jest martwy.
Po przeczytaniu tego o tym mozgu zaczelam szybko szukac informacji uzupelniajacej i znalazlam!



//Niestety pomimo wielkorotnych prob nie udalo mi sie gifu umiescic graficznie//


{obejmujesz link tagiem "img" i już. tak też zrobiłem - Leszek.}
{kliknij sobie "Modyfikuj" przy swoim poście i zajrzyj do jego źródła, a zobaczysz, jak to jest zrobione z tym wstawianiem obrazków Mrugnięcie -- SasQ}

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Listopad 17, 2012, 07:25:12 wysłane przez SasQ » Zapisane
SasQ
Moderator
Zaawansowany użytkownik
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #2 : Listopad 17, 2012, 05:47:54 »


Cytat: Fair Lady
Mysle, ze na poczatek trzeba jasno sprecyzowac te terminologie, aby moc otwarcie kontynuowac nauke o teoriach falowych.
Dobrze gada, nalać jej Mrugnięcie

Cytat: Fair Lady
Proponuje zaczac od zera, czyli od okreslenia co to jest fala. Chodzi o ujednolicenie pojec, ale i rowniez o niekonwencjonalne definiowanie, czyli "kij w mrowisko" Mrugnięcie Net przyjal taka charakterystyke -
Fala jest zmienne pole czaso-przestrzenne, ktore energia (nie materia) poprzez przestrzen transportuje.
Ło matko, skąd ta definicja? Pewnie z Wikipedii? Z politowaniem (bo zalatuje ich zaciemniaczym stylem bezradny)

Fala to po prostu jakieś zaburzenie w ośrodku.
Jednak może faktycznie jedźmy po kolei, bo najpierw musimy wiedzieć, co to ten ośrodek i jak go można zaburzać Mrugnięcie

Ośrodek

Fale muszą się w czymś rozchodzić. Tym czymś jest właśnie ośrodek. Jest to jakiś materiał, który ma pewne zdolności umożliwiające przenoszenie fal. Cóż to za właściwości?
Ciągłość: Czyli brak przerw, dziur. Nie jest to kluczowe, ale aby fala mogła dostać się z jednego miejsca w inne, musi istnieć jakaś nieprzerwana droga między tymi miejscami.
Sprężystość: Ośrodek musi być zdolny się odkształcać. Bo gdyby był całkowicie sztywny, żadna fala nie mogłaby w nim powstać.
Bezwładność: Gdy jakieś miejsce ośrodka zostanie wprawione w ruch, musi w tym ruchu pozostać. Nie może decydować "samo z siebie", czy się zatrzymać, czy zacząć się poruszać, bo wtedy rzeczy działyby się "same", w sposób nieprzewidywalny w obłokach
Powyższe właściwości są w zasadzie wszystkim, czego fale potrzebują do istnienia.

A z czego ten ośrodek jest zbudowany?
To z reguły nie ma znaczenia dla fal. Wystarczy, że ośrodek spełnia powyższe właściwości, by fale mogły w nim podróżować. Jednak ludzie często pytają o szczegóły budowy ośrodka. W szczególności wielu fizyków twierdzi, że ośrodek musi się składać z cząstek, z czym nie do końca się zgadzam, ale o tym za chwilę. Dlatego podam poniżej kilka przykładów takich ośrodków i z czego są zbudowane. Zobaczysz, że wszystkie one mają ze sobą coś wspólnego, i wyjaśni się też kwestia tej cząsteczkowej budowy.

Fale mechaniczne
Najprostszym przykładem są oczywiście fale na wodzie (np. morzu, jeziorze, w szklance wody... Mrugnięcie). W tym przypadku ośrodkiem jest woda, i składa się z cząsteczek wody.
Inny przykład to fale dźwiękowe (np. w powietrzu, albo w strunie gitary czy sztabce metalu w cymbałkach itp.). W tym przypadku ośrodkiem jest powietrze, metalowa struna, lub ciało stałe wprawione w drgania. Powietrze składa się z atomów. Ciała stałe także składają się z atomów, powiązanych ze sobą sieciami krystalicznymi. Więc znów wygląda na to, że ośrodek zbudowany jest z jakichś cząsteczek. Ale przecież to jeszcze nie wszystkie rodzaje fal Mrugnięcie

Fale światła
Gdy pewien malarz, Francesco Grimaldi, odkrył w 1665 r. dziwne prążki pojawiające się w cieniu za różnymi obiektami, narobił trochę zamieszania w świecie nauki. Bo takie prążki (interferencyjne) sugerowały, że także światło może mieć naturę falową. Gdyby składało się z cząstek, jak wierzyli ówcześni uczeni, to takie prążki nigdy by się nie pojawiały.



Jakiś czas później Thomas Young udowodnił eksperymentalnie, że światło faktycznie jest falą, w słynnym eksperymencie z podwójną szczeliną. Gdy przepuścił światło przez dwa otworki, na ścianie za nimi powstały prążki interferencyjne:



Takie rzeczy to tylko w Erze... tzn. tylko fale są zdolne wytworzyć takie prążki Mrugnięcie Cząstki sobie z tym nie poradzą, z prostej przyczyny: nie mają fazy, czyli właściwości, która mogłaby się zmieniać wraz z biegnącą falą. W zależności od tego, w jakich fazach są spotykające się fale (zgodnych czy przeciwnych), mogą się one wzajemnie wzmacniać, albo osłabiać (interferencja). Opiszę to zjawisko dokładniej w oddzielnym wątku, a tymczasem wystarczy nam wiedzieć, że światło także ma naturę falową.

I tu pojawił się poważny problem: co jest ośrodkiem dla fal światła? :P
Niektóre rodzaje światła (np. promienie Roentgena) potrafią wnikać bardzo głęboko nawet w solidne obiekty, więc czymkolwiek byłby taki ośrodek dla światła, musiałby być bardzo rzadki i przenikliwy, by móc przenikać wszystko, nawet bardzo gęstą materię. Na dodatek musiałby być niezwykle sprężysty, by móc przenosić fale światła z tak wielką prędkoscią, z jaką one zwykle podróżują (299 792 458 [m/s]). Ale to z kolei wymagałoby bardzo sztywnego i twardego materiału ośrodka, co przeczyło jego rzadkości i przenikliwości. Ten tajemniczy ośrodek o dziwacznych i z pozoru sprzecznych właściwościach badacze nazwali "Eter".
Jednak światło wydawało się wcale nie potrzebować ośrodka, bo może podróżować nawet w zupełnie pustej przestrzeni, gdzie nie ma żadnych atomów czy cząstek (czyli w próżni). W przestrzeni, w której pozornie nie ma co falować. Dlatego Eter od samego początku budził spore kontrowersje i miał swoich zarówno zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników (dziś prym wiodą ci drudzy).

Jakiś czas później pomoc nadeszła z innej działki fizyki: elektromagnetyzmu. Uczeni badający zjawiska elektryczności i magnetyzmu zauważyli, że wokół ładunków elektrycznych i magnesów roztaczają się niewidzialne pola siłowe. Są one niezwykle przenikliwe: potrafią wnikać wgłąb materii. Na dodatek mogą istnieć także w pustej przestrzeni. Od razu nasunęło się skojarzenie z Eterem. Ale prawdziwy szok nastąpił wtedy, gdy James Clerk Maxwell porównał ze sobą wielkości pewnych stałych, które pojawiały się we wzorach elektromagnetyzmu (równaniach Maxwella): stałą elektryczną epsilon0 i stałą magnetyczną mu0, i wyskoczyła mu z tego dokładnie prędkość światła!  Co2?  Jakiś czas później zauważył też, że pola elektryczne i magnetyczne mogą wytwarzać się nawzajem (zmienne pole elektryczne wytwarza zmienne pole magnetyczne, a zmienne pole magnetyczne wytwarza zmienne pole elektryczne), więc gdy takie "wiry w polu elektromagnetycznym" zostaną wytworzone, nie potrzebują już źródła w postaci ładunków: mogą podtrzymywać się same i podróżować poprzez pole elektromagnetyczne, ruchem falowym, z prędkością światła. Tak więc światło okazało się być niczym innym, jak falą wytworzoną w polu elektromagnetycznym, i to właśnie to pole można było uznać za ów "Eter". Oczywiście nie wyjaśniło to jeszcze niczego, tylko przesunęło problem nieco dalej: no bo czym jest owo pole? Uśmiech

W dodatku takie pole nie pasuje nam już do obrazka, że ośrodek musi się składać z cząstek. Prawda?
Niektórzy próbowali obejść ten problem, twierdząc, że pole elektromagnetyczne faktycznie składa się z cząstek: fotonów. Taki pogląd wyznawany jest do dziś, bo naukowcy bardzo mocno przywykli do cząsteczkowej budowy materii i nie potrafią się od tych nawyków uwolnić, nawet gdy prowadzi to do różnych sprzeczności. Ale czy ten pogląd jest słuszny?

Zastanówmy się więc nad tą kwestią nieco głębiej: czy ośrodek faktycznie musi się składać z cząstek?

Fale materii
Jeśli przyjrzysz się ośrodkom fal mechanicznych (woda, powietrze, ziemia, metale... ach, te żywioły... Mrugnięcie), i owym cząstkom, z których się one składają (atomom), to zauważysz, że te atomy wcale nie są małymi piłeczkami: one same składają się z fal (kwantowych fal materii), które już rozchodzą się w pustej przestrzeni, podobnie jak światło. Uczeni przez bardzo długi czas nie zdawali sobie z tego sprawy. Niektórzy teoretyzowali, że tak właśnie może być (np. Louis de Broglie), ale dopiero eksperymenty Davissona i Germera potwierdziły tę hipotezę.

A więc znów trafiamy w to samo miejsce: pustej przestrzeni, która potrafi falować. Choć współcześnie fizycy z głównego nurtu odrzucają już ideę Eteru jako bzdurę, ów Eter wciąż straszy zza grobu i wydaje się być nie do uniknięcia. Falująca pusta przestrzeń wydaje się być tym, co spaja wszystkie inne zjawiska falowe. Choć fale mechaniczne kołyszą atomami, to same te atomy są falami pustej przestrzeni. Więc fale mechaniczne to tylko coś w rodzaju "modulacji" nałożonych na te najbardziej podstawowe, kwantowe "fale nośne". A pusta przestrzeń wydaje się być tym ostatecznym ośrodkiem, w którym wszystko inne się rozgrywa.

OK, to tyle na temat ośrodka. Skoro już wiemy, w czym fale się rozchodzą, czas dowiedzieć się, czym te fale są.

Równowaga i zaburzenie

Gdy ośrodek znajduje się w stanie spoczynku, i żadne fale jeszcze się w nim nie rozchodzą, znajduje się w idealnej równowadze. Na przykład spokojna powierzchnia wody, idealnie płaska. Albo powietrze, w którym nie rozchodzi się dźwięk, ma wszędzie jednakową gęstość. I wreszcie pusta przestrzeń, w której nie ma światła, ani żadnych pól elektrycznych. To właśnie są przykłady ośrodka w idealnej równowadze.

Ponieważ taki ośrodek jest wszędzie jednorodny, nie istnieje w nim żaden wyróżniony punkt. Nic się nie wyróżnia od całej reszty, wszystko wygląda tak samo. A skoro tak, to nie ma też żadnego "punktu zaczepienia", względem którego moglibyśmy się orientować i dokonywać pomiarów. Taki ośrodek jest więc idealną pustką. Nie posiada jeszcze wymiarów (bo na czym  mielibyśmy je oprzeć?) ani początku (bo żadne miejsce nie nadaje się na ten początek lepiej niż inne).
W zasadzie nie można nawet stwierdzić w nim upływu czasu, bo aby mierzyć upływ czasu, coś musi się dziać, czyli muszą zachodzić jakieś zmiany; jakiś ruch. A tutaj nic się nie porusza i nie zmienia.

Według mnie tak właśnie mógł wyglądać Wszechświat tuż przed narodzinami: idealnie zrównoważona pustka, nicość, w której nie istniały jeszcze żadne wymiary przestrzenne czy czasowe.

Twoje pytania:
Cytat: Fair Lady
I juz mamy pulapki, na samym poczatku: co to jest przestrzen? czas?
właśnie tutaj pasują najlepiej, dlatego spróbuję na nie odpowiedzieć przy tej okazji:

Czym jest czas?
Według mnie (oraz wczesnego Einsteina) czas jest miarą ruchu. Gdy nic się nie porusza, nie istnieje żaden sposób na zmierzenie upływu czasu. Tu niektórzy mogą zaprotestować: "Ale przecież jabłko stojące sobie spokojnie na stole nie porusza się, a jednak po jakimś czasie zgnije, czyli podda się upływowi czasu." Zgoda, jabłko jako całość nie porusza się. Ale jeśli przyjrzysz mu się uważniej pod mikroskopem, to zauważysz, że spaceruje w nim całe mnóstwo żyjątek (bakterii), które powodują jego rozkład. A jeszcze głębiej znajdziesz całe mnóstwo różnych cząsteczek chemicznych zbudowanych z atomów, które zmieniają położenie i rekonfigurują się. Tak więc wewnątrz jabłka zachodzi bardzo wiele różnych drobnych ruchów, i to właśnie one ukazują nam upływ czasu. Dlatego podtrzymuję moją tezę: jeśli nic się nie porusza, czas nie płynie. Musi istnieć ruch, by stan Wszechświata mógł ulegać zmianie, a te zmiany nazywamy upływem czasu.

Jak już wspomniałem, czas mierzymy ruchem. Na przykład pozycją Słońca na niebie (czyli orientacją Ziemi względem Słońca), lub Ziemi na jej orbicie (pory roku). Później położeniami wahadła zegara, czy wskazówek na jego tarczy. Współcześnie czas mierzymy bardzo dokładnie, mierząc położenie fal światła: wybieramy sobie jakąś odległość i przesyłamy tamtędy falę światła obserwując uważnie zmiany jej położenia. Światło to pochodzi z wnętrza atomu i jest wysyłane przez drgający elektron. Jego fale też muszą zmieniać położenie, by wyznaczyć "tyknięcie" tego zegara, zwanego zegarem atomowym.
Wszystkie powyższe pomiary czasu mają ze sobą coś wspólnego: wszystkie odwołują się do właściwości przestrzeni. Więc po raz kolejny lądujemy w tym samym miejscu podejrzliwy Czy potrzeba więcej dowodów, że to właśnie pusta przestrzeń jest podstawą wszelkich zjawisk? myśli Pewnie nie, ale dowodów nigdy za wiele Duży uśmiech

Ale jest coś jeszcze. Coś, co umyka praktycznie wszystkim fizykom z głównego nurtu (zwłaszcza, gdy snują teorie o możliwości podróży w czasie):
Gdy mówimy, że coś zajęło "rok czasu", to tak naprawdę mamy na myśli fakt, że Ziemia przemieściła się dookoła całej swojej orbity. Gdy mówimy, że coś zajęło "dobę", to chodzi nam o to, że jakiś punkt na powierzchni Ziemi zatoczył pełne koło wokół jej osi obrotu. Gdy mówimy, że spotkamy się "za godzinę", to znów chodzi o obrót Ziemi o 15 stopni kątowych, lub jedno pełne okrążenie dużej wskazówki na tarczy naszego zegarka. Jeśli Twój zegarek nie ma wskazówek, lecz wyświetla cyferki, to mówiąc "za godzinę" mówisz tak naprawdę o kilku miliardach drobnych oscylacji kryształu kwarcu i miliardach okrążeń elektronów w rezonansowym obwodzie elektrycznym, w którym płyną.
A więc w tych wszystkich metodach pomiaru za każdym razem, gdy mierzysz czas, tak naprawdę mierzysz przestrzeń! Szok Mierzysz ruch jakiegoś wzorcowego obiektu (np. Ziemi, wahadła zegara, wskazówki na jego tarczy, elektronu w atomie itp.), a następnie porównujesz inne ruchy z tym wzorcowym ruchem. Niestety ze względów historycznych ten dystans zwany "czasem" mierzymy zupełnie innymi jednostkami, niż to, co zazwyczaj nazywamy "przestrzenią". To tak, jakbyśmy kierunki północ-południe mierzyli w metrach, ale wschód-zachód mierzyli w milach morskich, bo nasze okręty zazwyczaj pływały w tym kierunku Mrugnięcie

Tak więc gdy fizycy podają wzór na prędkość jako v = S / t (prędkość to stosunek przebytej drogi do czasu, jaki był na to potrzebny), i mierzą go w metrach na sekundę, to tak naprawdę mogliby równie dobrze zapisać go tak: v = S1 / S2, gdzie S1 to odległość, jaką przebyło badane ciało, a S2 to odległość, jaką przebył nasz wzorcowy obiekt wyznaczający czas (np. wahadło zegara). Mogliby też równie dobrze wyrazić prędkość w metrach na metr: metrach przebytych przez np. samochód, przypadających na każdy metr przebyty przez nasze wahadło.

Tylko pomyśl, jak ważne jest to spostrzeżenie, i jak głęboki wgląd daje w całą fizykę: przecież prawie w każdym wzorze fizycznym, w którym coś się zmienia lub porusza, możesz znaleźć gdzieś tę literkę t oznaczającą czas! Pomyśl, jak wiele nieporozumień może to budzić, i jak bardzo zaciemniać sprawę, gdy się nie wie, że owa literka oznacza tak naprawdę miarę odległości przebywanej przez wzorcowy obiekt, z którym porównujemy wszystkie inne poruszające się obiekty. I naprawdę dziwię się, że jak do tej pory nikt (a przynajmniej nikt o kim bym wiedział) tego nie zauważył, mimo że metody mierzenia czasu i przestrzeni są tak bardzo podobne Z politowaniem

Czas nie jest więc oddzielnym wymiarem: znajduje się już pośród tych trzech wymiarów przestrzennych, które znamy. Dlatego też nie można w nim podróżować. I dlatego nie możemy zmienić kierunku jego biegu. Również dlatego czas jest pojęciem względnym: zależy od tego, jak dobrze chodzą nasze zegary, i czy nic nie zaburza ich ruchu. Bo gdyby coś np. spowolniło ruch wszystkich naszych zegarów, zauważylibyśmy nagle, że wszystko inne przyspieszyło, bo mierzymy ruch tych innych rzeczy za pomocą ruchu naszych zegarów. Jeśli jakieś zjawisko spowolniłoby ruch wszystkiego dookoła (zarówno zegarów, jak i całej reszty poruszających się obiektów), gdyby nagle wszystko we Wszechświecie zaczęło się z jakiegoś tajemniczego powodu poruszać wolniej, to nie bylibyśmy w stanie zauważyć takiej zmiany, bo proporcja tych ruchów do ruchu naszych zegarów pozostałaby niezmieniona.

I tu przy okazji warto zauważyć pewną ciekawostkę, związaną z prędkością światła:
Podałem wcześniej, że wynosi ona 299 792 458 [m/s]. Ale gdybyśmy używali innych jednostek miar dla przestrzeni i czasu, zmierzylibyśmy zupełnie inną wartość prędkości światła! Język Czy to znaczy, że światło zaczęło poruszać się inaczej? Nie. Bo nadal w stosunku do jego ruchu, inne ruchy zachowałyby swoje proporcje, i ich wartości też wyszłyby nam zupełnie inne, ale stosunki tych wartości pozostałyby te same.
Skoro tak, to może istnieje taki zestaw jednostek dla czasu i przestrzeni, w którym prędkość światła wynosi dokładnie 1? Oczywiście, że tak! Duzy usmiech Na przykład gdybyśmy odległość mierzyli w sekundach świetlnych, zamiast w metrach, prędkość światła wynosiłaby dokładnie 1 sekundę świetlną na sekundę. Ale skoro już wiemy, że czas to ruch, i że można go mierzyć równie dobrze w jednostkach przestrzeni, możemy równie dobrze mierzyć czas w metrach Uśmiech Światło przebywa 299 792 458 metrów podczas gdy wahadło naszego zegara przemieści się o metr. Ale zamiast wahadła możemy użyć innego promienia świetlnego, i wtedy odkryjemy, że nasz wzorcowy promień światła będzie przebywać tę samą odległość, co badany, pomiędzy początkiem i końcem pomiaru Uśmiech I wtedy też prędkość światła mierzona tą metodą będzie równa 1 jednostkę świetlną na 1 jednostkę świetlną Mrugnięcie Tylko pomyśl, jak to mogłoby uprościć całą masę różnych wzorów w fizyce, w których pojawia się stała prędkości światła jako parametr jupi

A co z mierzeniem przestrzeni?
Tu sprawa wygląda bardzo podobnie. Aby zmierzyć jakąś odległość, trzeba mieć dwa miejsca (punkty), które nie są tym samym; czymś się od siebie różnią. Na przykład czubek mojego nosa to inne miejsce, niż czubek Twojego nosa Oczko, więc możemy zmierzyć odległość między nimi przeprowadzając pewien przyjemny eksperyment fizyczny cmok Oczko Ale żeby coś mierzyć, trzeba jeszcze mieć czym. A to dlatego, że każdy pomiar jest względny. Polega na porównaniu jednej wielkości z inną, wzorcową. W tym przypadku wzorcową odległością może być np. długość wyciągniętego ramienia. Gdy ktoś mówi, że przebył 5 kilometrów, to chodzi mu o porównanie tej trasy z długością wzorcowej sztabki metalu, zwanej "metrem". Sztabki metalu mogą jednak zmieniać długość w zależności od temperatury, wpływając na nasze pomiary. Dlatego dziś używa się nieco bardziej niezawodnego wzorca: długości fali światła o określonym kolorze, wysłanego z atomu w określonym stanie energetycznym. Zakłada się, że taka fala będzie mieć tę samą długość w dowolnym miejscu we Wszechświecie (choć moim zdaniem nie jest to do końca słuszne krzywy już staruszek Einstein coś tam o tym przebąkiwał hehe Mrugnięcie).

Tak więc również i tym razem lądujemy w tym samym miejscu: w pustej przestrzeni i podróżujących w niej falach. Ponownie fale wyznaczają nasze jednostki długości: odległością pomiędzy węzłami fali stojącej. Widać więc bez cienia wątpliwości, że przestrzeń i jej falowe właściwości są podstawą całej znanej nam fizyki, począwszy od tak fundamentalnych pojęć, jak czas i przestrzeń.

Pozostałe Twoje pytania (o energię, materię, transport itp.) zostawię sobie na inną okazję Mrugnięcie Ale już teraz mogę powiedzieć, że także i one są nieodłącznie związane z falami Uśmiech

No właśnie, bo odbiegliśmy trochę od tematu fal (choć było to konieczne, by zdefiniować tak podstawowe pojęcia, jak "czas" i "przestrzeń"). Wróćmy więc do tych fal...

Fala jako zaburzenie w ośrodku

Wyjaśniłem już, czym jest ośrodek i co możemy o nim stwierdzić, gdy znajduje się on w idealnej równowadze: praktycznie nic bezradny Nie ma w nim ani czasu, ani przestrzeni, bo nic od niczego się nie różni. Wymiar czasu pojawia się dopiero wtedy, gdy pojawia się ruch. A żeby mógł zaistnieć ruch, musi istnieć także wymiar przestrzenny, w którym ten ruch zajdzie. Ale już wiesz, że wymiar przestrzeni i wymiar czasu to to samo. Więc w najpierwszym momencie, gdy tylko przestrzeń się zróżnicuje (pojawi się w niej jakaś dysproporcja, zaburzenie), automatycznie powstają w nim oba te wymiary, jednocześnie: czas i przestrzeń. A to dlatego, że gdy jakieś dwa punkty ośrodka zaczną się od siebie czymś różnić (czymkolwiek), automatycznie stają się najpierwszą jednostką odległości, czyli miarą przestrzeni. Za jej pomocą można odmierzać inne odległości. A gdy możemy mierzyć odległości, możemy też mierzyć czas, porównując ze sobą ruchy zaburzeń (fal) z tą jednostką odległości (bo czas można mierzyć przebytą odległością i przyjmując ten ruch za wzorzec czasu).

Tak więc miary czasu i przestrzeni zaistnieją w ośrodku wraz z pojawieniem się w nim pierwszej fali. Długość jej okresu i długość fali wyznaczą jednostki czasu i przestrzeni. Wszystkie kolejne fale mogą być mierzone za pomocą tej pierwszej. Więcej na ten temat znajdziesz w innym wątku, w którym opisałem cały ten proces: "1: Coś z niczego" Będzie tam też nawiązanie do arytmetyki, liczb, i wektorów, co na pewno Cię zainteresuje Mrugnięcie (bo wszystkie liczby tak naprawdę są wektorami, ale o tym napiszę wkrótce na swojej stronie oddzielny artykuł, który właśnie przygotowuję do publikacji).

Fala jest zaburzeniem w ośrodku, czyli jakimś jego odkształceniem. Jakąś zmianą, zróżnicowaniem. Idealnie zrównoważony ośrodek ma w każdym miejscu tę samą wartość spoczynkową, którą możemy nazwać "poziomem zero". Każde odchylenie od tego stanu równowagi to jakaś inna wartość, dodatnia lub ujemna, w zależności od kierunku, w jakim odchyla się od poziomu zera (kierunek "dodatni" możemy sobie wybrać dowolnie, bo to kwestia umowna, byle byśmy później konsekwentnie trzymali się tej umowy). To jest to, co w poprzednim poście nazywałem amplitudą (niekoniecznie tą maksymalną), lub wartością funkcji falowej. Możemy oznaczyć ją jakąś literką, powiedzmy Y, i wtedy będzie ona funkcją czasu i przestrzeni: bo w każdym miejscu w przestrzeni i w każdym momencie czasu Y może mieć inną wartość ("wysokość fali" w tym miejscu i w tej danej chwili).

Funkcja falowa

Tak więc możemy opisać falę matematycznie jako funkcję falową, zapisywaną np. Y(x,t) (dla jednego wymiaru przestrzeni; wymiar czasowy leży w wymiarze przestrzennym) lub Y(x,y,z,t) (dla trzech wymiarów przestrzeni; wymiar czasowy będzie jakąś ich kombinacją). Podstawiając wybrane współrzędne czasoprzestrzenne funkcja falowa powie nam, jaką wartość ("wysokość") ma fala w tym miejscu i w tej danej chwili. Dokładny wzór tej funkcji może być różny, w zależności od potrzeb, i będzie opisywać konkretny kształt fali, jaki się uformował. Jednak w każdej chwili cały falowy Wszechświat (stan całego ośrodka, jak długi i szeroki), musi spełniać określone wymagania: nie może zachwiać równowagi.

Równowaga raz jeszcze

Równowaga przeciwieństw i jej ciągłe zachowywanie jest podstawą ruchu falowego. Napisałem już o tym trochę dokładniej w innym wątku ("1: Coś z niczego"), więc nie będę się tutaj powtarzał. Powiem tylko, że jeśli dodasz do siebie wszystkie te odchyłki od poziomu równowagi (amplitudy), na obszarze całej przestrzeni ośrodka, to w każdym momencie ta suma powinna dawać zero, czyli nic, bo z niczego to wszystko powstało, więc do niczego musi się na powrót sumować. Gdyby było inaczej, zaburzałoby równowagę. Zaburzenia zwane falami nie mogą nigdy złamać tej pierwotnej równowagi, bo znów spowodowałoby to chaos i nieprzewidywalność Wszechświata. Jakiś porządek musi być  teniec  aniolek

Równanie falowe, które opiszę przy następnej okazji, opisuje właśnie tę równowagę (symetrię) między czasem a przestrzenią, i między przeciwieństwami, wymuszając ich sumowanie się do zera w każdej chwili. Funkcja falowa, która z tego równania wychodzi, musi zawsze spełniać to równanie. To są właśnie te wymagania (więzy), o których wspomniałem powyżej. Ale to już temat na całą nową historię, więc na tym narazie zakończę Mrugnięcie (i tak już sporo naklepałem :P).

Cytat: Fair Lady
A to jest papuzka falista
Śliczna Mrugnięcie W stanie wolnym są najładniejsze Mrugnięcie Ale jeśli masz zamiar wrzucać wszystko, co kojarzy się z falami i nazwa brzmi podobnie, to może jeszcze wrzucisz jakiegoś fallusa? Cool

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Listopad 17, 2012, 07:46:23 wysłane przez SasQ » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
Fair Lady
Gość
« Odpowiedz #3 : Listopad 23, 2012, 12:04:43 »


Idac dalej za ciosem, czyli w las, natknelam sie na dwa zgola odmienne pojecia. Jedno to fala, a drugie drgania. Zaczelam zastanawiac sie jaka jest roznica miedzy tymi dwoma "transporterami" energii. I zauwazylam, ze przy opisywaniu drgan stosuje sie przyklady zanikania, wyciszania.


Źródło obrazka http://www.edukator.pl/Ruch-drgajacy,3661,offset,3,object,4075.html

Zas gdy analizuje sie fale uzywa sie pojecia dyfrakcja. Zaciekawilo mnie to. Bo gdyby na drodze drgan gasnacych (jak powyzej) ustawic "szczeline" (tak to sie opisuje), to wg teorii powinny te drgania przeksztalcic sie - zasada Huygensa.

Rozgryzajac temat od strony filozoficznej moznaby sformulowanie drgan i fal uznac, ze te pierwsze (drgania to smiertelnosc), a drugie fale (wiecznosc).
I od tego momentu pragne dalej teorie fal interpretowac rowniez w sferze filozofii, przeciez to zycie wlasnie. tuptup

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Listopad 23, 2012, 15:00:58 wysłane przez Leszek » Zapisane
SasQ
Moderator
Zaawansowany użytkownik
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #4 : Listopad 23, 2012, 13:10:13 »


Cytat: Fair Lady
Idac dalej za ciosem, czyli w las, natknelam sie na dwa zgola odmienne pojecia. Jedno to fala, a drugie drgania. Zaczelam zastanawiac sie jaka jest roznica miedzy tymi dwoma "transporterami" energii.
Taka, że drgania nie transportują energii, a fale już mogą. Drgania są bardziej podstawowe, i każdą falę można zbudować z bardzo wielu drgań w różnych miejscach, zsynchronizowanych ze sobą (sprzężonych).

Właśnie dlatego, gdy wyjaśniam komuś zjawiska falowe, z reguły zaczynam od ruchu drgającego (okresowego). Dopiero gdy ten temat jest dobrze zrozumiany, łączę ze sobą więcej elementów drgających, by zbudować z nich falę. I gdybyś tak nie pędziła do przodu, tym razem też bym tak zrobił krzywy (I chyba niedługo zrobię na swojej stronie WWW, bo tam mogę przynajmniej zapanować nad jakimś sensownym porządkiem rzeczy.)

OK, ale czym są drgania?

Najprostszym przykładem drgania (a co tam, zacznę od konkretu, skoro to Twój sposób przyswajania wiedzy) może być ciężarek zawieszony na sprężynie. Gdy pozwolisz mu swobodnie zwisać i poczekasz, aż się uspokoi (ustabilizuje) i zatrzyma, to będzie się znajdował w jakimś położeniu równowagi, gdzie siła grawitacji (ciężar) ciągnie go w dół równie mocno, jak sprężyna (siła sprężystości) ciągnie go w górę. Gdy te dwie siły są w równowadze, ciężarek się nie porusza. Wystarczy jednak odchylić go nieco z tego położenia równowagi (w górę lub w dół), a siła elastyczności momentalnie weźmie górę, bo sprężyna się napręży/skompresuje, i będzie się starała przywrócić ciężarek do położenia równowagi. (Dlatego tę siłę zazwyczaj nazywa się siłą przywracającą lub siłą zwrotną).

Jeśli przesuniesz w ten sposób ciężarek, działając siłą z zewnątrz (np. ręką), wprowadzisz do układu dodatkową energię. Gdy następnie puścisz ciężarek, siła zwrotna będzie chciała przywrócić równowagę i zacznie rozpędzać ciężarek tym mocniej, im dalej był odchylony od położenia równowagi (im większa była początkowa amplituda). Im bliżej położenia równowagi, tym siła ta będzie maleć, aż do 0 w miejscu równowagi. Ale w momencie, gdy ciężarek jest w położeniu równowagi, a siła przywracająca już na niego nie działa, ciężarek jest już maksymalnie rozpędzony, dlatego będzie poruszał się dalej i minie miejsce równowagi, z powodu swojej bezwładności (sam nie może się zatrzymać bez żadnego powodu). Dopiero gdy minie położenie równowagi, siła zwrotna znów się pojawi, ale tym razem w przeciwną stronę: będzie próbować wyhamować ciężarek, pchając go z powrotem do położenia równowagi. I po jakimś czasie faktycznie go wyhamuje. Jednak wtedy będzie on już daleko od miejsca równowagi, dokładnie po drugiej stronie miejsca, z którego zaczął swój ruch. To oznacza, że siła przywracająca jest tam najsilniejsza, bo sprężyna jest naciągnięta. Więc po chwili siła przywracająca nie tylko zatrzyma ciężarek, ale nawet wprawi go w ruch powrotny. I tak te dwa zjawiska -- bezwładność i sprężystość -- będą wzajemnie współpracować, by utrzymać ciężarek w ciągłym ruchu drgającym, tam i z powrotem. W czasie tego procesu energia potencjalna (związana z naprężeniem sprężyny) będzie się zmieniać w kinetyczną (związana z ruchem ciężarka) i z powrotem, w taki sposób, że całkowita energia pozostanie zachowana.

Ruch drgający (harmoniczny, okresowy) również posiada podobne parametry, jak fale: amplitudę (mówiącą jakie może nastąpić maksymalne odchylenie od stanu równowagi) i fazę (mówiącą na jakim etapie pełnego cyklu się znajdujemy). Jednak w ruchu drgającym faza (a więc pośrednio także wychylenie) zależą tylko od czasu (są funkcją czasu), ale nie od miejsca w przestrzeni. Nie ma znaczenia, czy ten ciężarek zwisa sobie w Warszawie, czy w Krakowie. Za to w przypadku fali jej faza może już zależeć także od miejsca w przestrzeni, bo fale są także przestrzenne: różne miejsca w przestrzeni mogą się znajdować w różnych etapach cyklu (fazach drgań), tworząc przestrzenny kształt fali. Rzekłbym, że ruch drgający używa zero wymiarów przestrzennych (poza tym, w którym się wychyla, ale zaraz zobaczysz, że te wychylenia nie muszą wcale zachodzić w przestrzeni) i jednego czasowego. Natomiast fale, prócz wymiaru czasowego, używają też od jednego wymiaru przestrzennego wzwyż. Są przestrzenne.

Inne przykłady ruchu drgającego to np. dyndające wahadło, korek bujający się na wodzie, prąd elektryczny płynący naprzemiennie w obwodzie rezonansowym LC (zbudowanym z cewki i kondensatora; cewka pełni rolę bezwładności: podtrzymuje przepływ prądu, gdy ten jest już w ruchu, a kondensator pełni rolę sprężystości: wzmaga napięcie, gdy jest ładowany prądem i to napięcie próbuje powstrzymać prąd i skłonić go do ruchu z powrotem w drugą stronę), czy pulsujący bąbelek powietrza w wodzie -- ten rozpręża się i spręża, więc jest pierwszym przykładem, że w ruchu drgającym nie chodzi o to, w którą stronę następuje odchylenie od stanu równowagi, lecz jak daleko ono następuje.

Pulsować może także jasność światełka. Wtedy w ogóle nie ma tutaj żadnego ruchu w przestrzeni, jednak zachodzą pewne okresowe przemiany -- światełko robi się raz jaśniejsze, raz ciemniejsze niż zwykle, i to właśnie są jego odchylenia od stanu równowagi: przeciętnej jasności.

Gdybyś ustawiła całą sieć takich światełek obok siebie, jak tablicę pixeli, i połączyła ze sobą tak, żeby mogły wymieniać się energią między sobą, to uzyskałabyś już falę. Bo wtedy każde z tych światełek, w każdym miejscu przestrzeni (różnym od pozostałych) może drgać sobie w nieco innej fazie, lecz synchronicznie z pozostałymi.

Cytat: Fair Lady
I zauwazylam, ze przy opisywaniu drgan stosuje sie przyklady zanikania, wyciszania.
Tak się dzieje wtedy, gdy układ nie jest idealnie odizolowany od otoczenia i energia może z niego "wyciekać" (czyli w większości rzeczywistych układów w rzeczywistym świecie). Gdy energia wycieka, coraz mniej pozostaje jej w układzie, więc drgania powoli zanikają (z reguły wykładniczo, czyli proporcjonalnie do ilości energii, jaka pozostała -- tym szybciej, im więcej jej tam jest). W teorii takie drgania nigdy nie powinny wygasnąć do zera (podobnie jak funkcja wykładnicza), jednak w praktyce poniżej pewnego poziomu drgań inne siły (np. tarcia między cząsteczkami) biorą górę nad siłami sprężystości i ruch drgający przestaje być taki zorganizowany i przewidywalny.

Masz rację, że wygasać mogą zarówno fale, jak i drgania, ale to dlatego, że fale składają się z wielu drgań, i to właśnie te drgania pojedynczych miejsc (punktów) na fali mogą wygasać, gdy rozpraszają energię. Nie ma to jednak nic wspólnego z dyfrakcją, o której wspominasz za chwilę.

Cytat: Fair Lady
Zas gdy analizuje sie fale uzywa sie pojecia dyfrakcja. Zaciekawilo mnie to. Bo gdyby na drodze drgan gasnacych (jak powyzej) ustawic "szczeline" (tak to sie opisuje), to wg teorii powinny te drgania przeksztalcic sie - zasada Huygensa.
Nic takiego się nie stanie, ponieważ wykres, który pokazałaś, nie zachodzi w przestrzeni, lecz w czasie. A dyfrakcja zachodzi dla fal w przestrzeni, bo jest zjawiskiem przestrzennym. Znów pomyliłaś pojęcia na zasadzie podobieństwa, bez rozumienia dlaczego są podobne i gdzie kończy się analogia między nimi.
Jak chcesz ustawić szczelinę na drodze ciężarka na sprężynie i co miałoby to dać? Gdybyś przynajmniej spróbowała sobie wyobrazić, co chcesz osiągnąc, zamiast tylko kojarzyć podobieństwa i przetwarzać dane, to szybko doszłabyś do wniosku, że to jakiś nonsens Mrugnięcie Korzystaj z przewagi, jaką masz nad komputerami, zamiast upodabniać się do nich. Zbyt długie przebywanie wśród maszyn cyfrowych może prowadzić do "cyfryzacji mózgu" :P A chyba nie chcesz zamienić się w bezmyślną zerojedynkową maszynę, która tylko pompuje bity informacji, co?

Cytat: Fair Lady
Rozgryzajac temat od strony filozoficznej moznaby sformulowanie drgan i fal uznac, ze te pierwsze (drgania to smiertelnosc), a drugie fale (wiecznosc).
Bardzo to poetyckie, ale mało naukowe, i mało w tym logiki i sensu Mrugnięcie Bo chyba nie powiesz mi, że moje pulsujące, drgające serce jest okazem śmierci? Puls to także oznaka życia. Nawiązując do tego Twojego wykresu EKG: to jest właśnie wykres zmian w czasie dla pulsującego serca (które jest w ruchu drgającym). Kurczy się i rozkurcza rytmicznie, okresowo. Na wykresie czasowym zobaczysz kształt "fali" (choć jak już mówiłem, tylko w przenośni, bo fala jest zjawiskiem przestrzenym), choć serce nie przemieszcza się z miejsca w miejsce -- drga sobie w miejscu (pulsuje).

Jeśli już coś porównywać do śmierci, to raczej brak fal, brak drgań, brak pulsu, brak ruchu, brak zmian. Choć i to mogłoby być prawdą tylko wtedy, gdyby zatrzymał się cały Wszechświat. Bo nawet gdy umiera np. człowiek, to ruch nie ustaje całkowicie. Zatrzymuje się jego serce, zatrzymują się niektóre procesy w jego komórkach, przestają działać neurony w mózgu, ale do gry wkraczają teraz różne inne organizmy, które zaczną rozbierać jego ciało na cząsteczki (gnicie) i wykorzystywać ponownie do innych celów. W momencie śmierci organizm oddaje przyrodzie to, co od niej pożyczył, gdy się narodził, by materia mogła wrócić do obiegu i stać się podstawą dla innego życia. Choć kończy się życie tego jednego organizmu, nie kończy się życie jako takie. Ono wciąż trwa, dopóki kręci się Wszechświat. I jest on w nieustannym ruchu. Jak powiedział starożytny filozof Heraklit: "Panta rhei" ("Wszystko płynie", jest w ciągłym ruchu).

Cytat: Fair Lady
I od tego momentu pragne dalej teorie fal interpretowac rowniez w sferze filozofii, przeciez to zycie wlasnie. tuptup
I myślisz, że filozofia polega na bujaniu w obłokach i snuciu domysłów? Mrugnięcie Może współcześnie, w dobie "chumanizmu" :P Ale dawniej filozofia była nauką ścisłą, jak sama nazwa wskazuje "zamiłowaniem do wiedzy" (philo-sophia), a fizyka, czyli tzw. "filozofia przyrody" (ang. natural philosophy) była jej nieodłączną częścią. Więc mówienie, że się studiuje filozofię, i jednocześnie olewanie jej kluczowej części, czyli fizyki (gr. "physis" = przyroda, natura, rzeczywistość), to przeczenie samemu/samej sobie i nie ma zbyt wiele wspólnego z zamiłowaniem do wiedzy (philo-sophia).

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Listopad 23, 2012, 13:21:04 wysłane przez SasQ » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
Fair Lady
Gość
« Odpowiedz #5 : Listopad 23, 2012, 13:52:19 »


SasQ - dziekuje za obszerne wyjasnienie i faktycznie na przyszlosc nauke o teorii fal zaczynaj od tego. Jak juz wiesz jestem z zawodu (wybranego) metodykiem i zwracam baczna uwage na jakosc nauczania. A teraz bardzo Cie prosze zdejmij ten moj link, bo widac narazilam jakies prawa  Szok i w miejsce podstaw cos legalnego o tym samym wydzwieku. Z gory dziekuje.

Gdybym sie obrazila (czego bylam juz bliska, to rzucilabym to wszystko w kat i zrazila sie do tematu), ale jestem walecznym typem i tak lekko nie dam sie zbic z tropu. Poczytam sobie o tym dokladnie, ale juz widze, ze rozumiem co piszesz, podoba mi sie nawet.
Problem w nauczaniu stanowi ogrom materialow wstawianych do neta, i nie wiadomo od czego zaczac, a nie wszystkie sa prawidlowe. Cos jednak trzeba wybrac, gdy sie chce isc dalej.

Cytuj
Bo chyba nie powiesz mi, że moje pulsujące, drgające serce jest okazem śmierci?

Masz na mysli miesien? To zyjesz, ale "filozoficznie" to chyba dosc zimne to Twoje serce...

Warto wrocic do zagadnienia czasu i przestrzeni, pisales o tym, ale teraz mamy dwa zagadnienia drgania i fale.

Pozdrawiam SERDECZNIE love2


Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Listopad 23, 2012, 13:56:36 wysłane przez Fair Lady » Zapisane
SasQ
Moderator
Zaawansowany użytkownik
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #6 : Listopad 23, 2012, 15:15:53 »


Cytat: Fair Lady
A teraz bardzo Cie prosze zdejmij ten moj link, bo widac narazilam jakies prawa Szok i w miejsce podstaw cos legalnego o tym samym wydzwieku. Z gory dziekuje.
Jaki link i jakie prawa? Nie rozumiem.
Ale jak coś, to przy każdym swoim poście masz przycisk "Modyfikuj", który pozwala na wprowadzenie poprawek w swoich postach, więc możesz sama poprawić.

Cytat: Fair Lady
Problem w nauczaniu stanowi ogrom materialow wstawianych do neta, i nie wiadomo od czego zaczac, a nie wszystkie sa prawidlowe.
Święta prawda, niestety. Ostatnio natknąłem się na taki tekst:
Cytat: ""
"There are many websites with information on Euclid and geometry. [...] As is typical of education on the Internet, many sites are poor, repetitive or childish, however."
(Źródło: Greek for reading Euclid)
A już najgorszym miejscem do nauki jest Wikipedia. Oni tam są mistrzami zaciemniania tematu.
W szkołach zresztą jest podobnie.

Ale to nic nowego. Od wieków prawdziwa wiedza jest trzymana dla elity, a ciemnemu ludowi rzuca się jakieś ochłapy, suche fakty, i jeden wielki chaos, by jedynie ich czymś zająć na długo i zniechęcić do zgłębiania prawdy. Bo ciemny lud łatwiej kontrolować.

Kiedyś ukrywano wiedzę, pisząc naukowe teksty po łacinie lub po grecku, by ciemny lud nie potrafił tego odczytać (z reguły nie znał języków starożytnych). Później, gdy więcej ludzi zaczęło się uczyć łaciny, zmienili kod: Alchemicy posługiwali się różnymi symbolami, by ukryć wiedzę o sekretach materii. Współcześnie podobną rolę zaczęły pełnić wzory matematyczne i cały ten zamęt zwany fizyką kwantową. Jednak każdy kod można złamać, jeśli się tylko wytrwale dąży do odkrycia prawdy.

Cytat: Fair Lady
Cos jednak trzeba wybrac, gdy sie chce isc dalej.
No więc tak jak mówiłem wcześniej: są dobre źródła i złe źródła; dobrzy i źli nauczyciele. Jeśli jakieś źródło wiedzy wydaje Ci się niezrozumiałe, poszukaj w innym miejscu, bo czytanie w kółko tego samego nie sprawi, że nagle zaczniesz to rozumieć. Jeśli niezrozumienie wynika z braków w wiedzy, trzeba je najpierw uzupełnić gdzieś indziej, a później można wrócić do tych "trudniejszych" tematów. Przykładowo strona o falach, do której linkowałaś, faktycznie jest dość dobrym źródłem informacji, jednak znajdziesz tam dokładnie te same rzeczy, które opisywałem tutaj w wątkach o falach. Gdy ja o tym pisałem, twierdziłaś, że piszę niezrozumiale. Teraz, gdy to samo przeczytałaś na innej stronie, piszesz, że dużo z niej rozumiesz. Ale czy to teksty się zmieniają, czy Ty się zmieniasz? (zaczynasz z nich więcej rozumieć, bo uzupełniłaś już pewne braki w wiedzy). A może to kwestia tego, że na stronie musiałaś czytać w takiej kolejności, w jakiej tę wiedzę podawał autor, zamiast "strzelać z karabinu" po przypadkowych tematach jak tu na forum?

A gdy się uczyć, to od mistrzów. Ludzie, którzy rozumieją dany temat bardzo dobrze, zazwyczaj potrafią go też łatwo wyjaśnić. Jeśli nie potrafią, to zwykle dlatego, że sami niezbyt go rozumieją. Więc jak ktoś za bardzo mota, może to być oznaką, że lepiej poszukać innego mistrza, bo ten tutaj sam niewiele kuma Mrugnięcie

Internet połączył ludzi i miał być skarbnicą naszej wiedzy. Jednak odzwierciedla on jedynie to, co istniało w dobie przed Internetem, tylko robi to na dużo większą skalę. Jeśli już przed Internetem panował chaos, to ten sam chaos będzie przeniesiony do Internetu. Tylko mocniej, bo ludzie dodatkowo kopiują te nieprawdziwe informacje, bez sprawdzania, bez rozumienia, zwiększając głębokość bagna, w którym toną te prawdziwe perełki. To dlatego tak się denerwowałem, gdy wrzucałaś tutaj kopie całych artykułów z innych stron w Sieci, w szczególności z Wikipedii: wystarczy, że tam jest chaos; nie ma sensu pozwalać mu się wlewać także tutaj.

Cytat: Fair Lady
Masz na mysli miesien?
No zaczęłaś od mięśnia i EKG, więc kontynuuję ten wątek. Ale przecież nie mówię, że słowo "serce" oznacza wyłącznie tkankę mięśniową tego narządu. Wiem, że serce to nie tylko mięśnie, i że to słowo ma też związek z emocjami i "duszą". Jednak one już z kolei mniej mają wspólnego z ruchem drgającym Mrugnięcie Więc po co (znowu) mieszać te pojęcia?

Cytat: Fair Lady
To zyjesz, ale "filozoficznie" to chyba dosc zimne to Twoje serce...
Po czym tak wnosisz? krzywy
Skoro mogłem się rozczulać nad kucykową magią przyjaźni i zdarza mi się przeżywać silne emocje słuchając jakiejś muzyki, to chyba jednak nie jest aż tak zimne jak Ci się wydaje. Po prostu moja sfera sercowa to moja prywatna sprawa, i nie każdy się kwalifikuje żeby go do niej wpuszczać Mrugnięcie W szczególności nie uważam, żeby wątki typowo naukowe, o falach, matematyce, geometrii itp. były odpowiednim miejscem do tego, żeby się publicznie wybebeszać emocjonalnie krzywy

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Listopad 23, 2012, 15:21:24 wysłane przez SasQ » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
Fair Lady
Gość
« Odpowiedz #7 : Listopad 25, 2012, 12:37:04 »


Cytuj
A teraz bardzo Cie prosze zdejmij ten moj link, bo widac narazilam jakies prawa i w miejsce podstaw cos legalnego o tym samym wydzwieku. Z gory dziekuje.
Jaki link i jakie prawa? Nie rozumiem.
Leszek to naprawil - przelozyl na innego serwera, czy cos takiego, dal mi znac o tym na priv.

Cytuj
Pulsować może także jasność światełka. Wtedy w ogóle nie ma tutaj żadnego ruchu w przestrzeni, jednak zachodzą pewne okresowe przemiany -- światełko robi się raz jaśniejsze, raz ciemniejsze niż zwykle, i to właśnie są jego odchylenia od stanu równowagi: przeciętnej jasności.

Ciekawe to jest z tym dazeniem do symetrii. Bo natura wlasnie od tej symetrii ucieka, w budowie organizmow role odgrywa liczba phi. Ale przeanalizowalam Twoja powyzsza wypowiedz na temat drgan i w istocie moge sobie to wyobrazic, ale fale wyobrazam sobie jako cos "nieskonczonego", niezmiennego, bo gdyby nawet te punkty wygasaly, to parametry zostaja niezmienne, to tak jakby te fale przestrzelic z jakiegos pistoletu (zranic hahahaha) to ona dalej bedzie sie przemieszczac, przeksztalcac, choc "dziurawa".

Cytuj
Jak chcesz ustawić szczelinę na drodze ciężarka na sprężynie i co miałoby to dać? Gdybyś przynajmniej spróbowała sobie wyobrazić, co chcesz osiągnąc, zamiast tylko kojarzyć podobieństwa i przetwarzać dane, to szybko doszłabyś do wniosku, że to jakiś nonsens Korzystaj z przewagi, jaką masz nad komputerami, zamiast upodabniać się do nich. Zbyt długie przebywanie wśród maszyn cyfrowych może prowadzić do "cyfryzacji mózgu" :P A chyba nie chcesz zamienić się w bezmyślną zerojedynkową maszynę, która tylko pompuje bity informacji, co?

Ciezarek jako przyklad podales Ty, ja pisalam ogolnie, na podstawie tego co wyczytalam w necie , no i ... Twoich grafik. Bo sam nauczales, ze fala to przemieszczanie w osrodku, a drgania tylko "na sprezynie"? Czyzby drgania byly zalezne od grawitacji, a fale nie? To takie jest moje glosne myslenie.
W konsekwencji takiego zastanawiania sie rodzi sie nastepne pytanie, co powoduje, ze fale zmieniaja ksztalty? I jakie to ma zastosowanie w praktyce.
Czy zmiana ksztaltu fali powoduje "wyciekanie" energii? Bo te grafiki, ktore nawstawiales, czy te z neta, to pokazuja, ze nie, takie same kolory, "przed i po"  Co2?

A co do maszyn cyfrowych, to niestety ... lepiej sie z tym oswoic po dobroci, masz jeszcze jakies watpliwosci w jakim my swiecie zyjemy?
Dlatego interesuja mnie takie zagadnienia, bo gdy caloscia zawladna doszczetnie te maszyny, to choc trzeba wiedziec na jakiej zasadzie dzialaja.

Co do  serce, to mam taka dewize zyciowa "uprzejmosc nic nie kosztuje", mile slowo, usmiech, dobra intencja to tez rodzaj fali i to nie byle jakiej usmiech


Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
SasQ
Moderator
Zaawansowany użytkownik
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #8 : Listopad 25, 2012, 15:41:52 »


Cytat: Fair Lady
Ciekawe to jest z tym dazeniem do symetrii. Bo natura wlasnie od tej symetrii ucieka
Skąd Ci to przyszło do głowy? ;J
Rozejrzyj się trochę dookoła po otaczającej Cię przyrodzie. (O ile jakaś Cię otacza, bo może mieszkasz w jakimś dużym mieście, uwięziona w prostokątnej siatce współrzędnych ulic i budynków? To by wiele wyjaśniało...)  Czy nie widzisz tej symetrii osiowej w gałęziach drzew? Radialnej symetrii w kwiatach? Symetrycznego rozmieszczenia kształtów i wzorów na skrzydłach motyla? Symetrycznych ciał wszelkich żywych stworzeń? Jeśli nie widzisz tego, to spójrz przynajmniej na siebie samą w lustrze: lewe oko - prawe oko, lewe ucho - prawe ucho, lewa ręka - prawa ręka, lewy brzuch... a nie, ten jest tylko jeden Mrugnięcie Ale w środku lewe płuco - prawe płuco, lewa nerka - prawa nerka, lewy jajnik - prawy jajnik. Dalej lewa noga - prawa noga. Cała lewa strona Twojego ciała jest z grubsza lustrzanym odbiciem prawej strony. Jeśli to nie jest symetria, to już nie wiem co ;-)

Natura wcale nie ucieka od symetrii, tylko wręcz przeciwnie: dąży do niej. Nieustannie. Ponieważ chce utrzymać równowagę, od której to wszystko się zaczęło. Jeśli nie może tego zrobić w większej skali, to próbuje przynajmniej w mniejszej, albo odwrotnie. Bo wszystko, co istnieje we Wszechświecie, powstało z niczego, i do tego niczego (idealnej równowagi) musi się na powrót sumować.

Rzecz tylko w tym, że sama idealna równowaga jest "nudna", bo jest wszędzie jednakowa i nic w niej nie ma (jest pusta). Dlatego wszystko, co istnieje we Wszechświecie, powstaje poprzez podział tego "niczego", by stworzyć coś: równe i przeciwne bieguny. Taka biegunowość sprawia, że lokalnie wygląda to jakby coś istniało. Jeden biegun różni się od drugiego, i każdy z nich z osobna jest już "czymś". Jedynie w sumie, oba razem, tworzą równowagę.

W przyrodzie jest podobnie: w dużej skali wszystko jest idealnie zrównoważone. Ale w małej skali mogą istnieć te wszystkie drobne odchyłki od równowagi (fale), które sprawiają, że coś istnieje, coś się dzieje, coś się zmienia. I to właśnie te różnice są podstawą wszelich zmian i ruchu, czyli życia. Bo gdy lokalnie równowaga jest zachwiana, przyroda próbuje ją przywrócić, a żeby to zrobić, rzeczy muszą zacząć się poruszać. I robią to zawsze w taki sposób, by próbować przywrócić równowagę.

Trzecia Zasada Saska:
"Równowaga to spokój. Brak równowagi napędza zmiany."

Na przykład możesz mieć powietrze o jednakowym ciśnieniu. Jeśli jednak przemieścisz część powietrza w inne miejsce, zwiększając jego gęstość i ciśnienie w tym nowym miejscu (tworząc nadmiar), to na tym starym miejscu, gdzie ono było wcześniej, będzie go mniej, niż normalnie (powstanie niedomiar). Ten brak równowagi sprawi, że powietrze będzie próbowało wydostać się z miejsca, gdzie jego ciśnienie jest większe od poziomu równowagi, i zapełnić miejsce, gdzie jego ciśnienie jest mniejsze od poziomu równowagi. I to jest jedyny możliwy kierunek ruchu. Bo gdyby powietrze robiło jakikolwiek inny ruch, to tylko pogłębiałoby te dysproporcje (brak równowagi), lub w najlepszym przypadku nie zmieniałoby niczego, ale wtedy jego ruch byłby marnotrawstwem, a przyroda nigdy nie wysila się na próżno Mrugnięcie Robi dokładnie to, co trzeba zrobić, by coś poprawić, ulepszyć (zoptymalizować). Wybiera więc taki ruch (jedyny), który zwiększa równowagę.

Podobnie to działa w przypadku ładunków elektrycznych. Gdy ładunki są w równowadze, ujemne równoważą dodatnie i wokół nich nie występują żadne siły czy napięcia. Nie da się wtedy zaobserwować żadnych zjawisk elektrycznych. Ale gdy tylko rozdzielisz ładunki i sprawisz, że gdzieś będzie więcej ładunku (+), a gdzieś indziej mniej (-), natychmiast pojawią się napięcia w przestrzeni, obserwowane jako pole elektryczne. I to pole będzie działać siłą elektryczną na ładunki, próbując je przemieścić na powrót na swoje miejsca, tak, by ponownie się zneutralizowały i równowaga została przywrócona. Wszelki inny ruch tylko pogłębiałby dysproporcję.

Zupełnie to samo dotyczy ciepła i temperatury. Jeśli zetkniesz ze sobą dwa ciała, z których jedno jest cieplejsze, a drugie zimniejsze, energia cieplna zacznie przepływać między nimi. I kierunek tego przepływu będzie zawsze od ciała cieplejszego do zimniejszego (wyjątkiem od tej reguły są koty Mrugnięcie gdzie ciepło przepływa zawsze do kota Chichot). I będzie przepływać tak długo, aż temperatury obu ciał wyrównają się. Gdyby ciepło płynęło odwrotnie (od ciał zimniejszych do cieplejszych), pogłębiałoby tylko dysproporcję. Fizyk powie Ci jedynie, że to złamałoby drugą zasadę termodynamiki, która mówi, że entropia zawsze wzrasta; ale nie wyjaśnia to niczego, bo nie mówi, dlaczego entropia musi wzrastać (w zasadzie to zawsze miałem wątpliwości co do tego "zawsze" krzywy). Za to moja zasada to wyjaśnia: dążeniem do równowagi, z której wszystko powstało.

Przemyśl sobie dokładnie tę Trzecią Zasadę Saska i zwróć uwagę, w jak wielu różnych zjawiskach ona się przejawia. Nie tylko fizycznych, ale także w matematyce, psychologii, ekonomii... no wszędzie Uśmiech  Gdy sobie ją uświadomiłem, i wszystkie te jej zastosowania i konsekwencje, czułem się jakbym złapał pana boga za nogi Mrugnięcie

Cytat: Fair Lady
w budowie organizmow role odgrywa liczba phi.
Tak, nie raz już o tym słyszałem: że przyroda dąży do dysproporcji, bo phi jest nierównym podziałem (asymetrycznym). Albo że przyroda nie potrafi wyrażać liczb rzeczywistych, więc musi je przybliżać liczbami całkowitymi. Albo że tylko niewymierność (np. liczby pi lub phi) może napędzać przyrodę, bo tylko liczby niewymierne są "nieskończone" (zapewne chodziło raczej o nieskończoność ich cyfrowych rozwinięć, co jednak jest kretyństwem, bo wiele liczb wymiernych także ma nieskończone rozwinięcia w pewnych systemach pozycyjnych). Ale takich bredni jest pełno w Internecie, bo ludzie powtarzają zasłyszane mądrości bez sprawdzania i bez przemyślenia, czy to ma sens. Nawet jeśli ma sens, przeważnie ten sens się gubi, bo gdy ludzie go nie rozumieją, często powtarzają coś źle, jak w tej zabawie w głuchy telefon.

Liczba Phi dzieli odcinek asymetrycznie, ale to nie znaczy, że "nierówno" albo że tam nie ma równowagi. Wręcz przeciwnie: jest aż podwójna równowaga! taaak Bo złota średnia łączy w sobie cechy średniej arytmetycznej i średniej geometrycznej. Łączy dodawanie z mnożeniem. Trudno mi sobie wyobrazić głębszą symetrię w arytmetyce, niż gdy coś działa jednakowo w dodawaniu, jak w mnożeniu. Czyli łączy w sobie cechy stosunku i różnicy. Złota liczba phi powstaje proporcjonalnie wokół jedynki (jedności): Phi = 1.6180339... z jednej strony (większa) i phi = 0.6180339... z drugiej strony (mniejsza). Liczby te są swoimi wzajemnymi odwrotnościami: 1/Phi = phi, oraz tworzą proporcję ciągłą (postęp geometryczny) z jednością: phi = 1/Phi = Phi/1. I to samo dotyczy dodawania: Phi = phi + 1 (lub różnicy, czyli odejmowania: Phi - 1 = phi). Mało tego, Phi może powstawać także w kontekstach o dużej symetrii. Poszukaj tu na forum mojego posta, w którym pisałem o Phi ujawniającej się w drugim okresie interferencji fal sferycznych (czy jest coś bardziej symetrycznego, niż fala sferyczna? :P).

To samo tyczy się tych niewymierności i przybliżania ich liczbami naturalnymi. To nieprawda, że przyroda nie potrafi się posługiwać innymi liczbami, niż naturalne. Wręcz przeciwnie: przyroda jest ciągła (a nie zero-jedynkowa czy cyfrowa), więc liczby rzeczywiste (i te wyżej-wymiarowe) to jej naturalny język Mrugnięcie Równie naturalny, jak liczby naturalne. Rzecz w tym, że nie zawsze ma te liczby naturalne dostępne. Niektóre przejawy przyrody składają się z całkowitych elementów (np. ziaren słonecznika), i tylko tam przyroda stosuje przybliżenia. Choć i to nie do końca jest tak. Bo ludzie patrzą tylko na liczby naturalne, odliczając liczbę tych ziarenek i porównując ich stosunki (wtedy faktycznie złote proporcje będą tylko przybliżone), zamiast spróbować spojrzeć głębiej w strukturę matematyczną, która za tym wszystkim stoi. Stosunki między liczbami Fibonacciego faktycznie są tylko przybliżeniami (coraz lepszymi) złotej liczby. Ale jeśli umieści się te liczby Fibonacciego jako współczynniki pewnego wielomianu o kolejnych potęgach, to się okaże, że jego rozwiązaniami będą dokładnie kolejne potęgi złotej liczby. Nie w przybliżeniu -- dokładnie. Widać więc, że przyroda nadal używa dokładnej wartości złotej liczby, lecz na głębszym poziomie, niż ten, który widać na pierwszy rzut oka. Ale o tym napiszę więcej innym razem, bo też kiedyś szykowałem o tym artykuł, ale jakoś tak nie miałem kiedy go dokończyć...

Wracając jednak do tej asymetrii:
Masz rację, że pewna asymetria jest potrzebna w przyrodzie. Ale tylko dlatego, że głębiej kryje się symetria, do której przyroda próbuje dążyć, gdy ta symetria zostanie zakłócona. Asymetria powoduje zmiany, których celem jest przywrócenie symetrii.

Cytat: Fair Lady
to tak jakby te fale przestrzelic z jakiegos pistoletu (zranic hahahaha) to ona dalej bedzie sie przemieszczac, przeksztalcac, choc "dziurawa".
Przestrzelić falę z pistoletu?  o____O
Przepraszam za wyrażenie, ale... o czym Ty tutaj pier@$%lisz? Co2?

Ja rozumiem feelozofia, "chumanizm", "duchowość", bo wiele już dziwactw w życiu napotkałem. Ale to powyżej to już zaczyna przekraczać wszelkie poziomy chaotycznego bełkotania nieee  Dobrze, że przynajmniej litery w wyrazach są jeszcze we właściwym porządku Z politowaniem

I właśnie przez takie rzeczy muszę chyba odpuścić sobie czytanie tych wątków, bo ten chaos już powoli zaczyna infekować mój umysł i wdzierać mi się do snów. Ostatnio śnił mi się jakiś zlot nawiedzeńców, na którym wszyscy tak gadali, w dodatku pełni przekonania co do mądrości tego, co mówią, i wzajemnie poklepując się po pleckach z uznaniem. Była tam jakaś laska o imieniu Aneta, która się do mnie przykleiła i cały czas mi tak nawijała. Co jednak najgorsze, ja też mówiłem tego typu bzdury, jakieś chaotyczne wiązanki słów i ezoterycznej nowomowy przemieszane z pojęciami naukowymi Zawstydzony To był dla mnie wyraźny sygnał, że zaczyna mnie "brać" ta zaraza i muszę coś z tym zrobić, bo inaczej klarowność moich myśli wisi na włosku troche smutny

Cytat: Fair Lady
Cytat: SasQ
Jak chcesz ustawić szczelinę na drodze ciężarka na sprężynie i co miałoby to dać? Gdybyś przynajmniej spróbowała sobie wyobrazić, co chcesz osiągnąc, zamiast tylko kojarzyć podobieństwa i przetwarzać dane, to szybko doszłabyś do wniosku, że to jakiś nonsens
Ciezarek jako przyklad podales Ty, ja pisalam ogolnie, na podstawie tego co wyczytalam w necie, no i ... Twoich grafik. Bo sam nauczales, ze fala to przemieszczanie w osrodku, a drgania tylko "na sprezynie"?
Pokaż mi więc gdzie dokładnie napisałem, że drgania są tylko "na sprężynie" nieee
Ciężarek na sprężynie podałem tylko jako jeden przykład, z wielu innych przykładów drgań. Widać nie doczytałaś, bo później podałem jeszcze parę innych przykładów drgań. Np. w obwodach elektrycznych, czy wreszcie to "światełko". I wiesz co? ŻADNE z nich nie ma nic wspólnego z przepuszczaniem czegokolwiek przez jakieś szczeliny Język Bo to Ty wyraźnie odniosłaś dyfrakcję na szczelinie do ruchu drgającego, jeszcze zanim podałem swój przykład z ciężarkiem, mieszając ze sobą pojęcia, które nijak do siebie nie pasują. Bo jedno zachodzi w czasie (ruch drgający), a drugie w przestrzeni (fale i dyfrakcja). I nawet wyraźnie zwracałem Ci uwagę na ten błąd (Twój) w mojej odpowiedzi. Więc nie zwalaj na mnie swoich pomyłek.

Radziłbym Ci jednak więcej pytać, a mniej twierdzić z przekonaniem. Bo żeby mówić z przekonaniem, trzeba się najpierw upewnić, czy to, co się mówi, jest prawdziwe i ma sens. Inaczej można się co najwyżej kompromitować. (Słyszałem kiedyś takie przysłowie, że ponoć głupiec może uchodzić za mędrca, dopóki się nie odzywa ;J Oczywiście nie mówię, że masz się nie odzywać Mrugnięcie tylko o to, żebyś ważyła słowa, gdy nie jesteś jeszcze pewna co do ich słuszności, i że w takich przypadkach lepiej jest pytać, niż strzelać twierdzeniami.)

Cytat: Fair Lady
Czyzby drgania byly zalezne od grawitacji, a fale nie?
Cóż... Przeczuwałem, że to pytanie w końcu padnie, nie wiedziałem tylko kiedy i z której strony. (I cieszę się, że je zadałaś, bo to znaczy, że czuwasz.) Nawet zamierzałem rozwiać te wątpliwości wcześniej, ale jakoś nie wiedziałem gdzie to wstawić, a nie chciałem rozbijać toku myślowego. Możesz zauważyć, że sugerowałem to zagadnienie już poprzednio, zwracając uwagę na to, by ciężarek najpierw się uspokoił, i znalazł się w położeniu równowagi, w którym wszystkie siły się równoważą. To jest właśnie klucz do rozwiązania tej zagadki.
Bo gdy już ciężarek jest w położeniu równowagi, siła grawitacji, jaka na niego działa, jest dokładnie równoważona przez siłę naciągu sprężyny (Fg = Fs), więc nie ma żadnej wypadkowej siły, która by mogła wprawiać ciężarek w ruch.
Ale gdy ciężarek odchyli się od stanu równowagi, siła naciągu sprężyny będzie większa od siły grawitacji. To oznacza, że tylko jej część będzie się równoważyć z siłą grawitacji. Pozostała część (nadwyżka) będzie naszą wypadkową siłą przywracającą, i tylko ona będzie efektywnie wpływać na ruch ciężarka. Więc tylko ta część siły naciągu, która nie jest równoważona przez grawitację, ma dla nas jakiekolwiek znaczenie. To z kolei oznacza, że także grawitacja nas nie obchodzi, bo jej siła będzie zawsze równoważona częścią siły naciągu (o takiej wartości, jaką można było zmierzyć w stanie równowagi).

Ale jeśli ta grawitacja sprawia Ci problem (mimo tego, że jest przez cały czas równoważona, by jej wpływ był zerowy), to możesz przenieść się w przestrzeń kosmiczną, z dala od znaczących źródeł grawitacji, i wtedy będzie już tylko sam ciężarek na sprężynie, i siła sprężystości będzie w całości przekładać się na siłę przywracającą.
Z drugiej strony, wcale nie musisz lecieć w kosmos. Wystarczy, że zamiast zwisać ten ciężarek pionowo, zaczepisz go poziomo na jakimś wózku z kółeczkami, dobrze nasmarowanymi, żeby zmniejszyć wpływ tarcia do minimum. Wtedy grawitacja będzie działać w zupełnie innym (niezależnym) kierunku, niż ten, w którym zachodzi ruch drgający ciężarka, i ruch ten nie będzie już mógł zależeć od grawitacji.

Cytat: Fair Lady
W konsekwencji takiego zastanawiania sie rodzi sie nastepne pytanie, co powoduje, ze fale zmieniaja ksztalty?
To zależy o jakich kształtach i ich zmianach mówisz. Bo różne zmiany są wywołane różnymi przyczynami. Jednak w większości gdzieś na najgłębszym poziomie będą one mieć to wspólnego, co już opisałem powyżej: wszelkie zmiany biorą się z braku równowagi, i z dążenia do jej przywrócenia.

Przykładowo dwie fale stojące mogą wymienić się energią i zmienić (obie) swoje kształty (rozmieszczenie węzłów) tylko wtedy, gdy im się to "opłaca", czyli w jakimś stopniu przywraca większą równowagę całości (obu fal razem). Nawet jeśli poszczególne fale składowe nadal będą lokalnie niezrównoważone.

Zauważ, że każda fala łączy w sobie równowagę (w większej skali, jako całość) z brakiem równowagi (lokalnie, jako jej poszczególne fragmenty w przestrzeni). Na przykład w jednym miejscu fala wychyla się od stanu równowagi bardziej na plus. I gdybyśmy przyglądali się tylko temu fragmentowi, powiedzielibyśmy, że tam nie ma równowagi; że jest asymetria, która powoduje, że fala w tym miejscu drga sobie w górę i w dół, tam i z powrotem, jak ten ciężarek na sprężynie. Jednak to wychylenie dodatnie w jednym miejscu nadal jest równoważone wychyleniem ujemnym w jakimś innym miejscu: druga połówka fali będzie zawsze w przeciwnej fazie do tej pierwszej; ich amplitudy będą dokładnie równe i przeciwnie skierowane. Więc gdy zsumujesz (scałkujesz) wykres takiej fali wzdłuż całej pełnej długości fali, dostaniesz zawsze 0, czyli idealną równowagę.

W przypadku, gdy tych części składowych tej jednej wielkiej fali jest wiele, nie muszą być już jednakowe: jedna może się wychylać na +6, inna na -2, jeszcze inna na -4. Jednak także wtedy, gdy zsumujesz je wszystkie, po całości, to musi znowu wyjść 0. I teraz te poszczególne fale składowe (dajmy na to +6 i -2 mają możliwość oddziaływania ze sobą ("widzą się" nawzajem; ich fale się krzyżują), mogą spróbować wzajemnie się przestroić, wymieniając porcję energii. Wtedy jedna z nich coś zyska (+1), a druga straci (-1) -- tę samą porcję energii, która tylko zmieni właściciela. W ogólnym rozrachunku jednak obie coś zyskają: bliższość stanowi równowagi. Przed tą interakcją amplitudy były bardziej odległe od poziomu równowagi (zera). Jednak po tej interakcji amplitudy tych fal są już bliższe tej idealnej równowagi Uśmiech Możesz się o tym przekonać, obliczając ich średnią kwadratową przed interakcją i po niej. W teorii falowej Wolffa nazywało się to MAP (Minimal Amplitude Principle = Zasada Minimalnej Amplitudy).


Cytat: Fair Lady
Czy zmiana ksztaltu fali powoduje "wyciekanie" energii? Bo te grafiki, ktore nawstawiales, czy te z neta, to pokazuja, ze nie, takie same kolory, "przed i po"  Co2?
KTÓRE grafiki? Ja nie mam szklanej kuli i szpiczastej czapeczki, żeby czytać Ci w myślach i wiedzieć, o której grafice mówisz. Pokaż palcem (tudzież linkiem), lub daj jakiś namiar bliższy.

Ale jeśli masz na myśli kolejne harmoniczne fal stojących (dwa węzły, trzy węzły, cztery węzły itd.), to każda z nich odpowiada coraz wyższej energii. A energia nie może się brać z nikąd. Aby zmienić kształt fali stojącej w taki sposób, by miała więcej węzłów, musisz dostarczyć jej odpowiednią dawkę energii z zewnątrz (np. wzbudzając ją jakimś oscylatorkiem albo przestrajając za pomocą drugiej fali, na zasadzie rezonansu). I dopóki ta dawka nie będzie właściwa (nie nastąpi rezonans), kształt fali się nie zmieni. Będą tylko pojawiać się w nim składowe biegnące, coraz więcej i więcej. A gdy już dojdziesz do właściwej częstotliwości rezonansowej (energii) i fale "uzgodnią" nowy stan, nastąpi dość gwałtowny przeskok i fala stojąca zmieni swój kształt, wprowadzając dodatkowy węzeł. Widać to dość dobrze na tym filmiku:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=no7ZPPqtZEg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=no7ZPPqtZEg</a>

Tuż po włączeniu generatora pojawia się wzorzec z sześciu połówek fali, rozdzielonych pięcioma węzłami (razem 7 wliczając te na końcach struny). W 0:23 gość wyłącza generator, który wzbudza te fale, ale nie wyłącza się on od razu, tylko stopniowo wytraca energię i widać wtedy, jak we wzorcu fal stojących pojawiają się składowe biegnące, które wymieniają energię pomiędzy różnymi jej częściami i próbują ustalić nowy wzorzec (kształt) fali, o mniejszej liczbie węzłów. Stopniowo spada ona do czterech, trzech, dwóch, jednego, aż w końcu pozostaje tylko jedna połówka fali na całej długości struny. W tym czasie fale biegnące, które tam podróżowały, przenosiły energię w stronę tego zwalniającego generatora, który te fale "wyhamowywał", i oddawały mu swoją energię. To właśnie tamtędy energia będzie wyciekać (oraz w paru innych, mniej istotnych miejscach, dlatego rzeczywiste fale na strunie trzeba podtrzymywać, z powodu tarcia).

Tak więc w przypadku struny musisz dostarczać energii z zewnątrz, by zwiększać liczbę węzłów, oraz musi ona gdzieś odpływać, jeśli widzisz, że liczba węzłów zmniejsza się "sama z siebie".

Jednak w dwóch wymiarach sporo kształtów fal stojących ma bardzo zbliżone poziomy energetyczne (nazywa się je wtedy "zdegenerowanymi"). Oznacza to, że bardzo łatwo można wtedy zmienić jeden kształt takiej fali stojącej w inny, dając jej tylko drobne szturchnięcie. Czasami nawet może się okazać, że dwa różne kształty mają ten sam poziom energetyczny. Wtedy to, w którym z nich fala drga, zależy od innych czynników, np. symetrii warunków brzegowych, jej wcześniejszej historii itp.

Cytat: Fair Lady
A co do maszyn cyfrowych, to niestety ... lepiej sie z tym oswoic po dobroci, masz jeszcze jakies watpliwosci w jakim my swiecie zyjemy?
Gadasz jak Borg  Język "Re-sis-tance is fu-tile! All your base will be-long to us!" ("O-pór jest da-rem-ny! Two-ja ba-za bę-dzie na-sza!") :P
Może Tobie się podoba, gdy maszyny przejmują władzę nad ludźmi. Ale ja tam wolę panować nad maszynami. To my je stworzyliśmy i do nas należy kontrolowanie ich. Nie możemy nigdy pozwolić na to, by to one zawładnęły nami.

Ja jestem z wykształcenia informatykiem (ściślej: inżynierem oprogramowania), a także technikiem elektronikiem. Więc na mózgach elektronowych i maszynach cyfrowych to się znam, i w swoim codziennym życiu i pracy bardzo często z nich korzystam. Są to bardzo pomocne i przydatne narzędzia. Ale nigdy nie podobało mi się bycie jedynie ich użytkownikiem. Zawsze lubiłem w nich dłubać, modyfikować je, naprawiać, ulepszać, rozgryzać ich działanie, i przede wszystkim: programować. Bo programowanie to prawdziwe panowanie nad maszyną. Nigdy nie pozwolę, by maszyna, która miała mi pomagać i być moim narzędziem, zaczęła panować nade mną.

Pierwszym krokiem do utraty władzy nad maszyną jest gdy przestajesz ją rozumieć. Drugi krok jest wtedy, gdy przestajesz ją programować, a zaczynasz jedynie obsługiwać (Hej! Czy to nie one miały usługiwać nam!? Zły) Z programisty stajesz się jedynie użytkownikiem. Trzeci krok jest wtedy, gdy zaczynasz upodabniać się do maszyn (zniżać do ich poziomu): zaczynasz myśleć w kategoriach cyfrowych, zero-jedynkowych, dualnych, czarno-białych (Hej! Gdzie się podziała Twoja tęcza? Jak śpiewał Pendulum: "Hold your color against them all!"
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=9mWLig0s_9k" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=9mWLig0s_9k</a>). Kiedy myslisz, że rzeczywistość cyfrowa, podzielona prostokątnymi siatkami, jest jedyną, jaka istnieje. U Ciebie widzę to już osiągnęło ten poziom, i co gorsza postępuje Płacz

Cytat: Fair Lady
Dlatego interesuja mnie takie zagadnienia, bo gdy caloscia zawladna doszczetnie te maszyny, to choc trzeba wiedziec na jakiej zasadzie dzialaja.
Racja, ta wiedza może się wtedy przydać. Ale czemu by nie skorzystać z niej już teraz, by nie dopuścić do tego scenariusza? Łatwiej zapobiegać, niż leczyć. Bo inaczej pewnego dnia może już być za późno...

Cytat: Fair Lady
Co do serce, to mam taka dewize zyciowa "uprzejmosc nic nie kosztuje", mile slowo, usmiech, dobra intencja to tez rodzaj fali i to nie byle jakiej usmiech
Jasne. Jednak w życiu są rzeczy ważniejsze od uprzejmości. Dla mnie na przykład od uprzejmości ważniejsza jest prawda. Nawet jeśli jest bolesna i kole w oczy. Bo szczerość myśli i słów, choć potrafi wkurzać Ego, ostatecznie prowadzi do lepszego zrozumienia, prawdy i oświecenia. A uprzejmość i "poprawność polityczna" często jest sposobem na to, by nie mówić prawdy. Dawniej była cenzura. Współcześnie jest poprawność polityczna. Ale efekty te same: coraz mniej prawdy w świecie.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Listopad 25, 2012, 16:38:17 wysłane przez SasQ » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
Strony: 1 2 »   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS