logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata  (Przeczytany 70435 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Fair Lady

  • Gość
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« dnia: Listopad 15, 2012, 22:15:05 »
Poniższy temat zainspirowany dyskusją w wątku Perfumy, czyli zapach kobiety

Po glebszej analizie fizyki, stwierdzilam, ze od chemii musze zaczac.
Czyli ukladu pierwiastkow.
I tu pytanie, czy te pierwiastki to liczby pierwsze??

Ale tu Lucyfer jest ekspertem ;)

P.S. Perfumy tworzone sa na bazie chemicznych reakcji. A moze wlasnie ten watek jest najwlasciwszy?? aniolek
« Ostatnia zmiana: Listopad 18, 2012, 00:08:34 wysłana przez Leszek »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 16, 2012, 01:49:25 »
Cytat: Fair Lady
Po glebszej analizie fizyki, stwierdzilam, ze od chemii musze zaczac.

Każda złożoność składa się z wielu prostot ;) W każdej dziedzinie wiedzy istnieją jakieś "fundamenty". Jakieś podstawowe cegiełki, z których budowana jest cała reszta. Dlatego warto zawsze doszukiwać się takiego jednoczącego wzorca. Gdy znasz taki wzorzec, łatwiej Ci będzie ogarnąć całą resztę tego tałatajstwa  :super:

Na przykład w biologii takimi fundamentami są komórki. Choć istnieje całe drzewo różnych organizmów żywych (np. klasyfikacja Linneusza), to ogromna większość z nich ma ze sobą coś wspólnego: ich najróżniejsze tkanki składa się z komórek. Komórki też nieco się różnią od siebie, ale spełniają mniej więcej podobne funkcje. Więc jeśli zrozumiesz działanie pojedynczej komórki, masz większe szanse zrozumieć zbudowane z nich organizmy.
Jednak każda komórka składa się z prostszych elementów: różnych organelli. Komórkę można porównać do pojedynczego miasta, a organelle do pojedynczych budynków. Każde organellum spełnia jakąś funkcję. Np. mitochondria to "elektrownie" komórki. Rybosomy to fabryki białek. Jądro to archiwum projektów białek. (Według oficjalnej biologii, jądro zarządza komórką, ale jeśli znasz wykłady dra Bruce'a Liptona o "nowej biologii", to już pewnie wiesz, że to ściema ;-J).
Organella z kolei składają się z białek, a one z aminokwasów połączonych w długie łańcuchy.

Tak więc głębiej są te wszystkie cząsteczki chemiczne (molekuły), którymi zajmuje się chemia i biochemia. Na pierwszy rzut oka w chemii istnieje cała masa różnych cząsteczek o dziwacznych nazwach. Samych cząsteczek różnych białek są już tysiące. Ale nigdy nie pozwól, by pojedyncze drzewa przesłoniły Ci las ;) Każda taka złożona cząsteczka też ma elementy składowe (i nie chodzi mi jeszcze o atomy, lecz o pewne grupy funkcyjne z nich złożone), które określają jej właściwości elektryczne (tak, cała chemia opiera się głównie na oddziaływaniach elektromagnetycznych), oraz przede wszystkim kształt. Gdy studiujesz chemię, zwracaj uwagę na geometryczne kształty cząsteczek, bo od nich sporo zależy. Cząsteczka może się składać z tych samych atomów, ale czasami zmiana położenia jednego z atomów potrafi zmienić zapach bananów w smród zdechłej ryby ;) albo wywołać anemię sierpowatą, zmieniając kształt czerwonych krwinek.
Aż chciałoby się rzec "Position is everything" :)

Podstawą chemii są oczywiście pojedyncze atomy i układ okresowy pierwiastków. I tu Twoja intuicja dobrze Ci podpowiada, tylko jeszcze musisz popracować nad jej precyzją hehe ;) Iż gdyż piszesz:

Cytat: Fair Lady
Czyli ukladu pierwiastkow. I tu pytanie, czy te pierwiastki to liczby pierwsze??

Nie, pierwiastki chemiczne to nie liczby pierwsze, ani nie mają za wiele wspólnego z pierwiastkami arytmetycznymi. Jednak podobieństwo nazwy nie jest przypadkowe: polskie słowo "pierwiastek" ma ten sam rdzeń, co "pierwotny" i "pierwszy" (w sensie "podstawowy", "elementarny"). Właśnie dlatego, że pierwiastki chemiczne są "pierwotne", są podstawą dla wszystkich innych złożonych substancji, jak klocki lego. Same są niepodzielne (chemicznie). Liczby pierwsze w arytmetyce również są jak "atomy dla liczb": są niepodzielne bardziej za pomocą dzielenia (choć już np. dodawanie i odejmowanie może tu dokonać swoistej alchemicznej transmutacji liczb hehe ;)), oraz są podstawą dla innych liczb, zwanych złożonymi właśnie dlatego, że można je złożyć z liczb pierwszych (mnożąc je ze sobą do kupy). Można nawet zauważyć pewne podobieństwo wzorów sumarycznych z chemii (np. H2SO4 czy C2H5OH) do rozkładu liczby na czynniki pierwsze (np. 23*32*5): oba zapisy mówią nam, z jakich podstawowych cegiełek (liczb pierwszych lub atomów pierwiastków chemicznych) liczba lub cząsteczka się składa i ile razy każdy z tych składników się w niej pojawia.

Także pierwiastki arytmetyczne nazywają się tak, a nie inaczej. W wielu językach ich nazwy nawiązują do czegoś pierwotnego, podstawowego (np. łac. "radix" = "korzeń", "podstawa", fr. "racine" = to samo). Tradycja sięga korzeniami (heh :)) do Starożytnej Grecji. Najlepiej to widać u Diofantosa z Aleksandrii, gdy wymienia kolejne "gatunki" (dziś powiedzielibyśmy "potęgi" lub "wymiary") liczb: pierwiastki, kwadraty, sześciany, dwukwadraty itd. Czyli nic innego jak: x, x2, x3, x4 itd. Pierwiastek jest więc prostym odcinkiem (bokiem kwadratu, krawędzią sześcianu itd.). Kwadrat jest dosłownie kwadratem jako dwuwymiarową figurą geometryczną (dwa pierwiastki = boki kwadratu wymnożone przez siebie). Sześcian to dosłownie sześcian jako bryła trójwymiarowa (trzy pierwiastki = krawędzie sześcianu wymnożone ze sobą). Jednak Grecy znali także inne figury i bryły odpowiadające liczbom :> Tzw. liczby figurowe (np. trójkątne, pięciokątne, sześciokątne itd.). Każda z nich ma swoje właściwości i jest przydatna do czegoś innego (np. liczby trójkątne pomagają szybko zsumować ciągi arytmetyczne i zrozumieć rachunek całkowy :>). Ale o tym w szkole już z reguły Ci nie powiedzą :P

Wracając jednak do tematu tych "pierwotnych cegiełek"...

Nawet atomy, które są podstawowe dla chemika, nie są już takie dla fizyka. Układ okresowy pierwiastków, jak sama nazwa wskazuje, jest okresowy: co ósmy pierwiastek ma dokładnie takie same właściwości chemiczne, jak ten 8 pozycji ("oktawę") przed nim, poza tym, że jest tylko troszkę "cięższy". Płyną z tego dwa interesujące wnioski:
1. Nie musisz znać całej tablicy okresowej :> Wystarczy, że wiesz, jak zachowuje się te pierwsze 8 i jak można je łączyć między sobą.
2. Ta cykliczność sugeruje, że atom ma jakieś "części składowe". Bo gdyby nie miał, to nie mielibyśmy tak wielu różnych atomów. Musi istnieć w ich wnętrzu coś, co może zmieniać konfigurację i powodować te różne właściwości. I fizycy odkryli w końcu, jak rozebrać atom na części składowe.
Dlatego właśnie dla fizyka atom nie jest już podstawowy. Składa się z jeszcze mniejszych elementów: elektronów, protonów i neutronów. I o ile protony i neutrony wydają się same mieć jakieś części składowe, to już elektrony jak dotąd zachowują się, jak prawdziwe idealne "atomy" (w sensie takim, o jakim pisał grecki Demokryt): nie da się ich już rozłożyć na nic prostszego. Dlatego większość fizyków uznało, że elektrony są punktami :P

Tak więc wygląda na to, że chcąc zejść do rzeczy prostszych i bardziej podstawowych, należałoby raczej kierować się w stronę fizyki właśnie, niż chemii czy biologii. Wszechświat ma strukturę fraktalną: obiekty wielkoskalowe składają się z mniejszych i prostszych, jak te drewniane ruskie baby (Matrioszki). I zgodnie z hermetyczną maksymą: "Jak na górze, tak na dole. Jak w środku, tak na zewnątrz". Przyroda stosuje te same wzorce w różnych skalach, bo jest oszczędna ;) Jeśli coś sprawdziło się dobrze w skali atomu, dlaczego miałoby się nie sprawdzić w skali komórki, planety, czy galaktyki? ;) Dlatego warto dostrzegać podobieństwa także pomiędzy różnymi skalami. Im więcej podobieństw, tym mniej wiedzy do ogarnięcia :>

Jednak nawet fizycy znają coś, co jest głębsze od ich dziedziny wiedzy, ponieważ używają tego na okrągło do formułowania swoich teorii, tworzenia modeli różnych zjawisk, opisywania świata, przewidywania wyników zjawisk za pomocą obliczeń i wyrażania ich ilościowo, czyli w liczbach. Tym czymś jest matematyka, czyli Międzygalaktyczny Język Wszechświata, jak ja ją nazywam :) Oczywiście na różnych planetach jej mieszkańcy mogli wynaleźć różne sposoby zapisywania matematyki (ba, nawet na naszej Ziemi mamy wiele różnych! :)) Jednak niezależnie od sposobów jej zapisywania czy wyrażania, same idee są zawsze te same w całym Wszechświecie.
Matematyka faktycznie jest królową nauk, bo leży u podstaw całej tej piramidy wiedzy. I nie mam tu na myśli jedynie "mielenia cyferek", bo matematyka to nie tylko liczby! To także geometria, logika, modelowanie, czyli precyzyjny język służący do formułowania myśli i operowania na nich. Lubię porównywać np. algebrę do języka programowania dla geometrii, bo właśnie tym ona jest: pozwala zapisywać symbolami różne geometryczne obiekty i operować na nich wedle jakichś reguł.

Oczywiście także matematyka ma wiele obszarów i odgałęzień, ale także w niej istnieją rzeczy, które są elementarne. Np. prawa logiki, liczby, czy zbiory. W zasadzie całość współczesnej matematyki stoi na teorii zbiorów (to, czy słusznie, to już temat na innego posta ;)). Ze zbiorów budowane są liczby i funkcje, a z nich równania, i tak dalej i dalej...

Wiele wskazuje też na to, że matematyka i geometria są także podstawą budowy świata fizycznego. Bo na pewnym etapie zagłębiania się w materię dochodzimy do momentu, gdzie rzeczy tracą już swoją solidność, namacalność i materialność. W końcu to, czy coś nazywamy "materialnym" i "solidnym", zależy tylko od tego, jak z tym czymś oddziałują inne obiekty. Nawet gdy czegoś "dotykamy", to tak naprawdę jest to oddziaływanie na odległość pomiędzy środkami atomów, poprzez roztaczające się wokół nich pola siłowe. Zupełnie tak, jak zbliżając do siebie te same bieguny magnesów poczujemy, jakby znajdowała się pomiędzy nimi jakaś twarda przeszkoda; jakaś "niewidzialna gumowa piłka".

Jednak tam głębiej, na poziomie kwantowym, atomy zbudowane są całkowicie z pustej przestrzeni (zgadza się: nie w 99%, jak się zazwyczaj podaje, lecz w 100%). Wszelkie oddziaływania pochodzą od fal mieszających się na różne sposoby i od rezonansowej wymiany energii pomiędzy nimi (zmiana energii na jakimś dystansie to właśnie siła, F = df/dx). Więc na tym najgłębszym poziomie zostajemy z rzeczami, które nie są już materialne (bo nie może być materialnym coś, z czego materia jest zbudowana; to by było błędne koło :P). I te rzeczy (fale uformowane z samej przestrzeni) są już obiektami w zasadzie czysto matematycznymi. Zostają nam tylko prawa geometrii i liczb. I ciężko mi sobie wyobrazić coś jeszcze głębszego, niż pustka :) To ona musi być źródłem wszystkiego, co obserwujemy w otaczającym nas świecie.
Wszystko, co widzimy, jest utkane z pustki :) (ale cóż to za misterna tkanina! 8*))
« Ostatnia zmiana: Listopad 16, 2012, 20:15:26 wysłana przez Leszek »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 16, 2012, 10:24:03 »
Cytat: Fair Lady
I tu pytanie, czy te pierwiastki to liczby pierwsze??

Ale tu Lucyfer jest ekspertem  ;)

Żaden ze mnie ekspert ale podrzucę ci koncepcje Walter'a Russell.
http://en.wikipedia.org/wiki/Walter_Russell

Podzielił pierwiastki na 9 oktaw.



Źródło: http://www.scribd.com/doc/45559746/A-New-Concept-of-the-Universe-by-Walter-Russell


.




« Ostatnia zmiana: Listopad 16, 2012, 20:15:02 wysłana przez Leszek »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 16, 2012, 16:45:17 »
Cytat: Lucyfer
Żaden ze mnie ekspert ale podrzucę ci koncepcje Walter'a Russell.
http://en.wikipedia.org/wiki/Walter_Russell
Podzielił pierwiastki na 9 oktaw.

O Russellu nie słyszałem, więc dzięki za linki ;) Jednak chyba nie był pierwszym z tymi oktawami. W ramach drobnego uzupełnienia zapodam taki fragmencik ze starego podręcznika do chemii (w nowych już nie spotkałem się, żeby o tym wspominali):

"Zanim Dymitr Mendelejew ogłosił prawo okresowości, którego graficznym wyrazem jest układ okresowy, kilku innych chemików było bliskich jego odkrycia. Należał do nich Newlands (czyt. Niulends), który w 1863 r. odkrył, że przy uszeregowaniu pierwiastków według wzrastających mas atomowych, co ósmy pierwiastek ma podobne właściwości (grupa helowców nie była jeszcze wówczas znana). Odkrycie swe nazwał prawem oktaw. Jednak gdy je zreferował na posiedzeniu Brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Chemicznego, spotkał się ze śmiechem i kpinami. Zebranych rozśmieszyło skojarzenie pierwiastków chemicznych ze skalą muzyczną. Prezydent Towarzystwa zapytał go: czy nie próbował Pan ustawić swoje pierwiastki alfabetycznie? Kiedy chciał opublikować swoje odkrycie, redaktor odrzucił pracę, jako nie nadającą się do druku. W 20 lat później to samo Towarzystwo nadało Newlandsowi medal im. Faraday'a."

Nie był to pierwszy i nie ostatni przypadek, gdzie ktoś proponował podobne teorie budowy materii, związane z jej właściwościami harmonicznymi i falowymi. I dość zaskakujące jest to, że za każdym razem różne Towarzystwa Naukowe i wydawcy pism naukowych reagowali na nie dokładnie tak samo: kpinami i cenzurą. Komuś najwyraźniej mocno zależy, żeby pewne informacje nie wypływały na światło dzienne.

Od siebie polecam jeszcze przyjrzeć się sprawie Johannesa Jakoba Balmera, który opracował wzór na linie widmowe Wodoru i w zasadzie wyznaczył kierunek dalszego rozwoju atomistyki, bo Rydberg i Bohr tylko wzięli i pozmieniali literki w jego wzorze, rozwijając go dokładnie według wskazówek zaproponowanych przez Balmera w jego pierwszej pracy. Dziś mówi się nam, że wzór Balmera był czysto empiryczny i znaleziony metodą prób i błędów. Ale to kłamstwo w żywe oczy. Balmer wyprowadził go wprost z harmonicznych właściwości atomu wodoru, i wcale nie metodą prób i błędów, lecz technikami geometrycznej analizy harmonicznej (tę technikę też ocenzurowano, w oficjalnych publikacjach brakuje kluczowych ilustracji, do których wyraźnie odwołuje się w tekście :P). Wokół jego prac też panuje spora cenzura, głównie ze strony Schustera, ówczesnego przewodniczącego Royal Institution, który aktywnie zwalczał harmoniczny model materii. Sporo czasu zajęło mi dotarcie do oryginalnych prac Balmera po niemiecku i przetłumaczenie ich (choć przydałoby się, żeby ktoś to jeszcze sprawdził), bo z oficjalnych tłumaczeń angielskich są wycięte kluczowe fragmenty i zamaskowane tak, żeby angielski czytelnik nie zauważył, że czegoś tam brakuje. Idąc tropem Balmera można odkryć całe naukowe podziemie, powiązane z dawnymi wyznawcami teorii falowej i poznać rzeczy, o których nie mówi się w szkołach ani nie pisze w podręcznikach.

« Ostatnia zmiana: Listopad 16, 2012, 20:14:43 wysłana przez Leszek »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 17, 2012, 07:08:47 »
Cytat: JAN
Przypomniała mi się taka myśl:
"Poznawanie Wszechświata najlepiej zacząć od siebie. Wszystko, co dalej - będzie już tylko łatwiejsze..."
"γνῶθι σεαυτόν" ("gnothi seauton", czyli "Poznajcie samych siebie").
Myśl bardzo piękna i głęboka ;)
Niestety jest też bardzo ogólna i abstrakcyjna, bo nie daje żadnej instrukcji w jaki sposób to zrobić.
Jak poznawać siebie? Jakimi metodami? Na co zwracać uwagę?

No i jest też trochę niepełna. Bo aby poznać siebie, czasami trzeba też trochę rozejrzeć się dookoła. Choćby przyjrzeć się rzeczom, które czynimy, i zmianom, jakie wywołujemy w świecie (bo nawet zimny trup, który leży i nic już nie robi, nadal coś robi: np. obniża temperaturę otoczenia i karmi sobą różne bakterie ;)).

Zazwyczaj na podobne hasła odpowiadam inną mądrą i głęboką myślą:
Gdybyśmy mogli zrozumieć wszystko wpatrując się jedynie w swoje wnętrze, to po co istniałoby zewnętrze? :D
Gdyby istniała tylko jedna, boska świadomość, nie mogłaby zrozumieć samej siebie, bez mechanizmu auto-refleksji, co dosłownie oznacza własne odbicie. Oko nie może zobaczyć samo siebie. Boska świadomość nie może doświadczyć siebie samej w pełnej krasie, by cieszyć się cudem stworzenia. Dlatego ta pojedyncza świadomość musi się podzielić. Potrzebuje wielu par oczu obserwujących się nawzajem, z różnych punktów widzenia (czyli nas ;)), by móc podziwiać własne dzieło stworzenia, odbite w lustrze zwanym rzeczywistością.

Dlatego moim zdaniem warto zachować równowagę pomiędzy implozją (wglądem w siebie) a eksplozją (wglądem w świat zewnętrzny), i wymiana informacji (energii) musi zachodzić w obie strony ;)
« Ostatnia zmiana: Listopad 17, 2012, 08:45:25 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 17, 2012, 12:05:23 »
Nie sadze, aby chodzilo tylko i wylacznie o poznawanie siebie. O wiele wazniejsze jest zaakceptowanie tego stanu, polubienie siebie takim jakim sie jest, wtedy zadne strzaly z zewnatrz nie trafia tak od razu w cialo (i dusze).

Cytuj
No i jest też trochę niepełna. Bo aby poznać siebie, czasami trzeba też trochę rozejrzeć się dookoła. Choćby przyjrzeć się rzeczom, które czynimy, i zmianom, jakie wywołujemy w świecie (bo nawet zimny trup, który leży i nic już nie robi, nadal coś robi: np. obniża temperaturę otoczenia i karmi sobą różne bakterie ).

No wlasnie ten trup... ale caly smietnik wookolo nas tez trzeba uprzatnac nie tylko "skafandry" - wiec, poznawanie Wszechswiata zacznijmy od posprzatania.
Do tego sluzy np. feng shui, no i sw. geometria ma sie rozumiec.  :tuptup:


Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #6 dnia: Listopad 17, 2012, 20:29:14 »
http://image.shutterstock.com/display_pic_with_logo/346294/346294,1253423242,1/stock-vector-structure-of-the-atom-37360888.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


To jest wersja wektorowa atomu.
A wezly widac jak na dloni, gdyz podobne sa do fraktalnych figur.


 :tuptup:

Offline chrumtataj

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #7 dnia: Listopad 18, 2012, 11:08:59 »
Ta są sfery i cylindry (rurki) przedstawione w postaci siatki wielokątów. Czym siatka zawiera mniej wielokątów, tym mniej dokładnie zobrazowuje docelowy obiekt i vice versa.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Teselacja

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #8 dnia: Listopad 18, 2012, 12:19:39 »
Klasyfikacje odwzorowań kartograficznych

Klasyfikując odwzorowania kartograficzne, najczęściej uwzględnia się kształt siatek kartograficznych oraz charakter zniekształceń odwzorowawczych. Za względu na kryterium kształtu siatek kartograficznych wyróżnia się następujące typy odwzorowań kartograficznych:
 
 
 •
azymutalne, w których równoleżniki odwzorowują się na koncentryczne okręgi, a południki w postaci pęku prostych, rys. 4a,

http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys04a_male-pop.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

 
Rys. 4a. Odwzorowanie azymutalne


 
•walcowe – równoleżniki odwzorowują się na odcinki linii prostych równoległych do osi y, południki na proste równoległe do osi x układu współrzędnych płaskich, rys. 4b,

http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys04b_male-pop.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

 
Rys. 4b. Odwzorowanie walcowe
  
•stożkowe – równoleżniki odwzorowują się na łuki okręgów koncentrycznych, południki w postaci pęku prostych, rys. 4c,

http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys04c_male-pop.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

 
Rys. 4c. Odwzorowanie stożkowe



 •pseudoazymutalne – równoleżniki odwzorowują się na koncentryczne okręgi, południki w postaci krzywych, rys. 4d,

http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys04d_male-pop.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

 
Rys. 4d. Odwzorowanie pseudoazymutalne


 •pseudowalcowe – równoleżniki odwzorowują się na odcinki linii prostych równoległych do osi y, południki na łuki krzywych, rys. 4e,

http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys04e_male-pop.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

 
Rys. 4e. Odwzorowanie pseudowalcowe


 •pseudostożkowe – równoleżniki odwzorowują się na łuki okręgów koncentrycznych, południki na łuki krzywych, rys. 4f,
Rys. 4f. Odwzorowanie pseudostożkowe

http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys04f_male-pop.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata



 •wielostożkowe – równoleżniki odwzorowują się na łuki okręgów ekscentrycznych, południki na łuki krzywych, rys. 4g.

http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys04g_male-pop.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


Rys. 4g. Odwzorowanie wielostożkowe

Ze względu na kryterium zniekształceń odwzorowawczych wyróżnia się odwzorowania:
 •izometryczne – nie występują żadne zniekształcenia,
•wiernokątne – kąty odwzorowują się bez zniekształceń,
•wiernopolowe – pola powierzchni są zachowane bez zniekształceń,
•wiernoodległościowe – długości w określonym kierunku zostają zachowane.
 
Mimo że izometryczne odwzorowania kartograficzne kuli lub elipsoidy w płaszczyznę nie istnieją, jest to bardzo ważny typ odwzorowań, ponieważ w płaszczyźnie obrazu mogą występować punkty lub linie odwzorowujące się izometrycznie, są to linie zerowych zniekształceń. Ma to istotne znaczenie w projektowaniu odwzorowań kartograficznych o możliwie najmniejszych zniekształceniach w zadanym obszarze.
Na osobną uwagę zasługują odwzorowania konforemne. Są to odwzorowania równokątne, których metoda konstrukcji oparta jest na teorii funkcji zmiennej zespolonej. W tworzeniu odwzorowań kartograficznych konforemnych ma zastosowanie twierdzenie o następującej treści: jeżeli na powierzchni oryginału – elipsoidzie lub sferze – wprowadzimy współrzędne izometryczne q i L oraz w płaszczyźnie obrazu współrzędne izometryczne x i y, to dowolne odwzorowanie konforemne jest określone związkiem
 
x + iy = f(z) = f(q + iL),
 
gdzie:
 
f(q + iL)
    
jest pewną funkcją analityczną zmiennej zespolonej o pochodnej różnej od zera. Siatka współrzędnych izometrycznych posiada taką własność, że jednakowe przyrosty współrzędnych powodują proporcjonalnie jednakowe przesunięcia liniowe punktów wzdłuż południków i równoleżników elipsoidy lub kuli i odwrotnie: jednakowe przesunięcia liniowe punktów wzdłuż południków i równoleżników powodują jednakowe zmiany współrzędnych zgodnie ze wzorem:
 
ds2 = σ2 (dq2 + dL2).
 
Ponieważ współrzędne geograficzne j, l na sferze oraz współrzędne geodezyjne B, L na elipsoidzie nie są współrzędnymi izometrycznymi, to w procesie tworzenia odwzorowań konforemnych tych powierzchni wprowadza się na nich tzw. szerokość izometryczną q.
 
Oprócz wymienionych wyżej typów odwzorowań należy wspomnieć o pewnych aspektach odwzorowań kartograficznych wynikających z różnych położeń powierzchni rozwijalnych na płaszczyźnie (walec, stożek) względem powierzchni kuli. W związku z tym wyróżnia się odwzorowania normalne, ukośne i porzeczne. Wymienione trzy aspekty odwzorowań kartograficznych ilustruje rys. 5.

http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys05_male.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

 

Rys. 5. Odwzorowania normalne, ukośne i poprzeczne


zrodlo: http://www.google.de/imgres?q=siatka+kartograficzna&hl=de&sa=X&biw=1366&bih=545&tbm=isch&prmd=imvns&tbnid=4rpqmkTlj6VCYM:&imgrefurl=http://geoforum.pl/%3Fmenu%3D46815,46852,46944%26part%3D2%26link%3Dmapy-krotki-wyklad-i-kartografia-matematyczna&docid=5j4YnyCaeHOnSM&imgurl=http://geoforum.pl/upload/KARTO_JB_rys05_male.jpg&w=420&h=350&ei=b7-oUOHLNc_esgbq2YDoCA&zoom=1&iact=rc&dur=369&sig=104696401212807482976&page=3&tbnh=159&tbnw=196&start=44&ndsp=26&ved=1t:429,r:68,s:0,i:278&tx=65&ty=114
« Ostatnia zmiana: Listopad 18, 2012, 12:30:25 wysłana przez Leszek »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #9 dnia: Listopad 18, 2012, 12:59:16 »
Wszystko fajnie, tylko nie rozumiem dlaczego to wkleiłaś. Czego to ma dotyczyć i jak się wiąże z niniejszym wątkiem? Może kilka słów wyjaśnienia?
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #10 dnia: Listopad 18, 2012, 14:31:22 »
Odpowiedz jest prosta, zaczynam analizowac to co napisales, czyli podstawowe pojecia zwiazane z fala. Na poczatku opisales obszernie o amplitudzie (m.In.).
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,1208.0.html
oraz (jeszcze w watku o "Perfumach" ;) poleciles pare linkow, do zapoznania sie z tematem. Powoli czytam to i ogladam. W jednym z tych wielu linkow natknelam sie na schemat animacyjny roznorodnego powstawania fal, ale przedstawiony byl (animacja) na bazie elipsy podzielonej na osiem czesci liniami.
//nie moge tego linku teraz na zawolanie odnalezsc - byl po angielsku//
I to mi sie skojarzylo z siatkami kartograficznymi, modelacja przestrzenna. Bo wlasnie w ten sposob koduje sie grafiki - gory brazowe, woda niebieskie itd.
Jak widzisz przenosze wiedze na plaszczyzne realnego swiata. Geofizyka.

Pisales, ze amplituda to wychylenie od stanu rownowagi. Gdy zaobserwujesz ulozenie terenu (geograficzne), to zauwazysz wlasnie takie odchylenia, do gory i w dol. Poza tym chodzilo mi o jednostki, zwroc uwage w jakich jednostkach opisane sa siatki, ktore zamiescilam.

Ja nie koncze, lecz wlasnie zaczynam analize, od amplitudy, bo pojawia sie w wielu naukach takie okreslenie (nie tylko w teorii). Warto wlasnie czasem pokazywac jakie to wszystko ma zastosowanie w codziennym zyciu.
Powolutku rozwijam klebek, aby nauczyc sie, a moze i innych.

Nastepnie opisze faze (ale tez zwroc uwage na jednostki!) A moze napiszesz cos jako dodatek? Byloby milo.  :tuptup:



Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #11 dnia: Listopad 18, 2012, 17:05:52 »
Cytat: Fair Lady
W jednym z tych wielu linkow natknelam sie na schemat animacyjny roznorodnego powstawania fal, ale przedstawiony byl (animacja) na bazie elipsy podzielonej na osiem czesci liniami.
Masz na myśli coś w tym stylu?:

http://hyperphysics.phy-astr.gsu.edu/hbase/music/imgmus/mem.gif
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

(Źródło: http://hyperphysics.phy-astr.gsu.edu/hbase/music/cirmem.html )

Jeśli tak, to te rysunki przedstawiają dwuwymiarowe fale stojące powstałe na okrągłej membranie.
W pierwszym wymiarze (np. drgająca struna gitary) fale stojące dzielą się po długości na równe części:

Okrągła membrana ma o jeden wymiar więcej do dyspozycji, więc fale stojące mogą się na niej układać w bardziej złożone kształty, wzdłuż każdego z dostępnych wymiarów współrzędnych biegunowych:
Promieniście: czyli wzdłuż promieni koła. Wtedy każdy węzeł fali stojącej jest koncentrycznym okręgiem. Wszystkie takie okręgi są w równych odległościach od siebie, jak na tarczy strzelniczej.
Obwodowo: czyli wzdłuż obwodu koła. Wtedy każdy węzeł fali stojącej jest linią prostą przechodzącą przez środek membrany. Także tutaj koło musi być podzielone jak tort na jednakowe części.
Oraz dowolna kombinacja tych dwóch kierunków. Kilka przykładów było na tej pierwszej ilustracji.
Te dwa sposoby tworzenia się fal stojących mogą się nakładać na siebie w dowolne kombinacje, dzieląc koło na równe części zarówno promieniście, jak i obwodowo. Kształty, które z nich powstają, nazywane są harmonikami kołowymi (ang. "circular harmonics" lub "circular modes"). Czasami też można spotkać nazwę figury Chladniego, od nazwiska uczonego, który demonstrował te wzory falowe na metalowych płytkach wprawianych w drgania za pomocą smyczka. Na płytkach rozsypywał sól lub piasek, który podczas drgań gromadził się w węzłach fal stojących (jako jedynych spokojnych i niedrgających), tworząc podobne wzorce jak te, które widać powyżej.

W trzech wymiarach fale mają do dyspozycji całą objętość i tworzą wtedy harmoniki sferyczne. Mogą dzielić objętość kuli zarówno wzdłuż promienia (na wzór warstw cebuli), albo wzdłuż południków i równoleżników.

Cytat: Fair Lady
I to mi sie skojarzylo z siatkami kartograficznymi, modelacja przestrzenna.
Wyobraźnia i intuicja to przydatne narzędzia i nawet dobrze Cię prowadzą, we właściwych kierunkach. Tylko jak narazie mało precyzyjnie. Bo od skojarzenia obrazków "bo wyglądały podobnie" do zrozumienia dlaczego wyglądają podobnie i zrozumienia zjawisk nań przedstawionych jeszcze daleka droga. Nie piszę tego, by Cię zniechęcić, tylko wręcz przeciwnie: by zachęcić Cię do dokładniejszego zgłębiania tego, co podsuwa Ci intuicja, by zrozumieć gdzie Cię prowadzi. Ja też korzystam często z intuicji, nieraz już inspirowała mnie do fajnych odkryć ;) ale też wiem, że intuicja to nie wszystko. Ona tylko wskazuje miejsce, gdzie mniej więcej należy kopać ;)

Twoja intuicja dobrze Ci podpowiada, że te mapy kartograficzne mają coś wspólnego z falami stojącymi w większej liczbie wymiarów, jednak nie mówi co one mają wspólnego ;) więc pozwól, że Ci to wyjaśnię:

Linie siatek kartograficznych rozmieszcza się na powierzchni sfery, dzieląc ją w równych odstępach od siebie, w każdym z dostępnych wymiarów współrzędnych sferycznych (szerokość i długość geograficzna). Każdy południk jest podzielony w równych odstępach między biegunem północnym, równikiem, a biegunem południowym. I podobnie równik i równoleżniki dzielone są po obwodzie w równych odstępach.
Węzły fal stojących na powierzchni sfery także muszą dzielić ją (południkowo i równoleżnikowo) w równych odstępach, by początkowy węzeł mógł pokryć się dokładnie z końcowym węzłem. Początek i koniec fali musi mieć tę samą wartość (amplitudę) w miejscu połączenia, bo inaczej byłby tam gwałtowny uskok (nieciągłość).
Jednak na tym podobieństwo się kończy. Wynika ono tylko z faktu użycia tego samego sposobu podziału przestrzeni na równe części (układów współrzędnych), a nie z podobieństwa samych zjawisk. Bo mimo, że na kuli ziemskiej wytyczamy sobie takie siatki współrzędnych, nie pokrywają się one z żadnymi falami na powierzchni Ziemi ;) W przypadku map, te siatki istnieją tylko w naszej wyobraźni i na mapach. Natomiast w przypadku harmonik sferycznych są wyznaczane faktycznymi węzłami fal stojących, jako miejsca, które pozostają w spoczynku i nie drgają.

Kiedyś ktoś tutaj podawał podobne porównanie obrazów komórek nerwowych (neuronów) w ludzkim mózgu i supergromad galaktyk we Wszechświecie w ogromnej skali kosmicznej. Na oko rzeczywiście wyglądały uderzająco podobnie. Jednak podobieństwo wizualne nie musi oznaczać podobnego działania. Komórki mózgowe gromadzą ładunki elektryczne i wymieniają się nimi, tworząc nasze myśli. Ale czy można twierdzić podobnie o gromadach galaktyk? Czy one także gromadzą impulsy elektryczne i wymieniają się nimi? Oczywiście, że nie, bo taki impuls potrzebowałby miliardów lat na przebycie choćby jednej gromady galaktyk wzdłuż, a co dopiero całej ich sieci. Być może gromady galaktyk wymieniają się jakąś informacją w inny sposób (nadświetlny?), jednak należałoby to najpierw wykazać, by móc mówić o analogii. Łatwiej jednak moim zdaniem byłoby znaleźć prawo, które odpowiada za formowanie się zarówno galaktyk, jak i sieci neuronowych, w takie właśnie kształty. Czegoś, co je porządkuje w taki sposób. Póki co jednak analogia kończy się na podobieństwie wizualnym niet

Cytat: Fair Lady
Bo wlasnie w ten sposob koduje sie grafiki - gory brazowe, woda niebieskie itd.

Tak. Za pomocą skali kolorów można kodować różne rzeczy. Od wysokości terenu, poprzez rozkłady temperatur, aż po opady czy zaludnienie. Dlatego sam rozkład kolorów jeszcze nic nie znaczy. Trzeba zdefiniować skalę i wyjaśnić, jakim zjawiskom odpowiadają poszczególne kolory. Przykładowo gdy mapuje się funkcje matematyczne (takie jak funkcje falowe), z reguły kolorami oznacza się poszczególne fazy:
Kolor czerwony z reguły oznacza "zgodną fazę", czyli 0 stopni kątowych, początek cyklu lub jego koniec (bo w obu fala ma tę samą wartość).
Kolor przeciwny do niego w kole barw, czyli turkusowy, oznacza zwykle "przeciwfazę", czyli 180 stopni kątowych; środek cyklu.
Kolor żółtozielony jest na kole barw w połowie drogi między czerwonym a turkusowym, więc oznacza fazę 90 stopni kątowych, czyli kwadraturę fazy (1/4 cyklu). I podobnie kolor fioletowy to 270 stopni, czyli "trzecia kwadra" (naprzeciwko tej pierwszej).

Dodatkowo jasnością koloru oznacza się wartość amplitudy:
Kolor czarny (zerowa wartosć danego koloru) to zerowa amplituda (węzeł fali).
Pełne nasycenie danego koloru to maksymalne wychylenie (amplituda).
Gdy nie interesuje nas dokładny kąt fazowy, a jedynie to, czy fala wychyla się aktualnie na plus, czy na minus, można użyć skali dwukolorowej, takiej jak ta, której użyłem tutaj:

Czerwone miejsca wychylają się na plus, niebieskie na minus, a czarne to poziom równowagi (zero).
Oczywiście wszelkie takie skale kolorów są umowne, podobnie jak podziałki. Te techniki obrazowania nie są też zarezerwowane wyłącznie dla fal, czy dla map geograficznych. Używa się ich bardziej ogólnie, do mapowania różnego rodzaju funkcji matematycznych, pól skalarnych, symulacji fizycznych itp. Dlatego zawsze trzeba te sprawy określić, by dało się odczytać taki wykres.

Cytat: Fair Lady
Jak widzisz przenosze wiedze na plaszczyzne realnego swiata. Geofizyka.
Jak dla mnie to raczej dryfujesz od tematu na coraz odleglejsze mielizny ;) Wiedza, którą podałem w tamtych wątkach, jest bardzo konkretna. Na tyle konkretna, na ile konkretne są np. fale na wodzie. Nie trzeba używać żadnych analogii, można je sobie przecież wyobrażać bezpośrednio. Więc po co mieszać w to geografię i kartografię? Nie mam pojęcia ;)

Cytat: Fair Lady
Pisales, ze amplituda to wychylenie od stanu rownowagi. Gdy zaobserwujesz ulozenie terenu (geograficzne), to zauwazysz wlasnie takie odchylenia, do gory i w dol.
Jasne. Ponieważ to, co opisujesz, dotyczy wszelkich map wysokościowych. Nie tylko tych geograficznych. Jak już pisałem, mapowanie funkcji to pojęcie bardziej ogólne. To, że kartografowie też z nich korzystają, to jeszcze nie powód żeby robić z tego halo ;) Każdą funkcję matematyczną, w której jakaś zmienna zależy od dwóch innych zmiennych, możesz zobrazować jako mapę wysokościową. Na przykład tak jak tu:
http://www.dplot.com/examples/surface-plot-perspective-projection.png
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


Cytat: Fair Lady
Poza tym chodzilo mi o jednostki, zwroc uwage w jakich jednostkach opisane sa siatki, ktore zamiescilam.
W radianach. W takich jednostkach podaje się wszelkie kąty. Bez względu na to, czy chodzi o kąty fazowe jakichś fal, czy południki na kuli ziemskiej. Podziałka kątowa jest bardziej związana z użytym układem współrzędnych biegunowych, niż z falami ;)

Cytat: Fair Lady
Ja nie koncze, lecz wlasnie zaczynam analize, od amplitudy, bo pojawia sie w wielu naukach takie okreslenie (nie tylko w teorii).
Bo dotyczy ono wielu rzeczy, czasem nawet nie związanych z falami. Słowo "amplituda" pochodzi od łacińskiego "amplus" i oznacza dosłownie "wielki", "rozległy". Więc dotyczy "wielkości", "rozpiętości", "natężenia", "zakresu". Nie tylko fal. Można mówić także np. o amplitudzie temperatur.

Cytat: Fair Lady
Nastepnie opisze faze (ale tez zwroc uwage na jednostki!)
Przecież już to zrobiłem ;) W wątku Podstawowe informacje o falach
Ale jeśli czegoś tam jeszcze nie rozumiesz, to zadaj konkretniejsze pytania, a postaram się wyjaśnić ewentualne wąpliwości nieco dokładniej.

Cytat: Fair Lady
A moze napiszesz cos jako dodatek? Byloby milo.  :tuptup:
Wiadomo ;) Tylko że czekam narazie aż przetrawisz to co jest, bo widzę, że jeszcze się trawi, a nie chcę Cię przytłaczać zbyt dużą porcją informacji. Jeśli masz jakieś wątpliwości, pytaj śmiało. Lepiej zapytać, niż tracić czas na przypadkowe błądzenie ;)
« Ostatnia zmiana: Listopad 18, 2012, 17:09:13 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #12 dnia: Listopad 18, 2012, 18:44:09 »
Cytuj
Wiadomo Tylko że czekam narazie aż przetrawisz to co jest, bo widzę, że jeszcze się trawi, a nie chcę Cię przytłaczać zbyt dużą porcją informacji. Jeśli masz jakieś wątpliwości, pytaj śmiało. Lepiej zapytać, niż tracić czas na przypadkowe błądzenie
Wiesz, a byc moze wlasnie juz kiedys przetrawilam to co mi kladli, a teraz szukam SAMA drogi.

Jasne, ze masz racje, ale dalej nie rozumiesz o co chodzi "zwyklasowi". Chodzi o ZASADY gry. I skoro prezentujesz nieskonczone ilosci grafik, to ja pytam tylko o podstawy, o jednostki weryfikacji tego wszystkiego.
Czyli -

a) kartografia sluzy do zrozumienia siatki (membrany), pola (albo formularzu w inf.)
b) a potem sa osie opisane, aby "zwykly mogl sie w tym znalezc
c) gdy te a) i b) sa spelnione - wtedy DOPIERO mozna mowic o TEORII czegokolwiek

Zwykle ZASADY matematyki.

Wiec, pytam jeszcze raz w jakich jednostkach opisujesz i WERYFIKUJESZ funkcje.

Dlatego wprowadzilam (m.in.) nauke o KARTOGRAFII, aby pokazac, ze ekran komputera jest tylko 2D. Aby umiec zastosowac wiedze, trzeba myslec przynajmniej w 3D.

http://www.geograf.pl/Szkola/mainWspolrzedne_pliki/image003.gif
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


Zawsze zaczynam nauke od ZERA!

Offline Monika

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 77
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #13 dnia: Listopad 18, 2012, 20:51:42 »

Jednak tam głębiej, na poziomie kwantowym, atomy zbudowane są całkowicie z pustej przestrzeni (zgadza się: nie w 99%, jak się zazwyczaj podaje, lecz w 100%). Wszelkie oddziaływania pochodzą od fal mieszających się na różne sposoby i od rezonansowej wymiany energii pomiędzy nimi (zmiana energii na jakimś dystansie to właśnie siła, F = df/dx).
Atomy są zbudowane w 100% z przestrzeni? Możesz to wyjaśnić?
Fala jest materią czy nie? A węzeł fali jest? Czy węzeł drga czy nie drga, bo myślę że drga, bo trudno nie drgać jak te amplitudy skaczą wokół.

Więc na tym najgłębszym poziomie zostajemy z rzeczami, które nie są już materialne (bo nie może być materialnym coś, z czego materia jest zbudowana; to by było błędne koło :P).
Dlaczego? Przecież dom jest z cegieł?

I te rzeczy (fale uformowane z samej przestrzeni) są już obiektami w zasadzie czysto matematycznymi. Zostają nam tylko prawa geometrii i liczb. I ciężko mi sobie wyobrazić coś jeszcze głębszego, niż pustka :) To ona musi być źródłem wszystkiego, co obserwujemy w otaczającym nas świecie.
Wszystko, co widzimy, jest utkane z pustki :) (ale cóż to za misterna tkanina! 8*))
Czy nie jest tak, że tutaj zaczyna się święta geometria? Haramein chyba coś mówił, że pustka nie jest wcale pusta.

Ze zbiorów budowane są liczby i funkcje, a z nich równania,
Chyba zbiory zbudowane są z liczb?

Wytłumacz mi bardzo prosto co to jest funkcja, bo nigdy tego nie rozumiałam.
W życiu pełni się jakąś funkcję, czy w matematyce jest podobnie?

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 18, 2012, 20:56:18 »
Moni
Cytuj
A węzeł fali jest? Czy węzeł drga czy nie drga,

Nie drga. A potem mozna zaczynac wg jednostek dojsc do temperatury tzw. krytycznej. Hibernacja! :tuptup:

Offline Monika

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 77
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 18, 2012, 21:08:56 »
Moni
Cytuj
A węzeł fali jest? Czy węzeł drga czy nie drga,
Nie drga. A potem mozna zaczynac wg jednostek dojsc do temperatury tzw. krytycznej. Hibernacja! :tuptup:
A ja myślę, że drga i napisałam czemu.
Poza tym czemu to się nazywa węzeł? Węzeł kojarzy mi się z supłem, a animacja fali z tymi punktami stojącymi przypomina raczej skakankę :)

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 18, 2012, 21:12:57 »
Wezly to te czerwone punkty <dens.
Bardzo wazne w nauce. Bo to sa te "punkty zerowe", ale o tym juz sa inne watki :tuptup:

//Wezel jest tym centrum, do ktorego wpycha sie informacje! ;)//


Offline Monika

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 77
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 18, 2012, 21:16:05 »
 
Wezly to te czerwone punkty <dens.
Nie jestem blondynką!  :-X Przecież o to właśnie mi chodzi. Czy ty mnie czytasz?

Bardzo wzne w nauce. Bo to sa te "punkty zerowe", ale o tym juz sa inne watki :tuptup:
Które wątki są o tych punktach zerowych? Punkt zerowy nie może drgać?
Co tak ciągle tupiesz? Nosi cię?
« Ostatnia zmiana: Listopad 18, 2012, 21:17:38 wysłana przez Monika »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #18 dnia: Listopad 18, 2012, 21:19:04 »
Tak nosi mnie. Bo wezly to sa jednostki mierzalne, jak np. w nawigacji morskiej. a ty co? Nigdy na morzu nie byla??
Bo ... czasem fajne chlopaki nawiguja tymi statkami°° :tuptup:


Offline Monika

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 77
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #19 dnia: Listopad 18, 2012, 21:24:16 »
Bo ... czasem fajne chlopaki nawiguja tymi statkami°° :tuptup:
Faktycznie cie nosi.
Pisałaś o innych wątkach. prosiłam o wskazanie.
Ok, poczekam na odpowiedź SasQ.

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #20 dnia: Listopad 18, 2012, 21:31:58 »
 :tuptup:
Jest taki zeglarz //nie myl z Sindbadem ;)// nazywa sie Marko Rodin.
On tu bardzo obszernie jest wspominany (i nawet ma snieznobiala podkoszulke! WOW! tym mnie wzial :pocieszacz:)

Poczytaj. Nie dosc, ze o zerowym punkcie nawija, to jeszcze o innych :serce:

Zajrzyj, Ty choc nie jestes blondynka, jestes tu dluzej i czytasz chyba trud chlopakow, czy nie?

 :oczko:

Ania

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #21 dnia: Listopad 18, 2012, 21:59:13 »
Kiedyś teoretyzowałam, a dziś mam pewność - tam, gdzie pojawiają się kobiety, pojawia się i ruch!  ;D Tylko nie zaplączcie się w tych linach i węzłach i uważajcie na rafy koralowe! Serdeczności od lebiody matematycznej  :tuptup:  :D:

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #22 dnia: Listopad 18, 2012, 22:18:15 »
Rozpatrując ruch Ziemi dokoła Słońca, z powodzeniem możemy traktować Ziemię i Słońce jako obiekty punktowe. Przybliżenia powyższego nie możemy, oczywiście, stosować, gdy interesujemy się podróżami na Ziemi: Ziemia jawi się nam wówczas jako kula. W wielu sytuacjach cząsteczki i atomy mogą być uważane za obiekty punktowe. Dopiero gdy zdolność rozdzielcza postrzegania jest dostatecznie duża, zaczynamy dostrzegać ich strukturę. Analizując budowę atomu, możemy z kolei jądro atomowe i elektrony traktować jako punktowe. Zwiększając zdolność rozdzielczą, stwierdzamy, że jądro ma skończone wymiary. Możemy uważać je za kulkę o rozmiarach 10-15 m wypełnioną protonami i neutronami. Protony i neutrony zbudowane są z kwarków. A kwarki? A elektrony? Z doświadczenia wiemy, że elektrony nie mają struktury aż do odległości rzędu 10-18 m. Założenie punktowości prowadzi jednak do wielu komplikacji w teorii. Może elektron to też mała kulka? Dotychczas ilekroć stwierdzaliśmy strukturę jakiegoś obiektu, pierwszym dobrym przybliżeniem było przyjęcie, że jest to kulka - obiekt trójwymiarowy. Otóż w teorii strun zakłada się, że elektron i inne cząstki elementarne są obiektami jednowymiarowymi - strunami o długości rzędu 10-35 m. W artykule tym przedstawimy pewne idee leżące u podstaw teorii strun. Teoria ta ma opisywać wszystkie znane oddziaływania fundamentalne w jednolity sposób, czyli pretenduje do miana teorii unifikującej wszystkie oddziaływania. Napisaliśmy "pretenduje", ponieważ jest to dopiero pewną (bardzo pociągającą z teoretycznego punktu widzenia) hipotezą. Na doświadczalne potwierdzenie lub odrzucenie tej teorii musimy jeszcze poczekać. Początki teorii strun sięgają 1968 roku, natomiast pierwsze konsystentne sformułowania i zastosowania do opisu cząstek elementarnych pochodzą z lat 1981-84.

http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,539.0.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #23 dnia: Listopad 18, 2012, 22:21:38 »
Hipoteza holograficznego wszechświata, którą dwa lata temu zaproponował astrofizyk Craig Hogan z amerykańskiego FermiLab, wstrząsnęła naszym rozumieniem czasoprzestrzeni. Amerykański naukowiec zapostulował bowiem, że trzeci wymiar w zasadzie nie istnieje i jest jedynie holograficznym złudzeniem, które może nas mamić jedynie z powodu ograniczonej prędkości światła (dokładnie pisaliśmy o tym rok temu). Mimo kontrowersji zdobyła sobie popularność i uznanie wielu naukowców, rozwiązywałaby bowiem wiele zagadek i paradoksów, między innymi związanych z istnieniem czarnych dziur - od opisu których zresztą wzięła swój początek. Praktycznym skutkiem przyjęcia takiego modelu wszechświata jest to, że posiada on (podobnie do czarnej dziury) płaski, tak zwany horyzont zdarzeń, zaś całe wnętrze jest właśnie hologramem, będącym odbiciem informacji zapisanej na powierzchni horyzontu. Innym skutkiem takiej budowy wszechświata byłaby ziarnistość czasoprzestrzeni (co przeczy obecnemu pojmowaniu jej jako ciągłego kontinuum), podobna do ziarna obrazu na kliszy, czy pikseli obrazu komputerowego.

http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,505.0.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #24 dnia: Listopad 19, 2012, 06:01:08 »
Cytat: Fair Lady
Wiesz, a byc moze wlasnie juz kiedys przetrawilam to co mi kladli, a teraz szukam SAMA drogi.
Jest to dobre, nawet bardzo, gdy już wiesz, co chcesz znaleźć, i masz jasno sprecyzowany cel podróży.
Jednak z tego co obserwuję po Twoich postach, narazie badasz teren i zastanawiasz się, w którą stronę by tu pójść. Najpierw chciałaś się kierować w stronę wektorów i kodów binarnych, później chemii, później zaczęłaś interesować się falami, teraz widzę znów jakaś kartografia, układy współrzędnych... Brawa dla Ciebie za chęć własnego poszukiwania. Jednak jako wieloletni poszukiwacz pozwól, że coś Ci doradzę z własnego doświadczenia.

Na świecie panuje ogromny chaos i dezinformacja. Internet jest tego kulminacją, ale i wcześniej dało się go odczuć. Szczególnie, gdy ludzie nie rozumieją czegoś, snują całą masę różnych teorii na ten temat. To naturalny proces, testowanie różnych rozwiązań i sprawdzanie, które z nich zadziała. Jednak nie jest to zbyt sprzyjające innym, którzy pragną zgłębić tę wiedzę, bo zostają nagle przytłoczeni ogromną jej ilością, wieloma wersjami tej samej rzeczywistości, a to szybko robi im mętlik w głowie i prowadzi do konfuzji.

Gdy chcesz nauczyć się grać w szachy, możesz postawić pionki na szachownicy, poczytać o regułach gry i zacząć eksperymentowanie. Choć zasady są proste, to rozgrywka wymaga już sporego doświadczenia. I być może po wielu latach opanujesz już różne strategie gry, ale będzie to wymagało wielu lat testowania różnych rozwiązań, z których większość okaże się nie działać.
Ale możesz też poprosić jakiegoś szachowego mistrza, np. Garriego Kasparova, by pomógł Ci z tymi szachami. On ma już te lata prób za sobą, więc może Ci od razu powiedzieć, które strategie są słabe, a które sprawdzają się dobrze, i jak grać żeby wygrywać (bo on to już potrafi). W ten sposób zaoszczędzisz mnóstwo czasu, który musiałabyś stracić na testowanie niedziałających rozwiązań (gdy jeszcze nie wiesz, które są te niedziałające). On to wie, i może Cię pokierować we właściwą stronę, nawet jeśli ostatecznie to Ty będziesz się uczyć tego, co Ci wskaże.

Dlatego twierdzę, że w tych wczesnych etapach nauki warto znaleźć sobie jakiegoś mistrza. Kogoś, kto na jakimś temacie zjadł już zęby i potrafi się odnaleźć w tym gąszczu, bo ma już to wszystko poukładane, oraz ma w tym temacie doświadczenie praktyczne, bo się nim ciągle zajmuje. Taki ktoś pozwala zaoszczędzić sporo czasu, bo nie musisz wtedy tracić czasu na wymyślanie koła od nowa i badanie rozwiązań, które na pewno nie zadziałają. Ten ktoś wie już, które ścieżki prowadzą na manowce, więc może Ci wskazać kierunki najbardziej owocne w odpowiedzi.
Oczywiście nie mówię tu, że trzeba go ślepo słuchać i przyjmować od razu do głowy wszystko, co on powie. Dystans zawsze się przydaje. Ale taki ktoś może Ci pomóc w odsianiu informacji nieistotnych od tych, które są kluczowe, a później już sama odkryjesz to, co jest do odkrycia, bo już będziesz wiedzieć, w którym miejscu kopać.

W moim życiu miałem wielu nauczycieli. Czasami byli bardzo dobrzy, a czasami bardzo kiepscy (niestety z przewagą tych drugich, bo dobry nauczyciel to prawdziwy skarb). Przykładowo, jeszcze w technikum dostawałem jedynkę za jedynką ze sprawdzianów z matematyki i ledwo domykałem półrocze. Na studiach było podobnie -- tam to dopiero był Sajgon! :P Ledwo udało mi się przez to przepłynąć, i choć potrafiłem rozwiązać różne zadania, nic a nic z nich nie rozumiałem. Nie wiedziałem, dlaczego stosuje się tę technikę, a nie inną, albo z czego wynika dany wzór. Po studiach te tematy ciągle mnie dręczyły i zacząłem uczyć się ich sam, z Internetu. Najpierw próbowałem z Wikipedii, ale tam to dopiero jest chaos i matematyczne żygowiny! niet Później próbowałem z różnych forów internetowych o matematyce i grup dyskusyjnych, ale tam to głównie siedzą studenciki, które same niewiele kumają, ale opanowali do perfekcji techniki rozwiązywania i teraz się tym puszą ;)
Aż w końcu trafiłem na nagrania video wykładów z MIT, Stanforda, Caltechu itp., i wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że najlepiej jest się uczyć od mistrzów. Dopiero z ich wykładów zacząłem to wszystko kumać.

Przez całe życie nie nauczyłem się więcej fizyki, niż przez tydzień oglądania genialnych wykładów prof. Waltera Lewina z MIT. Gość przypomina trochę tego zwariowanego doktorka z filmu "Powrót do przyszłości", nie tylko z wyglądu ;) Widać, że fizyka i eksperymentowanie go bawią, i jest też dobry z przekazywania wiedzy (także matematycznej). Często też eksperymentuje na sobie ;) Tutaj jest krótkie video pokazujące jego wyczyny ;)

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=7Zc9Nuoe2Ow" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=7Zc9Nuoe2Ow</a>

Jeśli chcesz kiedyś dobrze nauczyć się fizyki, i znasz w miarę dobrze język angielski (albo masz dobry słownik pod ręką), polecam obejrzeć wszystkie jego wykłady ;)
Jednak zanim trafiłem na wykłady Waltera Lewina, wcześniej obejrzałem całą serię filmów edukacyjnych z Caltechu, pod tytułem "The Mechanical Universe and Beyond". Z nich też bardzo dużo się nauczyłem, szczególnie jeśli chodzi o wzory matematyczne. W tym filmie dosłownie "żonglują wzorami": wzory przekształcają się na twoich oczach, dzięki czemu możesz nauczyć się jak to się robi ;) W dodatku każdy symbol we wzorze jest dokładnie wyjaśniany i wiadomo, skąd się bierze.
Szczególnie polecam dwa pierwsze odcinki, w których jest o różniczkowaniu, odcinek piąty o wektorach, i siódmy o całkach.

Cytat: Fair Lady
Jasne, ze masz racje, ale dalej nie rozumiesz o co chodzi "zwyklasowi". Chodzi o ZASADY gry. I skoro prezentujesz nieskonczone ilosci grafik, to ja pytam tylko o podstawy, o jednostki weryfikacji tego wszystkiego.
Ty też prezentujesz sporo grafik, jednak w przeciwieństwie do mnie nie wyjaśniasz, dlaczego je wrzucasz i co mają wspólnego z tematem (poza kilkoma wyjątkami, gdzie Cię o to prosiłem). A obrazki wrzucam dlatego, że są lepsze, niż goły tekst. I dlatego, że gdy wrzucałem sam tekst, zakładając, że czytelnik ma dość wyobraźni, by sobie wyobrazić to, o czym piszę, to założenie często mnie zawodziło. Jeśli jednak ilustracje nadal są dla Ciebie zbyt niejasne, to po prostu dopytaj o szczegóły i o to, co one przedstawiają, zamiast wylewać swoją frustrację ;) bo to drugie nie przybliża Cię do odpowiedzi ani o piczy włos, a zadawanie pytań i drążenie jak najbardziej.

Wszystko da się zrozumieć, jeśli się to robi we właściwej kolejności. Niestety widzę, że masz jakąś dziwną skłonność do wprowadzania we wszystko chaosu. Skaczesz po tematach jak pasikonik, a później narzekasz, że nie możesz ich pojąć. No więc właśnie dlatego. Wiedza łatwiej wchodzi, gdy jest uporządkowana i podawana w odpowiedniej kolejności. Wspominałaś, że studiowałaś metodykę nauczania, więc zakładam, że to wiesz, dlatego nie rozumiem, czemu nie próbujesz tego zastosować w nauczaniu samej siebie.

Bardzo dobrze, że dążysz do podstaw, bo to na nich się wszystko opiera. Jednak z jednej strony piszesz o dążeniu do podstaw, a z drugiej strony uciekasz od tych podstaw do jakichś innych tematów, bardziej konkretnych i mniej podstawowych, a to może Cię mocno rozpraszać. Artystyczny nieład może inspirować artystę, ale rzadko inspiruje kogoś, kto dopiero poznaje nowe tematy.

Pozostanie jednak pytanie, jak głęboko chcesz zejść z tymi podstawami. Bo tak jak napisałem w pierwszej odpowiedzi w tym wątku, każda dziedzina wiedzy ma swoje podstawy, ale one niekoniecznie muszą być podstawami w innych dziedzinach -- tam może się okazać, że one składają się z rzeczy jeszcze bardziej podstawowych. Przykładowo z tego co wiem jak dotąd, zjawiska falowe są podstawą wszelkich zjawisk fizycznych. Jednak chcąc dobrze zrozumieć nawet podstawy zjawisk falowych, trzeba zejść jeszcze głębiej: do matematyki i jej podstaw. Więc musisz się określić, czy jesteś zainteresowana zejściem tak głęboko. Jeśli tak, to uzbrój się w cierpliwość, bo właśnie przygotowuję conieco o podstawach całej matematyki i liczb (także Twoich ulubionych wektorów), ale to może jeszcze nieco potrwać.

Cytat: Fair Lady
a) kartografia sluzy do zrozumienia siatki (membrany), pola (albo formularzu w inf.)
O właśnie, o takim czymś mówię: Najpierw piszesz o podstawach (układy współrzędnych), i słusznie, ale nagle wyskakujesz z jakimiś formularzami w "informatyce" (co ma informatyka do formularzy? informatyka to nauka o informacji, nie musi mieć nic wspólnego ani z grafiką komputerową, ani z komputerami w ogóle), albo z membranami, czyli konkretnymi zastosowaniami układów współrzędnych. To tak, jakbyś chciała kogoś uczyć o podstawach muzyki i nutach, wyskakując mu z analizami symfonii Mozarta i jak on te nuty zastosował i gdzie. Albo ucząc młodego murarza o cegłach zaczynała od opowiadania, w jakim słynnym budynku zastosowano dany rodzaj cegły. Moim zdaniem takie informacje tylko wprowadzają niepotrzebny zamęt i to właśnie one zaciemniają wiedzę, bo odciągają uwagę od podstaw do tych konkretnych przypadków użycia sugerując, że są one jakieś szczególne, mimo że nie są, bo tę wiedzę da się zastosować także do wielu innych przypadków.

Oczywiście znajomość jednostek i układów współrzędnych się przydaje, jednak wtedy trzeba się zdecydować, co my właściwie chcemy studiować: fale? układy współrzędnych? matematykę? jednostki miar? liczby? kartografię? geometrię? bo inaczej wyjdzie nam z tego taki "groch z kapustą", że już nikt nic z tego nie zrozumie.

Galileusz powiedział kiedyś coś bardzo mądrego: że NAGROMADZENIE DANYCH TO JESZCZE NIE NAUKA. Bo dane to tylko suche fakty, które same w sobie jeszcze nic nie znaczą. Nie wystarczy więc zebrać wszystko do kupy w jednym miejscu "bo było podobne". Teraz trzeba się zastanowić, dlaczego było podobne. Znaleźć wspólne wzorce, które jednoczą te wszystkie dane. Znaleźć strukturę wiedzy (bo każda wiedza ma strukturę i bez niej jest bałagan). Dopiero gdy te wszystkie fakty uporządkujesz, wyrafinujesz i wyciągniesz esencję, pojawia się zrozumienie.

Jeśli chcesz zacząć od układów współrzędnych, to tutaj też coś Ci polecę (coś, co dotyczy wszelkiej wiedzy, nie tylko układów współrzędnych):
Każda wiedza ma swoje źródło. W przypadku kartografii i układów współrzędnych, tym źródłem był Kartezjusz (Rene Descartes), bo to on usystematyzował wiedzę starożytnych Greków na temat pomiarów i po raz pierwszy wprowadził układy współrzędnych w takiej postaci, w jakiej znamy je dziś. Więc warto przejrzeć jego prace na ten temat (np. "La Geometrie").
Zwłaszcza, że współcześnie układy współrzędnych są błędnie rozumiane, bo ludzie już nie opierają się na tej dawnej wiedzy (na źródłach), nie sięgają do antycznych korzeni, uważając je za "przestarzałe" i "nieaktualne". Zamiast tego wynajdują swoje "interpretacje", jak im się wydaje, że to działa, tylko pogłębiając chaos i niezrozumienie, gdy na dodatek próbują tego uczyć innych ludzi (aż chciałoby się rzec: "Prowadził ślepy kulawego" <bez>). I tak jest w ogromnej większości dziedzin współcześnie, dlatego polecam szukać źródeł wiedzy, jej korzeni, tych historycznych. Tam zwykle kryją się dużo lepsze odpowiedzi, niż te, które powstały później, współcześnie.

Cytat: Fair Lady
b) a potem sa osie opisane, aby "zwykly mogl sie w tym znalezc
c) gdy te a) i b) sa spelnione - wtedy DOPIERO mozna mowic o TEORII czegokolwiek

To, co piszesz, ma sens. Jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Jak już wspominałem w innym poście, są dwa podejścia prezentowania wiedzy, między którymi nie potrafię zdecydować.
Pierwsze polega na przechodzeniu od szczegółów do ogółu. Od obserwowania konkretnych zjawisk, poprzez ich analizę, modelowanie, opis matematyczny, budowanie teorii, aż do zrozumienia podstaw, na których to zjawisko się opiera. Do miejsca, gdzie wszystkie te zjawiska zaczynają się łączyć, dzięki wspólnym podstawom. Takie podejście z reguły bardziej odpowiada ludziom, bo łatwiej im zrozumieć rzeczy, które są bliższe ich codziennym doświadczeniom, konkretom. Wymaga jednak rozpoczynania od bałaganu, który następnie się porządkuje, wyławiając wzorce. Nie jest to mój ulubiony sposób pracy, bo nic mnie bardziej nie drażni, niż bałagan :-P ale najwyraźniej to podejście bardziej przemawia do większości ludzi.
Drugie podejście polega na rozpoczynaniu od podstaw (aksjomatów) i wyprowadzanie z nich kolejno całej reszty teorii, łącząc te podstawowe elementy w bardziej skomplikowane twory tak, jak domy buduje się z cegieł. To podejście bardziej lubię i najchętniej właśnie tak bym zrobił: zaczął od zera i budował kolejne rzeczy w sposób uporządkowany od samego początku. Jednak takie podejście z reguły jest mniej zrozumiałe dla większości ludzi (poza uczonymi, dla których taki sposób budowania teorii jest codziennością), bo zaczyna od pojęć, które są zazwyczaj bardzo abstrakcyjne i odległe od konkretów, z którymi ludzie mają do czynienia w swych codziennych doświadczeniach.

Fajnie, że chciałabyś, abym zaczął od podstawowych definicji (np. w przypadku fal). Ale gdy tak właśnie robiłem, żaliłaś się, że wprowadzam jakieś niezrozumiałe pojęcia, mało konkretne, i zaczęłaś wrzucać rzeczy bardziej "przyziemne", jak te siatki kartograficzne. To jest właśnie ten efekt, o którym mówię: pojęcia podstawowe, takie jak faza fali czy jej amplituda są zazwyczaj nieco abstrakcyjne i ludziom ciężko jest je przyswoić. Przykładowo mógłbym Ci teraz powiedzieć, że równanie opisujące Wszechświat wygląda tak:
[ ]2 Y = 0
i nawet wyjaśnienie, że jest to operator Laplace'a z funkcji falowej przyrównany do zera niewiele by Ci powiedział, choć dla mnie jest to najprostszy możliwy sposób, i najbardziej zwięźle zapisany, na przedstawienie esencji tego, jak działa Wszechświat. Absolutne podstawy jego działania, z których można wyprowadzić wszystko inne. Niestety aby zrozumieć ten zapis, potrzebna jest spora porcja wiedzy o poszczególnych składnikach tego równania i ich działaniu. To równanie, czyli miejsce, w którym aktualnie stoję, jest zbyt odległe od wszystkiego tego, co może wiedzieć przeciętny człowiek. Potrzeba sporo wiedzy, by przejść od miejsca, gdzie on/ona się znajduje, do miejsca, gdzie znajduję się ja, byśmy mogli się zrozumieć.

Dlatego podejrzewam, że najlepszym wyjściem byłoby nie zaczynanie od podstaw Wszystkiego, lecz od podstaw w znaczeniu "rzeczy łatwych", i stopniowe przesuwanie się do tych "mniej łatwych". Rzeczy "łatwe" to te, z którymi mamy do czynienia na codzień.

Zgodnie z tym, co napisałem w pierwszym poście w tym wątku, najlepiej byłoby zacząć od podstaw matematyki, czyli od liczb, mierzenia, geometrii, a także tych Twoich układów współrzędnych, i tak też wkrótce postaram się zrobić. A gdy już dowiemy się, jak działają liczby i co mają wspólnego z geometrią, i co mają z tym wszystkim wspólnego przekształcenia algebraiczne we wzorach, będziemy mogli zająć się falami. Mam nadzieję, że to rozwiąże ten problem.

Cytat: Fair Lady
Zwykle ZASADY matematyki.
Dokładnie. Dlatego od matematyki właśnie najlepiej byłoby zacząć.
Zwłaszcza, że jest to zwykle najsłabiej rozumiany temat przez większość "zwykłych ludziów" ;) Nawet, jeśli wydaje im się, że doskonale go rozumieją. Uprzedzam, że pisząc w ten sposób nie mam na celu nikogo urazić. Po prostu widzę na codzień, jak ludzie, którzy uważają, że już dawno zrozumieli arytmetykę czy algebrę, nie potrafią udzielić odpowiedzi na proste pytania o rzeczy podstawowe. Np. z czego wynika kolejność działań? Dlaczego minus razy minus daje plus? Dlaczego 0.9999... = 1? Czy zero jest parzyste, nieparzyste, czy żadne z powyższych? Skoro twierdzą, że tak świetnie znają arytmetykę, dlaczego nerwowo rozglądają się za kalkulatorem, gdy się im każe pomnożyć 98*99 albo podać kwadrat liczby 23? Dlaczego nie potrafią w pełni wykorzystać mocy systemu dziesiętnego, skoro uczyli się o nim już w podstawówce? A dalej jest tylko gorzej, bo niezrozumienie takich właśnie podstaw jest przykrywane kolejnymi warstwami niezrozumienia, gdy dochodzimy do algebry, rachunku różniczkowo-całkowego, wektorów, liczb urojonych itd. Oczywiście ludzie ci potrafią sobie radzić z obliczeniami, stosując wyuczone techniki. Jednak to, że potrafią coś policzyć, nie musi jeszcze oznaczać, że rozumieją ten proces. Można nauczyć kogoś wypowiadania kilkudziesięciu popularnych zdań po chińsku i taki ktoś będzie w stanie np. zapytać o drogę, albo zapłacić w chińskim sklepie, mimo że nie ma pojęcia o języku chińskim i nie rozumie tego, co mówi. Podobnie wygląda sprawa z matematyką czy fizyką we współczesnym świecie, w którym ludzie odcięli się już od korzeni tej wiedzy i przestali je rozumieć. Mnie zajęło kilka lat znalezienie odpowiedzi na powyższe pytania, oraz całą masę innych, i uporządkowanie wiedzy o matematyce i fizyce na nowo.

Cytat: Fair Lady
Wiec, pytam jeszcze raz w jakich jednostkach opisujesz i WERYFIKUJESZ funkcje.
1) Jakie/które funkcje?
2) Co to znaczy "weryfikować" funkcję?

Cytat: Fair Lady
Dlatego wprowadzilam (m.in.) nauke o KARTOGRAFII, aby pokazac, ze ekran komputera jest tylko 2D. Aby umiec zastosowac wiedze, trzeba myslec przynajmniej w 3D.
No i znowu: co ma do tego akurat ekran komputera? Wiele różnych rzeczy jest tylko dwuwymiarowe. Kartka papieru, powierzchnia kuli ziemskiej, a nawet rzeczy mniej związane z przestrzenią: kombinacje ubioru, gdy masz w szafie kilka różnych sukienek i kilka różnych par butów (buty będą jednym wymiarem, sukienki drugim, i można je zestawić jako punkty w układzie współrzędnych).

W zasadzie to liczba wymiarów nie jest nawet jakąś wrodzoną właściwością danego obiektu, lecz raczej wiąże się z tym, jak go postrzegamy. Przykładowo dowolne miejsce (punkt) na powierzchni sfery możemy opisać za pomocą dwóch liczb (wymiarów): długości i szerokości. Jeśli jednak chcemy wziąć pod uwagę krzywiznę tej powierzchni, potrzebujemy do tego już trzech wymiarów. Wszystko zależy od tego, ile informacji potrzebujemy w naszym modelu. Podobnie np. pociąg jadący wzdłuż torów kolejowych z Warszawy do Łodzi można opisać jednym wymiarem: odległością od jednej z tych stacji. Ale jeśli w naszym modelu ważną rolę odgrywają zjawiska na zakrętach, lub krzyżowanie się z innymi torami, to wtedy potrzebujemy już dwóch wymiarów, a może nawet trzech. W dodatku wymiary te nie muszą nawet być przestrzenne. Jeśli potrzebna nam jest informacja o liczbie pasażerów w każdym odcinku trasy, to będzie to kolejny wymiar, mimo że nie opisuje przestrzeni.

To, że ekran komputera jest "tylko 2D", również nie musi być przeszkodą, bo istnieją metody rzutowania, czyli przedstawiania czegoś na mniejszej liczbie wymiarów w taki sposób, by nadal kluczowe informacje były widoczne (np. za pomocą perspektywy lub izometrii, albo tych Twoich siatek kartograficznych). Trzeba tylko uważać (zwłaszcza z tą kartografią), bo takie rzuty z reguły zniekształcają jedne wymiary kosztem dokładniejszego odwzorowania innych. Niektóre rzuty zachowują rozmiary, zniekształcając kąty. Inne zachowują kąty, zniekształcając rozmiary. Jeszcze inne (jak perspektywa) zniekształcają wszystko, ale ułatwiają wyobrażanie sobie czegoś (bo obraz wygląda na kartce podobnie, jak na siatkówce naszego oka).
Można też używać innych wymiarów, niż przestrzenne, by zobrazować ich więcej, niż mamy dostępne. Np. choć ekran monitora komputerowego ma tylko dwa wymiary przestrzenne, można zakodować informację o trzecim wymiarze za pomocą koloru, o czym wspominałem już poprzednio. Skala kolorów może odpowiadać wysokości/odległości od ekranu (lub wgłąb niego), tak jak na mapach wysokościowych.

Cytat: Fair Lady
Zawsze zaczynam nauke od ZERA!
I słusznie :) Bo od zera wszystko się zaczyna, włącznie z całym naszym Wszechświatem i opisującymi go liczbami ;)
« Ostatnia zmiana: Listopad 19, 2012, 06:36:52 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #25 dnia: Listopad 19, 2012, 09:17:52 »
Cytat: Monika
Atomy są zbudowane w 100% z przestrzeni? Możesz to wyjaśnić?
Służę uprzejmie :)

Zazwyczaj w różnych filmach o atomach pada stwierdzenie, że atom to w 99% pusta przestrzeń, bo uczeni twierdzą, że elektrony są cząstkami punktowymi, które okrążają jądro atomu w bardzo dużej odległości (porównywalnie). A samo jądro jest około 2000 razy mniejsze od średnicy atomu. Natomiast pomiędzy tymi wszystkimi obiektami jest bardzo dużo pustki. Być może widziałaś kiedyś takie przedstawienie tej sytuacji (np. w filmie "What The *bleep* do we know?!"), gdzie jądro atomu przedstawia się jako jabłko na środku murawy stadionu piłkarskiego, a elektrony okrążające to jądro ukazuje się jako zawodników biegających wokół boiska, po bieżni dla biegaczy, w dużej odległości od jabłka. Pomijając chwilowo, że ten model jest kompletną nieprawdą, ma on przekonać nas, że w atomie ogromna większość przestrzeni jest pusta, i tylko tu i ówdzie latają sobie jakieś maleńkie cząstki.

Ja z kolei poszedłem na całość i twierdzę, że atom składa się w 100% z pustki, ponieważ pustka jest tkaniną, z której atom jest uformowany w całości. Wyobraź sobie stół, na którym spoczywa obrus. Ten obrus będzie symbolizował naszą pustą przestrzeń. Możesz nawet narysować sobie na nim siatkę współrzędnych, jeśli chcesz przypodobać się koleżance Fair Lady ;) Taka przestrzeń rzeczywiście jest pusta, bo jest wszędzie jednorodna i nie ma w niej nic, co by się wyróżniało. Ale gdy uformujesz z tego obrusa w jakimś miejscu jakąś zmarszczkę, fałdkę (czyli falę = zaburzenie ośrodka), to właśnie w Twojej przestrzeni pojawiło się "coś" :) Takich fałdek możesz uformować znacznie więcej (tak wiele, na ile wystarczy Ci obrusa ;)), i zaczną one tworzyć już jakąś konkretną geometrię, jakieś kształty, pomimo że w dalszym ciągu jest to jedynie pofałdowana pustka 8*) Ale te fałdki mogą się już przemieszczać, przenikać się nawzajem, a nawet (w pewnych szczególnych warunkach) kolidować ze sobą i odbijać się od siebie zupełnie tak, jakby były materialnymi "cząstkami" :) Możesz uformować z nich kształty, które będą zachowywać się zupełnie, jak nasze atomy. Ale cały czas będzie to w 100% obrus (czyli pustka) i nic więcej.

Cytat: Monika
Fala jest materią czy nie?
Nie. Jeszcze nie.
Ale żeby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw trzeba określić, czym właściwie jest materia.

Gdy rozpędzisz się głową w ścianę zeby, prędzej czy później ściana zatrzyma Twój ruch (co z reguły może trochę zaboleć ;-J). Stwierdzisz wtedy, że ściana jest bardzo twarda i materialna. "Materialnym" nazywamy zazwyczaj to, co koliduje z inną materią i nie pozwala jej się przenikać na wylot. Np. promień światła latarki nie nazwalibyśmy materialnym, bo możemy wsadzić w niego rękę bez przeszkód. Jednak są też rzeczy, które zaliczamy do materialnych, choć możemy przez nie w pewnym stopniu "przenikać": np. możesz włożyć rękę w strumień wody z kranu. Oczywiście woda wtedy ustąpi miejsca ręce i zacznie ją opływać dookoła. Podobnie gdy wsadzasz rękę w powietrze: ustępuje ono miejsca ręce. A więc inną właściwością materii jest to, że nie lubi ona zajmować tego samego miejsca. Jeśli jakaś materia zajmuje już jakąś przestrzeń, trudniej zmusić inną materię, by tam się znalazła.
Ale i to nie jest dobrym opisem materii. Bo np. możesz mieć wiadro pełne piasku po same brzegi, a mimo to uda się tam wlać jeszcze trochę wody. Nawet gdy jest tam już pełno piasku i wody, nadal można dolać tam trochę alkoholu (oto dowód, że na alkohol zawsze znajdzie się miejce  :D:). Jednak gdy przyjrzysz się tej sytuacji pod mikroskopem, zauważysz, że woda po prostu wypełnia puste miejsca pomiędzy ziarenkami piasku. Podobnie alkohol wypełnia puste miejsca pomiędzy cząsteczkami wody (rozpuszcza się w niej).

Tak więc by mierzyć ilość materii, nie wystarczy ocenić jej objętość. Bo w tej samej objętości można zmieścić różne ilości materii. Mówimy wtedy o różnej gęstości. Np. śnieg zajmuje więcej przestrzeni, niż woda powstała z jego roztopienia, ale materii jest tam nadal tyle samo. Podobnie dwa chleby mogą "na oko" mieć jednakową wielkość, ale jeden z nich będzie mieć mniej "chlebowej materii", bo w środku będzie miał wielki bąbel powietrza :P Żeby nie dać się nabrać, trzeba dodatkowo zważyć taki chleb. Bo okazuje się, że ciężar ciała jest jakoś powiązany z ilością materii w nim zawartej. Dwa razy więcej ciasta chlebowego waży również dwa razy więcej. W tej samej objętości wiadra można zmieścić więcej wody w postaci płynu, niż w postaci śniegu, co łatwo sprawdzić "na wagę". Jeśli coś zajmuje tyle samo miejsca, ale więcej waży, to znaczy, że w tej samej przestrzeni upchane jest więcej materii, czyli ma ona większą gęstość.

Znamy więc już jeden sposób określania ilości materii: ważenie.
Drugi sposób polega na wprawianiu jej w ruch: do wprawienia w ruch większej ilości materii potrzeba większego wysiłku.
Okazuje się, że oba te sposoby mierzenia materii są równoważne i dają te same wyniki, choć są to różne sposoby. Dlaczego tak jest? To wyjaśnię innym razem, a tym czasem możesz spróbować sama nad tym pogłówkować ;)

Tak więc okazuje się, że materialność rzeczy rozpoznajemy po ilości materii, jaką zawierają. A ilość materii rozpoznajemy po ODDZIAŁYWANIACH z nią.

Ważenie to nic innego, jak sprawdzanie, ile siły potrzeba na powstrzymanie przyciągania ziemskiego (siły, z jaką Ziemia przyciąga do siebie tę materię). Ciężar jest siłą, która zależy od masy ciała (ilości materii w nim zawartej): obiekty posiadające "więcej materii" są przyciągane z większą siłą w stronę Ziemi.
Rozpędzanie to również działanie siłą: musimy coś popchnąć, by wprawić to coś w ruch. I okazuje się, że im więcej materii ma jakiś obiekt, tym trudniej go rozpędzić. Im bardziej my naciskamy na niego, tym bardziej on wydaje się naciskać na nas.

Wracamy więc do sytuacji z głową i ścianą: gdy rozpędzisz się w stronę ściany, w momencie "zderzenia" materialna ściana zadziała siłą na Ciebie i powstrzyma Twój ruch. Wydawałoby się, że "natychmiastowo", ale jednak to hamowanie trwa jakiś ułamek sekundy, podczas którego zwalniasz gwałtownie od pełnej prędkości do zera. I właśnie wtedy odczuwasz siłę działającą od ściany na Twoją głowę.

Ale przecież podobnie działają magnesy, gdy spróbujesz zbliżyć je jednoimiennymi biegunami do siebie: w pewnym momencie napotkasz pewien opór, pewną siłę, która sprawia wrażenie, jakby między magnesami znajdowała się jakaś niewidzialna bariera. Można nawet odnieść wrażenie, że jest ona materialna, choć niczego tam nie widać.
I to właśnie jest rozwiązanie zagadki:
Materialność to coś, co ciała ROBIĄ, a nie to, jakie one . Materialność to zjawisko dynamiczne. Opiera się na oddziaływaniu. Podobnie jak magnesy odpychają się od siebie, działając siłą na siebie nawzajem i zatrzymując ruch jednego w stronę drugiego, podobnie atomy, z których zbudowana jest ściana, odziałują na odległość (choć bardzo niewielką) z atomami Twojej głowy; działają siłą (elektryczną), która powoduje, że wyhamowują swój wzajemny ruch. To, co nazywamy "zderzeniem" lub "kontaktem", tak naprawdę nie jest żadnym kontaktem, bo atomy stale oddziałują na siebie na odległość. Jednak gdy ta odległość jest bardzo duża, to siła tego oddziaływania jest tak mała, że nie jesteśmy w stanie jej odczuć (inne siły od sąsiednich atomów są znacznie większe). Ale w miarę, jak Twoja głowa zbliża się do ściany, to przy pewnej mikroskopijnej odległości siły elektryczne są już na tyle duże, że atomy ściany wyhamowują atomy Twojej głowy. Trwa to ułamek sekundy i zachodzi na odległości rzędu mikrometrów, jednak nigdy się nie "zderzają": trzymają się na dystans.

To właśnie dlatego nie możesz wsadzić głowy w ścianę. I to własnie dlatego strumień wody czy powietrza omija Twoją rękę i unika zajmowania tej samej przestrzeni, co ona: ich wzajemne oddziaływania odpychają je od siebie i uniemożliwiają wnikanie wgłąb siebie nawzajem.

Więc to, czy coś jest materialne, czy nie, nie jest własnością danego obiektu, lecz opisem jego interakcji z innymi takimi obiektami. Gdyby nie te interakcje, obiekty mogłyby bez przeszkód przenikać się nawzajem i zajmować tę samą przestrzeń. Każdy, kto kiedyś próbował napisać grę komputerową, mógł to zjawisko zaobserwować :) Bo można narysować na ekranie komputera jakiegoś ludka i ziemię, po której on ma stąpać, ale dla komputera to są tylko obrazki. Nic nie stoi na przeszkodzie, by się nawzajem przenikały. Aby ziemia stała się równie materialna dla ludka, jak to obserwujemy w prawdziwym świecie, musimy wyjaśnić komputerowi "prawa fizyki" i zaprogramować go tak, że gdyby dwa ruchome obrazki za bardzo się do siebie zbliżyły, ma je "wyhamować". Zupełnie tak samo, jak atomy wewnątrz ściany wyhamowują atomy Twojej głowy, gdy zanadto się do siebie zbliżą.

I zupełnie tak samo jest z "grą komputerową", w której żyjemy, i nazywamy Wszechświatem: Obiekty uformowane całkowicie z pustej przestrzeni mogłyby bez trudu przenikać się nawzajem. I rzeczywiście fale tak właśnie robią w większości przypadków: przenikają się. Taka sytuacja jest dla nich domyślna, naturalna. Aby mogły sprawiać dla nas wrażenie materialnych, i żeby nie przenikały się nawzajem, muszą ze sobą jakoś oddziaływać, różnymi siłami, wzajemnie się wyhamowując, gdy zanadto się do siebie zbliżą. W przypadku fal dzieje się tak, gdy mają podobną częstotliwość. Wtedy zachodzi zjawisko REZONANSU. Gdy fale wibrują na zbliżonych częstotliwościach, mogą wymieniać między sobą energię, czyli oddziaływać ze sobą za pomocą siły; "wyczuwać się" nawzajem. Na podobnej zasadzie, jak struny głosowe śpiewaczki operowej mogą przypadkiem wibrować na podobnej częstotliwości, jak kieliszek na stole, i wtedy dzięki rezonansowi zaczną między sobą wymieniać energię: kieliszek przechwyci energię ze strun głosowych śpiewaczki i wpadnie w drgania, które mogą być słyszalne dla nas, albo nawet spowodować, że kieliszek się roztrzaska. Zadziała to tak, jakby z gardła śpiewaczki wyleciało coś "materialnego" i "uderzyło" w kieliszek. Czasami nawet da się odczuć ten rezonans także od strony nadawcy: gdy trafisz na właściwą częstotliwość i nagle czujesz, jakby coś "wysysało" Twoją energię :) Podobne zjawisko znane jest radiowcom: gdy wiele odbiorników radiowych sprzęgnie się częstotliwościowo z nadajnikiem, czasami da się zmierzyć gwałtowny spadek mocy nadajnika, jakby ktoś wysysał z niego energię. Dzieje się tak właśnie dlatego, że sprzężenie częstotliwości (rezonans) tworzy jakby bezpośredni kanał wymiany energii między nadawcą a odbiorcą, umożliwiając jej swobodny przepływ.

I teraz wracając do pytania "czy fale są materialne?".
Fale same w sobie nie są materialne. To jedynie zmarszczki uformowane z pustej przestrzeni. Mogą się swobodnie przenikać.
Ale gdy fale drgają na podobnych częstotliwościach i wpadną ze sobą w rezonans, wtedy zaczynają ze sobą wymieniać energię, czyli oddziaływać siłami (bo siła to zmiana w energii, F = dE/dx). A gdy oddziałują siłami, by wyhamowywać się nawzajem i utrzymywać na dystans, przestają już tak łatwo się przenikać, co daje nam wrażenie ich materialności.

Właśnie to miałem na myśli, gdy napisałem, że obiekty materialne nie mogą same się składać z materii. Albo inaczej: to, co stanowi materię, samo nie może być materialne. Musi być mechanizmem, który wywołuje wrażenie materialności.


Cytat: Monika
A węzeł fali jest?
Też nie ;)
Węzeł fali to tylko jakieś miejsce w przestrzeni (punkt), które jest spokojne i nie drga.
Jednak fale mają skłonność dążyć do sytuacji, w której węzły fal wypadają w tych samych miejscach. Albo inaczej: węzły są jedynymi miejscami, którymi dwie fale mogą się ze sobą "zetknąć" i połączyć w większą falę. Więc węzły fal w pewnym sensie odgrywają tu pewną rolę w tworzeniu wrażenia materialności: gdy coś przestraja częstotliwość fal w taki sposób, że ich węzły fal musiałyby się "rozjechać", natychmiast pojawiają się składowe biegnące, które kierują się w przeciwną stronę i starają się przestroić fale z powrotem w taki sposób, by ich węzły nadal się pokrywały. A fale biegnące to nic innego, jak wymiana energii, czyli oddziaływanie siłą ("rozmowa" fal ;)). Za ich pomocą fale próbują uzgodnić nowy stan równowagi (kompromis ;)). Czasami trzeba dostarczyć im odpowiedniej dawki energii (czyli częstotliwości), by przestroić je w taki sposób, by ich węzły wypadały w zupełnie nowych miejscach, tworząc inną konfigurację geometryczną (inny kształt sieci krystalicznej czy wiązań w cząsteczce). Właśnie na tym opiera się cała ta "kwantowość" fizyki kwantowej :)

Gdy wywierasz nacisk na atomy w sieci krystalicznej, to fale atomów w Twoim palcu oddziałują z falami atomów w sieci i węzły ich fal stojących zaczynają się rozjeżdżać (rozstrajać), a to powoduje powstawanie fal biegnących w przeciwną stronę, by przywrócić równowagę. Stąd właśnie bierze się wrażenie, że sieć krystaliczna naciska siłą na Twój palec, czyli wrażenie materialności.

Cytat: Monika
Czy węzeł drga czy nie drga
Nie drga. Dlatego właśnie jest węzłem.

Cytat: Monika
Poza tym czemu to się nazywa węzeł? Węzeł kojarzy mi się z supłem
To bardzo dobrze Ci się kojarzy, i właśnie od tego ta nazwa się wzięła ;)
Węzły to miejsca, gdzie struna może być przyczepiona (np. przywiązana) do czegoś (np. do gwoździa wbitego w ścianę, do mocowań gitary itp.). Możesz sobie wyobrażać, że w miejscach, gdzie są węzły, drgająca struna jest "przybita" i te miejsca się nie poruszają. Stoją cały czas w tym samym położeniu. Mogą się za to "obracać" (tak jak węzeł/supeł na gwoździu), dlatego fragmenty sznurka wystające z węzła na boki mogą już się poruszać i drgać ;)

Zauważ, że te czerwone punkty na tej animacji nie przemieszczają się. Tkwią ciągle w tych samych miejscach. Ich wychylenie (amplituda) zawsze wynosi 0 (musi tak być, bo tylko wtedy taki węzeł może być do czegoś zamocowany). Jedyne, co zmienia położenie, to czarne fragmenty struny.

Cytat: Monika
bo myślę że drga, bo trudno nie drgać jak te amplitudy skaczą wokół.
No właśnie: wokół. Jeśli przesuniesz się z węzła nieco na lewo, albo na prawo, to tam już zaczną się pojawiać jakieś delikatne drgania. Im dalej się przesuniesz, tym większe. Ale sam węzeł jest miejscem spokojnym, gdzie nic nie drga. Jest jak oko cyklonu: jedyne miejsce, gdzie wiatr nie hula, choć hula wszędzie dookoła ;)

Oczywiście węzeł jest miejscem, czyli matematycznym punktem, a więc jedynie pewną ideą. Gdy mówimy o punktach, to mamy na myśli samo miejsce, bez rozmiaru. Punkt nie ma części składowych. Możesz ustalić sobie dwie granice po obu stronach węzła (punktu) i zbliżać się do niego od obu stron. Zauważysz wtedy, że na każdej z granic drgania robią się tym słabsze, im bliżej tego punktu się przybliżysz. Ale dopiero, gdy obie granice się spotkają w tym punkcie, stając się pojedynczą barierą, drgania ustają całkowicie.

W rzeczywistym świecie węzły fali stojącej nie są tak do końca punktami, bo obiekty materialne mają swoje skończone rozmiary (a punkt, jak już mówiłem, nie może mieć rozmiarów). Dlatego w rzeczywistym świecie, gdy masz sobie np. strunę gitary i przyciśniesz ją palcem do progu, tworząc tam węzeł fali, będziesz nadal wyczuwać palcem drgania struny w tym węźle. Ale to dlatego, że Twój palec nie jest punktem: ma jakieś rozmiary. Więc obejmuje nie tylko sam węzeł (miejsce, które nie drga), ale też pewien mały obszar wokół węzła, gdzie drgania już istnieją.

Podobnie np. miejsce zamocowania strun do gitary, które w teorii też są węzłami i powinny nie drgać zupełnie, minimalnie drgają, bo gitara nie jest idealnie nieruchoma, podobnie jak atomy w śrubach mocujących i progach. Zawsze jakieś drobne drgania przedostają się tamtędy i wprawiają w ruch całe pudło gitary. Energia drgających strun "przecieka" tamtędy i odpływa ze struny. (Również poprzez jej kolizje z powietrzem, w którym ona drga.). Więc ze struny po pewnym czasie odpłynie cała energia w otaczającą ją przestrzeń i struna się zatrzyma. Gdyby węzły były w idealnym spoczynku, zamocowane nieskończenie silno, by nie mogły się przesująć ani o piczy włos, to w takich idealnych warunkach struna mogłaby drgać nieskończenie długo.

Cytat: Monika
Cytat: SasQ
Więc na tym najgłębszym poziomie zostajemy z rzeczami, które nie są już materialne (bo nie może być materialnym coś, z czego materia jest zbudowana; to by było błędne koło :P).
Dlaczego? Przecież dom jest z cegieł?
Tak, ale mnie chodziło o ten poziom najgłębszy. O cegiełki materii. Dom jest zbudowany z cegieł, cegły z gliny, glina z atomów, a atomy z elektronów, protonów i neutronów. Ale w pewnym momencie musisz powiedzieć "stop", bo inaczej utoniesz w nieskończonej piramidzie coraz mniejszych części składowych. Musi istnieć pewna granica, gdzie obiekty materialne są już najmniejszymi "cegiełkami materii", i takie cegiełki już same nie składają się z innej materii. Wtedy właśnie okaże się, że wrażenie materialności powstaje jako efekt oddziaływań między poszczególnymi takimi "cegiełkami", i że one same nie są już materialne. Bo (przypomnę) "materialność" to coś, co materia robi, a nie coś, czym ona jest.

Cytat: Monika
Cytat: SasQ
Wszystko, co widzimy, jest utkane z pustki :) (ale cóż to za misterna tkanina! 8*))
Czy nie jest tak, że tutaj zaczyna się święta geometria?
Dokładnie tak :) Bo geometria nie jest materialna. Kształty geometryczne to pewne idee, które istnieją w naszych głowach. Gdy mówimy "punkt", to mamy na myśli jakieś miejsce, które sobie wybraliśmy, a nie jakiś fizycznie istniejący obiekt. Podobnie gdy mówimy o linii, mamy na myśli wyobrażoną linię łączącą jakieś dwa miejsca, a nie coś, co faktycznie tam się znajduje (choć może się tam znajdować coś "przez przypadek", np. jakaś rurka, drut, listewka, krawędź ściany itp., ale nie musi ;)).

Kiedyś mieliśmy tu z Leszkiem debatę o tym, czy bardziej podstawowa jest geometria, czy fale.
On uważał, że fale muszą podążać według geometrii, więc wzorce geometryczne są bardziej podstawowe.
Ja z kolei próbowałem go przekonać, że fale są bardziej podstawowe, ponieważ np. brył platońskich jest aż pięć, za to jest tylko jedno równanie falowe. A z równania falowego (które opisuje, jakie fale są możliwe i według jakich zasad mają się rozprzestrzeniać) można wyprowadzić różne kombinacje fal. A wtedy różne kształty geometryczne (jak np. bryły platońskie) powstaną z tych fal jako jedne z możliwych rozwiązań tego równania. Opowiadałem o tym też podczas mojego wykładziku w Tyńcu.

Cytat: Monika
Haramein chyba coś mówił, że pustka nie jest wcale pusta.
Tak. Mówił też, że w każdym centymetrze sześciennym pustki znajduje się ogromna ilość energii. Jest to oczywista bzdura dla każdego fizyka (niestety najwyraźniej nie dla Harameina, który wierzy, że każdy atom jest mini czarną dziurą). Haramein nawiązywał tam do energii Plancka i tzw. renormalizacji, czyli takiego brzydkiego matematycznego tricku, którego fizycy używają, by pozbyć się niewygodnych nieskończoności z niektórych równań w fizyce kwantowej. Można to zrobić dzieląc te nieskończoności przez inną nieskończoność. Ale żeby tak zrobić, trzeba najpierw założyć, że w pustej przestrzeni mieści się nieskończenie wiele energii. Sztuczka matematyczna działa, ale to jeszcze nie oznacza, że w pustce faktycznie jest nieskończenie wiele energii. Byłoby to ogromną bzdurą, bo energia to także masa (E = m c2), więc taki centymetr sześcienny próżni powinien ważyć więcej, niż cały Wszechświat :P Ten sam błąd w myśleniu dotyczy pomysłu Harameina, że atom jest mini czarną dziurą. Jeśli przejrzysz sławetny papier Harameina o tych czarnych dziurach, którym się tak bardzo chwali, to znajdziesz tam jego wyliczenia siły między protonami w atomie, i ta siła wychodzi mu tak ogromna, że protony powinny być w stanie przyciągnąć się do siebie z dwóch końców galaktyki z zawrotną prędkością. Zupełnie przeczy to obserwacjom, w których jądro atomu można rozszczepić używając o wiele mniejszych energii, i naukowcy robią to od lat w różnych akceleratorach cząstek.

Więc choć Haramein potrafi mówić bardzo ciekawie i ujmująco, to jednak nie wierzyłbym mu tak od razu we wszystko, co mówi, bez sprawdzenia najpierw, czy to ma jakieś pokrycie w rzeczywistości ;-J Nawet jeśli to brzmi ciekawie i robi wrażenie. Bo bycie naukowcem nie polega na snuciu dowolnych teorii, zwłaszcza pięknych, lecz na tym, by te teorie opisywały rzeczywistość możliwie jak najdokładniej.

Cytat: Monika
Cytat: SasQ
Ze zbiorów budowane są liczby i funkcje, a z nich równania,
Chyba zbiory zbudowane są z liczb?
Liczby można umieszczać w zbiorach, ale owe liczby same w sobie, we współczesnej teorii liczb, budowane są ze zbiorów. Już wyjaśniam:
Wszystko zaczyna się od zbioru pustego, który oznaczamy tak:
{ }
Możemy umówić się (zdefiniować), że taki zbiór pusty będzie symbolizował liczbę "zero":
0  =  { }
co nawet ma sens, bo zbiór pusty zawiera 0 elementów ;)
Teraz możemy wpakować ten zbiór pusty do innego zbioru pustego (czyli umieścić w nim nasze zero), i nazwać taki twór liczbą "jeden":
1  =  { 0 }  =  { { } }
i to też ma sens, bo ten zbiór zawiera jeden element: zbiór pusty (czyli zero). Podobnie możemy zdefiniować liczbę "dwa", wsadzając do zbioru wszystkie dotąd stworzone liczby:
2  =  { 0, 1 }  =  { { },  { { } } }
i  podobnie dla trójki:
3  =  { 0, 1, 2 }  =  { { },  { { } },  { { }, { { } } } }
Taki proces możemy kontynuować dalej, budując kolejne liczby naturalne ze zbiorów.

Wydaje się to całkiem sensowne, bo oto z pustki powstają liczby, więc wydaje się to pasować do tych moich teorii na temat fal w pustej przestrzeni. Jednak zbiór pusty, choć ma pustkę w środku, sam nie jest "niczym": jest zbiorem. Pusta torba nie jest tym samym, co zawarta w niej pustka: jest pustą torbą ;) a więc jakimś istniejącym już obiektem. Dlatego ten model nijak mi nie pasował do mojej teorii i musiałem skonstruować liczby w zupełnie inny sposób, niż robią to współcześnie matematycy (za to bardzo podobny do tego, jak robili starożytni Grecy i ich jeszcze bardziej starożytni mistrzowie 8*)).
W dodatku taka konstrukcja liczb nie posiada mechanizmu mierzenia i porównywania. Bo jak dowiedzieć się z niego, że liczba 2 jest dwa razy większa od liczby 1? Nie można przecież policzyć elementów zawartych w tych zbiorach, bo liczenie wymaga, by liczby już istniały, a przecież my je tu dopiero definiujemy :P: W logice współczesnych matematyków jest więc błędne koło, od samego początku, i pewnie dlatego te teorie zaczynają im się sypać w bardziej zaawansowanych tematach, jak rachunek różniczkowy (w ich nowoczesnym wydaniu, z użyciem granic i nieskończenie małych wielkości), czy teoria kategorii.

Niedługo opiszę dokładniej, jak można zbudować cały system liczbowy od zera, bez używania zbiorów pustych, i bez takich dziwacznych sprzeczności. Ale trochę to jeszcze potrwa, zanim dokończę ten tekst.

Cytat: Monika
Wytłumacz mi bardzo prosto co to jest funkcja, bo nigdy tego nie rozumiałam.
W szkole na matematyce zazwyczaj mówią, że funkcja to odwzorowanie lub przyporządkowanie z jednego zbioru do innego (czyli znów używają zbiorów, odkąd uparli się, by budować na nich całą matematykę ;-J). Jednak z tej definicji faktycznie niewiele można zrozumieć. Dlatego spróbuję to wytłumaczyć nieco prościej :-> podobnie, jak to zrobili w książce "The Manga Guide to Calculus" ("Mangowy przewodnik po rachunku różniczkowym") ;)

Opisana jest tam historyjka o dziewczynie, która tuż po studiach dziennikarskich rozpoczyna pracę w lokalnej gazecie. Jednak wbrew swoim oczekiwaniom trafia do jakiegoś malutkiego oddziału gazety na przedmieściach :P: a jej szefem okazuje się być młody chłopak, który zamiast posyłać ją na akcje, robi jej powtórkę z matematyki ;) Dziewczyna dziwi się (pełna oburzenia), że jej młody szef tłumaczy jej czym jest funkcja, bo nie rozumie, co ma wspólnego matematyka z dziennikarstwem ;) Ale wtedy chłopak wyjaśnia jej to w taki oto sposób:

W naszym świecie dzieją się różne wydarzenia. Bardzo często (jeśli nie zawsze) są one ze sobą jakoś powiązane związkami przyczynowo-skutkowymi. Na przykład wzrost cen benzyny powoduje wzrost kosztów transportu, co odbija się na cenach żywności w sklepach (oraz także na cenie samej benzyny, bo także jej transport drożeje :D:). Albo wybór jakiegoś polityka na stanowisko powoduje jakieś inne reakcje w świecie. Dobry dziennikarz musi umieć dostrzegać te powiązania (relacje) między zjawiskami i przewidywać, co może się stać. A te relacje to właśnie nic innego, jak funkcje.

Gdy jedna rzecz zależy od innej, to mówimy, że jest jej funkcją, czyli zmienia się wraz z nią według jakichś reguł (te reguły możemy następnie zapisać jakimś wzorem). Jeśli na przykład cenę benzyny zapiszemy symbolem b (jak "benzyna"), a ceny towarów w sklepach zapiszemy literką t (jak "towary"), to możemy następnie zauważyć, że gdy cena benzyny się zmienia, to ma to jakiś wpływ na ceny innych towarów w sklepach, i zapisać to tak: t(b), co odczytujemy: "Ceny towarów są funkcją ceny benzyny", i rozumiemy to jako jakąś zależność cen towarów od ceny benzyny. Gdy zmienisz wartość b (ceny benzyny), zmieni się także wartość t (ceny towarów w sklepie).

Czasami zależność jest bardzo skomplikowana i przez to ciężko ją zauważyć. Na przykład ceny akcji na giełdzie wydają się skakać w przypadkowy sposób, jednak na ich cenę zawsze mają wpływ jakieś czynniki: preferencje akcjonariuszy, zasobność ich portfeli, niepewność rynku, zmiana prezesa spółki, kryzys, niż demograficzny... Dlatego nie zawsze potrafimy zapisać taką funkcję wzorem. Nadal jednak możemy znaleźć wartości cen akcji, które odpowiadają danej sytuacji na świecie. Każdej sytuacji odpowiada dokładnie jedna możliwa wartość ceny akcji.

I tu właśnie dochodzimy do tego "przyporządkowania": Wiele rzeczy możemy opisać równaniem, i każde takie równanie opisuje jakąś relację między jego składnikami. Ale funkcja jest szczególnym przypadkiem takiej relacji, bo gwarantuje jej działanie tylko w jedną stronę. Ukazuje, że wartość jednego symbolu w równaniu (jednej zmiennej, zwanej zmienną zależną) zależy od wartości jakiejś innej zmiennej (zwanej zmienną niezależną). Tak więc funkcja będzie każdej wartości zmiennej niezależnej (tej "wejściowej") przyporządkowywać dokładnie jedną, i tylko jedną, wartość zmiennej zależnej.

Funkcję można też porównać do maszynki do mięsa :) Ma swoje wejście (zmienne niezależne) i jedno wyjście (wartość zmiennej zależnej). To, co wychodzi z takiej maszynki, zależy tylko od tego, co do niej wpadło :) Ale niekoniecznie na odwrót: to, co do niej wpada, nie musi zależeć od tego, co z niej wychodzi ;) Zawsze masz wybór, co tam wrzucić. Funkcja działa więc tylko w jedną stronę. Niektóre funkcje da się odwrócić, ale nie wszystkie.

Przykładowo masz zbiór dzieci: { Tomek, Bartek, Joasia, Mietek } oraz zbiór matek: { Krystyna, Olga, Hermenegilda }. Każde z dzieci może posiadać tylko jedną matkę. Nie może mieć dwóch ;) Więc jeśli opiszesz te ich więzi rodzinne, będą one funkcją, którą możemy nazwać "KtoMnieUrodził", bo każdemu dziecku przyporządkowana jest tylko jedna matka. Na przykład:
KtoMnieUrodził(Tomek) = Olga
oznacza, że Olga jest matką dla Tomka (matka jest funkcją dziecka).
Oczywiście jedna matka może być matką wielu dzieci:
KtoMnieUrodził(Tomek) = Olga
KtoMnieUrodził(Joasia) = Olga
To żaden problem. Oznacza to, że Olga jest matką obu tych dzieci. Ale nadal wszystko gra, bo każde dziecko (zmienna niezależna) posiada tylko jedną matkę, więc funkcja zawsze da tylko jedną odpowiedź, bez względu na to, o które dziecko ją zapytasz.
To nam też mówi, że nie da się opisać funkcji odwrotnej: ze zbioru matek do zbioru dzieci. Bo gdybyśmy mieli taką funkcję i nazwali ją np. "KtoJestMoimDzieckiem", to wykoleiłaby się na takim zapytaniu:
KtoJestMoimDzieckiem(Olga) = ???
bo nie potrafiłaby udzielić jednoznacznej odpowiedzi.
(No, chyba że zwracając zawsze jakiś zbiór dzieci, bo wtedy każda matka ma tylko jeden taki zbiór, ale on sam może już zawierać wiele elementów ;) ale to by już była funkcja mapująca jedną zmienną na wektor wielu zmiennych, więc narazie to zostawmy ;)).

Zauważ przy okazji, że choć nie mogliśmy zapisać powyższej funkcji KtoMnieUrodził() żadnym wzorem, to nadal jest to funkcja, dopóki potrafimy dla każdego danego elementu z jednego zbioru (dziecka) znaleźć odpowiadający mu tylko jeden element z drugiego zbioru (matki). Czyli nawet wtedy, gdy nie potrafimy opisać funkcji żadnym wzorem (równaniem), nadal możemy ją zdefiniować poprzez wypisanie wszystkich przykładów jej użycia (fachowo zwanych "ekstensją"):
KtoMnieUrodził(Tomek) = Olga
KtoMnieUrodził(Joasia) = Olga
KtoMnieUrodził(Bartek) = Krystyna
KtoMnieUrodził(Mietek) = Hermenegilda

Cytat: Monika
W życiu pełni się jakąś funkcję, czy w matematyce jest podobnie?
W pewnym sensie tak. Bo funkcja to inaczej jakieś działanie (funkcjonowanie), według jakichś reguł. Np. gdy pełnisz funkcję stróża, twoim zadaniem jest pilnowanie majątku i jesteś ograniczona do wykonywania pewnych czynności, które należą do obowiązków stróża. Funkcja matematyczna też nakłada pewne ograniczenia. Nie może zwrócić dowolnej wartości dla dowolnych danych, tylko musi to robić według określonych reguł (np. jakiegoś wzoru matematycznego). Np. funkcja kwadrat(), zdefiniowana tak:
kwadrat(x) = x2
spełnia rolę budowania kwadratów o boku podanym jej jako x. W zależności od tego, co jej podstawisz jako zmienną niezależną (czyli x), dostaniesz zawsze jeden określony kwadrat. Np.:
kwadrat(5) = 25
kwadrat(3) = 9
kwadrat(4) = 16
kwadrat(23) = 529
więc ta funkcja zawsze zadziała w taki sam, przewidywalny sposób i zawsze spełnia tę samą... funkcję, czyli rolę :)
« Ostatnia zmiana: Listopad 19, 2012, 09:59:38 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #26 dnia: Listopad 19, 2012, 09:54:59 »
SasQ dziekuje serdecznie za wskazowki i obszerny komentarz, tym razem postaram sie szczegolowo odpowiedziec na Twe watpliwosci co do mojej osoby, aby przyblizyc Tobie moja charakterystyke, gdyz odnosze wrazenie, ze zle mnie "szufladkujesz".

Cytuj
Jednak z tego co obserwuję po Twoich postach, narazie badasz teren i zastanawiasz się, w którą stronę by tu pójść. Najpierw chciałaś się kierować w stronę wektorów i kodów binarnych, później chemii, później zaczęłaś interesować się falami, teraz widzę znów jakaś kartografia, układy współrzędnych... Brawa dla Ciebie za chęć własnego poszukiwania. Jednak jako wieloletni poszukiwacz pozwól, że coś Ci doradzę z własnego doświadczenia.

Teren juz dawno zbadalam. Teraz chce sie czegos wiecej dowiedziec, ale na spokojnie i z sensem. Zawsze interesowaly mnie wektory. Zajmuje sie (dodatkowo) fizjoterapia - cwiczeniami roznymi, aby ludziom pomoc, cwiczenia te rozrysowalam sobie na kartce papieru uzywajac wlasnie wektorow, sil jakie dzialaja, aby opisac ruch miesni. Przeciez cala nawigacja na tym sie opiera, ale do tego jeszcze wroce.
Kody binarne sa podstawa wszystkiego, zaczynam sie w to bawic powoli, bo chce przyporzadkowac nie tylko alfabet lacinski temu systemowi.
Sama robie swoje wlasne modele z opisem numerycznym i binarnym. Dla przykladu wskaze kostke do gry - ile oczek widzisz na sciankach (w wydaniu klasycznym)?
Jakas kartografia, to nie byle co. Zarzuciles wiele watkow grafikami, jakos ja je odbieram poprzez komp na ekranie 2D, gdy wydrukuje to tez mam 2D na papierze, a gdy te kartke papieru zroluje, albo wygne, to tez bedzie to samo co widze na monitorze?
Dlatego zaczelam od myslenia podstawowego - od plaszczyzny prezentacji. Tylko w laboratorium mozna otrzymac warunki idealne, w zyciu niestety nie.

Dziekuje za wszystkie rady, i tu mam pewne pytanie, dlaczego drazni Cie moja droga dochodzenia do wiedzy?
Ja taka juz jestem. Interesuje sie wieloma zagadnieniami, i jeszcze znajduje czas na hobby. Zreszta swietnie trafiles gram w szachy od wielu juz lat, mozemy zagrac, zobaczysz, czy jestes Karpowem ;) (podam Ci moj nick i adres w necie).

To tyle na razie. Reszte skomentuje pozniej, musze wracac do moich obowiazkow. Pozdrawiam.


Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #27 dnia: Listopad 19, 2012, 11:57:00 »
Wskoczylam na chwile i kontynuuje.
SasQ
Cytuj
Przykładowo mógłbym Ci teraz powiedzieć, że równanie opisujące Wszechświat wygląda tak:
[ ]2 Y = 0
i nawet wyjaśnienie, że jest to operator Laplace'a z funkcji falowej przyrównany do zera niewiele by Ci powiedział, choć dla mnie jest to najprostszy możliwy sposób, i najbardziej zwięźle zapisany, na przedstawienie esencji tego, jak działa Wszechświat.
Jasne, ze nie, choc o tym Laplace bylo jednym z pytan egzaminacyjnych na studiach (zdalam), nauczylam sie wzorow na pamiec ;), bez zrozumienia, zreszta wspominales o takich metodach powyzej. Dlatego teraz kuc na pamiec nie mam zamiaru, chce rozumiec.

Poruszasz wymiarowosc dajac przyklad pociagu, odleglosci W-wa Lodz, czy liczby pasazerow, a to wlasnie sa modele, wg Ciebie wymiary.
I juz nazywamy rzeczy te same roznie.
To wazne zagadnienie rzutowanie, perspektywa, izometria, a to wszystko odbija sie wlasnie w kartografii. Chcial nie chcial tak jest.

Jeszcze raz nawiaze do "kartografii" ;)

Modelowanie danych przestrzennych

Pojęcie modelu rzeczywistości geograficznej obejmuje każdą współcześnie funkcjonującą postać opisu tej rzeczywistości, która jest zwięzła, czytelna dla odbiorcy, sformalizowana i abstrakcyjna (czyli wyodrębnia cechy istotne, pomijając cechy przygodne). Modele takie mogą być w różny sposób zapisywane w systemie informatycznym w postaci modeli danych stanowiących element modelu każdego systemu informatycznego.
W systemach informacji geograficznej (GIS) funkcjonują więc modele danych, które na etapie konceptualnym projektowania stanowią matematyczny wzorzec do tworzenia reprezentacji obiektów geograficznych, a na etapie implementacji – zestaw specyfikacji projektowych dla obiektów bazy danych (w konkretnym DBMS), który obejmuje: klasy obiektów (abstrakcje elementów rzeczywistości), atrybuty (cechy „opisowe” obiektów), więzy integralności danych oraz relacje zachodzące pomiędzy obiektami, ale też: zasady prezentacji danych czy wymagania metadanych.
 

Modele rzeczywistości geograficznej
Najlepiej sklasyfikować je według kryterium sposobu ich odbioru i interpretacji przez człowieka, który wiąże się także ze sposobami tworzenia i możliwościami wykorzystania tych modeli. Wyróżnić tu należy dwie zasadnicze kategorie: modele mentalne (powstające w mózgu człowieka) i modele materialne (zapisywane elektronicznie).

http://geoforum.pl/upload/_rys01_schemat.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


Model mentalny powstaje w umyśle człowieka na drodze własnych doświadczeń, pod wpływem bezpośredniego odbioru przestrzeni geograficznej oraz interpretacji różnych materialnych modeli tej przestrzeni. Ten model myślowy, tzw. mapa mentalna przestrzeni geograficznej, rozwija się wraz z ogólną świadomością człowieka w sposób wielopłaszczyznowy, odniesiony do różnych zagadnień i do coraz szerszych obszarów. Charakteryzuje się obiektową organizacją (człowiek postrzega rzeczywistość przestrzenną, wyróżniając interesujące go kategorie obiektów) oraz wieloskalowością, ponieważ różne kategorie obiektów są zapamiętywane na różnym poziomie uogólnienia. Posiada też cechę dużej wierności oryginałowi, pomimo braku precyzyjnego osadzenia matematycznego (ścisłej georeferencji), a relacje przestrzenne pomiędzy jego elementami są ważną częścią tego modelu (jest topologicznie zgodny z obserwowaną rzeczywistością).
 
Model materialny może przyjmować trzy postaci. W zależności od sposobu i celu jego tworzenia oraz zasad organizacji informacji w nim zapisanych może to być:
 •model topograficzny,
•model kartograficzny (znakowy),
•model obrazowy.
 
Model topograficzny w literaturze jest często nazywany cyfrowym modelem krajobrazowym (Digital Landscape Model – DLM), a może być też określony mianem modelu wiernoprzestrzennego, analitycznego czy „bazodanowego”. Model topograficzny (topos – z gr. miejsce) zawiera informacje o obiektach (zjawiskach) przestrzennych, zapisane w wektorowym modelu danych, których położenie zostało określone zgodnie ze współrzędnymi związanymi z wybraną powierzchnią odniesienia i zachowuje ściśle to położenie z uwzględnieniem zniekształceń odwzorowawczych i przyjętych precyzji zapisu (ścisła georeferencja modelu). Pozwala to na pełne, precyzyjne zachowanie topologicznych własności obiektów oraz tworzenie struktur danych, takich jak drzewa, sieci, wypełnienia powierzchni (partycje). Model ten najlepiej oddaje relacje przestrzenne pomiędzy obiektami i może być podstawą analiz prowadzonych przy użyciu technik numerycznych. Stanowi on też podstawę uogólnień, przedmiot właściwej generalizacji danych przestrzennych (tzw. generalizacji modelu) i podstawę modelowania rzeczywistości geograficznej w bazach danych przestrzennych. Model tego typu nie jest dobrze czytelny w odbiorze wzrokowym, gdyż posługuje się wyłącznie wektorami, ale stanowi najlepszy sposób organizacji danych do wszelkich zastosowań analitycznych, prowadzonych w wektorowym modelu danych. Model topograficzny stanowi podstawową kategorię modeli rzeczywistości, najszerzej stosowaną w implementacji baz danych przestrzennych jako elementów GIS. Przykładem zastosowań tego modelu jest wektorowa baza danych przestrzennych.

Model kartograficzny – znakowy (Digital Cartographic Model – DCM) jest takim modelem graficznym (obrazowym) rzeczywistości geograficznej, który przekazuje informacje o obiektach (zjawiskach) za pomocą ustalonych konwencji graficznych – systemu znaków kartograficznych. Jest więc obrazem przestrzeni geograficznej, który został przygotowany do bezpośredniego odbioru za pomocą zmysłów człowieka. Własności topologiczne są zachowywane w sposób pośredni – mogą być odczytywane metodą interpretacji obrazu. Obraz ten powstaje w wyniku redakcji kartograficznej i nosi znamiona graficznych korekcji – związanych np. z dyslokacjami znaków w stosunku do właściwego położenia prezentowanych obiektów. Może być zapisywany zarówno w wektorowym, jak i rastrowym modelu danych. Najlepszymi przykładami modelu tego typu są mapy geograficzne, które mogą nosić znamiona prezentacji dynamicznych i multimedialnych.

Model obrazowy (image model) jest takim modelem graficznym rzeczywistości geograficznej, który przekazuje wygląd obszaru zarejestrowany w sposób automatyczny i odnosi się najczęściej do topografii tego obszaru – modeluje obiekty widoczne na powierzchni terenu. Nie ma tu zastosowania obiektowa klasyfikacja elementów treści, więc nie można też bezpośrednio modelować klas obiektów i ich atrybutów. Najważniejszą cechą tych modeli (obok stosowania łatwo przetwarzanych struktur danych oraz pełnej automatyzacji pozyskiwania danych) jest stworzenie możliwości obejrzenia obrazu danego obszaru, a przez to nawiązania do własnych wyobrażeń przestrzennych i znaczny wpływ na model mentalny rzeczywistości. Przykładami modeli tego typu są zdjęcia lotnicze i obrazy satelitarne.

Modele danych przestrzennych
Rzeczywistość geograficzną o nieskończonej liczbie relacji wzajemnych zachodzących pomiędzy obiektami (i zjawiskami) modeluje się za pomocą systemów informacji geograficznej o konstrukcjach czytelnych dla narzędzi informatycznych. W modelach tych systemów należy więc wyróżnić tzw. modele danych przestrzennych (czyli sposoby ich organizacji) oraz dwie zasadnicze, znane powszechnie, kategorie tych modeli danych: wektorowe i rastrowe. W zależności od zastosowanej kategorii można modelować różne rodzaje obiektów, wykorzystywać różne źródła danych, stosować różne sposoby reprezentacji i wykorzystywać unikalne struktury danych. Kategorie te różnią się także rodzajami dostępnych analiz przestrzennych, sposobami i zakresem odtwarzania relacji topologicznych, metodami generalizacji oraz sposobami wizualizacji danych.
Wśród modeli danych na uwagę zasługują wektorowe modele danych (zarówno model spaghetti, jak i topologiczny), które są zorientowane obiektowo, tzn. każdy wektor lub ich zbiór reprezentuje jakiś obiekt bazy danych, wyróżniony na etapie jej budowy i wynikający z przyjętych zasad klasyfikacji obiektów. Odrębną klasą modeli wektorowych jest model TIN (Triangulated Irregular Network), który służy do modelowania powierzchni statystycznych (najczęściej rzeźby terenu) za pomocą sieci wektorów. Wektory te tworzą zbiór nieregularnych trójkątów łącznie odtwarzający modelowaną powierzchnię trójwymiarową. Wektorowe modele danych najlepiej pasują do szerokich zastosowań analitycznych GIS, modelując rzeczywistość geograficzną w sposób zbliżony do jej odbioru przez człowieka i umożliwiając odtwarzanie skomplikowanych relacji topologicznych zachodzących w rzeczywistości.
 
 
zrodlo:http://geoforum.pl/?menu=46815,46852,46935&link=mapy-krotki-wyklad-i-modelowanie-danych-przestrzennych

Co do prof.Waltera Lewina, to owszem slicznie zacheca studentow do nauki.
A do mnie z kolei inny slynny profesorek bardziej trafil.

http://www.youtube.com/watch?v=GWn-ASi51mQ

Od momentu 25:24 //Gerardus 't Hooft//

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #28 dnia: Listopad 19, 2012, 15:03:13 »
Jak przedstawiać się będzie fizyka punktu osobliwego w interpretacji struktury kwarka kolorowego? Kwarki są w tym przypadku oscylatorami energii elektromagnetycznej generowanymi przez oscylujące pole magnetyczne "Bo". Prawa elektrodynamiki pozwalają takim obiektom przenikać się wzajemnie bądź interferować. Trzy kwarki protonu, bowiem jest on największą strukturą przestrzenną każdego pierwiastka, możemy zatem ścisnąć tak ażeby ich oscylatory przeniknęły się wzajemnie. Otrzymamy w ten sposób jeden obiekt o określonych rozmiarach geometrycznych złożony z trzech interferujących ze sobą oscylatorów elektromagnetycznych. W obiekcie takim zauważymy trzy składowe harmoniczne, które w każdej dogodnej chwili mogą się rozdzielić tworząc trzy niezależne fizycznie i geometryczne kwarki kolorowe. Co będzie działo się dalej z takim obiektem, gdy zechcemy go dalej ścisnąć? Otóż każdy kwark, tutaj trzy interferujące oscylatory mogą zmieniać swe parametry fizyczne oddając swą energię spoczynkową (masę), do pola magnetycznego ich momentów magnetycznych, które mogą być dalej zagęszczane w postaci wzrostu ich indukcji magnetycznej. ...

http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,18.msg735.html#msg735
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #29 dnia: Listopad 19, 2012, 15:14:45 »
Cytat: Fair Lady
Twe watpliwosci co do mojej osoby, aby przyblizyc Tobie moja charakterystyke, gdyz odnosze wrazenie, ze zle mnie "szufladkujesz".
Nie szufladkuję. Za mało o Tobie wiem, żeby móc cokolwiek powiedzieć.
Dlatego wypowiadam się tylko na podstawie tego, co miałem okazję zaobserwować po Twoich wypowiedziach. Być może się mylę, ale takie po prostu odniosłem wrażenie i nic poza tym.

Cytat: Fair Lady
Teren juz dawno zbadalam. Teraz chce sie czegos wiecej dowiedziec, ale na spokojnie i z sensem.
I za to pełen podziw. Niewiele ludzi już to robi w naszych zwariowanych czasach.

Cytat: Fair Lady
Zawsze interesowaly mnie wektory.
No właśnie, dużo piszesz o tych wektorach, ale jakoś nigdy nie zdradzałaś żadnych szczegółów. Może teraz Twoja kolej na jakiś wykładzik dla nas? :-> Chętnie bym poczytał, bo też się tym tematem zajmuję od bardzo dawna. I właśnie powstaje na ten temat dość spory tekst, więc wkrótce się pojawi ;) A tym czasem masz jeszcze szansę się wykazać :)

Cytat: Fair Lady
Kody binarne sa podstawa wszystkiego
Nie był bym tego taki pewien. Czytałaś mój tekst o komputerach kwantowych? Kody binarne są po prostu najprostszym sposobem kodowania liczb naturalnych (i ułamków, ale one też są liczbami naturalnymi w przebraniu). Ale we Wszechświecie jest więcej liczb, niż się Kroneckerowi śniło ;)

Cytat: Fair Lady
zaczynam sie w to bawic powoli, bo chce przyporzadkowac nie tylko alfabet lacinski temu systemowi.
Dla alfabetu łacińskiego już taki kod istnieje: nazywa się ASCII. Nie jest może najbardziej zwięzły, ale za to jest wygodny dla operacji na tekście (np. zamiana dużych liter na małe, sortowanie liter w kolejności alfabetycznej, poznawanie wartości liczbowych poszczególnych cyfr, czy klasyfikowanie typów znaków).

Kiedyś też się nad tym zastanawiałem, bo chciałem się dowiedzieć, jaka jest minimalna ilość bitów potrzebna do zapisania całego alfabetu, a także wszystkich cyfr. I wiesz co? Doszedłem do wniosku, że do zapisania wszystkich 26 liter współczesnego alfabetu łacińskiego (oryginalny miał ich mniej) potrzebne jest minimum 5 bitów (dokładnie to log226 = 4.700439718...). Oznacza to, że jakichkolwiek znaków używamy do zapisywania tych liter, muszą się one różnić conajmniej pięcioma cechami graficznymi (każdej z nich odpowiada jeden z tych pięciu bitów). Gdyby tych różniących się detali było mniej, nie bylibyśmy w stanie rozróżnić wszystkich tych liter od siebie. Oczywiście mogą mieć więcej różnic, niż 5, jeśli to nam ma coś ułatwić. Jednak minimalnie potrzebne jest 5.

Można to rozumieć też inaczej: Potrzebne jest średnio 5 pytań, by odgadnąć o jakiej literze ktoś myśli. Oczywiście można zgadnąć jakąś literę już po jednym pytaniu, jeśli zapytasz np. "Czy to jest 'A'?", i akurat tak się trafiło, że ta osoba myślała właśnie o tej literze. Ale jeśli zadajesz takie pytanie, to musisz mieć szczęście. Inaczej w pozostałych próbach będziesz pudłować znacznie częściej, i średnio wyjdzie znów na 5.

Jest też inny sposób na udowodnienie tego: Załóżmy, że masz przed sobą cały alfabet, 26 liter. Możesz podzielić sobie go na pół i pytać: "Czy twoja litera znajduje się w pierwszej połowie?" Dowolna odpowiedź ("TAK" lub "NIE") zawęzi Ci krąg poszukiwań o połowę, czyli do 13 liter. Pozostały przedział znów dzielisz sobie na pół i ponawiasz to samo pytanie. Odpowiedź zawęzi Ci krąg poszukiwań znów o połowę, czyli do 6.5 litery. Kolejne pytanie zawęzi o kolejną połowę, czyli do 3.25. Czwarte pytanie zawęzi do 1.625. I wreszcie ostatnie pytanie zawęża do 0.8125, więc Twój przedział jest węższy, niż pojedyncza litera. To daje Ci już 100% pewności, że znalazłaś szukaną literę, bez względu na to, o której z nich myślała ta osoba.

Oczywiście nasze mózgi działają trochę inaczej i nie uczą się alfabetów przedziałami. Zamiast tego bazują właśnie na tych odróżniających je cechach graficznych. Jednak zasada jest ta sama, bo dla matematyki nie ma znaczenia jak dokładnie pogrupujesz te litery. Może mieć znaczenie tylko dla naszych mózgów, co jest dla nich wygodniejsze.
Możesz więc spróbować taki eksperyment: Przyjrzyj się wszystkim literom i podziel je na dwie grupy (dobrze by było, żeby były mniej więcej równoliczne). Np. ja zacząłem od podzielenia ich na kanciaste (takie, które składają się tylko z prostych kresek) i obłe (mogące zawierać okrągłe "brzuszki"):

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z
 Tylko proste kreski?
Tak /                     \ Nie
A E F H I K L M N T V W X Y Z          B C D G J O P Q R S U

Więc moim pierwszym rozróżniającym pytaniem jest: "Czy składa się tylko z prostych kresek?".
Następnie każdą z grup podzieliłem dalej. Literki kanciaste podzieliłem według tego, czy mają jakieś kreski poziome. Literki obłe np. według tego, czy ich brzuszki są otwarte, czy zamknięte. Wyszło mi takie coś:

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z
 Tylko proste kreski?
Tak /                     \ Nie
A E F H I K L M N T V W X Y Z          B C D G J O P Q R S U
     Ma poziome kreski?                 Brzuszki zamknięte?
   Tak /            \ Nie              Tak /          \ Nie
A E F H L T Z     I K M N V W X Y        B D O P Q R     C G J S U

I tak w końcu doszedłem do drzewka zawierającego maksymalnie pięć poziomów pytań. Czyli zadając nie więcej, niż pięć pytań o różne cechy liter, można jednoznacznie namierzyć każdą z nich. Możesz sama spróbować dokończyć moje drzewko, albo zrobić swoje własne, według innych kryteriów. Bo tak naprawdę nie ma znaczenia, jak dokładnie je pogrupujesz. Średnio i tak będzie potrzebne pięć pytań na dotarcie do każdej litery. Będzie to dokładnie pięć, jeśli drzewko będzie dobrze zbalansowane, czyli każde pytanie będzie dzieliło swoją grupę jak najbliżej pół-na-pół.

Co to ma wspólnego z kodami binarnymi? Ano to, że każde pytanie ma dwie drogi, dla odpowiedzi "Tak" i dla odpowiedzi "Nie", a więc zależnie od wybranej drogi można doklejać zero lub jedynkę do ciągu bitów, aż dojdzie się do którejś z liter. Wtedy ten ciąg bitów będzie stanowił "adres" tej litery w dzewie, zapisany kodem binarnym. Bity będą też odpowiadać cechom różniącym te litery.

Jeśli litery łacińskie okazałyby się za trudne (pod względem graficznej złożoności), możesz zaobserwować to samo używając wzorów liter alfabetu Braille'a, w którym każda litera jest zapisana za pomocą sześciu punkcików. Możesz je potraktować jak pixele i zakodować odpowiadającymi im bitami. Minimalnie wystarczyłoby 5 kropek, ale alfabet Braille'a koduje jeszcze cyfry i znaki przestankowe, więc ta dodatkowa, szósta kropka wcale się nie marnuje ;)

Podobny eksperyment można zrobić z cyframi indo-arabskimi, których używamy do zapisywania liczb dziesiętnych. Okaże się wtedy, że potrzebujesz log2 = 3.321928... czyli minimum 4 bitów na zapisanie każdej takiej cyfry. Czyli ich graficzne kształty muszą się od siebie różnić co najmniej czterema szczegółami. Dla nich też możesz utworzyć sobie takie drzewko binarne z pytaniami o różne cechy graficzne poszczególnych cyfr. Będzie ono miało średnio cztery poziomy pytań. A jeśli cyfry indo-arabskie będą zbyt skomplikowane graficznie, możesz także użyć 7-segmentowego wyświetlacza cyfrowego LED/LCD, który składa się z siedmiu kresek. Po co aż siedem? Żeby przypominały cyfry indo-arabskie ;) To dla ułatwienia dla nas. Ale do zakodowania wszystkich tych cyfr na wyświetlaczu wystarczają w zupełności cztery bity, o czym wie każdy, kto projektował układ elektroniczny do dekodowania z kodu binarnego na wyświetlacz 7-segmentowy ;)

Do czego jednak z tym zmierzam:
Używamy systemu dziesiętnego, w którym mamy 10 różnych symboli cyfr i budujemy z nich wszelkie liczby. Zazwyczaj mówi się, że dzięki temu system dziesiętny jest bardziej "pakowny", bo pozwala upakować więcej liczb na tej samej ilości pozycji. Ale to też ściema, albo raczej sprytne oszustwo: bo nie bierze się pod uwagę tego, że te cyfry też się od siebie czymś różnią, i muszą mieć tych różniących szczegółów co najmniej tyle, ile bitów byłoby potrzebne do zapisania każdej z nich. Są więc tylko czymś w rodzaju "skrótów" dla zapisu binarnego. W jednej pozycji (na jednej cyfrze) zapisują te same bity, które normalnie trza by było zapisać jako cyfry binarne, lecz tym razem kodują je w detalach graficznych poszczególnych cyfr. Skoro do zakodowania każdej z cyfr dziesiętnych potrzeba co najmniej cztery bity, to cyframi mogłyby być też pionowe słupki złożone z czterech pixeli, czarnych lub białych, zapalonych i gaszonych w różnych kombinacjach, a każdy taki słupek byłby jedną pozycją dziesiętną. I wtedy już byłoby oczywiste, że te bity wciąż tam są, tego nie da się uniknąć.

System binarny jest więc tak naprawdę jedynym systemem pozycyjnym, jaki istnieje. Wszystkie inne są tylko różnymi graficznymi sposobami kodowania tych bitów, w graficznych detalach poszczególnych cyfr. A jest tak dlatego, że pozycyjny system binarny stanowi najprostszy (wzorcowy) ciąg geometryczny. Wszystkie inne systemy pozycyjne (ciągi geometryczne) są tylko jego przeskalowaną wersją.

Cytat: Fair Lady
Dla przykladu wskaze kostke do gry - ile oczek widzisz na sciankach (w wydaniu klasycznym)?
Sześć ścianek, z liczbą kropek odpowiadającą kolejnym liczbom naturalnym, a więc suma ciągu naturalnego od 1 do 6, czyli szósta liczba trójkątna ;) 6*7/2 = 21. Oczko :)

Ale jeśli miałaś  na myśli ile różnych możliwości może wypaść na takiej kostce, to tyle, ile ścianek: 6. A ponieważ wszystkie są równie prawdopodobne, to do ich zakodowania potrzeba log26 = 2.58496... czyli minimum 3 bitów.

Cytat: Fair Lady
Zarzuciles wiele watkow grafikami, jakos ja je odbieram poprzez komp na ekranie 2D, gdy wydrukuje to tez mam 2D na papierze
A od czego masz wyobraźnię? ;) Ona potrafi ogarnąć nie tylko 2 wymiary, ale też 3, a nawet przy odrobinie wprawy trochę więcej :)

Cytat: Fair Lady
a gdy te kartke papieru zroluje, albo wygne, to tez bedzie to samo co widze na monitorze?
To zależy ile właściwości tej kartki Cię interesuje.
Powierzchnia kartki nadal jest dwuwymiarowa, jeśli interesuje Cię tylko nawigacja po jej powierzchni. Bez względu na to, jak bardzo ją pozwijasz, czy nawet zemniesz.
Kartka jako całość może mieć trzy wymiary, jeśli interesują Cię także te wszystkie zagięcia i zniekształcenia.
Jeśli zwiniesz ją w cienki rulonik i będziesz oglądać z daleka, to nie będziesz widzieć więcej wymiarów, niż jeden (długość).
Ale może ona mieć nawet cztery wymiary, jeśli doliczysz np. rozkład temperatur w każdym jej punkcie.
A także więcej wymiarów, jeśli wliczysz inne jej niezależne właściwości.

Jak już mówiłem, ilość wymiarów zależy od tego, kto patrzy i co chce zobaczyć ;)

Cytat: Fair Lady
Dlatego zaczelam od myslenia podstawowego - od plaszczyzny prezentacji.
Hola hola! ;) Pominęłaś jeszcze linię :)  (punktu nie liczę, bo jako że nie ma żadnych wymiarów, zbyt wiele ciekawych rzeczy nie da się na nim zrobić ;) tam wszystko jest jednakowe i w tym samym miejscu ;))
Na zwykłej jednowymiarowej linii też można sporo ciekawych rzeczy pokazać :) I nawet radziłbym od niej zaczynać.

Cytat: Fair Lady
Tylko w laboratorium mozna otrzymac warunki idealne, w zyciu niestety nie.
Tak, to częsty argument przeciw jakiemukolwiek podejściu naukowemu. Jednak każdy naukowiec wie to doskonale, że warunki idealne są bardzo trudne (jeśli nie niemożliwe) do otrzymania, ale też wcale nie jest to potrzebne. Bo w każdych pomiarach czy eksperymentach zakłada się pewien dopuszczalny zakres niepewności pomiaru (prof. Walter Lewin podkreślał to już na wjazd w pierwszym wykładzie), i dopóki model teoretyczny odpowiada rzeczywistości w tych ścisłych granicach, można uznać, że pokrywa się z nią wystarczająco dobrze.
Przykładowo nigdy nie zmierzysz długości sznurka lepiej, niż z dokładnością do około pół centymetra. Ale im dłuższy jest ten sznurek, tym mniejsze ma znaczenie tak drobna odchyłka. Problem byłby dopiero wtedy, gdyby sznurek sam miał około centymetra czy dwóch. Bo wtedy niepewność pomiaru zaczyna się zbliżać do pomiaru jako takiego, i wyniki tego pomiaru przestają mieć jakikolwiek sens :-P

Cytat: Fair Lady
Dziekuje za wszystkie rady, i tu mam pewne pytanie, dlaczego drazni Cie moja droga dochodzenia do wiedzy?
A gdzie ja powiedziałem, że mnie drażni? :) To już nie mogę Ci nic poradzić bez narażania swojej reputacji? ;D
Każdy ma swoje metody dochodzenia do prawdy. I dopóki poszukujesz we własnym zakresie, mnie nic do tego ;-J Jedyne, do czego mógłbym mieć zastrzeżenia, to do kitfaszenia na forum publicznym ;) Bo to może utrudniać zrozumienie tematu innym ludziom. Na przykład widziałem, że próbowałaś pouczać Monikę o falach stojących, choć jeszcze niedawno sama miałaś co do nich wiele pytań i wątpliwości. Być może już je sobie rozwiałaś, ale jeśli nie, to próbując uczyć innych możesz tylko zaszkodzić. To tak, jakbyś była w obcym sobie mieście i zapytała o drogę kogoś, kto sam jest w tym mieście obcy, ale mimo to chce za wszelką cenę Cię pokierować, udając przed Tobą (i przed sobą), że dobrze zna to miasto. Czy zaufałabyś jego odpowiedzi? Czy chciałabyś, by wyprowadził Cię na manowce? ;) Jeśli nie, to zanim zaczniesz kierować innych, upewnij się, że sama już te fale dobrze rozumiesz. Bo nie wydaje mi się, by "punkt zerowy", o którym wspominałaś (jak sądzę chcąc nawiązać do popularnego pojęcia "energii punktu zerowego"), miał cokolwiek wspólnego z węzłami fal stojących ;) Wręcz przeciwnie: energia punktu zerowego to najniższy poziom energetyczny elektronu w atomie, który jednak okazuje się nie być całkowicie zerowy: nadal zachodzą w nim drgania. Lepszą nazwą byłoby "energia minimalna", ale którego z fanatyków pseudonauki obchodziłyby takie szczegóły? ;) Dla nich to kolejny dowód na istnienie darmowej energii i perpetuum mobile ;)

Cytat: Fair Lady
Ja taka juz jestem. Interesuje sie wieloma zagadnieniami, i jeszcze znajduje czas na hobby.
To zupełnie jak ja. Też interesuje mnie wszystko (z wyjątkiem przejawów ludzkiej głupoty ;)), i również lubię kojarzyć ze sobą tematy z pozoru odmienne. Jednak nie robię tego na zasadzie "twórczego chaosu" i wrzucania do jednego wora wszystkiego, co podobnie wygląda na obrazku. Podobieństwo może być co najwyżej początkiem procesu twórczego. Ale o tym już pisałem, powtarzam się...

Staram się nie tylko gromadzić wiedzę, ale także ją porządkować i upraszczać.
Mam sobie takie prywatne "Archiwum X", w którym trzymam wszystkie swoje notatki (no, przynajmniej te oficjalne 8*)). Co jakiś czas przeglądam je wszystkie, wynajduję podobieństwa, wyławiam wzorce, wyciągam z nich esencję i upraszczam z wielu kartek na jedną. Na przykład tak:
http://sasq.comyr.com/Stuff/Geom/Trig/Sferyczne/Sferyczne.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

(Pewnie zabrzmię teraz jak reklama Viagry, ale co tam: kliknij, aby powiększyć :D:)
Pewnie Ci się spodoba, bo to esencja wiedzy na temat współrzędnych sferycznych ;) Jest powiązana z kartografią.

Cytat: Fair Lady
Zreszta swietnie trafiles gram w szachy od wielu juz lat, mozemy zagrac, zobaczysz, czy jestes Karpowem ;) (podam Ci moj nick i adres w necie).
No to ale trafiłem ;) Bo ja w szachy to grałem może tylko kilka razy w życiu ;D Ale skoro mówisz, że wymiatasz, to chętnie się od Ciebie czegoś o nich nauczę :) Jeśli oczywiście nie potrafiłabyś wskazać mi nikogo lepszego od siebie ;) (bo jeśli istnieje ktoś lepszy od Ciebie i miałby czas, to wolałbym uczyć się od niego 8*) taką mam zasadę, że jak już się uczyć, to od mistrzów; nic osobistego :pocieszacz:).

Aha, chętnie bym w końcu poczytał coś o tych Twoich poglądach na wektory, albo przynajmniej powiedz coś więcej o tym, co dokładnie z nimi robisz i co Cię w nich tak kręci ;)
« Ostatnia zmiana: Listopad 19, 2012, 16:29:20 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #30 dnia: Listopad 19, 2012, 22:20:35 »
Cytuj
Aha, chętnie bym w końcu poczytał coś o tych Twoich poglądach na wektory, albo przynajmniej powiedz coś więcej o tym, co dokładnie z nimi robisz i co Cię w nich tak kręci

No wlasnie i to mi sie podoba. Chce wiedziec, czy wektory to tylko linie proste! (rozum po swojemu). Interesuje mnie zagadnienie, ktorego w szkole nie uczyli! Czy jest jakis zapis "wektorowy", ktory opiera sie na lukach.

P.S. Logarytm przelicze sama, ale ... ja ide inna droga :tuptup:

Wogole napisze jeszcze szczegolowo, to tak na szybko. Ostatecznie chcieli wymiane opinii "na zywo" ;) to maja!

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #31 dnia: Listopad 20, 2012, 04:37:14 »
Cytat: Fair Lady
Chce wiedziec, czy wektory to tylko linie proste! (rozum po swojemu).
W dużej mierze tak. Nie wyobrażam sobie za bardzo innej możliwości. Bo wektory służą do opisywania kierunków dla liczb. A kierunek jest wyznaczany linią prostą. Nawet wtedy, gdy w innym miejscu wzdłuż linii krzywej ten kierunek się zmienia płynnie na jakieś inne.

Istnieją działy matematyki (geometrie różniczkowe), które zajmują się krzywymi liniami, powierzchniami, przestrzeniami, i innymi "rozmaitościami", ale nawet tam używa się prostych wektorów do wyznaczania kierunków, i w miarę jak zmienia się krzywizna, wektor obraca się tak, by cały czas wskazywać kierunek styczny do niej (czyli taki, w którym podążyłby punkt, gdyby nagle uwolnił się ze swojej krzywej linii/powierzchni i poruszał się dalej po prostej, czyli w tym samym kierunku).

Również krzywoliniowe układy współrzędnych (jak te na kuli ziemskiej) używają prostoliniowych wektorów bazowych do wyznaczania kierunków podstawowych, prostopadłych do siebie nawzajem (możesz je zauważyć na moim rysunku o współrzędnych sferycznych, jako wektory "z daszkiem ^" nad literą; tak się oznacza wektory jednostkowe).

Tu jednak tkwi pewien nieporozny, acz bardzo istotny szkopuł:
Po czym poznać, że linia jest prosta? Jak odróżnić linię prostą od krzywej? :mysl:
Ta kwestia od wielu lat mnie gryzie i próbowałem ją już rozwiązać na wiele sposobów, niestety z marnym skutkiem. Nawet Euklides w "Elementach" definiuje prostą jako "linię, która leży równo ze swoimi punktami na niej". Ale co to znaczy "leżeć równo"? :-P Z reguły zakłada się, że czytelnik wie od dziecka, co oznacza linia prosta. Jakoś każdy potrafi ją intuicyjnie rozpoznać. Ale jak to robi? Po czym nasze mózgi to rozpoznają?

Kiedyś próbowałem definiować prostą w taki sposób:
Jeśli połączymy dwa punkty nieskończenie wieloma różnymi ciągłymi ścieżkami, to zawsze będzie wśród nich choć jedna taka, która będzie najkrótsza. I to jest właśnie linia prosta. Pozostałe są krzywe. Niestety ta definicja wymaga przetestowania nieskończenie wielu tras, więc jest mało praktyczna. W dodatku nie jest idealna, bo np. najkrótsza droga na krzywej powierzchni sfery (np. kuli ziemskiej) wcale nie jest prostą, tylko łukiem na kole wielkim. Choć jest najkrótszą ścieżką w dwóch wymiarach (po powierzchni sfery), nie jest już najkrótsza w trzech wymiarach (bo można zrobić podkop poprzez wnętrze Ziemi i skrócić sobie drogę jeszcze bardziej). Niewykluczone, że każde dwa punkty da się połączyć krótszą drogą w jakichś wyższych wymiarach i pojęcie odległości jest tylko iluzją, wywołaną ograniczeniem się do mniejszej liczby wymiarów. Jednak pytanie pozostaje nadal otwarte. Jak Ci się nudzi, możesz nad nim trochę pogłówkować ;)

Cytat: Fair Lady
Interesuje mnie zagadnienie, ktorego w szkole nie uczyli!

No to może pierwsza rzecz, której przynajmniej mnie nikt nigdy w żadnej szkole nie powiedział:
Wiesz właściwie, od czego pochodzi nazwa "wektor" i co oznacza? :) Bo to dużo wyjaśnia o tym, czym wektory są ;)

Pochodzi od łacińskiego słowa "vehere", które oznacza "przemieszczać", "przenosić", "unosić". "Vector" to też łacińskie słowo, które oznacza "tego, który unosi/przenosi/przemieszcza". A to wiele wyjaśnia, bo widać od razu skojarzenie np. z płynącym nurtem rzeki lub wiatrem, który unosi liście i inne drobinki w kierunku swojego ruchu. Obserwując przemieszczenia tych drobinek w prądzie/nurcie możemy poznać jego ruch. Wektory będą więc zawsze związane z jakimiś przemieszczeniami z jednego miejsca w inne, w jakimś określonym kierunku.
Jeśli zrobisz dwa zdjęcia nurtu rzeki w krótkim odstępie czasu, a następnie połączysz strzałkami każde dwa odpowiadające sobie listki, patyczki czy inne śmieci płynące z prądem rzeki, to powstanie Ci pole wektorowe, które pokazuje ruch całej objętości wody w nurcie. Możesz na nim zobaczyć kierunek płynięcia prądu, różne zawirowania itp. Przydatna sprawa ;)

http://plasma.physics.ucla.edu/images/gallery/barro_b.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
http://www.cs.utah.edu/~sujin/courses/images/6630-pr2.png
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


Z tego samego źródła pochodzą takie słowa jak konwekcja ("unoszenie wraz z ..."), adwekcja ("znoszenie") itp.

W starożytności w większości języków każdy wyraz był sam w sobie swoją własną definicją, bo głoski i litery, z których się składał, same miały już jakieś znaczenie, więc cały wyraz był kompozycją tych znaczeń. Dziś ludzie traktują już wyrazy jako nic nie mówiąze zbitki liter/głosek ułożonych w jakiejś kolejności i często używają jakichś słów zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co one właściwie oznaczają. A ponieważ nie rozumieją znaczenia słów, często próbują zmieniać pisownię wyrazów, by "uprościć" ich ortografię, nie zdając sobie sprawy, że niszczą wtedy znaczenie wyrazu i związek z jego historycznymi korzeniami, oraz powiązania z innymi wyrazami o podobnym rdzeniu. Wyraz "wektor" jest tylko jednym z ogromnie wielu przykładów tego nieszczęsnego zjawiska. Np. czy wiesz, że zwrot "martwić się" pochodzi od "martwy"? Ten, kto się za dużo martwi, dosłownie sprowadza na siebie śmierć (stres prowadzi do chorób, a one ostatecznie do zgonu, jeśli postępują dalej). Staje się martwy :)
Dlatego właśnie warto znać znaczenie słów, których się używa. Bo słowa mają wielką moc, i niewłaściwie użyte mogą nam zaszkodzić, całkiem fizycznie >:D

Wkrótce będziesz mogła przeczytać o tym więcej i przekonać się, że podział na wektory i skalary (wartości skalarne; takie, które nie mają określonego kierunku) jest sztuczny i niepotrzebny, bo każda liczba posiada jakiś kierunek. (Niestety mam też teraz na głowie uczniów na korepetycje z matmy, co zabiera mi trochę czasu, więc to może trochę potrwać).

A tymczasem możesz rzucić okiem na prace Leibniza, bo to on jako pierwszy próbował stworzyć rachunek wektorowy, gdy potrzebował czegoś takiego do opisywania zmieniającej się rzeczywistości ;)

Cytat: Fair Lady
Czy jest jakis zapis "wektorowy", ktory opiera sie na lukach.
Lukach czy łukach?
Jeśli to drugie, to hmm... w zasadzie to nic mi o tym nie wiadomo, ale może dałoby się takowy stworzyć. Bo kąty wewnątrz koła też są nieco "wektorowe" (mają określony kierunek przyrastania), i gdyby je przeliczać na miarę łukową, to może udałoby się w ten sposób zapisywać wektory przynajmniej wzdłuż łuków kolistych. Gorzej z łukami zachodzącymi wzdłuż innych krzywych; pewnie trzeba by było je jakoś składać z tych kolistych. Możesz sama spróbować takie coś stworzyć, jeśli do czegoś Ci to potrzebne ;) Mnie jakoś jak dotąd wystarczały zwykłe, proste wektory, bo łuk można też poskładać z płynnie zmieniających się prostych kierunków.

Cytat: Fair Lady
P.S. Logarytm przelicze sama, ale ... ja ide inna droga :tuptup:
Jaką inną?

Cytat: Fair Lady
Wogole napisze jeszcze szczegolowo, to tak na szybko.
Fajnie :) Czekam (nie)cierpliwie :)

Cytat: Fair Lady
Ostatecznie chcieli wymiane opinii "na zywo" ;) to maja!
Kto chciał?

Aaaa... "Oni".... kosmici? ;)
« Ostatnia zmiana: Listopad 20, 2012, 05:25:51 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #32 dnia: Listopad 20, 2012, 10:40:09 »
Cytat: SasQ
Po czym poznać, że linia jest prosta? Jak odróżnić linię prostą od krzywej?  :mysl:

Trzeba ją wprawić w ruch :)... lub patrzeć jednocześnie z wielu perspektyw.


Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #33 dnia: Listopad 20, 2012, 11:00:15 »
<bukiet> za tak dokladne wyjasnienia. Posiadasz ogromna wiedze i juz teraz widze, ze jestes prawdziwym informatykiem, co do fizyki jeszcze mnie nie przekonales, wroce zaraz do tych fal, napisze szczegolowo, w watku innym.
Podczas wyjasniania zagadnien wektorowych pojawilo sie pytanie (zagadnienie) co to jest linia prosta. Piszesz po czym mozg rozpoznaje, ze to linia prosta? Swietnie sformulowane pytanie! Brawo. No wlasnie mozg jest komputerem i rozpoznaje dokladnie tak samo, jak Ty czy ktos inny programuje prosta na monitorze (czy w kodzie matrycy). Wg wspolrzednych! Czyli nie takie bez sensu bylo wprowadzenie siatek kartograficznych i przyblizenie modeli przestrzennych.

//Ja uczylam sie, ze istnieja tzw. pojecia pierwotne chyba cos na rowni z dogmatami, ktore nie maja definicji, lecz trzeba je przyjac jako dane. Punkt, prosta, przestrzen, plaszczyzna i zbior (ciekawe ile to bitow ;), bo elementow 5.//

Wracajac do wektora to zrodzilo sie u mnie pytanie, czy nie jest aby rodzajem "igly magnetycznej" :mysl:



Pisales SasQ "bo slowa maja wielka moc" - mysli tez!
Slowa to specjalne kody i do tego tak sprytnie wymieszane, ze nie lada fachowca trzeba, aby sie umiec w nich poruszac. Co do systemu literowago 26 i jego analizy, to warto wrocic do run - tam jest wiecej informacji. Znasz?
Leibniz to przeciez "ojciec" kompow, czytalm co nieco o tym ;)

Pragne teraz przeskoczyc do tych fal - bo stoje w miejscu. Co do nauki Moniki, to wybacz, ale traktuje te dygresje ( z Twej strony) jako zart! Do punktu zero wroce jeszcze.

Swietne sa te twoje Archiwa X, tak znalazlam tam te "kartografie" (bo powiekszylam obraz :oczko:).

P.S. Podczas pisania tego postu otrzymalam informacje, ze ktos cos wstawil, i to Lucyfer, jakby wyczytal w moich myslach o czym pisze, no prosze - multitalent spirytystyczny ;)

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #34 dnia: Listopad 20, 2012, 11:52:23 »
Cytat: Lucyfer
Trzeba ją wprawić w ruch :)... lub patrzeć jednocześnie z wielu perspektyw.
Yyyyy.... :-\
No to jak z użyciem tego czegoś definiujesz linię prostą?
I jak ten dekielek ma mi pomóc w odróżnieniu linii prostej od krzywej?
Bo ani obrazek, ani Twoje "objaśnienie" jak na razie nic mi nie mówią w tej sprawie...

Cytat: Fair Lady
No wlasnie mozg jest komputerem
To prawda, jest komputerem. Ale nieco innym, niż znane nam komputery cyfrowe, oparte na modelu maszyny Turinga. Nie wykonuje obliczeń cyfrowo. Nie posiada rejestrów binarnych. Nie posiada liniowej pamięci (w modelu Turinga była nią długa "taśma"). Nie posiada centralnej jednostki obliczeniowej (arytmometru). To zupełnie inny rodzaj komputera, i porównywanie go do tych prymitywnych komputerów cyfrowych, które ludzie wymyślili, to obraza dla Matki Natury ;) Natura wynalazła sprytniejsze i potężniejsze modele obliczeniowe, niż Allan Turing.

Poza tym, jeśli już znasz ucznia (Allana Turinga), to warto też poznać jego mistrza (Alonzo Churcha) ;) Obaj wynaleźli swoje modele obliczeń, i udowodniono, że model Churcha jest równie potężny, jak model Turinga. Ale nigdy nie udowodniono, że to działa też w drugą stronę. Więc nie wykluczone, że model Churcha jest potężniejszy obliczeniowo, i według moich pokmin wiele na to wskazuje ;)

Cytat: Fair Lady
i rozpoznaje dokladnie tak samo, jak Ty czy ktos inny programuje prosta na monitorze (czy w kodzie matrycy).
Niestety nie. Bo jak już mówiłem, mózg nie jest komputerem cyfrowym. Rozpoznawanie takich rzeczy robi zupełnie inaczej, niż robią komputery cyfrowe, i dlatego radzi sobie z tym znacznie lepiej od nich ;-J

Cytat: Fair Lady
Wg wspolrzednych! Czyli nie takie bez sensu bylo wprowadzenie siatek kartograficznych i przyblizenie modeli przestrzennych.
Tak, mnie też próbowano wpoić geometrię analityczną i stwierdzenia, że linia prosta to jest taka, której współrzędne spełniają równanie liniowe, ale nigdy się z tym nie mogłem zgodzić, bo to odwracanie kota ogonem.
Dlaczego? To proste:
Bo aby zbudować układ współrzędnych i tę Twoją "siatkę kartograficzną", linie proste muszą już być zdefiniowane!
Inaczej skąd będziesz wiedzieć, że Twoje linie siatki są faktycznie proste? Jak zlokalizujesz poszczególne punkty wykresu Twojej linii, jeśli nie będziesz w stanie zmierzyć odległości tych punktów od poszczególnych osi po najkrótszej drodze, czyli po linii prostej? Jak wykreślisz osie?
Wszystkie te rzeczy wymagają istnienia linii prostych a priori (czyli z góry).

To samo dotyczy obrazka z wektorem, który wstawiłaś:
Można mówić, że wektor można opisać jego współrzędnymi (ciągiem liczb). Ale ten sam wektor można opisać w nieskończenie wielu różnych układach współrzędnych, i w każdym z nich te wartości liczbowe wyjdą inne, choć wektor pozostaje ten sam. A to dlatego, że wektor nie zależy od układu współrzędnych. Jest samodzielnym obiektem matematycznym i można się nim posługiwać całkowicie bez używania współrzędnych. Współrzędne to tylko taki sposób "zmierzenia" wynikowego wektora, gdy już potrzebujemy konkretnych danych liczbowych, i można to zrobić nawet dopiero na samym końcu, po wykonaniu na nim wszystkich wymaganych przekształceń geometrycznych.

W dodatku tutaj też jest kot ogonem do przodu:
Bo chcąc zdefiniować układ współrzędnych, wektory muszą już istnieć. Bez nich nie zbudujesz bazy ortonormalnej, czyli zestawu prostopadłych do siebie wektorów jednostkowych, które wyznaczają kierunki osi układu współrzędnych i ich jednostki. A z kolei tych wektorów nie zdefiniujesz, dopóki nie masz zdefiniowanego pojęcia kierunku i odległości. Oba te pojęcia niejawnie zależą od pojęcia linii prostej.
To właśnie dlatego pisałem niedawno, że współcześni matematycy wszystko pokręcili z tymi układami współrzędnych i wszystko robią na odwrót.

Jeśli uważnie się przyjrzysz temu rysunkowi, to zobaczysz, że przerywana linia, którą opisano "kierunek", jest linią prostą, wzdłuż której leży ten wektor. Bo kierunek to inna nazwa dla linii prostej. Dopóki nie masz linii prostych, nie możesz też opisywać kierunków. A bez kierunków nie zdefiniujesz wektora. A bez wektorów nie można mówić o układach współrzędnych, bo one są budowane z wektorów.

Innymi słowy, bez prostej ani rusz. Dlatego tak bardzo mi zależy na jej porządnym zdefiniowaniu, bo to najbardziej kluczowe pojęcie w całej geometrii.

Cytat: Fair Lady
Ja uczylam sie, ze istnieja tzw. pojecia pierwotne chyba cos na rowni z dogmatami, ktore nie maja definicji, lecz trzeba je przyjac jako dane. Punkt, prosta, przestrzen, plaszczyzna i zbior (ciekawe ile to bitow ;), bo elementow 5.
Nie wiem co tam robi ten zbiór, bo nie jest obiektem geometrycznym ani nie pasuje do tej sekwencji kolejnych wymiarów ;) Następna powinna być raczej objętość (przestrzeń trójwymiarowa). Ale nawet ona nie jest ostatnia, bo liczba wymiarów nie jest ograniczona od góry 8*)

A co do pojęć pierwotnych, czyli aksjomatów:
To prawda, są one podstawowe dla każdej teorii i stanowią "dane wejściowe" dla całej jej logicznej konstrukcji, dlatego się ich nie definiuje. Ale nie dlatego, że się nie da, tylko dlatego, żeby nie zagłębiać się w tej teorii głębiej, niż potrzebujemy. Na przykład moja teoria chemiczna może zakładać, że istnieją atomy, i nie definiować ich, żeby nie utonąć w szczegółach budowy atomów, bo to nie moja działka jako chemika. Następnie mogę z tych atomów, jako cegiełek, budować różne bardziej złożone obiekty (cząsteczki) i stawiać twierdzenia na ich temat (jakie atomy mogą się łączyć, a jakie nie, i w jaki sposób, oraz jak to wpływa na właściwości chemiczne cząsteczek). Ale dla fizyka atomy to już nie będą pojęcia pierwotne, bo jego działka to właśnie tworzenie teorii na temat budowy wewnętrznej atomu. Dla niego pojęcia pierwotne będą inne i nieco głębsze: "cząstki elementarne" (np. elektrony). A więc jak widzisz, pojęcia pierwotne jednej teorii nie muszą nimi być w innej teorii (szerszej/głębszej). Nawet jeśli współcześni matematycy uważają punkty, linie proste, płaszczyzny itp. za pojęcia pierwotne w ich teoriach geometrycznych, nie musi to wcale oznaczać, że nie da się ich jakoś zdefiniować. Według mnie powinno się dać, bo jest ich za dużo. A skoro jest ich za dużo, to nie mogą być podstawowe. Muszą składać się z czegoś głębszego, co je różnicuje od siebie.

Cytat: Fair Lady
Wracajac do wektora to zrodzilo sie u mnie pytanie, czy nie jest aby rodzajem "igly magnetycznej" :mysl:
Zdecydowanie nie, bo wektor to idea ;) Nie jest zrobiony z żelaza, więc nie może mieć właściwości magnetycznych :P:
Może jednak służyć jako model dla igły magnetycznej, wyznaczając kierunek linii pola magnetycznego na Twoich rysunkach z magnesami ;)

Cytat: Fair Lady
Leibniz to przeciez "ojciec" kompow, czytalm co nieco o tym ;)
Ojciec może nie ;) Najstarszy znany jak dotąd komputer to Mechanizm z Antikythery. Był mechaniczny, podobnie jak maszyna różnicowa Leibniza, tylko bardziej skomplikowany, i służył do obliczania pozycji planet i zaćmień Słońca i Księżyca.

Cytat: Fair Lady
Swietne sa te twoje Archiwa X, tak znalazlam tam te "kartografie" (bo powiekszylam obraz :oczko:)
Spoko ;) Może niedługo zeskanuję parę innych ;)
« Ostatnia zmiana: Listopad 20, 2012, 12:05:14 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #35 dnia: Listopad 20, 2012, 12:04:05 »
Cytuj
Inaczej skąd będziesz wiedzieć, że Twoje linie siatki są faktycznie proste? Jak zlokalizujesz poszczególne punkty wykresu Twojej linii, jeśli nie będziesz w stanie zmierzyć odległości tych punktów od poszczególnych osi po najkrótszej drodze, czyli po linii prostej? Jak wykreślisz osie?
Wszystkie te rzeczy wymagają istnienia linii prostych a priori (czyli z góry).

Jakie linie siatki? Siatke tworzy zbior uporzadkowanych punktow, a do tego sa wlasnie wspolrzedne, czyli ciagi liczbowe, albo alfa-numeryczne, zalezy od kodu). To te piksele sa poczatkiem, a potem laczy sie, czy przesuwa (stad te wektory) - niech posluzy jednoczesnie za odpowiedz na temat przynaleznosci "zbioru" do tych aksjomatow. Objetosc jest zagadnieniem z dziedziny fizyki.

Wyobraz sobie wektor jako wskazowke zegara. Poki trzyma ja sila punktu zerowego, to obraca sie w kolo, a jak sie zerwie z kieratu to zacznie szalec (pozornie).
 :tuptup:
« Ostatnia zmiana: Listopad 20, 2012, 12:06:03 wysłana przez Fair Lady »

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #36 dnia: Listopad 20, 2012, 12:53:39 »
Cytat: SasQ
Yyyyy....   :-\
No to jak z użyciem tego czegoś definiujesz linię prostą?
I jak ten dekielek ma mi pomóc w odróżnieniu linii prostej od krzywej?
Bo ani obrazek, ani Twoje "objaśnienie" jak na razie nic mi nie mówią w tej sprawie.

Chodzi mi o prostą linie o jednej gałęzi nie posiadającej zakończeń.


Patrząc na taką linie tylko z jednej perspektywy nie będziesz w stanie określić czym ona jest.

Musisz ją zbadać z wielu stron żeby sprawdzić czy linia prosta nie jest czasem dekielkiem.  :D



W tym przypadku wystarczą 4 perspektywy










Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #37 dnia: Listopad 21, 2012, 08:55:00 »
Cytat: Fair Lady
To te piksele sa poczatkiem
Czy to ja jestem już aż taki stary żeby pamiętać, że kiedyś ekrany nie posiadały pikseli? I że istniały komputery, które nie były cyfrowe i nie używały binarnych bitów? A może to Ty jesteś tak młoda, że urodziłaś się już w epoce cyfrowej i nie znasz innego podejścia do komputeryzacji, niż system binarny i dyskretne piksele? :mysl:

Świat jest dużo bardziej bogatszy, niż się panu t'Hooft'owi śniło, i wcale nie jest zero-jedynkowy. W przeciwieństwie do współczesnych komputerów, jest ciągły i analogowy. Podobnie jak geometria.

Piksele nie wyznaczają geometrii -- to geometria wyznacza piksele. Bo pixele nie są punktami, tylko raczej małymi kwadracikami (lub czasami innymi figurami dobrze wypełniającymi przestrzeń równomiernie), a więc same posiadają linie (krawędzie), powierzchnię, i leżą w punktach przecięć linii siatki.

Jeśli całe Twoje doświadczenie z grafiką komputerową zawiera się w zapalaniu pixeli na ekranie, to rzuć okiem na grafikę 3D i działanie nowoczesnych kart graficznych. W szczególności na metody teksturowania. Zobaczysz wtedy, że pixele przestają już być takie "punktowe" i stają się matrycą ułożoną z kwadratowych/prostokątnych pól. I pomiędzy współrzędnymi ich brzegów (całkowitymi) istnieją współrzędne ułamkowe, które trzeba uwzględniać podczas mapowania tekstur i dyskretyzacji obrazu, bo nie zawsze dany teksel (kolorowy kwadracik na obrazku tekstury) pokrywa się równo z danym pikselem (kwadracikiem na ekranie) i trzeba go interpolować. Istnieją też tekstury (proceduralne, czyli obliczane z jakichś wzorów matematycznych), które nie składają się z pojedynczych pikseli. Można policzyć ich wartość w dowolnym miejscu (punkcie) ich powierzchni lub objętości i to, z jakich miejsc bierzemy te wartości koloru, zależy od siatki współrzędnych, na których zamapowane są piksele obrazu.

Cytat: Fair Lady
Cytat: SasQ
Inaczej skąd będziesz wiedzieć, że Twoje linie siatki są faktycznie proste?
Jakie linie siatki?
Te, które wyznaczają Twój układ współrzędnych, dla tych pikseli. Bez układu współrzędnych skąd będziesz wiedzieć, gdzie dokładnie znajduje się dany piksel na powierzhni ekranu i w jakiej odległości od któregoś z rogów?

Cytat: Fair Lady
Siatke tworzy zbior uporzadkowanych punktow, a do tego sa wlasnie wspolrzedne, czyli ciagi liczbowe, albo alfa-numeryczne, zalezy od kodu).
No właśnie. Więc ponawiam pytanie: skąd wiesz, gdzie są te punkty? One nie znajdują się w przypadkowych miejscach, tylko na przecięciu linii siatki współrzędnych (bez względu na to, czy ta siatka jest faktycznie widoczna, czy tylko "wyobrażona", ale musi tam być). Więc wracamy do punktu wyjścia, bo żeby wyznaczyć punkty, w których należy umieścić piksele (środki lub rogi ich prostokątnych obszarów), trzeba przeciąć ze sobą linie proste poprowadzone od osi współrzędnych. Także osie współrzędnych to linie proste. Więc jak byś nie kombinowała, linie proste zawsze będa leżeć głębiej, niż piksele czy inne współrzędne dyskretne (nie mówiąc już o tych analogowych), więc nie można definiować czym jest linia za pomocą pikseli, bo tworzy się zakręcona logika (błędne koło), w której jedne definicje wynikają z drugich, a drugie z tych pierwszych.

Zajrzyj sobie kiedyś do "Elementów" Euklidesa i przyjrzyj się, jak on wyprowadza swoją teorię geometryczną. Każda następna definicja wynika jedynie z poprzednich, zdefiniowanych wcześniej. I nigdy nie definiuje naprzód czegoś, czego nie będzie za chwilę potrzebował (nie mnoży bytów nad potrzebę). Np. nie definiuje miary kąta, bo może się obejść bez niej; wystarczy mu porównywanie kątów (większe, mniejsze, równe) do stawiania większości twierdzeń na temat ich geometrycznych właściwości. Dla mnie jego podejście jest najlepszym wzorcem tego, jak powinna wyglądać poprawna teoria logiczna.

Cytat: Fair Lady
niech posluzy jednoczesnie za odpowiedz na temat przynaleznosci "zbioru" do tych aksjomatow.
To, że zbiór jest aksjomatem we współczesnej matematyce, to akurat prawda. Ale wydawało mi się, że tamta lista (Twoja) dotyczyła kolejnych obiektów geometrycznych, w kolejnych wymiarach (w końcu rozmawialiśmy o geometrii, a nie teorii zbiorów), i do tej kolekcji zbiór pasował jak pięść do nosa.

Kiedyś był taki program dla dzieci "Ulica Sezamkowa", w którym pluszowe Muppety uczyły dzieci różnych rzeczy. Między innymi mieli tam taką grę pod tytułem "Co tutaj nie pasuje?". Pokazywali kilka obiektów, z których jeden nie pasował do pozostałych. Moim zdaniem był to świetny i zabawny sposób na ćwiczenie zdolności abstrakcyjnego myślenia. Bo aby odgadnąć, który przedmiot nie pasuje, trzeba było przyjrzeć się cechom wszystkich tych obiektów i znaleźć takie, które są wspólne dla wszystkich z wyjątkiem jednego, czyli dokonać abstrakcji. Jeśli nigdy tego nie oglądałaś, to może czas najwyższy nadrobić zaległości? ;D

Cytat: Fair Lady
Objetosc jest zagadnieniem z dziedziny fizyki.
Skąd ten pomysł? Objętość jest definiowana już w matematyce, jako przestrzeń zawarta wewnątrz trójwymiarowej bryły (w obrębie jej ścian). Fizyka nie ma tu nic do rzeczy. Znów mylisz skutki z przyczynami, zastosowania z definicjami, ogół ze szczegółem, abstrakcję z konkretem.

Cytat: Fair Lady
Wyobraz sobie wektor jako wskazowke zegara. Poki trzyma ja sila punktu zerowego, to obraca sie w kolo, a jak sie zerwie z kieratu to zacznie szalec (pozornie). :tuptup:
Jesoo, co Ty masz z tym punktem zerowym? Już raz zwracałem Ci uwagę na to, że używasz tego pojęcia niezbyt precyzyjnie. Skoro robisz to nadal, to albo zwyczajnie się nie uczysz, albo robisz to złośliwie.

Po pierwsze, wektor nie jest wskazówką zegara (znów mylisz konkret z abstrakcją). Wskazówka zegara ma kształt strzałki, podobnie jak wektor można przedstawić jako strzałkę, ale na tym podobieństwo się kończy.

Po drugie, wektor nie musi być też nigdzie zaczepiony, bo w jego definicji nie ma ani słowa o zaczepianiu go gdziekolwiek. Wektor zaczepiony w początku układu współrzędnych, oraz wektor zaczepiony dajmy na to w punkcie (3;7), są dokładnie tym samym wektorem. Bo jedynymi właściwościami wektora są długość i kierunek. Gdziekolwiek byś go nie zaczepiła, jest to wciąż ten sam wektor, o tych samych właściwościach i spełnianej roli.

Po trzecie, wektorów używa się do opisywania sił, ale one same nie są siłami (po raz kolejny mylisz konkretne zastosowanie z abstrakcją). Bo wektorów można też użyć do opisania przemieszczeń obiektów w przestrzeni, a także kierunku i natężenia pola elektrycznego czy magnetycznego w danym punkcie, a nawet stromości zbocza góry i kierunku największej stromizny.

Pomijając już fakt, że zupełnie nie rozumiem co ma obracający się wektor do pojęcia linii prostej, o którym rozmawialiśmy. No ale cóż... widać lubisz skakać po tematach jak pasikonik i wprowadzać coraz większy zamęt. I powoli zaczyna mnie to już męczyć, bo do niczego nas to nie prowadzi, więc chyba odpuszczę sobie tę całą dyskusję i wrócę do swoich spraw, bardziej produktywnych.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #38 dnia: Listopad 21, 2012, 10:00:01 »
SasQ
Cytuj
Jakie linie siatki?
Te, które wyznaczają Twój układ współrzędnych, dla tych pikseli. Bez układu współrzędnych skąd będziesz wiedzieć, gdzie dokładnie znajduje się dany piksel na powierzhni ekranu i w jakiej odległości od któregoś z rogów?

Ano z definicji, na samym poczatku definiuje sie zakres dzialania (Dim) i tam jest juz okreslone "ile rogow ma siatka" ;D

Cytuj
Bo aby odgadnąć, który przedmiot nie pasuje, trzeba było przyjrzeć się cechom wszystkich tych obiektów i znaleźć takie, które są wspólne dla wszystkich z wyjątkiem jednego, czyli dokonać abstrakcji. Jeśli nigdy tego nie oglądałaś, to może czas najwyższy nadrobić zaległości?

Ogladalam. Zapamietam sobie.

Co do objetosci to mieszasz gruszki z jablkami. Jest to typowe pojecie z domu fizyki, gdyz ogromna role w wypelnieniu zamknietej figury przestrzennej odgrywa gestosc danego medium.

Cytuj
No ale cóż... widać lubisz skakać po tematach jak pasikonik i wprowadzać coraz większy zamęt. I powoli zaczyna mnie to już męczyć, bo do niczego nas to nie prowadzi, więc chyba odpuszczę sobie tę całą dyskusję i wrócę do swoich spraw, bardziej produktywnych.

Gdybysmy wszyscy byli jednakowi, nudno byloby na tym swiecie.
Zycze owocnych prac bardziej produktywnych.


 





Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #39 dnia: Listopad 21, 2012, 10:33:39 »
Cytat: Fair Lady
Cytat: SasQ
Bez układu współrzędnych skąd będziesz wiedzieć, gdzie dokładnie znajduje się dany piksel na powierzhni ekranu i w jakiej odległości od któregoś z rogów?
Ano z definicji, na samym poczatku definiuje sie zakres dzialania (Dim) i tam jest juz okreslone "ile rogow ma siatka" ;D
No więc właśnie: Żeby namierzyć każdy pixel, gdzie dokładnie on leży na tym ekranie, musisz znać jego współrzędne. A współrzędne mówią tylko tyle: ile kroków należy odmierzyć w jednym kierunku (np. poziomo), a ile w drugim (pionowo). Kroków, czyli szerokości pojedynczego piksela. Ale żeby móc to odmierzyć, musisz wiedzieć kilka kolejnych rzeczy:
1. Jaką szerokość ma piksel (jako prostokącik). A więc musisz zmierzyć długość krawędzi jego boku, która jest linią prostą. Wniosek: linia prosta musi być już zdefiniowana. Nie możesz jej definiować pikselami i ich współrzędnymi, bo one same używają jej w swojej własnej definicji.
2. W którym kierunku należy je odmierzać, czyli w którą stronę biegną osie układu współrzędnych. A osie są, znów, liniami prostymi. Kierunki też. Wniosek: Taki jak poprzednio. Linie proste muszą już być zdefiniowane.

W każdym przypadku, w którym mowa o mierzeniu odległości lub kierunku (a więc dwóch podstawowych właściwości wektora), niejawnie mowa jest o liniach prostych. I muszą one być zdefiniowane zanim zdefiniujesz długość i kierunek, a później całą resztę (układy współrzędnych, siatki kartograficzne, wektory itp.). Robienie tego w innej kolejności jest odwracaniem kota ogonem i przeczy wszelkiej logice, bo zatacza błędne koła.

Cytat: Fair Lady
Co do objetosci to mieszasz gruszki z jablkami. Jest to typowe pojecie z domu fizyki, gdyz ogromna role w wypelnieniu zamknietej figury przestrzennej odgrywa gestosc danego medium.
Nie, to Ty mieszasz gruszki z jabłkami i jeszcze zwalasz swój brak zrozumienia na innych. Gęstość to zupełnie co innego, i używa objętości w swojej definicji. Gęstość to ilość materii mieszcząca się w danej objętości. Aby mówić o gęstości, trzeba już więc wiedzieć czym jest objętość i jak jest mierzona. A dopiero wtedy można mierzyć, ile materii do niej upchano. d = m / V

Zajrzyj łaskawie do źródeł, czyli do "Principia Mathematica" Newtona, on tam bardzo zrozumiale opisuje definicje tych pojęć.
http://archive.org/stream/newtonspmathema00newtrich#page/n78/mode/1up
« Ostatnia zmiana: Listopad 21, 2012, 10:38:32 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #40 dnia: Listopad 21, 2012, 10:51:33 »
Kiedys zastanawialam sie, dlaczego monitor nie jest okragly, lecz zawsze prostokatny?  :mysl:
Bo tak zostal zdefiniowany, w uproszczeniu, tak samo jak zdefiniowano skale barw i inne kody, to co widzimy dookola siebie (i na sobie oraz w sobie) to wynik unikodacji (nierzadko poza plecami klienta-uzytkownika).
Architekt tworzy na rajzbrecie, a potem testuje.
Pare lat temu wlasnie z takimi pytaniami zwrocilam sie do chlopakow z Micro Softu, sama napisalam co mi nie podoba sie i dlaczego nie ma tak jakbym chciala, bo w naiwnosci mojej myslalam, ze programowac mozna co i jak sie tylko chce.
Odpowiedz byla klarowna - bo na wszystko sa patenty i licencje!

Wracajac do objetosci, to tylko malutki przeskok do tych fal, Twoje slowa - przemieszczenie w osrodku. No wlasnie to medium to ten osrodek, i to jest niezmiernie wazne! Bo to fizyka wlasnie :oczko:
« Ostatnia zmiana: Listopad 21, 2012, 10:53:49 wysłana przez Fair Lady »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #41 dnia: Listopad 21, 2012, 11:24:12 »
No to Cię chłopaki ściemnili ;) Tak sprawa wygląda tylko w ich świecie, czyli świecie zamkniętego, komercyjnego, korporacyjnego oprogramowania. Tutaj to Ty miałaś rację, nie oni: zaprogramować możesz sobie co tylko chcesz. Nie mają tu znaczenia żadne patenty i licencje.

Tak nawiasem mówiąc: sprzedawanie oprogramowania na licencjach "wynalazł" Bill Gates. Przed nim oprogramowanie było wolne. Często także od opłat, choć płaciło się np. za napisanie programu (za pracę programistów i wdrożeniowców), ale nie za licencje na używanie napisanych programów. Każdy mógł pisać co chce, modyfikować cudze programy do woli itp. Ten ruch istnieje nadal, i zwie się Wolnym Oprogramowaniem (Free Software). Każdy programista może do niego dołączyć. Ja używam wyłącznie wolnego oprogramowania od kilku lat (nie mam Windowsa ani MS Office'a i nie zamierzam mieć, ani nawet nie potrzebuję ich ;)). Świat jest o wieele wiele szerszy, niż MałyMiękki i jego Windowsy ;) Może powinnaś pogadać właśnie z chłopakami od wolności kodu? :)

Patenty i licencje nie muszą Cię obchodzić, dopóki piszesz dla siebie i nie zamierzasz sprzedawać takiego oprogramowania, bo wtedy faktycznie mogłabyś naruszać czyjś patent (czyli prawnie nadany monopol na dane rozwiązanie techniczne). Jednak czyste idee nie podlegają ani prawu autorskiemu (bo jemu podlegają tylko utwory w postaci utrwalonej, fizycznie), ani prawu patentowemu (bo patentowanie dotyczy rozwiązań technicznych, fizycznie istniejących i działających urządzeń). To, że na Dzikim Zachodzie próbują patentować oprogramowanie, nie znaczy, że tak jest wszędzie, i że należy ich naśladować ;) W Europie na szczęście ta kwestia nadal jest otwarta i dyskutowana.

A okrągłe ekrany monitorów istniały ;) Właśnie w tych czasach przed-pikselowych. Tu jeden przykład:
http://cache.gizmodo.com/assets/images/4/2011/05/cathode-ray-tube524.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


Cytat: Fair Lady
Wracajac do objetosci, to tylko malutki przeskok do tych fal, Twoje slowa - przemieszczenie w osrodku. No wlasnie to medium to ten osrodek, i to jest niezmiernie wazne! Bo to fizyka wlasnie
A tego zdania to już kompletnie nie rozumiem.

Ale nie wykręcaj się sianem ;) Różnica między objętością a gęstością wcale nie jest "drobnym przeskokiem" -- to zupełnie inne pojęcia i oznaczają co innego.
« Ostatnia zmiana: Listopad 21, 2012, 11:31:02 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #42 dnia: Listopad 21, 2012, 12:03:28 »
SasQ
Cytuj
Ja używam wyłącznie wolnego oprogramowania od kilku lat (nie mam Windowsa ani MS Office'a i nie zamierzam mieć, ani nawet nie potrzebuję ich ). Świat jest o wieele wiele szerszy, niż MałyMiękki i jego Windowsy Może powinnaś pogadać właśnie z chłopakami od wolności kodu?

Pieknie by bylo, ale gdy piszesz sam dla siebie, czy swojej firmy. Ale, gdy uzywasz urzadzenia nie tylko do klikania na forach i sprawdzania skrzynek ;), lecz rowniez do pracy, z ktorej zyjesz (bo za cos trzeba kupic chleb itd.), to juz konczy sie wolnosc. Bo programiki musza miec taka specjalna akredytacje i zwal jak zwal chodzi wlasnie o sprzedaz tychze "licencji, bibliotek, patentow". Pieniadz rzadzi swiatem.
Gdy nastepuje wymiana danych miedzy wieloma uzytkownikami, firmami to musi byc plaszczyzna porozumienia jednolita. I tak to wyglad, ze koncerny zawladnely sobie ten prym.  

I wlasnie dlatego, ze mnie ta ich dominacja wkurza chcialam sie dowiedziec czegos o tych falach, bo jestem np. ja caly czas nimi bombardowana. gdzie nie spojrze to cos miga, czyli wysyla sygnaly, albo impulsy, ale tez oblicza, a nawet jak w kwantowych komunikuje sie (czesto bezprawnie). Cyberworld!

A co do tych chlopakow od wolnosci kodu to myslalam, ze rozmawiam. :) Ale skoro jestem persona nongrata (czyli ten niepasujacy element zbioru), to o czym dalej dyskutowac.

Edit:

"Ośrodek

Fale muszą się w czymś rozchodzić. Tym czymś jest właśnie ośrodek. Jest to jakiś materiał, który ma pewne zdolności umożliwiające przenoszenie fal. Cóż to za właściwości?
Ciągłość: Czyli brak przerw, dziur. Nie jest to kluczowe, ale aby fala mogła dostać się z jednego miejsca w inne, musi istnieć jakaś nieprzerwana droga między tymi miejscami.
Sprężystość: Ośrodek musi być zdolny się odkształcać. Bo gdyby był całkowicie sztywny, żadna fala nie mogłaby w nim powstać.
Bezwładność: Gdy jakieś miejsce ośrodka zostanie wprawione w ruch, musi w tym ruchu pozostać. Nie może decydować "samo z siebie", czy się zatrzymać, czy zacząć się poruszać, bo wtedy rzeczy działyby się "same", w sposób nieprzewidywalny
Powyższe właściwości są w zasadzie wszystkim, czego fale potrzebują do istnienia.

A z czego ten ośrodek jest zbudowany?
To z reguły nie ma znaczenia dla fal. Wystarczy, że ośrodek spełnia powyższe właściwości, by fale mogły w nim podróżować. Jednak ludzie często pytają o szczegóły budowy ośrodka. W szczególności wielu fizyków twierdzi, że ośrodek musi się składać z cząstek, z czym nie do końca się zgadzam, ale o tym za chwilę. Dlatego podam poniżej kilka przykładów takich ośrodków i z czego są zbudowane. Zobaczysz, że wszystkie one mają ze sobą coś wspólnego, i wyjaśni się też kwestia tej cząsteczkowej budowy."

« Ostatnia zmiana: Listopad 21, 2012, 12:06:28 wysłana przez Fair Lady »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #43 dnia: Listopad 22, 2012, 11:43:26 »
Trochę tu było o kartografii i wymiarach, więc podrzucam:

Dimensions 1/3 - Dwa wymiary (napisy PL)
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=J9etagfCYFA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=J9etagfCYFA</a>

Ten i dwa kolejne odcinki, tutaj:
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,293.msg8366.html#msg8366

Pozdrawiam!  :-)

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #44 dnia: Listopad 22, 2012, 12:08:22 »
Przesliczne sa te materialy i bardzo lagodnie podana wiedza. Tak, od tego trzeba zaczynac poznawanie Wszechswiata, obejrze z przyjemnoscia do konca.

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #45 dnia: Grudzień 07, 2012, 09:52:39 »
Cytuj
Zakaz Pauliego   W mechanice kwantowej obrazem elektronu jest fala*. W kawałku metalu (weźmy dla uproszczenia prostopadłościan) stany elektronu, do których odnosi się zakaz Pauliego, można wybrać w postaci fal stojących. Liczby kwantowe,  będą numerować te fale, licząc ich węzły w każdym z trzech kierunków, podobnie, jak można numerować możliwe drgania struny gitary. Im krótsza fala, tym większa jej częstość f, a więc i energia E  elektronu**. Wszystkie możliwe energie elektronów przewodzenia w metalu są gęsto rozmieszczone w przedziale zwanym pasmem przewodnictwa. Aby spełnić zakaz Pauliego, elektrony w metalu zajmują stany od najniższych energii aż do wartości zwanej poziomem Fermiego.

Przejrzalam watek Michala-Aniola o mechanice kwantowej i stamtad ten powyzszy cytat.
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,208.msg8425/topicseen.html#msg8425
Pytanie: co znaczy, ze liczby kwantow beda numerowac fale, czyzby o zasady swietej geometrii chodzilo?
« Ostatnia zmiana: Grudzień 07, 2012, 09:59:50 wysłana przez Fair Lady »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #46 dnia: Grudzień 12, 2012, 17:22:22 »
Cytat: Fair Lady
Przejrzalam watek Michala-Aniola o mechanice kwantowej i stamtad ten powyzszy cytat.
Cytat jest jak sądzę z zupełnie innego miejsca, bo Michał-Anioł głównie cytuje zewsząd, ale rzadko oznacza co jest cytatem, a co jego własnymi wypowiedziami (czyżby po to, żeby wyglądało, że to wszystko są jego słowa? hmm...). Całe szczęście zdarza mu się podawać źródła pod spodem. Ja sam często się gubię w jego postach z tego powodu, więc przyjąłem sobie taką doświadczalną zasadę (być może błędną): krótkie zdawkowe odpowiedzi są jego, a reszta to cytaty. Z reguły da się to rozpoznać po stylu pisania. Można też łatwo sprawdzić, co Michał-Anioł cytuje, a co sam pisze, zadając mu o to bardziej szczegółowe pytania ;) Jeśli zacznie się irytować i wykręcać, to znaczy, że to nie było jego ;)

Cytat: Fair Lady
Pytanie: co znaczy, ze liczby kwantow beda numerowac fale, czyzby o zasady swietej geometrii chodzilo?
Liczby kwantowe to po prostu numery kolejnych harmonicznych. Porównując do muzyki: kolejnych "oktaw". A ściślej: będą to kolejne wielokrotności częstotliwości podstawowej: dwukrotność, trzykrotność, czterokrotność itd. Lub kolejne pod-wielokrotności podstawowej długości fali: 1/2, 1/3, 1/4 itd. Tak byłoby w jednym wymiarze. Gdy wymiarów (niezależnych kierunków) jest dostępnych więcej, fala ma więcej różnych możliwości podzielenia się także w tych innych kierunkach, na różne sposoby, i wtedy potrzeba więcej liczb do opisania wszystkich tych kombinacji. Dlatego wprowadzono kolejne liczby kwantowe.

Zanim opiszę czym one są, otwórz sobie gdzieś na osobnej zakładce tę oto stronę z tabelą wszystkich orbitali:
http://www.orbitals.com/orb/orbtable.htm
i zerkaj na nią w czasie, gdy będę opisywał te liczby kwantowe, by widzieć co się zmienia i od czego zależy.

Główna liczba kwantowa oznaczana jest n. Wybiera ona "poziom energetyczny" elektronu w atomie. Określa liczbę wszystkich węzłów fali stojącej. n = 1, 2, 3, 4, 5, ... (kolejne liczby całkowite).

Azymutalna (kątowa) liczba kwantowa oznaczana jest l (mała litera L). Określa ona "kształt" orbitala, czyli ilość podziałów innych niż sferyczne. Ściślej mówi ile jest węzłów (podziałów) "równoleżnikowych", tworzących powierzchnie stożkowe wokół wybranej osi atomu, dzieląc atom jak szaszłyk :-J Ponieważ orbitale podzielone w taki sposób nie są już idealnie symetryczne wokół środka, tylko wyglądają różnie w różnych kierunkach, tę liczbę kwantową wiąże się z momentem pędu elektronu (odpowiednik pędu w ruchu obrotowym), który też zależy od kierunku w przestrzeni. Dawniej fizycy wyobrażali sobie to jako krążenie elektronu po orbicie jak planeta wokół słońca, bo taka orbita też ma pewną wyróżnioną oś i orientację w przestrzeni. Wzory się zgadzały, ale prawdziwa ich przyczyna jak się okazuje była zupełnie inna ;)
Liczba azymutalna może przyjmować wartości od 0 do n-1, bo liczba węzłów musi pozostać równa n, więc jeśli dochodzi nowy węzeł równoleżnikowy, to musi to się stać kosztem jednego węzła sferycznego, by ich liczba pozostała ta sama. Maksymalnie możesz zamienić wszystkie n węzłów sferycznych na n węzłów azymutalnych (niestety są liczone od 1, zamiast od 0, stąd n-1 jest górną granicą dla l).

Magnetyczna liczba kwantowa jest oznaczana m. Określa ona orientację orbitala w przestrzeni. Nazwa wzięła się stąd, że orientacja orbitala ma związek z właściwościami magnetycznymi atomów. Orbitale w zewnętrznym polu magnetycznym zachowują się trochę jak igła kompasu i ustawiają się względem tego pola w różnych orientacjach, i według tego można określić ich liczbę m. Zaś patrząc na to, jak fale stojące elektronu zależą od tej liczby: Liczba ta określa ilość podziałów południkowych, pionowymi półpłaszczyznami dookoła osi, tak jak dzieli się tort. Każdy taki podział jest robiony z kolei kosztem jednego z węzłów równoleżnikowych (azymutalnych), by ich ogólna liczba została zachowana. Dlatego liczba magnetyczna m może przyjmować wartości tylko od 0 do l, zarówno dodatnie, jak i ujemne (bo mogą być dwie przeciwne orientacje dla każdego z podziałów).

Przyglądając się uważnie tej tabelce orbitali i próbując wyczaić, co każda z tych liczb robi z orbitalami, jak na nie wpływa, możesz zauważyć coś ciekawego: Każda z tych liczb kwantowych odpowiada z grubsza jednej ze współrzędnych sferycznych, lub jakiejś ich kombinacji:
Główna liczba n mówi ile masz podziałów do wykorzystania (bo od ich liczby zależy energia). W najprostszym przypadku wszystkie węzły są sferycznymi powierzchniami, jak warstwy cebuli. Jeśli jednak fala podzieli się płaszczyzną na pół, to robi to kosztem jednego podziału sferycznego, by liczba tych podziałów (węzłów) pozostała ta sama (równa n).
Liczba azymutalna l odpowiada liczbie podziałów wzdłuż kąta biegunowego (równoleżnikami).
Liczba magnetyczna m odpowiada liczbie podziałów wzdłuż kąta azymutalnego (południkowego). (Dlatego moim zaniem to ona powinna się nazywać "azymutalna", a ta poprzednia "biegunowa", no ale niestety nie ja te nazwy dobierałem ;-/ ). Jeśli chcesz dodać nowy podział obwodowy (południkowy), to musisz to zrobić kosztem usunięcia jednego z węzłów równoleżnikowych, by ich liczba pozostała ta sama (a wraz z nią energia).
Najlepiej porównaj je sobie z tą moją planszą na temat współrzędnych sferycznych i zobacz, w jaki sposób one mogą dzielić przestrzeń:
http://sasq.comyr.com/Stuff/Geom/Trig/Sferyczne/Sferyczne.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


Nieco później okazało się, że te trzy liczby nie wystarczają do opisania wszystkich możliwości, jakie może przybierać fala elektronu w atomie. Trzeba było rozróżnić jeszcze dwie konfiguracje. Orbitale w tych konfiguracjach mają dokładnie takie same kształty, jednak mają przeciwne kierunki "wirowania" (w cudzysłowie, bo nie jest to typowe wirowanie cylindryczne, jakie znamy, czyli zachodzące wokół określonej osi, lecz obrót sferyczny, który zachodzi wokół punktu; wyjaśnię to innym razem, bo wymaga to najpierw zrozumienia, jak fale wirują w czwartym wymiarze ;-> ). Dlatego fizycy dołożyli jeszcze jedną liczbę kwantową: spinową, oznaczoną ms lub po prostu s. Dla elektronu może ona przyjmować tylko wartości "połówkowe: +1/2 lub -1/2, +3/2 lub -3/2, +5/2 lub -5/2 itd. Dokładniejsze wyjaśnienia innym razem, a na razie możesz po prostu przyjąć, że każdy możliwy kształt orbitala może mieć dwie odmiany (powiedzmy "dodatnią" i "ujemną"), które wyglądają identycznie, tylko "wirują" w odwrotnych kierunkach. Tak więc każdy taki orbital może być zajęty przez dwa elektrony jednocześnie (jeden "lewoskrętny", drugi "prawoskrętny").

Wiedząc to wszystko możesz "odzyskać" całą tablicę okresową pierwiastków chemicznych, dokładając kolejne elektrony do atomu :-) Musisz tylko pamiętać, że każdy kształt orbitala mogą zająć maksymalnie dwa elektrony (o przeciwnych spinach), łącząc się do pary. Tak więc każdy jeden elektron w atomie ma niepowtarzalny zestaw liczb kwantowych, opisujących jego własny kształt orbitala i spin. Żadne dwa elektrony nie mogą zajmować tego samego orbitala, jeśli mają te same spiny. Muszą się różnić jakimiś liczbami kwantowymi (choćby jedną), by mogły przebywać razem w tym samym atomie. To jest tak zwana zasada wykluczania Pauliego, lub zakaz Pauliego.

Pytanie tylko dlaczego dwa elektrony opisane tymi samymi liczbami kwantowymi nie mogą się znaleźć w tym samym atomie? Na to pytanie fizycy zwykle rozkładają ręce i mówią tylko "bo zakaz Pauliego zabrania". Ale to przecież nie jest wyjaśnienie :-P Bo nie mówi nic o tym, z czego ten "zakaz" wynika. A przecież nie z tego, że Wolfgang Pauli miał taki kaprys ;-J Żeby zrozumieć, skąd bierze się ta zasada, wystarczy wyobrazić sobie taką sytuację:
Zawiązuję Ci oczy i sadzam w cichym pomieszczeniu. Moim zadaniem jest zagrać na pianinie jakiś akord, a Twoim jest zgadnąć, ile palców potrzebowałem, by zagrać te wszystkie dźwięki. Z reguły większość ludzi jest w stanie określić, ile dźwięków naraz jest grane w akordzie. Ale co z liczbą palców? :-P Tego nie możesz wiedzieć. Możesz tylko zakładać, że do naciśnięcia każdego z klawiszy potrzebowałem jednego palca, więc liczba użytych palców odpowiada liczbie dźwięków, jakie usłyszałaś. Gdybym "nagiął zasady" i mógł przycisnąć jakiś klawisz dwoma palcami na raz, nie byłabyś w stanie stwierdzić, ile palców użyłem.

Podobnie jest z elektronami w atomie. Gdyby dwa elektrony drgały w dokładnie ten sam sposób, używając tej samej fali stojącej o tym samym kształcie orbitala, nie bylibyśmy w stanie ich od siebie odróżnić. Będą dla nas wyglądać jak jeden elektron. Być może elektrony mogą zajmować te same orbitale, nakładając się na siebie równomiernie, ale wtedy nie widzielibyśmy ich jako odrębne elektrony, lecz jeden elektron o innej amplitudzie fali. Ponieważ to, ile naszym zdaniem elektronów siedzi w atomie, rozpoznajemy po ilości węzłów fali stojącej i po tym, ile różnych kształtów orbitali jest tam jednocześnie (porównaj z jednocześnie zagranymi dźwiękami). Bo tak naprawdę żadnych elektronów (jako cząstek) tam nie ma. Są tylko fale, drgające w różnych konfiguracjach. Jeśli w tym samym atomie widzimy kilka różnych konfiguracji fal stojących, każdej z nich możemy przypisać inną energię, a więc wyobrażamy sobie, że są to osobne elektrony. Każdą z takich odrębnych składowych harmonicznych możemy "uwolnić" z atomu jako falę biegnącą, i wtedy mówimy, że to ten jeden konkretny elektron uwolnił się z atomu.

Czy teraz jest to wszystko już jasne? ;)
Jeśli nie, zadaj konkretniejsze pytania, a spróbuję coś jeszcze pokombinować...
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #47 dnia: Grudzień 12, 2012, 21:11:36 »
daruj sobie te wycieczki personalne  ja ci nie wypominam twoich przedruków z for anglojęzycznych ani twoich dziecinnych zachowań czy odkryć typu jak uzyskać biały kolor ,więc daruj sobie i odpuść Pinki bo Mózg nie będzie podbijał z tobą dalej  świata
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #48 dnia: Grudzień 12, 2012, 23:34:26 »
O, tu mamy właśnie przykład stylu Michała-Anioła we własnej osobie :) Tak wygląda, gdy nie cytuje ;) Dzięki za demonstrację :)
Jak to mówią, "Uderz w stół, a nożyce się odezwą" plotyy

Cytat: Michał-Anioł
daruj sobie te wycieczki personalne
Yyyy... jakie wycieczki personalne? <bez>  Skomentowałem Twoją formę cytowania, gdzie tu widzisz jakieś "calling names"? aniolek

Z resztą sam się tu nam wystarczająco przedstawiasz, dając obraz swoimi własnymi działaniami i wypowiedziami, więc nie muszę niczego więcej robić ;) (Dlatego też nigdy nie moderowałem Twoich wypowiedzi, nawet jeśli były nie na temat.)

Cytat: Michał-Anioł
ja ci nie wypominam twoich przedruków z for anglojęzycznych
Poza tym powyżej ;)
Hmm... Ale jakich przedruków? Mówisz o może dwóch na krzyż artykułach skopiowanych z mojego własnego forum Quantasia (również polskojęzycznego) i z moich własnych postów? :D  No cóż... nawet wtedy wyraźnie to oznaczałem ;)
Cała reszta moich tekstów (zwykle dość długich) na tym forum jest funkiel nówka nieśmigana, pisana zawsze na poczekaniu i na żywo, bo szacunek do rozmówcy zobowiązuje mnie do tego, by potraktować go jak wyjątkowego klienta, a nie masowego :)
Zaś gdy cytuję coś, czego nie stworzyłem sam (co rzadko mi się zdarza, bo nie lubię powoływać się na innych, i rzadko jest mi to potrzebne), zawsze wyraźnie to oznaczam. Choćby po to, żeby moje słowa nie zostały pomylone ze słowami osoby, którą cytuję. (Bez względu na to, czy na moją korzyść, czy niekorzyść.)

Cytat: Michał-Anioł
ani twoich dziecinnych zachowań
Hmm... Co prawda do wycieczki personalnej temu jeszcze daleko (musiałbyś napisać, że ja jestem dziecinny, a nie moje zachowania, choć to by akurat dla mnie był komplement, bo szczery umysł dziecka przejrzy każdy bullshit ;) ), ale jesteś na dobrej drodze, choć przed chwilą zarzucałeś mi coś, co sam najwyraźniej starasz się właśnie uczynić :) Zabawne ;)

Tak nawiasem pisząc: Ponoć zwracając się do kogoś piszemy zaimki dzierżawcze z wielkiej litery, gdyż zaczynanie ich z małej świadczy o braku szacunku dla adresata. Co prawda na szacunku mi nie zależy, ale jakoś tak przywykłem do tych reguł pisowni, więc moje oczy automatycznie to wyłapują. Czasami sporo można w ten sposób wyczytać między wierszami.

Cytat: Michał-Anioł
czy odkryć typu jak uzyskać biały kolor
Cóż... Choć faktycznie było to moim własnym odkryciem, że kolor biały można uzyskać nie tylko ze zmieszania czerwonego, zielonego i niebieskiego, ale także trzech innych niezależnych kolorów, a także dwóch kolorów komplementarnych, to nigdy nie pisałem, że było to WYŁĄCZNIE MOIM odkryciem: doskonale wiem o tym, że inni wpadli na to przede mną (szkoda tylko, że nikt nie raczył mi o tym powiedzieć wcześniej, żebym nie musiał wpadać na to sam ;J i o to cały ten szum). Wiele takich rzeczy, które odkryłem sam, później okazywały się odkryte przez innych, lecz dawno zapomniane lub celowo ukrywane. Dlatego uważam, że mimo wszystko warto o tym pisać/mówić. Nawet jeśli ktoś inny już na to wpadł, to warto przypomnieć o tym, gdy większość ludzi dookoła nigdy o tym nie słyszało. I zawsze mnie cieszy, gdy odkrywam, że drepczę po piętach jakiegoś dawnego odkrywcy, bo to mnie utwierdza, że dobrze idę, ale oczywiście nie zamierzam sobie przywłaszczać cudzych odkryć. Mam swój własny rozum, który prędzej czy później wpada na coś, na co nikt inny jeszcze nie wpadł.

Jak już pisałem, to bardzo dobrze, że w Twojej fundacji dzieciaki bawią się światłem, i bardzo dobrze, że dajesz im taką możliwość. Mam też nadzieję, że pozwalasz im odkrywać samodzielnie, zamiast narzucać im określone odpowiedzi. Bo zawsze to większa satysfakcja, gdy wpadło się na coś samemu, nawet jeśli inni też już na to wpadli. Tak właśnie powinna wyglądać prawdziwa nauka: samodzielne odkrywanie (czasami ponowne, ale własne). Czy gdy Twoje dzieci odkrywają coś same, też wyskakujesz jak diabeł z pudełka krzycząc: "Nic nowego nie odkryłeś, mały, to już od dawna jest znane"? Mam nadzieję, że nie  :-P

Nie przeczę też, że eksperymentując ze światłem dzieci mogły odkryć jak uzyskać białe światło na różne sposoby (także z mieszania kolorów komplementarnych). Ale przecież zupełnie nie o tym pisałem :)

Moim osobistym odkryciem, i jak sądzę także wyłącznym (bo jak dotąd nie napotkałem nikogo, kto też by na to wpadł), było odkrycie DLACZEGO białe światło powstaje właśnie w taki sposób. Jakie są podstawy tego zjawiska, jego wyjaśnienie. Dlaczego właśnie kolory komplementarne dają światło białe, i dlaczego właściwie te a nie inne kolory postrzegamy jako komplementarne, a ich mieszaninę jako światło białe. A to są na pewno głębsze przemyślenia, niż sam opis zjawiska, w stylu "Tak się dzieje i już, bo tak zaobserwowaliśmy". Choć wierzę w potęgę umysłów dzieci, nie sądzę, by któreś z nich mogło znać odpowiedź na te pytania, bo wymaga ona nie tylko eksperymentowania, ale też głębszego przemyślenia sprawy i powiązania faktów z wielu innych dziedzin, niż optyka.
Poza tym, gdybyś np. Ty znał odpowiedź na te pytania, dawno byś je tutaj udzielił ;) Przecież już nie raz Cię podpuszczałem :) Więc?... aniolek

Cytat: Michał-Anioł
więc daruj sobie i odpuść Pinki bo Mózg nie będzie podbijał z tobą dalej świata
Hmm... "Pinki"? Czy to miała być jakaś wycieczka osobista? Bo nie zrozumiałem... :mysl:
I szczerze mówiąc nie wiem, co mam sobie darować i odpuszczać, ale wygląda na to, że nie mogę nawet wymieniać Twojego imienia, by Cię nie przywoływać z otchłani Internetu <bez> Z góry mówię, że może to być trudne, gdy odnoszę się do wypowiedzi ludzi, którzy już się do Ciebie jakoś odnieśli. Ale jeśli chcesz, będę od dziś pisał "TenKtóregoImieniaSięNieWymawia" :figielek:
« Ostatnia zmiana: Grudzień 13, 2012, 07:45:09 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #49 dnia: Grudzień 26, 2012, 20:11:55 »
Witaj SasQ.
Serdecznie dziekuje za ten ladunek informacji.

Zabralo mi to troche czasu, aby przegrysc sie przez te wiedze.
Doszlam w tym o czym teraz napisze do Twego schematu. Bo to co jest potem nadaje sie na dalsza dyskusje.

Super!
Ale...
Gdy otworzylam orbsy ;D i je przeanalizowalam, jak poleciles, to skojarzylo mi sie to ze zwykla matryca internetowa, ktora widzisz w tabelach np. exelu.

Przeliczylam te wzory i calki i trygonometrie. Zgadza sie.

Myslalam duzo, bo cos tu mi nie gralo... <bez>

Nie wiem, czy moge pisac tak otwarcie, bo nie lubisz krytyki, wiec uznajmy, ze to nie krytyka, lecz moja wersja, ok?

Wersja moja.

Schemat ma zle koordynaty.
Najwazniejsza os jest jedna - to os pionowa z punktu widzenia uwiezionego w grawitacji.
Ta druga os (wspolrzednych), to wlasnie ta "sferycznosc". Czyli, jesli "energia" uderzy na prawo zabierze z lewego i odwrotnie i w calej skali.

Wiec, ta metoda myslowa doszlam do wniosku, ze narysowalabym ten Twoj schemat inaczej :taaak:

Os pionowa jest osia grawitacyjna=energia.

Os pozioma to sa dwie soczewki. Jedna jest wklesla, a druga wypukla. Jak w optyce. (symetrycznie)

Na tym zakoncze ten wywod, bo nie wiem, czy mnie rozumiesz.

P.S. Obraz plastyczny. Zamiast tortu. //Zjadlam :oczko://

Gdy jestem na treningu (boks) i duzo zajec jest na workach. Tylko, ze sa rozne ich rodzaje. Na taj-boksie jest duzo kopania, wiec te worki stoja na ziemi. (Grawitacja?)
Cwiczenia sa rozne i ten wor rusza sie na wszystkie strony. Czyli moja sila przeksztalca przestrzen wg uwag trenera (albo mojego widzimisie), ale zawsze, gdy przywale w ten wor to on cos tez zrobi. //Zareaguje//
I ta reakcja wlasnie jest u mnie w moim modelu na osi poziomej.
Zas moja sila, i chec, energia, to os (wspolna) pionowa.

Calosc dziala we wszystkich wymiarach, a co jeszcze ciekawe przebija torusa Rodina, bo Rodin nie uwzglednil sily grawitacji.

To tyle na szybko. Pa. :nauka:





Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #50 dnia: Grudzień 27, 2012, 00:20:17 »
Cytat: Fair Lady
Gdy otworzylam orbsy ;D
Jakie orbsy?

Cytat: Fair Lady
i je przeanalizowalam, jak poleciles, to skojarzylo mi sie to ze zwykla matryca internetowa, ktora widzisz w tabelach np. exelu.
Jaki Excel? Jaka matryca internetowa?
Masz na myśli tę tablicę orbitali elektronowych?

W takim razie znów patrzysz na palec, zamiast na to, co on wskazuje ;-J
To, że orbitale są ułożone w tablicy (lub jak to zwałaś "matrycy internetowej"... czy chodzi Ci o tabele HTML? czy o coś innego?), nie ma tutaj większego znaczenia. To tylko sposób ich zorganizowania. Równie dobrze mogłyby być ułożone po prostu jeden pod drugim, albo obok siebie. Zresztą na tej stronie z tablicą orbitali jest kilka wersji tej tabeli, uporządkowanej na różne sposoby (według różnych liczb kwantowych).

Z tej tablicy ważniejsze było, żebyś wyczaiła same orbitale, i co się w nich zmienia, gdy zmieniają się liczby kwantowe. Tylko tyle.

Cytat: Fair Lady
Przeliczylam te wzory i calki i trygonometrie. Zgadza sie.
Które całki i wzory i trygonometrię? Masz na myśli te z mojej planszy o współrzędnych sferycznych?
Cóż... Musi się zgadzać :-) Sprawdzałem te obliczenia wielokrotnie, bo to już wersja na czysto, i prawie że ostateczna.
Ale jeśli masz na myśli obliczenia samych orbitali z równania Schrodingera, to mogę tylko zapytać:
Tak szybko?! :zdziwko:
Mnie obliczenie tego zajęło kilka dni, a zdobycie wiedzy potrzebnej do tych obliczeń zajęło kilka lat.
W sumie podobnie było z tymi całkami dla objętości kuli, i to pomimo tego, że uczono mnie o tym wszystkim na studiach. Ale zrozumiałem to dopiero podczas samodzielnych studiów, wiele lat później.

Cytat: Fair Lady
Nie wiem, czy moge pisac tak otwarcie, bo nie lubisz krytyki, wiec uznajmy, ze to nie krytyka, lecz moja wersja, ok?
Skąd Ci przyszło do głowy, że nie lubię krytyki? ;-)
Konstruktywną krytykę lubię, jak najbardziej, bo to "informacja zwrotna", z której mogę coś wynieść i usprawnić swoją wiedzę. Zresztą nie raz pisałem, że jestem otwarty na wszelkie informacje zwrotne, które pomogłyby mi usprawnić sposób, w jaki to wszystko opisuję.

Cytat: Fair Lady
Schemat ma zle koordynaty.
Co przez to rozumiesz? Bo mnie to stwierdzenie nic nie mówi.
Nie wiem nawet do jakiego schematu się odnosisz i o jakie koordynaty Ci chodzi, ani tym bardziej dlaczego są złe.

Cytat: Fair Lady
Najwazniejsza os jest jedna - to os pionowa z punktu widzenia uwiezionego w grawitacji.
To nie ma nic wspólnego z grawitacją. Jeśli masz na myśli oś "pionową", o której mówiłem przy okazji orbitali i liczb kwantowych, to jest to oś czysto umowna. Nie chodzi tu wcale o oś wyznaczającą kierunek pionowy góra-dół, tylko raczej o oś symetrii, czyli oś, wokół której zorientowane są np. te "pierścienie" (torusy) w orbitalach "d".

Może wyjaśnię tu pokrótce czym jest symetria, żeby była jasność:
Jeśli weźmiesz jakiś obiekt i obrócisz go wokół jakiejś linii (osi) o dowolny kąt, i ten obiekt wygląda nadal tak samo, jak przed obrotem, to ta linia jest naszą osią symetrii (z gr. "symmetreia" = "jednakowa miara", "jednakowe wymiary"). Przykładowo gdy weźmiesz któryś z tych orbitali (sferycznych)l:

to będą one symetryczne wokół każdej, dowolnie wybranej osi. Z kolei te oto orbitale:

mają wszystkie tylko jedną oś symetrii: mniej więcej pionową (na obrazkach lekko pod skosem, bo zostały one przedstawione w taki sposób, by lepiej ukazać głębię). Bo gdy obrócisz orbital wokół tej osi, jego wygląd się nie zmieni. Ale jeśli byś obróciła go wokół osi poziomej, zamienisz górną połówkę z dolną (przy obrocie o 180*), albo zamienisz je w takie (przy obrocie o 90*):

Ale oczywiście ta oś jest czysto umowna i mogłaby równie dobrze leżeć "z lewa na prawo". Grawitacja nie ma tu nic do rzeczy. Ważna jest tylko ta symetria. Z reguły przyjmuje się umownie, że ta oś symetrii jest pionowa, bo tak właśnie przyjęło się opisywać współrzędne biegunowe: zakładamy, że np. oś naszej planety jest pionowa, bo ludziom najłatwiej jest wyobrazić sobie wirowanie wokół osi pionowej, gdyż mają doświadczenia np. z wirującymi bączkami ;) Wirowanie wokół osi poziomych (jak np. koła wozu lub piłka) nazywają raczej "toczeniem się" niż "wirowaniem". Ale tak jak już pisałem: to wszystko kwestia umowna i zależy od punktu widzenia.

Cytat: Fair Lady
Ta druga os (wspolrzednych), to wlasnie ta "sferycznosc". Czyli, jesli "energia" uderzy na prawo zabierze z lewego i odwrotnie i w calej skali.
Gdy jakiś czas temu zapytałem Cię "Co Ty pier%&lisz?" chyba nie znałem jeszcze Twojej pełnej mocy ;-J Powyższe zdania to dla mnie totalny bełkot, a wyrazy wydają się być użyte w zupełnie przypadkowy sposób nie uwzględniający nawet ich znaczeń. "Oś to sferyczność"? "Energia uderzy w całej skali"? O CO TU CHODZI 'co' 'co' 'co'

Cytat: Fair Lady
Wiec, ta metoda myslowa doszlam do wniosku, ze narysowalabym ten Twoj schemat inaczej :taaak:
No to może narysuj.
Ale jakoś nie wiem jak inaczej można było go narysować. A nawet jeśli możesz narysować go jakoś inaczej, to już raczej nie będzie tym samym, o czym ja mówię.

Cytat: Fair Lady
Os pionowa jest osia grawitacyjna=energia.
Ten znak równości został użyty w sposób, który według mnie nie ma najmniejszego sensu. Znak równości stawia się między ideami, które są równe, czyli tożsame: jedna i druga oznaczają to samo, tylko pod innymi nazwami. Od kiedy "energia" jest inną nazwą dla "osi grawitacyjnej"? (pomijając już, że zupełnie nie wiem czym jest owa "oś grawitacyjna" :P)

Cytat: Fair Lady
Os pozioma to sa dwie soczewki. Jedna jest wklesla, a druga wypukla. Jak w optyce. (symetrycznie)
Tu podobnie, to jakiś totalny bełkot. Jak oś może być soczewką? No i kurka co mają do tego wszystkiego soczewki? <bez>

Cytat: Fair Lady
Na tym zakoncze ten wywod, bo nie wiem, czy mnie rozumiesz.
Szczerze mówiąc nie rozumiem ani słowa. Powyżej są moje mizerne próby zgadywania o co mogło Ci chodzić, ale jasnowidzem nie jestem, więc bardzo możliwe, że mówimy o zupełnie innych rzeczach.

Może weź napisz to wszystko jeszcze raz, ale tym razem najpierw się porządnie zastanów i zbierz myśli, zanim napiszesz. Bo jak narazie to to jest jakiś masakryczny bełkot, któremu nawet Google Translator nie dorasta do pięt. A ja nie zamierzam za każdym razem siedzieć przez godzinę i "wróżyć" co też mogłaś mieć na myśli, bo ciężar dostatecznie dobrego wyjaśnienia co ktoś miał na myśli spoczywa na osobie, która te myśli przekazuje, a nie osobie, do której są one kierowane. Należy dbać o to, by język giętki wyraził dostatecznie zrozumiale to, co główka pomyśli.

Cytat: Fair Lady
P.S. Obraz plastyczny. Zamiast tortu. //Zjadlam :oczko://
??

Cytat: Fair Lady
Gdy jestem na treningu (boks) i duzo zajec jest na workach.
Hmm... Tu nawet coś u Ciebie gramatyka zawodzi. Zaczęłaś zdanie od "Gdy", ale nie rozwinęłaś tej myśli pisząc coś po "to" lub "wtedy". Rozpoczęłaś zdanie nadrzędne, ale brakuje zdania podrzędnego. I ja mam cokolwiek z tego rozumieć?  'co'

Cytat: Fair Lady
Tylko, ze sa rozne ich rodzaje. Na taj-boksie jest duzo kopania, wiec te worki stoja na ziemi. (Grawitacja?)
Cwiczenia sa rozne i ten wor rusza sie na wszystkie strony. Czyli moja sila przeksztalca przestrzen wg uwag trenera (albo mojego widzimisie), ale zawsze, gdy przywale w ten wor to on cos tez zrobi. //Zareaguje//
Wzruszyła mnie Twoja historia... Tylko nie wiem co ma pierdnik do wiatraka ;-J

Cytat: Fair Lady
Calosc dziala we wszystkich wymiarach, a co jeszcze ciekawe przebija torusa Rodina, bo Rodin nie uwzglednil sily grawitacji.
No to musisz go koniecznie poprawić ;-J

A nie przyszło Ci do głowy, że może model Rodina nie uwzględnia grawitacji, bo w ogóle się nią nie zajmuje i jest od niej niezależny?
« Ostatnia zmiana: Grudzień 27, 2012, 01:25:55 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #51 dnia: Grudzień 27, 2012, 09:36:11 »
Fajnie, ze poczytales to co napisalam. Staralam sie pisac jezykiem prostym, a nie belkotem intelektualnym. Temat jest trudny i trzeba troche wiedziec z roznych perspektyw, a nie tylko z lawki szkolnej, czy uczelnianej, tudziez internetowej :D
Cytuj
Jakie orbsy?

Nazwalam tak dla smiechu, bo wielu ezoterykow zajmuje sie orbsami, takimi wlasnie kuleczkami, ktore uwieczniane sa na fotografiacvh, temat ciekawy, ale dla zainteresowanych. Zobaczylam te "orbitale elektronowe" i tak mi sie z tymi orbsami skojarzyly ;)
Bardzo ciekawy schemat. Dziekuje za zwrocenie uwagi na to i te liczby m,n,l.
Na stronie tworcy tego schematu, jest wiecej ciekawych programow, animacji.

Osobiscie uwazam, ze moznaby to zapisac na matrycy przestrzennej [ ... ], bo wazna jest pozycja w systemie i jej wspolrzedne, a nie koniecznie obraz.

Ale zeby opisywac cos w przestrzeni trzeba te przestrzen postrzegac, to nie jest "nic". //Zreszta Dan Winter juz to zauwazyl tez//.

I tak wlasnie wyobrazilam sobie przekszatlcenie przestrzeni w warunkach grawitacyjnych (przyciagania masy).

Os pionowa to sila grawitacji - wyjsciowa w ukladzie. Os pozioma (tu tylko nawiazuje do Twego schematu 3D, opisywales osie Y,X) to wynik przeksztalcenia przestrzeni w stosunku do osi Y (tej grawitacyjnej).
W naturze to nazywa sie procesem sedymentacji, chodzi glownie o gestosc (i wiskozje).
W wyniku sedymentacji powstaja odksztalcenia i pojawia sie os pozioma - do teoretycznego odczytu.

Na chlopski rozum wez strune, zylke, czy sznurek napnij jak cieciwe i pusc. Narysuj wykres tej fali, ktora otrzymasz. To to co mialam na mysli.

Niestety nie mam mozliwosci zamieszczania moich rysunkow, dlatego tyle gadam.

Dokoncze pozniej, aby byla jasnosc.

Edit:

Wogole nalezaloby zadac sobie pytanie, po co zdobywac wiedze?
Moj cel: zastosowanie jej w praktyce (w zyciu prywatnym i zawodowym).

Wracajac do modelu orbitali elektronowych i liczb m, n, l. To w Twoim wyjasnieniu czesto pojawia sie slowo "podzial". A mnie wlasnie interesuje co powoduje ten "podzial". I w tym momencie sama fizyka, czy matematyka nie wystarcza.

Cytuj
Azymutalna (kątowa) liczba kwantowa oznaczana jest l (mała litera L). Określa ona "kształt" orbitala, czyli ilość podziałów innych niż sferyczne.

A mnie nasunelo sie skojarzenie l jak level. Prosty, standardowy, lub zaawansowany. Wartosc jakosciowa w odczycie praktycznym.

Cytuj
Główna liczba kwantowa oznaczana jest n. Wybiera ona "poziom energetyczny" elektronu w atomie. Określa liczbę wszystkich węzłów fali stojącej. n = 1, 2, 3, 4, 5, ... (kolejne liczby całkowite).

Ten termin "wezel" ma bardzo duzo interpretacji, ktore wlasnie sa niesamowicie adekwatne do tego modelu (orbitali).

Cytuj
Magnetyczna liczba kwantowa jest oznaczana m. Określa ona orientację orbitala w przestrzeni.

Cytuj
Liczba ta określa ilość podziałów południkowych, pionowymi półpłaszczyznami dookoła osi, tak jak dzieli się tort. Każdy taki podział jest robiony z kolei kosztem jednego z węzłów równoleżnikowych (azymutalnych), by ich ogólna liczba została zachowana.

Pisalam przeciez, ze tort zjadlam :oczko:, i mam pytanie, dlaczego dzielisz "tort" nozem? A nie wybierasz lyzka? (wkleslosc - wypuklosc)?

 :mysl:

P.S. SasQ nie trzeba wszystkiego brac tak naukowo, zycie to uczucia, to emocje powoduja podzialy, zmiany poziomow, kumulowanie, czy uwalnianie energii.

-----------------

Sfery porownujesz do cebulki (lusek, warstw) - ja zas zasugerowalam wkleslosc lub wypuklosc, jak soczewki. Ale do tego wroce jeszcze.

Czy teraz juz przejrzysciej wyrazilam sie? :papapa:




« Ostatnia zmiana: Grudzień 27, 2012, 11:08:01 wysłana przez Fair Lady »

Offline Monika

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 77
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #52 dnia: Grudzień 27, 2012, 17:46:26 »
@Fair Lady
A może pomyliłaś grzybki na święta?  :oczko:

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #53 dnia: Grudzień 27, 2012, 19:12:45 »
Grzybki trujace od jadalnych potrafie odroznic.
Zacznij cwiczyc hoola-hop!
 :super:

SasQ bardzo to lubi :taaak:


Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #54 dnia: Grudzień 29, 2012, 00:47:06 »
Sasq jak zwykle bardzo podobają się Twoje opowieści. Zaintrygowałeś tą linią prostą, której ... nie ma ;)  ..

Tzn niby jest , bo wszyscy nią sobie "gębę wycierają" , a tak na prawdę nikt porządnie jej nie zdefiniował.
I słuszna uwaga, że jesli zerknie się na prostą z "wyższego" wymiaru to ona w ogóle może zostać inaczej zdefiniowana, inaczej wyglądać .

W zasadzie to , co uznajemy za prostą może być ...rzutem krzywej. Weźmy np zapis holograficzny i ... mamy płaską Ziemię  ;) Oczywiście w świetle monochromatycznym o określonej częstotliwości ten płaski zapis "esów-floresów" nagle staje się 3D (ziemską bryłą). Czy nie mogło by być tak, że to co na obrazku 3D ,czyli w naszej znanej ziemskiej rzeczywistości, uznajmy za prostą, to w zapisie holograficznym okaże się krzywą , albo bardziej ... punktem ?

Chodzi tu tylko o uchwycenie analogi. Być może faktycznie prosta nie istnieje. Jest projekcją holograficzną. Nie istnieje bo nawet w 3D trudno w ogóle ją zdefiniować, a przecież ona to wyznacza kierunek , odległość, wektory no itd. (bardzo wielkie dzięki za opowieść o wektorach - flow. Vector w ujęciu "ten,który przesuwa" to samo w sobie bardzo subiektywne ujęcie bo wprowadza TEGO, który coś robi - w hologramie to światło spolaryzowane ).

Otóż w modelu holograficznym światło spolaryzowane nie musi wcale padać tylko z jednego kierunku. Co więcej , może mieć różną częstotliwość, a wtedy nie zobaczymy pełnego hologramu, ani co za tym idzie prostej w przestrzeni, tylko zupełnie co innego.

Jeśli prosta to punkty (pozostawmy na chwilę problem jak zorientowane ) ,zaś punkty to powiedzmy węzły fal, to czy dałoby się opisać prostą (kierunek i odległość )- a co za tym idzie wektor - równaniami falowymi  ?

Mam tu na myśli odniesienie do fizycznej "głębi" o której też pisałeś, czyli zagłębieniu się do poziomu w którym żadnych cząsteczek-kuleczek-punkcików nie ma, a tylko plątanina fal stojących tudzież uwolnionych biegnących (elektron zmieniający powłokę lub "uciekający" z atomu) itd.

W takim ujęciu nie ma żadnego punktu , ani tak na prawdę żadnej prostej. Są to tylko w gruncie rzeczy słowa opisujące rzeczywistość w naszym holograficznym 3D - aksjomaty. Ale mniejsza o nie .

Innymi słowy, czy dałoby się "prościej" opisać na przykład wektorowe przemieszczenie się liścia na rzece niż za pomocą owych wektorów ? Na przykład prawami wynikającymi z Falowej Teorii Materii ?

Po prostu wywalić wszystkie te orbitale, wektory, proste, kierunki .. no nie wiem. Może byłoby trudno w ogóle się komunikować bez pewnych aksjomatów ?
Takie rozkminy chodzą po głowie o tej porze.  <bez>

W ogóle to witaj Sasq po dłuższej easta nieobecności .. a nawet, jakby to ująć,  zniknięciu  :soczek:
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #55 dnia: Grudzień 29, 2012, 11:10:14 »
Lucyfer pokazal graficznie (post 33)



//Ten "dekielek" przypomina mi troche hula hop :oczko://

P.S. Moja ulubiona tancerka hula -

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=MOkN2r3I_kk" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=MOkN2r3I_kk</a>

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #56 dnia: Grudzień 30, 2012, 20:04:40 »
Lucyfer pokazal graficznie (post 33)

//Ten "dekielek" przypomina mi troche hula hop :oczko://
Coraz lepiej widzę. Asocjacyjny model ekspresji subiektywności...

Parafrazując twą skojarzeniologię, można by pisać, że ten dekielek kojarzy mi się z oczami Theresy Johaug
http://www.nettavisen.no/imagecache/parameter/?upsizable=true&action-resize&width=880&height=-1&url=http://pub.tv2.no/multimedia/na/archive/00851/Therese_Johaug_85185516x9.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

a oczy kojarzą się z duszą, a ta wiadomo z duchem, który poruszył wszechświat. Stąd poznanie należy zacząć od Vesicy Piscis, bo tęczówka i gałka oczna (wiadomo Pi) pokryte są powiekami, które otworzone tworzą Vesicę Piscis, czyli łono wszechświata.

source: http://swietageometria.info/podstawowe-pojecia?start=6

Dlatego poznawanie wszechświata należy rozpocząć od kontemplowania oczu - najlepiej takich bez dna - nieskończonych w swym wyrazie. Tam można dostrzec esencję stworzenia.

Johaug - rywalka Justyny Kowalczyk pokazuje między wierszami jaki jest sens istnienia wszechświata...   :P:
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=r-MLMW4CzkM" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=r-MLMW4CzkM</a>

itd, itp...


« Ostatnia zmiana: Grudzień 30, 2012, 20:13:43 wysłana przez Leszek »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #57 dnia: Grudzień 30, 2012, 21:47:05 »
Moje sa te jedyne, Lechu. Reszte mozna dorobic, ale oczy sa jedyne. :papapa:

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #58 dnia: Grudzień 31, 2012, 18:18:08 »
Moje sa te jedyne, Lechu.  Reszte mozna dorobic, ale oczy sa jedyne. :papapa:
No, a jakże by inaczej...  :oczko:
Czy ktoś twierdzi, żeś z seryjnej produkcji?
A nawet te z seryjnej, to pewnie imitują indywidualizm...
Buziaki noworoczne!  cmok  "muza"
« Ostatnia zmiana: Grudzień 31, 2012, 18:20:51 wysłana przez Leszek »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #59 dnia: Styczeń 01, 2013, 19:11:09 »

Nawiaze do tego filmiku. Lechu ze strony glownej.
Troche podksztalcilam sie przez te dni wolne.
Rezultat.
Trzeba dalej nauczac - OPTYKI - czyli ... o falach "swietlanych :oczko:.

Nie specjalnie kojarze uklad tych kolek z interpretacja w materiale.
Te DWA koleczka to sa czytniki, odbiorcy, oczy, czy jak tam jeszcze, ktore widza cos i interpretuja dobrze, albo zle.
Ale moje "wycwiczone" widza jednosc - starczy pocwiczyc wzrok i juz jestesmywgrupie :oczko:

Moje nauki podazaja w kierunku optyki (i fal optycznych), choc w istocie to jedno i to samo, frekwencje.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=jXsKh1p6vIg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=jXsKh1p6vIg</a>
Vesica Pisces

Jako metodyk nie moze obejsc sie bez "projekcji" ???

Prosze samemu sprobowac patrzec jednym okiem, a potem dwoma. Najlepiej na obiekt swiecacy (w spokoju).
I teraz pytanie MOJE, w ktorym momencie obydwa "patrzalki" znajda ten JEDEN JEDYNY punkt, w ktorym sa RAZEM, w swoim postrzeganiu i odbiorze.
Odbiorca tego jest ... baza! danych.

P.S. Baza jest dla kazdego! Otworzcie oczy.  8*)

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #60 dnia: Styczeń 02, 2013, 10:53:21 »
Tytul watku "od czego zaczac poznawanie Wszechswiata" - nasuwa sie spontaniczna odpowiedz od poznania zmyslow.
Na warsztat wzielam wzrok i po zapoznaniu sie (odswiezeniu wiedzy szkolnej) doszlam do wniosku, ze bardzo powierzchowny byl ten przekaz.
Pominieto najistotniejsze, ze wzrok to nie tylko odbiornik ;), lecz rowniez nadajnik (ma istote dualna).
Ogladajac obiekt oddzialujemy na niego, zapewne jest to rowniez dzialanie fali.

Za wiki przytocze:
Optyka geometryczna – najstarsza i podstawowa do dziś część optyki. Podstawowym pojęciem optyki geometrycznej jest promień świetlny, czyli nieskończenie cienka wiązka światła (odpowiednik prostej w geometrii). Rozchodzenie się światła opisywane jest tu jako bieg promieni, bez wnikania w samą naturę światła. Zgodnie z założeniami optyki geometrycznej, światło rozchodzi się w ośrodkach jednorodnych po liniach prostych, na granicy ośrodków występuje odbicie lub załamanie światła. Badaniem załamywania światła zajmuje się dioptryka.
 
Optyka falowa – dział optyki, w którym uwzględniona jest falowa natura światła. W ramach optyki falowej badane są takie zjawiska jak
 interferencja
 dyfrakcja
 polaryzacja
 
Zjawiska te są szczególnie istotne m.in. przy przechodzeniu światła przez szczeliny czy w optyce cienkich warstw. Z falowego punktu widzenia, światło jest falą elektromagnetyczną, zatem oczywiste jest, że fundamentem optyki falowej są równania Maxwella opisujące zjawiska elektromagnetyczne.
 
Optyka falowa stanowi podstawę teoretyczną dla optyki geometrycznej, wyjaśnia prawa optyki geometrycznej i wskazuje ograniczenia jej stosowania. Prawa optyki geometrycznej są prawdziwe tylko dla odległości znacznie większych od długości fali. Jednocześnie optyka geometryczna wraz ze swymi prostymi prawami i pojęciami stanowi silne narzędzie umożliwiające proste opisanie przebiegu wielu zjawisk i działania przyrządów optycznych.
 
Ważnym działem optyki falowej jest spektroskopia badająca widma fal świetlnych. Spektroskopia badając widma emisyjne i absorpcyjne gazów dała na początku XX wieku bodziec do powstania nowych teorii światła i materii. Światło objawiło się jako cząstka (foton), a materia zaczęła być postrzegana jako fala.
 
Optyka kwantowa – dział optyki, w ramach którego analizowane są zjawiska, w których światło musi być opisywane jako cząstka (foton) mająca cechy ciał fizycznych (energia, pęd). Wspomniana wcześniej spektroskopia wraz z fizyką atomową i mechaniką kwantową jest silnym narzędziem badawczym wykorzystywanym do badania zjawisk zachodzących w najdalszych obiektach wszechświata, wykrywania nawet pojedynczych atomów, badania struktury kryształów itp.
W optyce zakłada się, że światło przechodząc przez materię nie oddziałuje samo na siebie. Przy dużych natężeniach światła nie jest to prawdą, przechodzące światło wpływa na przejście innych wiązek światła (także siebie). Efekty z tym związane opisywane są w ramach optyki nieliniowej.
 
Metody badawcze optyki zastosowano także do badania innych rodzajów fal (promieniowania), powstały w ten sposób dziedziny: optyka elektronowa, optyka neutronowa, optyka ultradźwięków.

http://physicsforus.files.wordpress.com/2011/07/doubleslit_animation.gif
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


   

Dyfrakcja.

EDIT:  

zrodlo: http://www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/4326/Magnetyzm-w-oczach/

Wiadomo, że owady i ptaki potrafią wyczuwać pole magnetyczne. Z badań wynika, że odpowiada za to kryptochrom flawoproteiny - substancja znajdująca się w komórkach siatkówki oka. Co ciekawe, odmiana tej substancji występuje również u ludzi.

Steven Ruppert i współpracownicy z University of Massachusetts Medical School postanowili sprawdzić, czy ludzka wersja kryptochromu może brać udział w detekcji pola magnetycznego. W tym celu badacze „wstawili” – za pomocą metod inżynierii molekularnej – ludzką wersję genu tej substancji do genomu muszki owocowej. Okazało się, że działa on równie dobrze jak oryginalna, „musza” wersja.
 Czy zatem kryptochrom flawoproteiny działa również u ludzi jako element zmysłu magnetycznego? Aby tak mogło być, musiałby istnieć jakiś specjalny obwód neuronalny, ale o istnieniu czegoś takiego jak dotąd nic nie wiadomo. Badania Stevena Rupperta zostały opublikowane w czerwcowym wydaniu „Nature Communications”.
                                          

EDIT:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=7YhM8yJsjOM" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=7YhM8yJsjOM</a>
« Ostatnia zmiana: Styczeń 02, 2013, 12:21:08 wysłana przez Fair Lady »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #61 dnia: Styczeń 02, 2013, 20:12:20 »
Łooł, aleście się rozpisali przez te święta... :zdziwko: Kiedy ja się do tego wszystkiego odniosę...

Cytat: Fair Lady
Staralam sie pisac jezykiem prostym, a nie belkotem intelektualnym.
Tu nie jest kwestia tego, czy używasz naukowego słownictwa, czy "potocznego", bo tak w jednym, jak i w drugim da się wyprodukować bełkot. Bardziej chodzi o klarowność przekazywanych myśli i ich spójność.

Często używam do tego sposobu Jasia Fasoli: biorę jakiegoś pluszaka i próbuję mu wyjaśnić to, co mam do wyjaśnienia, tak, żeby pluszak zrozumiał ;) Niestety pluszak nie może mi odpowiedzieć, ani zadawać pytań (więc lepiej się to sprawdza z żywymi osobami), ale przynajmniej pozwala uporządkować swoje myśli w taki sposób, by można było je przekazać drugiej osobie w czytelny sposób.

Cytat: Fair Lady
Temat jest trudny i trzeba troche wiedziec z roznych perspektyw, a nie tylko z lawki szkolnej, czy uczelnianej, tudziez internetowej :D
Coś sugerujesz?

To w sumie trochę dziwne, że gdy opowiadam o tych falach przedstawicielom społeczności akademickiej, ganią mnie za brak akademickiej maniery (co też mnie dziwi, bo potrafię mówić "ich językiem", ale widać wystarczy, że wiedzą o moim braku specjalistycznego wykształcenia akademickiego, by móc postrzegać mnie jako "prostaka z ulicy" ;-J). Z kolei gdy gadam o nich przedstawicielom nauk duchowych, ganią mnie za zbyt akademickie podejście (choć potrafię opisywać te tematy w języku "duchowym"). Widać każda wymówka jest dobra, gdy się czegoś nie rozumie. Można wtedy zwalić na nauczyciela, zamiast się przyjrzeć swojemu własnemu podejściu do zdobywania wiedzy.

Cytat: Fair Lady
Cytat: SasQ
Jakie orbsy?
Nazwalam tak dla smiechu, bo wielu ezoterykow zajmuje sie orbsami, takimi wlasnie kuleczkami, ktore uwieczniane sa na fotografiacvh, temat ciekawy, ale dla zainteresowanych.
Znam ten temat, i właśnie dlatego pytam co ma pierdnik do wiatraka ;-J
Bo orbitale elektronowe to nie to samo, co orbsy na fotografiach (choć oba są "z grubsza kuliste").

Cytat: Fair Lady
Zobaczylam te "orbitale elektronowe" i tak mi sie z tymi orbsami skojarzyly ;)
No właśnie... ,:) I to jest kolejny przykład tego Twojego mieszania do jednego wora różnych tematów tylko dlatego, że wyglądały podobnie na pierwszy rzut oka. Ale takie pozorne analogie, bez głębszego zrozumienia ich, zwykle wykrzaczają się już na pierwszych szczegółach.
Jeśli lubisz takie mieszanie na zasadzie zwykłego podobieństwa wizualnego, to uważaj, bo pewnego dnia pod sufitem zamiast żarówki wkręcisz jakąś gruszkę ;-J Koniec końców wyglądają podobnie.

Cytat: Fair Lady
Osobiscie uwazam, ze moznaby to zapisac na matrycy przestrzennej
Nadal nie bardzo rozumiem co przez to rozumiesz ;-J Matryca to jest wzorzec, z którego odbija się kopie. Może chodziło Ci raczej o macierz? Albo po prostu o tabelkę? Bo jeśli tak, to nie prościej tak to ująć, niż plątać się w jakąś pseudo-naukową nowomowę? (zwłaszcza jeśli wiąże się to z kompromitowaniem swojej osoby, używając słów niezgodnie z ich znaczeniem ;-J)

Cytat: Fair Lady
bo wazna jest pozycja w systemie i jej wspolrzedne, a nie koniecznie obraz.
Pozycja czego? W jakim systemie? Jakie współrzędne? Jaki obraz i czego?
To jest właśnie to, o czym mówię z tą klarownością myśli. Gadasz jakimiś półsłówkami, które chyba tylko dla Ciebie (mam nadzieję) są zrozumiałe, niestety nie dajesz nam kompletu informacji, więc dla nas te półsłówka to po prostu będzie bełkot i tyle.

Mówisz, że studiowałaś metodykę nauczania. Więc może czas zastosować ją w praktyce?
Też studiowałem kiedyś sporo rzeczy, np. elektronikę, informatykę, matematykę... I byłem utwierdzany w przekonaniu (przez wykładowców), że otrzymuję zajebistą wiedzę, która zrobi ze mnie eksperta. Jednak życie szybko zweryfikowało we mnie to przekonanie i okazało się, że całe te lata studiów nijak się mają do rzeczywistości. A myślałem, że jestem takim fachowcem! Tyle lat nauki jak krew w piach! Usiadłem i zapłakałem.
Ale tylko na krótko, bo dzięki temu uświadomiłem sobie, że żadne studia i żadni nauczyciele nie zastąpią wiedzy zdobytej samodzielnie, prosto z praktyki, i zacząłem uczyć się sam. I dlatego też teraz uważam, że o poziomie wiedzy i zrozumienia nie świadczą zdobyte tytuły, przebyte kursy czy wykłady (w szczególności sama "frekwencja", używając Twojej terminologii), przeczytane książki itp., lecz praktyka. Gdy chcę sprawdzić, ile ktoś wie na dany temat, to nie pytam go już teraz o ukończone szkoły, tylko zadaję mu pytania sprawdzające. Np. takie jak te, które zadałem Michałowi-Aniołowi (i które do dziś pozostały bez odpowiedzi -- każde jedno!).

Niech czyny mówią same za siebie. "Po owocach ich poznacie."

Metodyką nauczania też się trochę interesuje, z racji tego, że mam sporo wiedzy, którą chętnie dzielę się z innymi, i muszę wtedy starać się przekazać ją tak, by każdy ją zrozumiał. Oczywiście zrozumienie tematu przez nauczyciela gra tutaj istotną rolę, ale to dopiero jakieś 75% sukcesu. Sposób przekazywania wiedzy tak, by sieć neuronowa chłonęła ją jak gąbka, też jest ważny. Więc może mogłabyś mi tu gdzieś (np. w osobnym wątku) opowiedzieć co nieco o tym, czego Cię tam nauczyli na tej metodyce? W szczególności chciałbym wiedzieć, jak te techniki stosujesz w swoich własnych postach na tym forum. Fajnie by było, gdybyś objaśniła mi te metody nauczania na przykładzie Twoich własnych tekstów ;)

Cytat: Fair Lady
Ale zeby opisywac cos w przestrzeni trzeba te przestrzen postrzegac
To jest niemożliwe, bo postrzegać możemy tylko światło, z dość wązkiego zakresu. Można oczywiście używać jakichś form mapowania czy obrazowania, ale to mimo wszystko nie jest widzenie przestrzeni bezpośrednio, i nigdy nie będzie. To tak jak z rybą, która całe życie przeżywa zanurzona w wodzie, więc nigdy nie zdaje sobie sprawy z istnienia wody. Jest ona dla ryby tym, czym dla nas powietrze czy pusta przestrzeń.

Można za to przyglądać się obiektom poruszającym się w tej przestrzeni wraz z nią. Tak jak np. po ruchu bąbelków powietrza w płynącej wodzie można się zorientować, w jakim kierunku ta woda płynie (bo unosi bąbelki ze sobą). Albo tak jak opiłki żelaza rozsypane wokół magnesu pomagają nam zorientować się w rozkładzie tego niewidzialnego pola wokół magnesu.

Cytat: Fair Lady
to nie jest "nic"
Ależ oczywiście, że przestrzeń to nie jest "nic" ;) (Niestety mało ludzi potrafi to dostrzec, ale nie jest to ich wina, bo są to sprawy dość subtelne.) Przestrzeń jest raczej czymś w rodzaju "materiału" (ale jeszcze nie materii jaką znamy), który ma pewne właściwości, może się odkształcać, naciągać, poruszać itp. To właśnie z fałdek w tejże przestrzeni uformowana jest znana nam materia.

Cytat: Fair Lady
Zreszta Dan Winter juz to zauwazyl tez
Nom, stosunkowo późno. Podobnie jak zainteresowanie się tematyką falową.
I pewnie teraz głosi to jako swoje odkrycie ;) jak z wieloma innymi "jego" wynalazkami ;)

Cytat: Fair Lady
Os pionowa to sila grawitacji - wyjsciowa w ukladzie.
"Pionowa" to pojęcie względne. I, co gorsza, zależy od istnienia grawitacji, którą chesz za jej pomocą opisywać. Więc zataczasz błędne koło cyklicznych zależności w tej Twojej teorii ;-J

Właśnie dlatego uważam, że choć prostokątne układy współrzędnych dość dobrze sprawdzają się na powierzchni Ziemi, i wewnątrz naszych prostokątnych budowli, to już kiepsko się sprawdzają w przestrzeni kosmicznej, bo zbyt mocno zależą od kierunku wektora grawitacji. W pustej przestrzeni, z dala od źródeł grawitacji (lub gdy oglądamy je z szerszej perspektywy, niż powierzchnia planety), lepiej sprawdzają się sferyczne układy współrzędnych, ponieważ symetria sferyczna jest bardziej "naturalna" dla przestrzeni. Dlaczego? Ano dlatego, że sfera jest bardziej symetryczna, niż sześcian. W zasadzie jest najbardziej symetryczną figurą ;) Bo we wszystkich kierunkach wygląda tak samo. Za to sześcian ma sześć "wyróżnionych" kierunków, wychodzących z jego narożników, które znajdują się dalej od środka całej bryły, niż środki jej ścian. Symetria sferyczna jest naturalna również dlatego, że odpowiada bezpośrednio właściwościom wektorów: długości/odległości i kierunkowi. Odległość to długość promienia sfery, zaś kierunek można opisać kątami, pod jakimi ten promień leży względem jakichś ustalonych kierunków bazowych.
Również fale w pustej przestrzeni rozchodzą się sferycznie w naturalny sposób, ponieważ wynika to bezpośrednio z ich chęci równomiernego rozprowadzania energii w przestrzeni, we wszystkich kierunkach jednakowo. Dopiero wprowadzenie jakichś dodatkowych częstotliwości harmonicznych pozwala zaburzyć tę idealną sferyczną symetrię i wprowadzić polaryzację fali, czyli asymetrię w jakimś wyróżnionym kierunku.

Zamiast słowa "pionowa" lepiej jest więc użyć "prostopadła do powierzchni Ziemi" (uczeni mówią też "normalna"). Bo w różnych miejscach na powierzchni Ziemi kierunek "pionowy" będzie leżał w różnych kierunkach. Zamiast "pozioma" lepiej powiedzieć "styczna do powierzchni Ziemi".

No i podobnie jest z tymi orbitalami: Jak już mówiłem wielokrotnie, grawitacja nie jest tam uwzględniona, bo nie musi. Więc ten kierunek "osi pionowej" jest tam wybrany zupełnie dowolnie, bo po prostu jakąś oś trzeba wybrać, a wygodnie jest dla nas wybrać ją jako "z góry na dół", bo przywykliśmy do wyróżniania tego kierunku na powierzchni naszej planety, z powodu tego, że grawitacja porządkuje nam wiele rzeczy w tym właśnie kierunku i wyróżnia go. Ale w przypadku orbitali, gdzie grawitacja nie ma aż takiego znaczenia, można tę oś wybrać sobie dowolnie.

Cytat: Fair Lady
Os pozioma (tu tylko nawiazuje do Twego schematu 3D, opisywales osie Y,X) to wynik przeksztalcenia przestrzeni w stosunku do osi Y (tej grawitacyjnej).
Co rozumiesz przez "przekształcenie przestrzeni w stosunku do osi Y"?
Bo w fizyce i w matematyce słowo "przekształcenie" ma określone znaczenie, i wydaje mi się, że go tutaj nadużywasz, wprowadzając niepotrzebny zamęt, bo wciągasz niepotrzebne skojarzenia w mózgach osób, które znają te dodatkowe znaczenia (może im się wydawać, że właśnie o tym mówisz, podczas gdy masz na myśli coś zupełnie innego i "zastawiasz pułapkę" na czytelnika ;-J).

Cytat: Fair Lady
W naturze to nazywa sie procesem sedymentacji, chodzi glownie o gestosc (i wiskozje).
Wiskozję? To u nas też istnieje takie słowo? Hmm... nawet nie wiedziałem :P Podejrzewam, że oznacza to samo, co "viscosity" w angielskim, ale jeśli tak, to nie prościej było powiedzieć po prostu "lepkość"?  'co'  Podobnie zamiast pisać o sedymentacji można było napisać o tworzeniu się osadu i opadaniu na dno, bo wtedy więcej osób by zrozumiało. Czego oni Was tam uczyli na tej metodyce?... ,:)

Cytat: Fair Lady
W wyniku sedymentacji powstaja odksztalcenia i pojawia sie os pozioma - do teoretycznego odczytu.
Nie. Nie pojawia się żadna oś pozioma, bo osie współrzędnych nie istnieją w rzeczywistości. Istnieją jedynie w naszej wyobraźni, ułatwiając nam opisywanie kierunków. To my wyznaczamy tę oś, i możemy ją sobie wyznaczyć w dowolnym kierunku, lecz staramy się skierować ją w kierunku działania grawitacji, bo jest dostatecznie wyróżniony przez jej obserwowalne efekty fizyczne (które wspomniałaś powyżej). Ale tak jak powiedziałem, ten kierunek będzie zupełnie inny w innym miejscu kuli ziemskiej, bo pole grawitacji wokół całej planety ma symetrię sferyczną, i nasze układy współrzędnych muszą to odzwierciedlać.

Cytat: Fair Lady
Na chlopski rozum wez strune, zylke, czy sznurek napnij jak cieciwe i pusc. Narysuj wykres tej fali, ktora otrzymasz. To to co mialam na mysli.
Już Ci kiedyś mówiłem, że fala to nie jest ten wężykowaty kształt (sinusoida), tylko określone zjawisko fizyczne w ośrodku, spełniające pewne wymagania. Oprócz fal "falistych" istnieje cała masa wielu innych kształtów, na jakie fale mogą się formować: piłokształtne, prostokątne, wykładnicze, krzywe dzwonowe Gaussa, dudnienia, impulsy, itd itp.
Na dodatek puszczenie tego sznurka nie utworzy fali, bo nie jest on wtedy do niczego zamocowany, więc całą jego elastyczność szlag trafia. A elastyczność jest kluczową właściwością ośrodka, by mogły w nim powstawać fale (o czym też już pisałem).

Cytat: Fair Lady
Niestety nie mam mozliwosci zamieszczania moich rysunkow, dlatego tyle gadam.
Problem z Twoim gadaniem nie polega na braku rysunków, tylko na braku treści. Bo rysunek można przynajmniej próbować opisać słowami, odwołując się do wyobraźni czytelnika (znów ta metodologia!). (Zakładając oczywiście, że jego wyobraźnia nadal jeszcze funkcjonuje ;-J bo ostatnimi czasy coraz gorzej z tym, odkąd telewizja zastąpiła słuchowiska radiowe i książki, i każdy dostaje gotowy obraz, zamiast użyć wyobraźni. A jak wiadomo, organy nieużywane zanikają ;-J)  Też nie zawsze mam czas żeby przygotować porządny rysunek czy animację ilustrującą jakąś koncepcję, ale nawet wtedy przynajmniej staram się to dokładnie opisać, w taki sposób, żeby czytelnik wszystko zrozumiał i potrafił to sobie wyobrazić tak, jakby wyjąć moje myśli z głowy i wsadzić do jego. O to właśnie chodzi w czytelnej komunikacji swoich myśli. Natomiast w Twoim gadaniu jest dużo gadania, ale mało konkretów i szczegółów. Używasz bardzo dużo nieprecyzyjnych pojęć, których znaczenia nie zdefiniowałaś wcześniej, więc każdy może rozumieć je inaczej, a to wprowadza zamęt. Do tego używasz pojęć, które powszechnie są już rozumiane w określony sposób, ale Ty używasz ich w innym, sobie tylko zrozumiałym znaczeniu, co jeszcze bardziej zmyla czytelnika. Że już nie wspomnę o półsłówkach i urwanych, niekompletnych myślach, które są całkowicie niezrozumiałe bez całej reszty myśli, które pozostały w Twojej głowie.

Cytat: Fair Lady
Wogole nalezaloby zadac sobie pytanie, po co zdobywac wiedze?
Poco to sie nogi noco... :język1:
Jeśli wiedza sama w sobie nie jest dla Ciebie wartością, to nie wróżę Ci przyszłości w gronie filozofów natury.

Cytat: Fair Lady
Moj cel: zastosowanie jej w praktyce (w zyciu prywatnym i zawodowym).
Jasne, zastosowania praktyczne są OK. Jednak gdybyśmy w zdobywaniu wiedzy kierowali się tylko i wyłącznie względami praktycznymi, to do dziś siedzielibyśmy w jaskiniach, bo bardzo rzadko wiedza ma od razu zastosowanie praktyczne. Częściej jest tak, że jakaś teoria istnieje już od kilkunastu/dziesięciu/set lat, i dopiero gdy osiągnie pewien stopień rozwoju, zaczynają się pojawiać pomysły do czego toto mogłoby się przydać. No bo na przykład po co starożytnym Grekom było gapić się w gwiazdy i śledzić ruchy planet? Po kiego grzyba chcieli znać ich orbity i móc je przewidywać? Przecież to nie ma prawie żadnego zastosowania praktycznego, dopóki nie zamierzasz wysłać tam jakichś sond kosmicznych czy astronautów. (No, może poza odmierzaniem czasu, ale to też z reguły są informacje wykraczające poza okres żywota jednego człowieka.) Myślisz, że taki np. Faraday wiedział, jak bardzo nasza współczesna cywilizacja będzie zależna od prądu elektrycznego, gdy bawił się swoimi drucianymi cewkami? Badał je, bo ten efekt wydał mu się ciekawy, i tyle. Bo chciał wydrzeć Matce Naturze kolejny sekret, dla samej satysfakcji z poznania go. Albo np. taka teoria liczb pierwszych: przez setki lat była czysto teoretyczną zabawą. Kto by wtedy podejrzewał, że stanie się podstawą dla kryptografii?

Cytat: Fair Lady
Wracajac do modelu orbitali elektronowych i liczb m, n, l. To w Twoim wyjasnieniu czesto pojawia sie slowo "podzial". A mnie wlasnie interesuje co powoduje ten "podzial".
Nic go ni emusi "powodować", bo ten podział jest "wyobrażony" (zupełnie tak samo, jak osie współrzędnych). To wyobrażona graniczna płaszczyzna, która oddziela jedną połówkę fali od drugiej. Ten "podział" to węzeł fali, i wyznaczony jest po prostu jej kształtem. Nikt nie musi machać tam żadnym nożem, by "spowodować podział". Fala dzieli się sama na równą ilość części, gdy równomiernie rozprowadza swoją energię wzdłuż ośrodka. Miejsce podziału jest więc skutkiem, a nie przyczyną.

Cytat: Fair Lady
I w tym momencie sama fizyka, czy matematyka nie wystarcza.
Może Tobie ;) To co zamierzasz? Wmieszać w to znów jakąś "boską ingerencję"? A może kosmitów? ;) Albo wpływ świadomości obserwatora? (jak uwielbiają to robić współcześni fizycy kwantowi) A może jakieś "serce" czy innego "ducha"? (bo gdzie nauka nie może, tam ducha poślą)

Cytat: Fair Lady
A mnie nasunelo sie skojarzenie l jak level. Prosty, standardowy, lub zaawansowany. Wartosc jakosciowa w odczycie praktycznym.
No to fajnie Ci się skojarzyło, tylko że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością ;-J
Gdybyś faktycznie odrobiła zadanie domowe, to byś pewnie znalazła gdzieś skąd te literki się wzięły. Jeśli chodzi o "n, l, m", to są to po prostu kolejne literki z alfabetu, zaczęte od "n", czyli literki używanej powszechnie do numerowania liczbami naturalnymi ("n-ta liczba naturalna"). Gdy zaszła potrzeba użycia większej ilości tych liczb kwantowych, dorzucili po prostu kolejne literki z alfabetu.
Oczywiście można stosować różne mnemotechniki, żeby je lepiej zapamiętać. Np. "n" można skojarzyć z angielskim "node" czyli "węzeł". Po angielsku lubię nazywać tę liczbę "nodal number", bo mówi ona o ilości węzłów fali. Podobnie liczba "m" ma związek z magnetyzmem, więc nazywam ją "magnetic number". Niestety dla literki "l" nie udało mi się znaleźć dobrego mnemonika. "Level" zbyt wiele nie mówi o tym, co ta liczba opisuje. No bo poziom czego? Tych "poziomów" nie jest tylko trzy (czyli tyle, ile wymieniłaś), bo może być ich maksymalnie tyle, ile węzłów fali rozkłada się w kierunku południkowym. Hmm... o właśnie... może więc "latitudinal number"? (liczba związana z "szerokością geograficzną" we współrzędnych biegunowych)

Za to literki używane w chemii kwantowej do oznaczania orbitali (s, p, d, f) już mają ciekawszą historię ;-) wywodzącą się z początków spektrometrii. Literka "s" jest skrótem od "sharp", ponieważ linie widmowe dla światła wysyłanego z atomu, gdy elektron przeskakuje między dwoma orbitalami sferycznymi, są najbardziej "ostre" i wyraźne na spektrogramie (są najsilniejsze). Były to pierwsze linie, jakie dostrzeżono.
Literka "p" to skrót od "principal", czyli "główna", bo głównie przejścia między orbitalami połówkowymi, najbardziej spolaryzowanymi, wpływają na obserwowane widmo świetlne atomu.
Literka "d" to skrót od "diffuse", czyli "rozmyty"/"rozproszony", bo linie widmowe biorące się z przeskoków między orbitalami "d" były właśnie takie: niewyraźne i rozmyte. A to dlatego, że te orbitale mają bardzo zbliżone częstotliwości drgan (energie) do innych orbitali, więc różnice między nimi są niewielkie, i przeskoki między nimi wysyłają światło o małej energii.
Literka "f" to skrót od "fine", czyli "subtelne", bo linie widmowe dla przeskoków między tymi orbitalami są już bardzo niewyraźne i trzeba się nieźle postarać, by je dostrzec. Orbitale "f" mają poziomy energetyczne prawie identyczne do innych orbitali, więc potrzebny jest "dopał" w postaci zewnętrznego pola magnetycznego, by je wzmocnić i "rozszczepić" te linie widmowe, by dało się je rozróżnić. Ta struktura linii widmowych nazywana była "fine structure", czyli "strukturą subtelną".

Ja jednak stosuję dla tych literek nieco inne mnemoniki, które bardziej się kojarzą z kształtami orbitali, jakie one reprezentują.
Literka "s" oznacza u mnie orbitale "sferycznie symetryczne".
Literka "p" oznacza u mnie orbitale "połówkowe", czyli z jedną płaszczyzną podziału w połowie.
Literka "d" oznacza u mnie orbitale "dwupołówkowe", czyli te przypominające koniczynkę. Jedna z wersji orbitala "d" niestety burzy trochę ten porządek, bo ma pierścień toroidalny wokół osi, ale nawet wtedy przekrój takiego orbitala daje koniczynkę, więc ma to trochę sensu ;-J
Z literką "f" jeszcze nic nie wykombiwwoałem.

Cytat: Fair Lady
Ten termin "wezel" ma bardzo duzo interpretacji
Gdzie tam? ;) To wciąż to samo zjawisko. Tylko w wyższych wymiarach dochodzi więcej kierunków i więcej możliwości podziału ;-J
W pierwszym wymiarze wszystkie węzły były punktami (bo punkt dzieli linię, mając o 1 wymiar mniej od niej).
W dwóch wymiarach wszystkie węzły są jakimiś liniami: prostymi, lub zamkniętymi pętlami (w szczególności okręgami), bo linia dzieli powierzchnię.
W trzech wymiarach wszystkie węzły są jakimiś powierzchniami: płaskimi, stożkowymi, lub zamkniętymi bąblami (w szczególności sferami), bo powierzchnia dzieli przestrzeń trójwymiarową.
Więc jak widzisz, wszystko trzyma się ściśle geometrycznego schematu, żadnych cudów tu nie ma ;)

Cytat: Fair Lady
ktore wlasnie sa niesamowicie adekwatne do tego modelu (orbitali).
Mówisz fajnie i mądrze, tylko zupełnie nie wiem o czym ;)

Cytat: Fair Lady
Pisalam przeciez, ze tort zjadlam :oczko:
Pisać pisałaś, ale inna sprawa czy ktokolwiek zrozumiał co miałaś na myśli ;-J

Cytat: Fair Lady
i mam pytanie, dlaczego dzielisz "tort" nozem? A nie wybierasz lyzka? (wkleslosc - wypuklosc)?
Hę?  'co'  'co'  'co'

Jaki tort? Jakim nożem? Jaką łyżką? Jaka wklęsłość/wypukłość? O co Ci kurde dziewczyno chodzi? :mysl:

Jak już pisałem, nie mam zamiaru za każdym razem "wróżyć" co mogłaś mieć na myśli. Albo w przyszłości pisz konkretnie o co Ci chodzi, albo spodziewaj się totalnego olania pytania z mojej strony.

Cytat: Fair Lady
P.S. SasQ nie trzeba wszystkiego brac tak naukowo, zycie to uczucia, to emocje powoduja podzialy, zmiany poziomow, kumulowanie, czy uwalnianie energii.
Hehh... O tym też już pisałem. Jasne, że w pewnych sferach lepiej się sprawdzają emocje, niż podejście naukowe. Ale wydawało mi się, że rozmawiamy tutaj o tematach stricte naukowych, więc z jakiej racji miałbym stosować do nich podejście inne, niż naukowe? 'co'

Pisałem też, że wcale nie wykluczam emocji, uczuć, serca, ducha, sztuki, fantazji itp. rzeczy z mojego życia. Ale nie zgodzę się, że życie to uczucia i emocje. Raczej życie to także uczucia i emocje (ale nie tylko!). Subtelna różnica, w jednym słowie, ale jakże istotna. Bo jeśli się kieruje tylko emocjami, ale nie kieruje się dodatkowo rozumem, to wtedy wszystko jest fantastyczne i kolorowe, ale zupełnie nie trzyma się kupy, i ludzie zaczynają się zachowywać jak banda dzieci-kwiatów skopconych marihuaną. ("Nauka? Jaka nauka! Staaary, zapal sobie, wyluzujesz się, będzie fajnie! Świat jest piękny, kochajmy się!" ;-J) Bo fantazja i emocje mają swoją rolę, a umysł, logika i wiedza mają swoją. Nie można dyskryminować ani jednego, ani drugiego.

Ostatnio widzę ruch tzw. "humanistów" (czy też raczej "chumanistów", bo z prawdziwym humanizmem niewiele ma to wspólnego, gdyż w jego skład wchodziły wszystkie nauki przyrodnicze, a nie tylko "sztuka i poezja" :P) używa serca i uczuć jako taniej wymówki dla swojego totalnego braku zdolności myślenia. Już nawet nie myślenia logicznego, tylko myślenia w ogóle. Jak czegoś nie rozumieją, to mówią, że nie można wszystkiego brać naukowo, że trza użyć serca, emocji itp. Albo pytają "po co nam wiedza naukowa? liczy się praktyka". Tylko że co komu po praktykowaniu czegoś, czego nie rozumie? Małpę też można nauczyć wykonywać pewne czynności i da radę obsłużyć maszynę, ale wydawało mi się, że tym się różnimy od małp (i na tym polega ów humanizm właśnie), że możemy także rozumieć to, co robimy, a nie tylko bezmyślnie "papugować".

Więcej na temat tego podejścia "serce vs. rozum" było ostatnio w dyskusji na forum Davida Icke, o tutaj:
http://davidicke.pl/forum/skoro-nie-nauka-to-co-t11257.html
Polecam szczególnie posty użytkownika "levibc", bo z jego wypowiedziami najbardziej się tam zgadzam. Moim zdaniem najlepiej opisują tę równowagę między sferą uczuć a logicznym podejściem naukowym. Polecam też zajrzeć na inny jego artykuł w podobnym klimacie, na temat degradacji myślenia u ludzi i nadmiernego skrzywienia w kierunku pseudo-duchowości i ezoteryki:
http://davidicke.pl/forum/mega-artykul-czyli-przestroga-a-nowe-wyzwania-w-roku-2013-t11331.html

Cytat: Fair Lady
Sfery porownujesz do cebulki (lusek, warstw) - ja zas zasugerowalam wkleslosc lub wypuklosc, jak soczewki. Ale do tego wroce jeszcze. Czy teraz juz przejrzysciej wyrazilam sie?
Nic a nic.

Generalnie to, co piszesz, to dla mnie totalny bełkot, i dlatego bardzo się cieszę, że ktoś inny też już Ci zwrócił na to uwagę, o tu:

Cytat: Monika
@Fair Lady: A może pomyliłaś grzybki na święta? :oczko:

i później jeszcze Leszek. Bo nie lubię ciągle być "tym złym, który się czepia". Już nie raz tutaj zbierałem cięgi za to, że zwracałem komuś uwagę gdy bredził ;-J bo cenię sobie przejrzystość myśli i wypowiedzi i gdy cesarz jest nagi, zazwyczaj mówię mu to bez ogródek. Szczerość jest dla mnie ważniejsza, niż dobra opinia w oczach innych ludzi. Niestety ludzie z reguły nie lubią, gdy się im zwraca uwagę; są przekonani o swojej nieomylności i mądrości, i nie lubią się przyznawać do błędów czy niewiedzy (choć dla mnie gorsze od niewiedzy jest uporczywe odmawianie jej uzupełnienia). I gdy ktoś zwraca im uwagę, odbierają to jako atak na nich. Dlatego cieszy mnie, że tym razem ktoś inny powiedział Ci to wprost. Może to da Ci trochę do myślenia i zrewidujesz sobie parę rzeczy.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 02, 2013, 20:31:33 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #62 dnia: Styczeń 03, 2013, 11:04:14 »
Widze SasQ, ze zadales sobie mrowczego trudu w czytaniu i wnioskach. Piszesz prosto i tak jak myslisz, tak jak Ty uwazasz za sluszne i jest ok. Ja, czy inni moga przeczytac zaakceptowac, albo pominac. Kazdy ma wolna wole w tym co chce poglebiac, a od czego dystansowac sie.
Z jednej strony piszesz, ze uzywasz jezyka prostego, ale gdy ja tak sie wyrazam, to atakujesz i drwisz sobie z tego. Oczywiscie masz do tego prawo.
Troche mam wrazenie, ze niepotrzebnie czepiasz sie zwrotow. Np. "matryca", dobrze wiedziales, ze chodzi mi o macierz, ale musiales to skomentowac przyklejajac mi latke negatywna. Jak chcesz wiedzec to czesciej czytam teksty w obcych jezykach i ich tlumaczenia wlasnie takie terminy podaja, macierz, matrix, matryca itp. Tak samo jak z wiskozja. W slownikach technicznych odnalazlam taki zwrot, bo tlumaczylam na polski.
Nota bene to bardzo wazny faktor w ksztaltowaniu modeli przestrzennych. Nie bede cie zanudzac tym tematem.
Co do metodyki, to moge tylko polecic, przydaje sie w pracy z uczniem zdolnym. Reszte mozna sobie odpuscic, sa niewyuczalni. Tak jest podzielona populacja ludzka, tych madrych jest 1% a reszta to chlam. Niestety.
Cytuj
Niech czyny mówią same za siebie. "Po owocach ich poznacie."
Na ten temat moga wypowiedziec sie moi uczniowie, klienci, wspolpracownicy.

Uczepiles sie mojej interpretacji osi grawitacji, bo jak sugerujesz w kosmosie jej nie ma, czy wyglada inaczej niz na ziemi. I znowu pstryczek w nos. Dobrze wiesz o co mi chodzilo, wiec po co te przysrywania (sorry! za slowo). Os te utozsamiam z pozycja pionowa ciala ludzkiego. Interesuje sie czakrami i uzdrawianiem, to nie jest hokus-pokus. Sam w wywodzie wskazujesz przyklady dwu, i trojwymiarowosci, a potem piszesz itd.
No wlasnie jak? Jak wygladaja te wyzsze wymiary?

Cytuj
Co rozumiesz przez "przekształcenie przestrzeni w stosunku do osi Y"?
Bo w fizyce i w matematyce słowo "przekształcenie" ma określone znaczenie, i wydaje mi się, że go tutaj nadużywasz, wprowadzając niepotrzebny zamęt, bo wciągasz niepotrzebne skojarzenia w mózgach osób, które znają te dodatkowe znaczenia (może im się wydawać, że właśnie o tym mówisz, podczas gdy masz na myśli coś zupełnie innego i "zastawiasz pułapkę" na czytelnika ).

Nie, nie zastawiam pulapki na czytelnika (czyta to wogole ktos? ;)) - przekszatlcenie mialo oznaczac obrot o 90°.

Cytuj
Cytat: Fair Lady

Ten termin "wezel" ma bardzo duzo interpretacji
Gdzie tam? To wciąż to samo zjawisko. Tylko w wyższych wymiarach dochodzi więcej kierunków i więcej możliwości podziału
.

A jak jest w informatyce? I jaki jest to wg Ciebie wymiar?

Z tortem  :tort: to bylo zupelnie prosto - napisales, tak "wyobraz sobie to tak jakbys kroila tort" chodzilo Ci o przekroj poprzeczny (kuli), wiec spytalam dlaczego nozem, a nie lyzka.

W chwili wolnej zajrze na forum davidaicke.pl - sa tam niektore ciekawe wpisy. Dzieki.

Wiecej pytan nie mam. Mysle, ze to co chcialam wiedziec uzupelnilam. Teraz interesuje mnie odbicie swiatla. Struktura krysztalow, ale postaram sie doksztalcac gdzie indziej.

Jak widzisz i ja jestem szczera. Pozdrawiam.
 






Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #63 dnia: Styczeń 03, 2013, 16:31:20 »
Czułem, że się obrazisz ;)
Ale jak już mówiłem, bardziej zależy mi na szczerości i czytelności myśli, niż na tym, by ludzie mnie lubili.

Cytat: Fair Lady
Widze SasQ, ze zadales sobie mrowczego trudu w czytaniu i wnioskach.
Dobrze powiedziane. Bo analiza Twoich postów to w istocie mrówczy trud i sporo wróżenia z fusów. Poza tym mam wrażenie, że sporo się powtarzam, a po Tobie i tak spływa to jak po kaczce.

Cytat: Fair Lady
Piszesz prosto i tak jak myslisz, tak jak Ty uwazasz za sluszne i jest ok.
Widzisz, sporo z tego co piszę to nie tylko jak ja myślę, tylko jak myśli większość hmm "naukowców" (przynajmniej tych, którzy coś kumają z tych zjawisk falowych). Możesz zajrzeć do opisów innych ludzi, a przekonasz się, że w dużej mierze mówią to samo (tylko zazwyczaj bardziej motają). Jednak wiedza nie jest demokratyczna. Nie dyskutuje się o tym, czy 2+2=4, i czy ktoś się z tym zgadza, czy nie, albo czy to słuszne, czy nie, albo czy to się komuś podoba, czy nie. Tak to działa i już, i da się udowodnić dlaczego to tak działa, wychodząc od najprostszych właściwości liczb. Podobnie jest z falami: wychodząc od podstawowych praw można wyprowadzić zachowanie fal w różnych sytuacjach i nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie dyskutował, czy to słuszne, czy niesłuszne, bo wystarczy zapytać samej Matki Natury, przeprowadzając eksperyment, lub wykonując obliczenia. Tym się właśnie różni porządna wiedza naukowa od sztuki czy poezji, że nie zależy od interpretacji odbiorcy, jego "lubię" czy "nie lubię" itp. (Pominę tutaj wiele niejasnych czy niesprawdzonych teorii, jakich mnóstwo we współczesnej nauce. Mówię tylko o tych, które faktycznie zostały sprawdzone i są doskonale znane, potwierdzone eksperymentami, i z którymi trudno dyskutować.)

Natomiast rozmowy z Tobą wyglądają dla mnie czasami mniej więcej tak:
SasQ: 2+2=4
FairLady: A ja myślę, że 2+2=serce, bo gdy obrócisz jedną dwójkę i połączysz je razem, to dostaniesz kształt serca.
SasQ: Ekhm... ale tu nie chodzi o kształty, tylko o wartości kryjące się pod tymi symbolami. Równie dobrze mógłbym zapisać to tak: ** + ** = ****
FairLady: No, i to już do mnie przemawia, bo tam są gwiazdy, a na gwiazdach się znam. Tylko co jeśli niektóre z nich są spadające?
SasQ: Yyy że co? ...... Nevermind, spróbujmy inaczej: oo + oo = oooo
FairLady: No tak, orbsy, ustawione w matrycę. Gdyby ustawić cztery kółka w matrycę prostokątną wyjdzie samochód. A samochód ma silnik, czyli serce.
SasQ: Skup się! Mówimy o liczbach, nie o sercach, samochodach, gwiazdach itp.!
FairLady: Ależ SasQ, nie należy wszystkiego brać tak naukowo! Trzeba czasem kierować się sercem.
SasQ: Ekhm.. tak, zgoda, ale to nie jest jedna z tych sytuacji, bo tu rozmawiamy o nauce, a do nauki używamy mózgu, a nie serca.
FairLady: No ba! Uczyłam się o tym na metodyce nauczania.
SasQ: Świetnie. To pewnie pokazywali Ci jak uczyć o liczbach za pomocą klocków. Mnie kiedyś tak uczono. Zobaczmy to 2+2=4 na klockach: [][] + [][] = [][][][]. Zgadza się?
FairLady: Tak. Matryca klocków formułuje system koordynacyjny zorientowany według osi grawitacji, tylko przekształconej sedymentacją lub wiskozją.
SasQ: Yyyyy....  :help:   Używasz za dużo trudnych słów, wielu z nich niezgodnie z ich znaczeniem. Poza tym grawitacja nie ma tu nic do rzeczy! Gadamy o liczbach.
FairLady: Czepiasz się! To są tłumaczenia ze słownika. A poza tym ja używam tych słów w innym znaczeniu. Co za różnica?
SasQ: Wielka! Po to mamy różne słowa, by każde znaczyło co innego. A Ty je mieszasz.
FairLady: To Ty mieszasz, tak że już nic z tego nie rozumiem. Używasz za dużo ilustracji.
SasQ: Ok, to teraz bez ilustracji, prostym językiem: Wrzucasz do wiadra dwa kamienie, i jeszcze dwa kamienie, to ile razem kamieni jest w wiadrze?
FairLady: A to zależy, czym wrzucasz. Ja już kamienie wrzucałam nożem. Próbowałeś może łyżką? (wklęsłość-wypukłość).
SasQ: Jakim nożem? Jaką łyżką? Co ty per%%%lisz?
FairLady: Buuu jesteś nieuprzejmy! :pada_deszcz: Ide sobie uczyć się gdzie indziej! :pada śnieg:
SasQ: <bez>

Cytat: Fair Lady
Ja, czy inni moga przeczytac zaakceptowac, albo pominac. Kazdy ma wolna wole w tym co chce poglebiac, a od czego dystansowac sie.
Jasne, że tak. Przecież ja tu nikogo nie zmuszam z pistoletem, żeby to czytał, albo żeby się ze mną zgadzał. Po prostu mówię, co wiem, licząc, że komuś to się przyda. Zwłaszcza, że ponoć przyszłaś tutaj zgłębiać wiedzę o tych rzeczach.

Cytat: Fair Lady
Z jednej strony piszesz, ze uzywasz jezyka prostego, ale gdy ja tak sie wyrazam, to atakujesz i drwisz sobie z tego.
Po pierwsze: nie drwię i nie atakuję. A jeśli nawet, to nie Ciebie, tylko farmazony bez ładu i składu, które zdarza Ci się wypisywać. I nie dlatego, że mam coś do Ciebie, tylko dlatego, że mam silną alergię na takie właśnie mącenie. Już wystarczająco dużo takiego mącenia jest na Wikipedii, w podręcznikach szkolnych, na różnych forach dyskusyjnych itp., przez co postępuje coraz większa degradacja wiedzy. Wiedzy, którą ludzkość szlifowała przez tysiąclecia, a teraz się ona tępi i gnije. A na to nie mogę pozwolić, i nie ma przy tym dla mnie znaczenia kto to robi. Gdyby zamiast Ciebie pisał w ten sposób ktoś inny, to jemu zwracałbym uwagę. Więc nic osobistego. Nie chodzi o Ciebie, tylko o rzeczy, które piszesz.

Po drugie: już mówiłem, że nie chodzi o to, czy używasz języka trudnego, czy prostego, ani czy używasz ilustracji czy nie. (Bo to, czy język jest "trudny" czy "prosty" zależy tylko od tego, ile wspólnych słów znają rozmówcy.) Chodzi o sposób, w jaki piszesz. Treści, jakie przekazujesz (albo raczej których nie przekazujesz). Bo piszesz dużo tekstu, ale mało w nim treści, czyli konkretów. Pomijasz wiele informacji, które dla Ciebie są oczywiste, ale dla innych już niekoniecznie. Używasz naukowego słownictwa w sobie tylko znanym znaczeniu, zupełnie innym od tego "oficjalnego", przez co wprowadzasz tylko w błąd tych, którzy to słownictwo znają, i spodziewają się, że znaczy to, co większość uczonych rozumie pod tymi słowami. Wydaje mi się, że podchodzisz do nauki w podobny sposób, jak poeci do pisania wierszy: na zasadzie luźnych skojarzeń, analogii, metafor, odwołań do emocji itp. Ja też lubię poezję i sztukę, i zdarza mi się łączyć je z wiedzą naukową (o to przecież chodzi w Świętej Geometrii), ale w pewnych miejscach to działa, w innych nie. Pewne miejsca nauki są zarezerwowane wyłącznie dla umysłu, wymagają precyzji, logiki, analitycznego myślenia, a nie zabawy w skojarzenia i odgadywanie kształtów chmur, czyli "bujania w obłokach" :obloki:

Pisałem, że lepiej używać języka "prostego", niż "trudnego". Nie chodzi tu o same słowa, tylko o to, które z nich są znane odbiorcy. Na przykład pisząc tutaj na forum zakładam, że mało ludzi będzie rozumieć znaczenie słów takich jak "macierz ortogonalna", "operator różniczkowy", "rotacja fazy", "laplasjan" itp. (choć oczywiście gdyby ktoś chciał je zrozumieć, mógłbym mu te pojęcia łatwo wyjaśnić ;) ). Dlatego staram się używać słów powszechnie znanych, i wolę napisać "opadanie na dno" niż "sedymentacja", albo "lepkość" niż "wiskozja", bo przeczuwam, że te pierwsze każdy zrozumie, mając je w swoim słowniku opartym na codziennych doświadczeniach. Za to w rozmowie z naukowcem użyłbym tych bardziej "naukowych", bo są krótsze i naukowiec skuma je w mig, a z dłuższym opisem słownym mógłby mieć problem (bo musi go sobie wpierw
"przetłumaczyć" na znane sobie pojęcia skrótowe).
Natomiast pisanie językiem prostym nie oznacza pisania jak prostak, który nic nie czai (no offence). Nawet pisząc prostym językiem trzeba dbać o przejrzystość i precyzję przekazu. By nie pomijać jakichś ważnych myśli, lecz przekazać wszystko, i w możliwie najprostszy i najkrótszy sposób.

Mam dla Ciebie takie ćwiczenie, które może Ci pomóc z tym przekazywaniem myśli:
Narysuj sobie kilka prostych rysunków. Następnie, nie pokazując tych rysunków swoim rozmówcom, spróbuj opisać im słowami co widzisz na tych rysunkach. Celem jest przekazanie im informacji na tyle precyzyjnie, by oni mogli z tego opisu odtworzyć cały ten obrazek możliwie najdokładniej, rysując swoją wersję. Warto przy tym liczyć słowa, i można z tego zrobić ciekawą grę: kto przekaże treść obrazka w najmniejszej liczbie słów w taki sposób, że jego rozmówcy odtworzą obrazek bezbłędnie, wygrywa.

To ćwiczenie jest świetne z kilku powodów: Przede wszystkim pozwoli Ci dostrzec, co dokładnie jest nie tak z Twoim sposobem przekazywania myśli innym ludziom. Dostrzec obiektywnie. Nie będziesz potrzebować do tego żadnego Saska, który "tylko się czepia i obraża", bo tutaj Ty sama oceniasz swoje działanie i poznajesz je po jego owocach: czyli tym, jak dobrze Twoi rozmówcy odtworzyli Twój obrazek z samego opisu słownego, nie widząc obrazka. Ma to też swoje minusy, bo nie będziesz już mogła zwalić swoich win na Saska ;) Z czasem nabierzesz doświadczenia w ocenianiu które słowa są istotne, a które są tylko czczą gadaniną i nie niosą żadnej informacji. Zobaczysz, jak ważne jest uzgodnienie znaczenia słów przed wymianą informacji (tak jak w informatyce uzgadnia się protokoły komunikacyjne), i zdefiniowanie z góry co każde słowo ma oznaczać, oraz że nie można sobie ich używać "we świat".

Cytat: Fair Lady
Troche mam wrazenie, ze niepotrzebnie czepiasz sie zwrotow.
Potrzebnie. Bo poprawne rozumienie znaczenia słów jest kluczowe do bezbłędnej komunikacji. Skoro lubisz komputery, wyobraź sobie, że jeden komputer rozumie 0 jako fałsz, a 1 jako prawdę. Drugi natomiast na odwrót: 1 jako fałsz, a 0 jako prawdę. Ten pierwszy pyta drugiego: "Czy mam uzbroić głowice nuklearne?" na co ten drugi odpowiada: "1". Jak myślisz, czym to się skończy? :język1: A to przecież były tak proste słowa, że już prostszych być nie mogło: tylko "0" i "1"! Jednak, jak widać, ważniejsze od samych słów jest znaczenie, jakie one niosą.

Oczywiście w rozmowach z innymi ludźmi możesz czasami nie wiedzieć, co oni rozumieją pod jakimś słowem. Jeśli będziesz zakładać, że rozumieją to samo, co Ty (tak jak ten pierwszy komputer powyżej), to możesz się mocno zdziwić lub w najlepszym przypadku nie dogadać się z nimi (tak jak teraz ze mną). W najgorszym przypadku wszyscy się na siebie poobrażają, choć wcale nie było ku temu powodów (jesteśmy na dobrej drodze).
Więc co możesz na to poradzić?

Wyobraź sobie znowu, że jesteś jednym z tych komputerów. Nie wiesz, jakie znaczenie przypisuje on słowom "0" i "1". Co możesz zrobić, by jakoś dogadać się z tym drugim komputerem bez żadnych nieporozumień?
Wiele ludzi zaczęłoby od zapytania tego drugiego coś w tym stylu: "Czy to prawda, że 0 traktujesz jak fałsz, a 1 jako prawdę?"
Jednak ten drugi komputer odpowie: "1". Niestety taka odpowiedź, choć z jego strony całkiem poprawna i sensowna, nic Ci nie powie o tym, której wersji kodu binarnego używa ten drugi komputer :P: Bo jeśli używa "0" jako fałszu, a "1" jako prawdy, to odpowiedź "1" na Twoje pytanie oznacza potwierdzenie Twojej wersji. Jednak jeśli używa "1" jako fałszu, a "0" jako prawdy, to chcąc zaprzeczyć Twojej wersji też odpowie "1" (co dla niego oznacza "nieprawda"). Więc z jego strony w obu przypadkach odpowiada poprawnie i ma nadzieję, że zrozumiesz. Ale problem leżał w źle zadanym pytaniu, a nie w odpowiedzi.
Poprawnym wyjściem z tego problemu jest uzgodnienie protokołu z góry. To Ty musisz powiedzieć temu drugiemu, jakiego kodu używasz. Na przykład tak: "Dla mnie 0 to fałsz, a 1 to prawda. Używając moich definicji powiedz mi proszę, czy dla ciebie 0 to fałsz, a 1 to prawda?" I teraz już ten drugi komputer wie, jak Ci odpowiedzieć, żebyś zrozumiała. Jeśli używa tego samego kodu, co Ty, odpowie "1". Jeśli używa innego, odpowie w Twoim języku "0" (w jego jezyku byłoby to "1"), bo teraz już wie, że chcąc Ci odpowiedzieć "nieprawda" w Twoim języku, musi użyć wyrazu "0", a nie "1".

Cytat: Fair Lady
Np. "matryca", dobrze wiedziales, ze chodzi mi o macierz
Nie, nie wiedziałem. Mogłem się domyślać/przeczuwać/zgadywać/wróżyć, ale wiedzieć na 100% nie mogłem, bo w rozmowach z Tobą mało czego mogę być pewny (poza jednym: że będzie sporo zamieszania). Poza tym nawet jeśli ja mogłem się domyślić, to nie jest powiedziane, że każdy inny się domyśli. Dlatego właśnie lepiej wyjaśniać z góry, co się rozumie pod danymi pojęciami, by nikt nie miał wątpliwości. I dlatego właśnie naukowcy/prawnicy zaczynają teorie/umowy od zdefiniowania pojęć. Bo zanim ludzie zgodzą się co do warunków umowy czy przewidywań teorii, najpierw muszą się zgadzać co do słów, w których ta teoria/umowa została zapisana, żeby każdy rozumiał to samo pod tymi samymi pojęciami, a nie "jak komu pasuje".

Cytat: Fair Lady
ale musiales to skomentowac przyklejajac mi latke negatywna.
Nie Tobie, tylko Twojemu sposobowi wymiany myśli.

Cytat: Fair Lady
Jak chcesz wiedzec to czesciej czytam teksty w obcych jezykach i ich tlumaczenia wlasnie takie terminy podaja, macierz, matrix, matryca itp. Tak samo jak z wiskozja. W slownikach technicznych odnalazlam taki zwrot, bo tlumaczylam na polski.
Słowniki to nie wszystko. Mam taką znajomą, która ciągle się przechwala ukończonymi studiami filologii angielskiej i tym, że pisała pracę magisterską o języku staroangielskim. Robi wrażenie, to fakt, ale jak zwykle "po owocach ich poznacie": gdy czytam niektóre jej tłumaczenia, mam wrażenie, że wyszły z jakiegoś komputerowego translatora. Ona oczywiście jest święcie przekonana o swojej nieomylności i pokazuje mi w słownikach, że stoi tam jak byk, że to ona ma rację. Niestety nie ma, bo nie ma ona pojęcia o faktycznym znaczeniu tłumaczonych słów (gdy są to słowa spoza jej obszaru zainteresowań, np. jakieś pojęcia naukowe, czy techniczne). Nie wystarczy przewalić ich bezmyślnie ze słownika, bo choć słownik podaje zwykle wiele znaczeń, to o wiele ważniejszy jest kontekst ich użycia. W pewnych kontekstach tłumaczenie słowa "matrix" jako "macierz" ma sens (gdy np. to tekst matematyczny), w innych lepszym tłumaczeniem byłoby "matryca" (gdy mowa np. o drukowaniu pieniędzy albo o ekranach komputerów), a w jeszcze innych lepiej pozostawić to słowo bez zmian (gdy mówimy o filmie o takim tytule). Takie kwiatki zdarzają się wielu "fachowym" tłumaczom, przekonanym święcie o swojej nieomylności, jeśli opierają się tylko na słownikach i nie mają pojęcia o kontekście użycia tego słowa w danej dziedzinie wiedzy. Na przykład w jednej książce z Helionu o programowaniu gier tłumacz wymodził "system koordynacyjny". Przez 15 minut głowiłem się, co to takiego jest, aż w końcu przyszło mi na myśl, że to może być wredna kalka językowa z "coordinate system". Gdyby tłumacz miał pojęcie znaczeniu tekstu, który tłumaczy, przewaliłby to jako "układ współrzędnych" i każdy programista grafiki by rozumiał o co chodzi.

Cytat: Fair Lady
Nota bene to bardzo wazny faktor w ksztaltowaniu modeli przestrzennych.
Faktor. Znów trudne słowo, które może i brzmi mądrze, ale wcale nie robi z Ciebie mądrzejszej.
Jerzy Grębosz w jednej ze swoich książek uczących programowania napisał kiedyś coś bardzo mądrego: że inni piszą książki pod tytułem "Patrzcie, jaki jestem mądry!". A on pisze książkę pod tytułem "Patrzcie, jakie to proste!" :) Tobie też polecam takie podejście.

Cytat: Fair Lady
Nie bede cie zanudzac tym tematem.
Już to zrobiłaś, stwierdzając, że ten temat jest nudny i nie warty omówienia ;) (skoro nie chcesz go omówić)

Cytat: Fair Lady
Co do metodyki, to moge tylko polecic
A może zamiast tylko pisać, że ją studiowałaś, i polecać ją innym, sama zaczniesz ją stosować?
Nie bez kozery pytałem Cię o to, czy możesz omówić mi tę metodykę na podstawie Twoich własnych postów na tym forum. Bo jeśli faktycznie stosujesz ją w praktyce, zamiast tylko o niej mówić, z pewnością będziesz w stanie wskazać wiele pozytywnych przykładów w swoich tekstach i pokazać mi, jak one działają ;)

Cytat: Fair Lady
przydaje sie w pracy z uczniem zdolnym. Reszte mozna sobie odpuscic, sa niewyuczalni. Tak jest podzielona populacja ludzka, tych madrych jest 1% a reszta to chlam. Niestety.
Uuuuuu....  :(  Jeśli takiego podejścia uczyli Was na tej metodyce, to lepiej czym prędzej zaprzestań jej stosowania, zanim zaszkodzisz innym lub sobie. Jeśli takiego podejścia uczą przyszłych edukatorów, to już mnie nie dziwi, dlaczego edukacja u nas wygląda tak, jak wygląda. Bo to jest samospełniająca się przepowiednia: Jeśli traktujesz innych jak niewyuczalnych matołów, to nie będziesz w stanie przekazywać im wiedzy. A wtedy oni mimo woli staną się takimi matołami, mając braki w wykształceniu. Będziesz mieć klasę, w której tylko 1% ludzi będzie kumać, o co Ci chodzi, a to potwierdzi Twoją wersję, uspokajając Twoje sumienie. Tylko że to nie będzie ich wina, lecz Twoja. Tylko i wyłącznie. Bo ludzie są "stworzeni do uczenia się", od samego momentu narodzin. To szkoła, i podejście do edukowania takie jak Twoje ("metodyka"? nie, dziękuję ;P) robi z ludzi matołów, przekonując ich, że są "niewyuczalni" i niezdolni do samodzielnej nauki. A później tacy jak ja muszą to wszystko odkręcać i na nowo pokazywać im, jak łatwo mogą sami zdobywać wiedzę i że oni też mogą zrozumieć "trudne" rzeczy. Mnie niestety (a może raczej na szczęście!) nikt nie uczył żadnej metodyki. Stworzyłem własną metodykę, z własnych doświadczeń z przekazywaniem wiedzy, oraz z własnej wiedzy o działaniu sieci neuronowych. I moje podejście się sprawdza, dlatego nikt mi nie wmówi, że istnieją "niewyuczalni". A przynajmniej nie wtedy, kiedy chcą się uczyć. Niewyuczalnym nazwałbym tylko tego, który świadomie odmawia uczenia się i nie przyjmuje do wiadomości, że może się mylić lub nie wiedzieć czegoś.

Cytat: Fair Lady
Cytuj
Niech czyny mówią same za siebie. "Po owocach ich poznacie."
Na ten temat moga wypowiedziec sie moi uczniowie, klienci, wspolpracownicy.
No to niech się wypowiedzą.
Ale myślę, że wystarczy, jeśli wypowiedzą się inni uczestnicy tego forum. Z czyich postów zrozumieli więcej? Z czyich więcej się nauczyli? Czyj sposób przekazywania wiedzy bardziej do nich przemawia? Odpowiedzi już w zasadzie były: East, Monika, Leszek...

Cytat: Fair Lady
Uczepiles sie mojej interpretacji osi grawitacji, bo jak sugerujesz w kosmosie jej nie ma
Nie mówiłem, że jej nie ma (bo zawsze jakaś jest, gdy istnieją jakieś masy, nawet jeśli jesteś bardzo daleko od nich), tylko że z dala od tych mas siła grawitacji jest tak mała, że ciężko ją wyczuć, i można ją pominąć. Napisałem też, że:

Cytat: Fair Lady
czy wyglada inaczej niz na ziemi.
No bo wygląda inaczej. Może nie tyle sama grawitacja, co interpretowanie wyznaczanych przez nią kierunków. Jeśli jesteś w statku kosmicznym, w stanie nieważkości, i nic Cię nie ciągnie "w dół", to skąd możesz wiedzieć, w którą stronę jest "w dół"? Która oś jest wtedy "pionowa"?
Wyobraź sobie, że gadasz przez Internet z ludziem z innej półkuli Ziemi, i chcesz mu powiedzieć, gdzie na niebie widzisz jakąś nowo odkrytą przez Ciebie gwiazdę. Mówisz mu: "Oj, to proste, ona jest tuż nad moją głową, gdy patrzę pionowo w górę." Twój rozmówca podnosi więc głowę pionowo w górę i stwierdza: "Hmm... chyba coś ci się przywidziało, ja tam nie widzę żadnej nowej gwiazdy" :P: A wszystko przez to, że u niego "do góry" i "pionowo" oznacza zupełnie inny kierunek, niż u Ciebie, choć oboje używacie grawitacji do jego wyznaczania. Ale to nie grawitacja jest winna temu nieporozumieniu, tylko nieprecyzyjny opis współrzędnych, za bardzo "względny" i "egocentryczny" ;)

Cytat: Fair Lady
I znowu pstryczek w nos. Dobrze wiesz o co mi chodzilo, wiec po co te przysrywania (sorry! za slowo).
Po to, żebyś wreszcie zauważyła, że mącisz, i że to wcale nie pomaga innym uczestnikom forum w zrozumieniu tematu.
Byłem cierpliwy już bardzo długo. Zwracałem Ci uwagę już wiele razy, na początku kulturalnie i żartobliwie, mając nadzieję, że to wystarczy. Ale nie wystarczyło, bo wciąż popełniasz te same błędy i powtarzasz te same schematy, nadal mącisz. A ja nie będę się temu biernie przyglądał, tego możesz być pewna, bo po to powierzono mi rolę moderatora tego działu, bym czuwał nad porządkiem. Jak pewnie widziałaś, nie jestem nadgorliwym moderatorem, nie usuwam postów z przyczyn osobistych, ani gdy się z kimś nie zgadzam, albo gdy pisze nie na temat. Ale jeśli ktoś to robi, będę zwracał na to uwagę, by przemówić do rozsądku, bo taka moja rola. Jeśli nie pomaga po dobroci, muszę czasami użyć ostrzejszych słów, nawet jeśli to kogoś wkurzy, bo uważam, że wkurzenie po jakimś czasie przechodzi, a wątpliwości pozostają. Dlatego mam nadzieję, że Ty również przemyślisz sobie co nieco, gdy już emocje opadną.

Cytat: Fair Lady
Os te utozsamiam z pozycja pionowa ciala ludzkiego.
O widzisz. Już lepiej. Teraz przynajmniej wiemy, co rozumiesz przez "pionowo". I wiemy, że ten kierunek jest dla Ciebie "względny", i "egocentryczny": u każdego człowieka będzie wskazywał w inną stronę. Tylko że wtedy co ma do tego grawitacja? Jeśli ktoś stanie na głowie, jego kierunek "do góry" będzie tym, czym dla innych ludzi "w dół". A jeśli się położy, to jego oś "pionowa" będzie tym, czym dla innych jest oś "pozioma". I nie musimy nawet lecieć w kosmos, by zauważyć problemy z tak zdefiniowanym układem współrzędnych ;)

Cytat: Fair Lady
Cytat: SasQ
Co rozumiesz przez "przekształcenie przestrzeni w stosunku do osi Y"?
przekszatlcenie mialo oznaczac obrot o 90°
No, i teraz mamy jasność. Nie dało się tak od razu?
Bo jeśli o tym nie wiesz, istnieje nieskończenie wiele innych przekształceń, które nawet nie są obrotami.

Cytat: Fair Lady
Cytuj
Ten termin "wezel" ma bardzo duzo interpretacji
Cytat: SasQ
Gdzie tam? To wciąż to samo zjawisko. Tylko w wyższych wymiarach dochodzi więcej kierunków i więcej możliwości podziału
.
A jak jest w informatyce? I jaki jest to wg Ciebie wymiar?
Hę? Pytasz, jakim według mnie wymiarem jest informatyka? Czy o co? Teraz to już nic nie rozumiem i nawet szklana kula nic mi nie podpowiada.

Rozmawiamy z tego co pamiętam o węzłach fal stojących. Proszę Cię, nie mieszaj do tego węzłów na sznurach, węzłów krzywych Beziera, węzłów gordyjskich, węzłów kolejowych, ani żadnych innych rzeczy mających z tematem tylko tyle wspólnego, że mają "węzeł" w nazwie. Definicję węzła fali stojącej już podawałem: jest to miejsce na fali, które nie drga. Nic więcej, nic mniej. Znajduje się pomiędzy dwoma innymi miejscami, które drgają ("rozdziela je" od siebie). Zastanów się, jaki kształt może mieć taki węzeł w pierwszym wymiarze, jeśli ma rozdzielić linię na dwie części drgające, samemu nie drgając. Później zastanów się, jaki kształt może mieć na powierzchni dwuwymiarowej, by rozdzielić ją na dwie części drgające. A później to samo w trzech wymiarach, itd. Jeśli wykonasz to zadanie, na pewno sama dojdziesz do tego, co już napisałem wcześniej o tych węzłach w kolejnych wymiarach.

Cytat: Fair Lady
Z tortem  :tort: to bylo zupelnie prosto - napisales, tak "wyobraz sobie to tak jakbys kroila tort" chodzilo Ci o przekroj poprzeczny (kuli), wiec spytalam dlaczego nozem, a nie lyzka.
I liczysz na to, że jeśli powtórzysz to jeszcze z 10 razy, to za 10 razem zrozumiem? To jest ta "metodyka"? (bo w szkołach widziałem taką stosują)

Cytat: Fair Lady
Teraz interesuje mnie odbicie swiatla. Struktura krysztalow, ale postaram sie doksztalcac gdzie indziej.
Obrażalska ;)

Spoko, ja Cię nie trzymam. Jeśli to co mówię, nie przemawia do Ciebie, na pewno znajdziesz kogoś, kto nadaje na Twoich falach ;) Co do odbić światła i struktury kryształów, to polecam pogadać z Michałem-Aniołem, bo on z tego co mówił sporo się światłem zabawia, a w Tyńcu na spotkaniu forumowiczów pokazywał nam wszystkim jak rozprasza światło lasera na kryształach kwarcu. Robiło to wrażenie ;) więc jeśli na wrażeniach i emocjach i "patrzeniu bardziej sercem niż rozumem" zależy Ci bardziej, na pewno znajdziesz w nim bratnią duszę :) Pogadaj też z Lucyferem, on z tego co widziałem działa na trochę podobnej zadadzie, co Ty, czyli skojarzeń wizualnych i kierowania się bardziej intuicją.

Cytat: Fair Lady
Jak widzisz i ja jestem szczera.
Cieszy mnie to :)
« Ostatnia zmiana: Styczeń 03, 2013, 16:50:51 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #64 dnia: Styczeń 03, 2013, 19:08:19 »
Cytat: SasQ
Pogadaj też z Lucyferem, on z tego co widziałem działa na trochę podobnej zadadzie, co Ty, czyli skojarzeń wizualnych i kierowania się bardziej intuicją.

Lucyfer Style  zeby

Cytat: SasQ
Mam dla Ciebie takie ćwiczenie, które może Ci pomóc z tym przekazywaniem myśli:
Narysuj sobie kilka prostych rysunków. Następnie, nie pokazując tych rysunków swoim rozmówcom, spróbuj opisać im słowami co widzisz na tych rysunkach. Celem jest przekazanie im informacji na tyle precyzyjnie, by oni mogli z tego opisu odtworzyć cały ten obrazek możliwie najdokładniej, rysując swoją wersję. Warto przy tym liczyć słowa, i można z tego zrobić ciekawą grę: kto przekaże treść obrazka w najmniejszej liczbie słów w taki sposób, że jego rozmówcy odtworzą obrazek bezbłędnie, wygrywa.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Eqlo9yCMkIU" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Eqlo9yCMkIU</a>

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #65 dnia: Styczeń 04, 2013, 21:11:23 »
SasQ jestem!

Cytuj
Natomiast rozmowy z Tobą wyglądają dla mnie czasami mniej więcej tak:
SasQ: 2+2=4
FairLady: A ja myślę, że 2+2=serce, bo gdy obrócisz jedną dwójkę i połączysz je razem, to dostaniesz kształt serca.
SasQ: Ekhm... ale tu nie chodzi o kształty, tylko o wartości kryjące się pod tymi symbolami. Równie dobrze mógłbym zapisać to tak: ** + ** = ****
FairLady: No, i to już do mnie przemawia, bo tam są gwiazdy, a na gwiazdach się znam. Tylko co jeśli niektóre z nich są spadające?
SasQ: Yyy że co? ...... Nevermind, spróbujmy inaczej: oo + oo = oooo
FairLady: No tak, orbsy, ustawione w matrycę. Gdyby ustawić cztery kółka w matrycę prostokątną wyjdzie samochód. A samochód ma silnik, czyli serce.
SasQ: Skup się! Mówimy o liczbach, nie o sercach, samochodach, gwiazdach itp.!
FairLady: Ależ SasQ, nie należy wszystkiego brać tak naukowo! Trzeba czasem kierować się sercem.
SasQ: Ekhm.. tak, zgoda, ale to nie jest jedna z tych sytuacji, bo tu rozmawiamy o nauce, a do nauki używamy mózgu, a nie serca.
FairLady: No ba! Uczyłam się o tym na metodyce nauczania.
SasQ: Świetnie. To pewnie pokazywali Ci jak uczyć o liczbach za pomocą klocków. Mnie kiedyś tak uczono. Zobaczmy to 2+2=4 na klockach: [][] + [][] = [][][][]. Zgadza się?
FairLady: Tak. Matryca klocków formułuje system koordynacyjny zorientowany według osi grawitacji, tylko przekształconej sedymentacją lub wiskozją.
SasQ: Yyyyy....     Używasz za dużo trudnych słów, wielu z nich niezgodnie z ich znaczeniem. Poza tym grawitacja nie ma tu nic do rzeczy! Gadamy o liczbach.
FairLady: Czepiasz się! To są tłumaczenia ze słownika. A poza tym ja używam tych słów w innym znaczeniu. Co za różnica?
SasQ: Wielka! Po to mamy różne słowa, by każde znaczyło co innego. A Ty je mieszasz.
FairLady: To Ty mieszasz, tak że już nic z tego nie rozumiem. Używasz za dużo ilustracji.
SasQ: Ok, to teraz bez ilustracji, prostym językiem: Wrzucasz do wiadra dwa kamienie, i jeszcze dwa kamienie, to ile razem kamieni jest w wiadrze?
FairLady: A to zależy, czym wrzucasz. Ja już kamienie wrzucałam nożem. Próbowałeś może łyżką? (wklęsłość-wypukłość).
SasQ: Jakim nożem? Jaką łyżką? Co ty per%%%lisz?
FairLady: Buuu jesteś nieuprzejmy! Ide sobie uczyć się gdzie indziej!
SasQ:


A rozmowy z Toba wygladac by mogly np.tak.

I w tym momencie zwracam uwage na moj watek:

http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,1228.msg8576.html#msg8576

Fair Lady: widze serce.
SasQ: to nie jest serce, tylko 2+2.
Fair Lady: w lustrze widzialam.
SasQ: za duzo stoisz przed tym lusterkiem, jeszcze jakiegos Lucyfera zobaczysz. Ucz sie!
Fair Lady: A teraz widze gwiazdki i jedna spada wlasnie teraz.
SasQ: To tylko sobie zawdzieczasz, zdegradowli cie.
Fair Lady: ale teraz jakies koleczka lataja mi przed oczami i to co wyczatalam na forach, to chyba orbsy. Ale wlacz to:
http://www.orbitals.com/orb/orbtable.htm
Tam takie koleczka lataja i dziela sie wg zasad Sw. Geometrii. I ten facet, co te koleczka narysowal ma chyba juz swoje wlasne.
SasQ: I ty bedziesz miala.
Fair Lady: Ale teraz widze tylko klocki. Oznacza to, ze mam dalej pracowac jako metodyk?
SasQ: "
To pewnie pokazywali Ci jak uczyć o liczbach za pomocą klocków. Mnie kiedyś tak uczono. Zobaczmy to 2+2=4 na klockach: [][] + [][] = [][][][]. Zgadza się?
Fair Lady: Lucyfer mi pokazal°°


FairLady: Tak. Matryca klocków formułuje system koordynacyjny zorientowany według osi grawitacji, tylko przekształconej sedymentacją lub wiskozją."
SasQ: Lucyfer Style? :oczko:
Fair Lady: A teraz cos uderzylo w wiadro!
SasQ: Ups! to tylko moje serce.
Zaraz wracam.
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,326.msg8572.html#msg8572
Fair lady: No to Pa!

cdn.  ;)
« Ostatnia zmiana: Styczeń 04, 2013, 22:40:10 wysłana przez Leszek »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #66 dnia: Styczeń 05, 2013, 00:36:59 »
OK pass... -_-

http://i.chzbgr.com/completestore/2011/12/11/22dc805e-9a55-40fd-ad11-5bd4038b9edd.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


You're soooooo random... o.O
« Ostatnia zmiana: Styczeń 05, 2013, 00:54:46 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #67 dnia: Styczeń 05, 2013, 10:28:02 »
Cytat: Fair Lady
Fair Lady: Lucyfer mi pokazal°°


Ok  :D:

Skoro już jesteśmy w krainie kucyków to postaram się wyjaśnić skąd wziął się ten "Kolorowy klocek" powyżej  ;D

Jak można zauważyć, "Złotowłosy Kucyk Fair Lady" interesuje się wszystkim i miesza wszystko ze wszystkim tworząc radosny chaos wokół siebie.
A zatem żeby wprowadzić trochę logiki do jej świata zaczęliśmy od prostych liczb.

1) Wyciągnęliśmy binarny ciąg 1,2,4,8,7,5 (1,2,4,8,16,32) z "Eneagramu Marko Rodina"

http://www.swietageometria.info/images/stories/Leszek/LucyEnnea/11.gif
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

źródło: http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,205.msg1363.html#msg1363

2) Pokolorowaliśmy cyferki:



1= fioletowoczerwony (magneta)
2= niebieski
4= błękitny (cyjan)
8= zielony
7= żółty
5= czerwony

3) Następnie zamieniliśmy nasze liczby na kolorowe magiczne kółeczka, które mogą przybierać przeróżne cudowne kształty  :tuptup:



4) Z naszych kółeczek (hula hoop   :D) stworzyliśmy tajemniczo brzmiącą syntezę subtraktywną oraz syntezę addytywną (http://pl.wikipedia.org/wiki/Barwa)



I tak odkryliśmy jasną moc boskiej trójcy  aniolek oraz ciemną moc 6 (hex)  >:D

5) Nie pozostało nic innego jak stoczyć bój z sześcianem i wypełnić go tęczową mocą naszych kolorowych kółeczek

I tak powstał tęczowy klocek  :co_jest:



A w samym centrum "szarej strefy" ukazała nam się Boska 9

6) Z naszych kółeczek udało nam się stworzyć tęczowego pączka, który stał się magiczną gwiezdną bramą do krainy kucyków


http://www.hubworld.com/hubworld/images/my-little-pony/frienship-is-magic/show-pages/galleries/characters/570x420/mlpfim-character-rainbow-dash_570x420.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
The End













 


 

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #68 dnia: Styczeń 05, 2013, 15:19:14 »
(...) bardziej zależy mi na szczerości i czytelności myśli, niż na tym, by ludzie mnie lubili. (...)
Natomiast rozmowy z Tobą wyglądają dla mnie czasami mniej więcej tak: (...)

(...) A rozmowy z Toba wygladac by mogly np.tak. (...)

Już kiedyś sugerowałem, że rozmowy na tym forum często wyglądają mniej więcej tak  :oczko:

http://www.dailymotion.com/video/xkwxot_cztery-obrazy_shortfilms
[EDIT:]
Cytuj
http://www.dailymotion.com/video/xkwxot_cztery-obrazy_shortfilms

Pozdrawiam! :)
« Ostatnia zmiana: Styczeń 06, 2013, 22:36:21 wysłana przez Leszek »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #69 dnia: Styczeń 05, 2013, 20:04:16 »
Cytat: Lucyfer
Jak można zauważyć, "Złotowłosy Kucyk Fair Lady"
O, czyli Derpy Hooves też znasz ;-)

Cytat: Lucyfer
interesuje się wszystkim i miesza wszystko ze wszystkim tworząc radosny chaos wokół siebie.
To bardzo dobrze, że interesuje się wszystkim. Ja też tak robię. Tylko że u mnie to działa trochę inaczej. Tworzą się niespodziewane powiązania, łączą się kropki, i układają się z nich wzorce, a z chaosu wyłania się porządek, który z czasem coraz bardziej się upraszcza i rafinuje. U niej działa to jakoś tak na odwrót i powstaje z tego groch z kapustą, który nijak się kupy nie trzyma. A wiesz dlaczego? Galileusz znał odpowiedź:
Cytat: Galileo Galilei
"Nagromadzenie wiedzy to jeszcze nie nauka."
Ja bym to ujął nieco inaczej:
Cytat: SasQ
"Nagromadzenie informacji to jeszcze nie wiedza i zrozumienie."

Najniższy poziom to dane, czyli suche fakty, liczby, a także obrazy.
Kolejny poziom to informacje: Są nimi dane, których jeszcze nie znałeś. Nie wszystkie dane są informacjami, i dlatego nie wszystkie są przydatne.
Kolejny poziom to wiedza. Wiedza to uporządkowane informacje, z których wyciągnięta została esencja. Przeszły rafinację, zostały uporządkowane, i teraz  mają strukturę. Struktura ułatwia przechowywanie ich w głowie, odnajdowanie, przeszukiwanie, i (co najważniejsze według mnie) dostrzeżenie wzorców (ang. patterns).
Ostatni poziom to zrozumienie. Pojawia się wtedy, gdy wyciągnąłeś wzorzec i zrozumiałeś go w pełni. Zrozumienie pozwala wykorzystywać wiedzę w praktyce pełniej, niż zwykłe powtarzanie wyuczonych czynności ("bo wcześniej się udawało"). Zrozumienie pozwala wędrować po całej strukturze i budować nowe powiązania w przewidywalny i kontrolowany sposób, by tworzyć nowe idee (które są wtedy "zaprojektowane", a nie "odkryte").

Fairy Lady sama niedawno tu przyznała, że jest na etapie "przetwarzania danych". Wtedy, gdy powiedziałem jej, że od przetwarzania danych są maszyny (komputery). A ludzie są od myślenia, wydobywania wzorców i rozumienia. W końcu jesteśmy istotami rozumnymi (a przynajmniej takimi się rodzimy, bo później to już różnie z tym bywa).

Cytat: Lucyfer
A zatem żeby wprowadzić trochę logiki do jej świata
Tu nawet nie chodzi o logikę. Jak by to ujął Wolfgang Pauli: "This isn't even wrong." Chodzi raczej o zdrowy rozsądek i poczucie sensu. Znam wiele ludzi, którzy nie mają oficjalnego wykształcenia naukowego, nie są też samoukami jak ja, podchodzą do spraw bardziej "sercem", kierują się intuicją, myślą "prawopółkulowo". Ale nawet oni potrafią zrozumieć pewne rzeczy i choć nie są matematycznie ściśli, nie trzaskają wzorami, nie potrafią policzyć czegoś z geometrii, to jednak ich myśli są spójne i sensowne (po prostu wyrażają je inaczej, niż robią to "naukowcy").

Mam znajomego, który zajmuje się szeroko pojętą "duchowością", sporo medytuje, podróżuje po wymiarach, i pewnego razu opowiadał mi o jednej ze swych medytacyjnych wizji, w której sfera zmieniała się w torus, i z powrotem, płynnie. Zapytał mnie, czy coś mi to mówi. Odpowiedziałem: "Stary, właśnie rozkminiałeś hipotezę Poincarego, jeden z największych nierozwiązanych problemów matematyki." (Było to w czasach przed Perelmanem.) Więc spoko, nie musisz mi tłumaczyć, że do tej samej wiedzy można docierać na różne sposoby, i czasami sprawdza się lepiej "lewa półkula", a czasami "prawa półkula", więc najlepiej łączyć je obie ("synchronizacja półkulowa"). Ten gość wygląda na takiego, co ma je zsynchronizowane: http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,527.0.html  Potrafi nieźle łączyć wiedzę o świętej geometrii ze sztuką artystyczną i grą kolorów. Leonardo da Vinci też należał do tego grona.

Ale to, co wyrabia Fairy Lady, nie przypomina mi działania ani lewej, ani nawet prawej półkuli. Przypomina raczej chaotyczne zwarcia między neuronami, nad którymi nikt i nic nie panuje. Z ciężkim sercem to przyznaję, bo z początku zapowiadała się ciekawie. Zadawała interesujące pytania, wydawało się, że ciekawią ją istotne kwestie. Gdyby mnie tym nie zaintrygowała, nie poświęcałbym tyle czasu na dostarczanie jej informacji, o które pytała. Teraz jednak mam wątpliwości, czy nie powinienem był zająć się czymś bardziej produktywnym, bo wygląda to tak, jakby z całej tej mojej pisaniny niczego nie wynosiła, niczego się nie uczyła. (Może ta cała metodyka zajmuje jej w głowie zbyt dużo miejsca i nic więcej tam się już nie mieści?)

Cytat: Lucyfer
zaczęliśmy od prostych liczb.
Doskonały wybór. Zdziwiłbyś się, jak ludzie mało wiedzą o rzeczy tak podstawowej i wydawałoby się prostej, jak liczby. Myślą, że jeśli przerabiali to już w przedszkolu i w podstawówce, to rzecz jest "dziecinnie prosta" i już dawno to pojęli, więc dalsze zgłębianie tematu nie jest potrzebne. Jednak im głębiej badam ten temat, tym więcej widzę dookoła ludzi, którzy nie rozumieją dobrze tych podstaw (nawet ludzi mocno wykształconych), a że na tych podstawach stoi wiele innych, bardziej złożonych tematów, to później cały budynek się chwieje.

Cytat: Lucyfer
1) Wyciągnęliśmy binarny ciąg 1,2,4,8,7,5 (1,2,4,8,16,32) z "Eneagramu Marko Rodina"
Tak tak, domyśliłem się, widząc dziewiątkę w centrum i cyfry dopełniające w przeciwległych narożnikach, pokolorowane kolorami dopełniającymi. I bardzo mile mnie zaskoczyłeś, że tym razem dokładniej to wszystko opisałeś, zamiast tylko błyskać obrazkami. Właśnie na takim sposobie przekazywania informacji by mi zależało na tym forum (a przynajmniej w dziale, który przyszło mi moderować). Krótko zwięźle i na temat.

Kiedyś też próbowałem mapować sobie cyfry na kolory, chcąc rozgryźć jak sawanci wykonują obliczenia w wyobraźni innymi metodami, niż nasze powolne "długie dzielenie" i "mnożenie każdy z każdym", czy rozpisywanie cyfr dziesiętnych pierwiastków. Próbowałem skrzyżować to co wiem od Rodina z tym co wiem z matematyki wedyjskiej, plus kolory jako forma "mnemotechniki" i wykorzystania dodatkowych kanałów zmysłowych (modalności). Jednak u mnie te cyfry były trochę inaczej rozłożone, niż u Ciebie:


Więc od razu nasuwa mi się pytanie:
Który układ tych cyferek jest tym właściwym? Bo przecież nie mogą być wszystkie. To by było za mało proste. Poprawne i oczywiste rozwiązania to te, które nasuwają się same, bo innych nie ma (bo wtedy nie ma okazji żeby coś spieprzyć ;-J).

W moim rozkładzie liczby z dolnej połówki dekady są w dolnej warstwie, a górna połówka dekady jest w górnej warstwie. Każda z tych warstw sama składa się z dwóch warstw będących liniami (odcinkami) równoległymi i skierowanymi w tę samą stronę (jak w układzie współrzędnych). Obwód "boski" znajduje się centralnie wzdłuż jednej z przekątnych, a obwód podwajający (czerwony) jest faktycznie obwodem: objeżdża sześcian dookoła po krawędzi, tworząc pętlę, której rzutem na płaszczyznę jest idealny sześciokąt. Wszystkie liczby z obwodu podwajania leżą w jego wierzchołkach, a liczby dopełniające się nawzajem do 9 leżą naprzeciw siebie (względem centralnej dziewiątki). Do tego każda z grup (1,4,7 oraz 2,5,8) tworzy oddzielny i przeciwnie zorientowany trójkąt równoboczny, w którego wierzchołkach są umiejscowione kolory RGB lub CMY (addytywne lub subtraktywne niezależne kolory). Każdy z tych trójkątów równobocznych jest zarazem podstawą czworościanu foremnego, którego wierzchołek jest mieszaniną trzech pozostałych (np. dla RGB jest to kolor biały, a dla CMY jest kolor czarny). Tak więc połączenie tych dwóch przeciwstawnych czworościanów tworzy pełną Merkabę.

Czy potrafisz jakoś uzasadnić Twoje rozmieszczenie tych cyferek? Czym się kierowałeś przy ich rozmieszczaniu?

No i pytanie za 100 punktów: Co z tego wszystkiego wynika? Do czego to się może przydać?

Cytat: Lucyfer
3) Następnie zamieniliśmy nasze liczby na kolorowe magiczne kółeczka, które mogą przybierać przeróżne cudowne kształty  :tuptup:
Owszem. Jednak to nic szczególnego, bo oznacza to po prostu, że wierzchołki są równo odległe od siebie (w odległości dwóch standardowych promieni jednostkowych, które sobie wybrałeś). Tak jest dla każdej figury foremnej, a także dla niektórych nieforemnych. Foremne wychodzą wtedy, gdy wszystkie odległości między wszystkimi kółeczkami (a nie tylko tymi połączonymi linią) są zminimalizowane. Na spotkaniu w Tyńcu też pokazywałem, jak można uzyskać ciekawe kształty z układania okrągłych monet i jakie ciekawe wzorce liczbowe można z nich wyczytać ;) (np. liczby figurowe). Ale to już chyba trochę więcej, niż układanie kształtów. To jest właśnie granica, za którą kształty zaczynają nie tylko ładnie wyglądać, ale też przydawać się do czegoś (np. lepszego zrozumienia liczb, arytmetyki, algebry itp.).

Cytat: Lucyfer
A w samym centrum "szarej strefy" ukazała nam się Boska 9
Fajnie. A czy wiesz, dlaczego tam jest szara strefa?

Cytat: Lucyfer
Z naszych kółeczek udało nam się stworzyć tęczowego pączka, który stał się magiczną gwiezdną bramą do krainy kucyków
Z kółeczek może tak. Ale gdzieś po drodze zgubił się ten sześcian.
Poza tym gdy przechodzimy już do ciągłego widma, coraz trudniej mówić o dyskretnych liczbach czy cyfrach. Jak to ze sobą pogodzić?
« Ostatnia zmiana: Styczeń 05, 2013, 20:17:56 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #70 dnia: Styczeń 05, 2013, 22:30:28 »
Cytat: SasQ
Więc od razu nasuwa mi się pytanie:
Który układ tych cyferek jest tym właściwym? Bo przecież nie mogą być wszystkie. To by było za mało proste. Poprawne i oczywiste rozwiązania to te, które nasuwają się same, bo innych nie ma (bo wtedy nie ma okazji żeby coś spieprzyć  ;-J).

Inaczej rozmieściliśmy liczby i kolory ale oba nasze modele są poprawne i nie można w nich nic spieprzyć  :taaak:
Moim modelem wystarczy trochę poobracać ;)


Cytat: SasQ
Czy potrafisz jakoś uzasadnić Twoje rozmieszczenie tych cyferek? Czym się kierowałeś przy ich rozmieszczaniu?
Głównym powodem naszej zabawy było opracowanie trójwymiarowego modelu magicznego kwadratu, ponieważ nasz złotowłosy kucyk Fair Lady zajmuje się również Feng Shui. :tuptup:

Możemy wyróżnić 9 kwadratów LoShu

http://swietageometria.info/iu/di-DSOK.png
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


http://swietageometria.info/iu/di-7RXG.png
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

Wybraliśmy magiczny kwadrat LoShu z 9 w centrum



Kolory rozmieściłem tak aby jedna grupa liczb utworzyła syntezę subtraktywną(1,4,7) a druga addytywną(2,5,8)

Cytat: SasQ
Cytat: Lucyfer
A w samym centrum "szarej strefy" ukazała nam się Boska 9
Fajnie. A czy wiesz, dlaczego tam jest szara strefa?
Pomiędzy dwiema skrajnościami: czarną a białą, musi znajdować się szara strefa  :)
Ale chętnie posłucham twojej odpowiedzi

Cytat: SasQ
No i pytanie za 100 punktów: Co z tego wszystkiego wynika? Do czego to się może przydać?

To miało się przydać jako narzędzie do harmonicznego aranżowania naszej przestrzeni.

Cytat: SasQ
Cytat: Lucyfer
Z naszych kółeczek udało nam się stworzyć tęczowego pączka, który stał się magiczną gwiezdną bramą do krainy kucyków
Z kółeczek może tak. Ale gdzieś po drodze zgubił się ten sześcian.

Sześcian nadal się tam ukrywa  :oczko:



« Ostatnia zmiana: Październik 06, 2018, 11:51:23 wysłana przez Leszek »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #71 dnia: Styczeń 06, 2013, 12:23:17 »
SasQ
Cytuj
To bardzo dobrze, że interesuje się wszystkim. Ja też tak robię. Tylko że u mnie to działa trochę inaczej. Tworzą się niespodziewane powiązania, łączą się kropki, i układają się z nich wzorce, a z chaosu wyłania się porządek, który z czasem coraz bardziej się upraszcza i rafinuje. U niej działa to jakoś tak na odwrót i powstaje z tego groch z kapustą, który nijak się kupy nie trzyma.

Nie znasz mnie i dlatego przyjales pozycje ofensywna. Analizujesz moje zdania (wyrwane z kontekstu), nie zadajesz pytan, nie starasz sie nawet zrozumiec mych intencji. Z gory zalozyles, ze nic nie wiem i szkoda czas marnowac na rozmowe ze mna.
Nauczac trzeba umiec, jesli czuje sie wogole takie powolanie. Nauczanie to dydaktyka wlasnie (metodyka, jesli chodzi o konkretny przedmiot).
Jednym z najwazniejszych narzedzi (zasad) metodyki jest tzw. zadanie domowe. Czyli rozmowe kontynuacyjna zaczyna sie od sprawdzenia ile we lbie zostalo (w obu polkulach). Ogromny blad popelniaja quasi naukowcy/nauczyciele przechodzac wylacznie na nadawanie i to jakby na zawodach, ile i kto wiecej nagada, pokaze, naszczeka, wklei, zacytuje, takie bardziej popisywanie sie ta erudycja niz wola przekazania lyzeczka po lyzeczce.
Z tym moim chaosem to prawda. Pracuje w wirze, co nie znaczy w brudzie! :P: Sprzatne, uloze, posegreguje i siedze nieruchomo... powoli zaczynam wyciagac materialy, skakac myslowo, "rozwalac" od nowa i kojarzyc, tak jak Ty SasQ te kropeczki, tak to dziala u mnie i w zyciu prywatnym tez. Np. myje okno (3 szyby) umyje dwie i cos mi sie przypomni, ze w lazience lezy jakas bluzeczka, ktora chce nalozyc i rzucam to mycie i lece do lazienki, odnajduje i wracam do tej trzeciej szyby. W praktyce, z doswiadczenia z pracy z ludzmi wlasnie bazuje czesto na tych moich "umiejetnosciach" rozpraszania. Widze od razu kto sie nudzi i odbiega myslami, wiec zmieniam tok przekazu, albo przyspieszam nadawanie, albo zwalniam, albo ... jak zajdzie potrzeba walne piscia w stol. Zalezy od sytuacji. Niektorzy jak zaczna, to daza uparcie do konca, czyli wogole nie obchodzi ich to, czy odbiorca nadaza za tokiem, czy nie.

Cytuj
Fairy Lady sama niedawno tu przyznała, że jest na etapie "przetwarzania danych". Wtedy, gdy powiedziałem jej, że od przetwarzania danych są maszyny (komputery). A ludzie są od myślenia, wydobywania wzorców i rozumienia. W końcu jesteśmy istotami rozumnymi (a przynajmniej takimi się rodzimy, bo później to już różnie z tym bywa).

Myslisz, ze ja nie wydobywam wzorcow i dzialam bezrozumnie? Przetwarzam dane (informacje), wszystkie jakie do mnie docieraja, sortuje, ukladam (rozwalam;), ale nie sa mi obojetne. Robie sobie hierarchie waznosci, i odhaczam jedno po drugim, czyli realizuje w zyciu.
Staram sie dane, ktore docieraja do mnie dopasowac do przydatnosci w praktyce, czyli pytam jest mi to do czegos potrzebne, czy nie, jesli tak to dociekam dalej. Ty SasQ po rozwiazaniu jakiegos zagadnienia (wiele piszesz o swych przemysleniach, intuicji, a nawet snach), pozostawiasz dalej w dziale "teoria", ale masz satysfakcje, ze wiesz. I tez ok!

A teraz zabieram sie za Lucyfera :oczko:

Jak SasQ slusznie zauwazyl :
Cytuj
mile mnie zaskoczyłeś, że tym razem dokładniej to wszystko opisałeś, zamiast tylko błyskać obrazkami.
wlasnie niedawno zasugerowalam Luc, ze wyraza sie piktogramami, na ci mi odrzekl, ze jest leniwy.
Dlatego bardzo ciesze sie, ze tak dokladnie wytlumaczyl dzialanie kolorow w paczku, czy szescianie. Wyobrazam sobie ile to musialo go kosztowac energii°°

Lucyfer cyt
Cytuj
Głównym powodem naszej zabawy było opracowanie trójwymiarowego modelu magicznego kwadratu, ponieważ nasz złotowłosy kucyk Fair Lady zajmuje się również Feng Shui. 

Model przestrzennego lo shu omawialam z Lucyferem, bo mialam takie przeczucie intuicyjne, ze utworze cos na wzor kompasu pakua, ktory mozna zastosowac do tworzenia harmonii w przestrzeni, taki dodatkowy srodek dydaktyczny, dla mnie. I wtedy po paru miesiacach doswiadczen (eksperymentow na klockach wlasnie) stwierdzilam, ze nie o uklad klockow chodzi, lecz o polaczenia (interakcje) miedzy nimi. Wtedy utworzylam watek o Krolewcu i podstawie teorii grafow, bo zaciekawila mnie ta topologia.
A Lucyfer naprowadzil mnie na inny tor myslowy, ze nie o szescian mi chodzilo, lecz to:
//Pozwole sobie to wstawic, bez pytania, mysle, ze nie masz mi za zle//



Z kolei ten osmioscian zaczal mi kojarzyc sie z krysztalem i stad ta nagla chec poznania tajnikow optyki.

Co nie oznacza, ze nie czytam wykladow SasQ'a, wlasnie w dniach wolnych ostatnio duzo czytalam od poczatku, i jestem bardzo zadowolona, ze zadal sobie tyle trudu w prezentacji, dzieki! Mysle, ze teraz wyjasnilam jak pracuja zwoje u kucyka FL :D.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata moźe od tego
« Odpowiedź #72 dnia: Styczeń 06, 2013, 18:07:28 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=gUHsA1NPyGE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=gUHsA1NPyGE</a>
   >:D
bzz.... bzz.. bzzzz...
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #73 dnia: Styczeń 06, 2013, 20:00:55 »
Leszku
u mnie sie nie otwiera ten material filmowy.
Zrobilam update. Nic.
Czy mozesz przyblizyc, co miales na mysli. :-*

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 227
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #74 dnia: Styczeń 06, 2013, 22:32:39 »
Fair Lady spróbuj:
dailymotion.com/video/xkwxot_cztery-obrazy_shortfilms#.UOnpNLzlYb0

...dorzucając z przodu "http://"

A tak w ogóle - uważam że Sasq ma dużo racji "czapiając się" dość często "drobnych" nieścisłości (oczywiście poza momentami kiedy podobno Ci "dosrywa"), z tego co zauważyłem chodzi mu tylko (a może aż?) o poprawną dialektykę językową.  
Wybacz mu proszę surowość, ale w dobie tóżnej maści wizjonerów i specjalistów od siódmych gęstości majwyższy czas zwracać na to uwagę - być może dzieki temu Ci z siódmej gęstości nauczą się przekazywać swą wiedzę w bardziej zrozumiały sposób, wszak możliwe że naprawdę mają coś do przekazania.

pozdrawiam
« Ostatnia zmiana: Styczeń 06, 2013, 22:36:38 wysłana przez Radosław »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #75 dnia: Styczeń 06, 2013, 22:39:50 »
Leszku
u mnie sie nie otwiera ten material filmowy. Zrobilam update. Nic.
Czy mozesz przyblizyc, co miales na mysli. :-*
Wejdź bezpośrednio na stronę Dailymotion. Masz tutaj bezpośredni link:
Cytuj
http://www.dailymotion.com/video/xkwxot_cztery-obrazy_shortfilms
Link dodałem też w poście do którego się odnosisz.

A jeśli i na stronie Dailymotion będzie "coś nie tak", to doinstaluj jakiś plugin, którego Ci brakuje albo użyj innej przeglądarki.

Pozdrawiam noworocznie!

@Radosławie witaj!  :-)
« Ostatnia zmiana: Styczeń 06, 2013, 22:46:06 wysłana przez Leszek »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #76 dnia: Styczeń 07, 2013, 12:26:44 »
Witaj Radoslawie,

Cytuj
A tak w ogóle - uważam że Sasq ma dużo racji "czapiając się" dość często "drobnych" nieścisłości (oczywiście poza momentami kiedy podobno Ci "dosrywa"), z tego co zauważyłem chodzi mu tylko (a może aż?) o poprawną dialektykę językową. 
Wybacz mu proszę surowość, ale w dobie tóżnej maści wizjonerów i specjalistów od siódmych gęstości majwyższy czas zwracać na to uwagę - być może dzieki temu Ci z siódmej gęstości nauczą się przekazywać swą wiedzę w bardziej zrozumiały sposób, wszak możliwe że naprawdę mają coś do przekazania.

pozdrawiam

Na wstepie i ja pozdrawiam i dzieki za wskazowki.

Gdybym zastosowala metode SasQ'a do Twego cytatu, to bym Ci wytknela to co pogrubilam powyzej.
Ale przeciez to sa nieistotne sprawy, wazna jest intencja.
A z innej strony, gdy malutkie dziecko podejdzie do doroslego i powie brum, brum, brum to wiadomo o co chodzi, no nie? :oczko:

Michal Aniol i Leszek - dzieki za swietne materialy filmowe, usmialam sie do lez, gratuluje celnosci! :brawa:

A poza tym to bardzo ciesze sie, ze istnieje dobra wola i chec dzielenia sie wiedza z innymi. 

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #77 dnia: Styczeń 07, 2013, 14:30:05 »
Cytat: Fair Lady
Nie znasz mnie
To prawda. Dlatego odnoszę się tylko do tego, co wypisujesz na forum, i sposobów, w jaki to robisz, a nie do Twojej osoby.

Cytat: Fair Lady
i dlatego przyjales pozycje ofensywna.
Tak. Już bardzo dawno temu, i jak już mówiłem nie dotyczy to wyłącznie Twojej osoby, lecz wszelkich przejawów wprowadzania chaosu, ktokolwiek by to nie robił. To jest ta moja alergia na bzdury. A chaos to mój odwieczny wróg.

Cytat: Fair Lady
Analizujesz moje zdania (wyrwane z kontekstu)
To dlatego, że one z reguły nie mają kontekstu, albo kontekst i tak nic do nich nie wnosi. A przynajmniej ja nie rozumiem ich powiązań z całą resztą sąsiednich zdań. Nigdy jednak nie wyrywam zdań z zupełnie innych postów. Staram się trzymać jednego, i w przypadku Twoich postów z reguły to jest jedyny kontekst.

Cytat: Fair Lady
nie zadajesz pytan
Kłamstwo. Zadałem Ci ich już wiele. Większość pozostało bez odpowiedzi. Np. prosiłem o pokazanie na przykładzie Twoich postów, gdzie stosujesz tę metodykę nauczania.

Cytat: Fair Lady
nie starasz sie nawet zrozumiec mych intencji.
Ponieważ intencje nie są do zrozumienia, lecz do przekazywania. Ja zwyczajnie nie znam Twoich intencji, i jeśli sama mi o nich nie powiesz, nie zamierzam ich zgadywać, bo to z góry skazane na porażkę. Mogę się odnosić tylko do tego, co piszesz i jak piszesz.

Cytat: Fair Lady
Z gory zalozyles, ze nic nie wiem i szkoda czas marnowac na rozmowe ze mna.
Kłamstwo po raz kolejny. Z góry zakładałem, od samego początku, że wiesz sporo, bo takie na początku sprawiałaś wrażenie, mówiąc o tych wektorach, modelach kolorów, siatkach współrzędnych itp. I dlatego spodziewałem się po Tobie dużo więcej. Niestety później się okazało, że to tylko coś, co Amerykańcy nazywają "buzz words", czyli rzucanie mądrze brzmiącymi słowami-kluczami, by sprawić wrażenie, że się wie o temacie dużo. Gdy zacząłem drążyć Cię o te tematy, to wyszło szydło z worka. Do tego sporo z nich było jedynie cytatami z różnych źródeł (np. Wikipedii), wplecionymi sprytnie w Twoje posty tak, żeby trudno było odróżnić co jest cytatem, a co wyszło z Twoich ust. Znam jeszcze kogoś z tego forum, kto robi podobnie, ale jak to mówią, "kłamstwo ma krótkie nogi", bo wystarczy wrzucić fragment tekstu w Google, by się dowiedzieć, skąd mógł zostać skopiowany.

Oczywiście mogę się mylić, i może jednak wiesz o tych tematach więcej, niż jak dotąd ujawniłaś. Jednak ja oceniam tylko po owocach, nie jestem jasnowidzem i nie czytam w myślach.

Cytat: Fair Lady
Nauczac trzeba umiec, jesli czuje sie wogole takie powolanie.
Tu się z Tobą zgadzam w 100%.

Cytat: Fair Lady
Nauczanie to dydaktyka wlasnie (metodyka, jesli chodzi o konkretny przedmiot).
Nie wydaje mi się. Według mnie nauczanie to (kolejność istotna):
1. Chęć uczenia się ze strony ucznia (Bo bez niej to w ogóle nie ma sensu, gdyż wiedzy się nie daje -- wiedza jest brana. Edukacja obowiązkowa odpada już na tym punkcie.)
2. Chęć przekazywania wiedzy ze strony nauczyciela (Bo gdy się uczy z przymusu lub dla korzyści własnych, a nie z zamiłowania, to też gówno z tego wychodzi).
3. Dogłębne zrozumienie tematu przez nauczyciela (Bo jeśli nie rozumie, to jak ma sprawić, by inni rozumieli? Będzie tylko wprowadzał zamęt i przeszczepiał innym swoją niewiedzę, tyle że co gorsza pod płaszczykiem zrozumienia :P:)
4. Wiedza o przekazywaniu wiedzy (Czyli przede wszystkim o tym, jak działa ludzki mózg i jak przygotować wiedzę, by łatwiej ją chłonął. A później jak ją przekazać, czyli jakich słów używać -- to też bardzo istotne, dlatego tak dużą uwagę na to zwracam. Słowa niosą informację i nie można ich mieszać. Trzeba też je dokładnie zdefiniować przed użyciem, by uniknąć konfuzji.)
5. Doświadczenie w przekazywaniu wiedzy (Bo sama wiedza nie wystarczy. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak z niej korzystać w praktyce, jak reagować na zmieniające się czynniki itp.)

I powiem teraz coś, co pewnie Cię zaskoczy: Powyższe punkty wykombinowałem sam. Nikt mnie tego nie musiał uczyć na żadnej "metodyce". Mało tego, uważam, że są to sprawy na tyle oczywiste, że nie wymagające wyjaśniania. I sam fakt istnienia takich przedmiotów jak "metodyka" świadczy o tym, że najwyraźniej coś tu poszło ostro nie tak, skoro edukatorzy nie znają takich oczywistych podstaw.

Metodyka? Dydaktyka? Rozejrzyj się, ile mamy szkół. Ile nauczycieli. Ile studiów pedagogicznych. Ile przedmiotów na temat dydaktyki. Ile książek powstało na ten temat. Po tym wszystkim można by oczekiwać, że powinniśmy być mistrzami w rozwijaniu wiedzy.
A jakie są faktycznie tego efekty?
Takie, że dzieciaki są coraz głupsze, coraz mniej rozumieją z tego, co się im próbuje wsadzić do głów w szkołach, i coraz mniej ich to obchodzi. Coraz więcej czasu zajmuje im nauczenie się nawet najprotszych rzeczy. Cytując Mateusza Grzesiaka (cytat z pamięci, niedosłowny, acz bardzo dosadny): "8 lat nauki angielskiego w szkołach, i dalej ludzie nie potrafią mówić po angielsku? Małe dziecko uczy się ojczystego języka w niecałe 2 lata. Jak trzeba spierdolić naukę języków w szkołach, by trwała 8 lat i więcej?!" A no można: Gdy się z tego zrobi "metodykę", zamiast po prostu przekazywać wiedzę podczas dobrej zabawy.

No właśnie, tego też brakuje w szkołach: nauki przez zabawę. Samodzielnej nauki. Według tego co wiem (z obserwacji), każdy człowiek rodzi się wyposażony przez Naturę w doskonałe urządzenie do samodzielnego zdobywania wiedzy o swoim środowisku i uczenia się go, gdyż taki mechanizm jest kluczowy do przetrwania w tym środowisku, poprzez lepsze dostosowanie się do niego. Tym urządzeniem jest mózg. Początkowo to urządzenie działa świetnie, i małe dzieci chłoną wiedzę jak gąbka. Uczą się języka, koordynacji ruchowej, podstaw matematyki i geometrii (nawet zanim poznają liczby i wzory), praw fizyki, inteligencji emocjonalnej (np. potrafią manipulować rodzicami) itp. Mali geniusze.

I wszystko działa w miarę dobrze, dopóki nie trafią do przedszkola lub szkoły. Tam z założenia traktuje się je jak idiotów, których trzeba wszystkiego nauczyć od nowa, we "właściwy" sposób, dezaktualizując już nabytą wiedzę. Ale oczywiście nie mogą robić tego same, bo to by było nieprzewidywalne, poza kontrolą. Dlatego muszą ich uczyć nauczyciele, i w dodatku muszą to robić według programu. Muszą wystawiać im oceny (oczywiście wedle własnego uznania), sprawiając, że wiedza zaczyna się dzielić na "dobrą" i "złą". "Przydatną" i "nieprzydatną". Rozkminianie czegoś, co nie podoba się nauczycielom, jest karane. Samodzielne myślenie jest karane (bo musi być tak, jak w książce), bo wykracza poza ramy i nie da się go oceniać. (Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego w szkołach trzeba usuwać niewymierność z mianownika, choć i bez tego wynik jest poprawny? A no dlatego, żeby nauczyciel nie musiał tego sam obliczać, tylko mógł sobie bezmyśnie porównać wynik z odpowiedzią w tabelce z wynikami :P: ) Samodzielne uczenie się jest co najmniej niepożądane, bo uczeń musi być pod kontrolą, a jego proces nauczania musi być uzależniony od nauczyciela.

I takie są właśnie tego efekty później: Po takim maglu ludzie nabierają przekonania, że wiedzę mogą dostać tylko od nauczyciela, lub innego autorytetu, i sami nie mogą się uczyć. W dodatku wpaja im się wiarę, że wiedzę trzeba zdobyć w możliwie najmłodszym wieku, bo później to już się "nie da". Ale prawda jest taka, że to system chce się dobrać ludziom do głów w jak najmłodszym wieku, póki dziecko nie wie jeszcze, że ktoś może celowo przekazywać mu fałszywe informacje, by rozmiękczyć jego mózg i osłabić wykrywacze bullshtu, by przygotować je na umieszczenie tam gorszych programów. A później to już faktycznie się "nie da": gdy mechanizmy samodzielnej nauki zostały już uszkodzone. Celowo, by przypadkiem ktoś nie nauczył się później czegoś sam, poza kontrolą systemu. To by mogło być niebezpieczne dla systemu.

A, no i jeszcze zainstalują ci fobię społeczną, odpytując przy tablicy przed całą klasą. Gratis 8*)

Cytat: Fair Lady
Jednym z najwazniejszych narzedzi (zasad) metodyki jest tzw. zadanie domowe. Czyli rozmowe kontynuacyjna zaczyna sie od sprawdzenia ile we lbie zostalo (w obu polkulach).
Dobry nauczyciel nie musi sprawdzać, ile we łbie zostało, bo przekazuje wiedzę w taki sposób, że zawsze zostaje to co trzeba. Skoro nie jest pewny, że jego metody nauczania działają, i musi to dopiero sprawdzać, to co z niego za nauczyciel? :P:
Dobry nauczyciel zadaje pytanie uczniowi tylko wtedy, gdy jest pewny tego, że uczeń odpowie poprawnie. W innym przypadku zadawanie takich pytań może służyć jedynie skompromitowaniu ucznia, np. by go ukarać za niesubordynację, zainstalować fobię społeczną, wmówić mu wiarę we własną głupotę i wyższość autorytetu, lub uszkodzić mechanizm uczenia się z błędów (czyli zdobywania doświadczenia). Nauczyciele szkolni wykorzystują wszystkie te opcje jednocześnie.

Ja nie muszę zadawać Ci pytań czy zadań, by zorientować się, ile wiesz o falach (czy innych tematach, o których rozmawialiśmy), bo zdradzasz się sama, wszystkim tym, co piszesz. Jak już mówiłem nie raz, "Po owocach ich poznacie". Z podobnych przyczyn nie musiałem ich zadawać Michałowi-Aniołowi, by zorientować się, ile wie. Listę pytań przygotowałem w innym celu: by pokazać innym, co on wie, a czego nie; by zweryfikować głoszone przez niego hasła jakoby wszystko to, co mówię, on już dawno znał.

A co do zadań domowych, to w szkołach mają one tylko jeden cel: zajęcie uczniom czasu i umysłów także wtedy, gdy pozostają poza kontrolą szkoły. Gdyby naprawdę chodziło o sprawdzenie wiedzy, czyż nie dałoby się równie dobrze zrobić to w ramach czasu lekcyjnego? Jak to jest, że mając tyle czasu w szkole, nauczyciele i tak mają go za mało, by przekazać istotne informacje? Może dlatego, że... nie przekazują informacji istotnych, tylko całą masę zastępczych bzdur? :czytaj:

Cytat: Fair Lady
Ogromny blad popelniaja quasi naukowcy/nauczyciele przechodzac wylacznie na nadawanie
Tu się zgadzam. Samo nadawanie nie wystarczy. Jednak weź pod uwagę, że na forum mogę jedynie napisać posta, w całości, od początku do końca, bo tak działa to narzędzie. Nie możesz zadawać mi pytań w trakcie pisania (mówienia). Nikt Ci jednak nie broni zadawać mi pytań w "przerwach", pomiędzy postami.

Samo nadawanie to też niekoniecznie jeszcze jest błąd. Czasami jest to słuszny sposób przekazywania wiedzy, bo wyobraź sobie, że nauczyciel chce coś wyjaśnić, a tu co chwilę ktoś mu przerywa jakimś pytaniem. Pół biedy, jeśli pytanie było mądre i pozwala lepiej wyklarować temat. Gorzej, jeśli było głupkowate i miało na celu jedynie np. zrobienie nauczycielowi psikusa, by zrobić wrażenie na kolegach z klasy. Czasami lepiej jest pewne myśli przekazać jako jedną, spójną całość, bez przerywania. Dobry nauczyciel wie, kiedy robić przerwy na pytania, przewidując, że takowe mogą się pojawić, oraz spodziewając się, czego będą dotyczyć 8*)

Cytat: Fair Lady
i to jakby na zawodach, ile i kto wiecej nagada, pokaze, naszczeka, wklei, zacytuje
Hmm... I jak według tego oceniłabyś np. Twój wątek o Królewcu, w którym zacytowałaś spore kawały kilku artykułów z (jak sądzę) Wikipedii? Albo używanie "mądrych słów" jak "wiskozja" bez wcześniejszego ich wprowadzenia? Albo wrzucanie tych kolorowych sześcianów z cyferkami bez choćby słowa wyjaśnienia, co to jest i na co komu taki cyrk? Albo mieszanie tematów i pisanie w wielu wątkach na raz? (Odkąd jesteś na forum, natrzaskałaś już prawie tyle postów, co ja przez dwa lata.)

Cytat: Fair Lady
takie bardziej popisywanie sie ta erudycja niz wola przekazania
Dobrze powiedziane. To teraz powiedz, jakie są Twoje intencje, gdy piszesz to wszystko, co do tej pory tutaj napisałaś? Czy jest tam coś więcej, niż popisywanie się erudycją? Np. ciągłe napominanie o ukończonych szkołach i kierunkach studiów, ta słynna już "metodyka", o interesujących Cię zagadnieniach ("Dzisiejszy post sponsoruje literka 'O' i hasło 'Optyka fal świetlanych (sic!)'"). Gdybyś faktycznie przekazywała wiedzę, nie musiałabyś wszystkim wyjaśniać czym się interesujesz i co wiesz, bo wynikałoby to jasno z tego, o czym piszesz. Bo jeśli np. dobrze wyjaśniasz optykę falową tak, że każdy to rozumie, to mało kto mógłby uznać, że nic nie wiesz o falach i nie interesują Cię te tematy. Samo pisanie, że studiowałaś (czy też raczej uczono Cię) metodykę nauczania, nie mówi też jeszcze nic o tym, ile z tych nauk faktycznie zapamiętałaś. Pozwala stwierdzić co najwyżej, że zapamiętałaś nazwę przedmiotu. O wiedzy na temat metodyki świadczą inne rzeczy: czyny. Sposób przekazywania wiedzy. Dlatego ponawiam pytanie: Czy potrafisz pokazać na przykładzie Twoich dotychczasowych postów, gdzie i w jakim celu stosowałaś tęże metodykę?

Cytat: Fair Lady
lyzeczka po lyzeczce.
A co jeśli uczeń chce chłonąć wiedzę całymi chochlami? Decyzja o wielkości porcji powinna zależeć tylko i wyłącznie od ucznia. A jeśli dobrze rozumiem powyższe stwierdzenie, Ty byś mu pewnie chciała wydzielać tę wiedzę łyżeczka po łyżeczce (ang. "spoon-feeding"), tak jak to robią w szkołach. Ja tam wolę dostarczyć najpierw wstępny zarys tematu, czyli taką "mapę", która daje uczniowi ogląd na to, czego może się ode mnie dowiedzieć i jakie przygody na niego czekają. Wtedy uzgadniamy, czego on chce się dowiedzieć, po czym przekazuję mu tę wiedzę tak szybko, jak sam chce. Nie muszę się obawiać, że będzie za szybko, jeśli nie zarzucam go rzeczami, co do których najpierw upewniłem się, że będzie je znał (samemu mu je przekazując z góry, przed użyciem).

Cytat: Fair Lady
W praktyce, z doswiadczenia z pracy z ludzmi wlasnie bazuje czesto na tych moich "umiejetnosciach" rozpraszania. Widze od razu kto sie nudzi i odbiega myslami, wiec zmieniam tok przekazu, albo przyspieszam nadawanie, albo zwalniam, albo ... jak zajdzie potrzeba walne piscia w stol.
Hehh... Czyli dostajesz tak wiele sygnałów i informacji zwrotnych o tym, jak działa Twoja "metodyka", i nadal żadnych wniosków? :P: Mnie się jakoś nie zdarza, by ktoś odbiegał myślami, nudził się, ziewał itp... Ciekawe dlaczego? :->

Cytat: Fair Lady
Zalezy od sytuacji. Niektorzy jak zaczna, to daza uparcie do konca, czyli wogole nie obchodzi ich to, czy odbiorca nadaza za tokiem, czy nie.
Jeśli pijesz do mnie, to tak jak mówiłem: Taka formuła forum, że mogę jedynie pisać od początku do końca, a wszelkie informacje zwrotne mogę dostać dopiero po fakcie. Dlatego nieraz już zwracałem uwagę, że można mnie dopytać, jeśli ktoś czegoś jeszcze nie zrozumiał, lub moje wyjaśnienia okazały się niewystarczające. I że wolę, żeby ktoś dopytał, niż odszedł nie rozumiejąc. Albo co gorsza tylko będąc przekonanym, że rozumie.

OK, to na razie tyle. Na resztę odpowiem później.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2013, 15:50:21 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #78 dnia: Styczeń 07, 2013, 16:11:30 »
SasQ
Cytuj
Cytat: Fair Lady

nie zadajesz pytan
Kłamstwo. Zadałem Ci ich już wiele. Większość pozostało bez odpowiedzi. Np. prosiłem o pokazanie na przykładzie Twoich postów, gdzie stosujesz tę metodykę nauczania.

I dobrze, ze to napisales. Bo mylisz totalnie pojecia. Ja TUTAJ nie nauczam, ja tu przyszlam uczyc sie. Wpisujac tresci w postach, oczekuje dyskusji, nie kopiuje chytrze z wiki, aby popisac sie, skad takie przypuszczenie? Tutaj 90% postow to kopiowanie. Wlasnie mnie chodzi o to, ze rzucam haslo i czekam na reakcje, bo akurat tak mi sie w tym momencie podoba. O falach zrozumialam tyle ile chcialam, wiec teraz zabieram sie za fale swietlne, wytlumaczylam powyzej dlaczego, bo taka jest moja wola. Ja juz nie siedze w lawce z przestraszona mina, ze nauczyciel wezwie mnie do tablicy i osmieszy przed calym gremium.

Cytuj
Nie wydaje mi się. Według mnie nauczanie to (kolejność istotna):
1. Chęć uczenia się ze strony ucznia (Bo bez niej to w ogóle nie ma sensu, gdyż wiedzy się nie daje -- wiedza jest brana).
2. Chęć przekazywania wiedzy ze strony nauczyciela (Bo gdy się uczy z przymusu lub dla kasy, a nie z zamiłowania, to też gówno z tego wychodzi).
3. Dogłębne zrozumienie tematu przez nauczyciela (Bo jeśli nie rozumie, to jak ma sprawić, by inni rozumieli? Będzie tylko wprowadzał zamęt i przeszczepiał innym swoją niewiedzę, tyle że co gorsza pod płaszczykiem zrozumienia )
4. Wiedza o przekazywaniu wiedzy (Czyli przede wszystkim o tym, jak działa ludzki mózg i jak przygotować wiedzę, by łatwiej ją chłonął. A później jak ją przekazać, czyli jakich słów używać -- to też bardzo istotne, dlatego tak dużą uwagę na to zwracam. Słowa niosą informację i nie można ich mieszać. Trzeba też je dokładnie zdefiniować przed użyciem, by uniknąć konfuzji.)
5. Doświadczenie w przekazywaniu wiedzy (Bo sama wiedza nie wystarczy. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak z niej korzystać w praktyce, jak reagować na zmieniające się czynniki itp.)

I powiem teraz coś, co pewnie Cię zaskoczy: Powyższe punkty wykombinowałem sam.

Nie mam cienia watpliwosci, ze sam wykombinowales to.  :D:

Ad 1. To o czym piszesz, to motywacja, bardzo wazne zagadnienie, motywacja moze byc pozytywna, lub negatywna. Nie oczekuj od kazdego pozytywnego nastawienia, zadaniem nauczyciala/trenera jest zmotywowac.
Ad 2. Malo jest dobrych nauczycieli, dlatego organizuje sie tyle szkolen, aby podwyzszyc jakosc, ale coz "z pustego i Salomon nie naleje"
Ad 3. porownaj z Ad 2.
Ad 4. To wlasnie dydaktyka i metodyka, wcale nie takie glupie (juz widze, ze nie zetknales sie z tym w praktyce)
Ad 5. porownaj z Ad 2 i Ad 3.

W nauczaniu problem polega na warunkach pracy - zakladam, ze nauczyciel jest dobrze nastawiony i kompetentny - zauwaz w duzych osrodkach miejskich jak szybko powstaja luksusowe dzielnice, jakie drogie mieszkania, supermarkety, centra handlowe, a szkoly ... (panstwowe) rozpacz! Bo bogaci pchaja narybek do szkol prywatnych, a system o panstwowe nie dba.
W klasie na 30 material przyswoi 5-6, reszta juz w tym momencie wysiada. Zwroc uwage na lata nuki i program. Po co ciagnac za uszy°° uczniow niewyuczalnych, zamiast przystosowac ich do zawodu duzo wczesniej. Oczywiscie furtka do zdobywania wiedzy powinna byc zawsze otwarta, dla tych ktorzy chca, a byc moze nie dane im bylo z roznorakich powodow dorownac tempa innym.

Cytuj
Dobry nauczyciel zadaje pytanie uczniowi tylko wtedy, gdy jest pewny tego, że uczeń odpowie poprawnie. W innym przypadku zadawanie takich pytań może służyć jedynie skompromitowaniu ucznia, np. by go ukarać za niesubordynację, zainstalować fobię społeczną, wmówić mu wiarę we własną głupotę i wyższość autorytetu, lub uszkodzić mechanizm uczenia się z błędów (czyli zdobywania doświadczenia). Nauczyciele szkolni wykorzystują wszystkie te opcje jednocześnie.

Popelniasz ogromny blad myslowy. Niestety nie! Nauczyciel ma 1-2 godziny dziennie (zalozmy taka opcje) z uczniem, w sklad tego wchodzi rowniez umiejetna motywacja, zachecenie ucznia do samodzielnej pracy (juz nie potrzeba, aby nauczyciel byl obok) i poszukiwan. Na nastepnym spotkaniu sprawdza, czy uczen dobrze wykonal polecenie, jesli nie - pokazuje jak!


Cytuj
Hehh... Czyli dostajesz tak wiele sygnałów i informacji zwrotnych o tym, jak działa Twoja "metodyka", i nadal żadnych wniosków? Mnie się jakoś nie zdarza, by ktoś odbiegał myślami, nudził się, ziewał itp... Ciekawe dlaczego?

A ile osob dyskutuje z Toba tu na forum o tym o czym nauczasz? Ile osob to wogole czyta, ile czyta i rozumie?

Ale co tam. Dobrze, ze podjales ten temat bedziesz mogl na przyszlosc doszlifowac swoj styl, bo to, ze masz ogromna wiedze nie ulega watpliwosci, a to, ze sie nia z innymi dzielisz swiadczy o wielkim sercu. :serduszka:






Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #79 dnia: Styczeń 07, 2013, 18:01:36 »
nie szkoda wam liter

wszystko o czym tu piszesz śliczna lady czy saqu jest na tym forum nawet te "odkrycia' pana s, a ta jałowa dyskusja zniechęca nowych jak i  starych forumowiczów do jakichś ciekawych dyskusji ,a wy uparcie kontynuujecie tą żenade w której widać tylko przerost formy nad treścią oraz rozbujałe ego.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2013, 18:07:26 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #80 dnia: Styczeń 07, 2013, 19:57:21 »
Cytat: Michał-Anioł
nie szkoda wam liter
Gratis są ;)

Cytat: Michał-Anioł
wszystko o czym tu piszesz śliczna lady czy saqu jest na tym forum nawet te "odkrycia' pana s
Krótka piłka: LINK OR GTFO 8*)
http://subspecies.files.wordpress.com/2011/05/james-randi-evidence-or-gtfo.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


A tak bardziej serio: Chciałbym, żeby to, co piszesz, było prawdą. Nie musiałbym wtedy dłużej szukać. A wieeele jeszcze zostało do odkrycia...

Cytat: Michał-Anioł
a ta jałowa dyskusja zniechęca nowych jak i starych forumowiczów do jakichś ciekawych dyskusji
Nom, faktycznie, Fairy Lady, East, Leszek, Lucyfer i inni musieli się czuć bardzo zniechęceni. Tak bardzo zniechęceni, że nie przestają pisać w tym wątku ;) Ty też napisałeś :) Widać jednak pewne rzeczy Was tutaj przyciągają. Chętnie się dowiem jakie :->

Cytat: Michał-Anioł
a wy uparcie kontynuujecie tą żenade w której widać tylko przerost formy nad treścią oraz rozbujałe ego.
Hmm każdy mierzy swoją miarą. Ja tutaj widzę jednak ciekawą okazję do porozmawiania o epistemologii, czyli nauce o tym, jak zdobywać wiedzę i budować jej strukturę ("teoria wiedzy"). Uważam, że to kwestia kluczowa jeśli chodzi o temat tego wątku, czyli "Od czego zacząć poznawanie Wszechświata". Bo najlepiej zacząć właśnie od tego: od wiedzy o tym, jak zdobywać i porządkować całą dalszą wiedzę.

"Muad'Dib uczył się prędko, ponieważ najpierw przeszedł szkolenie jak się uczyć. A najpierwszą ze wszystkich otrzymał lekcję podstawowej wiary, że może się nauczyć. Szokujące jest odkryć, jak wielu ludzi nie wierzy, że potrafi się uczyć, a jeszcze więcej uważa, że nauka jest trudna."
— "Człowieczeństwo Muad'Diba" pióra księżniczki Irulan.
 Fragment pochodzi z książki "Diuna" Franka Herberta


Masz coś do powiedzenia w tym temacie? Czy przyszedłeś tylko sarkać?
Jeśli zaś temat Cię nie interesuje, po co w ogóle zabierasz w nim głos?
« Ostatnia zmiana: Lipiec 05, 2014, 16:32:57 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #81 dnia: Styczeń 07, 2013, 21:15:56 »
SasQ (niebieski kucyk:) cyt
Cytuj
"Muad'Dib uczył się prędko, ponieważ najpierw przeszedł szkolenie jak się uczyć. A najpierwszą ze wszystkich otrzymał lekcję podstawowej wiary, że może się nauczyć. Szokujące jest odkryć, jak wielu ludzi nie wierzy, że potrafi się uczyć, a jeszcze więcej uważa, że nauka jest trudna."
— "Człowieczeństwo Muad'Diba" pióra księżniczki Irulan.
 Fragment pochodzi z książki "Diuna" Franka Herberta

Osobiscie moge to porownac, do pewnej sytuacji z mojego zycia. Gdy zaczelam trenowac (pare ladnych lat temu) walki. Wtedy otoczenie mnie wysmialo.
I nagle ktos, jakis cytat, gdzies przeczytany mniej wiecej zapodal taki tekst:
"Pamietaj, ze gdy zaczynasz cos nowego najpierw cie wysmieja. potem zaczna podgladac (lub mierzyc sie z toba), a na koncu beda sie ciebie bali".

Jakos trudno mi bylo w to uwierzyc, ale to "bali sie ciebie", to chyba w dydaktyce oznacza ... dyscyplina. jak uwazasz SasQ?

 :hahahaha:




Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #82 dnia: Styczeń 07, 2013, 21:33:43 »
Hmm... Brzmi dla mnie trochę jak ścieżka kariery Anakina Skywalkera, znanego później jako Darth Vader ;-J
Mistrz Yoda zna dalszy ciąg tej historii: "Fear leads to anger. Anger leads to hate. And hate... leads to suffering..."

Nie wiem jak sztuki walki wpływają na poziom steroidów, ale w piosence "Testosteron" pewna pieśniarka ludowa zwana Kayah śpiewała: "Ty mówiłeś, że strach lepszy jest, niż szacunek. Więc mu broń wkładasz w dłoń I wciąż każesz mu biec."

Co do dyscypliny też mam piosenkę, prosto z "Pana Kleksa":
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=4GB_e4MEED4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=4GB_e4MEED4</a>
Modlę się, by taka wersja przyszłości nigdy nie nadeszła.
Polecam całą serię "Pana Kleksa". Z wierzchu wygląda jak bajeczka dla dzieci, ale pod spodem kryje się pouczająca historia o tym, jak cyfryzacja, komputeryzacja, elektronizacja, informatyzacja, edukacja i itp. prowadzą ludzkość na skraj przepaści, gdyż moc ukryta w kryształach krzemu jest potężna, i trzeba wiedzieć, jak się z nią obchodzić, by sobie nie zrobić "kuku" ;-J

Od strachu wolę jednak szacunek, od pedagogiki wolę uczenie się (tak BTW: wiesz, skąd pochodzi słowo "pedagogika" i co oznacza w oryginale?), a od dyscypliny wolę zainteresowanie i skupienie. Polecam też zajrzeć tu:
http://davidicke.pl/forum/uczenie-sie-t9964.html
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2013, 22:28:51 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #83 dnia: Styczeń 07, 2013, 22:12:18 »
Co innego jest uczyc cudze dzieciaki. A co innego swoje. Wiem cos na ten temat. //Punkt dla FL ;)//

A z Akademii,  to pamietam taka piosenke. Utkwila mi jakos w pamieci.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=oX-qDh5opAM" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=oX-qDh5opAM</a>

Offline chrumtataj

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #84 dnia: Styczeń 07, 2013, 22:29:18 »
nie szkoda wam liter

wszystko o czym tu piszesz śliczna lady czy saqu jest na tym forum nawet te "odkrycia' pana s, a ta jałowa dyskusja zniechęca nowych jak i  starych forumowiczów do jakichś ciekawych dyskusji ,a wy uparcie kontynuujecie tą żenade w której widać tylko przerost formy nad treścią oraz rozbujałe ego.
Ja się  nie znudziłem. SasQ trafił w samo sedno, czytałem z zapartym tchem inscenizację. Jeśli trzeba poproszę o dalsze inscenizacje w temacie mniej naukowym.

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #85 dnia: Styczeń 08, 2013, 03:05:44 »
Cytat: chrumtataj
Ja się  nie znudziłem. SasQ trafił w samo sedno, czytałem z zapartym tchem inscenizację. Jeśli trzeba poproszę o dalsze inscenizacje w temacie mniej naukowym.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=W_xyFCimUSo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=W_xyFCimUSo</a>


Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #86 dnia: Styczeń 09, 2013, 12:11:38 »
Czyzby poznawanie Wszechswiata nalezy zaczynac od poznania listy kucykow?

http://mlp.wikia.com/wiki/List_of_ponies

Obejrzalam sklad i musze przyznac, ze dosc sfeminizowana klientela w tym gronie istny Babylon :oczko:

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #87 dnia: Styczeń 10, 2013, 10:18:52 »
Cytat: Fair Lady
Obejrzalam sklad i musze przyznac, ze dosc sfeminizowana klientela w tym gronie istny Babylon  :oczko:
Dzięki temu kraina kucyków przepełniona jest magią

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=obdLhRTfDFo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=obdLhRTfDFo</a>

Kucykowy Grimuar Magiczny

1) Weź tęczowe pudełko do ręki


2) Połącz kolejno rogi w sześcianie

1-2-3-4-5-6-7-8-9

3) Wnet model mocy tajemnych powstanie



4) Kiedy obrócisz go prawidłowo, symbole magiczne ukaże przed tobą



http://sasq.comyr.com/Stuff/Jajca/QC/ezo/Twlight_Hexagram.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

Cytat: SasQ
Twilight Sparkle ma na swojej torbie znak, który wygląda zupełnie jak heksagram Crowleya





Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #88 dnia: Styczeń 10, 2013, 12:28:41 »
No wlasnie!

Jakie to wszystko zaczarowane. :taaak:

A gdy tak przygladam sie tym polaczeniom
1-2-3-4
5-6-7-8
to na mysl przyszly mi takie dwa znaki jak tu -



zamiast teczowej skrzyneczki ;D

Bo to chyba forma wyjsciowa?  8*) potem dopiero powstal magiczny klocek :tuptup:

A to od Derpy z dedykycja!

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=7xtC5S_tza4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=7xtC5S_tza4</a>

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #89 dnia: Styczeń 10, 2013, 13:28:01 »
Cytat: Fair LAdy
A gdy tak przygladam sie tym polaczeniom
1-2-3-4
5-6-7-8
to na mysl przyszly mi takie dwa znaki jak tu -
http://us.123rf.com/400wm/400/400/alptraum/alptraum0512/alptraum051200039/291544-hochspannungs-symbol-ber-weiss-bitte-beachten-sie-dies-ist-nicht-eine-illustration--vektor--bild-wur.jpg
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata

zamiast teczowej skrzyneczki Duży uśmiech

Bo to chyba forma wyjsciowa?   8*) l potem dopiero powstal magiczny klocek  :tuptup:

Skoro tak to zaprowadzę cię teraz do Laboratorium wujka Janusza   :tuptup:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=ZpGsmFjW1kA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=ZpGsmFjW1kA</a>

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #90 dnia: Styczeń 10, 2013, 15:35:18 »
Bardzo to ciekawe, ale dla tego, kto choc raz bawil sie malym chemikiem, czy malym fizykiem :oczko: Dla absolutnej nogi w tej dziedzinie to zaczynam od zera.
a) z czego zbudowane sa te plytki
b) czy te kabelki kolorowe to sa odpowiedniki liczb na "kostce teczowej"
c) co to jest to niebieskie kolko ze zwojami, jak sie nazywa i czym jest pookrecane
d) kondensator, z czego jest zbudowany (jak gromadzi prad)
e) a jak juz zgromadzi ten prad to jak mozna od niego ten prad wykorzystac
f) czy sa wzory matematyczne na te eksperymenty, bo na pierwszy rzut oka malo effektywne to, cieplo nie pochodzi samo z siebie, kosztuje duzo, no i problem startu (poruszany w reportazu)

g) jak dziala ten baczek latajacy
h) czy tak samo jak hoola-hop?
i) jakie wzory i prawa tego magnetyzmu dzialaja w przestrzeni

Gdy to wszystko sie wie, to faktycznie mozna z cytryny prad uzyskac na pustyni, tylko co mi po tym, ze wsadze dwa gwozdzie w cytryne --- i gdzie mam podlaczyc te komorke, aby wezwac pomoc?

Zaznaczam, ze moje pytania sa powazne i nie maja podtekstu humorystycznego. :taaak:

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #91 dnia: Styczeń 10, 2013, 16:24:02 »
Cytat: Fair Lady
Bardzo to ciekawe, ale dla tego, kto choc raz bawil sie malym chemikiem, czy malym fizykiem  :oczko: Dla absolutnej nogi w tej dziedzinie to zaczynam od zera.

Absolutnej nodze w tej dziedzinie proponuje zacząć od takiego eksperymentu

1) pojemnik z wodą i solą
2) 2 gumki
3) puszka po coli (aluminium)
4) miedziana blacha
5) 2 druciki
6) silniczek elektryczny

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=VMdS65_E_X4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=VMdS65_E_X4</a>

Cytat: Fair Lady
b) czy te kabelki kolorowe to sa odpowiedniki liczb na "kostce teczowej"

Tęczowa kostka znajduje się w molekularnej strukturze tych wszystkich substancji :->

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=cDGRbfRb32g" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=cDGRbfRb32g</a>



« Ostatnia zmiana: Styczeń 10, 2013, 19:08:51 wysłana przez Lucyfer »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #92 dnia: Styczeń 10, 2013, 22:13:33 »
No to schodze ponizej zera.

Cytuj
1) pojemnik z wodą i solą
2) 2 gumki
3) puszka po coli (aluminium)
4) miedziana blacha
5) 2 druciki
6) silniczek elektryczny

W jakiej proporcji sol z woda.
Gumki? Do czego?
Puszke mam!
Miedziana blacha? A niby skad mam ja wziac??
Silniczek elektryczny  :-\

Jedyne co mam, to to zolte do mierzenia - voltomierz, czy jak to sie nazywa.
A te dwa druciki, to niby z czego zrobione?

To sie nazywa ZERO wiedzy.

 :hahahaha:

P.S. a cytryna, gdzie? ;)

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #93 dnia: Styczeń 10, 2013, 22:35:27 »
Cytat: Fair Lady
Jedyne co mam, to to zolte do mierzenia - voltomierz, czy jak to sie nazywa.

Jak masz woltomierz to super.  :super:

Ucz się metodą prób i błędów.  >:D
Szukaj dowolnych metalowych przedmiotów w domu, wbijaj w produkty żywnościowe i mierz poziom energii,
Siebie też możesz podłączyć do woltomierza  :taaak:

Acidizer69

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #94 dnia: Styczeń 11, 2013, 01:53:40 »
Monika:
Cytuj
A może pomyliłaś grzybki na święta?

Zdecydowanie to ich zabrakło i to kolokwialnie.

___________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Gratuluję zrealizowania odpowiedzi na tytułowe pytanie w sposób najbardziej odległy od zamierzanego jak to tylko możliwe. Niestety nie byłem w stanie przebrnąć ( nawet nie miałem takiego zamiaru poza czysto małostkowym wyłapaniem "atmosfery" i "argumentów" jej towarszyszącej ) ale nie sposób było nie zauważyć stwierdzenia, coś na temat "zniechęcania nowych i starych użytkowników...".



Skąd taka myśl ?

__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Jest takie forum w Polandii, zwie się DejwidAjk gdzie orbsy czyli mikrostateczki kosmitów*, rodsy** czyli lewitujące smokopodobne stwory z wnętrza Ziemi ( która jest oczywiście pusta w środku i zamieszkują ją krasnoludowie... chwileczkę... sorry, p*******ło mi się z Tolkienem, teraz mitologie i bajeczki są "na fali" ) i inne koktajle "mix'n'blend" czyli "pomieszanie z poplątaniem" są spijane razem ze śmietanką towarzyską w cudownej atmosferze. Tam polecam częściej zaglądać. Nic nie przebije kolorytu, poziomu i wiarygodności. No jakże ? Przecież doskonały i niemożliwy do podważenia argument : "nie zgadzasz się z nami - jesteś przeciwko nam" powinien dawno zrekrtować co niektórych(e).

__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

A ja gupi żem myślał że to nałukowe forum. Idę popijać kawą wutkę.

__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________


* w rzeczywistości i w większości zwykłe krople mrzawki, deszczu, rozpylonej morksiej grzywy fal podświetlone, rozogniskowane, zarejsterowane
** w rzeczywistości zwykłe owady i ptaki przelatujące dostatecznie szybko, że ich kariera się rooooozmyyyyyyyywa na planie jednej, dwóch klatek obrazu ( ich 15 ms warholowskiej kariery )

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #95 dnia: Styczeń 11, 2013, 10:14:08 »
zrodlo:http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,1230.msg8471.html#msg8471


Cytuj
Po pierwsze. Zauważyłem, że grupy użytkowników można wyraźnie podzielić na dwa obozy: goście i kumotrzy. Wielu z was miało okazję się spotykać wielokrotnie w tzw. "realu". Wielu z was mieszka w dużych miastach, czy to Warszawa, Trójmiasto, Kraków, Szczecin itp. Macie okazję budować relacje bezpośrednie i nikt nie zaprzeczy, że opiera się to na najważniejszych dla nich czynnikach jak kontakt wzrokowy, mowa ciała, konfrontacja z czymś co zamyka się w nie do końca stosownych ale ważnych pojęciach jak aparycja, obejście, kultura własna, wygląd ( nieisotny niby ale także będący nośnikiem informacji co do osoby ) itp.

Drugą grupą są osoby mieszkające bądź nie mające możliwości przybywania w bezpośrednim otoczeniu z racji miejsca zamieszkania, wykonywanej pracy, zamożności nawet ( nie każdego stać na dołączenie do budżetu wydatków na PKP, paliwo, ew. Bilety wstępu na zjazdy, noclegi, wyżywienie gdyż mają skromne dochody, rodzine, osoby starsze do opieki i inne zobowiązania finansowe ). Ta grupa – goście spoza kumoterstwa – i to niezwykle ( ! ) bije w oczy ma znikome szanse na zbudowanie głębszych relacji pozostając skazana na los słynnego awatara. Nawet nie macie pojęcia jak wielkich zabiegów lingwistyczno-konceptualnych wymaga zbudowanie sobie oczekiwanej akceptacji i życzliwości "gospodarzy".

Oczywiście zaliczam się do drugiej grupy

Oh, Yes!

Sam sie okresliles, wiec idz na grzybobranie.
Nie podoba sie to zamknil oczy, kolego, Acidizer69.

-----------------

Lucyfer - uprzedziles mnie z odpowiedzia, bo wlasnie tak sobie pomyslalam, czy inne rzeczy mozna rowniez mierzyc i odczytywac, lacznie z zywym organizmem. Niestety mam braki, ktorych juz sie nie da nadrobic, bo to wiedza ze szkoly podstawowej, czy przedszkola nawet.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 11, 2013, 10:29:47 wysłana przez Fair Lady »

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #96 dnia: Styczeń 11, 2013, 10:52:54 »
Cytat: Fair Lady
Lucyfer - uprzedziles mnie z odpowiedzia, bo wlasnie tak sobie pomyslalam, czy inne rzeczy mozna rowniez mierzyc i odczytywac, lacznie z zywym organizmem. Niestety mam braki, ktorych juz sie nie da nadrobic, bo to wiedza ze szkoly podstawowej, czy przedszkola nawet.

Nie przejmuj się i eksperymentuj  :oczko:


Acidizer69

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #97 dnia: Styczeń 12, 2013, 02:51:31 »
Grzybobranie w środku zimy ?

Droga koleżanko "Fair Lady" zdominowałaśPS(n) połowę tematu jak sama właśnie przyznałaś z pytaniami i problemami na poziomie gimnazjum. Ewidentnie widać , że nie uważałaś na lekcjach i w pytaniach widać ukrytą pretensję do świata, że nie rozumiesz tego co miałaś okazję poznać w wieku kilkunastu lat nie marnotrawiąc przy okazji czasu, pracy i pięniędzy podatników, którzy mimo dyskusyjnego poziomu i jakości nauczania jednak sfinansowali twoją edukację, która poszła wiadomo gdzie. I kto tu w lesie ?

"Wytłumaczcie mi całą fizykę i matematykę proszę, tylko tak w 30 zdaniach bo nie chce mi się książek czytać ".

Leszku. To jest właśnie dokładnie to o czym chciałem ( i chciałbym nadal ) z tobą porozmawiać a także to jest to czego zabrakło w wielu tematach - pierwotnej dyskusji o aparacie poznawczym. By posłużyć się metaforą lub analogią, wejście w tematykę jak ta obecna na forum ( a poziom jest wyjątkowy i nie ukrywam deprymujący czasem  ;) ) wygląda czasem jak sytuacja studenta, który dostaje pierwszy raz w życiu zadanie od profesora : "Proszę tu masz skaningowy mikroskop elektronowy, tutaj pobrana próbka minerału. Masz czas 45 minut na opracowanie charakterystyki krystalograficznej próbki, przygotowanie wytycznych do wykonania na tej podstawie analizy chromatograficznej i zaprezentowanie w dowolnie wybranym przez siebie systemie kompilacji danych z zestawu przyjętych standardów". Student ( ... ) w tym momencie zadaje pytanie "Sorze, a co to jest ten mikroskop ska...coś tam elektroniczny ?".

Ten mikroskop to właśnie aparat poznawczy. Potężna większość pytań w tym temacie pojawiających się już w 2013 roku to właśnie instrukcja obsługi urządzenia, pytania o rzeczy, które może warto częściej wpisywać w formie odnośników do definicji, odnośników do konkretnych tematów, dzięki czemu nie odbierałoby się zabawy czytelnikom w eksplorowaniu sporej bazy danych a także oszczędziłoby sporo czasu INNYM, którzy ( do czasu - z j.ang. TRESHHOLD... of patience ) mają na tyle kultury osobistej by nie wchodzić w dyskusje. Nie wspomnę już o wielokrotnie pojawiającym się problemie gdy rzeczowe pytanie bądź odpowiedź ląduje razem z tematem w koszu, nie dając okazji do uzyskania odpowiedzi gdyż spłynęło "razem z kąpielą".

Może warto by było zmienić strukturę forum i podzielić lub pogrupować w ten sposób by wyodrębnione były działy szkoła podstawowa, gimnazjum , Szkoła średnia i czwarty: "tu się dopiero zaczyna zabawa" ? Jeszcze gdyby prosty test i zadania ustawione na końcu każdego działu pozwalałyby dopiero otworzyć kolejny, mielibyśmy idealną sytuację gdzie "dopiero zaczyna się zabawa dla niektórych" i mogliby przekonać się, że nasz intelekt ma jedno wielkie ograniczenie - jest to system skanujący, który śledzi kilometry wąskej tasiemki druku ( no chyba, że potrafił opanować umiejętność czytania symboliczno-obrazowego ) i zajmuje to sporo czasu ( ogrom gdy czytać analizy analiz do analiz interpersonalnych pochodów - oops sam poniekąd to robię !  zeby ). Lata skanowania druku i tylko by zdobyć podstawową wiedzę ! Dlatego jeszcze raz powtórzę - szkoda, że niektórzy w swoim niewątpliwie szczerym buncie nie uważali na lekcjach. Nawet jeśli "sprzedawana" nam wiedza w szkołach nie stanowi już tak wielkiej wartości jak kilka pokoleń wcześniej to mimo to stanowi doskonałą bazę do przyszłej modyfikacji, polemiki, reformacji czy nawet rewolucji ( coś co >istnieje< w końcu musi się obrócić - od revolutio / obrót, powietrze to się kotłuje non-stop tzw. wiatr. ).

W ten sposób możnaby było uniknąć sytuacji, powtarzającej się wielokrotnie, gdzie materiały wnoszące wystarczającą wartość by podnosić poprzeczkę wiedzy nie tonęły w personalnych frustracjach i wyjazdach osobistych bo ktoś nie zna pojęć i definicji, o których dyskutuję często z moim 9 letnim bratankiem.

Od razu także przepraszam i to szczerze, że daję się jak zwykle ponieść emocjom, obrażam się - nie będę się tego wypierał. W odróżnieniu od sporej grupy "nietykalnych" mam na tyle cywilnej odwagi by przyznać się przed sobą i innymi, że potrafię się zachowywać jak dziecko ( z przytupem ) ale również nie dbam o opinie, które nie mają związku merytorycznego z tematyką czy to forum czy czegokolwiek. Gdybyśmy mieli się okazję poznać osobiście ( takie moje małe marzenie ) zmienilibyśmy diametralnie zdanie o sobie i co do tego nie mam wątpliwości - cobym nie wyszedł tylko na egocentryka, bez obaw, mówię o was i to z uśmiechem a o sobie z łezką "nie taki diabeł straszny".

Tym jednak razem jako osoba dorosła i zdolna do poważnego traktowania innych przepraszam za moje zachowanie - nie jest moim zamiarem kłócić się. Mam nadzieję ( chociaż wiadomo czyją matką bywa ), że odczytane to zostanie jako wyraz szczególnej troski / irytacji zjawiskami już dominującymi już niemalże wszędzie. Potem zdziwienie, że niektózy rezygnują.

Apropos "grzybów", czy innych enteogenów. Gorąco polecam koleżanko "Fair Lady" i mówię to z pełną powagą ! W żadnym wypadku nie jest to prowokacja, żart, sarkazm czy kpina. Zupełnie poważnie i jako osoba mająca 20 lat doświadczeń w eksploracji iluzji percepcji zdecydowanie twierdzę, że jest to potężne narzędzie chociaż nie dla każdego ( raczej dla odważnych i bez lęków, tych którzy potrafią wyjść poza swoją "strefę komfortu" * ). Nie dość, że pozwala obudzić ukryte talenty, daje poteżną porcję materiału "badawczego" ze sfer... no cóż, wszystkich i w tym samym momencie ( tzw. kontinuum ! ), umożliwia wyjście poza nieuświadomione "programowanie" kulturowe i wynikające z niego bardzo wąskie perspektywy postrzegania ( gdy już się to sobie uświadomi - kupa śmiechu i zarazem odkrycie istoty tej sytuacji oraz tragikomizmu pierwotnych założeń, na których się operuje nie zdając sobie nawet z tego sprawy - coś jakby "BRAIN-CLEANSING with RINSE" w odróżnieniu od telewizyjnego "prania z wyżymaniem na 600Hz" ) oraz oferuje okazję do doświadczania ogromu innych cennych fenomenów / zjawisk w formie bezpośredniej i in statu nascendi. Nie będę również ukrywał, że tego zdecydowanie brakuje powalającej większości osób obracających się w gronie, które nadal uważam za awangardę ( lubującą się w rutynie ciutkę za bardzo ), wyjść poza ograniczenia intelektu i solidnie wzbogacić własne życie wewnętrzne jak i społeczne. Plus ekstra bonus w postaci konfrontacji z tym czym w istocie jest iluzoryczna manifestacja zwana UFO - to już coś jakby drugie dno naszej podświadomości i tutaj zachęcam do lektury, audycji Castanedy, Huxley'a, Wattsa, McKenny i wielu innych, którzy skutecznie opowiadają o "nowym odważnym świecie".

Nie jestem adwokatem narkotyków per se gdyż każda myśląca osoba dobrze wie, że problem wrzucania wszelkich subst. działających na świadomość i biochemię ciała do jednego worka to w zasadzie największa przeszkoda by traktować, tu mowa konkretnie o halucynogenach ( enteogenach ) je poważnie i z odpowiedzialnością. Polecam przynajmniej raz spróbować LSD, psilocybe semilanceata, DMT ( obecna z ważnym inhibiotorem IMAO np. w ayahuasce ), ale zdecywanie nie każdej osobie ( tu pojawia się w zasadzie jedyny istotny problem z "narkotykami" - subiektywność oceny ryzyka, a takowe istnieje gdy ktoś po prostu przygnieciony potęgą doznań zwyczajnie... oszaleje. No ale to się również dzieje wszędzie gdy spojrzymy jak nawet na trzeźwo ludzkość błąkąć się zaczyna w masowym obłędzie ). W tej materii akurat zdecydowanie można znaleźć więcej cennych informacji na temat nieszczęsnego aparatu poznawczego ( własnej percepcji ), DOŚWIADCZYĆ naocznie ( choć ta "naoczność" nabiera charakteru "okiem symbolicznym" ) tego co objawi się nam jako cudowna, synestetyczna manifestacja fraktalnej natury istnienia, "świetej geometrii" porządkującej entropię ( tu można podyskutować ) niż w setkach książek, latach studiów, dekad przemyśleń, całych pasm wcieleń. Lecz to jak wspomniałem droga dla zdolnych opuścić "ciepłe kapcie" swojego komfrotu psychicznego, coś jakby rollercoaster, na którym przejażdżka daje "zaliczenie" semestru ( bywa, że i kierunku włącznie z pracą migisterską i obroną doktoratu  :D: ) u "sora" bez zbędnych kolokwiów.  Ale nie zawsze. Jak w życiu i nawet na trzeźwo, raz na kilkadziesiąt tysięcy przypadków zdarzy się "katastrofa", no ale jutro można zostać również potrąconym, zabitym lodowym zwisem ( jak sąsiadkę mojego przyjaciela z Lublina, notabene moją nauczycielkę od fizyki LOL ). I tą doskonałą ironią zamknę wypowiedź.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=z9aKeCA7pnw" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=z9aKeCA7pnw</a>

PS. Jeśli "kwestia narkotyków / halucynogenów" to argument do skreślenia wartości mojej wypowiedzi, powód do rezerwy z jaką można traktować wypowiedzi wielu to doradzam wyrzucić 99% albumów z muzyką, skasować mp3, nie sięgać po ogrom literatury, dać spokój i nie wypowiadać się o tysiącach kultur i cywilizacji, nie zabierać głosu w tematyce ewolucji myśli, filozofii i nie powoływać się na zdania oraz prace naukowe wielu w tym noblistów. Tak, oficjalnie Kary Banks Mullis miał odwagę się przyznać, że jego odkrycie reakcji polimerazy ( PCR ) było wynikiem "incydentu" z LSD. Nie on zresztą jeden. Ciekaw jestem czy ktoś jest w stanie podać jeszcze przynajmniej 3 przykłady noblistów, którzy swoje odkrycia wynieśli z doznań psychedelicznych ?
________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Pytanie, do którego to zmierzało: Czy takie zaprezentowanie stanowiska, perspektywy spojrzenia oraz oczekiwań ( na pewno nie wygórowanych ale sporych - jak mówiłem - awangarda ) nadal pozwala mi być traktowanym poważnie ? Bardzo bym chciał by moja małostkowość zakończyła swoją karierę na rozwianiu wątpliwości, że chyba tak, ale jest możliwe że już nie.

* STEP OUTSIDE ( your comfort zone)

__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
 
PS(n) gdzie n=2. Dopiero zauważyłem kto założył temat. W takim razie przepraszam i podziwiam dżentelmeństwo, cierpliwość i zamożność czasową uczestników dyskusji. Teraz to zdecydowanie polecam "tripa" autorce. Tak na wyczucie dam sobię rękę uciąć, że będzie to dokładnie odpowiedź na pytanie tematu. Od tego bym zaczął właśnie.

Ale jaja, a ja myślałem, że to temat gospodarzy... me bad, very very bad boy. Idę popijać rosołem wino.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2013, 04:26:56 wysłana przez Acidizer69 »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #98 dnia: Styczeń 12, 2013, 11:25:22 »
Cytuj
Droga koleżanko "Fair Lady" zdominowałaśPS(n) połowę tematu jak sama właśnie przyznałaś z pytaniami i problemami na poziomie gimnazjum. Ewidentnie widać , że nie uważałaś na lekcjach i w pytaniach widać ukrytą pretensję do świata, że nie rozumiesz tego co miałaś okazję poznać w wieku kilkunastu lat nie marnotrawiąc przy okazji czasu, pracy i pięniędzy podatników, którzy mimo dyskusyjnego poziomu i jakości nauczania jednak sfinansowali twoją edukację, która poszła wiadomo gdzie. I kto tu w lesie ?

No wlasnie dlatego staram sie nadrobic braki. Masz cos przeciwko temu? Swietnie, ze ty, kolego, tak uwaznie sluchales co ci kladli, wiec bijesz mnie o lata swietlne w rozwoju. Jestes lepszy od kazdego z uzytkownikow, tu i napewno w calym cyberworldzie, umiesz wyrazac sie w jezyku angielskim, nawet, nie robisz bledow ortograficznych, tworzysz udane zwiazki skladniowe, uzywasz przenosni i trafnych porownan, a co najwazniejsze starasz sie byc dowcipnie-uszczypliwy. Intrygujesz mnie.
Piszesz, ze potrafisz uzywac mikroskopu i logicznie myslec, potrafisz nawet przeprowadzac eksperymenty! Poslugujac sie wiedza akademicka najwyzszego stopnia.
Cytuj
Gdybyśmy mieli się okazję poznać osobiście ( takie moje małe marzenie ) zmienilibyśmy diametralnie zdanie o sobie i co do tego nie mam wątpliwości -
[/b]
W to nie watpie, oczywiscie, ze tak! Kontakt bezposredni zawsze jest inny od korespondencyjnego. Ale skarzysz sie, ze bilety PKP za drogie...
Cytuj
Ale jaja, a ja myślałem, że to temat gospodarzy... me bad, very very bad boy.
Czyli ulzylo, i dobrze tak, kamien spadl ci z serca, obroniles honor forumowiczow, oczysciles dusze ze zlogow, naprowadziles na naukowe tory myslowe, wytknales mi nieuctwo i zasmiecanie strefy podatnika, jestes duzym chlopcem!

-------------------------------------

Zauwazylam, ze SasQ lubi dzielic sie wiedza, nauczac, lubi rowniez mlodziez (dzieci). Domyslam sie, ze naucza prywatnie (korepetycje). Ale zadaniem kazdego nauczyciela jest nie tylko przekazywanie wiedzy, automatycznie staje sie wychowawca, jest autorytetem dla ucznia, niekiedy wiele wiekszym niz rodzina. Poprzez te pytania, na tym, czy innych watkach pragne zachecic nie tylko SasQ, ale i innych utalentowanych, do szerzenia publikacji w formie dydaktycznej. Oficjalnej. Bo w pracy z uczniem taka bedzie wlasnie droga. Od najprostszych pytan do sukcesu.
I zycze i uczniom i madrym nauczycielom samych sukcesow.
Precz z chamstwem i glupota!  :hahahaha:

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #99 dnia: Styczeń 12, 2013, 15:26:13 »
najciekawszy tekst w tej dyskusji A dzięki
Ps do pracy na LSD przyznał się cały zespół badaczy DNA (jak zwykle nie pamiętam nazwiska ale można je znaleźć w wiki) za co dostali nobla
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #100 dnia: Styczeń 12, 2013, 15:32:15 »
swoją drogą Leszku wywaliłeś z tego forum  za mniejszą agresje werbalną naszego kolegę niż piszący tu sasq i lady ,dziwne to jest troche
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #101 dnia: Styczeń 12, 2013, 15:52:31 »
Jeśli uważasz moje wypowiedzi za agresywne, Twoja sprawa, masz prawo tak uważać. Ale jeśli faktycznie coś w tym jest i więcej osób tak uważa, przyjmę pełną odpowiedzialność za swe słowa i pogodzę się z tymczasowym banem mojej osoby na jakiś czas (w sumie i tak przydałoby mi się trochę odpoczynku od całego tego zamieszania, bo już powoli przestaję to ogarniać).

Zanim jednak ktokolwiek rzuci kamień, może i Ty przyjmiesz odpowiedzialność za swoje słowa i wskażesz mi w końcu to magiczne sekretne miejsce na tym forum, gdzie wszystko już jest napisane i nic więcej nie trzeba rozkminiać? Od dłuższego czasu o nim wspominasz, a ja jakoś nie mogę go znaleźć, choć zdarzało mi się zaglądać do różnych mało uczęszczanych zakamarków.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #102 dnia: Styczeń 12, 2013, 19:43:15 »
Cytuj
Ps do pracy na LSD przyznał się cały zespół badaczy DNA (jak zwykle nie pamiętam nazwiska ale można je znaleźć w wiki) za co dostali nobla

Dokladnie. Manna. LSD, czy inne grzybki, na ktore zapraszacie sie wzajemnie, bo fajnie jest usiasc w spokojnym miejscu, bez problemow, bez tego cale swiata (torusa, ktory nas wyzera).
Starczy pyski rozdziawic i juz Matka Natura nakladzie glodnym pisklatkom.


Offline chrumtataj

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #103 dnia: Styczeń 12, 2013, 22:56:28 »
Nie odczułem, żeby ktoś na tym forum był agresywny.Da się odczuć czasem złośliwość i sam ją wyrażam.
Jedno co mnie "martwi" (o czym piszę po raz drugi chyba), że forum traci swoją esencję. Owszem, nie ma tu kącika z dostępem do wszystkiego, ale z drugiej strony to chyba nie powinien być kącik dla "noworodków". Po prostu ostatnio dominują na tym forum tematy rodem ze żłobka. To trochę tak jakby na forum motoryzacyjnym nastąpił wysyp tematów: "Czym jest silnik w aucie?". Owszem forum jest od tego aby pytać, ale jakaś wiedza - skoro wchodzimy na forum typowo tematyczne - powinna być. A swoją drogą, zawsze uważałem, że pozyskiwanie wiedzy metodą prób i błędów jest najlepsze, po prostu więcej szukać/doświadczać, a mniej pytać.

Acidizer69

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #104 dnia: Styczeń 13, 2013, 08:48:21 »
Jestem bydle to prawda i jak byłem mały łapałem dwie mrówki, jednej odrywałem czułki, wrzucałem do szufladki pudełka zapałek i obserwowałem bratobójcze walki na śmierć i życie. Dlatego jestem samotny i zdaję sobie sprawę, że mój własny fanatyzm we wtykaniu kijów w mrowiska czyni mnie nieznośnym, okrutnym, bezwzględnym i przekornym kontrastowiczem - ktoś to musi robić by dupska nie dostawały hemoroidów od spoczywania na laurach. W wielkim skrócie: Jak demokratyczna większość jest na Tak to ja na Nie. Dla samego faktu, że tak też można. Tutaj kwitnie mój ogród próżności gdy obserwuję z pozoru niewidoczne, ale korzystne efekty niszczenia i ucinania głów aż poleje się kryw.

Przepraszam FairLady, że zachowałem się kompletnie niedżentelmeńsko. To tylko przemawianie do ego - nie wątpię, że za tą każdą maską kryje się tak samo cudowna świadomość tego w czym mamy możliwość uczestniczyć. Twoja odpowiedź to mało powiedziane, że dosadna repeta. To znacznie bardziej bolesna "kosa pod żebra" ( nie inputuję tu walki ani konfliktu ! easy ) niż moje szczekanie.
I nie mam z tym problemu, całe życie płacę mroczną cenę za swoje zachowanie i uwierz mi, mimo że życie mam usiane atrakcjami, które dla wielu pozostaną nieosiągalnymi ( z powodu stawania samemu sobie na własnej drodze ) wiem co to łzy do poduszki i chęć spaceru z AK-47, wiaderkiem amunicji i obojętnością do kogo strzelam. Ale to tylko czasami jak "mam kiepski dzień". Dobrze, że to nie USA bo pewnie pewnego dnia przeczytalibyście o podlubelskim szale w szkole za pomocą "assault weapon" ( wtf ? )

Studiów nie ukończyłem a całki wielokrotne i krzywoliniowe to dział matematyki, gdzie "odpadam". Zresztą od lat nie pielęgnuję zbyt entuzjastycznie wiedzy zarówno z chemii ( której studia przerwałem z nieopisaną i wyzwalającą radością ), jak i nauk ścisłych nie dlatego, że nie spełniają już dostatecznie skutecznej roli w opisywaniu rzeczywistości tylko dlatego, że właśnie tylko to robią. Opisują. "a pomyliliśmy świat opsiywany za pomocą symboli, liczb i idei z tym którym jest w rzeczywistości". I to jest sedno do którego sprowadza się odpowiedź tematu. Zacząłbym budować dom właśnie od... fundamentów. Kiepskie efekty przynosi rozpoczynanie budowy domu od ścian, gdyż nie wiedząc czemu przyjęto za aksjomat, że grunt to wieczna zmarzlina. I dlatego się chwieje, a późniejsze "podtykanie" cegieł pomiędzy ściany a grunt to tylko doraźne podtrzymywanie niestabilnej i niezdatnej do zamieszkania konstrukcji myślowej.

Nie chcę być odebrany jako kolejny repeater, który zafiksował sobie jak regułki słowa swojego mistrza/idola/guru/wyroczni ale zwyczajnie podkreślam wartość myśli pewnych ludzi, którzy poświęcili swoje życie i dekady szlifowaniu tysięcy wypowiedzi i pisaniu tuzinów książęk, dzięki czemu pozwalają wyrazić myśli oszczędzając czas i robiąc to skutecznie.

Dlatego zapomniwszy o tym jaki był przebieg dotychczasowej dyskusji znów i uporczywie zachęcam do audycji NIE CO POWINNO BYĆ, NIE CO MOŻE BYĆ, ALE CO JEST jako ( niestety ale nadal uważam że to "strzał w dychę" ) doskonałą i w pełni wyczerpującą odpowiedź na pierwotne pytanie w tytule tematu. Nie chodzi tu o "zbywanie z kwitkiem" - to wszak tylko pięćdziesiąt i kilka minut bardzo prostej wręcz frywolnej audycji, których utrata jest niczym w porównaniu do kilkutygodniowej dyskusji, czytania biblioteczki książek i wojażowania od konwentu do konwentu.

Moja rola, którą uświadomiłem sobie stosunkowo niedawno i ujawniła się w krytycznej samoobserwacji sprowadza się zasadniczo do jednego. To także pośrednio odpowiedź dlaczego przestałem drążyć szczegółowo arkana wiedzy specjalistycznej gdyż znacznie bardziej fascynuje mnie spojrzenie ogólne, tzw. "bigger picture", zdecydowanie filozoficzno refleksyjne i ze sporą pewnością obserwuję żywotną potrzebę wyraźnego naświetlania tego spojrzenia właśnie.

Jest tak, i to właśnie generalny powód mojej nieukrywanej irytacji i rozczarowań, że w pochodzie poszukiwań wiedzy już konkretnej wyłania się aż nadto często coś co nazywam roboczo "arogancją naukową'. Dlatego i tylko dlatego pozwoliłem sobie w stosownym temacie użyć sformułowań "lepienie golema", "fanatyzm" - nie jako uszczypliwe dopiekanie jako to ma wpisane w statut generacja 4chan i wesoła gromadka onet-chattersów. Czynię to gdyż wielokrotnie zachwyt, wielokrotnie zasłużony, głoszonymi teoriami, odkryciami, interpretacjami przysłania to co przecież w domyśle stanowi w zasadzie najważniejszy cel i przyczynę tego po co tu jesteśmy. Inna sprawa, że determinizm to świetny temat sam w sobie, ale jego specyficzna aplikacja a priori często skutkuje utratą widoku z szerszej perspektywy. Wiem, że nie do końca to właściwe zastosowanie zasady, ale coraz częściej szczerze przyprawia mnie o uśmiech i gromki śmiech ( w parach z smutkiem i litością - tą typu "mercy" nie "pity" ) jak mnóstwo osób się męczy w przekonaniu, że ich metody poznawcze, perspektywa spojrzenia stanowią drogę do uzyskania odpowiedzi ostatecznych i w rezultacie doprowadzą do stworzenia "teorii wszystkiego". Ja w specyficzny sobie sposób stosuję Zasadę Nieoznaczoności Heisenberga nie tylko do świata "subatomowego" ale jako zaskakująco skuteczną metodę powstrzymania własnej arogancji naukowej. To jest właśnie moment gdy zasada ujawnia swoje zastosowanie gdy zbyt głębokie wnikanie w specjalizację sprawia, że traci się widok całości. Gorąco polecam spojrzeć na metody naukowe, religie, ezoteryczne odpowiedniki i zadać sobie pytanie czyż właśnie to nie skutkuje jakże często tą właśnie arogancją i fanatyzmem ? Już nie wspomnę, że to wybitnie jest widoczne w wielu branżach wiedzy jak medycyna gdy wybitny specjalista od cytologii czy onkologii jest tak wyspecjalizowany, że popełnia trywialne błędy. Cena jaką się płaci jest dobrze znana - co raz czytamy o gaziku czy innym "błędzie lekarskim" w tabloidach. Kto by się przejmował nieistotnym gazikiem jak tu bezprecedensowa operacja w toku, o której będą się medyczne pisma rozpisywać jako przełomową. Mówiąc jeszcze inaczej, nie wierzę, że jakakkolwiek "teoria" jest lepsza od drugiej - wszystkie są tylko tak dobre jak dobrze współgrają z obowiązującym językiem i kulturą.

Dam przykład. Jaka jest różnica z punktu widzenia efektów, skuteczności pomiędzy wiarą w gniew Zeusa a wiarą w elektryczność w ujęciu znanym od czasów Faradaya i Maxwella ? Z punktu wiedzenia ogromnej większości ludzi żadna. Co za różnica gdy tłumaczymy sobie spore ryzyko porażenia piorunem gdy się stoi pod samotnym drzewem podczas burzy gniewem Zeusa czy niższą rezystancją i zaburzeniami w lokalnym polu elektrycznym jak to ma się w miejscu opisu naukowego ? Dla 99,99% ludzi niezdolnych do przekroczenia ograniczeń własnego intelektu, wiedzy żadna. Równie skuteczne jest wyjaśnienie, że w Grecji często padającej ofiarą suszy deszcz jest nieraz zbawieniem i obawa przed zmoczeniem podczas ulewy złości Zeusa gdy ten obdarza cennym darem ziemię a niewdzięczny człowiek się przed tym chowa więc go trzeba nauczyć pokory włącznie z możliwością spalenia, co wyjaśnienie, ze piorun ( i np. teoria Gurewicza ) najczęściej wybierze drogę gdzie napotyka najmniejszy opór i korzystne dla propagacji energii warunki typu wilgotność itp. Obie teorie, z których jedna dla dzisiejszego człowieka jest wręcz idiotyczna z punktu widzenia odkryć naukowych, równie dobrze mogą spełnić swoje zadanie gdy spojrzy się na efekty. Proszę bądźmy uczciwi wobec siebie i zaakceptujmy fakt, że z punktu widzenia przeciętnego Helleńczyka jego wiara nie jest gorsza niż nasza obecna, skoro skutkuje dokładnie taką samą rozwagą. I gdy można podyskutować o istocie źródła lęku i dalszych implikacjach wiary w istnienie bogów i bytów iluzorycznych tak aspekt praktyczny pozostaje niezmieniony. Oczywiście to nie jest doskonały argument, ale ma za zadanie pełnić żartobliwą funkcję ukazania właśnie szerszej perspektywy spojrzenia na poznawanie świata. Oczywiście to samo dotyczy mnóstwa wyjaśnień ze świata biologii, gdzie ta sama arogancja i projekcje własnych cech ludzkich ( idee ) na świat przyrody co skutkuje tworzeniem idiotyzmów w postaci słownika ptasio-człowieczego. Poważnie ! W jednym ze sklepów w UK widziałem słowniki ( z dołączoną płytą CD z nagranym ćwierkaniem ) tłumaczące melodie szczygła, gołębi na proste zdania typu "Jestem głodny", "obfite pole znajduje się tysiąc machnięć skrzydłem w stronę Słońca". Wszystko w domyśle, że oczywiście ptaki także mają wyszukaną gramatykę i style wypowiedzi jak my. Groteskowa sytuacja, którą na ludziach można obserwować gdyby próbować tłumaczyć na j.angielski poszczególne kroki i układy tańca. Bioderkiem w lewo z prawą ręką nad głową tłumacznone na "mam owocną owulację i zostało tobie 48 godzin na jej spożytkowanie". Owszem i niewątpliwie to śmiesze, ale czyż nie jest tak właśnie na pewnym poziomie odczytywania mowy ciała ? Nie wiem jak częśc z was, ale taniec z partnerką, adorowanie w postaci symbolicznego tańca w supermarkecie wokół wuielbionej równie dobrze można wyjaśnić komunikacją/negocjacją udanego seksu co egzystencjonalno-behawiorystycznym wyjaśnieniem w ujęciu folkloru i lokalnej kultury. Pytanie, która stategia opisu najlepiej współgra z generalną "sceną" to kwestia gustu i mamy tego dowody na co dzień. Część w grze wstępnej, seksie i rodzicielstwie widzi prokreację, aspekty kariery i impratyw cywilizacyjny, inni widzą mistyczną jedność boskich pierwiastków owocujące cudem narodzin kolejnej niepowtarzalnej emanacji ducha kosmosu. Która lepsza ? Na jakim poziomie jedna jest skuteczniejsza od drugiej ? To już powinno być widoczne jako względne i powinno dać swobodę do samoekspresji każdemu jak mu pasuje i jak mu umożliwia pełnię tej emanacji. Niestety właśnie ta nieszczęsna arogancja sprawia, że oceniamy ( owszem ja to również robię ) inne filozofie jako błędnę i kończymy impasem pomiędzy "twardo stąpającymi" a "marzycielami". Oczywiście każda ze stron krytykuje drugą "źle do tego podchodzisz" i nim się spostrzegą kończy się to mniej lub bardziej zagożałym konfliktem. On sam w sobie nie jest niczym złym, ale sam fakt jego istnienia umyka większości gdyż właśnie to co nazywam "cyklopicznym" łypaniem jednym okiem z własnej perspektywy skutkuje w dzisiejszch czasach coraz bardziej niebezpiecznymi podziałami.

Tu część się uśmieje albo oburzy, ale konflikt kreacjoniści - ewolucjoniści to idealny przykład. Obie strony są równie mocno przekonane, że słuszna jest ich własna. Kto dziś ma odwagę poeksperymentować i spojrzeć na ten konflikt gdzie, i to moje przezabawne doświadczenie zachwytu, obie strony mają rację lecz w swoim fanatyźmie spaliły już wszelkie możliwe mosty do dialogu syntezy. Paradoks i mój w zasadzie największy "problem" to jest właśnie charakter tego konfliktu. Widzę go wszędzie, objawia się tą arogancją, nierzadko agresją w dowodzeniu racji i zawsze skutkuje tylko potęgowaniem podziałów. Proste wyjaśnienie fantasmagoryczne, które zawiera w sobie obie teorie jest w dalszym ciągu w sferach tabu ( uwielbiam to słowo w kontekście kultury zachodu - potężna sprawa ! ). Ba ! Nawet dodam, że to jest piękne narzędzie do wyjaśnienia takich zjawisk jak UFO, duchy, demony, telepatia, iluzorycznego charakteru duetu fala/cząstka, zjawisk psychologicznych, duchowych ale to wcale nie oznacza, że w domyśle umożliwia na jednoznaczne zwerbalizowanie tego jako odpowiedź ostateczna. Właśnie z powodu języka, który stanowi przeszkodę gdyż podlegający sztywnym zasadom jak trójdzielność gramatyczna w naszej kulturze uniemożliwia opisanie nieskończonego kontinuum jakim jest wszechświat i który objawia nam się w jednej chwili w całej swojej okazałości w tempie totalnie wykraczającym poza możliwości ( baaaardzo ograniczone ) inetelektu. Ten osatni po prostu nigdy ale to nigdy nie nadąży w tłumaczeniu na język symboli, liczb i wyrazów tego co prezentuje się w dwukierunkowej realcji jako wielowymiarowa jedność i jest istotą doświadczenia.

Tu po raz kolejny GORĄCO i z nieukrywaną fascynacją piękna umysłu pewnego pijaczka zachęcam do audycji tego samego wykładu, trwającego 53 minuty ( Watts ). Mowa o moim zdaniem elementarnym ( używam go jako "żółtą kartkę" i to przy setkach okazji gdyż nikt lepiej tego nie wytłumaczy jak prawdziwy mędrzec, który poświęcił tej myśli całe swoje życie i dokonał tego w sposób cudowny ) problemie percepcji, nieświadomym dla większości wychowanych w kulturze judeochrześcijaśnkiej.

Wiem, że nie wszystkim taka myśl przyświecia, ate to na serio jest zabawne ! Co w tym zabawnego ? Że takie przywary jak arogancja, stronniczość, opór i konfliktowość w dominującej większości przyświecają osobom nazwijmy to rozpoczynającym poszukiwania lub tym, które niczym symboliczne "złapanie Boga za nogi" myślą, że skoro wpłynęły na ocean nowych jakości to tylko kwestia czasu jak uzyskają to co mylnie jest uważane za cel ostateczny. No cóż, znowu się to rozbija o nieszczęsne ego, które jest przeświadczone, że jego intelekt może zdominować wszechświat i stąd jego zachowanie. Na serio to jest największy dramat dla mnie obserwować po prostu jak się wszyscy męczą lepieniem betonowych wierzeń i dogmatów. Warto wyjść poza to i po prostu się pośmiać.

Czy już wyłania się arogancja jako motyw przewodni ? Jeśli nie to doprecyzuję i to dotyczy się sformułowań, które przy tej samej co wcześnie "stosownej okazji" opisałem jako sytuację gdy sędzia i adwokat we własnej sprawie to jedna i ta sama osoba. Kto ma ocenić ? Kto ma rozsądzić ? Niestety demokratyzacja "prawdy" czyli przeświadczenie, że skoro 99/100 osób w coś wierzy to znaczy, że ta 1/100 jest do odrzucenia i zignorowania skutkuje właśnie fanatyzmem. Oczywiście można dalej rozmywać istotę problemu i po raz kolejny startować z pozycji absolutnego przekonania o słuszności własnych stwierdzeń co zresztą ma miejsce w 99% dyskusji i batalii kto ma rację.

Ja np. kompletnie nie kupiłem teorii reptyliańsko/nephilistycznej, że tak pozwolę sobie je nazwać, gdyż po prostu nie startuję z poziomu materializmu i degustuję znacznie bardziej harmonizującą się z doświadczeniami, obserwacjami koncepcją świata, która nie owocuje podziałami, dychotomią idei i zostawia ogromne pole do dialogu ze zwolennikami innych wierzeń/teorii - coś co jest nieosiągalne dla "jednokierunkowców". Także ma to swoje konsekwencje. Najzabawniejsza to teraz w zasadzie to nie jestem się tym s tanie podzielić i nie widzę nawet zbytnio potrzeby. Najsmutniejsze to, że coraz mniejsze widzę więzi z kulturą i cywilizacją w sensie zachodniej i objawia się pewnego rodzaju izolacją ( dwukierunkową - dla wielu jestem dziwny, nie potrafię już wchodzić z entuzjazmem w dyskusje o polityce, medycynie, religiach, obyczajach gdyż po prostu nie obracam się w realiach przyjętych za "potoczne" ( common sense ). Ale jestem w stanie odnieść się zarówno do symboliki religijnej, odkryć naukowych, własnych doświadczeń i nie widzę potrzeby dzielenia świata na dualistyczne pola bitewne. Tak chodzi o to, że nazywając to w sposób prosty, "mój świat" ( taka radosna konstrukcja myślowa ) w pełni akceptuje zarówno zło jak i dobro, "nas" ( 99% ) i "onych" ( mario-antoniczny 1% ), nie widzę potrzeby wciągania obcych, reptilian i czynników zewnętrznych niewiadomego pochodzenia do równań. To takż daje trochę więcej "kredytu" człowiekowi, który wśród innych świadomych istot nie zdaje sobie sprawy jak bardzo ON SAM jest odpowiedzialny za to CO JEST ( ci obcy to bardzo wygodny "kozioł ofiarny", który odwraca baaaardzo skutecznie uwagę od własnych "zasług" i wkłądu w "piramidę dziejów". Bardzo wygodne - no jakże by inaczej - to ONI są odpowiedzialni. Ale nigdy JA ).  Do tego jednym zamaszystym doświadczeniem transcendencji widzę jak w manii schwytania UFO w pułapkę by je rozmontować i przesłuchać "załogę" kompletnie zatracili widzenie tego czym to zjawisko jest. Oczywiście teraz oburzą się Schneiderowcy, Ickeowcy i inni "od reptylian / obcych", że wygaduję bzdury ! Wszystko dlatego, że przyjęto nieświadomie metodologię czysto racjonalistyczno-materialistycznego podejścia do rzeczywistości, paradoksalnie w deklaracjach o holograficznym, fraktalnym, energetycznym, iluzorycznym poglądzie na ten świat ! Jest tak głównie ze względu na nieświadome operowanie na kartezjańsko-newtonowskim poziomie świadomości i ze sporą pewnością tego stwierdzenia, widzę, że dominuje to głównie u osób z przeciętną wiedzą. Powtarza sie duchowy aspekt naszego istnienia jak mantrę przy najróżniejszych deklaracjach a szybko się o tym zapomina w zachwycie nad kolejnym filmem o UFO, który stanowi dowód, że oni tu są i polują na nasze szyszynki, złoto, budują piramidy by upodlić ludzkość dla swoich celów... energetycznych ! O ironio, matko zwątpienia i wolnej myśli z humorem ! Ależ to atrakcyjny egregor skoro wymaga projekcji perskiej kultury i monarchii na rozwiniętą cywilizację kosmitów, która śmiało ekploruje galaktykę nadal mając mentalność starotestamentowego niepiśmiennego ludu. No ale to rzutowanie naszych współczesnych ceh i poziomu świadomości na starożytnych skutkuje tak groteskową dezinformacją w mojej opinii. Z wielką chęcią bym podyskutował o tym, ale wiem, że do tego nie dojdzie zapewne no BO PRZECIEŻ DOWODY ich obecności są nie do podważenia i nie da się tego inaczej wytłumaczyć. Czyżby ? Próbował ktoś inaczej ? Otóż da się i jest to znacznie ciekawsza droga. Polecam. Przypadkiem otworzą sie wrota percepcji na oścież i można ujrzeć targikomizm tej sytuacji - polecam ! Zaprawdę wyzwalające satoryczne doświadczenie. W tym także w zgodzie z WŁASNĄ mroczną naturą i mrocznym aspektem ludzkiego umysłu, który jest odpowiedzialny za sztafetę włądzy i dominacji. Tak "ONI" są tacy sami jak my, tylko wybitnie się poświęcili realizowaniu strategii "dark" mając do tego takie samo prawo i możliwości jak druga strona "light". Niekończąca się batalia światła z cieniem. Armageddon intelektualny, z którego radzę się pośmiać gdy wyjdzie się poza ten irracjonalny duet.

Posłużę się metaforą. Gdyby "teorię wszytskiego", "odpowiedź ostateczną" lub to co do doprowadza mnie do nudności nazywane jest prawdą zaprezentować w postaci obrazu szklanego zamku, w którym pobłyskuje piękne światło "św. Graala", "kamienia filozoficznego", "wiedzy samego stwórcy" ( blueprint )  to działaność religii, nauki, ezoteryki, szamanizmu i innych dróg poznania ( umownie ) przypominać mogą wielkie armie oblężnicze. Armie, które jak pozostałe przyświeca jeden cel: zdobyć najcenniejszy artefakt w szklanym zamku, który zapewni wieczny i nieskażony żadnym "złem" i "cierpieniem" dobrobyt ludzkości. Metaforycznie wszystkie próby opisu rzeczywistości to oczywiście to co możemy sobie wyobrazić jako maszyny oblężnicze, katapulty wystrzeliwujące "śmiałków" za mur z nadzieją, że otworzą wrota od środka, to ekipy "inżynierów" wiercących dziury, szukające przewężeń, słabych punktów, robiących podkopy. Każda armia uzurpuje sobie wyłączność do posiadania cennego artefaktu i uważa swoje metody za najskuteczniejsze. W rezultacie bezpośrednie otoczenie zamku zamienia się w prawdziwy chaos gdyż w międzyczasie armie walczą także ze sobą i nie przebierają w środkach i nie wahają się odwrócić maszyny by skierować je już nie w kierunku zamku a armii wroga. Niektóre armie przyjęły strategię polegającą na wyeliminowaniu wpierw wzystkich armii ( ewaneglicy ?  :D: , Islam ?) tak by jako jedyna, która ostała się na polu bitwy w końcu opanować zamek. Ta ostatnia strategia sprawia, że pozostałe armie coraz częściej przyjmują taktykę wojny pozycyjnej i przechodzą do własnych ofensyw bądź spychane są w pełną defensywę pod natłokiem wroga. Zamek trwa, stoi, świeci, ale jego podwale to jedno wielkie śmietnisko, zgliszcza i gruzy oraz zwłoki zwykłych żołnierzy, męczenników, ofiar i PRZYPADKOWYCH przechodniów ( sporo ich się pakuje w nadziei, że przemkną i skorzystają z nieuwagi pozostałych i zrealizują swój plan chytrego zdobycia artefaktu podstępem ). Zawierane są tymczasowe sojusze, chwilowe zawieszenia broni, oczywiście dla chwilowych bądź dalekosiężnych korzyści. Mury obtłuczone, powypalane, pobite a ich przejrzystość zmącona krwią i żółcią, która zalewa jego krystalicznie przejrzyste ściany. Coraz głośniej słychać eschatologiczne okrzyki "już niebawem" już "prawie", "jeszcze w tym pokoleniu się przebijemy", "mało nam czasu zostało, śpieszmy się bo robi się nieciekawie"...

Wszystko to smutna bitwa, ale i momentami komiczna. Wszystko to dlatego, że każda z armii porząda artefaktu nie zdając sobie sprawy, że światło jaki emanuje ze środka to tylko iluzja optyczna świecącego Słońca w dzień i Księżyca w nocy, które załamując się w kryształowej strukturze zamku jawi się jako jednorodny i rzeczywisty obiekt. Wszyscy już dawno oddalili się od jedynej prawdy, że to Zamek jest tym czego szukają i niszcząc go w zamiarze dominacji nad jego kaplicą, an któej ołtarzu stoi ów "św. Grall" niszczą to co jest w nim najcenniejsze - jego samego.

Każdy myślący wie czym jest ów zamek, cóż to za armie i dlaczego to robią. Życzę każdemu by od tego właśnie zaczęły. Bo lata lecą, jak się dyskutowało tak się dyskutuje a nadal ludzka głupota, ignorancja i krótkowzroczność stanowią więkze zagrożenie niż większość zdaje sobie z tego sprawy. Roztrząsa się zjawiksa ekonomiczne, społeczne, kulturowe, religijne w oderwaniu od większego obrazu, który ewidentnie jawi się jako pandemia masowego obłędu. Ileż to już dekad i pokoleń snujemy wizje ( jak od czasów XIX nawet to robił Mickiewicz pisząc pierwsze opowieści SF w Polsce, w tym o podróży na księżyc. Czytał ktoś ? ) . Obiecujemy sobie, że wystarczy popularyzować koncepty freenergy, nowych rozwiązań ekonomicznych, edukować "masy" i szukać winnych by ich udupić i wszystkie będzie cacy ( jakby eliminacja wroga to było rozwiązanie kimkolwiek on jest : Życzę szczęścia i sukcesów ! ). Bez obaw kolejka by ich zastąpić jest długa. Jej długość to blisko 7 mld ochotników, z których Polacy mają zwykle wybitnie najdoskonalsze recepty jak "fix the world" ( my ass ). Gdy zerknę sobie nawet na PRLowską literaturę popularno naukową typu Młody Technik z lat 60-tych spytam wulgarnie gdzie ku..a są te grawiloty, kosmiczne habitaty, dlaczego do kurwy nędzy nadal musimy zap*****ć po kilkadziesiąt godzin wykonując idiotyczne czynności typu uzupełnianie chipsów na półkach supermarketów, gdy obiecywali nam nasi rodzice i dziadkowie, że z całą pewnością w XXI wieku czeka nas przyszłość jako istoty uduchowione, przechadzające się po ogrodach w podniebym miastach, gdzie nie ma chorób a prace wykonują za nas roboty tak byśmy mogli w swoim 300 letnim życiu przechadzać się prowadząc filozoficzne rozmowy o istnieniu i eksploracji Obłoków Magellana i spływie kapsularnym przez podlodowe wodospady na jakimś księżycu orbitującym wokół gazowego olbrzyma w układzie słonecznym z błyskającym w indygo spektakularnym pulsarem. Pamietacie "Nowe wspomnienia z przyszłości" Danikena ? Tak jest "grafik" bodowy kosmicznych stacji, orbitalnych atrakcji turystycznych i klinik na ksieżycu ! Dawno minęły dziesięciolecia od tamtych czasów a nadal skaczemy jak pchła po psie w kosmos "siemiorką" z czasów technologii lampowych.

Wiem, naiwne to i głupawe. Ale tylko z pozoru. Z wielką chęcią bym bardziej rozważnie, poważnie i rzeczowo rozwinął większość tych myśli, co zresztą jest moim życiem od dobrych 20 lat. Nie dlatego by błyskać odznakami w celah zwabienia samicy i podpompowania elektroatu ( jestem anonimowym głosem tylko ). Zależy mi bardziej na usunięciu mojej persony z proponowanych myśli i odrobiny samokrytyki w wielu zabiegach i działaniach. Gdyż właśnie to powoduje rezygnację wielu. W tym mnie. Gdyż mnie bardziej interesuje jak zastosować i czerpać konkretne korzyści TU i TERAZ z wiedzy, którą tak cenimy i nie tracić czasu na rzeźbienie utopii. Zdaje się, że rzeczywistość zastanie większość z mocno zmacerowanym dłońmi w nocniku gdy ta dopadnie naszą deprawację kolektywnego ego, które jak spojrzeć na wiecznie reformatorski trend naprawiania tego co od początku nie działało za pomocą narzędzi będących częścią niedziałającej maszyny. Paradoks, typu bitcoin - to ma być odpowiedź na obecną fiducjarną politykę monetarną. O tempora o mores coż za ślepota i krótkowzroczność ! Nikt nie pomyślał, że może monetaryzm, już niekoniecznie czy dobry czy zły w dalszym ciągu bazuje na nieświadomym założeniu, że prawo do posiadania jakiejkolwiek własności stanowi problem i przeszkodę by spojrzeć, że tu się kryje "demon" a nie w formie pieniądza jako takiego. Mało kto ma dziś odwagę brać do serca fundamentalnie inne podejście do aktu posiadania, które jest jedną z iluzji ego. To jednak także w zapędzie obłąkańczej ekonomii zasobowo-władczej dopadnie nas już niebawem i tylko głupcy myślą, że skor 21.12.2012 mamy "już za sobą" to nic nam nie grozi. Kto dziś jeszcze widzi jak kolektywne ego ludzóści zwyczajnie oślepło na swoją deprawację, która uniemożliwia już w tym szumie i chaosie jednostronnych opinii ujrzeć, że istnieją rozwiązania, ale niestety z perspektywy ego są one przerażające. No cóż. Nie ma jak stary dobry solidny lęk przed śmiercią, którym to wszystko jest podszyte od wyjścia z przysłowiowego edenu.

Ale cóż, to już zupełnie inna bajka...


_____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Tym razem błędów nie sprawdzałem. Więc przepraszam za chaotyzm i ew. orto i grama. Czas, czas, czas. Który nie istnieje o ironio.

Zdrowa reakcja gdy się zastanowić:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=n5WasFLSVBo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=n5WasFLSVBo</a>

a okiem dziecka czasem forumowe dyskusje przypominają to:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=x-zT0jWkBpg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=x-zT0jWkBpg</a>

Ale co ja tam wiem...Ja tylko jestem zwykłym łowcą nagród za co zapłacę niebawem cenę życia... Jak to w filmie bywa..

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=M7a4woFLYLE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=M7a4woFLYLE</a>
« Ostatnia zmiana: Styczeń 13, 2013, 09:07:57 wysłana przez Acidizer69 »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #105 dnia: Styczeń 13, 2013, 11:12:14 »
chrumtataj - na tym polega wyscig szczurow (rat race), ze w rezultacie, gdy wypstrykaja sie juz z energii zauwaza, ze tak wlasciwie to caly czas biegaly za wlasnymi ogonami.
Fascynacja sensacjami minela, materialy przekopiowane, potlumaczone i usegregowane dzialami. I co dalej?
Nastala - nuda!
Odnosze wrazenie, ze wymagasz od innych zabawiania blyskotliwa wiedza. Wlasnie taka, ktora sprzedaja na kilogramy w calym necie i mediach. Tanim blichtrem, bo malo kto zna sie na podstawach fizycznych, mat. chem geograficznych i informatycznych.
Zarzucasz, ze forum zeszlo na poziom niemowlecy, a sam obejrzales, jakie Ty wypisywales posty? I masz do tego prawo, widac potrzebujesz tej wiedzy i zachecam do uzupelniania, na nauke nigdy nie jest za pozno!

Acidizer69
Cytuj
Jestem bydle to prawda i jak byłem mały łapałem dwie mrówki, jednej odrywałem czułki, wrzucałem do szufladki pudełka zapałek i obserwowałem bratobójcze walki na śmierć i życie. Dlatego jestem samotny i zdaję sobie sprawę, że mój własny fanatyzm we wtykaniu kijów w mrowiska czyni mnie nieznośnym, okrutnym, bezwzględnym i przekornym kontrastowiczem - ktoś to musi robić by dupska nie dostawały hemoroidów od spoczywania na laurach. W wielkim skrócie: Jak demokratyczna większość jest na Tak to ja na Nie. Dla samego faktu, że tak też można. Tutaj kwitnie mój ogród próżności gdy obserwuję z pozoru niewidoczne, ale korzystne efekty niszczenia i ucinania głów aż poleje się kryw.

To typowe zachowanie dewiacyjne. Rodzaj ciezkiej depresji. Atawizm. Mam znajomego, ktory byl kiedys taki jak opisales wyzej, teraz jest zupelnie nowym osobnikiem, lubie z nim rozmawiac. Ale tez mialam kiedys chlopaka, ktory popelnil samobojstwo, objawy byly wlasnie takie, ktore odczytuje u Ciebie.
Dlatego pozytywnie odbieram Twoj obszerny post jako chec espiacji, nawrocenia, dolaczenia do "zywych", a innymi slowy oczyszczenia.

Co do checi na spacer z AK-47 to okazji jest cala masa przed Toba! Moze akurat z innym modelem i w innym lesie, ale np. Legia Cudzoziemska przyjmuje do 40 lat! A Ty jeszcze nie osiagnales tego wieku (czytalam w profilu). Obejrzyj jaki ciekawy kodeks maja legionisci - jeden z punktow to "zawsze jestes kawalerem".
No i mozesz nawet studia ukonczyc.

Cytuj
Gorąco polecam spojrzeć na metody naukowe, religie, ezoteryczne odpowiedniki i zadać sobie pytanie czyż właśnie to nie skutkuje jakże często tą właśnie arogancją i fanatyzmem ? Już nie wspomnę, że to wybitnie jest widoczne w wielu branżach wiedzy jak medycyna gdy wybitny specjalista od cytologii czy onkologii jest tak wyspecjalizowany, że popełnia trywialne błędy.

Tak. Masz racje, ale dziala na zasadzie zaskoczeni, ataku i zastraszenia. To sa narzedzia mocy - strach przed utrata czegos.

Cytuj
Jaka jest różnica z punktu widzenia efektów, skuteczności pomiędzy wiarą w gniew Zeusa a wiarą w elektryczność w ujęciu znanym od czasów Faradaya i Maxwella ?
Zalezy od pozycji obserwatora. Ja wybieram jednak klatke Faradaya (gdy Zeus zacznie szalec).

Cytuj
Bioderkiem w lewo z prawą ręką nad głową tłumacznone na "mam owocną owulację i zostało tobie 48 godzin na jej spożytkowanie".
U ludzi dochodzi jeszcze wazny czynnik "czy ten spermodawca jest dobrym materialem na ojca, czy zadba o potomstwo".

Cytuj
Każda armia uzurpuje sobie wyłączność do posiadania cennego artefaktu i uważa swoje metody za najskuteczniejsze. W rezultacie bezpośrednie otoczenie zamku zamienia się w prawdziwy chaos gdyż w międzyczasie armie walczą także ze sobą i nie przebierają w środkach i nie wahają się odwrócić maszyny by skierować je już nie w kierunku zamku a armii wroga. Niektóre armie przyjęły strategię polegającą na wyeliminowaniu wpierw wzystkich armii ( ewaneglicy ?   , Islam ?) tak by jako jedyna, która ostała się na polu bitwy w końcu opanować zamek.
Zycie to walka wlasnie. Nie ma w tym zadnej tajemnicy. Zwykla fizyka.

Cytuj
Wiem, naiwne to i głupawe. Ale tylko z pozoru. Z wielką chęcią bym bardziej rozważnie, poważnie i rzeczowo rozwinął większość tych myśli, co zresztą jest moim życiem od dobrych 20 lat. Nie dlatego by błyskać odznakami w celah zwabienia samicy i podpompowania elektroatu ( jestem anonimowym głosem tylko ). Zależy mi bardziej na usunięciu mojej persony z proponowanych myśli i odrobiny samokrytyki w wielu zabiegach i działaniach. Gdyż właśnie to powoduje rezygnację wielu. W tym mnie. Gdyż mnie bardziej interesuje jak zastosować i czerpać konkretne korzyści TU i TERAZ z wiedzy, którą tak cenimy i nie tracić czasu na rzeźbienie utopii.

No i bardzo slusznie, ze okresliles sie. Moze znajda sie forumowicze, ktorzy podejma paleczke i fachowo podyskutuja z Toba, widac, ze potrzebujesz tego. Zawsze myslalam, ze wlasnie kontkat via fora publiczne to rodzaj rozmowy, a nie nudnych wykladow i balwochwalczych przepychanek, kto wiecej wzorow na pamiec wkuje, albo co jeszcze lepsze ile przekopiuje z neta°°.

Trudno mi bylo odniesc sie do kazdego zdania, wybralam te, nieprzypadkowo. Odczulam, ze dryfujesz swiadomie lub intuicyjnie w kierunku filozoficznym, szukasz odpowiedzi na zyciowe pytania. Poruszasz zagadnienia ezoteryczne i wlasnie tu spotykamy sie pod wspolnym mianownikiem. Bo ja interesuje sie tymi tematami od niedawna, zauwazylam, ze aby zrozumiec dzialanie mechanizmu ezo trzeba znac swieta geometrie, stad moja obecnosc tu.

Wszak jestesmy wszyscy zeglarzami.

Wiec do zobaczenia w kolejnym porcie :oczko:





Offline chrumtataj

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #106 dnia: Styczeń 13, 2013, 11:44:46 »
chrumtataj
Odnosze wrazenie, ze wymagasz od innych zabawiania blyskotliwa wiedza.
Złe wrażenie.
Zarzucasz, ze forum zeszlo na poziom niemowlecy, a sam obejrzales, jakie Ty wypisywales posty?
Zacytuje proszę albo podaj linki, będzie mi łatwiej się odnieść.

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #107 dnia: Styczeń 13, 2013, 12:17:42 »
Voila!

http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,1206.msg8589.html#msg8589
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,1208.msg8360.html#msg8360
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,1228.msg8577.html#msg8577

 :buziaki:

edit:

I jeszcze taki wpisik z watku "w sieci wilka"

Ten fragment skojarzył mi się z wypowiedzią Bena Richa z Lockheed:
Kiedy Rich został spytany jak działa napęd UFO, odpowiedział pytaniem: "Jak działa ESP?" Rozmówca odpowiedział: "Wszystkie punkty w czasie i przestrzeni są połączone?" A Rich: "Tak właśnie działa napęd!"
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,500.msg3971.html#msg3971

P.S. pragne tylko przypomniec, ze pisalam o topologii i teorii grafow wielokrotnie.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 13, 2013, 13:35:43 wysłana przez Leszek »

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #108 dnia: Styczeń 13, 2013, 12:54:24 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=qH1VOy7HKRs" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=qH1VOy7HKRs</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #109 dnia: Styczeń 13, 2013, 13:10:00 »
Dolaczam do funclubu "The Big Bang Theory" :oczko:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=qGItZ3Yh7nc" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=qGItZ3Yh7nc</a>


Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #111 dnia: Styczeń 14, 2013, 21:40:00 »
swoją drogą Leszku wywaliłeś z tego forum  za mniejszą agresje werbalną naszego kolegę niż piszący tu sasq i lady ,dziwne to jest troche
Michał, w całej historii tego forum zostały zbanowane 3 osoby, a ta która pewnie masz na myśli sama poprosiła jakiś rok temu o zamknięcie jej konta. Poza tym kwestie związane z oceną wypowiedzi są bardzo subiektywne. Piszesz że coś jest agresywne, inni, że tego nie widzą etc. Byłoby łatwiej się dogadać, gdybyś odpowiadał na pytania na PW, kiedy chce się wyjaśnić pewne rzeczy ;) To było kiedyś. Teraz naprawdę nie mam czasu na pisanie i czytanie forum, a już tym bardziej na roztrząsanie spraw jak powyżej. Trzymaj się ciepło!
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2013, 21:41:40 wysłana przez Leszek »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #112 dnia: Styczeń 14, 2013, 22:11:02 »
@Acidizer
Dzięki za przesłanie swojego... strumienia świadomości. Niezła jazda, można by z tego strumjienia czerpać wiadrami i analizować zawartość każdego z nich, ale wiesz co? Jasne, że można i tak, można patrzeć na różne sposoby, ale dla mnie istotniejsze jest pytanie o przyczynę "ssania" - tego co pcha ludzi do określonego sposobu przeżywania/doświadczania świata. Dla mnie jest to zawsze pewien brak - im głębiej czujesz i myślisz, tym częściej lądujesz w klimatach egzystencjalnych, które "podlewasz" filozofią czy antropologią i różnymi eksperymentami z percepcją.
Jasne, że są różne ścieżki, różne kultury, filozofie,  religie, szkoły duchowe, etc, Z perspektywy jednostki możesz nimi żonglować, gdy masz dobry styk albo jesteś wręcz zanurzony w Całości. I ok, to daje power i napęd do tworzenia. Niemniej weź pod uwagę, że jest to tylko jeden z wielu sposobów doświadczania świata. Jeśli jest on dobry dla Ciebie, nie oznacza to, że jest OK dla innych.

W szerszym planie - trzeba naprawdę dobrze znać naturę człowieka, aby wartościować kultury ze względu na dobro całych społeczności czy dobro ludzkości. Przypominasz mi mojego kumpla, z którym kiedyś poruszaliśmy się w podobnych, omnipotentnych i twórczych klimatach (także muzycznych ;) ) Wysnuliśmy sobie w czasie pewnej rozmowy tezę, że najlepszym "pomysłem ludzkości" na sensowne zagospodarowanie ludzkiej duszy jest przesłanie miłości z Nowego Testamentu. I wiesz co? Zaczęliśmy doceniać miłe małe gniazdka, które ludzie tkają sobie z nici tejże miłości. Wcześniej miałem alergie na takie klimaty, na te "małe ciepłe gniazda", bo dusza krzyczała i chciała łapać za rogi cały świat, ba całe wszechświaty, które wyrzucało się z siebie całymi garściami... No, ale co tam...

Pisałem CI na PW, że "o tym i o wszystkim" można pisać w nieskończoność i dlatego lepiej pogadać...

Z tego co napisałeś w dwóch swoich postach, można by utworzyć cały odrębny dział na forum... i roztrząsać tam różne zagadnienia, ale wiesz co? Ja nie mam już tego "ssania od wewnątrz". Zwłaszcza tego egzystencjalnego... Wynika to w przeważającej mierze ze znalezienia stanu, w którym "dobrze się czujesz i spełniasz się w całej swej istocie, w całej swej głębi". To stan jakościowo inny - taka swoista "magia codzienności", która potrafi zauroczyć swoją prostotą i płynącą z niej radością istnienia, która w sposób naturalny zabarwia wszystko wokół :) I co ciekawe masz poczucie, że o to właśnie chodzi w tym genotypie.. I nie ważne teraz czy ktoś przy nim majstrował czy nie, bo tak naprawdę to czym się różni podróżowanie zjeżdżalnią w aquaparku od podróżowania markabą przez różne wymiary wszechświata?  zeby Czy to coś w Tobie zmienia? Masz doświadczenie innej skali i całości, ale to samo możesz poczuć chłonąc wschód/zachód słońca... ;)
Hehe, kiedyś grałem gościnnie w pewnym zespole. Chłopaki, co chwile robili przerwę na skręta, aby "złapać wenę" Proponowali mi udział we "wspólnocie ducha"  :D ale odmawiałem sugerując im, aby pili z kielicha "poezji wschodu i zachodu Słońca".

Ok, sorry za te kilka luźnych myśli. Wrzuciłem tu linearnie  ;) kilka z nich, mając w pamięci to, co utkwiło mi w głowie z lektury twoich postów sprzed dwóch dni. Reszta -jakby co -  do opowiedzenia żywym słowem  :oczko:
Pozdrawiam!
« Ostatnia zmiana: Styczeń 15, 2013, 10:33:56 wysłana przez Leszek »

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #113 dnia: Styczeń 15, 2013, 12:39:17 »
Cytuj
Współczuję FairLady. Sarkazm i żarty brane za dewiację ! No cóż , faktycznie nic tu po mnie skoro poświęca się tyle uwagi i czasu osobie, która w poczuciu humoru widzi zboczenie... Poniekąd masz odpowiedź dlaczego od czasu rozwodu...

Wykopiowalam ze "smietnika", sam wstawiles?

Acidizer - to nie tak, ja widze wolanie o pomoc! Ciekawe, ze znam pare takich przypadkow i ... niestety konczyly sie samobojstwem, lub proba.
W przypadku tego czlowieka, mlodego chlopaka, ktorego znalam przebieg wydarzen wygladal tak:
Kompleks urodzenia (prowincja), brak erudycji u rodzicow, wstydzil sie rodzicow (choc bardzo fajni, prosci ludzie), ucieczka w wyzsze stany przezywania, muza, alkohol, etc., depresja, czyli caly swiat jest winny, ze ja jestem nieszczesliwy.
Ale co najistotniejsze zaczela sie z tego rodzic hydra, zaczely sie manifestowac zyczenia, pojawila sie agresja i chec mierzenia z mozliwym. Polegalo to np. na naruszaniu wszelkich regul gry, rzucaniu niedopalkow papierosow na podloge, wylewaniu celowemu napojow na dywan, czynieniu malych zlych kroczkow, na zasadzie a co mi zrobicie, gdy posune sie jeszcze dalej. Rzut rozpaczliwy w seks - dwie kobiety jednoczesnie w ciazy! Wow!
 Do tego doszlo opetanie przezywaniem smierci. Fascynacja powiesciami, w ktorych szczegolowo opisywane byly fazy odchodzenia...
I w koncu sam napisal list pozegnalny i odszedl.

Czy musial? Nie. Byl nieszczesliwy, i nikt jakos nie potrafil mu pomoc, a on moze chcial sobie zwyczajnie pogadac. Dlatego o tym pisze, aby odciagnac od takich mysli, i naprowadzic na nowe jasniejsze i weselsze.

Leszku to nie sa sprawy blahe, lecz wazne, ktos gdzies jest samotny, zrozpaczony i ma destruktywne mysli, wscieka sie na innych, za zlo, ktore go otacza, bo sam je przyciaga, i szuka winnych.
Wiec niech bedzie mozliwosc wyrzucenia z siebie tego balastu, tak ja to widze i dobrze, ze Acizider to zrobil.

Pozdrawiam!



Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #114 dnia: Styczeń 15, 2013, 13:13:17 »
Sorry, że przerywam, ale co to wszystko ma wspólnego z tematem tego wątku? o_O
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #115 dnia: Styczeń 15, 2013, 13:39:30 »
Zupelnie prosta odpowiedz.
Tylko na tym watku odzywaja sie jeszcze forumowicze do siebie, choc narzekaja niektorzy, ze mierny poziom, przedszkole, ba! nawet zlobek, a nawet "agresja" :zdziwko:, wiec SasQ nie dziw sie, ze tam gdzie jest ruch, zycie, cos sie dzieje przyciaga magnetycznie uwage pozostalych, czyli rozkreca, jak ten duch, ktory napedza energetycznie ten motor wszechswiata.
Ludzi ciagnie do ludzi, czy to zle?
A Leszek moglby "odessac" sie i przeniesc dyskusje w inne miejsce. Chyba nie wielki to problem. :serduszka:
Cytuj
Z tego co napisałeś w dwóch swoich postach, można by utworzyć cały odrębny dział na forum... i roztrząsać tam różne zagadnienia, ale wiesz co? Ja nie mam już tego "ssania od wewnątrz".

Nie gniewaj sie mod, to tylko taka mala dygresja.  cmok

Acidizer69

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #116 dnia: Styczeń 17, 2013, 20:09:47 »
Nawet jeśli ten offtop poleci do kosza to i tak treść będzie się nadawała do przeczytania ( zapewne już leci do śmietnika i OK, ważne że będzie i przetrwa na wysypisku - wystarczy podnieść ).

Cytuj
Współczuję FairLady. Sarkazm i żarty brane za dewiację ! No cóż , faktycznie nic tu po mnie skoro poświęca się tyle uwagi i czasu osobie, która w poczuciu humoru widzi zboczenie... Poniekąd masz odpowiedź dlaczego od czasu rozwodu...

Wykopiowalam ze "smietnika", sam wstawiles?

Acidizer - to nie tak, ja widze wolanie o pomoc! Ciekawe, ze znam pare takich przypadkow i ... niestety konczyly sie samobojstwem, lub proba.
W przypadku tego czlowieka, mlodego chlopaka, ktorego znalam przebieg wydarzen wygladal tak:
Kompleks urodzenia (prowincja), brak erudycji u rodzicow, wstydzil sie rodzicow (choc bardzo fajni, prosci ludzie), ucieczka w wyzsze stany przezywania, muza, alkohol, etc., depresja, czyli caly swiat jest winny, ze ja jestem nieszczesliwy.
Ale co najistotniejsze zaczela sie z tego rodzic hydra, zaczely sie manifestowac zyczenia, pojawila sie agresja i chec mierzenia z mozliwym. Polegalo to np. na naruszaniu wszelkich regul gry, rzucaniu niedopalkow papierosow na podloge, wylewaniu celowemu napojow na dywan, czynieniu malych zlych kroczkow, na zasadzie a co mi zrobicie, gdy posune sie jeszcze dalej. Rzut rozpaczliwy w seks - dwie kobiety jednoczesnie w ciazy! Wow!
 Do tego doszlo opetanie przezywaniem smierci. Fascynacja powiesciami, w ktorych szczegolowo opisywane byly fazy odchodzenia...
I w koncu sam napisal list pozegnalny i odszedl.

Czy musial? Nie. Byl nieszczesliwy, i nikt jakos nie potrafil mu pomoc, a on moze chcial sobie zwyczajnie pogadac. Dlatego o tym pisze, aby odciagnac od takich mysli, i naprowadzic na nowe jasniejsze i weselsze.

Leszku to nie sa sprawy blahe, lecz wazne, ktos gdzies jest samotny, zrozpaczony i ma destruktywne mysli, wscieka sie na innych, za zlo, ktore go otacza, bo sam je przyciaga, i szuka winnych.
Wiec niech bedzie mozliwosc wyrzucenia z siebie tego balastu, tak ja to widze i dobrze, ze Acizider to zrobil.

Pozdrawiam!

Teraz proponuję mały eksperyment. Powyższą charakterystykę, włączając w to co następuje:

- sadysta
- dewiant
- frustrat
- człowiek w głębokiej depresji z myślami samobójczymi
- z kompleksem przodka, pochodzenia i środowiska z jakiego się wywodzi
- nienawistny neurotyk
- skłócony z życiem i nienawidząca własnych rodziców wirtualna sierota
- alkoholik

i dokonaj całkowitej inwersji znaczeniowej i faktologicznej.

W ten sposób uzyskasz zbiór cech charakteryzujących życie pewnej osoby, który stanowi idealny przykład jak sfery domysłów skażone szkołą freudowskiej psychoanalizy dają rezultat, który z kolei stanowi doskonałe potwierdzenie roboczej tezy o narastającej patologii komunikacji w dobie łącz cyfrowych.

Faktycznie strach pomyśleć ( zabawne stwierdzenie czyż nie ? ), jak wiele innych nieporozumień, założeń i spekulacji stanowią fundament całej masy interpretacji, przemyśleń i kierunków wglądu prezentowanych tutaj i z racji prawdopodobieństwa na innych forach.

Serdecznie dziękuję za te kilka lat niezwykle cennej nauki, prowadzącej do tego oto momentu, w którym został osiągnięty bardzo ważny dla mnie cel jakim jest poznawanie natury istnienia i istoty świadomości, języka, dwustronnej relacji z rzeczywistością. Z pewnością jest to dla mnie cenny materiał gdyż pozwolił mi właśnie potwierdzić wiele tez oraz zrewidować wiele innych. Ponieważ załamanie się komunikacji na tym przykładzie prowadzi do konkluzji, że ze sporym prawdopodobieństwem ( co także stanowi materiał obserwacyjno-doświadczalny ) miało to miejsce także na słynnym forum DI, niestety dalsze próby jej nawiązania są niemożliwe a nawet szkodliwe.

W związku z tym życzę wszystkim powodzenia w realizacji marzeń, statutowych zamierzeń, budowania właściwych i kompatybilnych z własnym interface'm relacji ( kiedyś próbowano przetłumaczyć jednym słowem interface: "międzymordzie"  ;) ) oraz jak zwykle w naszej tradycji to ma miejsce szczęścia, zdrowia i pomyślności.

Jest mi tylko przykro, że właśnie wyraźnie ujawniający się w moim postrzeganiu bardzo wyraźny wniosek, jak zdeformowany, odbiegający od rzeczywistości i jak wspomniałem oparty na sferze domysłów obraz odbierany przez potencjalnie każdą osobę na drugim końcu łącza, całkowicie eliminuje możliwość przyjęcia stosownej strategii postępowania i kreowania wypowiedzi w stosunku do pozostałych. Po prostu i łopatologicznie, mogę się tylko domyślać jaki obraz mojej osoby w takim razie mają ci, którzy nie uczestniczyli w "rozmowie". Zapewne i nie dziwi mnie to musi być żałosny widok.

Idę się upić, pobić ojca i opluć matkę, spalić dwadzieścia mrowisk i poczytać Necronomicon by w krótkim czasie powiesić się na jednym z drzew w pobliskim parku, nago i otoczonym płąnącym napisem na śniegu HELP! wykonanym z wykradzionych opon z parku samochodów fundacji "pomocna dłoń" w smrodzie zbieranych przez ostatnie trzy miesiące stert kocich zwłok by zrobić z tego lokalne i medialne widowisko.

Drogi Leszku nie oczekuję skasowania konta. Byłoby to z mojej strony dosyć korzystne cobym nie miał okazji ulegać znowu swojej próżności i robić niepotrzebny ferment. Co nie powiem to i tak jest zawsze rozumiane nie tak jak chciałem więc po co dawać okazję dewiantom paranoikom.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=oyAb8XEFtuE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=oyAb8XEFtuE</a>

Nie powiem na koniec trzymajcie się... wszyscy sobie na okrągło życzą "trzymaj się !", i jakoś się wszyscy trzymają... tylko czemu tak wiele osób nie może tego wytrzymać ?

Pa !

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=fbMv9O5132s" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=fbMv9O5132s</a>

Fair Lady

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #117 dnia: Styczeń 18, 2013, 20:17:14 »
Pozwole sobe odpowiedziec krotko.

1. MY mamy swoje figury - np.



2. Wilk (trzymaj sie!)  :super:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=BnqZSwh8EPs" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=BnqZSwh8EPs</a>

3. Bo na polskim forum chce polskiego uczyc sie! :tuptup:
"Nichaj narodowie wrzdy postronni znaja, iz POLACY nie gesi, iz swoj jezyk maja".
« Ostatnia zmiana: Styczeń 18, 2013, 20:23:20 wysłana przez Fair Lady »

Offline migoku

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Pracownia Rękodzieła Fenome
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #118 dnia: Kwiecień 09, 2013, 03:12:27 »
Wznowiłem edukacje polegając na wiki - szaleństwo przybliżać tym matematykę.
Lezie o geometrie http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Geometria te + rodzaje jakich tam nie wymienili zechce mieć w jednym widoku.
Możemy stworzyć mapę po tym świecie? To zapytam od czego zacząć poznawać geometrię? Patrzcie.

Każdy człowiek może opisać swój świat wewnętrzny tylko w swoim wewnętrznym języku i tylko on jest tworzywem, z którego możemy budować nasz własny świat, tylko ten język naprawdę rozumiemy.
Cały ludzki system pojęciowy ma naturę metaforyczną. Kognitywna teoria metafor wskazuje że zdolność pojmowania doświadczeń za jej pośrednictwem jest kolejnym zmysłem. Znajdujemy nim precyzję w porozumiewaniu i głębszą relację. Ten instrument, łatwo też poddaje się zakłóceniom obcego błędu tkwiącego w języku.
Zewnętrznie jawi się niezgodność między obiektywną realnością a naszą rzeczywistością. Wszak wewnętrznie angażuje nieświadomy konflikt między instancją ego a id i superego. Mechanizm lustra rujnujący metabolizm informacyjny, kojarzycie? Ale to już szeroki temat absorbujący lingwistyką przy czym wspomnę o badaczu co w szpitalu konstruował hipotezę o języku bardziej pierwotnym niż matematyka bazującym na układzie nerwowym - nie zdążył.
Relatywność to największy dar od Boga, może być sztuką.
Gdy ktoś widzi samochód fascynuje się jego osiągami, inny wyglądem, ktoś docenia zwyczajnie funkcjonalność a ktoś burzy się na jego zanieczyszczenia. Jednych raduje zachód słońca a innych smuci.
Socjologowie dowodzą że nie ma psychologii człowieka normalnego, odnoszącego się do całej ludzkości. Prawda, jednak w świecie jak i w nas istnieje absolutna wiedza którą reprezentuje 13 systemów wiedzy.
W geometrii wyłania się ta wyższa sztuka. Jest jak podręcznik - czytający zrozumiawszy treść odbiera te same odczucia które zamierzał przekazać autor.
Wasza widzę jest "pewnym" budulcem z którego wyłania się uniwersalny opis świata a w rzeczy samej to rzeczywisty składnik świata formalnego.
Miażdżenie figur jak i sporządzanie skryptów układanki do nas należy.

Widzicie w tym metody nakreślania nowych dróg prowadzących świadomość, nowy przedmiot edukacji?
Chętnie bym popracował nad nią ale potrzebuje jakiegoś wprowadzenia, materiałów by zacząć rozumieć więcej.

Chcę kompaktować wiedzę jak w tych ks:
Coveney P., R.Highfield - Granice Złożoności
Appel-Guery - Wiedza unitarna wnętrza wszechświata
Ciesielski Krzysztof, Pogoda Zdzisław - Diamenty matematyki

tworząc miejsce czyste dydaktycznie dla truesekkerów.

Na koniec bardzo polecam ten odjazdowy wykładzik dający perspektywę ujęcia nauki:
http://www.youtube.com/watch?v=Y3hcfNqGZdg&list=SP7EDFA0815E3B25D9

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #119 dnia: Kwiecień 09, 2013, 03:55:57 »
Chciałbym Ci coś odpisać, ale czytam czytam i kompletnie nie rozumiem o czym Ty właściwie piszesz i do czego zmierzasz, ani jakie jest pytanie :-/  Mam nadzieję, że chociaż Ty sam siebie rozumiesz.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #120 dnia: Kwiecień 09, 2013, 14:34:10 »
Cytat: migoku
Mechanizm lustra rujnujący metabolizm informacyjny, kojarzycie?

Ale….. widocznie ów mechanizm jest niezbędny, by zachować indywidualność osobniczą
oraz poznawczą. No bo wyobraź sobie, że nie ma lustra a wszelkie informacje są
absorbowane wprost, bez zwierciadlanych odbić.
Do czego to prowadzi?
Ano do jednolitego w odbiorze Wszechświata, do jednego rozumienia, do wielkiej unifikacji.
A tego byśmy chyba nie chcieli. A na pewno nie chciałyby tego nasze szacowne ega.
Jedna poprawna doktryna?  niet
To się nie utrzymuje zbyt długo i utrzymać nie da. Nawet Chińczycy to zrozumieli.
Koreańczycy też kumają, ale jeszcze za bardzo się boją. I strach trzyma ich w potrzasku,
strach powołał i utrzymuje Kim Dzong Una jako odbicie, odpowiedź na skumulowaną energię lęku.
Jak długo?
Myślę, że już niedługo. Bo prócz strachu są i inne energie w człowieku. Jest dobro, miłość, pokój,
bezpieczeństwo.
Te energie także korelują rzeczywistość. Jesteśmy jakby mediami w globalnym obrazie świata.
Siejemy na zewnątrz, to co wewnątrz. A to co wewnątrz bierze się z zewnątrz.
I się kręci poznawanie, kreowanie, metabolizm informacyjny.

A produkt wydalania?
Na szczęście przyroda (Wszechświat) ma siłę weryfikacji i odnowy.
Bo niewidzialny pierwiastek przenika wszystko, kodując. 
Zaś geometria?
To szkielet i układ nerwowy podtrzymujący zmaterializowanego ducha. Tak sądzę.
I chyba nie od niej należałoby rozpoczynać poznawanie.
Ale może się mylę?   ;D
Może najpierw to, co widoczne trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze?
Tylko, czy jest to uchwytne na tyle, by poznać naturę wszechrzeczy?
Czy mechanizm luster jest w tym pomocny?
W końcu, co dwoje oczu, to nie jedno. Więcej oczu daje relatywność spojrzenia.
Tylko komu?
Ach, ten Bóg! Mega socjolog…..  :-)
Mam nadzieję, że zdąży skonstruować doskonały system nerwowy w Klinice Wszechświata.
Byśmy mogli bez zaburzeń trawić informacje.
I by ‘stolec’ był pięknie ukształtowany. Wedle wszelkich reguł.
Również geometrycznych.

 :oczko:

Offline migoku

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Pracownia Rękodzieła Fenome
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #121 dnia: Kwiecień 11, 2013, 14:23:03 »
Sasq na to wychodzi, rozpoczynam problem z czym dla mnie jest problem.
Wybaczcie nieestetyczne  rozpoczęcie tematu =)

Igmana naświetlasz trafny wniosek z poza lustra, poza nim też zachowujemy te indywidualności, choć ciekawe jak wygląda tam wtedy nasz neurotyzm.
Fajne dociekanie zaczęłaś,
Składanie technicznym językiem pełni jest dla trusekkera ciężką pracą i korzystanie z geometrii przynosi dużo pożytku. To mnie teraz zastanawia, bo ona obejmuje nie tylko zewnętrze, więc badanie figury naszego postrzegania to indywidualna przygoda dająca przecież wiele odczuć.
Geometria tak? Rozłożyli ją na kategorię, konstruując różne wymiary w zależności od użytych modułów.
Możliwe że rozpoczniemy tu nowy wątek, chcę was czymś inspirować więc zbliża się pora na ciekawe badania.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 11, 2013, 14:24:35 wysłana przez migoku »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #122 dnia: Kwiecień 11, 2013, 14:35:03 »
No więc z czym masz problem?
Bo mam wrażenie, że już ze samym sformułowaniem problemu.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #123 dnia: Kwiecień 11, 2013, 16:33:22 »
Cytat: migoku
Wznowiłem edukacje polegając na wiki - szaleństwo przybliżać tym matematykę.
Lezie o geometrie http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Geometria te + rodzaje jakich tam nie wymienili zechce mieć w jednym widoku.
Możemy stworzyć mapę po tym świecie? To zapytam od czego zacząć poznawać geometrię?

Od czego zacząć?
Sądzę, że od siebie. Od własnego wszechświata, własnych myślo-uczuć albo uczucio-myśli.
Bo chyba nie da się tego rozdzielić.
To jest nasza geometria, niekoniecznie święta (w wąskim jej znaczeniu).  ;D

Jesteśmy pojedynczymi komórkami jednego organizmu. To, co wytworzymy sami myślą, uczuciem,
czynem oraz jak przetworzymy napływające treści z zewnątrz - konstruuje świat, Wszechświat.  
Jesteśmy zatem konstruktorami. Dobrze, jeśli świadomymi.

Czy minerały, rośliny, zwierzęta są nimi również?
Skoro są wpisane w świat, więc zakładam, że na jakimś tam poziomie są.
A efekty naszego tworzenia?
Pokazuje nam to świat i nasze jego odczuwanie.
I tu postawiłabym uczucie na pierwszym miejscu w dynamicznej zmianie Wszechświata.
Chyba nie muszę uzasadniać, dlaczego uczucie?  :D

Tak więc poznając geometrię własnych uczuć i myśli, poznajemy przestrzeń w której funkcjonujemy.
Poznając jak wpływamy na modyfikację tejże przestrzeni, odkrywamy zasady jej funkcjonowania.
Niektórzy wznoszą się na najwyższy stopień abstrakcji i próbują opisać to językiem matematyki.
Niemniej jednak, to tylko opis tego, co żywe w nas.
Język nigdy nie stanie się treścią, chociaż umożliwia poznanie treści.
No i dobrze gdy język jest jeden, ponad lustrami.
A ten, kto go perfekcyjnie opanuje, rozpozna odbicie od pierwszej zasady.

Tylko gdzie ta zasada?
I co, jeśli każda jest pierwszą?

Ot, meandry edukacji!
Topografia układu scalonego….. chroniona boskim patentem….  :-)

To pa  :oczko:
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 11, 2013, 16:49:22 wysłana przez Igmana (ptak) »

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #124 dnia: Kwiecień 11, 2013, 18:19:19 »
To zapytam od czego zacząć poznawać geometrię?

Najlepiej zaczyna się oczywiście od początku. A najlepszym początkiem dla studiowania geometrii jest pewien starożytny "bestseller", który jeszcze do niedawna był na drugim miejscu po Biblii Tysiąclecia: mianowicie "Elementy" Euklidesa. "Chumanistom" i wzrokowcom polecam wersję ilustrowaną Olivera Byrne. Ewentualnie jeśli ktoś nie boi się większej ilości tekstu, niż mieści się na ekraniku smartfona, i chciałby trochę bardziej szczegółowych wyjaśnień, można jeszcze zajrzeć do wersji Williama Trollope'a.

Od czego zacząć? Sądzę, że od siebie. Od własnego wszechświata, własnych myślo-uczuć albo uczucio-myśli.

Byle tylko nie utonąć w tym zapatrzeniu w samego siebie.
Gdyby Bóg mógł zrozumieć siebie samego zaglądając w swoje wnętrze, nie musiałby stwarzać świata jako lustra, w którym się odbije. Oko nie może zobaczyć samego siebie. Teoria i wiedza to jedno, a praktyka (czyli doświadczenie) to drugie. A doświadcza się raczej tego, co na zewnątrz.

Jesteśmy pojedynczymi komórkami jednego organizmu.

Prawda.

To, co wytworzymy sami myślą, uczuciem, czynem oraz jak przetworzymy napływające treści z zewnątrz - konstruuje świat, Wszechświat.  
Jesteśmy zatem konstruktorami. Dobrze, jeśli świadomymi.

To stwórz mi wąsy, swoimi myślami. Takie w stylu Fu Manchu ;-J Możesz nawet świadomie ;-)

Czy minerały, rośliny, zwierzęta są nimi również? Skoro są wpisane w świat, więc zakładam, że na jakimś tam poziomie są. A efekty naszego tworzenia?

Jakiego "naszego"? Sorry, ale twierdzenie, że rośliny, zwierzęta, czy generalnie "otoczenie" jest stworzone przez Ciebie jest co najmniej mocnym nadużyciem, jeśli nie bluźnierstwem i skrajnym egocentryzmem. Co jeśli ja znajdę się w Twoim otoczeniu? Wtedy mnie też stworzyłaś? A co jeśli będę się upierać, że to ja stworzyłem to wszystko? W końcu jeśli Ty mogłaś, to i ja mogłem, wedle tej logiki. Prawda? ;->

Myślę, że jedyne, co mogłaś sobie stworzyć, to swoją własną "mapę" tego świata w swojej głowie, i swoją własną jego interpretację. Ale świat istniał tam na długo przed Tobą, i na długo po Tobie nadal będzie istniał. Jak sama stwierdziłaś, jesteś tylko częścią większej całości. I żaden skrajny egoizm tego nie zmieni.

Pokazuje nam to świat i nasze jego odczuwanie. I tu postawiłabym uczucie na pierwszym miejscu w dynamicznej zmianie Wszechświata. Chyba nie muszę uzasadniać, dlaczego uczucie?  :D

Nic nie musisz. Ale wypadałoby. Bo inaczej ja sobie stwierdzę, że na pierwszym miejscu należy stawiać rozum i też nie będę uzasadniał dlaczego ;-J (Choć wolałbym raczej stawiać rozum i uczucia, jak mawiał Bashar "Not this or that; this and that!" ;-J Jestem zwolennikiem harmonii i równowagi.)

Tak więc poznając geometrię własnych uczuć i myśli, poznajemy przestrzeń w której funkcjonujemy.

Możesz mi tak pokrótce wyjaśnić czym jest "geometria uczuć"? Pierwsze słyszę o czymś takim i podejrzewam, że to Twój własny wymysł ;-J

Niektórzy wznoszą się na najwyższy stopień abstrakcji i próbują opisać to językiem matematyki.

Dla mnie najwyższy stopień abstrakcji (w sensie oderwania od rzeczywistości, a nie generalizacji) to właśnie taka czcza gadanina o niczym, jaką ostatnio widuję na różnych forach ezoterycznych. W porównaniu z nią, ta znienawidzona przez wszystkich "chumanistów" matematyka jest konkretna jak skała. Jednak trzeba coś o niej wiedzieć, by móc dostrzegać ją w "skonkretyzowanej" formie w całym otaczającym nas świecie, w kwiatach, kamieniach, zwierzętach, cyklach przyrody, ruchach ciał niebieskich, relacjach międzyludzkich, ekonomii, prawach fizyki.

Niemniej jednak, to tylko opis tego, co żywe w nas. Język nigdy nie stanie się treścią, chociaż umożliwia poznanie treści.

Oj zdziwiłabyś się ;-)

Tak na boku polecam zapoznać się z panem Noamem Chomskym i jego teoriami na temat języka. Co prawda nie ze wszystkim, co mówi, bym się zgodził, a z paroma sprawami poszedłbym nawet dalej, niż on, to jednak dobrze pokazuje, jak język wpływa na rozumienie i postrzeganie świata.

A ponieważ jestem też programistą i znam kilkanaście języków programowania, oraz tworzę także jeden własny, to mogę pełną gębą stwierdzić, że język potrafi być treścią i tworzyć ją (kod źródłowy programu).

Jasne, że są pewne rzeczy, które język może jedynie nazywać, i nie może ich stworzyć (tzw. prymitywy, lub w matematyce aksjomaty). Ale należy też rozróżnić język jako notację od języka jako formy wyrazu. Matematyka jest swego rodzaju językiem, chyba nawet najbardziej uniwersalnym, ponieważ gada tym językiem cały Wszechświat i poprzez niego się wyraża. Ale to, co z reguły nazywane jest matematyką, to jedynie nasz własny, ludzki, sposób zapisu tego języka; wymyślona przez nas notacja. Gość z innej planety mógłby używać zupełnie innej notacji, niż my. Ale czy będzie to inny język? To, że inaczej zapisuje liczby, albo używa innych znaczków do oznaczania sumy, nie zmieni faktu, że to wciąż te same liczby i ta sama suma, jako idea, i będzie ona jednakowa w całym Wszechświecie.

Tylko gdzie ta zasada?

Tam, gdzie każda zasada: u podstaw ;->

I co, jeśli każda jest pierwszą?

To przeczy definicji pierwszości: pierwsza może być tylko jedna -- ta pierwsza ;-) Każda inna jest już następną. Podstawowa zasada może być i musi być tylko jedna, bo inaczej nie byłaby pierwsza. Całe drzewo wyrasta z jednego korzenia.

Ot, meandry edukacji!

Edukacja to zupełnie inna historia, i niewiele ma wspólnego z nauką, poznaniem czy zrozumieniem. To bardziej metody prania mózgu i wbijania ludziom znormalizowanego światopoglądu do głów.

Topografia układu scalonego….. chroniona boskim patentem….  :-)

Ę?
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 11, 2013, 18:23:35 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #125 dnia: Kwiecień 11, 2013, 21:33:31 »
@ SasQ

Nie sądzę, byśmy byli remedium na trudności Boga ze zrozumieniem siebie samego.
Myślę, że raczej jesteśmy odpowiedzią na jego uczucia, które się w nim zrodziły.  :-)

Czy potrzeba posiadania potomstwa wynika tylko z popędu? Czy może z szeroko pojętej miłości?
Popęd może być jedynie narzędziem do zapoczątkowanego przez KOGOŚ maratonu kreacji.
A lustra wspomagają nas w rozeznaniu własnych mocy kreacyjnych.

Doświadczenie jest procesem wewnętrznym, chociaż o konsekwencjach wykraczających poza
podmiot doświadczający. I mimo tego, iż tu i teraz wąsów Ci nie stworzę, to myślą mogę wpłynąć
na Twoją myśl, że sam zechcesz je zapuścić. Albo będziesz musiał, wskutek różnych okoliczności,
w których się znajdziesz za sprawą moich myśli i uczuć.
Możliwości jest mnóstwo.  

Często termin stwarzanie/kreacja jest zawężane w potocznym rozumieniu. Zakłada powstanie czegoś
z niczego, od razu jako gotowy produkt. I zapomina się, że stwarzanie może być powolnym procesem
modyfikacyjnym. Myśl i uczucie pełnią tu rolę programującą. Oczywiście w dużym uproszczeniu
i bez wnikania w szczegóły. Rozpracowaniu szczegółów, wyjaśnieniu jak to się dzieje służy nauka.
Ze swoim opisem, także matematycznym.

Tworzenie jest powszechne i nieuniknione. Wynika to z jedności wszystkiego, ze wzajemnych powiązań
oraz wpływów. Przecież wiele już na ten temat wiadomo.
Całe to forum o tym mówi. Sam to opisujesz w swoim języku.  :taaak:

Mój język jest trochę inny, mniej matematyczny, ale, czy mniej prawdziwy?
W końcu oddaje to, co widzi moje oko. A bezkresna świadomość, to niezliczona ilość oczu.
Nie upierałabym się zatem, że moje widzenie jest lepsze czy gorsze od Twojego. Jest po prostu inne.
Mające jednak wkład. Nawet oko mrówki wnosi wkład. Nawet pozbawiony oczu nietoperz wnosi wkład.
Chyba nie zaprzeczysz?
I co to ma wspólnego z egocentryzmem lub egoizmem?

Co do pierwszeństwa uczuć.
Uważam, że rozwój istot polega głównie na rozwoju ich wrażliwości uczuciowej.
Wrażliwość czyni z nas humanistów. Brak wrażliwości, to kierunek przeciwny.
Ale możesz mieć inne zdanie. Możesz to co piszę nazwać czczą gadaniną o niczym. Nie obrażę się.  :-)
Nawet za tych „chumanistów”.  ;)

I chociaż nie znam języka matematyki, chociaż operuję dużą dozą ogólności (dla niektórych zbyt dużą)
i przeskokami myślowymi, to nie znaczy, że moja wiedza nie ma potwierdzenia w matematycznym opisie.
Być może jeszcze nie wyprowadzono określonego wzoru?  ;D
Może czekamy na kolejnego matematycznego geniusza? Może właśnie z nim rozmawiam?
Chociaż on sam jeszcze o tym nie wie?  :taaak:

Zgadzam się, że język wpływa na zrozumienie.
Mimo to nie będę wgryzać się w matematyczne, czy fizyczne zawiłości.
Świat postrzegam głównie przez pryzmat uczuć, chociaż nie zawsze idą one w parze z rozumem.
Ale uczucia również są swego rodzaju językiem.
I również przez nie wyraża się Wszechświat, bo Wszechświat, to także my.

I to jest jedna z zasad. Nie ważne która.  ;D
Co decyduje o pierwszeństwie zasady, jeśli każda jest niezbędnym elementem układanki?  

No i jaki jest wzór na miłość?

No to pa  :-)
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 11, 2013, 21:35:47 wysłana przez Igmana (ptak) »

Offline Monika

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 77
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #126 dnia: Kwiecień 11, 2013, 21:46:48 »
Ale uczucia również są swego rodzaju językiem.
I również przez nie wyraża się Wszechświat, bo Wszechświat, to także my.
Uczucia mają też swoją logikę:  

"Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia."
- Yoda, mistrz Jedi
:-)

http://pl.wikiquote.org/wiki/Yoda

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #127 dnia: Kwiecień 11, 2013, 22:19:26 »
Uczucia mają też swoją logikę: 

"Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia."
- Yoda, mistrz Jedi
:-)

http://pl.wikiquote.org/wiki/Yoda

Zawsze można wyjść poza schemat. Po to mamy wolną wolę.  :-)

Offline Monika

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 77
    • Zobacz profil
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #128 dnia: Kwiecień 12, 2013, 13:40:33 »
Uczucia mają też swoją logikę:  

"Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia."
- Yoda, mistrz Jedi
:-)

http://pl.wikiquote.org/wiki/Yoda

Zawsze można wyjść poza schemat. Po to mamy wolną wolę.  :-)
Lepiej jest zauważać naturalną logikę uczuć... niż bardzo często ślepo wyzwalać się ze wszystkiego, aby tylko sobie lub komuś coś udowodnić.

Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #129 dnia: Kwiecień 12, 2013, 14:57:16 »
Zawsze można wyjść poza schemat. Po to mamy wolną wolę.  :-)

Jasne. Spoko. Możemy też z wolnej woli olać wszelką logikę i sens. Po to mamy domy wariatów :-P
Myślenie poza schematem to jeszcze mały pikuś. Co powiesz na myślenie wewnątrz komina? ;-J

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Zn8YrKnpbfA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Zn8YrKnpbfA</a>

Czy Ty potrafiłabyś myśleć wewnątrz komina? ;->

Wychodzenie poza schemat ma sens w przypadku, gdy już znasz ten schemat bardzo dobrze, rozumiesz go, i znasz jego ograniczenia. W przeciwnym razie to takie trochę "Zamienił stryjek siekierkę na kijek".
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #130 dnia: Kwiecień 12, 2013, 15:22:14 »
Cytat: Monika
Lepiej jest zauważać naturalną logikę uczuć... niż bardzo często ślepo wyzwalać się ze wszystkiego, aby tylko sobie lub komuś coś udowodnić.

Moniko, nie przeczę, że istnieje logika uczuć. Że jedno prowadzi lub może prowadzić do kolejnego.
Ale, czy naprawdę koniecznie musimy zapętlać się i przechodzić cały, wymieniony przez Ciebie ciąg?
Który w dodatku bardzo nas wyniszczy?

Ludzie są różni i jednym potrzeba mniej, innym więcej czasu by wyciągnąć wnioski z własnych doświadczeń.
Jedni latami nie mogą wyrwać się z tunelu, w który wpadają, inni w miarę szybko potrafią pozbierać się
i negatyw przekuć na pozytyw.
Niekoniecznie strach musi prowadzić do nienawiści oraz cierpienia. Można wcześniej coś z tym zrobić,
jeśli nie pozostaniemy bezwolni. I cóż złego w tym, że udowodni się sobie (lub nawet komuś) własną
moc kreacji lepszej dla siebie przestrzeni?
Wiem o czym piszę, bo niejednokrotnie wpadałam w różne wiry i potrafiłam w miarę szybko się z nich wydostać.
Wystarczyło pragnienie i mobilizacja sił.
Czasami niezbędna jest pomoc innych osób. Czasami jakiś impuls.

----------------

A domy wariatów?
Więcej wariatów egzystuje poza tymi przybytkami niż wewnątrz nich.  ;D
To tkwienie w schematach dławi i przyprawia o obłęd. Ale to już inna bajka.

Pozdrawiam serdecznie opozycjonistów  :-)


Ps. Tak się zastanawiam, co Was (Moniko i SasQ) drażni w moich wypowiedziach?  :taaak:
Chyba ma to związek z logiką lub jej brakiem? Bez wskazywania co u kogo…..  :oczko:

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 608
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #131 dnia: Kwiecień 12, 2013, 16:53:17 »
Cytat: Igmana (ptak)
Wiem o czym piszę, bo niejednokrotnie wpadałam w różne wiry i potrafiłam w miarę szybko się z nich wydostać.
Wystarczyło pragnienie i mobilizacja sił

Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia, cierpienie do mobilizacji sił, mobilizacja sił do ukojenia, ukojenie do spełnienia, spełnienie do stagnacji, stagnacja do strachu....


Offline SasQ

  • Moderator
  • Zaawansowany użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #132 dnia: Kwiecień 12, 2013, 18:08:18 »
Ale, czy naprawdę koniecznie musimy zapętlać się i przechodzić cały, wymieniony przez Ciebie ciąg? Który w dodatku bardzo nas wyniszczy?

Rozwiązaniem tego koanu jest nie bać się ;-) Wtedy cały łańcuszek nawet się nie rozpocznie.

Ludzie są różni i jednym potrzeba mniej, innym więcej czasu by wyciągnąć wnioski z własnych doświadczeń.

Mówią, że mądrość przychodzi z wiekiem. Niestety dla wielu ludzi jest to wieko od trumny :-P

A domy wariatów? Więcej wariatów egzystuje poza tymi przybytkami niż wewnątrz nich.  ;D

Oj prawda, święta prawda ;-)

To tkwienie w schematach dławi i przyprawia o obłęd.

OK, więc czym dla Ciebie są te schematy? Jak dobrze je zgłębiłaś? Skąd wiesz, że myślisz poza schematem? (Zwłaszcza, gdy wiele ludzi twierdzi, że robi tak samo ;-) czy to nie czyni z tego "myślenia poza schematem" kolejnego schematu? ;-J )

Ps. Tak się zastanawiam, co Was (Moniko i SasQ) drażni w moich wypowiedziach?  :taaak:

A skąd w ogóle pomysł, że drażni? ;->

Chyba ma to związek z logiką lub jej brakiem?

W dużej mierze. (Przykład powyżej.)
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Acidizer69

  • Gość
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #133 dnia: Kwiecień 12, 2013, 18:18:57 »
A trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie...

http://i.imgur.com/kw5KgTP.gif
Od czego zacząć poznawanie Wszechświata


Szkoda, że temat nie został założony w dziale filozofia. Wielkie szczęście natomiast, że "prawda" to nie demokracja i jest relatywna do wierzeń. Z drugiej jednak strony opcja "lajkowania" wypowiedzi z pewnością potwierdziłaby pewne przypuszczenia wielu osób.

Dobra jakość audio tylko w 480p i 720HD
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=WfPbzx3057I" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=WfPbzx3057I</a>

so much to do... if i only had time...
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 12, 2013, 18:20:59 wysłana przez Acidizer69 »

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #134 dnia: Kwiecień 13, 2013, 01:01:09 »
„Jedyna godna rzecz na świecie: twórczość, a szczyt twórczości to tworzenie siebie.”
Leopold Staff

Offline migoku

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Pracownia Rękodzieła Fenome
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #135 dnia: Kwiecień 17, 2013, 20:06:02 »
Tak, ja sie gubie Sasq =.=
Przybywam tu bo właśnie Tobie może się udać mi pomóc.

Geometria uczuć hej fajne. Niech ona obrazuje też nasz pancerz z którym funkcjonujemy. Zaznajomieni ze swoimi funkcjami, znając też funkcjonowanie otoczenia powstaje relacja. Jest ona globalno-serdeczna na chodniku (udzielenie informacji), hipstersko-zaczepkowa w szkole (wykorzystanie czyjejś słabości) lub kleszcząco-udręczająca w pracy (nadużycie władzy) itp. Daje się przewidzieć i wykorzystać.
Gdy dozujemy więcej myśli niż uczuć to pojawia się wypukłość - zbroja która więzi bez pośrednie uczucia transformując je przez myśli. Podobnie jak z użyciem broni obusiecznej (ciachanie słabszego) która jest przeciwnością bezwarunkowej (obrona słabszego).

No i jakiś widzicie język nam powstaje, (Igmanka już owocnie zaćwierkała).
Choć popełniłaś niebezpieczny błąd w swoich literkach.
Cyferki to opis tego co w nas nieżywe. Konstruują maszyne. Duch się nigdzie nie zaczął i nie skończył, ożywa Energie i materie!

Igmana powiedz te wiry w które wpadałaś są w Tobie co?

Naturalna logika uczuć? Nice, chyba nie ma skrytpu na taką jeszcze! Ale bomba pomysł co?
Fakt utrudnia że rozum może bardzo spaczyć i napisać sztuczną logikę.
Ten ciąg mogę między czasie rozpracować, bo jestem trochę zniszczony już.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dwuczynnikowa_teoria_emocji

Wracając do odp. na moje pyt. Od siebie, o to mi chodzi. Jesteśmy wielowymiarowi. Nie problem, tam gdzie zaczynamy to w istocie postrzeganie wygląda tak samo a w gruncie rzeczy chce się mówić że wszędzie inaczej.
Z TEJ perspektywy musimy zacząć. Czasoprzestrzeń-obserwator. Zasłużone podium... Dookoła nas. Obracając się patrzymy w każdą stronę wszechświata.
Próbuje zacząć...
Teraz przełom będzie, idziemy do mojego niezrozumianego postu.
Filozofia dobrnęła do czegoś takiego "Każdy ma swoją rację".
I Każda zasada jest pierwsza? :> Sprawiasz mi wrażenie dobrego badacza.
Przeczytałem książkę Zabójcza Hipoteza Apostolosa Doxiadisa @_@.
No i przychodzi czasem ten diamencik do mnie lecz często pozostawia tylko błotko z tego wszystkiego.
I jeszcze nic nie chce zdradzać poza tym poznaniem natury liczb pierwszych.
Coś tu wam pokazać chce, to jest normalnie endless XD i dla nas new story.
I najlepiej było by się spotkać, poznać, coś doświadczyć.

Fajny txt o półkulach: http://zdrowieducha.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=235:wyklad-1&catid=40:wydzial-duchowosci-artykuly&Itemid=124

Niewiedza jest przyczyną działania; działanie jest przyczyną świadomości; świadomość jest przyczyną nazwy i formy; nazwa i forma jest przyczyną sześciu organów zmysłów; sześć organów zmysłów jest przyczyną kontaktu; kontakt jest przyczyną doznania; doznanie jest przyczyną pragnienia; pragnienie jest przyczyną lgnięcia; lgnięcie jest przyczyną istnienia; istnienie jest przyczyną narodzin; narodziny są przyczyną starości i śmierci, żalu i cierpienia.

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #136 dnia: Kwiecień 19, 2013, 21:22:13 »
"działanie jest przyczyną świadomości" ??? A nie odwrotnie ?
Tu na forum taki filmik znajdź pt "Pierwszeństwo Świadomości" . Trochę rozjaśni się ;)

Poza tym sporo założeń w Twoim poście. Gubisz się w nich.
Pozdro
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Vortex7

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 332
    • Zobacz profil
    • Bezdomny blog
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #137 dnia: Kwiecień 21, 2013, 09:29:47 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=UVz5jWmD9EM" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=UVz5jWmD9EM</a>

Offline migoku

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Pracownia Rękodzieła Fenome
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #138 dnia: Kwiecień 21, 2013, 10:39:59 »
Ano odwrotnie to lepsza regóła. A jak spojrzysz stąd ze działanie ma na celu segregowanie tego czym jest przyczyna i skutek to zahaczasz wpierw o tą ŚWIADOMOŚĆ... @_@ (wow) wychodzisz ponad kontekst. Pamiętam jak kiedyś przyszły do mnie takie hig lvl'owe wnioski nad życiem to wtedy uformowałem pewne stwierdzenie: "Tam gdzie jest życie tam nie ma świadomości" i na odwrót przeczytaj.
Świadomość to zaawansowana kwestia, zaglądam głębiej w obrót spraw i mam podział na ożywiającą i usypiającą świadomość. A przybliżę to dokładnie wam. Jest ta świadomość która jest porzuceniem wszystkiego, to jak tylko obserwujesz i nie możesz nic zrobić i się budzisz do snu Brahmy, zamuły, jedno i tym podobnych absolutów lub ta która ożywa i staje się uwikłana w coś co mogę nazwać taksją, podejmowaniem decyzji świadomych lub nie czyli służących naszej nauce szeroko pojętego wzrostu. Ehe, sprawa ta cała jest do dużo głębszej kontemplacji bo z dyskusji wynika że przed świadomością był akt działania.
Na odwrót każdy z pow. kroków jest godny dogłębnego zastanowienia, hehe bo pomiędzy te wielkie kroki wnika pan przeciwieństw.

Czekam na takie materiały jak ten:
https://www.youtube.com/watch?v=-zfinOCgRQ0

Gubię się bardzo mocno co nawet na pamięć wpływa i mam kłopot często coś gubiąc.
______________
Jestem zgubiony duchowo i niepoprawny więc potrzebuje ludzkiej pomocy od której się odsunąłem.

PS: Kojarzy ktoś cykl filmów z YT nt. Duchowej moralności, coś nazwa była w tym stylu. Duchowa poprawność?

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #139 dnia: Kwiecień 21, 2013, 12:33:07 »
Dusza – rzeczownik, czy czasownik?
Twór, czy proces?
Pozytywizm, czy idealizm myślowy?  

A może jedno i drugie?
Dlaczego dokonujemy podziału? Czy nasze dwu połówkowe mózgi to wymuszają?
A przecież wystarczy je zsynchronizować, by powstał pomost……

Życie, to świadomość a nie jej brak.
Życie, to segregowanie i recykling produktów życia.
To skutek i przyczyna świadomości. Pomijając już kwestię pierwszeństwa.  ;D

Bo kura, to świadomość konieczności jajka.  :D

Kura, to również ptak, zarówno ten namacalny jak i ze sfery idei.
Czy wyobrażenie sobie ptaka mogło zaistnieć niezależnie od zmysłowego doświadczenia ptasich kształtów?

Możemy się tak kręcić całą wieczność gdybając, a przecież trzeba żyć!
I to na dwu płaszczyznach jednocześnie, mimo zatartych granic.
Czy nauka dotrze do nich?
Czy postawi szlaban na polu niczyim?

Soczystość traw przesłania krowom widok gwiazd…….
……i może na szczęście, bo czyż zajęte kontemplacją nieba dałyby mleko?
Wolę kawę ze śmietanką.  ;)

No i zeszliśmy na ‘wymuszającą’ wolę obserwatora.
Od czegoś trzeba zacząć w tym uśpieniu.

To pa  :-)
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 21, 2013, 12:42:30 wysłana przez Igmana (ptak) »

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #140 dnia: Kwiecień 21, 2013, 14:44:31 »
A tak w ogóle, to co bardziej pcha nas do przodu?
Filozofia, czy matematyka?
Idea, czy abstrakcja cyferek?

Ja tam wolę ideę, bo ona mi bliższa uczuciowo i ona wyznacza drogę.
Bez względu na to, czy cyferki odpowiednio wyliczą trasę i wykalibrują przyrząd mierniczy.

Natura zawiera już w sobie matematykę, wszelkie ciągi, spirale, torusy, fraktale…..
…..wystarczy obserwować i myśleć.

A gdzie tu miejsce na miłość?
W którymś momencie drogi zauważamy, że ona po prostu jest.
I tyle.   :oczko:

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #141 dnia: Kwiecień 21, 2013, 16:31:32 »
Vorti , bardzo interesujący model świadomości jako procesu. Byłabyż ona wtedy działaniem zaś działanie świadomością i nie ma potrzeby doszukiwać się tu pierwszeństwa. Są fazy procesu w myśl - jak słusznie fizyk prawi - że nikt nie złapał za jaja tego elektronu :D Bo on ma naturę kwantową ( quantuum wave function) . Jest czystym abstraktem, a jednak nikt nie zaneguje jego istnienia , nawet "arystotelesiści" ;)

Jest ta świadomość która jest porzuceniem wszystkiego, to jak tylko obserwujesz i nie możesz nic zrobić i się budzisz do snu Brahmy, zamuły, jedno i tym podobnych absolutów lub ta która ożywa i staje się uwikłana w coś co mogę nazwać taksją, podejmowaniem decyzji świadomych lub nie czyli służących naszej nauce szeroko pojętego wzrostu.
Z tej wypowiedzi wynikałoby , że istnieje podmiot podejmujący decyzje. Jest to raczej założenie na którym budujesz wypowiedzi. Czy "świadomość ,która jest porzuceniem wszystkiego " niepokoi Cię ? Mógłbyś wyjaśnić tą  " świadomość, która jest porzuceniem wszystkiego " ?

@Igmana
Cytuj
Natura zawiera już w sobie matematykę, wszelkie ciągi, spirale, torusy, fraktale…..
…..wystarczy obserwować i myśleć.
Oczywiście ,że Natura to wszystko wyraża, co konceptualny umysł opisuje na różne zresztą sposoby.
We filmie od Vortiego fizyk zdaje się ostrożnie sugerować, iż zagadnienie duszy związane jest z obserwowaniem, ale nie wymienia w tym kontekście samego obserwatora, bo musiałby go nazwać.
Jest to sam akt obserwowania poprzez coś - poprzez iluzję . Takie zdanie pada w zamieszczonym tu na forum filmie "inner worlds outern worlds" ,że : " świadomość stwarza iluzję i poprzez nią obserwuje siebie samą". Nie ma zatem potrzeby trzymania się obserwatora-myśliciela myśli. Myśli są. Obserwowanie jest.
Tak samo zresztą , jak to zauważyłaś pytając o Miłość :
Cytuj
W którymś momencie drogi zauważamy, że ona po prostu jest.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #142 dnia: Kwiecień 22, 2013, 15:36:34 »
Cytat: east
We filmie od Vortiego fizyk zdaje się ostrożnie sugerować, iż zagadnienie duszy związane jest z obserwowaniem, ale nie wymienia w tym kontekście samego obserwatora, bo musiałby go nazwać.

Dlaczego fizyk boi się nazwać obserwatora?
Pewnie czuje podskórnie, że każda nazwa byłaby niekompletna bądź nawet zakłamująca rzeczywistość.
Że język nie poradziłby zadaniu, tak jak nie radzą sobie mózgi.

I być może to nasze umysły są swoistymi Mont Everestami do zdobycia dla świadomości, a nie odwrotnie?
Czyli, wystarczyłoby nie przeszkadzać?

Ale przecież tak bardzo lubimy okopywać się w produktach mentalno-uczuciowych, że w końcu sztywniejemy
i umieramy niewiele wzbogaceni a często zubożeni o zmarnowane szanse.
Ktoś powie, że dać się zdobyć, to postawa pasywna.
Ależ nie. I chociaż nie wiem dokładnie na czym polegać miałoby owo ‘nie przeszkadzanie’ (prawdopodobnie na
oczyszczeniu z mentalnych złogów) - to jednak powinniśmy dać się poznać Wszechświatowi.
Bez narażania go na niestrawność.  ;D

............

Ech,  duszo ty moja…. iluzyjne bytowanie z filozoficznym kagańcem... oświecenia….
Gdzież twoje korzenie, duszo złakniona poznania?
Ekspresjo Wszechświata.... tęsknoto odwieczna....

 <bez>

Offline migoku

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Pracownia Rękodzieła Fenome
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #143 dnia: Kwiecień 29, 2013, 15:29:37 »
east, myślę że dyskusja rozjaśni mi to zagłubienie, zakładam wątek http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,1531.new.html#new

Igmana jakie jest dla Ciebie samo życie? Co nadaje mu jakość?
Natura życia to dostosowanie się do warunków.

Idee są produktem filozofii, dokładane do poglądów wzbogacają nasze wnętrze. Ta niematerialna i
niezmienna sfera jest przyczyną nadania kierunku naszej duchowej ewolucji i umożliwia proces
integracji naszej istoty w stanie dualizmu.

Myśli mogą tworzyć świadomość i nie muszą.
Gdy zasypiam świadomość potrafi nie zasypiać i zaczyna sie projekcja lub egzystencja. po obudzeniu to stwierdzam, czy coś dokonywałem, czy to był autopilot.

Offline Prazeodym

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 15
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Od czego zacząć poznawanie Wszechświata
« Odpowiedź #144 dnia: Listopad 10, 2015, 21:23:59 »
Myślę, że poznawanie Wszechświata warto zacząć od ciekawych eksperymentów i zjawsk, które są nam w stanie dużo powiedzieć o naturze wszechświata.

Ciekawe doświadczenie z auto- synchronizacją metronomów:
https://m.youtube.com/watch?v=4L7BnVScTUQ

A tutaj ciekawy wykład o zjawisku synchronizacji w otaczający nas świecie. Warto obejrzeć.
https://m.youtube.com/watch?v=aSNrKS-sCE0