Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Sterują nami "kosmiczni programiści"?  (Przeczytany 1919 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« : Styczeń 05, 2013, 23:12:25 »


Sterują nami "kosmiczni programiści"?



Są kosmolodzy, którzy nie wierzą, że wszechświat jest tworem naturalnym. Dla nich jest to rodzaj „żywej symulacji” wygenerowanej przez wysoko rozwiniętą cywilizację, o której zapewne nigdy niczego się nie dowiemy. Kilka lat temu mówił o tym oksfordzki filozof Nick Bostrom. Niedawno grupa uczonych z Bonn poinformowała, że istnieje możliwość sprawdzenia czy rzeczywiście przebywamy wewnątrz „wirtualnej rzeczywistości”.

W październiku media podały, że fizycy z Bonn rozpoczęli poszukiwanie dowodów na to, że wszechświat jest zaawansowaną komputerową symulacją. Tym stwierdzeniem Silas Beane i jego koledzy wywołali grad pytań o to, czy rzeczywiście żyjemy w „Matriksie”. Kosmolodzy od dawna łamią sobie głowy nad tym problemem zastanawiając się, czy możemy istnieć w wirtualnej rzeczywistości i w ogóle nie zdawać sobie z tego sprawy.

Dziura w symulacji

Wniosek uczonych z Bonn był prosty - jeśli współczesne komputery są w stanie generować symulacje niektórych zjawisk we wszechświecie, supercywilizacje o nieporównywalnie dłuższej historii rozwoju technologicznego mogą tworzyć symulacje całego kosmosu, łącznie z jego mieszkańcami. Tego typu twór musiałby opierać się na „rusztowaniu”, w którym „kosmiczni programiści” zakodowaliby rządzące nim prawa.

Jak mówi Beane, „stelaż” symulacji wszechświata mógłby opierać się o zasady chromodynamiki kwantowej. Poszukiwanie „Matriksa” to jednak sprawa wyższej fizyki: „Istnienie numerycznej symulacji mogłoby przejawiać się w rozkładzie promieniowania kosmicznego o najwyższej energii, wykazującego stopień załamania symetrii rotacyjnej odzwierciedlający strukturę siatki budującej wirtualny wszechświat” - piszą uczeni z Bonn. Mówiąc prościej, nawet gdyby kosmos był zaawansowaną symulacją, miałby pewne ograniczenia. Od teorii do praktyki daleko, ale gdyby w jakiś sposób udało się potwierdzić te przypuszczenia, byłoby to odkrycie nie tyle przełomowe, co problemowe.

Brzmi to jak czyste science-fiction, jednak na polu kosmologii, futurologii i filozofii rozważa się ten scenariusz od dawna. Niektórzy nie wykluczają, że wizja kosmosu jako symulacji jest dobrą alternatywą dla teorii Wielkiego Wybuchu i przy okazji w miarę jasno określa cel istnienia wszechświata. Jej filozoficzne konsekwencje są jednak tak głębokie, że australijski myśliciel David J. Chalmers stworzył nawet „metafizykę Matriksa”. Wszystko zaczęło się od Hansa Moraveca - austriackiego robotyka i futurysty, który wierzy, że ewoluująca w nieskończoność technologia może być zdolna do tworzenia własnych kosmosów i rzeczywistości.

Moravec tak pisze o sytuacji ludzkości zamkniętej w symulacji: „Byłby to samowystarczalny układ mogący istnieć jako program, który cicho przetwarza dane na komputerze w jakimś ciemnym zakątku […]. Wewnątrz symulacji rozgrywają się zdarzenia zgodne ze ścisłą logiką programu, który określa tam również prawa fizyki. Jej mieszkaniec może - przez eksperymenty i dedukcję - domyśleć się działania niektórych praw panujących w symulacji, ale nigdy nie pozna jej prawdziwej natury, ani nie dowie się, że istnieje generujący ją komputer”.

Czy tak wygląda ponura prawda o losie naszego kosmosu? Nick Bostrom mówi, że to możliwe.

Kosmiczna inscenizacja według Bostroma

Nick Bostrom (właśc. Niklas Boström) to szwedzki filozof, kierownik Instytutu Przyszłości Ludzkości na Uniwersytecie Oksford, według którego istnieją spore szanse na to, że bytujemy w rzeczywistości wykreowanej przez kogoś innego - być może nawet przez Ziemian z odległej przyszłości, którzy w ten sposób odtwarzają swoją historię. Ale po kolei.

Bostrom uznaje, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że prawa natury odkryte przez Newtona czy Darwina to w rzeczywistości „ustawienia”, które w swojej symulacji kosmosu zastosowali zaawansowani „programiści”. Postawił on trzy wnioski, z których jeden musi być prawdziwy. Pierwszy zakłada, że żadna cywilizacja nie przetrwa tysięcy lat rozwoju technologicznego (nie dojdzie do punktu, który nazywany jest „post-ludzkim”). Jeśli którejś się to uda i osiągnie możliwość kreowania wirtualnych kosmosów, może się na to nie zdecydować, np. z przyczyn moralnych. Trzecia możliwość mówi, że ktoś rozwinięty tak, że nie ma dla niego żadnych ograniczeń, już to zrobił, a my istniejemy w jego wytworze.

Choć był to raczej myślowy eksperyment, w artykule na łamach „New Scientist” Bostrom wyjaśnił, co mogło być motywacją rozwiniętych cywilizacji: „Mogą one dysponować maszynami o odpowiedniej mocy obliczeniowej oraz oprogramowaniem pozwalającym na stworzenie czegoś, co nazwałem symulacją życia przodków. Byłoby to szczegółowe zobrazowanie historii, zaawansowane na tyle, że istniałyby w nim świadome umysły doświadczające tego, co my. Można uznać to za bardzo rozwiniętą wirtualną rzeczywistość, w której umysły stanowią część świata, gdzie bytują” - pisze. Czy tak samo jest z nami?

Boscy programiści

Koncepcja Bostroma, według której nasi odlegli potomkowie urządzają sobie historyczną inscenizację w kosmicznej skali, nie przekonuje wszystkich. „Metafizyka Matriksa” Chalmersa obejmowała także inne możliwości. Pierwsza zakładała, że wszechświat został stworzony przez „istoty wyższe” spoza naszej czasoprzestrzeni. Według drugiej, za kierujące kosmosem mikroprocesy odpowiada „maszyna licząca” będąca czyimś wytworem. Trzecie rozwiązanie szczególną rolę przypisuje ludzkiemu umysłowi uznając, że to świadomość funkcjonuje poza barierami fizycznej rzeczywistości. To jednak problemy dla filozofów. Futurystom najbardziej atrakcyjny wydaje się scenariusz z „kosmicznymi inżynierami” dysponującymi techniką tak zaawansowaną, że niemożliwą do opisania z naszego punktu widzenia.

W 1964 r. Nikołaj Kardaszew - radziecki astronom - zasugerował istnienie skali rozwoju hipotetycznych pozaziemskich cywilizacji. W pierwotnej wersji obejmowała ona trzy stadia plus poziom zerowy, na którym znajduje się ludzkość. Podstawą dla Kardaszewa była ilość energii, którą dysponuje dana cywilizacja. Te z pierwszego stopnia są w stanie kontrolować całą energię swej planety, te z drugiego panują nad potencjałem gwiazdy, a z ostatniego - galaktyki. Zetknięcie z technologią wyższego rzędu - zdolną do tworzenia czarnych dziur i podróży międzygwiezdnych - byłoby dla Ziemian (stojących na poziomie ok. 0,6) niczym doznanie religijne.

Niektórzy wydłużali skalę Kardaszewa o kolejne szczeble i osiągi. Michio Kaku - jeden z najbardziej medialnych fizyków-futurystów uznał, że cywilizacje spoza III stopnia byłyby w stanie wyemigrować ze swojego wszechświata, a nawet wyhodować swój własny kosmos. Fizyk John Barrow uznał z kolei, że „przedstawiciele owych hipotetycznych cywilizacji typu IV, V, VI i kolejnych, mogliby manipulować całymi strukturami w kosmosie, obejmującymi galaktyki, ich gromady i supergromady”. Przy takim potencjale stworzenie „żywej symulacji” nie wydaje się problemem.

Burza w mózgu

Wątpliwości odnośnie prawdziwej natury otaczającego nas świata nie są niczym oryginalnym. Już filozofia wedyjska wspominała o koncepcji Maya, według której rzeczywistości doświadczamy w sposób nieobiektywny, a jej iluzja całkowicie absorbuje umysły istot żywych, które nie mają pojęcia o tym, jak wygląda „świat realny”. Podobne problemy nie były obce filozofom innych epok, w tym Kartezjuszowi czy Hume’owi.

Poszukiwania „stwórców-programistów” mogą nie pójść tak gładko, jak chcą uczeni z Bonn. Moravec sądzi na przykład, że cywilizacja, która wygenerowała „żywą symulację”, może od dawna nie istnieć, ale jej dzieło trwa dalej niczym futurystyczne i nieskończone „The Sims”. Bostrom uznał z kolei, że możemy nigdy nie dowiedzieć się, kim byli „wszechpotężni informatycy”, którzy, by pozostać incognito, mogli zatrzeć po sobie wszelkie ślady. Nie wiadomo też, czy zareagowaliby, jeśli domyślimy się, że istnieją.

Po polach oryginalnych hipotez nauka i science-fiction idą łeb w łeb. Kosmos wciąż wydaje się piękny, ale też - co podkreśla wielu uczonych - niepojęty i bezcelowy. Im więcej o nim wiemy, tym mocniej to odczuwamy. Znany fizyk Ray Kurzweil tak to skomentował: „Być może nasz wszechświat to eksperyment młodzieńca z innego kosmosu, wykonany na szkolny konkurs. Czytając wiadomości w gazecie można czasem odnieść wrażenie, że ta niedorosła inteligencja, która go zaprojektowała, nie dostała za to zbyt wysokiej oceny…”.

_______________

Cytaty pochodzą z:

Moravec H., Simulation, Consciousness, Existence (1998).

Bostrom N., Do we live in a computer simulation?, „New Scientist”, # 2579 (2006)

Kurzweil R., przedmowa do „Intelligent Universe” J. Gardnera (2007).

Beane S., Davoudi Z., Savage M. J., Constraints on the Universe as a Numerical Simulation, arxiv.org (2012).



Autor: Piotr Cielebiaś

Źródło: http://strefatajemnic.onet.pl/extra/zyjemy-w-matriksie,1,5300277,artykul.html

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Strony: 1   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS