Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1 2 3 »   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Wpływ Wszechświata na życie na Ziemi  (Przeczytany 15674 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« : Sierpień 23, 2010, 16:43:47 »



Plamy na słońcu, a wielkie cykle ludzkości
Mniej więcej co 11 lat Słońce znacznie zwiększa swoją aktywność. Przez 3-4 kolejne lata do planety Ziemi dociera znacznie więcej energii. Temperatura wód oceanicznych zwiększa się wtedy o ok. 0.6 ° C. Znacznie “poprawia” (zmienia) się wówczas pogoda. Później następuje oziębienie, globalna ilość opadów znacznie zwiększa się. Są to tak znaczne zmiany, że odbija się to na grubości słojów, widocznych na przekroju pnia długowiecznego drzewa, a także na wysokości kolejnych warstw osadu dennego po planktonie rosnącym w niektórych “stacjonarnych” jeziorach.

Bardziej precyzyjne, fizyczne metody, pozwalające oszacować przeszłe zmiany aktywności słonecznej opierają się na badaniu w takich “warstwowych zapisach” aktywności izotopów węgla C14 lub berylu B10. Można także zbierać zapisy o zorzach polarnych, pojawiających się na większych szerokościach geograficznych, dokonane w ubiegłych stuleciach.

Od czasów odkrycia, w czasach Galileusza, lunety prowadzone są oczywiście liczne obserwacje astronomiczne tzw. plam słonecznych. W okresie wzmożonej aktywności słonecznej ilość plam zwiększa się. Pojawiają się one w dwóch równoległych pasach, powyżej i poniżej równika Słońca. Po 25-ciu latach codziennych obserwacji, dotyczących owych plam słonecznych niemiecki astronom H.S. Schwabe opisał w roku 1843 fakt zmieniającej się cyklicznie, mniej więcej co 11 lat liczby plam. Ich ilość określa się tzw. liczbą Rudolfa Wolfa, która jest jednym z mierników aktywności Słońca.
W zasadzie cykl trwa około 22 lat. Dzisiaj wiadomo już bowiem, że plamy słoneczne pojawiają się po następnych 11± 3 latach niemal dokładnie w tych samych obszarach tarczy słonecznej, lecz mają zmienioną biegunowość elektro-magnetyczną.

Plamy słoneczne są rozciągającymi się na dziesiątki tysięcy kilometrów obszarami obniżonej temperatury i jednocześnie niezwykle nasilonej aktywności elektromagnetycznej. Są to po prostu potężne magnesy zmieniające swe natężenie. Plamy nadają więc fale elektromagnetyczne.
Jak pisze Guy Lyon Playfair i Scott Hill w książce pt.: “Cykle nieba”, dostępnej w każdej większej bibliotece:
“... z Ziemi widać ciemną plamkę, czyli cień, ciemną – bo odrobinę chłodniejszą od otaczającego ją mglistego obszaru półcienia ... Niektóre tworzące się plamy wyglądają jak pory, które po upływie jednego lub dwóch dni znikają. Niektóre po przetrwaniu tego stadium tworzą grupy, przy czym zwykle w każdej grupie dwie plamy dominują nad pozostałymi. Półcienie plam rosną i mniej więcej po dziesięciu dniach grupa osiąga maksymalną wielkość. Następnie drobne plamy znikają, a jedna z dwóch głównych plam rozpada się na mniejsze. Plama prowadząca zaczyna się kurczyć mniej więcej miesiąc po utworzeniu, ale nie dzieli się w taki sposób jak plama, która jej towarzyszyła. Dwie główne plamy z każdej grupy mają przeciwną polarność (biegunowość magnetyczną), a towarzyszące im pole magnetyczne rośnie, aż do momentu gdy grupa zaczyna się rozpadać...”

Gdy plama prowadząca zaczyna wytwarzać ów widoczny z Ziemi półcień, wokół niej pojawiają się tzw. protuberancje, pochodnie i rozbłyski słoneczne. Proturberancja jest łukiem wytryskującej na tysiące kilometrów w górę ponad powierzchnię gwiazdy rozgrzanej plazmy. Plazma wraca jednak do powierzchni gwiazdy, wzbudzając pole elektromagnetyczne, docierające do Ziemi. Wytrysk plazmy, która nie ma kształtu łuku, lecz tworzy tzw. pochodnię jest nazywany rozbłyskiem słonecznym. Plazma nie wraca wtedy ku powierzchni Słońca, lecz wnika niejako w przestrzeń kosmiczną i jest źródłem tzw. wiatru słonecznego, który po kilkutygodniowej wędrówce dociera do powierzchni Ziemi.

Wiatr słoneczny, głównie strumień protonów, byłby zabójczy dla organizmów biologicznych. Zostaje on jednak powstrzymany przez tzw. magnetosferę Ziemi, która jest wytworzona na wskutek istnienia własnego pola geomagnetycznego naszej planety. (Które niestety cały czas się zmniejsza, powoli, aczkolwiek systematycznie).

Tylko w okolicach biegunów nieco owego wiatru słonecznego przenika do górnych warstw atmosfery, wywołując zjawisko zorzy polarnej. W okresie wzmożonej aktywności Słońca zorze polarne zdarzają się często i są widoczne czasami na większych szerokościach geograficznych.

Należy przy tym podkreślić, że w zakresie pojedynczego cyklu “przypływy” poszczególnych rodzaj promieniowania od strony Słońca różnią się w fazie. Tak np. strumienie protonów napływają dopiero po kilku tygodniach od wielkich rozbłysków (największe rozbłyski w “rejestrowanej historii aktywności Słońca” zaobserwowano w dniach 6-16 marca 1989). Aktywność elektromagnetyczna (fale radiowe) z kolei, mimo iż szybko docierają’ “do powierzchni Ziemi”, ze względu na specyfikę działania owej “machiny słonecznej” narastają na ogół dopiero pod koniec kolejnego cyklu aktywności. Analiza takich danych, zbieranych na początku cyklu 11-to-rocznego (struktura widma) pozwala przewidywać jak będzie się rozwijała “architektura” poszczególnych składowych całego cyklu.

Cząsteczki, głównie protony, pochodzące z owych wtargnięć wiatru słonecznego od strony biegunów planety, wpadając w drgania powodują wspomniane wyżej ekscesy rezonansów W. O. Schumanna.

Rezonans Schumanna jest najważniejszym naturalnym oddziaływaniem elektromagnetycznym, oddziaływującym na organizm człowieka. Rezonans Schumanna, wznawiany 1-2-3 razy na sekundę to drgania z częstotliwością podstawową 7,83 Hz, i częstotliwości harmoniczne, co jest wyznaczane przez obwód planety. Dokładnie taką samą częstotliwość mają fale elektroencefalograficzne (tzw. EEG) mózgu człowieka, co widać gdy poddać je analizie spektralnej.
Ważne jest także, aby wiedzieć, że wspomniane ekscesy rezonansu Schumanna są 50-ciokrotnymi wzmocnieniami owego rezonansu, powodowanymi przez wibracje cząsteczek pochodzących z zmieniających się cyklicznie uderzeń wiatru słonecznego.

Podstawowe drgania rezonansu Schumana na przestrzeni wieków, jeśli nie tysiącleci wynosiły 7,83 Hz. Drgania te były na tyle dokładne, że wykorzystywane były w wojskowych technologiach komunikacji podwodnej. Niestety, rezonans Schumanna, określany pulsem ziemi od lat 80 - tych cały czas rośnie.

Obecnie różne źródła podają różne wartości w granicach 11 – 12 Hz. Współczesna nauka nie wie dlaczego tak się dzieje, nie wie również, jakie mogą być konsekwencje takiego stanu rzeczy. Jednak Majowie wiedzieli dlaczego.

Rezonans Schumanna zasilany jest jeszcze tzw. cząsteczkami Zetta najbardziej energetycznymi cząsteczkami we Wszechświecie, a które jak się podaje, mają pochodzić jeszcze z czasów Wielkiego Wybuchu. Gdy docierają one do naszej magnetosfery rozbijają napotkane atomy i oddziaływują na ludzi. Ich pochodzenie jest nie do końca znane choć stwierdza się, że część tego promieniowania pochodzić może z radioźródeł Cygnus X-3, Herkules X-1 oraz z radioźródeł centrum naszej Galaktyki (dla Majów centrum to zwie się Hunab KU, dawca życia, ruchu i miary).

Wróćmy jednak do długich cykli słonecznych.



Działanie algorytmu słonecznego w dłuższych przedziałach czasu

Słońce zmienia cyklicznie swoją aktywność nie tylko co 22 lata, ale i także w dłuższych okresach, rzędu kilkuset lat i kilku tysięcy lat. Już w czasach kiedy dokonywano dokładnych obserwacji astronomicznych, tzn. w latach 1645-1715, odnotowano okres “milczenia Słońca”. Jest to ogólnie znane. Guy Lyon Playfair pisze o tym wydarzeniu następująco:

“Wiadomo było o tym wprawdzie co najmniej od 1887 roku, ale astronom John Eddy zaskoczył wielu uczonych, gdy w 1976 roku zbadał i opublikował pełną historię ‘‘okresu bez plam’’. Okres ten trwał od 1645 do 1715, czyli tak jak byśmy to teraz ocenili, ponad sześć normalnych cykli słonecznych. Zbiegał się przy tym prawie co do dnia z okresem panowania Ludwika XIV ’’króla Słońce’’, a także z ’’małym okresem lodowcowym’’ z siedemnastego wieku i zarazem, co ciekawsze, jednym z najbardziej pokojowych okresów w historii pisanej”.

W okresie tym płycizna Zuider w Holandii przepołowiła Niderlandy i zamarzała całkowicie każdej zimy. Okres ten jest nazwany przez astronomów “minimum Maunder’a” (patrz rys. 1). Elisabeth Nesme, Sallie Baliunas, Dimitrij Sokołow, znani współcześnie badacze cyklicznych zmian aktywności słonecznej sformułowali niedawno teorię tłumaczącą zmiany rytmu pracy owego gwiezdnego dynama.
Dwa poprzednie okresy milczenia Słońca “zidentyfiko-wane” poprzez wspomniane wyżej metody “nieastronomiczne” to: “minimum Spörer’a”, które trwało od 1420 (zaczęło się tuż po bitwie pod Grunwaldem) do 1530, tzn. mniej więcej do czasów kiedy to Kopernik (żyjący w latach 1473-1543) sformułował swoją teorię. Poprzednie milczenie to tzw. “minimum Wolfa” z lat 1280-1340. Na cykle okresów “milczenia Słońca”, powtarzające się mniej więcej co 200 lat (czyli mniej więcej dwa razy w baktunie. Być może na pełny cykl składają się dwa okresy, podobnie jak w przypadku cykli 11,3 roku, 2 na pełny cykl) nakłada się jeszcze dłuższy cykl zmian aktywności słonecznej. Paolo Maffei, wybitny włoski specjalista od astronomii pozagalaktycznej (jego nazwiskiem nazwano dwie pobliskie nam galaktyki) w swojej książce zamieszcza wykres przytoczony tutaj na rys. 3. Analizując ten wykres łatwo jest zauważyć, że “długoterminowy algorytm” aktywności słonecznej nie jest prosty. Rozwojowi cywilizacji Sumerów (i cywilizacji Babilonii), a później cywilizacji Egipcjan i megalitycznej cywilizacji kultury Stonehenge towarzyszyły okresy znacznie wzmożonej aktywności słonecznej. Spokojna społeczność starożytnej Grecji rozwijała się jednak w okresie małej aktywności Słońca.

Imperium Rzymskie formowano w okresie szybkiego przyrostu aktywności z “głębokiego dołka greckiego” do czasów tzw. “maksimum rzymskiego”, jakie zaistniało około I roku naszej ery. Średniowieczne wyprawy krzyżowe, tzw. krucjaty, odbywały się natomiast w okresie tzw. “astronomicznego maksimum średniowiecznego”. Obecnie żyjemy w okresie tzw. “maksimum nowożytnego”.


Zmiany aktywności Słońca w ostatnich 400 latach, oszacowane poprzez obserwacje astonomiczne tzw. plan słonecznych. Ich ilość w pewnym momencie czasu to tzw. liczba Wolfa.


Dane pośrednie o zmieniającej się aktywności słońca w okresie ostatnich 1000 lat. Linia ciągła to oszacowanie wg pomiarów izotopu C14 zawartego w słojach na przekroju pnia długowiecznego drzewa. Linia wyznaczona przez okrągłe znaki punktowe to wskaźnik ilości zórz polarnych obserowowanych na półkuli północnej.


Fragment oszacowania długofalowych zmian aktywności Słońca dwiema niezależnymi metodami zaproponowanymi przez astronoma Paolo Maffei dla okresu czasu od 3000 lat p.n.e. do czasów nowożytnych.


“Audycja” nadawana ze Słońca a kondycja psychiczna mieszkańców powierzchni Ziemi



Kilkunastu naukowców prowadziło dokładne badania nad związkiem cykli słonecznych na zachowania społeczne na ziemi. Wykazali oczywiste zbieżności między cyklami aktywności a zachowaniem społeczeństw. Analizowali również indywidualne zmiany, czy też nasilenia tych zmian.
Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem jak napiszę, że odkryli to, czego byli świadomi starożytni Majowie.

Zajmowali się tym między innymi.

Doktor Adam Michalec, znany polski astronom
sir Fred Hoyla, astrofizyk.
Andrzej Kułak, astronom
D.A. Juckett i B. Rosenberg
W. Randall i W.S. Moos
S.A. Zaitseva i M.J. Pudowkin


Cykle plam słonecznych i Majowie.


W 1986 Maurice Cotterell wysunął rewolucyjną teorię dotyczącą cykli słonecznych. Przez jakiś czas podejrzewał, że zmienne pole magnetyczne słońca ma wpływ na życie na ziemi. Jako były oficer radiowy, Cotterell był świadomy, że stale zmieniająca się wielkość i miejsce plam słonecznych ma wpływ na magnetosferę ziemską. Cotterell napisał program, którego zadaniem było policzyć relacje między polem magnetycznym słońca i ziemi.

Zgodnie z oczekiwaniami jego model potwierdził cykl plam słonecznych, trwający niecałe 11,5 roku. Jednak znalazł również dowód na występowanie o wiele dłuższych cykli liczących ok. 1 366 040 dni. Jego praca obrała nowy kierunek, kiedy przeczytał o Kodeksie drezdeńskim. 1 366 560 dni! To było dokładnie o dwa okresy (tzolkin), 260 dniowe więcej niż zakładał jego model. Doszedł do wniosku, że kalendarz Majów był oparty na znajomości cykli plam słonecznych. To również wyjaśniało, dlaczego Majowie mieli obsesję na punkcie mierzenia długich okresów czasu i ich wiarę w cztery poprzednie długie cykle wzrostu i upadku człowieka.

Po tych wydarzeniach rozpoczął szczegółowe badania. (Więcej w odnośnikach pod tematem).

Odkrył, że Majowie przewidzieli niespotykanie wysoką aktywność plam słonecznych, występującą u kresu wielkiego cyklu. Do tego stopnia, że obróceniu ulegnie pole magnetyczne słońca, powodując trzęsienia ziemi i powodzie spowodowane wystąpieniem oceanów z brzegów. Ponadto zmiana pola magnetycznego będzie miała znaczący wpływ na naszą szyszynkę, powodując wzmożone wydzielanie melatoniny.

(O wpływie melatoniny na nasz organizm zobacz tutaj http://www.resmedica.pl/zdart1013.html .)

Generalnie rzecz biorąc, naukowo potwierdzone obserwacje aktywności słonecznej, już zdają się potwierdzać przewidywania Majów i Cotterella. Zobaczmy co o tym sądzi NASA - http://science.nasa....g_backwards.htm

Tłumaczenie najważniejszych fragmentów ze strony NASA:

15 sierpnia 2006: 31 lipca pojawiła się mała plama słoneczna, trochę się przemieszczała i zniknęła po kilku godzinach. To zdarza się na słońcu cały czas i nie było by warte uwagi, jednak ta plama była szczególna, ponieważ miała polaryzację wsteczną. (odwrotną polaryzację magnetyczną)

…. Wsteczna ( odwrotnie spolaryzowana) plama słoneczna jest znakiem, który rozpoczyna nowy słoneczny cykl.

Plama słoneczna z 31 lipca pojawiła się na 65 zachodnim stopniu słonecznej długości geograficznej i 13 południowym stopniu słonecznej szerokości geograficznej. Plamy słoneczne normalnie występujące w tym obszarze są zorientowane N-S. Natomiast ten przybysz był zorientowany S – N, czyli odwrotnie.
Obraz wart jest 1000 słów….. (zdjęcie)..
Ta mała wsteczna plama ma znaczenie, ponieważ przepowiada: Naprawdę duży cykl słoneczny.
….. Kolejny 24 cykl słoneczny powinien zacząć się „kiedykolwiek teraz” rozpoczynając burze na słońcu…

….Jeśli cykl 24 naprawdę się rozpoczął, nie należy oczekiwać jakiś burz natychmiast. Ostatni cykl potrzebował czasu żeby urosnąć….. Cykl 24 również się rozpędzi, wtedy fajerwerki zaczną się naprawdę…..

…..Badacze Uniwersytetu Kolorado wierzą, że następny cykl słoneczny będzie najintensywniejszy od 50 lat.

Cóż, pozostaje tylko obserwować rozwój wypadków i mieć nadzieję, że mylili się Majowie w swoich przewidywaniach długich cykli magnetycznych, że mylił się Cotterell, że myli się NASA i badacze z Uniwersytetu Kolorado.

Bibliografia:

W tej części oparłem się na kilku pracach, Prof. dr hab. n. med. Andrzeja BRODZIAKA.
Część cytowanych tekstów pochodzi z książki "Nadchodzi sztorm słoneczny".

Jak również:
http://www.nexusmaga...s/schumann.html
Wpisując w wyszukiwarkę frazę Schumann resonance znajdziecie na prawdę sporo ciekawych stron.

ponadto:

http://www.mauricecotterell.com/
http://knowledge.co.uk/xxx/cat/mayan/
http://www.adriangil...ooks/mayan.html


http://www.paranormalne.pl/index.php?showtopic=5185

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #1 : Sierpień 23, 2010, 16:45:22 »


Pamiętajcie że naprawdę to słońce zaczyna właśnie cykl aktywny 


 Kiedy z nieba leje się żar, Słońce przeżywa najgłębszą zapaść od blisko stu lat


Cykle słonecznej aktywności od roku 1749 do dzisiaj

Za ostatnie upały odpowiada układ atmosferycznych wyżów i niżów, który pcha nad Polskę powietrze znad Afryki - wyjaśniają naukowcy z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie. Afrykańską pogodę, przerywaną burzami, będziemy mieli co najmniej do poniedziałku. Pytania o to, czy upalne będzie całe lato, nie mają jednak sensu. Ziemska atmosfera jest układem tak chaotycznym, że wiarygodną prognozę pogody potrafimy postawić na ledwie kilka dni. Prognozy długoterminowe sprawdzają się w 50 proc., a to znaczy, jak nieoficjalnie mówią meteorolodzy z IMiGW, że są niewiele warte. Bo "albo bedzie słońce, albo bedzie dyszcz".

Choć niektórym może się wydawać inaczej, ludzkość nie pozjadała jeszcze wszystkich rozumów. Cały czas wiemy mniej, niż nie wiemy. Co gorsza, im więcej wiemy, tym więcej dziur w tej naszej wiedzy. Naukowcy ciągle zadają nowe, coraz bardziej szczegółowe pytania. Na przykład o to, co ostatnio dzieje się ze Słońcem. Paradoksalnie bowiem, choć funduje nam właśnie upały, to heliofizycy twierdzą, że do dziś nie może się ono obudzić ze snu, w który zapadło aż dwa lata temu.

Słońce coś dzisiaj za spokojne

Nasza gwiazda to gigantyczna elektrownia termojądrowa, w której w ogromnej temperaturze i pod potężnym ciśnieniem atomy wodoru zbijają się w atomy helu. Przy okazji niewielka cząstka ich masy zamienia się w energię, która promieniuje w kosmos i pozwala naszemu światu istnieć.

Ta siłownia nie zawsze pracuje jednak pełną parą (dlaczego? Do końca nie wiadomo). Dobrze to widać na przykładzie erupcji plazmy, której bąble co jakiś czas strzelają w kosmos. Słońce czasem wyrzuca ją częściej, a czasem rzadziej. Tym wybuchom towarzyszą plamy słoneczne - ciemne, chłodniejsze miejsca pojawiające się na żółtej tarczy. Astronomowie śledzą je przez teleskopy już od 400 lat (najpierw m.in. Anglik Thomas Harriot i Włoch Galileusz). Dzięki tym obserwacjom wiemy, że plamy pojawiają się i znikają cyklicznie. Pełny cykl - od minimum, kiedy Słońce bywa jednorodnie żółte, przez maksimum, kiedy liczba ciemnych zabrudzeń na jego tarczy skacze do ponad 100, a czasem nawet ponad 200, i znowu do minimum - wynosi ok. 11 lat.

W 2008 r. skończył się cykl opisywany przez naukowców jako 23., a zaczął się nowy, 24. Minimum słonecznej aktywności, jakie wtedy się rozpoczęło, trwa aż do dzisiaj. Heliofizycy są tym bardzo zaskoczeni, bo spodziewali się, że skończy się ono w ciągu roku.

- Jesteśmy świadkami zjawiska niewidzianego przez ostatnie sto lat - ekscytował się na niedawnym spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego David Hathaway z należącego do NASA Centrum Kosmicznego Marshalla w Hunstville w Alabamie. Ostatni tak głęboki i długi dołek Słońce przeżywało bowiem w roku 1913.

Hathaway sądzi, że następne słoneczne maksimum, na które jego zdaniem poczekamy jeszcze trzy lata, będzie o połowę słabsze od kilku poprzednich.(na jakiej podstawie tak sądzi większość astronomó uważa wręcz przeciwnie M-A)

Nie ma co się martwić

Czy to źle? Z jednej strony nie bardzo, bo słoneczne wybuchy są szkodliwe dla wynalazków cywilizacji. Kiedy jęzor zjonizowanego, a więc naelektryzowanego gazu dociera do Ziemi i zderza się z jej magnetosferą, powoduje nie tylko piękne zorze polarne, ale także zakłóca łączność radiową, uszkadza satelity, transformatory zainstalowane w sieci przesyłającej energię elektryczną, przewody wysokiego napięcia, a nawet - jak się podejrzewa - rurociągi transportujące gaz i ropę naftową (przyspieszając ich korozję), a także - co zaobserwowano szczególnie w Rosji - chaotycznie zmienia światła z zielonych na czerwone (i odwrotnie) na liniach kolejowych.

Przykłady? W marcu 1989 r. po burzy w kosmosie wysiadło zasilanie w kanadyjskim Quebecu. 6 mln ludzi zostało na dziewięć godzin odciętych od dostaw energii elektrycznej. W maju 1921 r. słoneczna nawałnica uderzyła dziesięć razy silniej w Stany Zjednoczone. Gdyby przytrafiła się dzisiaj, bez prądu znalazłoby się 130 mln ludzi. Nikt nie wie, jak szybko udałoby się naprawić uszkodzenia. Latem 1859 r. erupcja słoneczna naelektryzowała w USA linie telegraficzne i podpaliła zwoje papieru telegraficznego. Zorza była wtedy widoczna nawet na Kubie i Hawajach. W zakrytych nocą Górach Skalistych zrobiło się tak jasno, że biwakowicze pobudzili się i zaczęli przygotowywać śniadanie.

"Gdyby tak potężna burza magnetyczna uderzyła w nasz kraj dziś - napisali autorzy raportu, który ponad rok temu opublikowały NASA i amerykańska Narodowa Akademia Nauk - tylko w pierwszym roku po katastrofie jej koszty sięgnęłyby 2 bln dol.". Według szacunków Stany Zjednoczone wracałyby do stanu sprzed kataklizmu przez cztery-dziesięć lat.

Jasne jest jedno - gdyby prądu miało zabraknąć na dłużej, ludzkość znalazłaby się w poważnych tarapatach, a może nawet na kolanach. Z tego właśnie powodu obecna niska aktywność Słońca nie powinna nas martwić.(?)

Ale jest też druga strona medalu. Kaprysy naszej gwiazdy wywierają wpływ na ziemski klimat, a jej depresja, podobnie jak zbytnie pobudzenie, wcale nie musi być nam na rękę.

Jest powód do zmartwienia?

Niestety, znowu musimy się przyznać do tego, jak mało wiemy.

Dokładny wpływ słonecznych wariacji na wahania klimatu ciągle domaga się wyjaśnienia. Wiemy na pewno tylko tyle, że kiedy Słońce jest bardzo aktywne, podgrzewa powierzchnię Ziemi o 0,1 st. C, a kiedy jego aktywność spada do minimum, temperatura powierzchni naszej planety o tyle samo spada.

Na szczęście naukowcy nie zasypiają gruszek w popiele i odkrywają subtelniejsze mechanizmy, dzięki którym nasza gwiazda wpływa na klimat. Meteorolog prof. Michael Lockwood z Uniwersytetu w Reading w Wielkiej Brytanii, o którego najnowszych badaniach pisze tygodnik "New Scientist", uważa na przykład, że obecny głęboki sen Słońca jest odpowiedzialny za niezwykle ciężką zimę, jakiej doświadczyła ostatnio Europa i część Ameryki Północnej. Uczony przyjrzał się zapiskom sięgającym 1650 r. i odkrył, że w Europie ostre zimy wypadały właśnie wtedy, kiedy nasza gwiazda przysypiała.

Bardzo spektakularny przykład to Minimum Maundera trwające od 1645 do 1715 r., kiedy plamy właściwie znikły ze słonecznej tarczy. Był to jednocześnie najzimniejszy (środkowy) okres tzw. Małej Epoki Lodowej charakteryzującej się surowymi zimami na półkuli północnej - w Europie średnia temperatura była wtedy niższa o 1 st. C w porównaniu ze średnią z lat 1950-80. I choć może się wydawać, że to niewielka różnica, to takie ochłodzenie wystarczyło, by zimą bardziej niż dziś zamarzały rzeki i morza (mówi się, że Bałtyk skuwał wtedy lód od Polski aż do Szwecji), lodowce schodziły z Alp, niszcząc górskie wioski, a chłopi, którzy stanowili wtedy największą, ale wcale nie najbardziej wpływową grupę społeczną, cierpieli głód.

Dlaczego ówczesna ospałość Słońca tak mocno dała się Europie we znaki?

Za słaba rozgrzewka

Prof. Lockwood twierdzi, że nieaktywne Słońce niedostatecznie rozgrzewa stratosferę (bo bombarduje ją mniejszą ilością promieniowania UV) i przez to osłabia wiejący w niej prąd strumieniowy - potężną "rzekę" powietrza płynącą z zachodu na wschód. Kłopot w tym, że prąd strumieniowy trzyma od południa w ryzach zimne i ciężkie powietrze, które rozpycha się nad Arktyką. Kiedy więc słabnie, arktyczny chłód spływa do nas. Tak stało się właśnie podczas ostatniej zimy.

A zatem czy zamiast globalnego ocieplenia, przed którym od dawna ostrzegają klimatolodzy, czeka nas ochłodzenie?

Według obliczeń Georga Feulnera i Stefana Rahmstorfa z Instytutu Badań Klimatu w Poczdamie w Niemczech, które cytuje "New Scientist", gdyby nasza gwiazda zapadła teraz w podobny sen jak podczas Minimum Maundera i nie obudziła się z niego aż do roku 2100, prognozowany wzrost temperatur (od 1,1 do 6,4 st. C ponad średnią z początku wieku) byłby mniejszy o 0,3 st. C.

Z tych kalkulacji wynika więc, że mniejsza aktywność Słońca, o ile się utrzyma, mogłaby tylko trochę ograniczyć negatywne skutki obecnych zmian klimatycznych, które spowodował człowiek, pompując do atmosfery gazy cieplarniane.

Mimo trwającej od 2008 r. ospałości naszej gwiazdy ubiegły rok, jak oblicza NASA, był globalnie drugim (po 1998) najgorętszym rokiem w historii pomiarów. A amerykańska Narodowa Agencja Badania Oceanu i Atmosfery ogłosiła niedawno, że ostatnia wiosna, maj, a także pierwsze pięć miesięcy tego roku były wręcz rekordowo gorące.

Więcej... http://wyborcza.pl/1,75476,8139350,Globalne_ochlodzenie_.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1000621#ixzz0txX6pwlz

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #2 : Sierpień 23, 2010, 16:49:17 »


"Naukowcy z NASA poinformowali, że górne warstwy ziemskiej atmosfery bardzo gwałtownie się skurczyły.
Na razie nie wiadomo co jest tego przyczyną, ale badacze mają kilka teorii. Termosfera to warstwa ziemskiej atmosfery rozciągająca się od około 90 do 600 kilometrów. Chroni nas przed wpływem zabójczego promieniowania ultrafioletowego docierającego ze Słońca. W tej warstwie powstają także malownicze zorze polarne. Badania wykazały, że w ostatnich miesiącach termosfera zaczęła się gwałtownie kurczyć w skali jakiej nie obserwowano od co najmniej 43 lat, kiedy zaczęto prowadzić stałe pomiary. Wiemy, że termosfera kurczy się i rozkurcza systematycznie, ale są to zmiany niemal niezauważalne. Ostatnie skurczenie się tej warstwy przekroczyło wszelkie normy. Naukowcy zaczęli zastanawiać się, co jest tego przyczyną. Na zmiany w objętości termosfery wpływa między innymi ilość gazów cieplarnianych, a przede wszystkim dwutlenku węgla, którego jeśli nadmiernie przybywa, to następuje ochłodzenie warstwy i jej kurczenie się (przeciwnie niż w troposferze i stratosferze). Wpływ na to zjawisko może mieć również aktywność słoneczna, bo im mniej nasza gwiazda wysyła promieniowania ultrafioletowego i naładowanych cząstek, tym bardziej zmniejsza swój zasięg. Jednak jak wynika z raportów naukowych, nawet te czynniki nie są w stanie wytłumaczyć tak wielkiego spadku gęstości termosfery, aż o 30 procent większego niż przy poprzednich skurczach. Naukowcy uspokajają, że zjawisko to nie ma wpływu na nasze codzienne życie, ponieważ procesy zachodzące w tak wysokich warstwach atmosfery nie mają swych skutków na przykład w pogodzie. Mogą natomiast wpływać na obiekty znajdujące się kilkaset metrów nad ziemią, a więc na satelity i Międzynarodową Stację Kosmiczną, która unosi się na 300 metrach. Zwiększy się zagrożenie uderzenia w te obiekty kosmicznego złomu, którego nagromadzenie może znacząco wzrastać. Z powodu skurczenia się termosfery możemy mieć sporadyczne problemy z łącznością satelitarną, w tym z GPS. www.twojapogoda.pl"

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #3 : Sierpień 23, 2010, 16:51:15 »


“Każda prawda przechodzi trzy etapy: najpierw jest wyśmiewana, potem gorliwie zwalczana, a w końcu akceptowana jako coś oczywistego” - Artur Schopenhauer.

Odkrycie na skalę Kopernika – Układ słoneczny przemieszcza się w innym kierunku niż Droga Mleczna. Zmienia to dotychczasową wiedzę o tym skąd naprawdę pochodzimy i dokąd zmierzamy. Odpowiedzi zaskoczyły wielu naukowców i nie tylko….

Skąd rzeczywiście pochodzimy i dokąd zmierzamy?

Każdy z nas bez wahania odpowiedziałby że mieszkamy w układzie słonecznym w galaktyce Droga Mleczna. Co z tego że na peryferiach?… Otóż Nie! Dopiero ewentualnie zaczniemy mieszkać… Najnowsze obrazy galaktyki z użyciem symulacji superkomputerów ukazały zaskakujący widok. Wchłaniana od miliardów lat przez Drogę Mleczną (niebieski) galaktyka Karłowata Strzelca jest miejscem z którego pochodzimy. Ten żółty punkt to nasz układ słoneczny który przyciągany jest wraz z milionami gwiazd w ramiona Mlecznej Drogi.


Nasza przyszła matka zastępcza w swojej historii wchłonęła już wiele takich karłowatych galaktyk, budując swoją masę. Dotychczas myśleliśmy że woziliśmy się na niej jak na karuzeli, jednak przybywamy do niej z innego miejsca, a jazda dopiero ma się rozpocząć.

Nowo odkryty model wyjaśnia nam dlaczego Droga Mleczna jest widziana z bocznej pozycji. Z kolei fragmenty Galaktyki Karłowatej Strzelca rozciągnięte są na wielkiej przestrzeni i stopniowo będą przyłączały się do Mlecznej Drogi. My natomiast z naszym układem słonecznym dołączymy się po dwóch miliardach lat po raz pierwszy w historii…

Wszystkie teorie wokół kalendarza Majów muszą obecnie zmierzyć się z nowym odkryciem. Wejście naszego słońca w galaktyczne centrum nabiera nowego znaczenia. Większość badaczy myślała że cyklicznie przez to centrum „przelatujemy”. Wiele osób z nurtu New Age spodziewa się łagodnego nadejścia Nowej Ery Wodnika, jest to jednak dalekie od poglądów prawdziwej kultury Majów która czas pojmowała cyklicznie i nie bała się mówić że wraz nadejściem nowego musi odejść stare. Wystarczy spojrzeć na ich rytualne zwyczaje i ciągłe obcowanie ze śmiercią. Zmierzam w stronę tego że nasze przejście przez środek może przypominać włączenie się roweru do ruchu na autostradzie i nie będzie miało łagodnego przebiegu. Ziemia to także wodna planeta .Wyobraźmy sobie jazdę rowerem trzymając wypełniony wodą talerz. Być może dlatego długa rachuba Majów kończy się 21 grudnia 2012.

Według Majów cztery poprzednie światy skończyły się kataklizmami a my żyjemy w piątym ostatnim. Pozostaje w fazie spekulacji czy ich obliczenia kalendarzowe miały być kontynuowane w następnej długiej rachubie. Ich wiedza o kosmicznym Drzewie Życia może być większa niż dotychczas sądzono. Należy zwrócić uwagę na ich rdzenną wiedzę spirytualną i wyciągnąć wnioski o roli ludzkiej duszy. Obecnie pojawiło się dużo nurtów wokół kalendarza Majów. Na uwagę w tym momencie zasługuje model Carla Johana Callemana który odważnie wyznaczył koniec boskiego planu stwarzania na 28 października 2011 bazując na tych największych cyklach tunowych liczących nawet miliardy lat, oraz 9 podświatach i 13 niebiosach. W końcu Era Wodnika to przenośnia w odniesieniu do kilku gwiazd niezależnych od siebie. Takich gwiazdozbiorów może być nieskończona ilość, a wejście w obcą galaktykę tylko jedno!

Patrick Geryl może też mieć trochę racji pisząc o możliwym przebiegunowaniu w tym względzie jego teoria może mieć poparcie gdyż ten fakt jest znany w układzie słonecznym.

Sondy NASA Voyager I i II zarejestrowały że zarówno Uran jak i Neptun przechodziły przebiegunowanie. Obecnie pierścień Urana zwrócony jest w stronę ramienia drogi Mlecznej. Podobne zjawisko zaobserwowano na Słońcu które również zmienia swoje bieguny magnetyczne i to regularnie. Ziemia również ma takie momenty za sobą , tyle ze pojawiają się niespodziewanie. Nie ma w tym nic złego po prostu wszechświat składa się z procesów twórczych i destrukcyjnych. Bez śmierci gwiazd nie powstawały by układy planetarne oraz życie. Bez śmierci organizmów nie byłoby miejsca na nowe itd.

- MATTHEW PERKINS ERWIN dokonał przełomowego odkrycia 30 maja 2006 roku studiując najnowsze mapy gwiazd. Pierwszą rzeczą na którą zwrócił uwagę była Ziemia zwrócona Do Słońca nie pod kątem 90 stopni względem ramion galaktyki .Wynika to z faktu iż nasz układ słoneczny nie pochodzi z Mlecznej Drogi. Pole grawitacyjne naszej starej galaktyki zostało zerwane i teraz poruszamy się niezależnie w kierunku poziomu centrum Drogi Mlecznej .30 listopada 2006 badacz odkrył zależność długiej rachuby Majów z możliwą datą „Wielkiego Zwrotu „ czyli wejścia w przeciwbiegły wir Drogi Mlecznej. To odkrycie powoduje potrzebę weryfikacji dotychczasowego modelu galaktycznego i odpowiedzenia na mnóstwo pytań które teraz pojawiły się przed nami.

Jest to jedynie skrót całej sprawy. Osoby zainteresowane odsyłam do źródeł /http://curezone.com/blogs/fm.asp?i=985423/w których znajdą potwierdzenie iż nie jest to czyjś wymysł, a poparte dowodami odkrycie, którego nikt do tej pory nie podważył.
http://www.npn.org.pl/?p=1322

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #4 : Sierpień 23, 2010, 17:49:03 »


Granice poznania

Mówiąc o sprawach związanych z makrokosmosem nie wolno zapominać o tym co dzieje się w skali mikro. Przyznam, że jest to być może nawet bardziej fascynujące, ponieważ właśnie ta skala najbardziej ociera się o granicę świadomości i poznania.

Gdyby kilkanaście lat temu wspomnieć neurobiologowi o 40 Hertzach, to prawdopodobnie odesłałby on delikwenta do specjalisty z dziedziny elektroniki. Dzisiaj, takie hasło rzucone na sympozjum naukowym wywoła wśród neuropsychologów żywe poruszenie. Każdy zapewne wie, że mózg jest układem aktywnym zarówno elektrycznie jak i chemicznie. Obserwacja jego działania przy użyciu aparatury EEG doprowadziła do sformułowania następującego wniosku - tam gdzie jest świadomość, tam pojawiają się również elektryczne oscylacje neuronów kory mózgowej rzędu 40 Hz. Jest to niebywały kąsek dla tych naukowców, którzy rzucili wyzwanie zagadce świadomości, stanowi bowiem jedyny, znany przejaw jej funkcjonowania na poziomie neurologicznym. Możemy przypuszczać, że ten specyficzny rytm taktuje pracę umysłu podobnie jak zegar kwarcowy w komputerze, co w obu przypadkach umożliwia komunikację rozległej sieci elementów.

Gdyby zaś przełożyć jednostkę częstotliwości 40 Hz na długość cyklu, wówczas otrzymalibyśmy około 25 milisekund. Jak pokazują z innej strony badania behawioralne (zachowania) jest to równie istotna liczba. Skoro 25 milisekund liczą sobie rytmy biologiczne taktujące świadomość (lub na odwrót), to powinniśmy oczekiwać śladów tychże rytmów w zachowaniu człowieka i jego percepcji otoczenia. Powód dla którego świadomie nie zdajemy sobie z nich sprawy jest taki, że to właśnie z nich świadomość się składa. Szczegółowe badania pokazały jednak, że percepcja czasu i otoczenia są daleko mniej ciągłe i obiektywne niż możemy sądzić. Znanych jest wiele dowodów na istnienie 25 milisekundowych cykli pracy umysłu. Bodźce wzrokowe prezentowane w odstępie czasowym mniejszym od 20-30 msek odbierane są przez świadomość jako jednoczesne. Dla wyjścia z okna jednoczesności potrzeba kilku dodatkowych milisekund, natomiast dla ustalenia kolejności bodźców niezbędny jest czas wyższy niż 30 msek. Świadomość można więc przedstawić jako punkt w czasie o „szerokości” 25 msek, a to dlatego, że nasze neurony synchronizują się na takiej właśnie częstotliwości. Z powodów przedstawionych ograniczeń, człowiek może odebrać i rozróżnić maksymalnie 30 różnych bodźców w ciągu sekundy. Opisana właściwość percepcji wzrokowej jest wykorzystywana przy projekcji filmów. Zamiast nagrywać każdą milisekundę akcji wystarczy sfotografować ją co 30 msek, a człowiek przy zachowaniu dobrej jakości obrazu nie zorientuje się, że jest oszukiwany. Oczywiście postrzegamy zjawiska dziejące się nawet szybciej niż 1 msek. Szybkie wibracje powietrza to przecież nic innego jak dźwięk, natomiast jeszcze szybsze wibracje fal elektromagnetycznych dają kolor - jest to jednak zupełnie inna jakość odbioru.

Zjawiska zachodzące na tak krótkich odcinkach czasu mają znacznie bardziej naukowe, niż praktyczne dla szarego człowieka. Nie każdy z nas może, lub musi skorzystać z tego, że przy rozpoznawaniu obiektów oddalonych do 15 metrów od niego szybciej jest zastosować zmysł słuchu, natomiast powyżej tej granicy przewagę zyskuje wzrok (wynika to z wolniejszej pracy układu wzrokowego niż słuchowego, ale również większej prędkości światła niż dźwięku). Nie każdy przecież gra w squasha, lub prowadzi samochód z prędkością 200 km/h. Jako ciekawostkę można także potraktować fakt, iż decyzję wyboru podejmujemy co 30 milisekund. Bardzo możliwe jednak, że to właśnie te informacje przybliżają naukę do zrozumienia istoty świadomości.

Z pewnością łatwo jest nam sobie wyobrazić, co może się wydarzyć w przeciągu trzech sekund. Cykl wyznaczany przez owe 3 sekundy jest jednak równie zagadkowy. Człowiek potrafi oszacować długość trwania dowolnego bodźca, o ile nie jest on dłuższy niż 3 sekundy. Muzyk nie potrafi akcentować rytmu przekraczającego 2,5-3 sekundy. Powyżej tej granicy zdolność pamiętania, lub inaczej rozumienia połączenia między bodźcami jest zaburzona. Czas spaja więc tylko te wrażenia, które są od siebie w odległości maksymalnie 3 sekundy. Jeśli jednak pomiędzy dwoma odległymi zdarzeniami istnieje trzecie to skojarzenie może powstać niejako pośrednio - tak najczęściej wygląda proces pamięciowy. Tekst ulubionej piosenki pamiętamy dlatego, że poszczególne słowa łączą się w łańcuch pamięciowy. Zauważmy teraz, że jeśli będziemy bez przerwy wymawiać słowo KUBA, wówczas co około 2-3 sekundy zmieni się ono w BAKU, i na odwrót. Podobny efekt powstanie, gdy skoncentrujemy wzrok na kostce Neckera (narysowana na płaszczyźnie siatka sześcianu - dwa przesunięte względem siebie kwadraty, których wierzchołki połaczone są krawędziami). Niezależnie od naszej woli, a nawet wbrew niej, sześcian zmienia perspektywę również co około 3 sekundy. W ten sposób poznaliśmy drugie oblicze rytmu 3 sekundowego. Jedna z hipotez tłumaczy to jako „męczenie” się śladów pamięciowych. W przykładzie z powtarzanym słowem, neurony odpowiadające za KUBA są jak gdyby sprawne co 3 sekundy ustępując cyklicznie miejsca BAKU. Analogicznie wygląda sytuacja z kostką Neckera. Zjawisko to jest wykorzystywane w systemach przyspieszonej nauki języków obcych. Powtarzanie słówek co 3-4 sekundy jest efektywniejsze niż klepanie ich non-stop.

 

Proponowana literatura: Ernst Poppel: „Granice świadomości”  PIW, 1989

 

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #5 : Sierpień 28, 2010, 17:18:36 »


Treorie powstania Homo sapiens


Skąd pochodzą ludzie rasy białej, w szczególności ci ze Skandynawii z całkowicie nieodporną na promieniowanie UV skórą, o kosmicznie błękitnych oczach, białych włosach i wyraźnie innych cechach psychicznych?
Dlaczego tak wielu białych ma zbyt małą szczękę, często nie mieszczącą wszystkich 32 zębów, powodującą powszechne wady zgryzu, a biodra wielu białych kobiet są tak wąskie, że poród staje się bardzo niebezpieczny. W średniowieczu co dwudziesta kobieta umierała przy porodzie.
Niemal każdy przedstawiciel rasy białej ma inne włosy, oczy, a często także zdeformowaną budowę ciała jak np. krzywe nogi, uszy, nos, czy też dziwne owłosienie, np. owłosione jak u szympansa plecy niektórych mężczyzn.
A dlaczego nie każdy samiec i każda samica współczesnego gatunku Homo sapiens powinny mieć ze sobą dzieci, ze względu na serologiczny konflikt grup krwi?
Co to za gatunek, który nie może się swobodnie rozmnażac?
A dlaczego Indianie z rezerwatów w USA mają wyłącznie grupę krwi 0 ?
Czy to wszystko są typowe, naturalne mutacje?
Nie kładźmy jednak wszystkich naszych dylematów na barki leciwej już babci Ewolucji.
W końcu liczy już sobie 150 wiosen ?
Co o widac na przykład w naszym ludzkim DNA ?
Amerykanin Lloyd Pye, jest w całkowicie pewny, że Homo sapiens powstał dzięki inżynierii genetycznej przybyszów z kosmosu.
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=fzuLlDEB2sg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=fzuLlDEB2sg</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=XKjv9m_EE64" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=XKjv9m_EE64</a>
Według Pye wiele fragmentów DNA człowieka nie mogło powstac w drodze naturalnej ewolucji, a jedynym rozsądnym wytłumaczeniem jest inżynieria genetyczna użyta do ich wytworzenia.
Największe wrażenie zrobił na mnie slajd pokazujący jak w naszym DNA sztucznie sklejono chromosomy, zmniejszając ich całkowitą liczbę do 46, aby umożliwic transfer odpowiednich "uczłowieczających" genów. Wszystkie inne małpy naczelne mają 48 chromosomów. Według Lloyda Pye Homo sapiens nie należy do naczelnych !
Niesamowity jest też odczyt listu amerykąńskiego genetyka piszącego w imieniu swoim i kolegów, całkowicie popierających ustalenia Lloyda Pye. Panowie ci panicznie boją się jednak utraty pracy i wykluczenia ze środowiska naukowego.
Niektórzy antropolodzy i ewolucjoniści wcale nie są tacy pewni swoich tez. Oto przykład:
"W przeciwieństwie do naczelnych u ludzi nie ma starych linii mitochondrialnych, a zatem u ludzi musiało wydarzyc się coś tajemniczego"- Ch.Stringer, R.Mckie "Afrykański exodus. Pochodzenie człowieka współczesnego"1999,
Czyli nawet DNA mitochondrialne Homo sapiens jest inne, a nie powinno.
Mitochondria są to bowiem malutkie kuliste centra energetyczne wewnątrz komórki ludzi i zwierząt, posiadające w swoim wnętrzu własne, odrębne DNA. Każde dziecko otrzymuje mitochondria od swojej matki bez żadnych zmian. Zatem w pokoleniowych liniach żeńskich mitochondria powinny byc ciągle niemal identyczne, nawet przez tysiące lat, a nawet miliony lat.
Kto więc wymienił mitochondria u ludzi na inne. Powinny być przecież takie same co u małp?
A może mieliśmy po prostu jakąś inną, "obcą" Pramatkę nie należącą do naczelnych?
Może mitochondria mamy o od Niej ? Odpowiedź otrzymamy już za chwilę.

Jest jeszcze jeden dodatkowy ale, niezwykle ważny problem związany z DNA Homo sapiens. Lloyd Pye podkreśla go jako coś bardzo istotnego.
Otóż w DNA współczesnego człowieka mamy ponad 4000 błędów genetycznych. Według Pye, liczba tych błędów stale rośnie, z każdym nowym pokoleniem ludzi, z każdą nową zygotą. Nie istnieje żaden podobnie "zepsuty" kod DNA w przyrodzie naszej planety!!! Niewielki procent wizualnych dowodów ich egzystencji wymieniłem początku tekstu.
Pye twierdzi po prostu, że człowieka tworzyła obca cywilizacja na relatywnie niskim poziomie rozwoju, niewiele wyższym od naszego . Według Pyea, ów niesamowity natłok defektów genetycznych w DNA człowieka wynika z tego, że naszym "konstruktorom" nie zależało w ogóle na jakości, ponieważ tworzyli przyszłego niewolnika, dostosowanego jedynie do składu atmosfery, czy też grawitacji Ziemii i przeznaczonego do fizycznej pracy. Dodatkowo liczyła się zdolnośc do szybkiego rozrodu, aby uzyskac jak największą liczbę robotników w jak najkrótszym czasie. W związku z tym kobiety miały być zdolne do następnej ciąży możliwie szybko po porodzie.
Co ciekawe, teksty pochodzące z najstarszej znanej nam cywilizacji starożytnego Sumeru, zdają się w pełni potwierdzac tezy Amerykanina. Sumeryjczycy dużo pisali na temat pewnych przybyszów z kosmosu. Nazywali ich Annunaki. Pochodzili oni z planety zwanej Nibiru. Byli to "ludzie" o białej skórze i błękitnych oczach i wzroście około 2,5-2,8 metra, raczej niedostosowni do warunków panujących na planecie Ziemia. Przybyli na ziemię by pozyskiwac złoto. Teksty podają, że Annunaki potrzebowali dużej ilości robotników do pracy w kopalniach i niecierpliwie oczekiwali na ich wytworzenie. Gdy tego dokonano zapanowała ogólna radośc - "Zaginiona księga Enki".
Stworzenie Homo Sapiens nie obyło się jednak bez kłopotów. Na powyższy temat natrafiłem już dość dawno. Pisał o tym np. dr Jan Kwaśniewski w doskonałej książce pt. "Tłuste życie".
Według Sumerów pierwsze egzemplarze ludzkie były bardzo nieudane. Stare pisma dość dokładnie to opisują. Wymieniane są poszczególne wady genetyczne. Duże problemy dotyczyły np. uzyskania zdolności do mowy.
Dodatkowo występowały trudności z utrzymaniem ciąży.
Sukces przyszedł dopiero wówczas, gdy zarodki z ludzkim DNA umieszczono w macicach kobiet Annunaki, kilkunastu ochotniczek z macierzystej planety Nibiru, okrzykniętych później bohaterkami.
A więc mieliśmy jednak obcą pramatkę, a nawet pramatki! Stąd więc pochodzą inne niż u wszystkich naczelnych małp mitochondria komórkowe!
Aż, trudno uwierzyć, by Sumeryjczycy sami to wszystko sobie wymyślili. Lektura sumeryjskiej "Zaginionej księgi En-ki" jest na prawdę pasjonująca.
Gdy do tego wszystkiego dodamy filmy z wykładami Lloyda Pye, gdzie przedstawiono niemal niezbite dowody na ingerencję inżynierii genetycznej w DNA Homo sapiens, niemal każdy racjonalnie myślący człowiek stwierdzi, że to prawda, bo kod DNA nie kłamie.
Czy aby na pewno?

Okazuje się, że przeszłośc człowieka była najprawdopodobniej jeszcze bardziej skomplikowana. Już kilka lat temu ustalił to Polski inżynier ze Śląska, Józef Wasilik.
Po lekturze jego książki pt.: "Bastard na łonie macochy" jestem pewien, że to właśnie Polak ma rację.
Otóż wedle ustaleń Józefa Wasilika nie wszyscy ludzie powstali w jednakowy sposób.
Początkowo na Ziemii "wyprodukowano" wyłącznie pierwotnego Homo Sapiens. Powstał on drogą wieloetapowych zabiegów inżynierii genetycznej. Etapy przykładowe to Homo erectus, czy neandertalis. Kluczem do sukcesu było zabezpieczenie poszczególnych etapów przed możliwością krzyżowania się pomiędzy sobą i tworzenia płodnego potomstwa. Pewnego, dodatkowego zabezpieczenia jednak zabrakło. To właśnie jego brak spowodował, że piszę ten tekst. Ale o tym później. Według Wasilika każdy nowy etap wypierał w sposób naturalny poprzednie, co tłumaczy min. dlaczego znajdowano szkielety Australopiteków pochodzące z okresu, w którym żył już nawet Neandertalczyk.

Efektem tych poczynań był pozbawiony błędów genetycznych myśliwy-zbieracz-robotnik. Wasilik nazwał go Homo Sapiens Naturalis. Powstał około 30-40 tys. lat temu.
Według Sumeryjczyków Annunaki tworzyli człowieka samodzielnie. Z moich własnych ustaleń wynika jednak, że robotnika dla Annunaki tworzyła inna, dużo bardziej rozwinięta cywilizacja, pochodząca najprawdopodobniej z konstelacji z Oriona. Była to po prostu forma pomocy dla mniej rozwiniętej cywilizacji Annunaki.- źródło www.zetatalk.com
Wasilik założył, że człowieka naturalnego tworzyły dwie grupy inżynierów-genetyków.
Jedna grupa bazowała na szympansie tworząc rasę czarną. Druga, przebywająca w Azji, bazowała na orangutanie, tworząc ówczesną rasę żółtą, o wyraźnie innych cechach fizycznych (twarz, skóra, przekrój włosa) i psychicznych. Pierwotna rasa czarna to robotnicy Annunaki, stworzeni głównie do pracy w koplaniach.
Cel powstania rasy żółtej (mongloidalnej) był wg Wasilika zupełnie inny . Byli to inteligentni myśliwi zdolni do eliminacji dużych i bardzo niebezpiecznych dla Annunaki zwierząt, np. tygrysów szablozębnych. Ludzie ci byli niezwykle jednorodni wewnątrz danej rasy. Istniała wówczas na Ziemi tylko jedna grupa krwi, grupa 0.
Potwierdzeniem tej części teorii Wasilika są np. oryginalni Indianie - tylko grupa 0
Nie jest jednak zupełnie wykluczone, że tworzono wówczas więcej niż dwie podgrupy Homo Sapiens Naturalis.
Moim zdaniem skromnym zdaniem, naturalnych ras ludzkich mogło być więcej np.: Pigmeje, Aborygeni, Indianie i Eskimosi. Nie jest to jednak tak bardzo istotne, jak to:

Skąd wzięło się ponad 4000 błędów kodu DNA u współczesnego Homo Sapiens Co?
Z ustaleń Polaka wynika, że stało się to dopiero w wyniku pojawienia się tzw. rasy białej, około 10-12 tys. lat temu. Co ciekawe, dokładnie w tym samym okresie pojawiły się także pozostałe grupy krwi ( wszystkie oprócz dotychczas istniejącej grupy 0).
Według Wasilika Biali pojawili się w wyniku tzw. GRZECHU PIERWORODNEGO
Było to około 10-12 tysięcy lat temu.
Rasa biała jest po prostu genetycznym mieszańcem, powstałym w nielegalnych stosunkach seksualnych białych przybyszów o 46 chromosomach, czyli Annunaki z kobietami dawnej rasy czarnej.
"Synowie Boży, widząc, że córki ludzkie są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, które im się podobały. A te rodziły im syny, Ci byli owi mocarze, giganci sławni w onych dawnych czasach, a nawet i potem"- Biblia; cytat z Księgi Rodzaju
Dawni herosi to pierwsze białe hybrydy genetyczne np.: Herakles, Utanapaszkin.
Inny cytat z Biblii opisujący błędy genetyczne powstałej rasy białej: "W bólach rodzic będziecie".
Błędy ludzkiego DNA nie mają więc żadnego związku z pierwotnym stworzeniem Homo Sapiens w wersji nazwanej przez Wasilika Naturalis, który pod względem genetycznym był niemal doskonały. .
Rodzi się oczywiste pytanie. Dlaczego Annunaki złamali obowiązujący ich zakaz kontaktów seksualnych z murzynkami?
Otóż Księga Henocha"- apokryf Starego Testamentu, który nie wszedł w skład Biblii, z wiadomych względów, podaje, że do pracy w kopalniach na Ziemii oddelegowano samych mężczyzn. To była właśnie przyczyna grzechu pierworodnego.
Nowy biały podgatunek powstały w wyniku grzechu pierworodnego Wasilik nazwał Homo Sapiens Civilis.
Z jego pojawieniem się związane jest bowiem powstanie pierwszych osad rolniczych. Rozpoczął się wówczas rozwój cywilizacji ludzkiej.
"Księga Henocha" podaje, że "Biali Aniołowie" uczyli nową rasę niemal wszystkiego, min.: rolnictwa, metalurgii, astronomii, czy matematyki. W ciągu kilku tysięcy lat, wraz z rozprzestrzenianiem się osiadłego trybu życia i rolnictwa "złe geny" dotarły do wszystkich zakątków świata.
Dlatego obecnie niemal wszyscy ludzie na Ziemi noszą w sobie genetyczne piętno grzechu pierworodnego, czyli są mieszańcami. Wszyscy mamy różne grupy krwi, poza naprawdę nielicznymi wyjątkami, jak oryginalni Indianie.

źródło www.focus.pl

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Luty 14, 2011, 18:28:41 wysłane przez Michał-Anioł » Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #6 : Sierpień 29, 2010, 11:17:10 »


Artykuł  poniżej pokazuje jak iluzoryczna jest nasza wiedza







Proces powstawania ziemskiej skorupy i kontynentów jest ciągle nieznany. Istnieją opisujące go teorie, ale najnowsze odkrycia obalają stare modele, zmuszając naukowców do rezygnacji z przekonania, że formowanie kontynentów zakończyło się dwa miliardy lat temu i że stanowią one jednolite płyty skalne.


Pierwotne ziemskie kontynenty zaczęły się tworzyć trzy miliardy lat temu, kiedy nasza planeta była bardziej gorąca a ruch roztopionej skały w jej płaszczu bardziej intensywny. Materia skalna unosiła się ku górze, podobnie jak szumowiny w gotującej się zupie, formując ostatecznie litosferę, czyli zewnętrzną, twardą powłokę. Jedna z głównych teorii zakłada, że kontynenty uformowały się z punktowego wypływu materii, rozchodzącej się na wszystkie strony. Kiedy miliard lat później Ziemia ostygła, formowanie kontynentów zakończyło się, a drobniejsze procesy geologiczne dobudowywały jedynie ich obrzeża. Od tego czasu płyty kontynentów kilkakrotnie rozdzielały się, obracały, łączyły i zmieniały położenie, ale pozostawały litymi masami skalnymi - kratonami - o grubości szacowanej na 250 kilometrów - takie wyobrażenie panowało do teraz, ostatnie badania jednak przeczą tym założeniom.

Badanie prehistorii Ziemi jest trudne a jej przeszłość niejasna - to z powodu niemożności zbadania jej głębszych warstw. Wierzchnie 40 kilometrów litosfery to skorupa, znacząco odmienna chemicznie od głębiej położonego płaszcza. Jedyne źródło informacji o głębszych skałach to ksenolity i ksenokrysty - skalne inkluzje, wynoszone podczas aktywności wulkanicznej.

Główną metodą badawczą jest rejestrowanie rozchodzenia się fal sejsmicznych, powstających na przykład podczas trzęsień ziemi. W ten właśnie sposób oceniono grubość kratonu tworzącego główną część kontynentu północnoamerykańskiego na 250 kilometrów pośrodku, nieco mniej na obrzeżach. Pod tą twardą litosferą znajduje się mniej zwarta astenosfera, po której „ślizgają" się płyty kontynentów.

Rewolucję w postrzeganiu historii i struktury litosfery zawdzięczamy dwójce naukowców. Barbara Romanowicz, kierownik Berkeley Seismological Laboratory oraz Huaiyu Yuan opracowali nowy sposób badania struktury ziemi, nazwany anizotropią azymutalną. Wykorzystuje on fakt, że fale sejsmiczne rozchodzą się z różną prędkością, w zależności od kierunku, w którym skały były rozciągane podczas procesów geologicznych: wędrówki i obracania się kontynentów. Kiedy bowiem litosfera porusza się względem astenosfery, skały są rozciągane w kierunku ruchu, nabierając określonej tekstury.

Ku swojemu zaskoczeniu, odkryli oni wyraźną granicę w strukturze skał na głębokości 150 kilometrów. Nie może być to granica pomiędzy litosferą a astenosferą, ponieważ jest zbyt ostra. Musi to więc być granica między dwiema warstwami skał w kratonie dotychczas uważanym za jednolity. Podobną granicę, na głębokości 120 kilometrów, odkryto kilka lat temu wykorzystując fakt zmiany fali sejsmicznej z poprzecznej na podłużną i na odwrót, podczas przechodzenia przez ostre granice.

Według tych badań, górna warstwa amerykańskiego kratonu wykazuje oznaki rozciągania w kierunku północnowschodnim - południowozachodnim, zaś głębsza w kierunku północno - południowym. Oznacza to, że kraton nie mógł uformować się z jednego, centralnego źródła materii skalnej, gdyż wówczas kierunki rozciągania rozkładałyby się niczym szprychy w kole rowerowym. Oznacza to też, że jego poszczególne warstwy - niczym warstwy tortu - powstały w innych warunkach i innym czasie. Odkrycie dowodzi też, że procesy geologiczne formujące kontynenty były jeszcze aktywne mniej niż miliard lat temu. To stwarza konieczność przemyślenia genezy kontynentów na nowo.

Źródło: kopalniawiedzy.pl

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #7 : Sierpień 31, 2010, 13:28:05 »


Wpływ wiatru słonecznego na magnetosferę
Obserwacja magnetosfery z satelity
http://www2.nict.go.jp/y/...time/index.html
warto tu sobie zaglądać codziennie

A tu możecie zobaczyć  podgląd z jednego dnia o dużym natężeniu tegoż wiatru
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=TZ4g416Gj9s" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=TZ4g416Gj9s</a>

Na tym filmiku można zobaczyć jak wzrasta natężenie wiatru słonecznego i jaki ma wpływ na magnetosferę
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=wcMUEuggOsQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=wcMUEuggOsQ</a>

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Sierpień 31, 2010, 13:33:58 wysłane przez Michał-Anioł » Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #8 : Wrzesień 09, 2010, 18:16:29 »


Wpływ Kosmosu na procesy życiowe

 

 

Czy Kosmos może mieć wpływ na nasze organizmy? Jeśli tak – to jaki? Zastanówmy się nad tym…

 

Jak myślisz – czy pole magnetyczne Saturna, tysiąc razy silniejsze od pola Ziemi, nie ma na nas wpływu?

A magnetary – niewielkie gwiazdy neutronowe (10÷20km średnicy) o niewyobrażalnej wprost gęstości i  polu magnetycznym nawet 100 miliardów silniejszym od ziemskiego? Gwiazdy takie niekiedy wybuchają wyrzucając do przestrzeni kosmicznej promieniowanie elektromagnetyczne w zakresie promieni Roentgena i promieni gamma, które dociera do powierzchni Ziemi powodując zakłócenia np. łączności radiowej. Czy na nasze subtelne w swej elektromagnetycznej naturze  ciała nie ma to żadnego wpływu?

Oczywiście, sygnały z Kosmosu są zbyt słabe, abyśmy mogli odbierać je naszymi zmysłami. Co najwyżej obserwujemy przy pomocy wzroku światło gwiazd jako część spektrum elektromagnetycznego.

 

Mimo subtelności tych sygnałów nasz organizm rejestruje je m.in. za pośrednictwem własnego biopola. Każdy energetyczny sygnał – czy to dźwięk, czy to światło widzialne, czy fale elektromagnetyczne poza obrębem widzialności, czy działanie sił elektrycznych lub grawitacyjnych – jest odbierany m.in. przez skórę.

 

Nie ulega już wątpliwości, że stany energetyczne Kosmosu wywierają głęboki wpływ na strukturę, morfologię i fizjologię człowieka. Nie będziemy sięgać po granice galaktyki albo jeszcze dalej. Wystarczy, jeśli sięgniemy po przykłady wpływu na organizmy naszej gwiazdy – Słońca i satelity Ziemi – Księżyca.

 

Już na początku XX wieku wielu fizjologów wiązało dziwne stany ludzkich organizmów pojawiające zazwyczaj się w okresie 1-2 dni z faktem występowania tzw. plam na Słońcu spowodowanych burzami magnetycznymi. O jakie dziwne stany chodzi?  Po prostu obserwowano  niewytłumaczalną apatię, stany lękowe, niezborność motoryczną, opóźniony czas reakcji, niemożność rozwiązywania prostych problemów wymagających szybkiego i logicznego myślenia. Dzisiaj już wiemy, że takie symptomy to typowy obraz e-syndromu (j.ang. – electromagnetical syndrome), którego źródłem są zaburzenia aktywności elektromagnetycznej Słońca.

 

Przez wiele lat lekceważono to zjawisko. Dopiero problemy dotykające przedstawicieli niektórych szczególnie odpowiedzialnych zawodów – a w zasadzie skutki tych problemów – pilotów samolotów, kierowców, chirurgów, zwróciły uwagę naukowców na zagadnienie.

 

Przykładem szczególnym skutków takich problemów jest wyraźny wzrost wypadków lotniczych w czasie, kiedy w koronie Słońca dochodzi  do eksplozji, a w ich wyniku do wysłania w przestrzeń ogromnej ilości naładowanych elektrycznie cząstek, które powodują zaburzenia elektromagnetyczne.

 

Potwierdził to w 1985 r. „Lancet”, największy periodyk medyczny, publikując informacje o groźnym wpływie szybkozmiennych pól magnetycznych na organizm, które przy dużej mocy mogą powodować zaburzenia funkcjonowania ustroju nawet z bardzo dużych odległości – np. ze Słońca oddalonego od Ziemi o ok. 150 milionów kilometrów.

 

Burze magnetyczne na Słońcu wpływają również na wzmożoną migrację ludności, wzrost zachowań agresywnych całych społeczeństw oraz wzrost podatności na choroby.

 

Prof. Maki Tahara z Toho University w Japonii, twórca testów mierzących poziom albumin w serum krwi, wykazał na podstawie wieloletnich badań, że poziom ten ma ścisły związek z cyklem słonecznym, a reakcje wywoływane są nawet przez wschody i zachody Słońca oraz jego zaćmienia.

 

Wyniki prac zespołów badawczych w Soczi (Gruzja) wykazały, że podczas największej aktywności Słońca wyraźnie zmniejsza się liczba limfocytów we krwi. Skutkiem tego jest spadek odporności organizmu, co może być przyczyną zachwiania równowagi w ustroju prowadzącego do nasilonego występowania chorób, a nawet epidemii w latach „niespokojnego Słońca”.

 

Także kardiolodzy francuscy ustalili na podstawie licznych danych  silny związek między „niespokojnym Słońcem”, a zawałami. Okazało się, że najbardziej niebezpiecznymi dniami są dni z nasiloną radiacją słoneczną wywołującą zakłócenia w atmosferze ziemskiej.

 

Również nasz towarzysz kosmicznej podróży – Księżyc, wywiera ogromny wpływ na cała przyrodę, w tym na nasze ludzkie organizmy i ich fizjologię w sposób przekraczający absolutnie nasze możliwości rozumienia.

Przypuszczalnie to energia Księżyca już od tysiącleci przesyła na Ziemię elektromagnetyczne częstotliwości sprawiające, że DNA zachowuje podwójną wstęgę (helisę).

 

Księżyc wyznacza również program naszego rozmnażania ogromnej ilości stworzeń  – również ludzi, zapisując w kobietach (w mężczyznach również!) cykl rozrodu. W czasie pełni Księżyca wzrasta płodność kobiet, przychodzi na świat o 20% więcej dzieci (z powodu wzmożonej cyrkulacji krwi).Pełnia sprawia również, że hormony seksualne „szaleją” – pełnia wzmaga pożądanie o ok. 30%.

 

Czy zwróciłeś już uwagę, że tzw. miesiąc synodyczny, czyli czas między kolejnymi nowiami Księżyca, a  trwający 29 dni (plus 12 godzin, 44 minuty, 3 sekundy) odpowiada w przybliżeniu cyklowi miesięcznemu kobiety? Czy wiesz, że dwa razy więcej kobiet zaczyna miesiączkować w czasie pełni, niż w innym okresie?

 

Księżyc ma również wpływ na nasze nastroje – zwłaszcza przedstawicielek płci pięknej. W okresie pełni są one często rozdrażnione, agresywne, podatne na migreny, łatwiej wybuchają łzami, ale też bardziej niż zwykle tęsknią za czułością.

 

Księżyc rządzi przypływami energii w naszych ciałach w taki sam sposób, w jaki kieruje przypływami oceanów i mórz. Skoro ma wpływ na wody oceanów, to oddziałuje także na wodę zawartą w naszym organizmie. Przecież składamy się w ok. 80% z wody. Oddziałuje więc Księżyc na krew i hormony w niej zawarte.

W czasie poszczególnych faz Księżyca nasilają się objawy różnych chorób – np. epilepsji, gruźlicy, astmy, migren, bezsenności, niewydolności nerek czy dolegliwości psychicznych. Od faz zależy też krzepliwość krwi – w czasie pełni jest najmniejsza i bardzo łatwo o krwotoki, które wówczas trudno zatamować.

 

Księżyc ma również olbrzymi wpływ na rozwój roślin. Coraz częściej wykorzystuje się w ich uprawie tzw. kalendarz biodynamiczny uwzględniający fazy Księżyca.

 

W jaki sposób to się dzieje? Czy tylko pod wpływem sił grawitacji Księżyca? A może pod wpływem oddziaływań promieni słonecznych (fal elektromagnetycznych) odbitych od jego powierzchni?

 

Czy tylko te dwa ciała niebieskie – Księżyc i Słońce, mają na nas wpływ? A inne naturalne obiekty kosmiczne?

 

Czy ich promieniowanie energetyczne mogło mieć wpływ np. na seksualnych partnerów, ich nastrój i stan witalności, a także na jakość poczęcia? Czy można mówić o wpływie planet, gwiazd na organizm dziecka w momencie jego narodzin, a nawet jego potencjalne możliwości? W tym kontekście stwierdzenie „urodzony pod szczęśliwą gwiazdą” nabiera wyjątkowo specyficznego znaczenia, prawda?

 

 Na nasze ciała oddziałują również inne ciała – poprzez dotyk, poprzez słowa, poprzez obrazy. Nawet powiew wiatru, szum morza ma na nas wpływ. Problemem jest tylko (łatwo powiedzieć, prawda?) dostrzeżenie tych sygnalizowanych nam subtelnych zdarzeń.

JESTEŚMY JEDNYM WIELKIM, NIEZWYKLE SUBTELNYM

 

RECEPTOREM ZMYSŁOWYM

 

DLA ODBIORU WSZELKIEJ INFORMACJI -

 

PRZEDE WSZYSTKIM JEDNAK

 

ELEKTROMAGNETYCZNEJ.

Prof. W. Sedlak
Według teorii neotransmisji (wg kanadyjskiej organizacji „Badacze Rzeczy Nieznanych”) próbującej wyjaśnić wszelkie prawa i zasady rządzące Ziemią i Kosmosem, każdy z nas jest jednocześnie i nadajnikiem i odbiornikiem energii posiadającym tzw. transmiter – ośrodek energetyczny (czyżby chodziło o duszę?).

 

 Niekiedy dochodzić może do nieprzewidzianych zmian w transmiterze („chora dusza”), co staje się przyczyną chorób – najpierw o podłożu psychicznym (duchowym), a później somatycznym (cielesnym) lub pojawienia się nadzwyczajnych (paranormalnych) umiejętności.

 

I tu dygresja.

 

Światło gwiazd – typowe spektrum elektromagnetyczne – niesie zakodowane w nim informacje. Najbardziej proste – to parametry tego światła – natężenie, amplituda fal, częstotliwość, prędkość itp. Do tego dochodzą pewnie i inne wielkości, może bardziej złożone i tajemnicze? Któż wie, jakie informacje są zakodowane w świetle gwiazd? Wszystkie te parametry tworzą charakterystyczne dla danej planety pole świadomości elektromagnetycznej transmitując energię pola w postaci ścieżek danych.

 

Możliwe, że to niedorzeczność. Czy jednak nie widać, jak szybki postęp dokonuje się w technologii i technice każdego dnia?

Przecież np. ostatnie 50 lat w historii ludzkości to niewyobrażalny wprost skok cywilizacyjny. Nie było takiego zjawiska w historii (przynajmniej znanej dla nas). 

 

Zauważyłeś już z pewnością, że coraz bardziej wzmagają się nasze zdolności. Ma się wrażenie, że ewoluujemy w przyśpieszonym tempie.

Zwróciłeś również uwagę i na to, że np. małe dzieci, młodzież, świetnie radzą sobie z techniką – zwłaszcza elektroniczną. Nikt im nie czyta instrukcji obsługi urządzenia, a one je po prostu „czują”. A my, przedwcześnie urodzeni, nie umiemy się często z tym pogodzić i pytamy „Dlaczego?” A dlaczego nie?

 

Co jest przyczyną tak gwałtownego przyśpieszenia? A może do naszych mózgów spływają kodowane światłem informacje wywierające na nas wpływ? Może ktoś nam je przesyła – kompletnie bez naszej świadomości?

 

A może jest tak, że każda z żyjących istot „produkując” wszelkie myśli – począwszy od tych nawet najbardziej prozaicznych, po największe idee, pomysły, obrazy mentalne, modele matematyczne, fizyczne i inne tworzy po prostu wiedzę Wszechświata, instrukcje obsługi, matryce postępowań, kosmiczną bibliotekę, bank danych, Kronikę Akaszy  (wg ezoteryków Kroniki Akasza – obrazy wywoływane myślowo, a przedstawiające zgodnie z prawdą wydarzenia minione – wizualnie i fonicznie, a przechowywane w tzw. Komnacie Kronik), magazyn wiedzy i umiejętności, pole grupowej świadomości, z których później każdy z nas może (?) korzystać do woli. Nasz mózg-generator najpierw przesyła wszelkie informacje do tego swoistego banku, a później nasz swoisty mózg-odbiornik odbiera równie wszelkie informacje zawarte w banku.

 

Taki sposób myślenia jest zgodny z teorią przyczynowości formatywnej opracowaną przez angielskiego biochemika Ruperta Sheldrake’a, która mówi m.in. o matrycach w postaci tzw. pól morfogenetycznych (j. gr. - morphe – kształt, genesis – powstawanie), które są tworzone przez wszelką inteligencję.

 

Wg tej teorii inteligentne pola morfogenetyczne sterują prawami natury, koordynują prace kodu genetycznego i wpływają na zachowania, emocje i uczucia ludzi oraz zwierząt. Najprościej rzecz całą ujmując: przyczyna (np. myśli, emocje) tworzy konkretne formy (materialne).

 

Podobnie wypowiada się Giennadij I.Szypow twierdząc, że to właśnie z „uniwersalnego banku danych” przepływają do nas nieoczekiwane pomysły wynalazków i idee drogą nagłych przeskoków świadomości, olśnień, snów, objawień, czego charakterystycznym przykładem jest słynne „Eureka!” Archimedesa. A Ty, nigdy w swoim życiu z takim zjawiskiem się nie zetknąłeś?

 

 

„Każde wydarzenie materialne i mentalne stwarza subtelny wzorzec przechowywany w pamięci Wszechświata. Wzorzec utrwala się tym lepiej, tym większą uzyskuje energię, im częściej bywa powtarzany.” (Maciej Kuczyński, „Poza granice nauki – Nogi na głowie”, „Nie z tej Ziemi” Nr 5/1995 r.).

 

I jeszcze jeden cytat:

 

„Nowa umiejętność odkryta przez zwierzę czy człowieka, powtórzona kilka razy staje się trwałą  formą  i trafia do banku  pamięci [podkreślenia autora]. Od tej chwili inne zwierzęta tego gatunku (lub ludzie) uczą się kilka razy szybciej.

 

Zgodnie z tą koncepcją znacznie łatwiej jest nauczyć kogoś programowania komputerów dziś, niż w latach 70-tych.

Ułatwia to nasza pamięć gatunkowa, a kontakt z nią uzyskujemy dostrajając się do potrzebnej informacji przez  rezonans morficzny.  Taki bank informacji przypomina ezoteryczną ideę Kroniki Akaszy – zapisu wszelkich działań, myśli i emocji, jakie kiedykolwiek pojawiły się na świecie. Niektórzy rzeczoną kronikę nazywają  pamięcią Boga.” („Fizyka cudów” cz.4. – „Nowa wizja Wszechświata, sikorki i bank pamięci”, Wojciech M.Chudziński, „Nieznany Świat” nr 2/2002 r.).

 

Wszystko to kojarzy się jednak przede wszystkim ze światem materii, techniką. Można byłoby więc mówić o materialnym, technicznym ewolucjonizmie.

 

Czy jednak za niesłychanym wzrostem technicznym następuje równoległy i również wysoki rozwój duchowy niezbędny dla zrównoważenia rozwoju technicznego? Wydaje się czasem, że nie, że technika jest wykorzystywana ciągle do niszczenia planety, zadawania cierpień, szerzenia śmierci.

Tak jednak nie jest. Wzrasta duchowość, może jeszcze zbyt wolno, może jeszcze niedostrzegalnie dla wielu. Zwłaszcza, że hałaśliwa rzeczywistość medialna nie zawsze pozwala zauważyć pojawiające się coraz częściej tendencje do poszukiwania przez duże grupy i pojedynczych ludzi ciszy, kontaktu z przyrodą, Boga w końcu. Coraz bardziej nasila się niezgoda na niszczenie naturalnego środowiska, coraz bardziej ludzie zaczynają poszukiwać odpowiedzi na pytania o transcendentalnym charakterze – kim jesteśmy, jaki jest cel naszego istnienia, jakie zadania nam przeznaczono (a może sami przeznaczyliśmy sobie)?

Można przecież założyć, że teoria przyczynowości formatywnej dotyczy nie tylko pierwiastka materialnego, technicznego. Jeśli coraz łatwiej i szybciej nabywamy wiedzę techniczną, to najprawdopodobniej tak samo przedstawia się sprawa z wiedzą duchową. Mamy więc do czynienia z ewolucjonizmem duchowym.

„W takim ujęciu cały Wszechświat aktywnie uczestniczy w procesie ewolucji, i to na wszystkich poziomach: od subatomowego po historyczny i społeczny.

Zbliża to teorię angielskiego biochemika [R.Sheldrake’a – przyp. autora] do wizji teologa i filozofa, ojca Teilharda de Chardin, który również postulował istnienie ukrytego i nie dającego się zmierzyć aspektu materii – ducha.

Według zakonnika, ewolucja Wszechświata to nic innego, jak nasilająca się erupcja myśli integrującej się Świadomości. Rzeczywistość nie jest niezmienna; można wpływać na nią poprzez wolę i wiarę. Im bardziej zintegrowana Świadomość, tym większy jej wpływ na materię świata”. („Fizyka cudów” cz.4. – „Nowa wizja Wszechświata, sikorki i bank pamięci”, Wojciech M.Chudziński, „Nieznany Świat” nr 2/2002 r.).

 

Wynika z tego nasze najważniejsze do wypełnienia zadanie:

 

 

 

PRAWDZIWYM ZADANIEM CZŁOWIEKA

 

JEST MANIFESTACJA PIĘKNA I SIŁY,

 

KTÓRYMI ZOSTAŁ OBDARZONY

 

ORAZ PRAWDZIWEJ TOŻSAMOŚCI:

 

JEDNOŚCI Z WSZECHOBECNYM

 

I WSZECHMOCNYM STWÓRCĄ.

 

Sri Chinmoy, Ambasador Pokoju ONZ

 

Dokonać tego można jedynie wówczas, kiedy uwzględnimy, że jednak istnieje prymat ducha nad materią. Mamy więc wpływać zarówno na  nasze życie, jak i na życie całego otaczającego nas Świata. Nasze życie jest przecież połączone z życiem innych ludzi, zwierząt, roślin jak również przedstawicielami przyrody tzw. „nieożywionej”.

 

„Każda osoba, każda żyjąca istota, a nawet każdy minerał pozostają w kontakcie, to znaczy w rezonansie, razem z kosmosem i w związku z tym także z jego planetami, od których stale pobierają energię, przekształcają ją względnie uszlachetniają, a oddają nadmiar.” (Johann Grander, austriacki badacz przyrody). Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ponieważ odbieramy zaledwie niewielką część elektromagnetycznego pasma istnienia.

 

„Człowiek jest istotą fizyczną, umysłową, uczuciową i duchową, połączoną przez świetlne ciało, które wydziela energię i spaja go z nieskończonym łańcuchem świetlnych istot.” („Ziemia zwiastunów świtu”, B. Marciniak).

 

I jeszcze coś z ezoteryki (szeroko pojętej), co łączy się zarówno z teoriami R. Sheldrake’a, G.I. Szypowa i innych badaczy:

 

„Każda rzecz nosi w sobie wbudowana przeze Mnie energię, która rozsyła swój sygnał na cały kosmos. Wszystko, ludzie, zwierzęta, rośliny, kamienie, drzewa, każdy fizykalny byt emituje energię, niczym nadajnik radiowy.

 

Ty też ślesz w tej chwili energię – nadajesz ją we wszystkie strony z samego środka swej istoty. Energia ta – czyli ty – rozchodzi się na zewnątrz w postaci fal. Przenika ściany, wznosi się ponad szczyty gór, ponad księżyc, w nieskończoność. Wieczność. Nigdy, ale to nigdy nie zanika.

 

Zabarwia tę energię każda myśl, jaką kiedykolwiek miałeś. Kiedy o kimś myślisz, osoba ta może to wyczuć, pod warunkiem, że jest dostatecznie wrażliwa. Kształtuje ją każde słowo, jakie kiedykolwiek wypowiedziałeś. Wpływa na nią każdy twój uczynek.

 

Wibracja, prędkość, długość i częstotliwość fal, jakie nadajesz, ulegają ciągłym przesunięciom zgodnie ze zmianami, jakie zachodzą w twoich nastrojach, uczuciach, myślach, słowach i działaniach. Mówi się nieraz, że ktoś «wysyła dobre wibracje», i to prawda.

 

To samo robi jednak cała reszta ludzi. Stąd «eter», «atmosfera» między wami naładowana jest energią. Ma ona postać Macierzy krzyżujących się i splatających osobistych wibracji, które razem tworzą strukturę o niepojętej wręcz dla ciebie zawiłości.


Ten splot to połączone pole energetyczne, w obrębie którego żyjesz. Jego moc oddziałuje na wszystko. Włącznie z tobą.


Ty wysyłasz nowe wibracje, powstałe pod wpływem dochodzących do siebie wibracji, na działanie których jesteś wystawiony, a te z kolei wzbogacają i przeobrażają Macierz – która z kolei wpływa na pole energetyczne wszystkich pozostałych, i tym samym na wibracje przez nich wysyłane, i w relacji zwrotnej ponownie na macierz – która oddziałuje na ciebie... i tak w kółko.

Myślisz może, że to czysta fantazja – ale czy nie zdarzyło ci się choć raz wejść do pokoju, w którym atmosfera «była tak naładowana», że aż «sypały się iskry»?

Albo może słyszałeś kiedyś o dwóch naukowcach pracujących nad tym samym zagadnieniem niezależnie od siebie – na przeciwległych krańcach globu – którzy w tym samym czasie nagle odkryli rozwiązanie? To powszechne zjawiska, oczywiste przejawy Macierzy.

Macierz stanowi potężną wibrację – może bezpośrednio wpływać na zjawiska i przedmioty, a nawet je stwarzać. («Gdzie dwóch lub trzech zgromadzi się w imię Moje...»).

Psychologia nazwała tę macierz energii «Zbiorową Świadomością». Oddziałuje ona na wszystko, co zachodzi na planecie: perspektywę wojny i nadzieję na pokój, zaburzenia geofizyczne i spokój na powierzchni globu, rozległą epidemię i powszechne zdrowie.

Wszystko to skutek świadomości.” („Rozmowy z Bogiem – księga druga”, Neale Donald Walsch).   
 
Zacytujmy jeszcze jeden istotny fragment – również z tej samej książki:

„Twoja energia – promieniująca niczym Złociste Światło – bez przerwy oddziałuje na wszystko inne. Im bliżej się znajdujesz, tym intensywniej. Gdy się oddalasz, wtedy bardziej subtelnie. Lecz nigdy nie jesteś do końca rozłączony z całą resztą.

Między tobą a każdą istniejącą osobą, rzeczą, miejscem występuje taki punkt, w którym dwie energie stykają się ze sobą, tworząc nową, trzecią jednostkę energii, nie tak gęstą,  ale również realną.

Każda rzecz, każdy byt – w całym wszechświecie – we wszystkie strony emituje energię. Energia ta krzyżuje się ze wszystkimi innymi i powstaje wzór o zawiłości, której nie potrafiłyby zanalizować nawet wasze najpotężniejsze komputery.

To mieszanie się, splatanie, krzyżowanie energii w obrębie tego, co nazywasz światem fizykalnym, stanowi jego spoiwo.

To właśnie jest Macierz. To w Niej przesyłacie sobie sygnały – przekazy sensu, uzdrowienia, a także fizyczne skutki. Mogą one być dziełem jednostek, ale w przeważającej mierze są tworem zbiorowej świadomości.

Te niezliczone energie lgną do siebie nawzajem, o czym już mówiłem. Na tym polega Prawo Przyciągania. Na mocy niego swój «ciągnie» do swego.

Podobne myśli gromadzą się w Macierzy, a gdy zbierze się dostateczna ilość pokrewnej energii, ich wibracje zwalniają, stają się cięższe – i część przechodzi w materię.

Myśli naprawdę przybierają fizyczny kształt – kiedy wielu myśli naraz to samo, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ich myśli staną się rzeczywistością.

Dlatego taką siłę ma połączona modlitwa. Świadectwami jej skuteczności można by zapełnić całą książkę.

Prawdą jest też to, że odległe od ducha modlitewnego myśli są w stanie wywołać określone «efekty». Ogólnoświatowa świadomość zagrożenia, braku, niedostatku może doświadczenie to wywołać na skalę światową lub tylko w «w ognisku zapalnym», gdzie te wspólne myśli mają największą moc.”   

W takim razie istota ludzka nie może być rozpatrywana jedynie jako mechanizm biologiczno-chemiczny, jako zbiór komórek, których funkcje regulowane są przez procesy chemiczne, a zdrowie nie jest tylko stanem ciała.Prawda jest bardziej złożona…

 

 

Fragment książki z cyklu "Barwy Twojego Zdrowia" - "Biomagnetyzm: cudowna moc w życiu - jak wykorzystać lecznicze własności pól magnetycznych?"

Autor: Janusz Dabrowski

 


Wiecej: http://www.eioba.pl/a78077/wp_yw_kosmosu_na_procesy_yciowe#ixzz0z3NPgyh9
 

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Strony: 1 2 3 »   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS