Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: « 1 2 3 4 5 »   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Parę rzeczy do rozpakowania...  (Przeczytany 14686 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #9 : Styczeń 02, 2015, 22:38:13 »


P.S. Leszek, to Twoje Forum. Ty jestes szefem. A my gromadzimy sie dobrowolnie wokol intencji, ktore nas inspiruja, nie trzeba wygrzebywac tresci z prywatnych postow... nie o Sad Ostateczny chodzi, troche luziku.
Sa tutaj informatycy, najwyzszej swiatowej (wszechswiatowej) klasy, matematycy, ktorzy ze serca nauczaja i inni ... wiec troche szacunu!

O czym Ty piszesz? Wprowadzasz w błąd, przeinaczając moje słowa, a jak zwracam Ci na to uwagę, to piszesz, że mam się wyluzować? Nie mogę cytować własnych słów z PW na potwierdzenie tego, co piszę? Jest wielka różnica między "wygrzebywaniem tresci z prywatnych postow" a cytowaniem samego siebie w sprawach technicznych, które zresztą sama publicznie poruszyłaś... I jeszcze piszesz o szanowaniu innych... Tego typu beztroska w posługiwaniu się słowem jest zdumiewająca... Pozdrawiam i... nie ciągnijmy tego, tylko bądźmy rzetelni...

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Styczeń 02, 2015, 22:56:57 wysłane przez Leszek » Zapisane

SasQ
Collegium Invisible
Zaawansowany użytkownik
*
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #10 : Styczeń 04, 2015, 01:11:05 »


Cytuj
Więc uznałem, że lepiej będzie bawić się z tymi, którym ta zabawa (Święta Geometria i Matematyka) się podoba.

Jakbym slyszala echo bezdusznych belfrow, "ja wiem jak to zrobic", czyli wysmiewanie sie z tego, ze ktos inny JESZCZE czegos nie wie.

Cóż, w takim razie pozwól, że przypomnę Ci naszą rozmowę sprzed dwóch lat, i Twoje własne słowa:

Co do metodyki, to moge tylko polecic, przydaje sie w pracy z uczniem zdolnym. Reszte mozna sobie odpuscic, sa niewyuczalni. Tak jest podzielona populacja ludzka, tych madrych jest 1% a reszta to chlam. Niestety.

Wtedy kłóciłem się z Tobą o to, bo dla mnie to jakaś chora jazda z tą "niewyuczalnością", "brakiem talentu", słynnym 1% mądrych itd. Czytając Twoje posty zaczynam jednak odnosić wrażenie, że uparłaś się, by mi udowodnić całym swoim jestestwem, że się mylę, i że jednak istnieją ludzie "niewyuczalni", na przykładzie Twojej własnej osoby bezradny

Ja wychodzę z założenia, że jeśli jedna małpa mogła się czegoś nauczyć, to inne też mogą, wystarczy odrobina chęci i zaangażowania z ich strony. Kiedyś uczyłem każdego jak leci, dopóki nie zauważyłem, że istnieją tacy ludzie, którzy tę wiedzę zawsze jakoś przekręcą na opak, coś spartolą, a później zwalą winę na mnie, że tak ich nauczyłem, robiąc mi czarny PR. Inni z kolei przeczytają to i oleją, albo użyją tylko do zdania jakiegoś egzaminu, a później zapomną. Uczenie takich ludzi nie ma sensu, ale nie dlatego, że są "niewyuczalni", lecz dlatego, że zwyczajnie tej wiedzy nie potrzebują lub nie są gotowi na jej przyjęcie, bo nie stanowi ona dla nich wystarczającej wartości. A jeśli nie są w stanie docenić jej wartości, to nie będą jej szanować. To właśnie miałem na myśli, gdy napisałem o przekazywaniu wiedzy tym, którzy na to zasługują, i którzy sami tej wiedzy poszukują; tym, którym ta zabawa się podoba. Bo jaki jest sens przekazywać wiedzę komuś, kto wcale jej nie potrzebuje, albo uważa ją za głupią i zbędną? Jaki jest sens bawić się w berka z kimś, kto nie lubi zabawy w berka?

Pewien mój znajomy powiedział mi kiedyś mądrą rzecz: "Wiedzy się nie daje – wiedza jest brana". Gdy ktoś czegoś nie chce zrozumieć, to nie zrozumie, choćby miał najlepszego nauczyciela, i nauczyciel ten zmarnuje tylko czas, swój i jego. Za to jeśli ktoś faktycznie poszukuje odpowiedzi i pragnie wiedzy, to nawet najgorszy nauczyciel nie będzie w stanie go przed tym powstrzymać.

W jednym z moich ulubionych seriali, "VR.5" (w Polsce był kiedyś emitowany jako "Komputerowy Świat") w jednym z odcinków był taki motyw, że główna bohaterka miała pomóc pewnej korporacji w odnalezieniu zaginionego geniusza i dotarciu do niego poprzez wizyty w świecie jego podświadomości. Geniusz zaszył się gdzieś z jakimiś ważnym wynalazkiem, nad którym pracował dla tej korporacji, i chodziło o to, by te dane od niego wydobyć. Znalazła go siedzącego na ogromnym drzewie nad przepaścią. Z trudem się tam wspięła, by z nim pogadać. Gdy zaczęła go pytać o dane, po które ją tam wysłano, wskazał jej duże czerwone jabłko wiszące na jednej z gałęzi i powiedział: "To jest owoc z Drzewa Poznania. Wystarczy, że po niego sięgniesz, a dowiesz się wszystkiego." (nawiązując do słynnej sceny biblijnej z Wężem kuszącym Ewę). Bardzo mi się podobała ta scena i jej symbolizm, bo świetnie ukazuje istotę poznania: Owoc z Drzewa Poznania wisi sobie tuż obok nas. Każdy może po niego sięgnąć, jeśli tego pragnie. Musi jednak zrobić choćby ten minimalny wysiłek, wyrażający jego wolę poznania: sięgnąć po ten cholerny owoc. Bo sam mu na głowę nie spadnie, jak w tej bajeczce o Newtonie.

Wielu takich "geniuszy" konczy w samotni przed lustrem, czyli z jedynym partnerem na ... swoim poziomie.

Jeśli próbowałaś mi w ten sposób "pojechać", to chyba niezbyt udolnie, bo nie zadziałało. A to dlatego, że tu się z Tobą częściowo zgodzę (a to Ci niespodzianka!). Faktycznie zauważyłem, że im więcej wiem, tym mniej wokoło partnerów do dyskusji na tematy, które mnie zainteresowały. Tylko czyja to jest wina? Czy to ja robię coś źle, wspinając się na Drzewo Poznania? Czy oni, że tego nie robią? Przecież mogą się wspinać razem ze mną. I masz rację, że mógłbym mieć powody, by czuć się z tego powodu samotny. Jednak tutaj Twoja teoria się kończy, bo nie czuję się samotny ani trochę Uśmiech Bo mimo wszystko nadal mam grupkę znajomych, z którymi mogę porozmawiać zawsze i o wszystkim, bo oni też, podobnie jak ja, wspinają się po tym drzewie. Nie jest ich wielu, ale cieszę się tym, co mam. Nie uważam też, by ta sytuacja była czymś złym. Wręcz przeciwnie: akceptuję to, jako normalne prawo Natury. Każdy ma swoją wolną wolę i nie mnie decydować za innych o tym, czy sięgają po owoc z Drzewa Poznania, czy nie. Każdy musi/może sięgnąć po niego sam, z własnej woli.

Jedno zadanie tego typu to chyba jeszcze nie wykladnia tak ogromnej dziedziny jak cala Matematyka, lub Swieta Geometria.

Oczywiście, że nie. Jest jednak dobrym sposobem na zweryfikowanie, kto faktycznie dąży do wiedzy i próbuje zrozumieć tę matematykę i geometrię, a kto tylko robi wesołą minkę. Na tym forum jest grupka ludzi uważających się za ekspertów od Świętej Geometrii, cytują Dana Wintera, Nassima Harameina, gadają o starożytnych filozofach z Grecji; sporo się mówi o złotej proporcji, fraktalności (czymkolwiek ona jest, bo z kontekstu wynika raczej, że chodzi im o samopodobieństwo), idealnym zagnieżdżaniu (ang. perfect embedding) itd. Dlatego postanowiłem sprawdzić, ile w tym gadaniu jest konkretów, a ile jest siana krzywy

Moja zagadka miała być sposobem na odsianie ziarna od plew, bo aby ją rozwiązać, wystarczy zastosować w praktyce wszystko to, o czym te osoby bez przerwy mówią Mrugnięcie (Heh... tylko jak to jest, że ci, którzy mają najmniej do powiedzenia, z reguły mają najwięcej do gadania? :P ). I w tej roli już się świetnie sprawdziła:

Jak dotąd już dwie osoby przysłały mi rozwiązanie tej zagadki, z czego jedna opisała dość szczegółowo swój sposób dojścia do niego i tok rozumowania. To mnie podbudowało, odzyskałem wiarę w ludzi, bo szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że ktokolwiek z tutaj obecnych w ogóle podejmie się tego wyzwania. A tu nie tylko się podjęli, ale nawet całkiem nieźle sobie poradzili. Czyli moje górą: dla chcącego nie ma nic trudnego Uśmiech

Więc może i Ty spróbujesz?

Żebyś nie marudziła tyle, że "za trudne", oto kolejna podpowiedź:

Zauważ, że w całym tym wyrażeniu powtarza się kilka razy pierwiastek z 5. Każdemu, kto miał styczność ze złotą proporcją w stopniu nieco głębszym, niż obejrzenie obrazka z muszlą Nautilusa, od razu powinno to dać do zrozumienia, że mogą tam się kryć złote proporcje, bo algebraiczny wzór na Fi to:

Fi = (1 + √5) / 2

Co można zrobić z liczbami pod pierwiastkami w moim wzorze, by jakoś bardziej upodobnić je do tej postaci?

Jeśli rozpracujesz ten krok, Twoim oczom powinny się ukazać pewne liczby, które też każdemu miłośnikowi Świętej Geometrii powinny od razu wydać się znajome. Liczby z pewnego ważnego ciągu (właściwie to dwóch ciągów, bardzo podobnie zbudowanych). Jeśli nie wiesz, co to za liczby, może Krwawnik Kichawiec Ci podpowie Mrugnięcie

A dalej to już tylko idealne zagnieżdżanie (perfect embedding) i "fraktalność" krzywy

Cytuj
Na to koń się obraca i mówi: "No, kto przywiózł ten przywiózł...."

Bo kon nie wie co to jest system analogowy Mrugnięcie

Co2?

Cytuj
Ciekawe co też to będzie, jak Wam pewnego dnia te wszystkie automaty powyłączają, i zostanie tylko kartka i ołówek i własny rozum (miejmy nadzieję).

Na nic sie to nie zda, zaczniemy wtedy polowac i zbierac korzonki. Liczyc sie beda inne talenty, jak spryt, sila, wycwiczenie fizyczne (SasQ juz radze zaczac cwiczyc intensywniej, zachecam).

Ależ proszę bardzo, poluj sobie i zbieraj korzonki, jeśli to Cię kręci. Ja w tym czasie posiedzę trochę w jaskini i pokminię jak by tu zrobić pułapkę na mamuta. Przy jej konstruowaniu pewnie przyda mi się wiedza z geometrii, fizyki, zasada działania dźwigni, obliczanie masy mamuta i wytrzymałości belek itp. W czasie, gdy Ty będziesz zbierać korzonki, ja będę wypychał brzuch mamutem, kminiąc już jak by tu sprowadzić wodę z okolicznego jeziora, by nawodnić pole i obsiać, żeby korzonki same mi wyrastały i żebym nie musiał ich szukać każdego dnia.

Ileż to razy już słyszałem tę bajeczkę, jak to szare komórki są nam zbędne do przetrwania (ale w takim razie po cóż Natura miałaby nas nimi obdarzać?), i jak to cała ta pogoń za wiedzą to marnowanie czasu. Ja tam jednak jestem leniwy i nie lubię w kółko robić tych samych rzeczy. Wolę zainwestować trochę czasu raz, by wymyśleć sobie "drogę na skróty", która zaoszczędzi mój czas w przyszłości. A od przetrwania wolę żyć i czerpać z tego radość. Motto na dziś: "Per aspera ad astra".

Zresztą nawet nie ma potrzeby cofać się do czasów jaskiniowych, by to zrozumieć. Współcześnie też można się przekonać o tym, do czego potrzebna jest nam matematyka. Wielu ludzi boleśnie się o tym przekonuje każdego dnia, gdy ich ktoś wypyrtkuje w sklepie na jakiejś super "promocji", albo gdy odsetki w banku z niewiadomych przyczyn przerosły jego oczekiwania, albo gdy pracuje coraz więcej i więcej, a zarabia wciąż tyle samo. Niektórzy jednak wolą twierdzić, że matematyka im do niczego nie jest potrzebna, i dalej dawać się ruchać mądrzejszym od siebie. Żeby Ci to zademonstrować, mam specjalnie dla Ciebie kolejną zagadkę:

Załóżmy, że zatrudniasz się w nowej pracy, i szef daje Ci do wyboru jedną z dwóch form wynagrodzenia:
1. Wypłata pod koniec każdego miesiąca. Na początek 2500 zł/mc, a po kazdym miesiącu podwyżka o 100zł.
2. Tygodniówka, 500 zł/tyg na początek, podwyżka o 25zł po każdym tygodniu.
Którą z nich byś wybrała i dlaczego? słonko

Teraz ad hoc nie pamietam nazwiska pewnego (chyba Rosjanin) matematyka, ktory podczas wojny (ostatniej swiatowej) trafil w szpony Niemcow, zostal umieszczony bodajze na terenie Austro-Wegier w obozie. Tam zabijal czas wlasnie obliczeniami pamieciowymi, i nie zgorzej radzil sobie z roznymi systemami, od jego nazwiska wlasnie w swiecie matematyki istnieje do dzis specjalny system do szybkiego obliczania roznych typow zadan arytmetycznych. Zona wykupila go za pieniadze z tej niewoli.

Wpierw myślałem, że chodzi Ci o Curta Herzstarka, wynalazcę tego oto młynka do mielenia cyferek:


Z dalszego opisu jednak wynika, że może Ci chodzić o Jakowa Trachtenberga.

Mysle, ze nasze sytemy edukacyjne sa zle. Ludzie nie rozumieja logicznie matematyki, ucza sie jej na pamiec.

Tu pełna zgoda.
I od wielu już lat pracuję sobie skrycie nad czymś, co mam nadzieję zmieni ten stan rzeczy.

Nie znam sie prawie zupelnie na naukach indyjskich mistrzow, szkoly wedyjskiej itp. ale po ujrzeniu paru przykladow skojarzylam to sobie wlasnie z maszynami cyfrowymi, komputerowym "mysleniem". I chyba to jest to o czym piszesz.

W pewnym sensie.
Ci indyjscy mistrzowie wiedzieli bowiem doskonale, jak działa system liczbowy: w końcu to oni go stworzyli! Język (Arabowie przynajmniej kupili tę wiedzę od Hindusów za złoto (widać ile była dla nich warta), i przyłożyli się, by ją porządnie zrozumieć. Europejczycy za to jedynie nieudolnie go zerżnęli od Arabów, próbując sobie później przypisać ich zasługi. W dodatku dość opornie im szło przyjmowanie systemu dziesiętnego, bo co najmniej dwa razy go odrzucili jako niezrozumiały i zbędny.) A ponieważ znali jego sekrety, wiedzieli też jak "mielić cyferki" w głowach, wyobrażając sobie geometrię, która za tym wszystkim stoi. Część tej wiedzy udało mi się już odzyskać własnym wysiłkiem i eksperymentami (czego przykładem jest skan załączony na poprzedniej stronie), i wiąże się to właśnie z arytmetyką modularną. Ale o tym ponoć miał być osobny wątek, żeby nie robić bałaganu.

Indyjscy mistrzowie znali też jednak doskonale także ograniczenia systemu liczbowego. Starożytni Grecy też je znali, i dlatego woleli posługiwać się bezpośrednio geometrią, niż przyjmować od Arabów i Hindusów system dziesiętny. Wiedzieli na czym polegają ograniczenia świata cyfrowego jeszcze zanim powstały pierwsze "mózgi elektronowe", którymi tak bardzo się szczycimy współcześnie, nie rozumiejąc, że są o wiele bardziej ograniczone od naszych własnych mózgów biologicznych.

Nie kazdy ma taki zawod wyuczony, a to juz chyba pozostawia cale masy w tyle.

No nie? Nic tylko położyć się do grobu, bo jak już w szkole nie nauczyli, to nic się nie da poradzić..... (a może jednak? ;P)

Mysle, ze istnieje wiele plaszczyzn komunikacyjnych, lub grup juz chyba w skali swiatowej, w ktorych czulbys sie lepiej... bo wygrac ze slabszym to chyba nie wielki sukces...

Jeśli chcesz dobrowolnie zaliczać się do "słabych", to nie mogę Cię powstrzymać. Mogę tylko współczuć.

Też nie uważam wygranej ze słabszym za wielki sukces, i nie wiem dlaczego próbujesz mi to sugerować. Zagadkę noworoczną zamieściłem nie po to, by się śmiać z czyjejś nieporadności, tylko żeby rozruszać Wasze szare komórki i wciągnąć do zabawy, w której każdy może się czegoś ciekawego nauczyć, jeśli tylko w ogóle zechce spróbować. (Oraz po to, by wyszło szydło z worka, kto się faktycznie bawi tą Świętą Geometrią, a kto tylko udaje.)

Ale nauczyc kogos i zobaczyc, ze daje sobie samodzielnie rade to moim skromnym zdaniem ogromna satysfakcja.

Zgadza się. Więc jeśli próbujesz mi znowu sugerować, jakobym był jakimś bezdusznym belfrem, który "wie, ale nie powie", to dobrze się zastanów, żebyś czasem znowu czegoś nie palnęła: Ileż to już razy dzieliłem się tutaj z Wami swoją wiedzą, całkowicie dobrowolnie i "charytatywnie"? Ileż to razy proponowałem, że mogę Was nauczyć tego wszystkiego, co sam wiem? Na spotkaniu w Tyńcu proponowałem nawet, by wskrzesić na nowo szkołę pitagorejską i wspólnie rozkminiać tajniki Świętej Geometrii; że nawet mogę Wam zrobić solidny upgrade Waszej wiedzy i wyjaśnić wszystko od podstaw. I co? I poklepali mnie po pleckach, pogratulowali pomysłu, i na tym się skończyło. Po obiecaną wiedzę do dziś nikt się jakoś nie zgłosił. Mało tego, parę osób nawet się tutaj na mnie oburzało za to, że mam czelność uczyć ich rzeczy, które oni już od dawna znają, bo to obraża ich zacny intelekt. No to heloł?... :P

Widze to czego mnie uczyli w szkolach.

No to czas zacząć uczyć się samemu, bo szkoły uczą tak wielu bzdur, że dnia by mi nie starczyło, żeby je wszystkie wylistować. Kłamią już nawet w rzeczach podstawowych, np. w definicji potęgi, albo że elektryczność bierze się z pocierania. Ale to znów temat z innej beczki, więc nie będę go tutaj rozwijał.

Wielu już mnie pytało, dlaczego nie idę dalej na studia, skoro tak mnie kręci zdobywanie wiedzy. I zawsze wtedy odpowiadam to samo: Nikt ci nie da tego, co możesz sobie wziąć sam(a).

Zagladajac do neta nie ujrzy sie wiele ciekawostek tego typu, albo sa ciezkie do "odkopania".

To prawda. Prawdziwe perełki są zawsze na samym dnie całej sterty gnoju. No ale taka już specyfika tej roboty. Trzeba coś dać od siebie (zainwestować), jeśli się chce zyskać coś o wiele cenniejszego.

Na pierwszy rzut oka po przeczytaniu parenastu linkow dochodzi sie do pewnych konkluzji, po co to wlasciwie komus jest potrzebne. Bo z tym matematycy glownie teoretycy maja niekiedy wielki problem, odpowiedziec do czego to wszystko ma sluzyc.

Może dlatego, że z reguły sami nie wiedzą jeszcze. Matematyka to taka dziedzina wiedzy, która może być równie dobrze do niczego, jak do wszystkiego. Sama w sobie jest tylko narzędziem. To od tego, kto jej używa, zależy to, co na tym wszystkim zyska i do czego mu się ona przyda. Jeśli nie chcą Ci podać zastosowań czegoś, sama znajdź jakieś zastosowanie, przydatne Tobie. A wtedy znajdziesz też od razu motywację do tego, by się tego uczyć.

Ale musze Ciebie rozczarowac, az tak zupelnie "ciemna" nie jestem, zauwazylam wlasnie podczas czytania i analizowani tej matematyki modularnej wiele polaczen do chocby tu na forum szeroko omawianego eneagramu. Ale nie mialam jeszcze czasu, aby zajac sie tym glebiej. Tu eneagram powiazany jest z liczba 7. I to zaczelo mnie interesowac dlaczego tylko 7?

Bo 7 jest "magiczna" Mrugnięcie
Na tym z reguły kończy się obycie ludków z arytmetyką modularną: jeśli w ogóle potrafią ją zastosować, to traktują to jako zbiór "magicznych tricków" na różne specjalne okazje. Ale mało kto rozumie jak ta "magia" działa i dlaczego. Też mnie to dręczyło, gdy czytałem różne stronki o matematyce wedyjskiej, a nawet książkę samego Jagadguru, dlatego zacząłem drążyć, i drążyć, aż wydrążyłem. I teraz już wiem. Teraz już nie jest to dla mnie "magia", lecz "nauka".

Ty też możesz odkryć tajniki tej "magii" samodzielnie. Przecież ci wszyscy wielcy mistrzowie indyjscy też jakoś musieli do tego sami dojść. Nie tylko w fizyce da się eksperymentować; w matematyce też Uśmiech Zacznij bawić się liczbami, eksperymentować z nimi, tworzyć z nich ciągi, znajdować w nich wzorce, próbować wyrażać je geometrycznie (bo liczby także są obiektami geometrycznymi i zrozumienie tego było dla mnie kiedyś sporym olśnieniem).

Zauważ, że do zapisywania liczb używamy systemu o podstawie 10. Nawet owłosiony surfer, Marko Rodin, był w stanie podczas eksperymentowania z liczbami odkryć, że w takim systemie 9 ma podobne właściwości jak 0; że każda liczba ma swoje dopełnienie do tej dziewiątki, które jest kluczem do kilku innych sztuczek; że cyfry 2 i 5 zachowują się w systemie dziesiętnym dość szczególnie, bo np. 1/5 = 0.2, a 1/2 = 0.5. Jak myślisz, dlaczego tak się dzieje? Czy może to mieć jakiś związek z faktem, że 2×5=10? podejrzliwy (dwójka i piątka to czynniki pierwsze podstawy systemu dziesiętnego). A co z pozostałymi liczbami używanymi w roli cyfr? Jakie są ich stosunki z tymi dwiema? Czy mają ze sobą jakieś "wspólne tematy"? (czynniki pierwsze) Jakieś wspólne wzorce? (Podpowiedź: względna pierwszość.) No i wreszcie ta magiczna siódemka: Co ona ma takiego, czego nie mają pozostałe cyfry? Jakie związki ona może z nimi tworzyć, a jakich nie może?

Jeśli te wskazówki okażą się dla Ciebie niewystarczające, to proponuję jeszcze jeden eksperyment:
Zrób sobie tabelkę (na kartce, w arkuszu kalkulacyjnym, jak tam wolisz), w której wylistujesz sobie wszystkie potęgi kolejnych liczb w module np. 11 (liczba pierwsza). Kolejne kolumny niech oznaczają kolejne wykładniki potęgi, od 0 do 10, a w wierszach niech będą wszystkie potęgi o tej samej podstawie, od 1 do 10. Pamiętaj, że liczysz w module 11, więc każdą liczbę skróć przez 11 tak długo, aż zostanie reszta mniejsza od 11. Jak już tabelka się zapełni, powinnaś zauważyć, że pewne ciągi liczb powtarzają sie w jej rzędach. Tworzą cykle (orbity). Jakiej długości? Jak myślisz, dlaczego akurat takiej? Co sprawia, że po pewnym czasie te liczby zaczną się powtarzać? Od czego zależy długość takiej "orbity"? Następnie przyjrzyj się liczbom, jakie pojawiają się w każdym z tych cykli. Zauważysz, że pewne liczby pojawiają się tylko na tych najdłuższych orbitach, ale nigdy w tych krótszych. Co to za liczby i dlaczego właśnie te? Te liczby to tzw. "pierwiastki główne" modułu. Co łączy wszystkie orbity, na których one się pojawiają? (poza tym, że są najdłuższe). Co mają wspólnego podstawy potęg, dla których wychodzą pełne cykle? (znów podpowiedź: względna pierwszość)

Jak już odkryjesz, jak zachowują się liczby w module, który jest liczbą pierwszą, możesz pokombinować, jak ta wiedza przenosi się na moduły, które są liczbami złożonymi. Czy liczby pierwsze, z których one się składają, mają tu coś do gadania? (Na pewno! Mrugnięcie Pytanie tylko co?... ) Co z modułem 10, w którym operuje nasz system dziesiętny? Jakie cykle mogą powstać tam? Czy mają coś wspólnego z cyklami dla jego czynników pierwszych: 2 i 5?

Jestem ciekaw Twoich wniosków z tych eksperymentów. Jeśli faktycznie interesuje Cię arytmetyka modularna i rozumiesz wartość tej wiedzy, a nie jest to kolejny słomiany zapał, to zrobisz ten eksperyment i pokażesz mi w ten sposób, że warto z Tobą dalej współpracować krzywy

Uczciwie odpowiem, oprocz oczywiscie przyczyn natury technicznej, praca, dom, rodzina, zakupy, sprzatanie, gotowanie, pranie, chodzenie z psem na spacery, odwiedzanie zdrowych i chorych czlonkow rodziny, opieka nad rodzicami, pielegnacja kontaktow towarzyskich i familijnych, troszczenie sie o zlecenia, wyjazdy terenowe, sport, cwiczenia, troche czasu na lektury i gre w szachy itp. itd.,

Też mam niektóre z tych przeszkód na swojej drodze. I też nie zawsze mam czas, by zajmować się swoją pasją, pomimo tego, że wygospodarowałem już dla niej tak wiele czasu, jak tylko się dało, nawet kosztem innych "przyjemności". No ale to nie jest tak, że ktoś ma więcej czasu, a ktoś inny mniej. Zawsze powtarzam, że doba ma taką samą długość dla każdego z nas. Różnica polega jedynie na tym, jak tym czasem gospodarujemy i na co kto go przeznacza. Czasem trzeba zrezygnować z jednej rzeczy, by zyskać czas na inną.

to ograniczenia zauwazylam w ... roznojezycznych opracowaniach tego tematu.

Co racja to racja. O ile angielski już nie jest dla mnie przeszkodą, z niemieckim, francuskim czy włoskim jakoś w razie czego daję sobie radę ze słownikiem w ręku, to już języki "starożytne", jak łacina, greka, hebrajszczyzna, czy arabski i hinduski, to już dla mnie spora przeszkoda. Ale ograniczenia są po to, żeby je pokonywać. Porażkę ponosi dopiero ten, kto się podda. Zwycięzca szuka sposobu, przegrany szuka wymówki.

Po polsku to dziecinne przykladziki na tzw. "dzielenie z reszta", a po angielsku juz temat jest silniej rozwiniety i rozbudowany o rozne wersje zbiorow liczbowych. To tak na chybcika.

Co racja to racja. Kiedyś zgłębiałem temat matematyki wedyjskiej, i jedyne, na co wszędzie natrafiałem, to jakieś drobne sztuczki na różne szczególne okazje, oczywiście bez żadnych wyjaśnień jak i dlaczego to działa. Magia krzywy Najlepsze, co udało mi się znaleźć, to książka mistrza Jagadguru, od którego ten cały boom na matematykę wedyjską się zaczął. W tej książce co prawda jest już więcej konkretów i przykładów, ale nadal brakowało mi w tym wszystkim jakiegoś spójnego, ogólnego systemu, który pozwoliłby "mielić cyferki w głowie" w każdej okazji, a nie tylko dla jakichś wybranych specjalnych przypadków. I wiem, że to możliwe: sawantom jakoś się to udaje, znaczy że się da (nawet jeśli oni sami nie wiedzą jak to robią). Marko Rodin to już w ogóle dziesiąta woda po kisielu i zaledwie cień wielkiej sztuki z przeszłości, który na dodatek dość nieudolnie próbuje powiązać z fizyką, o której nie ma zielonego pojęcia. Za to Gauss... ten już coś tam wiedział konkretnego, ale ciężko dojechać jego prace, które nie byłyby po łacinie :P Jest jeszcze Ramanujan, ale jego słynne notatniki też "zaginęły w akcji". Więc jedyne, co mi pozostało, to tropić tę starożytną wiedzę po skrawkach śladów, które zostawiła tu i ówdzie. Długo drążyłem, ale już w sumie sporo udało mi się wydrążyć i mam pewne podstawy dla takiego spójnego systemu. Od dłuższego czasu już planowałem gdzieś to w końcu opisać, tylko czasu na to ciągle brak... (bo przeznaczam go na inne sprawy, które w danej chwili są dla mnie ciekawsze). Ale spokojnie, prędzej czy później Wam o tym wszystkim opowiem.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Styczeń 13, 2015, 09:46:39 wysłane przez Leszek » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
Lady F
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 276


Merlin



Zobacz profil
« Odpowiedz #11 : Styczeń 04, 2015, 20:50:30 »


SasQ -

Cytuj
Moja zagadka miała być sposobem na odsianie ziarna od plew

Wow! Czyli pragniesz chocby intuicyjnie wylowic jednak ten jeden procent "wyuczalnych" , ale oficjalnie mantrujesz o wyuczalnosci kazdego i ich checi, czy innych drzewkach, na ktorych starczy siegnac po owoc... zdziwko

Cytuj
Wtedy kłóciłem się z Tobą o to, bo dla mnie to jakaś chora jazda z tą "niewyuczalnością", "brakiem talentu", słynnym 1% mądrych itd. Czytając Twoje posty zaczynam jednak odnosić wrażenie, że uparłaś się, by mi udowodnić całym swoim jestestwem, że się mylę, i że jednak istnieją ludzie "niewyuczalni", na przykładzie Twojej własnej osoby 

Nie zupelnie.

Cytuj
Załóżmy, że zatrudniasz się w nowej pracy, i szef daje Ci do wyboru jedną z dwóch form wynagrodzenia:
1. Wypłata pod koniec każdego miesiąca. Na początek 2500 zł/mc, a po kazdym miesiącu podwyżka o 100zł.
2. Tygodniówka, 500 zł/tyg na początek, podwyżka o 25zł po każdym tygodniu.
Którą z nich byś wybrała i dlaczego? 

Ja osobiscie z reguly wybieram to co mi sie lepiej oplaca, lub pasuje do mojego zyciowego puzzle.

Po co mam stosowac skomplikowane wzory funkcyjne na zupelnie proste pytanie hahahaha

Odp:

A. 2500 * 12 + 1200

B. 500 * 52 + (25 * 52)

Wystarczy spojrzec przestrzennie. Co mam z tego "na rok"  hahahaha hahahaha hahahaha

Cytuj
Jeśli próbowałaś mi w ten sposób "pojechać", to chyba niezbyt udolnie, bo nie zadziałało.

Hmmm ... u mnie tez nie dziala jak widzisz Mrugnięcie




Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
SasQ
Collegium Invisible
Zaawansowany użytkownik
*
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #12 : Styczeń 04, 2015, 22:18:42 »


Cytuj
Moja zagadka miała być sposobem na odsianie ziarna od plew

Wow! Czyli pragniesz chocby intuicyjnie wylowic jednak ten jeden procent "wyuczalnych" , ale oficjalnie mantrujesz o wyuczalnosci kazdego i ich checi, czy innych drzewkach, na ktorych starczy siegnac po owoc... zdziwko

"Wyuczalni" są wszyscy, w tym sensie, że każdy ma taki sam potencjał do nauczenia się tego. To nie jest kwestia żadnego talentu, predyspozycji, "genów" itp. bzdur. Jedyne, co może człowieka powstrzymać od nauki czegoś nowego, to jego własna niechęć do nauki. Ale to już jest ich własny wybór, na który nie mam wpływu. Szanuję wolną wolę każdego z nich. Więc może i Ty uszanuj moją wolną wolę do rozmawiania tylko z tymi, którzy sami są zainteresowani tym, co mam im do powiedzenia.

Jeśli Ty nie zamierzasz rozpakowywać mojego noworocznego prezentu, co już przecież dostatecznie wyraźnie zakomunikowałaś, to czego tu jeszcze dalej szukasz? Zajmij się czymś, co Cię bardziej interesuje, np. wspomnianymi już przez Ciebie korzonkami, i nie psuj innym zabawy swoim marudzeniem. Bo jak do tej pory to tylko dużo gadasz, a nawet nie napisałaś jeszcze rozwiązania, które Ci wyświetlił ten Twój kalkulator.

Właśnie to miałem na myśli mówiąc o odsiewaniu ziarna od plew: Właściwie to wystarczyło, że podałem tę zagadkę, i nic więcej już nie musiałem dalej robić – plewy same się zidentyfikowały Uśmiech Zawsze się identyfikują tym, że dużo gadają, a mało z tego wynika krzywy

Cytuj
Załóżmy, że zatrudniasz się w nowej pracy, i szef daje Ci do wyboru jedną z dwóch form wynagrodzenia:
1. Wypłata pod koniec każdego miesiąca. Na początek 2500 zł/mc, a po kazdym miesiącu podwyżka o 100zł.
2. Tygodniówka, 500 zł/tyg na początek, podwyżka o 25zł po każdym tygodniu.
Którą z nich byś wybrała i dlaczego?

Ja osobiscie z reguly wybieram to co mi sie lepiej oplaca, lub pasuje do mojego zyciowego puzzle.

Po co mam stosowac skomplikowane wzory funkcyjne na zupelnie proste pytanie hahahaha

Odp:

A. 2500 * 12 + 1200

B. 500 * 52 + (25 * 52)

Wystarczy spojrzec przestrzennie. Co mam z tego "na rok"  hahahaha hahahaha hahahaha

Właśnie o tym mówię: Jak zwykle dużo się napisałaś, narechotałaś, podałaś jakieś dziwne wzory, których nawet nie dokończyłaś rozwiązywać, a ja dalej nie widzę, czy wybrałaś w końcu odpowiedź A, czy odpowiedź B (u mnie były 1 i 2, ale jeśli wolisz liczyć od A, to niech Ci będzie krzywy ). Przekonajmy się wszyscy, jak dobrze się sprawdza w życiu Twoje podejście do matematyki i czy potrafisz wybrać to, co Ci się bardziej opłaca. Do tego nie są wcale potrzebne żadne "skomplikowane wzory funkcyjne", ani nawet rozpakowywanie trudnych pierwiastków, jak te z mojej zagadki. Tylko zdolność rachowania na poziomie gimnazjum. Więc powinnaś sobie bez trudu poradzić Mrugnięcie

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
Lady F
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 276


Merlin



Zobacz profil
« Odpowiedz #13 : Styczeń 05, 2015, 11:19:32 »


Cytuj
Jak zwykle dużo się napisałaś, narechotałaś, podałaś jakieś dziwne wzory, których nawet nie dokończyłaś rozwiązywać,

A. 2500 * 12 + 1200

B. 500 * 52 + (25 * 52)

Mysle, ze kazdy sam potrafi dokonczyc te dwa proste dzialania.
W pierwszym przypadku pensja roczna wynosilaby 31 200 zl. W drugim 27 300.
Przyjelam, ze rok kalendarzowy ma 52 tygodnie.

Cytuj
Jeśli Ty nie zamierzasz rozpakowywać mojego noworocznego prezentu, co już przecież dostatecznie wyraźnie zakomunikowałaś, to czego tu jeszcze dalej szukasz? Zajmij się czymś, co Cię bardziej interesuje, np. wspomnianymi już przez Ciebie korzonkami, i nie psuj innym zabawy swoim marudzeniem.

... juz niczego...

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
SasQ
Collegium Invisible
Zaawansowany użytkownik
*
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #14 : Styczeń 05, 2015, 11:46:53 »


Mysle, ze kazdy sam potrafi dokonczyc te dwa proste dzialania.

Najwyraźniej każdy prócz Ciebie, skoro wtedy tego nie zrobiłaś. Teraz już dokończyłaś przynajmniej swoje obliczenia:

W pierwszym przypadku pensja roczna wynosilaby 31 200 zl. W drugim 27 300.

ale nadal nie wybrałaś żadnej z odpowiedzi. Na testach wyboru w szkołach też tak wymijająco odpowiadasz? Piszesz referat na 3 strony i nie zaznaczasz żadnej odpowiedzi? czytaj Współczuję każdemu adwokatowi, któremu przyjdzie kiedyś Cię przesłuchiwać w sądzie... pomocy!

Jasne, mogę sobie założyć, że wybrałaś odpowiedź 1, skoro chciałaś wybrać "to co mi sie lepiej oplaca", oraz "co mam z tego 'na rok'", bo według Twoich obliczeń w pierwszej z odpowiedzi wychodzi więcej na rok. Ale dlaczego ja mam odpowiadać za Ciebie? Jeszcze mi później będziesz zarzucać, że to nie jest Twoja odpowiedź, tylko moja, albo co... Język A ja chcę poznać Twoją odpowiedź. Swoją już znam.

Przyjelam, ze rok kalendarzowy ma 52 tygodnie.

Sensowne założenie. Nie musimy się wcale rozdrabniać na to, czy każdy miesiąc ma tyle samo dni roboczych i ile jest tygodni w roku, bo nawet przy uproszczonych założeniach problem się pięknie uwidacznia Mrugnięcie

Wracając natomiast do noworocznej zagadki:

Ktoś jeszcze potrzebuje jakiejś podpowiedzi?
Bo do tej pory tylko dwie osoby przysłały swoje odpowiedzi, i tylko jedna podała pełny opis jak doszła do rozwiązania.
Trochę cienko jak na forum zasiedlane ponoć przez miłośników Świętej Geometrii. troche smutny
Szkoda, że pozostali postanowili strategicznie milczeć. No ale to i tak lepsze, niż gadanie o niczym. Przynajmniej wciąż zachowali swój honor. aniolek

W środę podam swoje rozwiązanie i opiszę trochę więcej jak do niego dojść. brak czasu
Osoba, która podała mi swoje pełne rozwiązanie, już dostała te materiały. Uznałem, że tak będzie sprawiedliwie dla wszystkich: Ci, którzy się postarali bardziej niż inni, dostaną je wcześniej od innych. Pozostali też je dostaną, tyle że później, żeby nie było marudzenia, że nie chcę się podzielić z klasą tym co wiem Buzia na kłódkę

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Styczeń 05, 2015, 11:52:46 wysłane przez SasQ » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
chrumtataj
Aktywny użytkownik
***
Wiadomości: 81



Zobacz profil
« Odpowiedz #15 : Styczeń 06, 2015, 22:15:30 »


Nie chce mi się śledzić całości, śledzę tematy od Lady F oraz posty w dyskusjach. Choć chyba się powtórzę. Zawsze to forum było dla mnie esencją wiadomości na temat świętej geometrii i takie chcę je postrzegać.
Wcześniej był JAN i Fair Lady, teraz jest Lady F i odnoszę wrażenie wprowadzania chaosu i chaotycznych wiadomości. Nie chcę napisać bardziej źle.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
SasQ
Collegium Invisible
Zaawansowany użytkownik
*
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #16 : Styczeń 06, 2015, 23:16:07 »


A nie wydaje Ci się, że Lady F. i Fair Lady to ta sama osoba? krzywy

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
chrumtataj
Aktywny użytkownik
***
Wiadomości: 81



Zobacz profil
« Odpowiedz #17 : Styczeń 07, 2015, 22:24:16 »


A nie wydaje Ci się, że Lady F. i Fair Lady to ta sama osoba? krzywy
SasQ, a nie wydaje Ci się, że pisałem z nutą ironii?

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Strony: « 1 2 3 4 5 »   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS