Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1 2 »   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Czym jest szamanizm?  (Przeczytany 11863 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1642


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« : Sierpień 25, 2010, 19:09:41 »


Szamanizm i Okolice - Najstarsza Forma Religijnego Postrzegania Rzeczywistości

Autor: Marcin Kuźniak

Tematyka dotycząca szamanizmu i jego związków ze współczesną zachodnią kulturą, nie pojawia się niestety zbyt często w programie studiów. A szkoda, bo jest to zagadnienie po pierwsze mocno zakorzenione w specyfice Ameryki Łacińskiej, a po drugie wciąż żywe, ewoluujące, widoczne coraz częściej i na coraz bardziej nieoczekiwane sposoby również po naszej stronie oceanu. Interesujący sam w sobie jest również sposób postrzegania szamanizmu i jego elementów przez naukę oraz  ich obecność w kulturze (i popkulturze). Tego właśnie dotyczy poniższy tekst, z konieczności mocno przekrojowy i niekompletny, cóż jednak robić, temat jest bardzo obszerny. Dodatkowo jest to też w pewnym sensie artykuł okolicznościowy, tak się bowiem przypadkiem złożyło, że już wkrótce, w styczniu 2006 mianowicie, obchodzona będzie 100 rocznica urodzin Alberta Hofmanna, niezwykle istotnego bohatera tej historii. Ale nie uprzedzajmy faktów...

Zgodnie z dość ogólną definicją obecną w fachowej literaturze[1] , szamanizm jest wspólną dla całej ludzkości i zarazem najstarszą formą religijnego postrzegania rzeczywistości.  Różne jego formy pojawiały się we wszystkich kulturach świata, o czym mogą świadczyć choćby liczne znaleziska archeologiczne. Jeden istotny szczegół odróżnia szamana od zwykłego człowieka, potrafi on mianowicie w kontrolowany sposób wejść w unikalny, wizjonerski stan świadomości, podczas którego doświadcza „podróży” do niedostępnych zwykłym ludziom obszarów egzystencji, gdzie może zdobyć wiedzę i moc, możliwą do wykorzystania z pożytkiem dla siebie i całej wspólnoty. Rola szamana w pierwotnej społeczności była niezwykle istotna, pełnił jednocześnie funkcję uzdrowiciela, kapłana, pośrednika między światem duchów a światem ludzi, strażnika tradycji i zwyczajów, czasem wręcz wodza, a przynajmniej liczącego się autorytetu.

Sposobów osiągania szamańskiego stanu świadomości było i jest bardzo wiele, dla porządku można wymienić tu długotrwały post, medytację, modlitwę, taniec przy monotonnej muzyce czy nawet chorobę psychiczną; obszar Ameryki Łacińskiej od innych miejsc na świecie odróżnia powszechność stosowania do tego celu roślin halucynogennych, obficie tam występujących. Setki lat intensywnej ale i powierzchownej chrystianizacji sprawiły, że w wielu rejonach Ameryki Łacińskiej wytworzyła się niezwykła, synkretyczna mieszanka pierwotnych praktyk szamańskich, chrześcijaństwa, a np. w Brazylii czy na Karaibach dodatkowo wierzeń afrykańskich. Dlatego warto przyjrzeć się ewolucji południowoamerykańskiej wersji szamanizmu.
Trudno o niezbite dowody na wykorzystywanie roślin halucynogennych do celów religijnych w okresie przedkolumbijskim, istnieją jednak liczne poszlaki, m.in. tak zwane grzybowe kamienie, czyli rzeźby kamienne w formie grzyba kapeluszowego z wyrzeźbioną na nóżce twarzą boga lub demona, znajdowane np. w Salwadorze, Gwatemali czy górzystej części Meksyku. Pierwsze wzmianki na temat użycia halucynogennych roślin i grzybów pochodzą od XVII-wiecznych kronikarzy, zwłaszcza od franciszkanina, ojca Bernardino de Sahagún. Opisuje on ceremonie z użyciem świętych grzybów (teonanacatl) odbywające się przy ważniejszych okazjach (takich jak choćby szczęśliwy powrót kupców z wyprawy handlowej), powtarza też za swoimi azteckimi informatorami, że owe grzyby oraz kaktus peyotl znane były już plemionom chichimeckim[2] , które złupiły Teotihuacan i z czasem rozwinęły kulturę Tolteków. Lekarz Francisco Fernandez, wysłany do Meksyku przez Filipa II w celu przestudiowania medycyny indiańskiej, wspomina o pnączu ololiuqi, zwanym także rośliną węża, używanym przez kapłanów jako środek służący do komunikacji z bogami. Kronikarz Don Jacinto de la Serna pisze o kapłanach rozdających grzyby podczas ceremonii  w sposób w jaki podaje się komunię, z kolei dominikanin Diego Durán donosi, że święte grzyby spożywane były w czasie obchodów z okazji wstąpienia na tron Montezumy II, w roku 1502. Środki zmieniające świadomość znalazły zatem swoje miejsce w zorganizowanej, nabierającej ostatecznego kształtu, religii Azteków. Rzecz jasna, chrystianizacja sprawiła, że wiedza o nich przetrwała do dziś tylko dzięki obrzędom czysto szamańskim, odprawianym w ścisłej tajemnicy przed białymi. Konspiracja była tak doskonała, że nauka dopiero w XX wieku przestała kwestionować relacje kronikarzy, a nawet sam fakt szerokiego stosowania halucynogennych roślin w Ameryce Łacińskiej. Wyjątkiem był peyotl, z którego jeszcze w XIX wieku udało się wyizolować, a wkrótce potem zsyntetyzować meskalinę, która zyskała sobie nawet pewną ograniczoną popularność wśród artystów „przeklętych” (skrót MM widoczny na kilku portretach Witkacego oznacza meskalinę firmy Merck).

Przełom nastąpił dopiero w roku 1943, kiedy to dr Albert Hofmann[3] odkrył LSD i rozpoczął szersze badania nad zmieniającymi świadomość środkami chemicznymi innymi niż meskalina, dzięki czemu w końcu znalazły one drogę do  „poważnej” nauki. W roku 1953 para etnologów, Valentina i Gordon Wassonowie rozpoczęli pracę w mazateckiej wiosce Huautla de Jimenéz, gdzie wcześniej, w roku 1938, grupę amerykańskich antropologów dopuszczono do obserwacji ceremonii grzybowej. Dopiero jednak Wassonom udało się zdobyć zaufanie Indian (zwłaszcza szamanki Marii Sabiny[4] ), uzyskać od nich cenne informacje i w końcu, w 1955 roku, prawdopodobnie jako pierwsi biali, wzięli oni czynny udział w obrzędzie. Jednak o sprawie zrobiło się głośno dopiero 2 lata później za sprawą artykułu Wassona opublikowanego w magazynie Life, a wkrótce potem próbki grzybów teonanacatl (Psilocybe mexicana) wysłano do analizy do Europy do prof. Hofmanna, który wraz ze swym doktorantem w ciągu paru lat wyizolował z nich aktywny składnik (psylocybinę) i opracował metodę jego sztucznej syntezy. Niedługo później rozszyfrował też zagadkę pnącza ololiuqi, z którego wydzielił związek chemiczny praktycznie identyczny z LSD. Idąc za ciosem, w roku 1962 prof. Hofmann z małżonką zaproszeni przez Wassona pojechali do  Huautla de Jimenéz, aby rozwiązać zagadkę kolejnej rośliny (hojas de Maria Pastora) oraz podarować Marii Sabinie fiolkę syntetycznej psylocybiny; po wybróbowaniu prezentu orzekła ona, że tabletki mają taką samą moc jak grzyby i ucieszyła się, że odtąd będzie mogła udzielać konsultacji również poza sezonem. Maria Sabina została uznana przez niektórych współplemieńców za zdrajczynię, która ujawniając białym tajemnicę grzybów sprofanowała ich świętość, wygoniono ją z wioski, a dom spalono. Niestety też, niedługo potem rozpoczął się najazd na Oaxaca hippisów i wszelkiej maści poszukiwaczy narkotyków, powodujący spore szkody dla lokalnej kultury. Nie tylko zresztą lokalnej, niekontrolowany boom narkotykowy, swoista moda, która opanowała po kilku latach USA, doprowadziła szybko do równie niekontrolowanej reakcji władz, w tym do kompletnego wstrzymania na kilka dekad niemilitarnych badań nad wszelkimi halucynogenami i to nie tylko w USA, ale i w wielu innych krajach.

Warto przyjrzeć się ewolucji jaką przeszedł szamanizm Mazateków w kontakcie z ideami chrześcijańskimi. W obecnej formie tego kultu wierzy się, że święte grzyby rosną tam, gdzie krople krwi lub śliny Chrystusa spadły na ziemię i że to właśnie sam Jezus przez nie przemawia. Nazewnictwo magicznych roślin również jest znamienne: na ololiuqi mówi się Senilla de Virgen, a nazwą hojas de Maria Pastora, określa się pewną halucynogenną odmianę szałwii rosnąca w Pd. Meksyku. Ceremonia grzybowa ma dla Indian sens bardzo zbliżony do chrześcijańskiej eucharystii, wierzą oni, iż Bóg dał im grzyby z powodu ich ubóstwa, analfabetyzmu i braku dostępu do nowoczesnej medycyny. Innymi słowy, ponieważ nie potrafią czytać książek, w szczególności zaś Biblii, Bóg postanowił dotrzeć do nich właśnie za pośrednictwem grzybów. Magiczne rośliny umożliwiają wgląd w sprawy niebiańskie i ustanowienie komunikacji z samym Bogiem, dlatego darzone są  ogromnym szacunkiem i mogą być spożywane wyłącznie przez osoby czyste, tzn. po kilkudniowym okresie abstynencji seksualnej i postu. Znaczenie postu w przypadku kilku roślin ma nawet uzasadnienie naukowe – niektóre substancje halucynogenne, wchodząc w interakcje ze związkami zawartymi w zwyczajnym pożywieniu, stają się truciznami, bywa, że śmiertelnymi. Do roślin można zwracać się po radę w konkretnych sytuacjach, np. choroby lub podczas poszukiwania sprawców kradzieży, zabójstw, złych uroków. Podczas całonocnej ceremonii szaman (curandero, machi, sabio, co-ta-ci-ne) przyjmuje dużą dawkę halucynogenów (pacjent zwykle również, choć dużo mniej) przy akompaniamencie modłów i śpiewów (icaros), często przed krzyżem lub obrazkami świętych. Dla odpędzenia złych duchów, które zawsze przyciągane są przez tego typu środki, palone jest kadzidło. W trakcie obrzędu szamanowi objawiona zostaje odpowiedź, np. rodzaj leczniczych roślin, które powinno się zastosować w terapii.

Nieco inną drogę przebył pierwotny szamanizm na obszarach Brazylii/Amazonii, gdzie najpopularniejszym halucynogenem była zawsze  ayahuasca (czyli wywar z liany yage, nazywanej winoroślą duszy, lub pnączem umarłych). Ayahuasca zawiera DMT, czyli jeden z najsilniejszych psychodelików w ogóle znanych współczesnej nauce, a od pewnego czasu również element  tamtejszej ludowej religii. W Brazylii od lat istnieją trzy zarejestrowane, w pełni legalne religie, w których zażywanie ayahuaski jest głównym sakramentem[5] . Najstarszą z nich jest kościół Santo Daime[6] , założony w latach 30-tych przez Raimundo Irineu, czarnego zbieracza kauczuku ze stanu Acre. Podczas ayahuaskowych „podróży”, w których Irineu brał udział pod okiem szamana, objawiła mu się bogini, odziana w błękitne szaty (nie różniąca się zbyt mocno od Maryi Panny z katolickich obrazów) i przedstawiła się jako Królowa Lasu. Powierzyła mu misję stworzenia religijnego ruchu, w którym magiczny wywar miał być sakramentem. W ciągu wielu kolejnych sesji udzielała mu też dodatkowych szczegółowych wskazówek dotyczących stosowania sakramentu, przekazywała mu pieśni, podobne do icaros, zapewniające nabożeństwom stosowną oprawę oraz służyła pomocą i praktycznymi poradami, dzięki którym w amazońskim mieście Rio Branco doprowadzono do oficjalnego zarejestrowania nowej religii. W obrębie tego kościoła wywar z ayahuaski nazywany jest daime („daj mi”) albo po prostu „herbatą”. Twórcą innego wyznania zwanego Uniao do Vegetal[7] (UDV), obecnie największej z tych grup, był inny zbieracz kauczuku, Gabriel de Costa ze stanu Rondonia. W roku 1954 on również miał wizje, wzywające go do założenia religii opartej na piciu „herbaty”, zwanej jednak inaczej: hoasca. Trzeci z halucynacyjnych kościołów, pod nazwą Barquinia, powstał w latach pięćdziesiątych po rozłamie w Santo Daime, włączył do swoich obrzędów elementy Umbandy (czyli w uproszczeniu religii afrykańskich połączonych ze spirytyzmem i wiarą w reinkarnację).

Nowe religie wraz ze swym sakramentem dość szybko przeniknęły z amazońskiej puszczy do miast Brazylii. Oczywiście początkowo znane były tylko wśród biedoty, zbieraczy kauczuku i kolorowych, do dziś jednak zdążyły zyskać sobie rzesze wyznawców ze wszystkich warstw społecznych tego kraju. Obecnie ceremonie odbywają się już nie w dżungli lecz w salach w wielkich miastach, nie w ciemnościach dżungli lecz pełnym świetle, zwykle bierze w nich udział kilkadziesiąt lub nawet kilkaset osób naraz. W porównaniu z dawnymi praktykami szamańskimi zmienił się też nieco charakter ayahuaskowych przeżyć: ważniejsze od indywidualnych doświadczeń i duchowych przemian jest dziś poczucie przynależności do wspólnoty i odnalezienie sensu życia w ramach społeczności religijnej. Wciąż jednak dla wielu wyznawców ayahuaskowe doświadczenia są głębokim i wstrząsającym przeżyciem, często takim, które trwale zmienia ich życie. Z powodu zakorzenienia w kulturze chrześcijańskiej bywa, że w wizjach  osobiście pojawiają Matka Boska i Jezus, Bóg Ojciec, Szatan i święci, a wierni często miewają najbardziej znaczące wizje w dniach wielkich świąt katolickich. Z drugiej strony częstym doświadczeniem jest też np. podróż po dżungli lub wręcz przemiana w dzikie zwierzę, a zdarza się, że i złudzenie własnej śmierci (bo takie właśnie jest pochodzenie nazwy „pnącze umarłych”).

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=dVB0fxF6aQA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=dVB0fxF6aQA</a>




W ostatnich latach Kościoły Uniao do Vegetal i Santo Daime przestały być tylko egzotyczną ciekawostką z brazylijskiego interioru. Walcząc z oporem władz, podejrzewających je o szerzenie narkomanii i pogaństwa, wysłały swoje misje do USA i Holandii[8] . W związku z tym, w roku 1994, specjalny zespół naukowców oddelegowany do zbadania sprawy przez władze przeprowadził badania na członkach UDV (z co najmniej 10-letnim stażem). Stwierdzono, że byli oni na ogół o wiele zdrowsi fizycznie i psychicznie niż grupa kontrolna. Ludzie z UDV mieli także podwyższone stężenie receptorów serotoniny, neurotransmitera odpowiedzialnego za odporność na depresję i inne zaburzenia psychiczne. Wielu członków UDV powiedziało naukowcom, że ayahuasca pomogła im przezwyciężyć alkoholizm, uzależnienie od narkotyków i inne zachowania prowadzące do samozniszczenia, że pozytywnie wpłynęła na życie rodzinne, pozwoliła zaakceptować samych siebie i odczuć radość z życia i pracy. W rezultacie UDV otrzymało od rządu USA pozwolenie na wykorzystywanie ayahuaski w ceremoniach religijnych (na podobnej zasadzie na jakiej Kościół Rdzennych Amerykanów, Native American Church, ma pozwolenie na uprawę i  używanie peyotlu). Pozwolenie to zostało cofnięte dopiero w ostatnich latach, z przyczyn, jak się wydaje, politycznych.

Jest jeszcze jedna odmiana szamanizmu, o której dla porządku należy wspomnieć, zupełnie jednak inna od poprzednich. W roku 1960 Carlos Castaneda, młody amerykański antropolog peruwiańskiego pochodzenia, natknął się w Pn. Meksyku na Don Juana Matusa, czarownika i szamana z plemienia Yaqui. Z czasem udało mu się zdobyć jego zaufanie, a nawet zostać jego uczniem; całą serię spotkań, rozmów i halucynacyjnych sesji z Don Juanem opisał w swoich książkach. Zagadnienie roślin magicznych, kluczowe w pierwszych dwóch książkach, w kolejnej okazuje się tylko pretekstem, mającym przyciągnąć żądnego sensacji autora (a wraz z nim i czytelnika)  i w kolejnych ustępuje miejsca interesującym rozważaniom filozoficznym dotyczącym natury rzeczywistości i szamańskiego sposobu postrzegania świata. Castaneda szybko zyskał sobie miano „guru pokolenia dzieci kwiatów” (o czym można wyczytać choćby na okładkach jego książek), a Sonora przeżyła najazd młodych ludzi poszukujących Don Juana (oraz peyotlu). Za swą 3 książkę pt. Podróż do Ixtlan[9] , Castaneda otrzymał tytuł doktora antropologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, niestety jego dalsze książki były już znacznie mniej wiarygodne (choć wciąż znakomite), w dodatku po latach okazało się, że cała historia została najprawdopodobniej wymyślona, a czas spędzony rzekomo z Don Juanem, Castaneda spędził w bibliotece uniwersyteckiej. Tu wypada zauważyć, że biorąc pod uwagę potęgę indiańskich czarowników z książek  Castanedy – a i jego samego, jako ich ucznia, również – umiejętność jednoczesnego przebywania w kilku miejscach na raz nie jest już niczym aż tak nadzwyczajnym. Zatem dla tych, którzy chcą Castanedzie wierzyć, żadne kwity biblioteczne nie są przekonującym dowodem oszustwa, choćby i nawet były autentyczne.  I pewnie właśnie dlatego Tensegrity, założony przez niego ruch religijny, będący grząską mieszanką szamanizmu, New Age i religii Wschodu prężnie działa do dziś zarówno w USA jak i w Europie.

Skoro już mowa o odmiennych stanach świadomości, czy w ogóle o odmiennościach na skale światową, nie może rzecz jasna zabraknąć akcentu polskiego. Oczywiście mam na myśli Stana Tymińskiego, który przy okazji ostatnich wyborów prezydenckich postanowił przypomnieć o sobie rodakom, choć już nie tak w tak spektakularny sposób jak przy poprzedniej okazji. Dla tych nielicznych osób, jeśli istnieją, które mogą nie pamiętać Stana, jego czarnej teczki, peruwiańskiej żony i hipnotyzującego spojrzenia – człowiek ten wszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich, gdzie przegrał już tylko z Lechem Wałęsą (i pomyśleć tylko, wydawało się wtedy, w tych pięknych czasach, że głupiej już nie będzie). I stało się tak pomimo, a może właśnie dzięki, nie można być tu niczego pewnym, jego umiejętnościom szamańskim. Bo, choć wprawdzie Stan nigdy się tym specjalnie nie chwalił, nie było żadną tajemnicą, że przeżył on w peruwiańskiej dżungli niejedną ayahuaskową sesję, korzystając z gościnności znajomego brujo[10] , mało tego, innych też namawiał. Tą i inne rewelacje znaleźć można w niewielkiej książeczce Romana Samsela pt. Dałem się  ukrzyżować Stanowi Tymińskiemu[11] , na okładce której widnieje zdjęcie autora, w chwilę po tym, gdy, jak łatwo się zresztą domyśleć, został ukrzyżowany przez Stana Tymińskiego. Przeczytać warto w charakterze przestrogi, aby nie zapomnieć tego, o czym zgodnie mówią wszyscy naukowcy  i szamani: środki zmieniające świadomość nie służą do zabawy, mogą być niebezpieczne, nieprzygotowanym lub niezrównoważonym mogą mocno zaszkodzić, a z niektórych wypraw można wręcz nie wrócić lub wrócić już jako, delikatnie mówiąc, nieco inna osoba (choćby obdarzona tym wspomnianym już wcześniej spojrzeniem Kaszpirowskiego).

Najwyraźniej więc szamanizm jako zjawisko wciąż ma się świetnie, wydaje się, że jak na razie wychodzi obronna ze starć z religia, nauką, a w Polsce raz niemal poradził sobie nawet z wyborcami. Mało tego, ewoluuje, rozwija się, podąża różnymi drogami, co widać na paru opisanych wyżej przykładach; z synkretycznej Ameryki Łacińskiej powoli przenika do cywilizacji białego człowieka, z której przed ponad tysiącem lat został niemal całkowicie wyeliminowany podczas ekspansji chrześcijaństwa. Nie powinno w tym kontekście nikogo dziwić ogromne zainteresowanie, którym cieszy się trzydniowe sympozjum naukowe[12] organizowane w styczniu w Bazylei z okazji setnych urodzin Alberta Hofmanna; z powodu dużej ilości uczestników wykłady mają się odbywać aż w pięciu równoległych sesjach. Na liście mówców obok samego Odkrywcy znaleźć można m.in. etnologów, socjologów, psychologów, psychiatrów, botaników, mykologów, artystów, chemików  i jednego szamana. Z naszego kraju jednak nikogo.
________________________________________
[1] Szamanizm w praktyce, Robert Palusiński, Wydawnictwo T.T., Kraków 1999.
[2] Mitologia Azteków, Maria Frankowska, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987.
[3] LSD... moje trudne dziecko, Albert Hofmann, Wydawnictwo Latawiec, Warszawa 2001.
[4] http://www.erowid.org/culture/characters/sabina_maria/sabina_maria.shtml
[5] Halucynacyjne kościoły, Wojciech Jóźwiak, http://www.taraka.pl/index.php?id=halukosc.htm
[6] http://www.santodaime.org/
[7] http://www.udv.org.br/
[8] http://www.santodaime.nl/
[9] Podróż do Ixtlan, Carlos Castaneda, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 1996.
[10] Brujo w przeciwieństwie do zwykłego szamana, nie kieruje się dobrymi intencjami, stara się raczej szkodzić, niż pomagać.
[11] Dałem się  ukrzyżować Stanowi Tymińskiemu, Roman Samsel, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 1992.
[12] http://www.lsd.info


Źródło:
http://ayahuasca.ec/index.php/20080530114/artykuly/szamanizm/szamanizm_i_okolice_-_najstarsza_forma_religijnego_postrzegania_rzeczywistosci.html

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Maj 24, 2012, 22:17:44 wysłane przez Leszek » Zapisane

..
Ekspert
*****
Wiadomości: 588



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #1 : Sierpień 25, 2010, 19:25:57 »



radosław napisał:


<a href="http://www.youtube.com/watch?v=3CQ80Nbln0k" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=3CQ80Nbln0k</a> <a href="http://www.youtube.com/watch?v=WAjOGaEImF8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=WAjOGaEImF8</a>


<a href="http://www.youtube.com/watch?v=jDc_Ym0ImpU" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=jDc_Ym0ImpU</a>

i mój faworyt do Oscara:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=qY2WTKoQVNQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=qY2WTKoQVNQ</a>

pozdrawiam

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Sierpień 25, 2010, 19:27:30 wysłane przez .. » Zapisane
..
Ekspert
*****
Wiadomości: 588



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #2 : Sierpień 25, 2010, 19:28:08 »



radosław napisał:

Przedstawiam Ibogainę, ciekawą substancję gdy ktoś ma problem z jakimś nałogiem.

"Historia odkrycia i... ukrycia Ibogainy

Maciej Trojanowski, 2003

Historia odkrycia i.... „ukrycia” Ibogainy jest niezwykła. W latach 60-tych w USA panowała era Hippies i Psychodelic’u. LSD, kokaina, heroina i inne substancje używane były jako środki do osiągnięcia odpowiedniego stanu wzbudzenia, stanu potrzebnego do realizacji „celów programowych” różnych ruchów i grup zainteresowań: poszukiwania wiedzy i inspiracji we wnętrzu samego siebie. Wśród wielu, oferowanych na czarnym rynku, środków znalazł się wyciąg z korzenia afrykańskiego krzewu Tabernanthe Iboga, alkaloid o mocno stymulującym i halucynogennym działaniu, Ibogaina.

Wielu eksperymentujących psychonautów musiało w tamtych czasach wziąć raz lub więcej razy dawkę Ibogainy, ale tylko jeden z nich potrafił zrozumieć i wykorzystać jej niezwykłe działanie. Tylko jeden z nich spostrzegł, że choć wywołane przez nią wizje przypominają te powodowane przez LSD, to jej działanie na organizm niesie z sobą jeszcze coś więcej...

W 1962 roku Howard Lotsof, 19-letni narkoman z Bronx’u, przypadkowo wszedł w posiadanie dawki Ibogainy i przyjął ją. Podróż była na pewno niezwykła. Dużo bardziej niewiarygodne było to, że gdy z niej wrócił przestał odczuwać potrzebę wzięcia heroiny. W rezultacie przyjął pięć co raz większych dawek Ibogainy w tygodniowych odstępach. Od czasu tej autoterapii pozostał czysty przez trzy i pół roku. Potem głód heroiny powrócił ale nie udało mu się znowu kupić Ibogainy. Wrócił do nałogu na półtora roku i w końcu podjął kurację metadonem. Zdając sobie sprawę z uwięzienia w zaklętym kręgu, udało mu w końcu się przejść detoks od metadonu, głównie dzięki doświadczeniu zdobytemu wcześniej z Ibogainą.

W roku 1980, po tym jak udało mu się ustabilizować jego życie, Howard Lotsof podjął działania w kierunku udostępnienia Ibogainy jako powszechnego środka przerywającego uzależnienie. W 1986 założył NDA International, Inc., firmę mającą promować badania nad tą substancją i w rezultacie wprowadzenie na rynek Ibogainy pod handlową nazwą Endabuse.

Niestety jego zamierzenie skazane było na porażkę. Jeszcze w latach 60-tych władze amerykańskie przerażone rozmiarem i skutkami szerzącej się narkomani wydały bezpardonową walkę handlowi i używaniu narkotyków. Podjęte w tamtych latach uchwały Kongresu zabroniły nie tylko dystrybucji ale i posiadania najmniejszych choćby dawek substancji psychostymulujących zawartych w specjalnie opracowanym i obowiązującym oficjalnym wykazie. Władze nie patyczkowały się wcale. Choć ujawnione dokumenty CIA potwierdzają, że działanie Ibogainy przerywające uzależnienie od opiatów znane było władzom amerykańskim już na początku lat 60-tych, z przyczyn nieznanych, których natury możemy się jedynie domyślać, Ibogaina, jako jedna z substancji halucynogennych oferowanych na czarnym rynku, została umieszczona w wykazie substancji zabronionych i sklasyfikowana jako narkotyk I-szej klasy.

W efekcie starania Howarda Lotsofa zarejestrowania Endabuse, jako leku spełzły na niczym. Nie jest bowiem łatwym zadaniem dla pojedynczego człowieka, lub niewielkiej, słabo zamocowanej grupy sponsorów zmienić obowiązujące prawo, za którym stoją autorytety polityczne, a być może także interesy finansowe najbardziej wpływowych ludzi tego kraju. Sytuację pogorszył fakt, że Howard Lotsof stał się właścicielem pięciu patentów  dotyczących leczenia Ibogainą. Uzyskanie tych patentów przez Lotsofa pogrzebało możliwość zainteresowania się firm farmaceutycznych tym tematem. Przemysł farmaceutyczny rządzi się przecież prawami ekonomicznymi. Wprowadzenie na rynek zupełnie nowego leku wymaga wydania fortuny na badania kliniczne, potwierdzające jego skuteczność i bezpieczeństwo. Zazwyczaj, przed rozpoczęciem takich badań patentuje się lek, jego stosowanie i technologię produkcji, dopiero potem rozpoczyna się same badania kliniczne, które mogą trwać nawet 25 lat. Ochrona patentowa ma za zadanie zapewnić firmie inwestującej w badania dochody konieczne do pokrycia poniesionych kosztów i zyski w przypadku pomyślnego zakończenia procesu rejestracji leku.

Howard Lotsow, choć z moralnego punktu widzenia, jako odkrywca, miał prawo do otrzymania patentu na Ibogainę, jednak wykonując ten, być może, nie do końca przemyślany, manewr zamknął na kilkanaście następnych lat możliwość wprowadzenia na rynek tej dobroczynnej substancji. Mimo wysiłków różnych ludzi, ruchów narkomanów i organizacji zwalczających lub zapobiegających narkomanii, do dnia dzisiejszego nie udało się nie tylko zmienić stanowiska FDA w tej sprawie, ale nawet swobodnie rozpocząć badań subklinicznych niezbędnych do spowodowania zmiany sposobu myślenia decydentów. W połowie lat 90’tych wyglądało wprawdzie, że dokonany został przełom w postawie władz FDA ale rozłam między Howardem Lotsofem i Deborah Mash (z University of Miami, która prowadziła pierwsze oficjalne próby subkliniczne w NIDA [National Institute for Drug Addiction]) i ich walka między sobą rozwiały te nadzieje. Promotorzy Ibogainy w USA to przede wszystkim byli narkomani, którym dzięki Ibogainie udało się zerwać z nałogiem. Ich narzędziem nacisku jest protest publiczny i poparcie ze strony nauki. Te środki działają jednak zbyt wolno. Poświęcone Ibogainie konferencje lub marsze odbywają się od czasu do czasu przynosząc nadzieję rychłego jej zalegalizowania, jak dotąd jednak bezskutecznie. Wszystko wskazuje na to że jedyny sponsor, który mógłby sfinansować wprowadzenie na rynek Ibogainy, rząd USA, nie jest tym zainteresowany. Paradoksalnie, Ibogaina nie jest dostępna w USA, a jej posiadanie jest przestępstwem.

Co jest tak niezwykłe w Ibogainie to to, że jako środek przerywający uzależnienie nie tylko blokuje głód narkotykowy na około 6 miesięcy, ale również niemal całkowicie eliminuje zespół abstynencki. Abstynencja dla uzależnionego jest doświadczeniem powodującym takie osłabienie organizmu, że w ekstremalnych przypadkach może mieć fatalne skutki. W tym odniesieniu Ibogaina jest tak skuteczna, że narkomani poddani kuracji poproszą o większe jedzenie w 24 – 36 godzin po ostatnim braniu, rzecz nie do wyobrażenie w normalnych warunkach.

Ten nie do końca wyjaśniony proces chemiczny stanowi tylko jeden aspekt działania Ibogainy. Krucjalne znaczenie dla terapii ma sama podróż. Jak w swoich badaniach stwierdził Naranjo, przeżyte doznanie pozwala uzależnionemu pogodzić się z doświadczeniami życiowymi, które doprowadziły go do manifestowania zachowania narkomana. Każdy terapeuta potwierdzi, że jest to warunek niezbędny dla uzyskania długotrwałego efektu.

Badania nad skutecznością Ibogainy prowadziły różne instytucje, z których warto tu wymienić ICASH (Interational Coalition for Addict Self-Help), która w 1990 roku potwierdziła na 9 pacjentach wyniki Lotsofa. Do końca 1992 roku przeprowadziła ona 21 skutecznych kuracji. ICASH zapoczątkowała parakliniczne stosowanie Ibogainy przez uzależnionych dla uzależnionych wykorzystując metodologię nabytą od holenderskiej organizacji DASH (Dutch Addict Self-Help) działającej metodami partyzanckimi.

Te i inne badania potwierdziły, że Ibogaina jest skuteczna w przerywaniu uzależnienia od szerokiej gamy substancji włącznie z heroiną, metadonem, kokainą i amfetaminą, alkoholem, nikotyną a nawet leków.

Mechanizm Działania Ibogany

Według pracy Dr Popika działanie Ibogainy, z grubsza mówiąc, polega na blokowaniu receptora NMDA jednego z pobudzających aminokwasów (są dwa: kwas glutaminowy i asparaginowy [NMDA]). Receptor ten uczestniczy w przekazywaniu informacji między neuronami w mózgu. Dzięki jego zablokowaniu informacja o głodzie narkotykowym najprawdopodobniej nie dociera do miejsca, które powoduje powstanie zespołu abstynencyjnego. Dzięki temu uzależniony, jeśli chce, nie musi przyjmować narkotyku lub substancji, od której jest uzależniony i to bez żadnych konsekwencji. Działanie takie może się utrzymywać do sześciu miesięcy po przyjęciu jednokrotnej dawki, choć u wielu trwa ono przez znacznie krótszy okres czasu.

Dr Popik ostrzega w swojej pracy, że Ibogaina niszczy komórki móżdżku u szczurów, sugerując, że podobny proces może mieć miejsce w czasie terapii u ludzi, to jednak z informacji, które posiadam wynika, że cytowana przez niego praca O’Heran i Molliver’a z 1993 roku została negatywnie zweryfikowana w późniejszych badaniach. Zgodnie z moją najlepszą wiedzą nie istnieją podstawy, by sądzić, że Ibogaina nie jest bezpieczna w dawkach niezbędnych do hamowania uzależnień. Z rozmowy z Dr Popikiem zrozumiałem zresztą, że jest on bardziej zainteresowany dekstrametorfanem (DMH), substancją przeciw wykrztuśną (wchodzącą w skład wielu syropów przeciw kaszlowych) o bardzo podobnym działaniu do Ibogainy a znacznie łatwiej dostępną dla przemysłu farmaceutycznego, jako że jest ona od lat produkowana i powszechnie stosowana jako składnik syropów przeciw kaszlowych. Substancja ta póki co jednak dla osób uzależnionych nie ma istotnego znaczenia ponieważ mało jest informacji na temat stosowania jej dla hamowania uzależnień. Jej przyszłość w tym zastosowaniu również jest problematyczna z powodów wynikających z prawa patentowego: Została ona opatentowana jako środek przeciw kaszlowy i nie może być ponownie opatentowana jako środek do innych celów.

Jako substancja psychotropowa Ibogaina wpływa w istotny sposób na psychikę człowieka. Jej działanie było przedmiotem badań psychiatrów. Efekty Ibogainy u ludzi najszerzej opisał Naranjo, chilijski psychiatra, który prowadził badania nad zastosowaniem Ibogainy w psychoterapii w latach 1967-1973. Obserwowane efekty podsumował jako wejście w stan podobny do snu jednak bez utraty świadomości, za to charakteryzujący się występowaniem silnych fantazji i wizji, określanych przez pacjentów jako „film” lub „podróż”. Przedmioty wizji mają charakter archetypalny (dotycząc ludzi i zwierząt) i mogą być przedmiotem manipulacji ze strony terapeuty zadającego kuracjuszowi pytania na ich temat. Pytany kuracjusz bez trudu może odpowiadać na pytania nie zapominając treści swoich wizji. Nie stwierdzono przy tym żadnych zaburzeń myślenia i uznano, że ibogaina może być doskonałym narzędziem psychoterapii, skracając jej czas przez ułatwienie przypominania sobie faktów z życia kuracjusza.

Po przyjęciu Ibogainy człowiek przeżywa dłuższą lub krótszą podróż przez zakamarki swojej pamięci. W sposób spontaniczny odgrzebują się dawno zapomniane lub celowo odrzucone fakty z jego przeszłości mające bezpośredni wpływ na jego późniejszą decyzję uzależnienia się. Są to fakty, z którymi człowiek najczęściej nie chce się pogodzić. Ucieka zatem od rzeczywistości w krainę ułudy, która kiedy raz w nią wejdzie, nie pozwala mu już z niej wyjść. Przerwanie brania narkotyku bez usunięcia psychicznej przyczyny uzależnienia jest bezcelowe, gdyż dręczący narkomana od wewnątrz niepokój, nie akceptacja wizerunku własnego lub otoczenia wcześniej, czy później spowoduje powrót do zwyczaju brania. Dlatego właśnie po każdym detoksie jedyną nadzieją jest psychoterapeuta. Silna wola nie wspomagana psychoterapią może nie wystarczyć. Po przyjęciu Ibogainy wielu uzależnionych jest jednak w stanie samemu poradzić sobie z nałogiem. Jeśli ich motywacja jest wysoka to wizje, których doświadczają pozwalają im zrozumieć i pogodzić się z przyczyną ich uzależnienia samym bez pomocy z zewnątrz. Nie należy jednak uważać tego za pewnik i przyjęcie Ibogainy uważać za załatwienie sprawy, gdyż łatwo się rozczarować, wracając do nałogu po krótkim okresie abstynencji. Jedno jest niemal u wszystkich pewne: Ibogaina w jednokrotnej dawce zapewnia komfortowy i skuteczny detoks, który umożliwia rozpoczęcie dalszej terapii lub autoterapii.

Możliwości terapii

Jakie są możliwości terapii? Można by je podzielić na dwie kategorie: sesje terapeutyczne lub autoterapia. Są one bardzo ograniczone i do tego kosztowne. Wynika to bezpośrednio ze statusu Ibogainy na świecie. Jest ona zabroniona pod groźbą kary w USA, Belgii i Szwajcarii. W innych krajach choć jej posiadanie i używanie nie stanowi przestępstwa, handel nią jest nielegalny i niesie za sobą potencjalne konsekwencje karne. Pozostaje szara strefa i związane z nią ryzyko. Ryzyko zarówno prawne jak i fizyczne, wynikające z nieznajomości źródła pochodzenia substancji.

Nie mogąc zalegalizować Ibogainy w USA Howard Lotsof zorganizował i prowadzi sesje terapeutyczne w Panamie. Początkowy cel tych sesji polegał na wykazaniu skuteczności Ibogainy i zmianie stanowiska opinii publicznej i decydentów w USA, zapewne miały one służyć również dalszemu finansowaniu promocji Ibogainy. Po rozłamie z Lotsofem, D. Mash stworzyła podobny ośrodek terapeutyczny na Karaibach. Wydawać by się mogło, że spowoduje to obniżenie kosztów i w miarę upływu czasu oraz nabywania doświadczenia, ułatwi odbycie terapii. Choć obie te osoby prowadzą niezależne kampanie na rzecz upowszechnienia stosowania Ibogainy, nawołując do poparcia ze strony wszystkich zainteresowanych stron, nawołując do ratowania umierających, pozbawionych pomocy i bezdomnych narkomanów, do ograniczenia ekspansji AIDS, organizując marsze i konferencje w różnych krajach świata, sami swoim działaniem nie budzą zaufania jako popularyzatorzy łatwej i skutecznej pomocy uzależnionym. Sesje terapeutyczne w Ameryce Środkowej są prowadzone w sposób wysoce profesjonalny z zapewnieniem najlepszej opieki medycznej. Oficjalnie Howard Lotsow motywuje to koniecznością wyeliminowania pomyłki mogącej kosztować wiele wszystkich walczących o zarejestrowanie Ibogainy jako leku. Doniesienie o śmierci lub poważnych komplikacjach po przyjęciu Ibogainy byłoby gwoździem do jej trumny w USA i co za tym idzie na całym świecie. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że z drugiej strony jest to wysoce lukratywny biznes. Wychodząc z założenia, że terapia narkomana w USA kosztuje przeciętnie życiowy dochód pracującego Amerykanina, Howard Lotsof i Deborah Mash biorą za parudniową sesję od 15.000 $ do 20.000 $ bez kosztów podróży. Jest to zatem oferta tylko dla osób bogatych, jej wysokość poważnie kwestionuje intencje deklarowane przez te osoby. A przecież można to zorganizować znacznie taniej.

Ibogainę przyjmuje się w kilku postaciach: w naturalnej i w postaci chlorowodorku znacznie ułatwiającej podanie. W pierwszym przypadku ilość, którą się połyka jest znaczna i wynosi ok. 20 gram, w drugim niewielka (ok. 15 – 19 mg/kg wagi ciała) ok. 0,8 do 1,2 grama. Z tego powodu chlorowodorek jest bardzo poszukiwany ale nie do kupienia w oficjalnej podaży a  jego cena waha w granicach 500 DM za gram. Podlega ona przy tym stałym fluktuacjom i nieliczne oferty tracą swoją ważność bardzo szybko. Cena formy naturalnej, tj. kory korzenia Tabernanthe Iboga oscyluje w okolicach 15 DM/g i podlega znacznym zmianom. Fragmenty korzenia o stosunku kory do rdzenia wahającej się między 1:1 a 1:100 i średniej zawartości ibogainy w korze 2 – 3% wynosi 3 marki za gram. Jest to forma droższa od samej kory ale ze względu na łatwość identyfikacji stanowi bezpieczniejsze źródło alkaloidu.

Rezygnując z niezwykle rozbudowanej i w większości przypadków po prawdzie zbędnej opieki medycznej, Eric Taub, Amerykanin działający w opozycji do sposobu postępowania Lostofa i Mash wychodzi z założenia, że narkoman, który wstrzykuje sobie brudną igłą nieczyszczoną heroinę ponosi daleko większe ryzyko utraty zdrowia i życia niż przyjmując Ibogainę. Eric Taub organizuje sesje poza Stanami i żąda za nie o wiele mniej: 2.500$ (te dane pochodzą sprzed 4 lat i nie wiem jak cena ta kształtuje się dzisiaj, ale nie sądzę, by była niższa, bowiem sesje terapeutyczne oferowane są niedaleko USA, a tam, według naszych standardów, wszystko jest drogie z definicji. Podobna cena, jak słyszałem, obowiązuje u terapeuty w Północnych Włoszech. W obu tych przypadkach Ibogaina podawana jest w formie chlorowodorku. Jej działanie, ze względu na łatwą absorpcję w organizmie, jest szybkie i umożliwia krótkie dwudziesto kilko godzinne spotkanie z terapeutą.

Ibogainę można także przyjąć samemu w ramach autoterapii pod właściwą opieką. W zależności od formy jej koszt będzie się wahał w granicach od 500 DM/g czystej Ibogainy w przypadku kory do 1.000 DM/g czystej substancji w przypadku chlorowodorku. Bardzo interesującą alternatywą jest skondensowany wyciąg z kory korzenia, oferowany za cenę kilkudziesięciu dolarów za gram, przy dawce wahającej się między 4 a 6 gram. Choć rzeczywista ilość przyjętej Ibogainy jest niższa, to wiele wskazuje, że ten preparat jest tak samo skuteczny, dzięki synergistycznemu (wspomagającemu) działaniu innych, zawartych w nim alkaloidów.

Ibogainowa podróż, choć pełna wizji, nie należy do doznań łatwych i przyjemnych. Pomijając możliwość konfrontacji z własnym ja, co w przypadku narkomanów na pewno jest traumatyczne, niesie ze sobą element cierpienia fizycznego. Silne działanie wymiotne Ibogainy powoduje, że odruch ten nie daje się pohamować przez kilkanaście godzin. Każdy, kto choć raz dobrze się zatruł wie jak niszczycielskie działanie na układ pokarmowy i na ogólną kondycję organizmu ma długotrwałe wymiotowanie. Czynnik taki, jak choroba morska może doprowadzić nieodpornego podróżnika morskiego do stanu skrajnego wyczerpania. W wielu przypadkach narkomani są już w złym stanie fizycznym i przyjęcie przez nich Ibogainy stanowi wyzwanie, któremu nie każdy może stawić czoła od razu. Za wolność zawsze się płaci i traumatyzm podróży ibogainowej jest najważniejszym elementem ceny za uwolnienie się od nałogu.

W naszej, polskiej rzeczywistości większość skazana jest na system radź sobie sam i co za tym idzie na najtańsze formy Ibogainy i kuracji, dlatego choć moja praca w znacznej mierze polegała na znalezieniu i przetłumaczeniu materiałów dostępnych w Internecie to jednak dla osoby chcącej pomóc samej sobie lub swojemu bliskiemu, powinna stanowić zbiór podstawowych, ale niezbędnych informacji do podjęcia decyzji związanej z Ibogainą. Choć na pewno nie jest ona wyczerpująca ma na celu dostarczenie informacji pozwalających osobie zainteresowanej zrozumienie istoty działania Ibogainy i wyobrażenie sobie jak użyć Ibogainę we własnym zakresie. W przekazywanej pracy brakuje opisów doznań Ibogaina’utów, ich wizji i późniejszych doświadczeń. Wymagają one tłumaczenia prywatnej korespondencji i mogą być dostępne na życzenie.

Bezwzględnie polecam zapoznanie się z pracą Dr Piotra Popika z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie wydaną w zeszytach Wykładów Monograficznych Instytutu Farmakologii w roku 1996 Nr. 32, Kraków. Oprócz bardzo dużego zakresu zawartej tam fachowej wiedzy teoretycznej na temat hamowania uzależnień praca ta stanowi potwierdzenie możliwości skutecznego i „bezbolesnego” hamowania uzależnień przy wykorzystaniu substancji psychotropowych.

J.M. Trojanowski, 2003
"
źródło http://www.zigzag.pl/jmte/Historia%20Ibogainy.htm

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
..
Ekspert
*****
Wiadomości: 588



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #3 : Sierpień 25, 2010, 19:28:40 »



east napisał:

Skoro wspomnieliście o Karaibach ...
Szamanizm na karaibskich wyspach, a w szczególności na Jamajce jest zjawiskiem powszechnym, chociaż niewielu ludzi myśli o tam o sobie jak o szamanach. Wybrańcami pod tym względem są jamajscy Rastamani wciąż żyjący w komunach w górach Blue Mountain. Ich filozofia opiera się na połączeniu aspektu fizyczn-EGO oraz świadomości wyrażanym na codzień jako "I&I " . Ja-i-JA . Małe ja to ego , duże JA to świadomość. Kiedy rdzenny Rastaman mówi "wiemy i rozumiemy"  to ma na myśli siebie ,jako wypowiadającego te słowa połączonego ze wszystkim co żyje za pomocą JA.
Kultywować "szamanizm"  wśród tej społeczności pomaga im  palenie kwiatostanów żeńskich konopi indyjskich, które nazywają GANJAH ( gandzia). Twierdzą ,że sam Bóg kazał im palić zioło , aby mogli się z nim łatwo połączyć.
Działanie gandzi jest bardzo łagodne i ma bardziej relaksacyjne właściwości niż trujące i co ważne - NIE UZALEŻNIA.

cyt "
Cytuj
Działanie marihuany jest trudne do opisania, chociażby z tego względu, że zależy od wielu czynników: psychiki palacza i jego nastroju, wpływu otoczenia, ilości i rodzaju trawki, sposobu palenia, itp. W skrócie można powiedzieć, że wywołuje ona stan lekkiej euforii i odprężenia, wyostrza zmysły, a zwłaszcza słuch i smak, często wywołuje gadatliwość, wesołość, niefrasobliwość i nagłe napady śmiechu. Jest też lekko dezorientująca, spowalnia logiczne myślenie na rzecz szybkich i dość luźnych skojarzeń. W relacjach międzyludzkich sprawia, że dostrzega się więcej nie zauważanych wcześniej, podświadomych sygnałów. U większości ludzi likwiduje agresję i nastraja pokojowo. Nieprawdą jest, że trawka wywołuje halucynacje, a już na pewno nie w ilościach które można wchłonąć poprzez palenie.

Wielu palaczy przyznaje, że trawka zwiększa ich wrażliwość na odbiór sztuki, a szczególnie muzyki, gdyż dźwięk staje się bardziej przestrzenny i bogatszy. Jest też często używana przez artystów dla pobudzenia wyobraźni lub skierowania myślenia na trochę inne tory.

Z fizjologicznych efektów najłatwiej zauważyć przekrwione oczy, suchość w ustach i nosie i nagły wzrost apetytu.

Działanie, po jednokrotnym zapaleniu, trwa około trzech godzin, po czym nieraz występuje lekkie zmęczenie i senność. "
http://www.marihuana.za.pl/efekty.php#200

Oczywiście to nie trawka decyduje o tym kto jest szamanem, a kto nie. Zawsze decyduje o tym człowiek. Ona tylko ułatwia skierowanie uwagi na konkretne , wybrane obszary zainteresowań, a gdy są nimi kwestie duchowe, czy poszukiwanie prawdy, to w tym właśnie kierunku wzmacnia ludzką percepcję.
Znamienne jest, że Rastamani łącznie z gandzią zażywają swojej rytmicznej, łagodnie bujającej  muzyki reggae. Muzyczne wibracje wraz z ODDECHOWĄ  praktyką - czyli palenia gandzi pozwalają im wczuć się w naturę wszechświata i wyrażać ją poprzez własną muzyczną twórczość.
O ile Carlos Castaneda i Don Juan Matus byli w latach 70 tych inspiracją dla hippisów, to dla duchowych poszukiwań ludzi na całym świecie w latach 80 tych inspiracją stał się Bob Marley - "szaman" muzyki reggae , który pozostał nim do dzisiaj dla wciąż nowych pokoleń ludzi. Przesłanie , które wypuścił w świat ten muzyk mówi między innymi o tym, że każdy człowiek może stać się szamanem dla samego siebie, gdyż , wg słów jednej z piosenek ( Get Up Stand Up )
" We know and understand
Almighty God is a living Man .. "
Palenie zioła miało wydobywać na powierzchnię łagodną i dobrą stronę ludzkiej natury, co opisano w fachowej literaturze .

Cytuj
Halpern już w 1944 r. zaznaczył w "La Guardia-Report", że po zapaleniu marihuany agresja się obniża, a inni badacze potwierdzili, że palacze trawy są mniej agresywni i prowokujący niż przeciętni ludzie. Murphy w 1966 r. napisał: "Większość poważnych obserwatorów jest zgodna co do tego, że konopie indyjskie w żadnym wypadku nie prowadzą do działań agresywnych i przestępczych...". Równocześnie pod wpływem czterohydrokonabinolu łatwiej zauważa się własną agresję - 42% spośród badanych określiło siebie przed zapaleniem marihuany jako agresywnych, po jej zapaleniu stwierdziło to o sobie aż 88% (Halpern w "La Guardia-Report"). Najwyraźniej więc wzrasta wrażliwość na własną agresję, przy czym agresja rzeczywista wcale nie rośnie. W jednym z nowszych badań zajmowano się agresją okazywaną w dyskusji. Przed zapaleniem jointa wyrażano ją uprawiając wrogą krytykę wypowiedzi partnera. Pod wpływem THC komunikowano uczucia agresywne kpiną, która stawała się powodem do śmiechu dla obu stron, a po pewnym czasie, skłonność do zachowań agresywnych w ogóle malała. Pod wpływem narkotyku uznawano partnerów rozmowy za bardziej przyjaznych, chętnych do współpracy i pełnych zrozumienia. Wyniki tych testów odpowiadałyby rozpowszechnionemu wśród palaczy trawy przekonaniu, że pod jej wpływem maleje skłonność do czynów agresywnych, kłótni i wrogość. Nabiera się pewności, że są ciekawsze zajęcia niż zachowania agresywne, lub też człowiek staje się po prostu bardziej pokojowo usposobiony.
http://www.marihuana.za.pl/efekty.php#200

Oj , przydałoby się wśród niektórych forumowiczów więcej dystansu do siebie , więcej śmiechu i wyrozumiałości ...

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
..
Ekspert
*****
Wiadomości: 588



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #4 : Sierpień 25, 2010, 19:29:18 »



radosław napisał:

Czym jest szamanizm?



Wiele osób pyta mnie o szamanizm. Niektórzy są po prostu ciekawi, a inni mają już własne wyobrażenie czym ta starożytna nauka jest, pragnąc potwierdzić swoje domniemania. Kiedy zaczynam o tym mówić, często następuje zdziwienie i konieczność zrewidowania światopoglądu w tym temacie. Dlaczego ?
Otóż szamanizm jest sztuką, której nie da opisać się prostolinijnie. To bardzo złożone zagadnienie obejmujące najstarsze ludzkie praktyki medyczne i magiczne. Szamanizm to rozwijające się od zarania dziejów praktyki kultywujące Pachamama, czyli innymi słowy Matkę Naturę. Poprzez wnikliwą obserwację biosfery ziemskiej rdzenna ludność starożytnych lądów była w stanie uzyskać głęboką, transpersonalną łączność z wewnętrznymi i zewnętrznymi strukturami organizującymi świat natury. Na zewnątrz chodziło przede wszystkim o obserwację jego rytmu, pogłębianiu wiedzy o roślinach, drzewach, zwierzętach i nas samych. Z kolei wewnętrzny kontakt i zrozumienie natury możliwy był przez specyficzne gatunki roślin wywołujące efekt psychoaktywny, halucynogenny, dzięki któremu szaman spojglądał na rzeczywistość z innej perspektywy, docierał na granicę sennych miraży, a stamtąd podróżował po duchowej krainie biosfery oraz innych wymiarach. Wizje i informacje przychodziły również w snach, powoli składając się w coraz pełniejszy obraz tego czym są i jak działają siły natury. Jej kult nie był przypadkiem, bo właśnie dzięki niemu ludzkość poznała rytuały lecznicze, dywinacyjne i duchowe.


Narodziny szamańskiego okultyzmu


Głębokie transpersonalne wizje szamańskie dostarczały mistycznym podróżnikom szerokiej gamy informacji o kwantowym mikroświecie energetycznym i jego implikacjach w widzialny przejaw materii. Wówczas rodził się okultyzm. Poznano duchowy potencjał kreowania rzeczywistości fizycznej i symbole geometryczne, które wzmacniały możliwości modulacji rzeczywistości. Nabytą wiedzę wykorzystywano do celów pozytywnych (np. rytuały lecznicze, ochronne, wzmacniające, eksplorowanie świadomości) oraz negatywnych (rzucanie uroków, przejmowanie kontroli nad podświadomością lub świadomością, kontakty z ciemnymi bytami i różnego rodzaju manipulacje). Dzięki wysublimowanym i trwającym tysiąclecia praktykom okultystycznym zbudowano pomnik wiedzy stojący w roślinnej kopalni botaniczno-medycznej, skąd startował pojazd kosmiczny sterowany przez ludzką świadomość, a celem jego podróży była eksploracja kosmologii Wszechświata. Szamani odkryli, że każda roślina ma swojego opiekuńczego ducha z wyższego wymiaru, który pojawia się w wizjach i przekazuje wiedzę o swoim podopiecznym (w tym wypadku danej roślinie): w jaki sposób użyć go w rytuale leczniczym i co dodać do takowej kompozycji, aby ewentualnie wzmocnić jej działanie. To właśnie interakcja z duchami świata roślinnego przyniosła plemiennym kapłanom icaros, święte pieśni podyktowane w transie. Icaros to niezwykle piękne melodie oparte o specyficzne sekwencje dźwięków i słów, które mają na celu wprawienie w ruch mechanizmów obronnych i leczniczych organizmu, a także ułatwiają wezwanie i pracę z roślinnym duchem, od którego icaros pochodzi. Będąc w peruwiańskiej Amazonii spotkałem się z przypadkiem, który w pełni pokazuje siłę icaros: Pewna kobieta miała bardzo chore dziecko i przyniosła go do lokalnego szamana. Stan malucha był bardzo poważny, co objawiło się zapaścią i zatrzymaniem akcji serca. Przy zdarzeniu obecny był młody Amerykanin, uczeń szamana, który chciał ręcznie reanimować dziecko. Szaman powstrzymał go przed tą czynnością. W zamian wziął do ręki mapacho, tytoń używany w rytuałach, podmuchał nim młodego pacjenta, a następnie zaczął śpiewać icaro. Co się dalej stało ? Krążenie w ciele dziecka cudownym sposobem wróciło i jego serce zaczęło ponownie bić. Wibracja specyficznego układu dźwięków zawartych w icaro wprawiła w rezonans układ krążenia dziecka, co pozwoliło na przywrócenie go do życia. Brzmi nieprawdopodobnie ? Na tym polega szamanizm. Na utrzymaniu tradycji, magicznej wiedzy o świecie natury i otaczającej nas rzeczywistości.


Nauka w tym wypadku się nie myli


W powyższe słowa wierzyć nie trzeba. Natomiast w naukę zajmującą się badaniem szamanizmu wierzyć wypada, gdyż ta podaje fakty oparte na wnikliwych badaniach i eksperymentalnym empiryzmie. Zatem obojętnie czy szamani kontaktują się z duchami roślin, czy nie, używają mocy, czy nie - skuteczność medyczna i terapeutyczna plemiennych tradycji jest niepodważalna i została już szeroko udokumentowana przez rzesze naukowców, którzy osobiście zbadali te obszary wiedzy. Mam tu na myśli udane kuracje pacjentów ze zdiagnozowanymi nowotworami, nerwicami, depresjami, bezsennością etc. oraz pomyślne wyprowadzanie osób z zaawansowanych nałogów narkotykowych (heroina, kokaina, crack, amfetamina). Wysoka skuteczność metodologii szamańskiej polega nie tylko na fizjologicznym oczyszczeniu i wzmocnieniu organizmu za pomocą specjalnie dobranych roślin, ale też wykorzystaniu stanów transowych do pracy z energetyką ciała pacjenta. Szaman wchodząc w metafizyczną nadprzestrzeń pojmuje proces leczniczy za pomocą zupełnie innych kategorii, korzystając z poszerzonej o dodatkowe zmysły perspektywy, jest w stanie dostosować postrzeganie organizmu, choroby i ludzkiego biopola elektromagnetycznego do możliwości, jakie daje wymiar, w którym się znajduje. W ten sposób obok fizjologicznej detoksyfikacji następuje to samo, ale w sferze mentalnej, ponadzmysłowej - innymi słowy głęboko w umyśle pacjenta. Jest to więc swojego rodzaju psychoanaliza, którą z pomocą szamana wykonuje sam pacjent, usuwając w ten sposób energetyczne, emocjonalne, toksyczne złogi tłoczące się gdzieś w zakamarkach umysłu lub podświadomości.


Należy zadać sobie pytanie: W jaki sposób halucynogenne enteogeny indukują transpersonalne przeżycia, które potrafią leczyć psychikę oraz regenerować połączenia nerwowe w mózgu. Przyczyniać się do wielkich odkryć naukowych lub dawać szamanom wiedzę z zakresu biologii molekularnej. Jednym ze zwolenników skorych do udzielenia odpowiedzi na powyższe pytanie jest Dr Jeremy Narby, urodzony w Kanadzie antropolog, który w swojej książce "Kosmiczny Wąż: DNA i Pochodzenie Wiedzy" twierdzi, że być może szamani potrafią operować na poziomie molekularnym, komórkowym i stamtąd czerpać wiedzę na temat korelacji roślinnych, leczeniu różnego rodzaju schorzeń oraz uniwersalnych praw determinujących znaną nam kosmologię. W związku z tym dalsza część pytania brzmi: Jak możemy ignorować tak bogatą formę wiedzy i zakazywać dostępu do wielu gatunków roślin o olbrzymim potencjale medycznym, co skutkuje również utrudnianiem prowadzenia naukowych badań nad nimi.


Okultyzm wśród elit


Szamanizm nie jest więc gotowaniem magicznych ziółek i przepowiadaniem przyszłości. To zjawisko znacznie głębsze, przypominające nam, że egzystujemy w rzeczywistości duchowej, elementarnej, która determinuje nasze postrzeganie świata materialnego i ma wpływ na każdy aspekt naszego życia na Ziemi. Szamanizm przypomina nam, że nadal istnieje magia, mechanizmy okultystyczne kształtujące otoczenie, a nawet programujące percepcję. Ponadto dysharmonia spowodowana anomaliami cywilizacyjnymi znacząco wpływa na poziom komórkowy naszych organizmów dezorganizując "harmonogramy" komórek, które zwyczajnie buntują się przeciwko swoim "braciom i siostrom" działając na własną rękę, tworząc układ pasożytniczy, co prowadzi do narodzin nowotworów lub innych schorzeń. Wiedza o okultyzmie została skutecznie zakamuflowana przez mass-media generujące popkulturowy, letargiczny teatr dla uwikłanych w system ludzi. Praktyki te przyczyniły się do kojarzenia magii z biegającymi w kolorowych szatach lub nago Indian, szamanów VooDoo, czy rzucających klątwy brujos. Ludzkość straciła z oczu bardzo ważny obrazek - elity, polityków, bankierów i tajne stowarzyszenia, które są bardzo zorientowane w praktykach i strukturach okultystycznych. Warto zatem zastanowić się dlaczego organizacje i układy osób, które mają ogromny wpływ na życie szarego człowieka, tak żywo interesują się magią ? Wystarczy przyjrzeć się klanom bankierskim Rotschildów, Morganów, prezydentom Stanów Zjednoczonych, elitom Wielkiej Brytanii, masonerii, aby z łatwością wyłapać, że oni budują znany nam system właśnie za pomocą narzędzi okultystycznych: stawiają budowle oparte o ściśle określone w magicznych księgach kształty geometryczne, zakładają stowarzyszenia i tworzą wewnątrz nich stopnie inicjacyjne w myśl starożytnych i nowożytnych technik mistycznych, magicznych. No i najważniejsze: czy korzystają z tajemnej wiedzy w odpowiedni sposób ? Patrząc na historię naszego świata możemy wysnuć odważny wniosek, że piramida władzy zdominowana została przez ciemne oblicze magii.


Czym zatem jest szamanizm w najprostszej definicji ? To próba zrozumienia natury poprzez obserwacje i eksploracje jej struktur wewnętrznych, które manifestują i organizują świat zewnętrzny. Szamanizm to synteza wiedzy i praktyki wynikającej z intuicji, wizji transowych i sennych. To inspiracja płynąca z wymiarów niefizycznych, która pozwala nam na odciskanie wiedzy poznanej wewnątrz, w widzialnym, materialnym świecie zewnętrznym. To magiczny pas startowy, z którego jesteśmy w stanie odbyć fascynującą, czasem niebezpieczną podróż do głębszych poziomów tego, co nazywamy światem rzeczywistym. Czy warto to poznać ? Wybór należy do Ciebie.

Autor: Jakub Babicki http://www.botanicscience.blogspot.com/

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
..
Ekspert
*****
Wiadomości: 588



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #5 : Sierpień 25, 2010, 19:30:09 »



east napisał:

Cytuj
Czym zatem jest szamanizm w najprostszej definicji ? To próba zrozumienia natury poprzez obserwacje i eksploracje jej struktur wewnętrznych, które manifestują i organizują świat zewnętrzny. Szamanizm to synteza wiedzy i praktyki wynikającej z intuicji, wizji transowych i sennych. To inspiracja płynąca z wymiarów niefizycznych, która pozwala nam na odciskanie wiedzy poznanej wewnątrz, w widzialnym, materialnym świecie zewnętrznym. To magiczny pas startowy, z którego jesteśmy w stanie odbyć fascynującą, czasem niebezpieczną podróż do głębszych poziomów tego, co nazywamy światem rzeczywistym

A  nie prościej napisać , że jest to  kwantowe  pole życia ?

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
..
Ekspert
*****
Wiadomości: 588



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #6 : Sierpień 25, 2010, 19:30:37 »


konserwa napisał:

jakie to jest pole, kwantowe, torsyjne itd., to chyba już przestaje mieć znaczenie...choć pogląd, że materia nie tylko się podporządkowuje woli, ale jest wręcz jej manifestacją, o czym w coraz większej ilości mówią fizycy jest zdumiewające i krzepiące;
wielcy mistycy, szczególnie XX w. mieli rację....
wielcy szamani (mało ich tak na prawdę...) od 2 tysięcy lat mieli rację...
im nie byli potrzebni fizycy Mrugnięcie
uczciwie trzeba sobie powiedzieć, że rzeczywistość psychiczna ma wiele pułapek, na które czasami dajemy się złapać (prawdziwi przewodnicy wymarli); Dan Winter to chyba jedyny fizyk (de facto...) który cywilizacyjne/religijne wzorce rzeczywistości psychicznej przekład na język nauki ścisłej , między innymi tutaj: http://www.swietageometria.darmowefora.pl/index.php?topic=256.0
koło się powoli zamyka!
ja niestety idę po tej części krzywizny koła, która posługuje się intuicją, trochę zazdroszczę Wam ścisłowcom :Uśmiech

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #7 : Sierpień 31, 2010, 13:49:34 »


Inicjacje szamańskie. Możliwość czy konieczność

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=TX2RAP0THzo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=TX2RAP0THzo</a>



Studio Alternatywne- Neoszamanizm
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=fgNpwE3F7uo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=fgNpwE3F7uo</a>



Inne Światy - Ayahuasca
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=AQqx5BcrTXo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=AQqx5BcrTXo</a>

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Sierpień 31, 2010, 13:57:30 wysłane przez Michał-Anioł » Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
mephistopheles
Aktywny użytkownik
***
Wiadomości: 61




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #8 : Styczeń 20, 2011, 02:56:43 »


Warto odświeżyć dyskusję w tym temacie,
na początek wrzucę linki do dwóch wykładów, niestety nagranie odnośnie inicjacji górników nie jest kompletne.


Inicjacje szamańskie:
                                     dr Andrzej Szyjewski

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=B31o-w4OIJI" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=B31o-w4OIJI</a>


Inicjacje górników neolitycznych:
                                                       dr Tomasz Jerzy Bąbel

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Zi24aFL8yk0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Zi24aFL8yk0</a>



Skoro już jesteśmy przy inicjacjach: 
dr Jacek Sieradzan: Ryty przejścia i inicjacje, niegdyś i teraz.

W świecie zachodnim inicjacja w tradycyjnym i właściwym sensie tego słowa zniknęła już dawno temu,
ale symbole i scenariusze inicjacyjne trwają nadal na poziomie nieświadomym,
przede wszystkim w snach i uniwersach wyobraźniowych.

                                                               Mircea Eliade

http://www.jaceksieradzan.pl/ryty-przejscia-i-inicjacje.pdf

dr Jacek Sieradzan: Inicjacja w Braminizmie oraz Tantrze hinduskiej i buddyjskiej.

http://www.jaceksieradzan.pl/inicjacja-w-braminizmie.pdf

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

To, co naprawdę ważne, musi być odkryte,
lecz nigdy zrealizowane (S. Bellow)
Strony: 1 2 »   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS