logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Hej. Trening umysłu  (Przeczytany 342 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Florentczyk

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 4
    • Zobacz profil
    • Email
Hej. Trening umysłu
« dnia: Listopad 25, 2018, 12:08:14 »
Cześć, witajcie. Chciałbym zapytać o Wasze przemyślenia w kwestii "rozciągania wyobraźni", "potęgowania inteligencji". Czy ćwiczenie rozumu w wieku dorosłym może zwiększyć możliwości intelektu, czy też tylko w okresie dzieciństwo-młodość jest to możliwe, jeśli zostanie spełniony warunek sumiennej nauki (treningu umysłowego)?

Pozdrówka Florentczyk

Edytuję, ponieważ pragnę dodać coś jeszcze.

Mianowicie, w jednym z wątków użytkownicy napisali o swoich własnych odkryciach. Że samodzielnie doszli do prawidłowości w matematyce, które już kiedyś odkryto. Czy aby "bawić się" w tego rodzaju rzeczy, trzeba ukończyć matematyczne studia? Czy w ogóle możliwe jest, aby poznać wyższą matematykę studiując samodzielnie (w domu)?

Chciałbym zostać mędrcem i szukam wskazówek. Mędrzec to w mojej definicji człowiek bardzo głęboko myślący. Jak dojść do takiego poziomu rozumowania?
« Ostatnia zmiana: Listopad 25, 2018, 12:29:01 wysłana przez Florentczyk »

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 290
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Hej. Trening umysłu
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 26, 2018, 07:56:23 »
Czy ćwiczenie rozumu w wieku dorosłym może zwiększyć możliwości intelektu, czy też tylko w okresie dzieciństwo-młodość jest to możliwe

Oczywiście, że może. Całe to gadanie, że uczyć się można tylko jako dziecko, a potem to już "nie nauczysz starego psa nowych sztuczek", to jedna wielka bujda na resorach, używana jako wymówka przez nauczycieli nie potrafiących uczyć, oraz przez uczniów (starszych), którzy już uczyć się nie chcą :q

Jak w każdym takim micie jest w tym jednak ziarenko prawdy (bo inaczej nikt by w to nie uwierzył): starsze osoby faktycznie mają nieco większe problemy z uczeniem się. Nie wynika to jednak z faktu, że ich umysł jest mniej plastyczny, niż u dzieci, lecz z tego, że zazwyczaj uważają oni, że w ich wieku są już wystarczająco mądrzy i co jakiś tam młokos może im jeszcze powiedzieć nowego o życiu ;J  Do tego długie lata szkolnej edukacji zabiły w nich ciekawość i chęć odkrywania, uczenia się nowych rzeczy. To oczywiście wszystko da się odkręcić, i jest to możliwe (wiem z własnego doświadczenia), ale nierzadko wymaga trochę sprytu i cierpliwości.

To trochę jak w tej historyjce, w której profesor uniwersytetu przyszedł do mistrza Zen, by ten nauczył go trochę o filozofii Zen. W czasie, gdy Mistrz przygotował dla nich obu herbatę, profesor nie przestawał "wykładać" na temat tego, jak dużo wie na temat Zen, i jaka to ciekawa filozofia, i dlaczego chce się o niej uczyć. Nagle zauważył, że Mistrz nalewając mu herbaty zaczął przepełniać jego filiżankę. Wykrzyknął więc:
– Co robisz, stary głupcze?! Nie widzisz, że ta filiżanka jest już pełna?! Więcej już się nie zmieści!
Na co mistrz odparł:
– Ta filiżanka jest jak twój umysł. Nie mogę nauczyć cię niczego nowego o Zen, dopóki nie opróżnisz swojej filiżanki.

Ten przykład pokazuje, że często największą przeszkodą w nauce nowych rzeczy przez starszych ludzi jest to, że oni myślą, że już wiedzą wszystko i lepiej, ze względu na swój wiek. Często też jest tak, że aby mogli nauczyć się czegoś nowego, muszą najpierw "oduczyć się" starych nawyków i rzeczy, których nauczyli się w niewłaściwy sposób podczas swoich lat szkolnych. Bo niestety spora część szkolnej wiedzy przez ten czas się przedawniła. Ben Shapiro fajnie to kiedyś ujął w debacie o klimatologach:
"Trzeba mieć za sobą lata edukacji, by wygadywać takie brednie." ;)

Proszę jednak nie zrozum mnie źle: nie twierdzę, że wiedza uczona w szkołach, albo co gorsza WSZELKA wiedza jest nieprzydatna. Mówię tylko, że trzeba się kierować własnym rozumem i nie łykać bez pytania wszystkiego, co ktoś nam powie z pozycji autorytetu, bo jest nauczycielem szkolnym, księdzem, profesorem, prezydentem itp. I co jakiś czas trzeba rewidować to, czego się dowiedziałeś do tej pory, by sprawdzić, czy to nadal jest aktualne, albo czy nie istnieją jakieś lepsze sposoby wyjaśnienia tego. Na tym właśnie polega rozwijanie swojego umysłu. Człowiek, który się rozwija, nie przestaje się uczyć.

Współczynnik inteligencji (IQ) to stosunek wieku umysłowego do wieku biologicznego. Twój wiek biologiczny ciągle wzrasta (bo ludzie raczej nie młodnieją :q ). Więc jeśli przestajesz się uczyć, twój wiek umysłowy nie wzrasta wraz z biologicznym, i wtedy twoje IQ będzie maleć z wiekiem :P  Jeśli wiek umysłowy rośnie szybciej, niż biologiczny, to robisz się mądrzejszy z wiekiem. I tego Ci życzę ;)

jeśli zostanie spełniony warunek sumiennej nauki (treningu umysłowego)?

To zależy co masz na myśli mówiąc "sumienna nauka". Bo trenować i uczyć się można też bzdur ;) Pewnie słyszałeś o wyznawcach teorii płaskiej Ziemi ;) To przykład jak można zejść na manowce, gdy się studiuje niewłaściwe rzeczy i w niewłaściwy sposób. Ale i w "głównym nurcie" nauki można znaleźć tego przykłady. Wynika to z tego, że błądzenie jest rzeczą ludzką, i jest naturalnym procesem doskonalenia wiedzy. W przeszłości ludzie (także uczeni) wierzyli w różne zwariowane rzeczy, dopóki nie zauważyli gdzie się mylili. Popełnianie błędów nie jest niczym złym – tylko ktoś, kto popełni błąd, może się nauczyć czegoś nowego. Problemem jest gdy się tkwi w błędzie i obstaje przy nim, bo wtedy się nie uczysz.

Mówi się zazwyczaj, że "trening czyni mistrza", i w dużej mierze to prawda. Trzeba jednak wiedzieć, co i jak trenować. Np. chcąc zostać światowej sławy koszykarzem czy pianistą nie osiągniesz tego wychodząc na boisko i godzinami odbijając piłkę albo gwałcąc klawisze pianina (i uszy sąsiadów) :q  Trenować trzeba we właściwy sposób: powtarzając poprawne wzorce, których chcesz się nauczyć. Bardzo też pomocne jest obserwować jak robią to ludzie, którzy już to potrafią, czyli "uczyć się od mistrzów". Dawniej np. istniały tzw. "zawodówki", czyli szkoły, w których człowiek mógł nauczyć się rzemiosła obserwując mistrzów. Teraz są tylko studia, na których słuchasz nudnych wykładów ludzi, którzy nierzadko dawno stracili kontakt z przemysłem, i sami nie potrafiliby zrobić żadnej z rzeczy, o których wykładają :P  (Są oczywiście wyjątki, ale rzadkie.)

Kiedyś nie potrafiłem grać na pianinie, ale bardzo chciałem się tego nauczyć. Kupiłem sobie więc pianino elektryczne i zacząłem ćwiczyć. Niestety nie wiedziałem JAK powinienem ćwiczyć, więc przez długi czas mi to nie wychodziło. Szczególnie granie obiema rękami na raz, bo gdy skupiałem się za bardzo na ruchach jednej ręki, zapominałem o drugiej, i zaczynała ona "żyć własny życiem" :q  Aż w końcu znalazłem właściwy sposób, który zadziałał dla mnie: Najpierw spowolniłem tempo grania tak, by grać mniej więcej jedną nutę na sekundę, dokładnie i ostrożnie trafiając w klawisze. Przy czym próbowałem wyobrażać sobie, że obie ręce stanowią jeden "instrument", któremu mogę wydawać polecenia swoim umysłem, jedno po drugim, w równomiernym takcie. Podczas każdego "taktu" wysyłałem polecenie do obu rąk, by zmieniły konfigurację na klawiszach, tak jakbym układał z nich kształt, albo wysyłał sygnały migowe. Gdy już ręce robiły to, co mają robić, stopniowo przyspieszałem tempo grania, i w końcu mogłem już grać synchronicznie na obie ręce w normalnym, szybkim tempie :) (a nawet szybszym ;> ).
Dlaczego o tym piszę?
Bo gdyby ktoś powiedział mi o tym sposobie powiedzmy rok wcześniej, to zaoszczędziłby mi cały rok ćwiczenia w niewłaściwy sposób, i już rok temu mógłbym grać na obie ręce. Błądzenie jest naturalnym sposobem odkrywania (więc system edukacji robi ogromny błąd potępiając to), rzecz w tym, że można uczyć się także na CUDZYCH błędach ;> i w ten sposób zaoszczędzić swój czas.

Więc tak, podsumowując:
1. Ćwiczyć, ale we właściwy sposób.
2. Unikać ćwiczenia w niewłaściwy sposób.
3. Obserwować mistrzów i uczyć się od nich.

w jednym z wątków użytkownicy napisali o swoich własnych odkryciach. Że samodzielnie doszli do prawidłowości w matematyce, które już kiedyś odkryto.

Zgadza się. Mnie się to przytrafia na okrągło :)
Przykładowo jakiś czas temu próbowałem zrozumieć szkolne "wzory skróconego mnożenia", i wymyśliłem jak można je przedstawić geometrycznie.


Zanim na to wpadłem, nikt nigdzie nie pokazywał mi tego wcześniej w taki sposób. Żaden nauczyciel szkolny, żaden podręcznik do matematyki, żadna strona w Internecie czy filmik na YouTube. Opublikowałem więc to na swojej stronce. Nie dalej jak miesiąc później niemal identyczny obrazek pojawił się na Wikipedii (ale tylko dla kwadratu sumy) :P  Z początku byłem tym faktem podenerwowany: ktoś ukradł mój pomysł! :zdziwko:  Ale później znalazłem podobną ilustrację w "Ars Magna" Cardana, oraz w "Algebrze" al-Khwarizmiego, a w końcu nawet w "Elementach" Euklidesa (w wersji ilustrowanej przez Olivera Byrne, bo w tekstowej jest tylko opis słowny tego obrazka).


Wygląda więc na to, że nie byłem pierwszym, który na to wpadł. Nie zmienia to jednak faktu, że była to konstrukcja mało znana, nie mówiło się o niej w szkołach ani nie pokazywano jej w podręcznikach. I moim zdaniem każdy, kto do czegoś doszedł samodzielnie, zasługuje na taką samą uwagę, jak inni, którzy dotarli do tego samego przed nim. To, że np. rachunek różniczkowy był znany hinduskim matematykom ze szkoły astronomii i matematyki w Kerala jakieś 200 lat przed tym, jak Newton na nowo "odkrył" te rzeczy w Europie, nie umniejsza przecież zasług Newtona, prawda? :q  Europejczycy nadal uważają go za "wynalazcę" rachunku różniczkowo-całkowego, mimo że przed nim bawili się tym już Bonaventura Cavalieri ("Geometry of Indivisibles"), William Oughtred ("Clavis Mathematicae"), John Wallis ("Opera Mathematica") czy Wilhelm Gottfried von Leibniz ("Opera Omnia"). Można też znaleźć przykłady w starożytnej Grecji (Archimedes i objętość kuli, walca i stożka, obliczenie pola i obwodu koła, pola pod parabolą; metoda wypływów Nikomacha z Gerazy itd.).

Wracając jednak do tematu... Idąc za ciosem opracowałem więc podobną konstrukcję dla sześcianu sumy. Zrobiłem wtedy nawet model w programie do modelowania 3D.

http://sasq.comyr.com/Stuff/Geom/Cubic/CompleteCube.png
Hej. Trening umysłu

I znów, krótko po tym, jak ją opublikowałem, podobne ilustracje zaczęły się pojawiać w Internecie. Najpierw na Wikipedii, później na innych stronach :P

W psychologii istnieje pojęcie tzw. "efektu setnej małpy". Mówi ono, że gdy nauczysz czegoś jedną małpę, inne małpy, które nigdy nie miały z tym styczności, nadal tego nie potrafią. Ta pierwsza małpa może uczyć inne małpy, albo mogą je uczyć inni ludzie, ale to nadal wymaga uczenia każdej z osobna. Jednak po przekroczeniu pewnej "masy krytycznej" (powiedzmy 100 małp) nagle okazuje się, że wszystkie małpy to potrafią, nie wiadomo skąd :q  Tak jakby po przekroczeniu pewnej bariery wiedza zaczynała już żyć własnym życiem i rozprzestrzeniać się różnymi "pozazmysłowymi" drogami.

Myślę, że kluczem do tej zagadki może być obserwacja, że gdy ludzie dowiadują się, że coś jest możliwe, więcej z nich zaczyna próbować tego samemu, i im się to udaje. Jednak dopóki nie wiedzą, że coś jest możliwe, mało jest takich, którzy próbują. Objawia się to np. w sporcie: gdy ktoś pobije nowy rekord świata w biegach, nagle okazuje się, że wielu innych sportowców zaczyna osiągać podobne wyniki, mimo że wcześniej nikt nie biegał tak szybko. Teraz zaczynają, bo już wiedzą, że to możliwe. Podobnie było np. z odkryciem metody rozwiązania równań sześciennych w XVI wieku: wszyscy uważali, że to jest równie niemożliwe, jak kwadratura koła (patrz np. co napisał o tym Luca Pacioli w swojej książce "Summa de Arithmetica Geometria Proportioni et Propotionalita"). Po czym gdy Scipione del Ferro odkrył taką metodę i trzymał w tajemnicy, nagle kilku innych matematyków niezależnie od siebie wpadło na podobne rozwiązania (np. Niccolo Fontana, zwany też Tartaglią, czyli "Jąkałą").

Ja sam czasami czuję się właśnie jak owa setna małpa: dopóki czegoś nie odkryję sam, nigdzie nie znajduję nic na ten temat (inaczej nie musiałbym tego odkrywać sam, tylko mógłbym o tym poczytać np. w jakiejś książce). Jednak od momentu, gdy to odkryję, zaczynam to nagle znajdować wszędzie, nawet w przeszłości :P  Można nawet odnieść wrażenie, jakby ktoś "wyedytował ścieżkę czasową" by przekonać mnie, że to, co odkryłem, było powszechnie znane od dawna <bez> hehe

Richard Feynman, światowej sławy fizyk-Noblista, też o tym opowiadał. Że bardzo często odkrywał coś po wielu trudach sam, po czym nagle się okazywało, że inni już to odkryli przed nim, tylko się tym odkryciem nie dzielili :q  albo dzielili się w miejscach, o których istnieniu on nie wiedział. Początkowo był tym zawiedziony, ale z czasem zauważył, że im więcej odkrywa, tym rzadziej takie "kolizje" się mu przytrafiają, a liczba ludzi, którzy wiedzą to samo, co on, nieustannie się kurczy. Aż w końcu odkrył coś, czego nie wiedział jeszcze nikt na tej planecie, i wtedy dostał za to Nobla ;)  Więc chyba warto mimo wszystko brać udział w tym wyścigu, by w końcu pewnego dnia wyprzedzić peleton :)

Z wiedzą to jest tak, że ona tak naprawdę jest "niczyja". Ludzie mają taką egoistyczną skłonność do przypisywania sobie zasług za odkrycie różnych rzeczy, i opatrywania ich swoim nazwiskiem. A później kłócenia się kto był pierwszy. Problem w tym, że bardzo często się okazuje, że ten rzekomy "pierwszy" wcale nie był pierwszy – po prostu najwięcej osób się o tym od niego dowiedziało i dzięki temu to on tym zasłynął :P  Jednak jak się trochę pogrzebie w historii, to się nagle okazuje, że byli już inni przed nim, którzy też to odkrywali, ale mieli mniejsze "kręgi wpływów", przez co mniej osób się o tym dowiadywało, albo czasem nawet nikt :P (albo utrzymywali to w sekrecie). Tak było już nie raz. Historia nauki jest pełna takich przypadków. I jeśli się sięgnie odpowiednio daleko, to można znaleźć nawet przykłady zaawansowanej, nowoczesnej wiedzy, którą dopiero dziś odkrywamy, zaszytą w starych papirusach sprzed tysięcy lat, albo na jakichś głazach zakopanych głęboko pod piachem :mysl:  Czasami po prostu ciężko to zauważyć, bo ci starożytni odkrywcy używali innego języka, niż współcześni naukowcy, przez co ich wiedza nie brzmi dla nas naukowo (często nawet jest z tego powodu wyśmiewana, jak np. Alchemia, Kabała, Astrologia... i nie mówię o tej od "wróżenia" i "horoskopów" z gazetek dla starych bab ;) )

Wszelka wiedza, jakakolwiek by nie była, płynie zawsze z tego samego źródła: z samej Natury. Natura nigdy nie kłamie i nie ukrywa się przed nami. Trzeba tylko wiedzieć gdzie patrzeć i o co ją pytać, a znajdziemy odpowiedzi na te pytania. Utrzymywanie takich odkryć w sekrecie, by dzięki temu mieć władzę nad tymi, którzy sekretu nie znają, też nie ma najmniejszego sensu, bo prędzej czy później ktoś pozna sekret prosto od Natury i sprawa się rypnie :q  Właśnie dlatego wiedza nie należy do nikogo, i co jakiś czas ludzie odkrywają ponownie te same rzeczy.

Czy aby "bawić się" w tego rodzaju rzeczy, trzeba ukończyć matematyczne studia?

Można, ale nie trzeba ;)  Można też studiować "na własną rękę". Trzeba tylko wybierać sobie dobre źródła wiedzy i uczyć się od mistrzów, a nie od partaczy i oszołomów ;) Od ludzi, którzy naprawdę to rozumieją i używają na co dzień, a nie tylko "wydaje im się, że rozumieją" albo tylko o tym wykładają.
Przecież ci pierwsi, którzy na to wpadli, nie nauczyli się tego ze szkoły, bo nawet nie było jeszcze wtedy szkół, albo nie dla każdego były one dostępne :P  Więc jeśli oni mogli na to wpaść, to każdy może. ("Co może jedna łysa małpa, może i druga" ;) )

Kiedyś podczas pewnego mini-wykładziku dla znajomych z tego forum porównałem matematykę do "kosmicznego kryptogramu" – zaszyfrowanej wiadomości, która jest jak łamigłówka. Gdy się nią bawisz w odpowiedni sposób odpowiednio długo, możesz odkryć jak ona działa i "złamać szyfr", a wtedy magiczne pudełko otwiera się i w środku znajdujesz klucz do następnego takiego pudełka, być może znajdującego się gdzieś indziej. (Bo jeśli długo szukasz rozwiązania jakiegoś problemu, i nie możesz znaleźć, to zazwyczaj oznacza, że klucz do rozwiązania znajduje się gdzieś w zupełnie innym miejscu, może w innej dziedzinie wiedzy, i tam należy go szukać :q ). Jednak za każdym razem, gdy rozwiążesz jakiś matematyczny problem, dostajesz klucze do rozwiązania następnego, a potem następnego... i tak dalej, za każdym razem poznając kolejny sekret Wszechświata. Bo matematyka to język Wszechświata, którym mówi cała przyroda ;)  Pisał o tym Galileo w "Probiercy Złota" ("Il Saggiatore"), w tych słowach:

"Wszechświat jest jak ogromna księga, którą przez cały czas mamy przed oczami, lecz nie możemy jej zrozumieć, jeśli najpierw nie nauczymy się języka i nie pojmiemy symboli, w którym ją spisano. Tym językiem jest matematyka, a symbolami są trójkąty, koła i inne figury geometryczne, bez których pomocy jest niemożliwe, by pojąć choć jedno słowo z tej księgi; bez których wędrujemy na próżno poprzez mroczny labirynt."

Czy w ogóle możliwe jest, aby poznać wyższą matematykę studiując samodzielnie (w domu)?

Tak :) Co z powodzeniem czynię już od wielu lat ;) Po prostu bawię się matematyką, odkrywam jak ona działa, jaka geometria kryje się za wzorami i równaniami algebraicznymi, i do czego można to zastosować w życiu codziennym lub w innych dziedzinach nauki, którymi się zajmuję (np. w fizyce, programowaniu komputerów, językoznawstwie, ekonomii itp.).

Chciałbym zostać mędrcem i szukam wskazówek. Mędrzec to w mojej definicji człowiek bardzo głęboko myślący.

Pod wodą znaczy? ;D

A tak serio: więc zacznij głęboko myśleć :) (ja wolę słowo "wnikliwie").
Bardzo dobrym sposobem na to jest ZADAWANIE PYTAŃ (kwestionowanie).
Gdy ktoś Ci mówi, że coś działa w jakiś sposób, albo jest jakieś, pytaj: "Dlaczego?", "Skąd o tym wiemy?"
Gdy zaczniesz zadawać sobie (i innym) takie pytania, nawet odnośnie rzeczy "oczywistych" (a SZCZEGÓLNIE odnośnie rzeczy "oczywistych"! bo tam kryją się zazwyczaj najgłębsze braki w zrozumieniu – w rzeczach, które wydaje nam się, że już dawno temu zrozumieliśmy :q ), to ku własnemu zaskoczeniu zaczniesz odkrywać, jak mało ludzie tak naprawdę wiedzą i rozumieją, a jak wiele po prostu powtarzają bezrozumnie jak papugi, bo tak ich nauczono w szkołach :P

Np. gdy zapytasz kogoś ile jest 2×3, to każdy bez namysłu odpowie "6". Gdy zapytasz ile jest 8×7, to już odpowiedzą po chwili zastanowienia, że "56". Ale gdy zapytasz ile jest 98×99, to już zaczną się nerwowo rozglądać za kalkulatorem. Dlaczego? Bo tak naprawdę w żadnym przypadku tak naprawdę tego nie policzyli w głowie, a jedynie sięgnęli po gotowy wynik zapamiętany w "pamięci podręcznej" (tabliczce mnożenia, którą wykuli na pamięć). Cytowanie wyników z pamięci to nie jest liczenie i nie ma nic wspólnego z rozumieniem jak liczby działają. Tylko nieliczni "geniusze", jak Arthur Benjamin, Scott Flansburg, Shakuntala Devi, Daniel Tammet, którzy potrafią mielić takie (i większe) liczby w głowie szybciej niż byłbyś w stanie wstukać je w kalkulator (np. gdy Shakuntala Devi podała cyfry ogromnego pierwiastka sześciennego zanim komputer, z którym się pojedynkowała, w ogóle zdążył się rozgrzać :q ), ponieważ wiedzą, jak system liczbowy działa. Ty też możesz robić takie "cuda", jeśli wiesz na czym polega sekret sztuczki ;> (podpowiedź: system liczbowy jest samopodobny; wzorce cyfr nie zależą od skali, a jedynie od szeregów geometrycznych i reszt z dzielenia na dziesiętnej "tarczy logarytmicznej"; wspominałem o tym kiedyś w innych wątkach na tym forum).

Ba, często nawet ludzie "upośledzeni umysłowo" (np. z głębokim autyzmem) są w stanie odkryć te wzorce w liczbach i wykonywać w głowie obliczenia, które dla innych wyglądają na "cuda" ;) ale to dlatego, że inni nie wiedzą, jak tamci to robią. Nazywają ich więc "geniuszami", "sawantami" itp., i się nimi zachwycają, zamiast zapytać ich jak to robią, albo sami spróbować pobawić się trochę liczbami, by odkryć te same wzorce :q  A gdyby zapytali, na pewno by się tego dowiedzieli, bo np. Scott Flansburg wcale nie uważa, że jego zdolności są czymś wyjątkowym – wręcz przeciwnie: jeździ po świecie i uczy dzieci robić to samo co on :)

Jak dojść do takiego poziomu rozumowania?

1. Zadając wiele pytań. Szczególnie o rzeczy "oczywiste", "podstawowe", i niewygodne dla innych ludzi ;)
2. Dużo czytając w dobrych książkach, napisanych przez ludzi, którzy byli w czymś dobrzy i podzielili się w nich swoją wiedzą. Wiele jest takich dobrych, klasycznych książek, których jednak nikt nie czyta :P
3. Eksperymentując samemu, próbując zrozumieć jak rzeczy działają.
4. Zastanawiając się nad rzeczami, nad którymi nikt inny się nie zastanawia.
5. Rozbijając trudne problemy na cały szereg prostszych, i rozwiązując je po kolei.
6. Ucząc się z błędów własnych i cudzych (w czym pomocne są właśnie książki).
7. Przechodząc od szczegółu do ogółu, poprzez:
    a) zdobywanie wiedzy i doświadczenia (zbierając dane, to, co wiemy)
    b) próby znalezienia w tym wzorców, "porządku w chaosie"
    c) formułowanie modeli i hipotez na podstawie tych wzorców
    d) testowanie tych hipotez w kolejnych, nowych eksperymentach
    e) generalizowanie wzorca poprzez skupianie się na tym, co istotne, i świadomym ignorowaniu
        pewnych mniej istotnych szczegółów (abstrakcja), by zobaczyć, czy to samo rozwiązanie
        lub wzorzec da się zastosować do innego problemu lub danych.
8. Wymienianie się swoją wiedzą z innymi mądrymi ludźmi, by poznać ich opinie i poddać swoje odkrycia ich krytyce. Bo "co dwie głowy, to nie jedna". Może oni wypatrzą coś, co przeoczyłeś? Albo wskażą na jakiś błąd lub mankament, który należy jeszcze usprawnić? Albo pomogą spojrzeć na sprawę z innej, nowej perspektywy, z której widać lepiej? (patrz np. epicykle Ptolemeusza vs. eliptyczne orbity Kopernika i Keplera).
9. Wyjaśnianie różnych rzeczy innym ludziom. Bo żeby to zrobić, często trzeba "zebrać myśli" i uporządkować je tak, by były zrozumiałe dla innych, a to pomaga w ich rozwijaniu i ulepszaniu (a jako efekt uboczny wiedza się rozprzestrzenia ;) ).
10. Pozostawanie ciekawym świata i chętnym do nauki nowych rzeczy.

OK, to powinno Ci na razie wystarczyć, a jakbyś miał jakieś dalsze pytania, to wiesz, gdzie mnie znaleźć ;)
Inni uczestnicy forum też pewnie będą mieli coś do powiedzenia.
« Ostatnia zmiana: Listopad 26, 2018, 15:06:39 wysłana przez Leszek »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1763
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Hej. Trening umysłu
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 26, 2018, 12:23:30 »
SasQ, dzięki za wpis! Co tu dodać?  :-)

Może dwa słowa odnośnie tego:
Ludzie mają taką egoistyczną skłonność do przypisywania sobie zasług za odkrycie różnych rzeczy, i opatrywania ich swoim nazwiskiem. A później kłócenia się kto był pierwszy. Problem w tym, że bardzo często się okazuje, że ten rzekomy "pierwszy" wcale nie był pierwszy – po prostu najwięcej osób się o tym od niego dowiedziało i dzięki temu to on tym zasłynął :P  Jednak jak się trochę pogrzebie w historii, to się nagle okazuje, że byli już inni przed nim, którzy też to odkrywali, ale mieli mniejsze "kręgi wpływów", przez co mniej osób się o tym dowiadywało (...)
Dlatego dzisiaj niektórzy piszą albo markują teksty w necie, tudzież mediach społecznościowych, (gdy "poważni ludzie" nie chcą im ich publikować z różnych powodów - pomijam jakość tekstu...) aby poszerzyć "kręgi wpływów". Tak robią "nasi forumowi wywrotowcy" jak Nassim Haramein czy Fi-man Dan Winter

Generalnie otwarty umysł popłaca, ale istnieje niebezpieczeństwo, że człowiek w nieustannym poznawczym pędzie nigdy nic nie dopracuje i tym samym nie opublikuje, a szkoda.... Czasem trzeba robić "stopklatki" i coś światu pokazać. Ostatecznie, to jest pytanie o to, o co komu chodzi. Niektórzy jarają się samym procesem poznawczym, a oblekanie go w dopracowaną formę odczuwają jako ograniczające. No, ale wtedy niech nie mają za złe, że ktoś wyciągnie ich pomysł z kroniki Akaszy ;).
« Ostatnia zmiana: Listopad 28, 2018, 13:07:58 wysłana przez Leszek »

Offline Florentczyk

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 4
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Hej. Trening umysłu
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 26, 2018, 15:29:37 »
Dziękuję.  :-)

W takim razie...

 :nauka: :nauka: :nauka:

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 290
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Hej. Trening umysłu
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 28, 2018, 08:13:46 »
Generalnie otwarty umysł popłaca

Owszem. Trzeba tylko dobrze rozumieć, co to pojęcie oznacza ;J Bo warto mieć umysł otwarty, byle tylko nie "na przestrzał", jak to ujmował Stanisław Jerzy Lec ;) Bo wtedy przez ten otwór może nam wypaść mózg ;D
Niestety sporo ludzi rozumie otwartość umysłu w taki sposób, że bezkrytycznie przyjmuje wszystkie bzdury, jakie usłyszy, nie próbując ich w żaden sposób weryfikować czy kwestionować.
W otwartości umysłu chodzi raczej o to, by nie odrzucać jakiejś idei jako bzdura tylko dlatego, że się z nią nie zgadzamy, albo mówi ją ktoś, kto nie jest uznanym autorytetem (np. wioskowy głupek). Bo jak mawiał jeden mądry mistrz Zen:
    "Prawda pozostaje prawdą niezależnie od tego, czy wychodzi z ust mędrca, czy głupca, czy nawet z dzioba papugi."
;)

Ja mam na to taki sposób, którego nauczyłem się studiując matematykę:
W matematyce często przyjmujemy jakieś hipotezy, nawet wiedząc z góry, że są one nieprawdziwe, i robimy to świadomie, by trochę się tą ideą "pobawić" i zobaczyć, co może z niej wynikać i do jakich wniosków może nas ona doprowadzić. Nie musimy się z nią zgadzać, by ją eksplorować. A gdy na końcu okaże się, że wynikają z niej bzdury, możemy bezpiecznie ją porzucić.
Dlatego ja też w głowie mam sobie takie specjalne miejsce, taką "piaskownicę", w której mogę bezpiecznie bawić się różnymi ideami, z którymi niekoniecznie muszę się zgadzać, ale mogę się im tam bezpiecznie przyglądać i patrzeć co z nich może wynikać, bez szkody dla swojego zdrowia psychicznego, czy innej uporządkowanej i sprawdzonej wiedzy, którą trzymam w zupełnie innym miejscu. Taka zabawa w "gdyby ciocia miała wąsy" ;)  Wszyscy wiemy, że nie ma, ale nic złego się nie stanie, jeśli na chwilę założymy, że ma, i wyobrazimy sobie, co mogłoby z tego wynikać.
Pozwala to też dyskutować z ludźmi, z którymi niekoniecznie muszę się zgadzać, nie zamykając się na ich idee, nawet jeśli wydają mi się zwariowane lub nieprawdziwe. Mogę np. porozmawiać z kreacjonistą o tym, dlaczego ewolucja to bujda. Albo z wyznawcą płaskiej Ziemi o tym, jak wyglądałoby życie w świecie dysku. Czasami takie dyskusje mogą być ciekawe, bo pozwalają spojrzeć na różne sprawy z zupełnie innej perspektywy, albo znaleźć luki we własnym rozumowaniu i je załatać.

ale istnieje niebezpieczeństwo, że człowiek w nieustannym poznawczym pędzie nigdy nic nie dopracuje i tym samym nie opublikuje, a szkoda...

Wiem, do czego pijesz :->
Ale spokojnie, pracuję nad tym. Pewnie wspominałem, że przygotowuję się do opublikowania serii filmików edukacyjnych na temat liczb, geometrii i fizyki falowej. Trochę miałem z tym poślizg, bo posypał mi się komputer, i trochę czasu mi zeszło najpierw na próbach naprawiania go, a później na zorganizowaniu kasy na nowy, z którego właśnie piszę. (Na szczęście miałem pewnego szczodrego darczyńcę, któremu kiedyś sporo pomogłem w kwestiach naukowych, i postanowił mi się za to odwdzięczyć ;) )  Mam już z grubsza przygotowany cały materiał, tylko muszę go jeszcze nieco uporządkować, by nie wyszedł z tego "kocioł". Ale jak wszystko dobrze pójdzie, to początkiem przyszłego roku powinny się ukazać ;)

Czasem trzeba robić "stopklatki" i coś światu pokazać.

Bo widzisz, nie sztuka coś opublikować. Sztuka zrobić to tak, by każdy to zrozumiał, i nikt nie miał wątpliwości, że coś tam się nie trzyma kupy. Wiedza musi też być kompletna, by nie pozostawiała pola do spekulacji i wypaczeń, ani żeby nie było tak, że ktoś inny przyjdzie na gotowe, dołoży brakującą wisienkę na torcie i nazwie go swoim, zgarniając całą śmietankę dla siebie :język1:  Wielu odkrywcom w historii już się to przytrafiało (najsłynniejszy przykład to chyba Tesla i Eddison), nie chcę podzielić ich losu.

Ostatecznie, to jest pytanie o to, o co komu chodzi. Niektórzy jarają się samym procesem poznawczym, a oblekanie go w dopracowaną formę odczuwają jako ograniczające.

W moim przypadku chodzi właśnie o dopracowanie tej formy do takiej postaci, że "mucha nie siada"  8*)

No, ale wtedy niech nie mają za złe, że ktoś wyciągnie ich pomysł z kroniki Akaszy ;)

No niestety, na to nie ma chyba rady, i już wielokrotnie mi się to zdarzało :(  Ale co zrobić? Trzeba iść dalej i skupić się na rozwijaniu tego, czego inni jeszcze nie rozwinęli.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Lady F

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 286
  • Merlin
    • Zobacz profil
Odp: Hej. Trening umysłu
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 28, 2018, 12:06:58 »
Florentczyk -

Cytuj
Chciałbym zostać mędrcem i szukam wskazówek
 

Nie sadze, aby kazdy mogl zostac medrcem, tylko dlatego, ze tego chce. Stawanie sie kimkolwiek to dlugoterminowy proces, nawet geniusze nie sa "medrcami". Nie wiem jak definiujesz pojecie "medrzec". Ja mam swoje okreslenie na czlowieka nieprzecietnego, obdarzonego cnotami ciala i umyslu, to ktos oswiecony. Ktos kto poprzez sciezke swego poznania kroczyl droga prawa i madrosci. Ktos kto posiadl zrozumienie planu Stworczego, i w jakis sposob nawiazal kontakt z samym Wielkim Architektem.
Mnie osobiscie czesto kluje w oczy terminologia naukowa ograniczajaca zakresy wiedzy do szkolnych przedmiotow. I tak, albo jest sie matematykiem, albo, fizykiem, biologiem, chemikiem, inzynierem od dziesietnych specjalnosci, astronomem lub lekarzem specjalista. A gdzie integracja wiedzy? Medrzec lub osiecony moze posiadac wiele wiedzy na roznych pulapach i z roznych dziedzin.
Przykladem chyba idealnego funkcjonowania wiedzy zintegrowanej niech bedzie szkola pitagorejska. W tej grupie "oswieconych" byli madrzy, utalentowani i zdolni matematycy, muzycy, pologloci i inni. Grupa elitarna na jednym poziomie, podczas spotkan wymieniano sie wiedza i dbano rowniez o uciechy ciala np. taniec. A dzis? Niestety...
Nawet wyklad o hipotezie Riemanna nota bene cudownie poprowadzony przez dra Millera (dzieki! SasQ!) zaczyna sie od L. Eulera zwanego wielkim matematykiem, a on byl rowniez astronomem, muzykiem, geografem... Wielkim Uczonym poprostu, genialnym i ponadczasowym.
Ale nie wiem, czy byl medrcem. Pojecie to niesie w sobie lekki posmak slowa "filozof". Medrzec, ktory wszystko wie, i potrafi zaradzic kazdej sytuacji, najczesciej poprzez finezyjnie i zawile podawane przyklady, zagadki i zabawe w pytania i odpowiedzi.
Ale zalezy kto czego szuka, medrcem moze byc rowniez dobry trener (coach), opiekun, ktoremu powieza sie najskrytsze sekrety zyciowe. Ktory w mgnieniu oka potrafi pokierowac rozwojem stanu ciala i duszy rowniez.
SasQ podal w odpowiedzi wiele przykladow ze swego zycia np. te zmudne proby z nauka gry na instrumentach klawiszowych (i ja to przerabialam, zawzielam sie i poprzez codzienny trening nauczylam sie grac), dorzuce cos ze swego. Pare lat temu zapragnelam nauczyc sie walk wschodnich. Ale niestety w okolicy nie bylo odpowiedniego kursu, bo gi gong i tai chi juz zglebilam, wiec skorzystalam z tego co bylo pod reka i dolaczylam do grupy kick-boxingu. Nie bylo latwo, trening morderczy i pokonanie wstydu, ale dobry trener nauczy wszystkiego, jesli sie chce oczywiscie. Co wazne, aby podczas tych ciezkich cwiczen odlaczyc ciagla kontrole mozgu - moj trener mawial "cwiczyc, nie myslec, kto mysli przegrywa". Chodzilo o wyrobienie w sobie dyscypliny i szybkosci refleksu, niemal blyskawicznego. Tu nie ma czasu na rozkminy i gdybania, dlatego SasQ np. nie nadawalby sie do tego fachu, bo wszystko analizuje.
I mysle, ze kazdy sam musi odkryc kim chce byc i jakm "medrcem", nie musi to byc inz. informatyk, czy matematyk, lecz moze nim byc zwykly prosty czlowiek, bez tytulow i dyplomow. Wazne jest, aby byc gleboko przekonanym w to co sie robi, i dazyc do obranego celu wytrwale i sumiennie.



Offline Florentczyk

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 4
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Hej. Trening umysłu
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 06, 2018, 20:36:10 »
Lady F, dziękuję za post i przepraszam, że czynię to tak późno. Wstydziłem się naiwności swojego pytania i potrzebowałem tych kilku dni na zdystansowanie się. Ostatecznie gdybym go nie zadał, również Twój post by nie powstał, a czytałem go z ciekawością (zwłaszcza, że kiedyś pasjonował mnie temat nauki walki). W moim drugim wątku zasugerowałaś, że zadałem te kilka pytań na Waszym forum i uciekłem nie zadawszy sobie trudu, by zagłębić się w odpowiedzi. Wskazywałoby na to również to, że swój wątek pozostawiłem bez odpowiedzi. Ale podchodzę poważnie do tej sprawy, tylko że na wszystko potrzeba mi więcej czasu. Otrzymałem już tyle wskazówek, że aż trudno uwierzyć.

Cytuj
Chodzilo o wyrobienie w sobie dyscypliny i szybkosci refleksu, niemal blyskawicznego. Tu nie ma czasu na rozkminy i gdybania, dlatego SasQ np. nie nadawalby sie do tego fachu, bo wszystko analizuje.

Sądzę, że pieniądze za nagrody za odkrycia naukowe przysporzą mu dostatecznych pieniędzy, by zatrudnić ochroniarza.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 06, 2018, 21:01:08 wysłana przez Florentczyk »