logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Kluczem do zrozumienia jest wiedza  (Przeczytany 38842 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« dnia: Czerwiec 15, 2010, 23:32:57 »
"Aby uzyskać pewność, ogromna większość osób nie będących specjalistami w danej dziedzinie jest skłonna zaakceptować wyniki naukowe pochodzące tylko od autorytetów. Jednakże istnieje ważna różnica pomiędzy wybitnym naukowcem, który jest otwarty i zachęca każdego zainteresowanego do sprawdzania zastosowanych metod i sugerowanych poprawek, a autorytetem, który pytania o swoją wiarygodność przypisuje słabości ducha pytających, tak jak czyni to [kardynał] Newman wobec osób kwestionujących nieomylność Biblii… Racjonalna nauka uważa, że dowody jej wiarygodności mogą zawsze ulec zmianie, jeśli występuje taka konieczność, podczas gdy nieracjonalny autorytaryzm uważa wymóg zmiany poglądów za postępowanie wywołane brakiem lojalności i wiary."
Morris Cohen (filozof nauki), Rozum i przyroda


Kluczem do zrozumienia jest wiedza ale wcale nie ta specjalistyczna skupiająca się tylko na wąskich specjalizacjach  "elit",używających żargonu pseudo naukowego, do tłumaczenia prostych zjawisk, komplikujących prostotę do granic absurdu, ale wiedza ogólna, wręcz interdyscyplinarna , co nie oznacza że powierzchowna ,oczywiście by poruszać się po mieście wystarczy znać kilka zasad i korzystać z wyznaczonych do tego celu ciągów komunikacyjnych , lecz czy  będziemy mogli wykazać się zrozumieniem otaczających nas zależności?
Nowe dziedziny nauki, takie jak fizyka kwantowa oraz badanie dziedziczności poza genowej   zrewolucjonizowały podejście do zrozumienia naszego związku między
umysłem i materią, rzucając wyzwanie uznanym naukowym teoriom,zmuszając nas do poszukiwania nowych odpowiedzi na dawno zadane pytania .
Bardzo  dobrym przykładem jest forum Świętej geometrii , tematy tu poruszane wydają się czasami bardzo odległe od głównego wątku, ale święta geometria "potrafi" być tym  łącznikiem wielu  nieraz skrajnie odległych zagadnień  . Jest ona właśnie tym kluczem za pomocą  którego możemy  połączyć wydawało by się  odległe dziedziny nauki, takich jak na przykład :fizyka i psychologia , ezoteryka , biologia czy nawet polityka . Informacje które wydawało by się że nie mają   żadnego wspólnego punktu odniesienia nabierają nagle innego wymiaru,kiedy odnajdziemy dla nich wspólny mianownik.Można rozmawiać o ezoteryce z punktu widzenia fizyka, o budowie wszechświata w odniesieniu do badań nad wiązaniami między atomowymi czy wręcz subatomowymi.Korelacje w opisie naszej rzeczywistości w oparciu o całą tą wiedzę nie byłaby możliwa bez złotego podziału, figur platońskich, ciągu Fibonacciego ,czy fraktalnego opisu materii a nawet świadomości ,wszyscy w końcu jesteśmy częścią całości.W trakcie naszego życia wymieniamy się materialnie po przez procesy zachodzące w naszych organizmach jak i mentalnie dzieląc  się naszymi myślami choćby na tym forum, każda chwila naszego życia składa się właśnie z takiej wspólnoty fizycznej i duchowej czy tego chcemy czy nie.
Teorie w oparci o które budujemy wizje tego świata są wręcz bełkotem jeśli nie potrafimy ich wszystkich połączyć w jedną całość a tą całością jest zrozumienie .
Nad teorią wszystkiego pracowali wielcy tego świata, próbę podjął Einstein, ale wielu było przed nim i wielu będzie próbowało dalej,lecz tą  prawdę musi odkryć każdy człowiek samodzielnie bo nie ma innego sposobu zrozumienia naszej rzeczywistości.Nie ułatwiają nam zadania różnice w sposobie interpretacji czy sposoby formułowania opisów zagadnień przez ich badaczy , nawet wśród fizyków można zaobserwować efekt wieży Babel choć dla osoby niezorientowanej wydaje się że niema problemów z ich wzajemną komunikacją .
Problemem jest jednak brak normalizacji sposobu opisu badanych zagadnień.
Panaceum  według świata nauki  ma być renormalizacja, lecz tak naprawdę jest to kolejny sposób na skomplikowanie i tak  trudnych w interpretacji opisów czy równań fizyczno-matematycznych,nie mówiąc  o oceanie zjawisk które wymykają się jakiejkolwiek klasyfikacji takich choćby  jak: paradoks pomiaru,sposobów w jaki natura ustala wartości stałe,ciemna energia i masa która stanowi ponoć 95%masy wszech świata,można tak wymieniać bez końca .
Właśnie dlatego tak ważna jest próba zrozumienia otaczającej nas struktury którą nazywamy swoim życiem. By ją zrozumieć musimy zbadać wiele ścieżek, by na każdej z nich znaleźć jakiś okruch wiedzy który posłuży nam do budowy obrazu rzeczywistości i ułatwi dostrzeżenie pełnego obrazu świata ułatwiając nam jego interpretacje  i zrozumienie.Jest to proces niemający końca, oraz posiadający własną dynamikę dla każdego z nas inną.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2011, 14:11:45 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 18, 2010, 15:28:46 »
Jaki jest otaczający nas świat? Jak powstała Ziemia? Skąd się na niej wzięliśmy? I jak w ogóle powstało życie? Te i podobne pytania pojawiają się nie tylko w przypadkowych rozmyślaniach nad rzeczywistością, lecz również wyznaczają obszar poszukiwań naukowych i badawczych. Rozwój naukowy i technologiczny pozwolił na zweryfikowanie wielu hipotez. Nauki przyrodnicze dostarczyły danych, z których możemy zbudować obraz Wszechświata, uwzględniający historię powstania Ziemi i organizmów żywych. Z każdym dniem tych danych przybywa, a obraz świata wydaje się coraz bardziej szczegółowy.

"Jakkolwiek przyrost informacji, postępująca unifikacja teorii naukowych oraz sprawdzalność i użyteczność wiedzy naukowej pokazują, że nauka jest raczej niekwestionowanym wyrazem mocy człowieka, to jednak wśród naukowców pojawiają się opinie, że ludzkość osiąga kres poznania i wiedzy naukowej - mówi profesor Marek Hetmański z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.
"Co więcej, nadmiar szczegółów i informacji naukowych wydaje się w rzeczywistości bardziej zaciemniać obraz świata niż go wyjaśniać! Często już nie tylko zwykli ludzie, ale także sami naukowcy nie potrafią ogarnąć całej wiedzy ze swojej dziedziny a nawet specjalizacji. Nauka wie już bowiem +za dużo+".

"Co ciekawe, nauka jest ubocznym produktem ewolucji - zauważa profesor Hetmański. - Bo przecież celem ewolucji przyrodniczej nie było wytworzenie koncepcji naukowych, lecz dostarczenie człowiekowi środków iánarzędzi poznawczych niezbędnych do przeżycia".

A jednak, jak dodaje naukowiec, jest to bardzo udany "produkt uboczny". Twierdzi on, że w obszarze wiedzy naukowej wyjątkowo interesujące są nauki humanistyczne, tak bardzo odmienne od nauk przyrodniczych.

Na pytanie, jaka jest ich rola i znaczenie oraz czy to właśnie one pozwolą stworzyć jednolity obraz Wszechświata odpowiada: "Tak myślę. A szczególną rolę wyznaczyłbym filozofii z przypisanym jej umiłowaniem mądrości. Być może to właśnie ona jest w stanie dać jednolitą, spójną i niekwestionowaną wizję Wszechświata i umiejscowionego w nim człowieka. Zatem naukowy obraz świata będzie bardziej filozoficzny niż można się spodziewać w dzisiejszym stechnologizowanym świecie".
Magdalena Weker
http://www.eduskrypt.pl/naukowy_czy_filozoficzny_obraz_swiata-info-7533.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza.Jakim cudem tu jesteśmy?
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 18, 2010, 15:29:52 »


Często mawiamy, że 'życie cudem jest'. Rzadko jednak zastanawiamy się co zostało ukryte pod wyświechtanym frazesem. Prawdę powiedziawszy jestem niemal pewien, iż to stwierdzenie w większości wypadków jest rzucane jako semantyczny ochłap, kompletnie pozbawiony znaczenia lub ewentualnie odsyłający do obszaru osobistych, subiektywnych i najczęściej antropocentrycznych odczuć. A szkoda. Bo życie w rzeczy samej zdaje się cudem być i to obiektywnym.

Abyś mógł to czytać, a ja napisać, musiało dojść do bardzo długiego szeregu szczęśliwych zbiegów okoliczności, przy czym określenie to wydaje się eufemizmem, tak duże jest nieprawdopodobieństwo odpowiedniej konfiguracji zdarzeń. Chcąc zachować porządek posłużę się kryterium skali i zacznę od tego, że Układ Słoneczny jest doskonale położony w obrębie galaktyki. Krąży sobie w miarę stabilnie wokół jej jądra od milionów lat, w odległości w sam raz tak od centrum, jak i od ramion Mlecznej Drogi. W tym uprzywilejowanym obszarze znajduje się tylko 5% gwiazd. Dużo? Więc zmniejszmy nieco skalę i spójrzmy na Słońce. Okazuje się, iż także ono jest akurat, aby zapewnić na Ziemi warunki sprzyjające życiu. Gdyby było większe omiatałoby naszą planetę silnym, śmiercionośnym promieniowaniem ultrafioletowym, a poza tym szybko by się wypaliło. Z kolei gdyby było za małe, dostarczałoby planecie niedostateczną ilość energii. Dwa przykładowe warunki i zaistnienie życia już się robi mało prawdopodobne. Chodzi zaś o to, że jest nieprawdopodobne. Więc wyliczajmy dalej.

Mieliśmy farta i wędrujemy sobie poprzez w sam raz obszar galaktyki, krążąc wokół w sam raz gwiazdy. Wystarczyłoby niewielkie, jak na skalę kosmiczną, przesunięcie orbity Ziemi, aby zniwelować obiecujący zbieg okoliczności. Zbyt odległa orbita spowodowałaby zamarznięcie całej wody, a zbyt bliska – jej wyparowanie. Na to co by się stało w drugim przypadku dobrym przykładem jest Wenus. Zajmuje ona nieco ciaśniejszą orbitę niż nasza planeta. Jej zasoby wody wyparowały inicjując bardzo silny efekt cieplarniany. Pod gęstą warstwą wenusjańskich chmur spodziewano się odkryć tętniące życiem lasy deszczowe, lecz zamiast domniemanego raju znajduje się tam piekło. Temperatura na powierzchni sięga 470 stopni Celsjusza.

Warty wzmianki jest też krążący po odleglejszej orbicie Jowisz. Wkład gazowego kolosa w nasz dobrostan jest nie do przecenienia. Jego potężne pole grawitacyjne jest tarczą chroniącą nas przed kosmicznymi obiektami. Skoro zaś piszemy o dobrym sąsiedztwie, brakiem kultury byłoby pominąć Księżyc. Powszechnie uznawany za naszego satelitę ze względu na rozmiary powinien być raczej postrzegany jako partner w podwójnym układzie. Jest ściśle spokrewniony z Ziemią, gdyż powstał wskutek uderzenia w naszą planetę obiektu wielkości Marsa. Impakt wyrzucił w przestrzeń tyle materiału, że uformowała się z niego nowa planeta. Miało to miejsce około 4,5 miliarda lat temu. Od tego czasu Księżyc i Ziemia wirują wokół Słońca we wspólnym tańcu. Wpływ grawitacji satelity stabilizuje oś obrotu naszej planety. Bez niego miotałaby się w przestrzeni niczym nakręcony bąk, co powodowałoby klimatyczny chaos. Fajnie i bezpiecznie w objęciach Księżyca, co nie? Niestety jesteśmy niechcianą panną, bo satelita ucieka od nas w tempie około 4 cm rocznie.

Mam wrażenie, że już jest dosyć nieprawdopodobnie. Na tyle, że gdyby opowiedzieć komuś tę historię przy piwie, to by nie uwierzył. A to nie koniec wyrywkowej, powierzchownej wyliczanki. Skupmy się teraz na samej Ziemi. Istnieje interesująca hipoteza, że w zamierzchłej, kosmicznej przeszłości Gaja miała siostrę, Teję. Dziewczyny zderzyły się i Teja została rozbita w proch. Siostra wchłonęła dużą część jej pozostałości, zwiększając masę, a tym samym przyciąganie. To umożliwiło utrzymanie atmosfery, która między innymi chroni nas przed ciągłym bombardowaniem kosmicznymi bolidami. Siłą tarcia spala je zanim uderzą w powierzchnię planety. Jeżeli zastanawiacie się na ile jest to istotne, przypomnijcie sobie jak wygląda oblicze pozbawionego atmosfery Księżyca. Mocno przechodzona tarcza strzelecka, czy to wystarczająco dosadne porównanie?

Idąc dalej, jeżeli swoją uwagę przeniesiemy pod powierzchnię, odkryjemy kolejny niezbędny warunek cudu życia. Ziemia posiada płynne wnętrze, które oprócz burzliwej i groźnej tektoniki zapewniło wycieki gazów przyczyniających się do powstania atmosfery. Poza tym ruchliwe serce planety jest swego rodzaju gargantuicznym dynamem, które nieustannie wirując wytwarza pole magnetyczne chroniące nas przed promieniowaniem kosmicznym.

Wymieniając powyższe warunki dokonujemy też pobieżnej rekonstrukcji dziejów Ziemi. Życie jest efektem długiego łańcucha zdarzeń, które następowały po sobie w odpowiedniej kolejności, w odpowiednich odstępach czasu i z odpowiednim nasileniem. Kataklizmy były na tyle potężne by przeobrażać oblicze planety i stymulować ewolucję, a jednocześnie na tyle słabe, by nie wybić wszystkich organizmów. Po każdej kosmicznej hekatombie pozostawały wyjątkowo wytrwałe i kreatywne niedobitki, które odzyskiwały utracone tereny.

Jak widać kosmos nie wydaje się miejscem zbyt przyjaznym dla życia. Nękał nas i gnębił ile wlezie. To, że istnieją tak skomplikowane i złożone organizmy jak chociażby my jest fartem dużo większym niż wizyta u szalonego chirurga, podczas której chlastany na oślep po twarzy pacjent przeobraziłby się w wierną kopię Seana Connery.

W połowie XX wieku sądzono, że wystarczy zmieszać odpowiednie składniki, a powstanie życie. Przyczynił się do tego eksperyment Stanleya Millera  z 1953 roku. Naukowiec połączył dwa pojemniki: jeden zawierający odpowiednik pierwotnego oceanu, a drugi odpowiednik pierwotnej atmosfery. Potraktował to wyładowaniami elektrycznymi imitującymi błyskawice i – voilà! – otrzymał gęstą zupę aminokwasów.

Aminokwasy nazywa się 'klockami do budowy życia'. Z nich skonstruowane są białka. Lecz tu właśnie leży pies pogrzebany, gdyż białko to łańcuch określonych aminokwasów ułożonych w określonej kolejności. Dla przykładu: hemoglobina, która w rankingu złożoności zajmuje dosyć niską pozycję, składa się ze 146 aminokwasów. Oznacza to, że szansa na jej przypadkowe powstanie wynosi 1:10260. Dziwna cyferka obok jest wykładniczym zapisem jedynki z 260 zerami. To trochę za dużo, by wypisywać je tutaj po kolei. Jak dla mnie jest to też trochę za dużo, by wartość ta mówiła mi coś precyzyjnego. Nie chwytam jej intuicyjnie. Rozumiem z tego tyle – rzecz jest nieprawdopodobna poza granice zdrowego rozsądku. Liczyć na to, że coś takiego jak białko powstanie samoistnie, cudownym zbiegiem okoliczności, to jak słynne już oczekiwanie, iż waląca w klawiaturę małpa przez przypadek napisze któreś z dzieł Szekspira. Astronom Fred Hoyle użył innej barwnej paraleli – szansa na to, że przypadkowy proces wyprodukuje proteinę jest tak mała jak to, że po przejściu huraganu przez złomowisko znajdziemy tam gotowego do lotu Boeninga 747. Od oszałamiająco dużych liczb rzucanych przez naukowców jeszcze bardziej lubię ich zaskakujące porównania.

Mimo iż już dawno przekroczyliśmy granicę tego co możliwe, w celu zbadania warunków powstania życia musimy zapuścić się dalej w głąb obszaru nieprawdopodobieństwa. Załóżmy, że aminokwasom udało się połączyć w uporządkowany łańcuch. Teraz cała struktura musi jeszcze powyginać się tak by przyjąć odpowiedni kształt. Na koniec zaś dorzućmy jeszcze jedno absurdalnie niewykonalne wymaganie – białko musi być zdolne do odtwarzania się. Pozwala mu na to nierozerwalne partnerstwo z dziwnym związkiem chemicznym nazywanym kwasem dezoksyrybonukleinowym. Mowa tu o słynnym DNA, od jakiegoś czasu będącego wziętą gwiazdą popkultury.

Cząsteczki DNA to swego rodzaju księgi, w których zapisano wszystko, co do skonstruowania życia potrzebne. Żeby było ciekawiej, bo w jakim innym celu?, DNA jest kompletnie pasywne. Jest instrukcją, władzą ustawodawczą, wykonanie poleceń pozostawia innym. Nie dość tego – DNA przemawia językiem niezrozumiałym dla białka! Swoją drogą jest to dosyć interesujący język, bo złożony tylko z czterech 'liter'. W każdej komórce naszego ciała znajduje się 2 metrowej długości zapis wydukany w czteroliterowym alfabecie. Gdyby wyciągnąć go na zewnątrz, starczyłoby tego na ozdobienie wszystkich choinek na Boże Narodzenie. I jeszcze by zostało, bo mamy w sobie jakieś 20 milionów kilometrów DNA. Z tego punktu widzenia każdy z nas, nawet największy ignorant, jest chodzącą biblioteką.

Okazuje się więc, że dwa podstawowe elementy materii ożywionej nie rozumieją się nawzajem. W takim razie jakim cudem współpracują ze sobą od 4 miliardów lat? Umożliwia im to kolejny zadziwiający wynalazek, RNA. To chemiczny tłumacz, który przekłada wszystko z dezoksyrybonukleinowego na białkowy. Zgrany trójkąt odmiennych cząsteczek musimy jeszcze umieścić w swego rodzaju błonie ochronnej i otrzymujemy komórkę. W jej wnętrzu, i tylko tam, dochodzi do owocnej współpracy zespołu DNA-RNA-białko. Kooperację tę nazywamy życiem.

Według szacunków prawdopodobieństwa białka nie powinny istnieć. Jednak istnieją i to w dużej liczbie rodzajów. W ludzkim ciele jest ich około miliona typów. Każdy z nich to precyzyjny, wysoce wyspecjalizowany mechanizm. Twierdzenie, że powstały samoistnie wydaje się absurdem. Co w takim razie począć ze zdrowym rozsądkiem, gdy spoglądamy na kolejne stopnie komplikacji: komórki, mikroorganizmy, zwierzęta... człowiek? Wydaje się, że za skonstruowanie tego majstersztyku musi być odpowiedzialny jakiś inżynier. Narzuca się pytanie: czy był to rezolutny Absolut, z nieokiełznaną pasją tworzenia, czy może postulowany przez Dawkinsa ślepy zegarmistrz, czyli bezpodmiotowy proces selekcji zdeterminowany obowiązującymi we wszechświecie prawami?

Jeżeli przyjrzeć się astrofizycznym, geologicznym i chemicznym zbiegom okoliczności, powstanie życia jawi się jako proces równie fascynujący, co nieprawdopodobny. Jednak jesteśmy, tu i teraz, żyjąc w obrębie bardzo złożonego ekosystemu. Z tego faktu śmiało możemy wywnioskować, iż nieprawdopodobne ciałem się stało. Co więcej – osiągnęliśmy taki poziom rozwoju i ekspansji, że wielu naukowców jest skłonnych ogłosić nową erę w dziejach Błękitnej Planety. Era ta miałaby się zwać antropozoikiem, dla podkreślenia globalnej skali naszych oddziaływań.

Życie, mimo iż z pozoru tak wątłe i kruche, okazuje się niezwykle ekspansywne. Zanim rozczulimy się nad tym procesem i nad nami samymi, jako nad efemerycznym cudem, zerknijmy na mieszkańców ziemskiej ekosfery. Imię ich legion, każdy to wie, bo wystarczy rozejrzeć się dookoła, by dostrzec, iż wszystko na tej planecie tętni nieujarzmioną élan vital. Samych ludzi jest niemal 7 miliardów. Trzeba pamiętać zaś, iż stanowimy nikły promil biocenozy. Ziemia to teren zajmowany przez 5 królestw organizmów: bakterie, protisty, grzyby, rośliny i zwierzęta. Obecnie opisano około 2 miliony gatunków, a ich całkowitą liczbę szacuje się na 100 milionów. Niewiele wiemy o swoim domu. Część naukowców twierdzi, iż znamy zaledwie 1% fauny i flory głębi oceanów. To tym bardziej interesujące, gdy się uwzględni, iż ponad 70% powierzchni naszej planety stanowią zbiorniki wody. Swoją drogą bardzo często niefrasobliwie traktowane jako pojemny magazyn na wszelkie nieczystości, z toksycznymi i radioaktywnymi odpadami włącznie.

Przytoczone liczby są dosyć imponujące. A to jedynie czubek góry lodowej, choć w kontekście życia zamiast góry lodowej lepiej byłoby użyć innej figury, np. gnijącego kopca. Wielu z nas przywykło do postrzegania siebie jako panów świata. Jeśli już mielibyśmy komuś ustąpić tego honorowego stanowiska, na pewno byłoby to jakieś zwierzątko z mądrze patrzącymi oczkami, najlepiej miękkim futerkiem i kończynami zdolnymi do pracy. Okazuje się jednak, że tak naprawdę świat należy do bardzo małych istot. Został on opanowany przez bakterie. Błędem jest myśleć, iż taka bakteria to małe nieistotne coś, co tylko dybie na nasze zdrowie i stosuje się do tego zasada 'dobra bakteria to martwa bakteria'. Te mikroorganizmy są wszędzie i to w ilościach przyprawiających o zawrót głowy. Nie powinno się do nich mieć zbyt osobistego, emocjonalnego podejścia. Niektórym z nas może być ciężko żyć ze świadomością, że nasze ciała są domem dla 100 biliardów bakterii. To całkiem zaskakujące, ale jest ich 10 razy więcej niż komórek. Biorąc więc rzecz demokratycznie, twoje ciało należy do bakterii. Zresztą - nie tylko ciało. W jednym gramie gleby rezyduje 40 miliardów tych organizmów. To jest ich planeta. One są tu gospodarzami, one nawożą ziemię, oczyszczają wodę i produkują znaczną część tlenu, żeby wymienić tylko kilka z ich zasług. Możemy żyć jedynie dzięki wytrwałej, nieustannej pracy wszechobecnych mikroorganizmów.

Królestwo bakterii jest nie tylko najliczniejsze, ale też najbardziej nobliwe. Właśnie ono zostało ustanowione na Ziemi jako pierwsze. Powierzchnia planety zestaliła się około 3,9 miliardów lat temu, a już pół miliarda lat później żyły na niej pierwsze mikroorganizmy. Atmosfera tego archaicznego świata była uboga w tlen, bogata w żrące wyziewy, przepuszczała niewiele słonecznego światła. Piekielną scenerię rozjaśniały częste błyskawice. W tym tyglu śmierci pojawiło się życie. Jeśli masz ochotę na spotkanie z pra-pra-pra-pra... dzadkami możesz udać się np. do Shark Bay w Australii, gdzie z płytkich wód wynurzają się plackowate formacje skalne zwane stromatolitami. Są one efektem ubocznym życia sinic, a jednocześnie - chronologicznie pierwszym przedsięwzięciem kooperacyjnym na naszej planecie. Spacer pośród dziwacznych 'żywych skał' to jedyny sposób na odbycie wycieczki do źródeł życia.

Nakreślony w poprzednim akapicie landszaft z infernalnego świata nasuwa pytanie: jak to możliwe, iż powstało tam życie? Okazuje się, że jednak nie jest ono tak wybredne i delikatne. W 1969 roku załoga księżycowej wyprawy Apollo 12 z kosmicznego wojażu przywiozła między innymi fragmenty lądownika poprzedniej misji - Surveyor 3. Ku sporemu zaskoczeniu naukowców w kamerze próbnika odkryto bakterie! Przeszło 2,5-letni pobyt na Księżycu nie wywarł na nich wielkiego wrażenia.

Wyczyn tych mikropionierów będzie mniej szokujący, jeśli przyjrzymy się dosyć licznej grupie organizmów zwanych ekstremofilami. Jak sugeruje nazwa – lubują się one w warunkach postrzeganych przez nas jako ekstremalne. Znajdujemy je wszędzie tam, gdzie według zdroworozsądkowych przeświadczeń nie powinno być życia. Radzą sobie z wysokimi i niskimi temperaturami, wytrzymują ogromne ciśnienie, niektóre z nich dobrze się czują w obszarze intensywnego promieniowania. Znaleziono je w szybach naftowych, zadomowione 600 metrów pod powierzchnią ziemi, na głębokości 3 tysięcy metrów w lodzie Grenlandii, w sąsiedztwie kominów hydrotermalnych, gdzie najbardziej ciepłolubne ultratermofile gustują w temperaturach przekraczających 150 °C . Ich metabolizm opiera się na substancjach, które ciężko byłoby nam uznać za przysmaki: żelazo, siarka, chrom, kobalt czy nawet uran należą do ich codziennego jadłospisu. Oprócz tego bakterie w razie potrzeby potrafią wyłączyć się i czekać na lepsze czasy. Zdolne są hibernować zaskakująco długo. W tym momencie rekord należy chyba do mikroorganizmów przywróconych życiu po 3 milionach lat drzemki w syberyjskim lodzie.

Zapewne czujesz się dosyć zainspirowany powyższymi informacjami, pewnie też nie bierzesz ich zbytnio do siebie. Zakładasz, iż nie mają z Tobą zbyt wiele wspólnego? Powinieneś uświadomić sobie, że drzewo życia ma jeden, wspólny korzeń. Może nie będzie zaskoczeniem stwierdzenie niemalże stuprocentowej identyczności genów wszystkich ludzi. W który zakątek świata byś nie zawędrował, napotkawszy człowieka musisz wiedzieć, iż oto stoi przed tobą istota, która dzieli z tobą 99,9% kodu genetycznego. To jeszcze może wydawać się oczywiste i akceptowalne. Pomyśl więc, że 90% twoich genów koreluje z genami myszy, a 60% jest identyczne z zapisem w DNA muszki owocowej. Zapewne uważasz się za istotę nieporównywalnie atrakcyjniejszą od paczki drożdży, jednak 24% genów tego grzyba pochodzi od wspólnego nam przodka. Przechodząc obok w sklepie spożywczym, mów im 'bracia', albo przynajmniej 'kuzyni'. Życie w swej najgłębszej strukturze stanowi jedność. Wszystkie organizmy są ekstrapolacją udanego projektu sprzed miliardów lat.

Krótko podsumowując dotychczas powiedziane – nie powinno nas tu być. Przynajmniej tak się wydaje, jeśli przyłożyć do zagadnienia miarę zdrowego rozsądku. Każdą napotkaną żywa istotę powinniśmy witać okrzykiem zdumienia, gdyż jest ona zwieńczeniem niesamowitego zbiegu okoliczności. Jednak wypada się zastanowić czy nasze zdziwienie nie jest wynikiem antropocentrycznego, czy bardziej – biocentrycznego sposobu patrzenia na świat. Może równie zachwycająca powinna być dla nas plama z kawy? Wodząc wzrokiem nad rozlanym napojem moglibyśmy zadumać się nad tym jakim cudem akurat ten niepowtarzalny kształt wydarzył się akurat na skromnym blacie naszego biurka. Toż to cud! Spróbujcie go powtórzyć.

Przyjmijmy jednak, że samoorganizujący się i zdolny do samoodtwarzania proces zwany życiem jest wyjątkowy. Wraca więc problem nieprawdopodobieństwa jego powstania. To o czym pisałem w poprzednich odcinkach cyklu jest tylko niewielką częścią niesamowitych zbiegów okoliczności. Wyliczanie ich można by śmiało ciągnąć dalej, jeśli chodzi o chronologię. Wykazywać, że katastrofy, które wybiły dinozaury, jednocześnie zrobiły miejsce ekspansji ssaków, że ewolucja dostawała inne kopniaki przyspieszające jej marsz, takie jak wybuchy supernowych czy rozbłyski gamma, że wypiętrzenie Panamy mające miejsce jakieś 5 milionów lat temu, zablokowało ruch ciepłych prądów morskich, czego jednym ze skutków było wysychanie Afryki zmuszające naszych przodków do szukania szczęścia na powiększających się sawannach, gdzie korzystnie było przyjąć dwunożną, pionową postawę.

Wydaje mi się, że postrzeganie konkretnych form w jakich przejawia się życie jako rzecz nieprawdopodobną jest wynikiem błędu w myśleniu. Odwołując się do przykładu z plamą kawy – nie powinniśmy wnioskować o nieprawdopodobieństwie zdarzenia po fakcie i to stosując do tego zdrowy rozsądek. Z punktu widzenia matematyki, prawdopodobieństwo zaistnienia istoty dwunożnej, nieopierzonej – jak zdefiniował nas Platon - jest zapewne bardzo małe, ale nie jest zerowe. Mogło się więc przydarzyć. My zaś patrzymy na to jako na fakt zdeterminowany, bo już zaistniały. Zapewne wcale tak nie musiało być. Moglibyśmy wyglądać inaczej i wtedy z kolei dumalibyśmy nad tym jakim to cudem dzieje życia doprowadziły do powstania nas właśnie w takiej formie np. jako zielonkawych prosiaków z dodatkową parą chwytnych rączek wyrastających na grzbiecie. Oczywiście forma w jakiej może się przejawiać życie jest ograniczona względami praktycznymi, pragmatyczną zasadą, która w przypadku materii ożywionej nazywa się prawem ewolucji. Jeśli w alternatywnej rzeczywistości bylibyśmy zielonkawymi prosiakami, stałoby się tak tylko dlatego, że zielonkawy prosiak byłby organizmem zdolnym do przetrwania i konkurowania z innymi organizmami.

Dużo bardziej problematyczne jest zagadnienie powstania samego życia jako procesu. Niezależnie od tego jakie przyjmuje ono formy, wydaje się zjawiskiem niesamowitym. Nawet podstawowe stałe fizyczne naszego wszechświata są dokładnie takie jakie powinny być, by życie mogło powstać. Wystarczyłoby małe przesunięcie np. w prędkości światła i kosmos stałby się miejscem, gdzie żaden biolog nie znalazłby pracy w zawodzie. Prawdę mówiąc, to nie byłoby żadnego biologa, który mógłby pracy szukać, bo nie byłoby żadnego żywego organizmu, z biologami włącznie. W kosmologii koncepcją organizującą tę problematykę jest zasada antropiczna, która w wersji 'słabej' jest zwykłym truizmem stwierdzającym, że właśnie dzięki temu, iż stałe fizyczne są takie jakie są możemy zastanawiać się nad nimi, bo inaczej by nas nie było.

W wersji 'silnej' zasada stwierdza, że wszechświat musi mieć takie właściwości, by mogło w nim powstać życie. Jest więc tworem celowym. Wniosek ten niemal nieuchronnie prowadzi do stanowisk teistycznych, zakładających istnienie takiego lub owakiego demiurga. Interesującą próbą uniknięcia tej konsekwencji jest koncepcja kosmologicznego doboru naturalnego stworzona przez fizyka Lee Smolina. Zgodnie z nią istnieje multiversum, czyli uniwersum, w którym nasz świat jest tylko jednym z wielu. W multiversum wszechświaty generujące więcej czarnych dziur namnażają się, ponieważ zapadanie się czarnej dziury prowadzi do powstania osobliwości będącej początkiem nowego wszechświata o pokrewnych właściwościach. Upraszczając – czarne dziury są zarodkami Wielkich Wybuchów kreujących nowe kosmosy. Tak się składa, iż nasze stałe fizyczne sprzyjają powstawaniu czarnych dziur, stąd wniosek, iż wszechświaty, w których może powstać życie są jednocześnie tymi, które najszybciej się mnożą.

Stwierdzenie tego, że nasz wszechświat jest przyjazny życiu i że być może nie jest to cecha przypadkowa, nie pomaga nam rozwikłać samego problemu nieprawdopodobieństwa zorganizowania się materii nieożywionej w ożywioną. Przecież ewidentnie wykazaliśmy, iż przypadkowe złożenie się chemii w życie graniczy z niemożliwością. Myślę, że kluczem do uporania się z tą zagadką jest uświadomienie sobie skali czasu i przestrzeni w jakiej dokonywały się biogenne procesy. Nie mówimy tu o setkach, tysiącach czy nawet milionach lat, ale o ich miliardach. To naprawdę szmat czasu i sporo mogło się wydarzyć. Tym bardziej, że życie dla zaistnienia miało na naszej planecie mnóstwo miejsca w ogromnym praoceanie, zwanym, w kulinarnej manierze, zupą pierwotną lub pierwotnym bulionem. Co więcej - nie jest wykluczone, iż nie powstało ono tutaj, lecz, zgodnie z teorią panspermii, przywędrowało do nas z kosmosu, przywleczone z innego globu przez meteoroid. Jeżeli przyjmiemy to założenie, szanse na jego powstanie były jeszcze większe, bo oprócz Ziemi potencjalną kolebką mogły być inne sprzyjające życiu planety.

Pozostaje nam postawić sobie jeszcze jedno pytanie: skoro życie, choć tak nieprawdopodobne, okazuje się tak prawdopodobne, czemu nie trafiamy na ślady jego istnienia poza naszą planetą? Czemu z bezkresnej przestrzeni kosmosu nigdy nie dotarło do nas uporządkowane 'bip-bip', dobitnie świadczące o racjonalnym charakterze nadawcy? Wszechświat uporczywie milczy. Od Wielkiego Wybuchu minęło tyle czasu, dookoła nas jest tyle galaktyk, gwiazd, planet – ogrom skali sugeruje, że życie musiało zaistnieć także gdzieś poza Ziemią, że nawet powinno być zjawiskiem dosyć pospolitym. Fizyk Enrico Fermi zadał pytanie 'Gdzie oni są?', co było sformułowaniem zagadnienia wystarczająco klarownym by nadać mu miano paradoksu Fermiego.

Próby rozwiązania tego problemu przyjmują różną postać. Hipoteza jedynej Ziemi (rare Earht hypothesis) zakłada, że warunki zaistnienia wielokomórkowego życia są tak nieprawdopodobne, iż być może jesteśmy ewenementem na skalę galaktyki lub nawet wszechświata. To ostateczne, nie dające nadziei rozstrzygnięcie paradoksu. Istnieje mnóstwo innych propozycji, z których wiele brzmi dosyć niesamowicie. Chociażby hipoteza ZOO, zakładająca że obcy obserwują nas z ukrycia i nie są zainteresowani nawiązaniem kontaktu, ponieważ albo nie chcą póki co zakłócać naszego rozwoju, albo jesteśmy ich eksperymentem, albo po prostu jeszcze nie dorośliśmy etycznie do tego, by się z nimi dogadać.

Frapująca jest też koncepcja radykalnie znosząca możliwość komunikacji – rozwinięte cywilizacje osiągają poziom technologicznej osobliwości, ich racjonalność jest daleko poza tym, co możemy pojąć, my zaś nie reprezentujemy sobą nic, co by ich interesowało. Jesteśmy co najwyżej przykładem dosyć prymitywnego, inteligentnego życia na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Obcy nie mają żadnego dobrego powodu, by do nas zagadać. My zaś nie trafiamy na ślady ich bytności, ponieważ nie potrafimy odróżnić ich wytworów od naturalnych obiektów. W obrębie tej hipotezy można by umieścić eksperyment myślowy Dysona, który zakłada, iż rosnące zapotrzebowanie na energię zmusza zaawansowane cywilizacje do otoczenia macierzystej gwiazdy absorbującą promieniowanie sferą, czymś w rodzaju gigantycznego kolektora słonecznego, utworzonego z rozproszonej w przestrzeni chmury urządzeń. Promieniowanie przenikające przez tę barierę jest tak niewielkie, że nie potrafimy go odróżnić od promieniowania tła.

Porzućmy już te dywagacje i wróćmy na Ziemię, do tu i teraz. Jesteśmy więc, dzieło albo mądrego stwórcy, albo szczęśliwego przypadku. Przetrwaliśmy, rozwinęliśmy się i wszystko przed nami. Na ten optymistyczny obrazek pada jednak złowrogi cień. Kosmiczne katastrofy nie są tylko pieśniami przeszłości. We wszechświecie niewiele się zmieniło: wszystko nadal pędzi, zderza się, kruszy i płonie. Szacuje się, że orbitę Ziemi przecinają trajektorie 100 milionów obiektów o średnicy większej niż 10 metrów. Duża część z nich jest zdolna do wyrządzenia sporych szkód, np. zniszczenia miasta i przy okazji zachwiania klimatem całego globu. Pośród tych bolidów około 2000 ma rozmiary wystarczające do tego, by unicestwić naszą cywilizację.

Straszenie śmiercionośnymi pociskami, które mogą bez ostrzeżenia wychynąć z kosmicznego bezkresu nie jest bynajmniej holywoodzkim zagraniem obliczonym na zabawienie publiczności. Dla przykładu: w 1991 roku już po fakcie zauważono asteroidę, która minęła nas w odległości 170 tysięcy kilometrów. Dystans ten może wydawać się sporą odległością, lecz w skali kosmicznej jest to tak zwany 'rzut beretem'. Używa się niepokojącego porównania - po zmniejszeniu rozmiarów wydarzenie to odpowiadałoby strzałowi z karabinu, po którym kula przeszyła rękaw, ale nie dotknęła ręki. Mało krzepiące wiadomości, nieprawdaż? Taka już podła dola żywego organizmu - wciąż zatroskany o swoje przetrwanie.
http://absurdonomikon.blogspot.com/2009/11/jakim-cudem-tu-jestesmy-cz-iv.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Tempo rozpadu węgla C14 nie jest stałe
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 26, 2010, 22:39:09 »
Tempo rozpadu nie jest stałe
Uczniowie i studenci na całym świecie uczą się, że rozpad promieniotwórczy odbywa się ze stałą prędkością, dzięki czemu można wykorzystać węgiel C-14 do precyzyjnego datowania. Jednak naukowcy z dwóch renomowanych uczelni Stanford University i Purdue University sądzą, że rozpad nie jest równomierny, a wpływ na jego prędkość ma... Słońce.

Profesor fizyki Ephraim Fischenbach z Purdue potrzebował długiej listy przypadkowo generowanych liczb. Uczeni używają ich do najróżniejszych obliczeń, jednak uzyskanie list jest bardzo trudne. Powinny to być bowiem liczby losowe, a więc na ich wybór nie powinno nic wpływać. Fischenbach postanowił zatem wykorzystać radioaktywne izotopy jako źródło liczb. Co prawda np. kawałek cezu-137 rozpada się - jak dotąd sądzono - ze stałą prędkością, jednak wiadomo, że do rozpadu poszczególnych atomów dochodzi w całkowicie nieprzewidywalny, przypadkowy sposób. Naukowiec chciał zatem wykorzystać materiał radioaktywny i licznik Geigera i notując czas upływający pomiędzy momentami rozpadu poszczególnych atomów uzyskać szereg przypadkowych liczb.

Fischenbach chciał najpierw wybrać najlepszy materiał radioaktywny, więc wraz ze swoimi kolegami zaczął przeglądać publikacje na temat ich rozpadu. I odkryli znajdujące się w nich różnice w pomiarach.

Naukowcy, zdumieni tym faktem, porównali dane zebrane przez amerykańskie Brookhaven National Laboratory oraz niemiecki Federalny Instytut Fizyki i Techniki. Tutaj czekała ich jeszcze większa niespodzianka. Okazało się bowiem, że tempo rozpadu zarówno krzemu-32 jak i radu-226 wykazywało sezonowe odchylenia. Latem rozpad pierwiastków był nieco szybszy niż zimą.

Wszyscy myśleliśmy, że mamy tu do czynienia z błędami pomiarowymi [różne pory roku charakteryzują się przecież różną temperaturą czy wilgotnością, co może wpływać na instrumenty pomiarowe - red.], ponieważ byliśmy przekonani, że tempo rozpadu jest stałe - mówi emerytowany profesor fizyki, ekspert fizyki słońca Peter Sturrock ze Stanford University.

Rozwiązanie zagadki nadeszło, przynajmniej częściowo, 13 grudnia 2006 roku, gdy w nocy w laboratorium Purdue University inżynier Jere Jenkins zanotowanł niewielkie spowolnienie tempa rozpadu manganu-54. Nastąpiło ono na 1,5 doby przed  pojawieniem się flary słonecznej.

Uczeni opisali swoje spostrzeżenia i w kolejnych artykułach stwierdzili, że zmiany w tempie rozpadu izotopów związane są z ruchem obrotowym Słońca, a najbardziej prawdopodobną ich przyczyną jest wpływ neturin na izotopy. Zresztą sam Sturrock poradził kolegom z Purdue, by przyjrzeli się rozpadowi, a z pewnością stwierdzą, że zmiany następują co 28 dni.

Tymczasem okazało się, że zmiany zachodzą co... 33 dni.

To, jak uważa Sturrock wskazuje, wbrew intuicji, że wnętrze naszej gwiazdy - w którym zachodzą reakcje - wiruje wolniej niż jej obszar zewnętrzny.

Jednak te spostrzeżenia nie wyjaśniają kolejnej, wielkiej tajemnicy. W jaki sposób neutrino miałyby wpływać na materiał radioaktywny na tyle, by zmienić tempo jego rozpadu.

Z punktu widzenia standardowych teorii to nie ma sensu - mówi Fischbach. A Jenkins dodaje: Sugerujemy, że coś, co nie wchodzi w interakcje z niczym zmienia coś, co nie może być zmienione.

Uczonym pozostaje więc do rozwiązania poważna zagadka. Albo nasza wiedza o neutrino wymaga weryfikacji, albo też na rozpad ma wpływ nieznana jeszcze cząstka.


Autor: Mariusz Błoński

Źródło: Stanford University
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 29, 2010, 12:25:17 »
Kiedy kilka lat temu wyszły na jaw manipulacje koreańskiego genetyka Woo-suk Hwanga, który miał rzekomo sklonować ludzkie zarodki oraz stworzyć komórki macierzyste skrojone ma miarę dla konkretnego pacjenta, rozmawiałam o naukowych oszustach z psychologiem.

Dlaczego ludzie, często wybitni, którym nie brakuje ani splendoru, ani pieniędzy, robią takie rzeczy?

Właśnie dlatego, że tak wysoko doszli. Po pierwsze, nikt zbytnio już ich nie sprawdza, bo sami są wyrocznią w danym temacie. Tworzy się wokół nich mit nietykalności. Po drugie, zasmakowali sukcesu i chcą nadal być na topie. A przecież młodych i zdolnych z każdym rokiem przybywa.

Co ciekawe, pani psycholog tłumaczyła mi, że bardzo często ci ludzie nie są świadomi tego, że kłamią. Są przekonani o słuszności swoich wniosków, uważają, że i tak wcześniej czy później by ich dowiedli. Oni WIEDZĄ, jak jest, więc czasami, kiedy doświadczenie im nie wyjdzie, "prostują" dane.

Stąd ogromne zaskoczenie, z jakim przyjmują zarzuty. Zaskoczenie często prawdziwe. Przecież niczego złego nie zrobili, nikogo nie oszukali.

Oczywiście, są pewnie i tacy, którzy kłamią całkowicie świadomie.

Niepokoi mnie coś jeszcze. Oświadczenie Uniwersytetu Harvarda nie wyjaśnia wielu spraw, choćby szczegółów i skali oszustwa. Wewnętrzne dochodzenie, jak się okazuje, prowadzono od trzech lat! A wciąż nie ma informacji, o jakie oszustwa właściwie chodzi. Chcąc nie chcąc, nasuwa się podejrzenie, że ktoś tutaj kogoś kryje.

Herbert Terrace, specjalista od zdolności poznawczych z Uniwersytetu Kolumbia w Nowym Jorku, w wywiadzie dla tygodnika "New Scientist" powiedział: - Bez wnikliwszego śledztwa, bez konkretów oświadczenie uniwersytetu jest mało warte. Musimy mieć pewność, na ile możemy w ogóle ufać pracom Hausnera.

Wszak nauka ma się opierać się na faktach, a nie na zaufaniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Więcej... http://wyborcza.pl/1,75476,8301382,Brzydkie_oblicze_nauki.html#ixzz0xzNxm2f8
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:46:54 »
Jak niewiele jesteśmy w stanie ogarnąć naszymi 5 zmysłami

<a href="http://uploads.ungrounded.net/525000/525347_scale_of_universe_ng.swf" target="_blank" class="new_win">http://uploads.ungrounded.net/525000/525347_scale_of_universe_ng.swf</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Nauka jest tworem irracjonalnym
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 18, 2010, 20:09:28 »
Nasza wiedza o otaczającym Świecie jest taka jak "Nauka" która ją wyprodukowała tzn. zmienna.
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=dAzJy_DECyQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=dAzJy_DECyQ</a>
LUC BÜRGIN
BŁĘDY NAUKI

Gdy w 1946 roku w Filadelfii w niektórych domach nagle spadło napięcie, ponieważ po wieloletnich przygotowaniach w pobliskim laboratorium uniwersyteckim uruchomiono wreszcie pierwszy komputer, ENIAC, badacze wpadli w euforię. Mimo że monstrum to zajmowało powierzchnię 140 metrów kwadratowych i ważyło 30 ton, nic nie było w stanie zmącić radości jego twórców. Bądź co bądź mózg elektronowy potrafił wykonać pięć tysięcy operacji dodawania na sekundę, co w owych czasach było prędkością wprost niewyobrażalną...

„Opracowując ENIAC zdobyto doświadczenia, które pozwolą w przyszłości konstruować mniejsze i prostsze maszyny", napisał w dzienniku „Prisma" zachwycony Paul Bellac, kontynuując równie entuzjastycznym tonem: .,Ale nigdy nie uda się zbudować elektronicznych maszyn liczących, które byłyby szybsze od ENIAC-a". Po pięćdziesięciu latach kwitujemy te historyczne słowa pobłażliwym uśmieszkiem.

Ludzie mają widocznie skłonność do przedwczesnego i negatywnego oceniania perspektyw rozwojowych pewnych dziedzin nauki. Niektóre rewolucyjne odkrycia lub idee przez lata bojkotowano i zwalczano tylko dlatego, że dogmatycznie nastawieni luminarze nauki nie umieli odrzucić swych ulubionych, choć przestarzałych i skostniałych idei i przekonań. Jednym słowem: „Niemożliwe!" hamowali postęp nauki, a przykładami można dosłownie sypać jak z rękawa:

• Gdy w XVIII wieku Antoine-Laurem de Lavoisier zaprzeczył istnieniu „flogistonu" – nieważkiej substancji, która wydziela się w trakcie procesu spalania i w którą wierzyli wszyscy ówcześni chemicy – i po raz pierwszy sformułował teorię utleniania, świat nauki zatrząsł się z oburzenia. „Observations sur la Physique", czołowy francuski magazyn naukowy, wytoczył przeciwko Lavoisierowi najcięższe działa, a poglądy uczonego upowszechniły się dopiero po zażartych walkach.

• Gdy Werner von Siemens, twórca elektrotechniki, zaprezentował przed Scientific Community teorię ładunku elektrostatycznego przewodów zamkniętych i otwartych, wywołał falę gwałtownych sprzeciwów. „Początkowo nie wierzono w moją teorię, ponieważ była sprzeczna z obowiązującymi w tamtych czasach poglądami", wspominał Siemens w autobiografii wydanej pod koniec XIX wieku.

• Podobnych przeżyć doświadczył William C. Bray z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, gdy w 1921 roku poinformował o zaobserwowaniu oscylującej okresowo reakcji chemicznej. W 1987 roku w fachowym czasopiśmie „Chemical and Engineering News" ukazał się artykuł R. Epsteina, który napisał, że amerykański uczony został wyśmiany i wyszydzony, bo reakcja taka wydawała się niepodobieństwem. I choć odkrycie Braya potwierdzono w teorii i w praktyce, to musiało upłynąć pięćdziesiąt lat, nim uznano znaczenie jego pracy.
Studenci rzadko mają okazję zetknąć się z podobnymi przykładami, ponieważ naukowcy, jak wszyscy inni ludzie, przejawiają osobliwą skłonność do zapominania o rozmaitych „wpadkach", z jakimi na przestrzeni lat musiała się uporać ich dyscyplina wiedzy. Z dumnie wypiętą piersią sprzedają uczniom historię nauki jako pasmo nieustających sukcesów. Wstydliwie przemilczają opowieści o walkach, które poprzedzają wielkie przełomy.


„Podstawową cechą naukowego dyskursu jest to, że sprzeciw wobec jakiejś nowej tezy staje się tym gwałtowniejszy, im bardziej odbiega ona od obowiązujących doktryn ", stwierdziła kiedyś Evelyn Fox, historyk ż filozof. 1 rzeczywiście, świat nauki często reaguje na nowe idee i odkrycia bardzo nerwowo, a nawet nienawistnie, ponieważ uczone autorytety nie chcą się zmienić i sprzedają nam swoje spekulacje ż ideologie jako „definitywnie udowodnione fakty".

„Długa historia odkryć pełna jest objawów arogancji i nietolerancji, które doprowadzały do nieustannego wydawania błędnych opinii i odpowiadają za to, że w konfrontacji z nowymi i genialnymi ideami nasze naukowe autorytety nieomal zawsze się kompromitują".

Rolf Schaffranke, inżynier

Niewielkie ukłucia, olbrzymie działanie

„Zaburzenia snu można leczyć akupunkturą skutecznie i bez wystąpienia skutków ubocznych". To zaskakujące stwierdzenie nie pochodzi z ogłoszenia zachwalającego kontrowersyjną medycynę alternatywną. Zaczerpnąłem je z komunikatu dla prasy wydanego 17 czerwca 1996 roku przez Szwajcarski Fundusz Narodowy, którego celem jest między innymi popieranie badań naukowych.

Fundusz Narodowy przejął patronat nad badaniami w grupie czterdziestu ochotników cierpiących na bezsenność. Oddajmy głos kierującemu projektem dr. Hamidowi Montakabowi: „Pacjentów podzielono na dwie grupy. Pierwszą poddawano terapii akupunkturą. W trakcie trzech do pięciu seansów terapeuta stymulował igłami wybrane punkty na meridianach (kanałach energetycznych, w których, według medycyny chińskiej, gromadzi się w ciele energia życiowa). Punkty na meridianach określano indywidualnie dla poszczególnych pacjentek i pacjentów. Osoby z drugiej grupy nakłuwano w punktach »obojętnych«, obok meridianów".

Oto wynik eksperymentu: Reakcja pierwszej grupy na tę wykpiwaną przez oficjalną medycynę metodę leczenia była bardzo pozytywna. U wielu pacjentów bezsenność ustąpiła. W drugiej grupie nie odnotowano korzystnych zmian. „Nawet złudne przekonanie chorych, że są poddawani fachowej akupunkturze, nie przywróciło im snu", podsumował Montakab.

Przeprowadzone pod kierunkiem Montakaba badania są częścią programu Szwajcarskiego Funduszu Narodowego dotyczącego „medycyny komplementarnej". „Niedoceniana przez naukę i władze medycyna komplementarna musiała całymi latami funkcjonować w cieniu", podsumował przedstawiciel Funduszu dr François Kästli, który zauważył konieczność propagowania programu medycyny alternatywnej. „Obecnie jest ona tolerowana, ale na pewno nie akceptowana". Można jedynie mieć nadzieję, że dzięki intensywnym staraniom nauki lepiej zrozumiemy kompleksowe metody leczenia.

Ta pomyślna, choć spóźniona decyzja to ukłon w stronę filozofii pewnego lekarza, który prawie pięćset lat temu za sprawą porywczego temperamentu i bezkompromisowego podejścia do zawodu musiał na łeb na szyję uciekać ze Szwajcarii. Nieprzejednanie bronił ścisłego powiązania wiedzy książkowej z przekazywaną ustnie tradycją medycyny ludowej, a poza tym sam ją skutecznie praktykował. A to bardzo się nie podobało jego przywiązanym do tradycji kolegom po fachu...
Tajemniczy gość
Zakonnik przeciera szlaki

Gregor Mendel (1822-1884), zakonnik, który uprawiał groch, przeszedł do historii. Chyba każdy wie, że dokonując niezliczonych selekcji grochu jako pierwszy sformułował podstawowe zasady dziedziczności, których uczy się obecnie na lekcji biologii nieomal każdy uczeń.

W ogrodzie klasztoru w Brnie (Czechy) dzień po dniu obserwował wzrost roślin. Każdy szczegół starannie notował, w nadziei, że w ten sposób uda mu się ustalić czynniki regulujące dziedziczność kształtu nasion grochu i kolorów kwiatów.

Niestrudzenie zbierał owoce swoich badań, a potem ręcznie je przebierał i sortował. Była to monotonna, drobiazgowa praca, ale w końcu udało mu się wyodrębnić określone, powtarzające się wzory liczbowe. Dokonując dalszych krzyżówek i selekcji doszedł do wniosku, że muszą istnieć jakieś czynniki dziedziczne, które warunkują określone cechy rozwojowe roślin. W ten sposób, zupełnie nieświadomie, Mendel odkrył istnienie genów.

Świat ówczesnej nauki nie wiedział, co począć ze spostrzeżeniami zakonnika. Większość wysłanych przez niego do różnych naukowców egzemplarzy pracy, w której opisał wyniki prób krzyżowania roślin, wylądowała nie przeczytana w koszu na śmieci. Również wykład wygłoszony przez Mendla w 1865 roku przed Towarzystwem Przyrodniczym w Brnie nie wzbudził entuzjazmu obecnych.

Dopiero na przełomie wieków, gdy mikroskop pomógł biologom wytropić we wnętrzu komórek chromosomy i w ten sposób powołać do życia nową dziedzinę wiedzy – genetykę – przypomniano sobie o hodującym groch zakonniku i jego pionierskim odkryciu.

W tym samym czasie brytyjski przyrodnik i psycholog Francis Galton (1822-1911) zaczął się zastanawiać nad procesami dziedziczenia i nad możliwością wpływania na rozwój „gorszych" ludzi dla dobra rasy ludzkiej, na jej doskonalenie. Galton nazwał tę dziedzinę wiedzy „eugeniką" i zyskał wielu zwolenników wśród genetyków.

Eugenicy uważają, że ich zadaniem jest wybieranie ze społeczeństwa „jednostek gorszych biologicznie" i opracowywanie możliwości uzyskania i wspomagania „wartościowszego życia". Wielu badaczy nie przejmowało się, że do ich pracy zaczynają się wkradać uprzedzenia, i w ten sposób na przestrzeni lat nowa dziedzina wiedzy nabrała cech rasistowskich.

Profesor Hansjakob Müller jest genetykiem, kieruje Zakładem Genetyki Medycznej Szpitala Dziecięcego w Bazylei. W 1995 roku poprosiłem go przez telefon o wyjaśnienie kilku interesujących mnie spraw, między innymi niektórych aspektów biografii Barbary McClintock.

„McClintock ustaliła kilka zjawisk, które nie zgadzały się z wiedzą klasycznej genetyki. Jej obserwacje przeczyły obowiązującym wówczas poglądom. W rezultacie świat nauki niejako z góry programował, czy też przewidywał, jakie problemy mogą się pojawić w ramach pewnej dziedziny wiedzy.

– Odkrycia Avery'ego też przecież nikt nie świętował... – przerwałem. – To prawda. W przypadku Avery'ego i jego poprzedników sprawa wyglądała podobnie. Bez wątpienia jest to godne ubolewania, ale nie wolno nam zapominać, że odszyfrowanie substancji dziedzicznej było długotrwałym procesem poznawczym, który trwał kilkadziesiąt lat. A tam, gdzie ludzie realizują jakiś proces myslowy, zdarzają się błędy. Znam to z własnego doświadczenia. W czasie studiów musiałem czerpać wiedzę z podręczników zawierających stwierdzenia, które okazały się później kompletną bzdurą.

– Najnowszym przedsięwzięciem genetyki jest Projekt Genom, koordynowany przez Jamesa Watsona, współodkrywcę podwójnej spirali DNA. Czego możemy się po nim spodziewać?

– Badanie anatomii naszego genomu nabrało tempa. We wszystkich krajach badacze zajmują się identyfikowaniem genów, wpisywaniem ich w zestaw chromosomów i odszyfrowywaniem sekwencji zasad. Za dziesięć lat będziemy pewnie znali wszystkie geny, co przyczyni się do olbrzymiego postępu w medycynie.

– Tak, ale coraz więcej ludzi obawia się tego odkrycia.

– Nie ma wątpliwości, że lęki związane z inżynierią genetyczną trzeba traktować poważnie. Z drugiej strony nie wolno zapominać, że na rynku pojawia się coraz więcej leków, których ostateczne oddziaływanie na nasz organizm nie jest szczegółowo zbadane. Projekt Genom to olbrzymia nadzieja dla ludzkości, ponieważ dzięki niemu będzie można w przyszłości świadomie ingerować w organizm na płaszczyźnie biologicznej, co przyniesie nam decydujące korzyści zdrowotne".

„Najnowszy stan wiedzy" został poddany ostrej krytyce przez publicystę Hansa-Joachima Ehlersa, który od wielu lat walczy z traktowaniem po macoszemu odkryć z dziedziny techniki i nauki. Twierdzi on, że cała wiedza została podzielone na poszczególne konkretne dziedziny, którymi niepodzielnie władają „koryfeusze nauki".

Jak obliczył, w samych tylko Niemczech można znaleźć dwieście „nieomylnych autorytetów". Ich współpraca z przemysłem jest równie ścisła jak z prawnikami i politykami, którym służą jako rzeczoznawcy. Ehlers wyraził się o tym następująco: „Jednym z ich zadań jest decydowanie o finansowaniu tych, a nie innych projektów badawczych. Mówią sędziom, co uważają za naukę, a co za czystą szarlatanerię. W świecie ekspertów może funkcjonować tylko coś, co odpowiada ich naukowemu rozumieniu rzeczywistości. A słowo „funkcjonować" oznacza uzyskanie patentu, ochrony i szansy uplasowania się na rynku".
LUC BÜRGIN
BŁĘDY NAUKI

Wszystko to jednak było tylko preludium do odkryć mechaniki kwantowej. Zasada nieoznaczoności Heisenberga prowadzi bezpośrednio do wniosku, że — by posłużyć się słowami fizyka Dietricha Schroeera — „obserwatora nie można oddzielić od Eksperymentu" , a podczas gdy słuszność tego zda­nia na ogół uznaje się w odniesieniu do zjawisk mi­krokosmicznych, to istnieją dowody, iż jest ono słusz­ne także w odniesieniu do makrokosmosu. „By wyrazić się bez ogródek — powiada Henry Margenau — nauka nie zawiera już prawd absolutnych" . Sam fakt obserwacji i sama jej intencja ingerują w obser­wowany przedmiot.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 18, 2010, 20:11:36 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #7 dnia: Wrzesień 18, 2010, 20:13:33 »
Począwszy od drugiej połowy XX w.  nauka jest pod nadzorem ,  politycznym lub(a raczej w większości) korporacyjnej , Pomyślcie bazujemy na fizyce newtonowskiej choć wiemy że to tylko jeden punkt odniesienia ,gdy wynaleziono bobę atomową rozpowszechnianie wiedzy zostało zatrzymane a zarazem jej nie skrępowany rozwój  a jakie nowe technologie powstały by za ich pomocą badać to co nas otacza np.mamy możliwość przeprowadzania badań w nieważkości (czyli zmiany punku odniesienia itp).I co i nic cisza mówi się o zimnej fuzji ale za wiele się nie dzieje.  Jak widać stoimy technologicznie w miejscu ,jedyne co udało nam sie zrobić to doprowadzić  do perfekcji technologie powstałe w czasie rewolucji przemysłowej .Od rewolucji przemysłowej stoimy w miejscu.
co patrząc na rozwój fizyki kwantowej czy astronomii jest co najmniej dziwne.


Fizyka już od czasów starożytnych nie poddawała się żadnym definicją była ona i tylko ona zawierała wszystko co człowiek wiedział o tym co go otacza, o wszystkim co jest na zewnątrz,   reszta to Metafizyka czyli wiedza o hmm .......reszcie?.
Fizyka zawierała w sobie wszystkie dziedziny wiedzy jakie istnieją dziś nawet te które wydaje na się że powstały współcześnie.Powtórne Nią zainteresowanie potwierdziły tylko tezy wysnute przez Starożytnych myślicieli, i co ciekawe dochodzono do podobnych wniosków jak współcześnie jaki różnice postrzeganiu rzeczywistości  naznaczone były różnymi światopoglądami.

Ludzie którzy po wiekach zaczynali odkrywać Prawa  Natury nie byli związani z jakimiś organizacjami czy uczelniami , byli wolni od dogmatów ówczesnej nauki czy religii sami szukali odpowiedzi na nurtujące ich pytania .
Newton twórca współczesnej nam Fizyki ,to dzięki niemu weszliśmy na ścieżkę industrializacji, dzięki której z kolei nastąpił rozwój narzędzi badawczych z których pomocą był możliwy kolejny przeskok .Tenże  Newton nie ograniczał swoich zainteresowań tylko do zagadnień stricte fizycznych  wręcz większość swego czasu poświęcał na badanie swego ciała ,przyrody zajmował się alchemią i ezoteryką   co nie było dość kontrowersyjne w tam tych czasach.

To ludzie o tak szerokich horyzontach i wolnych umysłach czynią rewolucje w nauce .
Gdybyśmy patrzyli tylko na to co jest powszechnie przyjmowali jako prawda obiektywna to gdzie byśmy byli dziś?


Heretycy nauki

Światopogląd, pieniądze i prestiż, a nie dążenie do prawdy, zdominowały współczesną naukę. Autorytet nauki słabnie z roku na rok. Wielu naukowcom brakuje uczciwości i odwagi. Na szczęście wciąż są też tacy, którzy idą pod prąd.

Współczesne Sokratesowi „autorytety” skazały go na śmierć, bo niepokojąco oryginalnie myślał. Religijna elita pozbyła się Jezusa, bo burzył ich zakłamany świat. Na stosie spłonął Giordano Bruno, bo widział inny niż „oficjalny” porządek rzeczy. Zaszczuty przez medyczne środowisko wiedeński położnik Ignaz Sommelweis umarł samotnie w domu dla obłąkanych, bo zanim odkryto zarazki, kazał swym kolegom myć ręce przed zabiegami chirurgicznymi. Dziś stosuje się podobne środki, choć nie buduje się już stosów. Tych z drewna. Naukowców, którzy idą pod prąd, się zniesławia, podważa ich wiarygodność, wyrzuca z pracy, zabiera środki na prowadzenie badań.

 

„Nie” dla neodarwinizmu

Spór ewolucjonistów z kreacjonistami jest sztandarowym przykładem spychania tych drugich poza margines. Ten, kto ośmieli się podnieść rękę na świętą krowę współczesnej nauki, jest zazwyczaj piętnowany jako religijny fanatyk. Następnie odmawia się mu zdolności myślenia, nierzadko możliwości publikacji w liczących się periodykach. Potem przychodzi czas na odbieranie grantów, a w końcu bywa, że śmiałkowie tracą posady czy katedry. I przyjaciół. We wstrząsający sposób opowiada o tym film Expelled (Wyrzuceni), ukazując tragedię naukowców, którzy odważyli się skrytykować teorię ewolucji. Musi być jednak coś magnetycznego w takim heroizmie, bo liczba sceptycznych naukowców rośnie, a nie maleje. Słynną deklarację kwestionującą ewolucjonizm podpisało już ośmiuset naukowców z całego świata, włączając w to najbardziej prestiżowe uczelnie (jeszcze kilka miesięcy temu było ich siedmiuset). Głośnym echem odbiło się ostatnio porzucenie neodarwinizmu przez Stanleya Salthe’a, autora i redaktora trzech książek, w tym podręcznika, dotyczących ewolucyjnej biologii, oraz Giuseppe’a Sermontiego, redaktora „Rivista di Biologia” — jednego z najstarszych specjalistycznych czasopism poświęconych biologii teoretycznej. Ewolucjonizm określili jako modernistyczny mit pochodzenia i doktrynę politycznej poprawności obowiązującą w nauce. Na liście sceptycznych naukowców widnieje też nazwisko pięciokrotnego kandydata do Nagrody Nobla w dziedzinie chemii kwantowej — prof. Henry’ego Schaefera, dyrektora (jeszcze) Center for Computational Quantum Chemistry na Uniwersytecie Georgia, który wprost wyrzuca kolegom naukowcom: „Niektórzy obrońcy ewolucjonizmu przyjmują takie standardy oceniania dowodów na ewolucję, których w innych okolicznościach nigdy by jako naukowcy nie zaakceptowali”. Zawzięty ewolucjonista (jak sam siebie nazywa) prof. Michael Ruse przyznaje otwarcie w swej książce How evolution became a religion: „Ewolucjonizm jest propagowany przez ewolucjonistów jako coś więcej niż tylko nauka. Jest rozpowszechniany jako ideologia, świecka religia — dojrzała alternatywa dla chrześcijaństwa, dająca sens i moralność. Jestem zawziętym ewolucjonistą i byłym chrześcijaninem, ale muszę przyznać, że (...) odbierający to literalnie mają rację. Ewolucjonizm jest religią. Było to prawdą o ewolucjonizmie na początku i jest prawdą o ewolucjonizmie dzisiaj”. Tylko w jednym Ruse się myli — ewolucjonizm nie jest alternatywą pełną sensu i moralności.
„Nie” dla braku etyki

Dziś nauka nie tylko potrafi błądzić, potrafi być nieetyczna. Kiedyś zbyt rewolucyjne odkrycia bojkotowano dlatego, że godziły w autorytety uznane wcześniej za nieomylne. Doświadczył tego nie tylko wspomniany Sommelweis. Antoine-Laurent de Lavoisier został oceniony jako idiota przez czołowy francuski magazyn naukowy „Observations sur la Physique”, a jego teoria utleniania za kpinę. Twórca teorii ciepła i szeregów trygonometrycznych Jean-Baptiste Joseph de Fourier poniósł porażkę przed Paryską Akademią Nauk, gdy ówcześni guru wyśmiali jego analizę. Odkryte przez Wilhelma Roentgena promienie X uznano za sprytne oszustwo. Odkrywcę Helicobakter pylori Barry’ego Marshalla, zanim przyznano mu rację, wyśmiano w prestiżowych periodykach medycznych, bo przecież „wiadomo”, że żadna bakteria nie przeżyje w żołądku... Twórca teorii kwantów Max Planck po przeżyciach związanych z doktoratem napisał: „To doświadczenie pozwoliło mi poznać nowy, zadziwiający, jak sądzę, fakt: nowa prawda naukowa nie triumfuje dlatego, że przekonuje swoich oponentów, ale raczej z tego powodu, że jej  przeciwnicy wymierają i rośnie nowe pokolenie zaznajomionych z nią badaczy”.

Dziś mechanizmy wydają się dużo groźniejsze. Świat spodlał, a nauka stała się dla wielu biznesem. Tym bardziej nie pozwólmy „heretykom” zamykać ust.

Katarzyna Lewkowicz-Siejka

 

[Artykuł został opublikowany w miesięczniku „Znaki Czasu” 4/2010].

Wiecej: http://www.eioba.pl/a125857/heretycy_nauki#ixzz0mbyJeewK
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #8 dnia: Wrzesień 18, 2010, 20:14:38 »
odp.east
Ten ostatni artykuł bardzo dobry. Mam wrażenie , że dzisiejsi odkrywcy "na cenzurowanym" Dan Winter i Nassim Haramein, ale także wielu innych, mi nieznanych , przeciera mozolnie te same stare szlaki od wszechczasów.
Na szczęście mają oparcie w takich jak my, którzy nie negują, ale śledzą dokonania prekursorów z zapartym tchem. Dzisiaj niby łatwiej odebrać perkursorom oręż ( granty) , ale nie docenia się rosnącej świadomości i powszechności informacji. Każdy może na przykład wesprzeć "swojego" naukowca donacją, albo inaczej - zapraszając go na płatne wykłady. Co jakiś czas niektóre uczelnie odważnie łamią tabu i tworzą nowe katedry naukowe. Dla nich jest to szansa na zaistnienie w świecie.
Powoli świat nauki się na nowo otwiera  po okresie marazmu.
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Jedne pierwiastki naśladują inne
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 18, 2010, 20:16:12 »
Zespół doktora Willa Castelmana z Pacific Northwest National Laboratory odkrył grupy atomów, które naśladują właściwości innych pierwiastków. Naukowcy nazwali te grupy "superatomami". Zachowują się one jak pojedyncze atomy innych pierwiastków. Superatomy mogą posłużyć do tworzenia nowych materiałów, które będą tańszymi i skuteczniejszymi katalizatorami w procesach chemicznych.

Castelman wraz z zespołem wykazali, że pewne kombinacje atomów charakteryzują się takim ustawieniem elektronów, które imituje ustawienie innych pierwiastków. Dowiedziono przy okazji, że by przewidzieć, jakie pierwiastki mogą się naśladować, wystarczy rzucić okiem na tablicę okresową.



"Pracę rozpoczęliśmy z tlenkiem tytanu i zauważyliśmy, że TiO jest izoelektronikiem (czyli ma bardzo podobną konfiguracją elektroniczną) do niklu. Zdziwiło nas to, ponieważ TiO zachowywał się jak nikiel. Myśleliśmy, że to przypadek" - mówi Castelman. Uczeni postanowiliśmy przyjrzeć się innym materiałom i odkryli, że tlenek cyrkonu jest izolelektronikiem do palladu, podobnie zresztą jak węglik wolframu.

Okazało się też, że wystarczy tablica okresowa i nieco arytmetyki, by określić, jak będzie wyglądało podobieństwo pierwiastków. Na przykład tytan ma cztery elektrony na zewnętrznej powłoce, a tlen atomowy ma ich sześć. Wystarczy zatem w tablicy okresowej obliczyć sześć pierwiastków w prawo od tytanu, by trafić na nikiel, który jest izoelektronikiem dla tlenku tytanu. Na razie schemat ten sprawdził się w przypadku niektórych metali przejściowych. Nie wiadomo, czy jest on ważny dla całej tablicy.

Można zadać sobie pytanie, po co szukać zastępników dla istniejących materiałów. Odpowiedzią może być np. cena. Pallad, który jest katalizatorem w silnikach odrzutowych kosztuje 100 USD za gram. Tlenek cyrkonu, który może go zastąpić, kosztuje 0,02 USD za gram. Jest zatem 5000 razy tańszy.

Inny powód to chęć uzyskania jakiegoś materiału o właściwościach innych niż typowe dla niego.

http://kopalniawiedzy.pl/superatom-klaster-atomy-nasladownictwo-Pacific-Northwest-National-Laboratory-Will-Castelman-10992.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Co się stanie z aluminium po skręceniu jego struktury ?
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 22, 2010, 23:10:41 »
Aluminium jak stal

22-09-2010 17:34

stal · aluminium · wytrzymałość · University of Sydney · Simon Ringer

Aluminium, lekki powszechnie występujący na Ziemi metal, ma olbrzymią wadę, jest mało wytrzymałe. Pęka pod obciążeniami, którym nie poddają się inne metale. Lekkim i wytrzymały metalem jest za to tytan. Jest on jednak drogi. Dlatego też naukowcy od dawna szukali sposobu na zwiększenie wytrzymałości aluminium.

Udało się to osiągną międzynarodowemu zespołowi pracującemu pod kierunkiem uczonych z University of Sydney. Okazało się, że ściskając aluminium pomiędzy dwoma kowadłami, można uzyskać lekki materiał wytrzymały jak stal.

Podczas prac wykorzystano skręcanie wysokociśnieniowe (HPT - high-pressure torsion). Metoda ta polega na umieszczeniu cienkiego dysku metalu na cylindrycznym kowadle i przyciśnięcie go do drugiego kowadła. W czasie tego procesu jedno z kowadeł powoli się obraca. Nacisk wywierany na metal wynosi około 60 000 kilogramów na centymetr kwadratowy. Po zakończeniu skręcania wysokociśnieniowego aluminium 7075 (to aluminium z niewielką domieszką cynku i magnezu) było przez ponad miesiąc trzymane w temperaturze pokojowej, przeszło zatem proces zwany starzeniem. Zarówno HPT jak i starzenie zmieniły nanostrukturę metalu.

Przeprowadzone później badania wykazały, że tak zmieniony materiał wytrzymuje nacisk 1 gigapaskala. Odpowiada to wytrzymałości najlepszych rodzajów stali i jest wynikiem trzykrotnie lepszym od osiąganego przez standardowe aluminium.

Bliższe badania wykazały, że sieć krystaliczna atomów aluminium została silnie zdeformowana, tworząc hierarchiczną nanostrukturę - wielkość ziaren aluminium zmniejszyła się, a atomy cynku i magnezu połączyły się w grupy o różnej wielkości, których wielkość zależała od położenia wewnątrz lub na krawędziach ziaren aluminium.

Nie wiadomo, jak to się dzieje, że takie ułożenie znacząco wzmacnia aluminium, przyznaje Simon Ringer z University of Sydney.

Uczeni mają nadzieję, że uda się stworzyć proces produkcyjny, który umożliwi tworzenie "superaluminium" w skali przemysłowej. Taki materiał znajdzie zastosowanie w przemyśle samochodowym, lotniczym i posłuży do budowy kamizelek kuloodpornych.


Autor: Mariusz Błoński

Źródło: Science
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 09, 2010, 17:10:23 »
MOŻEMY SIĘ UCZYĆ OD PRZODKÓW

Pod koniec XIX wieku indyjski jogin Swami Vivekananda jako pierwszy zaprezentował w USA i Europie filozofię i religię wedyjską. Spotykał się z wielkimi ówczesnego świata naukowego: Edisonem, lordem Kelvinem, Nicolą Teslą. Tesla zachwycił się wedyjską kosmologią, gdyż nagle zrozumiał, że starożytne koncepcje uzupełniają zachodnie teorie. Jednak mimo starań nie udało mu się tego udowodnić - dopiero teoria względności Einsteina dowiodła, że wedyjska koncepcja tożsamości materii i energii jest prawdziwa. Zapisane w starożytnych tekstach niezwykłe koncepcje naukowe, które daleko wykraczają nawet poza współczesny poziom kosmologii, skłoniły niektórych badaczy do dokładniejszego przyjrzenia się eposom literackim, w których aż się roi od różnych bogów, latających statków i opisów niezwykłych broni. Jeszcze sto lat temu badacze tych tekstów owe opisy traktowali jako wytwór "magicznej" wyobraźni autorów, a to dlatego, że nie posiadali odpowiedniej wiedzy naukowej. Natomiast współcześni fizycy, konstruktorzy samolotów i rakiet kosmicznych, a także ufolodzy, czytając te eposy, łapią się za głowy: toż to żadne bajki! Mamy do czynienia z precyzyjnymi opisami statków napędzanych paliwem chemicznym lub - jak w przypadku współczesnych UFO - nieznaną energią. Rozpoznajemy efekty użycia broni jądrowej, dźwiękowej, promieni paraliżujących itp. A opisy różnych "bogów" jako żywo przypominają współczesne opisy ufonautów. Wszystko to nie mogło być wytworem wyobraźni nawet najgenialniejszego poety. Tak precyzyjne opisy mogły być podane tylko przez świadków tamtych wydarzeń.


Autor: Kazimierz Bzowski 



Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #12 dnia: Październik 13, 2010, 23:15:49 »
Każdy z nas, bez względu na obecną profesję i zakres wykształcenia, przypomina sobie zapewne ze szkolnych lekcji fizyki, że w omawianych teoriach fizycznych występowały tzw. podstawowe stałe takie jak np. stała grawitacji, prędkość światła, stała Plancka, elementarny ładunek elektryczny i jeszcze kilkanaście innych. Zwykle zebrane były razem gdzieś na końcu podręcznika i można było odczytać tam ich wartości liczbowe. Nie zwracało się natomiast szczególnej uwagi na fundamentalny fakt, że te wartości liczbowe stałych nie wynikają z żadnej teorii fizycznej lecz są rezultatem pomiarów. Żadna teoria nie przewiduje ile ma wynosić prędkość światła czy stała grawitacji i dlaczego wynosi akurat tyle ile wynosi. Na szczęście już od kilku ostatnich dziesięcioleci zaczęto wśród fizyków stawiać sobie takie pytanie. Mało tego, zaczęto poszukiwać odpowiedzi na pytanie, a co by było, gdyby tak wartości tych stałych trochę pozmieniać. Rozwój technik komputerowych pozwalał stopniowo symulować sytuacje, w których zaczęto badać jak też by wyglądał nasz świat gdyby w równaniach opisujących znane nam zjawiska pozmieniać wartości stałych fizycznych.

Rezultaty takich prób okazały się zaskakujące. Zmiana wartości liczbowych tych stałych prowadziła do obrazu świata drastycznie różnego od tego jaki znamy. Przy zmienionej wartości elementarnego ładunku elektrycznego i/lub stałej Plancka niestabilna staje się budowa atomu, zupełnie inaczej przebiegają reakcje termojądrowe w gwiazdach (w tym także w Słońcu). Przy pewnych zmianach w ogóle nie chcą formować się gwiazdy i galaktyki lub też formując się bardzo szybko kolapsują do czarnych dziur. Przy innych jeszcze kombinacjach we wszechświecie w ogóle nie powstałyby pierwiastki cięższe od helu a wiec m. in. węgiel, tlen i azot niezbędne do formowania związków organicznych. Cała chemia wyglądałaby zupełnie inaczej. Przy innej wartości stałej Hubble’a opisującej tempo ekspansji wszechświata nie zdążą uformować się galaktyki i gwiazdy wraz z układami planetarnymi. Krótko mówiąc, dostrojenie tych około dwudziestu stałych fizycznych wydaje się dość sztywne i nie pozwalające na żadną niemal dowolność. W przeciwnym razie otrzymujemy świat, w którym nie ma miejsca na znany nam obraz z gwiazdami, planetami, pierwiastkami, chemią organiczną, życiem biologicznym, nie ma wreszcie miejsca dla nas samych. Wygląda więc na to, że prawa fizyki zostały niejako dopasowane do tego abyśmy w ogóle mogli zaistnieć. Z tych rozważań i rezultatów wziął się pewien program intelektualny zwany zasadą antropiczną. Stał się on dużym wyzwaniem dla nauk fizycznych i kosmologii a przy okazji wspaniałym wynikiem, na który natychmiast mogli powoływać się zwolennicy poglądów odwołujących się do zewnętrznej siły sprawczej i dawcy praw natury.

Nauka nie mogła tak całkiem zignorować otrzymanego rezultatu. Jakoś należało się do tego ustosunkować. Próbowano oszacować czysto przypadkowego doboru takiego zestawu stałych fizycznych, który warunkuje znaną nam postać świata. Niezależnie od podejścia do tych oszacowań otrzymywano prawdopodobieństwo tak absurdalnie małe (rzędu 10-230) , że praktycznie nie nadające się do żadnych sensownych rozważań. Innym wybiegiem zastosowanym zwłaszcza w kosmologii były koncepcje wielu światów. Powstało wiele wariantów tych koncepcji, których wspólnym mianownikiem była myśl, że obserwowany przez nas wszechświat nie jest jedynym możliwym i istniejącym. W każdym z nich (a może ich być w zasadzie nieskończenie wiele) może realizować się inna fizyka z innymi prawami i stałymi fundamentalnymi. Modele kosmologiczne opisujące najwcześniejsze fazy tzw. Wielkiego Wybuchu zawierają w sobie, przynajmniej teoretycznie, takie możliwości. Nie chcę tu opisywać szerzej wszystkich pomysłów związanych z multiversum, trochę więcej na ten temat znaleźć można np. w tekście M. Kaku — „Co było przed wielkim wybuchem" zamieszczonym w niniejszym serwisie a także w jego książce „Hiperprzestrzeń".

Kolejną alternatywą było odwoływanie się do, nieukończonej jeszcze, lecz usilnie rozpracowywanej teorii superunifikacji wraz z kosmologią kwantową. Niektórzy fizycy widzą w tzw. teorii strun kandydatkę na taką teorię wszystkiego. Teoria taka, jak mają nadzieję jej entuzjaści, powinna określić także wartości liczbowe stałych fizycznych. W ten sposób przestałyby one mieć charakter swobodnych parametrów, którymi można dowolnie operować. Zostałyby zdeterminowane wewnątrz samej teorii. Gdyby jednak tak miało być, to teoria taka miałaby charakter niemal metafizyczny. Jak zauważył żartobliwie jeden z fizyków, w tej sytuacji nawet Bóg nie miałby żadnego wyboru przy stwarzaniu świata. Teoria ta byłaby sama czymś zewnętrznym wobec wszechświata, byłaby czymś w rodzaju pierwotnego Logosu, słowa, które staje się ciałem — wszechświatem.

Najwięcej miejsca chciałbym poświęcić koncepcji, która w moim czysto subiektywnym odczuciu wydaje się niezwykle obiecująca. Jej autorem jest wybitny amerykański fizyk teoretyk Lee Smolin. Nosi ona nazwę kosmologiczny dobór naturalny. Jest to również pewien wariant koncepcji wielu światów, lecz nie zakłada on czysto losowego kształtowania się praw i stałych fizycznych w każdym wszechświecie lecz odwołuje się do pewnej analogii ze znanym z teorii ewolucji biologicznej efektem doboru naturalnego. Gdy, przed Darwinem, nie wiedziano nic o ewolucji gatunków i roli selekcji w przystosowaniu do środowiska, to czymś zaskakującym, niemal mistycznym, wydawać się musiało znakomite przystosowanie poszczególnych organizmów do życia w swoim środowisku. Też wówczas mówiono, że przecież ktoś musiał tak stworzyć wszystkie organizmy, aby mogły żyć i rozmnażać się tam gdzie żyją. Teoria ewolucji i głębsze poznanie praw genetyki na poziomie molekularnym zmieniło całkowicie nasze spojrzenie na tę sprawę. Dziś już nie dziwimy się, że zarówno ryby jak i niektóre ssaki morskie są tak znakomicie przystosowane do życia w wodzie. Wiemy z grubsza jakie mechanizmy tu zadziałały. Nie wykluczone — twierdzi L. Smolin — że nasze zadziwienie zasadą antropiczną jest podobnego rodzaju jak dawne zadziwienie przystosowaniem organizmów. A gdyby tak dopuścić myśl, że funkcjonujące w teoriach multiversum liczne wszechświaty podlegają efektowi podobnemu do selekcji naturalnej? Trzeba by tylko wprowadzić w teorie kreacji licznych wszechświatów element o działaniu podobnym do mutacji, dziedziczenia i selekcji korzystnych cech.

Koncepcja Smolina bazuje na dwóch założeniach. Pierwsze założenie dotyczy sposobu „namnażania się" nowych wszechświatów. Tu odwołuje się on do przewidywanych przez ogólną teorię względności oraz przez teorię ewolucji masywnych gwiazd, osobliwych obiektów — czarnych dziur. Według tego co dziś wiemy, czarne dziury powstawać mogą jako końcowy etap ewolucji masywnej gwiazdy, która wybuchając jako supernowa może w swym zapadającym się jądrze wytworzyć czarną dziurę. Powinno więc być w każdej galaktyce sporo takich czarnych dziur. Innym miejscem istnienia czarnych dziur mogą być jądra galaktyk. Spodziewane są tam tzw. supermasywne czarne dziury o masach rzedu milionów mas słonecznych. Teoria względności opisując zapadanie się czarnej dziury przewiduje, że cała materia tworząca taki obiekt skupia się w końcu w centralnym punkcie — tzw. osobliwości — osiągając nieskończone gęstości. Nie wiemy co to fizycznie oznacza i co tak właściwie w tej "osobliwości' się dzieje. Nieskończona gęstość nie ma przecież fizycznego sensu. L. Smolin, odwołując się do pewnych wstępnych rezultatów i prób kwantowej grawitacji, sugeruje, że osobliwość taka jest początkiem nowego Wielkiego Wybuchu i generuje nowy wszechświat — „wszechświat niemowlęcy". Oczywiście ów nowy Wielki Wybuch nie zachodzi w naszej przestrzeni lecz tworzy nową własną czasoprzestrzeń, w której ewoluuje nowy wszechświat. Jego dalsza ewolucja przebiegać już może mniej lub bardziej podobnie do znanego nam standardowego scenariusza. Tak więc, według tej śmiałej hipotezy, czarne dziury, te sarkofagi umierających gwiazd, byłyby kolebkami nowych światów. Także nasz wszechświat byłby światem potomnym wygenerowanym przez zapadającą się czarną dziurę w innym, macierzystym względem niego, wszechświecie. Czyż nie fascynująca odpowiedź na często zadawane pytanie — „co było przed Wielkim Wybuchem" ?

pełen tekst znajdziesz tu
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,403/q,Zasada.antropiczna.a.kosmos
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 19, 2010, 19:49:37 »
Wszechświat jest dziś w powszechnym mniemaniu tak samo harmonijny i niewzruszony jak setki i tysiące lat temu, gdy gdzieś ponad niebem umieszczano bogów, a na nim samym – ich mniej lub bardziej realistyczne podobizny. Przekonanie o harmonii wszechrzeczy znalazło wyraz w tekstach uznawanych przez różne religie za święte. Doskonałość kosmosu jest w nich czymś zupełnie oczywistym – odbija bowiem doskonałość Stwórcy. Bodaj najlapidarniej ujmuje to XIX psalm w słowach: „Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza”.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=tBBQNcoZutQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=tBBQNcoZutQ</a>
 Niewyrafinowaną, ale sugestywną ilustrację tych przekonań znają chyba wszyscy – to drzeworyt z książki „Atmosfera: Meteorologia Popularna” Kamila Flammariona. Widać na nim wędrowca, który dotarł do krańca Ziemi, wysunął głowę poza sklepienie niebieskie i ujrzał doskonały mechanizm Wszechświata.








Emanacja Bożej wszechmocy

 Od Odrodzenia po Oświecenie geniusze nauki byli głęboko religijni. Kolejne odkrycia umacniały w nich przekonanie o istnieniu uniwersalnego ładu i porządku, gdyż każdą zaobserwowaną prawidłowość uważali za ślad odciśnięty w bycie przez Stwórcę. „Ogarnia mnie niewysłowiony zachwyt nad Bożym spektaklem harmonii niebieskiej... Bóg, tak jak doskonały mistrz murarski, zbudował świat na fundamencie prawa i porządku” – pisał Kepler w swoim fundamentalnym dziele „Harmonices Mundi”. Dla Galileusza natura była tak samo niewątpliwą emanacją Bożej wszechmocy jak Pismo Święte. Niestety, jak wiemy, nie udało mu się o tym przekonać władz kościelnych. W „Principiach” Newtona czytamy: „Ten najpiękniejszy układ słońca, planet i komet mógł powstać tylko z zamiaru i z władczej mocy inteligentnej Istoty. Ta Istota rządzi wszystkim nie jako dusza świata, lecz jako władca wszechrzeczy, przywykły, by mówić o nim Pan Bóg”.


 Racjonalizm Oświecenia promował inne postawy. Bóg schodził na drugi plan lub całkowicie znikał, jak w często przytaczanej historii z udziałem Napoleona, Laplace’a i Lagrange’a. Gdy Napoleon zauważył: „Napisał pan grubą księgę o porządku świata, ani razu nie wspominając o jego stwórcy”, Laplace miał powiedzieć: „Panie, taka hipoteza nie była mi potrzebna”. Lagrange skwitował to sarkastycznym stwierdzeniem: „Ależ to bardzo pożyteczna hipoteza – tak wiele wyjaśnia”.

 Ale jeszcze w drugiej połowie XIX w. największy chyba umysł tamtego stulecia James Clerk Maxwell pisał w liście do biskupa Gloucester: „Jestem zdania, że każdy człowiek powinien zrobić, co tylko w jego mocy, by nasycić swój umysł wielkością, porządkiem i jednością Wszechświata... Pogłębione koncepcje wielkości i jedności świata ożywionego będą pożyteczne przy studiowaniu psalmu ósmego lub drugiej części listu do Hebrajczyków”. We wskazanych miejscach Biblii czytamy: „Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz...?” Oraz: „Tyś, Panie, na początku osadził ziemię, dziełem też rąk Twoich są niebiosa”.

 Z biegiem lat naukowa wizja Wszechświata stawała się coraz bogatsza. Wraz z nią ewoluowała wizja religijna, oddalając się na ogół od ortodoksji. W opublikowanym w 1931 r. eseju Einsteina „Świat, jakim go widzę” czytamy: „Świadomość istnienia czegoś, czego nie możemy uchwycić; najgłębszego sensu i najsilniej promieniującego piękna... składają się na postawę prawdziwie religijną. W tym – i tylko w tym – sensie jestem człowiekiem głęboko religijnym”. Jest tu jeszcze ład i harmonia, ale nie ma już osobowego Boga. Einstein nie wierzył w niego; nie uznawał też nadprzyrodzonego pochodzenia żadnych ksiąg uważanych przez różne religie za objawione.


Światełko z Końskiego Łba


 A jaki obraz Wszechświata kreśli nauka dzisiaj? Niech odpowiedzią na to pytanie będzie krótka podróż przez kosmos. W pięknym zimowym gwiazdozbiorze Oriona, 1500 lat świetlnych od Słońca, znajduje się olbrzymi obłok materii międzygwiazdowej. Jego niewielki, wyjątkowo fotogeniczny fragment jest nie bez racji nazywany Końskim Łbem. Na czole konia widać słabe światełko – to młoda gwiazda, która powstała kilkaset tysięcy lat temu po zapadnięciu się niewielkiej części obłoku. W całym obłoku w ten sam sposób powstają tysiące (jeśli nie dziesiątki tysięcy) gwiazd, dowodząc, że niewzruszoność nieba jest mitem. Złudzeniem, któremu poddajemy się, ponieważ całe życie człowieka to mniej niż sekundowy kadr życia gwiazdy.


 Przyjrzyjmy się jeszcze innej nowo powstałej gwieździe. Uformowała się w ciemnym obłoku wielkości Końskiego Łba, który znajduje się w niewidocznym u nas gwiazdozbiorze Żagla. Z miejsca jej narodzin wypływa długi na 2–3 lata świetlne strumień gazów poruszających się z prędkością ok. 300 km/s.


Gwiazdy podważają niewzruszoność niebios nie tylko przez to, że się rodzą, ale i dlatego, że ich narodzinom nierzadko towarzyszą gwałtowne konwulsje. Chciałoby się mieć nadzieję, że osiągnąwszy wiek dojrzały zaczynają zachowywać się tak statecznie, jak liczące 4,5 mld lat Słońce, które jest dla nas wzorem spokoju i stabilności.

 W rzeczywistości daleko mu jednak do ideału: na jego lśniącej tarczy często widać nieregularne czarne plamy. Są to obszary, w których powstają bardzo silne pola magnetyczne po to tylko, by po kilku dniach lub tygodniach zniknąć, zamieniając się w różne formy energii. Cała powierzchnia Słońca to ocean płomieni – chybotliwych kolumn gazu rozżarzonego do kilku tysięcy stopni. Typowy płomień ma szerokość 500 km i wznosi się z prędkością 10–15 km/s. Po kilku minutach gaśnie, zaś na jego miejscu pojawia się nowy. Słońce nieustannie kipi energią, a co jakiś czas wyrzuca w przestrzeń międzyplanetarną olbrzymie obłoki gazowe, pędzące z prędkością kilkuset kilometrów na sekundę. Gdy taki obłok dociera do Ziemi, w najlepszym przypadku pojawiają się zakłócenia radiowe, a w najgorszym dochodzi do rozległych awarii sieci przesyłowych. (Patrz: „Te plamy nas wykończą”, POLITYKA 33).


 

Dojrzałe Słońce nie jest więc stateczne. Może przynajmniej umrze spokojnie? Niestety, nawet w chwili śmierci spokój nie jest mu pisany. W widocznym u nas latem gwiazdozbiorze Lutni można przez amatorski teleskop dostrzec niewielki świecący pierścień o średnicy 0,5 roku świetlnego. Właśnie tak będzie umierało Słońce: jego zewnętrzne warstwy rozbiegną się w przestrzeni międzygwiazdowej z prędkością ok. 20 km/s. Zostanie po nim biały karzeł – zbudowany z niesłychanie gęstej materii obiekt wielkości Ziemi.


Kres Gwiazd

 

Burzliwe losy Słońca bledną w porównaniu z tym, czego doświadczają gwiazdy od niego większe. W gwiazdozbiorze Kilu, 8 tys. lat świetlnych od nas, znajduje się Eta Carinae – ogromna gwiazda o masie co najmniej kilkadziesiąt razy większej od Słońca. W XIX w. wybuchła, odrzucając znaczną część swojej materii z prędkością ok. 700 km/s.


Jej eksplozja, nieporównanie silniejsza od słonecznych, nie była niczym wyjątkowym. W podobny sposób zachowują się wszystkie gwiazdy o dużej masie. Kiedy Eta Carinae dobiegnie kresu swojej drogi ewolucyjnej, wybuchnie jeszcze raz – już ostatni – jako tzw. supernowa. W jednej chwili wyzwoli się wtedy sto razy więcej energii niż Słońce wypromieniuje w ciągu całego swojego życia, i gwiazdowy glob zostanie rozerwany na drobne szczątki rozbiegające się z prędkością 20 tys. km/s. Tysiąc lat temu jedną z supernowych zaobserwowali i opisali astronomowie chińscy. Pozostałość po tej kosmicznej katastrofie widać nawet dziś – znajduje się w odległości 6,3 tys. lat świetlnych od nas, w gwiazdozbiorze Byka. Nieregularna, postrzępiona chmura, która kiedyś była gwiazdą, ma obecnie średnicę 8 lat świetlnych i ciągle jeszcze rozbiega się z prędkością prawie 2 tys. km/s.

Wszystkie gwiazdy widoczne z Ziemi należą do wielkiego skupiska materii noszącego nazwę Galaktyki, które na ekranie nieba oglądamy jako Drogę Mleczną. Dostępna obserwacjom część Wszechświata zawiera ok. 100 mld takich obiektów. Miotane grawitacją galaktyki zderzają się między sobą i pochłaniają się niczym gigantyczne ameby. Jeden z takich dramatów rozgrywa się na naszych oczach w gwiazdozbiorze Kruka, 63 mln lat świetlnych od Słońca. Doszło tam do zderzenia dwóch galaktyk, których międzygwiazdowe obłoki zgniotły się i zapadły, wytwarzając ogromne gromady gwiazdowe. Jedna po drugiej zapalają się w nich teraz olbrzymie gwiazdy, by po kilku milionach lat wybuchnąć jako supernowe.


 Zajrzyjmy jeszcze do gwiazdozbioru Ryb. Znajduje się tam odległa od nas o 150 mln lat świetlnych galaktyka 3C31, z której w przeciwne strony tryskają dwie wąskie strugi materii o długości ponad miliona lat świetlnych. Materia płynie w nich z prędkością światła. Niosą tyle energii, że chcąc je zasilać, musielibyśmy co kilka tygodni eksplodować supernową, ukierunkowując przy tym całą energię wybuchu wzdłuż osi wypływu. Ich energia nie pochodzi jednak z supernowych – jest to przetworzona energia pola grawitacyjnego wytwarzanego przez olbrzymią czarną dziurę o masie ponad miliarda mas Słońca, która tkwi w samym środku 3C31.


Współczesny obraz krańca kosmosu to wykonane za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble’a zdjęcie niewielkiego fragmentu nieba w niewidocznym u nas gwiazdozbiorze Tukana. Ujrzymy na nim setki galaktyk, z których najdalsze znajdują się w odległości ok. 13 mld lat świetlnych. Przenieśmy się w wyobraźni do jednej z nich i spójrzmy wstecz na całą drogę, którą przed chwilą przebyliśmy. Na dramat rozpadających się gwiazd i rozbijanych galaktyk. Na niemierzalny żadną ziemską miarą ogrom kosmosu i jego bezładną gwałtowność. Na niewyobrażalną nikłość Ziemi. Skromnie wyglądamy, bardzo skromnie – my, którzyśmy jeszcze kosmiczną mikrosekundę temu uważali się za centrum stworzenia. Nawet materia, z której wyewoluowaliśmy wraz z planetami, gwiazdami i galaktykami, jest tylko niewielką przymieszką w tym wszystkim, co się przed nami rozpościera. Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy 95 proc. zawartości Wszechświata to ciemna materia i ciemna energia. Domyślamy się, czym może być ta pierwsza, ale ta druga jest dla nas kompletną zagadką.


Patrząc na to wszystko, nie sposób nie wrócić do powtarzanych od dawien dawna pytań, brzmiących dziś chyba głośniej niż kiedykolwiek. Bo czy jest ktoś, kto z galaktyk na krańcu Wszechświata nie wykrzyczałby: "Co ja tu robię? I o co w tym wszystkim właściwie chodzi"?

 Wszechświat bezosobowy

 Od nauki nie otrzymamy odpowiedzi. Dawniej szło się po nią do Doskonałego Stwórcy, ale gdzie go szukać w chaosie wybuchających gwiazd i bezładnie zderzających się galaktyk? Trudno nie zgodzić się ze Stevenem Weinbergiem, laureatem Nagrody Nobla z fizyki, który w wywiadzie udzielonym telewizji PBS powiedział: „Nie widzę w kosmosie sensu, do którego dałoby się dojść metodą naukową. Sądzę, że przyszłe odkrycia nie zmienią natury tego, co odsłania się przed naszymi oczami – bezosobowego Wszechświata, nieszczególnie sprzyjającego istotom ludzkim. I że kiedy poznamy najbardziej podstawowe prawa natury, zmrozi nas ich bezosobowa obojętność”. Trudno też wyobrazić sobie lepszą ilustrację jego słów niż obraz Wojtka Siudmaka „Bez tytułu”, na którym wyniosły starzec, wynurzający się z ciemnej otchłani międzygwiazdowej, władczym gestem puszcza w ruch jakąś planetę. Ten Pan Kosmosu jest ślepy.


 Cóż więc mamy robić we Wszechświecie? „W naszej mocy jest nadanie mu sensu – uważa Weinberg. – W kosmicznym dramacie nie gramy głównych ról, ale możemy stworzyć wokół siebie małą oazę ciepła, życzliwości, nauki i sztuki. Taka rola doprawdy nie jest bez znaczenia”.

Zgoda, ale czy nas zadowala? Na pewno nie wszystkich. Jak pisze bowiem Leszek Kołakowski w „Moich słusznych poglądach na wszystko”: „Potrzebujemy – i zawsze potrzebowaliśmy – wiary, że świat można nie tylko opanować, ale i pojąć. Potrzeba ta stanowi, jak możemy sądzić, jeden z elementów składowych człowieczeństwa... Myśl nasza, gdy usiłuje pretensjonalnie całość bytu ogarnąć, jak też nasza wola ładu i pragnienie sensu instynktownie niejako poszukują tego, co jest zarazem zwornikiem i korzeniem bytu i do bytu wprowadza sens”.


 Podobnie, choć mniej emocjonalnie ujmuje to w rozmowie z Richardem Dawkinsem jeden z najaktywniejszych przeciwników teorii inteligentnego projektu, fizyk i kosmolog Lawrence Krauss z Arizona State University: „Potrzeba wiary w boską inteligencję jest... fundamentalną składową psychiki wielu przedstawicieli naszego gatunku. Nie wydaje mi się, byśmy mieli szansę wyrugować wiarę z ludzkiej kondycji, tak samo jak nie da się oderwać od niej miłości czy całego mnóstwa innych równie irracjonalnych, ale równie podstawowych składników... Możemy uznać, że są one ortogonalne do naukowych, racjonalnych składowych naszego myślenia, ale to nie znaczy, że są mniej realne, czy też mniej godne uznania jako składniki naszego człowieczeństwa”. („Świat Nauki” 8/07).

Jak widać, stwierdzenie: „Do pełni życia potrzebujemy czegoś, co rodzi się poza nauką” bywa oczywiste nie tylko dla wierzących. Nie wątpię, że wszyscy, którzy się z nim zgadzają, pragnęliby, żeby to coś było prawdziwie wysokiej próby i rozwijało nas duchowo.

Czy te głębokie, choć nie zawsze uświadamiane potrzeby mogą być zaspokojone przez istniejące systemy religijne? Sądzę, że tak, ale pod jednym warunkiem...

Jak pisze Dalajlama w książce wydanej po polsku pod tytułem „Moc współczucia”: „W każdej religii dają się wyodrębnić dwa poziomy: pierwszy, szczegółowy, mówi o Bogu jako o wszechmocnej istocie albo, jak w buddyzmie, o nirwanie i ciągłości życia w cyklu śmierci i ponownych narodzin. Na poziomie drugim, ogólnym, wszystkie religie głoszą potrzebę życzliwości i bycia dobrym, niosąc to samo przesłanie: bądź życzliwym człowiekiem”.


 Nie trzeba chyba wyjaśniać, który poziom powinien być ważniejszy dla mieszkańców tego globu. Istniejące systemy religijne będą rzetelnie wypełniać swoje posłannictwo dopiero wtedy, gdy na tym mniej ważnym dojdą do kompromisu. Hierarchowie różnych wyznań nie muszą się długo zastanawiać, jak go osiągnąć. Wystarczy, że podążą za wskazaniami nauki, która coraz wymowniej nakłania do refleksji nad stworzeniem, a zatem i nad ukształtowanymi przez religie obrazami samego stworzyciela. Co więcej, dzięki fizyce już od kilkudziesięciu lat wiemy, że pozornie całkowicie różne obrazy mogą przedstawiać jeden i ten sam przedmiot. Przekonali nas o tym twórcy mechaniki kwantowej, dowodząc, że elektron jest w równym stopniu cząstką, co falą.


 Konieczności kompromisu znikąd chyba nie widać tak wyraźnie, jak z galaktyk na krańcu Wszechświata. Dogmatycy czują się nią zagrożeni; niektórzy w takim stopniu, że się przed nią bronią tyleż zdecydowanie, co nierozsądnie. Zupełnie inaczej patrzy na nią Dalajlama, który wiele razy powtarzał: „Jestem przekonany, że buddyzm wzbogaca się dzięki nauce(...) Dane empiryczne powinny być dla nas ważniejsze niż autorytet ksiąg objawionych, bez względu na to, jak wielkim szacunkiem te księgi darzymy. Jeżeli nauka dowiedzie, że jakiś element buddyjskiej wiary jest błędny, buddyzm będzie musiał się zmienić. Sam Budda powiedział, że nie powinniśmy przyjmować jego nauk bezkrytycznie”.

Dalajlama nawiązuje tu do nauk Buddy zawartych w Kalama Suttcie, w której czytamy między innymi: „Tak jak mądrzy ludzie sprawdzają złoto przez ogrzewanie, nacinanie i pocieranie, tak i wy macie akceptować moje nauki nie od razu i nie dlatego, że mnie poważacie, lecz dopiero po ich przeanalizowaniu(...) Ale gdy po analizie i obserwacjach stwierdzicie, że są rozsądne, służą dobru i przynoszą korzyść jednostce i społeczeństwu, przyjmijcie je i żyjcie zgodnie z nimi”.


Prof. dr hab. Michał Różyczka pracuje w Centrum Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.


Wiecej: http://www.eioba.pl/a133894/jaki_sens_ma_wszech_wiat#ixzz12pGikxqA
« Ostatnia zmiana: Listopad 20, 2010, 22:47:59 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Tajemnice Babilonu
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 19, 2010, 20:52:23 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=TPLn-n3CLgE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=TPLn-n3CLgE</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=N8T_3hJIec0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=N8T_3hJIec0</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=On1PbKW3Ka0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=On1PbKW3Ka0</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Jpzo-rST7g4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Jpzo-rST7g4</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=XJXgRf7hGIo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=XJXgRf7hGIo</a>

 aniolek
« Ostatnia zmiana: Listopad 19, 2010, 20:54:24 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Alan Watts - Starożytne Ciało
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 19, 2010, 21:16:51 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=VyKkK1fif8I" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=VyKkK1fif8I</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=qIG3EKlXqgw" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=qIG3EKlXqgw</a>
 :mysl:
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #16 dnia: Grudzień 04, 2010, 12:15:50 »
Czasoprzestrzeń czyli wstęp do monadologii stosowanej


Co jest praprzyczyną wszystkiego co jest? Zadając sobie takie pytanie możemy się łatwo zapędzić w ślepą uliczkę, której koniec zamknięty będzie ścianą z ostrzeżeniem: „Pytanie o przyczynę praprzyczyny grozi śmiercią!” życie grozi śmiercią Miast pytać o praprzyczyny lepiej pytać o podstawowe cegiełki. Cegiełki w świecie idealnym i cegiełki w świecie materialnym. Filozofowie zadawali sobie takie pytania od wieków – pytania o pierwsze zasady. W naszej rodzimej Wikipedii zajrzyjmy pod hasło Arché. Znajdziemy tam m.in.
 
Pitagorejczycy odrzucili wszystkie wcześniejsze próby definicji zasady i uznali, że jest nią liczba. Pitagorejczycy pierwsi zauważyli, że wiele zjawisk przyrodniczych można wyrazić w relacjach liczbowych, i przejęci tym odkryciem poszukiwali ich w całym świecie. W liczbach parzystych dostrzegali element nieograniczający, zaś w nieparzystych ograniczający , ich złożenia w postaci liczb uznawali za determinanty rzeczy.
 
Dalej, zajrzyjmy pod hasło Monada:
 
Monada w pewnych systemach filozoficznych jest substancją prostą, podstawową jednostką. Monady – byty duchowe; nie mają charakteru czasowego (nie mogą powstawać w sposób naturalny drogą złożenia ani rozkładać się, ale mogą być w jednej chwili w całości unicestwione lub stworzone) ani przestrzennego.
 
"Tam zaś, gdzie nie ma części, nie jest możliwa ani rozciągłość, ani kształt, ani podzielność. Monady te są tedy właściwymi atomami natury i jednym słowem pierwiastkami rzeczy." (G. W. Leibniz, Monadologia, , teza nr 3.)
 
Leibnizmiał więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia na ten temat:
 
„Podobnie jak miasto z różnych stron oglądane wydaje się coraz to inne i stanowi jakby zwielokrotniony perspektywicznie widok, tak dzięki nieskończonej mnogości substancji prostych tyle samo jest jakby rozmaitych wszechświatów, które są wszelako widokami tego samego wszechświata odpowiadającymi rozmaitym punktom widzenia każdej monady” (Cyt. za: A. Renaut, Era jednostki – przyczynek do historii podmiotowości, tłum. D. Leszczyński, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2001, s. 44)
 
 
 
A więc monada może mieć różne punkty widzenia – tu zaczyna być ciekawie. Przypomina nam to trochę zasadę komplementarności z mechaniki kwantowej, zasadę często przedstawianą w kontekście „dualizm korpuskularno-falowy”.
 
W filozofii Leibniza monady należą do świata idealnego, zatem bliskiego temu czym się zajmuje matematyka, jednak bez świata idealnego świat materialny byłby światem martwym. Leibniz wiąże pojęcie monady z pojęciem duszy: „W terminologii Leibniza termin "dusza" oznacza monadę, która posiada nie tylko percepcje, ale też pamięć.”
 
Materia u Leibniza ma charakter dyskretny, czas i przestrzeń są idealne i ciągłe. Byty duchowe są u Leibniza bardziej pierwotne niż byty materialne. Niemniej nawet dusza jest dla Leibniza „niematerialnym automatem”.
 
A jak to może wyglądać z dzisiejszej perspektywy? Jak to może wyglądać gdy matematykę znaną Pitagorejczykom zastąpimy matematyką w jej dzisiejszym kształcie? Czy możemy zbudować model Leibnizowskiej monady odpowiadający współczesnemu stanowi wiedzy o czasie, przestrzeni i o kwancie działania?
 
Wydaje mi się, że tak. I ku temu zmierzam. Oczywiście nie odkrywam tu niczego nowego, bowiem wróble ćwierkają o tym na dachu od dość dawna. Zainteresowanym polecam Carla Friedricha von Weizsäckera „The Structure of Physics”, Kluwer 2006.
 
Wstawka z Wiki:
 
Carl Friedrich Freiherr baron von Weizsäcker (ur. 28 czerwca 1912 w Kilonii – zm. 28 kwietnia 2007 w Söcking) - niemiecki fizyk i filozof. Był ostatnim żyjącym członkiem grupy pracującej nad bronią atomową dla III Rzeszy. Twórca wzoru Weizsäckera, odkrywca tzw. cyklu węglowego.
 
Urodził się w Kilonii, jako syn dyplomaty Ernsta von Weizsäckera. Jego młodszym bratem jest Richard von Weizsäcker, późniejszy prezydent RFN i zjednoczonych Niemiec. Jego synem jest Ernst Ulrich von Weizsäcker.
 
W latach 1929-1933 Weizsäcker studiował fizykę, matematykę i astronomię w Berlinie, Getyndze i Lipsku, był uczniem Wernera Heisenberga i Nielsa Bohra. W 1933 uzyskał doktorat, w 1936 habilitował się. W latach 1942-1944 wykładał fizykę teoretyczną w Strasburgu. W czasach Trzeciej Rzeszy uczestniczył w badaniach nad niemiecką bronią atomową. W 1945 roku został internowany w Wielkiej Brytanii. W latach 1946-1957 pracował jako kierownik działu w Instytucie Maxa Plancka w Getyndze. W latach 1957-1969 wykładał filozofię na uniwersytecie w Hamburgu. W latach 1970-1980 kierował Instytutem Maxa Plancka. Był członkiem Rady Naukowej Instytutu Nauk o Człowieku. W 1989 został laureatem Nagrody Templetona.
 
Co jest zatem matematycznym modelem monady? Moja odpowiedź, zgodna zresztą z ideą Weizsäckera jest taka: jest to algebra macierzy zespolonych o dwóch wierszach i dwóch kolumnach, algebra izomorficzna z algebrą Clifforda Cl(3,0). Nic prostszego wymyślić nie można. Ksiądz prof. Michał Heller, jak mi się wydaje, też oscyluje w podobnym kierunku, choć inną idzie drogą.
 
W matematycznie względnie ścisłej notce na moim blogu, notce p.t. Szczególna teoria względności Cz. 2, przedstawiam algebrę czasoprzestrzeni. Pokazuję tam, starając się to robić w miarę prosto, jak geometria czasoprzestrzeni Minkowskiego zakodowana jest w strukturze tej algebry. Jest to zresztą dopiero początek. Pociągnę ten temat dalej. Ta sama prosta algebra, która koduje w sobie strukturę geometryczną leżącą u podstaw szczególnej teorii względności koduje w sobie także kwantowo-mechaniczną komplementarność objawiającą się w swej najprostszej wersji w spinie elektronu.
 
Roger Penrose od dawna zmierza podobną drogą i to o czym ja piszę można znaleźć także, w nieco innej wersji, w jego książkach i publikacjach. Różne drogi startują podobnie, jednak się rozwidlają. Eine pisał zachwytem o „sieciach spinowych”. W koncepcji sieci spinowych znajdujemy tę samą algebrę jako podstawową cegiełkę. Kocha się więc w algebrze Cl(3,0) wielu. Kogo wybierze sama algebra? Oto zagadka.

http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/255168,czasoprzestrzen-czyli-wstep-do-monadologii-stosowanej
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #17 dnia: Grudzień 05, 2010, 13:50:20 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=8Jw27YHrugg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=8Jw27YHrugg</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=bE2EiI-UfsE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=bE2EiI-UfsE</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=9_1WURAd6VA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=9_1WURAd6VA</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=OaTJjiAXEWw" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=OaTJjiAXEWw</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=DVU-mF5uw6Y" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=DVU-mF5uw6Y</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #18 dnia: Styczeń 26, 2011, 00:33:40 »
Religia i Nauka - Albert Einstein


Wszystko czego dokonała i o czym rozważała rasa ludzka dotyczy zaspokojenia głęboko odczuwanych potrzeb oraz tonowania bólu. Trzeba o tym pamiętać, kiedy stara się zrozumieć religijne ruchy i ich rozwój. Chęci (odczucia) i tęsknoty są głównymi siłami stojącymi za ludzkim wysiłkiem i kreatywnością, niezależnie od tego w jak egzaltowany sposób później zostało to uzasadnione. Czym zatem są te odczucia i potrzeby, które kierują człowieka ku myśli religijnej i wierze w szerokim rozumieniu znaczenia tych słów? Odrobina namysłu wystarczy aby stwierdzić, że bardzo różnorodne emocje leżą u podstaw powstanie religijnej myśli i doświadczenia. U pierwotnego człowieka ponad wszystko to lęk powoduje religijne wyobrażenia – lęk przed głodem, dzikimi bestiami, chorobą i śmiercią. Na tym poziomie egzystencji zrozumienie przyczynowych skutków jest raczej słabo rozwinięte. Ludzki umysł tworzy iluzoryczne istoty bardziej lub mniej analogiczne do nas samych, od których woli i działania te budzące lęk zjawiska zależą. Ten człowiek stara się zapewnić sobie przychylność tych istot odprawiając ofiary poświęcenia, które zgodnie z tradycją przekazywano z generacji na generację, zjednując ich stosunek do śmiertelnych. W tym sensie mówię o religii lęku. Ten lęk, choć nie stworzony, był w istotnym stopniu stabilizowany przez formację kasty kapłańskiej, która stawiała siebie w roli mediatora pomiędzy ludźmi i istotami, których się obawiano. Na tej podstawie warstwa ta ustanowiła swoja hegemonię. W wielu przypadkach przewodnik lub władca czy uprzywilejowana klasa, której pozycja opierała się na innych czynnikach będących kombinacją funkcji kapłańskiej i świeckiej władzy tak aby tej drugiej zapewnić więcej bezpieczeństwa, lub jeszcze inni polityczni władcy czy warstwy kapłańskie działali razem na rzecz swoich własnych interesów. Społeczne impulsy są jeszcze innym źródłem krystalizowania się religii. Ojcowie i matki i liderzy większych społeczności ludzkich są śmiertelni i omylni. Potrzebują przewodnictwa, miłości i wsparcia co uzasadnia człowiekowi formę społecznej i moralnej koncepcji Boga. To jest Bóg Troskliwy, który chroni, rozporządza, nagradza i karze. To Bóg, który zgodnie z ograniczeniami pojmowania kocha wierzących i dogląda życia plemienia lub rasy ludzkiej, lub nawet samego życia w sobie, ten który przynosi ulgę w troskach i zaspokajaniu pragnień, ten który chroni dusze od śmierci. To jest społeczna i moralna koncepcja Boga.

Hebrajskie pisma w godny podziwu sposób ilustrują rozwój religii leku ku religii moralnej, rozwój kontynuowany w Nowym Testamencie. Religie wszystkich cywilizowanych ludów, szczególnie ludów Wschodu, były pierwotnie religiami moralnymi. Rozwój z poziomu religii lęku do religii moralnej jest wielkim krokiem w życiu ludzi. Musimy być świadomi jednak, że twierdzenie, iż pierwotne religie bazują na lęku a religie cywilizowane na moralności jest przesądem. Prawda jest taka, że wszystkie religie są różnorodną mieszanką tych dwóch typów, wraz z tym rozróżnieniem, że na wyższych poziomach społecznego życia religia moralności przeważa. Wspólnym dla nich wszystkich jest antropomorficzny charakter koncepcji Boga. Jedynie jednostki o rzadkich cechach i szczególnie wysublimowane społeczności osiągnęły jakiekolwiek wyższe poziomy. Istnieje jeszcze trzeci etap religijnego doświadczenia, który można znaleźć pośród wielu tradycji, choć rzadko spotykany w czystej formie: będę nazywał go religią kosmicznego uniesienia (doświadczenia). Trudno wyjaśnić to uczucie komuś kto jest go całkowicie pozbawiony szczególnie dlatego, że tam nie ma żadnej idei, która mogłaby odpowiadać antropomorficznej koncepcji Boga. Jednostka taka odczuwa zbędność pożądań i miałkość ludzkich celów a z drugiej strony subtelność i wspaniałość porządku, który odkrywa w naturze i w świecie myśli. Jednostkowe istnienie jest dla niego rodzajem więzienia a on chce doświadczać świata jako pojedynczo znacząca całość. Początki religii doświadczenia kosmicznego uniesienia już pojawiła się na wczesnym etapie rozwoju w wielu Psalmach Dawida i u niektórych proroków. Buddyzm taki jaki mieliśmy okazję poznać z cudownych pism Schopenhauera zawiera najwięcej z tych elementów. Religijny geniusz wszystkich wieków wyróżnia ten rodzaj religijnego doświadczenia, który w swoich wyobrażeniach nie zna dogmatyzmu i Boga, tak że nie powstał żaden kościół na bazie którego istniałyby jakieś zasadnicze nauki. A zatem to pośród heretyków, którzy pojawili się na przestrzeni wieków możemy znaleźć ludzi, którzy czuli ten najwyższy rodzaj religijności a przez wielu im współczesnych byli postrzegani jako ateiści, a czasami jako święci. Popatrzmy w tym świetle na takie postacie jak: Demokryt, Franciszek z Asyżu czy Spinoza, którzy są sobie podobni.

Jak zatem to doświadczenie kosmicznego uniesienia może być przekazane drugiemu, jeśli w jego ramach nie powstała żadna definicja Boga czy teologia? Z mojego punktu widzenia, najważniejszą rolą sztuki i nauki to budzenie tego uczucia i podtrzymanie go wśród tych, którzy są zdolni je odczuwać.

Tutaj dochodzimy do relacji religii i nauki na sposób różny do zwyczajowo przyjętego. Jeśli podejść do zagadnienia historycznie, wtedy będziemy postrzegać naukę i religią jako nieprzejednanych antagonistów z kilku oczywistych powodów. Człowiek, który jest gruntownie przekonany o uniwersalnym prawie przyczyny nie może nawet na moment przyjąć idei istoty, która wpływa na bieg wypadków – pod warunkiem oczywiście, ze traktuje hipotezę przyczynowości naprawdę serio. Nie będzie miał pożytku również z koncepcji religii lęku i równie mało z jej społecznej czy moralnej formy. Bóg, który nagradza i karze jest dla niego trudny do pojęcia z prostego powodu, a mianowicie takiego, że ludzkie działanie jest determinowane przez jakąś konieczność, zewnętrzną lub wewnętrzną. A zatem w oczach Boga człowiek nie może odpowiadać za swoje czyny, a przynajmniej nie bardziej niż nieporuszony obiekt jest odpowiedzialny za ruch, któremu podlega. Dlatego też nauka jest obwiniana za podkopywanie moralności, ale ten osąd jest całkowicie niesprawiedliwy. Etyczne zachowanie człowieka powinno być oparte skutecznie na współczuciu, edukacji i społecznych więzach i potrzebach, nie ma tutaj żadnej potrzeby religijnej. To wątpliwa ścieżka oparta wyłącznie na leku przed karą czy nadzieją na nagrodę po śmierci. W takim świetle łatwiej dostrzec dlaczego kościoły zawsze walczyły z nauką i prześladowały oddanie dla niej. Z drugiej strony jestem przekonany, że to doświadczenie kosmicznego uniesienia jest najmocniejszym i najszlachetniejszym motywem naukowego badania. Jedynie ci, którzy wkładają tak olbrzymi wysiłek i przejawiają tego rodzaju oddanie, bez którego pionierska praca w naukach teoretycznych nie dokonałaby się, są zdolni skupić moc swoich emocji na swojej samotnej pracy, tak różnej od otaczającej rzeczywistości. Co za głębokie przekonanie o racjonalności wszechświata i cóż za tęsknota za zrozumieniem, gdzie oprócz słabej refleksji zauważanej pośród umysłów im współczesnych, tłumaczyłoby Keplera i Newtona z lat spędzonych na samotnej pracy w formułowaniu zasad mechaniki gwiezdnej! Ci których znajomość procesu naukowych badań pochodzi głównie z jej praktycznych rezultatów, łatwo rozwijają całkowicie błędne pojęcie o mentalności ludzi, którzy otoczeni przez sceptyczny świat, pokazują drogę dla pokrewnych dusz rozrzuconych po świecie i żyjących w różnych czasach. Jedynie ten kto poświęcił swoje życie podobnym celom może jasno zobaczyć co tymi ludźmi powodowało i co dawało im siłę aby wytrwać przy swoich celach niezależnie od liczby poniesionych porażek. To doświadczenie kosmicznego uniesienia dawało im moc. Współcześni mawiają, nie bez racji, że w tym materialistycznym wieku jedynymi głęboko wierzącymi są naukowcy.



Wiecej: http://www.eioba.pl/a139396/religia_i_nauka_albert_einstein#ixzz1C5pDHi8Z
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #19 dnia: Luty 01, 2011, 17:31:22 »
Świadomość - Nieskończony potencjał
 
Materialiści-ewolucjoniści mówią: życie, świadomość – to funkcje materii. Skąd się wzięło życie? „Przez przypadek” - odpowiadają. Przypadek urasta w nich do roli Stwórcy. Stwórcy nie tylko życia ale i wszystkiego. To ludzie wielkiej Wiary. Zastanawiam się czy jest gdzieś na świecie pomnik wybudowany Przypadkowi. A skąd się wzięła materia? Tu ewolucjonista-materialista (jak np. Richard Dawkins) mruży na chwile oczka, po czym odpowiada: „O, tym się zajmują fizycy, to nie nasza działka.” Fizycy natomiast albo mówią „Pas”, albo obarczają odpowiedzialnością „kwantową pianę” i ... przypadek. Roger Penrose widzi, że coś tu nie gra, ale, że też jest materialistą, sięga do reinkarnacji – w odniesieniu do Wszechświata. Wybiegów podobnych fizycy znają sporo. A wszystko to w obronie materializmu.
 
Czy jest alternatywa? Być może. A jak ja – "fizyk z przepalonym bezpiecznikiem "  i "prawiący porażające dyrdymały filozoficzne"–  to widzę?
 
Otóż przed materią, pierwotna względem niej, jest świadomość. I tutaj z lubością zapożyczam z terminologii używanej przez Davida Bohma: Infinite potential – nieskończony potencjał.
 

 
Świadomość to nieskończony potencjał. Skąd się wziął nieskończony potencjał? Nieskończony potencjał to coś, czego nie może nie być. Nieskończony potencjał geometryzuje się w geometrycznych formach. Niektóre z tych form materializują się – stając się cegiełkami tego co nazywamy materialnym światem. Szczegóły i mechanizmy są do rozpracowania. Warunkiem wstępnym takiego rozpracowania jest dopuszczenie istnienia świadomości jako pierwotnej w stosunku do materii. Przed tym fizyka sterowana przez materialistów się broni. Albo tez ucieka w religię. Skutek podobny w jednym i w drugim przypadku, tym skutkiem jest zastój lub zwyrodnienie.
 
Richard Dawkins broni się rękami i nogami:
 
I’m working on a writing project that posits that the nonphysical (aka supernatural) cannot exist within this universe and its laws of physics. All it would take is the proven existence of one nonphysical item/entity to dash my premise.

This is tied into the "God" issue, since if there's no such thing as the supernatural, then a supernatural "God," the "afterlife," and angels and demons, etc. cannot exit.

Can anyone name one non-physical thing that exists and offer a meaningful argument/evidence for it?

Thanks, Richard
August 7, 2007 7:03 PM

W kłopocie wydaje się być i Kościół:

Big Bang theories become a problem for Catholic theology only when they consider “the moment of creation.” That, at least, is what Pope John Paul allegedly told Stephen Hawking and other physicists during an audience that followed a papal scientific conference on cosmology. (Some scientists dispute Hawking's account, and say that the Pope suggested no limitations on their inquiry.) The Pope told the physicists they should not inquire into the Big Bang itself because that was “the work of God.” Stephen W. Hawking, in his A Brief History of Time, reported that he was among those physicists whom the Pope privately addressed. He wrote:
I was glad then that he did no know the subject of the talk I had just given at the conference—the possibility that space-time was finite but had no boundary, which means that it had no beginning, no moment of Creation.


Świadomość - stan przestrzeni
Materia - obiekt w przestrzeni

Materia zmienia świadomość
Świadomość wpływa na materię

Materia i świadomość są od siebie zależne

Gdy nastąpi rozłączenie materii od jej własnej świadomości
to materia przechodzi w fazę niebytu (wirtualności) i przestaje oddziaływać na zewnętrze co ładnie widać podczas anihilacji

    + + — = ± = Ø

Zero Ø, które nie jest zerem, bowiem zawiera potencjalność rozpadu na PLUS i MINUS
http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/274335,swiadomosc-nieskonczony-potencjal
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #20 dnia: Luty 03, 2011, 16:57:48 »
Elektron - duch czy materia?
 
Są ludzie negujący istnienie materialnego świata. Warto się im przyjrzeć, bo może to być pouczające. (Podobnie pouczającym może być przyjrzenie się ludziom negującym istnienie rzeczywistości niematerialnej, jak choćby tym spod znaku racjonalista.pl.) Jedną z takich znanych i popularnych postaci jest Peter Russell – jego wykład
 

 
p.t. Prymat Świadomości podawał jako pozytywny przykład KAP1 w komentarzu do poprzedniej notki. Dla mnie osobiście nie jest to przykład pozytywny, jest to jednak przykład pouczający. Przyjrzyjmy się zatem biografii tego „wolnomyśliciela”.
 
Peter Russell studiował matematykę i fizykę teoretyczną na Uniwersytecie w Cambridge. No, Cambridge gościło u mnie ostatnio dość obficie. Nie wiemy czy Peter Russell studia ukończył czy nie. Można sądzić, że ich nie ukończył – inaczej byłaby o tym wzmianka. Pociągnęły go bowiem „tajemnice ludzkiego umysłu” - zmienił więc kierunek studiów, zaczął studiować eksperymentalną psychologię. Wybrał się w podróż do Indii, studiował techniki medytacji i filozofię Wschodu. Otrzymał pierwsze w Wielkiej Brytanii stanowisko wykładowcy wschodnich medytacji. Dalej otrzymał stopień naukowy w dziedzinie technik informatycznych – ciągnęła go „wirtualna rzeczywistość”. Razem z Tony Buzanem stworzył „Mind Maps” - teraz wiemy czemu KAP1 go poleca.
 
Dalej już zaczął sprzedawać swoją ideologię klientom zainteresowanym w samo-rozwoju, redukcji stressu, pobudzaniu twórczości klientom takim jak IBM, Apple, American Express, Shell Oil i British Petroleum. Temu ostatniemu redukcja stressu z pewnością bardzo się przydała, zwłaszcza po katastrofie w Zatoce Meksykańskiej.
 
Peter Russell napisał trochę książek: O technice TM (Medytacja Transcendentalna czy jak tam), o Upaniszadach, o Globalnym Przebudzeniu Umysłu, o Czasie Przebudzenia, oraz Od Nauki do religii.
 
Jest członkiem Institute of Noetic Sciences, World Business Academy, Frinhorn Foundation, The Club of Budapest. Jest więc przypuszczalny ulokowany blisko miliardera George'a Sorosa i blisko wielkiego pieniądza sterującego światem. Pod tym względem jest blisko ziemi, jego myśl buja jednak wysoko w obłokach.
 
Na swoje stronie ma zmieniające się cytaty. Akurat wyświetlił mi się cytat z Woltera:
 
„Jeśli Bóg stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje, to my odwzajemniliśmy się z nawiązką.”
 
W swoim wykładzie „Prymat świadomości” przyznaje się nam, że przestał wierzyć w istnienie czegokolwiek fizycznego. Że fizycy niby coś „mierzą”? Ależ tam. Oni nie mierzą niczego fizycznego. Mierzą zaburzenia „Akashic mind-field”. Cząstki elementarne? To tylko zaburzenie tego pola świadomości. Świadomość czuje świadomość. Jak ona to „czuje”? W to Peter Russell nie wchodzi. U podstaw wszystkiego leży „kwant świadomego doświadczenia” - chitta.Fizyka jest, jego zdaniem, badaniem struktury świadomości.
 
Dla wielu wyda się to odkryciem i rewelacją. I pójdą ta drogą.
 
Ja jednak proponuję inną drogę. Proponuję drogę, którą Peter Russell porzucił nie mając cierpliwości, motywacji lub zdolności by ją zgłębić. Tą drogą jest przyjrzenie się światu materialnemu bez negowania świata duchowego – pozostając otwartym. Nie chodzi mi przy tym o to, że „prawda leży gdzieś pośrodku”. Chodzi mi o to, że „diabeł ukrywa się w szczegółach”. Dlatego szczegółów nie należy pomijać. Wiele z tego co zauważa Peter Russell może być celne.Nie musimy jednak kupować całego towaru który oferuje, w szczególności nie musimy kupować jego negacji świata materialnego.
 
Powyższe było uwagami natury nieco filozoficznej. Filozofem nie jestem i nie mam takich aspiracji. Jeśli jakiejś filozofii jestem bliski, jest nią „racjonalny irracjonalizm”. Że nie ma takiej filozofii? Cóż nie myślę na 100% racjonalnie, a częścią irracjonalizmu jest racjonalne przyzwalanie na sprzeczności w rozumowaniach.
 
Co rozumiem przez świat materialny? Najlepiej przedstawię to na przykładzie. Na Youtube można obejrzeć interesujący filmik

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=I3s5HFQ2YME" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=I3s5HFQ2YME</a>


Film jest z roku 1940. William D. Coolidge wyjaśnia tam i demonstruje jak działają lampy rentgenowskie. Te promienie w roku 1940 musiały być jakoś mniej szkodliwe niż te dzisiejsze, Coolidge bowiem żył 102 lata (1873-1975). Podstawą lampy rentgenowskie jest „lampa katodowa”. Bańka szklana z wypompowanym powietrzem i dwiema elektrodami: katodą i anodą. Do elektrod tych podłącza się zasilacz – wysokie napięcie, rzędu dziesiątków kilowoltów. Jeśli w środku bańki pozostawimy nieco gazu wtedy można coś zobaczyć: świecącą wstęgę pomiędzy katodą i anodą.
 

 
Gdy zbliżymy magnes – wstęga się odchyla.
 

 
Można to zobaczyć na żywo na tym filmiku „Cathode ray tube and electron”
 
 
Co to jest, to coś co widzimy? Czemu się odchyla? W którą stronę się odchyla? Jak to odchylenie zależy od odległości magnesu? Nie sądzę, by medytacja, nawet ta transcendentalna, pomogła nam znaleźć odpowiedzi na te pytania. Potrzebna jest praca, potrzebna jest teoria, potrzebne są jakieś hipotezy i jakieś formuły ubrane w język matematyki. Tym właśnie zajmują się fizycy.
 
A jak fizycy tłumaczą to, co się dzieje? Tu pomocny może być inny filmik
 
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=4QAzu6fe8rE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=4QAzu6fe8rE</a>


Według fizyków cosik leci pomiędzy katodą i anodą. To cosik niesie ze sobą ładunek i niesie ze sobą energię – może obracać wiatraczek. To cosik fizycy nazywają elektronami. Dlaczego to cosik reaguje na magnes? Na co jeszcze to cosik reaguje? Jak reaguje? Jak to jest z tymi magnesami? Jak wyjaśnić ilościowo ich działanie na odległość, poprzez przestrzeń? Duch to działa czy coś materialnego? Fizycy szukają zatem dalej. Chcą wiedzieć co, jak, dlaczego, ile?
 
Nawijają zatem fizycy drut:
 
#Link do YouTube niepoprawny#

Starają się przy tym zachować odpowiednie proporcje. Taka konfiguracja dwóch cewek jak na obrazku wyżej ma swoją nazwę: to cewka Helmholtza. Wewnątrz takiej cewki można przepuścić to cośik. I co? Otóż to cosik zaczyna wtedy wyginać łamańce. Pstryk – pstryk, zmiana natężenia prądu przez cewkę, pstryk pstryk – zmiana kierunku „promieni katodowych” - i Chińczycy z Tajwanu mają niebywałą uciechę, jak na tym filmie:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=iVhDIAt2Kbs" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=iVhDIAt2Kbs</a>

Magnetic fields of Helmholtz Coil
 
A studenci w laboratoriach nie tylko mają uciechę, ale coś mierzą. Mierzą zależność promienia świetlistego koła
Circular Electron Beam - Finding the Mass of an Electron
 
 
od natężenia prądu w cewce. Robią jakieś tabelki.




Podobno liczą w ten sposób stosunek masy elektronu do jego ładunku. Wszystko to opiera się na hipotezach – dziś na tyle ugruntowanych, że nazywamy je teorią. Jednym z elementów tej teorii jest pojęcie pola magnetycznego.







Na obrazku wyżej cewka jest materialna – można jej dotknąć, można samemu nawinąć. Jednak te świetliste lnie, linie pola magnetycznego - to hipoteza. Jak ją sprawdzić? Tak jak się sprawdza wszystkie hipotezy – przez wyciąganie wniosków ilościowych i ich doświadczalne sprawdzanie. Gdy przewidywania są zgodne z rzeczywistością – to dobrze, ale to jeszcze nie dowodzi słuszności hipotezy. Gdy przewidywania z rzeczywistością są niezgodne – to źle. Wtedy zwykle hipotezę się łata dodatkowymi hipotezami. I tak się robi dopóty, dopóki te dodatkowe hipotezy nie zaczynają być sprzeczne jedna z drugą.
 
Niniejsza notka jest jedynie wprowadzeniem w temat. A że rozmawiamy o rzeczach prostych – warto ten temat poszerzyć, przejść do szczegółów. W nich bowiem diabeł się ukrywa. Co to za diabeł? O tym w przyszłości.
http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/274981,elektron-duch-czy-materia
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
PULS ZIEMI, PIORUNY, TELEPACI I WARIACI
« Odpowiedź #21 dnia: Luty 05, 2011, 12:39:41 »

W atmosferze Ziemi jak w olbrzymim pudle rezonansowym wzmacniane są fale elektromagnetyczne o określonych częstotliwościach. Podstawowa z nich to 7,8 Hz – zbyt subtelna dla wielu urządzeń pomiarowych. Istnienie tych częstości przewidział w 1952 roku niemiecki fizyk Winfried Otto Schumann, ale mimo wysiłków nie udało mu się ich nigdy zaobserwować.
Blisko 10 lat później, dysponując o niebo doskonalszymi aparatami pomiarowymi, owe subtelne szumy zarejestrowali M. Balser i C.A. Wagner z Lincoln Laboratory w Nowej Anglii. Z uwagi na swą regularność i zależność od rozmiarów planety ochrzczono je romantycznym mianem pulsu Ziemi. I wtedy zaczęła się panika.


Mózgi sterowane tajemnym rytmem
Właściwie to cała afera jest skutkiem rozpowszechnienia się techniki EEG – badania elektrycznej aktywności mózgu. Ktoś zwrócił bowiem uwagę na rzekome podobieństwo rezonansu Schumanna do spektrum fal ludzkiego mózgu badanego za pomocą elektroencefalografu.
„Puls Ziemi wyznacza rytm naszych myśli”, „za pośrednictwem rezonansu Schumanna człowiek wchodzi w rezonans z macierzystą planetą i innymi istotami” – czy można wyobrazić sobie hasła bardziej pobudzające wyobraźnię? A raz rozbudzonej wyobraźni trudno postawić tamę. Pierwsza częstotliwość rezonansowa Schumanna wynosi co prawda 7,83 Hz, ale już ósma równa jest – tak, proszę państwa! – 59,9 Hz, czyli tyle samo, ile częstotliwość naszych fal mózgowych lub... częstotliwość sieci energetycznej według standardów amerykańskich*. To nie może być przypadek – upierali się zwolennicy spiskowej teorii dziejów. Amerykanie przyjęli taki a nie inny standard, by przejąć kontrolę nad naszymi umysłami i odczytywać myśli.
Kiedy wpisać w Google „rezonans Schumanna”, wyskakują strony, na których przeczytamy też o falach radiestezyjnych, cząsteczkach zetta, leczeniu raka, wstrzymaniu rotacji Ziemi, pulsie życia, kalendarzu Majów etc., etc. Zwykle w kontekście alarmującego doniesienia, że i puls Ziemi, który winien wynosić 7,8 Hz (blisko osiem uderzeń na sekundę), zaczyna rosnąć.
W Internecie czytamy więc coraz bardziej alarmujące komunikaty: że przez tysiące lat rezonans Schumanna wynosił 7,83 cyklu- na sekundę, a wojsko używało go jako tajnego środka komunikacji; że niestety od 10 lat ta wartość rośnie – serce naszej planety bije coraz bardziej nerwowym rytmem 12 Hz; że to oznacza, iż czas przyspiesza – dzisiejsza doba, mimo iż sami nie dostrzegamy różnicy, dla postronnego obserwatora ma nie więcej niż 16 godzin i jej długość maleje; że z powodu mniejszej ilości czasu gnębią nas alergie, migreny i grypa, bo nasze ciała „na skutek podwyższonych wibracji” stają się nadwrażliwe.
Można się przestraszyć. Czy naszej planecie grozi zawał?
Wątpliwe. Po pierwsze, skąd niby wiadomo, że rezonans Schumanna przez tysiąclecia wynosił 7,83, skoro sam Schumann, a zaraz po nim cała ludzkość, dowiedzieli się o rezonansowych ziemskich częstotliwościach zaledwie 50 lat temu?
Wykrycie fal o tak niskich częstościach jest niezwykle trudne. Fala o częstości 7 Hz ma blisko 40 tysięcy kilometrów długości. Żeby ją zarejestrować, potrzebna jest antena o zbliżonych rozmiarach. I owszem, wojsko używa fal niskich częstości. Ten rodzaj promieniowania elektromagnetycznego potrafi penetrować wnętrze Ziemi i oceany do głębokości wielu kilometrów, tam gdzie nie docierają inne fale radiowe. Dlatego okręty podwodne ciągną długie, kilkusetmetrowe anteny, by zapewnić sobie komunikację z powierzchnią. Ale z pewnością żadna armia nie prowadzi skomplikowanych technicznie pomiarów rezonansu Schumanna, by „korzystać z równego cyklu 7,83 uderzeń na sekundę jako środka komunikacji”. Taniej i praktyczniej jest posługiwać się stoperem. Albo zegarkiem. Tym bardziej że do rejestracji fal Schumanna potrzeba ultraczułych urządzeń. Dość wspomnieć, że natężenie ziemskiego rezonansu jest milion razy słabsze niż pole elektromagnetyczne generowane przez działający komputer. Gdzie jest granica między prawdą a blagą?
Ziemska kołysanka
50 kilometrów nad naszymi głowami rozciąga się warstwa jonosfery. Docierające tam promieniowanie kosmiczne i ultrafioletowe światło słoneczne odrywają elektrony z powłok atomowych cząsteczek tlenu i azotu. Taki zjonizowany gaz jest dobrym przewodnikiem elektryczności w przeciwieństwie do powietrza, które nas otacza. Niezłym przewodnikiem elektryczności jest też sama powierzchnia Ziemi. Nieprzewodzące powietrze – izolator – zamknięte między dwoma przewodnikami (Ziemią i jonosferą) to kondensator kulisty. I podobnie jak inne znane elektronikom kondensatory ma swoje częstości rezonansowe.
Przypomina to powstawanie dźwięku w instrumentach. Kiedy dmuchamy w ustnik fletu czy okaryny, słyszymy melodię. Skąd się bierze? Podmuch nie niesie żadnego dźwięku. Daje energię w postaci ruchu powietrza. Natomiast powłoka instrumentu działa jak rezonator, czyli wzmacnia pewne, wybrane częstotliwości. Jakie? To zależy od kształtu. Krótki flet gra wysoko; im jest dłuższy, tym niższe tony potrafi wygrać. A rozmiar tej tuby rezonansowej regulujemy, odsłaniając lub zasłaniając otwory we flecie. Na podobnej zasadzie gra okaryna, a także... przypominająca ją kształtem czasza rezonansowa ziemskiej atmosfery. Ta ostatnia wzmacnia jednak nie drgania powietrza, czyli fale dźwiękowe, ale drgania pól elektrycznych i magnetycznych, czyli fale elektromagnetyczne. A kto dmie w ziemską okarynę?
Trzymając się muzycznej analogii – koncertmistrzem jest Zeus gromowładny. Głównym źródłem energii zasilającej rezonans Schumanna są powstające w atmosferze wyładowania elektryczne. W każdej chwili nad naszą planetą szaleje blisko dwa tysiące burz. Co sekunda uderza 50 błyskawic. I właśnie z uwagi na to pomiary rezonansu Schumanna służą przede wszystkim... monitorowaniu aktywności burzowej na Ziemi, a ta nie jest jednostajna. Zwykle najmocniej grzmi około 9 rano (czasu Greenwich), tuż po obiedzie (godzina 14) i wieczorem (godzina 20). Dlaczego? Bo najsilniejsze burze występują zwykle po południu czasu lokalnego. Poranne maksimum związane jest więc ze szczytem aktywności burzowej nad wschodnią Azją, poobiednie – z nasileniem burz nad Afryką, natomiast wieczorne zawdzięczamy nawałnicom nawiedzającym Amerykę Południową. Puls Ziemi zdradza nie tylko informacje o intensywności wyładowań. Jest też czułym termometrem, bo nawet nieznaczne zmiany średniej temperatury planety bardzo silnie wpływają na liczbę burz. Mierząc natężenie rezonansu Schumanna, można oszacować, ile pary wodnej zawierają górne warstwy atmosfery, czyli jak gruba kołderka z chmur otacza Ziemię. A ostatnio geofizycy pracują nad algorytmem, który pozwoliłby połączyć zmiany charakteru ziemskiej kołysanki z trzęsieniami Ziemi, co być może pozwoliłoby na ich prognozowanie.

Kosmiczne instrumenty
Czy inne planety też wyśpiewują swoje melodie? Niewykluczone. By powstał rezonans Schumanna, wystarczy, by planetę otulała warstwa dobrze przewodzącej jonosfery i by istniało źródło fal elektromagnetycznych. Kandydatką na posiadaczkę wyrazistego pulsu jest Wenus, w której atmosferze radzieckie sondy Wenera zarejestrowały liczne wyładowania. Na Marsie wprawdzie nigdy nie zaobserwowano piorunów, ale to nie znaczy, że ich tam nie ma – tym bardziej że szaleją tam silne burze piaskowe. Imponujące wyładowania rejestruje się nad Jowiszem. Radiowych szumów wykrytych przez sondę Galileo badającą Jowisza posłuchać można na stronie http://solarsystem.nasa.gov/galileo/sounds.cfm, a Saturna na stronie http://www.nasa.gov/mission_pages/cassini/multimedia/pia07966.html.
Z tych nieco psychodelicznych kosmicznych chórków z pewnością uda się wcześniej czy później wyodrębnić podstawową częstość rezonansową Schumanna i określić puls planet olbrzymów. Ich serca powinny bić w rytmie tym wolniejszym, z im większą planetą mamy do czynienia – zupełnie tak, jak serce słonia bije wielokroć wolniej niż serce myszy.

Irena Cieślińska
"Przekrój" 03/2009

PS Jakiekolwiek podobieństwo częstotliwości rezonansowych Schumanna do częstotliwości ludzkich fal mózgowych jest całkowicie przypadkowe.   

Rezonans Schumanna mierzy się także w Bieszczadach. – Polska Wikipedia przekonuje, że rezonans Schumanna od lat 80. cały czas rośnie. Czy to prawda? – pytam doktora Andrzeja Kułaka, szefa grupy uczonych z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy od blisko 15 lat w stacji koło Zatwarnicy, nad potokiem Hylaty, badają zjawiska geofizyczne, mierząc fale o ekstremalnie niskiej częstości. – W ostatnich latach częstotliwość stale malała – odpowiada badacz. Tyle że ten trend nie utrzyma się długo. Wartość częstości rezonansowej Schumanna jest ściśle powiązana z aktywnością Słońca. W maksimum aktywności jest większa nawet o kilka procent niż w latach słabej aktywności słonecznej. W poprzednim minimum, w 1995 roku, wynosiła 7,80 Hz; a w maksimum w 2001 roku już 8 Hz. Teraz znów Słońce jest w fazie niskiej aktywności, więc częstotliwość fali rezonansowej jest mała. Większe są co najwyżej amplitudy sygnału, dlatego że w minimum aktywności mamy więcej burz.
Ostatnio polscy specjaliści od Schumanna badają wpływ pogody kosmicznej – wiatru słonecznego i aktywności naszej dziennej gwiazdy – na formowanie się prądów atmosferycznych.
http://www.przekroj.pl/cywilizacja_nauka_artykul,3977,1.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #22 dnia: Luty 05, 2011, 20:40:53 »
Młoda kobieta przemawia do słuchających w skupieniu i z szacunkiem mężczyzn. Jakże szokująca relacja w ortodoksyjnie patriarchalnej kulturze! Ale też akademia w Aleksandrii jest pod koniec IV wieku jednym z niewielu miejsc, gdzie potęgę umysłu stawia się wyżej niż restrykcje społeczne. A Hypatia, bezgranicznie oddana nauce córka filozofa i astronoma Teona, cieszy się wielkim autorytetem. „Iluż głupców zadawało sobie pytanie – mówi pierwsza kobieta naukowiec, która zapisała swą kartę w historii – dlaczego gwiazdy nie spadają z nieba. Ale wy, którzy słuchaliście uczonych, wiecie, że gwiazdy nie poruszają się w górę czy w dół (...) tylko obracają się wzdłuż doskonałego okręgu”. Chwilę potem wyjaśnia, dlaczego ciała spadają. Z powodu ciężaru? Ależ nie – pobłażliwie, z błyskiem w oku poprawia błądzącego studenta. Środek kosmosu pod naszymi stopami przyciąga wszystkie przedmioty, dzięki czemu może istnieć jakikolwiek ład.

Powyższa, pysznie przewrotna scena otwiera film Alejandra Amenábara „Agora”. Wszystko, czego naucza w niej z przekonaniem Hypatia, jest nieprawdą. A jednak mistrzyni zasługuje na cześć, jaką otaczają ją uczniowie. To, że błądzi, nie ma ostatecznie większego znaczenia. Całe dzieje nauki są z perspektywy czasu pasmem złudzeń, potknięć, przypadków zaślepienia obsesyjną, irracjonalną wiarą w taki a nie inny porządek rzeczy. Pozostając przy astronomii: kosmologia Ptolemeusza, do której nawiązuje prawdopodobna wynalazczyni astrolabium; przekonanie Keplera, że rzekome harmonie między geometrią wielościanów foremnych a orbitami planet są kluczem do wymyślonej przez Boga architektury Wszechświata; w końcu pewność Isaaca Newtona, że właśnie Bóg jest przyczyną nieustannego ruchu planet po regularnych ścieżkach.

Im głębiej drążymy tunele, im bliżsi jesteśmy fundamentów wiedzy o istocie rzeczywistości, tym szybciej murszeją dawne podręczniki, kruszą się w pył encyklopedie.

Na nic będzie nasze zrozumienie wnukom naszym. Z politowaniem spojrzą na dzisiejsze dogmaty dawno zdezawuowane, przekreślone nowymi odkryciami. Nauka przypomina obieranie cebuli z kolejnych warstw, z nadzieją, że tym razem wreszcie dotarliśmy do jądra. Tym, co się liczy, nie jest zatem bezwzględny poziom wiedzy – bo ta z czasem okaże się względna, Newton w świecie kwantów jest Ptolemeuszem – ale postawa umysłu. Wola, by zrozumieć, i idący za nią wysiłek. Miara ludzkiej godności.

Z taką refleksją czytam znakomicie napisany „Wiek cudów” Richarda Holmesa – zbiór gawęd o przygodach najpiękniejszych umysłów XVIII stulecia, gdy nauka przyspieszyła niczym dźgnięta ostrogą. Mawia się, że to jakoby romantyzm, królestwo ducha, stał w opozycji do oświecenia, oschłej domeny kartezjańskiego umysłu – nonsens ten pokutuje do dziś. Trudno o większych romantyków (i Holmes pięknie to punktuje) niż awangarda ówczesnych uczonych, wędrowców nieznanych ścieżek. A błędy, jakie popełniali, jawią się czystą, upojną poezją.

Skoro była mowa o Hypatii, weźmy za przykład Williama Herschela, także astronoma – notabene dla współczesnych długimi laty przede wszystkim muzyka, kompozytora i kapelmistrza. Dziś pamiętamy go z powodu odkrycia Urana. Wybitne to osiągnięcie było jednak ledwie odpryskiem pasji, która pchnęła Herschela w objęcia gwiaździstej nocy. Wiedziano już wtedy, że nasz satelita nie ma atmosfery, Herschel jednak wierzył, że na Księżycu jest życie. Zdawało mu się, że widzi tam miasta, puszcze, nienaturalne geometrie wolą istot myślących kreślone.

Jakże piękne manowce.

Olaf Szewczyk
„Przekrój” 51/2010
« Ostatnia zmiana: Luty 06, 2011, 17:10:40 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 227
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #23 dnia: Luty 05, 2011, 20:44:46 »
Cytuj
PS Jakiekolwiek podobieństwo częstotliwości rezonansowych Schumanna do częstotliwości ludzkich fal mózgowych jest całkowicie przypadkowe.    

Lubię takie ostre logicznie stwierdzenia.
Wszystko to jedna wielka koinsydencja.
Zapewne z powodu tej nieprzypadkowości np wybrano 50 Hz jako częstotliwość w gniazdkach która nie działa za dobrze na organizm ludzki ;D

Cytuj
„Puls Ziemi wyznacza rytm naszych myśli”, „za pośrednictwem rezonansu Schumanna człowiek wchodzi w rezonans z macierzystą planetą i innymi istotami” – czy można wyobrazić sobie hasła bardziej pobudzające wyobraźnię? A raz rozbudzonej wyobraźni trudno postawić tamę. Pierwsza częstotliwość rezonansowa Schumanna wynosi co prawda 7,83 Hz, ale już ósma równa jest – tak, proszę państwa! – 59,9 Hz, czyli tyle samo, ile częstotliwość naszych fal mózgowych lub... częstotliwość sieci energetycznej według standardów amerykańskich*. To nie może być przypadek – upierali się zwolennicy spiskowej teorii dziejów.

Fale alfa - stan spoczynkowy, charakterystyczny dla stanu relaksu, odprężenia, medytacji 8-13 Hz

Fale gamma - działanie i funkcje motorycznye 40 –100 Hz

Cytuj
Ziemska kołysanka
50 kilometrów nad naszymi głowami rozciąga się warstwa jonosfery. Docierające tam promieniowanie kosmiczne i ultrafioletowe światło słoneczne odrywają elektrony z powłok atomowych cząsteczek tlenu i azotu. Taki zjonizowany gaz jest dobrym przewodnikiem elektryczności w przeciwieństwie do powietrza, które nas otacza. Niezłym przewodnikiem elektryczności jest też sama powierzchnia Ziemi. Nieprzewodzące powietrze – izolator – zamknięte między dwoma przewodnikami (Ziemią i jonosferą) to kondensator kulisty. I podobnie jak inne znane elektronikom kondensatory ma swoje częstości rezonansowe.


Fletnia Pana:



...czyli HAARP grający nam piękne melodie.

W sumie na tym forum może lepiej pokazać tego z Australii:



Wpływają głównie na górne warstwy jonosfery...

Mam więc uzasadnione wątpliwości czy przypadkiem

Cytuj
...koncertmistrzem jest Zeus gromowładny.

ten Zeus nie wygląda czasem tak:


Więcej o częstotliwościach z ładnymi obrazkami:
http://www.lunarplanner.com/Harmonics/planetary-harmonics.html

pozdrawiam



 



Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 605
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #24 dnia: Luty 06, 2011, 16:28:15 »
Psychoelektronika

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=TJJPbpHoPWo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=TJJPbpHoPWo</a>

Już 1963 roku uwaga badaczy przeniosła się na psychoelektronikę, gdyż narkohipnoza nie przeniosła planowanych rezultatów. Jednym z prekursorów, tej dziedziny był neurofizjolog Jose Delgado, który badał zjawisko elektronicznej stymulacji nerwowej wszczepiając do mózgu pacjentów niewielkie czujniki. Za pomocą sterowanego falami radiowymi stymulatora był on wstanie wywołać u ludzi różnorodne stany emocjonalne. Już w 1966 roku ogłosił on tezę, że ruchy, emocje i reakcje człowieka mogą być sterowanie elektronicznie. Następnie na zlecenie wojska rozpoczął badania nad problemem możliwości poddania całych społeczeństw procesowi psychocywilizowania.

Inny naukowiec Allen Frey za pomocą fal elektromagnetycznych wytwarzał u badanych złudzenia dźwiękowe. W końcu Joseph Sharp ogłosił, że za pomocą modulowanych mikrofal można przekazywać bez żadnych urządzeń pośrednich całe zadania wprost do podświadomości badanego..

Istnieje jeszcze jedna technologia będąca konsekwencją programu kontroli umysłu opracowaną przez Oliwera Lowery zwana Systemem Cichej Prezentacji Podświadomościowej a opatentowanym w 1992 roku. Stworzył on wzorce elektromagnetyczne emocji na które potrafił ,,nastroić'' umysł osoby poddanej manipulacji. Zjawisko to zostało nazwane klonowaniem emocji.
http://cezary_kwiatk.republika.pl/mkultra.htm

Cytat: Radosław
W sumie na tym forum może lepiej pokazać tego z Australii:

Stacja komunikacyjna marynarki im. Harolda E. Holt, Australia

Stacja położona jest w północno zachodniej australii 6 km od Exmouth.
Stacja nadaje na bardzo niskich częstotliwościach (VLF - very low frequency). Sygnały odbierane są przez Australijskie statki i łodzie podwodne na zachodnim Pacyfiku i wschodniej części Oceanu Indyjskiego.
Znajdują się tu trzy maszty radiowe - jeden z nich nazywany Zero Tower ma wysokość 387 metrów - jest najwyższą budowlą zbudowaną przez człowieka na południowej półkuli.
http://mapy.pomocnik.com/Stacja-komunikacyjna-marynarki-im-Harolda-E-Holt-Australia/
« Ostatnia zmiana: Luty 06, 2011, 16:34:32 wysłana przez Lucyfer »

Online Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1744
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #25 dnia: Luty 06, 2011, 17:03:20 »
Wieże na planie sześciokąta foremnego (powiększenie)



Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #26 dnia: Luty 08, 2011, 19:08:53 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=mvzI63GjlyE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=mvzI63GjlyE</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=dpo1ZeGTJrM" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=dpo1ZeGTJrM</a>
« Ostatnia zmiana: Luty 08, 2011, 19:16:07 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza Religia może upaść
« Odpowiedź #27 dnia: Kwiecień 18, 2011, 17:28:16 »
Religia może upaść


W NASA powołano specjalną grupę roboczą, by opracowała działania, jakie należy podjąć po wykryciu kosmitów. Według doniesień „Washington Post” naukowcy zastanawiają się nawet, jak w możliwie łagodny sposób zakomunikować ludzkości tę niezwykłą wiadomość. Może ona bowiem wstrząsnąć fundamentami wiary.

Czy odkrycie cywilizacji pozaziemskich zniszczy wiarę człowieka i doprowadzi do upadku wielkich światowych religii?
Można wiele zarzucić ludzkości, ale z całą pewnością nie to, że grzeszy nadmierną skromnością. Przedstawiciele zachodniej cywilizacji uważają, że człowiek jest ukoronowaniem dzieła stworzenia, okiełznał żywioły natury i uczynił sobie ziemię poddaną. Zachodni system wartości zdominiowało przeświadczenie o wyjątkowej pozycji człowieka we wszechświecie. Jednak stopniowo powyższy pogląd chwieje się w posadach. Ludzkość powoli oswaja się z myślą, że w przyszłości będzie dzielić palmę pierwszeństwa z innymi istotami pozaziemskimi. - Po odkryciu ponad 500 planet poza układem słonecznym prawdopodobieństwo egzystencji innych cywilizacji, w tym bardzo podobnych do naszej nie jest już naukową mrzonką - uważa Jennifer Wiseman astrofizyczka z agencji kosmicznej NASA.

Więcej znajdziesz tu:
http://imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=172:religia-moe-upa&catid=53:po-szoste&Itemid=27
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #28 dnia: Lipiec 13, 2011, 01:22:29 »
 „Wszystkie rzeczy znajdują się we Wszechświecie, a Wszechświat we wszystkich rzeczach, my w nim, a on w nas. I tak wszystko zbiega się w doskonałej jedności. Oto dlaczego nie powinniśmy upadać na duchu, oto dlaczego nie ma rzeczy, którą byśmy mogli się trwożyć, ta jedność bowiem jest jedyna i stała, i trwa wiecznie; owo jedno jest wieczne”.

Giordano Bruno

 

 Od wieków ludzie poszukują. Jedni szukają boga, inni absolutu, praprzyczyny. W rzeczywistości wszyscy poszukują kontaktu z sobą. Połączenia tego, co zostało rozdzielone i zapomniane – jedności w sobie, jedności z drugim człowiekiem i wszelkim istnieniem. Przez wieki doświadczeń, staliśmy się w swoim wyobrażeniu odrębnymi istotami, zamkniętymi w klatkach własnych przekonań, które odcięły nas od całości. Zbudowaliśmy swoje rzeczywistości oparte na wyobrażeniach i przekonaniach innych osób. Tak powstało nasze „ja”, które ma z nami niewiele wspólnego, bo zasadniczy wpływ na jego kształt miały autorytety, które modelowały nasz sposób myślenia, wzorce narzucone przez rodziców, społeczeństwo, religię. U większości ludzi niewiele zostało miejsca na indywidualne wnioski i „własne” rozumienie i odczuwanie świata. Świadomość z całości, jaką jesteśmy, skierowana została na „ja”, które utożsamiło się z ciałem. Z istoty wielowymiarowej człowiek stał się biologicznym komputerem zaprogramowanym przez autorytety. Większość ludzi żyje w przekonaniu: istnieję ja i reszta świata. Pierwotna świadomość każdego, postrzegająca Wszechświat, jako jedność w wędrówce przez istnienie została zagubiona. Coraz bardziej wyalienowani i coraz bardziej nieszczęśliwi, coraz bardziej podzieleni i mniej rozumiejący rzeczywistość.

cały text tutaj: http://imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=283%3Ajedno&catid=49%3Apo-drugie&Itemid=58
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #29 dnia: Sierpień 13, 2011, 18:46:02 »
Przez ostatnie 20 lat uwagę naukowców skupiają zagadnienia fizyki kwantowej i kosmologii w połączeniu z transcendentną duchowością, które jednogłośnie postulują , że wszystko co jest na świecie stanowi jedność.

Na każdym poziomie, fizycznym, subtelnym i przyczynowym, znajdują się niewidoczne wzory będące wyrazem spójnej jedności wszechświata. Ludzkość jest stopniowo coraz bardziej świadoma tych struktur, przenikających zasłonę iluzji i przemieszcza się poza rzeczywistość dualistycznych przeciwieństw (dobro-zło), poznając życie w wielowymiarowej przestrzeni.

Dotychczasowy stan ludzkiego uśpienia i nieświadomości kończy się bezpowrotnie, dzięki czemu otwiera się przed ludzkością nowa era wskutek transformacji postrzegania życia z linearnego w holograficzny. Na poziomie fizycznym zaczęliśmy już dostrzegać odwzorowanie geometrycznych wzorów wszechświata. Z nowej perspektywy nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy atomem, galaktyką, czakrą, falą na wodzie od spadającej kropli, ani wirującym Derwiszem w czasie ceremonii Sufich. To tylko kwestia skali i percepcji wedle prawa ”jak na górze , tak na dole”.

We wszystkich tych zjawiskach jest coś, co sugeruje istnienie fundamentalnego, archetypicznego wzorca ponad naszą świadomością , odwzorowującego jedność wszystkiego co istnieje.

Podstawowe zjawisko, które pomogło nam nieco odsłonić zasłonę ostatecznej Prawdy , jest wibracja dźwięku, która doprowadziła nas do poznania zasad świętej geometrii, przejawiającej się w każdym punkcie egzystencji. Pierwszym człowiekiem , który zaobserwował i opisał zjawisko kształtowania się elementów fizycznie namacalnych w geometryczne wzory pod pływem wibracji dźwięku był niemiecki fizyk i muzyk ,Ernst Chladni(1756-1827). Jego eksperyment był bardzo prosty. Otóż , równomiernie nasypał cienką warstwę piasku na płaski metalowy talerz, a następnie przeciągnął wiolinowym smyczkiem po jego krawędzi. W zależności od sposobu wykonania tego ruchu, na powierzchni talerza piasek przybierał różnorodne, złożone formy geometryczne.

W latach 50-tych pionierskie prace na tym polu przeprowadził szwajcarski fizyk Hans Jenny(1904-72), który opisał swoje eksperymenty pod nazwą Cymatics (badanie zjawiska fali). Fotograficznie unaocznił różnorodność geometrycznych , symetrycznych form tworzonych przez fale dźwiękowe oddziałujące na różne rodzaje skupienia materii (proszek, pasta, płyn) ,które zawarto w publikacji Cymatics, vol I&II(Macromedia publ.2001).

W ostatnim czasie japoński naukowiec, Masaru Emoto fotograficznie udokumentował fenomen pamięci wody, w której tworzy się niejako zapis informacji falowo docierających do niej. Zarówno ekspozycja na dźwięk (muzyka, słowa) , jak i obrazy (zdjęcia , kolory) ulegała odwzorowaniu w geometrycznych kształtach kryształów zamrażanej wody.

Kontynuatorem obserwacji Chladni i Jenny był Alexander Lauterwasser,który przeprowadził szereg eksperymentów z wodą i dźwiękiem. W swej książce zamieścił absolutnie magiczną kolekcję kolorowych fotografii obrazującej świętą geometrię wody poddanej oddziaływaniu muzyki Wschodu i Zachodu.Zawarł w niej oddziaływanie gongów, wyśpiewywanych mantr, psalmów tybetańskich mnichów,rytmów Sufich ,a również wielu kompozytorów, od Bacha do Stockhausena, a także czystych dźwięków fal różnych czestotliwości.

 

W Nowym Testamencie czytamy: “Na początku było Słowo i Słowo było z Bogiem i Słowo było Bogiem”. W tym zdaniu zawarta jest uzdrawiająca moc harmonicznych wibracji .

Świat jest nadal wielką tajemnicą, ale nauka zbliża się coraz bardziej do poznania Prawdy.

W “The Independent” (30 kwiecień 2001), doniesiono ze naukowcy zarejestrowali dźwięk kreacji przy użyciu instrumentu, który może cofnąć się do początku stworzenia.

Odkryto harmoniczne nuty, maleńkie fale dźwięku, które stają się ziarnami materii formującej gwiazdy, galaktyki i układy słoneczne. Początek naszej egzystencji był czysta wibracją. Słowo “Wibracja” zaczyna się na literę “W”, której powtarzanie wytwarza falę dźwiękową.

Informacja o fundamentalnej wibracji,która zainicjowała powstanie naszego świata jest zawarta w Genesis:”I Bóg powiedział-Niech będzie światło i stało się światło”.Najprostszą definicją Stworzenia jest Ruch, ale nie taki zwykły, prosty ruch,lecz ogromny, wielopoziomowy wzorzec wibracji, czyli częstotliwości. Fala wibracji jest jakby połączeniem dwóch przeciwstawnych sił “góra – dół”, Yang w parze z Yin. Nie byłoby fali bez współistnienia tych dwóch aspektów, męskiego i żeńskiego. Bezruch nie istnieje bez-ruchu, który jest napędem nie mającej końca kreacji. To współgranie przeciwieństw jest źródłem wibracji istniejących na wszystkich płaszczyznach istnienia, słyszalnych i niesłyslnych.Tak wiec każda ludzka istota jest potomkiem pierwotnej wibracji, zawierającej w sobie wszystkie możliwości.Poruszamy się jakby na fali tej fundamentalnej wibracji i gdybyśmy mogli czuć jej oddziaływanie i kierunek w każdej sekundzie istnienia, bylibyśmy wszyscy zrealizowanymi personami ,zgodnie z naszym przeznaczeniem .

Per-sona to skrót od łacińskiego per-sonare, co oznacza “przez dźwięk”. Według hinduskiej filozofii “natura jest świadomością pulsacji”. Właśnie dlatego dźwięk mantry Om uznano za “Świętą wibrację”.Samogłoska “O” z otwartymi ustami symbolizuje “uniwersalne Ja”, natomiast spółgłoska “M” wymawiana przy zamkniętych ustach to “indywidualne Ja” . Po łacinie OMnes znaczy “wszystko”, co po angielsku wyraża all, zawarte w słowie Allah , a również Alleluja.

Jeśli cały wszechświat jest tak wspaniale nastrojony nieskończoną ilością częstotliwości, to wedle zasady “jak na górze ,tak na dole” wszyscy bez wyjątku jesteśmy tym samym. Popatrzmy na śmigło samolotu w bezruchu. Dostrzegamy poszczególne ramiona. Jeśli wprawimy je w ruch widzimy coś zupełnie odmiennego, jakby nieruchomy owalny obiekt.Wszystko jest jedną całością . Aby poczuć to zjednoczenie z wszechświatem i porzucić iluzję odrębności, trzeba przenieść się do wyższego wymiaru egzystencji , wejść w wibrację o wyższych częstotliwościach. Niezdolność dokonania tego wynika jedynie z nieświadomości posiadania w sobie takiego potencjału. Podobnie jest z samochodem. Jeśli wiemy, ze maksymalna jego prędkość nie przekracza 120km/godzinę, to nigdy nie próbujemy jechać nim szybciej. O ile ta zasada odnosi się do wyprodukowanych przez człowieka pojazdów, to nie dotyczy ona istoty ludzkiej, która jest nieograniczona, choć sama postanowiła od wieków usidlić siebie w więzieniu narzuconych przez siebie ograniczeń. Nieograniczona ilość częstotliwości we wszechświecie oznacza , ze dysponujemy takim zakresem możliwości, który nie mieści się w naszych umysłach, posługujących się u większości z nas starymi, zupełnie nieadekwatnymi do Prawdy programami. Obecnie wkraczamy w zupełnie nową erę egzystencji, nowe wibracje międzyplanetarne, a to oznacza, że musimy ulec poteżnym zmianom w zakresie postrzegania , i myślenia. Im bardziej będziemy się opierać temu co nowe, tym bardziej uczucie zagubienia i bezsensu z poczuciem frustracji będzie nas wypełniać. Podobnie jest z komputerami, które co kilka lat stają sie bezużyteczne, wskutek nieaktualnych oprogramowań i zbyt małej pamięci twardych dysków. W tym zakresie rozumiemy i godzimy się na wymianę sprzętu co parę lat, ale w stosunku do samych siebie nie dopuszczamy takiej możliwości. Prawidła obowiązujące za życia naszych przodków, a nawet rodziców stają się z biegiem lat coraz bardziej nieaktualne. Nie da się juz zastosować systemów wychowawczych w stosunku do naszych dzieci, w których sami byliśmy wychowywani. Rodzą się nowe dzieci nazywane Indygo, Kryształowe, o znacznie wyższym poziomie świadomości, których postrzeganie , inteligencja są nieporównywalnie większe w stosunku do nas .

Ich wrażliwość, intuicja pozwalają im “widzieć” Prawdę i funkcjonować na znacznie wyższych wibracjach.

Esencją leczenia dźwiękiem jest nastrajanie instrumentu muzycznego jakim jest istota ludzka. Każda tkanka, każdy narząd ma swoja określoną wibrację.W przypadku zaburzeń ich funkcjonowania możemy przywrócić stan zdrowia poprzez przekazywanie właściwych dla danej strefy wibracji , weszła ona w rezonans z podawanym dźwiękiem i zaczęła prawidłowo funkcjonować. Jakakolwiek cześć nas choruje , możemy poprzez “przypomnienie”jej zdrowych częstotliwości , przywrócić do zdrowia. Leczące wibracje możemy przekazywać poprzez dźwięk, kolor, leki homeopatyczne, ale również dzięki uzdrawiającemu oddziaływaniu bioenergoterapeuty, który poprzez swoje dłonie przekazuje lecznicze częstotliwości choremu.

Mając świadomość jedności istnień ludzkich, rozumiemy dlaczego tak bardzo oddziałujemy na siebie wzajemnie. Czasem wchodzimy w rezonans i wtedy czujemy się z kimś , a innym razem w dysonans, który nas męczy i powoduje zaburzenia zdrowotne.

Jest to spowodowane współgrą pomiędzy naszymi polami energii subtelnych, które stale zmieniaja się pod wpływem emocji, rodzących się w oparciu o różne systemy zakodowanych przekonań.

Lęk, złość, agresja,frustracja, zazdrość,depresja wprowadzają nas w stan niskich wibracji, natomiast radość, lekkość, czułość, miłość, zadowolenie są wysoko-wibracyjne. To co czujemy “wyświetla “ się w naszej aurze.Nie trzeba nic mówić, by osoba osoba widząca lub odczuwająca świat energii subtelnych wiedziała jaki jest nasz aktualny stan. Skuteczność oddziaływania leczniczego w zakresie energii subtelnych, wyraźnie wzrasta gdy poziom świadomości osoby udzielającej pomocy obejmuje taka wrażliwość, a podstawowym uczuciem w stosunku do pacjenta jest miłość poza wymiarem fizycznym. Ponieważ nasze ciało może funkcjonować dobrze tylko wtedy gdy nasz stan emocjonalny jest dobry, tak więc właściwe leczenie musi oddziaływać na wszystkie aspekty naszego życia, widzialne i niewidzialne. Zajmowanie się samym ciałem jest działaniem bardzo ograniczonym, dającym jedynie doraźny efekt.

Chcąc przywrócić równowagę i zdrowe funkcjonowanie całego organizmu należy oddziaływać równocześnie na wszystkich poziomach, co oznacza nie tylko “kąpiele w dźwięku” ,ale również stopniową transformację zakodowanych u pacjenta programów. Wzrastająca świadomość umożliwia zrozumienie, że odpowiedzialność za własne zdrowie spoczywa w nas samych oraz ,że dysponujemy całym “instrumentarium” ,służącym nam do przeprowadzenia procesu uzdrawiania siebie i utrzymywania stanu równowagi. Zewnętrzna pomoc powinna więc głównie koncentrować się na przekazywaniu wiedzy dotyczącej wykorzystywania istniejących wewnątrz nas mechanizmów samoleczenia i samo-profilaktyki zdrowotnej. Tylko wtedy gdy nasza globalna świadomość pozwoli zastąpić myślenie o roli lekarzy i terapeutów w takim kierunku, będziemy panami naszego zdrowia i mechanizmy autodestrukcyjne znikną. Dopóki sobie nie uświadamiamy jak wielkim potencjałem dysponujemy, dopóty przerzucamy odpowiedzialność za nasze zdrowie na innych ludzi. Od wieków kodowany w nas lęk , mający bardzo niską częstotliwość, stanowi główne podłoże chorób i frustracji. Osłabia nas i powoduje ,ze jesteśmy podatni na manipulację, żyjąc w niezgodzie ze sobą. Jeśli zamkniemy lwa w ZOO, traci on swój majestat i siłę w mgnieniu oka. Jeśli odbierzemy dzikim ptakom możliwość latania, zamykając je w klatkach, zaczynają chorować i szybko odchodzą. Zwierzęta udomowione , jak kotu i psy, chorują dokładnie w taki sam sposób jak ich właściciele. Nierzadko widzimy, ze zachowują się podobnie, a nawet chodza w podobny sposób. Będąc w niewoli, każda żyjąca istota traci automatycznie radość życia, a potem jej ciało podupada na zdrowiu. Niewola nie musi oznaczać jedynie stanu narzuconego przez innych, ale również , a może przede wszystkim dotyczy życia w klatce własnych ograniczeń.

Wyobraźmy sobie,że mamy w garażu pojazd kosmiczny, służący do podróży w czasie i przestrzeni, a używamy go na codzień jedynie by pojechać na bazarek po zakupy. Nie próbujemy zapoznać się z książką obsługi pojazdu, ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, ze może ona zawierać coś więcej niż już wiemy na jego temat. Jeśli zaczniemy dostrzegać, że inni , mający ten sam pojazd jadą nim dużo dalej i szybciej, wtedy zaglądamy do źródła wiedzy i po przestudiowaniu wytycznych ,wyruszamy w nieznaną do tej pory podróż. Możemy to zrobić z naszym życiem, zmieniając je w fascynującą podróż po nieznanych terytoriach.

To ciekawe,ze na codzień otaczamy się różnego rodzaju muzyką, a tak mało o niej wiemy poza tym kto ją wykonuje. Jeśli podejdziemy do tego zagadnienia w sposób bardziej świadomy, wręcz medytacyjny, wtedy odnotujemy zależność pomiędzy stanem naszych emocji, a rodzajem preferowanej muzyki, staniemy się po trosze psychoterapeutami samych siebie

Nasuwa sie pytanie w jaki sposób praktycznie wykorzystywać dźwięk poza słuchaniem muzyki. Po pierwsze należy sobie uświadomić, że nasz aparat głosowy został nam ofiarowany nie tylko do mówienia, ale i do śpiewania, nie tylko przez osoby związane z muzykowaniem, ale przez wszystkich nas. Nadeszły czasy , kiedy coraz więcej ludzi rozumie rolę własnego głosu w procesie odzyskiwania zdrowia, co pozwala na świadome jego zastosowanie w ukierunkowany sposób, by nauczyć się na codzień stroić swoje ciało i leczyć w razie choroby.Muzyka to nie tylko wibracje wchodzące do uszu a potem rejestrowane i analizowane przez mózg. Zakres jej działania jest dużo szerszy, bowiem kiedy słuchamy określonego rodzaju muzyki, czy dźwięków, nasze całe pole bioenergetyczne (aura) ulega transformacji. Jeśli “rozpływamy się” słuchając jakiegoś romantycznego utworu, nasza aura automatycznie poszerza się i jej kolory ożywiają z tendencją do różowości i zieleni. Jeśli muzyka brzmi mistycznie, dominuje wokół nas fiolet, a jeżeli słuchamy bębnów czy rytmów aborygeńskich przepełnia nas czerwień. Żródłem otaczającego nas pola są czakry promieniujące kolorami zależnymi od częstotliwości ich wibracji.

Wyobraźmy sobie ,ze napływa do nas nieustannie energia kosmiczna(magnetyczna) z góry i energia ziemska(elektryczna) z dołu, zasilając nas przez całe życie. Wzdłuż centralnej osi ciała (kręgosłup) są umieszczone ośrodki energetyczne zwane z sanskrytu Czakrami.Zwykle wyróżnia się ich siedem. Pełnią one rolę jakby centrali energii subtelnych, z których poprzez kanały obwodowe (nadi, meridiany)energia dopływa do wszystkich części ciała. Każda czakra ma odrębną częstotliwość wibracji, o określonej barwie. Rozkład kolorów w tych ośrodkach jest identyczny z obrazem światła przepuszczonego przez pryzmat (tęcza).

Pierwsza czakra, najniżej położona, o najmniejszej częstotliwości fali, odpowiada kolorowi czerwonemu i nucie “do”. Druga jest pomarańczowa i brzmi “re”. Trzecia -żółta, “mi”.Czwarta-zielona, “fa”. Piąta-turkusowa, ”sol”. Szósta-indygo, ”la”.Siódma-fioletowa,”si”.

Wydobywając z siebie nutę każdej z czakr, wywołujemy zjawisko rezonansu, czyli to samo,które stroiciel uzyskuje podczas strojenia fortepianu kamertonem.

Jeśli w danym ośrodku jest zaburzenie przepływu energii, czyli czakra jest “chora” to przywracamy jej “zdrowie” poprzez ”przypomnienie” jaką musi mieć częstotliwość wibracji, by przyporządkowane jej strefy narządowe funkcjonowały prawidłowo. Ten sam efekt mozemy uzyskać przy pomocy żródła czystego dźwięku, jakim jest kamerton, czy syntezator. Korzystajac z własnych zasobów mozemy to robić na codzień, nie będąc uzależnionymi od innych.

W ten sposób nie dopuszczamy do rozwoju chorób na poziomie fizycznym, poprzez szybką naprawę na poziomie energii subtelnych.

Jeśli przećwiczymy wyśpiewywanie gamy do-re-mi-fa-sol-la-si z odpowiednią intonacją i czystym głosem to już mamy pierwszy ważny etap nauki za sobą, bowiem codzienne staranne odśpiewywanie tych zgłosek daje nam już pewne wyrównanie energii subtelnych w ciele.

Podczas wydawania z siebie dźwięku możemy usłyszeć, która nuta nam “nie wychodzi”. To sugeruje, że właśnie na tym poziomie istnieje zaburzenie. Np. jeśli nasze “do” (C)chrypi albo zacina się , wiemy ze czakra pierwsza, podstawy, wymaga troski , czyli nastrojenia.w takich przypadkach najchętniej słuchamy utworów opartych na tym dźwięku. Zwróćmy choćby uwagę na fakt, ze intonowanie modlitwy w kościele czy meczecie opiera się głownie na nucie C. Dotyczy to również Mantry Om.

Wyśpiewywanie gamy możemy zastąpić znanymi od wieków mantrami. Najpopularniejszy jest wspomniany wcześniej dźwięk OM, śpiewany na wydechu, określany przez wielu “pojazdem do czwartego wymiaru”. Okazuje sie, że prawidłowe jej wykonywanie, przywraca równowagę hormonalną poprzez oddziaływanie jej wibracji przekazanych poprzez podniebienie do przysadki mózgowej , pozostającej w zależności sprzężeń zwrotnych z tarczycą, jajnikami i nadnerczami. Bardzo ważne by pamiętać o właściwym położeniu języka, który musi przylgnąć do podniebienia miękkiego w chwili gdy przechodzimy z “O” do “M” i tam pozostawać do końca brzmienia tej spółgłoski. Język jest niejako “przełącznikiem” pomiędzy głośnią, wytwarzającą dźwięki , a podniebieniem miękkim, które przenosi wibracje na przysadkę mózgową.

Śpiewanie w chórze jest wspaniałym sposobem wykorzystania głosu dla potrzeb własnego ciała i duszy. Zbiorowe wibracje są dużo silniejsze , a więc ich działanie na funkcjonowanie całego systemu energii subtelnych ma bardzo pozytywny wpływ prozdrowotny. W tym momencie staje się zrozumiały zwyczaj “OM-owania ” mnichów buddyjskich, czy zbiorowego recytowania, a w zasadzie wyśpiewywania Świętego Koranu.
http://www.nellyradwanowska.com/index.php?id=5&name=Dzwiek_i_Kolor
http://www.swietageometria.darmowefora.pl/index.php?topic=987.msg6184#msg6184
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #30 dnia: Sierpień 19, 2011, 14:43:44 »
 Wibracja – starożytne indyjskie Wedy nazywają ją „Om”, dźwiękiem stworzenia; buddyści uderzają w gongi i wydają gardłowe dźwięki harmonizujące ciało, umysł i duszę; Biblia wspomina o „słowie, które było na początku”, czyli dźwięku, który stwarza.

Wibracja jest falą, a fala potrzebuje ośrodka, w którym się rozchodzi. Absolutnym ośrodkiem jest „Jedno” – to słowo wydaje się być najlepszym słowem-koncepcją do określenia natury tego ośrodka. Inne słowa, takie, jak Brahman, Absolut, Samadhi, Transcendencja, Nirwana, Urzeczywistnienie, Moksza, Bóg są adekwatne, ale niezrozumiałe – semantycznie niezależne, więc każdy może przypisać im odrębne znaczenie. Słowa „Jedno” nie można pomylić z żadnym innym stanem lub koncepcją – jeśli rozumie się jego sens, nie można go zmanipulować. Jeśli coś ma cechy, ulega stanom i działa w otoczeniu, nie może jednocześnie być tym otoczeniem – więc, nie może być Jedynym. Pomijam oczywiście manipulacyjną koncepcję bycia „jedynie słusznym” – do której sprowadziła „zachodni umysł” negatywna indoktrynacja. Dotyczy ona zupełnie innej relacji, bowiem mówimy o Jedności, jako niedualistycznym pierwotnym stanie świadomości, a nie dualistycznej relacji w iluzorycznym świecie, interpretowanej w subiektywny sposób. Zachód nie rozumie tej subtelnej różnicy.

http://imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=328:dwiki-rzeczywistoci&catid=54:po-siodme&Itemid=154
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #31 dnia: Sierpień 24, 2011, 16:44:01 »
Chciałbym zainteresować czytelników niezwykłą książką. Natrafiłem na nią ponad 30 lat temu i przeczytałem jednym tchem. A potem następne książki tego autora.

Autor, dr Immanuel Velikovsky, pracował nad nią 10 lat. Kiedy ukazała się w 1950 r., natychmiast stała się bestsellerem. U nas nie mogła się wtedy ukazać (nie ze względów politycznych). Tak się stało, że nie ukazała się do dziś. Przetłumaczyłem ją, a pewne zachodnie wydawnictwo, entuzjaści idei dr Velikovskiego, postanowili wydać ją po polsku. Jej tytuł polski to „Zderzenie światów”.

O czym książka traktuje, zorientujecie się Państwo po przeczytaniu mego wstępu, który załączam poniżej.

Argumenty dr Velikovskiego przekonały mnie, że coś się zdarzyło w starożytności, a nasi przodkowie to opisali, a także przekazali w opowieściach, w swoich kalendarzach, w starożytnych zegarach, w usytuowaniu budowli, wierzeniach itp. Idee dr Velikovskiego ujmują fakty w logiczny związek i tłumaczą je w bardzo sugestywny sposób. A co ciekawe, badania i odkrycia naukowe, dokonane wiele lat po ukazaniu się książki, potwierdziły wiele przewidywań dr Velikovskiego, które w momencie opublikowania książki traktowano jako herezję zaprzeczającą ustaleniom nauki.

Kiedy czytałem książkę po raz pierwszy, znałem już wyniki niektórych późniejszych badań i wiedziałem że pewne zjawiska musiały mieć inny przebieg niż opisał to dr Velikovsky. A jednak nawet gdyby dr Velikovsky mylił się całkowicie, warto tę książkę przeczytać.
- Piotr Gordon

Wstęp do „Zderzenia światów”


@hdwallpapers.in
Co by się stało, gdyby do Ziemi zbliżyła się inna planeta o porównywalnej wielkości? Mogłaby ona spowodować zmianę nachylenia osi Ziemi, a nawet odwrócenie biegunów, a także chwilowo spowolnić jej obroty. Mieszkańcy naszej planety byliby świadkami wielkich kataklizmów. Słońce, Księżyc i gwiazdy poruszałyby się dziwnie po firmamencie. Na Ziemi szalałyby huragany, a ogromne fale morskie przewalałyby się przez lądy. Powodem byłoby to, że skorupa ziemska obracałaby się wolniej, a woda i powietrze – skutkiem bezwładności – poruszałyby się z poprzednią prędkością. Spowolnienie obrotów Ziemi spowodowałoby też tarcie jej różnych warstw i tym samym wydzielanie ciepła, w wyniku czego wypiętrzałyby się nowe góry a stare znikały, a woda w jeziorach, rzekach i morzach gotowałaby się. Ludzkość uległaby zdziesiątkowaniu na skutek pożarów, ogromnych fal, huraganów, trzęsień ziemi i gradu meteorytów.

Taki obraz końca epok świata przekazały nam starożytne pisma i podania wielu narodów. Po strasznych kataklizmach kształtowały się „nowe niebo i nowa ziemia”, a ci, co przetrwali, zasiedlali świat.

Współczesna nauka sceptycznie podchodzi do takich przekazów. Zdaniem naukowców, od milionów lat na Ziemi oraz w układzie słonecznym nie było większych zmian. Jeżeli Ziemia doznała jakichś wstrząsów to miały one miejsce w zamierzchłej przeszłości, być może jeszcze przed pojawieniem się człowieka. Poza tym starożytni, opisując niezwykłe zdarzenia w przyrodzie, określali je jako cuda i wiązali z interwencją bogów, którzy z jakichś powodów wtrącali się w sprawy ludzi. Dlatego naukowcy odrzucali takie opisy także ze względu na ich nienaukowe interpretacje.


Immanuel Velikovsky
Immanuel Velikovsky zainteresował się kataklizmami opisanymi w starożytnych pismach, podaniach i mitach. Doszedł on do wniosku, że ich przyczyną było zbliżenie się do Ziemi innej planety i że miało to miejsce w czasach historycznych, a nie w odległej przeszłości. Najpierw, w połowie II tysiąclecia przed naszą erą, była to Wenus. Zdaniem Velikovskiego, Wenus poruszała się pierwotnie jak kometa, a następnie, skutkiem „starć” z Ziemią i Marsem, zmieniła orbitę.

W VIII i VII wieku przed naszą erą, do Ziemi zbliżył się Mars i spowodował podobne jak Wenus zniszczenia. Po kilku kolizjach Ziemia, Wenus i Mars ustabilizowały swoje ruchy i poruszają się po nowych orbitach.

Kiedy Ziemia zmieniała swoją orbitę i nachylenie osi, wtedy zakłóceniu ulegały pory roku i zmieniała się długość miesięcy i lat. Velikovsky przytacza tu świadectwa kalendarzy używanych przez starożytne cywilizacje. Stwierdził też, że zdarzenia, wymienione w starożytnych księgach jako cudowne zakłócenia natury, nie były wymysłem i nie były ograniczone do jednego małego obszaru Ziemi. Plagi egipskie zdarzyły się w rzeczywistości i dotknęły nie tylko Egipt, manna padała z nieba nie tylko na pustyni Synaj, a „zatrzymanie słońca” widoczne było nie tylko nad doliną Gibeon w Kanaanie, gdzie walczyli Izraelici, ale w wielu miejscach na Ziemi.

Velikovsky wyjaśnia, dlaczego starożytni astronomowie uważnie śledzili ruchy planet. Na Bliskim Wschodzie i w Ameryce skrupulatnie zapisywano m.in. ruchy Wenus i z obawą odnotowywano wszelkie zakłócenia jej biegu, gdyż obawiano się że są one sygnałem nadchodzących kataklizmów. Wyjaśnia też, dlaczego w różnych częściach świata przyjęto identyczne nazwy znaków zodiaku, chociaż układy gwiazd wchodzących w skład tych znaków zupełnie nie przypominają zwierząt czy ludzi, których nazwy noszą.

Ustalenia, do których doszedł dr Velikovsky, całkowicie przeczyły panującym w nauce poglądom. Co więcej, przewidział on pewne fakty (wysoką temperaturę atmosfery Wenus, obecność węglowodorów w ogonach komet oraz na Księżycu, emisje radiowe Jowisza), które nie były znane w czasie gdy po raz pierwszy ukazała się niniejsza książka i przeczyły ówczesnym ustaleniom nauki.


Sumeryjska tablica VA/243
Naukowcy napotykali już wcześniej zaskakujące świadectwa materialne i zapiski zdarzeń, które drastycznie odbiegały od przyjętych teorii dotyczących historii Ziemi. Obowiązywał jednak pogląd, że świat od milionów lat nie zmienia się, chyba że w drodze powolnej ewolucji. Dlatego odrzucano wszelkie świadectwa które nie pasowały do tej tezy. Kiedy na przykład tablice astronomiczne starożytnej Babilonii, Indii i innych krajów świadczyły o tym, że orbity i ruchy planet były kiedyś różne od obecnych, przyjmowano że miały miejsce błędy w zapisach. Dziwiono się tylko, że przy tak dokładnych metodach obserwacji i obliczeń można było popełnić tak rażące pomyłki. Ale czy starożytni astronomowie mogli aż tak się pomylić, skoro nawet prości ludzie gołym okiem zauważyliby różnice w położeniu księżyca czy planet w stosunku do wyliczonych?

Interesująca była reakcja świata naukowego na teorię Velikovskiego. Większość naukowców natychmiast odrzuciła tę teorię, choć wielu z nich jednocześnie przyznawało, że NIE CZYTALI JEGO KSIĄŻKI. Wydawcę zmuszono do zerwania umowy z autorem, mimo że już w tym czasie książka stała się bestsellerem. Blokowano wszelkie próby naukowej debaty. Kuriozalne działania szacownego grona naukowego, skierowane na tępienie teorii Velikovskiego, same stały się tematem publikacji.

Sytuacja powtarzała się przy następnych książkach i publikacjach dr Velikovskiego. Mimo że kolejne odkrycia potwierdziły wiele z jego przewidywań, naukowcom trudno było przyznać, że ktoś spoza wąskiego grona fachowców mógł trafnie przewidzieć fakty sprzeczne z ich poglądami.

Do dziś trwa dyskusja nad teorią, gdyż wiele nowych odkryć naukowych przynosi materiał umacniający zarówno jej zwolenników jak i przeciwników. Dr Velikovsky we wszystkich kolejnych wydaniach książki po 1950 r. nie zmienił w niej ani słowa, gdyż chciał żeby wyniki przyszłych badań można było skonfrontować z tym, do czego pierwotnie doszedł.

Książka jest wspaniale napisana, oparta na ogromnym materiale źródłowym. Fakty, które Velikovsky przedstawia, są zaskakujące i zmuszają do zastanowienia. Trudno im zaprzeczyć. A jeśli interpretacja zdarzeń podana przez Velikovskiego byłaby błędna, to jak inaczej wyjaśnić przytoczone przez niego fakty?

http://pracownia4.wordpress.com/2011/07/20/zderzenie-swiatow-immanuel-velikovsky/#more-3515
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 615
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #32 dnia: Sierpień 24, 2011, 18:22:17 »
Cytuj
Co by się stało, gdyby do Ziemi zbliżyła się inna planeta o porównywalnej wielkości? Mogłaby ona spowodować zmianę nachylenia osi Ziemi, a nawet odwrócenie biegunów, a także chwilowo spowolnić jej obroty. Mieszkańcy naszej planety byliby świadkami wielkich kataklizmów. Słońce, Księżyc i gwiazdy poruszałyby się dziwnie po firmamencie

Pamiętać musimy, że inne planety to nie ferrari mknące zygzakiem po firmamencie. Jakikolwiek nietypowy ruch,czy  zmiana orbity olbrzymich ciał niebieskich - podobnie jak odjazd ciężkiego składu pociągu ze stacji kolejowej  ,wymagałby olbrzymich nakładów energii ,która musiałaby być wpierw zaobserwowana w całym US. Być może jesteśmy właśnie tego świadkami -pas fotonowy . Po drugie jeśli już nastąpiłoby wytrącenie np Venus z orbity to droga ku Ziemi jeszcze daleka, a początkowa prędkość względna tego ciała niewielka. Oczywiście że nie pozostało by to bez echa na to co się dzieje na Ziemi - wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, anomalie pola magnetycznego, tak, ale nie nagła zmiana prędkości obrotowej, która nagle powoduje kilkukilometrowe fale tsunami czy zmianę osi naszej Planety. To byłby raczej powolny proces , a więc i efekty byłyby mniej spektakularne. I te również aktualnie obserwujemy, choć ich przyczyna nie jest na razie znana.

Dopiero znaczne zbliżenie się Venus do Ziemi wprowadziłoby anomalie, lecz byłoby to już przewidywalne i można by było poczynić przygotowania.
Moim zdaniem.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #33 dnia: Sierpień 24, 2011, 18:41:05 »
ale autor pisze o stanie przeszłym a nie obecnym ,powolne zmiany piszesz East ale prędkość liniowa ziemi to coś około 1800k/h niech zwolni o 10-20% i masz taki bajzel że szkoda gadać, na razie szukam tej knypy gdyż ciężko odnieś się do wstępu którego w dodatku nie napisał autor
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Echnaton

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 96
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #34 dnia: Sierpień 24, 2011, 20:31:59 »
W sprawie sprostowania:

Średnia prędkość liniowa ziemi wynosi 30km/s = 108 000 km/h
108 000 km/h x 24 = 2 592 000 x 365 = 946 000 000 km/rok - to by sie zgadzało z orbitą ziemi - tak na szybko.
Spadek prędkości Ziemi o chocby kilka procent musiałby byc spowodowany jakimś niewyobrażalnym kataklizmem w naszej galaktyce ...ale nie wiem o czym gadacie, więc nie wnikam. :)
Wolność daje kolosalną energię, intensywność i żywotność. Tracicie ją zupełnie, uznając autorytety profesorów, czy duchowych przywódców. Uczuciowo jesteście sentymentalni, ogromnie przywiązani do jakiegoś boga, czy jakiejs osoby. Nie daje to energii ponieważ kryje w sobie lęk. - Jiddu Krishnamurti

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #35 dnia: Sierpień 24, 2011, 21:38:15 »
chodziło mi  o prędkość liniową na równiku ,
Przeciętny  obwód  ziemi    40 041,455 km:24h czas obrotu = daje nam 1668,39km/h prędkości liniowej(co może w pewien sposób mówić o swoistej różnicy sił grawitacyjnych. względem sił elektromagnetycznych[jaką to musi dawać siłę odśrodkową])
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,207.0.html

zmiana orbity to zupełnie inna bajka i wiąże się z innymi zmianami min.pór roku
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Echnaton

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 96
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #36 dnia: Sierpień 25, 2011, 09:11:28 »
a ha.. to soraya.

Za prędkość liniową ziemi przyjmuje się prędkość orbitalną (w szkołach) - w sensie skrótowym.
A prędkość liniowa na równiku to oczywiście inna para kaloszy...
Ok. sorry za dygresję. 
Wolność daje kolosalną energię, intensywność i żywotność. Tracicie ją zupełnie, uznając autorytety profesorów, czy duchowych przywódców. Uczuciowo jesteście sentymentalni, ogromnie przywiązani do jakiegoś boga, czy jakiejs osoby. Nie daje to energii ponieważ kryje w sobie lęk. - Jiddu Krishnamurti

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 615
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #37 dnia: Sierpień 25, 2011, 14:46:06 »
Cytuj
PS Jakiekolwiek podobieństwo częstotliwości rezonansowych Schumanna do częstotliwości ludzkich fal mózgowych jest całkowicie przypadkowe.   

taaaa , całkiem "przypadkowe" ;) Przypadkiem również częstotliwości 7-8 hz to podstawa leczenia biorezonansem magnetycznym o którym mogę osobiście powiedzieć, że jest skuteczny.

Cytuj
(...) – odpowiada badacz. (..) Wartość częstości rezonansowej Schumanna jest ściśle powiązana z aktywnością Słońca. W maksimum aktywności jest większa nawet o kilka procent niż w latach słabej aktywności słonecznej.
Cytuj
(..) ostatnio geofizycy pracują nad algorytmem, który pozwoliłby połączyć zmiany charakteru ziemskiej kołysanki z trzęsieniami Ziemi, co być może pozwoliłoby na ich prognozowanie.

Co to oznacza dla nas, ludzi i wszystkich żywych organizmów ?

Wydaje się, że takowy związek istnieje, bo obserwujemy wzmożoną aktywność Słońca i jednocześnie ilość trzęsień ziemi wzrasta drastycznie, budzą się wulkany.... budzi się świadomość w nas.

A skąd na Słońcu taka aktywność teraz ? Może narozrabiała ogromna chmura kosmicznej energii ( pas fotonowy ) w którą nasz US wszedł niedawno ?
Czy dałoby się ten cały proces przedstawić skrótowo w ten sposób ?
Pas fotonowy - zmiana energii->Słońce -wzrost aktywności->Ziemia-trzęsienia ziemi- burze -> wzrost częstotliwości Schumanna -> mózg-> wzrost świadomości (?)

Jak sądzicie ?

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #38 dnia: Sierpień 25, 2011, 21:08:00 »
Różnice linii czasu
Linie czasu nie są jakimś tam zwariowanym pomysłem, ale realnie istniejącą przeszkodą dla załogowych wypraw poza granice naszej planety.

Linie czasu wiążą się z różnicami energetycznymi w stosunku do leżącej u podłoża siły energii wpływającej na formę i funkcjonowanie wszystkich fizycznych struktur. Nie jest to koncepcja łatwa do opanowania, ale jest kluczowa dla naszych astronautów, jeśli mają przeżyć oddziaływanie środowiska innej planety.
Wielu ludzi zakłada, że wiemy, czym jest energia. W rzeczywistości tak do końca tego nie wiemy. Przyrównujemy energię do siły oporu, jako że czynnik oporu ogranicza wydajność każdego napędzanego paliwem zmotoryzowanego układu. Uważamy, że bez energetycznej siły oporu niemożliwe jest utrzymanie przepływu energii koniecznej do podtrzymywania naszego ludzkiego przemysłu.
Jeśli mylimy się co do tego i energia nie jest siłą oporu, ale dynamiczną podstawową nieoporową siłą, która ciągle narasta, wówczas nietrudno dojść do wniosku, że konsumpcja paliw w formie płynnej, gazowej i stałej nie dostarcza nam w rzeczywistości żadnej energii.
Każdym elementem naszego fizycznego świata rządzą linie czasu - różnice w podstawowej energii podtrzymujące i zapewniające trwanie całej fizycznej materii. Bez tych różnic linii czasu nic by się nie działo i nie byłoby fizycznej materii.
Forma i funkcje fizycznej struktury są determinowane przez dynamiczne różnice podstawowej energii wszechświata w kategoriach Nieliniowego Przyspieszenia Częstotliwości Pola Czasu (Nonlinear Time Field Frequency Acceleration; w skrócie NTFFA.). NTFFA przyspiesza i opóźnia jednocześnie w przeciwnych kierunkach, co pozwala na istnienie linii czasu.
Udało się nam przekonać siebie samych, że wszechświat ma strukturę liniową, w której możemy mierzyć proporcje wszechświata metrowym liniałem bez brania pod uwagę dynamicznej natury wszechświata lub jednoczesnych zależności czasu i przestrzeni.
Czy opóźnienia w przekazach radiowych pomiędzy kontrolą na Ziemi a załogą w przestrzeni kosmicznej są następstwem odległości liniowej, czy też wynikają z różnicy samego czasu? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo ważna, jeśli mamy zrozumieć prawdziwą naturę czasu i przestrzeni, jako że w naturze i własnościach wszechświata nie ma niczego, co byłoby statyczne.
Każda interakcja pomiędzy dwoma lub więcej układami obejmuje zróżnicowanie linii czasu w odniesieniu do zróżnicowania występującego w energii będącej podstawą każdego układu oddziałującego na dynamikę pozostałych układów.
Każdy układ wszechświata pozostaje w relacji ze stanem wszechświata, ponieważ układ odniesienia determinuje relacje wszystkich układów będących z nim w związku, ale zależność wszystkich układów nie jest ograniczona do stanu wszechświata pozostającego w relacji do pojedynczego układu odniesienia.
Istnieje szczególny stan wszechświata związany z każdym układem wynikający z różnic w liniach czasu. Wszystkie stany wszechświata związane z różnymi układami istnieją równocześnie, przy czym te różne układy istnieją także w pojęciu przeszłych lub przyszłych stanów pozostających w relacji do układu odniesienia.
Tym, co musimy zrozumieć, jest to, że wszechświat nie jest zbudowany liniowo ani liniowo napędzany. Nie możemy stosować statycznych pojęć odniesienia do dynamicznego układu. Zarówno czas, jak i przestrzeń zmieniają się w sposób ciągły za sprawą dynamicznej natury siły utrzymującej wszechświat.
Linie czasu zamykają nas w określonym stanie wszechświata w relacji do zunifikowanego stanu pola naszej planety. Ten zunifikowany stan pola nie koresponduje z polem żadnego innego układu, jako że każdy układ koresponduje z nieabsolutnym układem i/lub stanem wszechświata.
To, jak to się ma do naszej sytuacji, jest bardzo proste - musimy tak dostosować naszą percepcję, by pasowała do rzeczywistej natury wszechświata, a nie liczyć na to, że to wszechświat dostosuje się do z góry przez nas założonych koncepcji. ...........
http://imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=329:linie-czasu-i-efekty-znieksztace-&catid=52:po-pite&Itemid=69
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 615
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #39 dnia: Sierpień 25, 2011, 23:53:59 »
@Michał-Anioł
Cytuj
musimy tak dostosować naszą percepcję, by pasowała do rzeczywistej natury wszechświata, a nie liczyć na to, że to wszechświat dostosuje się do z góry przez nas założonych koncepcji. ...........
My dostosować, czy Wszechświat do nas ?
A jeśli nie ma tego problemu, ponieważ zachodzi natychmiastowa i ciągła wzajemna komunikacja ?
 Po co tworzyć takie sztuczne problemy typu "co się do kogo/czego ma dostosować ".
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Echnaton

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 96
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #40 dnia: Sierpień 26, 2011, 12:23:49 »
My dostosować, czy Wszechświat do nas ?
A jeśli nie ma tego problemu, ponieważ zachodzi natychmiastowa i ciągła wzajemna komunikacja ?
 Po co tworzyć takie sztuczne problemy typu "co się do kogo/czego ma dostosować ".

East cyt:
" ...wszechświat komunikuje się z nami, wymienia informacje, jedynie nasze umysły funkcjonują poza tymi częstotliwościami, ale powoli i tego się nauczymy. Na początek ,jak dzieci, powinniśmy skupiać na tym uwagę, obserwować, uczyć się zanim się usamodzielnimy. Moim zdaniem."

 :mysl:
Wolność daje kolosalną energię, intensywność i żywotność. Tracicie ją zupełnie, uznając autorytety profesorów, czy duchowych przywódców. Uczuciowo jesteście sentymentalni, ogromnie przywiązani do jakiegoś boga, czy jakiejs osoby. Nie daje to energii ponieważ kryje w sobie lęk. - Jiddu Krishnamurti

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 615
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #41 dnia: Sierpień 26, 2011, 15:17:07 »
Heheh , Echnaton ,widzę że uważnie śledzisz moje posty, no niech będzie .. wytłumaczę się zaraz z tego.

Otóż właśnie umysł jest wg mnie separatorem ,który umożliwia w  gruncie rzeczy nierozerwalnie powiązanemu z "nami" Wszechświatowi uczyć się samemu o sobie.
Mówimy o sobie, że jesteśmy świadomi, gdy jednocześnie nie wiemy ani czym jest świadomość, ani gdzie jest. Mówimy, czyli kto mówi ? Egotyczna istota posługująca się umysłem. Istota, która poznaje samą siebie w swoim dążeniu do wyjaśnienia czym jest świadomość.
Wg mnie rozdzielenie umysłu od świadomości jest pozorne, ma służyć jedynie samopoznaniu
Może lepiej niż ja umie to cytat z książki Browna Courtneya

Cytuj
Ostatecznym celem medytacji jest ćwiczenie umiejętności odczuwania pola świadomości, aż do
osiągnięcia zwiększonej percepcji tego, co niefizyczne. Po ukończeniu tego procesu, nie ma potrzeby
dalszej medytacji. Osoba taka ma wysoce rozwiniętą świadomość i doznała samorealizacji. Oznacza
to, iż nie prowadzi ona już podwójnego życia, w którym normalna świadomość ograniczona jest do
postrzegania zewnętrznych zmysłów fizycznych, a nie sięga jaźni wewnętrznej. Człowiek, który
osiągnął samorealizację ma tylko jedną połączoną (to jest wzajemnie połączoną) świadomość
.

http://www.latarnia.cba.pl/Brown%20Courtney%20-%20Kosmiczna%20Podroz.pdf

Na dzień dzisiejszy uważam, ze umysł może osiągnąć stan samorealizacji stając się "jedną połączoną (to jest wzajemnie połączoną) świadomością "
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Echnaton

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 96
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #42 dnia: Sierpień 27, 2011, 08:57:30 »
Heheh , Echnaton ,widzę że uważnie śledzisz moje posty, no niech będzie .. wytłumaczę się zaraz z tego.

Zdziwiłbym się East jakbyś nie wybrnął nawet z tej sytuacji. ;) Właśnie o to mi chodzi, że to mowa trawa...
Nie martw się, nie prześladuje Cię ;) Akurat niedawno gdzieś tam gadaliśmy o tej "komunikacji z kosmosem" (sorry, że nie ciągne tamtego tematu, ale stwierdziłem, że nie ma sensu) i zapamietałem to "dostrajanie" nas do reszty... (wiesz ile szukałem ten Twój wcześniejszy post ?! - 2 razy przewertowałem całe foro :) ).

Mówimy, czyli kto mówi ? Egotyczna istota posługująca się umysłem. Istota, która poznaje samą siebie w swoim dążeniu do wyjaśnienia czym jest świadomość.
Wg mnie rozdzielenie umysłu od świadomości jest pozorne, ma służyć jedynie samopoznaniu

Proponuje zapamietać to ostatnie zdanie i przeczytać: "Samopoznanie i nowy umysł" J.Krishnamurtiego.
Cytuj
cyt.:"Kiedy pojawi się jasność samopoznania, wówczas zjawi się i miłość ze swą dobrocią, przyjdzie spontanicznie pokora i wolność od pamięci, od przeszłości. A z tego zrodzi się twórczość. (...) Twórczość pojawia się tylko wtedy, gdy istnieje miłość i śmierć. Twórczość pojawia się tylko wtedy, gdy każdego dnia umieramy dla wszystkiego i nic nie gromadzimy w pamięci."

Pozdro
« Ostatnia zmiana: Sierpień 27, 2011, 08:59:14 wysłana przez Echnaton »
Wolność daje kolosalną energię, intensywność i żywotność. Tracicie ją zupełnie, uznając autorytety profesorów, czy duchowych przywódców. Uczuciowo jesteście sentymentalni, ogromnie przywiązani do jakiegoś boga, czy jakiejs osoby. Nie daje to energii ponieważ kryje w sobie lęk. - Jiddu Krishnamurti

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 615
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #43 dnia: Sierpień 27, 2011, 10:30:15 »
@Echnaton
Cytuj
Właśnie o to mi chodzi, że to mowa trawa...
Miewam też takie obawy, że to "mowa trawa" bo tak to wygląda pozornie. Sam mam niejednokrotnie takie wrażenie nawet czytając jakieś okrągłe zdania różnych wschodnich czy zachodnich mistrzów.
I wtedy staram się znaleźć jakieś dowody, które by do mnie przemówiły ale były też oczywiste dla innych ludzi. Znajduję je w przyrodzie, w jej zorganizowaniu, w wewnętrznej budowie mojego organizmu i konstrukcji całego wszechświata. W zrozumieniu tego bardzo pomocna jest święta geometria. I wtedy dochodzi do mnie, że to jest proces. Wcześniej, zanim się dowiedziałem mój umysł opierał się na innych założeniach, które były po prostu nieharmoniczne, były to jakieś na prędce sklecone rusztowania w taki sposób, że aż dziw iż ta konstrukcja się trzymała w ogóle. Tak wygląda dziś otaczająca nas rzeczywistość - chaotyczna, podzielona, pełna praw tworzących nowe, głupie prawa wg zasady rowerzysty. Rowerzysta musi pedałować bo jak nie to się przewróci. I taki jest umysł. Kiedy zapatrzony tylko w siebie staje się barokowy, pełen sprzeczności, nieraz mroczny, zabłąkany aby nie powiedzieć że obłąkany. Do chwili, kiedy pierwszy raz odczuje połączenie. Wtedy zacznie poznawać . Pojawia się światło, porządek, organizacja, sens.

Pewnym oświeceniem było dla mnie to, że mój organizm ,50 trylionów komórek gra w jednej orkiestrze, harmonicznie i że tymi procesami nie kieruje jakiś chemiczny procesor z białek ,które wg biologów same z siebie "wiedzą" jak SIĘ zorganizować ( SIĘ - pojawia się na każdej karcie każdego klasycznego podręcznika od biologii, szlag mnie trafiał gdy niby naukowiec próbuje mi wmówić że coś SIĘ samo robi ), lecz kieruje   inteligentna świadomość. Gdzie ? - wewnątrz mikrotubul, które zawiadują całym systemem nerwowym, funkcjonowaniem komórek, koordynacją ich pracy, podziałem itd. JAK ? W ciepłym środowisku żywej istoty zachodzą zjawiska kwantowe. Świadomość ma naturę kwantową. Ustanawia "komunię" -czyli rezonans - w całym organizmie i poza nim. Jest komunikacją, przenika i spaja wszystko od galaktyk ,poprzez organizmy żywe po atomy. "Zrobiona jest" z fal "piany" skali Plancka. W niej znajduje się zapis wszystkiego, cała wiedza, bez niej nie istnieje nic, panuje ciemność.
I cała ta wiedza dostępna jest w nas samych, można ją posiąść zarówno na drodze kontemplacji jak i na drodze umysłowych dociekań przy pomocy zewnętrznych narzędzi, spoza - czyli z rzeczywistości świata podzielonego.
To jest właśnie samopoznawanie się świadomości.

Cytuj
Nie martw się, nie prześladuje Cię

Wiem ,że nie prześladujesz, po prostu konstruktywnie krytykujesz :) A to zmusza mnie do weryfikacji wiedzy i znalezienia sposobu lepszego jej wyrażenia. Dzięki.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #44 dnia: Październik 01, 2011, 15:35:11 »
NASZ OBRAZ WSZECHŚWIATA


Pewien bardzo znany uczony (niektórzy twierdzą, że był to Bertrand Russell) wygłosił kiedyś popularny odczyt astronomiczny. Opowiadał, jak Ziemia obraca się dookoła Słońca, a ono z kolei kręci się wokół środka wielkiego zbiorowiska gwiazd, zwanego naszą Galaktyką. Pod koniec wykładu w jednym z końcowych rzędów podniosła się niewysoka, starsza pani i rzekła: "Wszystko, co pan powiedział, to bzdura. Świat jest naprawdę płaski i spoczywa na grzbiecie gigantycznego żółwia". Naukowiec z uśmieszkiem wyższości spytał: "A na czym spoczywa ten żółw?" Starsza pani miała gotową odpowiedź: "Bardzo pan sprytny, młody człowieku, bardzo sprytny, ale jest to żółw na żółwiu i tak do końca!"
Dla większości ludzi obraz świata jako nieskończonej wieży z żółwi może się wydać śmieszny, ale czemu właściwie uważamy, że sami wiemy lepiej? Co wiemy o wszechświecie i jak się tego dowiedzieliśmy? Jak wszechświat powstał i dokąd zmierza? Czy wszechświat miał początek, a jeśli tak, to co było przedtem? Osiągnięcia fizyki ostatnich lat, umożliwione przez fantastyczny rozwój techniki, sugerują pewne odpowiedzi na te stare pytania. Kiedyś nasze odpowiedzi będą się wydawały równie oczywiste, jak oczywiste jest dla nas, że Ziemia obraca się wokół Słońca - albo równie śmieszne jak pomysł wieży z żółwi. Tylko czas (czymkolwiek on jest) pokaże, ile są one warte.

Już 340 lat przed Chrystusem grecki filozof Arystoteles w swej książce O niebie potrafił przedstawić dwa dobre argumenty na poparcie twierdzenia, że Ziemia jest kulą, a nie płaszczyzną. Po pierwsze, Arystoteles zdawał sobie sprawę, że zaćmienia Księżyca powoduje Ziemia, zasłaniając Słońce. Cień Ziemi na Księżycu jest zawsze okrągły, co byłoby uzasadnione tylko wtedy, jeśli Ziemia byłaby kulą. Gdyby Ziemia była płaskim dyskiem, jej cień na ogół byłby wydłużony i eliptyczny, chyba że zaćmienie zdarza się zawsze wtedy, gdy Słońce znajduje się dokładnie nad środkiem dysku. Po drugie, dzięki swym podróżom Grecy wiedzieli, że jeśli Gwiazdę Polarną obserwuje się z rejonów południowych, to widać ją niżej nad horyzontem niż wtedy, gdy obserwator znajduje się na północy. (Ponieważ Gwiazda Polarna leży nad biegunem północnym, pojawia się ona dokładnie nad głową obserwatora stojącego na biegunie, obserwator na równiku widzi ją natomiast dokładnie na horyzoncie). Znając różnicę położenia Gwiazdy Polarnej na niebie, gdy obserwuje się ją w Egipcie i w Grecji, Arystoteles oszacował nawet, że obwód Ziemi wynosi 400 000 stadionów. Nie wiemy, ilu metrom dokładnie odpowiadał jeden stadion, ale prawdopodobnie było to około 180 metrów. Jeśli tak, to Arystoteles popełnił błąd: podany przezeńobwód Ziemi jest dwa razy większy niż przyjmowany przez nas. Grecy znali i  trzeci argument przemawiający za kulistością Ziemi: gdyby Ziemia nie była kulą, to czemu najpierw widzielibyśmy pojawiające się nad horyzontem żagle statków, a dopiero później ich kadłuby?

cały text tutaj:http://imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=334:nasz-obraz-wszechwiata&catid=54:po-siodme&Itemid=154
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #45 dnia: Październik 13, 2011, 12:16:15 »
Gregg Braden napisał nową książkę pt. „Deep Truth: Igniting the Memory of Our Origin, History, Destiny and Fate” („Głęboka prawda: uruchamianie pamięci naszego powstania, historii, przeznaczenia i losu”). Tytuł nawiązuje do tematu konwersacji dwóch słynnych fizyków – Nielsa Bohra i Alberta Einsteina – na temat natury prawdy. Bohr doszedł wówczas do wniosku, że prawda nie jest czymś absolutnym i podlega negacji. W tym procesie negacja sama staje się głęboką prawdą. Widzimy to na przykładzie naszej relacji ze światem poprzez naukę, która w swoim rozwoju obala głęboką prawdę przeszłości o której wspominał Bohr. Książka Bradena mówi o nauce opartej na badaniach empirycznych i recenzjach naukowych (co jest najwyższą formą weryfikacji odkryć naukowych) autorstwa niezależnych naukowców sprawdzających na gruncie niezależnym jej empiryczną prawdziwość. Jest to dla Bradena niezwykle ważny element naszego życia, bo właśnie tu widzi on przyczyny kryzysu ludzkości z jakim mamy obecnie do czynienia. Mówiąc w skrócie, ten kryzys mamy dlatego, że nauka obalając jedną głęboką prawdę nie jest w stanie na jej miejsce ustanowić tej nowej – nie ma wystarczającej siły aby trafić nie tylko do ludzkiej świadomości czy szkolnych podręczników, które nadal nauczają tego wszystkiego co właśnie zostało obalone.

Obecnie nauka opiera się na pięciu kluczowych założeniach, które wykłada się w niezmiennej formie w szkołach już od kilku pokoleń. Są to:

 Ewolucja wyjaśnia pochodzenie życia
Cywilizacja rozpoczęła się ok. 5 tys. lat temu
Świadomość nie jest częścią świata fizycznego
Przestrzeń pomiędzy elementami jest pusta
Natura oparta jest przetrwaniu najlepiej przystosowanych czyli najmocniejszych
I wszystkie one są fałszywe.

Kiedy zadamy sobie pytanie : kim jesteśmy? Odpowiadamy sobie na nie najczęściej poprzez te naukowe założenia, które w nas wpojono i które definiują istotę naszego życia. Tymczasem fałszywość wymienionych wyżej założeń udowodniono bez cienia wątpliwości w naukowy sposób. Mimo to, te obalone prawdy są wciąż przekazywane tak przez media jak i przez szkoły. Jest to szczególne ważne w czasach, w których żyjemy obecnie, bo próbujemy sprostać jednemu z największych kryzysów ludzkości znanych historii. Próba rozwiązania takiego kryzysu przy użyciu fałszywych założeń nie tylko go nie rozwiązuje, ale powiększa. Jednym z tych założeń, które niosą ze sobą najwięcej zła jest to, które pochodzi od Darwina a które bezpośrednio wpływa na nasze myślenie o ekonomii, biznesie i systemie monetarnym.

Do 1851 roku odpowiedź na pytanie : „kim jesteśmy?” dawał Kościół. W 1851 roku Karol Darwin opublikował swoją pierwsza książkę „O pochodzeniu gatunków” i było to dzieło niezwykle ważne, bo po raz pierwszy naukowiec postanowił odpowiedzieć na pytanie, na które odpowiadał zazwyczaj Kościół. Przez fakt, że pomysł Darwina był oparty na nauce, jego teoria została nie tylko zaakceptowana, ale także stała się szybko częścią zachodniego sposobu myślenia. Jeśli się nad tym zastanowić, to nasza obecna cywilizacja jest wynikiem tego, co wydarzyło się przez ostatnie 150 lat, gdzie fałszywe założenie Darwina odgrywa niezwykle doniosłą rolę.

Darwin uznał, że jedynie najbardziej przystosowani do wymogów natury są w stanie przetrwać walkę o byt na kły i pazury. Stwierdzenie to rozumie się najczęściej w ten sposób, że największe szanse przetrwania mają najsilniejsi. Zarzucając Darwinowi, że wyciągnął on fałszywe wnioski nie mówimy przez to, że był on złym naukowcem, bo z pewnością nie był – lecz w czasach, w których budował on swoją teorię, nikt nie miał pojęcia o budowie komórki czy istnieniu DNA, co jest jednym z kluczowych elementów przetrwania. Jego obserwacje dotyczyły także wąskiego wycinka świata, który następnie ekstrapolował na całą naturę, włączając w to człowieka. Opisywał on np. jeden gatunek mrówek, który zniewala i wykorzystuje inny gatunek mrówek. Dawał przykład kukułki, która po wykluciu się wypycha inne jajka lub pisklęta z gniazda bo są dla niej konkurencją itd…

Twierdzenie o tym jakoby największe szanse przetrwania mają najlepiej przystosowani nieoczekiwanie miało i ma nadal olbrzymie konsekwencje dla ludzkości. Z przykładów Darwina wyciągnięto wnioski poprzez które definiowano zasady na jakich opiera się życie w świecie, w którym mieli przetrwać najmocniejsi a ci słabsi musieli po prostu umrzeć. Jest to bardzo niebezpieczny sposób rozumowania. Na bazie tego powstały m. in. korporacje i globalizm. Źródła największych tragedii poprzedniego wieku można znaleźć bezpośrednio w teorii Darwina. Hitler parafrazował Darwina w swoim „Mein Kampf”. Bezpośrednio na ojca teorii ewolucji powoływał się przewodniczący Mao-tse tung. Czystki etniczne uzasadniano poprzez naukę, która dawała przyzwolenie na masowe zbrodnie (idea czystości rasowej, eugenika itd.).

Tymczasem ponad 400 naukowych prac, których wyniki przeszły sito naukowych recenzji zaprzeczają prawdziwości takiemu założeniu Darwina. Badania naukowe starały się odpowiedzieć na pytanie: Jaka jest optymalna ilość konkurencji, w dowolnym środowisku ( w szkolnej klasie, w pracy, w rodzinie) człowieka. Wszystkie prace -  ponad 400 – w swoich wynikach ustaliły zgodnie tą samą liczbę. Liczbą tą było 0. Zero. Okazało się, że konkurencja zabija nie tylko indywidualność, ale także społeczność. W naturze co prawda funkcjonuje konkurencja, ale nie jest to w żadnym wypadku model na jakim zbudowane jest działanie świata. Tym modelem jest nie rywalizacja a kooperacja i pomaganie sobie nawzajem. To co widzimy w dzikiej przyrodzie to nie są zwierzęta z których każde żyje dla siebie – są one połączone ze sobą gęstą siecią niewidzialnych zależności. Kooperacja jest niezwykle pożądaną strategią, potrzebną do przetrwania, jest podstawą najbardziej dramatycznych kroków jakie podejmowane są w życiu zwierzęcia. Kiedy kooperacja się rozpada – skutki stają się opłakane. Tymczasem instytucja korporacji, w której cieniu wzrastamy przez ostatnie 100 lat jest oparta na przetrwaniu najlepiej przystosowanych i najmocniejszych. Na tych podstawach zbudowany jest system ekonomiczny świata. Na własnym przykładzie możemy dostrzec, że ważniejsze są dla nas pieniądze niż nasza relacja ze światem. Jest to przykład w jaki sposób fałszywe założenie naukowe może mieć ogromne konsekwencje dla świata i Gregg Braden uznaje to za główną przyczynę szalejącego kryzysu, który może mieć nieobliczalne skutki, jeśli w porę się nie opamiętamy.

http://nowaatlantyda.com/2011/10/12/gleboka-prawda/
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Online Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1744
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #46 dnia: Październik 28, 2011, 20:20:09 »
Niesamowite odkrycie dot. materii w kosmosie
28.10.2011

Złożona materia organiczna jest tworzona przez gwiazdy i występuje powszechnie w kosmosie - sugerują wyniki badań wykonanych przez hongkońskich astronomów. Opublikowano je w najnowszym wydaniu czasopisma "Nature".

Prof. Sun Kwok oraz dr Yong Zhang z Uniwersytetu Hongkońskiego przeprowadzili badania, które obejmowały analizę promieniowania podczerwonego gwiazd, materii międzygwiazdowej i galaktyk, a dokładniej tajemniczych struktur widmowych zwanych "niezidentyfikowanymi emisjami podczerwonymi".

Do obserwacji naukowcy użyli dwóch podczerwonych teleskopów pracujących w kosmosie: Podczerwonego Obserwatorium Kosmicznego (Infrared Space Observatory) oraz Kosmicznego Teleskopu Spitzera (Spitzer Space Telescope).

Zobacz, gdzie są planetaria w Polsce


Przez ostatnie 20 lat główna teoria próbująca wyjaśnić pochodzenie tych struktur widmowych przypisywała je prostym molekułom organicznym złożonym z atomów węgla i wodoru, zwanych policyklicznymi węglowodorami aromatycznymi(PAH - polycyclic aromatic hydrocarbon).

Kwok i Zhang pokazali na podstawie swoich obserwacji, że te struktury widmowe nie dadzą się wyjaśnić za pomocą cząsteczek PAH. W zamian proponują, by uznać, że źródłem tych struktur widmowych jest mieszanina składników aromatycznych (pierścieniowych) i alifatycznych (łańcuchowych), o strukturze tak złożonej, co węgiel i ropa naftowa.

Wyniki badań Kwoka i Hanga wskazują, że materia ta jest tworzona przez gwiazdy i przez nie wyrzucana w przestrzeń międzygwiazdową. Co więcej, pył uformowany wokół gwiazd, które wybuchły jako nowe, okazuje się zawierać cząsteczki organiczne podobne do tych występujących w meteorytach.

- Nasze badania pokazały, że gwiazdy nie mają problemów z tworzeniem składników organicznych w warunkach bliskich próżni. Teoretycznie jest to niemożliwe, ale obserwacyjnie możemy dostrzec, że się dzieje - powiedział prof. Kwok.

http://wiadomosci.onet.pl/nauka/niesamowite-odkrycie-dot-materii-w-kosmosie,1,4891601,wiadomosc.html
« Ostatnia zmiana: Październik 28, 2011, 20:23:01 wysłana przez Leszek »

Offline Vortex7

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 332
    • Zobacz profil
    • Bezdomny blog
    • Email
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #47 dnia: Październik 28, 2011, 23:03:24 »
Ziemia, w rozumieniu nauki, jest typowym pyłem planetarnym, jakich wiele we wszechświecie (tak nakazuje prawdopodobieństwo i obowiązujący model ewolucji wszeświata).
Nie ma powodów przypuszczać, by formy organiczne obecne na Ziemi nie były obecne gdziekolwiek indziej.

Hye Jok, użytkownik forum ŚG

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza - Biocentryzm
« Odpowiedź #48 dnia: Grudzień 03, 2011, 22:28:12 »
Biocentryzm



Im głębiej spoglądamy w kosmos, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że jego natury nie da się zrozumieć jedynie przez obserwację galaktyk spiralnych czy wybuchu odległych supernowych. Leży ona znacznie głębiej, a dokładnie w naszym postrzeganiu. Teoria biocentryzmu zakłada, że kosmosu nie da się pojąć nie uwzględniwszy w jego badaniu kwestii życia i świadomości, które go współtworzą…
Pomysł ten przyszedł do głowy jednemu z nas, kiedy podczas spaceru w lesie natknął się na wielkiego pająka. Stworzenie utrzymywało się na jednej nitce , starając się wykryć wibracje insekta, który wleciał w jego sieć i starał się oswobodzić. Pająk badał swój wszechświat, jednak wszystko, co znajdowało się poza pajęczyną było dla niego nie do pojęcia. Obserwujący pająka człowiek wydawał się być dla niego taką samą odległą tajemnicą, jaką dla nas są obserwowane przez teleskopy ciała niebieskie. Było jednak w tym coś jeszcze. Ludzkość także siedzi w centrum wielkiej pajęczyny czaso-przestrzeni, której poszczególne nitki tworzą całość za pomocą praw, które mieszkają w naszych umysłach.....

http://imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=374:biocentryczny-kosmos--czyli-wszechwiat-w-oku-patrzcego&catid=52:po-pite&Itemid=69
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza-METAKOSMOLOGIA
« Odpowiedź #49 dnia: Grudzień 05, 2011, 20:08:09 »
Jednym z najgłębszych pytań, jakie można postawić przed nauką, to pytanie o pochodzenie, ewolucję i strukturę wszechświata. Od wieków próbowali znaleźć na nie odpowiedź filozofowie i teologowie, leżało ono bowiem daleko poza możliwościami nauk przyrodniczych. Dopiero gwałtowny rozwój tych nauk w XX wieku umożliwił udzielenie naukowej, spójnej i całościowej odpowiedzi na to pytanie. W XX wieku narodziła się bowiem nowa nauka przyrodnicza - kosmologia (czasami nazywana również kosmologią fizyczną), badająca i opisująca wszechświat jako całość. Kosmologia rozumiana jako globalna teoria kosmosu może być uważana za dział fizyki, gdyż jest w swej istocie fizyką kosmosu. Kosmologia jest obecnie jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi nauk ścisłych. Odniosła ogromny sukces, dając zgodne z obserwacjami astronomicznymi wyjaśnienie powstania, ewolucji i budowy wszechświata.
Kosmologia -nauka przyrodnicza stosująca empiryczno-matematyczną metodę badań fizycznych - nie jest jednak w stanie udzielić odpowiedzi na takie fundamentalne pytania, jak: Czy istnienie wszechświata ma sens? Co istniało, zanim wszechświat powstał? Dlaczego wszechświat jest racjonalny? Jakie jest miejsce człowieka we wszechświecie?
 
Pragnąc odpowiedzieć na powyższe pytania w niniejszej książeczce musimy opuścić ramy kosmologii fizycznej i wkroczyć na teren uważany za domenę filozofii. Dlatego nosi ona tytuł Metakosmologia, a przedrostka "meta" użytq w znaczeniu "poza". Tytuł ten oznacza więc rozważania dotyczące wszechświata jako całości, wykraczające poza ramy kosmologii fizycznej. W takim rozumieniu metakosmologia jest rozważaniem zagadnień metafizycznych odnoszących się do kosmosu i może być uważana za dział metafizyki.
 
Rozpatrzymy własności wszechświata na czterech poziomach: na poziomie faktów uzyskanych bezpośrednio z obserwacji astronomicznych prowadzonych metodami fizycznymi, na poziomie klasycznej i kwantowej teorii wielkiego wybuchu oraz na poziomie metakosmologicznym. Rozważania metakosmologiczne prowadzą do pewnego ogólnego modelu rzeczywistości. Właśnie ten model rzeczywistości umożliwia uzyskanie odpowiedzi na fundamentalne pytania natury egzystencjalnej. Pozwala również na prezentację całościowej i spójnej wizji rzeczywistości w pełni zgodnej z wynikami współczesnej fizyki i kosmologii.
 
Książeczka z pewnością zainteresuje czytelnika o wykształceniu ogólnym, którego niepokoją lub interesują fundamentalne problemy światopoglądowe. Znajdzie w niej bowiem sporo materiału do przemyśleń nawet wtedy, gdy nie zaakceptuje proponowanego w niej ogólnego modelu rzeczywistości i związanego z nim światopoglądu.
 
Została ona napisana jako pozycja popularnonaukowa, a jej dodatkową zaletą jest fakt, że nie zawiera żadnych wzorów matematycznych. Ze względu jednak na częste występowanie "astronomicznie" wielkich liczb zastosowano ich zapis potęgowy. Tak więc na przykład bilion sekund to 1012 s, a jedna miliardowa część metra - 10-9 m itp.
 
Rozdział 1 zawiera opis zasadniczych dla kosmologii faktów astronomicznych odnoszących się do obserwowanego wszechświata. W rozdziale 2 przedstawiono w skrócie podstawowe kwestie dotyczące trzech głównych działów kosmologii fizycznej: kosmologii klasycznej, kosmologii inflacynej i kosmologii kwantowej. Omówienie każdego z nich kończy się pytaniami, na które nie znajdujemy odpowiedzi w ramach danego działu kosmologii. W rozdziale 3 przekroczono ramy kosmologii fizycznej, przechodząc do rozważań metakosmologicznych, które pozwoliły na wyprowadzenie zasad teorii kwantów i kosmologii kwantowej. Na końcu podrozdziału 3.1 sformułowano pytania, na które zaproponowana metakosmologia nie potrafi odpowiedzieć. Z tego powodu podrozdział 3.2 poświęcono wzbogaceniu metakosmologii o nowe, dalekie od fizyki pojęcia, które umożliwiają skonstruowanie metakosmologii udzielającej odpowiedzi na wszystkie fundamentalne pytania egzystencjalne i wyjaśniającej sens istnienia człowieka oraz wszechświata. Metakosmologia ta wskazuje również źródło istnienia i racjonalności wszechświata.

Więcej na:
http://imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=377:metakosmologia&catid=54:po-siodme&Itemid=154
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #50 dnia: Grudzień 06, 2011, 11:22:29 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=50rpif4cLCg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=50rpif4cLCg</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #51 dnia: Luty 05, 2012, 20:18:54 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=NUfYyV3akHQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=NUfYyV3akHQ</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=q3J9mr6iMPE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=q3J9mr6iMPE</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Czy istnieją dodatkowe wymiary
« Odpowiedź #52 dnia: Luty 06, 2012, 19:55:34 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=oQ1vUZ55rqM" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=oQ1vUZ55rqM</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #53 dnia: Luty 28, 2012, 22:40:36 »
Przekształcenie 3D (trójwymiarowego) torusa w formę - stan 2D (dwuwymiarowy)

http://pannamigotka.salon24.pl/
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #54 dnia: Luty 28, 2012, 23:46:43 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=zIs4BuoH_cU" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=zIs4BuoH_cU</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=H2Ol9D_ZPw0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=H2Ol9D_ZPw0</a>
« Ostatnia zmiana: Luty 29, 2012, 00:07:49 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Nauka oparta jest na dowodach, więc się nie myli!
« Odpowiedź #55 dnia: Wrzesień 20, 2012, 20:06:42 »



Właściwie to ja nie powinnam nic pisać, bo zestawienie tych dwóch okładek „Time’a”, pierwszej z roku 1977 i drugiej z 2006, mówi wszystko.

Ponieważ moje teksty namiętnie czytują smarkaci pseudo-racjonaliści, którzy rok 1977 widzieli w najlepszym razie we własnej metryce, ale przy każdej możliwej okazji kochają mi wmawiać, że „tak było zawsze” pozwolę sobie zadać pytanie: a co ty dziecinko wiesz o tym, co było zawsze? Czytywałeś tygodnik „Time” w latach 1970. i pamiętasz, co głosiła nauka w tamtym czasie?

Autorytarni wyznawcy, którzy ogniem i mieczem krzewią w świecie świętą wiarę w naukę i jej najnowsze, nieomylne objawienie o zagrażającym życiu biologicznemu globalnym ociepleniu, niech sobie dobrze przemyślą, komu wierzą, a jeszcze lepiej, niech się zastanowią, czy w ogóle warto wierzyć komukolwiek w cokolwiek. Otóż drogie dziatki, jeśli wierzycie, że globalne ocieplenie jest faktem naukowym, to powiem wam, że w latach 1970. naukowcy kazali nam wierzyć (i umierać z przerażenia), że właśnie nadciąga lodowiec!

Wspomniani wyżej „autorytarni wyznawcy” to niebezpieczni użyteczni idioci, którzy fanatycznie wierzą we wszystko, co jest podpisane przez Bardzo Ważne Autorytety. I nie ważne, czy są to autorytety religijne, polityczne, naukowe czy dowolne inne, byle tylko były to Osoby Trzymające Władzę. Rolą autorytarnego wyznawcy jest pełnić rolę wściekłego psa łańcuchowego, rzucającego się do gardła każdemu, kto śmie negować Najświętsze Prawdy Objawione, podane do wierzenia ludzkiej owczarni.

Globalne ocieplenie zostało udowodnione.

A wiecie jak?

Osiągnięto KONSENSUS NAUKOWY!

Ileś-tam tysięcy naukowców z różnych dziedzin poparło swoim autorytetem tę teorię!

Nie niezbite dowody naukowe, lecz coś w rodzaju demokratycznego głosowania zadecydowało o tym, że zmiany klimatyczne stały się faktem. Wprawdzie za głosowanie przeciw grozi utrata grantów, stołków, a nawet prawa do wykonywania zawodu, ale demokracja sterowana to też demokracja.

W średniowieczu panował konsensus naukowy co do tego, że ziemia jest płaska, a słońce krąży wokół niej. Wtedy za negowanie tej świętej prawdy groził stos. Dziś grozi tylko utrata dobrego imienia i źródła dochodów – wielki postęp uczyniliśmy od wieków ciemnych, nieprawdaż?

Rolą owcy jest trząść się ze strachu i płacić „za ochronę” przed każdą kolejną plagą egipską, wymyślaną przez rządzącą światem mafię psychopatów. W latach 70. płaciliśmy, żeby powstrzymać lodowiec, w latach 1990. za dziurę ozonową, w nowym milenium płacimy, żeby powstrzymać globalne ocieplenie, a teraz za szczepionki przeciw banalnym chorobom wieku dziecięcego. Tak, drogie zastraszone owieczki, właśnie na horyzoncie pojawiło się śmiertelne zagrożenie ospą!!! Nie, nie prawdziwą! WIETRZNĄ!!! Łagodna choroba wieku dziecięcego, objawiająca się swędzącymi bąbelkami i pozostawiająca w najgorszym razie maleńkie, trwałe dołeczki na skórze, zwane „dziobami”, nagle stała się śmiertelnym zagrożeniem, gorszym, niż średniowieczna dżuma!!! Więc szczepcie się owce koniecznie, kupujcie drogie szczepionki i wstrzykujcie je swoim młodym, niech ledwo widoczne „dzioby” zamienią na autyzm, alergie, nowotwory, cukrzycę i 1000 innych, potencjalnie śmiertelnych chorób. Przecież Big Pharma musi zarobić na miliardowe odszkodowania, wypłacane za trucie i zabijanie naiwnych, leczących się nowoczesnymi lekami alopatycznymi.

Ech, ręce i nogi opadają i wprost pisać się odechciewa. Ludzkość nie wyciąga żadnych wniosków z tego, co widzi własnymi oczami i niczego się nie uczy. Zamiast myśleć woli poddawać się medialnej propagandzie i pseudo-racjonalistycznemu praniu mózgów. Ludzie wolą dać się zabić w męczarniach, wolą patrzeć na cierpienie i śmierć swoich dzieci, niż narazić się na etykietkę oszołoma, leczącego się ziółkami, pajęczyną i magicznymi zaklęciami.

Wolna wola kochani, każdy jest kowalem własnego losu i sam poniesie konsekwencje własnych wyborów. Wiedza chroni, ignorancja naraża!

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Jestem za, a nawet przeciw
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Spirit Science 21 ~ The Torus
« Odpowiedź #56 dnia: Listopad 06, 2012, 18:57:10 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=1-4zdmd0TNU" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=1-4zdmd0TNU</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #57 dnia: Grudzień 10, 2012, 01:53:09 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=My02NFCwcQo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=My02NFCwcQo</a>

Aldous Huxley autor „Nowego Wspaniałego Świata" porusza intrygujący temat dyktatury naukowej. Wywiad jest z roku 1962, jednakże spostrzeżenia Huxleya wydają się być jak najbardziej na czasie. Wygląda na to, że z czasem wizje autora nabierają jeszcze większej wagi.
Wykład jest generalnie o tym jak nowe techniki umożliwiają potencjalnym dyktatorom wprowadzenie nowego systemu dyktatury, tzw. dyktatury naukowej. Przyszłe dyktatury nie będą tak krwawe jak te z przeszłości, teraz będą miały inny charakter... Jak dla mnie równie przerażający. Jak dokładnie będzie wyglądała dyktatura przyszłości?
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #58 dnia: Marzec 10, 2013, 20:31:50 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=z5dA5eK7ECY" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=z5dA5eK7ECY</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #59 dnia: Listopad 18, 2015, 00:07:13 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=VGs-BRd_8OI" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=VGs-BRd_8OI</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #60 dnia: Listopad 21, 2015, 17:09:48 »
Kosmologia jest skomplikowana. Mechanika kwantowa jest skomplikowana i dziwaczna. Nie muszę pisać co może wyniknąć z mariażu obu tych dziedzin. Ogólna teoria względności opisuje przestrzeń, czas i w ogóle wszystko co obserwujemy na co dzień, podczas gdy fizyka mikroświata stoi na probabilistycznym fundamencie dualizmu korpuskularno-falowego. Einstein i całe zastępy jego naśladowców, po dziś dzień nie mogą ścierpieć sytuacji, w której fizykę zdają się opisywać dwa zupełnie różne zestawy reguł.

Jeden z pierwszych kroków na tej nieznanej ziemi, próbowali postawić Bryce DeWitt oraz John Archibald Wheeler. Dwaj nieustraszeni Teksańczycy w latach 60. robili karierę w Instytucie Badań Zaawansowanych Princeton, którego korytarze do niedawna przemierzał rozczochrany geniusz. Trapiło ich również to samo pytanie co twórcę teorii względności: jak można odnieść równania mechaniki kwantowej do największego fizycznego obiektu, czyli całego wszechświata? Był to szalony problem, który nie mógł zostać rozwiązany bez nadludzko kreatywnego podejścia do tematu.

archibald wheeler
John Wheeler.

Równanie falowe dla wszechświata
Sercem fizyki kwantowej jest równanie zmajstrowane przez Erwina Schrödingera. Nie wskazuje nam ono cząstki paluchem („o tutaj!”), racząc nas zamiast tego funkcją Ψ – funkcją falową (jeśli czujesz się zagubiony, proponuję pobuszować w tekstach pod tym hasztagiem). Opisując stan kwantowy dowolnej cząstki elementarnej – bez względu na nasze starania – zadowalamy się właśnie funkcją „psi”. DeWitt oraz Wheeler zapragnęli wycisnąć ze starego wzoru ostatnie soki i otrzymać informację na temat stanu kwantowego wszechświata jako całości. Pojawił się jednak pewien delikatny kruczek. Jak pamiętacie, sadystycznie usposobiony Schrödinger długo i rozwlekle gdybał na temat hipotetycznego kota zamkniętego w pudełku (patrz: tu i tu). Z tych rozmyślań wyłonił się jeden z wielu sporów doktrynalnych, dotyczących wpływu obserwatora na wynik eksperymentu. Nie wdając się w szczegóły: w świecie kwantów, obecność obserwatora redukuje funkcję falową, czyli po prostu wpływa na stan badanego obiektu.

Kto jest obserwatorem dla wszechświata? My? Na gruncie filozoficzno-matematyczno-fizycznych dumań, należy dojść do wniosku, że najlepszy byłby obserwator zewnętrzny. Można polemizować na temat tego czy „ktoś” taki ma w ogóle rację bytu, ale przy obecnym stanie wiedzy najbezpieczniej będzie stwierdzić, że żadnego „zewnętrza” wszechświata nie ma, podobnie jak zewnętrznych obserwatorów. A nawet gdyby było inaczej to i tak nie mielibyśmy szansy tego sprawdzić ani wykorzystać. (Gdybyście jeszcze nie zauważyli, wskoczyliśmy prosto w gęstwinę fizyki teoretycznej. W pełnym tego słowa znaczeniu). Kując swoje równanie DeWitt i Wheeler wraz z paroma kolegami, otrzymali zastanawiające wyniki, dobitnie wskazujące nie tylko na brak zewnętrznego obserwatora, ale również brak zewnętrznego zegara. Czas okazał się dla ich teorii elementem absolutnie zbędnym, w żaden sposób nie wpływającym na kosmiczną funkcję falową.

Wyrzućmy zegary
Mamy prawo protestować, bo wszyscy wiemy, że czas… istnieje. Każdy z nas poddaje się jego nurtowi, nieustannie mknąc z przeszłości, prosto w ramiona przyszłości. Równanie DeWitta-Wheelera opisuje kosmos statyczny, nawet nie z zamrożonymi zegarami, lecz w ogóle ich pozbawiony. Jak to interpretować? I co z tego wynika? Nic dziwnego, iż artykuł profesorów z Princeton stał się rychło przyczynkiem dla setek debat, konferencji i kolejnych teorii, rozwijanych do dziś. Wielu fizyków przyjmując nowe założenia, wyrzuciło z głów dotychczasowe opisy natury czasu. Oczy zaświeciły się fanom tzw. wszechświata blokowego, wyobrażającym sobie całą czterowymiarową czasoprzestrzeń jako zbity zbiór wszelkich wydarzeń, które nasze szacowne rozumy składają w to, co wydaje nam się upływem czasu. Wedle tej interpretacji, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są równowartościowe. Jeszcze odważniejsi uczeni konkludują, iż owa sterta chwil nawet nie jest w żaden chronologiczny sposób ułożona, a „sensowną” sekwencję otrzymujemy dzięki kwantowym regułom prawdopodobieństwa.

Jednoczesność w bloku czasoprzestrzeni (za: Poza kosmosem).

Czy istnieje jakiekolwiek zjawisko potwierdzające tak dziwaczną wizję świata? O dziwo tak. Jak się dobrze zastanowić, idea wszechświata blokowego zgrabnie współgra z einsteinowską względnością jednoczesności. Według teorii względności każdy obiekt i każda istota nosi własny zegar i nie ma w ogóle mowy o istnieniu czasu uniwersalnego dla wszystkich. Równoczesność zachodzenia poszczególnych zdarzeń również pozostaje iluzoryczna, będąc całkowicie uzależniona od układu odniesienia. Jeśli więc uznamy, że wszystkie chwile po prostu są, względność jednoczesności staje się czymś logicznym. Dla zmyślonego zewnętrznego obserwatora wszystkie momenty na osi czasu – formowanie Drogi Mlecznej, wyginięcie dinozaurów i ukończenie tego tekstu – byłyby tak samo dostępne i tak samo aktualne.

Jest jeszcze, popularna ostatnio wśród kosmologów kwantowych, kwestia splątania kwantowego. Para cząstek mimo dzielącego je dystansu – a mówiąc dokładniej, kompletnie bez względu na odległość – zachowuje się jak jednorodny układ. Redukując stan kwantowy fotonu A, wpływamy w sposób natychmiastowy na stan fotonu B, choćby był on umieszczony w laboratorium jakiegoś kosmity, w innej galaktyce. Mamy do czynienia z tzw. nielokalnością układu. Obiekty splątane zachowują się tak jakby nie istniały dlań czas i przestrzeń. Trudno o lepszy prezent dla zwolenników równania DeWitta-Wheelera. Wielu z nich ma przy tym nadzieję, że zestaw skorelowanych cząstek mógłby być wykorzystany jako modelowy miniwszechświat i przynieść pierwsze obserwacyjne potwierdzenia ich założeń.

Pierwsze kroczki kosmologii kwantowej
Najważniejsze pytanie pozostaje otwarte: jeśli równanie falowe dla wszechświata jest poprawne, gdzie podziewa się czas? Lee Smolin – jeden z wiodących współczesnych teoretyków – podaje bardzo plastyczną wizję, w której istnienie czasu pozostaje uzależnione od omawianej skali. Tak, badając wszechświat na poziomie makro (z „zewnątrz”) jak i mikro (wielkość Plancka) – wydałby się on nam statyczny, a czas w naszym rozumieniu przestałby istnieć. To trochę jak z pojęciem temperatury – tłumaczy Smolin – oczywistym w rzeczywistości dużych obiektów, lecz zupełnie nieużytecznym w skali subatomowej.

Literatura uzupełniająca:
M. Heller, Kosmologia kwantowa, Warszawa 2001;
L. Smolin, Czas odrodzony. Od kryzysu w fizyce do przyszłości wszechświata, przeł. T. Krzysztoń, Warszawa 2015;
M. Hohol, Dlaczego Julian Barbour ogłosił koniec czasu?, [online: http://mateuszhohol.filozofiawnauce.pl/wp-content/uploads/2012/12/hohol-barbour.pdf.pdf];
Quantum Experiment Shows How Time ‘Emerges’ from Entanglement, [online: https://medium.com/the-physics-arxiv-blog/quantum-experiment-shows-how-time-emerges-from-entanglement-d5d3dc850933#.tpcln6iq2].

Adam Adamczyk
http://www.kwantowo.pl/2015/11/21/wszechswiat-pozbawiony-czasu/
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl