logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Kluczem do zrozumienia jest wiedza  (Przeczytany 39999 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Co się stanie z aluminium po skręceniu jego struktury ?
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 22, 2010, 23:10:41 »
Aluminium jak stal

22-09-2010 17:34

stal · aluminium · wytrzymałość · University of Sydney · Simon Ringer

Aluminium, lekki powszechnie występujący na Ziemi metal, ma olbrzymią wadę, jest mało wytrzymałe. Pęka pod obciążeniami, którym nie poddają się inne metale. Lekkim i wytrzymały metalem jest za to tytan. Jest on jednak drogi. Dlatego też naukowcy od dawna szukali sposobu na zwiększenie wytrzymałości aluminium.

Udało się to osiągną międzynarodowemu zespołowi pracującemu pod kierunkiem uczonych z University of Sydney. Okazało się, że ściskając aluminium pomiędzy dwoma kowadłami, można uzyskać lekki materiał wytrzymały jak stal.

Podczas prac wykorzystano skręcanie wysokociśnieniowe (HPT - high-pressure torsion). Metoda ta polega na umieszczeniu cienkiego dysku metalu na cylindrycznym kowadle i przyciśnięcie go do drugiego kowadła. W czasie tego procesu jedno z kowadeł powoli się obraca. Nacisk wywierany na metal wynosi około 60 000 kilogramów na centymetr kwadratowy. Po zakończeniu skręcania wysokociśnieniowego aluminium 7075 (to aluminium z niewielką domieszką cynku i magnezu) było przez ponad miesiąc trzymane w temperaturze pokojowej, przeszło zatem proces zwany starzeniem. Zarówno HPT jak i starzenie zmieniły nanostrukturę metalu.

Przeprowadzone później badania wykazały, że tak zmieniony materiał wytrzymuje nacisk 1 gigapaskala. Odpowiada to wytrzymałości najlepszych rodzajów stali i jest wynikiem trzykrotnie lepszym od osiąganego przez standardowe aluminium.

Bliższe badania wykazały, że sieć krystaliczna atomów aluminium została silnie zdeformowana, tworząc hierarchiczną nanostrukturę - wielkość ziaren aluminium zmniejszyła się, a atomy cynku i magnezu połączyły się w grupy o różnej wielkości, których wielkość zależała od położenia wewnątrz lub na krawędziach ziaren aluminium.

Nie wiadomo, jak to się dzieje, że takie ułożenie znacząco wzmacnia aluminium, przyznaje Simon Ringer z University of Sydney.

Uczeni mają nadzieję, że uda się stworzyć proces produkcyjny, który umożliwi tworzenie "superaluminium" w skali przemysłowej. Taki materiał znajdzie zastosowanie w przemyśle samochodowym, lotniczym i posłuży do budowy kamizelek kuloodpornych.


Autor: Mariusz Błoński

Źródło: Science
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 09, 2010, 17:10:23 »
MOŻEMY SIĘ UCZYĆ OD PRZODKÓW

Pod koniec XIX wieku indyjski jogin Swami Vivekananda jako pierwszy zaprezentował w USA i Europie filozofię i religię wedyjską. Spotykał się z wielkimi ówczesnego świata naukowego: Edisonem, lordem Kelvinem, Nicolą Teslą. Tesla zachwycił się wedyjską kosmologią, gdyż nagle zrozumiał, że starożytne koncepcje uzupełniają zachodnie teorie. Jednak mimo starań nie udało mu się tego udowodnić - dopiero teoria względności Einsteina dowiodła, że wedyjska koncepcja tożsamości materii i energii jest prawdziwa. Zapisane w starożytnych tekstach niezwykłe koncepcje naukowe, które daleko wykraczają nawet poza współczesny poziom kosmologii, skłoniły niektórych badaczy do dokładniejszego przyjrzenia się eposom literackim, w których aż się roi od różnych bogów, latających statków i opisów niezwykłych broni. Jeszcze sto lat temu badacze tych tekstów owe opisy traktowali jako wytwór "magicznej" wyobraźni autorów, a to dlatego, że nie posiadali odpowiedniej wiedzy naukowej. Natomiast współcześni fizycy, konstruktorzy samolotów i rakiet kosmicznych, a także ufolodzy, czytając te eposy, łapią się za głowy: toż to żadne bajki! Mamy do czynienia z precyzyjnymi opisami statków napędzanych paliwem chemicznym lub - jak w przypadku współczesnych UFO - nieznaną energią. Rozpoznajemy efekty użycia broni jądrowej, dźwiękowej, promieni paraliżujących itp. A opisy różnych "bogów" jako żywo przypominają współczesne opisy ufonautów. Wszystko to nie mogło być wytworem wyobraźni nawet najgenialniejszego poety. Tak precyzyjne opisy mogły być podane tylko przez świadków tamtych wydarzeń.


Autor: Kazimierz Bzowski 



Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #12 dnia: Październik 13, 2010, 23:15:49 »
Każdy z nas, bez względu na obecną profesję i zakres wykształcenia, przypomina sobie zapewne ze szkolnych lekcji fizyki, że w omawianych teoriach fizycznych występowały tzw. podstawowe stałe takie jak np. stała grawitacji, prędkość światła, stała Plancka, elementarny ładunek elektryczny i jeszcze kilkanaście innych. Zwykle zebrane były razem gdzieś na końcu podręcznika i można było odczytać tam ich wartości liczbowe. Nie zwracało się natomiast szczególnej uwagi na fundamentalny fakt, że te wartości liczbowe stałych nie wynikają z żadnej teorii fizycznej lecz są rezultatem pomiarów. Żadna teoria nie przewiduje ile ma wynosić prędkość światła czy stała grawitacji i dlaczego wynosi akurat tyle ile wynosi. Na szczęście już od kilku ostatnich dziesięcioleci zaczęto wśród fizyków stawiać sobie takie pytanie. Mało tego, zaczęto poszukiwać odpowiedzi na pytanie, a co by było, gdyby tak wartości tych stałych trochę pozmieniać. Rozwój technik komputerowych pozwalał stopniowo symulować sytuacje, w których zaczęto badać jak też by wyglądał nasz świat gdyby w równaniach opisujących znane nam zjawiska pozmieniać wartości stałych fizycznych.

Rezultaty takich prób okazały się zaskakujące. Zmiana wartości liczbowych tych stałych prowadziła do obrazu świata drastycznie różnego od tego jaki znamy. Przy zmienionej wartości elementarnego ładunku elektrycznego i/lub stałej Plancka niestabilna staje się budowa atomu, zupełnie inaczej przebiegają reakcje termojądrowe w gwiazdach (w tym także w Słońcu). Przy pewnych zmianach w ogóle nie chcą formować się gwiazdy i galaktyki lub też formując się bardzo szybko kolapsują do czarnych dziur. Przy innych jeszcze kombinacjach we wszechświecie w ogóle nie powstałyby pierwiastki cięższe od helu a wiec m. in. węgiel, tlen i azot niezbędne do formowania związków organicznych. Cała chemia wyglądałaby zupełnie inaczej. Przy innej wartości stałej Hubble’a opisującej tempo ekspansji wszechświata nie zdążą uformować się galaktyki i gwiazdy wraz z układami planetarnymi. Krótko mówiąc, dostrojenie tych około dwudziestu stałych fizycznych wydaje się dość sztywne i nie pozwalające na żadną niemal dowolność. W przeciwnym razie otrzymujemy świat, w którym nie ma miejsca na znany nam obraz z gwiazdami, planetami, pierwiastkami, chemią organiczną, życiem biologicznym, nie ma wreszcie miejsca dla nas samych. Wygląda więc na to, że prawa fizyki zostały niejako dopasowane do tego abyśmy w ogóle mogli zaistnieć. Z tych rozważań i rezultatów wziął się pewien program intelektualny zwany zasadą antropiczną. Stał się on dużym wyzwaniem dla nauk fizycznych i kosmologii a przy okazji wspaniałym wynikiem, na który natychmiast mogli powoływać się zwolennicy poglądów odwołujących się do zewnętrznej siły sprawczej i dawcy praw natury.

Nauka nie mogła tak całkiem zignorować otrzymanego rezultatu. Jakoś należało się do tego ustosunkować. Próbowano oszacować czysto przypadkowego doboru takiego zestawu stałych fizycznych, który warunkuje znaną nam postać świata. Niezależnie od podejścia do tych oszacowań otrzymywano prawdopodobieństwo tak absurdalnie małe (rzędu 10-230) , że praktycznie nie nadające się do żadnych sensownych rozważań. Innym wybiegiem zastosowanym zwłaszcza w kosmologii były koncepcje wielu światów. Powstało wiele wariantów tych koncepcji, których wspólnym mianownikiem była myśl, że obserwowany przez nas wszechświat nie jest jedynym możliwym i istniejącym. W każdym z nich (a może ich być w zasadzie nieskończenie wiele) może realizować się inna fizyka z innymi prawami i stałymi fundamentalnymi. Modele kosmologiczne opisujące najwcześniejsze fazy tzw. Wielkiego Wybuchu zawierają w sobie, przynajmniej teoretycznie, takie możliwości. Nie chcę tu opisywać szerzej wszystkich pomysłów związanych z multiversum, trochę więcej na ten temat znaleźć można np. w tekście M. Kaku — „Co było przed wielkim wybuchem" zamieszczonym w niniejszym serwisie a także w jego książce „Hiperprzestrzeń".

Kolejną alternatywą było odwoływanie się do, nieukończonej jeszcze, lecz usilnie rozpracowywanej teorii superunifikacji wraz z kosmologią kwantową. Niektórzy fizycy widzą w tzw. teorii strun kandydatkę na taką teorię wszystkiego. Teoria taka, jak mają nadzieję jej entuzjaści, powinna określić także wartości liczbowe stałych fizycznych. W ten sposób przestałyby one mieć charakter swobodnych parametrów, którymi można dowolnie operować. Zostałyby zdeterminowane wewnątrz samej teorii. Gdyby jednak tak miało być, to teoria taka miałaby charakter niemal metafizyczny. Jak zauważył żartobliwie jeden z fizyków, w tej sytuacji nawet Bóg nie miałby żadnego wyboru przy stwarzaniu świata. Teoria ta byłaby sama czymś zewnętrznym wobec wszechświata, byłaby czymś w rodzaju pierwotnego Logosu, słowa, które staje się ciałem — wszechświatem.

Najwięcej miejsca chciałbym poświęcić koncepcji, która w moim czysto subiektywnym odczuciu wydaje się niezwykle obiecująca. Jej autorem jest wybitny amerykański fizyk teoretyk Lee Smolin. Nosi ona nazwę kosmologiczny dobór naturalny. Jest to również pewien wariant koncepcji wielu światów, lecz nie zakłada on czysto losowego kształtowania się praw i stałych fizycznych w każdym wszechświecie lecz odwołuje się do pewnej analogii ze znanym z teorii ewolucji biologicznej efektem doboru naturalnego. Gdy, przed Darwinem, nie wiedziano nic o ewolucji gatunków i roli selekcji w przystosowaniu do środowiska, to czymś zaskakującym, niemal mistycznym, wydawać się musiało znakomite przystosowanie poszczególnych organizmów do życia w swoim środowisku. Też wówczas mówiono, że przecież ktoś musiał tak stworzyć wszystkie organizmy, aby mogły żyć i rozmnażać się tam gdzie żyją. Teoria ewolucji i głębsze poznanie praw genetyki na poziomie molekularnym zmieniło całkowicie nasze spojrzenie na tę sprawę. Dziś już nie dziwimy się, że zarówno ryby jak i niektóre ssaki morskie są tak znakomicie przystosowane do życia w wodzie. Wiemy z grubsza jakie mechanizmy tu zadziałały. Nie wykluczone — twierdzi L. Smolin — że nasze zadziwienie zasadą antropiczną jest podobnego rodzaju jak dawne zadziwienie przystosowaniem organizmów. A gdyby tak dopuścić myśl, że funkcjonujące w teoriach multiversum liczne wszechświaty podlegają efektowi podobnemu do selekcji naturalnej? Trzeba by tylko wprowadzić w teorie kreacji licznych wszechświatów element o działaniu podobnym do mutacji, dziedziczenia i selekcji korzystnych cech.

Koncepcja Smolina bazuje na dwóch założeniach. Pierwsze założenie dotyczy sposobu „namnażania się" nowych wszechświatów. Tu odwołuje się on do przewidywanych przez ogólną teorię względności oraz przez teorię ewolucji masywnych gwiazd, osobliwych obiektów — czarnych dziur. Według tego co dziś wiemy, czarne dziury powstawać mogą jako końcowy etap ewolucji masywnej gwiazdy, która wybuchając jako supernowa może w swym zapadającym się jądrze wytworzyć czarną dziurę. Powinno więc być w każdej galaktyce sporo takich czarnych dziur. Innym miejscem istnienia czarnych dziur mogą być jądra galaktyk. Spodziewane są tam tzw. supermasywne czarne dziury o masach rzedu milionów mas słonecznych. Teoria względności opisując zapadanie się czarnej dziury przewiduje, że cała materia tworząca taki obiekt skupia się w końcu w centralnym punkcie — tzw. osobliwości — osiągając nieskończone gęstości. Nie wiemy co to fizycznie oznacza i co tak właściwie w tej "osobliwości' się dzieje. Nieskończona gęstość nie ma przecież fizycznego sensu. L. Smolin, odwołując się do pewnych wstępnych rezultatów i prób kwantowej grawitacji, sugeruje, że osobliwość taka jest początkiem nowego Wielkiego Wybuchu i generuje nowy wszechświat — „wszechświat niemowlęcy". Oczywiście ów nowy Wielki Wybuch nie zachodzi w naszej przestrzeni lecz tworzy nową własną czasoprzestrzeń, w której ewoluuje nowy wszechświat. Jego dalsza ewolucja przebiegać już może mniej lub bardziej podobnie do znanego nam standardowego scenariusza. Tak więc, według tej śmiałej hipotezy, czarne dziury, te sarkofagi umierających gwiazd, byłyby kolebkami nowych światów. Także nasz wszechświat byłby światem potomnym wygenerowanym przez zapadającą się czarną dziurę w innym, macierzystym względem niego, wszechświecie. Czyż nie fascynująca odpowiedź na często zadawane pytanie — „co było przed Wielkim Wybuchem" ?

pełen tekst znajdziesz tu
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,403/q,Zasada.antropiczna.a.kosmos
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 19, 2010, 19:49:37 »
Wszechświat jest dziś w powszechnym mniemaniu tak samo harmonijny i niewzruszony jak setki i tysiące lat temu, gdy gdzieś ponad niebem umieszczano bogów, a na nim samym – ich mniej lub bardziej realistyczne podobizny. Przekonanie o harmonii wszechrzeczy znalazło wyraz w tekstach uznawanych przez różne religie za święte. Doskonałość kosmosu jest w nich czymś zupełnie oczywistym – odbija bowiem doskonałość Stwórcy. Bodaj najlapidarniej ujmuje to XIX psalm w słowach: „Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza”.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=tBBQNcoZutQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=tBBQNcoZutQ</a>
 Niewyrafinowaną, ale sugestywną ilustrację tych przekonań znają chyba wszyscy – to drzeworyt z książki „Atmosfera: Meteorologia Popularna” Kamila Flammariona. Widać na nim wędrowca, który dotarł do krańca Ziemi, wysunął głowę poza sklepienie niebieskie i ujrzał doskonały mechanizm Wszechświata.


http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc4/hs368.snc4/45125_140206132684454_133754046662996_180660_8350253_n.jpg
Kluczem do zrozumienia jest wiedza






Emanacja Bożej wszechmocy

 Od Odrodzenia po Oświecenie geniusze nauki byli głęboko religijni. Kolejne odkrycia umacniały w nich przekonanie o istnieniu uniwersalnego ładu i porządku, gdyż każdą zaobserwowaną prawidłowość uważali za ślad odciśnięty w bycie przez Stwórcę. „Ogarnia mnie niewysłowiony zachwyt nad Bożym spektaklem harmonii niebieskiej... Bóg, tak jak doskonały mistrz murarski, zbudował świat na fundamencie prawa i porządku” – pisał Kepler w swoim fundamentalnym dziele „Harmonices Mundi”. Dla Galileusza natura była tak samo niewątpliwą emanacją Bożej wszechmocy jak Pismo Święte. Niestety, jak wiemy, nie udało mu się o tym przekonać władz kościelnych. W „Principiach” Newtona czytamy: „Ten najpiękniejszy układ słońca, planet i komet mógł powstać tylko z zamiaru i z władczej mocy inteligentnej Istoty. Ta Istota rządzi wszystkim nie jako dusza świata, lecz jako władca wszechrzeczy, przywykły, by mówić o nim Pan Bóg”.


 Racjonalizm Oświecenia promował inne postawy. Bóg schodził na drugi plan lub całkowicie znikał, jak w często przytaczanej historii z udziałem Napoleona, Laplace’a i Lagrange’a. Gdy Napoleon zauważył: „Napisał pan grubą księgę o porządku świata, ani razu nie wspominając o jego stwórcy”, Laplace miał powiedzieć: „Panie, taka hipoteza nie była mi potrzebna”. Lagrange skwitował to sarkastycznym stwierdzeniem: „Ależ to bardzo pożyteczna hipoteza – tak wiele wyjaśnia”.

 Ale jeszcze w drugiej połowie XIX w. największy chyba umysł tamtego stulecia James Clerk Maxwell pisał w liście do biskupa Gloucester: „Jestem zdania, że każdy człowiek powinien zrobić, co tylko w jego mocy, by nasycić swój umysł wielkością, porządkiem i jednością Wszechświata... Pogłębione koncepcje wielkości i jedności świata ożywionego będą pożyteczne przy studiowaniu psalmu ósmego lub drugiej części listu do Hebrajczyków”. We wskazanych miejscach Biblii czytamy: „Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz...?” Oraz: „Tyś, Panie, na początku osadził ziemię, dziełem też rąk Twoich są niebiosa”.

 Z biegiem lat naukowa wizja Wszechświata stawała się coraz bogatsza. Wraz z nią ewoluowała wizja religijna, oddalając się na ogół od ortodoksji. W opublikowanym w 1931 r. eseju Einsteina „Świat, jakim go widzę” czytamy: „Świadomość istnienia czegoś, czego nie możemy uchwycić; najgłębszego sensu i najsilniej promieniującego piękna... składają się na postawę prawdziwie religijną. W tym – i tylko w tym – sensie jestem człowiekiem głęboko religijnym”. Jest tu jeszcze ład i harmonia, ale nie ma już osobowego Boga. Einstein nie wierzył w niego; nie uznawał też nadprzyrodzonego pochodzenia żadnych ksiąg uważanych przez różne religie za objawione.


Światełko z Końskiego Łba


 A jaki obraz Wszechświata kreśli nauka dzisiaj? Niech odpowiedzią na to pytanie będzie krótka podróż przez kosmos. W pięknym zimowym gwiazdozbiorze Oriona, 1500 lat świetlnych od Słońca, znajduje się olbrzymi obłok materii międzygwiazdowej. Jego niewielki, wyjątkowo fotogeniczny fragment jest nie bez racji nazywany Końskim Łbem. Na czole konia widać słabe światełko – to młoda gwiazda, która powstała kilkaset tysięcy lat temu po zapadnięciu się niewielkiej części obłoku. W całym obłoku w ten sam sposób powstają tysiące (jeśli nie dziesiątki tysięcy) gwiazd, dowodząc, że niewzruszoność nieba jest mitem. Złudzeniem, któremu poddajemy się, ponieważ całe życie człowieka to mniej niż sekundowy kadr życia gwiazdy.


 Przyjrzyjmy się jeszcze innej nowo powstałej gwieździe. Uformowała się w ciemnym obłoku wielkości Końskiego Łba, który znajduje się w niewidocznym u nas gwiazdozbiorze Żagla. Z miejsca jej narodzin wypływa długi na 2–3 lata świetlne strumień gazów poruszających się z prędkością ok. 300 km/s.


Gwiazdy podważają niewzruszoność niebios nie tylko przez to, że się rodzą, ale i dlatego, że ich narodzinom nierzadko towarzyszą gwałtowne konwulsje. Chciałoby się mieć nadzieję, że osiągnąwszy wiek dojrzały zaczynają zachowywać się tak statecznie, jak liczące 4,5 mld lat Słońce, które jest dla nas wzorem spokoju i stabilności.

 W rzeczywistości daleko mu jednak do ideału: na jego lśniącej tarczy często widać nieregularne czarne plamy. Są to obszary, w których powstają bardzo silne pola magnetyczne po to tylko, by po kilku dniach lub tygodniach zniknąć, zamieniając się w różne formy energii. Cała powierzchnia Słońca to ocean płomieni – chybotliwych kolumn gazu rozżarzonego do kilku tysięcy stopni. Typowy płomień ma szerokość 500 km i wznosi się z prędkością 10–15 km/s. Po kilku minutach gaśnie, zaś na jego miejscu pojawia się nowy. Słońce nieustannie kipi energią, a co jakiś czas wyrzuca w przestrzeń międzyplanetarną olbrzymie obłoki gazowe, pędzące z prędkością kilkuset kilometrów na sekundę. Gdy taki obłok dociera do Ziemi, w najlepszym przypadku pojawiają się zakłócenia radiowe, a w najgorszym dochodzi do rozległych awarii sieci przesyłowych. (Patrz: „Te plamy nas wykończą”, POLITYKA 33).


 

Dojrzałe Słońce nie jest więc stateczne. Może przynajmniej umrze spokojnie? Niestety, nawet w chwili śmierci spokój nie jest mu pisany. W widocznym u nas latem gwiazdozbiorze Lutni można przez amatorski teleskop dostrzec niewielki świecący pierścień o średnicy 0,5 roku świetlnego. Właśnie tak będzie umierało Słońce: jego zewnętrzne warstwy rozbiegną się w przestrzeni międzygwiazdowej z prędkością ok. 20 km/s. Zostanie po nim biały karzeł – zbudowany z niesłychanie gęstej materii obiekt wielkości Ziemi.


Kres Gwiazd

 

Burzliwe losy Słońca bledną w porównaniu z tym, czego doświadczają gwiazdy od niego większe. W gwiazdozbiorze Kilu, 8 tys. lat świetlnych od nas, znajduje się Eta Carinae – ogromna gwiazda o masie co najmniej kilkadziesiąt razy większej od Słońca. W XIX w. wybuchła, odrzucając znaczną część swojej materii z prędkością ok. 700 km/s.


Jej eksplozja, nieporównanie silniejsza od słonecznych, nie była niczym wyjątkowym. W podobny sposób zachowują się wszystkie gwiazdy o dużej masie. Kiedy Eta Carinae dobiegnie kresu swojej drogi ewolucyjnej, wybuchnie jeszcze raz – już ostatni – jako tzw. supernowa. W jednej chwili wyzwoli się wtedy sto razy więcej energii niż Słońce wypromieniuje w ciągu całego swojego życia, i gwiazdowy glob zostanie rozerwany na drobne szczątki rozbiegające się z prędkością 20 tys. km/s. Tysiąc lat temu jedną z supernowych zaobserwowali i opisali astronomowie chińscy. Pozostałość po tej kosmicznej katastrofie widać nawet dziś – znajduje się w odległości 6,3 tys. lat świetlnych od nas, w gwiazdozbiorze Byka. Nieregularna, postrzępiona chmura, która kiedyś była gwiazdą, ma obecnie średnicę 8 lat świetlnych i ciągle jeszcze rozbiega się z prędkością prawie 2 tys. km/s.

Wszystkie gwiazdy widoczne z Ziemi należą do wielkiego skupiska materii noszącego nazwę Galaktyki, które na ekranie nieba oglądamy jako Drogę Mleczną. Dostępna obserwacjom część Wszechświata zawiera ok. 100 mld takich obiektów. Miotane grawitacją galaktyki zderzają się między sobą i pochłaniają się niczym gigantyczne ameby. Jeden z takich dramatów rozgrywa się na naszych oczach w gwiazdozbiorze Kruka, 63 mln lat świetlnych od Słońca. Doszło tam do zderzenia dwóch galaktyk, których międzygwiazdowe obłoki zgniotły się i zapadły, wytwarzając ogromne gromady gwiazdowe. Jedna po drugiej zapalają się w nich teraz olbrzymie gwiazdy, by po kilku milionach lat wybuchnąć jako supernowe.


 Zajrzyjmy jeszcze do gwiazdozbioru Ryb. Znajduje się tam odległa od nas o 150 mln lat świetlnych galaktyka 3C31, z której w przeciwne strony tryskają dwie wąskie strugi materii o długości ponad miliona lat świetlnych. Materia płynie w nich z prędkością światła. Niosą tyle energii, że chcąc je zasilać, musielibyśmy co kilka tygodni eksplodować supernową, ukierunkowując przy tym całą energię wybuchu wzdłuż osi wypływu. Ich energia nie pochodzi jednak z supernowych – jest to przetworzona energia pola grawitacyjnego wytwarzanego przez olbrzymią czarną dziurę o masie ponad miliarda mas Słońca, która tkwi w samym środku 3C31.


Współczesny obraz krańca kosmosu to wykonane za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble’a zdjęcie niewielkiego fragmentu nieba w niewidocznym u nas gwiazdozbiorze Tukana. Ujrzymy na nim setki galaktyk, z których najdalsze znajdują się w odległości ok. 13 mld lat świetlnych. Przenieśmy się w wyobraźni do jednej z nich i spójrzmy wstecz na całą drogę, którą przed chwilą przebyliśmy. Na dramat rozpadających się gwiazd i rozbijanych galaktyk. Na niemierzalny żadną ziemską miarą ogrom kosmosu i jego bezładną gwałtowność. Na niewyobrażalną nikłość Ziemi. Skromnie wyglądamy, bardzo skromnie – my, którzyśmy jeszcze kosmiczną mikrosekundę temu uważali się za centrum stworzenia. Nawet materia, z której wyewoluowaliśmy wraz z planetami, gwiazdami i galaktykami, jest tylko niewielką przymieszką w tym wszystkim, co się przed nami rozpościera. Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy 95 proc. zawartości Wszechświata to ciemna materia i ciemna energia. Domyślamy się, czym może być ta pierwsza, ale ta druga jest dla nas kompletną zagadką.


Patrząc na to wszystko, nie sposób nie wrócić do powtarzanych od dawien dawna pytań, brzmiących dziś chyba głośniej niż kiedykolwiek. Bo czy jest ktoś, kto z galaktyk na krańcu Wszechświata nie wykrzyczałby: "Co ja tu robię? I o co w tym wszystkim właściwie chodzi"?

 Wszechświat bezosobowy

 Od nauki nie otrzymamy odpowiedzi. Dawniej szło się po nią do Doskonałego Stwórcy, ale gdzie go szukać w chaosie wybuchających gwiazd i bezładnie zderzających się galaktyk? Trudno nie zgodzić się ze Stevenem Weinbergiem, laureatem Nagrody Nobla z fizyki, który w wywiadzie udzielonym telewizji PBS powiedział: „Nie widzę w kosmosie sensu, do którego dałoby się dojść metodą naukową. Sądzę, że przyszłe odkrycia nie zmienią natury tego, co odsłania się przed naszymi oczami – bezosobowego Wszechświata, nieszczególnie sprzyjającego istotom ludzkim. I że kiedy poznamy najbardziej podstawowe prawa natury, zmrozi nas ich bezosobowa obojętność”. Trudno też wyobrazić sobie lepszą ilustrację jego słów niż obraz Wojtka Siudmaka „Bez tytułu”, na którym wyniosły starzec, wynurzający się z ciemnej otchłani międzygwiazdowej, władczym gestem puszcza w ruch jakąś planetę. Ten Pan Kosmosu jest ślepy.


 Cóż więc mamy robić we Wszechświecie? „W naszej mocy jest nadanie mu sensu – uważa Weinberg. – W kosmicznym dramacie nie gramy głównych ról, ale możemy stworzyć wokół siebie małą oazę ciepła, życzliwości, nauki i sztuki. Taka rola doprawdy nie jest bez znaczenia”.

Zgoda, ale czy nas zadowala? Na pewno nie wszystkich. Jak pisze bowiem Leszek Kołakowski w „Moich słusznych poglądach na wszystko”: „Potrzebujemy – i zawsze potrzebowaliśmy – wiary, że świat można nie tylko opanować, ale i pojąć. Potrzeba ta stanowi, jak możemy sądzić, jeden z elementów składowych człowieczeństwa... Myśl nasza, gdy usiłuje pretensjonalnie całość bytu ogarnąć, jak też nasza wola ładu i pragnienie sensu instynktownie niejako poszukują tego, co jest zarazem zwornikiem i korzeniem bytu i do bytu wprowadza sens”.


 Podobnie, choć mniej emocjonalnie ujmuje to w rozmowie z Richardem Dawkinsem jeden z najaktywniejszych przeciwników teorii inteligentnego projektu, fizyk i kosmolog Lawrence Krauss z Arizona State University: „Potrzeba wiary w boską inteligencję jest... fundamentalną składową psychiki wielu przedstawicieli naszego gatunku. Nie wydaje mi się, byśmy mieli szansę wyrugować wiarę z ludzkiej kondycji, tak samo jak nie da się oderwać od niej miłości czy całego mnóstwa innych równie irracjonalnych, ale równie podstawowych składników... Możemy uznać, że są one ortogonalne do naukowych, racjonalnych składowych naszego myślenia, ale to nie znaczy, że są mniej realne, czy też mniej godne uznania jako składniki naszego człowieczeństwa”. („Świat Nauki” 8/07).

Jak widać, stwierdzenie: „Do pełni życia potrzebujemy czegoś, co rodzi się poza nauką” bywa oczywiste nie tylko dla wierzących. Nie wątpię, że wszyscy, którzy się z nim zgadzają, pragnęliby, żeby to coś było prawdziwie wysokiej próby i rozwijało nas duchowo.

Czy te głębokie, choć nie zawsze uświadamiane potrzeby mogą być zaspokojone przez istniejące systemy religijne? Sądzę, że tak, ale pod jednym warunkiem...

Jak pisze Dalajlama w książce wydanej po polsku pod tytułem „Moc współczucia”: „W każdej religii dają się wyodrębnić dwa poziomy: pierwszy, szczegółowy, mówi o Bogu jako o wszechmocnej istocie albo, jak w buddyzmie, o nirwanie i ciągłości życia w cyklu śmierci i ponownych narodzin. Na poziomie drugim, ogólnym, wszystkie religie głoszą potrzebę życzliwości i bycia dobrym, niosąc to samo przesłanie: bądź życzliwym człowiekiem”.


 Nie trzeba chyba wyjaśniać, który poziom powinien być ważniejszy dla mieszkańców tego globu. Istniejące systemy religijne będą rzetelnie wypełniać swoje posłannictwo dopiero wtedy, gdy na tym mniej ważnym dojdą do kompromisu. Hierarchowie różnych wyznań nie muszą się długo zastanawiać, jak go osiągnąć. Wystarczy, że podążą za wskazaniami nauki, która coraz wymowniej nakłania do refleksji nad stworzeniem, a zatem i nad ukształtowanymi przez religie obrazami samego stworzyciela. Co więcej, dzięki fizyce już od kilkudziesięciu lat wiemy, że pozornie całkowicie różne obrazy mogą przedstawiać jeden i ten sam przedmiot. Przekonali nas o tym twórcy mechaniki kwantowej, dowodząc, że elektron jest w równym stopniu cząstką, co falą.


 Konieczności kompromisu znikąd chyba nie widać tak wyraźnie, jak z galaktyk na krańcu Wszechświata. Dogmatycy czują się nią zagrożeni; niektórzy w takim stopniu, że się przed nią bronią tyleż zdecydowanie, co nierozsądnie. Zupełnie inaczej patrzy na nią Dalajlama, który wiele razy powtarzał: „Jestem przekonany, że buddyzm wzbogaca się dzięki nauce(...) Dane empiryczne powinny być dla nas ważniejsze niż autorytet ksiąg objawionych, bez względu na to, jak wielkim szacunkiem te księgi darzymy. Jeżeli nauka dowiedzie, że jakiś element buddyjskiej wiary jest błędny, buddyzm będzie musiał się zmienić. Sam Budda powiedział, że nie powinniśmy przyjmować jego nauk bezkrytycznie”.

Dalajlama nawiązuje tu do nauk Buddy zawartych w Kalama Suttcie, w której czytamy między innymi: „Tak jak mądrzy ludzie sprawdzają złoto przez ogrzewanie, nacinanie i pocieranie, tak i wy macie akceptować moje nauki nie od razu i nie dlatego, że mnie poważacie, lecz dopiero po ich przeanalizowaniu(...) Ale gdy po analizie i obserwacjach stwierdzicie, że są rozsądne, służą dobru i przynoszą korzyść jednostce i społeczeństwu, przyjmijcie je i żyjcie zgodnie z nimi”.


Prof. dr hab. Michał Różyczka pracuje w Centrum Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.


Wiecej: http://www.eioba.pl/a133894/jaki_sens_ma_wszech_wiat#ixzz12pGikxqA
« Ostatnia zmiana: Listopad 20, 2010, 22:47:59 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Tajemnice Babilonu
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 19, 2010, 20:52:23 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=TPLn-n3CLgE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=TPLn-n3CLgE</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=N8T_3hJIec0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=N8T_3hJIec0</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=On1PbKW3Ka0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=On1PbKW3Ka0</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Jpzo-rST7g4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Jpzo-rST7g4</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=XJXgRf7hGIo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=XJXgRf7hGIo</a>

 aniolek
« Ostatnia zmiana: Listopad 19, 2010, 20:54:24 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Alan Watts - Starożytne Ciało
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 19, 2010, 21:16:51 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=VyKkK1fif8I" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=VyKkK1fif8I</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=qIG3EKlXqgw" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=qIG3EKlXqgw</a>
 :mysl:
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #16 dnia: Grudzień 04, 2010, 12:15:50 »
Czasoprzestrzeń czyli wstęp do monadologii stosowanej
http://kipme.pl/i/img_usr//13368//f3ccc3d8319a8aa2.jpg
Kluczem do zrozumienia jest wiedza


Co jest praprzyczyną wszystkiego co jest? Zadając sobie takie pytanie możemy się łatwo zapędzić w ślepą uliczkę, której koniec zamknięty będzie ścianą z ostrzeżeniem: „Pytanie o przyczynę praprzyczyny grozi śmiercią!” życie grozi śmiercią Miast pytać o praprzyczyny lepiej pytać o podstawowe cegiełki. Cegiełki w świecie idealnym i cegiełki w świecie materialnym. Filozofowie zadawali sobie takie pytania od wieków – pytania o pierwsze zasady. W naszej rodzimej Wikipedii zajrzyjmy pod hasło Arché. Znajdziemy tam m.in.
 
Pitagorejczycy odrzucili wszystkie wcześniejsze próby definicji zasady i uznali, że jest nią liczba. Pitagorejczycy pierwsi zauważyli, że wiele zjawisk przyrodniczych można wyrazić w relacjach liczbowych, i przejęci tym odkryciem poszukiwali ich w całym świecie. W liczbach parzystych dostrzegali element nieograniczający, zaś w nieparzystych ograniczający , ich złożenia w postaci liczb uznawali za determinanty rzeczy.
 
Dalej, zajrzyjmy pod hasło Monada:
 
Monada w pewnych systemach filozoficznych jest substancją prostą, podstawową jednostką. Monady – byty duchowe; nie mają charakteru czasowego (nie mogą powstawać w sposób naturalny drogą złożenia ani rozkładać się, ale mogą być w jednej chwili w całości unicestwione lub stworzone) ani przestrzennego.
 
"Tam zaś, gdzie nie ma części, nie jest możliwa ani rozciągłość, ani kształt, ani podzielność. Monady te są tedy właściwymi atomami natury i jednym słowem pierwiastkami rzeczy." (G. W. Leibniz, Monadologia, , teza nr 3.)
 
Leibnizmiał więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia na ten temat:
 
„Podobnie jak miasto z różnych stron oglądane wydaje się coraz to inne i stanowi jakby zwielokrotniony perspektywicznie widok, tak dzięki nieskończonej mnogości substancji prostych tyle samo jest jakby rozmaitych wszechświatów, które są wszelako widokami tego samego wszechświata odpowiadającymi rozmaitym punktom widzenia każdej monady” (Cyt. za: A. Renaut, Era jednostki – przyczynek do historii podmiotowości, tłum. D. Leszczyński, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2001, s. 44)
 
 
 
A więc monada może mieć różne punkty widzenia – tu zaczyna być ciekawie. Przypomina nam to trochę zasadę komplementarności z mechaniki kwantowej, zasadę często przedstawianą w kontekście „dualizm korpuskularno-falowy”.
 
W filozofii Leibniza monady należą do świata idealnego, zatem bliskiego temu czym się zajmuje matematyka, jednak bez świata idealnego świat materialny byłby światem martwym. Leibniz wiąże pojęcie monady z pojęciem duszy: „W terminologii Leibniza termin "dusza" oznacza monadę, która posiada nie tylko percepcje, ale też pamięć.”
 
Materia u Leibniza ma charakter dyskretny, czas i przestrzeń są idealne i ciągłe. Byty duchowe są u Leibniza bardziej pierwotne niż byty materialne. Niemniej nawet dusza jest dla Leibniza „niematerialnym automatem”.
 
A jak to może wyglądać z dzisiejszej perspektywy? Jak to może wyglądać gdy matematykę znaną Pitagorejczykom zastąpimy matematyką w jej dzisiejszym kształcie? Czy możemy zbudować model Leibnizowskiej monady odpowiadający współczesnemu stanowi wiedzy o czasie, przestrzeni i o kwancie działania?
 
Wydaje mi się, że tak. I ku temu zmierzam. Oczywiście nie odkrywam tu niczego nowego, bowiem wróble ćwierkają o tym na dachu od dość dawna. Zainteresowanym polecam Carla Friedricha von Weizsäckera „The Structure of Physics”, Kluwer 2006.
 
Wstawka z Wiki:
 
Carl Friedrich Freiherr baron von Weizsäcker (ur. 28 czerwca 1912 w Kilonii – zm. 28 kwietnia 2007 w Söcking) - niemiecki fizyk i filozof. Był ostatnim żyjącym członkiem grupy pracującej nad bronią atomową dla III Rzeszy. Twórca wzoru Weizsäckera, odkrywca tzw. cyklu węglowego.
 
Urodził się w Kilonii, jako syn dyplomaty Ernsta von Weizsäckera. Jego młodszym bratem jest Richard von Weizsäcker, późniejszy prezydent RFN i zjednoczonych Niemiec. Jego synem jest Ernst Ulrich von Weizsäcker.
 
W latach 1929-1933 Weizsäcker studiował fizykę, matematykę i astronomię w Berlinie, Getyndze i Lipsku, był uczniem Wernera Heisenberga i Nielsa Bohra. W 1933 uzyskał doktorat, w 1936 habilitował się. W latach 1942-1944 wykładał fizykę teoretyczną w Strasburgu. W czasach Trzeciej Rzeszy uczestniczył w badaniach nad niemiecką bronią atomową. W 1945 roku został internowany w Wielkiej Brytanii. W latach 1946-1957 pracował jako kierownik działu w Instytucie Maxa Plancka w Getyndze. W latach 1957-1969 wykładał filozofię na uniwersytecie w Hamburgu. W latach 1970-1980 kierował Instytutem Maxa Plancka. Był członkiem Rady Naukowej Instytutu Nauk o Człowieku. W 1989 został laureatem Nagrody Templetona.
 
Co jest zatem matematycznym modelem monady? Moja odpowiedź, zgodna zresztą z ideą Weizsäckera jest taka: jest to algebra macierzy zespolonych o dwóch wierszach i dwóch kolumnach, algebra izomorficzna z algebrą Clifforda Cl(3,0). Nic prostszego wymyślić nie można. Ksiądz prof. Michał Heller, jak mi się wydaje, też oscyluje w podobnym kierunku, choć inną idzie drogą.
 
W matematycznie względnie ścisłej notce na moim blogu, notce p.t. Szczególna teoria względności Cz. 2, przedstawiam algebrę czasoprzestrzeni. Pokazuję tam, starając się to robić w miarę prosto, jak geometria czasoprzestrzeni Minkowskiego zakodowana jest w strukturze tej algebry. Jest to zresztą dopiero początek. Pociągnę ten temat dalej. Ta sama prosta algebra, która koduje w sobie strukturę geometryczną leżącą u podstaw szczególnej teorii względności koduje w sobie także kwantowo-mechaniczną komplementarność objawiającą się w swej najprostszej wersji w spinie elektronu.
 
Roger Penrose od dawna zmierza podobną drogą i to o czym ja piszę można znaleźć także, w nieco innej wersji, w jego książkach i publikacjach. Różne drogi startują podobnie, jednak się rozwidlają. Eine pisał zachwytem o „sieciach spinowych”. W koncepcji sieci spinowych znajdujemy tę samą algebrę jako podstawową cegiełkę. Kocha się więc w algebrze Cl(3,0) wielu. Kogo wybierze sama algebra? Oto zagadka.

http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/255168,czasoprzestrzen-czyli-wstep-do-monadologii-stosowanej
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #17 dnia: Grudzień 05, 2010, 13:50:20 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=8Jw27YHrugg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=8Jw27YHrugg</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=bE2EiI-UfsE" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=bE2EiI-UfsE</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=9_1WURAd6VA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=9_1WURAd6VA</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=OaTJjiAXEWw" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=OaTJjiAXEWw</a>
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=DVU-mF5uw6Y" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=DVU-mF5uw6Y</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #18 dnia: Styczeń 26, 2011, 00:33:40 »
Religia i Nauka - Albert Einstein


Wszystko czego dokonała i o czym rozważała rasa ludzka dotyczy zaspokojenia głęboko odczuwanych potrzeb oraz tonowania bólu. Trzeba o tym pamiętać, kiedy stara się zrozumieć religijne ruchy i ich rozwój. Chęci (odczucia) i tęsknoty są głównymi siłami stojącymi za ludzkim wysiłkiem i kreatywnością, niezależnie od tego w jak egzaltowany sposób później zostało to uzasadnione. Czym zatem są te odczucia i potrzeby, które kierują człowieka ku myśli religijnej i wierze w szerokim rozumieniu znaczenia tych słów? Odrobina namysłu wystarczy aby stwierdzić, że bardzo różnorodne emocje leżą u podstaw powstanie religijnej myśli i doświadczenia. U pierwotnego człowieka ponad wszystko to lęk powoduje religijne wyobrażenia – lęk przed głodem, dzikimi bestiami, chorobą i śmiercią. Na tym poziomie egzystencji zrozumienie przyczynowych skutków jest raczej słabo rozwinięte. Ludzki umysł tworzy iluzoryczne istoty bardziej lub mniej analogiczne do nas samych, od których woli i działania te budzące lęk zjawiska zależą. Ten człowiek stara się zapewnić sobie przychylność tych istot odprawiając ofiary poświęcenia, które zgodnie z tradycją przekazywano z generacji na generację, zjednując ich stosunek do śmiertelnych. W tym sensie mówię o religii lęku. Ten lęk, choć nie stworzony, był w istotnym stopniu stabilizowany przez formację kasty kapłańskiej, która stawiała siebie w roli mediatora pomiędzy ludźmi i istotami, których się obawiano. Na tej podstawie warstwa ta ustanowiła swoja hegemonię. W wielu przypadkach przewodnik lub władca czy uprzywilejowana klasa, której pozycja opierała się na innych czynnikach będących kombinacją funkcji kapłańskiej i świeckiej władzy tak aby tej drugiej zapewnić więcej bezpieczeństwa, lub jeszcze inni polityczni władcy czy warstwy kapłańskie działali razem na rzecz swoich własnych interesów. Społeczne impulsy są jeszcze innym źródłem krystalizowania się religii. Ojcowie i matki i liderzy większych społeczności ludzkich są śmiertelni i omylni. Potrzebują przewodnictwa, miłości i wsparcia co uzasadnia człowiekowi formę społecznej i moralnej koncepcji Boga. To jest Bóg Troskliwy, który chroni, rozporządza, nagradza i karze. To Bóg, który zgodnie z ograniczeniami pojmowania kocha wierzących i dogląda życia plemienia lub rasy ludzkiej, lub nawet samego życia w sobie, ten który przynosi ulgę w troskach i zaspokajaniu pragnień, ten który chroni dusze od śmierci. To jest społeczna i moralna koncepcja Boga.

Hebrajskie pisma w godny podziwu sposób ilustrują rozwój religii leku ku religii moralnej, rozwój kontynuowany w Nowym Testamencie. Religie wszystkich cywilizowanych ludów, szczególnie ludów Wschodu, były pierwotnie religiami moralnymi. Rozwój z poziomu religii lęku do religii moralnej jest wielkim krokiem w życiu ludzi. Musimy być świadomi jednak, że twierdzenie, iż pierwotne religie bazują na lęku a religie cywilizowane na moralności jest przesądem. Prawda jest taka, że wszystkie religie są różnorodną mieszanką tych dwóch typów, wraz z tym rozróżnieniem, że na wyższych poziomach społecznego życia religia moralności przeważa. Wspólnym dla nich wszystkich jest antropomorficzny charakter koncepcji Boga. Jedynie jednostki o rzadkich cechach i szczególnie wysublimowane społeczności osiągnęły jakiekolwiek wyższe poziomy. Istnieje jeszcze trzeci etap religijnego doświadczenia, który można znaleźć pośród wielu tradycji, choć rzadko spotykany w czystej formie: będę nazywał go religią kosmicznego uniesienia (doświadczenia). Trudno wyjaśnić to uczucie komuś kto jest go całkowicie pozbawiony szczególnie dlatego, że tam nie ma żadnej idei, która mogłaby odpowiadać antropomorficznej koncepcji Boga. Jednostka taka odczuwa zbędność pożądań i miałkość ludzkich celów a z drugiej strony subtelność i wspaniałość porządku, który odkrywa w naturze i w świecie myśli. Jednostkowe istnienie jest dla niego rodzajem więzienia a on chce doświadczać świata jako pojedynczo znacząca całość. Początki religii doświadczenia kosmicznego uniesienia już pojawiła się na wczesnym etapie rozwoju w wielu Psalmach Dawida i u niektórych proroków. Buddyzm taki jaki mieliśmy okazję poznać z cudownych pism Schopenhauera zawiera najwięcej z tych elementów. Religijny geniusz wszystkich wieków wyróżnia ten rodzaj religijnego doświadczenia, który w swoich wyobrażeniach nie zna dogmatyzmu i Boga, tak że nie powstał żaden kościół na bazie którego istniałyby jakieś zasadnicze nauki. A zatem to pośród heretyków, którzy pojawili się na przestrzeni wieków możemy znaleźć ludzi, którzy czuli ten najwyższy rodzaj religijności a przez wielu im współczesnych byli postrzegani jako ateiści, a czasami jako święci. Popatrzmy w tym świetle na takie postacie jak: Demokryt, Franciszek z Asyżu czy Spinoza, którzy są sobie podobni.

Jak zatem to doświadczenie kosmicznego uniesienia może być przekazane drugiemu, jeśli w jego ramach nie powstała żadna definicja Boga czy teologia? Z mojego punktu widzenia, najważniejszą rolą sztuki i nauki to budzenie tego uczucia i podtrzymanie go wśród tych, którzy są zdolni je odczuwać.

Tutaj dochodzimy do relacji religii i nauki na sposób różny do zwyczajowo przyjętego. Jeśli podejść do zagadnienia historycznie, wtedy będziemy postrzegać naukę i religią jako nieprzejednanych antagonistów z kilku oczywistych powodów. Człowiek, który jest gruntownie przekonany o uniwersalnym prawie przyczyny nie może nawet na moment przyjąć idei istoty, która wpływa na bieg wypadków – pod warunkiem oczywiście, ze traktuje hipotezę przyczynowości naprawdę serio. Nie będzie miał pożytku również z koncepcji religii lęku i równie mało z jej społecznej czy moralnej formy. Bóg, który nagradza i karze jest dla niego trudny do pojęcia z prostego powodu, a mianowicie takiego, że ludzkie działanie jest determinowane przez jakąś konieczność, zewnętrzną lub wewnętrzną. A zatem w oczach Boga człowiek nie może odpowiadać za swoje czyny, a przynajmniej nie bardziej niż nieporuszony obiekt jest odpowiedzialny za ruch, któremu podlega. Dlatego też nauka jest obwiniana za podkopywanie moralności, ale ten osąd jest całkowicie niesprawiedliwy. Etyczne zachowanie człowieka powinno być oparte skutecznie na współczuciu, edukacji i społecznych więzach i potrzebach, nie ma tutaj żadnej potrzeby religijnej. To wątpliwa ścieżka oparta wyłącznie na leku przed karą czy nadzieją na nagrodę po śmierci. W takim świetle łatwiej dostrzec dlaczego kościoły zawsze walczyły z nauką i prześladowały oddanie dla niej. Z drugiej strony jestem przekonany, że to doświadczenie kosmicznego uniesienia jest najmocniejszym i najszlachetniejszym motywem naukowego badania. Jedynie ci, którzy wkładają tak olbrzymi wysiłek i przejawiają tego rodzaju oddanie, bez którego pionierska praca w naukach teoretycznych nie dokonałaby się, są zdolni skupić moc swoich emocji na swojej samotnej pracy, tak różnej od otaczającej rzeczywistości. Co za głębokie przekonanie o racjonalności wszechświata i cóż za tęsknota za zrozumieniem, gdzie oprócz słabej refleksji zauważanej pośród umysłów im współczesnych, tłumaczyłoby Keplera i Newtona z lat spędzonych na samotnej pracy w formułowaniu zasad mechaniki gwiezdnej! Ci których znajomość procesu naukowych badań pochodzi głównie z jej praktycznych rezultatów, łatwo rozwijają całkowicie błędne pojęcie o mentalności ludzi, którzy otoczeni przez sceptyczny świat, pokazują drogę dla pokrewnych dusz rozrzuconych po świecie i żyjących w różnych czasach. Jedynie ten kto poświęcił swoje życie podobnym celom może jasno zobaczyć co tymi ludźmi powodowało i co dawało im siłę aby wytrwać przy swoich celach niezależnie od liczby poniesionych porażek. To doświadczenie kosmicznego uniesienia dawało im moc. Współcześni mawiają, nie bez racji, że w tym materialistycznym wieku jedynymi głęboko wierzącymi są naukowcy.



Wiecej: http://www.eioba.pl/a139396/religia_i_nauka_albert_einstein#ixzz1C5pDHi8Z
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #19 dnia: Luty 01, 2011, 17:31:22 »
Świadomość - Nieskończony potencjał
 
Materialiści-ewolucjoniści mówią: życie, świadomość – to funkcje materii. Skąd się wzięło życie? „Przez przypadek” - odpowiadają. Przypadek urasta w nich do roli Stwórcy. Stwórcy nie tylko życia ale i wszystkiego. To ludzie wielkiej Wiary. Zastanawiam się czy jest gdzieś na świecie pomnik wybudowany Przypadkowi. A skąd się wzięła materia? Tu ewolucjonista-materialista (jak np. Richard Dawkins) mruży na chwile oczka, po czym odpowiada: „O, tym się zajmują fizycy, to nie nasza działka.” Fizycy natomiast albo mówią „Pas”, albo obarczają odpowiedzialnością „kwantową pianę” i ... przypadek. Roger Penrose widzi, że coś tu nie gra, ale, że też jest materialistą, sięga do reinkarnacji – w odniesieniu do Wszechświata. Wybiegów podobnych fizycy znają sporo. A wszystko to w obronie materializmu.
 
Czy jest alternatywa? Być może. A jak ja – "fizyk z przepalonym bezpiecznikiem "  i "prawiący porażające dyrdymały filozoficzne"–  to widzę?
 
Otóż przed materią, pierwotna względem niej, jest świadomość. I tutaj z lubością zapożyczam z terminologii używanej przez Davida Bohma: Infinite potential – nieskończony potencjał.
 

 
Świadomość to nieskończony potencjał. Skąd się wziął nieskończony potencjał? Nieskończony potencjał to coś, czego nie może nie być. Nieskończony potencjał geometryzuje się w geometrycznych formach. Niektóre z tych form materializują się – stając się cegiełkami tego co nazywamy materialnym światem. Szczegóły i mechanizmy są do rozpracowania. Warunkiem wstępnym takiego rozpracowania jest dopuszczenie istnienia świadomości jako pierwotnej w stosunku do materii. Przed tym fizyka sterowana przez materialistów się broni. Albo tez ucieka w religię. Skutek podobny w jednym i w drugim przypadku, tym skutkiem jest zastój lub zwyrodnienie.
 
Richard Dawkins broni się rękami i nogami:
 
I’m working on a writing project that posits that the nonphysical (aka supernatural) cannot exist within this universe and its laws of physics. All it would take is the proven existence of one nonphysical item/entity to dash my premise.

This is tied into the "God" issue, since if there's no such thing as the supernatural, then a supernatural "God," the "afterlife," and angels and demons, etc. cannot exit.

Can anyone name one non-physical thing that exists and offer a meaningful argument/evidence for it?

Thanks, Richard
August 7, 2007 7:03 PM

W kłopocie wydaje się być i Kościół:

Big Bang theories become a problem for Catholic theology only when they consider “the moment of creation.” That, at least, is what Pope John Paul allegedly told Stephen Hawking and other physicists during an audience that followed a papal scientific conference on cosmology. (Some scientists dispute Hawking's account, and say that the Pope suggested no limitations on their inquiry.) The Pope told the physicists they should not inquire into the Big Bang itself because that was “the work of God.” Stephen W. Hawking, in his A Brief History of Time, reported that he was among those physicists whom the Pope privately addressed. He wrote:
I was glad then that he did no know the subject of the talk I had just given at the conference—the possibility that space-time was finite but had no boundary, which means that it had no beginning, no moment of Creation.


Świadomość - stan przestrzeni
Materia - obiekt w przestrzeni

Materia zmienia świadomość
Świadomość wpływa na materię

Materia i świadomość są od siebie zależne

Gdy nastąpi rozłączenie materii od jej własnej świadomości
to materia przechodzi w fazę niebytu (wirtualności) i przestaje oddziaływać na zewnętrze co ładnie widać podczas anihilacji

    + + — = ± = Ø

Zero Ø, które nie jest zerem, bowiem zawiera potencjalność rozpadu na PLUS i MINUS
http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/274335,swiadomosc-nieskonczony-potencjal
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl