Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1 2 »   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Starożytny Egipt  (Przeczytany 12125 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Radosław
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 227




Zobacz profil Email
« : Sierpień 30, 2010, 15:37:56 »


"

Tajemnice Sfinksa



"Nie wiecie nic o tym, co tu było, ani co u was było w czasach zamierzchłych (...) wy naprzód pamiętacie jeden potop, a przed tym było ich wiele (...) ale wy o tym nie wiecie. Dlatego, że ci, co pozostali, przez wiele pokoleń ginęli, głosu nie umiejąc zamknąć w litery. A przyczyna tego taka. Wiele razy i w różnym sposobie przychodziła zguba rodzaju ludzkiego. I będzie przychodziła nieraz. Od ognia i od wody największa."

Platon
[/color]


Do tej pory spodziewano się wielkiego szoku ludzkości w przypadku spotkania kosmitów Teraz coraz bardziej prawdopodobna jest inna możliwość - odkrycie, że przed nami, ponad 30 tysięcy lat temu, żyły inne cywilizacje. W powszechnym mniemaniu, pierwsze. zorganizowane społeczeństwa pojawiły się około 3 tysiące lat przed narodzinami Chrystusa. I wszelkie materialne pozostałości im właśnie były przypisywane. Łącznie z trzema największymi piramidami w Egipcie oraz wykutym w skale Sfinksem. Egiptolodzy uznali, że najprawdopodobniej powstał on 2,5 tys. lat przed naszą erą, za panowania faraona Chafre. I wszystko byłoby proste, gdyby nie geolodzy, którzy stwierdzili, że ciało Sfinksa nosi na sobie ślady wielotysiącletnich deszczów. A nad Nilem padało obficie ponad 10 tys. lat przed Chrystusem.

Sfinks to posąg lwa z głową człowieka. Uznaje się, że jego twarz przedstawia któregoś z dawnych władców Egiptu. Niezależni badacze zwrócili jednak uwagę na dysproporcję między długim ciałem a małą głową, stosunkowo dobrze zachowaną (nie licząc utrąconego nosa). Zasugerowano więc, że posąg poddany został niegdyś "renowacji". Sfinks jest rzeźbą wykutą z podłoża; przy czym całe ciało znajduje się poniżej poziomu gruntu. Po prostu leży w wyrąbanej niszy. Udowodniono, że w ciągu ostatnich czterech i pół tysiąca lat był wielokrotnie zasypywany. Ponoć w sumie przez ponad trzy tysiące lat ciało było przykryte piaskiem. A wystawała tylko wielka głowa. Zachowały się nawet fotografie z ubiegłego stulecia, na których widać wystającą z piachu tajemniczą twarz.

A ciała - ani śladu. Tak więc bardzo łatwo było, bez budowania olbrzymich rusztowań, nadać głowie dowolne kształty. I dziś jest ona dobrze zachowana. Ciało Sfinksa, po odsłonięciu, nie nosí śladów erozji wywołanej przez wiatr, a jedynie przez wodę lejącą się z góry tysiącami lat. Udowodnili to geolodzy z różnych uczelni, m.in. prof. Robert Schoch, specjalista z zakresu wietrzenia skał, wykładający na Uniwersytecie Bostońskim (ITSA). I nawet gdyby wszyscy egiptolodzy zjedli ze złości paznokcie, to nic nie podważy tego stwierdzenia.

Najostrożniejsze datowanie wielkich opadów sięga 5-7 tys. lat p.n.e., Wtedy to panowała neolityczna era deszczowa. Niektórzy jednak sądzą, że wody tej nie było dość dla tak rozległego zniszczenia ciała Sfinksa. Jest bardzo prawdopodobne, że miały w tym swój udział opady tzw. pierwszej ery deszczowej, panującej na terenie dzisiejszego Egiptu 10 -15 tys. lat przed naszą erą. Jedno jest pewne - nauka udowodniła, że Sfinks jest wielokroć starszy niż do tej pory uważano. Ale kto go wykuł?

Trzy piramidy, Przypisywane faraonom tzw. czwartej dynastii, mają mieć mniej więcej tyle lat, ile egiptolodzy przypisują Sfinksowi. Jest jednak zastanawiające (na co zwraca uwagę coraz więcej niezależnych badaczy), że piramidy wcześniejszych i późniejszych dynastii rozsypują się, a te z czwartej przetrwały do dziś w dobrym stanie.

Datowanie tych piramid i przypisywanie ich różnym władcom (co czynił m.in. już Herodot) jest iluzoryczne, bowiem nie ma żadnych dowodów na to, kto je zbudował. Współcześni inżynierowie, eksperci w swym fachu, uważają, że dziś praktycznie nie byłoby możliwe wzniesienie takich budowli.

Bloki piramidy Cheopsa ważą od 5 do 70 ton, a w położonej obok świątyni - 200 ton. Dziś na świecie jest zaledwie kilka dźwigów mogących unieść taki ciężar (w USA tylko dwa; przygotowanie terenu dla ich pracy trwa miesiąc). Innymi słowy praktycy nie wiedzą, jak przed ponad 4 tysiącami lat transportowano i unoszono 2,3 mln bloków. Znając poziom ówczesnej techniki, uważają to po prostu za niemożliwe. Same piramidy są dziełem nader absurdalnym. To gigantyczne budowle, w których praktycznie NIC nie ma. Najmniejsza z nich, przypisana Menkaure, liczy sobie 60 metrów wysokości pod nią znajdują się jedynie niewielkie mieszczenia. Średnia, zwana piramidą Chafre, w zasadzie nie ma pomieszczeń; niewielkie korytarze idą pod nią i prowadzą do małej komory, usytuowanej na dolnej krawędzi. Trzecia piramida - Chufu (zwanego przez Greków Cheopsem), dwa razy wyższa od najmniejszej, ma kilka dziwnych korytarzy, zupełnie bez powodu przechodzących w wielką galerię, a potem prowadzących do dwóch komór, usytuowanych nader nielogicznie.

Dzisiejsza cywilizacja byłaby w stanie zbudować takie obiekty nakładem miliardów dolarów. Jak takie przedsięwzięcie zniosła gospodarka dawnej cywilizacji? Po co było budować giganty, nie służące nikomu? Ludzkość czyniła wiele rzeczy bez sensu, ale nigdy tak wielkim nakładem sił i środków, jakie były niezbędne do zbudowania trzech piramid. Przypisywanie im funkcji grobowców jest wielce wątpliwe.

Istnieje domniemanie, że w piramidach znajdują się pomieszczenia, do których na razie nie ma dostępu. Na przełomie 1968 i 1969 roku laureat Nagrody Nobla, fizyk Luis Alvarez przebadał drogę cząstek promieniowania kosmicznego, wpadających do piramidy Cheopsa i stwierdził niebywały galimatias. Jego zdaniem niezrozumiała jest trasa tych cząstek, które bez sensu zbaczają. Jeden z fizyków tamtej ekspedycji powiedział, że nie jest wykluczone, iż struktura piramidy to wielka gmatwanina pomieszczeń. Po 10 latach piramidę zaczęli badać za pomocą sprzętu elektronicznego Japończycy z Uniwersytetu Tokijskiego i stwierdzili istnienie całego labiryntu sal. Być może w układzie obecnie znanych nam korytarzy, szczególne piramidy Cheopsa, kryje się jakiś matematyczny przekaz, który kiedyś pozwoli odkryć to, czego nawet się nie domyślamy.

Nieortodoksyjni badacze zabrali się za Sfinksa i piramidy. W ich wymiarach i kształtach odnaleźli tzw. stałe matematyczne oraz najrozmaitsze proporcje, odnoszące się do wielkości Ziemi i wszechświata. Wklepali wszystko do komputera, który przemielił dane i wyliczył, jak to było, gdy na horyzoncie, na który patrzył Sfinks, Słońce wschodziło w znaku Lwa.

Nie będziemy tutaj zanudzać Czytelników skomplikowaną wiedzą astronomiczną. Ograniczymy się tylko do stwierdzenia, że Słońce pozornie obiega cały zodiak w 26 tys. lat. A 10,5 tysiąca lat temu wschodziło w dniu wiosennej równonocy dokładnie w znaku Lwa. Jest bardzo prawdopodobne (i logiczne), że Sfinks był niegdyś Lwem (co wynika z kształtu ciała), zaś faraonowie przekuli mu głowę. Tak więc Lew patrzył na Lwa.

Jeśli na mapie nieba nałożyć na gwiazdozbiór Lwa linie przecięć drogi Słońca z ekliptyką, to widać, że linie te schodzą się poniżej Lwa na głębokości jednej trzeciej jego ciała. Po przeniesieniu tego na Sfinksa, założyć można, że pod nim znajdują się co najmniej dwie olbrzymie komory, wykute w skale około 30 metrów pod rzeźbą: I właśnie tam badania sejsmograficzne wykazały obecność kawern w skale. Pomiary przeprowadzano parokrotnie, m.in. w 1993 roku, i pod łapami Sfinksa "odkryto" prostokątną komorę. Odbite sygnały wskazywały też na istnienie korytarzy, prowadzących od rzeźby w kierunku piramid. Nikt nie poważył się jednak ich odkopać.

Znane są przekazy, np. o mapach wskazujących na to, że przed 10 tys. lat ludzie znali położenie lądów pod dzisiejszymi lodami Antarktydy. Z dziesiątków legend i pisanych przekazów wynika, że na świecie mogły istnieć co najmniej trzy obszary, gdzie rozwijały się cywilizacje, które zniknęły 12 - 35 tysięcy lat temu. Pierwsza to był kontynent Mu, znajdujący się pośrodku Oceanu Spokojnego, druga to legendarna Atlantyda, lokująca się tam, gdzie dziś Azory (nie darmo marynarze widują stada ptaków, bezradnie kołujących nad wodami na południe od Azorów), trzecia zaś to tereny Antarktydy, wolne od lodu przed 10 tys. lat. Istnieją przekazy kilku ginących kultur, świadczące o gigantycznych kataklizmach. Wedle Indian Hopi były już 3 światy. Pierwszy został zniszczony ogniem, drugi przez przesunięcie się osi ziemskiej i pokrycie wszystkiego lodem, trzeci - powodzią. Obecny świat - jest czwartym; nasz czas już upływa. Aztekowie z kolei uważali, że przeszły już Cztery Słońca. Pierwsze trwało 4008 lat i zostało zniszczone przez wodę. Drugie trwało 4010 lat i ludzkość upadła wówczas przez wiatr. Trzecie Słońce to 4081 lat i zniszczenia poczynione przez ogień. Czwarta cywilizacja przetrwała 5026 lat, a zakończyła się potopem. Obecnie mamy Piąte Słońce, zbliżające się do swego kresu. I Również Majowie uważali, że ludzkość niszczyły kataklizmy. Jej ostatni cykl trwać ma 5125 lat i zakończy się dnia 4 Ahau 3 Kanbn. Rządzić-będzie wówczas Dziewiąty Pan Nocy Tak na marginesie - 4 Ahau 3 Kankin to 23 grudnia 2012 roku. Historia ludzkości sięga być może znacznie głębiej niż nam się wydaje.

Kapłani egipscy z Heliopolis przekazywali Herodotowi, że za ich czasów "słońce cztery razy; wzeszło nie od zwyczajnej swej strony, gdzie ono teraz zachodzi dwa razy wzeszło, a skąd teraz wschodzi - tam dwa razy zaszło". Jest to 1,5 cyklu zodiakalnego, czyli 39 tys. lat: Może to prawda, może nie. Wszakże mamy poważne wątpliwości; czy tenże Herodot mówił prawdę, przypisując wielką piramidę Cheopsowi...

Tysiąc lat przed naszą erą ktoś sporządził papirus zwany dziś turyńkim, z racji miejsca przechowywania. Jest to wyliczanka dynastii panujących w Egipcie. Ponoć było ich aż dziewięć przed znanym nam, i akceptowanym przez egiptologów, okresem dynastycznym. A na końcu tekstu znajduje się podsumowanie: "Czcigodni Szemsuor (Towarzysze Horusa) panowali 13 420 lat, a rządy przed Szemsu-Hor - 23 200 lat. Razem 36 620 lat" zostawiamy to bez komentarza. Z innych wyliczeń wynika; że rozmieszczenie piramid odpowiada układowi gwiazd w Pasie Oriona (jakże związanego z egipskimi wierzeniami) z roku 10 450 przed naszą erą. Bardzo ciekawą, a ostatnio wielokrotnie cytowaną definicję czasu powstania piramid podał muzułmański kronikarz al. Hakam: "...piramidy mogły być zbudowane tylko przed potopem, bo, gdyby zostały zbudowane później, ludzie by o nich wiedzieli". I teraz przechodzimy do meritum. Otóż wedle wielu przekazów, w piramidach ukryte są informacje i przedmioty pochodzące z zaginionej cywilizacji.. Ponoć tej, która istniała przed ostatnim potopem.

W IV wieku p.n.e. Rzymianie uważali, że w piramidzie są tajne, galerie, będące składem ksiąg z dawnych czasów, co pozwoliło uchronić wiedzę starożytnych podczas potopu. Arabscy kronikarze, opierając się na pradawnych źródłach twierdzili, że wielka piramida zbudowana została, przed potopem dla ocalenia wiedzy ówczesnej ludzkości. Z kolei koptyjskie legendy mówią o komorze pod Sfinksem, z której prowadzą korytarze do trzech piramid, a każdego wejścia, strzec mają posągi o zadziwiających właściwościach.

Być może księgi i przedmioty są ukryte w Sali Zapisów i Komorze Archiwów, ulokowanych pod i Sfinksem. "COŚ ma być też i w samych piramidach" Dokładnie przed 5 laty do jednego z kanałów wentylacyjnych piramidy Cheopsa wpuszczono kosztujący ćwierć miliona dolarów, mini pojazd zaopatrzony w kamerę telewizyjną i szukacz laserowy Po przebyciu 60 metrów urządzenie dotarło do niewielkich drzwiczek. Po czym badania... przerwano.

Jest zupełnie niezrozumiałe jak można było wstrzymać penetrację, po osiągnięciu tak obiecujących efektów. Niektórzy egipscy archeolodzy skomentowali prowadzone badania jako próbę odebrania Egiptowi jego dziedzictwa kulturowego. Jedynym wytłumaczeniem był strach naukowców i rządów, przed poznaniem przeszłości. Hipotetyczne odkrycie Sali Zapisów i Komory Archiwów zatrząść może całą współczesną cywilizacją. Okaże się, że nasze, ponoć tak wspaniałe osiągnięcia, są być może powieleniem tego, co było już dokonane 20- 30 tys. lat temu. Może nie jesteśmy tacy doskonali, może inni szli lepszą, łatwiejszą drogą? Jak wytłumaczyć społeczeństwom, że kierunek rozwoju afirmowany przez partie polityczne i rządy jest błędny, albo trudniejszy od innego, niegdyś sprawdzonego? Wiele narodów szczyci się swą historią. Jedni liczą ją na 2, a nawet na 3 tys. lat. Inni tworzą z niej legitymację. do panowania nad sąsiednimi narodami. A tu naraz pojawiają się dowody, że to ledwie mgnienie oka w porównaniu z dawnymi cywilizacjami. Wszelkie nacjonalizmy zbledną, bo ich pochodzenie, na które tak mocno powołują się politycy, stanie się śmieszne wobec historii ludzkości, mierzonej dziesiątkami tysięcy lat. Czy wszyscy nabiorą pokory wobec Czasu?

Nie można też pominąć wyzwań, przed jakimi staną religie. Wedle Biblii data powstania świata przypada na piąte tysiąclecie przed naszą erą. Od stworzenia Adama do potopu miało upłynąć nieco ponad 2 tys. lat. Jak z tym pogodzić 12000-letniego Sfinksa? Od kogo Mojżesz dostał 10 przykazań na górze Synaj, skoro wedle przekazów żył ok. 1,5 tysiąclecia przed naszą erą? Kim naprawdę byli aniołowie, jakże często nawiedzający naszych biblijnych protoplastów? Pytania można mnożyć.


źródło:
Rafał Jabłoński na podstawie Express Wieczorny - Kulisy nr 125
http://www.egipt.amra.pl/tajemnice_sfinksa.htm

"

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Wrzesień 26, 2010, 10:10:05 wysłane przez Leszek » Zapisane
Radosław
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 227




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #1 : Sierpień 30, 2010, 15:42:05 »


"
Sfinks, Hawass i spisek

Szyb Gantenbrinka, komnaty i tunele pod Sfinksem, Komnata zapisków, Atlantyda, osuszanie podziemnego jeziora, skrywana prawda, inne wielkie tajemnice i archeologia w pełni zakazana. Opis ten można ciągnąć dalej , bo kraj faraonów wciąż zdumiewa. Istnieje jednak silne przeświadczenie, że egiptologom nie wolno mówić o wszystkim, co odnajdują w państwie nad Nilem. Na czele tajemnicy stoi nieugięty żelazny dr Hawass, który całkiem niedawno poszczycił się pracami melioracyjnymi pod Sfinksem, które udowodniły, że nie ma pod nim ukrytych komnat. Co ciekawe, w 1996 roku twierdził on co innego. Czy w Egipcie toczy się tajemnicza archeologiczna gra? A może to tylko wiele Hawassu o nic?

Przed dekadą trzy książki pt. „Giza: The Truth” (Chrisa Ogilvie-Heralda i Iana Lawtona), „The Stargate Conspiracy” (Lynn Picknett i Clive’a Prince’a) oraz „Secret Chamber” (Roberta Bauvala) zaprezentowały przegląd kontrowersji wokół piramid i płaskowyżu w Gizie. Kluczowe pytanie dotyczyło tego, czy znajdują się tam do tej pory nieodnalezione przez ludzi czy też celowo ukrywane komnaty, które leżą albo pod piramidami albo też w okolicach Sfinksa.

Miniona dekada była także świadkiem odnowienia się zainteresowania kwestią Gizy, po części za pośrednictwem teorii Bauvala i Hancocka oraz wskutek pewnego odkrycia w Wielkiej Piramidzie, które stanowiło intrygującą zagadkę. Dokonał go 22 marca 1993 roku inżynier niemiecki Rudolf Gantenbrink w czasie instalacji systemu klimatyzacyjnego. Odkrycie to miało skutek w powstaniu kilku twierdzeń i przypuszczeń, które zaczęły jednak zanikać wraz z początkiem nowego tysiąclecia i brakiem nowych informacji.

Obecnie zainteresowanie tajemnicami starożytnego Egiptu wydaje się jednak powoli słabnąć, a kwestia kontrowersji stopniowo wygasa. Jednakże z rozmowach z ludźmi nadal zaangażowanymi na polu egiptologii wyłania się zupełnie inny obraz, w którym potępia się głównie Naczelną Radę ds. Starożytności pod przewodnictwem dr Zahiego Hawassa, który kieruje nią od roku 2002. Co ciekawe, wielu egipskich archeologów uważa, że jego dyktatorskie rządy to jedynie czubek „góry piaskowej” obok prób tuszowania faktów, rzucania oszczerstw, przywłaszczeń i innych niegodnych uczonego czynów. Przez kilka lat nikt nie pisał na ten temat jednakże sytuacja jest co najmniej tak zła jak pod koniec ubiegłego wieku.

Naczelna Rada Starożytności stanowi część Egipskiego Ministerstwa Kultury odpowiadając za konserwację, zabezpieczenie oraz regulacje prawne dotyczące starożytnych zabytków oraz wszelkich prac archeologicznych na terenie państwa. Przez ostatnią dekadę przeciętny widz telewizyjny mógł dojść do wniosku, że na świecie istnieje jeden egiptolog i jest nim właśnie stylizowany na poszukiwacza przygód pan Hawass. W rzeczywistości jest on jednak bardziej zarządcą aniżeli archeologiem. Można nawet spierać się, czy przy tak dużej ilości czasu spędzanej na wykopaliskach ma on jeszcze chwilę na zarządzanie, jednakże pierwsze z zajęć przyciąga znacznie więcej uwagi mediów, do których wiele osób (w tym jego) ciągnie jak ćmy do światła. Hawass pozostaje zatem postacią kontrowersyjną, która znalazła się w centrum uwagi Egiptu i świata w latach 90-tych ub. wieku.

Według biografa słynnego jasnowidza Edgara Cayce’go, A. Roberta Smitha, w latach 90-tych Hugh Lynn Cayce (syn Edgara) powiedział rzekomo: „Załatwiłem mu [tj. Hawassowi-przyp.autora] stypendium na Uniwersytecie Pensylwańskim, gdzie miał zdobyć doktorat. Stało się to dzięki osobie z ARE [Stowarzyszenia Badań i Oświecenia - organizacji założonej, aby promować dzieło „śpiącego proroka", E.Cayce'go-przyp.tłum.], która należała także do rady ds. stypendiów w Fundacji Fulbrighta” Hawass jednak wszystkiemu zaprzecza, choć faktem jest, że ukończył uczelnię, o której mówił Cayce i to dzięki stypendium fundacji.

ARE jest szczególnie zainteresowane Gizą, bowiem w latach 20-tych minionego wieku jasnowidz E.Cayce stwierdził, że słynna „Komnata Zapisków” zawierająca informacje o zaginionej cywilizacji Atlantów znajduje się właśnie tam, być może w pobliżu Sfinksa.

TAK ZWANE SPRAWY ZAGRANICZNE

Ale obok wspomnianego i kontrowersyjnego ARE istnieje także inna organizacja – ARCE (Amerykańskie Centrum Badawcze w Egipcie), o której wspomina się rzadziej i która zdaje się kontrolować całą sytuację z tylnego siedzenia. Jedna z osób, która przyczyniła się do napisania tego artykułu powiedziała:

- Często goszczę w Egipcie i rozmawiam z urzędnikami. Większość nie lubi Hawassa. W Egipcie jest wielu archeologów, którzy wykonują wspaniałą pracę i każdy, kto odwiedza ten kraj lub śledzi wydarzenia na arenie odkryć archeologicznych dobrze o tym wie. Jedynym problemem jest Hawass i Rada. Dlaczego? Jest tak, ponieważ Hawass został osadzony w Egipcie przez zagranicznych mocodawców a stało się to dość dawno. Wyłowili oni z tłumu ignoranta i dali mu wykształcenie dzięki ARCE. Jest kukłą – przyznaje nasz informator. Wszelkie tajemnice nie wyjdą na światło dzienne. Jeśli Hawass jest na swoim miejscu, to tylko dlatego, że wie jak oddziaływać na egipski nacjonalizm. Słyszałem, jak każdego dnia mówił o obcokrajowcach chcących wywozić z Egiptu jego skarby. To sprytne, ponieważ stawia go to w sytuacji obrońcy, którego nie można usunąć. Sama Rada również otrzymuje wytyczne z zagranicy, skąd z kolei otrzymuje konkretną pomoc.

I może tak być rzeczywiście, bowiem jeśli ktoś uważa, że pod względem archeologicznym Egipcjanie w pełni kontrolują swój kraj, jest w błędzie.

Naczelną organizacją, o której tu mowa jest Amerykańskie Centrum Badawcze w Egipcie, na którego stronie internetowej czytamy: „Wśród wielu wielkich osiągnięć ARCE znajduje się współpraca z Egipską Radą ds. Starożytności, bez której nasza praca byłaby niemożliwa.

ARCE uważane jest za jedną z głównych instytucji stojących na straży zachowania egipskiej spuścizny narodowej.” ARCE założono w 1948 roku jako „konsorcjum instytucji kulturalnych i edukacyjnych”. Sama organizacja podkreśla, że jej zadaniem jest także „zacieśnianie więzi amerykańsko-egipskich” oraz „zapewnienie bytności północnoamerykańskich uczonych w Egipcie”.

Co interesujące, strona internetowa ARCE wspomina także o tym, że przy pomocy Amerykańskiego Departamentu Stanu w 1962 organizacja rozpoczęła zakrojoną na szerszą skalę działalność charytatywną. Biorąc jednak pod uwagę jej związki z Departamentem Stanu zapytać można, czy ARCE była kiedyś wykorzystywana do celów politycznych w Egipcie rozdartym między Wschodem a Zachodem. W maju br. egipski rząd ogłosił ustami ministra Farouka Hosniego (przełożonego Hawassa), że „badacze dzięki wykorzystaniu satelitów potwierdzili istnienie 132 miejsc w Egipcie, na których nie przeprowadzono jeszcze prac archeologicznych”. Podczas gdy państwo to nie posiada na orbicie własnego satelity Hosni nie zidentyfikował dokładnie źródła tych danych wskazując, że powstały one przy współpracy z narodowymi ośrodkami.

SUCHE ŁAPKI SFINKSA

Powróćmy jednak do Hawassa i Sfinksa. W kwietniu 2009 roku donosił on:

- Naczelna Rada ds. Starożytności pod moim kierownictwem prowadzi prace nad obniżeniem poziomu wód gruntowych wokół egipskich zabytków. Dzięki wykorzystaniu amerykańskich środków udało się osuszyć świątynie w Karnaku i Luksorze, a prace postępują również w innych miejscach. Jednym z naszych największych osiągnięć w ostatnim czacie było opracowanie systemu chroniącego przed podziemnymi wodami Sfinksa.

W swym raporcie pt. „Historia Sfinksa” zawarł on jednak intrygujące informacje: „Jednakże najbardziej ważnym rezultatem projektu osuszania było położenie kresu spekulacjom o tajemniczym systemie tuneli i sal wykutych przez przedstawicieli „starożytnej cywilizacji” pod Sfinksem. Przez lata prowadziłem dyskusję z osobami takimi jak John Anthony West, Robert Bauval czy Graham Hancock, którzy twierdzą, że przedstawiciele zaginionej cywilizacji przed 10.000 laty zakopali swe sekrety pod monumentem. Co więcej twierdzą oni też, że erozja Sfinksa spowodowana jest przez wodę, co wskazywać ma na fakt, że pochodzi on z okresu na długo przed Starym Państwem. Żadna z tych teorii nie ma jednak poparcia w faktach, jednakże ich zwolennicy naciskali na nas twierdząc, że powinniśmy wiercić dziury w poszukiwaniu ukrytych komnat. Odmawiałem zgody na przeprowadzenie podobnych badań w przeszłości, bowiem nie istnieją naukowe fakty mogące je wspierać. Ponieważ podobne odwierty stanowiły integralną część naszych prac konserwacyjnych nad Sfinksem postanowiliśmy ostatecznie wykonać je w pobliżu monumentu, jednak nie odnaleziono żadnych ukrytych korytarzy czy komnat.”

Mimo rozgłosu, jaki towarzyszy przedsięwzięciom Hawassa, jego słowa nie są ani odpowiednim ani naukowym wyjaśnieniem. Istnieją bowiem wyniki badań, takich jak te z 1992 roku czy też badanie radarowe wykonane cztery lata później, które jasno wskazują na istnienie geologicznych anomalii (czyli pieczar), z których część ma najprawdopodobniej pochodzenie naturalne.

Niektórzy mogą, a niektórzy otwarcie twierdzą, że Hawass specjalnie szukał wód gruntowych w tych miejscach, w których wiedział, że nie natrafi się na puste przestrzenie oraz naturalne czy też wykonane ręką ludzką komnaty i korytarze. Przeprowadzone przez niego badania wobec zagrożenia wodą były sensowne, jednakże oświadczenie o „braku podziemnych przejść i komnat” nie może być uznane za wiarygodne i wiążące a to z racji ograniczonej skali przedsięwzięcia. Bez wątpienia pod Sfinksem coś się znajduje, a potwierdziły to nie słowa natchnionych jasnowidzów, a badania innych uczonych. Zatrzymajmy się jednak na chwilę w tym punkcie. Na konferencji w kwietniu 1996 roku sam Hawass ogłosił krajowym dziennikarzom, że pod Sfinksem i wokół piramid znajdują się tajemnicze tunele. Oświadczył wówczas, że wierzy w to, że istnienie tych korytarzy może „odsłonić wiele sekretów budowniczych piramid”. Nie jest jednak niczym nowym, że poglądy często się zmieniają.

W cytowanym już tu raporcie Hawass przeczy wynikom badań dr Abbasa opublikowanym w 2007 roku przez Krajowy Instytut Badań Astronomicznych i Geofizycznych. Jednakże w przeciwieństwie do wielu naukowców, którzy polemizują ze swoimi kolegami biorąc pod uwagę treści zawarte w publikacjach naukowych, Hawass odwołuje się z nieznanych powodów do osób takich jak West, Bauval czy Hancock. Trudno także wyjaśnić jaki związek ma ustalanie wieku Sfinksa na podstawie erozji z obecnością pod nim systemu tuneli. Nic jednak nie zaskoczy nas w przypadku dr Hawassa, który dokonuje specyficznych przeskoków zapominając, że jest naukowcem a jedno sensowne oświadczenie mogłoby rozwiązać więcej spraw aniżeli niejasna wojna podjazdowa.

Jednakże z raportu i oświadczeń prasowych wyłania się jeszcze ciekawszy obraz. Dowiadujemy się, że na początku 2008 roku Naczelna Rada ds. Starożytności przy współpracy z Centrum Inżynierii Archeologicznej Uniwersytetu Kairskiego wywierciło cztery otwory o średnicy 10 cm i głębokości 20 m. w skale u podnóża Sfinka. Do ich wnętrza spuszczono kamerę, która miał pomóc poznać geologię płaskowyżu.

„Historia Sfinksa” zawiera także kilka perełek autorstwa Hawassa będących elementem jego długotrwałego show. Dodatkowe informacje wskazują nam, że każdej godziny na powierzchnię wypompowuje się 260 m. sześciennych wody, co dziennie daje nam 6240000 litrów. Basen olimpijski zawiera 2500000 l. wody. Mówiąc krótko, spod Sfinksa wydobywa się jej tyle, że można by zapełnić nią dziennie trzy takie baseny. Tak ogromna jej ilość wskazuje na istnienie pod monumentem podziemnego jeziora, zatem słowa relacji zdają się przeczyć twierdzeniom Hawassa.

Powstaje zatem kolejne pytanie – dlaczego osusza się podziemne jezioro? Czy chodzi tylko o stabilność, a może coś jeszcze? Uważa się że usunięcie wody może pozbawić Sfinksa stabilności, zaś obawy te są na tyle poważne, że rozpoczęto monitorowanie monumentu pod tym kątem. Mimo to długotrwałe badania wskazują, że opróżnianie podziemnych szczelin nie wpływa na bezpieczeństwo struktur naziemnych. Czemu jednak najpierw podjęto decyzję o osuszaniu? Niektóre ze źródeł twierdzą, że podziemny zbiornik wodny został odnaleziony przez Hawassa (i egiptologa Marka Lehnera) już przed kilkoma laty. Jezioro rozciąga się pod całym płaskowyżem – obszarem otoczonym betonową ścianą (której konstrukcja rozpoczęła się w 2002 roku). Dodaje się, że projekty te mają na celu przygotowanie się do eksploracji podziemnej części Gizy, o której mówił w 1996 roku sam Hawass.

SKANDAL W RADZIE

Jak zatem interpretować czyny Hawassa? Jasne jest, że lubi on światło reflektorów i często wydaje sprzeczne oświadczenia. Ale czy rzeczywiście kryje się za tym coś jeszcze? Niektórzy z obserwatorów zauważyli, że autorytarny styl rządów Hawassa nad egipskimi zabytkami jest logicznym wynikiem rozwoju świadomości narodowej Egipcjan zdających sobie sprawę z tego, że część historycznego dziedzictwa ich kraju zrabowano i wywieziono.

Ostatnie fakty wskazują jednak, że w Radzie ds. Starożytności źle się dzieje. 8 października 2008 roku na 10 lat więzienia skazano trzech przedstawicieli Ministerstwa Kultury oskarżonych o przyjmowanie łapówek. Jeden ze skazanych, Abdel Hamib Qutb był kierownikiem wydziału technicznego Rady ds. Starożytności. Kontrakty, w sprawie których padły oskarżenia o korupcję dotyczyły renowacji kilku słynnych egipskich zabytków. Hawass bronił Qutba, gdy tego aresztowano twierdząc, że nie był on w stanie wpływać na wyniki przetargów. Sąd uznał jednak inaczej. W wywiadzie udzielonym BBC Hawass powiedział, że podejmie „niezwłoczne akcje przeciwko wszystkim pracownikom, na których ciąży choć cień podejrzenia, nawet jeśli ta osoba okaże się niewinna”. Głosy mówiące o tym, że Hawass jest niepopularny nawet w rodzinnym kraju wydają się zatem nie być przesadzone.

ROBOTY I NIEWOLNICY

Nie jest to jednak pierwszy przypadek, gdy na dr Hawassa padł cień, bowiem w tym samym czasie gdy robot Gantenbrinka odkrył sekretne drzwi w Wielkiej Piramidzie (22 marca 1993 roku), Hawass odsunięty został od swej roli Szefa Inspektorów Piramid w Gizie. Czy to przypadek? A może Gantenbrink dobrze wiedział, że jeśli nie ogłosi światu o swym odkryciu wtedy, to nie zrobi tego już potem z racji swoistej cenzury?

To, co stało się potem jest równie ciekawe. Po ogłoszeniu Gantenbrinkowi zabroniono powrotu do prac. Następnie Egipska Organizacja ds. Starożytności, która była poprzedniczką obecnej Rady, którą kieruje Hawass stwierdziła, że Niemiec złamał świętą „zasadę” archeologiczną poprzez samodzielne ogłaszanie znaleziska (co powinien uczynić przez odpowiednie kanały kontrolujące informacje o tym, co powinno się wydostać, a co nie). Następnie stało się coś, co Graham Hancock opisuje w tych słowach: „Ówczesny dyrektor Niemieckiego Instytutu Archeologicznego w Kairze, dr Rainer Stadelmann podobnie jak Egipcjanie potępił Gantenbrinka. Stadelmann był nieugięty i twierdził, że to odkrycie bez znaczenia dodając, że to nie drzwi a za nimi nic nie ma.” Ówczesny prezydent Organizacji ds. Starożytności, dr Muhamad Bakr, ogłosił sprawę Gantenbrinka fałszerstwem.

- Szyb jest zbyt mały, aby wpuścić tam robota – stwierdził.”

To właśnie Bakr usunął Hawassa z dotychczasowego stanowiska twierdząc, że na jego oczach z Gizy skradziono cenny posąg.

Zacytujmy Hancocka raz jeszcze: „Trzy miesiące później, w czerwcu 1993 roku, sam dr Bakr utracił stanowisko, na którym zastąpił go dr Nur El Din. Wśród oskarżeń o nadużycia i oszustwa dr Bakr wspominał o mafii, która opanowała piramidy „od co najmniej 20 lat”. Nie chcąc podawać nazwisk Bakr powiedział:

- Chciałem, aby wszystko zbadały odpowiednie służby, ale moją prośbę odrzucono.”

Na początku 1994 roku Hawass został przywrócony na dawne stanowisko. Choć Bakr nie był wiarygodnym źródłem informacji, pobrzmiewają nam tu w tle echa wskazujące na ARCE. Powrót dr Hawassa był uważany za skutek amerykańskiej interwencji – twierdził Chris Ogilvie-Herald w magazynie „Quest for Knowledge”. Przewodniczący dzisiejszej Rady ds. Starożytności wydaje się zatem wyjątkowo odporny, niezależnie od tego czy chodzi o zaginione posągi czy o nieprawidłowości w działaniu jego urzędu.

Gantenbrink nie powrócił dotąd do Wielkiej Piramidy. Oferował nawet egipskim władzom wykorzystanie swego robota w celu eksploracji szybu a nawet przeszkolenie w jego obsłudze egipskiego pracownika. Na ofertę nie odpowiedziano. Hawass uznał ostatecznie, że odkrycie drzwi jest ciekawe i zasługuje na dalszą uwagę. W marcu 1996 roku oświadczył, że drzwi otwarte zostaną we wrześniu tego roku. Uczyniono to rzeczywiście we wrześniu, ale 2002 roku. Wydarzenie to retransmitowało wiele stacji telewizyjnych na całym świecie, jednakże odkryto przy okazji kolejne drzwi, których otwarcie zostało ogłoszone na bliżej nieokreślone „wkrótce”. Ci, których ciekawi co znajduje się za nimi czekają już siedem lat.

W czasie transmisji z 2002 roku Hawass poczynił także kilka ciekawych uwag twierdząc m.in., że piramidy „nie zbudowali niewolnicy a wielcy Egipcjanie”. Potem oświadczył jednak arabskiej gazecie Al-Dżomhoriya, że „wyniki prac robota położyły kres domniemaniom Żydów i niektórych zachodnich krajów, że to oni zbudowali piramidę”. Oczywiście nie wiadomo, jak wpadł na ten pomysł, jednakże naukowym faux pas jest już samo to, że w zasadzie nikt nie wysuwał podobnych twierdzeń tym bardziej, że są historycznie nie do pogodzenia. Dziwne, że nie zauważa tego osoba, w której rękach spoczywa los egipskiego dziedzictwa narodowego. Stanowi to także doskonały przykład na to, w jaki sposób Hawass gra nacjonalistycznymi nastrojami rodaków. Inni upatrywali w tym dowodów jego antysemityzmu, jednakże jest to najprawdopodobniej dobra ilustracja występującego u niego słowotoku, który prowadził do wielu innych ciekawych „oświadczeń”.

NACISK I PROPAGANDA

Dr Hawass trzyma rękę na większości przedsięwzięć badawczych, jakie mają miejsce w Egipcie. Sprawuje także pieczę nad tym, w jaki sposób potem się o nich donosi. Dowody na to pojawiają się nie tylko w przypadku łamiącego „zasady” Gantenbrinka, ale także dr Abbasa, którego raport na temat Gizy był przez długi okres wstrzymywany. A w kolejce znajduje się jeszcze wiele podobnych, w przypadku których zawsze pojawiają się jakieś powody zwłoki. Takie traktowanie nie ma oczywiście nic wspólnego z nauką – chodzi o kontrolę.

Dlaczego bowiem Egipska Rada ds. Starożytności nakłada tak surowe kary na tych, którzy chcą publikować naukowe wnioski bez jej zgody? Karą tą jest czasem zamknięcie wrót do dalszych prac w kraju. Nikt nie wątpi natomiast w to, że to sam Egipt decyduje o tym, kto rozpoczyna prace i na jaką skalę, choć gdy przyjrzymy się związkom Rady Hawassa z ARCE sytuacja nie jest już taka prosta. Zgoda na prowadzenie prac powinna pociągać za sobą pełną wolność w publikowaniu ich wyników, jednak jest inaczej, bowiem w przypadku Egiptu wnioski muszą zostać zaakceptowane do publikacji, a nawet wprowadza się w nich zmiany.

Hawass usuwa na bok te opinie, które nie pasują do jego wizji starożytnego Egiptu, ale z drugiej strony to w jego rękach spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie statusu quo w obecnej historii tego kraju. Stara się on utrzymać opinię, która jest wynikiem konsensusu – to dlatego często wymienia takich autorów, jak Hancock, Bauval czy West. Niestety swym postępowaniem przysparza sobie wrogów, których poczet zasilają dalej ci, którzy zostali przez niego znieważeni, bowiem raczyli się nie zgodzić z decyzją jego i jego urzędu.

W roku 2008 roku prof. Barry Kemp donosił o swych odkryciach w Amarnie – mieście stworzonym przez faraona Echnatona, którego starano się wymazać z kart historii kraju. Donoszono, że w mieście Kemp natrafił na szczątki ludzi wskazujące na oznaki „wyczerpania, ekstremalnego wysiłku oraz największej śmiertelności widzianej kiedykolwiek w miejscach wykopalisk”. Dowody wskazywały zatem na brutalny reżim Echnatona, jednakże dowodom tym od razu sprzeciwił się Hawass, który zwykł znieważać w krajowych serwisach informacyjnych wszystkich tych, którzy według niego „zniekształcają historię”. Twierdził on, że odkrycia nie mają jakichkolwiek naukowych podstaw dodając, że „budowa miasta Echnatona była obsesją starożytnych Egipcjan, podobnie jak piramidy w Gizie i wielu robotników chciało brać udział w narodowym przedsięwzięciu, z czego byli dumni” (kolejny przykład łączenia współczesnego nacjonalizmu z dorobkiem starożytnych).

Odnosząc się do teorii geologa Roberta Schocha mówiącej, że Sfinks jest znacznie starszy aniżeli piramidy, Hawass stwierdził:

- Jeśli geolodzy udowodnią to, co mówi Schoch, moja opinia jako egiptologa i tak będzie taka jak była.

Mówiąc krótko, nie liczą się dowody, bowiem dla dr Zahiego jego dziedzina to nie nauka, ale religia, której on broni przed wywrotowcami.

WYZWANIE DLA EGIPTOLOGII

Choć można obwiniać go o wiele rzeczy równie ważny dla egiptologii jest fakt, że potrzebuje ona pewnych wewnętrznych porządków, bowiem od lat 40-tych XIX wieku jej paradygmat nie uległ zasadniczym zmianom. Liczące się dowody naukowe były odsuwane w cień w celu utrzymania przy życiu dogmatu, do którego przylega nie tylko Hawass, ale i wielu innych uczonych.

W 1984 roku osiemdziesiąt pięć próbek pobranych z Gizy, w tym pięć uzyskanych ze Sfinksa, poddano datowaniu radiowęglowemu. Wyniki wskazały na okres od 3809 do 2869 p.n.e. Oznacza to że przyjęta wersja teorii o okresie budowy piramid była błędna. Bauval, cytując Marka Lehnera zauważył, że „Piramida w Gizie jest o 400 lat starsza niż uważali egiptolodzy”.

W latach 50-tych ub. wieku, Zakaria Goneim, ówczesny inspektor egipskich zabytków odnalazł nienaruszony sarkofag faraona Sechemcheta znajdujący się w jego piramidzie. Gdy go otwarto w środku nie było mumii – sarkofag był pusty, ale w tym przypadku nie można było obwiniać o to złodziei. W wielu przypadkach (także w Wielkiej Piramidzie) egiptolodzy upatrywali działalność złodziei jako główną przyczynę opróżnionych sarkofagów. Jeśli jednak przyjrzeć się dokładniej tym sprawom taki obraz sytuacji nie byłby już tak oczywisty.

Egiptologia patrzy bowiem z niełaską na niektóre starożytne relacje. Przykładem tego może być relacja Diodora Sycylijskiego, który napisał, że żaden faraon nie spoczął nigdy w piramidzie, którą miał dla siebie tworzyć. Miano ich bowiem chować w sekretnych miejscach. Egiptolodzy preferują jednak rozwiązanie mówiące, że w przypadku braku innych dowodów i możliwych teorii piramidy muszą być grobowcami.

Holenderski autor Willem Zitman zastanawia się, dlaczego współcześni uczeni nie chcą przyznać, że starożytni Grecy kształcili się w Egipcie. Pragną bowiem utrzymywać pogląd mówiący, że wszystko co trzeba Grecy wymyślili sami, zaś Egipcjanie nie dokonali żadnych naukowych odkryć, ani nie wiedzieli nic o astronomii. Nieczęsto bowiem się o nich wspomina całą uwagę przykuwając do piramid i Sfinksa.

Zitman, który jest także inżynierem budowlanym zauważa, że największymi ofiarami współczesnego stanu egiptologii stały się piramidy. Twierdzi on, że najlepiej problemy i poważne braki w tej dziedzinie uwidacznia proste pytanie o techniki ich budowy. Próbujący wyjaśnić ich zagadkę Francuz, prof. Davidovits, został przez wielu egiptologów nazwany idiotą (w tym szczególnie zrugał go Hawass), ale wynikało to z faktu, że nie chcieli oni zrozumieć, co miał on im do przekazania. W konsekwencji braku wiedzy oraz niechęci do współpracy z innymi ekspertami, nie uczyniono wielkiego postępu w tematyce piramid. I.E.S. Edwards, były kustosz British Museum zajmujący się starożytnym Egiptem powiedział nawet kiedyś, że egiptolodzy wcale nie lubią piramid.

Hawass zrzuca z kolei całą winę na Zachód oraz tych, którzy starali się stworzyć bardziej barwne teorie, jednakże całkiem niedawno było zupełnie inaczej. W sierpniu 1996 roku gramoląc się w tunelu pod Sfinksem przed obiektywami kamer Hawass mówił:

- Nie wiemy, co jest w tym tunelu, ale mamy zamiar go otworzyć pierwszy raz w historii.

Zatem tunele istniały jeszcze w 1996 roku, ale już w kwietniu 1999 roku na antenie Fox TV Hawass zaprzeczał temu, twierdząc że wychodzą one z Grobowca Ozyrysa – podziemnej struktury niedaleko Sfinksa. 10 lat później historia powtórzyła się.

Jak zauważył Bauval, kontrowersje wokół Hawassa i Gizy ciągną się od dziesięcioleci: „W międzyczasie stało się coś niezwykłego i to z udziałem Zahiego Hawassa. Z jakichś niejasnych powodów rozpoczął wykopaliska naprzeciw świątyni Sfinksa, najprawdopodobniej we współpracy z Ministerstwem Irygacji. Po 15 m. wiercenia w miejscu, gdzie naturalnie występuje wapień natrafiono na czerwony granit, a ten nie występuje naturalnie w Gizie. Jedynym jego źródłem był Asuan oddalony o setki mil na południe. Sama obecność czerwonego granitu odkrytego w 1980 roku w pobliżu Sfinksa udowadniała, że pod płaskowyżem w Gizie coś się znajduje. Jeśli Hawass mówi coś zupełnie innego, trzeba uznać go za człowieka, który za dużo protestuje.”

Autor: Philip Coppens
Źródło oryginalne: philipcoppens.com
Tłumaczenie i źródło polskie: Infra
http://www.infra.org.pl/historia-/zakazana-archeologia/847-sfinks-hawass-i-spisek
"

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Radosław
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 227




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #2 : Sierpień 30, 2010, 15:52:23 »


Artykuł Pana Wacława Chrząszczowskiego:
http://www.rynekkamienia.pl/data/download/egipt-nk34.pdf

Strona zawierająca setki zdjęć z Egiptu w wysokiej rozdzielczości, kilka przykładów:







http://img502.imageshack.us/img502/8125/szlifierka7.jpg







Link do strony:
http://civilizationx.com/

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Radosław
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 227




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #3 : Sierpień 30, 2010, 16:24:06 »


"
Tajemnice Egiptu


Zainspirowani „nieznanoświatowym” cyklem artykułów na temat piramid egipskich postanowiliśmy zabrać także swój głos w tej sprawie – Wielkiej Piramidy, mniejszych piramid i kilku innych egipskich tajemnic.

Egipt, to kolebka jednej z najstarszych i niezaprzeczalnie największych kultur i cywilizacji świata. Jedna z nielicznych, gdzie upływały wieki i tysiąclecia, a tam... czas bał się zaglądać.



Wszystko, co żyje boi się czasu, a czas boi się piramid – taka myśl kołacze się nam po głowie, kiedy stajemy pośród potężnego kompleksu budowli w Gizie pod Kairem, a całego tego kompleksu strzeże tytaniczna bryła dostojnego i pełnego tajemnic Sfinksa.

Zaiste tajemnicza to rzeźba! – czy raczej budowla, a tak po trosze to i jedno i drugie... Dla nas pełna tajemnic przede wszystkim dlatego, że jak nam się wydaje, jest on jedynym obiektem w całym kompleksie jakby „oderwanym” od całości, ze względu na figuralny czy też zoomorficzny charakter budowli, pośród pozostałych, mających przecież charakter brył geometrycznych. Czego czy kogo on strzeże? A może to jego wnętrza ma strzec moc piramid?

Niektórzy widzą w Sfinksie pomnik tryumfującego Imperium Atlantydy, której potęga 12.000 lat temu szła w głąb Morza Śródziemnego od Słupów Heraklesa na wschód. Ciekawe jest to, że patrząc na Sfinksa ze wszystkich stron widzimy go zawsze na tle piramidy! Jakby nosił ją na grzbiecie – dlaczego? Czy było to świadomym zamierzeniem jego Twórców? Inni zaś widzą ogromny pomnik upamiętniający przejście zodiakalnej Epoki Panny w Epokę Lwa – bo to Sfinks ma twarz dziewczyny, ale całe ciało lwa – więc pasowałoby to do tej hipotezy. Gdybyż tak było, to pomnik ów powinien był powstać około 12.850 lat temu , tzn. gdzieś około roku 10848 p.n.e. ± 100 lat. Tak czy owak, zbieżne jest to z katastrofą, która pogrążyła wyspę Atlantydę w otmętach Atlantyku, kiedy to: nadszedł jeden dzień i jedna noc okropna – jak napisał Platon w „Timajosie”. Nasuwa się teraz taka dziwna konstatacja: pół platońskiego roku temu doszło do katastrofy, w wyniku której znikło z powierzchni Ziemi najpotężniejsze ówcześnie Imperium Atlantydzkie. Czy historia nie powtórzy się znowu? – nie zapominajmy, że historia powtarza się tyle razy, ile tylko może, a wielu wizjonerów przewiduje straszliwe kataklizmy związane z nadejściem nowej Epoki zodiakalnej, nowego miesiąca platońskiego – Epoki Wodnika... Niby to my, XXI-wieczni racjonaliści nie wierzymy w przepowiednie i zbiegi okoliczności, ale te wszystkie kataklizmy i katastrofy, których ilość lawinowo rośnie w miarę zbliżania się do granicy Wielkiego Przełomu w latach 2016-2026, dają dużo do myślenia... Jeżeli jest to tylko przypadek, to bardzo, ale to bardzo dziwny.



Ale co tam Epoka Wodnika! Wracajmy do piramid. Wiemy dobrze, jak ogromną wiedzą, precyzją, a także umiejętnością przewidywania wykazywali się starożytni budowniczowie. Z pewnością kompleks ten musiał się zrodzić z jakiejś lub dla jakiejś idei czy ideologii – to leży poza dyskusją. Ideologii na tyle mocnej i usankcjonowanej prawem i obrosłej tradycją, iż po zakończeniu opracowywania planów, ich Twórcy musieli sobie zdawać sprawę z tego, że konkretyzacja tychże planów, a więc budowa, będzie trwać co najmniej trzy pokolenia. Zaiste, jakaż pewność siebie i swych poddanych musiała cechować władcę owego narodu, boż to nikt inny, tylko właśnie naród miał ponieść wszelkie konsekwencje finansowe tego monstrualnego w rozmachu przedsięwzięcia! Ciekawe, co tak naprawdę było główna inspiracją? Jaki to główny czynnik przeważył: Polityczny? Religijny? Militarny? Tektoniczno-geologiczny? A może wszystkie po trosze?CO?...

Na pewno nie było to żadne obserwatorium astronomiczne, jak wmawiają to nam różni nawiedzeni uczeni. Istniały bowiem obserwatoria megalityczne, których wiek określa się na 6,5 tys. lat – chodzi o obserwatorium w Nabta, leżące ok. 100 km na zachód od Abu Simbel w egipskiej części Nubii. Odkryto je w roku 1998. Wygląd tego obserwatorium, jego układ przestrzenny przypomina w miniaturze Stonehenge. Wydaje się zatem, że obie te konstrukcje wyszły spod jednej ręki – wielkich Braci Budowniczych.

Od jakich czynności zaczynali nasi wielcy budowniczowie? Przede wszystkim od wyboru miejsca zgodnie z jego przeznaczeniem. Jako – jak to dzisiaj sądzimy – zespół świątynno – nekropolitarny należało go umieścić zgodnie z religią, tzn. na zachodnim brzegu Nilu, czyli tam, gdzie on faktycznie się znajduje i gdzie znajduje się astronomiczny zachód Słońca – Ra.



Kolejny problemem było to, skąd i jak trzeba było transportować i magazynować wielkie bloki o masie kilkudziesięciu ton. Nie wydaje się możliwe to, że po każdym ułożeniu bloku czekano, aż obrobią i przetransportują z odległego kamieniołomu następny blok. To bez sensu. Wygląda na to, ze bloki obrabiano i transportowano seriami, które potem układano dokładnie według z góry założonego, opracowanego i realizowanego planu.



Trzecim problemem jest kanał, który doprowadzał nilową wodę aż pod sam plac budowy. Grunt pod budowę piramid i Sfinksa był dokładnie zniwelowany, utwardzony i przygotowany, a to pozwala przypuszczać, że bloki kamienne były dostarczane niemal do końca drogą wodną, a przynajmniej dwie warstwy z najbardziej masywnych bloków – od których masy, twardości i ułożenia zależała cała stabilność budowli – bloki niedokładnie obrobione, kruche czy mające ukryte wady po prostu rozkruszyłyby się pod naciskiem górnych warstw kamiennych bloków, jak kostki cukru w herbacie – zestawiane były wprost z barki na zalany teren i odpowiednio zabezpieczony rampami. Następnie po spuszczeniu wody i osuszeniu gruntu – co w tamtym klimacie z upałami do +70oC w letnim słońcu nie trwa długo – metodą „hej rób!” wyciągano bloki i układano kolejne warstwy, aż do 150 metra w górę. Ale to jeszcze nie wszystko, bo na boki piramidy nakładano oblicowanie z lustrzanie wypolerowanych płyt wapiennych, którego ślady zachowały się na Wielkiej Piramidzie (Piramidzie Cheopsa) . NB, z tych płyt wybudowano większość budynków w Kairze...



Mogło być także na odwrót – jeżeli już potrzebujemy hipotez szalonych, a tylko takie nam pozostają, bo wszystkie normalne wzięły w łeb – najpierw zbudowano wodoodporną rampę w kształcie ścisłego czworoboku, naokoło spiętrzono wodę, a potem bloki zestawiano z barek na dół, jak z dźwigu...

Co było pierwsze? Wiemy, że przy budowach wielkich kompleksów wszystko zaczyna się od budowy największej, a co za tym idzie – najdroższej inwestycji. Czy było tak w tym przypadku – trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, jeżeli tam miały odbywać się obrzędy religijne, to w pierwszej kolejności musiała powstać świątynia. Przecież gdzieś musiano się modlić, prosić, dziękować, leczyć, balsamować i co najważniejsze – składać ofiary, bez których postęp dalszych prac byłby niemożliwy.

A może nie była to świątynia?

W Egipcie i Nubii znajduje się 110 piramid, NB - ostatnią odkryto w roku 2002 nieopodal Piramidy Cheopsa. Ich masa wynosi kilkadziesiąt milionów ton. Czy gra ona jakąś rolę w rozwiązaniu ich zagadki? – jesteśmy przekonani, że tak. Te kilkanaście milionów ton stwarza przecież anomalię grawitacyjną – coś na kształt księżycowego maskonu - a zatem miejsca, gdzie pole grawitacyjne wytwarzane przez masę piramid dodaje się do pola grawitacyjnego Ziemi. A coś takiego może być tylko użyteczne dla kogoś, kto obserwuje np. ruch sztucznego satelity Ziemi, który przelatuje nad Egiptem – jego ruch powinien być szybszy w spotęgowanym polu grawitacyjnym planety... Jest to zatem grawitacyjny kierunkowskaz, którego drugim elementem jest regularny kształt piramid – przesyłający ewentualnym podróżnikom kosmicznym komunikat: „Jesteśmy tutaj!” No, a potem byłoby tak, jak w tym wierszyku:

Spójrzcie-no egipskie dzieci,

Ten talerzyk, co tam leci.

Namiar na nas sobie bierze,

Kupę gruzu w sobie wiezie.

O! Wysypał – to rzecz brzydka!

Ale fajna piramidka!

„Konzum” z niej zrobimy duży,

żarcie się w niej trzyma dłużej.

Adaeniken się zastanawia,

Kto ich tyle tu nastawiał?...

Jest jeszcze inna hipoteza dotycząca utylitarnej roli tych regularnych pryzm z bloków kamiennych. Dawno, dawno temu – około 50 mln lat p.n.e. w Trzeciorzędzie, kontynent afrykański zaczął pękać wskutek działania dwóch „gorących punktów” pod Płytą Afrykańską. Pierwszy z nich działa pod tzw. Trójkątem Afarskim, zaś drugi pod Kongiem. Efekty znamy – najpierw Półwysep Arabski odjechał na wschód i powstało Morze Czerwone, potem odpłynął od Afryki Madagaskar i powstał Kanał Mozambicki. Ale to nie wszystko, bo przy akompaniamencie trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów – a jest ich trochę w tym rejonie, że wspomnę Kilimandżaro (5.895 m n.p.m.), Meru (4.565 m), Ruwenzori (5.119 m ) Mt. Elgon (4.321 m), Mt. Kenia (5.199 m), Karisimbi (4.113 m), Muhowura (4.507 m) czy ostatnio bardzo aktywne Nyiragongo (3.470 m) i Njamalagira (3.056 m), które zalały Gomę potokami lawy w latach 2000-2002 – zaczął się tworzyć Wielki Rów Afrykański. Wygląda na to, że trzy kolejne wielkie wyspy odpłyną na Ocean Indyjski za jakieś kolejne 50 mln lat...

Tak przewidywano jeszcze kilkanaście lat temu, ale... Okazało się, że to nie jest takie oczywiste, bowiem uskok tektoniczny tworzący Rów jest nieaktywny – martwy! To tzw. Trójzłącze Afaru ma to do siebie, że jego dwa aktywne uskoki – pierwszy stanowiący Morze Czerwone i drugi biegnący w kierunku Sokotry poszerzają Ocean Indyjski. Trzeci – biegnący poprzez Rów i jego podługowate i bardzo głębokie jeziora: Tana (1.830 m głębokości) na północy, Abbaja, Turkana (Jezioro Rudolfa, Bassa Narok), Jezioro Alberta, Rutanziga (Jezioro Edwarda), Kiwu, Tanganika, Meru, Rukwa i Malawi (Niassa) na południu – jest martwy. Coś zatrzymało procesy tektoniczne tam przebiegające – ale co? Tego uczeni nie wiedzą. Tego nikt nie wie.

Ale wiedzieli o tym budowniczowie piramid. Ich wiedza pozwalała im przewidzieć, że kataklizm może w pierwszym rzędzie uderzyć w Nubię i kraj Kusz – dzisiejszy Sudan – z którego pochodziło gros surowców sprowadzanych przez Egipcjan. Wydaje się, że postawienie piramid stanowiło tamę, która powstrzymała rozpad Płyty Afrykańskiej w kierunku północnym.



Oczywiście ktoś od razu zaprzeczy, że Starożytni nic nie widzieli o tektonice płyt! Czyżby? Wspomniany już tutaj Platon pisał, że: Ziemia przypomina piłkę zszytą z dwunastu kawałków skóry. Uważano to za przenośnię czy porównanie homeryckie. Dziś wiemy, że Platon miał rację – Ziemia de facto składa się z dwunastu płyt kontynentalnych i oceanicznych! Pytanie za 64.000 € brzmi: skąd Platon o tym wiedział na trzy stulecia przed naszą erą?CO?... Być może od mędrców Egiptu, a oni albo od nieznanych Nauczycieli, albo od... Kosmitów!



Te kilkaset milionów ton kamiennych bloków poukładanych w ściśle określonych miejscach są tym języczkiem u wagi, który utrzymuje kruchą równowagę kier litosferycznych. Egipt jest obszarem pensejsmicznym – czego dowodem są obalone trzęsieniem ziemi rzeźby faraonów z pierwszych dynastii, a zatem Egipcjanie, chcąc – nie chcąc, musieli zająć się i tym problemem. I poradzili sobie, zapewniając jednocześnie spokój w tym rejonie planety na wiele tysiącleci. Przynajmniej na tak długo, jak długo będą istniały piramidy... Można to z czystym sumieniem nazwać pokazem praktycznym ziemskiej akupunktury czy akupresury. Nie zapominajmy, że Egipcjanie byli doskonałymi geomantami i stawiali swe budowle tam, gdzie prądy telluryczne i promieniowania geopatyczne stwarzały dobre warunki do życia i mieszkania przez czas dłuższy. Potrafili oni także robić na odwrót – w miejscach niekorzystnych dla życia stawiali swoje nekropolie...

Jest jeszcze coś, o czym zaczyna się dopiero mówić. Chodzi o tektonikę Marsa. Uczeni doszli do wniosku, że Mars jest martwą planetą, bo nie stwierdzono na jej powierzchni istnienia tarcz kontynentalnych i płyt oceanicznych, które byłyby w ciągłym ruchu – jak na Ziemi. Nie stwierdzono także istnienia uskoków transformacyjnych i rowów oceanicznych – wyjątkiem tutaj jest ogromny Kanion Coprates i system gigantycznych pęknięć marsjańskiego gruntu Noctes Labirynthus – obie te formacje leżą w strefie równikowej tej planety. Dowodem na stagnację tektoniczna Marsa są cztery ogromne wulkany: Olympus Mons (Nix Olympica) – NB, jest to najwyższa góra w Układzie Słonecznym, która mierzy prawie 26.000 m ponad średni poziom Marsa! Dalej idą mniejsze wulkany tarczowe: Arsia Mons, Ascraeus Mons, Pavonis Mons i Elysium Mons. Każdy z nich jest wyższy od Everestu i Mauna Kea razem wziętych! Liczą sobie około 100.000 lat istnienia i to właśnie one – ich emisje – spowodowały efekt cieplarniany, który początkowo odparował oceany Marsa, a potem doszło tam do totalnego wychłodzenia i spadku temperatur do –100oC. Coś takiego, tylko że na mniejszą skalę znamy na Ziemi. Ostatnie 2 mln lat w życiu naszej planety, to epoki glacjalne i interglacjały. Co je mogło spowodować?

Na Marsie znajdują się całe pola piramid – jak dowiodły tego poszukiwania ekipy TMM i jej szefa - R. Hoaglanda. Na Marsie znajduje się również woda – jak dowodzą tego badania wykonane przez orbitery umieszczone przez Amerykanów na stacjonarnej orbicie wokółmarsjańskiej. Są całe oceany wody, a zatem przyczyna zamarcia ruchu kontynentów tamtej planety musiała być inna. U nas, na Ziemi, takim „smarowidłem” umożliwiającym ruch płyt, a dokładniej ich subdukcję jest właśnie woda. Na Marsie jest woda, ale kry litosferyczne tkwią w bezruchu – co umożliwiło powstanie gigantycznych wulkanów nad „gorącymi punktami”. A zatem co zatrzymało ruch kier na Marsie?

Odpowiedź jest prosta – piramidy. Nie wiemy, jaki jest fizykalny mechanizm oddziaływania piramid na litosferę i astenosferę, ale on istnieje. Dowodzi tego przykład Egiptu i marsjańskich kontynentów. 100.000 lat temu nieznany Ktoś spowodował katastrofę ekologiczną na Marsie – czyżby się pomylił w swych obliczeniach i przedobrzył z ogrzewaniem tamtejszej atmosfery? To zagadka, którą rozwiążemy wtedy, kiedy wylądujemy na Czerwonej Planecie!

Kolejna sprawa – sprawa oświetlenia wnętrza piramid i świątyń. Zawsze śmieszyło nas to, że uczeni nie mogli dać sobie rady z tym problemem. No bo to rzeczywiście śmieszne: wszystkie lampki, kaganki oliwne czy łojowe, pochodnie, itd. itp. kopcą – wydzielają węgiel w niemal najczystszej postaci – sadzy, która to sadza osadza się na wszystkim, co znajduje się w pomieszczeniach. A w piramidach czy megalitycznych świątyniach jakoś nie... Kopeć i sadza pochodzi z wieków późniejszych, kiedy chrześcijanie odbywali tam swe obrzędy i właśnie palili świece, pochodnie, etc. etc. – jak np. w Karnaku i Luksorze, gdzie takowe ślady znaleziono. Ale nie w piramidach! No i problem – czym Egipcjanie oświetlali te pomieszczenia?



Pewien mędrzec myślał, myślał aż wymyślił – Egipcjanie stosowali do oświetlenia frontu robót w piramidach całego systemu tarcz lustrzanych – albo przynajmniej wypolerowanych – które odbijały światło słoneczne i kierowały je poprzez system korytarzy do sal, gdzie rzucane na ściany oświetlały malarzom miejsca na ścianach, gdzie tworzyli oni polichromie. Wygląda to efektownie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Rzecz w tym, że musieliby oni mieć lustra odbijające 100% światła słonecznego, a takich nie ma nawet w XXI wieku. Po drugie – takie słoneczne zajączki byłyby trudne do utrzymania w jednym miejscu i wymagałyby stałej korekty położenia zwierciadeł i Słońca, co mniej więcej 1-2 minut. Wielokrotnie odbite światło słoneczne byłoby – mówiąc żargonem fotografów – zbyt miękkie i po prostu uniemożliwiłoby malarzom sporządzenie prawidłowych odcieni barwników użytych do farb, którymi owe polichromie malowali... To jest już kwestia nie tylko oświetlenia, ale mechanizmu widzenia ludzkiego oka! To wszystko byłoby bardzo niewygodne w użyciu, więc czy nie lepiej byłoby wprowadzić do komór piramid, grobowców w Dolinie Królów i Dolinie Królowych oraz świątyń po prostu oświetlenie elektryczne? Ale Egipcjanie nie znali elektryczności!

Znali, znali – tylko uczeni o tym nie wiedzą, tzn. wiedzą, ale nie dopuszczają do siebie tej myśli. Pomyśl Czytelniku na moment. Malarze pracowicie pokrywają ściany świątyń czy innych budowli pismem i malunkami al fresco (jak w Faras!) i chciałby je obejrzeć faraon oraz jego świta, kapłani i wreszcie prosty lud, który w końcu płacił za te wszystkie faraońskie czy kapłańskie zachcianki. I co? Kapłani ustawiają tarcze, które odbijają światło, które idzie z kolei systemami korytarzy i wreszcie pada na ściany, które podziwia faraon ze swą świtą, stoją z gębami otwartymi w niemym zdumieniu, podziwiając pracę artystów i niewolników...

Kulą w płot.

Egipcjanie musieli znać elektryczność i potrafili ją stosować. Nie musieli mieć generatorów czy prądnic – wystarczyła chemia, a nie zapominajmy, że alchemia i chemia wywodzi się właśnie z Egiptu – obie mają w rdzeniu słowo „khem” – al-khemeia – z Egiptu, bowiem taka jest jego prawdziwa nazwa... Ogniwa chemiczne są bajecznie łatwe do skonstruowania – wystarczy gliniane naczynie, dwie płytki metalowe: np. z miedzi i cynku – a oba te metale Egipcjanie znali i stosowali – druty miedziane czy srebrne jako przewodniki no i elektrolit – w postaci kwasu siarkowego, siarkawego, solnego, azotowego, czy od biedy kwasów organicznych: octowego albo cytrynowego. Badania dowodzą, że Egipcjanie znali sposób produkcji kwasu azotowego i siarkawego. Wystarczyło wlać trochę kwasu i można było otrzymać w takim ogniwie napięcie rzędu 1-1,5 V. Sceptyk powie, że to za mało. No pewnie, że za mało! No to dodamy do tego drugie, trzecie, czwarte i tysięczne ogniwo. No i co? No i mamy napięcie odpowiednio: 2-3 V, 3-4,5 V, 4-6 V... 1.000-1.500 V prądu stałego, a to już – proszę sceptyka - wystarczy, by oświetlić wnętrze komory piramidy przy pomocy łuku elektrycznego! Ile takich ogniw mogli wyprodukować Egipcjanie? Nawet kilka milionów...

Ale po co stosować oślepiające światło łuku elektrycznego, jak po sporządzeniu bańki z dwoma elektrodami i wypełnionej obojętnym gazem, pokrytej od wewnątrz luminoforem – np. siarczkiem cynku – można uzyskać najzwyklejszą w świecie świetlówkę! I to dającą światło białe – zbliżone do widma światła słonecznego! Egipcjanie znali szkło (także kwarcowe) i sekrety jego obróbki, więc w czym problem? Oczywiście sceptyk wrzaśnie, że nikt nie znalazł świetlówek w piaskach Egiptu. A my odpowiemy pytaniem na pytanie: Kto i kiedy ich tam szukał?CO? Ogłupieni żądzą złota, pogonią za sensacją i taniutkim racjonalizmem archeolodzy rabujący grobowce w stylu Indiany Jonesa? Nie dorośli do zrozumienia tego problemu i będą wymyślali coraz to bardziej karkołomne teorie, byle nie dopuścić do siebie myśli, że wynalazki z XIX i XX wieku znane już były kilka tysięcy lat temu...

Wracając do elektrolitów, to Egipcjanie mogli je otrzymywać ze znanych nam i pospolitych minerałów metodami opisanymi przez Juliusza Verne’a w „Tajemniczej wyspie”, do lektury której PT Sceptyków odsyłamy. Zapewniamy jedynie, że otrzymanie kwasów nieorganicznych w Egipcie było do zrobienia, i nie jest to wcale takie trudne – trzeba tylko chcieć. A Egipcjanie bardzo tego chcieli i stosowali z powodzeniem. Jak ktoś nam nie wierzy, to niech przejedzie się do Egiptu i zbada rzecz in situ.

W ten sposób Egipcjanie mogli sterylizować także mumie swoich zmarłych. Po prostu promieniowanie ultrafioletowe mogli uzyskać właśnie dzięki łukowi elektrycznemu. A nie ma lepszego środka sterylizującego od promieniowania UV, które zabija wszystkie bakterie i wirusy – łącznie z Lassą, Ebolą i HIV. Zabija także grzyby i ich zarodniki...



No właśnie – klątwa faraonów została wyjaśniona tym, że ludzie umierali wskutek zakażenia organizmu zarodnikami grzyba z gatunku Aspergillus aureus. Kolejne 64.000 € i kolejne pytanie – czy nie było to celowe zabezpieczenie wprowadzone przez kapłanów przeciwko wszelkim hienom cmentarnym? Osobiście wyobrażamy to sobie tak: po ceremoniach pogrzebowych z krypty faraona Tutenchamona wychodzą wszyscy jej uczestnicy. Wreszcie w krypcie zostaje jeden z kapłanów i kilku świątynnych niewolników, którzy z maskami na twarzach malują ściany specjalnym roztworem zawierającym zarodniki śmiercionośnego kropidlaka. Grobowiec się zamyka i pieczętuje. Gdyby teraz ktokolwiek wszedł do niego, to po kontakcie z zakażoną ścianą dochodzi do infekcji organizmu. Infekcja jest niewidzialna i niewyczuwalna, ale wystarczy jakieś przeziębienie, ukąszenie moskita czy inny czynnik osłabiający na moment siły obronne organizmu, a uaktywnione spory kropidlaka zaczynają swe letalne działanie – jest to coś w rodzaju AIDS. No i delikwent szybciutko przenosił się na pola Ozyrysa, by tam ponieść straszliwą karę za świętokradztwo... Dlatego nasza dobra rada brzmi – po wyjściu z każdego grobowca myj i dezynfekuj ręce, albo najlepiej nie dotykaj niczego, a szczególnie ścian. Małe czarne kropki na nich, to właśnie są kolonie grzybków-zabójców, które są – jak mawiają Anglosasi – SBD czyli silent but deadly... To kolejna z mrocznych tajemnic krainy Khem.

Nawiasem mówiąc, to należałoby jeszcze wspomnieć o infekcjach wirusowych, które tak gnębią Ludzkość. Wiele mówi się ostatnio o chorobach takich, jak gorączki krwotoczne Lassa, Ebola, Hanta czy pandemii AIDS wywołanej wirusem HIV. Badania wykazały, że wirusy te pochodzą z lasów deszczowych Afryki. Ciekawe jest to, że ta puszka Pandory została otwarta stosunkowo niedawno – 12.000 lat temu. Wirusy są wybitnie pasożytniczymi formami życia, które nie mogą istnieć bez swego żywiciela-ofiary. Wciąż rodzi się pytanie: czy nie zostały one celowo stworzone przez człowieka przeciwko człowiekowi? Rzadko kiedy szkodzą one zwierzętom, które chorują, ale przebieg choroby jest łagodny, natomiast człowieka uśmiercają z letalnością rzędu 90%! Na 10 ludzi 9 musi umrzeć! To samo dotyczy także innych wirusów: odry, żółtej febry, ospy czarnej czy prionów BSE/nCJD – bardziej znanej jako choroba wściekłych krów... Ostatnie badania historyków pracujących dla amerykańskiego CDC wskazują na to, że w Starożytności miała miejsce pandemia gorączki krwotocznej i to w Atenach!

I tak na zakończenie pozwolimy sobie Czytelniku na małą dygresję ŕ propos Atlantydy i problemu jej istnienia. Otóż wspomniany tutaj niejednokrotnie Platon pisze, że na Atlantydzie żyły zwierzęta, które mają największy wzrost i najwięcej zjadają. Wszyscy komentatorzy „Timajosa” i „Kritiasa” od razu twierdzą, że mowa jest oczywiście o słoniach i przechodzą ponad tym faktem do porządku dziennego.

A to jest błąd.

Czy to nie jest dziwne, że Egipski kapłan z siriadzkiego Sais, który opowiada o Atlantydzie mędrcowi Solonowi, a ten Platonowi używa tak skomplikowanego określenia, by nazwać zwierzę, które wszyscy trzej na pewno znali? Dla nas to jest bardzo dziwne. Przecież Platon mógł Kritiasowi Młodszemu powiedzieć po prostu „na Atlantydzie żyły także m.in. słonie” – nieprawdaż? Ale nie – on powiedział „zwierzęta, które mają największy wzrost i najwięcej zjadają” – właśnie tak.



To oczywiste – nie chodziło tutaj o słonia afrykańskiego – Loxodonta africana czy słonia indyjskiego – Elaphas maximus albo legendarnego leśnego słonia karłowatego – ale o największego słonia wszech czasów – o mamuta – Mammonth (Elaphas) primigenius! Mamut musiał pożreć codziennie około 160-200 kg trawy, by móc utrzymać się w dobrej formie. Zaś masa jego ciała mogła sięgać do 12 i więcej ton. Dorosły mamut mierzył 5-6 m w kłębie, a więc miał największy wzrost wśród zwierząt lądowych! Mógł to być równie dobrze jakiś przedstawiciel trzeciorzędowych Dinotheriae (dinoteriów), pierwotnych trąbowców, ale nie były one tak duże, jak mamuty. Mogły to także być mastodonty, które też zaliczają się do trąbowców. Znany amerykański autor Peter D. Ward twierdzi w swych pracach, że tzw. mega-fauna Trzeciorzędu została wymordowana przez ludzi. To prawda, ale nie cała, bowiem wiele wskazuje na to, że ogromne leniwce patagońskie – Neomylodony i szczerbaki były traktowane przez ludzi, jak zwierzęta hodowlane – o czym pisze m.in. prof. Bernard Huevelmans. Tak zatem ogromne ssaki mogły być traktowane na Atlantydzie, jako bydło domowe!... Nie mówiąc już o tym, że ten fakt rozwala w gruzy wizje pisarzy takich, jak C. Auel, J. Rosny’ego Starszego, sir Arthura Conan Doyle’a, W. Obruczewa, E. Štoicha i wielu innych, którzy pisali m.in. o światach zaginionych i ssaczej mega-faunie Trzeciorzędu i Czwartorzędu.

Implikacje tego faktu są ważkie. Wychodzi na to, że nie uczeni, ale angielska pisarka Edith Nesbit miała rację, kiedy umieściła mamuty wśród fauny Atlantydy . Oznacza to, że Atlantyda mogła istnieć 12.000 lat temu, na co dowodem są zasiedlające je mamuty – i to na średnich oraz wysokich szerokościach geograficznych! Oba warunki są spełnione na wysokości Wysp Brytyjskich. Ani Egipcjanie, ani obaj Grecy nie mogli spotkać się z mamutami w IV w p.n.e. – stąd ta skomplikowana nazwa zwierzęcia w ich relacjach przypominających powieść szkatułową. A to oznacza, że o mamutach mogli się oni dowiedzieć tylko i wyłącznie z relacji o Atlantydzie spisanej już po jej zatonięciu w wodach Oceanu Atlantyckiego, bo z Europy nie mogli mieć żadnych danych na temat tych zwierząt. Ich kości uznawali – a jakże! – za kości Tytanów, Gigantów i Cyklopów. To już nie jest poszlaka, ale dowód wprost na istnienie Atlantydy...

Ile jeszcze t a k i c h tajemnic kryje ziemia Egiptu?

Postscriptum:

Kiedy po wpisaniu na dysk twardy mojego komputera tego materiału chciałem go wysłać pocztą elektroniczną do redakcji „Nieznanego Świata” stwierdziłem ku swemu zdumieniu, że jest to niemożliwe. Obsługujący nas serwer Wirtualnej Polski po prostu odrzucał tą wiadomość lub reagował tak, jakby jej w skrzynce nadawczej w ogóle nie było!... Wreszcie wysłałem cały materiał „normalną” pocztą na dyskietkach. Po otwarciu koperty w redakcji okazało się, ze urzędniczka na poczcie tak mocno walnęła w nią stemplem, że dyskietka nadawała się tylko do kosza... Czyżby Starożytni działali zza grobu i dali wyraz swej dezaprobacie? Jeżeli idzie o Egipcjan, to po lekturze „Faraona” Bolesława Prusa, „Egipcjanina Sinuhe” Miki Valtariego i sensacyjnych powieści z cyklu faraońskiego Christiana Jacqa jestem w stanie w to uwierzyć...

Wiktoria Leśniakiewicz

Robert K. Leśniakiewicz
http://www.sm.fki.pl/Lesniakiewicz/Lesniakiewicz.php?nr=Z_Archiwum_H_X
"

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Radosław
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 227




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #4 : Listopad 29, 2010, 11:48:34 »


"
W szokującym oświadczeniu, szef Wydziału Archeologii Uniwersytetu w Kairze, dr Ala Shaheen powiedział publiczności, że prawdziwa może być teoria, jakoby obcy pomagali starożytnym Egipcjanom zbudować najstarsze z piramid, piramidy w Gizie. Będąc później zapytany przez Marka Nowaka, delegata z Polski, czy piramidy mogą wciąż zawierać technologię obcych, a nawet skrywać UFO, dr Shaheen odpowiedział dyplomatycznie: "Nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć temu, ale jest coś wewnątrz piramidy, co jest "nie z tego świata"".
Delegaci na konferencji na temat architektury starożytnego Egiptu byli zszokowani, jednak dr Shaheen odmówił dalszych komentarzy lub opracowań na temat oświadczeń związanych z UFO.
"
http://www.allnewsweb.com/page1199999458.php

pozdrawiam

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1642


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #5 : Listopad 29, 2010, 13:07:34 »


Sprawdziłem czy taki tam pracuje. Nazywa się nieco inaczej i jeśli stronka jest OK, to pracuje...

Prof. Dr. Alaaeldin M. Shaheen

Dean of the Faculty of Archaeology,
Cairo University, Egypt


Name                     : Alaa el-din M. SHAHEEN

Permanent Address: Department of Egyptology,  Faculty of Archaeology,

                                Cairo University, Egypt

Nationality              : Egyptian

Martial status          : Married and have two sons and one daughter.

http://www.alaashaheen.com/english/PERSONAL_INFO.htm

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Listopad 29, 2010, 13:09:11 wysłane przez Leszek » Zapisane

Tijavar
Gość
« Odpowiedz #6 : Kwiecień 25, 2011, 18:11:26 »




Geometria posągu Ramzesa w Luksorze



Geometria posągu Ramzesa w Memfis


Więcej:

1. 2. 3. 4. 5. 6.

Materiał pochodzi z 2 numeru Nexusa / marzec-kwiecień 2011

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Kwiecień 25, 2011, 18:13:00 wysłane przez Tijavar » Zapisane
Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1642


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #7 : Czerwiec 16, 2011, 09:29:36 »


Niezwykłe znalezisko. Dowód na to, że jesteśmy potomkami kosmitów?
2011-06-14

Znaleziska archeologiczne rozwijają naszą wiedzę o cywilizacyjnym rozwoju ludzkości. Czasem jednak odkrywane są artefakty, które w uczonych budzą zmieszanie. Takim właśnie obiektem jest rzeźba nazwana "Głodujący z Sakkary".


"Głodujący z Sakkary" (fot. mwmedia)

Zwolennicy paleoastronautyki twierdzą, że "Głodujący z Sakkary" to kolejny argument na rzecz lansowanej przez nich tezy. Paleoastronautyka zakłada, że pomiędzy pozaziemskimi cywilizacjami, a naszym gatunkiem dochodziło w odległej przeszłości do kontaktów, które wpłynęły na rozwój ludzkiej cywilizacji. Wg tej koncepcji wiele dawnych malowideł i rzeźb przedstawiających bóstwa, to wizerunki obcych z kosmosu. Najbardziej znani popularyzatorzy teorii paleoastronautycznej, to Erich von Daniken i zmarły niedawno Zacharia Sitchin. Co oficjalnie wiadomo o wspomnianej tu zagadkowej rzeźbie?

Erich von Daniken, jeden z twórców koncepcji paleoastronautyki (fot. mwmedia)

Archeolodzy w ciągu minionych dwóch stuleci rozwoju tej nauki odkryli przedmioty i ruiny budowli dowodzące istnienia wielu dawnych kultur. Jednak rzeźba nazwana "Głodujący z Sakkary" (Starving of Saqqara) faktycznie jest zagadkowa. Figura przedstawia dwie zwrócone do siebie twarzami nagie postaci o niezidentyfikowanej płci, bardzo chude i o głowach niezwykłego kształtu. Rzeźba opatrzona jest napisem, ale zarówno styl, w jakim wykonano rzeźbę, jak też znaki pisma, są jedyne w swoim rodzaju.

Takiego pisma nigdzie indziej nie znaleziono.

Tajemnicza figura trafiła do Kanada w 1940 r. Przywieźli ją Vincent i Olga Diniacopoulos, greccy imigranci z Francji, którzy zgromadzili światowej klasy kolekcję około 2 tys. starożytnych zabytków pochodzących z Egiptu, Izraela i innych miejsc. Wiele z tych przedmiotów, w tym "Głodujący z Sakkary", wystawiano od 1950 r. w należącej do rodziny Diniacopoulosów Galerie Ars Classica, dużym prywatnym muzeum usytuowanym przy Sherbrooke Street w Montrealu.

W 1999 r. syn zmarłej pary i spadkobierca, dr Denis Diniacopoulos, pracownik naukowy Uniwersytetu Concordia, przekazał rodzinne zbiory wielu instytucjom kulturalnym na świecie, na przykład Royal Ontario Museum w Toronto. Kilka eksponatów, w tym "Głodujący z Sakkary", trafiło też do Uniwersytetu Concordia w Montrealu. Rzeźbę przez ponad dekadę przechowywano w magazynie, ostatnio jednak władze uniwersyteckie zdecydowały wystawić ją na widok publiczny. Od połowy marca 2011 r.

"Głodujący z Sakkary" wyeksponowani są w atrium budynku katedry Inżynierii, Informatyki i Sztuk wizualnych Concordii.

- Ten obiekt jest swoistym dziełem sztuki i jedynym w swoim rodzaju - oświadczył w wypowiedzi dla kanadyjskich mediów dr Clarence Epstein, dyrektor uniwersyteckiego Centrum Kultury i Projektów specjalnych. - Wystawiliśmy tę rzeźbę na widok publiczny w nadziei, że przyciągnie ona uwagę międzynarodowego świata nauki, co pomoże wyjaśnić jej pochodzenie. Przez ostatnią dekadę nasi naukowcy próbowali określić wiek rzeźby i ustalić w jakiej artystycznej tradycji została wykonana. Bezskutecznie. Dlatego też w sprawie tej rzeźby skontaktowaliśmy się z British Museum, Brooklyn Museum, Narodowy Muzeum Izraela, z uniwersytetami w Cambridge i Oxfordzie. I w tych wszystkich wielkich światowych centrach archeologii nikt nie był w stanie nam powiedzieć, co to za rzeźba. Nikt z uczonych nie potrafił przetłumaczyć inskrypcji wyrytej na tej figurze. To nie jest zapis w języku aramejskim, czy hebrajskim, to nie jest pismo demotyczne. To wciąż enigma dla ekspertów. Jak by było tu mało zagadek, sama historia tego artefaktu jest owiana tajemnicą. Wiadomo, że został odkryty w trakcie prac archeologicznych prowadzonych w Egipcie na terenie Sakkary jeszcze przed II wojną światową. Eksperci są jednak podzieleni co do tego, kiedy i gdzie wykonano tę figurę z wapienia, mierzącą 67 cm i ważącą ok. 80 kg.


Niektórzy badacze zakładają, że rzeźba jest starsza od cywilizacji starożytnego Egiptu, że powstała tysiące lat przed piramidami i stanowi ślad po zaginionej kulturze tamtego regionu. Inni eksperci przyjmują, że "Głodujący z Sakkary" to obiekt, który do starożytnego Egiptu przywieźli kupcy z innego regionu świata. W sumie jednak nie wiadomo, czy posąg został odnaleziony w jakimś grobie z okresu predynastycznego, czy w ruinach któregoś z domów starożytnej Sakkary. Możliwe, że mamy tu do czynienia z jedynym artefaktem, który pozostał po zaginionej tysiące lat temu cywilizacji.

Rzeźbą tą, jak już wspomniano, zainteresowali się też zwolennicy paleoastronautyki, koncepcji zakładającej, że w odległej przeszłości wylądowali na Ziemi przybysze z kosmosu, którzy wpłynęli na rozwój ludzkiego gatunku.

Tacy badacze spod znaku Ericha von Danikena twierdzą, że "Głodujący z Sakkary" przedstawiają obcych z kosmosu lub międzygatunkowych mieszańców - potomstwo kosmitów i ludzi. Wskazywać na to mają niezwykłe proporcje ciała, kształt twarzy i czaszek postaci wyrzeźbionych w wapieniu. "Głodujący z Sakkary" wyglądają, jak obcy z innej planety według obiegowych wyobrażeń na temat kosmitów.

Kto ma rację? Akademiccy archeolodzy, czy zwolennicy paleoastronautyki? Jedno jest pewne. "Głodujący z Sakkary" to jedna z największych nierozwiązanych zagadek, bo, jak stwierdził dr Epstein, w żadnym z światowych centrów archeologii nie ma eksperta, który by stwierdził, co to za rzeźba.

Źródło:
http://niewiarygodne.pl/kat,1017181,title,Niezwykle-znalezisko-Ostateczny-dowod-na-to-ze-jestesmy-potomkami-kosmitow,wid,13506744,drukuj.html

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Czerwiec 16, 2011, 09:32:30 wysłane przez Leszek » Zapisane

Radosław
Zaawansowany użytkownik
****
Wiadomości: 227




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #8 : Wrzesień 29, 2012, 11:13:02 »


Dokument przedstawiający unikatowe zdjęcia z Egiptu i polemikę na temat używania w starożytnych czasach wysoce zaawansowanej technologii:
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=qaHONFBXV-0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=qaHONFBXV-0</a>

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Strony: 1 2 »   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS