Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Jak się bronić przed indoktrynacją?  (Przeczytany 7503 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« : Sierpień 30, 2010, 18:00:16 »


Jak się bronić przed indoktrynacją.
(Na podst. Mira Montana Czarnawska, Jak się bronić przed indoktrynacją, Wydawnictwo Socrates)


"Myślę więc jestem", powiedział kiedyś Kartezjusz. Ja sam myślę, a im bardziej samodzielnie, autonomicznie myślę, tym bardziej jestem. Im bardziej powtarzam cudze opinie, tym bardziej mnie nie ma. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym w ten sposób?
Czy myślałeś jak bardzo człowiek rozprasza się na powtarzanie nie swoich opinii, uzależnia się od nich i przyjmuje za własne? W końcu zaś, po pewnym czasie sam nie wie kim jest. A po jeszcze dłuższym czasie nie potrzebuje tego wiedzieć. Jego umysł nie stawia sobie zbędnych pytań - tak bardzo przepełniony jest gotowymi odpowiedziami...

I. Na czym polega indoktrynacja?
Indoktrynacja była stosowana zawsze i wszędzie tam, gdzie istnieje podział społeczny na warstwy rządzące i rządzone. Jest narzędziem dokładnie każdej formacji politycznej czy religijnej stojącej (lub zamierzającej stać) u władzy. Ci, którzy rządzą (lub którzy chcą rządzić) pragną narzucić pozostałym swój sposób myślenia i swój sposób interpretacji rzeczywistości. Ty i inni ludzie macie przyjąć go jako własny po to, by odpowiednie grupy nacisku mogły prowadzić założoną politykę. W procesie indoktrynacji dochodzi zatem do starcia dwóch woli i dwóch interpretacji rzeczywistości (idei). Ostatecznym celem indoktrynacji jest sterowanie sposobem, w jaki indywidualny człowiek odbiera i ocenia otaczającą go rzeczywistość. Indoktrynacja zawsze dotyczyć będzie całościowego systemu jego poglądów i przekonań. Dzięki odpowiedniego typu działaniom na podświadomość, dzięki pewnym strategiom językowym indoktryner wpływa na umysł i osąd człowieka tak, by on sam formułował wygodne dla indoktrynera poglądy.
Indoktrynacja jest więc świadomym działaniem - działaniem nie liczącym się z wewnętrzną wolnością człowieka. Ingeruje w nasz wewnętrzny system wartości i przekształca go tak, byśmy interpretowali i oceniali rzeczywistość społeczną zgodnie z czyimś, z góry ustalonym planem.

Indoktrynacja jest to:
1. Co?
- wpajanie
2. Czego?
- poglądów,
- idei,
- podstawowych wierzeń i przekonań, doktryn
3. Jakich?
- leżących w interesie rządzących grup społecznych
4. W jaki sposób?
- poprzez środki masowego przekazu, szkolnictwo.


W konsekwencji, działania człowieka zindoktrynowanego stają się nie tylko przewidywalne, ale i sterowalne. I właśnie dlatego, że indoktrynacja godzi w wolność i niezależność sądów - a zatem najgłębszą godność człowieka - powinna być przez nas rozpoznawana i zdecydowanie zwalczana.

II. Jak powstaje autonomiczny sąd.
Istota indoktrynacji polega na tym, abyśmy za własne uznali sądy i opinie z góry przez kogoś ustalone. Nasze sądy różnią się od siebie, ponieważ każdy z nas ma nieco odmienną wizję rzeczywistości, Inaczej mówiąc, każdy z nas ocenia dostępne mu informacje w oparciu o swój własny system wartości. Poza tym informacje, na podstawie których wydajemy sądy, zazwyczaj nie pokrywają się w pełni. Jeden wie więcej, inny mniej, z różnych też źródeł czerpiemy informacje.
Obiektywna informacja i moja własna, wewnętrzna wizja rzeczywistości, do której ją odnoszę - to dwa niezbędne elementy, stanowiące podstawę autonomicznego sądu. Dysponując INFORMACJĄ o danym fakcie czy zjawisku, dokonuję jej OCENY na podstawie posiadanego przeze mnie SYSTEMU WARTOŚCI. Mój system wartości stanowi zatem pryzmat, przez który oceniam posiadaną aktualnie informację.

Podstawą autonomicznego sądu są więc:
1. obiektywna informacja,
2. wewnętrzny system wartości
3. indywidualna ocena informacji (dokonana w oparciu o własny system wartości)

Celem indoktrynerów jest taka ingerencja w nasz proces myślenia, byśmy, nie mając tego świadomości, wydawali sądy zgodnie z ich wolą. Indoktrynacja oddziałuje na każdy z powyższych elementów: manipuluje przekazem informacyjnym, wpływa na nasz wewnętrzny system wartości, a jej właściwym celem zawsze będzie wydawana przez nas ocena zjawisk.
Rozważmy więc po kolei, jak można ingerować w subiektywny proces wydawania sądów, tak by indoktrynowana osoba nic o tym nie wiedziała.

* * *

III. Proste sposoby manipulowania informacją.
Informacja, to pierwszy element procesu sądzenia. Wydajemy sąd w oparciu o taką tylko informację, jaka jest nam aktualnie dostępna. Nigdy nie jest tak, że wydajemy jakiś sąd w oparciu o jedną tylko informację. Zawsze będzie to ich zbiór powiązanych ze sobą w ten sposób, że warunkują wzajemnie swoją ważność i w konsekwencji kształtują nasz obraz rzeczywistości. Dobrym manipulatorem jest ten, kto potrafi w taki sposób podać informację, aby czytelnik wyciągnął z góry przewidziany i ustalony wniosek.

Sposoby manipulowania informacją:

1. Kłamstwo.
Zazwyczaj kłamstwo "ma krótkie nogi" i wychodzi na jaw, choć częściej zasada ta obowiązuje w życiu prywatnym. W życiu publicznym kłamstwo zasiewa w odbiorcach wątpliwość i niepewność, bo samo rzucenie oskarżenia ma moc obciążającą, a jego sprostowania są zawsze wątpliwe czy "podejrzane". Przykładowo kto dziś odpowie czy J. Oleksy był zdrajcą czy nie?

2. Arbitralne ustalanie ważności informacji.
Już samo graficzne rozmieszczenie informacji koduje się w naszej świadomości jako jej ważność. Np. wiadomość na pierwszej stronie wielkimi literami = ważna informacja. Rzeczywista zależność między rozmieszczeniem graficznym a ważnością informacji istnieje tylko wówczas, gdy będziemy rozpatrywali ją w kategoriach indoktrynerów. Z jej obiektywną ważnością nie musi mieć to wiele wspólnego. Czytając np. teksty prasowe staraj się nie sugerować "graficzną ważnością". Ustaw w myślach wszystkie informacje na tym samym poziomie i sam, zgodnie z własną wizją rzeczywistości, oceń, którą z informacji uważasz za bardziej, a którą za mniej ważną. Ponadto wrażenie ważności danego faktu można uzyskać poprzez wielokrotne powtarzanie tej samej lub podobnej informacji dotyczącej tego faktu.

3. Arbitralne dobieranie kontekstu informacji.
Umieszczenie informacji obok siebie sprawia, że automatycznie, prawie nieświadomie, dokonujemy ich porównań. Ta sama informacja zestawiona każdorazowo z inną informacją otrzymuje inny wydźwięk. Np. informacja o powodzi w Polsce obok informacji o podwyżkach diet poselskich będzie miała inny wydźwięk niż informacja o powodzi zestawiona z informacją o trzęsieniu ziemi w Turcji.
4. Selektywność informacji (to uwzględnianie i podawanie jednych, a pomijanie innych informacji)

5. Półprawda (to podawanie informacji, ale okrojonej, niepełnej. Po prostu, przedstawiając jakieś wydarzenie, niektóre jego aspekty. - niewygodne dla indoktrynera - pomija się.


IV. Bezpośredni wpływ na podświadomość - czyli jak przekazać informację nie formułując jej.

Język jest podstępnym mechanizmem. Potrafi bowiem przekazać informację nie tylko w warstwie, w której zdanie o czymś "mówią", w warstwie treści, którą odbieramy w sposób świadomy, ale również w płaszczyźnie głębiej położonej - w płaszczyźnie z a ł o ż e ń, które tkwią u podstaw zdania. Nazwijmy je jego s u p o z y c j a m i.
Dla przykładu: supozycją zdania "Kowalski przestał brać łapówki" jest twierdzenie "Kowalski brał łapówki". Takie samo twierdzenie tkwi u podstaw drugiego zdania "Nieprawda, że Kowalski przestał brać łapówki". Oba te zdania - choć jedno jest zaprzeczeniem drugiego - przekazują nam tę samą u k r y t ą i n f o r m a c j ę, mianowicie taką, że "Kowalski brał łapówki". Supozycje nie muszą być fałszywe. Mogą jednak być fałszywe i musisz być na to szczególnie uczulony.
Często reagujemy emocjami na określone słowa. Np. słyszysz: "Trzeba z tym skończyć! On nie będzie nas już dłużej okłamywał!" Emocjonujesz się. Tak - myślisz - trzeba z tym skończyć. Nie można pozwolić, aby nas wciąż okłamywano. Niech chcesz być okłamywany, kto chciałby być okłamywany? - więc człowiek, który krzyczy, że trzeba z tym skończyć wypowiada "twoje myśli". Ale fakt, że "on nas do tej pory okłamywał" tkwił wyłącznie, w supozycji wznoszonego okrzyku. A przecież może być tak, że to właśnie ten człowiek, który teraz głośno krzyczy "okłamuje cię" w specyficzny sposób. Przyłączyłeś się do jego emocji, ale czy sprawdziłeś uprzednio prawdziwość ukrytej w zdaniu supozycji? Reagując w taki półautomatyczny sposób, nie zauważamy, że umysł nasz przyjął bezkrytycznie przekazaną w supozycji informację. Informacji tej nie poddajemy żadnej analizie. Dotarła ona poza sferą naszej świadomości, bezpośrednio do naszego indywidualnego, niekwestionowanego zasobu wiedzy o świecie...
Techniki ukrytego przekazu informacji występują szczególnie często w reklamie i handlu, np. "Dlaczego kupno McIntosha jest opłacalną inwestycją?", "Drukarki Lexmark. Szukaj w najlepszych sklepach komputerowych." "Szminka Volume. Spełnione marzenie! Nareszcie większe usta." etc.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Grudzień 18, 2015, 13:59:00 wysłane przez Leszek » Zapisane

Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #1 : Sierpień 30, 2010, 18:00:37 »


JAK odróżnić fakt od oceny faktu, które to odróżnienie celowo zacierane jest w działaniach indoktrynacyjnych mających na celu zdobycie, utrzymanie i utrwalenie władzy. Przytaczam fragment.

Oblicza faktu - czyli jak odebrać człowiekowi zdolność samodzielnej oceny.

Ważne jest, abyś uświadomił sobie w sposób absolutnie wyraźny:
wszelkie FAKTY SĄ NEUTRALNE. Po prostu są. Dopiero Ty sam nakładasz na nie swoją OCENĘ, wypowiadając swą opinię.

1. Jaki fakt kryje się za słowem? Umiejętność odróżniania informacji od jej oceny.

Przykład: ktoś oddał portfel znaleziony na ulicy. Jest uczciwy czy naiwny i nieprzystosowany do życia? Słowa "uczciwy", "naiwny", "nieprzystosowany do życia", to słowa o wyraźnym ładunku emocjonalnym. Słów tego rodzaju używasz dla wyrażenia własnej opinii lub odbierasz je jako wyrażenie opinii kogoś drugiego. Jeśli zatem słyszysz: Jakiś uczciwy człowiek oddał portfel, musisz odróżnić fakt: ktoś oddał portfel od jego oceny: ten ktoś jest, według mnie uczciwy.

Inny przykład.
Wyobraź sobie człowieka, który tańczy na stole pośrodku stołówki. Można powiedzieć o nim "wariat", "niekulturalny", lub inaczej "facet na luzie, bez kompleksów". Sam fakt jest neutralny: człowiek tańczy na stole pośrodku stołówki. Słowa emocjonalnie aktywne przekazują ocenę tego faktu, opinie o nim - negatywną: "wariat", "niekulturalny" lub pozytywną: "na luzie, bez kompleksów". To, jakiej dokonasz oceny tego faktu zależy od Twojego własnego systemu wartości. Może być on zupełnie inny niż system wartości drugiego człowieka, który ten sam fakt może ocenić inaczej. Dlatego gdy ktoś ci powie: Jakiś idiota rozrabia w stołówce, nie przyjmuj tego bezkrytycznie, tylko oddziel słowa emocjonalnie aktywne ("idiota", "rozrabia") od faktów - spytaj na przykład:
- Co robi?
- Ach, tańczy na stole pośrodku stołówki.
- Niczego nie demoluje?
- Skąd, tylko tańczy na tym stole. I to pośrodku stołówki.
- Może jest szczęśliwy - powiesz - To pewnie po prostu jakiś wesoły facet na luzie.

Nie przyjąłeś oceny drugiej osoby. Oddzieliłeś ją od informacji o faktach i porównałeś z własnym systemem wartości. Obroniłeś swoją niezależność. W twoim systemie wartości słowo "rozrabia" oznaczałoby co najmniej niszczenie jakichś przedmiotów lub zagrażanie ludzkiemu zdrowiu. Jeśli fakty takie nie miały miejsca, nie jesteś skłonny nazywać tym słowem zaistniałej sytuacji. Dla ciebie ten człowiek nie jest "idiotą", ale jest na przykład tylko "wesoły".
Ważne jest, abyś potrafił nieomylnie i w każdej sytuacji oddzielać INFORMACJĘ O FAKTACH od połączonej z nią OPINII, kryjącej się w słowach nacechowanych emocjonalnie. Opinia ma być Twoja i zgodna z Twoim systemem wartości.

W słowniku każdego z nas istnieją pewne słowa "na plus", słowa o pozytywnym ładunku emocjonalnym (np. wolność, prawda, sprawiedliwość, miłość, uczciwość, itp.), i słowa "na minus", o negatywnym ładunku emocjonalnym (zdrada, kłamstwo, oszustwo, naiwność, chamstwo itp.). Naturalne jest, że na pierwsze reagujemy pozytywnie, a na drugie negatywnie. Opatrując pewien fakt danym określeniem - pozytywnym lub negatywnym - doprowadzimy do jego akceptacji lub odrzucenia. To jakiego użyjemy słowa zależy od dokonanej przez nas OCENY faktu, czyli odniesienia informacji o fakcie do posiadanego systemu wartości.

Jeśli ludzie różnią się systemami wartości, to wydawać będą różne opinie dotyczące tego samego faktu. Może więc powstać pytanie czy istnieje jakiś jednolity ogólnie obowiązujący system wartości, do którego moglibyśmy się odnosić, aby ujednolicić ocenę zaistniałego wydarzenia (faktu)? Według autorki takiego systemu wartości nie ma i nie będzie. Dlatego nasze zadanie, zadanie umysłu broniącego się przed jakąkolwiek indoktrynacją, nie polega na nerwowym szukaniu jednego "obiektywnego" i "wreszcie prawdziwego" systemu wartości, ale na umiejętnym rozpoznaniu, jaki system wartości kryje się za poszczególnymi ocenami ferowanymi przez poszczególne osoby lub grupy osób.

Reasumując pamiętajmy więc, że:

1.   ISTNIEJĄ SŁOWA EMOCJONALNIE AKTYWNE
2.   SŁOWA EMOCJONALNIE AKTYWNE PRZENOSZĄ GŁÓWNIE EMOCJE, NIE TREŚCI
3.   NAS INTERESUJĄ TREŚCI, INFORMACJE. OCENA EMOCJONALNA MA BYĆ WYNIKIEM ODNIESIENIA INFORMACJI DO WŁASNEGO SYSTEMU WARTOŚCI.
4.   ZNAK OSTRZEGAWCZY: UWAGA, SŁOWO EMOCJONALNIE AKTYWNE! - ODRZUCIĆ LUB SPYTAĆ O TREŚĆ!
5.   NIE PRZYJMUJ CUDZEJ OCENY JAKO WŁASNEJ - TWOJA MOŻE BYĆ INNA.[/b]


2. Wykorzystanie emocjonalnego ładunku słów w indoktrynacji.


a) Technika "co masz popierać, a czego unikać"
Indoktrynacja wykorzystuje naszą naturalną potrzeba emocjonalnego dążenia ku temu, co dobre, właściwe, pożądane i odrzucania tego, co złe, niesłuszne, krzywdzące. Manipulując odpowiednio ładunkiem emocjonalnym, indoktrynerzy pokazują nam dokładnie co mamy odrzucać, a co popierać. (przykłady, ss. 54-57)

b) Technika "pozór wyboru"
Indoktrynacja nie musi jednak polegać na prostym wskazywaniu nam, co mamy popierać, a co odrzucać. Niekiedy daje się nam p o z ó r w y b o r u, jak w zawołaniu: Wolicie chować się tchórzliwie za kieckami kobiet, czy jak mężczyźni ruszycie bronić słusznej sprawy? Sam wybierasz, co wolisz. Być zniewieściałym "tchórzem" czy "bronić słusznej sprawy".
Inny wariant tej techniki polega na próbie narzucenia nam pozytywnej bądź negatywnej oceny kogoś lub czegoś. Przed odbiorcą stawia się pozorny wybór oceny poprzez, np. zadanie pytania w rodzaju, jak Pan(i) sądzi, czy to, co zrobił X, jest wyrazem jego niekompetencji czy po prostu zwykłej złośliwości? Można też, zamiast pytać, napisać artykuł w gazecie i zatytułować go, np. "Ignorancja czy zwykła złośliwość?". Jakąkolwiek ocenę wybierzemy, będzie ona opisywanego X-a stawiać w negatywnym świetle. Autor pytania (lub artykułu) celowo przemilcza inne, możliwe oceny (interpretacje) zachowania X-a, które stawiałyby go w pozytywnym świetle.

c) Technika "my robimy dobrze, a oni źle"
Naturalne jest dążenie człowieka do przynależności do pewnej grupy. Dlatego każda indoktrynacja dzieli społeczeństwo na "My" i "Oni". Przy czym "My" robimy i chcemy zawsze dobrze, a "Oni" (nasi wrogowie) robią i chcą zawsze źle. Stąd "My" piszemy o sobie zawsze dobrze, a o "Nich" źle i
odwrotnie "Oni" piszą o sobie dobrze, a o "Nas" piszą źle. Tak więc jeśli "My" piszemy o sobie, że "nasze działania są kontynuacją słusznej polityki reform", to oni napiszą o nas, że "jak zwykle niewolniczo trzymamy się dawno przebrzmiałych rozwiązań..." etc.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #2 : Sierpień 30, 2010, 18:00:49 »


VI. "Patriotyzm", "wolność", "demokracja" - czyli jak ingerować w indywidualny system wartości.

Twój wewnętrzny słownik zawiera bardzo wiele pozytywnych słów. Budują one twój indywidualny system wartości. Różne mogą być to słowa, np. wolność, patriotyzm demokracja, tradycja etc. Obok tych słów będą istniały takie, które zdecydowanie odrzucasz, np. obłuda, kłamstwo, chamstwo, etc.
Twój system wartości charakteryzuje nie tylko układ tych słów, ich wzajemne odniesienia, i to, które z nich znajdują się w "szufladce na plus", a które w "szufladce na minus" (to, co jest dla ciebie pozytywne, nie musi być takie dla drugiego człowieka). Najważniejsze jest to, że w twoim wewnętrznym słowniku słowa te mają coś więcej niż sam ładunek emocjonalny. Po prostu rozumiesz te słowa w pewien właściwy dla siebie sposób, to znaczy nadajesz im pewne znaczenie. Ale czy zawsze jesteś tego wystarczająco świadomy?
Na przykład czytasz tekst: Cóż innego oznacza słowo "demokracja", jak nie władzę ludu? Gdzie mieszka lud - przy reprezentacyjnych ulicach Warszawy, czy jak Polska długa i szeroka, po małych miasteczkach i wsiach? Dość już władzy warszawki i samozwańczych elit! Oddajmy całą władzę w ręce polskiego ludu!
Jeżeli nie posiadasz własnego, bardzo wyraźnego rozumienia słowa "demokracja", to indoktrynerom łatwo będzie niepostrzeżenie wbudować określoną treść w puste miejsca. Za pomocą odpowiednio skonstruowanych definicji perswazyjnych wytłumaczą ci, "co znaczy" demokracja, wolność, patriotyzm itd. A nawet jeśli jesteś świadomy znaczenia tych słów, mogą je przekształcić, pokazując ci, co znaczy "prawdziwa demokracja" czy "prawdziwa wolność".
Dlatego świadomość własnego systemu wartości, świadomość znaczenia słów, które budują twój system wartości jest niesłychanie ważna. Jest to, ostatecznie, świadomość samego siebie. Przecież pryzmat, przez który oceniasz rzeczywistość, jest ostatecznym wyznacznikiem twoich postaw i zachowań, warunkuje podejmowane przez ciebie działania. Dopiero wówczas, gdy jest on pod twoją świadomą kontrolą, możesz powiedzieć: "Jestem panem samego siebie". Do umysłu w pełni świadomego własnego systemu wartości indoktrynacja nie ma dostępu.

Indoktrynacja wdziera się w twój system wartości za pomocą tak zwanych definicji i argumentacji perswazyjnych. Definicje perswazyjne to zabiegi językowe, których celem jest manipulacja ładunkiem emocjonalnym słowa, treścią tego słowa lub dwoma tymi rzeczami naraz.
Zilustrujmy te zabiegi przykładem:
Oto mamy pewne słowo, obarczone silnym ładunkiem emocjonalnym, np. "parias". "Parias" oznacza w Indiach ludzi stojących na najniższym stopniu drabiny społecznej, żyjących w nędzy, upokorzeniu, często upośledzonych. Parias to "niedotykalny", samo dotknięcie takiego człowieka uważa się za kalające. Nie można podejmować nawet prób zmiany ich losu, nie przekształcając uprzednio społecznego do nich stosunku. Nie można podjąć działania, nie zmieniając stanu świadomości społecznej. Można starć się zmienić społeczny stosunek ludzi do pariasa posługując się definicjami perswazyjnymi.

Trzy techniki tworzenia definicji perswazyjnych:


1. Zmiana zakresu słowa definiowanego
Słowo obarczone pewnym (w naszym przypadku negatywnym) ładunkiem emocjonalnym zostaje, ale nadajemy mu zupełnie nową treść, a przez to zmieniamy jego zakres, który obejmuje teraz nowe osoby lub zjawiska.
Przykładowa definicja pariasa mogłaby brzmieć następująco: "Parias jest to człowiek, który daje się unosić złością, pełen nienawiści, obłudny i zawistny"
Definicja ta mogłaby odnieść większy skutek w Europie, gdzie z pewnych względów skłonni bylibyśmy może nazwać człowieka złego, pełnego nienawiści i obłudnego pariasem. Ale nie w Indiach, gdzie słowo to zbyt mocno tkwiło swymi korzeniami w tradycji.

2. Zmiana ładunku emocjonalnego słowa definiowanego.
Zachowane zostaje słowo oraz jego zakres, ale dołączamy do niego pozytywny ładunek emocjonalny, dzięki temu słowo o ujemnym ładunku emocjonalnym zaczynamy odbierać jako słowo o pozytywnym ładunku emocjonalnym. W tym przypadku zmienia się treść, ale nie zmienia się zakres słowa - dalej odnosi się ono do tej samej kasty ludzi, ale mówi się o nich inaczej.
Teraz przykładowa definicja pariasa mogłaby mieć postać: "Parias jest to wybraniec Boga".
W konkretnie omawianej sytuacji również ta definicja nie miałaby raczej większych szans.

3. Zastąpienie używanego słowa innym słowem o odmiennym ładunku emocjonalnym.
Tutaj zachowany zostaje wyłącznie zakres słowa, zmienione zaś zostaje samo słowo. W naszym przypadku w miejsce słowa o negatywnym wydźwięku emocjonalnym - "parias", wprowadza się nowe słowo o pozytywnym wydźwięku emocjonalnym - "haridżan" (znaczące tyle co "człowiek boga"), które staje się odtąd nowym określeniem odnoszącym się do ludzi z kasty niedotykalnych. Zakłada się przy tym, że pozytywne skojarzenia emocjonalne związane ze słowem "haridżan" zostaną przeniesione na tych, którzy dotąd nazywani byli pariasami.
Mahatma Gandhi posłużył się trzecią techniką i na oznaczenie kasty niedotykalnych zaczął używać nazwy "haridżan". Mówiąc o człowieku z tej pogardzanej kasty "haridżan", mówiono o nim teraz "człowiek Boga", a stosunek emocjonalny do tych ludzi niepostrzeżenie zaczął ulegać zmianie.

Definicje perswazyjne zmieniają twój "porządek świata". Pokazują, że to, co uważałeś za złe jest dobre albo to, co uważałeś za dobre jest złe lub też zupełnie inne niż sądziłeś.
Definicję perswazyjną możesz najłatwiej rozpoznać po tym, że poprzedzona jest często wyrażeniami "prawdziwy", "naprawdę", "rzeczywisty", np.
1) Prawdziwy patriota to ten, kto gotów jest oddać życie za ojczyznę.
2) Rzeczywiste bogactwo uzyskuje ten, kto gotów jest wyrzec się wszelkich dóbr materialnych.
3) Tak naprawdę miłość jest tylko nadzieją dwojga ludzi na wieczne stopienie się ich jaźni.
Słówka "prawdziwy", "tak naprawdę", "rzeczywisty" i tym podobne możesz traktować jako sygnały ostrzegawcze: uwaga definicja perswazyjna!

Podstępność definicji perswazyjnych polega dodatkowo na tym, że operują często informacją przekazywaną w supozycjach zdań. Mówiąc: "Prawdziwy patriota to ten, kto jest dobrym fachowcem", przekazuję w supozycji informację: "Ten, kto nie jest dobrym fachowcem, nie jest patriotą.
Definicje perswazyjne rzadko występują "same". Zazwyczaj mamy do czynienia z całymi tekstami, które "uczą cię", jak masz rozumieć wybrane pojęcie, czyli tzw. argumentacją perswazyjną.

Przyjrzyj się takim oto słowom:
Po pierwsze, musimy nasz naród uwolnić od beznadziejnego mętniactwa internacjonalizmu, wychowując go świadomie i systematycznie w duchu nacjonalizmu. Po drugie, musimy nasz naród uwolnić od nonsensu parlamentaryzmu, wdrażając go do walki z obłędem demokracji i do uznania niezbędności autorytetu i wodzostwa. Po trzecie, musimy nasz naród uwolnić od żałosnej wiary w obcą pomoc, to znaczy od wiary, to znaczy od wiary w pojednanie narodów, w pokój światowy, w organizacje międzynarodowe i międzynarodową solidarność, niszcząc w ten sposób te idee.
(Der Nationalsozialismus, Dokumente. Frankfurt/Main 1957, s. 37, cyt. za T. Pawłowski, dz. cyt., s. 140).

Jak w powyższym tekście został "opisany" internacjonalizm, parlamentaryzm, demokracja?
Teksty perswazyjne sprawiają tylko wrażenie, że mówią o czymś. Rzeczywistej informacji w tych tekstach nie ma. Stanowią one wyłącznie próbę wymiany treści twojej "wewnętrznej kartoteki słów".

Indoktrynacja w sposób bezwzględny wykorzystuje naturalne dążenie człowieka ku temu co dobre i ucieczkę od tego co złe. A co jest dobre? Co jest złe? Mamy "dobre" i "złe" nazwy wskazujące kierunek emocjonalnego ruchu "ku" lub "od". Jeśli nazwy nie napełnisz własną, wyraźną treścią, ktoś inny wskaże ci, ku czemu masz zdążać i od czego masz stronić. Będzie kształtował twoje postawy, wpływał na twoje zachowania i nie spostrzeżesz nawet, kiedy zostaniesz bezwolnym narzędziem do realizacji czyichś celów. A ty? Ty możesz pójść wtedy drogą prowadzącą prosto do przepaści, na której ktoś postawił drogowskaz z napisem "wolność"...

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #3 : Sierpień 30, 2010, 18:01:01 »


Autor: Tenebrael
http://www.cheops.darmowefora.pl/index.php?topic=2688.0

"To może ja tu wrzucę mały poradnik, jak się bronić przed manipulacją w mediach. Nie tylko w tych "tradycyjnych", ale i "YouTube'owskich" i innych tego typu. Każdy punkt zilustruję przykładem.

1. Na sam początek: Nauczyć się rozróżniać FAKTY, INTERPRETACJĘ FAKTÓW i OCENĘ FAKTÓW. Media, zarówno tradycyjne, jak i "wolne", bardzo często stosują manipulację polegającą na mieszaniu tych trzech rzeczy i przekazywaniu ich jako FAKTY (lub tworząc pozór podawania suchych faktów).

PRZYKŁAD: W mediach słyszymy: "Dzisiaj nad Pcimiem Dolnym mieszkańcy zauważyli unoszącą się nad polem srebrną kulę. Jest to kolejny raz, gdy pozaziemska cywilizacja odwiedza naszą planetę. Zainteresowanie budzi szczególnie częstość takich zjawisk w ostatnich latach"

W stwierdzeniu tym FAKTEM jest jedynie dostrzeżenie jakiegoś niezidentyfikowanego obiektu w kształcie srebrnej kuli unoszącego się nad polem. To, że to akurat pozaziemska cywilizacja jest już jedynie INTERPRETACJĄ faktu. OCENĄ natomiast jest to, że ostatnio zdarza się to często, i że jest to interesujące.

Ludzie natomiast często widzą w tym FAKT, że ziemię nawiedziła obca cywilizacja, i że zdarzało się to ostatnio często. Jak widać, sam fakt pozostaje gdzieś w tyle, a dla ludzi faktem stają się INTERPRETACJE  i OCENY.

2. Bardzo baczną uwagę zwracać na źródło informacji i to, na jakich danych bazują.

PRZYKŁAD: Czy informacja, że naukowcy odkryli, iż sprzedawane nam przez inne kraje (np czołowi członkowie Unii Europejskiej, aby było ciekawiej) owoce zawierają szkodliwe dla zdrowia substancje chemiczne, jest miarodajna?

A czy tak samo miarodajna jest, gdy dowiesz się, że ta grupa naukowców należy do związku skrajnych antyglobalistów, a wnioski opracowali na podstawie skonfiskowanych owoców, wywożonych cichaczem z kraju przez tamtejszych sprzedawców, gdyż nie spełniały norm żywieniowych (miały kilkakrotnie zbyt dużo substancji trujących) koniecznych do legalnej sprzedaży?

Warto więc zwracać uwagę na to, czy dane, które przytaczają nadawcy, pochodzą z NEUTRALNEGO źródła.

3. Zadanie sobie pytania, czy autor komunikatu nie jest tendencyjny w swojej ocenie. Czy analizuje wszystkie "za" i "przeciw", i traktuje je na równi. Jeśli zdajemy sobie sprawę, że może nie być obiektywny, dobrze jest samemu, przy każdej teorii, choćby nie wiadomo, jak obiecująco brzmiącej, zadać pytanie: "A co świadczy PRZECIW tej teorii? Jakie mogę znaleźć fakty wykluczające taką możliwość?"

4. Odbieranie zarówno "oficjalnych" jak i "nieoficjalnych" informacji na dany temat. Spojrzenie na sprawę jak na dwugłos, i wyrobienie sobie własnego zdania dopiero po zapoznaniu się z argumentami obu stron. Przy czym ważne jest tu podejście neutralne, i stosowanie takich samych kryteriów oceny dla obu stron, bez kierowania się własną sympatią czy antypatią do danego źródła

PRZYKŁAD: Zwolennicy nauki alternatywnej często krytykują tradycyjną naukę za to, ze wiele w niej domysłów, wiele założeń, a mało faktów (np odnośnie historii). Jednak gdy alternatywna nauka daje wyjaśnienie jakiegoś faktu, tak samo bazując na założeniach, domysłach i przeświadczeniach, uznają, ze jest to "dobrze udokumentowane". W takim przypadku w rzyczywistości nie bazują na neutralnej ocenie "za i przeciw" każdej ze stron, a na osobistej sympatii - gdyż kryteria oceny dla jednej ze stron są znacznie ostrzejsze niż dla drugiej.

5. W przypadku mediów - zadawanie sobie zawsze pytania: "Dlaczego w to wierzę? Czy mam po temu przesłanki? Czy mam je z rzetelnego źródła?"

Podsumowując, obrona przed manipulacją nie jest aż taka trudna. Ważne przede wszystkim, by niczego nie przyjmować bezkrytycznie, ale zanalizować źródła. Ważne też, by nie oceniać na bazie emocji, nie przyjmować bezkrytycznie tego, co mówi jakiś autorytet tylko dlatego, ze go lubię i mu ufam. I tyczy się to zarówno mediów tradycyjnych, jak i tzw. "wolnych mediów". Bo manipulacja nie jest jedynie domeną mediów "oficjalnych"...

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #4 : Sierpień 30, 2010, 18:01:33 »



east napisał:

Rozumiem potrzebę obrony PRZED czymś w sytuacji, gdy się z tym czymś, co jest skażone manipulacją,  stykamy świadomie . Na przykład z chęci dowiedzenia się o faktach.
Jednakże ludzie mają inklinację do ufania iluzjom uznanym powszechnie za oficjalną prawdę , a potępiania tego, co prawdę ujawnia lecz nie posiada oficjalnej wykładni.
JUż sam fakt wystąpienia samo-obrony człowieka w sytuacji odrzucającego treści, które do niego napływają, jest znakiem, że dokonuje się manipulacja.
Gdy umysł zaczyna je analizować  "po swojemu"  to od samego początku zajmuje postawę negatywną wobec przekazywanej.
Przykładowo weźmy "teorie spiskowe" .Już samo pojawienie się nowej teorii przez niektóre umysły owładnięte negacją treści powoduje z góry jej odrzucenie .  W każdej takiej teorii znajdziemy mnóstwo zwrotów typy "rzeczywiście" , "tak na prawdę" , " w rzeczy samej ". Czy to oznacza, że należy je z góry przekreślać ?
A jeśli w przekazywanej teorii kryje się prawda ? Albo choćby ziarenko prawdy ?
Należy pamiętać również, że nie od razu staliśmy się tacy świadomi swojego wewnętrznego systemu wartości.On też powstał na podstawie CZEGOŚ , co dotarło do nas wcześniej  , co miało na nas wpływ , a w tym np wyznawana religia, szkoła, osobowość rodziców. 
Zaakceptowaliśmy siebie  w pewnym kształcie, co może oznaczać, że akceptujemy wszelkie wcześniejsze wpływy  i manipulacje sprzed aktu akceptacji , zaś bezlitośnie odzieramy z przekazu wszystko to, co przyjdzie nowego po tym akcie.
Nie działamy zatem jako świadomy umysł, ale jako zaprogramowane wcześniej narzędzie.
Gdyby tak było to raz ukształtowany określoną manipulacją człowiek nie mógłby niczego nowego się nauczyć . Tymczasem dokonujemy wewnętrznej przemiany , albo  raczej - ona się dokonuje , gdy jej na to zezwolimy , czyli innymi słowy, gdy poddamy się jej działaniu - manipulacji.

Stawiam tezę, że obrona przed manipulacją  uniemożliwiłaby wewnętrzny rozwój.

Gdyby w procesie rozwoju miał brać udział wyłącznie umysł, to  moim zdaniem należałoby dokonać swoistej całkowitej autodestrukcji wszystkich uwarunkowań wewnętrznych , aby je w sobie na nowo wybudować , ale znowu  - na jakiej podstawie ? skąd czerpać i dlaczego akurat stamtąd ?

Dlatego uważam, że umysł , choć może być doskonałym narzędziem przeciw manipulacji, to jednak nie od niego powinno się rozpocząć "obronę" .
Przykładowo weźmy takie założenie
Cytuj
" Warto więc zwracać uwagę na to, czy dane, które przytaczają nadawcy, pochodzą z NEUTRALNEGO źródła"
. Co to znaczy "neutralne źródło" ? Czy takie w ogóle istnieje ? I dlaczego w ogóle "warto zwracać uwagę" ? Nie jest to manipulacja w poradniku  piewcy obrony przed manipulacją ?

Ja stawiałbym raczej na Źródło , które nie podlega uwarunkowywaniu , gdyż nie używa języka, pojęć i form przejawionych, a jednak potrafi się komunikować ze sferą przejawioną za pomocą uczuć . Źródło , które mam na myśli tkwi głęboko pod pokładami ego, w "sercu" każdego człowieka. Dopiero uczucia przefiltrowane przez to źródło wywołują odpowiednie myśli, słowa , przybierają określone formy, Dzięki Spokojowi można rozpoznać też ukryte przekazy płynące od różnej maści adresatów.
Zatem oparcie znajduję w Ciszy i Spokoju.
Mój umysł nie może mi zagwarantować całkowitej ochrony . Moje ego również nie, gdyż podatne jest na wpływy.  Nie są to doskonałe narzędzia . Gdybym je za takowe uznał , to uległbym automanipulacji  opinii o własnej odporności na zewnętrzną manipulację, dałbym tym samym oręż do ręki zręcznym manipulantom. Wiedząc o moim NIE wobec określonych treści tak będą je podawać,ale w taki sposób, aby moje NIE spowodowało właśnie pożądane reakcje.
Wszystko opiera się na znajomości funkcjonowania ego oraz umysłu. Jeśli swoją opinię chcesz oprzeć na faktach, to podadzą Ci odpowiednie "fakty" wraz z osłonką, o której wiedzą, że ją odrzucisz z radością akceptując ów fakt na którego przekazaniu im zależy.

Powiedzmy ,że zaufałem jakieś teorii spiskowej. Znaczy się zostałem zmanipulowany. Powiedzmy ,że  "kupiłem" ją  i teraz twardo się jej trzymam. Świadomość tego, KTO tak na prawdę "kupił" teorię jest tutaj ważna .  KOMU zależy na podtrzymaniu jej i uznaniu za własną ? 
Czy jest to moja prawdziwa istota, pełna odwiecznego Spokoju  ? Czy raczej moje podatne na wszystko ego ?
Głęboko wewnątrz siebie nie potrzebuję żadnej teorii, zatem nie przywiązuję się do żadnej,  ale wiem, że skoro potrzebuje je moje ego, więc równie dobrze może sobie być . Za jakiś czas dokonam , być może, jej zmiany - bez żalu, że odchodzi.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #5 : Sierpień 30, 2010, 18:02:25 »


Mora napisał:

Myślę że tekst który tutaj zamieszczę jest wart uwagi.

Dlaczego wierzymy

Wszelkie liberalnie działające organizacje, jeśli chcą pozyskać poparcie i członków, muszą ich wpierw czymś do siebie zachęcić. Wystarczy spojrzeć na partie polityczne żeby wiedzieć, jak sprawa wygląda: niekończące strojenie się do kamer, reklamówki, spoty i kampanie, słowem, nieustanna agitacja. Nieco uczciwsze względem odbiorcy wydają się niezwiązane z polityką stowarzyszenia, chociażby Jurek Owsiak poleca wspieranie WOŚP z uwagi na słuszne cele, jakim ta akcja służy; zjednuje on sobie setki wolontariuszy zaangażowanych w sprawę dlatego, bo chcą komuś pomóc (i przy okazji umilić sobie czas, ale to mniej ważne).

Śmiało możemy stwierdzić, że organizacje działające „wolnorynkowo” muszą albo zabiegać poprzez populizm o zainteresowanie, albo głosić wartościowe z punktu widzenia społeczeństwa idee, aby zyskać sobie poparcie.

W naszym pięknym kraju wolności rynku, słowa i wyznania pełnoprawnie funkcjonuje organizacja, która nie przestrzega zasad handlu społeczeństwa demokratycznego, czyli Kościół Katolicki. Jest najbardziej nieuczciwą ze wszystkich działających na rynku – przynależności do niego nie nabiera się z prawa wyboru, ale poprzez najzwyklejszy i najbardziej perfidny przymus, skierowany bowiem przeciw nieświadomemu i bezbronnemu dziecku. O swoich członków Kościół nie musi zabiegać, on ich najzwyczajniej w świecie dostaje. Moje pojęcie przechodzi, dlaczego ten proceder nie uznawany jest za łamanie konstytucyjnych praw wolności sumienia i wyznania. A gdyby tak wszyscy po urodzeniu zapisywani byli do „Samoobrony”? Gdzie tkwi różnica?

Indoktrynacja prowadzona od najmłodszych lat robi swoje. Dziecko okłamywane od początku istnienia wierzy w Świętego Mikołaja roznoszącego prezenty. Dziecko wychowywane w przeświadczeniu o Bogu żyjącym w Niebie przyjmuje te informacje bez zastrzeżeń. Czy uczenie swojej latorośli o Zeusie, władcy piorunów królującym z Olimpu nie byłoby tym samym? W kwestii formalnej, po raz kolejny – gdzie tkwi różnica? Chodzi zapewne o przeświadczenie rodziców o głoszeniu nieomylnie prawdy. Ale jeżeli wiara jest kwestią indywidualną, która należałoby samemu odkryć, zaakceptować, to rodzice narzucają dziecku swój punkt widzenia. Człowiekowi nie jest łatwo odejść od systemu wierzeń, który przekazali mu kochający rodzice (do których ma pełne zaufanie) w której dorastał, w której otoczeniu przyszło mu żyć. Bogu dzięki, chociaż nie wychowuje się dzieci na mitach greckich, ponieważ ograniczalibyśmy w ten sposób ich świadomą wolność wyboru.

Najzabawniejsze jednak dopiero przed nami. Kościół Katolicki nie utrzymałby swojej popularności jedynie wspomnianym wyżej przymusem – ludzie w końcu zorientowaliby się, że coś tu w kwestii wolnego wyboru nie gra. Instytucja watykańska przewiduje cały system sankcji, pod którymi zagrożone jest odejście ze wspólnoty wiernych – wszelkiego rodzaju sankcji! Z pewnością najboleśniej odczuć można ostracyzm, gdyż na 5% społeczeństwa reszta patrzeć zawsze będzie nieprzychylnie jako na tych, którzy odstają od normy. Nawet gdy sprawa nie dotyczy niewielkich miejscowości, gdzie „wszyscy się znają”, pozostaje kwestia instytucji małżeństwa – niewierzący chcąc nie chcąc pozostaje na łonie Kościoła, gdyż rodzinne konwenanse zakładają złożenie małżeńskiej przysięgi przed ołtarzem. Nawet jeśli spotyka się niewierząca kobieta i mężczyzna, zazwyczaj będą musieli poradzić sobie z opinią swoich familii („babcia wam tego nigdy nie wybaczy”), z presją społeczeństwa, które w 95% deklaruje wiarę.

Chrzest nie musi obyć się koniecznie z wolnej woli rodziców, ale z troski o dobro dziecka, bo pozwalanie mu na wybór religii w wieku, gdy będzie miało świadomość czynu jest współcześnie zamachem na wychowaniu. To faktycznie oddzielenie dziecka od grupy (największą atrakcją szkoły podstawowej jest przecież pierwsza komunia). Skazywać na wyobcowanie dziecka nikt nie ma zamiaru, stąd dylemat chrzczenia rozwiązywany na korzyść stolicy apostolskiej. Mówiąc żartem, ale i trochę obrazem: rodzice nie chrzcząc dziecka ryzykują, że zostanie ono porwane przez babcię, w celu przeprowadzenia pierwszego sakramentu.

Odkładając na bok pragmatyzm i zadeklarowany ateizm. Kościół opracował system barier mający przestrzec przed myśleniem(!) sprzeciwiającemu się jego doktrynie. Każde dziecko wie (dowiedziało się od rodziców i na katechezie), że za odejście od wiary zostanie ukarane wiecznymi mękami. Na dwunastolatku ten argument z pewnością wywiera wrażenie. A co wywiera wrażenie na dziecku, pozostaje w nim już na zawsze. Wiara w obawie przed karą to pierwsza sankcja – nazwijmy ją – rodzaju mistycznego.

Za życie w zgodzie ze Świętą Księgą, z nauką księży czeka człowieka – uwaga – jedyna w swoim rodzaju nagroda: wieczne szczęście. Prawdę powiedziawszy trzeba być chyba głupim, żeby rezygnować z takiego przywileju dając od siebie jedynie kilka zdrowasiek na tydzień i pomalowanie jajek na Wielkanoc. To sankcja pozytywna – wierz, bo to się opłaca.

A wierz tym bardziej, im jest tobie gorzej na tym świecie. Religia nigdy nie kierowała się do ludzi bogatych. Nerona nikt nie kusił dostatkiem po śmierci, bo on już żył w bogactwie. Co innego ludzie biedni, którzy przez całe wieki upatrywali w chrześcijaństwie swoją nadzieję. Ich były tysiące, miliony i to owe ogromne liczby potrzebowały mistycznego światełka w tunelu. Pozytywny wpływ religii na społeczeństwo dostrzegli monarchowie patrymonialni (a wcześniej faraon), przestawiając swoją pozycję jako pochodzącą od Boga. Czy może być lepszy sposób na uprawomocnienie władzy, niż przemówienie do sumienia całego społeczeństwa? I czy nie jest inaczej dzisiaj, że czeka się na „coś więcej”, co w magiczny sposób ma przyjść później? Wierzenia plebsu średniowiecza przetrwały do naszych czasów w nieskażonej formie.

Kościół Katolicki swoją nienaruszalną pozycję zawdzięcza najpierw bezprawnemu wtargnięciu w umysł młodego, nie znającego krytycyzmu człowieka i nauczenie myślenia w sposób nie zagrażający wierze, a później okopanie się za pomocą stworzonego wcześniej systemu wartości i rozumowania. Kościół zniewala i w dodatku gra nieczysto. Nakazuje wierzyć albo ze strachu albo dla osiągnięcia korzyści. Społeczeństwo wychowane na wierze samo dba, by jeśli już ktoś stracił wiarę, broń Boże do tego się nie przyznawał. Pytanie tylko – dlaczego przynależność od najmłodszych lat, indoktrynacja, będąca narzuceniem swoich poglądów przez czy to rodziców, czy instytucje (chociażby szkoła i lekcja religii) i przez bardzo długi okres brak jakiejkolwiek możliwości protestu nie są uznawane za nieliczenie się z indywidualnością człowieka, jego prawem decydowania, a nade wszystko: pogwałcenie praw wolności sumienia i wyznania?

Źródło: http://www.eioba.pl/a100977/dlaczego_wierzymy

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1646


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #6 : Sierpień 30, 2010, 18:02:50 »



east napisał:

Cytuj
Każde dziecko wie (dowiedziało się od rodziców i na katechezie), że za odejście od wiary zostanie ukarane wiecznymi mękami. Na dwunastolatku ten argument z pewnością wywiera wrażenie. A co wywiera wrażenie na dziecku, pozostaje w nim już na zawsze. Wiara w obawie przed karą to pierwsza sankcja – nazwijmy ją – rodzaju mistycznego.

Akurat mój dwunastolatek wie, że kara wiecznych mąk to ściema. Kiedy jednak na początku tego roku szkolnego miał wybór czy chodzić na religię w klasie czy też nie to i tak wybrał religię. Motywacja ?  Bo co ja będę  na korytarzu siedział, gdy inni koledzy na relgii sie świetnie bawią . Z tym, że się okazało, ze w tym roku to już nie zabawa i trzeba się uczyć i odpowiadać zgodnie z doktryną bo inaczej jedynki lecą, a religia liczy się do średniej ocen. Teraz syn chciałby się wypisać z religii, ale w środku roku nie można.
Kiedy pani katechetka kazała napisać dzieciom co sądzą na temat chrztu, czy jest potrzebny czy nie, mój syn, zgodnie z własnym sumieniem napisał, że według niego chrztu mogłoby nie być, gdyż Bóg działa w sercu bezpośrednio na człowieka. I natychmiast spotkał się z rodzinnym ostracyzmem, że TAK PISAĆ NIE WOLNO, bo pani od religii natychmiast zapisze go sobie w swoim czarnym notesiku , a kiedy Ksiądz będzie chodził po kolędzie i zechce sprawdzić zeszyt to jak się dopatrzy takich tekstów to cała rodzina będzie miała kazanie, a jak babcia to zobaczy to zawału dostanie itd itp. Oto jak w praktyce to działa. Ostracyzm jest tak silny, że działa jak niezawodny program już wtedy nawet, gdy nic się jeszcze nie wydarzy. Ostatecznie musiałem mu wytłumaczyć, że w takiej sytuacji można pisać tak, aby nauczycielka mogła zaakceptować tekst , ale żeby samemu też nie sprzeniewierzyć się sobie. Bogu świeczkę i diabłu ogarek ( bez wskazywania gdzie Bóg a gdzie diabeł Mrugnięcie ) .. a najlepiej na przyszłość dwa razy zastanowić się nad tym czy chce się wybrać kontynuację religii czy też nie. A jeżeli nie to proszę uzasadnić DLACZEGO NIE.
Zmierzam do tego, że wszelkie wybory powinny być świadome i możliwie dobrze przemyślane. Nawet jednak nieświadomy wybór w końcu uczy nas świadomości. A że to boli ? no cóż, to też nauka.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Strony: 1   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS