Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Eksperyment Filadelfijski  (Przeczytany 3339 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1661


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« : Sierpień 31, 2010, 15:33:13 »


Eksperyment Filadelfijski
Autor: Daria Jewak
http://www.ndw.v.pl/art.php?nr=206

"Ten tajny eksperyment kamuflażu elektronicznego, został opracowany w biurze badań marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych w Filadelfii i przeprowadzony w 1943 roku przez marynarkę USA w porcie oraz na pełnym morzu. Celem jego było zastosowanie einsteinowskiej jednolitej teorii pola poprzez wypróbowanie działania pola magnetycznego na okręt wojenny, którym był niszczyciel USS "Eldridge" D-173 oraz na załogę przebywającą na jego pokładzie. Użyto do tego magnetycznych generatorów (zwanych degausserami), które miały stworzyć na okręcie i wokół niego potężne elektromagnetyczne pole siłowe, które miało doprowadzić do zniknięcia okrętu i załogi.

W listopadzie 1943 r. podobno "Eldrige" zniknął z oczu stojących na brzegu widzów, zmaterializował się w zatoce w Norfolk w stanie Wirginia, a następnie po kilku minutach ponownie zmaterializował się w Filadelfii. Świadkowie twierdzą, że ów niszczyciel znikł naprawdę. Jedyną oznaką, że tam był, była depresja w powierzchni morza ukazująca wypartą przezeń wodę. W tym samym czasie w Bazie Sił Morskich w Norfolk, oddalonej jakieś 375 km (około 230 mil) na północ, amerykańscy marynarze i cywile, stojący na molo, ujrzeli nagle pojawiający się znikąd, mały okręt. Widzieli go przez krótką chwilę, gdyż po chwili obiekt znikł. Osiągnięto nie tylko niewidzialność, ale także teleportację.

Według opisów świadków, na początku ukazała się wokół statku lekka, świecąca, zielonkawa mgiełka, która była często obserwowana podczas niewyjaśnionych zdarzeń w Trójkącie Bermudzkim. Bardzo szybko ogarnęła cały okręt. Pole magnetyczne miało kształt elipsoidy i rozciągało się 100 metrów z każdej strony okrętu. Było widać jedynie niewyraźne zarysy sylwetek osób, które znalazły się wewnątrz pola. Ci, którzy znajdowali się na pokładzie, sprawiali wrażenie, jakby chodzili w powietrzu. Po zwiększeniu siły pola osoby znajdujące się poza nim, nie mogły w ogóle niczego dostrzec, z wyjątkiem wyraźnie zarysowanego na powierzchni wody kształtu kadłuba. Okręt stał się coraz bardziej przezroczysty, aż znikł, pozostawiając na wodzie wgłębiony ślad swego kadłuba od kilu aż po linię wodną.

Po tych eksperymentach wokół Bazy Sił Morskich w Filadelfii krążyły pogłoski, że ponad połowa członków załogi ze statku "filadelfijskiego" została zabrana i przetrzymywana w szpitalu psychiatrycznym Marynarki. Reszta miała rzekomo zginąć na pokładzie statku podczas "podróży" z Filadelfi do Norfolk i z powrotem.

Historia na pozór niewiarygodna, można jednak przyjrzeć jej się z bliska. W roku 1956 ufolog Morris K. Jessup otrzymał dwa listy od półanalfabety, który podpisał się jako Carlos M. Allende. Mężczyzna twierdził, ze jako marynarz na SS "Andrew Furuseth" znajdującym się w pobliżu Norfolk, był świadkiem eksperymentu i znal los załogi "Eldrige'a.

"Może to pana zainteresować. że teoria jednolitego pola Einsteina została ukończona w latach 1925 - 1927, ale dobry doktor odwołał ją, nie ze względów matematycznych, lecz humanitarnych. Jego późniejsze przeliczenia, zrobione wyłącznie dla sprawdzenia siebie i dla satysfakcji, przeraziły go. Dlatego mówi się nam dzisiaj, że teoria ta jest niekompletna. Dr Bertrand Russell przyznał prywatnie, że została ona ukończona, ale że człowiek jeszcze do niej nie dorósł. Mimo to obliczenia dokonane na jej podstawie przez mego przyjaciela dr. Franklina Reno zostały wykorzystane. Były one poprawne, jeśli chodzi o matematykę i rezultaty fizyczne. A JEDNAK MARYNARKA WOJENNA OBAWIA SIĘ JE WYKORZYSTAĆ. Są one dowodem, że teoria jednolitego pola, przynajmniej w jednym zakresie, jest poprawna. Poza ten zakres nikt o zdrowych zmysłach nie odważy się wyjść".

Allende wspomina dalej o prawdziwości eksperymentu, zaznaczając na końcu pierwszego listu:

"Chciałbym jeszcze wspomnieć, że okręt eksperymentalny zniknął z doków Filadelfii, by zaledwie po kilku minutach pojawić się przy nabrzeżu w Norfolk, New port News, w rejonie Portsmouth. Miejsce to zidentyfikowano dokładnie, ale wówczas okręt znów zdematerializował się i po kolejnych kilku minutach powrócił do swojego doku w Filadelfii".

Marynarz opisał dokładnie widziane przez siebie i kolegów zjawisko:

"Rezultatem eksperymentu była całkowita niewidzialność okrętu - niszczyciela i całej jego załogi. Zastosowane pole miało kształt sferoidalny, spłaszczony na biegunach i rozciągało się sto jardów poza kadłub. Osoby znajdujące się wewnątrz pola miały niewyraźne sylwetki i wyglądało, jakby stąpały po niczym. Osoby znajdujące się poza polem - nie widziały nic, wyjąwszy wyraźnie zarysowany na powierzchni wody kształt kadłuba. Oczywiście, jeśli osoby te znajdowały się tuż poza obrębem pola ".


Członkowie załogi niszczyciela prawdopodobnie zginęli, a pozostali byli szaleńczo obłąkani. Miały im się przydarzyć zjawiska samospalenia i niekontrolowane zniknięcia oraz pojawienia się. Połowa oficerów i załogi okrętu oszalała, zachorowała i zmarła, stanęła w płomieniach, przechodziła przez ściany lub całkiem zniknęła. Dalsze badania miały zostać zarzucone. Niektórzy marynarze, przez dłuższy czas po eksperymencie, trzymani byli w specjalnych ośrodkach, gdzie otrzymywali specjalistyczną naukową pomoc. U wielu z członków załogi pozostały zwiększone zdolności psychiczne oraz zdolność transmutacji czyli czasowego znikania lub pojawiania się w różnych miejscach.

Do typowych skutków ubocznych zbyt długiego przebywania w polu magnetycznym należało: "unoszenie się w powietrzu", "tkwienie bez ruchu" oraz "zamarzanie". Przykładowo człowiek, który "tkwił bez ruchu" nie mógł poruszać się z własnej woli. Jeżeli w takiej chwili nie podbiegło do niego kilku kolegów, znajdujących się z nim w polu magnetycznym i nie położyło na nim swoich rąk, wówczas "zamarzał". Kiedy człowiek "zamarzał" oznaczało się dokładnie jego pozycję i wyłączało pole magnetyczne. Wszyscy poza "zamrożonym" mogli znów poruszać się w swoich materialnych ciałach. Następnie członek załogi o najkrótszym stażu musiał iść w to miejsce gdzie był "zamrożony" i odszukać jego twarz lub fragment skóry nie osłonięty mundurem. Było to potrzebne do zastosowania specjalnie skonstruowanej maszyny do "rozmrażania". "Rozmrażanie" trwało od jednej godziny do sześciu miesięcy (tyle potrzebowano na uratowanie pierwszego "zamrożonego"). Allende pisał, iż dla "rozmrażania" skonstruowano wysoce skomplikowaną aparaturę "wartości pięciu milionów dolarów", a prace nad jej zastosowaniem prowadzono w "specjalnym basenie portowym". Poza tym stanem chory mógł popaść w głębokie zamrożenie, trwające dłużej niż kilkanaście godzin. Allende pisał, że: "zwykle "głęboko zamrożony" szalał i bełkotał, oraz, że w takim stanie "człowiek nie był świadomy czasu, takiego, jaki my znamy".

List Carlosa Miguela Allende zawierał również informacje, gdzie należy szukać potwierdzenia przedstawionej przez niego historii. Na poparcie prawdziwości swoich słów, podał swój marynarski numer identyfikacyjny Z-416175 oraz nazwiska członków załogi statku SS Andrew Furuseth, chief Mowsiey i Richard "Splicey" Price, którzy razem z nim obserwowali przebieg eksperymentu. Pozostałe dane powinny jego zdaniem znajdować się w dzienniku pokładowym statku należącego do Matson Line lub w Archiwach Straży Wybrzeża.

Postać Allende nadal pozostaje osnuta tajemnicą. Marynarz pisał, że Marynarka Wojenna nie przypuszczała, że ludzie mogą stawać się niewidzialni samorzutnie poza obrębem działania pola, że podczas jednej z prób dwóch marynarzy znajdujących się w obrębie pola "odeszło w nicość". Głównym dowodem Allende ( poza jego własnymi zapewnieniami) jest artykuł z 1943 roku, który potwierdził informację o dematerializacji marynarzy w barze portowym. Opatrzony tytułem "Dziwne okoliczności bójki w tawernie" tekst opisuje interwencję policjantów z Filadelfii, którzy odebrali telefon od członków straży przybrzeżnej, proszących o pomoc w stłumieniu bójki w barze. Po przybyciu na miejsce, policjanci nie zastali w barze nikogo, a dwie przestraszone kelnerki powiedziały, ze dwaj uczestniczący w bijatyce marynarze "jakby rozpłynęli się w powietrzu..." Kobiety były trzeźwe, co odrzuca teorię ich niepoczytalności. Inny przypadek "ubocznych efektów" wydaje się być jeszcze bardziej szokujący. Jeden z członków załogi "całkowicie widzialny", podczas wizyty w domu rodzinnym "po prostu przeszedł przez ścianę domu", na oczach żony, dzieci i znajomych. Przeszukano całą okolicę, zainstalowano przenośny aparat wytwarzający pole i nie odnaleziono niczego, co pomogłoby wytłumaczyć to przedziwne zjawisko.

Zajmujący się ta sprawa Jessup, do którego Allende posłał oba listy, wpadł w depresję, a w roku 1959 popełnił samobójstwo. Co ciekawe, wiadomość o jego śmierci nadeszła w chwili, jego znajomi uważali, że bliski jest wyjaśnienia zagadki. Okoliczności do tej pory pozostały niejasne, i niektórzy do dziś uważają, iż dr Jessup został zlikwidowany, gdyż wiedział zbyt wiele. Jeżeli to prawda, to posunięcie dało odpowiednie efekty, gdyż po jego śmierci szybko zapomniano o Eksperymencie Filadelfijskim. Wrócono do sprawy dopiero po dziesięciu latach, kiedy Carlos Miguel Allende osobiście zgłosił się w redakcji "APRO-Journal" w stanie Arizona. Tam potwierdził przedstawione w obu listach informacje, oraz oświadczył, że widział, jak okręt wojenny klasy niszczyciel, o numerze ewidencyjnym DE-173, znikał.

Dziennikarze Charles Berlitz oraz William Moore szybko ustalili, że Allende rzeczywiście był jesienią 1943 roku członkiem załogi SS Andrew Furuseth oraz, że posiadał książeczkę marynarską Z-416175. Osób, które wymienił z nazwiska, nie udało się jednak odnaleźć choć również figurowali na liście załogi. Najbardziej kłopotliwe okazało się ustalenie, czy niszczyciel DE-1 73, czyli USS Eldridge, mógł spotkać się z SS Andrew Furuseth, gdyż dziennik pokładowy okrętu wojennego zaginął, a statku handlowego został zniszczony "na polecenie władz". Oficjalnie SS Andrew Furuseth odbył jesienią 1943 roku dwa rejsy do Afryki Północnej, a wodowany 25 lipca 1943r. USS Eldridge był do końca roku testowany w rejonie Bermudów, skąd w styczniu 1944 roku wyruszył, eskortując konwój do Europy i pozostał na Morzu Śródziemnym aż do końca wojny.

Na ślad naprowadza jednak raport kapitana USS Eldridge o zaatakowaniu U-boota dnia 20 listopada 1943 roku, dwieście mil od Casablanki, około trzech tysięcy mil od Bermudów, gdzie zgodnie z oficjalną dokumentacją powinien się w tym czasie znajdować.

Przyjmując teorię o stworzeniu pola magnetycznego, warto się zastanowić za kolejną wskazówką, a mianowicie wymienieniem przez Allende Alberta Einsteina jako jednego z jego współtwórców. Od 1905 roku, kiedy Einstein opracował teorie pola niestatecznego, wiadomo z obliczeń, ze mogłoby ono w miarę upływu czasu zmieniać strukturę cząsteczek.

Gdyby wiec cząsteczki, z których zbudowany jest człowiek, oddaliły się od siebie, przybrałyby formę tak rozrzedzoną, iż ludzie staliby się dla siebie niewidoczni.

Archiwa personalne armii amerykańskiej w St. Louis zawierają dokumenty jasno stwierdzające, że Albert Einstein zatrudniony był dorywczo w Departamencie Marynarki Wojennej jako "pracownik kontraktowy Służb Specjalnych", czyli konsultant naukowy Biura Uzbrojenia. Naukowiec pracował dla US Navy od 31 maja 1943 r. do 30 czerwca 1946 r. Miał on odegrać kluczową rolę w tworzeniu projektu, którego jednym współtwórców miał być Nikola Tesla.

Teoria zastosowana rzekomo przez marynarkę, a stworzona przez największych fizyków naszych dziejów dotyczyła możliwości odchylenia światła o około dziesięć procent, co miało wystarczyć, aby obiekt stał się niewidzialny lub wywołać efektu mirażu. W pierwszym przypadku odchylone światło "opływałoby" okręt i stwarzało coś na miarę baśniowej czapki niewidki. Efekt mirażu natomiast sprawiałby, że obraz okrętu zostałby przesunięty w inne miejsce, umożliwiłoby zmylenie celowniczych okrętów przeciwnika. Tymczasem wojna trwała i wiosną 1942 roku potęga japońska na Pacyfiku była u swego szczytu, co mogło zagrażać wojskom amerykańskim. Wdrożenie tajnego projektu Einsteina mogłoby dać amerykańskiej marynarce wojennej niesłychaną wręcz przewagę. Możliwe, że eksperyment filadelfijski był początkiem zmiany losów II wojny światowej zważywszy na to, że na przełomie lat 1942/43 roku Amerykanom udało się powstrzymać napór japoński i zaczęli nawet zyskiwać inicjatywę strategiczną. Czyżby tak było w istocie?

Wg relacji badaczy, wraz z dr Reno przedyskutowano możliwe efekty uboczne eksperymentu, podejrzewając, że może wystąpić rozszczepienie światła oraz duża jonizacja powietrza otaczającego pole elektromagnetyczne. Uczeni mieli jednak rzekomo otrzymać polecenie pozostawienia tego problemu grupie prowadzącej eksperymenty. Amerykański fizyk, w anonimowym wywiadzie dla Williama Moora stwierdził, że na przełomie lat 1939 i 1940 amerykańskiemu Komitetowi Obrony Narodowej został przedłożony projekt programu, który w swej początkowej wersji miał obejmować kwestię odchylenia toru nieprzyjacielskich pocisków przy użyciu silnego pola elektromagnetycznego, wytworzonego wokół okrętu. Fizyk potwierdził również, że jednym z głównych projektodawców był Albert Einstein, pracujący razem z prof. Rudolfem Ladenburgiem, fizykiem z uniwersytetu Princeton.

Naukowcy do tej pory zastanawiają się, czy badania Einsteina miały sens i mogły dojść do skutku. Być może rozwiązanie tego problemu ujawniłoby prawdę na temat eksperymentu Filadelfijskiego. Czy możliwe jest odpowiednie ugięcie światła, tak aby opływało jakiś przedmiot? Wiadomo że światło rozchodzi się po liniach prostych i zmienia kierunek, jeśli odbija się od jakiegoś ośrodka lub przechodzi do innego. W polu grawitacyjnym światło jest uginane i gdy, przykładowo, wiązka światła biegnie w pobliżu Słońca jest przez nie przyciągana. Wszystko co posiada energię, posiada i masę, ale nie w potocznym tego słowa znaczeniu, lecz w tym sensie, że ulega przyciąganiu grawitacyjnemu. Ponieważ światło ma energię, to ma i masę, i tym samym jest przyciągane przez inne masy.

Zastanawiające jest, w jaki sposób człowiek może przeniknąć przez ścianę tak, jak to miał uczynić jeden z członków załogi USS Eldridge po przeprowadzeniu Eksperymentu Filadelfijskiego. Jeżeli bombarduje się cienką folię aluminiową elektronami, to okazuje się, że elektrony przechodzą przez folię. I nie ma w tym nic tajemniczego. Oglądana gołym okiem folia jest solidnym kawałkiem materii, ale w dużym powiększeniu, gdy można zobaczyć pojedyncze jej cząsteczki, okazuje się, że jest sporo miejsca między atomami, przez które przechodzą elektrony. Tak więc materia może przenikać przez materię. Pytanie tylko, czy zjawisko to można zastosować do znacznie większych obiektów czy istot.

Kwestię straszliwego wpływu ubocznego "Eksperymentu" na zdrowie i psychikę ludzi w nim uczestniczących tłumaczą dość dobrze badania psychofizjologów. Badacze są zdania, że działanie pola elektromagnetycznego wpływa na pracę ludzkiego mózgu, zachowanie się oraz stan psychiczny i fizyczny, co może doprowadzić do stanów epileptycznych i imaginacyjnych. Dr Michael Persinger z laboratorium psychofizjologii kanadyjskiego uniwersytetu Laurentian uważa, że dłuższa obecność w silnym polu magnetycznym o bardzo niskiej częstotliwości może powodować amnezję, stan szoku, okresową ślepotę, ślady na powierzchni skóry przypominające oparzenia, a także kłopoty ze snem, koszmary senne oraz zaburzenia hormonalne. Psycholog Susan Korbel z Harper College w stanie Illinois podejrzewa, że długotrwałe działanie pola elektromagnetycznego na organizm ludzki może spowodować nawet zmianę struktury genetycznej.

Lucjan Znicz-Sawicki, słynny polski ufolog, poddaje w wątpliwość prawdziwość opisywanego eksperymentu. Powołuje się przy tym na to, że w wyniku ugięcia się promieni słonecznych na energetycznym pęcherzu sferycznego czy półsferycznego pola magnetycznego wytworzonego przez degaussery, załoga statku pozostałaby ślepa, gdyż żaden promień światła nie dotarłby do oczu marynarzy. Dodatkowo zakładając, że do zakrzywienia przestrzeni i zarazem zmuszenia promieni świetlnych do ominięcia USS Eldridge potrzebna jest energia elektryczna, należy przyjąć, że energię tą okręt i jego degaussery musiały czerpać z siłowni okrętu, która wytwarzałaby energię o niewyobrażalnej mocy. Zgodnie z jego teorią, plotka o Eksperymencie filadelfijskim był potrzebny po to, by zrealizować między innymi Incydent w Roswell.

Program, którego częścią byt Eksperyment Filadelfijski, został wstrzymany, jeśli wierzyć różnym informatorom, w końcu 1943 roku lub na początku 1944. Wszystko wskazuje na to, że w ramach oszczędności uznano go za niewarty dalszych nakładów pieniężnych. Marynarka amerykańska oficjalnie nigdy nie przyznała się do przeprowadzenia takiego eksperymentu. Wszelkie wieści zostały pochłonięte przez cenzurę. Zachowała się jedynie krótka notka w jednej z gazet filadelfijskich i zeznania pojedynczych świadków."


http://www.bibliotecapleyades.net/sumer_anunnaki/reptiles/reptiles17b.htm#9%20-%20The%20Ancient%20Hebrews

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Leszek
Administrator
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1661


4357533

swietageometria.info swietageometria Leszko2012
Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #1 : Sierpień 31, 2010, 15:33:28 »


T. TOWNSEND BROWN l ELEKTROGRAWITACJA

Thomas Townsend Brown przeszedł do historii przede wszystkim jako badacz napędu antygrawitacyjnego. Był tym, który znalazł związek między grawitacją i siłą elektryczną, bazując na zwykłym elektrycznym kondensatorze. Jeszcze przed uzyskaniem świadectwa ukończenia szkoły średniej zbudował niewielkie urządzenie, które zmniejszało swoją wagę, kiedy do jego końców podłączano wysokie napięcie. Było to pierwsze z całego szeregu urządzeń elektrograwitacyjnych, przy pomocy których można było w praktyce udowodnić słuszność zunifikowanej teorii pola, zgodnie z którą elektromagnetyzm i grawitacja są ze sobą powiązane.

W czasie studiów w Caltechu Brown wysunął hipotezę o istnieniu formy promieniowania kompletnie różniącego się od poprzecznych fal elektromagnetycznych. Nazwał je “energią radiacyjną" i sądził, że jest ona obecna w całym wszechświecie i ma naturę grawitacyjną, ale jak dotąd nie udało się jej wykryć przy pomocy jakichkolwiek przyrządów.

Teoria Browna została bardzo szybko spopularyzowana przez kilka miejscowych gazet. Uzyskawszy wcześniej negatywną opinię ze strony swoich wykładowców w odniesieniu do swoich prac nad zredukowaniem ciężaru przy pomocy wysokich napięć, nowy kierunek jego badań również nie cieszył się ich uznaniem. Oświadczono mu, że tego rodzaju fale nie są możliwe ponieważ, gdyby były, oznaczałoby to, że grawitacja jest dwubiegunowa, to znaczy że mogłaby, zarówno przyciągać, jak i odpychać.

Brown nie miał żadnego wsparcia dla swoich badań do chwili wstąpienia na Uniwersytet Dennisona, gdzie spotkał dra Alfreda Biefelda, który był jednym z nielicznych kolegów Einsteina jeszcze ze Szwajcarii i którego bardzo interesował problem grawitacji. Kiedy Brown opisał mu swoje badania nad zmniejszaniem ciężaru wysokonapięciowych kondensatorów, Biefeld był szczęśliwy mogąc pomóc młodemu fizykowi w jego poszukiwaniach.

Biefeld już wcześniej, po przestudiowaniu prac Michaela Faradaya, zwanego “Ojcem Elektryczności", rozważał możliwość występowania efektów grawitacyjnych w naładowanych kondensatorach elektrycznych. Niewiele osób wie, że Faraday, już w czasach wiktoriańskich, wygłosił następujące zdanie: “Pojemność elektryczna jest dla grawitacji tym, czym jest indukcyjność dla magnetyzmu". Jest faktem dobrze znanym, że przepływ prądu przez cewkę lub przewodnik powoduje powstanie wokół nich pola magnetycznego. W rzeczywistości induktor (nazwa techniczna cewki lub przewodnika) może magazynować energię elektryczną w wygenerowanym polu magnetycznym. Kondensator elektryczny jest wykonany z dwóch metalicznych płytek oddzielonych od siebie izolatorem, zwanym też “dielektrykiem". Kiedy do płytek przyłożymy potencjał elektryczny, molekuły dielektryka ustawiają się zgodnie z kierunkiem linii pola elektrycznego.

Jeśli Parady ma rację, to energia zmagazynowana w kondensatorze ma formę pola grawitacyjnego, podobnie jak ma to miejsce w przypadku magnetycznego pola induktora.

Brown zauważył, że taki efekt ma miejsce jedynie w następujących warunkach:

1. Czynnik K dielektryka (jego zdolność do magazynowania energii) musi być wysoki (rzędu 2000 lub wyższy).

2. Gęstość dielektryka musi być wysoka (rzędu 10 g/cm3 lub większa).

3. Przyłożone do płytek kondensatora napięcie musi być wysokie (rzędu 100000 V).

Brown odkrył również, że siła generowana przez naładowany kondensator jest skierowana w kierunku płytki dodatniej, to znaczy, że zmniejszenie ciężaru występuje tylko wtedy gdy dodatnia płytka jest u góry w stosunku do płytki ujemnej. Kiedy płytka ujemna jest u góry, następuje przyrost wagi. Biefeld i Brown pracowali razem, badając to, co później nazwano “efektem Biefelda-Browna".

W roku 1930 Brown wstąpił do Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, gdzie dostał przydział do Laboratoriów Badawczych Marynarki (Naval Research Laboratories) w Waszyngtonie. Mając wolną rękę, nadal prowadził badania nad efektem Biefelda-Browna. W czasie prób przydatności różnych substancji jako dielektryka odkrył dziwne zjawisko.

Jedną z cech charakterystycznych dielektryka jest jego opór, czyli to, jak dobrym jest izolatorem. Jeśli oporność nie jest wystarczająco duża, dany materiał jest odrzucany jako nieprzydatny. Zazwyczaj mamy do czynienia ze stałą wartością oporności, tymczasem Brown odkrył, że oporność niektórych materiałów zmienia się w czasie. W tajnym raporcie marynarki zatytułowanym “Anomalie w zachowaniu potężnych dielektryków o wysokim współczynniku K" Brown opisał, w jaki sposób oporność niektórych materiałów zmienia się, a nawet pokrywa się z dziennymi zmianami syderycznymi (zależnymi od słońca). Zauważył również, że niektóre materiały spontanicznie wytwarzają gwałtowne erupcje promieniowania radiowego, którego amplituda jest funkcją współczynnika K. Odkrył również, że wiele skał granitowych i bazaltowych jest elektrycznie spolaryzowana, co znaczy, że zachowują się one jak ogniwa elektryczne lub akumulatory. Skały te miały różnicę potencjałów dochodzącą do 700 mV, zaś amplituda zmieniała się zgodnie z syderycznymi cyklami słonecznymi. W tym przypadku podatność skał na takie zmiany również zależała od współczynnika K i masy. To właśnie ta ostatnia własność zasugerowała, że to zjawisko ma charakter grawitacyjny.

W roku 1937 w Pensylwanii działała sponsorowana przez marynarkę stacja monitorowania tego rodzaju zmian samowzbu-dzonego potencjału w skałach. Zauważono, że istnieje znaczący związek między fazami Księżyca i wspomnianymi zmianami potencjału, co jeszcze bardziej umocniło przypuszczenie o grawitacyjnej naturze tego zjawiska. Kolejna taka stacja działała w roku 1939 w Ohio i odnotowała takie same zjawiska, co stacja w Pensylwanii. Wyciągnięto więc wniosek, że efekt ten musi mieć wspólne, zewnętrzne źródło. Obie stacje badawcze usytuowano w zamkniętych komorach w celu wyeliminowania zewnętrznych zakłóceń elektromagnetycznych. Ogromne granitowe i bazaltowe bloki podłączono do czułych przyrządów rejestrujących, które śledziły wszelkie zmiany potencjału. Druga wojna światowa przerwała aż do roku 1944 badania nad tym zjawiskiem.

Po wojnie Brown założył jeszcze jedną stację, lecz tym razem na Zachodnim Wybrzeżu, w Kalifornii. Okazało się, że przebieg zjawiska nie jest taki sam, jak na Wschodnim Wybrzeżu, tym niemniej udało mu się wyjaśnić te różnice. Stwierdził, że w wyniku napięć o częstotliwości radiowej, które odkryto w mniej złożonych materiałach dielektrycznych, takich jak dwutlenek tytanu, energia, którą wykryto, występowała właśnie w tych częstotliwościach, oraz że bazaltowe i granitowe skały zamieniały w jakiś sposób energię na potencjał prądu stałego. Proces ten jest dobrze znany w elektronice i nosi nazwę “rektyfikacji", tak więc wewnętrzne struktury tych skał mogą w sposób naturalny realizować ten sam proces. Poddane badaniom skały ze Wschodniego Wybrzeża różniły się od tych z Kalifornii (chodzi o różnice w ich składzie) i Brown doszedł do wniosku, że różniące się od siebie składem i budową skały dostrojone są do innych zakresów energii o częstotliwościach radiowych. Ponieważ poszczególne zakresy fal ulegają różnym fluktuacjom, stąd oczywisty wniosek, że wariacje samowzbudnego potencjału dwóch różnych rodzajów skał również będą inne.

Od roku 1950 Brown skoncentrował swoje wysiłki na rozwinięciu efektu Biefelda-Browna, w celu zastosowania go w lotnictwie. Dopiero w roku 1970 Brown wrócił do badania napięć powstających w skałach i kontynuował je aż do swojej śmierci w roku 1985.

Na podstawie wyżej opisanych badań można stwierdzić, że zjawisko ma charakter grawitacyjny i manifestuje się w postaci prądu o wysokiej częstotliwości. Brown wywnioskował, że energia ta ma charakter energii radiacyjnej – hipotezę tę wysunął jeszcze w Caltechu. Energia ta jest radiacją grawitacyjną o wysokiej częstotliwości, która jest stale emitowana przez obiekty astronomiczne znajdujące się w kosmosie. Podczas gdy proste materiały dielektryczne o wysokim współczynniku K przechwytują ją i zamieniają bezpośrednio na energię elektryczną, bardziej skomplikowane dielektryki, takie jak skały granitowe i bazaltowe, zamieniają ją na prąd stały. Nie tylko to ma tu miejsce, w rzeczywistości skały te są dostrojone jedynie do pewnego ułamka ogólnej ilości wypromieniowywanej energii, obecnej w całym wszechświecie. Oznacza to, że zwykła bryłka bazaltu stanowi naturalny odbiornik fal grawitacyjnych AM, dostrojony jedynie do kilku określonych “stacji radiowych"!

Wygląda na to, że Brown nigdy nie przeanalizował sygnałów o wysokiej częstotliwości, aby sprawdzić, czy nie pochodzą one z inteligentnego źródła.

Tym niemniej w roku 1953 zgłosił wniosek patentowy, w którym opisuje system inteligentnego porozumiewania się przy pomocy modulowanej radiacji grawitacyjnej. We wniosku tym Brown opisuje, w jaki sposób przekształcić normalny radiowy aparat nadawczy o dużej mocy w aparat nadawczy fal grawitacyjnych oparty na zasadzie elektrograwitacji. Modyfikacje dotyczą jedynie anteny nadawczej, zaś całość układu elektronicznego pozostaje nie zmieniona. Podstawa dużej cewki jest połączona z wyjściem przetwornika wysokiej mocy w ten sposób, że energia radiowych częstotliwości dopływa z jednego końca. Drugi koniec cewki jest połączony elektrycznie ze sferyczną masą przewodzącą prąd i posiadającą dużą gęstość. Masa ta spełnia funkcję izotropowego kondensatora i w ten sposób powstaje obwód zestrojony z cewką. W czasie działania sferyczna masa o dużej gęstości elektryzuje się (nie następuje jednak odpływ energii poprzez wyładowanie koronowe) wysokonapięciową i wysokoczęstotliwościową elektrycznością. Wysokie napięcie i potężna izotropowa pojemność dają wynikowo działanie elektrograwitacyjne, dzięki temu z masy o dużej gęstości i izotropowej pojemności emitowane są fale grawitacyjne o tej samej częstotliwości co dostarczana z przetwornika z jednego końca energia.

Brown sugeruje, aby tę sferyczną masę produkować z ołowiu, ponieważ materiał ten ma dużą gęstość i jest dobrym przewodnikiem elektryczności. W celu uniknięcia elektromagnetycznej radiacji, całe urządzenie powinno być zamknięte wewnątrz dużej komory wykutej na przykład w zboczu góry. Podobny zestaw służy do odbioru transmisji – antena odbiorcza jest zastąpiona takim samym urządzeniem jak w przypadku anteny nadawczej. Co jest godne uwagi, opisany we wniosku patentowym Browna zestaw bardzo przypomina układ, jakiego używał Tesla w Colorado Springs, przy pomocy którego, odbierał rzekomo sygnały od pozaziemskiej cywilizacji.

Na większości prac Browna łapę położył rząd USA. Są one przechowywane w technicznej bibliotece bazy lotniczej Wright-Petterson, jednak członkowie rodziny posiadają jego notatki i podjęli działania zmierzające do udostępnienia ich społeczeństwu.

Źródło:
http://kodczasu.ronus.pl/forum/viewtopic.php?t=513

oraz
http://members.gcronline.com/cbrauda/default.htm

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Strony: 1   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS