logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina  (Przeczytany 89817 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:01:45 »
Ogólna teoria względności na równi z materią traktuje geometrię. Naturalne jest więc pytanie: czy mogą być one przeistoczone jedno w drugie?

Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

ABHAY ASHTEKAR, JERZY LEWANDOWSKI

Powstanie ogólnej teorii względności Alberta Einsteina jest powszechnie uznawane za intelektualny triumf nauki dwudziestego wieku. Teorię tę cechuje "niezwykłość proporcji" Francisa Bacona charakterystyczna dla najbardziej wysublimowanych dzieł stworzonych przez człowieka. Jest piękna i doskonała pod względem matematycznym.

Weryfikowana doświadczalnie od chwili swego pojawienia się przetrwała zwycięsko wiele najsurowszych testów. W teorii tej Einstein splótł pole grawitacyjne, przestrzeń i czas w jedną strukturę zwaną czasoprzestrzenią. Siły grawitacyjne są wyróżnione spośród wszystkich oddziaływań i interpretowane jako objaw zakrzywienia czasoprzestrzeni.

Materia za pośrednictwem swojej masy ugina czasoprzestrzeń, a ta z kolei poprzez swoją krzywiznę mówi materii, jak się poruszać.

Albert Einstein (1879 -1955) - jeden z najwybitniejszych fizyków w historii nauki. Po opublikowaniu pierwszych istotnych prac naukowych (m.in. o cząsteczkowej teorii światła) został profesorem na uniwersytetach w Zurychu, Pradze i Berlinie. Po dojściu Hitlera do władzy został zmuszony do emigracji i rozpoczął pracę w amerykańskim Institute od Advanced Study. Oprócz najważniejszych swoich prac - sformułowania szczególnej i ogólnej teorii względności - zajmował się również teorią pola elektromagnetycznego oraz podstawowymi zagadnieniami teoretycznymi związanymi z naturą światła, za co w 1921 roku otrzymał Nagrodę Nobla. Brał również udział w amerykańskim programie Manhattan Project, mającym na celu uzyskanie broni jądrowej podczas drugiej wojny światowej.

Wnioski z teorii Einsteina

To dogłębne zrozumienie istoty grawitacji doprowadziło do zaskakujących wniosków. Einstein przewidział wpływ grawitacji na szybkość upływu czasu: wzory ogólnej teorii względności są każdego dnia wykorzystywane przez system nawigacji GPS. Innym wnioskiem jest istnienie grawitacyjnych fal - zmarszczek czasoprzestrzennej geometrii podróżujących przez wszechświat z prędkością światła. Zostało ono pośrednio potwierdzone przez analizę orbit podwójnych gwiazd neutronowych odkrytych przez Russella Hulse'a, Josepha Taylora i Aleksandra Wolszczana.

Według ogólnej teorii względności wszechświat powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu (Big Bang) około 15 miliardów lat temu. Dokładne pomiary kosmicznego mikrofalowego promieniowania tła pozwalają obserwować pozostałości tej "eksplozji". Teoria względności przewiduje wreszcie istnienie czarnych dziur, które, jak obecnie zakładamy, tkwią w centrach większości galaktyk, często służąc jako potężne silniki napędzające szereg zjawisk energetycznych obserwowanych we wszechświecie.

Dyskrecja czy precyzja

Mimo niebywałych sukcesów, jakie odnosi ogólna teoria względności, fizycy są zgodni, że na podstawowym poziomie jest ona dalej niekompletna. Całkowicie pomija bowiem kwantową fizykę, która dominuje wszystkie atomowe i subatomowe zjawiska. Świat ogólnej teorii względności jest klasyczny, naznaczony ciągłością, geometryczną precyzją i pełną przewidywalnością, podczas gdy świat kwantowy jest dyskretny, probabilistyczny, pełen nieoznaczoności. Ponieważ materia zaginająca czasoprzestrzeń niezaprzeczalnie wykazuje kwantowe własności, konsystencja teorii wymaga tego samego zachowania od krzywizny czasoprzestrzeni. Płynie stąd sugestia, że kontinuum czasoprzestrzeni jest jedynie przybliżeniem rzeczywistości.

Kawałek gazety znajdujący się w tej chwili przed czytelnikiem dla ludzkiego oka wydaje się ciągły, bez dziur czy przerw. Wiemy jednak, że gdy obejrzymy go pod mikroskopem elektronowym, ukaże się nam jego dyskretna struktura atomowa.

Złamane przybliżenie

Analogiczna sytuacja ma przypuszczalnie miejsce w przypadku samej czasoprzestrzeni. Jeśli tak jest, to czym są te elementarne cegiełki - atomy - czasoprzestrzeni? Jakie mają własności? Jak scalić geometryczny świat Einsteina z fizyką kwantową, nie pozbawiając go jego istoty? Są to niezwykle trudne pytania.

Już Einstein sugerował, że obraz kontinuum jest przybliżony. Jednak przybliżenie to załamie się dopiero w najmniejszej ze skal długości - 10-33 cm - zwanej długością Plancka. Jest to około dwudziestu rzędów wielkości mniej niż promień protonu oraz siedemnaście rzędów mniej niż błąd, z jakim potrafimy oszacować doświadczalnie promień elektronu. Obecnie brak jest możliwości przeprowadzenia bezpośredniego pomiaru tych efektów.

Nowy język

W ciągu ostatniej dekady dokonano znaczącego postępu w rozwoju prac teoretycznych. Prace te pierwotnie rozpoczęte w Syracuse University oraz w Penn State University w USA są obecnie kontynuowane przez kilkanaście ośrodków naukowych rozsianych po całym świecie.

Jednym z nich jest Uniwersytet Warszawski. Dzięki systematycznemu wysiłkowi wyłoniła się kwantowa teoria geometrii, oferująca język służący do sformułowania poszukiwanego uogólnienia teorii Einsteina.

Szczególna teoria względności - sformułowana przez Einsteina w 1905 roku i opublikowana w pracy "O elektrodynamice ciał w ruchu". Połączyła dwa uprzednio niezależne pojęcia - przestrzeń i czas, wprowadzając pojęcie czasoprzestrzeni. Zgodnie z teorią prędkość, z jaką porusza się ciało, nie może być większa niż prędkość światła. Konsekwencją teorii jest słynny wzór E=mc2, wiążący całkowitą energię ciała E z jego masą m i prędkością ciała w próżni c.

Ogólna teoria względności - tłumacząca zjawiska grawitacyjne własnościami geometrycznymi zakrzywionej czasoprzestrzeni, sformułowana przez Einsteina w 1916 roku. W myśl tej teorii promień światła porusza się od punktu do punktu wzdłuż najkrótszej drogi, jednak ze względu na własności czasoprzestrzeni nie jest to prosta, lecz krzywa związana z "zanurzoną" w czasoprzestrzeni masą. Teoria ta przewiduje istnienie fal grawitacyjnych i czarnych dziur. Została potwierdzona eksperymentalnie przez obserwacje astronomiczne - m.in. zjawisko soczewkowania grawitacyjnego.

Czasoprzestrzeń - przestrzeń czterowymiarowa, w której obok "normalnych" trzech wymiarów przestrzeni występuje również czwarty - czas.

Fizyka kwantowa - dział fizyki opisujący zjawiska mikroświata - cząsteczki, atomy, cząstki elementarne. Opisywane tu zjawiska nie podlegają bezpośredniej percepcji człowieka

Teoria Wielkiego Wybuchu (Big Bang) - teoria, według której ewolucja wszechświata rozpoczęła się od Wielkiego Wybuchu w osobliwym punkcie czasoprzestrzeni. Wybuch oznacza początek przestrzeni, materii i czasu. Potwierdzeniem tej teorii jest m.in. zjawisko ciągłego rozszerzania się wszechświata oraz istnienie jednorodnego mikrofalowego promieniowania tła (tzw. reliktowego).

Czarna dziura - obiekt astronomiczny - gwiazda o tak ogromnej masie i gęstości, że z jej pola grawitacyjnego nie może uciec nawet światło. Czarna dziura jest zatem niewidoczna. Można ją jednak zaobserwować dzięki zjawiskom zachodzącym w otaczającym ją polu grawitacyjnym.
Tkanina wszechświata

Język ten operuje pojęciem "kwantowych wzbudzeń geometrii". Są one jednowymiarowe, przypominają polimer. Związek z trójwymiarową przestrzenią, do której jesteśmy przyzwyczajeni, można zilustrować na przykładzie kawałka tkaniny. Dla celów praktycznych reprezentuje on dwuwymiarowe kontinuum, choć w rzeczywistości jest utkany z jednowymiarowych nitek. To samo jest prawdą dla "tkaniny", z której stworzona jest czasoprzestrzeń. Rejon wszechświata, który zamieszkujemy, jest niezwykle ciasno utkany z kwantowych nitek geometrii i jedynie dlatego postrzegamy czasoprzestrzeń jako kontinuum. Przecinając dowolną (dwuwymiarową) powierzchnię, każda niteczka, czyli "polimerowe wzbudzenie", obdarza ją malutkim, plankowskim kwantem pola powierzchni wynoszącym około 10-66 cm kw.

Pole 100 cm kw. jest rezultatem 1068 takich przecięć. Liczba ta jest ogromna, przecięcia są rozmieszczone bardzo blisko siebie i pojawia się iluzja kontinuum. Matematyka kwantowej geometrii przewiduje, że długości, pola i objętości są skwantowane w bardzo swoisty sposób i umożliwia obliczenie ich "widm", tzn. dozwolonych, dyskretnych wartości. Wyniki te zostały wykorzystane do rozwiązania pewnych od dawna znanych zagadek teorii grawitacji. Zilustrujemy to poniżej na dwóch przykładach.

Dokąd można śledzić ewolucje

Pierwszy dotyczy Wielkiego Wybuchu. Ogólna teoria względności przewiduje, że zarówno pole grawitacyjne, jak i gęstość materii stają się wówczas nieskończone; wykracza to poza zakres stosowalności fizyki. Jednak od dawna panowało przekonanie, że rezultat ten jest niefizyczny, podczas Wielkiego Wybuchu musiały bowiem silnie ingerować efekty kwantowe.

Geometria kwantowa spełnia to oczekiwanie. Według niej czasoprzestrzeń rzeczywiście nie istnieje, gdy cofniemy się do chwili zanim wszechświat osiągnął promień 10-29 cm, lecz fizyka obowiązuje dalej. Wielki Wybuch ma ciągle miejsce, jest opisany dobrze określonymi "kwantowymi wzbudzeniami geometrii". Gęstość materii jest wówczas ogromna, jednak nie nieskończona. Możemy rozważać różne warunki początkowe w tym momencie i analizować ich wpływ na formowanie się wczesnego wszechświata. Co więcej, to brzmi jak fantastyka, ale można nawet śledzić ewolucje kwantowej geometrii wszechświata wstecz, do czasów poprzedzających Wielki Wybuch!

Nowa alchemia

Drugi przykład związany jest z teorią czarnych dziur. Na początku zeszłego stulecia dowiedzieliśmy się ze szczególnej teorii względności, że materia i energia są tym samym. Masa spoczynkowa cząstki może zamienić się w energię promieniowania i odwrotnie. Ogólna teoria względności na równi z materią traktuje geometrię.

Naturalne jest więc pytanie: czy mogą być one przeistoczone jedno w drugie? W 1974 roku Stephen Hawking wykazał, że czarna dziura emituje kwantowe promieniowanie zmniejszając jednocześnie swoje pole powierzchni. Jest to mocna przesłanka za tym, że pole powierzchni horyzontu czarnej dziury może być zamienione w materię. Obliczenia Hawkinga zostały przeprowadzone dla klasycznej czasoprzestrzeni (w której nie występowały "kwanty" geometrii) zgodnej z ogólną teorią względności.

Jedynie materia była kwantowa. Stosując geometrię kwantową, możemy ponownie zanalizować ten proces. Kwantami pola powierzchni horyzontu są przecięcia z nitkami polimerowych wzbudzeń geometrii. Proces Hawkinga polega na zamianie kwantów pola powierzchni na kwanty materii. W ten sposób Einsteinowska wizja fizycznej natury geometrii realizuje się na poziomie teorii kwantowej. Takie przeistoczenie geometrii w materię to właśnie "Einsteinowska alchemia".

Dr Abhay Ashtekar jest profesorem Katedry Eberly'a na Pennsylvania State University i dyrektorem Center for Gravitational Physics and Geometry, zajmuje się grawitacją i kwantową geometrią. Dr hab. Jerzy Lewandowski jest profesorem nadzwyczajnym na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego w Zakładzie Teorii Względności i Grawitacji Instytutu Fizyki Teoretycznej, zajmuje się klasyczną i kwantową teorią grawitacji.
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:02:08 »
Czas i przestrzeń pod mikroskopem


Naukowcy z California Institute of Technology (Caltech) niedawno opracowali nowe techniki obrazowania, które teraz pozwoliły im na wykonanie zdjęć pół elektrycznych tworzących się wskutek interakcji elektronów i fotonów. Mogli też śledzić zmiany zachodzące w strukturach w skali atomowej.

Czterowymiarowa mikroskopia (4D) wykorzystuje pojedynczy elektron, który do tradycyjnej mikroskopii elektronowej wprowadza wymiar czasu, dzięki czemu możliwe jest śledzenie zmian w skali atomowej.

Podczas testów naukowcy byli w stanie skupiać strumień elektronów na wybranym przez siebie obszarze obserwowanego obiektu.

W tradycyjnej mikroskopii strumień elektronów uderza w obiekt, elektrony odbijają się od atomów obiektu, trafiają do detektora, dzięki któremu uzyskujemy obraz. Jeśli jednak atomy obiektu się poruszają, obraz jest zamazany, przez co części detali nie można dostrzec.

Uczeni z Caltechu wykorzystali impulsy elektronów w miejsce stałego ich strumienia. Najpierw testowa próbka, w tym wypadku był to kawałek krystalicznego krzemu, jest podgrzewana za pomocą krótkiego impulsu lasera. Następnie trafia w nią femtosekundowy impuls elektronów. Dzięki temu, że trwa on niewiarygodnie krótko, atomy w próbce nie zdążą przemieścić się na zbyt dużą odległość, dzięki czemu uzyskujemy ostry obraz. Odpowiednio dobierając czas pomiędzy kolejnymi podgrzaniami próbki a bombardowaniem jej elektronami, naukowcy mogą wykonać całą serię "fotografii", którą następnie składają w "film". Technikę tą opracował wybitny naukowiec Ahmed Zewail, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii.

Brał on też udział, wraz z Brettem Barwickiem i Davidem Flanniganem, w stworzeniu techniki nazwanej indukowaną przez fotony mikroskopią elektronową bliskiego pola (PINEM). Korzysta ona z faktu, że w nanostrukturach fotony generują zanikające pole elektryczne, które może być źródłem energii dla elektronów. Uczeni wykorzystali ten fakt do oświetlania niektórych materiałów impulsem lasera, co powodowało, że materiały te zaczynały "świecić". Rozbłysk trwał bardo krótko, od dziesiątek do setek femtosekund, wystarczająco jednak długo, by udało się go zarejestrować.

Podczas swoich eksperymentów uczeni oświetlali impulsami lasera węglowe nanorurki i srebrne nanokable. Natychmiast po impulsie laserowym w kierunku próbek wysyłano elektrony, które "żywiły" się energią generowanych przez fotony pól elektrycznych. Ilość energii pobieranej przez elektrony była proporcjonalna do długości fali światła laserowego. Technika ta pozwala na obrazowanie zanikających pól elektrycznych dzięki badaniom zmian w poziomie energii poszczególnych elektronów.

Jak zauważyli twórcy nowej techniki, otwiera ona nowe możliwości przed specjalistami zajmującymi się plazmoniką, fotoniką i dyscyplinami pokrewnymi. To, co jest najbardziej interesujące z punktu widzenia fizyki to fakt, że możemy obrazować fotony za pomocą elektronów. W przeszłości, z powodu trudności w odróżnieniu energii i momentu elektronów i fotonów, nie sądziliśmy, że uda się uzyskać technikę podobną do PINEM czy że uda się zwizualizować to w czasie i przestrzeni - stwierdził Zewail.


Autor: Mariusz Błoński
http://kopalniawiedzy.pl/California-Institute-of-Technology-Caltech-Ahmed-Zewail-Brett-Barwick-David-Flannigan-PINEM-laser-elektron-foton-pole-elektryczne-mikroskopia-4D-9275.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:02:49 »
To dało początek fizyce kwantowej. Dziś już wiemy, że ani czas, ani przestrzeń, energia czy masa nie zmieniają się liniowo.

Paradoks Zenona z Elei –  paradoks filozoficzny, ale również matematyczny i fizyczny. Jeśli czas i przestrzeń będziemy rozumieć jako wielkości ciągłe, linearne  to ... ano pomyślmy.
Biegacz musi przebiec jakąś ściśle określoną odległość. Zanim jednak osiągnie metą  musi najpierw pokonać 1/2 długości, ale zanim to osiągnie musi najpierw dobiec do 1/4,  no ale przedtem musi najpierw dobiec do 1/8, i tak w nieskończoność.
Konkluzja : biegacz ma do przebycia nieskończoną ilość odcinków, natomiast czas jest co prawda nieograniczony, ale skończony. Zadanie zatem niewykonalne. Nigdy nie ukończy  swego biegu.

Jeśli przyjmiemy, że paradoks jest słuszny dla dowolnej długości, to dojdziemy do wniosku,  że biegacz nie może nawet zacząć biegu. Dystans 1 mm to też dystans.

W starożytności miały udowodnić tezę, że ruch w świecie, który postrzegamy, jest złudzeniem,które nie jest możliwe w rzeczywistości.

http://www.eioba.pl/a117093/slynne_paradoksy
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:06:05 »
Przestrzeń i czas
Geometria czasoprzestrzeni

Wyobraźmy sobie wielką kulę. Nawet jeśli widzimy ją w trójwymiarowej przestrzeni, zewnętrzna powierzchnia kuli ma geometrię sfery w dwóch wymiarach, gdyż istnieją tylko dwa niezależne kierunki ruchu wzdłuż powierzchni. Gdybyśmy byli bardzo mali i żyli na powierzchni takiej kuli, moglibyśmy pomyśleć, że znajdujemy się nie na sferze, lecz na ogromnej płaskiej, dwuwymiarowej płaszczyźnie. Jednak gdyby zmierzyć dokładnie odległości dzielące np. dwa dowolne punkty, okazałoby się, że nie żyjemy na płaskiej powierzchni ale na zakrzywionej płaszczyźnie wielkiej kuli.
Ideę krzywizny powierzchni kuli możemy zastosować do całego Wszechświata. Była ona ogromnym przełomem w ogólnej teorii względności Einsteina. Przestrzeń i czas są zjednoczone w tzw. czasoprzestrzeń, która może być zakrzywiona tak, jak powierzchnia opisywanej wyżej kuli. Najwygodniejszym sposobem, w jaki matematycy definiują płaszczyznę sfery, jest opisanie całej sfery, nie tylko jej części. Jednym z trudniejszych aspektów opisywania geometrii czasoprzestrzeni jest konieczność uwzględnienia i czasu i przestrzeni. To oznacza przedstawienie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jednocześnie. Geometria czasoprzestrzeni jest matematyczną jednością.
Co determinuje geometrię czasoprzestrzeni?

Fizycy usiłują znaleźć równania, których wyniki najlepiej opisywałyby mechanikę czasoprzestrzeni. Równanie Einsteina obrazuje ją w sposób klasyczny, gdyż nie uwzględnia niepotwierdzonych, jak dotąd, procesów kwantowych. Geometria czasoprzestrzeni traktowana jest bez jakichkolwiek (zakręconych) konsekwencji mechaniki kwantowej.
Równanie Einsteina mówi o tym, że krzywizna czasoprzestrzeni w dowolnie zadanym kierunku jest ściśle powiązana z energią i pędem wszystkiego co taką czasoprzestrzenią nie jest. Innymi słowy, równanie to wiąże grawitację z nie-grawitacją, geometrię z nie-geometrią. Krzywizna jest grawitacją a wszystko poza nią - elektrony i kwarki, które tworzą atomy, a te z kolei budują materię, promieniowanie elektromagnetyczne, każda cząstka, pośrednicząca w tworzeniu oddziaływań nie będących grawitacją - znajduje się w zakrzywionej czasoprzestrzeni i w tym samym czasie determinuje tę krzywiznę zgodną z równaniem Einsteina.
Jaka jest geometria naszej czasoprzestrzeni?

Jak zostało napisane wcześniej, pełny opis naszej czasoprzestrzeni uwzględnia nie tylko całą przestrzeń ale również cały, absolutny czas. Mówiąc inaczej, wszystko co kiedykolwiek się wydarzyło i co dopiero się wydarzy w tej czasoprzestrzeni.
Teraz oczywiście, tłumacząc to sobie zbyt dosłownie, napotykamy pewien problem. Nie możemy przecież prześledzić wszystkiego, co zaszło oraz co dopiero ma nastąpić, aby zmienić rozkład energii i pędu (ilości ruchu) we Wszechświecie. Na szczęście ludzie zostali obdarzeni wyobraźnią i możliwością przewidywania, dlatego też potrafimy tworzyć abstrakcyjne modele, które mają na celu przybliżyć rzeczywisty wygląd Wszechświata, powiedzmy w skali gromad galaktyk.
Aby rozwiązać równania, należy przyjąć pewne ułatwiające założenia. Pierwszym z nich jest to, że czas i przestrzeń można starannie rozdzielić. Nie jest to właściwe we wszystkich przypadkach, np. w pobliżu rotującej czarnej dziury przestrzeń i czas są ze sobą ściśle związane i nie mogą być w żaden sposób odseparowane. Założeniem jest więc fakt, że czasoprzestrzeń określamy jako przestrzeń zmieniającą się w czasie.
Kolejnym ważnym założeniem, zaraz po teorii Wielkiego Wybuchu, jest to, że w każdej, dowolnej chwili czasu we Wszechświecie, przestrzeń wygląda identycznie w każdym kierunku jeśli oglądamy go z dowolnie wybranego punktu. Zjawisko niezależności własności fizycznych Wszechświata od dowolnego kierunku nosi nazwę izotropii, a niezależność od dowolnie wybranego miejsca nazywamy homogenizmem (jednorodnością). Podsumowując, przestrzeń jest izotropiczna i jednorodna. Kosmologowie określają to założenie jako maksymalną, idealną symetrię. Jest to widoczne zwłaszcza w odniesieniu do znacznych odległości.
Rozwiązując równanie Einsteina, uczeni wyróżnili trzy podstawowe typy energii, które mogą zakrzywiać czasoprzestrzeń:

1. energia próżni
2. promieniowanie
3. materia

Kiedy przedstawiono założenia jednolitości źródeł energii oraz idealnej symetrii przestrzeni, równanie Einsteina zostało zredukowane do dwóch prostszych, które można już bez problemu rozwiązać. Wynik przedstawia geometrię przestrzeni oraz sposób, w jaki jej rozmiar zmienia się w czasie.
http://www.eioba.pl/a71894/przestrzen_i_czas
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:06:27 »
W odniesieniu do obiektywnej czasoprzestrzeni w teorii względności Einsteina

Pytanie o to, czym są czas i przestrzeń wydaje się być kluczowe dla zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. Czy czas i przestrzeń są czymś zinternalizowanym w podmiocie jak chciał tego Kant, czy raczej istnieją obiektywnie i są relatywne, jak głosi teoria względności Einsteina? I czy między tymi dwoma stanowiskami możliwe jest jakieś rozwiązanie kompromisowe? Jak pisze Cassirer: "to, co w tym punkcie wydaje się stwarzać trudności, gdy idzie o porozumienie między fizykiem a filozofem, to fakt, że obaj napotykają tutaj na wspólny problem, do którego zabierają się z zupełnie innej strony" .

W Krytyce czystego rozumu Kant rozpoczyna swoje studium nad ludzką wiedzą od zgody na twierdzenie głoszące, że nasze poznanie rozpoczyna się wraz z doświadczeniem. Wszelka zmysłowość wytwarza w nas wrażenia, a one są z kolei organizowane przez formy czystej naoczności, filozof stwierdza bowiem: "Czystym nazywam wszelkie przedstawienie, w którym nie znajduje się nic, co by było wrażeniem. Natrafimy przeto a priori w umyśle na czysta formę zmysłowych treści naocznych w ogóle, w której oglądamy wszystko to, co różnorodne w zjawiskach" . Wspomnianymi formami czystej formy naoczności są przestrzeń i czas: "istnieją dwie czyste formy zmysłowej naoczności (...) mianowicie czas i przestrzeń" . Kant wyróżnia tzw. zmysł zewnętrzny i wewnętrzny. Zmysłem zewnętrznym jest przestrzeń, dzięki której, jak pisze filozof: "przedstawiamy sobie przedmioty jako będące poza nami, a wszystkie te przedmioty razem wzięte jako będące w przestrzeni" . Można powiedzieć, że przestrzeń ulega u Kanta internalizacji, staje się tym, bez czego, jak czytamy w Krytyce, "nie można by określeń przypisać żadnej rzeczy" , należy ona do konstrukcji podmiotu. Świat fenomenalny, zjawiskowy to pewnego rodzaju struktura umysłu wytworzona na bazie czystych form naoczności i wrażeń.

W opozycji do poglądów Kanta pozostaje ogólna teoria względności Einsteina, w niej bowiem dochodzi do swoistego połączenia czasu i przestrzeni: do trójwymiarowej przestrzeni euklidesowej zostaje dodana czwarta współrzędna. Jak pisze współczesny fizyk, Stephen Hawking: "Zdarzenie jest czymś, co zachodzi w określonym punkcie i określonej chwili. Aby wyznaczyć zdarzenie należy zatem podać cztery współrzędne" . Podobnie Cassirer stwierdza: "okazuje się, że możemy zrozumieć i przedstawić teoretyczne relacje, które zachodzą w rzeczywistej przestrzeni jedynie poprzez odtworzenie ich w języku czterowymiarowej nieeuklidesowej rozmaitości" . Czasoprzestrzeń fizyczna nie jest pojmowana jako konstrukcja umysłu, ale jako realna struktura rzeczywistości.

Kolejnym punktem spornym w koncepcji Kanta i teorii Einsteina, jak mogłoby się wydawać, jest pogląd na relację zachodzącą pomiędzy przedmiotem a przestrzenią. Dla Kanta przestrzeń istnieje niezależnie od zjawisk: „nie można sobie wyobrazić, że nie ma przestrzeni, jakkolwiek można sobie pomyśleć, że nie spotykamy w niej żadnych przedmiotów" . Fenomeny w żaden sposób na nią nie wpływają, jak bowiem stwierdza Kant: "przestrzeń uważa się za warunek możliwości zjawisk, a nie za określenie od nich zależne" . Jak stwierdza Cassirer: "fakt, że ani czysta przestrzeń ani czysty czas (...), a tylko ich wypełnienie jakimś określonym materiałem empirycznym daje to, co nazywamy rzeczywistością, należy do podstawowej doktryny krytycznego idealizmu" . Na tym tle zupełnie inaczej prezentuje się czasoprzestrzeń fizyki, która w obecności masywnych obiektów (np. planet, gwiazd, czarnych dziur) może ulegać zakrzywieniu. Hawking w Krótkiej historii czasu pisze: "Czasoprzestrzeń nie jest płaska, lecz zakrzywiona lub pofałdowana przez rozłożona w niej energie i masę" . Nie jest ona zatem tworem niezależnym, apriorycznym ale podłożem dla istnienia przedmiotów, które mogą na nią wpływać i modyfikować jej konstytucję.

Ponadto Kant postuluje, iż może istnieć "tylko jedna jedyna przestrzeń" . Dlaczego? Otóż, jak pisze, "przestrzeń wyobrażamy sobie jako nieskończoną daną nam wielkość" , dlatego "jeżeli mówi się o wielu przestrzeniach, to rozumie się przez to tylko części jednej i tej samej przestrzeni" . Przestrzeń jako forma czystej naoczności nie jest bowiem w żaden sposób podzielona. We współczesnej kosmologii sformułowano natomiast koncepcję tzw. multiversum, składającego się z nieskończonej ilości tzw. wszechświatów niemowlęcych. Koncepcja ta opiera się na założeniu, iż zapadająca się czarna dziura w momencie osiągnięcia gęstości krytycznej generuje niejako na zewnątrz naszego Wszechświata nową czasoprzestrzeń innego wszechświata. W koncepcji multiversum mamy zatem do czynienia z wielością czasoprzestrzeni. Hawking pisze: "zgodnie z teorią względności istnieje wiele możliwych zakrzywionych czasoprzestrzeni, odpowiadających różnym stanom początkowym" .

Różnice pomiędzy stanowiskiem Kanta a stanowiskiem współczesnej fizyki dotyczą również pojęcia czasu. Filozof pojmuje czas jako zmysł wewnętrzny, dzięki któremu "można sobie wyobrazić, że niektóre przedmioty znajdują się w jednym i tym samym czasie, lub też w różnych czasach" . Czas istnieje niejako poza zjawiskami; to one ujmowane są w czasie. Co istotne, Kant dopuszcza istnienie tylko jednego kierunku czasu: "przedstawiamy sobie następstwo czasowe jako idącą w nieskończoność linię, w której to co różnorodne tworzy ciąg o jednym tylko wymiarze" . Zupełnie inaczej prezentuje się problem czasowości we współczesnej fizyce. Teoria względności obaliła sensowność pojęcia absolutnego czasu, który od tej pory uważany jest za relatywny. Wynikają z tego liczne wnioski, jak pisze Hawking: "konsekwencją ogólnej teorii względności jest stwierdzenie, że czas powinien płynąć wolniej w pobliżu ciał o dużej masie" . Ponadto miara czasu zmienia się wraz z prędkością, tzn. przy prędkościach bliskich prędkości światła czas płynie wolniej. Interesujące jest również i to, że teoria Eisteina dopuszcza istnienie tzw. tuneli czasoprzestrzennych, w których czas może ulegać zapętleniom, zaburzającym strzałkę czasu, tj. jego kierunek.

Wydawać by się mogło, iż zmiana rozumienia pojęć czasu i przestrzeni we współczesnej fizyce niejako dyskredytuje poglądy Kanta w tej dziedzinie, sprawia, że stają się one bezzasadne. Warto się jednak zastanowić czy tak właśnie jest. Otóż przede wszystkim należy rozgraniczyć filozoficzne rozumienie tych pojęć od ich rozumienia fizycznego, jak pisze Cassirer, trzeba zauważyć ów "kontrast pomiędzy przestrzenią i czasem rozumianym jako subiektywne i fenomenalne, z jednej strony, a przestrzenią i czasem rozumianym jako obiektywne i matematyczne z drugiej" . Przede wszystkim to, że czas i przestrzeń stanowią jedność w fizyce, wcale nie oznacza, ze nie mogą one być rozważane oddzielnie: "faktyczne przenikanie się przestrzeni i czasu we wszelkich empiryczno-fizykalnych pomiarach nie wyklucza tego, że są one czymś zasadniczo różnym, co prawda nie jako przedmioty, lecz jako sposoby określania przedmiotów" . Fizyk stara się uchwycić to, co konkretne, możliwe do empirycznego zweryfikowania. Filozof stara się określić natomiast, w jaki sposób możliwe jest poznanie tego, co konkretne i empiryczne. Dlatego skonkretyzowane w fizyce pojęcie czasu i przestrzeni wymaga niejako czegoś, co umożliwi jego uchwycenie. Jak czytamy u Cassirera: " filozof bezwarunkowo uznał tę tęsknotę fizyka za konkretną określonością pojęć; jednak z drugiej strony wciąż wskazuje na fakt, ze istnieją ostateczne idealne określenia, bez których nie można pojąć i uczynić zrozumiałym tego, co konkretne" . To, że drogi badawcze fizyka i filozofa rozchodzą się wcale nie musi prowadzić do konfliktu pomiędzy nimi, bowiem wystarczy uznać, że rozważają oni pojęcia czasu i przestrzeni w odmienny sposób, mianowicie: "to, co fizyk nazywa czasem i przestrzenią jest dla niego konkretną mierzalną różnorodnością (...); dla filozofa, przeciwnie, czas i przestrzeń nie oznaczają nic więcej jak tylko formy" . Zatem kantowskie formy naoczności to coś zgoła innego niż czas i przestrzeń w fizyce. Filozofia transcendentalna nie traktuje czasu i przestrzeni jako rzeczy, lecz jako źródła poznania. Nie widzi w nich samoistnych przedmiotów, które można uchwycić na drodze obserwacji bądź eksperymentu, stanowią one bowiem „warunki możliwości doświadczenia", na mocy których możliwe są obserwacje i eksperymenty. Jak pisze Cassirer: "to, co — jak czas i przestrzeń — umożliwia konstytucje przedmiotów, samo nie może być dane jako szczególny przedmiot" . Dlatego, w tym kontekście, bezpodstawne wydaje się stwierdzenie Hawkinga, iż "podobnie jak nie sposób mówić o wydarzeniach we Wszechświecie pomijając pojęcia czasu i przestrzeni, tak też bezsensowne jest rozważanie czasu i przestrzeni poza Wszechświatem" . W odniesieniu do estetyki transcendentalnej opinia ta wydaje się nieuzasadniona, bowiem "teoria czasu i przestrzeni rozwijana przez teorię względności jest i pozostaje doktryną empirycznej przestrzeni i empirycznego czasu, nie zaś czystej przestrzeni i czystego czasu" . Kantowskie czysta przestrzeń i czysty czas mogą zatem być rozważane „poza Wszechświatem", jako warunki możliwości jego poznawania i badania przez nauki empiryczne.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5713
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:07:09 »
Continuum czasoprzestrzenne
 
„Rewolucja francuska zaczęła się w Paryżu dnia 14 lipca 1789 roku”. W zdaniu tym określone zostały miejsce i czas zdarzenia. Komuś, kto słyszałby to zdanie po raz pierwszy, a nie wiedział, co znaczy słowo „Paryż”, można wytłumaczyć, że jest to miasto na kuli ziemskiej położone pod 2° długości wschodniej i 49° szerokości północnej. Tak więc dwie liczby charakteryzowałyby miejsce, w którym zaszło zdarzenie, zaś „14 lipca 1789 roku” – czas, w którym ono zaszło. Dokładne określenie, gdzie i kiedy zaszło zdarzenie, jest w fizyce jeszcze ważniejsze niż w historii, gdyż dane te stanowią podstawę ilościowego opisu.
       Dla uproszczenia rozważaliśmy dotąd tylko ruchy wzdłuż linii prostej. Naszym u. w. była sztywna sztaba mająca początek, lecz nie mająca punktu końcowego. Utrzymajmy nadal to ograniczenie. Weźmy pod uwagę różne punkty na sztabie. Ich położenia można scharakteryzować jedną tylko liczbą, współrzędną punktu. Powiedzenie, że współrzędna punktu wynosi 7,586 metra, oznacza, że punkt ten jest oddalony od początku sztaby o 7,586 metra. I na odwrót, jeśli ktoś poda mi dowolną liczbę i jednostkę, zawsze mogę znaleźć na sztabie punkt odpowiadający tej liczbie. Możemy stwierdzić: każdej liczbie odpowiada określony punkt na sztabie, a każdemu punktowi na sztabie odpowiada określona liczba. Matematycy wyrażają ten fakt następującym zdaniem: wszystkie punkty na sztabie tworzą jednowymiarowe continuum. Dla każdego punktu na sztabie zawsze istnieje punkt dowolnie bliski. Dwa odległe punkty na sztabie można połączyć ze sobą, posuwając się dowolnie małymi odcinkami. Możliwość łączenia odległych punktów za pomocą dowolnie małych odcinków jest więc charakterystyczną cechą continuum.
       A teraz inny przykład. Mamy płaszczyznę lub – jeśli kto woli coś bardziej konkretnego – powierzchnię prostokątnego stołu. Położenie punktu na tym stole może być scharakteryzowane przez dwie liczby, a nie, jak uprzednio, przez jedną. Te dwie liczby to odległości od dwóch prostopadłych krawędzi stołu. Każdemu punktowi na płaszczyźnie odpowiada nie jedna liczba, lecz para liczb; każdej parze liczb odpowiada określony punkt. Innymi słowy: płaszczyzna jest dwuwymiarowym continuum. Dla każdego punktu na płaszczyźnie zawsze istnieją punkty dowolnie bliskie. Dwa odległe punkty można połączyć krzywą, dającą się podzielić na dowolnie małe odcinki. Tak więc dowolna małość odcinków dających połączenie dwóch odległych punktów, z których każdy może być przedstawiony za pomocą dwóch liczb, jest znów charakterystyczną cechą dwuwymiarowego continuum.

Jeszcze jeden przykład. Wyobraźmy sobie, że chcemy uważać nasz pokój za u. w. Znaczy to, że chcemy opisywać wszystkie położenia w stosunku do sztywnych ścian pokoju.

Położenie końca lampy, jeśli lampa ta pozostaje w spoczynku, można zapisać w formie trzech liczb: dwie z nich wyznaczają odległość od dwóch prostopadłych ścian, trzecia – odległość od podłogi lub sufitu. Każdemu punktowi przestrzeni odpowiadają określone trzy liczby; każdym trzem liczbom odpowiada określony punkt przestrzeni. Wyrażamy to zdaniem: nasza przestrzeń jest trójwymiarowym continuum. Dla każdego punktu przestrzeni istnieją punkty dowolnie bliskie. I znów dowolna małość odcinków dających połączenie odległych punktów, z których każdy jest przedstawiony przez trzy liczby, jest charakterystyczną cechą trójwymiarowego continuum.
       Wszystko to jednak ma niewiele wspólnego z fizyką. Aby powrócić do fizyki, musimy rozważyć ruch cząstek materialnych. Chcąc obserwować i przewidywać zdarzenia zachodzące w przyrodzie, musimy brać pod uwagę nie tylko miejsce, ale i czas, w którym zachodzą zdarzenia fizyczne. Weźmy znów bardzo prosty przykład.
       Z wieży upuszczony zostaje mały kamień, który można uważać za cząstkę. Przypuśćmy, że wysokość wieży wynosi 80 m. Od czasów Galileusza potrafimy przewidywać, jaka będzie współrzędna kamienia w dowolnej chwili po jego upuszczeniu. Oto „rozkład jazdy” opisujący położenia kamienia po 0, 1, 2, 3 i 4 sekundach.

 Nasz „rozkład jazdy” notuje pięć zdarzeń, z których każde przedstawione jest przez dwie liczby – współrzędną czasową i przestrzenną danego zdarzenia. Pierwszym zdarzeniem jest upuszczenie kamienia z wysokości 80 metrów nad ziemią w zerowej sekundzie. Drugim zdarzeniem jest minięcie przez kamień kreski na naszej sztywnej sztabie (wieża) na wysokości 75 metrów nad ziemią. Następuje to po pierwszej sekundzie. Ostatnim zdarzeniem jest zderzenie się kamienia z ziemią.
       Wiadomości uzyskane z naszego „rozkładu jazdy” możemy ująć w nieco inny sposób. Pięć par liczb z „rozkładu jazdy” możemy przedstawić jako pięć punktów na płaszczyźnie. Najpierw ustalmy skalę. Jeden odcinek będzie odpowiadał metrowi, drugi sekundzie. Na przykład:

 Następnie narysujmy dwie prostopadłe linie i nazwijmy na przykład poziomą – osią czasową, pionową zaś – osią przestrzenną. Widać od razu, że nasz „rozkład jazdy” można przedstawić w postaci pięciu punktów na płaszczyźnie czasoprzestrzennej. Odległości punktów od osi przestrzennej przedstawiają współrzędne czasowe, zanotowane w pierwszej kolumnie naszego „rozkładu jazdy”, odległości od osi czasowej oznaczają współrzędne przestrzenne.
       Dokładnie te same informacje można zapisać na dwa sposoby: za pomocą „rozkładu jazdy” oraz za pomocą punktów na płaszczyźnie. Każdy z tych zapisów można skonstruować na podstawie znajomości drugiego. Wybór jednego z tych dwóch sposobów jest wyłącznie sprawą gustu, gdyż są one w gruncie rzeczy równoważne.
       Pójdźmy teraz o krok dalej. Wyobraźmy sobie lepszy „rozkład jazdy”, który by podawał położenie nie co sekundę, lecz na przykład co jedną setną albo jedną tysięczną sekundy. Na naszej płaszczyźnie czasoprzestrzennej będziemy wtedy mieli bardzo wiele punktów.

Jeśli wreszcie położenie będzie określone dla każdej chwili, czyli, jak powiadają matematycy, jeśli współrzędna przestrzenna będzie zadana jako funkcja czasu, wówczas nasz układ punktów stanie się linią ciągłą. Następny rysunek przedstawia więc pełną wiedzę o ruchu, a nie, jak poprzednio, jej wycinek.
       Ruch wzdłuż sztywnej sztaby (wieży), ruch w przestrzeni jednowymiarowej, jest tu przedstawiony w postaci krzywej w dwuwymiarowym continuum czasoprzestrzennym. Każdemu punktowi naszego continuum czasoprzestrzennego odpowiada para liczb, z których jedna oznacza współrzędną czasową, druga – współrzędną przestrzenną.

    
  Continuum czasoprzestrzenne
 
Continuum czasoprzestrzenne
 
„R
ewolucja francuska zaczęła się w Paryżu dnia 14 lipca 1789 roku”. W zdaniu tym określone zostały miejsce i czas zdarzenia. Komuś, kto słyszałby to zdanie po raz pierwszy, a nie wiedział, co znaczy słowo „Paryż”, można wytłumaczyć, że jest to miasto na kuli ziemskiej położone pod 2° długości wschodniej i 49° szerokości północnej. Tak więc dwie liczby charakteryzowałyby miejsce, w którym zaszło zdarzenie, zaś „14 lipca 1789 roku” – czas, w którym ono zaszło. Dokładne określenie, gdzie i kiedy zaszło zdarzenie, jest w fizyce jeszcze ważniejsze niż w historii, gdyż dane te stanowią podstawę ilościowego opisu.
       Dla uproszczenia rozważaliśmy dotąd tylko ruchy wzdłuż linii prostej. Naszym u. w. była sztywna sztaba mająca początek, lecz nie mająca punktu końcowego. Utrzymajmy nadal to ograniczenie. Weźmy pod uwagę różne punkty na sztabie. Ich położenia można scharakteryzować jedną tylko liczbą, współrzędną punktu. Powiedzenie, że współrzędna punktu wynosi 7,586 metra, oznacza, że punkt ten jest oddalony od początku sztaby o 7,586 metra. I na odwrót, jeśli ktoś poda mi dowolną liczbę i jednostkę, zawsze mogę znaleźć na sztabie punkt odpowiadający tej liczbie. Możemy stwierdzić: każdej liczbie odpowiada określony punkt na sztabie, a każdemu punktowi na sztabie odpowiada określona liczba. Matematycy wyrażają ten fakt następującym zdaniem: wszystkie punkty na sztabie tworzą jednowymiarowe continuum. Dla każdego punktu na sztabie zawsze istnieje punkt dowolnie bliski. Dwa odległe punkty na sztabie można połączyć ze sobą, posuwając się dowolnie małymi odcinkami. Możliwość łączenia odległych punktów za pomocą dowolnie małych odcinków jest więc charakterystyczną cechą continuum.
       A teraz inny przykład. Mamy płaszczyznę lub – jeśli kto woli coś bardziej konkretnego – powierzchnię prostokątnego stołu. Położenie punktu na tym stole może być scharakteryzowane przez dwie liczby, a nie, jak uprzednio, przez jedną. Te dwie liczby to odległości od dwóch prostopadłych krawędzi stołu. Każdemu punktowi na płaszczyźnie odpowiada nie jedna liczba, lecz para liczb; każdej parze liczb odpowiada określony punkt. Innymi słowy: płaszczyzna jest dwuwymiarowym continuum. Dla każdego punktu na płaszczyźnie zawsze istnieją punkty dowolnie bliskie. Dwa odległe punkty można połączyć krzywą, dającą się podzielić na dowolnie małe odcinki. Tak więc dowolna małość odcinków dających połączenie dwóch odległych punktów, z których każdy może być przedstawiony za pomocą dwóch liczb, jest znów charakterystyczną cechą dwuwymiarowego continuum.
       Jeszcze jeden przykład. Wyobraźmy sobie, że chcemy uważać nasz pokój za u. w. Znaczy to, że chcemy opisywać wszystkie położenia w stosunku do sztywnych ścian pokoju.
Położenie końca lampy, jeśli lampa ta pozostaje w spoczynku, można zapisać w formie trzech liczb: dwie z nich wyznaczają odległość od dwóch prostopadłych ścian, trzecia – odległość od podłogi lub sufitu. Każdemu punktowi przestrzeni odpowiadają określone trzy liczby; każdym trzem liczbom odpowiada określony punkt przestrzeni. Wyrażamy to zdaniem: nasza przestrzeń jest trójwymiarowym continuum. Dla każdego punktu przestrzeni istnieją punkty dowolnie bliskie. I znów dowolna małość odcinków dających połączenie odległych punktów, z których każdy jest przedstawiony przez trzy liczby, jest charakterystyczną cechą trójwymiarowego continuum.
       Wszystko to jednak ma niewiele wspólnego z fizyką. Aby powrócić do fizyki, musimy rozważyć ruch cząstek materialnych. Chcąc obserwować i przewidywać zdarzenia zachodzące w przyrodzie, musimy brać pod uwagę nie tylko miejsce, ale i czas, w którym zachodzą zdarzenia fizyczne. Weźmy znów bardzo prosty przykład.
       Z wieży upuszczony zostaje mały kamień, który można uważać za cząstkę. Przypuśćmy, że wysokość wieży wynosi 80 m. Od czasów Galileusza potrafimy przewidywać, jaka będzie współrzędna kamienia w dowolnej chwili po jego upuszczeniu. Oto „rozkład jazdy” opisujący położenia kamienia po 0, 1, 2, 3 i 4 sekundach.
       Nasz „rozkład jazdy” notuje pięć zdarzeń, z których każde przedstawione jest przez dwie liczby – współrzędną czasową i przestrzenną danego zdarzenia. Pierwszym zdarzeniem jest upuszczenie kamienia z wysokości 80 metrów nad ziemią w zerowej sekundzie. Drugim zdarzeniem jest minięcie przez kamień kreski na naszej sztywnej sztabie (wieża) na wysokości 75 metrów nad ziemią. Następuje to po pierwszej sekundzie. Ostatnim zdarzeniem jest zderzenie się kamienia z ziemią.
       Wiadomości uzyskane z naszego „rozkładu jazdy” możemy ująć w nieco inny sposób. Pięć par liczb z „rozkładu jazdy” możemy przedstawić jako pięć punktów na płaszczyźnie. Najpierw ustalmy skalę. Jeden odcinek będzie odpowiadał metrowi, drugi sekundzie. Na przykład:
       Następnie narysujmy dwie prostopadłe linie i nazwijmy na przykład poziomą – osią czasową, pionową zaś – osią przestrzenną. Widać od razu, że nasz „rozkład jazdy” można przedstawić w postaci pięciu punktów na płaszczyźnie czasoprzestrzennej. Odległości punktów od osi przestrzennej przedstawiają współrzędne czasowe, zanotowane w pierwszej kolumnie naszego „rozkładu jazdy”, odległości od osi czasowej oznaczają współrzędne przestrzenne.
       Dokładnie te same informacje można zapisać na dwa sposoby: za pomocą „rozkładu jazdy” oraz za pomocą punktów na płaszczyźnie. Każdy z tych zapisów można skonstruować na podstawie znajomości drugiego. Wybór jednego z tych dwóch sposobów jest wyłącznie sprawą gustu, gdyż są one w gruncie rzeczy równoważne.
       Pójdźmy teraz o krok dalej. Wyobraźmy sobie lepszy „rozkład jazdy”, który by podawał położenie nie co sekundę, lecz na przykład co jedną setną albo jedną tysięczną sekundy. Na naszej płaszczyźnie czasoprzestrzennej będziemy wtedy mieli bardzo wiele punktów.
Jeśli wreszcie położenie będzie określone dla każdej chwili, czyli, jak powiadają matematycy, jeśli współrzędna przestrzenna będzie zadana jako funkcja czasu, wówczas nasz układ punktów stanie się linią ciągłą. Następny rysunek przedstawia więc pełną wiedzę o ruchu, a nie, jak poprzednio, jej wycinek.
       Ruch wzdłuż sztywnej sztaby (wieży), ruch w przestrzeni jednowymiarowej, jest tu przedstawiony w postaci krzywej w dwuwymiarowym continuum czasoprzestrzennym. Każdemu punktowi naszego continuum czasoprzestrzennego odpowiada para liczb, z których jedna oznacza współrzędną czasową, druga – współrzędną przestrzenną.
I na odwrót: każdej parze liczb charakteryzującej zdarzenie odpowiada określony punkt naszej płaszczyzny czasoprzestrzennej. Dwa sąsiednie punkty przedstawiają dwa zdarzenia, które zaszły w nieznacznie tylko odległych miejscach i w nieznacznie odległych chwilach.
       Mógłby ktoś postawić naszemu ujęciu zarzut, że nie ma sensu przedstawiać jednostki czasu w postaci odcinka, łączyć ten odcinek mechanicznie z przestrzenią i tworzyć z dwóch continuów jednowymiarowych jedno continuum dwuwymiarowe. Taki sam zarzut trzeba by jednak postawić wszystkim wykresom obrazującym na przykład zeszłoroczne zmiany temperatury w Nowym Jorku lub wykresom przedstawiającym zmiany kosztów utrzymania w ciągu ostatnich kilku lat, w każdym z tych wypadków stosowano bowiem dokładnie tę samą metodę. Na wykresach temperatury jednowymiarowe continuum temperatury połączono z jednowymiarowym continuum czasu w dwuwymiarowe continuum temperaturowo-czasowe.
       Powróćmy do cząstki upuszczonej z osiemdziesięciometrowej wieży. Nasz graficzny obraz ruchu jest bardzo pożyteczny, gdyż wyznacza on położenie cząstki w dowolnej chwili. Wiedząc, jak się cząstka porusza, chcielibyśmy jeszcze raz przedstawić jej ruch. Można tego dokonać na dwa sposoby.
       Pamiętamy obraz cząstki zmieniającej w czasie swe położenie w jednowymiarowej przestrzeni. Przedstawiamy tu ruch, jako następstwo zdarzeń w jednowymiarowym continuum przestrzennym. Nie mieszamy czasu i przestrzeni, stosujemy obraz dynamiczny, w którym położenia   z m i e n i a j ą   s i ę   z upływem czasu.
       Ale ten sam ruch można przedstawić inaczej. Rozważając krzywą w dwuwymiarowym continuum czasoprzestrzennym, uzyskamy obraz statyczny. Ruch jest teraz przedstawiony jako coś, co   j e s t,   co istnieje w dwuwymiarowym continuum czasoprzestrzennym, a nie jako coś, co się zmienia w jednowymiarowym continuum przestrzennym.
       Oba te obrazy są ściśle równoważne i wybór jednego z nich jest tylko rzeczą umowy i gustu.
       Wszystko, co powiedzieliśmy tu o dwóch obrazach ruchu, nie ma absolutnie nic wspólnego z teorią względności. Każde z tych przedstawień jest równie dobre, choć fizyka klasyczna skłaniała się raczej ku obrazowi dynamicznemu, opisującemu ruch jako coś dziejącego się w przestrzeni, a nie jako coś istniejącego w czasoprzestrzeni. Teoria względności zmieniła jednak ten pogląd. Wypowiedziała się ona wyraźnie za obrazem statycznym, znajdując w takim właśnie przedstawieniu ruchu, jako czegoś istniejącego w czasoprzestrzeni, wygodniejszy i bardziej obiektywny obraz rzeczywistości. Pozostaje nam jeszcze odpowiedzieć na pytanie: dlaczego te dwa obrazy, równoważne z punktu widzenia fizyki klasycznej, nie są równoważne z punktu widzenia teorii względności?
       Aby zrozumieć odpowiedź na to pytanie, rozważmy znów dwa u. w., poruszające się względem siebie ruchem jednostajnym.
       Według fizyki klasycznej obserwatorzy w dwóch u. w., poruszających się względem siebie ruchem jednostajnym, przypiszą danemu zdarzeniu różne współrzędne przestrzenne, ale jednakową współrzędną czasową. Tak więc, w naszym przykładzie, zderzenie cząstki z ziemią określone jest w naszym wybranym u .w. przez współrzędną czasową „4” oraz przez współrzędną przestrzenną „0”. Według mechaniki klasycznej obserwator poruszający się względem wybranego u. w. ruchem jednostajnym też stwierdzi, że kamień spadł na ziemię po czterech sekundach. Obserwator ten będzie jednak odnosił odległość do swego u. w. i przypisze zdarzeniu upadku na ogół inne współrzędne przestrzenne, choć współrzędna czasowa będzie taka sama dla niego, jak i dla wszystkich innych obserwatorów poruszających się względem siebie ruchem jednostajnym. Fizyka klasyczna zna tylko „bezwzględny” bieg czasu dla wszystkich obserwatorów. W każdym u. w. można rozbić continuum dwuwymiarowe na dwa continua jednowymiarowe: czas i przestrzeń. Z uwagi na „bezwzględny” charakter czasu, przejście od „statycznego” do „dynamicznego” obrazu ruchu ma w fizyce klasycznej obiektywny sens.
       Daliśmy się już jednak przekonać, że na ogół nie wolno w fizyce stosować transformacji klasycznej. Z praktycznego punktu widzenia można ją nadal stosować przy małych prędkościach, ale nie można z jej pomocą rozwiązywać podstawowych zagadnień fizyki.
       Według teorii względności czas zderzenia kamienia z ziemią nie będzie dla wszystkich obserwatorów taki sam. Współrzędne czasowe i współrzędne przestrzenne będą różne w dwóch u. w., a zmiana współrzędnej czasowej będzie zupełnie wyraźna, jeśli względna prędkość będzie bliska prędkości światła. Nie można, jak w fizyce klasycznej, rozbić continuum dwuwymiarowego na dwa continua jednowymiarowe. Przy wyznaczaniu współrzędnych czasoprzestrzennych w innym u. w. nie wolno nam rozważać oddzielnie czasu i przestrzeni. Rozbijanie continuum dwuwymiarowego na dwa jednowymiarowe wydaje się z punktu widzenia teorii względności postępowaniem dowolnym, nie posiadającym obiektywnego znaczenia.
       Wszystko, cośmy dotąd powiedzieli, łatwo jest uogólnić na przypadek ruchu nie ograniczonego do linii prostej. Istotnie, do opisu zdarzeń zachodzących w przyrodzie potrzeba nie dwóch, lecz czterech liczb. Nasza przestrzeń fizyczna, wyznaczona przez obiekty i ich ruch, ma trzy wymiary i położenia określane są przez te liczby. Chwila, w której zachodzi zdarzenie, jest czwartą liczbą. Każdemu zdarzeniu odpowiadają cztery określone liczby; każdej czwórce liczb odpowiada określone zdarzenie. A więc: świat zdarzeń tworzy czterowymiarowe continuum. Nie ma w tym nic tajemniczego i ostatnie zdanie jest równie prawdziwe dla fizyki klasycznej, jak i dla teorii względności. Różnica ujawnia się znów, gdy rozpatrywać dwa u. w., które się względem siebie poruszają. Pokój porusza się, a obserwatorzy, wewnętrzny i zewnętrzny, wyznaczają współrzędne czasoprzestrzenne tych samych zdarzeń. Fizyk klasyczny i tym razem rozbija czterowymiarowe continua na trójwymiarowe przestrzenie i jednowymiarowe continuum czasowe.
       Dawny fizyk zajmuje się tylko transformacjami przestrzennymi, gdyż czas jest dla niego bezwzględny. Rozbijanie czterowymiarowych continuów świata na przestrzeń i czas uważa on za naturalne i wygodne. Ale z punktu widzenia teorii względności przy przechodzeniu z jednego u. w. do drugiego zmienia się nie tylko przestrzeń, ale i czas, a transformacja Lorentza opisuje własności transformacyjne czterowymiarowego continuum czasoprzestrzennego związanego z naszym czterowymiarowym światem zdarzeń.
       Świat zdarzeń można opisać dynamicznie za pomocą obrazu zmieniającego się w czasie i przedstawionego na tle przestrzeni trójwymiarowej. Można go jednak również opisać za pomocą obrazu statycznego, przedstawionego na tle czterowymiarowego continuum czasoprzestrzennego. Z punktu widzenia fizyki klasycznej oba obrazy, dynamiczny i statyczny, są sobie równoważne. Ale z punktu widzenia teorii względności obraz statyczny jest wygodniejszy i bardziej obiektywny.
       Obrazem dynamicznym możemy, jeśli wolimy, posługiwać się nawet w teorii względności. Musimy jednak pamiętać, że ten podział na czas i przestrzeń nie ma sensu obiektywnego, gdyż czas nie jest już „bezwzględny”.
       W dalszych fragmentach będziemy nadal posługiwać się językiem „dynamicznym”, a nie statycznym, pamiętając jednak o jego ograniczeniach.
P
ozostaje jeszcze do wyjaśnienia jeden punkt. Nie rozstrzygnęliśmy dotąd jednego z najbardziej podstawowych zagadnień: czy istnieje układ inercjalny? Dowiedzieliśmy się już coś nie coś o prawach przyrody, ich niezmienności względem transformacji Lorentza oraz ich ważności we wszystkich układach inercjalnych poruszających się względem siebie ruchem jednostajnym. Mamy prawa, lecz nie znamy układu, do którego można by je odnieść.
       Aby sobie lepiej zdać sprawę z tej trudności, przeprowadźmy wywiad z przedstawicielem fizyki klasycznej, zadając mu kilka prostych pytań:
       – Co to jest układ inercjalny?
       – Jest to układ, w którym obowiązują prawa mechaniki. W takim u. w. ciało, na które nie działają siły zewnętrzne, porusza się ruchem jednostajnym. Własność ta pozwala nam odróżnić inercjalny u. w. od każdego innego.
       – Cóż jednak oznacza powiedzenie, że na ciało nie działają siły?
       – Znaczy to po prostu, że w inercjalnym u. w. ciało to porusza się ruchem jednostajnym.
       Moglibyśmy w tym miejscu powtórzyć pytanie „Co to jest inercjalny u. w.?” Ponieważ jednak nie ma wielkiej nadziei na uzyskanie odpowiedzi innej niż wyżej przytoczona, spróbujmy zdobyć trochę konkretnych informacji, zmieniając pytanie:
       – Czy u. w. związany sztywno z Ziemią jest inercjalny?
       – Nie, gdyż prawa mechaniki nie obowiązują w nim ściśle, a to ze względu na obrót Ziemi. W wielu zagadnieniach można za inercjalny u. w. uważać układ związany sztywno ze Słońcem; gdy jednak mówimy o wirującym Słońcu, wówczas związanego z nim u. w. również nie można uważać za ściśle inercjalny.
       – Czym więc właściwie jest twój inercjalny u. w. i jaki ruch należy mu przypisać?
       – Jest to po prostu pożyteczna fikcja i nie mam pojęcia, jak ją urzeczywistnić. Gdybym się tylko potrafił dostatecznie oddalić od wszystkich ciał materialnych i uwolnić od wszelkich wpływów zewnętrznych, mój u. w. byłby wówczas inercjalny.
       – Ale co rozumiesz przez u. w. wolny od wszelkich wpływów zewnętrznych?
       – Rozumiem przez to, że u. w. jest inercjalny.
       Znów powróciliśmy do pytania wyjściowego!
       Wywiad nasz ujawnia poważną trudność fizyki klasycznej. Mamy prawa, ale nie wiemy, w jakim układzie je stosować, a cały nasz gmach fizyki przypomina zamki na lodzie.
       Do tej samej trudności możemy podejść z innego punktu widzenia. Spróbujmy sobie wyobrazić, że w całym wszechświecie istnieje tylko jedno ciało stanowiące nasz u. w. Ciało to zaczyna wirować. Według mechaniki klasycznej prawa fizyki są inne dla ciała wirującego niż dla nie wirującego. Jeśli zasada bezwładności obowiązuje w jednym wypadku, to nie obowiązuje w drugim. Wszystko to jednak brzmi bardzo podejrzanie. Czy wolno rozważać ruch jednego tylko ciała w całym wszechświecie? Przez ruch ciała rozumiemy zawsze zmianę jego położenia w stosunku do innego ciała. Toteż mówienie o ruchu tylko jednego ciała jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Zachodzi tu wyraźna sprzeczność między mechaniką klasyczną a zdrowym rozsądkiem. Recepta Newtona brzmi: jeżeli obowiązuje zasada bezwładności, to u. w. albo pozostaje w spoczynku, albo porusza się ruchem jednostajnym. Jeżeli zasada bezwładności nie obowiązuje, to ciało porusza się ruchem niejednostajnym. Tak więc stwierdzenie ruchu lub spoczynku zależy od tego, czy w danym u. w. można stosować wszystkie prawa fizyki, czy też nie.
       Weźmy dwa ciała, na przykład Ziemię i Słońce. Ruch, który obserwujemy, jest i tym razem względny. Można go opisać, wiążąc u. w. bądź z Ziemią, bądź też ze Słońcem. Z tego punktu widzenia wielkie dzieło Kopernika polega na przeniesieniu u. w. z Ziemi na Słońce. Ponieważ jednak ruch jest względny i możemy się posługiwać dowolnym układem odniesienia, nie ma chyba powodu, aby uważać jeden u. w. za korzystniejszy od drugiego.
       I tu znów wkracza fizyka, zmieniając nasz dotychczasowy, zdroworozsądkowy sposób myślenia. U. w. związany ze Słońcem bardziej przypomina układ inercjalny niż u. w. związany z Ziemią. Prawa fizyki powinno się stosować w układzie Kopernika, a nie Ptolemeusza. Wielkość odkrycia Kopernika można ocenić tylko z punktu widzenia fizyki. Wskazuje ono na wielką korzyść, jaka wynika ze stosowania do opisu ruchu planet u. w. sztywno związanego ze Słońcem.
       W fizyce klasycznej nie istnieje bezwzględny ruch jednostajny. Jeżeli dwa u. w. poruszają się względem siebie, to powiedzenie: „Ten u. w. spoczywa, a ten się porusza” nie ma sensu. Jeśli jednak dwa u. w. poruszają się względem siebie niejednostajnie, wówczas powiedzenie: „To ciało porusza się, a to spoczywa (lub się porusza ruchem jednostajnym)” jest zupełnie uzasadnione. Ruch bezwzględny ma teraz zupełnie określone znaczenie. Powstaje tu głęboka przepaść między zdrowym rozsądkiem a fizyką klasyczną. Obie wspomniane trudności – kwestia układu inercjalnego oraz kwestia ruchu bezwzględnego – są ze sobą ściśle związane. Ruch bezwzględny możliwy jest tylko dzięki koncepcji układu inercjalnego, w którym obowiązują prawa przyrody.
       Mogłoby się wydawać, że z tych trudności nie ma wyjścia, że nie może ich uniknąć żadna teoria fizyczna. Wynikają one z tego, że prawa przyrody obowiązują tylko w szczególnej klasie u. w., tylko w układach inercjalnych. Możliwość przezwyciężenia tej trudności zależy od odpowiedzi na następujące pytanie: Czy można tak sformułować prawa fizyki, aby obowiązywały one we wszystkich u. w., nie tylko w tych, które się poruszają ruchem jednostajnym, ale również w tych, które się względem siebie poruszają zupełnie dowolnie? Jeśli się okaże, że tak jest, to będzie to oznaczało koniec naszych trudności. Prawa przyrody będzie można stosować w dowolnym u. w. Walka między poglądami Ptolemeusza i Kopernika, tak zawzięta w zaraniu nauk przyrodniczych, okazałaby się zupełnie bezprzedmiotowa, gdyż można używać z równym powodzeniem każdego z obu układów. Dwa zdania „Słońce spoczywa, a Ziemia się porusza” oraz „Słońce się porusza, a Ziemia spoczywa” oznaczałyby po prostu dwie różne umowy dotyczące dwóch różnych u. w.
       Czy można zbudować prawdziwie relatywistyczną fizykę, która by obowiązywała we wszystkich u. w., fizykę, w której nie byłoby miejsca na ruch bezwzględny, a tylko na względny? Otóż jest to możliwe!
       Mamy przynajmniej jedną, choć bardzo ogólnikową wskazówkę, jak tę nową fizykę budować. Prawdziwie relatywistyczna fizyka musi obowiązywać we wszystkich u. w., a więc również w szczególnym przypadku układu inercjalnego. Znamy już prawa, które obowiązują w inercjalnym u. w. Nowe, ogólne prawa, obowiązujące we wszystkich u. w., muszą w szczególnym przypadku układu inercjalnego sprowadzać się do starych, znanych praw.
       Zagadnienie sformułowania praw fizyki tak, by obowiązywały one w dowolnym u. w., zostało rozwiązane przez tak zwaną ogólną teorię względności; poprzednia teoria, dotycząca tylko układów inercjalnych, nazywa się szczególną teorią względności. Oczywiście obie te teorie nie mogą być ze sobą sprzeczne, gdyż stare prawa szczególnej teorii względności muszą się zawierać w ogólnych prawach zastosowanych do układu inercjalnego. O ile jednak poprzednio inercjalny u. w. był jedynym, dla którego formułowano prawa fizyki, o tyle teraz będzie on stanowił szczególny przypadek graniczny, gdyż dozwolone są wszystkie u. w., poruszające się względem siebie w dowolny sposób.
       Mamy więc program dla ogólnej teorii względności. Ale szkicując drogę jego realizacji, będziemy zmuszeni wyrażać się jeszcze mniej jasno niż dotychczas. Nowe trudności wyłaniające się w miarę rozwoju nauki sprawiają, że nasza teoria staje się coraz bardziej abstrakcyjna. Wciąż jeszcze oczekują nas niespodziewane przygody, ale naszym celem ostatecznym jest zawsze lepsze zrozumienie rzeczywistości. Łańcuch logiczny łączący teorię z doświadczeniem zostaje wzbogacony o nowe ogniwa. Aby drogę wiodącą od teorii do doświadczenia oczyścić ze zbędnych i sztucznych założeń, aby ogarniać coraz szerszy zakres faktów, musimy nasz łańcuch coraz bardziej wydłużać. Im prostsze, im bardziej podstawowe stają się nasze założenia, tym bardziej komplikuje się matematyczne narzędzie rozumowania; droga od teorii do doświadczenia staje się dłuższa, subtelniejsza i bardziej zawiła. Choć brzmi to paradoksalnie, jednak można powiedzieć, że fizyka współczesna jest prostsza od starej fizyki i dlatego wydaje się trudniejsza i bardziej złożona. Im prostszy jest nasz obraz świata zewnętrznego, im więcej ogarnia faktów, tym wyraźniej odbija w naszych umysłach harmonię wszechświata.
       Nasza nowa idea jest prosta: chcemy zbudować fizykę, obowiązującą we wszystkich u. w. Realizacja tej idei pociąga za sobą trudności formalne i zmusza nas do korzystania z narzędzi matematycznych innych niż te, którymi posługiwano się dotąd w fizyce. Pokażemy tu tylko związek między realizacją tego programu a dwoma podstawowymi zagadnieniami: grawitacją i geometrią.
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:07:42 »
Wewnątrz i na zewnątrz windy
 
P
rawo bezwładności stanowiło w fizyce pierwszy wielki krok naprzód, było w gruncie rzeczy jej początkiem. Odkryto je na drodze rozważania wyidealizowanego doświadczenia z ciałem poruszającym się wiecznie, bez tarcia i bez działania jakichkolwiek sił zewnętrznych. Przykład ten, a potem wiele innych, pozwolił nam zrozumieć doniosłość wyidealizowanych doświadczeń myślowych. Obecnie będziemy znów rozważać wyidealizowane doświadczenia. Choć mogą się one wydać fantastyczne, to jednak pomogą nam zrozumieć teorię względności w takim zakresie, w jakim to jest możliwe przy użyciu naszych prostych metod.
       Poprzednio mieliśmy wyidealizowane doświadczenie z pokojem, który poruszał się ruchem jednostajnym. Teraz dla odmiany będziemy mieli spadającą windę.
       Wyobraźmy sobie wielką windę zawieszoną u szczytu drapacza chmur, znacznie wyższego niż jakikolwiek rzeczywiście istniejący. Lina utrzymująca windę nagle pęka i winda spada swobodnie ku ziemi. W czasie spadania obserwatorzy wewnątrz windy wykonują doświadczenia. Przy ich opisie nie musimy się zajmować ani oporem powietrza, ani tarciem, gdyż nasze wyidealizowane warunki pozwalają je pominąć. Jeden z obserwatorów wyjmuje z kieszeni chustkę i zegarek i upuszcza je. Co się stanie z tymi dwoma ciałami? Dla obserwatora zewnętrznego, który przygląda się wszystkiemu przez okno w windzie, zarówno chustka, jak i zegarek spadają w dół dokładnie tak samo, z jednakowym przyspieszeniem. Pamiętamy, że przyspieszenie spadającego ciała jest zupełnie niezależne od jego masy i że właśnie ta okoliczność wskazała na równość masy grawitacyjnej i masy bezwładnej. Pamiętamy także, iż równość obu mas, grawitacyjnej i bezwładnej, była z punktu widzenia mechaniki klasycznej czystym przypadkiem i nie odgrywała w jej strukturze żadnej roli. Teraz jednak równość ta, znajdująca swój wyraz w jednakowym przyspieszeniu wszystkich spadających ciał, ma zasadnicze znaczenie i stanowi podstawę całego rozumowania.
       Powróćmy do naszej spadającej chustki i zegarka; dla obserwatora zewnętrznego spadają one z jednakowym przyspieszeniem. Ale z takim samym przyspieszeniem spada również winda, jej ściany, sufit i podłoga. Toteż odległość obu ciał od podłogi nie zmieni się. Dla obserwatora wewnętrznego oba ciała pozostają dokładnie tam, gdzie się znajdowały w chwili ich upuszczenia. Obserwator wewnętrzny może nie brać pod uwagę pola grawitacyjnego, gdyż źródło tego pola leży poza jego u. w. Stwierdza on, że wewnątrz windy nie działają na oba ciała żadne siły, a więc ciała te pozostają w spoczynku, tak jakby to miało miejsce w inercjalnym u. w. W windzie dzieją się dziwne rzeczy! Jeśli obserwator popchnie jakieś ciało w dowolnym kierunku, na przykład w górę lub w dół, ciało to poruszać się będzie zawsze ruchem jednostajnym tak długo, dopóki się nie zderzy z sufitem lub z podłogą windy. Krótko mówiąc, w stosunku do obserwatora wewnątrz windy obowiązują prawa mechaniki klasycznej. Wszystkie ciała zachowują się tak, jak to przewiduje prawo bezwładności. Nasz nowy u. w., sztywno związany ze spadającą swobodnie windą, różni się od układu inercjalnego tylko pod jednym względem. W inercjalnym u. w. ciało, na które nie działają siły, będzie się poruszać ruchem jednostajnym wiecznie. Inercjalny u. w. – jak go sobie wyobraża fizyka klasyczna – nie jest ograniczony ani w przestrzeni, ani w czasie. Z obserwatorem w naszej windzie jest jednak inaczej.
       Inercjalny charakter jego u. w. jest ograniczony w przestrzeni i w czasie. Ciało, poruszające się ruchem jednostajnym, prędzej czy później zderzy się ze ścianą windy, niszcząc ruch jednostajny. Prędzej czy później cała winda zderzy się z ziemią, niszcząc obserwatorów wraz z ich doświadczeniami. Taki u. w. jest tylko „kieszonkowym wydaniem” prawdziwego inercjalnego u. w.
       Ów lokalny charakter u. w. ma zasadnicze znaczenie. Gdyby nasza urojona winda miała rozciągać się od bieguna północnego do równika, z chusteczką umieszczoną nad biegunem i z zegarkiem nad równikiem, wówczas dla obserwatora zewnętrznego przyspieszenia obu ciał nie byłyby równe; ciała te nie pozostawałyby względem siebie w spoczynku. Zawiodłoby całe nasze rozumowanie! Wymiary windy muszą być ograniczone tak, by można było założyć równość przyspieszeń wszystkich ciał względem obserwatora zewnętrznego.
       Przy tym ograniczeniu u. w. przybiera dla obserwatora wewnętrznego charakter inercjalny. Możemy nareszcie wskazać – co prawda ograniczony w czasie i przestrzeni – u. w., w którym obowiązują wszystkie prawa przyrody. Jeśli wyobrazimy sobie inny u. w., inną windę, poruszającą się ruchem jednostajnym względem spadającej swobodnie, to oba te u. w. będą lokalnie inercjalne. Wszystkie prawa są w nich obu dokładnie takie same. Przejście od jednego do drugiego jest dane przez transformację Lorentza.
       Przyjrzyjmy się, w jaki sposób obaj obserwatorzy, zewnętrzny i wewnętrzny, opisują, co się dzieje w windzie.
       Obserwator zewnętrzny spostrzega ruch windy i wszystkich ciał wewnątrz niej i stwierdza, że zachodzi on zgodnie z newtonowskim prawem ciążenia. Ruch ten nie jest dla niego jednostajny, lecz przyspieszony, ze względu na działanie pola grawitacyjnego Ziemi.
       Jednakże pokolenie fizyków urodzonych i wychowanych w windzie rozumowałoby zupełnie inaczej. Sądziliby oni, że posiadają układ inercjalny, i odnosiliby wszystkie prawa przyrody do swej windy, twierdząc słusznie, że prawa te przybierają w ich u. w. szczególnie prostą postać. Założenie, że ich winda spoczywa i że ich u. w. jest inercjalny, byłoby dla nich zupełnie naturalne.
       Rozbieżności między obserwatorami zewnętrznym i wewnętrznym nie sposób usunąć. Każdy z nich mógłby domagać się prawa odnoszenia wszystkich zdarzeń do swego u. w. W obu układach można opisywać zdarzenia w sposób równie konsekwentny.
       Przykład ten wykazuje, że można w sposób konsekwentny opisać zjawiska fizyczne w dwóch różnych u. w. nawet wtedy, gdy układy te nie poruszają się względem siebie ruchem jednostajnym. Przy takim opisie trzeba wziąć pod uwagę ciążenie, budując jak gdyby „most”, pozwalający na przejście od jednego u. w. do drugiego. Pole grawitacyjne istnieje dla obserwatora zewnętrznego, a nie istnieje dla obserwatora wewnętrznego. Dla obserwatora zewnętrznego istnieje przyspieszony ruch windy w polu grawitacyjnym, dla wewnętrznego – spoczynek i brak pola grawitacyjnego. Ale „most”, pole grawitacyjne, umożliwiające opis w obu u. w., opiera się na pewnym bardzo ważnym filarze – na równoważności masy grawitacyjnej i masy bez-władnej. Bez tego tropu, nie zauważonego przez mechanikę klasyczną, nasze obecne rozumowanie zupełnie by zawiodło.
       Rozważmy teraz nieco inne wyidealizowane doświadczenie. Przypuśćmy, że istnieje inercjalny u. w., w którym obowiązuje prawo bezwładności. Opisaliśmy już, co się dzieje w windzie, spoczywającej w takim u. w. Ale teraz zmieniamy nasz obraz. Ktoś z zewnątrz przymocował do windy linę i ciągnie ją ze stałą siłą w kierunku wskazanym na rysunku.

Nie jest ważne, jak się to dzieje. Ponieważ w naszym u. w. obowiązują prawa mechaniki, cała winda porusza się ze stałym przyspieszeniem, które ma kierunek ruchu. Posłuchajmy, jak obserwatorzy zewnętrzny i wewnętrzny objaśniają zjawiska zachodzące w windzie.
       O b s e r w a t o r   z e w n ę t r z n y:   Mój u. w. jest układem inercjalnym. Winda porusza się ze stałym przyspieszeniem, gdyż działa na nią stała siła. Obserwatorzy wewnątrz windy pozostają w ruchu bezwzględnym, w ich układzie nie obowiązują prawa mechaniki. Nie stwierdzają oni, by ciała, na które nie działają siły, pozostawały w spoczynku. Jeśli jakieś ciało upuścić, to szybko zderzy się ono z podłogą windy, gdyż podłoga porusza się w górę, jemu naprzeciw. Dotyczy to zarówno chustki, jak zegarka. Obserwator wewnętrzny musi, rzecz dziwna, pozostawać stale na „podłodze”, gdyż skoro tylko podskoczy, podłoga zaraz go dogoni.
       O b s e r w a t o r   w e w n ę t r z n y:   Nie widzę żadnego powodu, aby przypuszczać, że moja winda pozostaje w ruchu bezwzględnym. Przyznaję, że mój u. w., sztywno związany z windą, nie jest właściwie inercjalny, ale nie wierzę, by miało to cokolwiek wspólnego z ruchem bezwzględnym. Zegarek, chustka i wszystkie ciała spadają, gdyż cała winda znajduje się w polu grawitacyjnym. Spostrzegam tu dokładnie taki sam rodzaj ruchu, jaki obserwuje człowiek na Ziemi. Wyjaśnia on ten ruch działaniem pola grawitacyjnego. To samo ma miejsce w moim przypadku.
       Oba opisy, jeden dokonany przez obserwatora zewnętrznego, drugi przez wewnętrznego, są całkowicie konsekwentne i nie ma sposobu rozstrzygnięcia, który z nich jest słuszny. Każdy z nich możemy zastosować do opisu zjawisk zachodzących w windzie: albo ruch niejednostajny i nieobecność pola grawitacyjnego – zgodnie z obserwatorem zewnętrznym, albo spoczynek i obecność pola grawitacyjnego – zgodnie z obserwatorem wewnętrznym.
       Obserwator zewnętrzny może założyć, że winda pozostaje w „bezwzględnym” ruchu niejednostajnym. Ale ruchu, który przestaje istnieć przy założeniu działania pola grawitacyjnego, nie można uważać za ruch bezwzględny.
       Być może istnieje wyjście z dwuznaczności takich dwóch różnych opisów i można dokonać wyboru na rzecz jednego z nich. Wyobraźmy sobie, że przez boczne okienko wpada do windy poziomo promień światła, dobiegając po bardzo krótkim czasie do przeciwległej ściany. Zobaczmy, jak nasi dwaj obserwatorzy przewidzą drogę światła.
       O b s e r w a t o r   z e w n ę t r z n y,   utrzymujący, że winda porusza się ruchem przyspieszonym, rozumowałby tak: Promień światła wpada przez okienko i porusza się poziomo, po linii prostej, ze stałą prędkością w stronę przeciwległej ściany. Ale winda porusza się do góry i w czasie, w którym światło biegnie ku ścianie, winda zmienia swe położenie. Dlatego też promień padnie w punkcie położonym nie dokładnie naprzeciw punktu wejścia promienia, lecz trochę niżej.

Różnica będzie bardzo nieznaczna, niemniej jednak będzie ona istniała i promień poruszać się będzie względem windy nie po prostej, lecz po linii nieco zakrzywionej. Różnica jest związana z drogą, jaką przebyła winda w czasie, gdy promień biegł przez jej wnętrze.
       O b s e r w a t o r   w e w n ę t r z n y,   utrzymujący, że na wszystkie przedmioty w jego windzie działa pole grawitacyjne, powiedziałby: nie ma przyspieszonego ruchu windy, istnieje tylko działanie pola grawitacyjnego. Wiązka światła jest nieważka, toteż nie ulega wpływowi pola grawitacyjnego. Jeśli tylko miała kierunek poziomy, to dojdzie do ściany w punkcie położonym dokładnie naprzeciw punktu wejścia.
       Z powyższej wymiany zdań zdaje się wynikać, że istnieje możliwość rozstrzygnięcia między tymi dwoma przeciwstawnymi punktami widzenia, gdyż zjawisko przebiegałoby dla każdego obserwatora inaczej. Jeśli w żadnym z przytoczonych przed chwilą wyjaśnień nie ma nic nielogicznego, to całe nasze poprzednie rozumowanie upada i nie możemy opisać wszystkich zjawisk na dwa niesprzeczne z sobą sposoby, z polem grawitacyjnym i bez pola.
       Ale na szczęście w rozumowaniu obserwatora wewnętrznego jest poważny błąd, który ratuje nasz poprzedni wniosek. Obserwator ten powiedział: „Wiązka światła jest nieważka, toteż nie ulega wpływowi pola grawitacyjnego”. To przecież nieprawda! Wiązka światła niesie energię, a energia ma masę. Ale każda masa bezwładna jest przyciągana przez pole grawitacyjne, gdyż masa bezwładna jest równoważna masie grawitacyjnej. Wiązka światła zakrzywi się w polu grawitacyjnym zupełnie tak samo, jak zakrzywiłby się tor ciała rzuconego poziomo z prędkością równą prędkości światła. Gdyby obserwator wewnętrzny rozumował poprawnie i brał pod uwagę zakrzywienie się promieni świetlnych w polu grawitacyjnym, jego wyniki byłyby dokładnie takie same, jak obserwatora zewnętrznego.
       Oczywiście pole grawitacyjne Ziemi jest zbyt słabe, aby zakrzywianie się w nim promieni świetlnych można było wykryć bezpośrednim doświadczeniem. lecz słynne doświadczenia wykonane w czasie zaćmień Słońca wykazują w sposób niezbity, choć pośredni, wpływ pola grawitacyjnego na tor promienia świetlnego.
       Z powyższych przykładów wynika, że istnieje uzasadniona nadzieja sformułowania fizyki relatywistycznej. Aby to uczynić, musimy jednak najpierw uporać się z zagadnieniem ciążenia.
       Na przykładzie windy przekonaliśmy się, że oba opisy są konsekwentne. Można zakładać ruch niejednostajny, można go nie zakładać. Potrafimy za pomocą pola grawitacyjnego wyeliminować z naszych przykładów ruch „bezwzględny”. Ale w takim razie w ruchu niejednostajnym nie ma nic bezwzględnego. Pole grawitacyjne jest w stanie całkowicie to wykluczyć.
       Można więc wypędzić z fizyki upiory ruchu bezwzględnego i inercjalnego u. w. i zbudować nową, relatywistyczną fizykę. Nasze wyidealizowane doświadczenia wskazują, jak ściśle wiąże się zagadnienie ogólnej teorii względności z zagadnieniem ciążenia oraz dlaczego tak istotne znaczenie ma dla tego związku równoważność masy grawitacyjnej i bezwładnej. Rozwiązanie zagadnienia ciążenia w ogólnej teorii względności musi się, rzecz jasna, różnić od rozwiązania newtonowskiego. Prawa ciążenia, podobnie jak wszystkie prawa przyrody, muszą być sformułowane dla wszystkich możliwych u. w., podczas gdy prawa mechaniki klasycznej, w postaci nadanej im przez Newtona, obowiązują tylko w układzie inercjalnym.
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #7 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:08:21 »
Geometria i doświadczenie
 
N
asz kolejny przykład będzie jeszcze bardziej fantastyczny od przypadku ze spadającą windą. Musimy się zająć nowym zagadnieniem, związkiem ogólnej teorii względności z geometrią. Zacznijmy od opisu świata, w którym żyją istoty nie, jak w naszym świecie, trójwymiarowe, lecz dwuwymiarowe. Kino przyzwyczaiło nas do dwuwymiarowych istot, działających na dwuwymiarowych ekranach. Wyobraźmy sobie teraz, że owe istoty-cienie, to znaczy aktorzy na ekranie, rzeczywiście istnieją, że posiadają zdolność myślenia, że mogą tworzyć swą własną naukę, że dwuwymiarowy ekran stanowi dla nich przestrzeń geometryczną. Istoty te nie są w stanie wyobrazić sobie w sposób namacalny przestrzeni trójwymiarowej, tak jak my nie potrafimy sobie wyobrazić świata czterowymiarowego. Potrafią zgiąć linię prostą i wiedzą, co to jest koło, ale nie mogą zbudować kuli, gdyż oznaczałoby to wyjście poza ich dwuwymiarowy ekran. Znajdujemy się w podobnym położeniu. Możemy zginać i zakrzywiać linie i powierzchnie, ale w żaden sposób nie potrafimy sobie wyobrazić zgiętej i zakrzywionej przestrzeni trójwymiarowej.
       Żyjąc, myśląc i przeprowadzając doświadczenia, nasze istoty-cienie mogłyby z czasem opanować dwuwymiarową geometrię euklidesową. Mogłyby więc na przykład udowodnić, że suma kątów trójkąta wynosi 180 stopni. Mogłyby skonstruować dwa koła ze wspólnym środkiem, jedno bardzo małe, drugie duże. Stwierdziłyby, że stosunek obwodów takich dwóch okręgów jest równy stosunkowi ich promieni, co jest znów wynikiem charakterystycznym dla geometrii euklidesowej. Jeśliby ekran był nieskończenie duży, istoty-cienie stwierdziłyby, że wyruszywszy raz w podróż prosto przed siebie, nigdy nie wrócą do swego punktu wyjścia.
       Wyobraźmy sobie teraz, że zmieniają się warunki, w których żyją nasze dwuwymiarowe istoty. Przypuśćmy, że ktoś z zewnątrz, z „trzeciego wymiaru”, przenosi je z ekranu na powierzchnię kuli o bardzo dużym promieniu. Jeśli nasze cienie są bardzo małe w stosunku do całej powierzchni, jeśli nie mają środków porozumienia się na odległość i jeśli nie mogą podróżować zbyt daleko, nie zauważą żadnej zmiany. Suma kątów w małych trójkątach będzie nadal wynosiła 180 stopni. Stosunek obwodów dwóch małych okręgów będzie równy stosunkowi ich promieni. Podróż po linii prostej nie będzie nigdy prowadzić do punktu wyjścia.
       Niech jednak istoty-cienie rozwiną z biegiem czasu swą wiedzę techniczną. Niech wynajdą środki komunikacji, które pozwolą im szybko pokonywać duże odległości. Stwierdzą wówczas, że podróżując prosto przed siebie, powrócą w końcu do punktu wyjścia. „Prosto przed siebie” znaczy teraz „po wielkim okręgu kuli”. Stwierdzą również, iż stosunek obwodów dwóch okręgów ze wspólnym środkiem nie jest równy stosunkowi promieni, jeśli jeden promień jest mały, a drugi bardzo duży.
       Jeśli nasze dwuwymiarowe istoty są konserwatywne, jeśli w ciągu wielu pokoleń, gdy nie umiały jeszcze daleko podróżować, uczyły się geometrii euklidesowej, która się wtedy dobrze zgadzała z obserwowanymi faktami, będą z pewnością robiły co w ich mocy, aby przy niej pozostać, wbrew świadectwu swoich pomiarów. Mogą próbować zrzucać winę za te rozbieżności na fizykę. Mogą poszukiwać fizycznych przyczyn odkształcania linii i powodujących odstępstwa od geometrii euklidesowej, przyczyn takich, jak na przykład różnice temperatury. Ale wcześniej czy później muszą zauważyć, że istnieje znacznie bardziej logiczny i przekonujący sposób opisu tych zjawisk. Z czasem zrozumieją, że ich świat jest skończony, że zasady jego geometrii są inne od tych, których się uczyły. Zrozumieją, że ich świat jest dwuwymiarową powierzchnią kuli, mimo że sobie tego nie będą mogły wyobrazić. Szybko nauczą się nowych zasad geometrii, które się wprawdzie różnią od euklidesowych, ale mimo to dają się sformułować dla ich dwuwymiarowego świata w sposób równie logiczny i konsekwentny. Nowe pokolenie, wychowane ze znajomością geometrii kuli, będzie uważało geometrię euklidesową za bardziej skomplikowaną i sztuczną, gdyż nie zgadza się ona z obserwowanymi faktami.
       Powróćmy do trójwymiarowych istot naszego świata.
       Co mamy na myśli mówiąc, że nasza trójwymiarowa przestrzeń ma charakter euklidesowy? Znaczy to, że wszystkie udowodnione logicznie twierdzenia geometrii euklidesowej można również potwierdzić faktycznym doświadczeniem. Za pomocą ciał sztywnych lub promieni świetlnych możemy konstruować obiekty odpowiadające wyidealizowanym obiektom geometrii euklidesowej. Krawędź linijki lub promień świetlny odpowiada linii prostej; suma kątów trójkąta zbudowanego z cienkich sztywnych prętów wynosi 180 stopni; stosunek skonstruowanych z cienkiego sztywnego drutu promieni dwóch kół o wspólnym środku jest równy stosunkowi obwodów tych kół. Geometria euklidesowa staje się w tej interpretacji działem fizyki, co prawda bardzo prostym.
       Ale można sobie wyobrazić, że wykryto rozbieżności: na przykład suma kątów wielkiego trójkąta zbudowanego z prętów, które z rozmaitych powodów należy uważać za sztywne, okazała się różna od 180 stopni. Ponieważ przyzwyczailiśmy się już do poglądowego przedstawiania obiektów geometrii euklidesowej, używając ciał sztywnych, dopatrywalibyśmy się zapewne przyczyny takiego nieoczekiwanego zachowania się naszych prętów w działaniu jakiejś siły fizycznej. Próbowalibyśmy znaleźć charakter fizyczny tej siły oraz jej wpływ na inne zjawiska. Aby ocalić geometrię euklidesową, postawilibyśmy naszym przedmiotom zarzut, że nie są one sztywne, że nie odpowiadają dokładnie obiektom geometrii euklidesowej. Próbowalibyśmy lepiej przedstawiać te obiekty, aby zachowywały się one tak, jak przewiduje geometria euklidesowa. Jeśliby się nam jednak nie udało połączyć geometrii euklidesowej i fizyki w jeden prosty i konsekwentny obraz, musielibyśmy zrezygnować z przekonania, że nasza przestrzeń jest euklidesowa, i szukać bardziej przekonującego obrazu rzeczywistości, opartego na bardziej ogólnych założeniach co do geometrycznego charakteru naszej przestrzeni.
       Potrzebę tego można zilustrować, posługując się wyidealizowanym doświadczeniem, wykazującym, że prawdziwie relatywistyczna fizyka nie może się opierać na geometrii euklidesowej. W naszym rozumowaniu będziemy korzystać z tego, co już wiemy o inercjalnym u. w. i o szczególnej teorii względności. Wyobraźmy sobie wielkie koło z narysowanymi na nim dwoma współśrodkowymi okręgami, jednym bardzo małym, drugim bardzo dużym. Koło wiruje szybko względem obserwatora zewnętrznego, a na kole znajduje się obserwator wewnętrzny. Zakładamy ponadto, że u. w. obserwatora zewnętrznego jest układem inercjalnym. Obserwator zewnętrzny może w swoim u. w. narysować te same dwa okręgi, mały i duży, spoczywające w jego u. w., lecz pokrywające się z okręgami na wirującym kole. Ponieważ jego u. w. jest inercjalny, obowiązuje w nim geometria euklidesowa, a więc obserwator zewnętrzny stwierdzi, że stosunek obwodów jest równy stosunkowi promieni. A co powie obserwator na kole? Z punktu widzenia fizyki klasycznej, a także szczególnej teorii względności, jego u. w. jest układem niedozwolonym.

Jeśli jednak chcemy znaleźć dla praw fizycznych nowe sformułowania, obowiązujące w dowolnym u. w., musimy obu obserwatorów, na kole i zewnętrznego, traktować z równą uwagą. Śledzimy teraz z zewnątrz poczynania obserwatora wewnętrznego, który stara się zmierzyć obwody i promienie na wirującym kole. Posługuje się on tym samym krótkim prętem mierniczym, którego używał obserwator zewnętrzny. „Ten sam” oznacza albo rzeczywiście ten sam pręt, przekazany przez obserwatora zewnętrznego wewnętrznemu, albo jeden z dwóch prętów mających w spoczynku tę samą długość.
       Obserwator wewnętrzny na kole zaczyna mierzyć promień i obwód małego okręgu. Wynik, który uzyska, powinien być taki sam, jak wynik obserwatora zewnętrznego. Oś, wokół której koło wiruje, przechodzi przez jego środek. Części koła położone blisko środka mają bardzo małe prędkości. Jeśli tylko okręg jest dostatecznie mały, możemy śmiało stosować mechanikę klasyczną, zaniedbując szczególną teorię względności. Znaczy to, że długość pręta jest dla obserwatora zewnętrznego i wewnętrznego taka sama i że wyniki tych dwóch pomiarów będą dla nich obu jednakowe. Teraz obserwator na kole mierzy promień dużego okręgu. Pręt umieszczony wzdłuż promienia porusza się względem obserwatora zewnętrznego. Ponieważ jednak kierunek ruchu jest prostopadły do pręta, nie kurczy się on i będzie miał dla obu obserwatorów taką samą długość. Mamy więc trzy pomiary, które dadzą dla obu obserwatorów taki sam wynik: dwa promienie i mały obwód. Ale z czwartym pomiarem rzecz się ma inaczej! Długość dużego obwodu będzie dla każdego z obu obserwatorów inna. Pręt umieszczony na obwodzie zgodnie z kierunkiem ruchu będzie się obserwatorowi zewnętrznemu wydawał skrócony w stosunku do jego spoczywającego pręta. Prędkość jest teraz znacznie większa od prędkości małego okręgu i trzeba to skrócenie uwzględnić. Stosując wyniki szczególnej teorii względności, dochodzimy do wniosku: długość dużego obwodu wypadnie w pomiarach każdego z obu obserwatorów inaczej. Ponieważ tylko jedna spośród czterech zmierzonych przez obu obserwatorów długości nie jest dla nich jednakowa, zatem dla obserwatora wewnętrznego stosunek dwóch promieni nie może być równy stosunkowi dwóch obwodów, jak to jest dla obserwatora zewnętrznego. Znaczy to, że obserwator na kole nie może w swoim u. w. potwierdzić ważności geometrii euklidesowej.
       Otrzymawszy ten wynik, obserwator na kole mógłby powiedzieć, że nie chce się zajmować u. w., w których nie obowiązuje geometria euklidesowa. Geometria ta zawiodła z powodu bezwzględnego ruchu wirowego, zawiodła, gdyż jego u. w. jest zły i niedozwolony. Ale rozumując w ten sposób, odrzuca on zasadniczą ideę ogólnej teorii względności. Z drugiej strony, jeśli chcemy odrzucić ruch bezwzględny i zachować ideę ogólnej teorii względności, to trzeba zbudować całą fizykę w oparciu o geometrię ogólniejszą od euklidesowej. Jest to nieuniknionym następstwem założenia, że dozwolone mają być wszystkie u. w.
       Zmiany, które wprowadza ogólna teoria względności, nie mogą się ograniczać do samej tylko przestrzeni. W szczególnej teorii względności mieliśmy w każdym u. w. spoczywające w nim zegary, które miały ten sam rytm i były zsynchronizowane, to znaczy wskazywały jednocześnie ten sam czas. Co się dzieje z zegarem w nieinercjalnym u. w.? Posłużymy się znów naszym wyidealizowanym doświadczeniem z kołem. Obserwator zewnętrzny ma w swym inercjalnym u .w. doskonałe zegary, wszystkie o tym samym rytmie i wszystkie zsynchronizowane. Obserwator wewnętrzny bierze dwa takie same zegary i umieszcza jeden z nich na małym okręgu wewnętrznym, drugi na dużym zewnętrznym. Zegar na okręgu wewnętrznym ma względem obserwatora zewnętrznego bardzo małą prędkość. Możemy więc śmiało powiedzieć, że jego rytm będzie taki sam, jak rytm zegara na zewnątrz. Ale zegar na dużym okręgu ma znaczną prędkość, która sprawia, że zmienia się jego rytm w porównaniu z zegarami zewnętrznymi, a więc również w porównaniu z zegarem umieszczonym na małym okręgu. Dwa wirujące zegary będą więc miały różny rytm i nawiązując do wyników szczególnej teorii względności, znów widzimy, że w naszym wirującym u. w. nie można wprowadzać urządzeń takich, jak w inercjalnym u. w.
       Aby wyjaśnić, jakie wnioski można wyciągnąć z tego i z poprzednio opisanych wyidealizowanych doświadczeń, przytoczmy raz jeszcze dialog pomiędzy dawnym fizykiem D, wierzącym w fizykę klasyczną, a fizykiem współczesnym W, który zna ogólną teorię względności. D jest obserwatorem zewnętrznym w inercjalnym u. w., podczas gdy W znajduje się na wirującym kole.
       D. W twoim u. w. nie obowiązuje geometria euklidesowa. Śledziłem twoje pomiary i zgadzam się, że stosunek dwóch obwodów nie jest w twoim u. w. równy stosunkowi promieni. Ale świadczy to tylko o tym, że twój u. w. jest niedozwolony. Tymczasem mój u. w. ma charakter inercjalny i mogę śmiało stosować geometrię euklidesową. Twoje koło pozostaje w ruchu bezwzględnym i z punktu widzenia fizyki klasycznej stanowi niedozwolony u. w., w którym nie obowiązują prawa mechaniki.
       W. Nie chcę nic słyszeć o ruchu bezwzględnym. Mój u. w. jest równie dobry, jak twój. Zauważyłem tylko, że ty się obracasz wokół mojego koła. Nikt mi nie zabroni odnosić ruchów do mojego koła.
       D. Lecz czy nie czułeś dziwnej siły starającej się odrzucić cię od środka koła? Gdyby twoje koło nie było szybko wirującą karuzelą, dwa fakty, które zaobserwowałeś, z pewnością nie miałyby miejsca: nie spostrzegłbyś siły ciągnącej cię na zewnątrz, ani nie stwierdziłbyś, że w twoim u. w. nie można stosować geometrii euklidesowej. Czy fakty te nie wystarczają, aby cię przekonać, że twój u. w. pozostaje w ruchu bezwzględnym?
       W. Bynajmniej! Oczywiście, zauważyłem oba fakty, o których mówisz, ale uważam, że ich przyczyną jest pewne dziwne pole grawitacyjne, działające na moje koło. Pole to jest skierowane na zewnątrz koła i odkształca moje pręty oraz zmienia rytm moich zegarów. Pole grawitacyjne, geometria nieeuklidesowa, zegary o różnych rytmach – wszystko to jest moim zdaniem ściśle z sobą związane. Przyjmując jakiś u. w., muszę jednocześnie założyć istnienie odpowiedniego pola grawitacyjnego, działającego na sztywne pręty i zegary.
       D. Ale czy zdajesz sobie sprawę z trudności, jakie pociąga za sobą twoja ogólna teoria względności? Wyjaśnię, o co mi chodzi, na prostym przykładzie spoza fizyki. Wyobraź sobie wyidealizowane miasto amerykańskie składające się z siatki równoległych ulic i prostopadłych do nich, równoległych alei. Odległości między ulicami, a także między alejami są wszędzie jednakowe. Przy takim założeniu wszystkie bloki są dokładnie takich samych rozmiarów. W ten sposób mogę łatwo określić położenie każdego bloku. Taka konstrukcja byłaby jednak niemożliwa bez geometrii euklidesowej. Nie możemy więc na przykład pokryć całej naszej Ziemi jednym ogromnym wyidealizowanym miastem amerykańskim. Przekona cię o tym rzut oka na globus. Ale taką „siatką amerykańskiego miasta” nie moglibyśmy również pokryć twego koła. Twierdzisz, że pole grawitacyjne odkształca twoje pręty. Fakt, że nie udało ci się sprawdzić twierdzenia Euklidesa o równości stosunków promieni i obwodów, wskazuje wyraźnie, że jeśli zechcesz konstruować taką siatkę ulic i alei na dostatecznie dużym obszarze, prędzej czy później natkniesz się na trudności i stwierdzisz, że jest to na twoim kole niemożliwe. Geometria na twym wirującym kole przypomina geometrię na zakrzywionej powierzchni, gdzie oczywiście skonstruowanie na dostatecznie dużej części powierzchni siatki ulic i alei jest niemożliwe. Innym, bardziej fizycznym przykładem może być płaszczyzna ogrzana w sposób nierównomierny, tak że temperatury są w różnych częściach powierzchni inne. Czy mógłbyś za pomocą pręcików żelaznych wydłużających się pod wpływem temperatury skonstruować siatkę „równoległo-prostopadłą”, którą poniżej narysowałem? Oczywiście nie! Twoje „pole grawitacyjne” płata twym sztabom takie same figle, jak zmiany temperatury pręcikom żelaznym.
       W. Wszystko to mnie nie przeraża. Siatka ulic i alei potrzebna jest do wyznaczania położeń punktów, przy czym zegar porządkuje zdarzenia. Miasto nie musi być amerykańskie, równie dobrze może to być starożytne miasto europejskie. Wyobraź sobie, że twoje wyidealizowane miasto zostało wykonane z plasteliny, a następnie odkształcone. Nadal mogę numerować bloki i identyfikować ulice oraz aleje, choć nie są one już ani proste, ani równoległe. Podobnie długość i szerokość geograficzną wyznaczają położenia punktów na Ziemi, choć nie ma siatki „miasta amerykańskiego”.
       D. Mimo to widzę jednak trudność. Zmuszony jesteś stosować „siatkę miasta europejskiego”.

Zgadzam się, że możesz porządkować punkty lub zdarzenia, ale taka siatka wprowadzi ci bałagan do wszelkich pomiarów odległości. Nie da ci ona właściwości metrycznych przestrzeni, które daje moja siatka. Weź taki przykład. Wiem, że w moim mieście amerykańskim, aby przejść dziesięć bloków, muszę przebyć odległość równą podwojonej długości pięciu bloków. Ponieważ wiem, że wszystkie bloki są równe, mogę z łatwością wyznaczać odległości.

 W. To prawda. W mojej siatce „miasta europejskiego” nie mogę mierzyć odległości bezpośrednio liczbą odkształconych bloków. Muszę wiedzieć coś ponadto; muszę znać własności geometryczne mojej powierzchni. Każdy wie przecież, że odległość między 0° i 10° długości na równiku nie jest taka sama, jak między 0° i 10° długości w pobliżu bieguna północnego. Ale każdy żeglarz wie, jak ocenić odległość między takimi dwoma punktami kuli ziemskiej, zna bowiem własności geometryczne Ziemi. Może on tę odległość wyznaczyć albo drogą obliczeń opartych na znajomości trygonometrii sferycznej, albo doświadczalnie, przepływając statkiem obie drogi z taką samą prędkością. W twoim przypadku całe zagadnienie jest banalne, gdyż wszystkie ulice i aleje są od siebie nawzajem jednakowo odległe. W przypadku Ziemi sprawa się komplikuje; południki 0° i 10° schodzą się na biegunach Ziemi, a na równiku odległość ich jest największa. Podobnie ja, aby wyznaczać odległości, muszę o mojej „siatce miasta europejskiego” wiedzieć coś więcej niż ty o twojej „siatce miasta amerykańskiego”. Tę dodatkową wiedzę mogę zdobyć, badając w każdym szczególnym przypadku własności geometryczne mojego continuum.
       D. Ale to wszystko wskazuje tylko, do jakich niewygód i komplikacji prowadzi wyrzeczenie się prostej struktury geometrii euklidesowej na rzecz złożonego schematu, który musisz stosować. Czy to naprawdę konieczne?
       W. Obawiam się, że tak, jeśli chcemy stosować naszą fizykę w dowolnym u. w., bez uciekania się do tajemniczego układu inercjalnego. Zgadzam się, że stosowane przeze mnie narzędzie matematyczne jest bardziej złożone niż twoje, ale moje założenia fizyczne są prostsze i bardziej naturalne.
       Dyskusja ta ograniczała się do continuów dwuwymiarowych. W ogólnej teorii względności sprawa jest jeszcze bardziej złożona, gdyż mamy tam nie dwuwymiarowe, lecz czterowymiarowe continuum czasoprzestrzenne. Ale idea jest taka sama jak w przypadku dwuwymiarowym. W ogólnej teorii względności nie możemy, jak w teorii szczególnej, stosować mechanicznego rusztowania złożonego z równoległych, prostopadłych sztab i zsynchronizowanych zegarów. Nie możemy w dowolnym u. w. wyznaczyć za pomocą sztywnych sztab i dobrze chodzących zsynchronizowanych zegarów punktu i chwili, w których zachodzi zdarzenie – jak to czyniliśmy w inercjalnym u. w. szczególnej teorii względności. Nadal możemy porządkować zdarzenia za pomocą naszych nieeuklidesowych sztab i różnie chodzących zegarów. Ale właściwe pomiary, wymagające sztywnych sztab oraz doskonale rytmicznych i zsynchronizowanych zegarów, można przeprowadzać tylko w u. w. lokalnie inercjalnym. Ważna w nim jest cała szczególna teoria względności, lecz nasz „dobry” u. w. jest tylko lokalny, jego inercjalny charakter jest ograniczony w przestrzeni i w czasie. Nawet w naszym dowolnym u. w. możemy przewidzieć wyniki pomiarów dokonanych w lokalnie inercjalnym u. w. W tym celu musimy jednak znać charakter geometryczny continuum czasoprzestrzennego.
       Nasze wyidealizowane doświadczenia zarysowują tylko ogólny charakter nowej, relatywistycznej fizyki. Wskazują one, że zagadnieniem podstawowym jest zagadnienie ciążenia. Wskazują również, że ogólna teoria względności prowadzi do dalszego uogólnienia pojęć czasu i przestrzeni.
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #8 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:08:55 »
Ogólna teoria względności
i jej potwierdzenie
 
O
gólna teoria względności zmierza do formułowania praw fizycznych dla wszystkich u. w. Podstawowym zagadnieniem teorii jest zagadnienie ciążenia. Po raz pierwszy od czasów Newtona podjęto poważną próbę nowego sformułowania prawa ciążenia. Czy to jest rzeczywiście potrzebne? Zapoznaliśmy się już z osiągnięciami teorii Newtona, z wielkim rozwojem astronomii opartej na jego prawie ciążenia. Prawo Newtona nadal pozostaje podstawą wszystkich obliczeń astronomicznych. Ale spotkaliśmy się też z pewnymi zastrzeżeniami wobec starej teorii. Prawo Newtona obowiązuje tylko w inercjalnym u. w. fizyki klasycznej, w u. w. określonym, jak pamiętamy, przez warunek, że muszą w nim obowiązywać prawa mechaniki. Siła działająca między dwiema masami zależy od ich wzajemnej odległości. Wiemy, że związek między siłą a odległością jest niezmienny względem transformacji klasycznej. Prawo to nie da się jednak pogodzić ze szczególną teorią względności. Odległość nie jest niezmienna względem transformacji Lorentza. Moglibyśmy próbować, jak to z powodzeniem uczyniliśmy z prawami ruchu, uogólniać prawo ciążenia, tak by było ono zgodne ze szczególną teorią względności, czyli – innymi słowy – nadać mu postać niezmienną względem transformacji Lorentza, a nie względem transformacji klasycznej. Ale newtonowskie prawo ciążenia uporczywie opierało się wszelkim próbom uproszczenia i uzgodnienia go ze szczególną teorią względności. Nawet gdyby się to nam udało, konieczny byłby jeszcze dalszy krok: przejście od inercjalnego u. w. szczególnej teorii względności do dowolnego u. w. ogólnej teorii względności. Z drugiej strony, wyidealizowane doświadczenia ze spadającą windą jasno wykazują, że nie ma nadziei na sformułowanie ogólnej teorii względności bez rozwiązania zagadnienia ciążenia. Z naszego wywodu widać, dlaczego rozwiązanie zagadnienia ciążenia w ogólnej teorii względności będzie inne niż w fizyce klasycznej.
       Staraliśmy się wskazać drogę wiodącą do ogólnej teorii względności i przyczyny, które zmuszają nas do ponownej zmiany uprzednich poglądów. Nie wnikając w formalną strukturę teorii, scharakteryzujemy pewne cechy nowej teorii ciążenia w porównaniu ze starą. W świetle tego, cośmy dotąd powiedzieli, uchwycenie istoty tych różnic nie powinno być zbyt trudne.
1. Równania grawitacyjne ogólnej teorii względności można stosować w dowolnym u. w. Wybór – w specjalnym przypadku – jakiegoś szczególnego u. w. jest tylko kwestią wygody. Teoretycznie dopuszczalne są wszystkie u. w. Gdy nie bierzemy pod uwagę ciążenia, powracamy automatycznie do inercjalnego u. w. szczególnej teorii względności.
2. Newtonowskie prawo ciążenia wiąże ruch ciała tu i teraz z działaniem innego ciała w tej samej chwili, na znacznej odległości. Na tym prawie opierał się cały pogląd mechanistyczny. Ale pogląd mechanistyczny upadł. W równaniach Maxwella odkryliśmy nowy model dla praw przyrody. Równania Maxwella są prawami struktury. Wiążą one zdarzenia zachodzące teraz i tu ze zdarzeniami, które zajdą trochę później w bezpośrednim sąsiedztwie. Mówiąc schematycznie, można by powiedzieć: przejście od newtonowskiego prawa ciążenia do ogólnej teorii względności przypomina w pewnym stopniu przejście od teorii płynów elektrycznych z prawem Coulomba do teorii Maxwella.
3. Nasz świat nie jest euklidesowy. Jego charakter geometryczny jest kształtowany przez masy i ich prędkości. Równania grawitacyjne ogólnej teorii względności starają się wykryć własności geometryczne naszego świata.
Przypuśćmy na chwilę, że udało nam się konsekwentnie przeprowadzić program ogólnej teorii względności. Czy jednak w naszych spekulacjach nie grozi nam niebezpieczeństwo zbytniego oddalenia się od rzeczywistości? Wiemy, jak dobrze stara teoria objaśnia obserwacje astronomiczne. Czy istnieje możliwość zbudowania pomostu między nową teorią a obserwacją? Każde rozumowanie musi być sprawdzone doświadczalnie, a wyniki niezgodne z faktami trzeba odrzucić, bez względu na ich atrakcyjność. Jak nowa teoria ciążenia przeszła próbę doświadczenia? Na to pytanie można odpowiedzieć jednym zdaniem: Stara teoria jest szczególnym, granicznym przypadkiem nowej. Stare prawo Newtona okazuje się, w przypadku słabych sił grawitacyjnych, dobrym przybliżeniem nowych praw ciążenia. Wszystkie obserwacje potwierdzają teorię klasyczną, potwierdzają więc zarazem ogólną teorię względności. Z wyższej poziomem nowej teorii uzyskujemy z powrotem starą.
       Nawet gdyby na korzyść nowej teorii nie przemawiały żadne dodatkowe obserwacje, gdyby dawane przez nią wyjaśnienie było tylko równie dobre jak stare, musielibyśmy, mając możność swobodnego wyboru, wypowiedzieć się za nową teorią. Równania nowej teorii są z formalnego punktu widzenia bardziej złożone, ale ich założenia są z punktu widzenia podstawowych zasad o wiele prostsze. Zniknęły dwa straszące upiory – czas bezwzględny i układ inercjalny. Nie przeoczono tropu równoważności masy grawitacyjnej i bezwładnej. Nie potrzeba żadnych założeń co do sił ciążenia i ich zależności od odległości. Równania grawitacyjne mają postać praw struktury, czego od czasu wielkich osiągnięć teorii polowej wymagamy od wszystkich praw fizycznych.
       Z nowych praw ciążenia można wyciągnąć pewne wnioski, których nie zawiera prawo ciążenia Newtona. Jeden z nich – zakrzywianie się promieni świetlnych w polu grawitacyjnym – wymieniliśmy już uprzednio. Teraz wspomnimy o dwóch dalszych konsekwencjach.
       Jeśli stare prawa wynikają z nowych, gdy siły grawitacyjne są słabe, to odstępstw od newtonowskiego prawa ciążenia należy się spodziewać tylko w przypadku stosunkowo dużych sił grawitacyjnych. Weźmy nasz Układ Słoneczny. Planety, wśród nich nasza Ziemia, poruszają się wokół Słońca po torach eliptycznych. Planetą najbliższą Słońca jest Merkury. Przyciąganie między Słońcem a Merkurym jest silniejsze niż przyciąganie między Słońcem a jakąkolwiek inną planetą, gdyż jest tu mniejsza odległość. Jeżeli mamy nadzieję na wykrycie odstępstwa od prawa Newtona, to największe na to widoki istnieją w przypadku Merkurego. Z teorii klasycznej wynika, że tor opisywany przez Merkurego jest podobny do torów innych planet, tylko że bliższy Słońca. Według ogólnej teorii względności ruch powinien być nieco inny. Merkury powinien nie tylko obiegać Słońce, ale opisywana przezeń elipsa powinna jeszcze bardzo powoli obracać się względem u. w. związanego ze Słońcem. Ten obrót stanowi nowy efekt ogólnej teorii względności. Nowa teoria przepowiada wielkość tego efektu. Elipsa Merkurego wykonuje jeden pełny obrót w ciągu trzech milionów lat!

  Odchylenie ruchu Merkurego od toru eliptycznego było znane przed sformułowaniem ogólnej teorii względności, ale nie potrafiono go w żaden sposób wyjaśnić. Z drugiej strony, ogólna teoria względności rozwijała się zupełnie niezależnie od tego szczególnego zagadnienia. Wniosek o obrocie elipsy w ruchu planety dokoła Słońca wyciągnięto z nowych równań grawitacyjnych dopiero później. W przypadku Merkurego teoria z powodzeniem wyjaśniła odstępstwo ruchu od prawa Newtona.
       Istnieje jednak jeszcze jeden wniosek, który wyciągnięto z ogólnej teorii względności i porównano z doświadczeniem. Widzieliśmy już, że zegar umieszczony na dużym okręgu wirującego koła ma inny rytm niż zegar umieszczony na małym okręgu. Podobnie, z teorii względności wynika, że zegar umieszczony na Słońcu miałby inny rytm niż zegar umieszczony na Ziemi, gdyż wpływ pola grawitacyjnego jest na Słońcu znacznie silniejszy niż na Ziemi.
       Wspomnieliśmy wcześniej, że rozżarzony sód wysyła jednorodne światło żółte o określonej długości fali. W tym promieniowaniu ujawnia się jeden z rytmów atomu; atom jest jak gdyby zegarem, a długość wysyłanej fali jest miarą jednego z jego rytmów. Według ogólnej teorii względności długość fali światła, wysyłanego przez atom sodu umieszczony na przykład na Słońcu, powinna być nieznacznie większa od długości fali światła, wysyłanego przez atom sodu na Ziemi.
       Zagadnienie doświadczalnego sprawdzenia konsekwencji ogólnej teorii względności jest złożone i bynajmniej ostatecznie nie rozwiązane. Ponieważ zajmujemy się pojęciami podstawowymi, nie będziemy wnikać głębiej w tę kwestię i ograniczymy się do stwierdzenia, że wyrok doświadczenia zdaje się, jak dotąd, potwierdzać wnioski wyciągnięte z ogólnej teorii względności
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:09:32 »
Pole i materia
 
W
idzieliśmy, jak i dlaczego upadł mechanistyczny punkt widzenia. Wyjaśnienie wszystkich zjawisk przez założenie prostych sił działających między niezmiennymi cząstkami okazało się niemożliwe. Nasze pierwsze próby wyjścia poza pogląd mechanistyczny i wprowadzenia pojęć polowych doprowadziły w dziedzinie zjawisk elektromagnetycznych do doskonałych wyników. Sformułowano prawa struktury dla pola elektromagnetycznego, prawa wiążące pomiędzy sobą zdarzenia bardzo bliskie w przestrzeni i w czasie. Prawa te są zgodne ze szczególną teorią względności, gdyż są niezmienne względem transformacji Lorentza. Później ogólna teoria względności sformułowała prawa ciążenia. Są one znów prawami struktury, opisującymi pole grawitacyjne między cząstkami materialnymi. Łatwo było również uogólnić prawa Maxwella, tak by można je było stosować w dowolnym u. w., podobnie jak prawa ciążenia ogólnej teorii względności.
       Mamy dwa byty rzeczywiste: materię i pole. Nie ulega wątpliwości, że nie potrafimy sobie dziś wyobrazić całej fizyki zbudowanej w oparciu o pojęcie materii, tak jak to sobie wyobrażali fizycy początku dziewiętnastego stulecia. Przyjmiemy na razie oba te pojęcia. Czy można wyobrazić sobie materię i pole jako dwa odrębne i różne byty? Mając małą cząstkę materii, moglibyśmy sobie stworzyć naiwny obraz, według którego istnieje określona powierzchnia cząstki, gdzie sama cząstka przestaje istnieć i pojawia się jej pole grawitacyjne. W tym obrazie obszar, w którym obowiązują prawa polowe, jest wyraźnie oddzielony od obszaru, w którym obecna jest materia. Jakie są jednak kryteria fizyczne odróżniające materię od pola? Zanim poznaliśmy teorię względności, moglibyśmy odpowiedzieć na to pytanie w następujący sposób: materia ma masę, podczas gdy pole jej nie ma. Pole przedstawia energię, materia – masę. Ale wiemy już, że w świetle później zdobytej wiedzy taka odpowiedź nie jest wystarczająca. Z teorii względności wiemy, że materia przedstawia kolosalne zasoby energii oraz że energia przedstawia materię. Nie możemy więc odróżnić jakościowo materii od pola, gdyż różnica między masą a energią nie jest jakościowa. Ogromna większość energii jest skupiona w materii; jednakże pole otaczające cząstkę również przedstawia energię, choć w nieporównanie mniejszej ilości. Moglibyśmy zatem powiedzieć: Materia jest tam, gdzie koncentracja energii jest wielka, pole – gdzie koncentracja energii jest mała. Ale jeśli tak jest, to między materią a polem istnieje różnica raczej ilościowa niż jakościowa. Nie ma sensu uważać materii i pola za dwie zupełnie od siebie różne jakości. Nie można sobie wyobrazić określonej powierzchni wyraźnie oddzielającej pole od materii.
       Ta sama trudność powstaje dla ładunku i związanego z nim pola. Nie można, jak się zdaje, podać oczywistego jakościowego kryterium, pozwalającego odróżnić materię od pola lub ładunek od pola.
       Nasze prawa struktury, to znaczy prawa Maxwella i prawa ciążenia, zawodzą dla wielkich skupisk energii, czyli – jak można powiedzieć – tam, gdzie istnieją ładunki elektryczne lub materia. Czy nie można by jednak naszych równań tak zmienić, by obowiązywały one wszędzie, nawet w obszarach o ogromnej koncentracji energii?
       Nie można zbudować fizyki w oparciu o samo tylko pojęcie materii. Ale po uznaniu równoważności masy i energii podział na materię i pole jest czymś sztucznym i nieokreślonym. Czy nie moglibyśmy odrzucić pojęcia materii i zbudować fizyki czysto polowej? To, co dostarcza naszym zmysłom wrażenie materii, jest w rzeczywistości wielką koncentracją energii w stosunkowo małej przestrzeni. Moglibyśmy uważać materię za obszary przestrzeni, w których pole jest niezwykle silne. W ten sposób można by stworzyć nowe podłoże filozoficzne, którego ostatecznym celem byłoby objaśnienie wszystkich zjawisk przyrody za pomocą praw struktury, obowiązujących zawsze i wszędzie. Z tego punktu widzenia, rzucony kamień jest zmiennym polem, przy czym stany o największym natężeniu pola przemieszczają się w przestrzeni z prędkością kamienia. W naszej nowej fizyce nie byłoby miejsca dla materii i dla pola; jedynym bytem rzeczywistym byłoby pole. Ten nowy pogląd nasuwają nam wielkie osiągnięcia fizyki polowej, powodzenie w wyrażeniu praw elektryczności, magnetyzmu i ciążenia w postaci praw struktury i wreszcie równoważność masy i energii. Naszym ostatecznym celem byłoby takie zmodyfikowanie praw pola, aby nie zawodziły one w obszarach o ogromnej koncentracji energii.
       Jak dotąd nie udało nam się zrealizować tego programu w sposób przekonujący i konsekwentny. Decyzja, czy w ogóle jest to możliwe, należy do przyszłości. W chwili obecnej wciąż jeszcze musimy we wszystkich naszych faktycznych konstrukcjach teoretycznych zakładać istnienie dwóch bytów: pola i materii.
       Ciągle jeszcze mamy przed sobą podstawowe zagadnienia. Wiemy, że cała materia zbudowana jest tylko z niewielu rodzajów cząstek. W jaki sposób z tych elementarnych cząstek zbudowane są rozmaite rodzaje materii? W jaki sposób te elementarne cząstki oddziaływują z polem? Poszukiwanie odpowiedzi na te pytania doprowadziło do powstania w fizyce nowej koncepcji – teorii kwantów.


W
fizyce pojawia się nowe pojęcie, najdonioślejsza koncepcja od czasów Newtona: pole. Uświadomienie sobie, że zasadniczej roli w opisie zjawisk fizycznych nie odgrywają ani ładunki, ani cząstki, lecz pole w przestrzeni między nimi, wymagało wielkiej wyobraźni naukowej. Pojęcie pola odnosi wielkie triumfy i prowadzi do sformułowania równań Maxwella, opisujących strukturę pola elektromagnetyczne-go i rządzących zjawiskami zarówno elektrycznymi, jak i optycznymi.
Teoria względności bierze swój początek w zagadnieniach pola. Sprzeczności i niekonsekwencje starych teorii każą nam przypisać nowe własności continuum czasoprzestrzennemu, będącemu scenerią wszystkich zdarzeń w naszym świecie fizycznym.
Teoria względności rozwija się w dwóch etapach. Pierwszym etapem jest tak zwana szczególna teoria względności, stosująca się tylko do inercjalnych układów współrzędnych, to znaczy do układów, w których obowiązuje sformułowane przez Newtona prawo bezwładności. Szczególna teoria względności opiera się na dwóch założeniach: prawa fizyki są takie same we wszystkich układach współrzędnych, poruszających się względem siebie ruchem jednostajnym; prędkość światła ma zawsze tę samą wartość. Z tych założeń, w pełni potwierdzonych przez doświadczenie, wysnuwa się wnioski co do własności poruszających się sztab i zegarów, zmian ich długości i rytmu w zależności od prędkości. Teoria względności zmienia prawa mechaniki. Stare prawa zawodzą, gdy prędkość poruszającej się cząstki jest bliska prędkości światła. Nowe, podane przez teorię względności prawa ruchu ciał są znakomicie potwierdzane przez doświadczenie. Dalszą konsekwencją (szczególnej) teorii względności jest związek między masą a energią. Masa jest energią, a energia posiada masę. Dwa prawa zachowania – dla masy i dla energii – zostają przez teorię względności połączone w jedno prawo zachowania masy-energii.
Ogólna teoria względności daje jeszcze głębszą analizę continuum czasoprzestrzennego. Zakres ważności teorii nie jest już ograniczony do inercjalnych układów współrzędnych. Teoria atakuje zagadnienie ciążenia i formułuje nowe prawa struktury dla pola grawitacyjnego. Zmusza nas do rozważenia roli, jaką odgrywa geometria w opisie świata fizycznego. Fakt równości masy grawitacyjnej i bezwładnej uważa za zasadniczy, a nie, jak w mechanice klasycznej, za czysto przypadkowy. Konsekwencje doświadczalne ogólnej teorii względności różnią się tylko nieznacznie od konsekwencji mechaniki klasycznej. Wszędzie, gdzie możliwe jest porównanie, wytrzymują one dobrze próbę doświadczenia. Ale siła teorii leży w jej wewnętrznej zwartości i w prostocie jej podstawowych założeń.
Teoria względności podkreśla doniosłość pola w fizyce. Nie udało się nam jednak dotąd sformułować fizyki czysto polowej. Na razie musimy zakładać istnienie obojga: i pola, i materii.
http://www.wiw.pl/fizyka/ewolucja/Esej.asp?base=r&cp=1&ce=37
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 01, 2010, 15:19:12 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:10:13 »
 



Planowałem poruszyć temat nieco szerzej lecz na razie muszę  zostawić tak jak jest

„Człowiek zajmujący się nauką nigdy nie
zrozumie, dlaczego miałby wierzyć w pewne
opinie tylko dlatego, że znajdują się one w
jakiejś książce. (...) Nigdy również nie uzna
swych własnych wyników za prawdę
ostateczną”.
A.Einstein
Powszechnie uważa się  iż linia prosta jest  najkrótsza drogą między
dwoma punktami. Twierdzenie  to wydaje się prawdziwe ,ale czy tak jest w
rzeczywistości? Jeśli rozpatrywali byśmy to zagadnienie z perspektywy istot
dwu wymiarowych niewątpliwie tak ,ale my  żyjemy przynajmniej w trzech
wymiarach plus czwarty jakim jest czas, ale ten potrafimy przemierzać tylko w
jednym kierunku.

W różny sposób możemy sobie wyobrażać zakrzywioną przestrzeń i tak np:
nie ma linii równoległych suma kątów w trójkącie nie równa się180 stopni.
Ciała w przestrzeni trójwymiarowej poruszają się po najkrótszych drogach łączących dwa punkty, linie tą nazywamy Linią Geodezyjną lub po prostu geodezyjną
Dla przestrzeni euklidesowej geodezyjne są zwykłymi prostymi lecz
dla przestrzeni nieeuklidesowej już takie nie są .Lecz   dostrzec to jest niezwykle ciężko  przez proces RENORMALIZACJI(rodzaju uproszczenia zjawisk)  który przeszliśmy w szkole jak twierdzi Nassim Haramein:”dzisiejsza teoria pola kwantowego została usunięta  przez RENORMALIZACJA to coś,co próbowali zrobić mi w szkole" opisując nam świat w dwóch wymiarach przestrzeni euklidesowej, kartki papieru. Dlatego wydaje mi się
że w próbie postrzegania czasoprzestrzeni jako takiej ma zastosowanie
święta geometria,  i na to  spróbuje odpowiedzieć na końcu tego wywodu.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=6580BRPL6KA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=6580BRPL6KA</a>

Już Gauss zauważył , że możliwe jest budowanie logicznie spójnej i
prawidłowej z matematycznego punktu widzenia geometrii odrzucając piąty
aksjomat Euklidesa dotyczących prostych równoległych tzw. geometrii
nieeuklidesowej. Takiej obserwacji możemy dokonać sami jeśli spróbowali byśmy narysować na powierzchni ziemi trójkąt lub dwie proste odpowiedniej wielkości, to trójkąt nie miałby   180 stopni a dwie proste nie byłyby równoległe tylko wypukłe ( różnica uzależniona jest od skali rysunku) możemy się o tym przekonać  znacznie łatwiej próbując  narysować  to na globusie, jeśli odwrócimy tą sytuacje i spróbujemy narysować  to na wewnętrznej stronie kuli okaże się  iż suma wszystkich kątów jest mniejsza niż 180 stopni a dwie proste są wklęsłe .Ale jaki wynik uzyskalibyśmy rysując te figury na E8 ?  Z tego prostego doświadczenia wynika że lina prosta niekoniecznie  jest prosta i tylko oglądając  ją w dwóch wymiarach jest prostą między dwoma punktami ale de facto jest nią Linia Geodezyjna oglądana z góry.
Cóż to może mieć wspólnego z grawitacją otóż ma, jeśli przypomnimy
sobie że grawitacja w/g teorii względności jest równoważna  z przyspieszeniem a to co odczuwamy jako grawitację  to  bezwładność jak w zmieniającym kierunek pojeździe.

Promień świetlny lasera odpowiada linii prostej, ale wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuacje. Znajdujemy się na statku kosmicznym który przyspiesza do 99% prędkości światła na jednej ze ścian mocujemy laser który skierowany jest na przeciwną ścianę, co mogli byśmy zaobserwować w trakcie przyspieszania? Otóż razem z wzrostem prędkości statku promień światła zaczął by się zakrzywiać do dołu i bylibyśmy światkami zakrzywienia przestrzeni wraz z przyrostem prędkości(Prędkość światła w próżni jest taka sama dla wszystkich obserwatorów, taka sama we wszystkich kierunkach i nie zależy od prędkości źródła światła), podobne zjawisko  można zaobserwować  na obracającej się płaszczyźnie kiedy spróbujemy przetoczyć po niej piłkę,zaobserwujemy wtedy że porusza się ona po łuku(choć zależy to od punktu naszej obserwacji gdyż patrząc z obracającego się talerzy to toczy się prosto)  , to zjawisko opisuje nam tak zwana siła lub efekt Coriolisa a tak naprawę jest to bezwładność w nieinercyjnym układzie odniesienia.


http://www.zgapa.pl/zgapedia/
lub na animacji

http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Corioliskraftanimation.gif&filetimestamp=20060801110615

Innym przykładem jest lot orbitalny i stan tzw. nieważkości pojazd porusza się po bez wątpienia kolistej orbicie lecz człowiek nie odczuwa ciążenia czy wręcz siły odśrodkowej lecz brak grawitacji (który występuje tylko w czasie swobodnego spadku). Można to tłumaczyć  powstawaniem siły dośrodkowej Dana Wintera i jej interakcji z siła odśrodkową która to interakcja jest fraktalną przyczyną takiego wektora grawitacji.opartego na złotej proporcji.Powstaje lej grawitacyjny .Dlatego satelity latają w kółko po orbicie około planetarnej czy słonecznej spadając po niekończącej sie  studni grawitacyjnej
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=3WL_vtu4r1w" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=3WL_vtu4r1w</a>


W samolocie lecącym niżej i wolniej takiego zjawiska nie dostrzegamy chyba że zacznie pikować w dół i wcale nie trzeba lecieć pionowo w dół ;) czyli astronauci doświadczają swoistego zakrzywienia czasoprzestrzeni i anomalii grawitacyjnej gdyż ze swojej perspektywy horyzontu zdarzeń spadają pionowo w dół nie odczuwając grawitacji.  I taka ciekawostka  na wysokości 300 kilometrów siła ziemskiej grawitacji jest tylko o 10% niższa niż na ziemi.
Poza tym żeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować nasze odczucie ruchu jest pojęciem względnym , nie można jednoznacznie stwierdzić, czy jesteśmy w ruchu czy w spoczynku, czy poruszamy  się po linii prostej czy krzywej, czy poruszamy się wolno czy szybko, to wszystko zależy od punktu lub punktów odniesienia

W podobny sposób można przedstawić czasoprzestrzeń jako przestrzeń wypełnioną energią Jednolitego Pola  które składa się ładunków z dośrodkową lub odśrodkową siła  którą to nazywamy grawitacją lub anty grawitacją  ich wzajemnym nakładanie, czy mnożeniem  falami elektromagnetycznymi lub w końcu oddziaływaniem pola kwantowego. Sił których oddziaływań nie jesteśmy do końca świadomi.Jest to geometria dwudziestościanu jak wynika z wykładu Dana Wintera o  grawitacji i jak to wyjaśnia w  geometrii, którą nazwa Gwiezdną Matką .Kiedy ją powielimy stanie się  strukturą E8 a ta z kolei obrazuje budowę oraz rozkład pola wszechświata i wzbudzających  go fal wibracji .
Wibracje kosmosu nagrane przez sondę Voyager i nie tylko
<a href="http://www.youtube.com/v/juFVYQ4QnnI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/juFVYQ4QnnI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/juFVYQ4QnnI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/juFVYQ4QnnI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Wswgy6cnwv8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Wswgy6cnwv8</a>

 O ile przykład  ten dość precyzyjnie opisuje nam przestrzeń to mamy deficyt opisu dotyczącego czasu  i tak na  przykładzie naszych astronautów krążących po orbicie  tam gdzie spotyka się siła dośrodkowa   z siła odśrodkową, powstaje tam ślad grawitacyjny(Grawitacja jest konsekwencją niezerowego tensora energii-pędu) rodzaj leja grawitacyjnego opasającego ziemię . Jeśli moglibyśmy ten ślad zaobserwować i potraktować  czas jako coś stałego i niezmiennego, wieczne  "TERAZ"  moglibyśmy zobaczyć ruch całej materii w czasoprzestrzeni.I niewiele miałby wspólnego z wyobrażeniem tego ruchu wyniesionym ze szkoły .Ponieważ obraz jest lepszy niż tysiące słów pozwólmy niech wypowie się  Nassim Haramein gdzie zobaczymy jaki ślad na mapie czasu zostawia przemieszczająca się ziemia i układ słoneczny.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=W5jZnErmuDQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=W5jZnErmuDQ</a>

Gdyby zastosować równania Teorii Względności Einsteina do całego wszechświata zobaczyli byśmy  iż czasoprzestrzeń  jest zakrzywiona , lecz zakrzywiona czasoprzestrzeń, niejako wymusza ruch materii.Jednak zgodnie z tą  teorią wszechświat powinien być skończony,jego czterowymiarowa czasoprzestrzeń jest zakrzywiona i zarazem zamknięta analogicznie do struktury E8. W takim modelu wszechświata grawitacyjnie wyznaczone wektory przyciągania nigdy nie są całkowicie statyczne, chyba że spojrzymy na nie z perspektywy mapy czasu, czyli  jako zamkniętej i opisującej całą swoją historie Bezczasu jako opalizującą  perłę .  
Do pełnego zrozumienia Grawitacji  i Czasoprzestrzeni wypadłoby napisać kila słów o czasie   który jest jednym wydawałoby się z najbardziej znanych atrybutów fizycznego świata a zarazem owiany jest nimbem tajemniczości .
Niektórzy opisują czas  jako linie bez początku i końca na której położony jest punkt będący w ciągłym ruchu chwili obecnie doświadczanej ,rodzaj  wiecznie przemieszczającego TU I TERAZ , po osi czasu .Wszystko co jest przed tym punktem to przyszłość a za nim to przeszłość.W ten sposób   interpretując czas można osiągnąć nieskończoność. Co może tłumaczyć nam Paradoks Zenona z Elei  paradoks filozoficzny, ale również matematyczny i fizyczny. "Jeśli czas i przestrzeń będziemy rozumieć jako wielkości ciągłe, linearne  to ...
Biegacz musi przebiec jakąś ściśle określoną odległość zarówno w czasie jak i przestrzeni. Zanim jednak osiągnie metą  musi najpierw pokonać 1/2 długości, ale zanim to osiągnie musi najpierw dobiec do 1/4,  no ale przedtem musi najpierw dobiec do 1/8, i tak w nieskończoność , zastosujmy tu złoty podział i mamy fraktalną strukturę czasoprzestrzeni jako kompletna całość nieskończoności ale ze swoim początkiem i końcem taki paradoks .


Tak jak przewidział to Nassim Haramein przestrzeń jest nieskończonością,a granice są skończoną strukturą czyli pole jest skończoną strukturą.
Konkluzja :Biegacz przemieszczając się po linii czasu ma do przebycia nieskończoną ilość odcinków, natomiast czas jest co prawda nieograniczony, ale skończony. Zadanie zatem niewykonalne. Nigdy nie ukończy  swego biegu."Ale przy takim przedstawieniu sprawy rodzi się pytanie o naszą wolną wole no cóż zastosuję tu pewną alegorię wyobraźmy sobie  że to przemieszczające się TU I TERAZ ma formę rozchodzących się    we wszystkich możliwych kierunkach prostych jak igły jeżowca, te proste  to inne wersje rzeczywistość, nasze wybory kierują nas na inne linie czasu alternatywnej rzeczywistości w inne wymiary  wielowymiarowego wszechświata ,jak mechanika kwantowa działania  mózgu opisuje to zjawisko.
Według zasad OR (obiektywna redukcja, zaproponowana przez Penrose’a w jego książce z 1994 roku, Shadows of Mind) nałożone stany mają własne geometrie czasoprzestrzenne. Kiedy stopień spójnej różnicy masy-energii prowadzi do wystarczającego oddzielenia geometrii czasoprzestrzeni, system musi wybrać i rozpada się (redukuje, zapada) w pojedynczy stan wszechświata, zapobiegając w ten sposób „wielości wszechświatów". W ten sposób przejściowe nałożenie się nieco różniących się geometrii czasoprzestrzeni trwa do pojawienia się nagłej klasycznej redukcji kwantowej i jedno lub drugie zostaje wybrane. W ten sposób świadomość może wiązać się z samozakłóceniem geometrii czasoprzestrzeni.
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=XTUGLvqmRsw" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=XTUGLvqmRsw</a>
 ale  o nich i ich geometrii struktury E8 już kiedy indziej.

Ps.
Cytuj
Każdy człowiek już jako struktura cielesna rzuca swą „smugę cienia”. Ten cień ma charakter przestrzenny i fizyczny. Ale każdy z nas ma także swój cień — a ściślej biorąc, dwa cienie — w aspekcie czasowym (eterycznym). Jako ego-świadomość funkcjonujemy, tak przynajmniej sądzimy, w teraźniejszości, która wszakże jest umownym „punktem” naszej uwagi, przesuwającym się (zależnie od przyjmowanej perspektywy) już to z przeszłości w przyszłość, już to z przyszłości w przeszłość. Dlatego mamy dwa cienie: cień naszej przeszłości i cień naszej przyszłości. Oba leżą w mniejszym lub większym stopniu poza naszą (aktualną) świadomością: jeden już poza nią, drugi jeszcze przed nią. Oba cienie zachowują pewien związek z naszą świadomością (stąd ich tylko „szara” barwa): cień przeszłości żyje jeszcze w naszych wspomnieniach, cień przyszłości zarysowuje się w naszych fantazjach, marzeniach czy wreszcie planach i zamiarach. Nasze cienie „temporalne” towarzyszą nam od chwili pojawienia się naszej świadomości aż do jej zatraty — ściślej, przemiany — w śmierci.Jerzy Prokopiuk
http://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/w_labiryncie_duszy/prokopiuk_cien1.htm

... :( :( :(

Może ktoś ułoży to lepiej
http://www.swietageometria.darmowefora.pl/index.php?topic=613.0
 ;D
 Czworościan to podstawowa figura Platońska(Według Platona "materia zbudowana jest z całostek i nie jest podzielna, a całostki te mają charakter idealny. Nie są bowiem ciałami stałymi, lecz figurami geometrycznymi") którą można przekształcić fraktalnie w Gwiezdną Matką którą można przekształcić fraktalnie w figurę E8 która obrazuje nam teorie toroidalnego pola  i obrazuje fraktalną budowę wszechświata


http://swietageometria.info/s/di-9M1Z.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina






http://swietageometria.info/s/di-Y072.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina





http://postepy.camk.edu.pl/pics/art3_2009-3.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

http://postepy.camk.edu.pl/pics/art3_2009-1.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

http://img396.imageshack.us/img396/1057/przepywenergiiwtorusie2rv1.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

http://postepy.camk.edu.pl/pics/art3_2009-3.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina



 
http://www.swietageometria.info/images/stories/Leszek/KwiatZycia/vesica%20na%20forum.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
X


http://img222.imageshack.us/my.php?image=franksnewestos4.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


http://img518.imageshack.us/img518/7573/muszla3ga0.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


http://swietageometria.info/ao/di-09LI.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina



informacje pomocnicze.
1.Linia geodezyjna (ortodroma) jest krzywą charakteryzującą się tym, że normalna w każdym punkcie tej krzywej jest jednocześnie normalną do powierzchni na której krzywa ta leży. Krzywizna geodezyjna linii geodezyjnej równa jest 0.

Najkrótsza droga = linia geodezyjna
Linia geodezyjna <> najkrótsza droga
2.Przyspieszenie ziemskie (g=9,81m/s2) to przyspieszenie z jakim poruszają się
   ciała, na które działa tylko siła grawitacji (czyli które spadają na ziemię)
3.Efekt Coriolisa – efekt występujący w obracających się układach odniesienia. Dla obserwatora pozostającego w obracającym się układzie odniesienia, objawia się zakrzywieniem toru ciał poruszających się w takim układzie. Zakrzywienie to zdaje się być wywołane jakąś siłą, tak zwaną siłą Coriolisa. Siła Coriolisa jest siłą pozorną, występującą jedynie w nieinercjalnych układach obracających się. Dla zewnętrznego obserwatora siła ta nie istnieje. Dla niego to układ zmienia położenie a poruszające się ciało zachowuje swój stan ruchu zgodnie z I zasadą dynamiki.
4. I zasada dynamiki:      Jeżeli na ciało nie działają żadne siły lub działające siły równoważą się to  ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym   prostoliniowym
5.W ruchu jednostajnym po okręgu występują dwie siły: dośrodkowa
i odśrodkowa. Ich wartości są równe, mają one tylko przeciwne zwroty.
6.Siły pozorne wynikające z przyspieszenia układu odniesienia nazywamy siłami bezwładności. Np. podczas rozpędzania się samochodu na pasażera działa siła bezwładności zwiększająca jego nacisk na oparcie fotela. Kolejnym przykładem może być stacja orbitalna obiegająca Ziemię - siła bezwładności (zwana siłą odśrodkową) równoważy siłę ciężkości, mówimy, że kosmonauta znajduje się
w stanie nieważkości. Siły bezwładności
7.O polu  jednorodnym mówimy jeżeli na ciało umieszczone w polu jednorodnym działa siła o stałej wartości niezależnie od położenia tego ciała.
8.Renormalizacja jest precyzyjną procedurą matematyczną pozwalającą na odjęcie od nieskończonego ładunku gołego elektronu nieskończonego ładunku otaczającego go pancerza, tak aby w wyniku otrzymać obserwowaną w doświadczeniach wartość skończoną.Pytanie, jakie w tym kontekście stawiają sobie fizycy, to, czy z danej teorii można usunąć wszystkie nieskończoności, tak aby przewidywania modelu prowadziły do jednoznacznych, skończonych wyników.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 13, 2014, 11:57:40 wysłana przez Leszek »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:20:32 »
odp.Leszek
Przestrzeń i czas
Geometria czasoprzestrzeni

Jak zostało napisane wcześniej, pełny opis naszej czasoprzestrzeni uwzględnia nie tylko całą przestrzeń ale również cały, absolutny czas. Mówiąc inaczej, wszystko co kiedykolwiek się wydarzyło i co dopiero się wydarzy w tej czasoprzestrzeni.
Teraz oczywiście, tłumacząc to sobie zbyt dosłownie, napotykamy pewien problem. Nie możemy przecież prześledzić wszystkiego, co zaszło oraz co dopiero ma nastąpić, aby zmienić rozkład energii i pędu (ilości ruchu) we Wszechświecie. Na szczęście ludzie zostali obdarzeni wyobraźnią i możliwością przewidywania, dlatego też potrafimy tworzyć abstrakcyjne modele, które mają na celu przybliżyć rzeczywisty wygląd Wszechświata, powiedzmy w skali gromad galaktyk.
Aby rozwiązać równania, należy przyjąć pewne ułatwiające założenia. Pierwszym z nich jest to, że czas i przestrzeń można starannie rozdzielić. Nie jest to właściwe we wszystkich przypadkach, np. w pobliżu rotującej czarnej dziury przestrzeń i czas są ze sobą ściśle związane i nie mogą być w żaden sposób odseparowane. Założeniem jest więc fakt, że czasoprzestrzeń określamy jako przestrzeń zmieniającą się w czasie.


http://www.eioba.pl/a71894/przestrzen_i_czas

Bogdan Szenkaryk napisał:

"Artykuł pt. "Przestrzeń i czas" jest bardzo dobrym przykładem pokrętnego i nielogicznego myślenia współczesnych fizyków relatywistów, mechaników kwantowych oraz fizyków - specjalistów od teorii strun. Artykuł jest doskonałym świadectwem braku u tych fizyków jakiejkolwiek wiedzy o działaniu ludzkiej psychiki. (Oczywiście, możliwe, że niektórzy fizycy dysponują wiedzą o działaniu ludzkiej psychiki, ale teorie fizyczne i pisane przez tych fizyków artykuły w najmniejszym stopniu nie odzwierciedlają tego faktu.)
W takim myśleniu nie ma nawet znikomego śladu o istnieniu (u tych fizykow) wiedzy o tym, co w obszarze wiedzy fizycznej jest pierwsze - świadomość czy materia. Podkreślam, rzecz dotyczy obszaru wiedzy fizycznej.
Dzisiejsi fizycy nie są świadomi tego, że czas jest kategorią psychiczną, a nie fizyczną. W świecie, w którym nie istnieje świadomość człowieka bądź zwierzęcia, nie istnieje ani czas przeszły, bo ten jest "funkcją psychiczną" pochodną istnienia psychicznego zjawiska zwanego pamięcią, ani czas przyszły, bo ten jest "funkcją psychiczną", której podstawą jest pamięć oraz wyobraźnia, która tworzy obrazy przyszłych zdarzeń.
W świecie "bez pamięci i wyobraźni" wiecznie istnieje jedynie "aktualna chwila", w której "bez pośpiechu i bez opóźnienia" przebiegają wszelkie oddziaływania.

Nie idzie bynajmniej o to, aby nie posługiwać się pojęciem czasu, lecz o uświadomienie sobie, czym jest czas. Wówczas bardzo wyraziście widać, jak bardzo niedorzeczne, nielogiczne są teorie fizyczne, które traktują czas tak, jakby to był obiekt fizyczny, który ma wpływ na zachowanie się materii."

http://www.eioba.pl/a71894/przestrzen_i_czas#bottom
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #12 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:21:37 »
Znikła ta wypowiedź wiec ją tu wstawiam jeszcze raz  (chyba że ją można wstawić przednią Leszku)
Cytuj
Cytuj Leszek
Cytuj
"Dzisiejsi fizycy nie są świadomi tego, że czas jest kategorią psychiczną, a nie fizyczną. W świecie, w którym nie istnieje świadomość człowieka bądź zwierzęcia, nie istnieje ani czas przeszły, bo ten jest "funkcją psychiczną" pochodną istnienia psychicznego zjawiska zwanego pamięcią, ani czas przyszły, bo ten jest "funkcją psychiczną", której podstawą jest pamięć oraz wyobraźnia, która tworzy obrazy przyszłych zdarzeń."

Do wypowiedzi east,a dodam tylko że jest jeszcze coś takiego jak entropia której też nie wziął pod uwagę autor textu Bogdan Szenkaryk

Według II zasady termodynamiki, każdy układ izolowany dąży do stanu równowagi, w którym entropia osiąga maksimum. Zakładając, że Wszechświat jako całość jest układem zamkniętym, powinien on również dążyć do równowagi. Stwierdzenie tego faktu jest jednak stosunkowo trudne do zaobserwowania i dlatego prowadzi się liczne dyskusje czy Wszechświat jest, czy nie jest układem zamkniętym oraz czy rzeczywiście dąży jako całość do równowagi. Przeciwnicy tej koncepcji głoszą, że rozszerzającego się Wszechświata nie można traktować jako układu zamkniętego, gdyż nie można wyznaczyć obszaru, z którego nie wychodziłoby promieniowanie. Wiadomo jedynie, że entropia olbrzymiej większości znanych układów zamkniętych rośnie w kierunku, który nazywamy przyszłością. Tak więc, z tego punktu widzenia, termodynamika określa kierunek upływu czasu (tzw. termodynamiczna strzałka czasu).

Cytuj
Teoria względności podkreśla doniosłość pola w fizyce. Nie udało się nam jednak dotąd sformułować fizyki czysto polowej. Na razie musimy zakładać istnienie obojga: i pola, i materii
.
I tutaj może coś nam podpowiedzieć święta geometria

Może na pierwszy rzut oka nie w temacie ale jednak
Sposób postrzegania rzeczywistości determinuje sposób jej badania przez człowieka.
Percepcja rzeczywistości
1.Rola wiedzy i nastawień w procesie postrzegania.

Percepcja jako proc. zorganiz. interpretowania rzeczywistości a nie jej wiernego odzwiercied. Jest złożonym proc. wyciągania wniosków. W XIX w. MILLER sformuł. Tezę to co odbieramy jest w ogromnym stopniu zdecydowane to jaka droga nerwowa zostanie pobudzona. Jednak w ogromnym stopniu wiedza o świecie percep. rzeczywistości zależy od pewnej inteligentnej funkcji naszego umysłu która interpretuje ten świat również na poziomie wrażeń i spostrzeżeń. WITKIN przeprow. Badania nad STYLAMI POZNAWCZYMI to czego się spodziewamy podpowiada nam jaki ten świat jest. SHUBERT powiedział że żeby coś zrozumieć trzeba w to uwierzyć GOETHE natomiast widzimy to co wiemy PERCEPCJA nie jest bezpośr. doświad. Jest to złożony proces wyciągania wniosków. Ta teza odnosi się do wszystkich modalności zmysł: wzroku, słuchu, smaku, dotyku, bólu, czucia wew, trzewiowego, zimna. Zdolność mózgu do wykorzs. informacji niedostęp. w procesie percepcji sprawia że rzeczywistość modyfikujemy za każdym razem. Polega to na wykorzys. pewnej INFORM PAMIĘCIOWEJ,UZUPEŁNIENIU LUK, poprzez naszą pamięć o tej rzeczywistości.
2.Percepcja wzrokowa

Świat nauki jest zdomin. przez zmysł wzroku wg prof. BRONOWSKIEGO nasza cywilizacja i wiedza nie mogły się wykształ. bez tego zmysłu który działa podobnie jak kamera film. na ZASADZIE STAŁOŚĆI gdzie cechy przedmiotów wydają się niezmienne mimo że zmienia się odpow. im POBUDZENIE. Obraz rzeczyw. powstaje na styku świata zewn. i naszej integralnej funkcji umysłu która sprawia że ten świat jest sensowny, stały, spójny. Nasz obraz rzeczywist. powstaje poprzez bardzo skomplikowany syst. ruchów oka które zostaje naprowadz. na najbardziej istotne elementy obiektu obserwacji. Świat postrzegamy jako spójny dlatego że nasz system poznawczy potrafi wyodręb. w rzeczywistości pewne sensowne całości.
3.Obrazy konkurencyjne. Percepcja jako proces wyodręb. sensownych całości.

Obrazy konkuren-obrazy dwuznaczne co do których istnieje wiele sposobów interpretowan.

Mogą być postrzegane na wiele sposobów ale nigdy równocześnie, tzn. raz na rysunku widzimy młodą dziewcz, innym brzydką starą kobiet

My odbieramy, percypujemy jest to SYSTEM SĄDÓW o rzeczywis. a nie samą rzeczywistością. Nasz system narzuca na rzeczywis. pewną interpretacji zgodną z naszymi oczekiwaniami. Nasz system poznawczy organizuje rzeczywistość, strukturalizuje ją, interpretuje.
4.Założenia i prawa psychologii postaci.

Psychologia postaci GESTALT- protestuje przeciw poglądowi iż percepcja rzeczywistość jest sumą wrażeń (WERTHAIMER,KELLER). Nasz system poznawczy wyodręb. w tym polu spostrzeżeniowym pewne sensowne całości nazwano ją POSTACIĄ GESTALT nasz system wzrokowy dokonuje pewnej organiz. obrazów i pola spostrzeż. mianowicie rozdziela te pola na figurę i tło. Figura i tło mogą się zmieniać miejscami (raz postrzegamy tę właśnie figurę a raz tło).

PRAWA PERCEPCJI.

I Prawo podobieństwa-elementy są grupowane w całości ze względu na podobieństwa. do siebie.

II Prawo kontynuacji-całości są postrzegane ze względu na pewien kierunek zgodnie z którym te elementy przebiegają.

III Prawo zamykania (closer)-brakujące części figury uzupełniamy w taki sposób że postrzegamy tę figurę jako całość.

GIĘTKOŚĆ SPOSTRZEGANIA-dostrzeganie całości, domykanie ich. Bardzo złożone figury są rozpoznawane i dostrzegane pośród innych

IV Prawo bliskości-postrzegamy całość jako grupujące ją elementy położ. są blisko siebie.

Prawo zamykania i kontynuacji-są szczególnie ważne tworzą tzw. DOBRĄ POSTAĆ taką która jest najłatwiej spostrzegana. Świat postrzegany jest w postaci pewnych całości, identyfikowany. Tych całości jest skompl. procesem testowani a hipotezy o tej samej rzeczywistości które wysuwa nasz system poznawczy.
5.Percepcja przestrzeni fizycznej trójwymiarowej: rola informacji zawartej w obiektach, widzenie dwuoczne.

Informacje zawarte w samych obiektach podpowiadają nam, że rzeczywist. jest trójwymiar.

Zagęszczające linie-zwane ZWIEKSZENIEM SIĘ GRADIENTU CAŁOSCI inform. nas, że figura jest zlokal. w przestrzeni trójwymiar. Nie tylko widzenie dwuoczne KONWEGRENCJA OCZU podpowiada nam co jest rzeczywiście w przestrzeni ale także pewne cechy charakter- erystyczne kory wzrokowej a mianow. istnieje pewne przemieszanie nerwów na siatkówce obu oczu i odpow. im miejsc na korze mózg. Niedokładne nakładanie się tych obraz. Z prawego i lewego oka infor. naszą korę mózg.

że mamy do czynienia z głębią. Okazało się że na bardzo niskim poziomie siatkówki i kory mózg. istnieją wyspecjal. grupy nerwów do postrzegania tych przestrzeni jako linii, plam, kątów ale także ruch. Percepcja i integracyjna funkcja umysłu ma naturę rozsianą tzn. dzieje się w wielu częściach mózgowia i kory wzrok.
6.Percepcja obrazów dwuwymiarowych.

Aktywność korowych dekoratorów cech stanowi podst. wzrokowego rozpoznawania kształtów. Na poziomie kory następuje więc jakby rozłoż. obrazu wzrokow. na wiele element

System wzrokowy dokonuje organiz. obrazu że ukierunkowany jest na wyodręb. w obrazie pewnych sensownych całości. Figury zwane postaciami zostają dostrzeż. dzięki wyodrębnieniu stosunków pomiędzy poszcz. elementami obrazu. Na ekranie złudzenie to opiera się na zjawisku fi Polega ono na tym że jeśli w dwóch niezbyt odległ. miejscach siatkówki w szybkim tempie pojawia się taki sam przedmiot, dostrzegamy płynny ruch tego przedmiotu od pkt. gdzie pojawił się najpierw do pkt. gdzie wystąpił później. Przy niedost. inform. wzrokow. o ruchu mózg wybiera tę najb. prawdopodobną ewentualność. Spostrzegając jakiś kształt staramy się zidentyfikować go tj. przypisać go do pewnej klasy przedmiotów znanych nam z uprzednich doświad. Proces stawiania i weryfikowania hipotez powtarza się wielokrotnie aż do moment. znalezienia najodpowiedniejszej. W procesie spostrzegania kształt. ważną rolę odgrywają ruchy oczu.
7.Prawo Webera-Fachnera

W XIX w. WEBER zauważył, że nasze wrażen. subiektywne nie są liniową funkcją bodźców. FECHNER ujął to matemat. w formie że nasze subiekt. wrażenia są logarytmiczną funkcją tych bodźców. Wiąże się z zagadnieniem POMIARU jeśli ustalimy jakąś wysokość bodźca badamy ile trzeba tego bodźca fizycz. dodać żebyśmy dostrzegli subiektywną różnicę w stosunku do tego bodźca-LEDWIE DOSTRZE-GALNA RÓŻNICA. Okazało się że wyobrażenie wzrasta o stałą wielkość w stos. do bodźca. To jest słynne prawo WEBERA- FECHNERA, które mówi że to się zmienia logarytmicznie, nasze struktury psych. nasz syst. poznawczy nie odzwierciedla w sposób realistyczny. W latach 60 stało się oczywiste że inna relacja niż log-rytmiczna rządzi naszymi wrażen. subiektywn.
8.Prawo potęgowe Stewensa i Ekmana. Spostrzeganie przestrzeni fizyczn. a przestrzeni psychologicznej (subiektywnej).

Związane jest to z 2 postaciami STEVENS-EM i EKMANEM. Zaczęli oni wymagać bardzo dokładnie nowych metod skalowania, czyli nowych metod statystycz. wrażenia relacji na-szych doznań subiekt. do fizyczn. Otóż jedną z metod jest SZCOWANIE WIELKOŚĆI np. badamy ważność różnych miast na świecie. Przypuśćmy że Wiedeń ma wartość 10,prosimy by oszacował wartość innych miast przyjmując tą jego jednostkę psychologiczną. Oblicza się SREDNIĄ GEOMETR WARTOŚCI poszczeg. Miast. Jaka jest relacja przestrzeni fizycznej, przest. subiekt? EKMAN uzyskał fizyczne odległości różnych miast w których odległ. od Sztokholmu wynosiła 3-5tys.km.Mówił badanym by nie podawali km tylko prosił by wyobrażali sobie odległość. Interesowało go jaka była relacja naszych doznań, wrażeń, naszych wart-ości subiektywnych do tych bodźców. Naniesione pkt. to miasta które mają swoją odległość rzeczywistą oraz psychologiczną. Do pewnego momentu te związki są w miarę LINIOWE ale potem w miarę zwiększania odległości fizycz. naszymi doznaniami dzieje się coś interesującego. Odległości stają się coraz mniejsze choć fizyczna odległość rośnie. Im coś dalej tym się nam wydaje bliżej. Powstaje efekt skracania się odległości fizyczn. W sensie matematycznym ta krzywa mówi nam że jest to relacja potęgowa a nie logarytmiczna. Okazuje się że większość procesów fizjologicznych podlega prawu potęgowemu.
9.Przestrzeń subiektywna jako przestrzeń symboliczna.

Jaka jest relacja zaangażowania emocjonalnego i przestrzeni subiektywnej? Ekman prosił badanych by podali swoje zaangaż. emocjon. do różnych miast, również wyskalował te miasta jedną z metod szacowania wielkości. Otrzymał relację potęgową, tylko o wykładniku ujemnym. Jeśli coś jest blisko nas to jest bardzo duże zaangażowanie. W miarę zwiększania się odległości subiekt. czyli wewn. reprezentacji przestrzeni fizyczn. to zaangażow. maleje. Zaangażow. emocjon. jest funkcją odległ. subiektyw. Ekman nazwał to prawem odwrotności pierwiastka kwadrat. który opisuje relację odległości do zaangażowania emocjonalnego.
10.Psychologia architektury i środowiska.

Psych. architek. dotyczyła badań jak projektować przestrzeń fizyczn. by projektowanie przy-niosło zamierzony cel. Starożytni potrafili projektować tak by wywołać określone wrażenia. Kiedy budow. świątynie nie wiedziano jak usta-wić kolumny żeby z oddali nie sprawiały wrażenia że świątynia się zawali. Zatem kolumny nie mogą być równoległe. Iktionos powiedział że kolumny muszą być pochylone żebyśmy nie byli przekonani że te kolumny pękną w środku to trzeba stworzyć tzw. ENTAZĘ- pogrubienie kolumny w środku co sprawia że nie wydają się wklęsłe. Banki były tak projektow. by widać było że jest to twierdza solidna.

Psychologowie arch. i środ. Interesowali się jak ludzie zachowują się w pewnych środowiskach. Obserwowali w Londynie, Paryżu, Tokyo jak ludzie zachowują się w poczekalniach metra. Obserwowano jak zachowują się w pomieszczeniach, gdzie są jakieś FILARY wspierające konstrukcyjność. Okazało się że ludzie b. chętnie gdzie jest dużo przestrzeni gromadzą się wokół tych filarów. Jest to jakby trans kulturowe

Ludzie szukają pewnej prywatności, ta ściana ich chroni, jest im przyjemnie. Kiedy patrzono jak ludzie zachow. się w kawiarniach obserwowano to samo zjawisko. Ludzie nie wybierają miejsca na środku tylko gdzieś z boku. Wiele danych wskazuje że zacieśnienie przestrzeni fizycznej, pogwałcenie tych niepisanych kulturowo reguł korzystania z tej przestrz. prowadzi do zaburzeń psychol. i fizjologicznych.
11.Proksymika Halla.

Przykład badań Halla Ukryty wymiar. Hall interesował się jak my wykorzyst. tą przestrzeń fizyczną w naszych relacjach społ. Hall zauważył kilka przestrzeni, które nazwał PRZEST-RZENIAMI OSOBISTYMI. Zauważył, że wokół nas jest PRZESTRZEŃ INTYMNA(15-20) cm. W obrębie tej przestrz. dzieją się ważne sprawy dla naszej osobowości. Trzecią wyróżnił PRZESTRZEŃ IDYWIDUALNĄ (120-150)cm w której pytamy kogoś, która jest godz. Dalej Hall obserwując jak ludzie zachow. się na spotkaniach towarzyskich zauważył, że ludzie ci siadają obok siebie w odległ.120-300cm,naz-wał tą przestrz. PRZESTRZENIĄ TOWARZYSKĄ. Ta przestrzeń narzuca pewne społecznie ugruntowane sposoby zachow. się. Hall wprowadził jeszcze przestrz. zwaną PRZEST. PUBL-ICZNĄ (300cm-10m).Przestrzenie te wzajemnie się przenikają.
12.Mapy poznawcze.

Pojęcia przestrzeni mentalnej, subiektyw. zostało wykorzystane w pewnych koncepcjach psych. poznawczej do sformułow. pojęcia MAP POZNAWCZYCH. Tego w jaki sposób wykorzystujemy do celów poznawczych tę przestrzeń. Psychologowie badając taksówkarzy doszli do wniosku że istnieją pewne mapy poznaw. Tzn. poznawcze odwzorowanie terenu, które pozwalają na poruszanie pewnymi nieskończenie najkrótsz. w sensie fizyczn. odległościami ale najbardziej dogodnymi.


http://lakomiecmateusz.w.interia.pl/psychologia/04.htm
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #13 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:22:52 »
odp. East
Interesujące są te spostrzeżenia  Halla na temat przestrzeni. Jednakże jakkolwiek  byśmy ich nie nazwali to przestrzenie w tym ujęciu są koncepcjami wymyślonymi przez człowieka. W tym sensie, że  nie są one uniwersalne dla całego świata przyrody , a jedynie dla człowieka jako istoty społecznej. Dla tego, kto nazywa i postrzega .
Podobnie jak prawa percepcji.  Kiedy mówimy o percepcji, myślimy o percepcji człowieka, bo tylko takiej doświadczamy.

Pomyślmy o przestrzeni jako o czymś uniwersalnym , dającym się opisać w jednoznaczny i niesubiektywny sposób. Sposób , który da się zmierzyć.
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #14 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:23:10 »
teoria względności  Mrugnięcie
Upragnione znajduje się bliżej     

Jeśli czegoś pragniemy, wydaje nam się, że obiekt pożądania znajduje się bliżej niż w rzeczywistości. Oznacza to, że nasze chęci zmieniają postrzeganie otaczającego świata.
Emily Balcetis z New York University oraz David Dunning z Uniwersytetu Cornella przeprowadzili 2 eksperymenty. W pierwszym ochotnicy mieli ocenić, jaka odległość dzieli ich od butelki wody. Niektórym przed badaniem pozwolono się napić, a pozostali jedli bez popijania solone precle. Spragnieni ochotnicy twierdzili, że woda znajduje się bliżej nich niż dobrze nawodnieni uczestnicy eksperymentu.

Nasze pragnienia oddziałują nie tylko na procesy poznawcze, ale i na zachowanie. W kolejnym badaniu Amerykanów wolontariusze rzucali wypełnionymi grochem woreczkami w kierunku leżącego na podłodze bonu o wartości 25 lub 0 dolarów. Wygrywali go, gdy woreczek upadł dokładnie na karcie. O dziwo, badani rzucali woreczkami o wiele dalej, gdy bon miał wartość 0 dol. Próbując zdobyć bon o wartości 25 dolarów, mieli tendencję do niedoszacowywania odległości, ponieważ – ze względu na chęć posiadania – widzieli go bliżej siebie.

Opisywane odchylenie pojawiło się, by zachęcić obserwatora do działania pozwalającego zdobyć upragniony obiekt. Innymi słowy: gdy widzimy, że cel znajduje się blisko nas (dosłownie w zasięgu ręki), motywuje nas to do osiągania go.

Źródło: Psychological Science/kopalniawiedzy.pl

Czas w przestrzeni

22-01-2010 17:33

czas · przestrzeń · odległości fizyczne · Daniel Casasanto · dzieci

Do wieku 4 lat dzieci oznaczają czas, odnosząc się do fizycznych odległości. Wg Daniela Casasanto z Instytutu Psycholingwistyki Maxa Plancka, rozumienie abstrakcyjnych pojęć, a więc i czasu, wywodzi się od obserwacji oraz zachowań dzieci w rzeczywistym świecie i nie zależy od oddziaływań kulturowych czy języka obfitującego w metafory (Cognitive Science).

Odkryliśmy, że reprezentacje czasu zależą od przestrzeni tak samo silnie u 4-, jak i 10-latków, chociaż 4-latki mają niewielkie doświadczenie związane z używaniem w języku metafor przestrzeń-czas. Do wieku 10 lat dzieci słyszą i korzystają z wielu takich sformułowań, np. "odległy w czasie" czy "dążyć do porozumienia".

Wcześniejsze badania Casasanto na dorosłych ujawniły, że oszacowując, ile czasu potrzeba, by linie rozciągnęły się na szerokość ekranu komputera, badani sugerowali się przebytą odległością. Jeśli dwie linie w tej samej jednostce czasu wydłużały się na różne odległości, ochotnicy uznawali, że mniejsza poruszała się krócej, a większa dłużej niż w rzeczywistości.

W nowym studium podobną wrażliwość na wskazówki dot. odległości stwierdzono u 99 dzieci z przedszkoli i szkół podstawowych w Salonikach. Na początku psycholodzy sprawdzili, że dzieci potrafią zidentyfikować dłuższą z dwóch linii i wskazać, który z dwóch jednocześnie wyświetlanych rysunkowych ślimaków skacze przez dłuższy czas. Następnie każdy maluch oglądał 3 inne filmiki, ukazujące pary ślimaków (czerwonych i niebieskich), które ścigają się od lewej do prawej na równoległych torach. Część zwierzątek przebywała różne odległości w tym samym przedziale czasowym, część różne odległości w różnych okresach, a pozostałe te same odległości w różnych przedziałach czasowych. Ślimaki przemieszczały się o 400 lub 600 pikseli i potrzebowały na to 4 lub 6 sekund.

Bez względu na wiek, próbując stwierdzić, ile czasu zajęło rysunkowym postaciom dotarcie do celu, dzieci silnie polegały na odległości przebytej przez każdą z nich. W jednym z przykładów zwierzę, które w czasie 4-sekundowego wyścigu dopełzało dalej, często uznawano za osobnika poruszającego się dłużej od swojego rywala. Dzieci zazwyczaj ignorowały jednak dane dotyczące czasu, w którym każdy ślimak z pary się poruszał (przez całe 4 lub 6 sekund czy krócej) i czy obaj zawodnicy zatrzymywali się w tym samym punkcie.

Casasanto odnotowuje, że ojczystym językiem badanych dzieci był grecki. Mówiąc o czasie, jego użytkownicy nie muszą używać słów odnoszących się do odległości. Eksperymentatorzy mogli więc zadawać maluchom pytania związane z czasem, nie posługując się wprowadzającymi zamęt metaforami.
Autor: Anna Błońska

Źródło: Science
http://kopalniawiedzy.pl/czas-przestrzen-odleglosci-fizyczne-Daniel-Casasanto-dzieci-9535.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #15 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:23:33 »
Pamięć i czasoprzestrzeń w poszukiwaniu całości.
Bohdan Kos
http://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/anthropos_i_sophia/kos_pamiec_i_czasoprzestrzen_w_poszukiwaniu_calosci.htm

 Gdzie mieszka pamięć? W czasie raczej czy w przestrzeni?  Z kim się przyjaźni? Nie - gdzie przebywa w naszej głowie. Lecz w której z apriorycznych (prawie apriorycznych) kategorii? Dziecinne pytanie od kiedy wiemy, że pływamy w sklejonej wyrafinowaną geometrią czasoprzestrzeni. A jednak jesteśmy skłonni sądzić, że pamięć prowadzi gry z czasem raczej, pozostawiając przestrzeń dziwnie neutralną, obojętną. W zabarwionym eschatologicznie misterium pamięci postacią główną, głównym adwersarzem jest czas. To on odbiera nam, zgarniając w zapomnienie, prawie w nieistnienie to, co dziś faktyczne i konkretne, i co (wydaje się wbrew zamiarowi czasu) ocalić zdolna jest jedynie pamięć[1]. Bo pamięć to wiara w możliwość podróżowania po zamkniętej księdze świata. Bilet w obie strony, nie tylko w przód strzałki czasu. To taka gra, w której czas jawi nam się jak przyjazny pejzaż, którego miejsca możemy odwiedzać w nieskończoność.

Czy przestrzeń tylko przygląda się biernie naszym dramatycznym poczynaniom, próbom ocalenia? Czy też jest naszym potajemnym wspólnikiem?

A może przyjdzie nam uwierzyć w istnienie takich punktów, gdzie czas i przestrzeń nie przeciwstawiają się sobie, lecz wzajemnie splecione w węzłach swej jednakowości-niejednakowości rodzą fenomen pamięci.

Wbrew naszej dzisiejszej intuicji, renesansowe metody mnemoniczne z jakąś tajemniczą ufnością odwołują się właśnie do przestrzeni i zdają się przyjmować od niej cenne dary, których sensu nie bardzo jesteśmy w stanie dziś pojąć. A świadectwo to znaczące, zważywszy że sztuka pamięci jest dla Renesansu osią, wokół której obraca się intelektualny kosmos tej epoki[2].

Oto teoretycy zalecają konstruowanie w wyobraźni najrozmaitszych przestrzeni: budynków, scen teatralnych, placów, korytarzy, nisz, wyodrębnianie w nich miejsc i umieszczanie w nich wyobrażeń, które chcemy zapamiętać. Przy czym ten szczególny układ współrzędnych, ta mnemoniczna machina odwołuje się nie tylko do mechanizmów naszej percepcji, lecz w równej mierze do zasady odpowiedniości między makrokosmosem i mikrokosmosem.

Z pewnym zdziwieniem konstatujemy, że system miejsc-odciśnięć stanowi jakąś naturalną ramę pamięci.

Wśród miejsc o szczególnym znaczeniu pojawia się co prawda zodiak. Ten twór w oczywisty sposób czasoprzestrzenny, ślad rocznego ruchu ziemi, zegar przyporządkowujący pory roku miejscom na niebie ma i dla nas mnemoniczną moc. A jednak mimo chwilowych zachwytów, koncept miejsc budzi raczej zdziwienie. Wydaje się nam, że za pomocą dość topornych machiny usiłuje się tkać subtelną sieć pamięci.

Dlaczego tak rozpaczliwie retoryczne wydają się nam renesansowe koncepty przestrzeni? Jakiej wrażliwości nam brakuje, że nie w pełni czujemy smak tamtego misterium?

Wydaje się, że z jakichś powodów przestrzeń zbanalizowała się w nas. Jakby za szybko, za wcześnie oddała swoje skarby i tajemnice. Geometryczne misteria perspektywy naiwnym jak dzieci malarzom, swoje symetrie fizykom i iluzjonistom. Kiedyś szkatułka tajemnic – przestrzeń. Dziś wobec nas: panna zbyt niewinna dla nas zbyt dorosłych.

Lecz czy dzisiejsze intuicje i ostrożności nie wiodą nas na manowce, czy w każdym razie nie porzucamy dawnych znaków zbyt lekkomyślnie?

Wzruszająca jest u twórców renesansowej mnemoniki pokładana w przestrzeni ufność, przekonanie o jej swojskości. W teatrze pamięci Giulio Camilla renesansowi intelektualiści czuć się musieli jak w domu.

I może nie mylili się w swej ufności.

Rola przestrzeni jako receptaculum przeszłości, zbioru dokumentów, wielkiego archiwum powraca w całej swej powadze i dostojeństwie i staje się fizykalną realnością, gdy spoglądamy na Wszechświat jako całość. W skali kosmicznej gradacja przestrzeni w sposób cudownie nieunikniony niesie w sobie gradację czasu. Dzieje się tak za sprawą skończonej prędkości światła[3]. Skierowując teleskopy w odległe rejony kosmosu sięgamy jednocześnie w jego przeszłość, bo obraz dociera do nas z opóźnieniem. Obiekty odległe to świadkowie odległej przeszłości, zapisy z dzieciństwa Wszechświata.

Wszechświat jako całość jawi się więc jako twór obdarzony absolutną pamięcią. Przeszłość istnieje w nim rozlokowana przestrzennie jak alegoryczne figury w renesansowym teatrze pamięci.

Człowiek-mikrokosmos wydaje się tu uboższy od swego kosmicznego analogonu; nie ma wewnątrz siebie naturalnego, docierającego ciągle z głębi siebie z opóźnieniem nośnika informacji. Nie umiemy tak podróżować po swojej jaźni jak porusza się światło po Wszechświecie. Lecz tak jak powolne światło po kosmosie, tak w nas krąży nieustannie pamięć przynosząc nieustannie spóźnione, błogosławione wiadomości.

W rzeczywistości języka niewątpliwie właśnie pamięć pozwala przerzucić intuicje przestrzenne w świat czasu, budując analogie: dalekie – dawne, w tym samym miejscu – jednoczesne. Być może bez tej przestrzennej frazeologii przeniesionej w niegościnną geografię czasu, nasza pamięć byłaby jeszcze bardziej bezradna i osamotniona.

Pamięć to budowanie relacji z przeszłością; wiara w jej nieprzemijające trwanie, może w ogólności tworzenie relacji z innymi światami, których status ontyczny jest czymś drastycznie obniżany, które właśnie jak teraźniejszość oddalają się, są nam odbierane i z którym to oddalaniem trudno jest nam się pogodzić.

Jest więc tak, że w istocie przestrzeń i czas prowadzą nie tylko ten ściśle fizyczny dialog wyrażony w języku niezmienniczości interwału czasoprzestrzennego. Gdzieś indziej, ponad nim, czy obok, toczy się równoległy dialog, w który jesteśmy wplątani, którego może jesteśmy podmiotem i który ma związek z pamięcią. Subtelna przemienność czasu i przestrzeni, przelewanie się jednego w drugie odwołuje się do nas ludzi, szczególnego miejsca gdzie pamięć, dodana do świata tajemnicza struktura, integruje rozpraszające się ciągle teraźniejszości w upragnioną całość.

Bo całość, właśnie ona, jest ostatecznym celem pamięci.

I tak jak wszechświat w którymś momencie swojej historii musiał stać się przezroczysty, stworzyć możliwość wglądu w samego siebie, zbudować zalążek własnego poczucia całości, tak mikroświat musiał dodać do swojej historii pamięć[4]. Dzięki jej całkującej roli pamięci słowo wszystko nabiera sensu, konstytuuje odpowiadające mu przestrzenie i umożliwia nasze bardziej lub mniej mądre podróże po CAŁYM.
 

[1] Jak wiadomo żyjemy w świecie który daje się parametryzować czterema współrzędnymi; trzema przestrzennymi i jedna czasową. Gdzie i kiedy (cztery liczby) określa jednoznacznie punkt zdarzenia. Problem pamięci związany jest niewątpliwie z nieredukowalną innością czasu wobec czterech pozostałych współrzędnych. Nad przestrzenią panujemy, wybieramy miejsce gdzie jesteśmy i chcemy być. Czas zaś porywa nas, unosi ze sobą. Pamięć w pewnym sensie łagodzi bezwzględną naturę czasu. Dzięki niej możemy cofać się względem jakiegoś łagodniejszego niż on sam analogonu czasu wracając do przeszłości.

[2] Frances A. Yates. Sztuka pamięci. Warszawa 1977.

[3] Szokująca w ziemskiej skali dysproporcja między sekundą a jej przestrzennym odpowiednikiem wynoszącym 300 000 km, w skali kosmicznej znika. Tu prędkość światła wydaje się mała, harmonijna względem odległości, które przebywa. To właśnie powolność światła wobec rozmiarów Wszechświata, (światło wlecze się po kosmosie), predestynuje ją do roli wielkoskalowej pamięci.

[4] Promieniowanie reliktowe, zawsze obecne elektromagnetyczne tło wygwieżdżonego nieba jest otwartym dokumentem tego doniosłego momentu w historii Wszechświata.
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #16 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:23:59 »
odp.East
Pamięć  jest cechą  przestrzeni. Jest to holograficzny zapis wszystkiego co się wydarzyło, a ponieważ przestrzeń ma nieograniczoną pojemność ( właśnie dzięki swojej holograficznej naturze ) , więc wszystko  TAM jest.
Można o tym poczytać u Rogera Nelsona z projektu Noosfere  ( noosfere.edu.org ) . Można się tego dowiedzieć od Stuarta Hameroffa, czy Fritza Albert Poppa.
Dzięki nim wiemy ,że pamięć nie jest zmagazynowana w konkretnym miejscu. Ma naturę holograficzna i jest zapisana s formie geometrycznej, niematerialnej , a więc jest dostępna z  ... przestrzeni nawet po śmierci człowieka.
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #17 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:24:31 »
<a href="http://www.youtube.com/v/ZAq3bObfNpE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/ZAq3bObfNpE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/ZAq3bObfNpE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/ZAq3bObfNpE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/v/sEdCthXYRlE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/sEdCthXYRlE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/sEdCthXYRlE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/sEdCthXYRlE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/v/i9wy15OlCNI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/i9wy15OlCNI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/i9wy15OlCNI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/i9wy15OlCNI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/v/asogqPF0jow&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/asogqPF0jow&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/asogqPF0jow&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/asogqPF0jow&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>


<a href="http://www.youtube.com/v/nqUpAcYLCmg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/nqUpAcYLCmg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/nqUpAcYLCmg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/nqUpAcYLCmg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

całą serie znajdziesz tu
http://www.youtube.com/watch?v=ZAq3bObfNpE&feature=related
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 01, 2010, 15:26:09 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #18 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:25:31 »
<a href="http://www.youtube.com/v/ETy71gkoJZ0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/ETy71gkoJZ0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/ETy71gkoJZ0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/ETy71gkoJZ0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/v/HoC-Kf2X960&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/HoC-Kf2X960&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/HoC-Kf2X960&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/HoC-Kf2X960&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/v/vgZ2NknxlSg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/vgZ2NknxlSg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/vgZ2NknxlSg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/vgZ2NknxlSg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/v/TZ9b9dpWhVw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/TZ9b9dpWhVw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/TZ9b9dpWhVw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/TZ9b9dpWhVw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/v/_RFAUunLoPM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/_RFAUunLoPM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/_RFAUunLoPM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/_RFAUunLoPM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #19 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:27:19 »
 Na tropie anty grawitacji

Naukowcy finansowani przez ESA (European Space Agency) twierdzą, że udało im się zarejestrować w laboratorium grawitacyjny odpowiednik pola magnetycznego. Ten efekt jest dużo większy niż przewidywany w Ogólnej Teorii Względności Einsteina. Wydaje się, że to znaczący krok w kierunku długo poszukiwanej kwantowej teorii grawitacji.
Podobnie jak poruszające się ładunki elektryczne wytwarzają pole magnetyczne, tak samo poruszająca się masa wytwarza pole grawitomagnetyczne. Według Ogólnej Teorii Względności Einsteina efekt ten jest praktycznie niemierzalny, jednakże Martin Tajmar, Clovis de Matos wraz ze współpracownikami twierdzą stanowczo, że zmierzyli ten efekt w laboratorium.
W ich eksperymencie użyto pierścienia zbudowanego z nadprzewodzącego materiału obracającego się z prędkościami dochodzącymi do 6 500 razy na minutę. Nadprzewodniki są to specjalne materiały, które tracą całkowicie rezystancję elektryczną w niskich temperaturach. Nowy eksperyment sprawdza przypuszczenie Tajmana i de Matosa, które wyjaśnia różnicę pomiędzy pomiarami wysokiej precyzji mas par Coopera (nośników ładunku
w nadprzewodnikach) oraz wyników obliczeń bazowanych na kwantowej teorii. Odkryli oni, że ta anomalia może być wyjaśniona pojawieniem się pola grawitomagnetycznego w wirującym nadprzewodniku (ten efekt został nazwany Londyńskim Momentem Grawitacyjnym (Gravitomagnetic London Moment) poprzez analogię do jego magnetycznego odpowiednika).

Małe czujniki przyspieszenia umieszczono w różnych miejscach blisko wirującego nadprzewodnika, który był przyspieszany w ruchu obrotowym, aby efekt był zauważalny. Czujniki zarejestrowały pole przyspieszenia na zewnątrz nadprzewodnika, które najwyraźniej zostało wytworzone przez grawitomagnetyzm. "Ten eksperyment jest grawitacyjnym odpowienikiem eksperymentu Faraday'a indukcji magnetycznej przeprowadzonej w 1831 r. Demonstruje on, że nadprzewodnikowy masywny pierścień jest zdolny do wytworzenia potężniego grawitomagnetycznego pola - jest więc grawitacyjnym odpowiednikiem cewki magnetycznej”.
Zależnie od późniejszych potwierdzeń, ten efekt może tworzyć podstawy dla nowych urządzeń technicznych. Zmierzone przyspieszenie grawitacyjne stanowi jedynie 1/10000 przyspieszenia ziemskiego pola i jest ono zaskakująco większe, bo aż milion bilionów razy, niż przewiduje Ogólna Teoria Względności.
Źródło: http://www.esa.int/SPECIALS/GSP/SEM0L6OVGJE_0.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #20 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:28:57 »
http://www.fizyka.net.pl/astronomia/grafika/ewolucja.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

 Równoważność energii i masy - najpopularniejszy wzór fizyki, określający tożsamość pomiędzy masą i energią.

E = mc2

W Wielkim Wybuchu powstały tylko wodór  i hel czyli dwa najprostsze pierwiastki.


"Na początku istnienia Wszechświata (w czasie tzw. epoki inflacyjnej) rozszerzał się on z prędkością większą od szybkości światła (Wszechświat podwajał swoją wielkość 50 do 100 razy, przy czym takie podwojenia trwały około 10-33 sekundy). Po 50 podwojeniach swojej wielkości Wszechświat powiększył się tysiąc bilionów razy (1015), po stu - aż o ponad milion bilionów bilionów razy (10300). Ktoś mógłby powiedzieć: jak to, przecież nic nie może się poruszając z prędkością większą od światła, przecież to coś miałoby nieskończenie wielką masę. Odpowiadam: poruszać się w przestrzeni nic nie może się z prędkością większą od światła, gdyż zgodnie ze wzorem E = mc2  masa przedmiotów rośnie z jego prędkością
obiekt, który miałby prędkość większą od światła miałby nieskończenie wielką masę, a energia potrzebna do jego poruszenia wynosiłaby... ∞, ale w przypadku epoki Inflacyjnej nie zwiększała się odległość między materią, ale "rozciągała" się przestrzeń! - nic nie może się poruszać z prędkością większą od światła względem przestrzeni, jednak rozszerzanie się przestrzeni "unosi" ze sobą materię. (Można też dojść do jeszcze głębszego wniosku: Wszechświat nie narodził się w jakimś miejscu w przestrzeni, przestrzeń znajdowała się tylko w młodym Wszechświecie."
http://www.astrofizyka.info/eseje/wszechswiat.htm
Wniosek

Wszechświat  powstał w wyniku gwałtownego rozprzestrzeniania się  energii a nie materii
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #21 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:29:24 »
<a href="http://www.youtube.com/v/jmane3Z9ABw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/jmane3Z9ABw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/jmane3Z9ABw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/jmane3Z9ABw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;640&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:29:50 »
O wzorze E=mc2

Ten najsłynniejszy chyba wzór fizyczny świata jest dla wielu niemal symbolem nowoczesnej fizyki, albo prawie obiektem religijnego zafascynowania.
Masa.. Energia?... Jedno równe drugiemu. I jeszcze ta prędkość światła – c – jedna najbardziej tajemniczych stałych fizycznych. W tym krótkim rozdzialiku Autor portalu daktik postara się rzucić nieco światło na problem, „co tu jest czym”, a przy okazji trochę pofilozofować.
Pierwsze spojrzenie na wzór

Teoretycznie E = mc2 oznacza, że masa jest „równa” energii (z dokładnością do współczynnika). Jednak w istocie nie do końca wiemy, ani co to jest masa, ani co to jest energia. Dlatego bardziej naukowa, czyli praktyczna interpretacja tego wzoru byłaby nieco inna:

   1. po pierwsze: część fenomenu objawiania się materii związana ze zjawiskiem bezwładności (czyli masa), może w pewnych warunkach zamienić się na postać kwantów promieniowania (np. podczas reakcji rozszczepienia jąder atomowych). Inaczej mówiąc, w postaci widzianej jako masa „ukryte” jest promieniowanie.
   2. od drugiej strony patrząc oznacza to również, że energia posiada bezwładność
      - Inaczej mówiąc, gdybyśmy mieli jakiś zbiornik, w którym umieszczono dużą ilość kuleczek, mogących się poruszać i odbijać od ścianek i gdybyśmy chcieli ten zbiornik z kuleczkami rozpędzić (przyspieszyć), to trudność tego przyspieszania zależałaby istotnie od tego, czy kuleczki są w ruchu, czy nie. Kuleczki w szybkim ruchu dawałyby dodatkowy efekt związany z trudnością przyspieszenia naszego zbiornika - miałby on większą "masę" (patrz przykład poniżej).
      Podobnie rozgrzany kawałek kuli (z szybciej poruszającymi się cząsteczkami) będzie trudniejszy do rozpędzenia (cięższy) niż ten sam kawałek kuli - chłodny.
      Tak więc energia kinetyczna owych kulek/cząsteczek daje swój wkład do masy objawiającej się jako bezwładność.

 
Trochę filozofowania

Chciałbym tu zaznaczyć, że w obiegowych przypadkach ogólna interpretacja w rodzaju "masa jest równa energii" (oczywiście wciąż z dokładnością do współczynnika) niewiele wnosi, bo jest to w większości przypadków dość puste stwierdzenie. Bez dobrej wiedzy o tym, co jest masą, a co energią w jakiejś sytuacji, ten wzór nie znaczy nic. Dla fizyków wartość wzoru Einsteina opiera się na możliwości zastosowania go w konkretnych sytuacjach.

Słowa „masa”, „energia” są jakby bramami, do pewnego sposobu widzenia rzeczy – mają zastosowanie do konkretnych wzorów, sytuacji w fizyce. I nie są wcale pojęciami łatwymi.
Czym jest masa tak „w istocie”, wciąż do końca nie wiadomo. Podobnie jest z energią – znamy wiele jej postaci – np. energie: cieplną, chemiczną, jądrową, świetlną. Mamy energię pola, energię kwantów, a nawet „ciemną energię” odpowiadającą za tajemnicze fenomeny kosmologiczne. Dopóki nie poznamy dobrych zasad umożliwiających nam przetłumaczenie jak ową masę „zamieniać” w którąś z postaci energii, dopóty owa równoważność masy i energii, dla wielu sytuacji, pozostanie postulatem w rodzaju: „dobrze by było, żeby się poprawiło ludziom...” – czyli ogólnie niby prawda, tylko że nic z tego konkretnego nie wynika.

W fizyce do dziś toczą się spory na temat, czy masa nie jest po prostu jakąś formą "uwięzionej" energii. Np. w słynnych wykładach fizyki Feynmana, ów wielki fizyk zastanawia się, czy czasem nie dałoby się masy elektronu wyliczyć własności samego pola elektromagnetycznego związanego z samooddziaływaniem tej cząstki. Czyli pole elektromagnetyczne i nic więcej - z niego miałyby wynikać pozostałe własności tej cząstki.
Podobnie można zastanawiać się nad każdą inną masą – czy np. taki proton, albo kwark, to nie jest „zwitek” pól różnego rodzaju, a „prawdziwej” masy nie ma w nim za grosz?...
Ale czy jest coś takiego jak prawdziwa masa?
- A może po prostu masa i energia są różnymi stronami tego samego fenomenu – natury rzeczy? Tylko nie bardzo potrafimy je jeszcze połączyć w jedną dobrze zrozumiałą całość.

http://www.daktik.rubikon.pl/index.htm
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #23 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:30:32 »
Kosmologia jest najstarszą dziedziną ludzkich zainteresowań. Można wręcz powiedzieć, że zaczęła się wraz z ludzkością. Wszystkie przekonania religijne były kosmologiami, jak w nich zawierał się pogląd na przyczynę i pochodzenie wszystkiego. Kosmologię uprawia każdy, kto zamyśla się nad związkiem części z całością w sensie kosmicznym.

Mimo prób wchłonięcia kosmologii przez fizykę i astronomię, dziedzina ta się ostała, jak nie sposób zgodzić się na rezygnację z pytania, jaki musi być wszechświat, aby mogło być tak jak jest. W XX wieku uczeni zaczęli rozważać o jakości Wszechświata niezbędnej dla powstania człowieka. W XXI wieku zaś prawdziwie kosmologicznym zagadnieniem staje się pytanie jeszcze radykalniejsze: Co powinien wiedzieć człowiek, aby nie wypadł z kosmologicznej zasady Wszechświata?(!) Kosmologia jest więc nie tylko wiedzą naukową: jest także religijną funkcją nauki, ponieważ z zasady powstania wynika zasada działania jako odwzorowanie sposobu istnienia (powstania) wszystkiego, sposobu zachowań poszczególnych składników. To kosmologiczne wyczuwanie Wszechświata przekłada się na etykę: czyli stosowność zachowań względem otoczenia. Nauka, jeżeli ma być pożyteczną dla człowieka, musi określać stosowność używania wiedzy. Dziedzina, która eksperyment ludobójczych możliwości zjawiska fizycznego przetestowała na "materiale ludzkim", musi zostać głęboko zrewidowana, aby nie dokonała eksperymentu na obiekcie będącym żywą planetą.

O ile mechanika kwantowa z fizyki klasycznej przejęła zagadnienie istoty obiektu fizycznego i nadal pyta, co to znaczy być obiektem fizycznym, o tyle teoria względności nie traktuje o składnikach fizycznej struktury przyrody. Mało tego: teoria względności nawet nie traktuje o ruchu i przestrzeni, a co nie mieści się w świadomości nie tylko oszołomionej mitem Einsteina populacji uprzeciętnionych, ale i tym, którzy mają się za znawców zagadnień czasoprzestrzeni. Teoria względności w sensie merytorycznym jest po prostu teorią informacji.
Zagadnienie informacji jest w ogóle głównym dylematem fizyki od momentu odkrycia radioaktywności.[2] Jest prawdą także i to, że kwantyści już nie poszukują owej jedynej funkcjonalnie cząstki elementarnej, lecz grupy obiektów elementarnych zdolnych wytworzyć elementarną konfigurację korpuskularno-polową, w obrębie której wykształca się komplet zróżnicowań własności wszystkich przyrody. Szuka się więc sposobu na zrozumienie różnych wartości mas i oddziaływań, aby uzasadnić czym jest zawartość przyrody i czym jest proces w przyrodzie.

Mimo wielu koncepcji modelowych sposobów rozwiązania powyższego zagadnienia, za najbardziej podstawową uznaje się koncepcję zakładającą dwie grupy cząstek elementarnych: 1. grupę cząstek o zdecydowanych, wysoce trwałych przejawach masy i ładunku i 2. grupę cząstek powodujących zmiany własności tych pierwszych. O ile grupa pierwsza "obsługuje" własności obiektów makrokosmicznych, a więc pierwiastków i substancji złożonych, o tyle grupa druga odpowiada swoiście za procesy, które prowadzą do wykształcenia się tych pierwszych, jak i za procesy na pograniczu masy i energii. W mechanice kwantowej najbardziej nienaukowym momentem jest to, że pewnej części cząstek elementarnych przypisano znaczenie tylko liczbowe bez jakiegokolwiek ich fizycznego potwierdzenia. Są to tak zwane "cząstki wirtualne", które mogą powodować przemiany cząstek w inne w tym momencie, kiedy własności cząstki danej nie uzasadniają pewnych własności, jakie ta cząstka nie posiada, a jakie mieć powinna. Wirtualność polega tu na tym, iż potrzebną cechę jak np. ilość i działanie, które stają się niezbędne, po prostu postuluje się pod postacią propozycji nowej cząstki elementarnej. W sytuacji, w której zauważa się, że dana cząstka powinna mieć jeszcze inną własność niż znany zbiór jej zachowań, tę inną się określa i nazywa cząstką elementarną, zaś w istocie rzeczy jest to taka lub inna cecha (cząstka, człon) równania matematycznego, niezbędna do złamania symetrii lub zmiany znaku itp. i coś takiego nazywa się "cząstką wirtualną", której nadaje się nazwę i teoretyczny byt fizyczny. Klasycznym przykładem takiej cząstki są tak zwane cząstki Higgsa.
Z uwagi na zapotrzebowanie jasności obiektu elementarnego, mechanika kwantowa ma ogromne skłonności do tych elementów wyobrażeniowych, które swoiście znajdują się w obrębie teorii względności: ruch, czas, przestrzeń (tło), grawitacja i Wszechświat, ale i światło, sygnał, informacja i obserwator. Rzecz w tym, iż obraz teorii względności nie dostarcza mechanice kwantowej ani kosmologii kwantowej, ani kosmologii ogólnej-wspólnej.
W mechanice kwantowej prace dotyczyły nie tylko zagadnienia realizmu obserwacyjnego, ale także realizmu procesu fizycznego, a więc i stotowości obiektu. Trzeba umieć być świadomym tego, że Bohr i Heisenberg nie zrezygnowali z przekonania o istnieniu cząstek elementarnych, decydując się zakwestionować możliwość ich punktowej obserwacji. Zgoła odwrotnie: powołanie teorii nieoznaczoności służyło programowo "ochronie jest" cząstek elementarnych i tłumaczeniu niemożności śledzenia ich indywidualnych losów.

(kwestia horyzontu zdarzeń, z naszej perspektywy obserwatora[ za duża szybkość następujących po sobie zdarzeń] A-M)

Zatem kopenhańczycy nigdy nie zrezygnowali z dociekań tego, jak, czyli w jaki sposób obiekty fizyczne są masą, a w jaki substancją. Stąd w ramach mechaniki kwantowej nigdy nie lekceważono substancjalnego związku między energią a masą, gdyż domaga się tego rozumienie grawitacji.(!) Podatność masy i energii na uleganie przyciąganiu grawitacyjnemu, to już problem związku energii z przestrzenią. Masa i energia jako w równym stopniu nieprzezroczyste dla siły grawitacyjnej, są więc w rozdzielnym związku z przestrzenią tą, którą siły grawitacji pokonują, aby oddziaływać na odległość. Prościej mówiąc, ośrodek dozwalający na propagację grawitacji nie może być ani masą, ani energią, gdyż nie byłaby możliwa sama grawitacja.(!)
Głęboko badając teorię względności na tle mechaniki kwantowej, ale także mechanikę kwantową na tle teorii względności (z uwzględnieniem także ogromu zagadnień filozoficzno-teoriopoznawczych i stanowisk uczonych nie uczestniczących w nurtach tych dwu teorii), dochodzi się do odkrycia, że obie szkoły sposobu podejścia do fizyki przyrody nie umiały sobie uświadomić, iż obiekt i obserwację w przyrodzie łączy informacja. Einstein nie miał świadomości wystarczającej do spostrzeżenia, że obserwacja wymaga udziału substancji obiektów w substancji ośrodka, czyli tego, że obiekty i ośrodek wymagają tego, aby były związane wspólną substancją.(!) W teorii względności tak naprawdę nie chodziło o naturę przestrzeni, lecz o przesył informacji, a co dopiero właściwie podjęte zostało w ramach inicjatywy A. Rosenbluetha. Koślawość w samym spięciu masy i energii (E = mc2) tkwi bowiem w tym, iż dla zaistnienia informacji niezbędną jest nierówność (≠) czyli układ dynamiczny, który musi być w swoistym napięciu, by mógł generować informację.


http://img210.imageshack.us/img210/958/zlotyodcinekqn7.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

A-M

Teorii względności i mechanice kwantowej zabrakło więc zapytania o to, jaki musi być sposób istnienia substancji, aby mogła generować informacje. Rzecz w tym, iż to i takie pytanie ma sens w zapytaniu o substancjalność Wszechświata, a właściwie rozwiązanie wymusza zauważyć, iż z wyłanianiem się informacji związane jest także wyłanianie się struktury fizycznej i logicznej przyrody rozumianej jako Wszechświat obiektów, pól i ośrodka: ciał, galaktyk i przestworzy. Informatycy i cybernetycy budując pierwsze generatory informatyczne, kiedy uchwycili sens bitu, mogli w zwykłym ogniwie elektrycznym, zdolnym do emisji bitu odkryć najgłębszy sens Wszechświata. Nie stało się tak jednak, ponieważ na przeszkodzie stanęły właśnie mechanika kwantowa i teoria względności funkcjonujące jako fakty nie podlegające kwestionowaniu: prace nad maszyną inteligentną były już pod presją paradygmatu, który nie dozwalał poprawiać fizyki i matematyki, a tylko wprowadzać je do sztucznych pamięci planowanych komputerów.

Wnioski matematyczne:

   1. Wszechświatowi nie przynależy "1", mogące być składową zbioru. Wszechświat jest całością nie mogącą być nigdy częścią.
   2. Zdejmując stronę ilościową z sygnału należy zauważyć, że sygnał nie ma zdolności do samodzielności ilościowej. Stąd sygnał nie ma stanu "1", ze względu na siebie. Sygnał jest pojedynczo niestwierdzalny.
   3. Znaczenia jako "1" nie posiada także brak sygnału.
   4. Zatem sam sygnał i sam brak sygnału nie mają długości w czasie ze względu na siebie. 1x5, 5x1 w obrębie sygnału i braku sygnału są niedorzecznościami.
   5. Niedorzecznym jest więc każdy układ liczbowy szeregujący, zakładany jako abstrakcyjny, ponieważ brak jasności interwału między np. 1-2-3-4 w sprzężeniu zwrotnym oznacza niejasność samej liczby, czyli ilości i braku ilości.
   6. Wszechświat jest "obiektem" niematematycznym, ponieważ nie przynależy do żadnej mnogości ani sumy. Generując rytm swych przejawów, generuje matematyczność jako rytm odmienności.

http://www.sheller.pl/pl/wyklady_szczegolowe/wyklad-szczegolowy2.html


Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #24 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:30:59 »

<a href="http://www.youtube.com/v/m6wJg25nlzw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/m6wJg25nlzw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;480&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/m6wJg25nlzw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/m6wJg25nlzw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;480&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>

<a href="http://www.youtube.com/v/Vo3w3fEJ8ls&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/Vo3w3fEJ8ls&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;480&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/Vo3w3fEJ8ls&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/Vo3w3fEJ8ls&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;480&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>
<a href="http://www.youtube.com/v/ameZwVco45Q&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/ameZwVco45Q&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;480&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/ameZwVco45Q&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/ameZwVco45Q&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;480&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #25 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:32:00 »
Dolina Zapomnienia

http://www.tpd-bydgoszcz.ovh.org/dolina.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Czas ma bardzo dużo czasu. Nikt nie, wie czym jest?  A nawet  czy jest?  A jeśli jest, to ma charakter linearny? Czy może raczej spiralny? Tju...  No i , czy biegnie, płynie, czy ucieka?  Czy jest obiektywny, czy subiektywny? Ile mózgów, tyle odpowiedzi. A jak do tego dołożyc, w którą stronę płynie? O ile płynie. No i jeszcze, czy może się zatrzymac, zawrócic, zapętlic, ścisnąc...? Czysta kałabania. Nikt nie wie czy jest i czym jest-powtórzę- ale fizyki to bez czasu nie ma. Bo się wielu wzorów ułożyc nie da.

A przestrzeń? Czym ona jest? Najprościej, jest wszystkim co nas otacza. Wszystkim?

Uczono mnie w szkole, że ma trzy wymiary. Teraz jednak okazuje się, że nieprawda. Naczytałem się, że ma tych wymiarów znacznie więcej. Ile? Nikt nie wie. Czym jest? Nikt nie wie. A nawet, czy jest? Nie wiadomo. A może tylko nam się wydaje...

Najgorsze, że czas i przestrzeń mają się ku sobie. Mają się tak bardzo, że nauka mówi o czasoprzestrzeni. A najgorsze, po poprzednim najgorszym, jest to, że się ten czas i ta przestrzeń kotłują, wyginają, kłębią, ścieśniają.

Jak do tego dołożyc na przykład taki punkt co to jest, ale tak naprawdę to go nie ma i falę, która jest czymś zbudowanym z fali(?).  Ale ta fala jest zbudowana z cząsteczek( chwilami) i dlatego ma charakter korpuskularno-falowy. A czym jest sama fala nikt nie wie. No oprócz tego, że jest zaburzeniem przestrzeni.

Kiedyś, dawno, dawno temu rozmawiałem o czasie i przestrzeni z moim kolegą, lekarzem ginekologiem, a prywatnie buddystą. Przecudowny człowiek. Taki z tych co „do rany przyłóż”. Rozmowa była wspierana bimbrem z rodzynkami, który to napój kolega w podzięce od szczęśliwych rodziców otrzymał.  I kiedy już myślałem, że zaczynam kumac... Światło zgasło.

Może i dobrze, że zgasło.

Waldek, bo tak ma na imię, już nigdy więcej do rozmowy nie nawiązał. Widac stwierdził, że wyjątkowo tępy jestem. Choc wprost tego nie powiedział.

To samo stwierdził inny mój kolega, informatyk.( On stwierdził to głosno. Jak najbardziej. I to wielokrotnie). Np. kiedy o pętli Mobiusa żeśmy gaworzyli. No bo jak coś przestrzennego może miec jedną płaszczyznę?  A jednak może. Bo ma. Skaranie boskie...

A tak w ogóle to on jest tępy, cybernetyczny, ściśnięty móżdżek. Dla niego zdanie: „Uczeń podszedł do tablicy”. Jest tożsame ze zdaniem: „ Do tablicy podszedł uczeń”. No nie tuman jeden!? Burak! Choc druh mój serdeczny. Bronisław ma na imię.

A mój profesor, u którego egzamin przez trzy godziny zdawałem, i który w tym czasie nauczył mnie więcej niż inni w ciągu całego mojego życia. A rozmowa, ( bo to była rozmowa) metafizyki dotyczyła. Bytów , toposów, zanikań, przenikań i takich tam...  Na imię ma Jacek.

I ksiądz, o nieznośnie archaicznym imieniu, Bonawentura. Ksiądz, zakonnik, katolik, który w trakcie jednej rozmowy nauczył mnie Boga.

I Krystyna, moja wieloletnia przyjaciółka,(Krysiu! Ile to już lat? Dwadzieścia dwa, trzy...?) malarka, z którą o sztuce przegadaliśmy dziesiątki nocy, i która nauczyła mnie jak powstają oleje i akwarele. Pejzaże i portrety...

I moja babcia. Kochany, mądry człowiek, pełen radości życia. Która w jednym roku straciła dwóch synów, moich wujków. Nigdy ich nie poznałem. Babcia, która nauczyła mnie odwagi, i która swoim życiem pokazała, co to znaczy byc dzielnym, a przy tym dobrym, życzliwym ludziom człowiekiem.

I setki, setki innych, z którymi się zetknąłem, a których twarzy już nie pamiętam.

Nie musimy wiedziec czym jest, a czym nie jest rzeczywistośc. Nie musimy znac natury wszechświata. Owszem staramy się je poznac od tysiącleci i będziemy poznawac zawsze. To dobrze. Bardzo dobrze. Ale nie dowiemy sie tego nigdy. Każde odkrycie rodzi nowe zagadki, nowe tajemnice. Nowe lądy.

Odczuwamy wszyscy jak czas prześpiesza. Im więcej mamy urządzeń ułatwiających codzienne życie, tym mniej mamy czasu. Paradoks? Czy coś więcej?

No ale Kim ty  jesteś? CZASIE.

Jesteśmy, w wymiarze osobistym i zbiorowym, sumą wiedzy i doświadczenia. I doświadczenia! Na nie składa się nasza przeszłośc, a więc i Ci, których na naszej drodze spotkaliśmy. Wszyscy.

Każy ma swoją Dolinę Zapomnienia. Warto od czasu do czasu przejśc górę i zejśc w tę Dolinę. Tam można znaleźc sytuacje, osoby, słowa, zdarzenia, zapachy, kolory, nastroje, tęskonoty, marzenia, o których tak często zapominamy. A to jest tak, jakbyśmy zapominali o jakiejś cząstce siebie.

Warto jeszcze raz ich poszukac. Przypomniec sobie  twarze,  imiona, chwile. Odkryc na nowo. Wówczas o wiele pełniej i lepiej będziemy rozumiec siebie.

A to jest także droga do rozumienia świata. Byc może jedyna droga. Czy nie jest przypadkiem tak, że odpowiedź na pytanie: "Czym jest wszechświat"? Kryje się w odpowiedzi na pytanie: "Kim jest człowiek"?

Nie wiem. Byc może...

Podobno w Dolinie Zapomnienia niektórzy mieli szczęście znaleźc rozum. Własny rozum, który zginął po drodze, i którego braku nie zauważyli.

Nie mieli czasu.

Wiecej: http://www.eioba.pl/a126198/dolina_zapomnienia#ixzz0nHrPNcTh
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #26 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:32:41 »
Rzeczywistość to kwestia umowna
Miejsce jest różnie postrzegane przez różnych ludzi żyjących równocześnie: rolnika, mieszkańca miasta, podróżnika, archeologa, złodzieja, geologa, Cygana, poety, malarza itp. Tego, jak miejsce jest postrzegane przez różnych ludzi w różnych miejscach i różnych czasach, możemy się jedynie domyślać. Czas - w sensie linearnym przeszłość/teraźniejszość/przyszłość/ - jest fikcją. Czas jest związany ze zmysłem jaźni, a w związku z tym także z ego. Miejsce mocno związane jest z własnością, dziedzictwem i pieniędzmi z jednej strony oraz z kolektywem lub pokrewieństwem z drugiej strony.

Nasze współczesne poczucie czasu i miejsca jest także związane z nacjonalizmem - czy też narodowym socjalizmem "Ziemi i krwi", uskrzydlonym romantyzmem arturiańskim, "celtycką Anglią" lub miłym, ludowym Narodowo opiekuńczym pojęciem "dziedzictwa" (lub, we Francji, całego etosu zawartego w słowach Patrimoine'a). To znaczy "Narodowa" Opieka, nie ludzka. Tytuł ten wiele mówi o ogólnie przyjętym pojęciu jednolitości Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Czas i miejsce są niechybnie polityczne. Skłaniamy się do przekopywania naszej wizji do fantastycznej przeszłości, pomagając jednocześnie ograbić naszą planetę w teraźniejszości, przyszłości więc nie będzie. Powinniśmy przytulać się do drzew, ograniczyć nasze własne marnotrawstwo i zmienić naszą paleolityczną świadomość, zamiast traktować krajobraz jako "dziedzictwo" i nostalgiczną przechadzkę. Jak wielu z nas posiada w ogródku zagajnik, aby szanować w nim naturę?

Jak rzymscy niewolnicy myśleli o okolicy Toskanii? Jak Etruskowie lub Syryjczycy postrzegali rzymskie imperium, a jak na pustynię patrzeli wcześni Chrześcijanie? Jak różni Anglicy, Irlandczycy, Rosjanie i Senegalczycy myślą o morzu? Co Anglosasi myśleli o Stonehenge? Te pozornie proste pytania mogą tylko częściowo doczekać się odpowiedzi po latach lub nawet pokoleniach badań. Te pytania o czas i miejsce, jakie zadajemy teraz, są przekorne.

Głównym problemem jest to, że pytania te zawierają w sobie historyczny mit: wyobrażenie przeszłości dokonane przez ludzi żyjących w teraźniejszości. Wiktorianie snuli wielkie plany i pojęcia jednolitości. W następstwie upadku chrześcijańskiego totalitarianizmu, który nastąpił w okresie renesansu, reformacji i oświecenia, chcieli znaleźć alternatywne wielkie wytłumaczenie wszystkiego, dostaliśmy więc Gibbona, Carlyle'a, Frazera, Darwina, Freuda i tysiące innych. Zamiast czasu będziemy współdziałać z Wolą Bożą od Upadku aż do powstania Nowej Jerozolimy, oni to postrzegali jako roboczy proces począwszy od "prymitywu" do mistrzostwa i pomyślności.

Wordsworth i kilku innych twórców okresu romantyzmu przyjęli nieco inny pogląd: człowiek upadł ze stanu Pierwotnej Chwały, do której to chwały możemy powrócić jedynie przez prostotę, integralność i uczciwość. Marx podążył za romantycznym poglądem na historię, podczas gdy Schopenhauer, Hegel, Nietzsche i ich następcy obrali pogląd progresywny. Są to dwie strony jednej post średniowiecznej monety i mamy tu do czynienia z różnymi stopniami i mieszaninami ich podobnych poglądów.

Rzeczywistość to kwestia umowna

Nasze pojęcie rzeczywistości jest sztuczne i zależne od kultury. Wyobrażamy sobie "prawdziwy" świat będący odbiciem naszego ego, które z kolei jest formowane przez społeczny świat kontrolujący zarówno gospodarkę jak i życie rodzinne. "Prawdziwym" światem dla nas, ludzi XXI wieku, jest świat pracy i "czasu wolnego", pieniędzy i postępu, sukcesu (przez który rozumiemy sławę) i całego stosu stosunkowo nowego bagażu kulturowego. Jest to sprawa "edukacji": procesu prowadzenia nas bez udziału pewnego rodzaju wewnętrznej świadomości - to dlatego tak wielu młodzieńców chce "wyjść poza własne głowy": mają wrażenie, że ich głowy nie należą do nich. Rzeczywistość jest tylko kwestią umowną, tak samo jak dobre maniery czy noszenie konkretnego rodzaju ubrania. Zakładamy, że istnieje wyraźny i ostateczny "prawdziwy świat", któremu musimy się tylko przyjrzeć. Jest to błędne naukowe pojęcie, które powstało w czasach renesansu. Według tego pojęcia wiedza jest tylko kategoryzowaniem i pojmowaniem określonego prawdziwego świata, który powiązany jest z prawami fizyki i dynamiki psychosocjalnej.

Dopiero ostatnio zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z tego, że nie może być tak, że czas jest cykliczny i że wiedza jest aktualnie akceptowaną przez nasze głowy fikcją. To nie tylko mózg, który widzi, ale cała obecna w mózgu struktura odpowiedzialna za uczenie się. Ta ucząca struktura jest określona przez kulturę. Widzimy to, co mamy zaprogramowane do zobaczenia. I nasz niepoetycki, stanowczy pogląd na świat jest dziś całkiem inny, niż poglądy naszych przodków. Na początek zastanówmy się nad pojęciami związanymi z globalną polityką i stanami jednostkowymi, nad pojęciem faktu przeciwko fikcji, prawdy przeciw kłamstwu, przeszłości która różni się od teraźniejszości, która z kolei różni się od przyszłości. Jak w takim razie możemy wrócić do poglądu mówiącego o cyklicznym, płynnym świecie? Jak możemy myśleć o społeczeństwach, w których każdy strumień był święty i miał swojego opiekuna, swojego anioła? Dla nas strumienie są najlepszymi miejscami do połowu ryb, przerzucenia mostu, stworzenia przepustu odwadniającego, stworzenia fosy lub gromadzenia opadów. Jak ludzie mogą poznać krajobraz lub naturę, myśląc że deszcz jest "złą pogodą"? W przeszłości archeolodzy zapowiadali dla nas coś, co nie było niczym więcej jak tylko kulturowym snem: brak esencji, brak empatii. Stosujemy naszą wizję kulturową w stosunku do paleolitycznego społeczeństwa łowieckiego i otrzymujemy coś mniej "prawdziwego" niż Grota Platońska.

Przeżywamy dziesięć do piętnastu lat nauki, w tym czasie cała nasza naturalna mądrość, poezja i entuzjazm (dosłownie: "oddech boży") zostają z nas usunięte i przez to stajemy się emocjonalnymi kalekami niezdolnymi do tego, by uściślić, oszacować lub poznać najlepszy czas na zasadzenie porów. Jak możemy zacząć odczuwać krajobraz w sposób, w jaki robią to myśliwi i rozmawiać z lasami, jak robili to Celtowie, Rumuni, Galaci lub Ulsterzy? Nie nadajemy drzewom specjalnych nazw, mylimy pojęcie ofiary z masochizmem, a jako "magiczne" rozpoznajemy tylko miejsca zawierające jakieś megalityczne pozostałości. A przecież istnieją jeszcze inne "magiczne" miejsca - nawet wśród brzydoty miast. Nie mamy poczucia świętości: nasze domy nie są świątyniami. Sami cierpimy i zadajemy światu cierpienia, wprowadzając chaos, rozłąkę i bezład w jego samoświadomości, która próbuje zamazać wszystko z wyjątkiem samej siebie. Gdy królowie po rytuałach byli zabijani, wedle poetyckiej reguły dzieci obserwowały wszystko ze zboczy górskich. Teraz dzieci są ofiarami jeszcze gorszego fatum: nuklearnej rodziny, telewizji i systemu edukacji.

Gdy podróżujemy, z rzadka udajemy się na pielgrzymkę celem doznania duchowego lub nabycia mądrości, częściej zaś udajemy się do miast lub kurortów dla czysto hedonistycznych (lub biznesowych) powodów. Wyznajemy kulturę arogancji i szybkiego wynagrodzenia. Orgia świętości została zlikwidowana i zastąpiona przez przymusowe, nieoczyszczające, nieodzowne zakupy i widowiska sportowe. Poezja została zastąpiona katalogiem - katalogiem zawierającym fakty lub dobra konsumpcyjne. Obrządki przejścia i rytualne próby zostały zastąpione szkolnymi egzaminami. Szacunek dla świata naturalnego przywłaszczyły sobie religia do spółki ze sztuką. Teraz traktujemy samych siebie bardziej jako producentów i konsumentów, niż integralną część przyrody i jesteśmy wyobcowani wobec tego, co stało się naszą przeszłością, naszą zbiorową podświadomością.

Język zastąpił "Naturę" macierzą

Nasza kultura oddzieliła zwierzę od człowieka i skazała większość wyższych form życia zamieszkujących tą planetę na eksterminację lub niedolę. Oddzieliło to płciowość od duchowości i przez oddzielenie "świętości" od "świeckości" sprofanowaliśmy płciowość i tym samym wywierciliśmy duchową dziurę: powstała forma bez ciała. To antynomijne podzielenie kategorii spowodowało, że jesteśmy w stanie wojny z planetą i naszymi własnymi naturami; te podziały są zaledwie lingwistyczne, wbite w drogę naszego myślenia, dlatego że myślimy, używając języka. Rozumiemy w naszym języku w taki sposób, który nie pasuje do naturalnego świata. Język w większości zastąpił "naturę" pojęciem macierzy. To włąśnie przez język "wymknęliśmy się spod kontroli": wymyśliliśmy pojęcia lub rozróżnienia. Język służy tylko do opisywania rzeczywistości, ale tak naprawdę nie jest on przezroczysty i opisuje tylko nasz, oparty na języku, pogląd na świat.

Zamiast świętości mamy kult malowniczości. Krajobraz nie ma dla nas żadnego większego znaczenia: w większości jest to dla nas polityczne symbol takiego czy innego rodzaju. Uśmiechamy się, słysząc o Wzgórzach Anu (bliźniacze wzgórza znajdujące się w brytyjskim hrabstwie Cork) i możemy zapomnieć o takich obiektach jak Hag Goddess (Boskie Bagna). Krajobraz istnieje tylko po to, byśmy go używali (choćby w "czasie wolnym"), zamiast go przeżywać lub doświadczać. Niewielu ludzi obecnie "przeżywa krajobrazy", obojętnie czy w północno-wschodniej Portugalii, brytyjskim Herefordshire, południowej Albanii czy środkowej Francji. Inni może i widzą te krajobrazy, ale nie pozwalają im przeniknąć do swoich wnętrz. Staliśmy się zaledwie duchami zamkniętymi wewnątrz mózgowych telewizorów.

Ludzka świadomość jest zagmatwaną mieszaniną stanów, amalgamatem pomieszanych lub sprzecznych stopni świadomości. Pigmeje, australijscy Aborygeni, myśliwi Niugini, kolumbijscy Kogi, syberyjscy pasterze reniferów mają świadomość i poglądy na świat zupełnie odmienne od naszych. Większość z nich robi coś, co można nazwać "rozwijaniem świadomości". My na "Zachodzie", w kulturze zdefiniowanej przez działanie lewej półkuli mózgu (której działanie jest z kolei definiowane nie przez język, ale przez literaturę), mamy "narzuconą świadomość": zamiast otworzyć się na obecne na świecie świadomości, zdefiniowaliśmy sobie jedną "naprawdę światową" świadomość i najzwyczajniej narzuciliśmy ją całej planecie. Mamy wyjątkowo totalitarną wizję i kulturę.

Pozwolisz, że jako przykład podam "piękno". W naszej kulturze jest to po prostu ozdoba szarej egzystencji i brzydkiego świata. Jednakże, w przeciwieństwie do poczucia upływania czasu, który jest tylko umysłową fikcją stworzoną przez ego, piękno jest wrodzoną cechą wszystkich innych światopoglądów. W naszej kulturze tylko wysoko rozwinięci ludzie nie będący ponurakami naprawdę widzą piękno, obojętnie czy patrzą na pole uprawne czy na żywopłoty, na ulicę czy na chmury. Paradoksalnie nasza kultura, tak bardzo polegająca na wrażeniach słuchowych i wizualnych z wyłączeniem zmysłów zapachu i dotyku, niezbyt dobrze dostrzega piękno. Możemy widzieć na przykład "widoki" dostosowane do romantycznych abstrakcji piękna wyśnionego (ponieważ nasza kultura mocno demaskuje kulturę lunatyków) [na obrazach pochodzących] z wieków osiemnastego i dziewiętnastego.

Jesteśmy odłączeni od wszystkiego przez pojęcie czasu linearnego

Więc gdy przychodzimy do miejsc takich jak Stonehenge, po prostu nie łączymy się [z nimi]. Wczytujemy się w literaturę i zaczynamy szaleńczo śnić o druidach i astronomach stworzonych nie przez ludzi, którzy byli połączeni z przeszłością lub z miejscem, lecz przez ludzi pożądających "wyjaśnienia" w warunkach naszej kultury - w pojęciach związanych z "postępem", czyli w technologii, rywalizacji, organizacji i rasizmu. Ponieważ w naszych umysłach zabiliśmy już mit, nie mamy żadnej mapy umysłowej, pozwalającej dostroić się do (dziś już nieodwracalnie zbezczeszczonych) doliny Boyne lub Carnac, więc tworzymy próbujące coś tłumaczyć legendy, których wytłumaczenia są bardziej strawne i mniej odkrywcze niż np spopielone kości znalezione w Newgrange. Widzimy Stonehenge jako poukładaną warstwa na warstwie kupę zakurzonych naukowych lub nawiedzonych hipotez, i nie widzimy poprzez stopy (które powinny nas łączyć z ziemią) lub nasze genitalia bądź przez inne kanały świadomości, których istnienie neguje nasza kultura.

Dobrym przykładem naszej upartej wąskości jest zjawisko przewierconych kamieni. Ktoś, kto dużo podróżował i spoglądał na te kamienie, doskonale wie, że większość z nich zawiera dziurę na wysokości 1 metra nad powierzchnią gruntu i że dziura ta ma zwykle około 75 mm średnicy, często też dziury zakończone są tzw fazą. Jest rzeczą niezmiernie prawdopodobną, że w te otwory w szczególnym okresie roku wkładano ludzkie penisy, co miało symbolizować związek z ziemią, której różnego typu urodzajność była w ten sposób rozbudzana. Blokujemy ten rodzaj intuicji, ponieważ reprezentujemy kulturę chrześcijańską, a chrześcijańska kultura jest przepełniona krwią, a nie spermą.

Ludzie "Nowej Ery" i "Tajemnicy Ziemi" są w złej percepcyjnej sytuacji, bo chcieliby posiadać ciastko z prehistoryczną tajemnicą, zostało ono jednak zjedzone przez zęby naszego totalitarnego światopoglądu, który neguje istnienie tajemnicy i w ten sposób niszczy związek z nią. Jak wiadomo, australijscy Aborygeni mieli "holistyczne" podejście do świata: postrzegali siebie jako istoty zamieszkujące ląd i wszystko, co istnieje na nim i wewnątrz niego, w cyklicznym i zrozumiałym wszechświecie, podczas gdy my jesteśmy od tego wszystkiego odłączeni przez pojęcie czasu linearnego (w którego jesteśmy apogeum) oraz w wyniku infantylnego kategoryzowania ogromnie złożonego świata zewnętrznego i wewnętrznego. To ciekawe, że kultura tak wyszukana i technologiczna jak nasza coraz bardziej się infantylizuje i tym samym osłabia swoich członków, czyniąc ich zależnymi od neurotycznego przetrwania [opartego] na gadżetach i błyskotkach, których widok nawet sto lat temu wywołałby śmiech. Nasze nastawienie do zwierząt (które są duszami, anima, w przeciwieństwie do nas, którzy staliśmy się zamiarem) pokazuje, że nie mamy szacunku dla żywych stworzeń i rzeczy istniejących poza naszym ego-pudełkiem i poza naszą małą klatką niszczących psot, jaką jest nasza kultura. Nie żałujemy ani nawet nie zauważamy śmierci zwierząt, które torturujemy i spożywamy. Dopóki tego nie zrobimy, my i nastawienie, które stworzyliśmy z naszego bolesnego ego, będą zadawać ból. Widzimy Ziemię w kontekście agresywnej obrony i eksploatacji, podczas gdy przedpiśmienni ludzie widzą ją jako świętość i źródło wszystkiego. Porównaj Ziemię z okropnymi domami dookoła (nie wspominając o fabrykach i instalacjach wojskowych) ze wznoszeniem tymczasowych schronień. Nasz pomysł z obecnym i przyszłym królem odzwierciedla nasz militarystyczno-nacjonalistyczny pogląd. Nasza obsesja z "Celtami" to kuriozalne historyczne dziwactwo, wywodzące się z tak bardzo niemistycznych krajów, jak Irlandia, z ważnych politycznych powodów (niezależność od Diabelskiego Imperium po drugiej stronie irlandzkiego morza).

Słowo "Celtycki" jest teraz używane jako określenie rasowe, kiedy jest to po prostu słowo opisujące pewną grupę języków, które to języki są pokrewne z wieloma innymi językami indoeuropejskimi, jak te z grupy łacina/greka/albański, nordyckie/germańskie i słowiańskie. Jeśli "Celtycki duch" wciąż żyje, to na pewno nie znajdziemy go na celtyckich peryferiach, ale w celtyckim ośrodku, czyli we Francji. Ostatnie badanie pokazało, że francuskie nazwy miejscowości, które w większości nic dziś nie znaczą (w przeciwieństwie do duńskich, hiszpańskich, irlandzkich, holenderskich, niemieckich i słowiańskich nazw miejscowości), zawierają elementy przed celtyckie i liguriańskie.

Okazuje się, że dokładne zbadanie czasu i miejsca przy użyciu lingwistycznych telewizorów, jakimi są nasze umysły, jest po prostu niemożliwe. Żeby to "zobaczyć", będziemy musieli wyjść z tych telewizorów - co jest bardzo trudne, odkąd język (razem z systemem edukacji) zamknął nas wewnątrz nich. Próba wyrwania się z objęć tych umysłowych telewizorów może być bezowocna. Jedynym sposobem na wyjście może być wypłynięcie za pomocą ponadczasowej intuicji, której istnieniu słowo pisane stale zaprzecza.

Inaczej mówiąc, możemy uciec od totalitarnego telewidoku tylko poprzez obalenie języka. Ta kwestia jest decydująca, ponieważ w korzeniu destrukcyjności naszej cywilizacji i ograniczania jej widoku na świat tkwi proza. Próbujemy zinterpretować i zrozumieć wszystko poprzez prozę, która jest pewnego rodzaju samo-ustawiającą się pułapką, inaczej niż poezja, która jest twórcza.

Życie i świat są dużo bardziej subtelne, niż nasza proza - i "oparta na faktach" cywilizacja jest przygotowana, by to zaakceptować. Poezja została zdegradowana do roli wystroju wnętrz dla burżuazyjnego umysłu. Nie posiadamy żadnej Delfickiej Wyroczni zadającej poetyckie zagadki, żadnych Misteriów Eleuzyjskich - nawet nie oglądamy już greckich tragedii. W języku starogreckim słowo "tragedia" oznaczało "kozła ofiarnego", w dzisiejszej grece oznacza zaledwie "piosenkę". Nasza rzeczywistość jest prozaiczna i linearna: praca, informacje i rozrywki. Zatraciliśmy się w niepoetyckiej kulturalnej głupocie. Jak możemy myśleć lub wyobrażać sobie siebie samych w epoce kamienia łupanego, skoro nasza świadomość jest związana z tak prymitywnymi pojęciami jak postęp i cel, a nasze życia są uzależnione od pasty do zębów, papieru toaletowego, gorącej wody i wszystkich śmieci serwowanych nam przez kapitalizm? Możemy to zrobić tylko poprzez poetycką wizję, która stanowi obalenie języka (w szczególności języka pisanego). Poezja zawiera w sobie strumień i dąży do cykliczności.
Większość ludzi nie może się identyfikować z dwudziestowiecznym światopoglądem takich poetyckich mistyków, jak Yeats i Rilke. Jak my, zamknięci w prozie, możemy zacząć "czuć przeszłość" jaka miała miejsce 2000 lub 20 000 lat temu, kiedy wszystko, w pewnym sensie, musiało być poezją? Skoro wymyśliliśmy "przeszłość", przecząc tym samym cyklicznemu powtarzaniu i ciągłej teraźniejszości, to zróbmy co się da z jej materialnymi artefaktami. Możemy umieścić je w muzeach, otoczyć ochroną jak kamienny krąg Stonehenge, zaplombować jak grotę w Lascaux lub przekształcić w parszywe prehistoryczne supermarkety jak grobowiec Newgrange. Nie możemy tego jednak zrobić, dopóki stosujemy pojęcie "przeszłości": idea "przeszłości" niczym pewnego rodzaju Cerber chroni nas przed świadomością miejsca i czasu. Nasz prozaiczny język zamyka rzeczywistość poprzez "fakty" i "informację". Atakujemy rzeczywistość prozą, przez co staje się ona naszą fikcją.

Prozą atakujemy także przeszłość, rzucając na nią z jednej strony nasze prozaiczne dwudziestowieczne nastawienie by zadziałać, określić cel i zebrać dane, a z drugiej - nasze aktualne zainteresowania innymi rzeczami. Rozpaczliwie spoglądamy na "przeszłość" jako złotą z szacunkiem dla "matki Ziemi" itp itd. Ale natura przez setki tysięcy lat była wrogiem dla próbującego ją sobie przywłaszczyć człowieka. Być może szanujemy wroga, ale to nasze poczucie wrogości zaprowadziło nas i naszą planetę do obecnej sytuacji, gdzie zamiast widzieć siebie samych jako małych, kruchych kolonizatorów, obserwujemy kruchą biosferę. Oczywiście rozumiemy przez to, że biosfera od zawsze była krucha. Co prawda biosfera przeżyje szóste wielkie wymieranie gatunków, do którego dążymy - jednak w zupełnie innej formie.

Aby uciec przed historycznym błędnym pojęciem, stanowiącym myślo-kształt naszej kultury, możemy, moim zdaniem, tylko "zobaczyć w czasie" (który jest fikcją) znaczenie poezji, jednej linii mogącej dać więcej wglądu niż sto książek z dziedziny archeologii lub antropologii. Jak na ironię, "nadejście poezji" zmniejszy nasze pragnienie prozaicznego "rozumienia" przeszłości i wtedy zobaczymy, że samo rozumienie jest prozatorską fikcją, która uzurpowała sobie cud.

Anthony Weir
Artykuł opublikowany w czasopiśmie "At The Edge" nr 1/1996
http://nasze-artykuly.pl/artykul,2,Czas-i-miejsce-Telewizja-naszych-umyslow
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #27 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:33:32 »
    
Fraktalny kosmos

Pierwszym uczonym, który już w pierwszych latach XIX wieku zasugerował, że możliwy jest taki rozkład gwiazd, który wyjaśniałby zagadkę „ciemności nocnego nieba” był William Herschel. Pisał on: „...łatwo wyobrazić sobie strukturę Wszechświata dosłownie nieskończoną, która umożliwiałaby dowolną ilość kierunków, w których nie natrafilibyśmy na gwiazdę. Tak byłoby, gdyby składał się on z układów podzielonych zgodnie z prawem, że każda struktura wyższego rzędu jest znacznie bardziej odległa od środka struktury niższego rzędu...”.
Ponad sto lat później, starając się znaleźć odpowiedź na paradoks Olbersa i na Paradoks Grawitacyjny, wykładowca fizyki w Birmingham, Edmund Fournier D'Albe zaproponował model kosmosu, w którym gwiazdy rozmieszczone są w sposób hierarchiczny. Przykładowy model tego typu przedstawia poniższy rysunek:

Pięć gwiazd (w trójwymiarowej przestrzeni siedem gwiazd), skupionych jest w pewnym obszarze, tworząc gromadę. Pięć takich gromad tworzy gromadę wyższego rzędu – odległości między gromadami wyższego rzędu są większe od rozmiarów gromad rzędu niższego. Gromady rzędu wyższego, tworzą w analogiczny sposób gromady jeszcze wyższego rzędu i tak dalej, aż do nieskończoności.
Idee Fourniera D'Albe rozwinął szwedzki uczony Carl Charlier. To on właśnie wyprowadził zależność, o której pisałem w poprzednim poscie – by rozwiązać ciemności nocnego nieba oraz paradoks grawitacyjny hierarchia musi spełniać nierówność Ri+1/Ri>=pierwiastek(N i+1). Oczywiście taka hierarchia, by spełniać swoje zadanie przy rozwiązywaniu paradoksów, rozciągać się musi aż do nieskończoności.
W roku 1922 austriacki uczony Franz Selety, pokazał, że hierarchia zaproponowana przez Charliera wcale nie wymaga istnienia środka – środków może być nieskończenie wiele. Przedstawił on następujące postulaty kosmologiczne, które jak pokazał, wcale nie muszą być ze sobą sprzeczne:
* nieskończona przestrzeń
* nieskończona łączna masa
* masa wypełniająca przestrzeń w taki sposób, że wszędzie ma skończoną gęstość
* uśredniona gęstość masy we Wszechświecie jest zerowa
* brak centralnego punktu lub obszaru we Wszechświecie

http://www.faces-of-nature.art.pl/math_gal/fraktale/kosmos1.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


http://www.faces-of-nature.art.pl/math_gal/fraktale/kosmos7.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Oczywiście wszyscy ci uczeni zdawali sobie sprawę, że hierarchia kosmiczna nie będzie tworzyła regularnych geometrycznych wzorów i rozkład ciał niebieskich jest w znacznym stopniu przypadkowy, ale nie ma to większego znaczenia dla opisywanych praw. W czasach, gdy tworzyli oni swoje teorie obserwacje Wszechświata były jeszcze bardzo słabo rozwinięte, nic więc nie mogło tych hipotez potwierdzić.
Fakt, że gwiazdy grupują się w galaktykach, a Mleczna droga jest po prostu jedną z wielu takich galaktyk odkryty został dopiero w połowie lat dwudziestych. W latach trzydziestych zauważono, że galaktyki mają tendencje do skupiania się w gromady.

Przełom nastąpił, gdy w 1977 roku Benoit Mandelbrot przewidział, że galaktyki we Wszechświecie rozmieszczone są w sposób fraktalny i podał pierwszy matematyczny opis ich rozkładu. Zaproponował on dojrzały matematyczny model rozkładu materii, gdzie „nie ma środka, a jest hierarchia”.
Oczywiście kosmologiczne fraktale, są to fraktale rzeczywiste, które różnią się od ich matematycznych ideałów w analogiczny sposób, co kształt ziemskiego globu różni się od matematycznej kuli. Do tego są to fraktale stochastyczne, a więc takie, przy których tworzeniu decydującą rolę odgrywają procesy chaotyczne. Matematycznym przykładem fraktala stochastycznego może być zbiór Cantora, w którego konstrukcji losowo wybieraliśmy odrzucany odcinek. W kosmologii czynnikiem powodującym „przypadkowość” rozmieszczenia materii są niemożliwe do przewidzenia czynniki związane z ruchem i oddziaływaniami poszczególnych elementów.
Z pojęciem fraktali łączy się ważne pojęcie wymiaru fraktalnego. W kosmologii pojęcie to można traktować jako miarę zależności ilości galaktyk od odległości. Dla modelu Charliera wymiar fraktalny wynosi dwa, co oznacza, że ilość materii wzrasta z kwadratem, a nie z trzecią potęgą rozmiarów. Najbardziej nieoczekiwanym odkryciem, którego na początku lat osiemdziesiątych dokonała grupa włoskich astrofizyków pod kierownictwem Luciano Pietronero, było to, że (w skali do pięciu megaparseków) obserwowany rozkład galaktyk wykazywał strukturę fraktalną, o wymiarze niemal dokładnie równym 2. Obrońcy jednorodności rozkładu galaktyk nie poddali się i model fraktalny został gwałtownie zaatakowany. W 1996 roku doszło do słynnego zakładu między Pietronero, a broniącym jednorodności Davisem, o to czy skala fraktalności przekroczy 15 megaparseków (lokalna gromada galaktyk ma średnicę około jednego megaparseka). Fakt że konserwatywni kosmologowie nie chcieli się zgodzić na model fraktalny nie powinien nas dziwić. Przy fraktalnym rozkładzie materii Big-Bang przestanie już być potrzebny przy wyjaśnianiu paradoksów Olbersa i grawitacyjnego. Co ważniejsze jednak jednorodność jest podstawowym założeniem tłumaczącym ekspansję Wszechświata (dla kosmosu fraktalnego nie można by zastosować modeli Fridmana przewidujących jednorodną ekspansję Wszechświata), do tego gigantyczne fraktalne struktury wymagałyby do swego uformowania czasu znacznie większego niż przewidywany przez BB wiek Wszechświata. Fraktalność (wprawdzie dopiero przy istnieniu ogromnych ilości ciemnej materii skupionej w sposób analogiczny co materia świecąca) może również wytłumaczyć redshift jako efekt przesunięcia grawitacyjnego. Wracając do wspomnianego wyżej zakładu między dwoma uczonymi, najnowsze obserwacje wyłoniły już zwycięzcę - fraktalność potwierdzona została najpierw w skali 50 megaparseków, potem w skali 100 megaparseków, a obecnie, w sposób niemal całkowicie pewny w skali 500 megaparseków, zaś w sposób bardzo prawdopodobny w skali giga parseka.
Jednorodność była intuicyjnym założeniem, które opanowało ludzkie umysły i spod którego władania uwolnić się było niesłychanie trudno. Podobnie było kiedyś z pojęciem środka Wszechświata. Wydawało się, że Wszechświat musi mieć środek i nawet tak wybitny umysł, jak Kopernik, zdołał ów środek zaledwie przesunąć z Ziemi ku Słońcu. Wieleset lat później, wierzono, że środek istnieje i znajduje się w sercu Drogi Mlecznej. Kolejne przesuwanie tego „środka Wszechświata”, ku coraz to dalszym obszarom, doprowadziło wreszcie uczonych do koncepcji, że środek w ogóle nie istnieje. Podobnie może być z koncepcją kosmologicznej jednorodności. Gdy fraktalność potwierdza się na coraz to większych skalach, dla nowych pokoleń uczonych może się stać czymś naturalnym, że granica, od której "zaczyna się już jednorodność" po prostu nie istnieje.
Warto tu przypomnieć słynne powiedzenie Maxa Plancka, że: "Nowe naukowe prawdy nie triumfują dzięki przekonaniu ich oponentów i ukazaniu im światła prawdy, lecz raczej dlatego, że ich oponenci umierają, a kolejne pokolenie łatwiej przyjmie to co nowe lecz już ‘oswojone’."
http://kaskaderzy-kosmologii.blogspot.com/




W kosmosie, fraktalną strukturę wykazują : powierzchnie planet, obłoki gazu międzygwiezdnego, obłoki protogwiazd, gromady galaktyk i supergromady galaktyk(włókna, ściany, komórki puste).Opis struktur kosmicznych w języku fraktali umożliwia symulacje i modelowanie rzeczywistych, obserwowanych zjawisk we wszechświecie.

Wszechświat fraktalny w przedstawieniu Teerikorpiego i Baryszewa (wzmocnionym przedsłowiem genialnego matematyka B.Mandelbrota), to fenomen fascynujący dla czytelnika.
Historia kosmologii(i kosmogonii) w ujęciu Teerikorpiego i Baryszewa, to głęboki nurt myśli ludzkiej wciąż atakujący archetypalny problem przyrody: gładkości ,jednorodności oraz idealności fenomenów i obiektów przyrody z jednej strony ,a z drugiej strony ich przeciwieństwa - chropowatości ,niejednorodności i przypadkowości.

Już starożytni Grecy stali w rozdarciu intelektualnym ,za czym się opowiedzieć: za platońskim światem wiecznych, niezmiennych oraz idealnych form geometrycznych będących cieniami Idei Dobra i Piękna ,które organizują i determinują ciemną i chaotyczną hylos ,czy za babilońsko-judaistyczną koncepcją świata nieokreślonego, przypadkowego, świata fenomenów i procesów stwarzania, rodzenia, ginięcia, umierania, procesów – ich zdaniem - pozbawionych niezmiennych struktur formalnej konieczności.

Wybierając ten pierwszy biegun dualnego archetypu myślenia o kosmosie, Grecy na wiele następnych wieków utrwalili wizję kosmologicznego ładu: idealność form przestrzenno-czasowych bez jakichkolwiek osobliwości w rodzaju początku lub końca, regularność ruchów i prostota torów wędrowania ciał niebieskich, całkowity brak osobliwości w zestawie fizycznych parametrów gwiazd i ich układów, wieczna niezmienność trwania gwiazd bez narodzin, ewolucji i śmierci.

Jeszcze w latach dwudziestych ubiegłego wieku, dominowała platońsko-arystotelesowska wizja ładu kosmicznego, do której idee osobliwości i nieregularności oraz indeterminizmu nie miały dostępu. Konstrukcja historii kosmologii według archetypalnego napięcia pomiędzy ideami: regularności i nieregularności, porządku i chaosu ,konieczności i przypadkowości, niezmienności i zmienności, przynosi poważne korzyści metodologiczne.
Pozostają jednak pytania dość ważne z punktu widzenia rozwoju wiedzy o wszechświecie: czy model fraktalny obiektów kosmicznych jest płodny ,czy li tylko jest opisem zjawisk w innym języku? Czy sugeruje jakiś nieznany dotychczas, mechanizm procesów i obiektów astronomicznych o strukturze fraktalnej?

Na przykład : ciemnej materii, ciemnej energii? Czy hierarchia struktur we wszechświecie wykazuje lokalną fraktalność, czy przeciwnie- globalną? Jak wytłumaczyć zadziwiającą zgodność prawa Hubblea(które implikuje jednorodność rozkładu galaktyk) i fraktalne rozmieszczenie galaktyk nawet do odległości 100 Mpc ?

Czy grupowanie gromad galaktyk ma ten sam wymiar fraktalny, co grupowanie galaktyk? A czy rozkład fraktalny skupisk obiektów (galaktyk, gromad galaktyk) przechodzi w jednorodny i na jakich odległościach od ziemskiego obserwatora to zachodzi? Sięganie na odległość gigaparseków ,to tym samym cofanie się wstecz w historii wszechświata, wobec tego wykrycie megafraktali, może mieć znaczenie dla naszej wiedzy o bardzo wczesnym wszechświecie.
http://autodafe.salon24.pl/64881,na-tropie-fraktalnego-wszechswiata
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #28 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:37:24 »
Unifikacja w wyższych wymiarach
Wysunięta przez Kaluzę w 1919 roku hipoteza o istnieniu w naszym Wszechświecie dodatkowych wymiarów przestrzennych sama w sobie zasługiwała na uwagę. Szczególne znaczenie zyskała jednak w związku z ogólną teorią względności Einsteina. Teoria ta odnosiła się do Wszechświata o trzech wymiarach przestrzennych i jednym czasowym. Ale jej matematyczną strukturę dało się w dość prosty sposób rozszerzyć, aby zapisać analogiczne równania dla wszechświata o większej liczbie wymiarów przestrzennych. Przy założeniu, że istnieje tylko jeden dodatkowy wymiar, Kaluza przeprowadził odpowiednią matematyczną analizę i otrzymał nowe równania.

Zauważył, że jego równania odnoszące się do trzech zwykłych wymiarów mają w zasadzie identyczną postać jak równania Einsteina. Ponieważ jednak Kaluza dodał jeden wymiar przestrzenny, zgodnie z oczekiwaniami otrzymał też dodatkowe równania, których teoria Einsteina nie zawierała. Po ich zbadaniu uczony uświadomił sobie coś zadziwiającego. Te dodatkowe równania nie były niczym innym, jak równaniami zapisanymi przez Maxwella w latach osiemdziesiątych XIX wieku, równaniami opisującymi siłę elektromagnetyczną. Dodając jeden wymiar przestrzenny, Kaluza zjednoczył teorię grawitacji Einsteina z teorią światła Maxwella.

Przed odkryciem Kaluzy grawitację i elektromagnetyzm uważano za dwie nie związane ze sobą siły. Mając dość twórczej odwagi, aby wyobrazić sobie, że nasz Wszechświat ma dodatkowy wymiar przestrzenny, Kaluza pokazał, iż tak naprawdę między owymi siłami istnieje ścisła zależność. Zgodnie z jego teorią zarówno grawitacja, jak i elektromagnetyzm wiążą się ze zniekształceniami w strukturze przestrzeni. Grawitację przenoszą zaburzenia w znanych nam trzech wymiarach przestrzennych, natomiast elektromagnetyzm propaguje się dzięki zniekształceniom w nowym, zwiniętym wymiarze.

Kaluza przesłał swój artykuł Einsteinowi, którego początkowo zaintrygowało to odkrycie. 21 kwietnia 1919 roku odpisał Kaluzie, że nigdy nie wpadł na pomysł, aby osiągnąć unifikację przez wprowadzenie "pięciowymiarowego [cztery wymiary przestrzenne i jeden czasowy], cylindrycznego świata". Po czym dodał: "na pierwszy rzut oka Pański pomysł niezmiernie mi się podoba". Tydzień później Einstein wysłał jednak do Kaluzy list wyrażający sceptycyzm: "Przeczytałem dokładnie Pański artykuł i stwierdzam, że jest naprawdę interesujący. Na razie nie znalazłem w nim nic niemożliwego. Z drugiej strony, muszę przyznać, że przytoczone argumenty nie są dość przekonujące". Ponad dwa lata później, po dokładnym przeanalizowaniu nowatorskiego podejścia Kaluzy, 14 października 1921 roku Einstein jeszcze raz do niego napisał: "Zastanawiam się ponownie, czy słusznie zniechęciłem Pana dwa lata temu do publikacji Pańskiego artykułu, zawierającego pomysł na połączenie grawitacji z elektrycznością. [...] Jeśli Pan sobie życzy, ostatecznie jestem skłonny przedstawić Pańską pracę Akademii". W końcu, z opóźnieniem, Kaluza otrzymał aprobatę mistrza.

Chociaż koncepcja Kaluzy była piękna, późniejsze jej badania pokazały, że pozostaje ona w sprzeczności z rezultatami doświadczeń. W wyniku najprostszych prób włączenia do tej teorii elektronu między jego masą a ładunkiem powstawały związki, które znacznie się różniły od zmierzonych wartości. Ponieważ nie znaleziono żadnego sposobu, aby rozwiązać ten problem, fizycy przestali interesować się pomysłem Kaluzy. Einstein i inni co jakiś czas wracali do możliwości istnienia dodatkowych, zwiniętych wymiarów, ale wkrótce tego rodzaju badania znalazły się na peryferiach fizyki teoretycznej.

W rzeczywistości koncepcja Kaluzy znacznie wyprzedzała swoje czasy. Dopiero w latach dwudziestych fizycy teoretyczni i doświadczalni rozwinęli badania, których celem było zrozumienie zasadniczych praw mikroświata. Teoretycy poświęcili się próbom stworzenia mechaniki kwantowej i kwantowej teorii pola. Fizycy doświadczalni musieli jeszcze odkryć szczegółowe właściwości atomu i innych elementarnych składników materii. Teoria kierowała eksperymentem, a eksperyment udoskonalał teorię. Fizycy przez pół wieku parli do przodu, aby w końcu stworzyć Model Standardowy. Nie ma nic dziwnego w tym, że w owych produktywnych i ekscytujących czasach nikt nie zajmował się spekulacjami na temat dodatkowych wymiarów. Kiedy fizycy badali możliwości metod mechaniki kwantowej, a ich przewidywania dawało się doświadczalnie sprawdzić, nie budziła szczególnego zainteresowania hipoteza, że Wszechświat jest zupełnie inny w skalach o wiele mniejszych niż te, które badano za pomocą najlepszych urządzeń.

Ale wcześniej czy później każdy kierunek badań, choćby należał do najbardziej popularnych, przestaje się rozwijać. Teoretyczną strukturę Modelu Standardowego dobrze poznano właściwie do końca lat sześćdziesiątych. Przed początkiem lat osiemdziesiątych wiele przewidywań związanych z tym modelem potwierdzono doświadczalnie i większość fizyków cząstek uznała, że sprawdzenie reszty to tylko kwestia czasu. Chociaż kilka istotnych szczegółów pozostało nie wyjaśnionych, wiele osób czuło, że na zasadnicze pytania dotyczące oddziaływań silnych, słabych i elektromagnetycznych znaleziono już odpowiedź.

W końcu sytuacja dojrzała do tego, aby znów podjąć najważniejszą kwestię związaną z tajemniczą sprzecznością między mechaniką kwantową a ogólną teorią względności. Sukces w sformułowaniu teorii kwantowej opisującej trzy spośród czterech oddziaływań zachęcił fizyków do podjęcia prób włączenia czwartej siły - grawitacji. Przeanalizowano wiele pomysłów. Bezskutecznie. Fizycy stali się wówczas bardziej otwarci na stosunkowo radykalne propozycje. I tak teoria Kaluzy-Kleina, którą odrzucono pod koniec lat dwudziestych, została wskrzeszona.

Współczesna teoria Kaluzy-Kleina

Od momentu wysunięcia przez Kaluzę jego hipotezy minęło sześćdziesiąt lat. Przez ten czas zrozumiano wiele problemów fizycznych. Stworzono i potwierdzono doświadczalnie całą mechanikę kwantową. Odkryto i dobrze poznano oddziaływania silne oraz słabe, nieznane jeszcze w latach dwudziestych. Niektórzy fizycy sugerowali, że pierwotna propozycja Kaluzy nie zdała egzaminu, ponieważ badacz nie wiedział o istnieniu tych sił i w związku z tym jego reforma przestrzeni musiała być konserwatywna. Istnienie większej liczby oddziaływań wiązało się z koniecznością wprowadzenia jeszcze większej liczby wymiarów. Dowodzono, że choć pojedynczy wymiar kołowy wskazuje na istnienie związku między ogólną teorią względności a elektromagnetyzmem, związek ten okazuje się niewystarczający.

Do połowy lat siedemdziesiątych intensywnie badano teorie wskazujące na większą liczbę wymiarów. Rycina 8.7 to przykład przestrzeni z dwoma dodatkowymi zwiniętymi wymiarami. Mają one postać powierzchni piłki, czyli sfery. Tak jak w przypadku pojedynczego wymiaru kołowego, te dodatkowe wymiary dołączone są w każdym punkcie zwykłych rozciągłych wymiarów. (Chcąc zachować przejrzystość rysunku, przedstawiliśmy tylko próbkę sferycznych wymiarów w równo oddalonych od siebie punktach siatki wymiarów rozciągłych). Poszczególne teorie różnią się nie tylko liczbą dodatkowych wymiarów, ale także ich kształtem. Na rycinie 8.8 pokazano fragment przestrzeni o dwóch dodatkowych wymiarach mających kształt obwarzanka, czyli torusa. Łatwo sobie wyobrazić bardziej skomplikowane możliwości, w których różne niesamowite kształty tworzą trzy, cztery, pięć dodatkowych wymiarów przestrzennych, a w zasadzie dowolną ich liczbę. Jedyne ograniczenie wiąże się z tym, że wszystkie wymiary muszą być mniejsze od najmniejszych odległości, jakie potrafimy badać. Żaden eksperyment bowiem nie wykazał jeszcze ich istnienia.

http://www.wiw.pl/biblioteka/piekno_greene/pict/08-z.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

 Dwa dodatkowe wymiary zwinięte w kształt sfery.

http://www.wiw.pl/biblioteka/piekno_greene/pict/09-z.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Najbardziej obiecująco zapowiadały się te hipotezy na temat istnienia większej liczby wymiarów, które uwzględniały supersymetrię. Fizycy mieli nadzieję, że częściowe znoszenie się największych fluktuacji kwantowych w wyniku istnienia superpartnerów zwykłych cząstek złagodzi sprzeczność między grawitacją a mechaniką kwantową. Teorie obejmujące grawitację, dodatkowe wymiary i supersymetrię zaczęto nazywać supergrawitacją o wyższej liczbie wymiarów.

Podobnie jak pierwotna hipoteza Kaluzy, różne wersje supergrawitacji wydawały się na początku dość obiecujące. Nowe równania otrzymywane dzięki wprowadzeniu dodatkowych wymiarów niezmiernie przypominały równania używane do opisu elektromagnetyzmu, a także oddziaływań silnych i słabych. Dokładne badania ujawniły jednak, że stare przeszkody pozostały. Co ważniejsze, wprawdzie supersymetria nieco osłabiła zgubne kwantowe zafalowania przestrzeni na małych odległościach, ale nie na tyle, by dało się stworzyć sensowną teorię. Trudno było również znaleźć spójną teorię zakładającą istnienie większej liczby wymiarów, która opisywałaby wszystkie właściwości sił i materii.

Zrozumiano, że choć istnieją fragmenty zunifikowanej teorii, brakuje kluczowego elementu, który połączyłby je ze sobą w sposób kwantowomechanicznie spójny. Ów brakujący element - teoria strun - pojawił się w 1984 roku.

Dodatkowe wymiary i teoria strun

Z tego, o czym pisano wyżej, wynika, iż nie można wykluczyć, że nasz Wszechświat ma dodatkowe zwinięte wymiary przestrzenne o bardzo małych rozmiarach. Dodatkowe wymiary mogą wydawać się nam czymś sztucznym. Niemożność badania odległości mniejszych niż jedna miliardowa miliardowej metra pozwala nam nie tylko wprowadzić w tych skalach dodatkowe wymiary, ale i zrealizować wszelkie najdziwaczniejsze pomysły - nawet umieścić tam mikroskopijną cywilizację z maleńkimi zielonymi ludzikami. Chociaż pierwsza z tych możliwości ma z pewnością bardziej racjonalne uzasadnienie niż druga, postulowanie każdej z tych niezbadanych doświadczalnie - i obecnie niemożliwych do sprawdzenia - ewentualności wydaje się równie uprawnione.

Tak było przed powstaniem teorii strun. Struktura ta rozwiązuje zasadniczą sprzeczność współczesnej fizyki - niezgodność między mechaniką kwantową a ogólną teorią względności - i daje zunifikowany obraz wszystkich podstawowych składników materii i sił natury. Okazuje się jednak, że dokonuje tego, zakładając istnienie we Wszechświecie dodatkowych wymiarów przestrzennych.

Oto dlaczego. Do największych osiągnięć mechaniki kwantowej należy konstatacja, że nasza możliwość przewidywania zasadniczo ogranicza się do stwierdzeń, iż dany wynik otrzymamy z określonym prawdopodobieństwem. Chociaż można się zgodzić z opinią Einsteina, iż jest to niepożądana cecha naszego obecnego obrazu natury, wydaje się, że tak wygląda rzeczywistość. Przyjmijmy ją więc. Wszyscy wiemy, że prawdopodobieństwa określa się za pomocą liczb o wartościach między 0 a 1 lub procentowo - wtedy liczby mają wartości od 0 do 100. Fizycy stwierdzili, że podstawową oznaką zawodności teorii kwantowomechanicznej jest otrzymywanie w wyniku obliczeń prawdopodobieństw, które nie mieszczą się w tych granicach. Ostrą sprzeczność w strukturze cząstek punktowych między ogólną teorią względności a mechaniką kwantową widać po tym, że w obliczeniach otrzymuje się nieskończone prawdopodobieństwa. Teoria strun, jak stwierdziliśmy, usuwa te nieskończoności. Nie wspomnieliśmy jednak o pewnym subtelnym problemie, który pozostał. Wkrótce po stworzeniu teorii strun fizycy zauważyli, że część obliczeń kończy się ujemnymi prawdopodobieństwami. One również wykraczają poza dozwolony zakres. Na pierwszy rzut oka wydawało się więc, że mechanika kwantowa niszczy teorię strun.

Dzięki determinacji i uporowi fizycy znaleźli w końcu przyczynę tego niepokojącego zjawiska. Otóż jeśli struna musi przebywać na dwuwymiarowej płaszczyźnie - takiej jak powierzchnia stołu lub węża ogrodowego - liczba niezależnych kierunków, w których może drgać, maleje do dwóch: prawo-lewo i przód-tył. Każde drganie ograniczone do tej powierzchni stanowi pewną kombinację drgań w owych dwóch kierunkach. Widzimy więc, że struna w Krainie Płaszczaków, wszechświecie węża ogrodowego lub jakimkolwiek innym dwuwymiarowym świecie również jest ograniczona do drgań w dwóch niezależnych kierunkach przestrzennych. Gdyby jednak struna opuściła tę powierzchnię, liczba niezależnych kierunków drgań wzrosłaby do trzech, ponieważ wtedy struna drgałaby także w kierunku góra-dół. Podobnie, we Wszechświecie o trzech wymiarach przestrzennych struna drga w trzech niezależnych kierunkach. Chociaż trudniej to sobie wyobrazić, schemat ten odnosi się także do wszechświata o większej liczbie wymiarów przestrzennych. We wszechświecie takim istnieje jeszcze więcej możliwych kierunków drgań struny.

Zwracamy tak dużą uwagę na drgania struny, ponieważ fizycy stwierdzili, że kłopotliwe wyniki obliczeń wiążą się właśnie z liczbą niezależnych kierunków jej drgań. Ujemne prawdopodobieństwa pojawiały się na skutek niedopasowania wymagań teorii do tego, co zdawała się narzucać rzeczywistość. Z obliczeń wynikało, że gdyby struny drgały w dziewięciu niezależnych kierunkach przestrzennych, wszystkie ujemne prawdopodobieństwa by znikły. Cóż to oznacza? Jeśli teoria strun ma opisywać nasz trójwymiarowy świat, nadal musimy rozwiązać pewne trudności.

Ale czy rzeczywiście? Idąc tropem wyznaczonym pół wieku wcześniej przez Kaluzę i Kleina, zauważamy, że podejście to, być może, wybawi nas z kłopotliwej sytuacji. Skoro struny są wyjątkowo małe, mogą wibrować nie tylko w dużych, rozciągłych wymiarach, ale także w małych i zwiniętych. Mamy więc szansę spełnić wymaganie teorii strun, aby na Wszechświat składało się dziewięć wymiarów przestrzennych, zakładając - za Kaluzą i Kleinem - że oprócz trzech znanych, rozciągłych wymiarów przestrzennych istnieje sześć zwiniętych. W ten sposób uratowano teorię strun, której groziła już eliminacja ze świata użytecznych teorii fizycznych. Co więcej, teoria strun nie tyle postuluje istnienie dodatkowych wymiarów, jak to robili Kaluza, Klein i ich kontynuatorzy, lecz wręcz tego wymaga. Aby miała sens, Wszechświat powinien odznaczać się dziewięcioma wymiarami przestrzennymi i jednym czasowym, czyli w sumie dziesięcioma wymiarami. W ten sposób hipoteza Kaluzy z 1919 roku znajduje swoje najbardziej przekonujące i najlepsze zastosowanie.
Fizyczne wnioski z dodatkowych wymiarów

W ciągu lat badań prowadzonych od momentu opublikowania artykułu Kaluzy stało się jasne, że chociaż wszystkie proponowane przez fizyków dodatkowe wymiary muszą być mniejsze niż te, które bezpośrednio "oglądamy" (gdyż ich dotąd nie dostrzegliśmy), mają one pośredni wpływ na obserwowane przez nas prawa fizyki. W teorii strun ten związek między mikroskopowymi właściwościami przestrzeni a obserwowanymi prawami fizycznymi widać szczególnie wyraźnie.

Aby ułatwić zrozumienie całego problemu, przypomnijmy, że masy i ładunki cząstek są w teorii strun określone przez rezonansowe drgania struny. Wyobraźmy sobie ruchomą, oscylującą strunę, a natychmiast stanie się dla nas jasne, że drgania te ulegają wpływom jej przestrzennego otoczenia. Za przykład niech posłużą fale oceanu. Na otwartym morzu izolowane wzory drgań powstają stosunkowo swobodnie i rozchodzą się w rozmaite strony. Podobnie dzieje się z drganiami struny, gdy porusza się ona w dużych, rozciągłych wymiarach przestrzennych. Jak opisano w rozdziale szóstym, struna taka w dowolnej chwili równie swobodnie oscyluje w każdym z rozciągłych kierunków. Jeśli jednak fala oceanu przejdzie przez jakieś ciasne miejsce, dokładna postać jej ruchu z pewnością się zmieni pod wpływem, na przykład, głębokości wody, położenia i kształtu napotkanych skał oraz kanałów i tak dalej. Innym przykładem jest piszczałka organów lub róg. Dźwięki wytwarzane przez każdy z tych instrumentów powstają bezpośrednio na skutek pojawienia się we wnętrzu danego instrumentu drgających w rezonansie strumieni powietrza. Drgania te są z kolei określone przez rozmiary i kształt instrumentu, przez który przechodzą strumienie powietrza. Zwinięte wymiary przestrzenne wywierają podobny wpływ na rezonansowe drgania struny. Ponieważ małe struny drgają we wszystkich wymiarach przestrzennych, sposób zwinięcia i wzajemnego ustawienia dodatkowych wymiarów w znaczący sposób wpływa na strunę i nakłada duże ograniczenia na możliwe rezonansowe wzory drgań. Wzory te, w dużej mierze wyznaczone przez geometrię dodatkowych wymiarów, tworzą widmo możliwych właściwości cząstek, które to właściwości obserwujemy w znanych, rozciągłych wymiarach. Geometria wyższych wymiarów wyznacza więc podstawowe cechy fizyczne, takie jak masy i ładunki cząstek, obserwowane w zwykłych trzech dużych wymiarach przestrzennych, znanych z codziennego doświadczenia.

Stwierdzenie to jest niezwykle ważne. Powtórzymy je więc raz jeszcze. Zgodnie z teorią strun Wszechświat składa się z małych strun, których rezonansowe drgania są mikroskopowym źródłem mas cząstek i ładunków sił. Teoria strun wymaga również istnienia dodatkowych wymiarów przestrzennych, które muszą być zwinięte do bardzo małych rozmiarów, skoro nigdy ich nie widzieliśmy. Ale mała struna może badać jedynie przestrzeń w małej skali. Gdy struna się porusza i wibruje, geometryczna postać dodatkowych wymiarów decyduje o właściwościach jej rezonansowych drgań. Ponieważ owe wzory drgań widzimy w postaci mas i ładunków cząstek elementarnych, dochodzimy do wniosku, że te podstawowe cechy Wszechświata są w dużej mierze określone przez geometryczne rozmiary i kształt dodatkowych wymiarów. Jest to jedno z najdonioślejszych odkryć teorii strun.

Skoro dodatkowe wymiary w tak dużym stopniu kształtują podstawowe fizyczne właściwości Wszechświata, powinniśmy z niesłabnącym uporem dążyć do tego, by zrozumieć, jak owe wymiary wyglądają.

Jak wyglądają zwinięte wymiary?

Dodatkowych wymiarów przestrzennych pojawiających się w teorii strun z pewnością nie można poukładać byle jak. Równania tej teorii w znacznym stopniu wyznaczają ich geometryczną postać. W 1984 roku Philip Candelas z Uniwersytetu Teksasu w Austin, Gary Horowitz i Andrew Strominger z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara oraz Edward Witten udowodnili, że warunki te spełnia pewna szczególna klasa sześciowymiarowych kształtów geometrycznych. Znamy je jako przestrzenie (lub kształty) Calabiego-Yau. Nazwę nadano na cześć dwóch matematyków, Eugenio Calabiego z Uniwersytetu Pensylwanii i Shing-Tunga Yau z Uniwersytetu Harvarda, których badania w pokrewnej dziedzinie, jeszcze przed powstaniem teorii strun, w ogromnym stopniu przyczyniły się do zrozumienia tych przestrzeni. Chociaż matematyka opisująca przestrzenie Calabiego-Yau jest skomplikowana, łatwo pokazać ich wygląd na rysunku.

Rycina 8.9 przedstawia jedną z przestrzeni Calabiego-Yau. Patrząc na rysunek, pamiętajmy o pewnych nieuniknionych ograniczeniach. Na dwuwymiarowej kartce papieru bowiem przedstawiono kształt sześciowymiarowy, a to spowodowało wprowadzenie znacznych zniekształceń. Niemniej rycina 8.9 oddaje ogólny wygląd przestrzeni Calabiego-Yau. Kształt przedstawiony na rycinie 8.9 to jeden z dziesiątków tysięcy przykładów tej przestrzeni, które spełniają skomplikowane wymagania teorii strun co do dodatkowych wymiarów. Chociaż przynależność do klubu liczącego dziesiątki tysięcy członków nie wydaje się zbytnim wyróżnieniem, miejmy świadomość, że liczba kształtów matematycznie możliwych jest nieskończona. Z tego punktu widzenia przestrzenie Calabiego-Yau rzeczywiście należą do rzadkości.

Przykład przestrzeni Calabiego-Yau.

http://www.wiw.pl/biblioteka/piekno_greene/pict/11-z.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Zgodnie z teorią strun Wszechświat ma dodatkowe wymiary zwinięte do postaci przestrzeni Calabiego-Yau.
Wyobraźmy sobie teraz, że każdą ze sfer przedstawiających zwinięte wymiary (por. ryc. 8.7) zastępujemy przestrzenią Calabiego-Yau. Oznacza to, że zgodnie z teorią strun w każdym punkcie trzech znanych nam rozciągłych wymiarów znajduje się sześć nieznanych dotąd wymiarów, ciasno zwiniętych do postaci jednego ze skomplikowanych kształtów, przypominających ten, który pokazano na rycinie 8.10. Wymiary te są nieodłączną częścią struktury przestrzennej. Istnieją wszędzie. Jeśli na przykład zatoczymy ręką łuk, poruszamy nią nie tylko w trzech rozciągłych wymiarach, ale także w tych zwiniętych. Zwinięte wymiary są jednak na tyle małe, że gdy ruszamy ręką, obiegamy je olbrzymią liczbę razy, powracając wielokrotnie do punktu wyjścia. Ich mała wielkość sprawia, że nie ma w nich miejsca na ruch tak dużego obiektu, jak nasza ręka. Ruch ten się uśrednia. Po zatoczeniu łuku nie zdajemy sobie sprawy z podróży odbytej w zwiniętych wymiarach Calabiego-Yau.
Jest to zaskakująca właściwość teorii strun. Jeśli jednak mamy umysł praktyczny, musimy wrócić do zasadniczej kwestii, która pojawiła się w naszych rozważaniach. Teraz, kiedy lepiej wyobrażamy sobie, jak wyglądają dodatkowe wymiary, zastanówmy się nad cechami fizycznymi wynikającymi z drgań strun w tych wymiarach i związkiem tych właściwości z wynikami doświadczeń. To najważniejsze pytanie, przed jakim stoi teoria strun.

http://www.wiw.pl/biblioteka/piekno_greene/03.asp

Przestrzenie (lub kształty) Calabiego-Yau są rodzajem rozmaitości topologicznej, która odgrywa rolę w niektórych działach matematyki  (takich jak geometria algebraiczna) oraz w fizyce. Dla przykładu teoria strun zakłada istnienie dodatkowych wymiarów
z wiki
http://www.swietageometria.darmowefora.pl/index.php?topic=15.msg3717#msg3717
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #29 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:39:36 »
Pasuje bardziej do kącika muzycznego ale..
<a href="http://www.youtube.com/v/wS7CZIJVxFY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/wS7CZIJVxFY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;480&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;" target="_blank" class="new_win">http://www.youtube.com/v/wS7CZIJVxFY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/wS7CZIJVxFY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;480&quot; height=&quot;385&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #30 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:40:45 »
Skalowanie Wszechświata od wymiaru Plancka czy strun do  całego znanego wszechświata , niesamowite,jest to podróż przez Punkt odniesienia naszej percepcji poza to co jesteśmy w stanie dostrzec naszymi zmysłami,prosta forma lecz pełen przekaz ,  jak by dało rade to wrzucić na forum  Co?

Trzeba chwile poczekać aż sie załaduje

<a href="http://uploads.ungrounded.net/525000/525347_scale_of_universe_ng.swf" target="_blank" class="new_win">http://uploads.ungrounded.net/525000/525347_scale_of_universe_ng.swf</a>
http://uploads.ungrounded.net/525000/525347_scale_of_universe_ng.swf
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 28, 2018, 09:07:17 wysłana przez Leszek »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #31 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:48:29 »
Ponieważ czas i przestrzeń nie są bezpośrednio dostępne naszym zmysłom zmuszeni jesteśmy poznawać je pośrednio poprzez zjawiska rozgrywające się w nich. Takiego uzasadnienia, właściwego dla substancjalisty, uznającego niezależne od świata materialnego istnienie czasu i przestrzeni, nie potrzebują relacjoniści i zwolennicy atrybutywizmu negujący substancjalność czasu i przestrzeni i sprowadzający je do relacji pomiędzy zdarzeniami­­­­[1] (w pierwszym przypadku) lub też do własności lokalizacji czasoprzestrzennej zdarzeń (w drugim). Dla nich konieczność odwołania się do zjawisk fizycznych w celu badania własności czasoprzestrzennych naszego świata jest naturalną konsekwencją przyjętych założeń ontologicznych.

Jednym z ciekawszych zjawisk, mogących dostarczyć nam informacji na temat własności czasu i przestrzeni, jest zjawisko ruchu. Poszukiwanie właściwej teorii opisującej ruch pomaga nam w zrozumieniu, jaką naturę posiadają czas i przestrzeń, jakie są relacje pomiędzy nimi i w jakie struktury są wyposażone. W pracy niniejszej chciałbym przeanalizować to zagadnienie najpierw w ramach fizyki nierelatywistycznej, potem w fizyce relatywistycznej. Na zakończenie zaś chciałbym omówić wnioski, jakie wynikają z analizy zjawiska ruchu, dla problemu ontologicznego statusu czasu i przestrzeni.

Problemem, który nie będzie rozpatrywany w niniejszym artykule, jest problem odwracalności w czasie zjawisk fizycznych. Wszystkie znane teorie ruchu są odwracalne w czasie, ale problem odwracalności w czasie zjawisk fizycznych nie może być dyskutowany wyłącznie w oparciu o analizę zjawiska ruchu.

Jeżeli chcemy opisywać ruch, musimy zdecydować się na pewne zasadnicze wybory. Musimy mianowicie zdecydować się na to, względem czego chcemy opisywać ruch oraz jakie cechy chcielibyśmy mu przypisać. Ostatni ze wspomnianych wyborów dotyczy symetrii czasoprzestrzennych zamierzonej teorii ruchu, pierwszy zaś tego, czy chcemy opisywać ruch relacyjnie, odnosząc ruchy ciał do siebie, czy też absolutnie, odnosząc ruch do czasu i przestrzeni (ew. czasoprzestrzeni). Każdy z tych wyborów zakłada pewne własności czasu i przestrzeni, zaś adekwatność uzyskanej teorii ruchu (przez adekwatność teorii rozumiem tutaj zdolność teorii do wyjaśniania i przewidywania zjawisk fizycznych) mówi nam o tym, czy przyjęte założenia są właściwe, czy też nie, dostarczając tym samym poszukiwanych informacji na temat czasu i przestrzeni.

Chciałbym omówić teraz dokładniej alternatywne drogi, jakimi można postępować, chcąc stworzyć jakąś teorię ruchu. Rozpocznę przy tym od prezentacji relacjonistycznej i absolutystycznej koncepcji ruchu. Stanowisko relacjonistyczne można precyzyjniej wyrazić w następujący sposób:

                Każdy ruch jest względnym ruchem ciał lub też odbywa się względem pewnej

                 struktury, np. inercjalnej, która to struktura jest jednoznacznie wyznaczona przez       

                 rozkład materii we Wszechświecie.

Tezę powyższą należy rozumieć w ten sposób, że, zdaniem relacjonisty, adekwatna teoria ruchu powinna zawierać w swoich równaniach wyłącznie wielkości takie jak względne odległości ciał, względne prędkości ciał czy względne przyspieszenia ciał, lub też powinna odwoływać się do pewnej struktury, np. tworzonej przez klasę układów inercjalnych, jednoznacznie wyznaczonej przez rozkład materii we Wszechświecie.

            Relacjonistycznej koncepcji ruchu  (REL) odpowiadają zatem dwie alternatywne strategie. Pierwsza z nich jest strategią klasyczną, przedstawioną konsekwentnie dopiero w pismach Huygensa a nie, jak można by sądzić, Leibniza[2]. Drugą z możliwych strategii rozważał już sam Newton we wczesnej pracy De Gravitatione, napisanej około roku 1668, ale odrzucił ją jako niemożliwą do przyjęcia. Idea ta została potem podjęta przez Berkeleya (1752) i Macha (1883) a sprowadza się ona do tego, aby wyjaśniać istnienie bezwładnościowych efektów ruchu niejednostajnego przez odnoszenie ruchu do gwiazd stałych. Ze względu na to, że strategia taka wcielałaby w życie zasadę Macha, zgodnie z którą lokalne układy inercjalne zdeterminowane są przez rozkład materii we Wszechświecie, można by ją nazwać strategią machowską. Dopiero Ogólna Teoria Względności (OTW) dała zwolennikom zasady Macha szansę na realizację tej strategii. Na ile nadzieje te były uzasadnione spróbuję pokazać w dalszej części pracy.

Zwolennik absolutystycznej koncepcji  ruchu, taki jak np. Newton, będzie oczywiście negował  (REL)  twierdząc,  że
     
         Każda adekwatna teoria ruchu musi zawierać w swoich równaniach co najmniej jedną

          spośród absolutnych (odnoszących się do czasoprzestrzeni, a nie do innych ciał)

          wielkości, takich jak położenie, prędkość czy przyspieszenie.

To, które z tych wielkości będzie chciał absolutysta wykorzystać w swojej teorii ruchu, będzie zależało od własności czasoprzestrzennych - mówiąc językiem fizyki symetrii czasoprzestrzennych - które zechce przypisywać ruchowi. Ponieważ żądanie, aby teoria ruchu była relacjonistyczna, narzuca również pewnego rodzaju symetrie na wielkości czasoprzestrzenne występujące w takiej teorii, spór o naturę ruchu pomiędzy relacjonizmem i absolutyzmem jest powiązany z drugim rozważanym problemem dotyczącym tego, jakiego typu symetrie czasoprzestrzenne powinny obowiązywać w teoriach ruchu.

W przypadku pierwszej nowożytnej teorii ruchu, jaką była teoria Galileusza, o wyborze symetrii czasoprzestrzennych zdecydowało ważne spostrzeżenie, jakiego dokonał jej twórca:
Zamknijcie się z jakimś przyjacielem w możliwie najobszerniejszym ze znajdujących się pod pokładem pomieszczeń jakiegoś wielkiego okrętu, zabierzcie ze sobą muchy, motyle i inne podobne latające stworzenia, weźcie również spore naczynie z wodą, w którym pływają rybki, i powieście pod pułapem jakieś wiaderko, z którego kropla po kropli spadać będzie woda w wąską gardziel innego naczynia, podstawionego u dołu. Gdy okręt jeszcze stoi, przypatrujcie się uważnie, jak skrzydlate stworzenia z jedną i tą samą prędkością latają w różne strony kajuty. Rybki również będą pływały bez żadnej dostrzegalnej różnicy we wszystkich kierunkach, a kapiące krople spadać będą wszystkie do podstawionego naczynia. (...) Niech następnie okręt porusza się z dowolną prędkością: o ile tylko ruch ten będzie równomierny i nie będzie podlegał kołysaniu tam i z powrotem, nie zobaczycie wówczas najmniejszej zmiany we wszystkich wyżej wspomnianych zjawiskach i nie zdołacie na podstawie żadnego z nich wywnioskować, czy okręt płynie, czy też stoi nieruchomo.
Spostrzeżenie to doprowadziło do ważnej zasady fizycznej, zwanej zasadą względności Galileusza, a mówiącej w swoim klasycznym sformułowaniu, iż zjawiska mechaniczne, czy też prawa dynamiki, nie wyróżniają żadnego z układów inercjalnych, poruszających się względem siebie ze stałą prędkością. Zasada ta wraz z postulatem absolutności czasu, uznawanym za pewnik przed powstaniem teorii względności, wiodła wprost do transformacji Galileusza (GAL), czyli grupy symetrii czasoprzestrzeni, w której obowiązuje dynamika newtonowska.
W ramach fizyki newtonowskiej nie ma Ŝadnej możliwości, aby związać strukturę inercjalną z rozkładem materii we Wszechświecie, w związku z czym musimy przypisywać ją czasoprzestrzeni. Zatem przyspieszenie pojawiające się w drugiej zasadzie dynamiki jest przyspieszeniem absolutnym (odniesionym do czasoprzestrzeni) a dynamika newtonowska stanowi absolutystyczną teorię ruchu. Fakt ten najwyraźniej uszedł uwadze polemistów Newtona i niektórych ich komentatorów; Berkeley i Mach krytykując odnoszenie przez Newtona ruchu do przestrzeni absolutnej nie zaproponowali równocześnie żadnej teorii, która pozwalałaby na związanie struktury inercjalnej z rozkładem materii we Wszechświecie.

Wspomniane symetrie informują nas o ważnych własnościach czasu i przestrzeni w fizyce newtonowskiej. Są nimi jednorodność czasu i przestrzeni (wyrażające się niezmienniczością obiektów absolutnych mechaniki newtonowskiej względem przesunięć w czasie i przestrzeni), izotropowość przestrzeni (wyrażająca się niezmienniczością tej mechaniki względem obrotów przestrzeni) oraz symetria względem odbić przestrzennych. Warto tu jeszcze dodać, że na mocy twierdzenia Noether każdej symetrii - w szczególności symetriom czasoprzestrzennym - odpowiada pewne prawo zachowania. I tak z symetrii względem przesunięć w czasie wynika prawo zachowania energii, z symetrii względem przesunięć w przestrzeni wynika prawo zachowania pędu, a symetria względem obrotów w przestrzeni pociąga za sobą prawo zachowania momentu pędu.

Mechanika newtonowska jest zatem absolutystyczną teorią ruchu przez to, że jej równania  odnoszą ruch do inercjalnej (lub afinicznej) struktury czasoprzestrzeni. Sam jej twórca rozumiał jednak tą absolutność inaczej. Newton nie rozróżniał absolutności ontologicznej (substancjalności) przestrzeni oraz absolutności w sensie istnienia absolutnego (wyróżnionego) układu odniesienia i sądził, że absolutność ruchu sprowadza się do istnienia takiego absolutnego układu odniesienia:
Ruch absolutny jest przemieszczeniem z jednego absolutnego miejsca do innego; a ruch względny jest przemieszczeniem z jednego miejsca względnego do innego. Tak więc na żeglującym statku [...] względny spoczynek jest trwaniem ciała w tej samej części statku lub jego wydrążeniu. Natomiast rzeczywisty absolutny spoczynek jest trwaniem ciała w tej samej części nieruchomej przestrzeni, w której sam statek, jego wydrążenie i wszystko, co zawiera, porusza się. (Newton 1979, s. 7)
Jest rzeczą zaskakującą, że Newton wierzył w istnienie takiego układu oraz w to, że absolutny ruch polega na zmianie absolutnego położenia w tym układzie, chociaż jednocześnie zdawał sobie sprawę, że nie potrafi wskazać takiego układu.


Fizyka relatywistyczna
Tworząc STW, Einstein przyjął dwa podstawowe założenia. Po pierwsze, uznał, że światło ma tę samą prędkość we wszystkich inercjalnych układach odniesienia. Po drugie zaś założył obowiązywanie zasady względności, zwanej obecnie szczególną zasadą względności, a mówiącej, iż prawa fizyki (w tym również równania elektrodynamiki) mają tę samą postać we wszystkich układach inercjalnych. Opierając się na tych założeniach Einstein wykazał, iż
newtonowskie pojęcie równoczesności absolutnej powinno zostać zastąpione równoczesnością względną (tzn. zrelatywizowaną do układu odniesienia) oraz wyprowadził wzory na przekształcenia wiążące ze sobą czas i przestrzeń w różnych układach inercjalnych. Wzory te okazały się być identyczne ze wzorami znalezionymi przez Larmora i Poincarégo, co oznaczało, iż elektrodynamika maxwell-owska spełnia szczególną zasadę względności. Przekształcenia znalezione przez Larmora, Poincarégo i Einsteina w swojej najogólniejszej postaci zwane są przekształceniami Poincarégo. Elektrodynamika Maxwella była pierwszą teorią spełniającą nową szczególną zasadę względności. Mechanika newtonowska spełniała ją tylko w przybliżeniu, przy założeniu, że prędkości są małe w porównaniu z prędkością światła. Einstein już w pierwszych swoich pracach poświęconych STW zaproponował jednak nową mechanikę, niezmienniczą względem (POINC).
Przekształcenia (POINC) tworzą grupę i wprowadzają do czasoprzestrzeni pewną czterowymiarową geometrię, od nazwiska jej twórcy zwaną geometrią Minkowskiego. Minkowskiemu udało się poprzez wprowadzenie czterowymiarowego rachunku tensorowego zaproponować taki formalizm, dzięki któremu sama postać praw gwarantuje niezmienniczość względem (POINC). Rachunek ten jest odpowiednikiem trójwymiarowego rachunku wektorowego i tensorowego dla zwykłej przestrzeni. Czasami uważa się, że to dopiero STW wprowadziła czterowymiarową czasoprzestrzeń. Pojęcie czterowymiarowej czasoprzestrzeni wprowadzić jednak można również do fizyki newtonowskiej tyle tyko, że hiperpowierzchnie jednoczesności (czyli trójwymiarowe momentalne przestrzenie, na których ulokowane są zdarzenia jednoczesne względem siebie) są wówczas absolutne (niezależne od wyboru układu odniesienia) i czterowymiarowy sposób patrzenia na czasoprzestrzeń nie narzuca się jako konieczny. W przypadku czasoprzestrzeni Minkowskiego czasu i przestrzeni nie da się w ten sposób oddzielić. Musimy je odtąd uważać za jeden obiekt - czterowymiarową czasoprzestrzeń - i zgodnie z zaleceniem Minkowskiego zrezygnować z poglądu, że czas i przestrzeń są niezależne od siebie.

STW nie podobała się Einsteinowi z dwóch powodów12. Po pierwsze, nie dawało się do niej włączyć w zadowalający sposób teorii grawitacji. Po drugie zaś - i tu zaznaczył się wpływ Macha - STW wprowadzała odpowiednik newtonowskiej przestrzeni absolutnej w postaci klasy układów inercjalnych. Układy inercjalne mianowicie wpływają na ruch ciał same nie doznając wpływów z ich strony. Wyeliminować taką przestrzeń absolutną można było w dwojaki sposób. Można było w konstruowanej teorii potraktować strukturę inercjalną czasoprzestrzeni jako element dynamiczny, zależny od rozkładu mas (chociaż nie zdeterminowany przez niego). Można też było starać się zrealizować w przyszłej teorii bardziej ambitny postulat wysuwany przez Macha, a mówiący, iż bezwładność ciał opierać
się musi na oddziaływaniu mas. Postulat ten w innym swoim sformułowaniu głosi, że lokalne układy inercjalne zdeterminowane są przez rozkład materii we Wszechświecie i tej właśnie postaci pojawił się już  jako tzw. zasada Macha. Einstein wybrał drugi ze wspomnianych wariantów. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że oba omawiane wyżej postulaty, wysuwane wobec przyszłej teorii, mimo pewnych zachodzących pomiędzy nimi podobieństw, zakładają zasadniczo odmienne podejścia filozoficzne do czasoprzestrzeni. Pierwszy postulat mówi, iż materia we Wszechświecie tylko wpływa na strukturę inercjalną czasoprzestrzeni, a ponieważ mamy również wpływ czasoprzestrzeni i jej struktury inercjalnej na obiekty materialne (chociażby w zjawisku ruchu) podejście to zakłada równorzędność ontologiczną czasoprzestrzeni oraz świata materialnego. Punktem wyjścia dla Einsteina w jego pracy nad równaniami OTW było
spostrzeżenie, iż równość masy grawitacyjnej i bezwładnej pociąga jako swoją konsekwencję to, że lokalnie siły grawitacji, występujące w układzie inercjalnym, nie są odróżnialne od sił bezwładności występujących w układzie odniesienia przyspieszającym względem układu inercjalnego. Układy takie są zatem sobie fizycznie równoważne. Wynikało stąd, że postulowana w STW niezmienniczość praw fizyki względem transformacji Poincarégo jest za wąska i należy postulować także niezmienniczość praw względem nieliniowych transformacji współrzędnych. Powstała w ten sposób nowa, ogólna zasada względności. Zasada ta, wraz z
założeniem mówiącym, iż poszukiwane równania pola grawitacyjnego powinny przechodzić w granicy nierelatywistycznej w równania newtonowskiej teorii grawitacji, doprowadziły Einsteina do znalezienia nowych równań pola grawitacyjnego. Jak wynika z powyższych rozważań, poprzez zmianę statusu metryki z obiektu absolutnego na dynamiczny udało się Einsteinowi zrealizować słabszy z dwóch omawianych wcześniej programów anty absolutystycznych. Pierwotnym jego zamiarem była jednak realizacja drugiego programu, bardziej ambitnego, wyrażającego się zasadą Macha. Czy ten plan mu się powiódł?
Fiasko zasady Macha sprawiło, że nie da się lokalnych układów inercjalnych oraz całej struktury afinicznej jednoznacznie związać z rozkładem materii we Wszechświecie i musimy ją wiązać z czasoprzestrzenią. Jest to zatem absolutystyczna teoria ruchu. Jak wynika z powyższych rozważań, w teorii względności, zarówno szczególnej jak i ogólnej, ruch jest absolutny. Nie wyklucza to jednak istnienia innej teorii, obowiązującej dla wszystkich możliwych prędkości, w której ruch mógłby być relacyjny.

Przyjmijmy, że substancjalizm jest poglądem głoszącym substancjalność czasoprzestrzeni, rozumianą w następujący sposób:

SUB    Punkty czasoprzestrzeni są indywiduami zaś czasoprzestrzeń jest teoriomnogościowym zbiorem takich punktów.

Jako uzupełnienie powyższej definicji oraz przedstawionych poniżej pozostałych stanowisk ontologicznych zakładam realizm naukowy, zgodnie z którym należy uznawać istnienie tych bytów, do których w nieeliminowany sposób odnoszą się nasze najlepsze teorie naukowe. Przez relacjonizm będę rozumiał stanowisko określone przez dwie tezy, z których pierwsza jest negacją ontologicznej tezy substancjalizmu (SUB), druga zaś głosi, że punkty czasoprzestrzeni nie są własnościami lokalizacji zdarzeń. Tego typu podział nie jest dychotomią, możliwe jest bowiem stanowisko pośrednie pomiędzy substancjalizmem i relacjonizmem - atrybutywizm - zgodnie z którym punkty czasoprzestrzeni są własnościami lokalizacji zdarzeń. Atrybutywizm, jako stanowisko pośrednie, posiada pewne cechy wspólne z oboma pozostałymi stanowiskami. Z relacjonizmem łączy go negowanie substancjalności czasoprzestrzeni, z substancjalizmem zaś odrzucenie możliwości ograniczenia się w opisie zjawisk do relacji (dwu- lub więcej członowych) pomiędzy zdarzeniami lub ciałami.
http://www.etiudafilozoficzna.pl/Tematy/czip/rpczgol.html

Poszerzenie tematu dla tych dociekliwszych :
http://www.etiudafilozoficzna.pl/Tematy/czip/sporonatczipgol.html
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 28, 2018, 09:04:39 wysłana przez Leszek »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #32 dnia: Wrzesień 01, 2010, 15:49:10 »
    
Życie we wszechświecie. Wykład profesora Stephena Hawkinga


W trakcie tej rozmowy chciałbym trochę pospekulować na temat rozwoju życia we wszechświecie, w szczególności zaś - rozwoju inteligentnego życia. Włączę do tego również rodzaj ludzki, nawet mimo tego, że większość jego zachowań w całej historii było dość głupich i bynajmniej nieobliczonych na przetrwanie gatunków. Chciałbym omówić dwa pytania, pierwsze to, “Jaka jest możliwość, że gdzieś jeszcze we wszechświecie istnieje życie?", drugie zaś brzmi "Jak życie może się rozwinąć w przyszłości?".

Często zdarza się, że rzeczy, wraz z upływem czasu, stają się coraz bardziej nieuporządkowane i chaotyczne. Tą obserwację można przenieść na grunt statusu prawa, tak zwanej Drugiej Zasady Termodynamiki. Mówi ona, że całkowita ilość nieporządku lub entropii we wszechświecie zawsze wzrasta z upływem czasu. Zasada ta odnosi się jednak tylko do całkowitej ilości nieporządku. Porządek w jednym ciele może wzrosną, o ile ilość nieporządku w jego otoczeniu wzrośnie bardziej od niego. Proces taki następuje w żywym ciele. Ktoś może zdefiniować życie jako uporządkowany system, który może oprzeć się tendencji do nieporządku i który może sam siebie reprodukować. To znaczy, że może tworzyć podobne, lecz niezależne, uporządkowane systemy. Aby tego dokonać, system musi przemienić energię w jakiejś uporządkowanej postaci, takiej jak jedzenie, światło słoneczne lub energia elektryczna, w energię nieuporządkowaną pod postacią ciepła. W ten sposób system może spełnić warunek zwiększania całkowitej ilości nieporządku, przy jednoczesnym zwiększaniu porządku wewnątrz siebie i swojego potomstwa. Żywa istota zwykle posiada dwa elementy: zestaw instrukcji, które mówią systemowi, jak przetrwać i dokonać reprodukcji samego siebie, oraz mechanizm do wykonywania tych instrukcji. W biologii te dwie części zwane są genami i metabolizmem. Warto jednak podkreślić, że nie musi w nich być nic biologicznego. Przykładowo, wirus komputerowy to program, który będzie wykonywał kopie samego siebie w pamięci komputera i będzie się rozprzestrzeniał na inne komputery. Stąd wypełnia on definicję żywego systemu, którą podałem. Podobnie jak wirus biologiczny, jest to raczej postać zdegenerowana, ponieważ zawiera jedynie instrukcje lub geny i nie posiada żadnego własnego metabolizmu. Zamiast tego, przeprogramowuje on metabolizm komputera-nosiciela lub komórki. Niektórzy ludzie poddawali w wątpliwość to, czy wirusy należy uznać za życie, ponieważ są one pasożytami i nie mogą istnieć niezależnie od swoich nosicieli. Jednak większość form życia, w tym my, to pasożyty właśnie, ponieważ żywimy się i jesteśmy zależni od przetrwania innych form życia. Myślę, że wirusy komputerowe należy uznać za życie. Być może coś o ludzkiej naturze mówi to, że jedyna forma życia, jaką do tej pory stworzyliśmy, jest czysto destruktywna. Porozmawiajmy o tworzeniu życia na nasze podobieństwo. Do elektronicznych form życia powrócę później.

    Zasada Antropiczna. Gdyby warunki nie były przyjazne dla życia, nie pytalibyśmy, dlaczego ono jest takie, jakie jest



To, o czym zwykle myślimy jako o "życiu", jest oparte na łańcuchach węgla, połączonych z kilkoma innymi atomami, na przykład azotu lub fosforu. Można spekulować, że coś może posiadać życie oparte na innej podstawie chemicznej, na przykład na silikonie, węgiel jednak wydaje się być pierwiastkiem najbardziej sprzyjającym, ponieważ posiada najbogatszą chemię. Aby atomy węgla mogły w ogóle istnieć i posiadać takie właściwości, jakie posiadają, niezbędne jest idealne dostosowanie stałych fizycznych takich, jak skala QCD, ładunek elektryczny, a nawet wymiar czasoprzestrzeni. Gdyby te stałe posiadały wyraźnie różne wartości, wówczas jądro atomu węgla nie byłoby stabilne albo elektrony rozbijałyby się na jądrze. Na pierwszy rzut oka wydaje się oczywiste, że wszechświat jest tak dokładnie dostrojony. Być może dowodem na to jest to, że wszechświat został specjalnie zaprojektowany do stworzenia gatunku ludzkiego. Należy jednak uważać na takie argumenty z uwagi na coś, co nazywane jest Zasadą Antropiczną. Jest ona oparta na samosprawdzającej się prawdzie, że gdyby wszechświat nie był odpowiedni dla życia, nie pytalibyśmy, dlaczego jest on tak dokładnie zaprogramowany. Można zastosować Zasadę Antropiczną lub jej Silną lub Słabą wersję. Przy Silnej Zasadzie Antropicznej przypuszcza się, że istnieje wiele różnych wszechświatów, z czego każdy posiada odmienne wartości stałych fizycznych. Przy małej ilości wartości te pozwolą na istnienie takich obiektów, jak atomy węgla, które mogą działać jako budulce żywych systemów. Ponieważ musimy żyć w jednym z tych wszechświatów, nie powinniśmy być zaskoczeni tym, że stałe fizyczne są tak dokładnie zestrojone. Gdyby tak nie było, nie byłoby nas. Silna postać Zasady Antropicznej nie jest zbyt zadowalająca. Jakie znaczenie operacyjne można nadać istnieniu wszystkich pozostałych wszechświatów? A jeśli są one odseparowane od naszego wszechświata, to w jaki sposób to, co się wewnątrz nich dzieje, wpływa na nasz wszechświat? Zamiast tego, zastosuję coś, co znane jest jako Słaba Zasada Antropiczna. To znaczy, że wezmę wartości stałych fizycznych, jak podano. Zobaczę jednak, jakie wnioski można wyciągnąć z faktu, że życie istnieje na tej planecie na tym etapie historii wszechświata.

    Silna Zasada Antropiczna. Istnieje wiele wszechświatów posiadających różne wartości stałych fizycznych



Około 15 miliardów lat temu, gdy w wyniku Wielkiego Wybuchu powstał wszechświat, nie było jeszcze węgla. Było tak gorąco, że cała materia miała postać cząstek zwanych protonami i neutronami. Na początku istniała równa ilość protonów i neutronów. Ponieważ jednak wszechświat rozszerzał się, następowało również jego schłodzenie. Około minuty po Wielkim Wybuchu temperatura spadła do około miliarda stopni, a więc temperatury słońca pomnożonej razy sto. W takiej temperaturze neutrony zaczynają się rozpadać i tworzyć większą ilość protonów. Gdyby to było wszystko, co się stało, wówczas cała materia we wszechświecie skończyłaby pod postacią najprostszego pierwiastka, wodoru, którego jądro składa się z pojedynczego protonu. Niektóre z neutronów zderzały się jednak z protonami i sklejały się z nimi, tworząc kolejny najprostszy pierwiastek, hel, którego jądro składa się z dwóch protonów i dwóch neutronów. W najwcześniejszym okresie istnienia wszechświata nie powstały żadne cięższe pierwiastki, takie jak węgiel czy tlen. Trudno wyobrazić sobie, by możliwe było zbudowanie żyjącego systemu jedynie z wodoru i helu, poza tym wczesny wszechświat wciąż był zbyt gorący dla atomów, by te mogły łączyć się w cząsteczki.

    Słaba Zasada Antropiczna. Otrzymując stałe fizyczne, co możemy wywnioskować z faktu, że życie istnieje tu i teraz?



Wszechświat w dalszym ciągu rozszerzał się i ochładzał. Niektóre jego regiony posiadały jednak gęstość większą od pozostałych. Grawitacyjne przyciąganie dodatkowej materii w tych regionach mogło spowolnić ich rozszerzanie, a czasami całkowicie ją zatrzymywało. Zamiast tego, począwszy od około dwóch miliardów lat po Wielkim Wybuchu zaczęły się one rozpadać i tworzyć galaktyki i gwiazdy. Niektóre z wczesnych gwiazd mogły być cięższe od naszego słońca. Były one gorętsze od słońca i mogły spalać pierwiastki począwszy od oryginalnego wodoru i helu po cięższe pierwiastki, takie jak węgiel, tlen czy żelazo. Trwało to zaledwie kilkaset milionów lat. Po tym okresie niektóre z gwiazd eksplodowały jako supernowe i rozrzuciły ciężkie pierwiastki spowrotem w kosmos, tworząc surowy materiał dla kolejnych pokoleń gwiazd.

Inne gwiazdy są zdecydowanie zbyt daleko od nas, byśmy mogli sprawdzić bezpośrednio, czy posiadają one krążące wokół nich planety. Jednak niektóre gwiazdy, zwane pulsarami, emitują regularne impulsy fal radiowych. Obserwujemy niewielką zmienność częstotliwości niektórych pulsarów, co oznacza, że są one zakłócane przez okrążające je planety wielkości Ziemi. Jest mało prawdopodobne, aby na planetach okrążających pulsary istniało życie, ponieważ wszystkie znajdujące się na nich żyjątka zostały zabite przez eksplozję supernowej, która doprowadziła do przemiany gwiazdy w pulsar. Fakt, że przy kilku pulsarach zaobserwowano planety, sugeruje jednak, że pewien ułamek spośród stu miliardów gwiazd znajdujących się w naszej galaktyce również może posiadać planety. Stąd warunki planetarne niezbędne dla naszej formy życia mogły istnieć już około czterech miliardów lat po Wielkim Wybuchu.

    Cztery kwasy nukleinowe znajdujące się w DNA, ułożone według par:
    Tymina - Adenina
    Cytozyna - Guanina



Nasz układ słoneczny powstał około czterech i pół miliarda lat temu lub około dziesięciu miliardów lat po Wielkim Wybuchu, z gazu wymieszanego z pozostałościami wcześniejszych gwiazd. Ziemia została uformowana głównie z cięższych pierwiastków, w tym węgla i tlenu. Jakimś sposobem niektóre z tych atomów zostały połączone w postaci cząsteczek DNA. DNA posiada postać podwójnej spirali, co zostało odkryte przez Cricka i Watsona w chacie niedaleko New Museum w Cambridge. Łącząc dwa łańcuchy w spiralę, otrzymamy parę kwasów nukleinowych. Istnieją cztery rodzaje kwasu nukleinowego - adenina, cytozyna, guanina i tymina. Adenina w jednym łańcuchu jest zawsze połączona z tyminą w drugim łańcuchu, guanina zaś - z cytozyną. Stąd sekwencja kwasów nukleinowych w jednym łańcuchu definiuje unikalną, uzupełniającą sekwencję w drugim łańcuchu. Dwa łańcuchy mogą się następnie odłączyć i każdy z nich będzie działał jako szablon do budowy kolejnych łańcuchów. Dlatego cząsteczki DNA mogą kopiować informację genetyczną zakodowaną w ich sekwencjach kwasów nukleinowych. Fragmenty sekwencji mogą być również używane do budowy protein i innych związków chemicznych, które mogą przenosić zakodowane w sekwencji instrukcje i gromadzić surowy materiał do kopiowania DNA.

Nie wiemy, jak pojawiły się pierwsze cząsteczki DNA. Szanse przeciwko powstaniu cząsteczki DNA w wyniku przypadkowych wahań są bardzo małe. Dlatego niektórzy ludzie sugerują, że życie przybyło na Ziemię z innego miejsca i że istnieją ziarna życia przepływające przez galaktykę. Wydaje się jednak nieprawdopodobne, by DNA mogło przetrwać długi czas w panującym w kosmosie promieniowaniu. Zresztą, nawet gdyby tak było, tak naprawdę nie pomogłoby nam wyjaśnić pochodzenia życia, ponieważ czas, który upłynął od powstania węgla, jest równy zaledwie podwojonemu wiekowi Ziemi.

Jedna z możliwości jest taka, że powstanie czegoś takiego jak DNA, które byłoby w stanie samo się kopiować, jest ekstremalnie nieprawdopodobne. Jednak we wszechświecie zawierającym bardzo dużą, lub nieskończoną, ilość gwiazd można się spodziewać wystąpienia DNA w kilku systemach gwiezdnych, byłyby one jednak silnie od siebie odseparowane. Nie jest jednak zaskoczeniem czy nieprawdopodobieństwem fakt, że życie powstało na Ziemi. Jest to jedynie zastosowanie Słabej Zasady Antropicznej: jeśli życie pojawiło się akurat tutaj, zamiast na innej planecie, będziemy pytać, dlaczego to się tutaj stało.

Jeśli pojawienie się życia na danej planecie było bardzo mało prawdopodobne, można by oczekiwać, że zajmie to dużo czasu. Mówiąc precyzyjniej, można by się spodziewać, że życie pojawi się właśnie w czasie dalszej ewolucji do inteligentnych istot, takich jak my, że nastąpi przed odcięciem spowodowanym czasem życia słońca. Jest to około dziesięciu miliardów lat, po których słońce rozrośnie się i wchłonie Ziemię. Inteligentna forma życia mogłaby opracować technikę podróży w kosmosie i być zdolna do ucieczki na inną gwiazdę. W innym jednak wypadku życie na Ziemi przestałoby istnieć.

Istnieją dowody w postaci skamieniałości potwierdzające, że około 3,5 miliarda lat temu na Ziemi istniała jakaś forma życia. Mogło to nastąpić zaledwie 500 milionów lat po tym, jak Ziemia ustabilizowała się i ochłodziła na tyle, by mogło się na niej rozwinąć życie. Życie jednak potrzebowało siedmiu miliardów lat, by się rozwinąć, i wciąż pozostawia czas takim istotom, jak my, które zapytałyby o pochodzenie życia. Jeśli prawdopodobieństwo rozwinięcia się życia na danej planecie jest bardzo małe, dlaczego stało się to na Ziemi, i to w ciągu 1/14 dostępnego czasu?

Wczesne pojawienie się życia na Ziemi sugeruje, że istnieje duże prawdopodobieństwo spontanicznego powstania życia w sprzyjających warunkach. Być może istniała jakaś prostsza forma organizacji, która stworzyła DNA. Gdy pojawiło się DNA, mogło ono działać tak skutecznie, że całkowicie zastąpiło wszystkie poprzednie formy życia. Nie wiemy, czym te poprzednie formy mogły być. Jedną z możliwości jest RNA. Jest ono podobne do DNA, ale raczej prostsze i nie posiada struktury podwójnej spirali. Małej długości RNA mogły kopiować się jak DNA, mogły też w końcu zbudować DNA. Nie da się wytworzyć kwasów nukleinowych w laboratorium, z nie-żywych materiałów, pozostaje więc RNA. Minęło jednak 500 milionów lat i większość Ziemi pokrywały oceany, istnieje więc duże prawdopodobieństwo istnienia RNA, które powstało przez przypadek.

Gdy DNA się kopiowało, mogły powstać przypadkowe błędy. Wiele z tych błędów było szkodliwych, i one zanikły. Niektóre były neutralne. To znaczy, że nie wpływały one na funkcję genu. Takie błędy doprowadziły do powstania stopniowego genetycznego dryfu, który wydaje się występować u wszystkich populacji. Kilka błędów mogło sprzyjać przetrwaniu gatunków. Zostały one wybrane przez darwinowską naturalną selekcję.

Proces biologicznej ewolucji był z początku bardzo powolny. Minęło dwa i pół miliarda lat, zanim najwcześniejsze komórki wyewoluowały do wielokomórkowych zwierząt, a kolejny miliard lat trwała ewolucja przez ryby i gady do ssaków. Nagle jednak ewolucja zdała się przyspieszyć. Rozwój począwszy od wczesnych ssaków do nas trwał zaledwie około sto milionów lat. To dlatego, że ryby posiadają większość ważnych dla człowieka organów, ssaki zaś - dokładnie wszystkie. Wszystkim, co było potrzebne do wyewoluowania od wczesnych ssaków, takich jak lemury, do człowieka, było precyzyjne dostrojenie.

    DNA = 100 000 000 bitów
    Biblioteka uniwersytecka = 10 000 000 000 000 bitów



Z gatunkiem ludzkim ewolucja osiągnęła jednak punkt krytyczny, porównywalny pod względem ważności z rozwinięciem się DNA. Był to rozwój języka, szczególnie jego formy pisemnej. To znaczy, że informacja może być przekazywana z pokolenia na pokolenie, inaczej niż w sposób genetyczny, czyli poprzez DNA. W ciągu tysiąca lat zapisanej historii nie nastąpiła wykrywalna zmiana w ludzkim DNA spowodowana ewolucją biologiczną. Ilość wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie wzrosła jednak ogromnie. Ludzie DNA zawiera około trzech miliardów kwasów nukleinowych. Większość informacji zakodowanej w tej sekwencji jest jednak zbędna lub nieaktywna. Całkowita ilość użytecznej informacji znajdującej się w naszych genach wynosi prawdopodobnie około stu milionów bitów. Jeden bit informacji stanowi odpowiedź na pytanie typu "tak lub nie". W porównaniu z tym, spisana na papierze opowieść może zawierać dwa miliony bitów informacji. Człowiek odpowiada więc pięćdziesięciu romansom typu "Mills and Boon". Główna biblioteka narodowa może zawierać około miliona książek lub około dziesięć trylionów bitów. Ilość informacji spisanej w książkach jest więc sto tysięcy razy większa, niż w DNA.

Ważniejszy nawet jest fakt, że informacja zawarta w książkach może być zmieniana i aktualizowana dużo szybciej. Wyewoluowanie od małp zajęło nam kilka milionów lat. W tym czasie użyteczna informacja w naszym DNA zmieniła się prawdopodobnie w ilości zaledwie kilku milionów bitów. Szybkość ewolucji biologicznej u ludzi wynosi zatem około jednego bita na rok. W porównaniu z tym, każdego roku publikowanych jest w języku angielskim około 50000 nowych książek, zawierających uporządkowane sto miliardów bitów informacji. Oczywiście, ogromna większość tej informacji to głupoty nieprzydatne żadnej formie życia. Ale nawet jeśli tak jest, ilość użytecznej informacji może być liczona w milionach, jeśli nie miliardach, razy większej, niż ta zawarta w DNA.

To oznacza, że wkroczyliśmy w nową fazę ewolucji. Najpierw ewolucja następowała poprzez dobór naturalny z przypadkowych mutacji. Ta darwinowska faza trwała około trzy i pół miliarda lat, i stworzyła nas, istoty, które rozwinęły język, by wymieniać informację. W ciągu ostatnich około dziesięciu tysięcy lat znajdowaliśmy się jednak w czymś, co można nazwać fazą transmisji zewnętrznej. W tej fazie wewnętrzny zapis informacji przekazywanej kolejnym pokoleniom w DNA nie zmienił się znacząco. Zapis zewnętrzny jednak, pod postacią książek i innych długotrwałych postaci przechowywania, ogromnie wzrósł. Niektórzy używają określenia "ewolucja" tylko dla wewnętrznie przekazywanego materiału genetycznego i sprzeciwiają się stosowaniu tego określenia do informacji zapisywanej na zewnątrz. Myślę jednak, że jest to zbyt wąski pogląd. Jesteśmy tym, co zebraliśmy przez ostatnie dziesięć tysięcy lat, w szczególności zaś przez ostatnie trzysta. Myślę, że warto przyjąć szerszy pogląd i umieścić zewnętrznie przekazywaną informację wraz z DNA w ewolucji gatunku ludzkiego.

Skala czasowa ewolucji w okresie transmisji zewnętrznej jest skalą czasową akumulacji informacji. Zwykle wynosi ona setki, a nawet tysiące lat. Obecnie jednak ta skala czasowa skurczyła się do około 50 lat lub mniej. Z drugiej strony, mózgi, dzięki którym przetwarzamy tą informację, ewoluowały tylko w darwinowskiej skali czasowej, wynoszącej setki lub tysiące lat. W tym miejscu zaczynają się problemy. W XVIII wieku mówiono, że żyje człowiek, który przeczytał wszystkie napisane książki. Dziś jednak, gdybyś czytał po jednej książce dziennie, przeczytanie wszystkich pozycji znajdujących się w Bibliotece Narodowej zajęłoby ci 15 tysięcy lat. W tym czasie powstałoby jeszcze więcej książek.

To znaczy, że nikt nie może być specjalistą w zakresie więcej niż małego kawałka ludzkiej wiedzy. Ludzie specjalizują się w coraz węższych dziedzinach. Prawdopodobnie będzie to główne ograniczenie w przyszłości. Nie możemy tak działać przez dłuższy czas z wciąż rosnącą szybkością wzrostu wiedzy, jaką mieliśmy przez ostatnie trzysta lat. Większym nawet ograniczeniem i zagrożeniem dla przyszłych pokoleń jest to, że wciąż posiadamy instynkty, w szczególności zaś agresywne impulsy, które posiadaliśmy jeszcze w czasach jaskiniowców. Agresja, pod postacią podbijania lub zabijania innych ludzi oraz zabierania im pożywienia i kobiet, do dziś dnia ma zdecydowaną, przetrwaniową zaletę. Obecnie jednak może ona zniszczyć cały rodzaj ludzki i większość z reszty życia na Ziemi. Wojna nuklearna wciąż stanowi pilne zagrożenie, jednak istnieją jeszcze inne, takie jak wypuszczenie genetycznie zaprogramowanego wirusa lub niestabilność efektu cieplarnianego.

Nie ma czasu, by czekać na darwinowską ewolucję, która uczyni nas bardziej inteligentnymi i łagodniej usposobionymi. Wkraczamy jednak obecnie w nową fazę, którą można nazwać samozaprojektowaną ewolucją, w której będziemy w stanie zmieniać i ulepszać nasze DNA. Istnieje już nowy projekt zmapowania całej sekwencji ludzkiego DNA. Będzie on kosztował kilka miliardów dolarów, są to jednak grosze jak na projekt o takim znaczeniu. Gdy przeczytamy księgę życia, zaczniemy wprowadzać do niej poprawki. Najpierw zmiany będą obliczone na naprawienie wad genetycznych, takich jak mukowiscydoza czy dystrofia mięśniowa. Są one kontrolowane przez pojedyncze geny, są też bardzo łatwe do zidentyfikowania i poprawienia. Inne cechy, takie jak inteligencja, są przypuszczalnie kontrolowane przez dużą ilość genów. Znaleźć je i zidentyfikować zachodzące między nimi relacje będzie dużo trudniej. Niemniej, jestem pewien, że w ciągu następnego stulecia ludzie odkryją, jak modyfikować zarówno inteligencję jak i instynkty, takie jak agresja.

Zostaną wprowadzone prawa zakazujące genetycznej modyfikacji ludzi. Niektórzy ludzie jednak nie będą mogli oprzeć się pokusie poprawienia ludzkich cech, takich jak rozmiar pamięci, odporność na choroby czy długość życia. Gdy pojawią się tacy superludzie, staną się oni głównym problemem politycznym, ponieważ niepoprawieni ludzie nie będą w stanie konkurować. Przypuszczalnie poumierają lub staną się zupełnie nieznaczący. Zamiast nich, będzie istniał gatunek samoprojektujących się istot, które będą się ulepszać na niespotykaną skalę.

Jeśli ten gatunek dąży do przeprojektowania siebie, zmniejszenia lub wyeliminowania ryzyka samodestrukcji, prawdopodobnie rozprzestrzeni się i skolonizuje inne planety i gwiazdy. Długa podróż przez kosmos będzie jednak trudna dla opartych na chemii formach życia, takich jak DNA. Naturalna długość życia dla takich istot jest krótka w porównaniu z czasem potrzebnym na podróż. Według teorii względności nic nie może się przemieszczać szybciej niż światło. Tak więc zwykła podróż do najbliższej gwiazdy zabrałaby osiem lat, a do środka galaktyki - około stu tysięcy lat. W filmach science-fiction bohaterowie obchodzą ten problem, załamując przestrzeń lub podróżując między dodatkowymi wymiarami. Nie sądzę jednak, by było to kiedykolwiek możliwie, nie ważne jak inteligentne stanie się życie. W teorii względności jeśli coś może się przemieszczać szybciej od światła, może również cofać się w czasie. Mogłoby to spowodować problemy z ludźmi wracającymi do przeszłości i ją zmieniającymi. Można by się również spodziewać wielu turystów z przyszłości, wyglądających dziwnie jak na nasz osobliwy, staroświecki sposób.


Może się okazać możliwe zastosowanie inżynierii genetycznej w celu stworzenia życia opartego na DNA, które przetrwałoby nieokreśloną ilość czasu lub przynajmniej sto tysięcy lat. Prostszym sposobem, który prawie znajduje się w zakresie naszych możliwości, byłoby jednak wysłanie maszyn. Byłyby one zaprojektowane do działania wystarczająco długo dla podróży międzygwiezdnej. Gdyby zjawiły się w pobliżu nowej gwiazdy, mogłyby wylądować na odpowiedniej planecie i wydobyć na niej materiał do produkcji kolejnych maszyn, które można by wysłać na następne gwiazdy. Takie maszyny stanowiłyby nową formę życia, opartą raczej na składnikach mechanicznych i elektronicznych aniżeli na cząsteczkach. Mogłyby w końcu zastąpić życie oparte na DNA, podobnie jak DNA zastąpiło wcześniejszą formę życia.

Takie mechaniczne życie będzie mogło również samo się projektować. Dlatego wydaje się, że okres ewolucji polegającej na transmisji zewnętrznej będzie tylko bardzo krótkim interludium pomiędzy fazą darwinowską a fazą samoprojektowania biologicznego lub mechanicznego. Zostało to ukazane na następnym diagramie, którego nie da się przeskalować, ponieważ nie da się pokazać okresu dziesięciu tysięcy lat na tej samej skali, co miliardy lat. To, jak długo potrwa okres samoprojektowania, jest kwestią otwartą. Może on być niestabilny, a życie może sam siebie zniszczyć lub dobiec końca. Jeśli nie, powinno ono być w stanie przeżyć śmierć słońca, która nastąpi za około 5 miliardów lat, przenosząc się na planety okrążające inne gwiazdy. Większość gwiazd wypali się w ciągu około 15 miliardów lat, a wszechświat, zgodnie z Drugim Prawem Termodynamiki, zacznie wchodzić w stan całkowitego nieporządku. Freeman Dyson pokazał jednak, że pomimo tego życie będzie potrafiło się dostosować nawet do szybko malejącej ilości uporządkowanej energii i dlatego, z zasady, będzie istniało wiecznie.

Jakie są szanse na to, że podczas przemierzania galaktyki natkniemy się na jakąś obcą formę życia? Jeśli argument mówiący o skali czasowej dla pojawienia się życia na Ziemi jest prawdziwy, powinno być wiele innych gwiazd, których planety posiadają formy życia. Niektóre z tych układów gwiezdnych mogły powstać 5 miliardów lat przed Ziemią. Dlaczego więc galaktyka nie raczkuje w dziedzinie samoprojektujących się mechanicznych lub biologicznych form życia? Dlaczego nie odwiedziły one ani nawet nie skolonizowały Ziemi? Pomijam kwestię tego, czy pojazdy UFO zawierają istoty z kosmosu. Myślę, że jakiekolwiek wizyty obcych byłyby dużo bardziej oczywiste, a być może również dużo bardziej nieprzyjemne.

Dlaczego nikt nas jeszcze nie odwiedził? Jedna z możliwości jest taka, że argument mówiący o pojawieniu się życia na Ziemi jest błędny. Być może prawdopodobieństwo spontanicznego powstania życia jest tak niskie, że Ziemia jest jedyną planetą w galaktyce lub w obserwowalnym wszechświecie, na której to się zdarzyło. Inna opcja mówi, że istniało uzasadnione prawdopodobieństwo powstania samokopiujących się systemów, takich jak komórki, ale żadna z tych form życia nie rozwinęła inteligencji. Zwykliśmy myśleć o inteligentnym życiu jako nieuniknionej konsekwencji ewolucji. Zasada Antropiczna powinna nas jednak ustrzec przed takimi argumentami. Bardziej prawdopodobne jest to, że ewolucja jest procesem przypadkowym, w którym inteligencja jest jednym z bardzo wielu możliwych wyników. Nie jest jasne, czy inteligencja posiada jakąkolwiek długoterminową wartość przetrwaniową. Bakterie i inne jednokomórkowe organizmy przeżyją, jeśli przez swoje działania zniszczymy wszystkie inne istniejące na Ziemi formy życia. Popierany jest pogląd, że inteligencja dla życia na Ziemi oznaczała mało prawdopodobny rozwój, biorąc pod uwagę chronologię ewolucji. Minęło bardzo dużo czasu - dwa i pół miliarda lat - by przejść od pojedynczych komórek do organizmów wielokomórkowych, które były niezbędnym prekursorem dla inteligencji. To dobry kawałek całego dostępnego czasu, zanim słońce wybuchnie. Byłoby to więc spójne z hipotezą, że prawdopodobieństwo by życie rozwinęło inteligencję jest niewielkie. W tym wypadku możemy oczekiwać znalezienia w galaktyce wielu innych form życia, jest jednak nieprawdopodobne, że znajdziemy inteligentne życie. Życie mogłoby również nie zdążyć rozwinąć inteligencji, gdyby w planetę miała uderzyć asteroida lub kometa. Właśnie zaobserwowaliśmy kolizję komety Schumacher-Levi z Jowiszem. Wytworzyła ona serie ogromnych ognistych kul. Uważa się, że uderzenie raczej małego ciała niebieskiego w Ziemię około 70 milionów lat temu było odpowiedzialne za wymarcie dinozaurów. Przetrwały bardzo małe ssaki, jednakże stworzenie wielkości człowieka zostałoby prawie całkowicie starte z powierzchni Ziemi. Trudno powiedzieć, jak często następują takie kolizje, jednak według uzasadnionego przypuszczenia następuje to, co mniej więcej dwadzieścia milionów lat. Gdyby to stwierdzenie było prawdziwe, mogłoby to oznaczać, że inteligentne życie na Ziemi rozwinęło się tylko z powodu szczęśliwego trafu, że w ciągu ostatnich 70 milionów lat nie było większych kolizji. Inne planety w galaktyce, na których rozwinęło się życie, mogły nie mieć wystarczająco długiego okresu wolnego od kolizji, by mogły na nich powstać inteligentne istoty.

Trzecia możliwość wygląda tak, że istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, że życie powstało i wytworzyło inteligentne istoty w fazie transmisji zewnętrznej. W tym miejscu jednak system staje się niestabilny, a inteligentne życie niszczy samo siebie. To byłoby bardzo pesymistyczne podsumowanie. Mam wielką nadzieję, że to nieprawda. Wolę czwartą wersję wydarzeń: prócz nas istnieją też inne formy inteligentnego życia, ale my je przeoczyliśmy. Istnieje projekt o nazwie SETI, poszukujący pozaziemskiej inteligencji. Polega on na skanowaniu częstotliwości radiowych by sprawdzić, czy będziemy w stanie odebrać sygnały od obcych cywilizacji. Myślałem, że projekt ten był wart wsparcia, został jednak zarzucony z powodu braku środków finansowych. Powinniśmy jednak być ostrożni zanim odpowiemy, do momentu aż się trochę bardziej rozwiniemy. Spotkanie z bardziej zaawansowaną cywilizacją na obecnym etapie naszego rozwoju mogłoby trochę przypominać spotkanie rdzennych mieszkańców Ameryki z Kolumbem. Nie sądzę, by byli na to przygotowani.

To wszystko, co mam do przekazania. Dziękuję za uwagę.

Profesor Stephen Hawking
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
http://paranormalium.pl/zycie-we-wszechswiecie-wyklad-profesora-stephena-h,290,39,artykul.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #33 dnia: Październik 02, 2010, 19:17:27 »
Wyobraźcie sobie takie doświadczenie  obracający się talerz z prędkością 60 milionów obrotów na minutę o średnicy(obwodzie) 1km
1*60 000  0000=60 000  0000km/1min=1000,000km/sek prędkości liniowej czyli na obwodzie takiego dysku prawie 5x przekroczyliśmy prędkość światła.

a teraz wyobraźcie sobie że ten dysk jest elastyczny i wraz ze wzrostem prędkości zaczyna się rozciągać możemy wtedy zaobserwować zjawisko rozszerzania jaki pomniejszania czasoprzestrzeni wraz ze zmianą prędkości. tak jak opisywały to teorie Einsteina ;) M-A



60 milionów obrotów na minutę

30-09-2010 19:43

grafen · Bruce Kane · University of Maryland

Bruce Kane z University of Maryland przeprowadził eksperyment, który wykazał, że najszybciej obracającym się znanym nam obiektem jest... fragment grafenu. W komorze próżniowej jest on w stanie wykonać 60 milionów obrotów w ciągu minuty.

Kane rozpylił w komorze próżniowej mikrometrowej wielkości naładowane fragmenty grafenu. Za pomocą oscylujących pól elektrycznych utrzymał je uniesione. Później wprawił je w ruch za pomocą spolaryzowanego promienia światła. Fragmenty zaczęły kręcić się z prędkością miliona obrotów na sekundę - najszybciej ze wszystkich znany obiektów makroskopowych.

Wcześniejszy rekord należał do kryształów obracających się z prędkością 30 000 razy na sekundę.

Grafen może osiągać olbrzymie prędkości obrotowe dzięki swojej olbrzymiej wytrzymałości. To właśnie ona powoduje, że siła odśrodkowa nie rozrywa grafenu. Co więcej, jak twierdzi Kane, biorąc pod uwagę jego szacowaną wytrzymałość, grafen mógłby obracać się... tysiąc razy szybciej.

Amerykański naukowiec uważa, że wykorzystana przez niego technika może posłużyć zarówno do badania właściwości grafenu, jak i jego wytwarzania. Podczas bardzo szybkich obrotów materiał rozciąga się, co pozwoli na obserwowanie interesujących właściwości i zjawisk fizycznych.


Autor: Mariusz Błoński
« Ostatnia zmiana: Październik 02, 2010, 21:52:29 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #34 dnia: Październik 30, 2010, 19:03:02 »
Widzimy tylko 5 procent kosmosu
Jaśniej widać ciemność
Albert Einstein wprowadził do równań ogólnej teorii względności coś, czego się później wstydził. Dziś wygląda na to, że wstydził się niesłusznie.
PowiększRadioteleskop SPT w stacji Amundsen-Scott na biegunie południowym słuzy do badania ciemnej energii, która według najnowszych szacunków stanowi 72 proc. zawartości wszechświataRadioteleskop SPT w stacji Amundsen-Scott na biegunie południowym słuzy do badania ciemnej energii, która według najnowszych szacunków stanowi 72 proc. zawartości wszechświata
http://wszechswiat.astrowww.pl/2billion.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Mapa Supergromad promień 2mld.lat Św.
Wszechświat ekspanduje. Wiemy to od ponad 80 lat – od ukazania się wiekopomnej publikacji, w której Edwin Hubble opisał odkryte przez siebie zjawisko ucieczki mgławic pozagalaktycznych. Obiekty te są dziś nazywane po prostu galaktykami. Te olbrzymie układy gwiazdowe złożone z setek miliardów słońc oddalają się od siebie niczym rodzynki w wyrastającym cieście: odległość między dowolną parą rośnie tym szybciej, im jest większa.

Obrazowej analogii z ciastem nie należy jednak ciągnąć zbyt daleko – w przeciwieństwie do niego Wszechświat nie ma środka ani brzegów (przynajmniej nic o tym nie wiemy). Pytania „w czym on się właściwie rozszerza” i „gdzie jest centrum tej kosmicznej ekspansji” po prostu nie mają sensu. Dokładniej – nie mają go we współczesnej kosmologii opartej na ogólnej teorii względności. Są równie bezsensowne jak pytania: „co jest na zewnątrz ludzkiej kultury” i „gdzie jest środek powierzchni Ziemi”.

Czy taki nieintuicyjny, wręcz sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem, obraz (naukowcy wolą mówić: model) Wszechświata może być poprawny? Niewątpliwie tak. Historia dowodzi bowiem, że zdroworozsądkowość i poprawność nie zawsze chodzą w parze: wystarczy przypomnieć cząstki elementarne, które jednocześnie są falami. Tym, co w nauce się liczy, nie jest przystawalność jakiejś koncepcji do wcześniej ugruntowanych poglądów i wyobrażeń, lecz jej spójność i zgodność opartych na niej przewidywań z obserwacjami. W obu tych konkurencjach obowiązujący dziś tzw. standardowy model kosmologiczny nie ma godnych siebie rywali, co jednak nie oznacza, że wszystko jest w nim jasne.

Nagłe przyspieszenie

Problem pojawił się 12 lat temu za sprawą wybuchających gwiazd zwanych supernowymi Ia. W pewnym przybliżeniu każdy taki obiekt jest gigantycznym ładunkiem termojądrowym o mocy ok. 10 miliardów miliardów miliardów (1028) megaton, który nieuchronnie eksploduje, gdy tylko jego masa z jakichś powodów (a tych jest w kosmosie wiele) przekroczy wartość graniczną równą mniej więcej 150 proc. masy naszego Słońca. Ponieważ moc wybuchu jest znana, można obliczyć, jak daleko znajdowała się rozerwana gwiazda. Zupełnie tak samo można wyznaczyć odległość, w jakiej zapaliła się zwykła żarówka, jeśli tylko wiadomo, że miała na przykład 100 W: wystarczy zmierzyć natężenie docierającego od niej światła i wykonać proste obliczenia na poziomie gimnazjalnym.

Ustaliwszy, gdzie nastąpiła eksplozja, dowiadujemy się jednocześnie, jak dawno temu do niej doszło (jeśli w odległości miliarda lat świetlnych – to według naszej rachuby czasu miliard lat temu). Błysk supernowej pozwala też zmierzyć prędkość, z jaką oddala się od nas jej macierzysta galaktyka. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – astronom mierzy prędkość dalekiego źródła światła prawie tak samo jak policjant prędkość samochodu. Jedyna różnica polega na tym, że w kosmosie posługujemy się sygnałami wysłanymi przez badane obiekty, a nie od nich odbitymi.

Pomiary prędkości supernowych wybuchających w różnych odległościach od nas pozwoliły odtworzyć historię kosmicznej ekspansji. Ku zdumieniu astronomów okazało się, że od mniej więcej 5 mld lat Wszechświat przyspiesza, zupełnie jakby ktoś łagodnie wciskał międzygalaktyczny pedał gazu. Efekt był całkowicie nieoczekiwany – wszyscy spodziewali się, że z upływem czasu galaktyki będą rozbiegać się coraz wolniej, ponieważ są hamowane przez wzajemne przyciąganie grawitacyjne. Tajemniczy czynnik, który tak skutecznie przeciwdziała grawitacji, został nazwany ciemną energią. Prawie na pewno nie należy go posądzać o pokrewieństwo z wykrytą dużo wcześniej ciemną materią (choć wśród zdesperowanych kosmologów trafiały się i takie pomysły). Ta ostatnia najprawdopodobniej składa się z jeszcze nieodkrytych cząstek, które na poziomie mikroskopowym nadzwyczaj niechętnie oddziałują z jakimikolwiek innymi cząstkami. W skali makroskopowej wytwarza jednak ona takie samo pole grawitacyjne jak zwykła materia, z której składają się gwiazdy, planety i nasze ciała. Dzięki temu mogliśmy stwierdzić, gdzie ciemna materia występuje i w jakiej ilości. Okazało się, że podobnie jak ta zwykła jest rozmieszczona bardzo nierównomiernie.

O naturze ciemnej energii nie wiemy właściwie nic. Wydaje się, że w przeciwieństwie do ciemnej i zwykłej materii nie tworzy ona żadnych zagęszczeń ani struktur: metr sześcienny gwiazdy czy planety zawiera jej tyle samo co metr sześcienny kosmicznej próżni. Na darmo jednak staralibyśmy się ją wykryć w ziemskim laboratorium. W pomieszczeniu o powierzchni 50 m kw. i wysokości 3 m jest jej zaledwie tyle, że równoważnej masy starczyłoby na trzy atomy uranu.

Największa zagadka kosmosu

Krótka historia tego dziwacznego składnika Wszechświata ma długi prolog, sięgający początków XX w. Nie wiedziano wtedy o istnieniu innych galaktyk, a wnętrze naszej Galaktyki (Drogi Mlecznej) wydawało się niezmienne w czasie. Wkrótce po sformułowaniu ogólnej teorii względności Albert Einstein otrzymał za jej pomocą pierwszy w historii model kosmologiczny. Konkluzja jego pracy była tyleż zaskakująca, co niepokojąca: okazało się bowiem, że niezmienność jest niemożliwa! Innymi słowy – że Wszechświat musi albo się kurczyć, albo rozszerzać. Aby dopasować teorię do obserwacji, wielki uczony wprowadził do niej tzw. człon kosmologiczny – źródło swoistej antygrawitacji, które przy odpowiednio dobranej wydajności umożliwiało utrzymanie pożądanej równowagi. 12 lat później, dowiedziawszy się o odkryciu Hubble’a, nazwał tę poprawkę największą ze swoich pomyłek.

Ktoś może powiedzieć: zaraz, zaraz – antygrawitacja została wprowadzona do teorii po to, by można było utrzymać kosmologiczny model w równowadze. Jeśli więc w prawdziwym kosmosie rzeczywiście działa coś w rodzaju antygrawitacji, to dlaczego galaktyki rozbiegają się, i to coraz szybciej? Otóż wszystko zależy od proporcji, w jakich wymieszane są składniki Wszechświata. Zwykła materia, ciemna materia i ciemna energia stanowią odpowiednio mniej więcej 4, 24 i 72 proc. jego zawartości. Upraszczając sprawę można powiedzieć, że antygrawitacja jest dwuipółkrotnie silniejsza od grawitacji, w związku z czym kosmos nie ma wyboru: przyspieszać po prostu musi.
http://www.astrovision.pl/article/11/1.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Skąd jednak znamy te proporcje? Jedyna odpowiedź, jaką można dać na to pytanie, brzmi wymijająco lub wręcz pokrętnie: ze standardowego modelu kosmologicznego. Pokrętność jest jednak tylko pozorna. Model Standardowy nie został przez nikogo zadekretowany, lecz jest wynikiem długoletniego, stopniowego dopasowywania teorii do rosnącego zbioru danych obserwacyjnych. Każdy jego element zazębia się z innymi tak precyzyjnie, że usunięcie jednego spowodowałoby zawalenie się całej konstrukcji. Ciemna energia trafiła do Modelu Standardowego nie tylko dlatego, że trzeba było uwzględnić wyniki obserwacji supernowych. Bez niej nie daje się zrozumieć cech wszechobecnej widmowej poświaty Wielkiego Wybuchu, odkrytej w połowie lat 60. przez Arno Penziasa i Roberta Wilsona. Co więcej, usuwając ciemną energię i pozostawiając resztę Wszechświata bez zmian stanęlibyśmy w obliczu fundamentalnej sprzeczności: wiek wielu gwiazd okazałby się dłuższy od wieku Wszechświata. Podobnie jest z ciemną materią, pierwotnie wprowadzoną tylko po to, by objaśnić ruchy materii w galaktykach i gromadach galaktyk. Okazuje się, że bez niej galaktyki w ogóle by nie powstały.

Podczas narodzin galaktyk ważną rolę odegrała też ciemna energia. Obserwacje poświaty Wielkiego Wybuchu dowodzą, że materia była w młodym Wszechświecie rozmieszczona niemal równomiernie. Drobne niejednorodności narastały przez miliony i miliardy lat pod wpływem grawitacji, przekształcając się w znane nam dziś obiekty. Proces ten można odtworzyć za pomocą symulacji komputerowych. Okazuje się, że obiekty i struktury obserwowane w naszym Wszechświecie powstają tylko w tych symulacjach, w których oprócz materii uwzględniona jest ciemna energia. Gdy jej nie ma, materia układa się zupełnie inaczej. Nic w tym zresztą dziwnego, ponieważ rozmiary i kształty kosmicznych struktur ewoluują pod wpływem grawitacji oraz generowanej przez ciemną energię antygrawitacji. W naszym Wszechświecie żadna z nich nie miała dotychczas dużej przewagi. Gdyby ciemnej energii było więcej, górę wzięłaby antygrawitacja, uniemożliwiając skupianie się materii; gdyby było jej mniej, powstałe struktury byłyby znacznie bardziej zwarte niż te obserwowane.

Gromady wskazuja drogę

Model z ciemną energią nie tylko objaśnia wiele obserwowanych cech kosmosu, lecz także pozwala przewidywać. Kosmologowie obliczyli, że w przyspieszającym Wszechświecie jasność poświaty Wielkiego Wybuchu powinna wzrastać w pobliżu gromad galaktyk. Taka gromada to olbrzymie skupisko zwykłej i ciemnej materii, w którego obrębie galaktyki krążą chaotycznie niczym pszczoły w roju. Poruszający się między nimi foton poświaty zyskuje energię, dopóki nie dotrze do środka gromady, po czym, wydostając się z niej, traci zdobytą nadwyżkę. Gdyby gromada trwała w równowadze i nie zmieniała rozmiarów, strata byłaby dokładnie równa zyskowi. Antygrawitacja ciemnej energii sprawia jednak, że utrzymanie równowagi jest niemożliwe. Z upływem czasu gromada powoli się rozszerza, wskutek czego fotony tracą mniej energii niż zyskują i poświata ulega nieznacznemu wzmocnieniu. Dwa lata temu efekt ten został zaobserwowany przez zespół astronomów z University of Hawaii. Uzyskano w ten sposób niezależny dowód na to, że kosmiczna ekspansja rzeczywiście przyspiesza.

Niejasność przyczyn tego zjawiska i zagadkowość natury 72 proc. zawartości Wszechświata trudno nazwać inaczej, jak wstydliwą plamą na honorze nauki. Na szczęście wygląda na to, że właśnie zbliżamy się do przełomu. Te same gromady galaktyk, które dostarczyły dowodu realności kosmicznego przyspieszenia, mogą stać się kamieniem z Rosetty pozwalającym rozszyfrować tajemnice ciemnej energii.

Zgodnie z ogólną teorią względności, ich pola grawitacyjne działają jak olbrzymie soczewki. Promienie świetlne wysyłane przez obiekty leżące daleko za gromadami są w tych polach załamywane i skupiane, dzięki czemu możemy oglądać odległe obszary kosmosu jakby przez dodatkowy naturalny teleskop. Analiza obrazów powstających w takich grawitacyjnych przyrządach optycznych pozwala zorientować się, jak w danej gromadzie jest rozmieszczona ciemna materia i jak z upływem czasu zmieniały się odległości między obrazowanymi galaktykami (a to wiąże się już bezpośrednio z działaniem ciemnej energii).

Opublikowane w sierpniu wyniki badań leżącej w tle gwiazdozbioru Panny i odległej od nas o ponad 2 mld lat świetlnych gromady Abell 1689 wskazują, że najlepszym matematycznym opisem zaobserwowanych efektów jest... stary einsteinowski człon kosmologiczny. Co prawda margines niepewności jest jeszcze spory, ale analiza innych gromad pozwoli go znacznie zawęzić. Być może już niedługo dowiemy się, czy Einstein rzeczywiście niechcący trafił w dziesiątkę.

Michał Różyczka
http://www.polityka.pl/nauka/wszechswiat/1509634,2,widzimy-tylko-5-procent-kosmosu.read
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #35 dnia: Październik 30, 2010, 19:07:16 »
Tajemniczy dryf kosmiczny
Za kosmicznym horyzontem
Co ciągnie niektóre galaktyki w jedną stronę? Astronomowie szukają wyjaśnienia tajemniczego zjawiska, którego przyczyna być może leży poza Wszechświatem dostępnym naszym obserwacjom.
PowiększPara galaktyk UGC 8335 w pordóży przez Wszechświat.Para galaktyk UGC 8335 w pordóży przez Wszechświat.

      Astronomia odsłania kosmos pełen chaosu i gwałtowności. Czy taki jego obraz można pogodzić z wiarą...


Kosmos podlega nieustającemu ruchowi. Ów ruch, zwany przez naukowców ekspansją Wszechświata, odkrył w latach 20. XX w. Edwin Hubble. Obserwując galaktyki zauważył, że im dalej są położone, tym szybciej się od nas oddalają. Fakt ten można wytłumaczyć dwojako: Ziemia jest w centrum Wszechświata i wszystko oddala się od niej z coraz większym przyspieszeniem – niczym w wyniku eksplozji. Albo, co bardziej prawdopodobne, po prostu cała przestrzeń się rozszerza jak rosnące ciasto lub puchnący balonik. Nieustannie w każdym swoim miejscu Wszechświat ulega ekspansji i dzieje się tak od samego początku, zwanego Wielkim Wybuchem.

Lata 80. ubiegłego wieku niespodziewanie przyniosły odkrycie jeszcze jednego rodzaju ruchu: to właśnie wtedy badania wykazały, że galaktyki położone w promieniu do ok. 150 mln lat świetlnych od Ziemi – czyli w przestrzeni, którą astronomowie pieszczotliwie nazywają naszym kosmicznym sąsiedztwem – w sposób niemalże jednolity poruszają się w tym samym kierunku. Początkowo o miejscu, w stronę którego się przemieszczają, wiedziano niezbyt wiele – jest ono bowiem przesłonięte przez naszą Galaktykę. Nie znając więc źródła ruchu galaktyk, astronomowie wystąpili z hipotezą, że muszą być one przyciągane przez jakieś masywne centrum grawitacji, którym najpewniej jest koncentracja gromad galaktycznych. Centrum to wkrótce nazwano Wielkim Atraktorem i oszacowano jego masę na 5×1016 mas Słońca (czyli ponad 100 tys. razy większą niż przeciętnej galaktyki). Z czasem część Wielkiego Atraktora udało się astronomom zbadać.

Z obecnych danych wynika, że masa Wielkiego Atraktora została początkowo 10-krotnie przeszacowana. Kolejne badania przyniosły inne, całkiem nieoczekiwane rezultaty – galaktyki znajdujące się za Wielkim Atraktorem wcale nie zachowują się tak jak te między Wielkim Atraktorem a nami, to znaczy wcale nie podążają w jego stronę. Odkrycie to zasugerowało naukowcom, że ruch ku Wielkiemu Atraktorowi jest tylko częścią większego ruchu.
http://images29.fotosik.pl/124/2779bc354fba87fb.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Za następnego podejrzanego o jego powodowanie uznano Koncentrację Shapleya. Nadawała się ona do wyjaśnienia tego dużo lepiej niż sam Wielki Atraktor, jako że jest 10-krotnie od niego masywniejsza. Od początku jednak niektórzy mieli z tą hipotezą pewne problemy – Koncentracja Shapleya jest od nas czterokrotnie bardziej odległa (ok. 650 mln lat świetlnych), a jak wiadomo – przyciąganie grawitacyjne maleje wraz z odległością.

1,5 mln. km/godz.

Nic zatem dziwnego, że przez paręnaście lat astronomowie spierali się, czy ów ruch galaktyk powodowany jest przez połączony efekt Wielkiego Atraktora i Koncentracji Shapleya, czy też może przez inne nieznane przyczyny. Dopiero w 2009 r. grono astronomów z USA i Kanady – Richard Watkins, Hume Feldman i Michael Hudson – po przeanalizowaniu wszystkich dotychczasowych danych wykazało, że ruch galaktyk odbywa się z prędkością ok. 1,5 mln km/godz. w kierunku, który, choć zbliżony, nie odpowiada położeniu Koncentracji Shapleya.

Żeby sprawę uczynić jeszcze bardziej zagadkową, mniej więcej w tym samym czasie inna grupa, kierowana przez Aleksandra Kashlinsky’ego z NASA, doniosła o jeszcze bardziej sensacyjnym odkryciu. Analizując ruch już nie galaktyk, lecz całych galaktycznych gromad, naukowcy zauważyli, że poruszają się one w kierunku bardzo zbliżonym do otrzymanego przez grupę Watkinsa. Według nich, ruch gromad galaktycznych na przestrzeni do co najmniej 1,5 mld lat świetlnych odbywa się z prędkością ok. 2–3 mln km/godz. Dodatkowo, nie stwierdzili, aby ruch ten wykazywał tendencję do zaniku, co sugeruje, że może odbywać się także dalej, w rejonach przez Kashlinsky’ego nieobserwowanych.
http://neutrino.fuw.edu.pl/edu_pict/bb4.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Jest to odkrycie zupełnie zaskakujące, ponieważ w ramach obecnie przyjętych poglądów na naturę Wszechświata taki wielkoskalowy ruch nie ma prawa istnieć! Tak więc, o ile ruch potwierdzony przez grupę Watkinsa jeszcze mieści się w ramach standardowego, ogólnie przyjętego modelu kosmologicznego, o tyle już poruszające się gromady galaktyczne w odległości 1,5 mld lat świetlnych są zupełnie nie do pomyślenia. Po prostu ten ruch w ogóle nie powinien mieć miejsca, gdyż istniejące struktury w naszym Wszechświecie nie mogą czegoś podobnego swoim przyciąganiem grawitacyjnym wygenerować. Co więcej, najnowsze badania ogłoszone w „The Astrophysical Journal Letters” sugerują, że mamy dowody, iż ruch ten sięga swoim zakresem niemalże dwukrotnie dalej niż początkowo sądzono. – Nawet w odległości 2,5 mld lat świetlnych – mówi Kashlinsky, który uważa, że najprawdopodobniej odbywa się on wszędzie w widocznym dla nas Wszechświecie.

Przedinfalcyjna niejednorodność

Co zatem mogłoby powodować owo „płynięcie” galaktyk, które naukowcy nazwali Ciemnym Przepływem? Jedną z teorii jest istnienie przedinflacyjnych zaburzeń w rozkładzie materii. Inflacja kosmologiczna to teoria, według której we wczesnym Wszechświecie ekspansja przestrzeni postępowała w olbrzymim tempie i w jej wyniku wszelakie niejednorodności wczesnego okresu zostały wypchnięte poza obszar dostępny naszym obserwacjom. Inflacja tłumaczy więc, czemu Wszechświat, jakim go obserwujemy, jest wszędzie bardzo podobny, niezależnie od kierunku patrzenia. Jednak kosmologiczna teoria inflacji nie wyklucza bynajmniej, że gdzieś za kosmicznym horyzontem Wszechświat może mieć inne właściwości. Może wyglądać zupełnie inaczej: być pozbawiony gwiazd czy złożonych pierwiastków chemicznych. Materia za horyzontem mogła np. uformować jedną wielką koncentrację materii lub nawet gigantyczną czarną dziurę, która swoją grawitacją ściąga w swoją stronę nie tylko galaktyki, ale i całe ich gromady.



Istnienie takiej przedinflacyjnej niejednorodności to tylko jedna z naukowych spekulacji i – tak jak większości hipotez na ten temat – na razie wykluczyć jej nie można. Po prostu, podobnie jak kiedyś granicą poznania dla człowieka było widoczne z Ziemi niebo, tak teraz jest nią dostępny naszym obserwacjom kosmos i to, co jest poza naszym kosmicznym horyzontem, pozostaje wielką niewiadomą. A jeśli nie uda się powiązać zjawiska Ciemnego Przepływu z obecnie istniejącymi strukturami we Wszechświecie, wówczas wzrośnie szansa, że fantazje rodem ze Star Treka o dziwnych strukturach zasiedlających jego kresy mają więcej z rzeczywistością wspólnego, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.
« Ostatnia zmiana: Październik 30, 2010, 19:12:10 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
http://kopalniawiedzy.pl/Chris-Regan-Matthew-Mecklenburg-przestrzen-spin-elektron-Dirac-nieciaglosc-grafen-tranzystor-12753.html

Przestrzeń jest jak szachownica?
22-03-2011 14:05
Chris Regan · Matthew Mecklenburg · przestrzeń · spin · elektron · Dirac · nieciągłość · grafen · tranzystor




Przestrzeń jest zwykle postrzegana jako nieskończenie podzielna. Jeśli wybierzemy dwa dowolne punkty w przestrzeni, to możemy wyznaczyć pomiędzy nimi połowę odległości. Tymczasem dwóch naukowców z UCLA (Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles) zauważyło, że podzielenie przestrzeni na nieciągłe fragmenty, podobne do szachownicy, wyjaśnia pewne właściwości elektronów.
Profesor Chris Regan i student Matthew Mecklenburg pracowali nad tranzystorami z grafenu gdy stwierdzili, że potraktowanie przestrzeni jak szachownicy wyjaśnia, w jaki sposób elektrony mogą otrzymywać spin.
Naukowcy stwierdzili, że elektrony zyskują spin dzięki temu, że przebywają w określonej pozycji, na "czarnych" bądź "białych" polach "szachownicy". Moment własny pędu - czyli właśnie spin - pojawia się, gdy te "pola" są na tyle blisko siebie, że nie można znaleźć dzielącej ich granicy.
"Spin elektronów może pojawiać się dlatego, że przestrzeń w bardzo małych wymiarach nie jest gładka, ale pofragmentowana, jak szachownica" - stwierdził Regan.
Spin, dzięki temu, że może przyjmować tylko dwie wartości, pozwala wyjaśnić stabilność materii, naturę wiązań chemicznych i wiele innych zjawisk. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób elektrony "zarządzają" spinem i związanym z nim ruchem obrotowym. Jeśli elektron ma średnicę, to jego powierzchnia musiałaby poruszać się szybciej od prędkości światła, co narusza teorię względności. Eksperymenty wykazały, że elektron nie ma średnicy, jest punktem bez powierzchni i mniejszych struktur.
Już w pierwszej połowie XX wieku Paul Dirac dowiódł, że spin elektronu jest związany ze strukturą czasoprzestrzeni, łącząc mechanikę kwantową z teorią Einsteina. Jednak równanie Diraca nie wyjaśnia, w jaki sposób elektron, który jest punktem, uzyskuje moment pędu, ani dlaczego spin przyjmuje tylko dwie wartości.
Teraz Regan i Mecklneburg wpadli na proste wyjaśnienie zagadki. "Chcieliśmy obliczyć wzmocnienie sygnału w grafenowym tranzystorze" - stwierdził. Do przeprowadzenia wyliczeń konieczne było zbadanie, w jaki sposób światło wpływa na elektrony w grafenie.
Elektrony te przeskakują pomiędzy atomami grafenu tak, jak figury po szachownicy, z tą jednak różnicą, że grafenowa "szachownica" jest trójkątna. Pola "ciemne" wskazują na "góra", pola "jasne" na "dół". Gdy elektron w grafenie zaabsorbuje foton, przeskakuje z pola jasnego na ciemne. To prowadzi do zmiany kierunku spinu. Innymi słowy, przesunięcie elektronu na inną pozycję zmienia jego spin. Spin jest zaś określany przez układ geometryczny siatki krystalicznej grafenu i jest różny od dotychczasowego spinu elektronu.
"Mój promotor doktoryzował się ze struktury elektronu. Byliśmy niezwykle podekscytowani stwierdzając, że spin zależy od siatki krystalicznej. To z kolei każe nam się zastanowić, czy zwykły spin elektronu nie powstaje w ten sam sposób" - mówi Mecklenburg.
Profesor Regan dodaje, że byłoby dziwne, gdyby tylko grafen posiadał sieć krystaliczną zdolną do generowania spinu.


Autor: Mariusz Błoński

Źródło: University of California, Los Angeles


666




http://reikivi.org/index.php?option=com_content&view=article&id=84:krolestwo-rownowagi&catid=49:osobiste-realizacje&Itemid=121


W trakcie "falowania" cały czas intensywnie prosiłam o łaskę i postęp duchowy. Początkowo odczułam bardzo silny, znajomy już dobrze strumień energii Światła, który spłynął z góry w moje serce. Rozpłynęłam się w błogim uczuciu Miłości i Szczęścia.... Lecz po krótkiej chwili, po raz pierwszy w tak fizyczny sposób, poczułam intensywnie potężną, gęstą energię wpływającą w moje ciało z Ziemi. Kiedy energia Ziemi dopłynęła do mojego serca i zmieszała się tam z energią spływającą z Nieba, dopiero wtedy.... nagle i niespodziewanie....targnęła mną potężna eksplozja.... Jakby uderzył we mnie piorun!!! Gdy energie te zmieszały się ze sobą w moim sercu....nastąpił gwałtowny wybuch .... błysk Wszechogarniającej Miłości!!! Dosłownie wstrząsnęło całym moim ciałem. W jednym błysku.... w jednej setnej sekundy.... w sercu.... w umyśle.... w całej mojej Jaźni pojawiło się Współodczuwanie i Zrozumienie... W jednej chwili, jednocześnie pojawiły się w mojej Jaźni obrazy:  

białe i czarne
aspekt męski i aspekt żeński
Bóg i Energia Materialna
Niebo i Ziemia
Światło i Ciemność
Ojciec i Matka
góra i dół
twardość i miękkość
Yin i Yang....
...........
Jak mogłam nie pojmować tego tak wyraźnie?! Dopiero połączenie tych wydawałoby się przeciwności daje prawdziwą Pełnię!!! Podążanie tylko w jedną stronę przy jednoczesnym wyrzekaniu się drugiej, wprowadza coraz większy dysonans. Nie można zaniedbywać, ani wyróżniać żadnego z tych dualnych aspektów... należy tą dualność przekroczyć i zaakceptować w pełni, pokochać .... Awersja to przecież druga strona przywiązania.

Zobaczyłam iż jestem tutaj, teraz, w tym życiu ludzką istotą, jakże wielki jest to dar. Dostałam od swego Ojca duszę, iskrę bożą, a od swojej Matki ciało. Oboje dali mi to z wielkiej Miłości. Najwyższej, Absolutnej Miłości pomiędzy nimi i Bezprzyczynowej Miłości do mnie. Jestem ukochanym dzieckiem. Wszyscy jesteśmy ukochanymi dziećmi.

Przyszłam tu po coś... rozwijać ducha, lecz mam nauczyć się również akceptować to, iż żyję w materialnym ciele. Nie doceniałam tego daru, gardziłam nim, czułam się w nim niewygodnie, chciałam tylko wyrwać się stąd jak najszybciej. Poczułam jak bardzo byłam niewdzięczna, i jak bardzo z powodu niedostatku miłości i braku zrozumienia gardziłam swoją rodzicielką. A teraz.... po raz pierwszy poczułam w pełni jej słodką.... potężną Miłość Matki.... wreszcie poczułam się tu całkowicie bezpiecznie. Zalewałam się łzami... moje serce stało się bardzo miękkie i czułe, zalewało mnie uczucie nieopisanego szczęścia i wielkiej radości....

Pojawiła się Realizacja czegoś, o czym słyszałam, wiedziałam od tak dawna, lecz to ignorowałam... Zrozumienie, lecz pochodzące nie z umysłu, ale z serca.... aby dbać o harmonijny rozwój, całkowite zrównoważenie... tylko wtedy pojawia się Pełnia i Miłość.

Teraz dopiero, zaczyna się prawdziwa praca ....




MER odnosi się to specyficznego rodzaju Światła, tak jak było ono rozumiane w Egipcie w czasie panowania XVIII Dynastii zanim reorientacja religii nie wprowadziła wojny pomiędzy Bogiem a całym Stworzeniem. MER było widziane jako dwa pola Światła wirujące w przeciwnych kierunkach, ale w tej samej przestrzeni (koło w kole). Te pole jest generowane kiedy osoba wykonuje rodzaj specjalnego oddechu.

KA nawiązuje do indywidualnej Duszy/Ducha osoby

BA oznacza sposób interpretacji rzeczywistości przez ducha. W naszej Rzeczywistości Ba jest zwykle definiowane jako ciało lub rzeczywistość fizyczna. W innych wymiarach, gdzie dusze nie posiadają ciała, Ba odnosi się do niesionych przez nie percepcji lub interpretacji rzeczywistości.

Prawidłowo działające pole Merkaby ma średnicę ok. 18 metrów , proporcjonalnie do wzrostu człowieka. Wirująca Merkaba może być wyświetlona na monitorze komputera przy zastosowaniu odpowiednich urządzeń. Wygląda identycznie jak powłoka termiczna Ziemi na zdjęciu w podczerwieni - posiada ten sam podstawowy kształt tradycyjnego latającego spodka.



i dla przypomnienia wykład Nassima
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,35.msg46.html#msg46
« Ostatnia zmiana: Marzec 22, 2011, 21:32:22 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina Czy istnieje eter?
« Odpowiedź #37 dnia: Marzec 22, 2011, 21:18:39 »
http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/289405,paul-dirac-czy-istnieje-eter



Paul Dirac: Czy istnieje eter?
 
Paul Dirac przedstawiany jest w naszej Wikipedii tak:
 
Paul Adrien Maurice Dirac (ur. 8 sierpnia 1902 w Bristolu, zm. 20 października 1984 w Tallahassee) – angielski fizyk teoretyk.
 
Jeden z twórców mechaniki kwantowej i elektrodynamiki kwantowej, laureat Nagrody Nobla z dziedziny fizyki w roku 1933 za wkład w rozwój mechaniki kwantowej.
 




Znajdujemy tam również poglądy Diraca na temat religii:
 
Dirac: Nie mogę zrozumieć dlaczego marnujemy czas dyskutując religię. Jeśli jesteśmy uczciwi, a naukowcy powinni tacy być, to musimy przyznać, że religia jest zbieraniną fałszywych stwierdzeń, bez żadnych podstaw w rzeczywistości. Sama idea Boga jest produktem ludzkiej wyobraźni. To jest zupełnie zrozumiałe, dlaczego pierwotni ludzie, którzy o wiele bardziej byli narażeni na łaskę i niełaskę sił przyrody niż my dzisiaj, personifikowali te siły w strachu i z drżeniem. Ale dziś, gdy my już zrozumieliśmy tak wiele naturalnych procesów w przyrodzie, my nie mamy takiej potrzeby. Nie mogę dostrzec za żadne skarby świata, jak Wszechmogący Bóg pomaga nam w jakikolwiek sposób. To co ja widzę, że to założenie prowadzi do takich bezproduktywnych pytań - dlaczego Bóg pozwala na tak wiele nieszczęść i niesprawiedliwości, wyzysku biednych przez bogatych i wszystkich innych okropności. On mógł temu zapobiec. Jeśli religia jest ciągle nauczana, to bynajmniej nie z powodu, że jej idee wciąż nas przekonują. Ale po prostu dlatego, że niektórzy z nas chcą zapewnić spokój niższych klas. Spokojnymi ludźmi jest o wiele łatwiej rządzić niż krzykliwymi i niezadowolonymi. Jest też znacznie łatwiej ich eksploatować. Religia jest rodzajem opium narodu, który pozwala uśpić ludzi w pobożnych marzeniach i skłonić aby zapomnieli o krzywdach, które są im wyrządzane. Stąd wynika sojusz tych dwóch wielkich sił politycznych, państwa i Kościoła. Państwo i Kościół potrzebują iluzji, że dobry Bóg nagrodzi ludzi w niebie, a nie na ziemi - tych wszystkich którzy godzą się na niesprawiedliwości, którzy wypełniają swoje obowiązki cicho i bez narzekania. Dlatego właśnie uczciwe stwierdzenie, że Bóg jest tylko wytworem ludzkiej wyobraźni jest nazywane przez Kościół najgorszym ze wszystkich grzechów śmiertelnych.
 
Te poglądy, jak się domyślam, dla wielu Czytelników przekreślają z góry wszystko co teraz o nim napiszę. Pomyśli bowiem Czytelnik: „skoro tak niesprawiedliwie wyrażał się Dirac na temat religii, zapewne wszystko inne co pisał lub myślał jest równie fałszywe.” Inny zaś Czytelnik pomyśli : „słusznie mówił na temat religii, ale z tego nie wynika, że słusznie mówi o innych rzeczach.”.Są bowiem różni czytelnicy, mają odmienne zdania, odmienne światopoglądy, odmienne metody myślenia. Jedni starają się być bardziej logiczni, inni mniej. To normalne. W takim świecie dane nam jest żyć. Ja sam przyznałbym mu sporo racji – ale jednak nie we wszystkim, i z zastrzeżeniami. Nie należy, moim zdaniem, zbytnio uogólniać, nie należy pomijać szczegółów, bo tam właśnie się często diabeł ukrywa.
 

Dirac i Feynman
 
W roku 1951 w czasopiśmie Nature ukazały się dwa listy Diraca:
 
Nature 168, 906 - 907 (24 November 1951); doi:10.1038/168906a0
 
Is there an Æther?
 
P. A. M. DIRAC
 
St. John's College, Cambridge. Oct. 9.
 
Streszczenie: IN the last century, the idea of a universal and all-pervading æther was popular as a foundation on which to build the theory of electromagnetic phenomena. The situation was profoundly influenced in 1905 by Einstein's discovery of the principle of relativity, leading to the requirement of a four-dimensional formulation of all natural laws. It was soon found that the existence of an æther could not be fitted in with relativity, and since relativity was well established, the æther was abandoned.

 
 
 
Nature 169, 702 (26 April 1952); doi:10.1038/169702b0
 
Is there an Æther?
 
P. A. M. DIRAC
 
St. John's College, Cambridge. Feb. 16.
 
Streszczenie: INFELD has shown how the field equations of my new electrodynamics can be written so as not to require an æther. This is not sufficient to make a complete dynamical theory. It is necessary to set up an action principle and to get a Hamiltonian formulation of the equations suitable for quantization purposes, and for this the æther velocity is required.
 
W liście pierwszym przedstawia Dirac swoją ideę eteru, w liście drugim odpiera krytykę Infelda. Pomyślałem sobie, że dobrze jest przybliżyć czytelnikom tą ideę, tym bardziej, że wiąże się ona z pojęciem potencjału elektromagnetycznego, któremu to pojęciu poświęciłem ostatnio nieco uwagi.
 
Zaczyna więc Dirac od przedstawienia swoich argumentów za tym, że pojęcie eteru wcale nie musi być sprzeczne ze szczególną teorią względności Einsteina – jak to się zwykło powszechnie uważać. Rzecz w tym, argumentuje Dirac, że szczególna teoria względności powinna się liczyć z tym, czego nauczyła nas mechanika kwantowa, a się nie liczy. Istnienie eteru, o ile podlega on prawom mechaniki kwantowej, jest możliwe – pisze Dirac, bowiem należy uwzględnić relacje nieoznaczoności Heisenberga. W teorii klasycznej eter musiałby mieć określoną prędkość w każdej chwili i w każdym punkcie – wyróżniając pewien układ odniesienia. W teorii kwantowej tak być nie tylko nie musi ale i być nie może. Eter może być opisywany funkcją falową, ta może mieć rozmyte widmo prędkości, i to tak, że nie stałoby to w sprzeczności z niczym co znamy z doświadczenia. By zilustrować tą ideę podaje Dirac przykład elektronu w atomie wodoru: klasycznie elektron powinien poruszać się po płaskiej eliptycznej orbicie. Kwantowo zaś dopuszczalny jest stan elektronu opisywany przez funkcję falową o sferycznej symetrii.
 
Dalej przechodzi Dirac do nieco konkretniejszej propozycji. Otóż w poprzedniej pracy p.t. „A New Classical Theory of Electrons” - „Nowa klasyczna koncepcja elektronów”, opublikowanej w Proc. Roy. Soc. London, A. 1951 V. 209, p. 291-296, zaproponował on klasyczny model elektronu mający obejść trudności elektrodynamiki kwantowej w której elektron traktowany jest jako „punkt materialny” o zerowych rozmiarach. Idea elektronu jako „punktu materialnego” prowadzi do bezsensownych przewidywań, które dopiero trzeba „leczyć” przy pomocy z zewnątrz podawanych leków zwanych „renormalizacją”. Fakt ten gnębił zarówno Feynmana jak i Diraca, jednak Feynman nie miał żadnej idei jak te trudności należy usunąć. Dirac natomiast doszedł do wniosku, że problem zaczyna się już w ramach klasycznej teorii Maxwella, gdzie w sposób błędny interpretowana jest rola potencjałów elektromagnetycznych. Dirac proponuje mianowicie zrezygnowanie z pewnej formalnej symetrii, znanej pod nazwą „niezmienniczość względem transformacji cechowania”. Tak czyniąc proponuje Dirac model elektronu jako cząstki rozciągłej, choć jeszcze bez uwzględnienia spinu. W pracy „Czy istnieje eter” przypisuje Dirac potencjałom elektromagnetycznym określony sens fizyczny: reprezentują one, z dokładnością do czynnika proporcjonalności, prędkość – czy to eteru czy to ciała naładowanego unoszonego tym eterem. Nie jest tu Dirac bardzo precyzyjny. Kończy swą pracę zdaniem:
 
„W ten sposób, wraz z wprowadzeniem nowej teorii elektrodynamiki jesteśmy po prostu zmuszeni do wprowadzenia eteru”.
 
Leopold Infeld poddał rozumowanie Diraca krytyce opartej na rozumowaniu czysto formalnym. Na to Dirac replikuje, że z kolei rozumowanie Infelda nie sięga w istotę problemu, a istota problemu jest konieczność zbudowania nowej elektrodynamiki a tego nie da się zrobić bez wprowadzenia prędkości eteru. Kończy Dirac wyrażając nadzieję, że ktoś kiedyś dokończy jego dzieło uwzględniając spin elektronu.
 
W styczniu 1952 roku gazeta New York Times publikuje artykuł:
 
BRITON SAYS SPACE IS FULL OF ETHER; Prof. A. M. Dirac Challenges Einstein With New Theory of Electrodynamics ENTITY IS POSTULATED Mathematician Uses Equations to Hold Invisible Must Exist and Pervade All Matter
 
Brytyjczyk stwierdza, że przestrzeń jest wypełniona eterem: Prof. A. M. Dirac swą Nową Teorią Elektrodynamiki rzuca wyzwanie Einsteinowi. Postulowany jest nowy byt. Matematyk używa równań by twierdzić, że coś niewidzialnego musi przenikać wszelką materię.
 

http://66.90.101.64/arkblog/vacuum.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Próżnia pełna jest energii. Wszystko jest możliwe - dzięki niczemu.
 
Do tej koncepcji eteru Dirac już w swoich kolejnych publikacjach nie powracał – zostawił rzecz odłogiem. Wrócili do niej i nadal wracają inni. Czy stoją na z góry przegranej pozycji?
 
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline chrumtataj

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #38 dnia: Marzec 24, 2011, 22:35:55 »
"Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina Przestrzeń jest jak ?"

Baaardzo ciekawy temat, mogę powiedzieć, że wręcz czekałem na coś takiego.
Dodałbym: http://swietageometria.info/nassim-winter-synteza
Być może Nassim nie mylił się, a to co przedstawiono w artykule to 2D, a Nassim przedstawił 3D.

Czyżby rzekome wzmianki o dyskach poruszających się pod kątami 90,45 i 25,5 stopnia miały związek ze strukturą próżni(?)

Jak dla mnie hit dnia.

Pozdrowienia
c.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #39 dnia: Marzec 28, 2011, 18:47:10 »
Źródło: University of California, Los Angeles


666


Do merkawy wpisującej się do w/w geometrii przestrzeni można wpisać też tą jantre


Jantra jest rysunkiem geometrycznym. Jest skutecznym narzędziem do koncentracji, kontemplacji i medytacji. Ten rodzaj Jogi jest również nazywany Mandala Joga. Jantra Joga jest szczególnie wykorzystywana przez Buddystów i możemy ją spotkać w mandalach, ikonach i świętych obrazach. Do tej kategorii zaliczamy również Kabalistyczne Drzewo Życia.


Rysunek prezentuje jedną z matematycznych metod wykreślania Jantry, a konkretnie Srsti krama. Szczegółowa instrukcja wykreślania tej jantry jest dość skomplikowana. Nie wszystkie jantry są konstruowane w ten sam sposób.

====








jaki drzewo życia z kabały


« Ostatnia zmiana: Marzec 28, 2011, 18:52:03 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 609
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #40 dnia: Marzec 29, 2011, 14:30:32 »
Cytat: Michał-Anioł
Naukowcy stwierdzili, że elektrony zyskują spin dzięki temu, że przebywają w określonej pozycji, na "czarnych" bądź "białych" polach "szachownicy". Moment własny pędu - czyli właśnie spin - pojawia się, gdy te "pola" są na tyle blisko siebie, że nie można znaleźć dzielącej ich granicy.
http://kopalniawiedzy.pl/reptile/m/76/szachownica-przestrzeni-ae40d5306795da843e0aa379bb75935c.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

http://img856.imageshack.us/img856/327/snakein.png
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

http://img33.imageshack.us/img33/1708/fulpic.png
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Ostatnia zmiana: Marzec 30, 2011, 14:53:45 wysłana przez Lucyfer »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #41 dnia: Marzec 29, 2011, 18:23:26 »
Jak narysować Sri Yantre.
1http://www.goldenmean.info/flanagan/image8.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
2http://www.goldenmean.info/flanagan/image9.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

3http://www.goldenmean.info/flanagan/image10.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
4http://www.goldenmean.info/flanagan/image11.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

5http://www.goldenmean.info/flanagan/image12.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
6http://www.goldenmean.info/flanagan/image13.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Całość: http://www.goldenmean.info/flanagan/sriyantra.html
« Ostatnia zmiana: Marzec 29, 2011, 18:29:17 wysłana przez Leszek »

Offline chrumtataj

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #42 dnia: Marzec 30, 2011, 10:51:42 »
"Wszystko" o Sri Yantra: http://www.sriyantraresearch.com/

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 609
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #43 dnia: Marzec 30, 2011, 14:44:56 »
Obelisk i Sri Yantra

http://diglib.hab.de/drucke/66-1-quod-2f/max/00072a.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
http://www.goldenmean.info/sriyantra/09yantra.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
Cytuj
Cytat: Steve Pitt
Dan, I would like your help on this one....I took as many measurements of
obelisks a possible,(mostly from Napoleon's survey pictures),and tried to
generate the most likely geometrical framework to which the egyptians would
build these curiously constructed 'tuning forks'....How did I do?....Can you
make sense of my lines?....Can you see the physics in these
shapes?....Hhheeelllllpppppp Mmmmeeeeeeee!
GOOD LUCK,Steve Pitt
Cytat: Dan Winter
(Note from Dan Winter here, I particularly like the above because it hints so clearly at the pent/deca 5/10 sided dodeca wratchet which is DNA.. braided unto Phi implosion to squirt light superluminal? {ensoulment / star penetrating DNA magnetics?} perhaps this was a hint from the ancients, whose Caddeuceus Twim Serpents Symbol for Gene Splicer Power, presaged DNA symmetry. )
http://www.goldenmean.info/sriyantra/

http://diglib.hab.de/drucke/66-1-quod-2f/00294.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Offline jolkaz

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 74
    • Zobacz profil
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #44 dnia: Marzec 31, 2011, 09:12:53 »
Sri Yantra skojarzyła mi się z orinem   http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,26.msg2866.html#msg2866
Ciekawa jestem czy matryce te są ze soba w jakiś sposób połączone,jeśli tak to by oznaczało,że wszystko już było a my tylko odkrywamy to ponownie

Gdzieś czytałam na stronie Popki,że zobaczył tę matrycę w swojej wizji jako antidotum na manipulacje energetyczne.Chętnie poczytam na ten temat jeśli ktoś zna linki do stron po polsku będę wdzięczna

Ja narysowałam Orin (jak nazywa Popko tę matrycę) troszkę na innej zasadzie wg jego instrukcji i zauważyłam pozytywne oddziaływanie w zharmonizowaniu otoczenia :-)
« Ostatnia zmiana: Marzec 31, 2011, 09:54:40 wysłana przez Leszek »

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 609
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #45 dnia: Kwiecień 01, 2011, 01:14:54 »
Cytat: jolkaz
Ciekawa jestem czy matryce te są ze sobą w jakiś sposób połączone,jeśli tak to by oznaczało,że wszystko już było a my tylko odkrywamy to ponownie

Orin na matrycy Nassima  ;)

http://popko.pl/content/images/wiedza/orin_min.png
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
http://www.swietageometria.info/images/stories/Leszek/ArtykForum/orinassim1.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
http://www.swietageometria.info/images/stories/Leszek/ArtykForum/orinnassim22.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 01, 2011, 08:23:25 wysłana przez Leszek »

Tijavar

  • Gość
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #46 dnia: Kwiecień 08, 2011, 15:43:55 »
http://img535.imageshack.us/img535/6682/yantraa.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


...i przyznam, że podoba mi się w tej wersji 3D  :-)

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 609
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #47 dnia: Kwiecień 09, 2011, 13:32:49 »
Lawrence Blair w książce "Rhytms of Vision"  opisuje eksperyment w którym odpowiednio nucony dźwięk "AUM"(ॐ)
 tworzy wzór Yantry na specjalnie skonstruowanym "Tonografie" do obrazowania dźwięków


http://books.google.co.uk/books?id=biQOAAAAQAAJ&printsec=frontcover#v=onepage&q&f=true
str.115

Częstotliwość dźwięku = 136.10 Hz C#
http://img28.imageshack.us/img28/9724/skala3.png
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Ziemia okrąża słońce dokładnie w 365.24199 dni (rok). 1/(365.24199 x 86400) = 0.000000031689Hz podniesione o 32 oktawy, daje ton C# 136.10Hz

W tabeli pokazane są oktawy prawie wszystkich tonów.
Liczby w kolumnach potrajają się, a liczby w rzędach podwajają
http://img828.imageshack.us/img828/1859/oktawy2.png
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

Wykład Jamiego Buturff "Tony charmoniczne i częstotliwość 432 Hz"
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=jVATlX4XKMk" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=jVATlX4XKMk</a> <a href="http://www.youtube.com/watch?v=kUuyeor8f6Q" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=kUuyeor8f6Q</a>
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 11, 2011, 15:07:27 wysłana przez Leszek »

JAN

  • Gość
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #48 dnia: Wrzesień 23, 2011, 06:44:26 »
Witam wszystkich bardzo ciepło :-)

Niezbyt lubię specjalne powitania (a pożegnań całkiem nie lubię)  ;D Napiszę więc tylko, że po latach czytania i "trzymania kciuków" za rozwój tego forum - być tu "fizycznie" to dla mnie duży zaszczyt i przyjemność.
Co najciekawsze nie planowałem już żadnej aktywności na jakimkolwiek forum, ale może warto zmieniać niektóre plany. Przynajmniej...czasem ;)

Zacznę może od  początku  ;) "nowej fizyki", a będzie to chyba przyspieszenie wielu zmian w tej rzeczywistości. Dziś właśnie oficjalnie ukazała się taka informacja:


http://swietageometria.info/ao/di-L3UP.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina



Przekroczono prędkość światła

[gazeta.pl] Piotr Stanisławski 23.09.2011 01:01


"Włoscy badacze obalają dogmat nauki - odkryli cząstki, które poruszają się szybciej niż światło. Czyżby cała współczesna fizyka miała legnąć w gruzach?

Proszę Państwa, być może cała nasza fizyka właśnie legła w gruzach. Od 106 lat, czyli od ogłoszenia przez Alberta Einsteina szczególnej teorii względności wszystko co wiemy o Wszechświecie opiera się na niepodważalnym prawie - nic nie może poruszać się szybciej, niż światło w próżni. Prędkość 299 792 458 metrów na sekundę to granica, do której można się zbliżyć, ale nie da się jej przekroczyć.

Dziś jednak badacze z Włoch ogłosili wyniki eksperymentu, które zdają się przeczyć tej świętej zasadzie. Otóż zmierzyli oni szybkość, z jaką przemieszczają się neutrina - cząstki elementarne mające minimalną, bliską zera masę. Neutrina wystrzeliwane były z CERN-u, a chwytane 730 kilometrów dalej. W czasie trwającego trzy lata eksperymentu okazało się, że niektóre z nich pokonywały tę odległość w czasie krótszym o kilka miliardowych części sekundy, niż powinny.

Oczywiście pierwszą myślą naukowców było to, że popełnili błąd. Jednak szef zespołu badawczego, doktor Antonio Ereditato mówi, że sprawdzono wszystko co się dało po kilka razy. Poszukiwano zarówno prostych i oczywistych pomyłek, jak i błędów drobnych i trudnych do wykrycia. Ku zaskoczeniu badaczy nie znaleziono niczego. Dlatego zespół zdecydował się na opublikowanie wyników swoich badań i poprosił innych naukowców, by spróbowali powtórzyć eksperyment. W najbliższych miesiącach kilka zespołów ma podjąć to zadanie i spróbować zaprzeczyć włoskim wynikom.

Jeśli to się nie uda, nie pozostanie nic innego, jak obalić teorię względności i zabrać się za budowanie nowej fizyki. Konsekwencje będą trudne do wyobrażenia - dość powiedzieć, że wedle naszej wiedzy przekroczenie prędkości światła otwiera drogę do podróży w czasie."


Ciekawe, prawda ? A przecież stosunkowo niedawno chińscy naukowcy obwieścili światu, że wręcz odrotnie: nie da się przekroczyć prędkości światła i podróże w czasie są absolutnie niemożliwe...

Nigdy nie wierzyłem Chińczykom, a takie ich "rewelacje" były w moim odczuciu bardzo podejrzane. Musieli mieć jakiś konkretny cel w tym, żeby kilka miesięcy przed Włochami publikować coś dokładnie odwrotnego. Zupełnie inna sprawa, że założenie o konieczności podróży nadświetlnych do uzyskania efektu podróży w czasie - to raczej droga prowadząca w ślepy zaułek. Teoria wprowadzająca celowo w błąd większość ludzi, podczas gdy poważne osiągnięcia praktyczne w tej dziedzinie (np.niemieckie, amerykańskie i chińskie) - nie są już dawno żadną tajemnicą.


« Ostatnia zmiana: Czerwiec 13, 2014, 11:31:42 wysłana przez Leszek »

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #49 dnia: Wrzesień 23, 2011, 11:55:41 »
Witaj JAN -ie :)
Jak to dobrze ,że w końcu zawitałeś w nasze progi :)
Jedni przychodzą, inni odchodzą, ale nawet , kiedy odchodzą ich ducha tutaj czuć wyraźnie aż namacalnie niemalże. Twoje pojawienie się tutaj właśnie z tym tematem jest dla mnie na to najlepszym dowodem.

Ja z kolei czytałem o tym, iż w Tevatronie odkryto niedawno , w tym roku, dziwne cząstki .


Tevatron odkrył nową fizykę?

Podobnie jak poszukiwany przez LHC bozon Higgsa, nowa cząstka ma być odpowiedzialna za to, że materia posiada masę. Jeśli to prawda, to właśnie ona, a nie bozon Hoggsa, jest „boska” i odpowiada na większośc pytań, które stawiają fizycy. Dokładniej rzecz biorąc – nowa cząstka ma umożliwiać pojawienie się tej, którą dotąd nazywamy „boską”. I wszystkich innych. – Bozon Higgsa pasuje do układanki, którą już posiadamy. Ta nowa cząstka przenosi nas poza ten układ. To zupełnie nowa siła – mówi Giovanni Punzi, fizyk z międzynarodowego zespołu, który analizuje dane z Tevatronu.

- Nikt nie wie, co to jest – dodaje Christopher Hill, fizyk teoretyczny z FermiLab. – Jeśli jednak dane się potwierdzą, będzie to najważniejsze odkrycie od pół wieku.

Punzi: - Za wszystkim, co znamy, może stać zupełnie nowa siła, której nie znamy. To świat zupełnie nowych oddziaływań. Nowa cząstka ma zupełnie inne właściwości. Jedno jest pewne: na pewno nie jest bozonem Higgsa.

Co dokładnie zdarzyło się w Tevatronie? Podczas zderzeń protonów i antyprotonów pojawiły się oczekiwane przez fizyków cząstki elementarne, zgodne z Modelem Standardowym. Pojawiły się jednak i takie cząstki, których ten Model nie przewiduje. Jak wyjaśnia Ian O’Neill z Discovery, to tak, jakby podczas czołowej kolizji dwóch pociągów z odłamków zaczęły się spontanicznie tworzyć nowe pojazdy. Większość z nich to znane nam samochody, ale wśród nich nagle pojawiły się pojazdy, których nie znamy i których zasad działania do końca nie rozumiemy.

Jeśli obecność tej cząstki zostanie potwierdzona, trzeba będzie przepisywać podręczniki do fizyki, przede wszystkim tabelkę z tzw. Modelem Standardowym, który stanowi zbiór wszystkich znanych cząstek elementarnych tworzących materię i siły obecne we wszechświecie.

http://www.polskieradio.pl/23/272/Artykul/348527,Tevatron-odkryl-nowa-fizyke

Nie dość, że przekroczono prędkość światła to znaleziono całkiem nowe cząstki . Coś czuję , że to dopiero początek.
Ciekawe jak to się się ma do kwantowej komunikacji ?
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 23, 2011, 12:12:53 wysłana przez Leszek »
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline jolkaz

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 74
    • Zobacz profil
Odp: Kluczem do zrozumienia jest wiedza
« Odpowiedź #50 dnia: Wrzesień 23, 2011, 12:00:42 »
http://www.tvn24.pl/0,1718350,0,1,szok-naukowcow-cern-predkosc-swiatla-pobita,wiadomosc.html
Żyjemy w ciekawych czasach

O przekroczeniu prędkości światła w TVN24
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 23, 2011, 13:28:37 wysłana przez Leszek »

Offline Dan el

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 33
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #51 dnia: Wrzesień 23, 2011, 13:09:31 »
Witam :oczko:
Biorąc przykład z JAN'a postanowiłem, po roku prawie codziennej obserwacji tematów na tym forum, zarejestrowac się i wziąc udział w dyskusji.
Dlaczego akurat teraz ? jak to rzekł mój trener: 'Na wszystko jest w życiu odpowiedni czas'. Uznałem, że to jest właśnie dobry czas na dołączenie się do tej grupy (którą podziwiam, ze względu na otwartośc i brak negatywnej reakcji na chocby najbardziej wymyślne idee)
Szczerze mówiąc uważam to miejsce za najbardziej odpowiednie dla ludzi którzy weszli na swoją drogę, inaczej, dla ludzi o szerokim polu widzenia. Według mnie forum jest 'wolne' i nikt tu nie boi się żadnych ograniczen. To coś czego szuka teraz wiele osób i niestety trafia na bezsensowne fora.. oby sprawiedliwośc doprowadziła ich tutaj :-) ale to tak tytułem wstępu wystarczy.


Chciałbym o pewnej rzeczy. Wiedza jaką uzyskujemy w ostatnich latach zmierza w pewną stronę. W jaką ? ciężko powiedziec, ale można jednoznacznie stwierdzic, że mamy tu dwa filary, które dążą do pojednania. Nauka i Religia. Nauka, ta którą doświadczamy ze strony podważalnych teorii, ta którą dają nam naukowcy z całego świata na podstawie swoich badań. Religia, ta którą doświadczamy ze strony wiary jako zbioru informacji przekazywanej z pokolenia na pokolenie przez mistrzów. Cała ta wiedza jest trudna do opracowania ponieważ poprzez zawartośc swoich szczegółów nie daje jednoznacznej odpowiedzi, mają swoje wady.
 Tu jednak zaczyna się rola obecnych zdarzeń. Myślę, że dzięki takim wiadomościom jakie udostępniłeś Janie oraz East'cie nareście zbliżamy się do punktu przecięcia tych głównych filarów, do wypełnienia dziur obu stron. Warto o tym rozmawiac i próbowac już powoli centralizowac nasze idee. Wiem, że mamy już wiele takich przykładów jak Dan Winter itp. którzy wydają się tłumaczyc spójne teorię, ale ja , tak jak pewnie znaczna częśc osób, które nie mają tak przestudiowanej wiedzy nauk ścisłych i religii potrzebujemy jakiś przełomowych informacji, mimo wszystko mamy racjonalny umysł, którego nie łatwo oszukac (nawet kiedy chcemy), więc potrzebujemy wiadomości takich jak te tutaj by móc zbudowac 'sprawiedliwy' model rzeczywistości.
Podsumowują chciałbym powiedziec, że cieszę się ogromnie kiedy mogę wstac rano i przeczytac takie rzeczy jak przekroczenie prędkości światła;) To dodaje nadziei na lepszy świat, lepsze jutro..

Pozdrawiam jeszcze raz i Witam całe forum.

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #52 dnia: Wrzesień 23, 2011, 14:01:17 »
Witaj Dan el :)
Świetnie, że się pojawiłeś wśród nas. Sądzę, że coraz więcej ludzi nas odkrywa - a w gruncie rzeczy siebie samych :) Przydałby się nam tu na forum taki Polski "Dan Winter". Niejakie nadzieje wciąż wiążę z Sasq , ze się pojawi i wyjaśni nam co to wszystko znaczy z tymi odkryciami naukowymi .
Podobno, wg WSM ( Wave Struture Matter ) nigdy nie było potrzeby tworzenia "zwierzyńca" cząstek elementarnych ( kwarków, leptonów, fermionów ) w dodatku różnokolorowych, gdyż wystarczyło po prostu uznać, iż każde z tych dziwolągów to "mieszanka" fal pochodząca od elektronu i pozytronu - nie jestem mocny w tej dziedzinie ale wyobrażam sobie to jak elektron o nieco różnej częstotliwości drgań splątany ze swoim "przeciwieństwem" , pozytronem o nieco odmiennej falowej charakterystyce . Zderzające się fale dają po prostu taką różnorodność.

A to, że niektóre fale "mknął" z prędkościami powyżej prędkości światła ? Same fale się nie poruszają, tak, jak lina rozciągnięta między Tobą a mną nigdzie się nie wybiera, gdy robimy z niej skakankę lub falę- każdy punkt na tej linie drga z określoną częstotliwością . Wyobrażam sobie, że Przestrzeń jest dokładnie i szczelnie wypełniona takimi "punktami" w skali Plancka i to one drgają . Możliwe , iż zmierzono po prostu efekt fali jaką jest neutrino.

 Z drugiej strony , przekroczenie prędkości światła, to "oszukiwanie" w czasie. To neutrino mogło sobie "skrócić" drogę poprzez inny wymiar. I może byłoby to naciągane, gdyby nie to, iż funkcjonowanie komputerów kwantowych da się wyjaśnić jedynie w ten sposób, że wykonują one swoje obliczenia w wielu światach jednocześnie, czyli poza znanym nam wszechświatem.  W innym przypadku potrzebowałyby wieku naszego Wszechświata na dokonanie obliczeń.

W takim przypadku przekroczono prędkość światła tylko pozornie.

Dla mnie osobiście  to też oznacza, iż wewnątrz nas, wewnątrz mikrotubul Świadomość (ma naturę kwantową) , która łączy i spaja wszystko, co postrzegamy,  łączy nas również z wieloma równoległymi światami. W nich to również rezydujemy my, i całkiem możliwe, że tak jak neutrino, będziemy mogli "na skróty" wybierać dowolną rzeczywistość w której chcemy przebywać. A może już to robimy, tylko nawet nie zauważamy tego przez nasze marne 40hz odświeżania ekranu ?

pozdr
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 227
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #53 dnia: Wrzesień 23, 2011, 15:00:14 »
Witam!

... można jednoznacznie stwierdzic, że mamy tu dwa filary, które dążą do pojednania. Nauka i Religia.

Ja to widzę trochę inaczej - to zawsze była nauka, jednak na skutek naszej pogmatwanej historii pelnej kataklizmów i atomowych wojen, z czasem dostępna tylko rozmaitym zamkniętym stowarzyszeniom, czyniącym z jej elementów wypaczony obraz w postaci religii.

To co teraz sie dzieje można określić frazą "tam i z powrotem", a ilość dowodów rozsianych po całej planecie potwierdzających tą tezę jest przytłaczająca.

Ani Winter, ani Harramein, ani Wolf, ani Garrett Lisi niczego nowego nie odkryli - ta wiedza opisywana byla przez Platona, zawarta w Wedach i przekazach wszystkich rdzennych kultur.

I to jest moim zdaniem najiększa bolączka dzisiejszych naukowców oficjalnego nurtu nauki - przyznanie że nasza obecna cywilizacja to tylko marne popłuczyny w porównaniu z tym co istniało na tej pięknej planecie dziesiątki tysięcy lat temu.

Dla przykładu kilka obrazków:

E8, matematyczny model wyjaśniający mechanikę kwantową:
http://www.goldenmean.info/caughtinthematrix/E8.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Rycina z Wed;
http://www.jedisimon.com/ENG%20ART/TUMBLR%20DEPOT/wheel_sepher_yetzirah.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Mandala indian Navajo:


Świątynia w Indiach:
http://img85.imageshack.us/img85/1141/indie.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Zaakceptowanie powyższych faktów wiąże się jeszcze z paroma innymi konsekwencjami - żeby podac pierwszą z brzegu np z przyjęciem do wiadomości że Gwiezdni Bracia maczali palce w historii gatunku ludzkiego od początku jego zarania...

Na zakończenie - poniżej link do wątku "wyjaśniając grawitację" gdzie wspomniane jest dośiadczenie o przekraczaniu prędkości światła przez ...światło:
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,40.0.html

pozdrawiam



Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #54 dnia: Wrzesień 23, 2011, 15:58:27 »
@radosław 

Cytuj
Ani Winter, ani Harramein, ani Wolf, ani Garrett Lisi niczego nowego nie odkryli - ta wiedza opisywana byla przez Platona, zawarta w Wedach i przekazach wszystkich rdzennych kultur.

Powiem więcej - wiedza ta zapewne istniała na długo przed Wedami. Popatrzmy  na Piramidy w Gizie. Tam też znajdziemy  śg i Yantrę, a sama budowla przypada na czasy, gdy padały tam rzęsiste deszcze tropikalne. Ale to nie o tym temat :)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 227
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #55 dnia: Wrzesień 23, 2011, 16:20:09 »
....Ale to nie o tym temat :)

Temat jest jak najbardziej o tym ;)
A chcąc być dokładnym Wedy zawierające wiedzę naszych słowiańskich przodków którzy zawojowali kiedyś Indie, co potwierdzone jest między innymi badaniami
genetycznymi i związkiem sanskrytu z językiem polskim - otóż Wedy były przez tysiąclecia przekazywane ustnie, to co dzisiaj znamy pod tą nazwą to ich ostatnia spisana wersja.

pozdrawiam

Offline Dan el

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 33
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #56 dnia: Wrzesień 23, 2011, 19:19:35 »
Cytuj
Ja to widzę trochę inaczej - to zawsze była nauka, jednak na skutek naszej pogmatwanej historii pelnej kataklizmów i atomowych wojen, z czasem dostępna tylko rozmaitym zamkniętym stowarzyszeniom, czyniącym z jej elementów wypaczony obraz w postaci religii.

Radosławie, Zgadzam się z Tobą. Poszedłeś dalej do przodu, a nawet wstecz :-) rzecz jest taka jak opisujesz. tak czy inaczej kiedyś mieliśmy model w całości, teraz już nie. moim marzeniem było by go ujrzec na nowo.
Można dodatkowo zastanowic się nad faktem czy obecnie nasza wiedza nie wyszła by przypadkiem poza dawną widzę w jakimś kierunku (bo zakładam oczywiste, że cała ta technologia starożytnych była o wiele więcej potężniejsza). Nawet jeżeli to mało znaczne, można miec nadzieję, że w połączeniu oba te zasoby stworzą coś jeszcze lepszego niż stary 'poprawny' model;) może np. nasza nanotechnlogia w połączeniu z świętą geometrią i 'subtelnymi' energiami może stworzyc coś na miarę technologi samych 'Gwiezdnych Braci', albo 'Bogów'.. to niezwykle ekscytujące kiedy myślę o tym i sobie wyobrażam.

Z przyjemością wysłucham tego co ma co powiedzenia Sasq, od dawna WSM miała dla mnie bardzo ciekawe aspekty.

East Twój punkt widzenia zabierze mi więcej czasu na wyobrażenie niż myślałem wiec postaram się potem odnieśc;) narazie wydaje mi się po prostu, że inaczej to widzę.
 Prędkośc cząsteczek jest nie ograniczona, ani nie jest iluzją, bo jest tylko prędkością rozchodzenia się pierwszej fali. potem już tylko wchodzi w reakcje z innymi falami. to narazie dla mnie bardzo proste i fizyczne. te fale (neutrin) zeby przekroczyc predkosc swiatla mają więlką energię (fraktalną, nieskończoną ?- jednak za mało czasu i odległości aby się rozpędzic) przez co rozchodzą się szybciej niż światło. tak to tłumaczę sobie obecnie w kontekscie WSM i modelu standardowego, ale zapewne mam wiele do nadrobienia 'co'

Pozdrawiam

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #57 dnia: Wrzesień 23, 2011, 20:58:50 »
Właśnie mi Leszek dał znać o tym temacie. Nieczęsto się udzielam, bo nie za bardzo mam na to czas, a że zostałem niejako wywołany do odpowiedzi:
Cytat: Dan el
Z przyjemością wysłucham tego co ma co powiedzenia Sasq, od dawna WSM miała dla mnie bardzo ciekawe aspekty.
to może jednak conieco napiszę.

Słowiki mi doniosły o tym "przekroczeniu prędkości światła" dziś rano, więc conieco wybadałem temat. Udało mi się ściągnąć papier naukowy, w którym naukowcy owi to wszystko opisali (a nie było łatwo, bo serwer był przeciążony; widocznie wiele osób się na niego rzuciło jednocześnie po tym, jak BBC i parę innych mediów narobiło szumu). Obejrzałem też transmisję video z ich konferencji prasowej (niestety gdzieś tak od połowy), na której przedstawili szczegóły eksperymentu, wyników, i odpowiadali na pytania uczestników. Z reguły były to odpowiedzi w stylu "Nom, to bardzo dobre pytanie..." (i tu następowała odpowiedź, która moim zdaniem nie zawsze dotyczyła tego, o co pytał pytacz ;-) no ale co tam...). Widać było, że zgromadzeni tam ludzie nie za bardzo wiedzą, o co właściwie mogliby zapytać, więc pytali głównie o dokładność różnych pomiarów i szczegóły zbierania danych, próbując podważyć eksperyment poprzez wytknięcie niedociągnięć w technikach pomiarowych. Odpowiadający próbował odbijać takie pytania i sprawiać wrażenie, że wszystko zostało dokładnie posprawdzane. Jednak dało się wyłapać wiele nieścisłości w jego wypowiedziach. Np. raz mówił, że zmierzyli dystans między CERN a Gran Sasso 2 razy, później że jednak trzy, po tym jak ktoś mu zarzucił, że dwukrotny pomiar dający ten sam wynik nie musi wcale oznaczać, że pomiar był zrobiony dobrze - równie dobrze mógł dwa razy dostać ten sam błąd systematyczny :P (z czym się zgodzę). Niektórzy zwracali też np. uwagę na możliwość odkształcania się skorupy ziemskiej pod wpływem grawitacji Księżyca, ale prowadzący odpowiedział, że prowadzili eksperymenty przez kilka lat i wszelkie takie cykliczne odchyłki powinny były się uśrednić.

Najbardziej mi się podobało, gdy jeden z pytających powiedział, że oni napisali w tytule pracy o "przekroczeniu prędkości światła", jednak w treści pracy nie ma żadnych danych wektorowych, a tylko skalarne ;) więc powinni raczej mówić o szybkości światła ;-) (dla przypomnienia: prędkość to wielkość wektorowa: ma nie tylko wielkość, ale też kierunek w przestrzeni; natomiast szybkość to właśnie sama wielkość bez kierunku). Jeśli poważni naukowcy strzelają takiego zonka (szkolny błąd!) w swojej pracy, to nie świadczy zbyt dobrze hehe ;-)

Tak czy owak, na pierwszy rzut oka to widzę w tym za dużo statystyki i uśredniania, a za mało konkretnych danych. Zawsze powtarzam, że statystyka to najlepsza naukowa metoda kłamania, bo okłamuje nawet tych, którzy jej używają :-P Jak dla mnie ten eksperyment nie był wystarczająco jednoznaczny, bo tak naprawdę nie było w nim porównania szybkości tych neutrino z rzeczywistą szybkością światła, na tym samym odcinku, a jedynie porównanie z przewidywaniami teoretycznymi, w których naukowcy użyli stałej, standardowej wartości dla szybkości światła w próżni (299 792 458 m/s). A przecież nie przesyłali tych neutrino przez próżnię, tylko przez solidny kawał skały ;-P A szybkość propagacji fal zależy od gęstości ośrodka. Pewność można mieć tylko wtedy, gdy ktoś prześle światło i neutrino tym samym kanałem i porówna ich czasy przelotu (czyli zorganizuje bezpośredni wyścig, a nie "ściganie się z wyobraźnią" ;-) ).

Nie wiem skąd taki szum medialny wokół tego eksperymentu (pewnie przydałoby im się trochę kaski ;-) ), bo już kilka razy różne placówki badawcze ogłaszały przekroczenie szybkości światła w różnych eksperymentach. Jednak temat jest śliski i często okazywało się potem, że eksperymentu nie udało się powtórzyć innym naukowcom, albo w ogóle zjawisko opierało się na czymś innym. Np. pomylili prędkość grupową z prędkością fazową fal, albo opisywali zjawisko fal zanikających (ang. evanescent waves), dobrze znane fizykom zajmującym się zjawiskami falowymi, jako "komunikację nadświetlną", ponieważ falom nadchodzącym do detektora "śpieszyły się zegarki" ;-) (miały przyspieszoną fazę, tak jakby przechodząc przez aparaturę na moment "przeskoczyły w czasie w przyszłosć" ;-) ), jednak i to zjawisko da się łatwo wytłumaczyć metodami falowymi, bo gdy fala przechodzi przez barierę potencjału (np. gęstszy kawałek przestrzeni), jej wektor falowy może przejść w całości na składowe przestrzenne, i wtedy tylko zanika wykładniczo, "zamrażając fazę", po czym "odmraża" ją po wyjściu z bariery i drga dalej od miejsca, gdzie się "zapauzowała" ;-) Jednak nie wymaga to wcale "skakania w przyszłość" i taki eksperyment z tunelowaniem kwantowym da się odtworzyć nawet na stole kuchennym, z mikrofalami, a nawet ze zwykłym światłem i pryzmatami ;-) (sprawdzałem, działa).

Jednak media jak zwykle sieją zamęt i szukają taniej sensacji. Widziałem dziś w TV jak jakaś paniusia z TVNu rozmawiała z jakąś podstarzałą panią naukowiec i zadała jej o to pytanie, a ta odpowiedziała jej mnóstwem technicznych słów bez ładu i składu (specem nie jestem, ale byłem w stanie wyczaić, że po prostu sypie naukowym słownictwem w sposób losowy ;-P), a paniusia z TV tylko pokiwała pustą głową (bo taką najłatwiej potakiwać ;-) ) i tyle było z wywiadu :-P Rozwalają mnie hasła w brukowcach, w stylu:
Cytat: Wybiórcza
"Włoscy badacze obalają dogmat nauki - odkryli cząstki, które poruszają się szybciej niż światło. Czyżby cała współczesna fizyka miała legnąć w gruzach?"
Widać, że autor nie miał zielonego pojęcia, o czym pisze. Po pierwsze, Włosi nie odkryli żadnych nowych cząstek - łapali neutrino wysyłane z CERN, znane conajmniej od czasów odkrycia rozpadu beta. Po drugie, niczego nie obalili i mówienie, że cała współczesna fizyka miałaby od tego legnąć w gruzach, jest jak zwykle nieprawdziwe i mocno przesadzone ;-P (jak to w mediach, heh...). Teoria Względności, choć budzi wiele kontrowersji co do jej interpretacji, to jednak jest "poprawna" od strony matematycznej i wielokrotnie sprawdzona w eksperymentach. Mówienie, że jeden eksperyment miałby zaprzeczyć tym wszystkim poprzednim, jest idiotyzmem. Bo nie można kłócić się z faktami doświadczalnymi (wynikami eksperymentów), a co najwyżej z ich interpretacją (teorią). Gdyby Teoria Względności była błędna matematycznie, to żaden ekran kineskopowy nie mógłby działać poprawnie - dawałby rozmyty obraz (Teoria Względności jest używana do obliczania torów elektronów poruszających się w kineskopie). Nie jest też prawdą, że stałość prędkości światła jest dogmatem nauki, bo od czasów ogłoszenia tego postulatu przez Einsteina ogromna liczba naukowców nadal próbuje to kwestionować. Choć ciężko trafić na takiego, który miałby na to jakieś solidne argumenty ;-) Częściej takie hipotezy wynikają z niezrozumienia Teorii Względności.

Tak więc zalecałbym jednak ochłonąć i poczekać na dalszy rozwój sprawy. Przede wszystkim na weryfikację przez inne, niezależne instytuty. Ponoć planowany jest jeszcze jeden taki eksperyment, tym razem będą strzelać neutrinami do Amerykańców ;-)
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #58 dnia: Wrzesień 23, 2011, 21:26:55 »
A, żeby była jasność:
Nie twierdzę, że nie da się obejść ograniczenia szybkości światła. Wręcz przeciwnie. Znam już kilka sposobów, na których mogłoby to być możliwe, i wszystkie opierają się na zjawiskach falowych. Jednak nie polega to wcale na łamaniu istniejących praw fizyki, w których to ograniczenie obowiązuje. Polega raczej na jego obejściu, innymi drogami rozwoju wiedzy naukowej, w zgodzie z tym, co już zostało wielokrotnie sprawdzone eksperymentalnie.

Szybkość światła faktycznie jest szybkością, z jaką rozchodzą się fale poprzeczne w próżni, czyli przestrzeni. Fale rozchodzące się w danym ośrodku zawsze rozchodzą się z tą samą, stałą szybkością, która jest własnością samego ośrodka i zależy jedynie od jego właściwości (gęstości). Jest to tak zwana prędkość fazowa fali. W danym ośrodku żadna fala nie może rozchodzić się szybciej, i (co ciekawe!) nie może też rozchodzić się wolniej! :P Więc jak to możliwe, że w naszym świecie różne rzeczy zazwyczaj poruszają się wolniej? Ano na przykład dlatego, że mierzymy prędkość względną - jednych fragmentów fali względem innych. Gdy jest więcej fal, mogą one nakładać się na siebie, tworząc paczki falowe (cząstki). Ich fale składowe nadal poruszają się wszystkie z tą samą, stałą prędkością fazową, jednak cały pakiet może poruszać się "na oko" z inną szybkością, zwaną "prędkością grupową", i może ona być mniejsza, lub większa (!) od prędkości fazowej. Można by pomyśleć, że w takim układzie łamiemy Teorię Względności, bo ponoć mówi ona, że żadna informacja nie może zostać przesłana szybciej od światła. Jednak fale zachowują się w taki sposób i wcale nie łamią przy tym Teorii Względności, bo okazuje się, że nie da się w ten sposób przesłać informacji szybciej od światła. Jeśli spróbujemy np. kluczować (włączać/wyłączać na przemian) fale składające się na taki pakiet falowy, to taka przerwa nadal będzie poruszać się z prędkością fazową (czyli np. prędkością światła) i nie wyprzedzi powstałego pakietu falowego poruszającego się z większą prędkością fazową. Inna sprawa to to, czy można taki pakiet uznać za informację, jeśli nie możemy w nim nic zakodować ani użyć go do przesłania informacji. Bo to, że on do nas dociera, nie daje nam żadnej nowej informacji - tę samą informację mogliśmy już wyczytać z fal składowych, które modulowaliśmy. To mniej więcej tak, jak gdy posłaniec przybiega do Ciebie przed wszystkimi innymi, ale mówi Ci coś, co już od dawna wiesz ;-)

Jednak dochodzi też taka kwestia, że w tym samym ośrodku fale mogą się rozchodzić na kilka sposobów. Światło jest ponoć falą poprzeczną: drga w kierunku prostopadłym do tego, w którym biegnie ("na boki"). Tak właśnie przedstawił to Hertz. Jednak można też wytwarzać fale podłużne, które drgają w tym samym kierunku, w którym się rozchodzą (kompresja/dekompresja). Takie fale mogą rozchodzić się w tym samym ośrodku z inną szybkością. Zazwyczaj szybszą. O takiej możliwości wspominał już Tesla, gdy twierdził, że odkrył fale radiowe "inne niż Hertza", przypominające mu "dźwięk w Eterze". Podejrzewam, że musiał mieć na myśli fale podłużne właśnie, bo dźwięk też jest falą podłużną. Niestety wówczas inni naukowcy wyśmiali go za ideę "dźwięku w Eterze". Jednak jakiś czas temu natrafiłem na kogoś, kto odgrzał tego kotleta: niejaki Konstantin Meyl, doktorek z Niemiec ;-) Pokazywał nawet działające urządzenia na jakiejś konferencji. Video można było znaleźć na YouTube, być może jeszcze są. Na jego stronie można też było dorwać pokaźną, 600-stronicową cegłę o całej tej zakazanej radiotechnice ;-J

Tak więc istnieje kilka możliwości, które warto byłoby dokładniej przebadać. Jednak wymagają podejścia falowego, a nie cząstkowego, więc jak narazie pozostają na uboczu Nauki.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #59 dnia: Wrzesień 23, 2011, 22:06:34 »
Mnie się Twoje podejście falowe bardzo podoba Sasq :) kontynuuj waść, proszę,  bo zaczarowałeś materię i mnie też :)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #60 dnia: Wrzesień 23, 2011, 22:30:36 »
Proste jest zawsze piękniejsze od skomplikowanego ;-) Mnie też ta teoria falowa bardzo się spodobała, zwłaszcza, że krążyłem wokół niej już wiele lat temu, jeszcze zanim natknąłem się na Wolffa, oraz jego mistrzów i uczniów (być może w archiwach listy mailowej Oneiro będą jeszcze jakieś moje posty na ten temat). I widzę, że powoli zaczyna ona zyskiwać coraz większą popularność. Nawet niektórzy naukowcy z głównego nurtu zaczynają już (powoli, bo powoli, ale zawsze) otwierać na nią swe oczy i umysły, sami odkrywając ją na nowo. Dlatego od wielu miesięcy już noszę się z zamiarem opisania tego wszystkiego gdzieś w jakiejś sensownej kolejności. Jednak nie jest to zadanie łatwe :-/

Jedną z przeszkód jest ciągły brak czasu na to. Gdy tylko zaczynam opisywać jakiś temat, pochłania mnie i wciąga, i zaczynam odkrywać nowe rzeczy, które odciągają mnie od pisania ;-P

Drugą przeszkodą jest to, że nie wiem, jakie z tych rzeczy czytelnik już wie, a jakie trzeba mu uzupełnić. Z reguły ludziom wydaje się, że sporo z tego już wiedzą/rozumieją, jednak w praktyce wygląda to tak, że rozumieją to, owszem, ale w zupełnie inny sposób, według wzorców zaprogramowanych im już dawno temu w różnych szkołach czy podręcznikach, więc sporo takich rzeczy muszę im najpierw "przeprogramowywać". Że nie wspomnę o poważnych brakach z matematyki, która niestety jest niezbędna, jeśli chce się zrozumieć pewne rzeczy z fizyki. Te braki oczywiście nie są z winy tych, którzy je mają. Ludzie z reguły myślą, że matematyka to coś strasznego i niezrozumiałego, i mają na to pokotwiczone bardzo dużo niefajnych przeżyć ze szkoły, dlatego nie ruszają tematu. Ale to wszystko jest tak celowo robione, by ludzie właśnie unikali pewnych tematów. Kiedyś myślałem, że to przypadki, jednak zbyt dużo ich było, i zbyt dokładnie omijają okreslone rzeczy, by był to przypadek. Oni dobrze wiedzą, jakie tematy omijać, i do jakich zrażać ludzi. Matematyka jest jednym z nich, ponieważ jest to uniwersalny, "międzygalaktyczny" Język Wszechświata ;-) W dodatku jest to taki jakby Kosmiczny Kryptogram, który sam siebie rozkodowuje i posiada wbudowany klucz (opowiadałem o tym na spotkaniu aktywnych członków ;-) hehe jak to brzmi :-D ). Jeśli użyjesz tego pierwszego klucza (np. liczb naturalnych), rozkodowuje się następny fragment wiedzy, który posiada klucze do następnych i tak dalej. Trzeba tylko wiedzieć, jak się do tego dobrać. Kiedyś nienawidziłem matematyki, teraz zadziwia mnie na każdym kroku jej studiowania. I nie wiem, jak bez niej radziłbym sobie z fizyką.

Jest wiele rzeczy związanych z fizyką falową, o których chciałbym Wam tutaj (lub na mojej stronie) napisać, jednak muszę najpierw znaleźć dobrą, wygodną ścieżkę przez te haszcze ;-) Ułożyć to w taki sposób, żeby każdy zrozumiał, niezależnie od tego, z jakim zasobem wiedzy rozpoczyna podróż. Wiem, że to możliwe, bo już sporo rzeczy udało mi się w ten sposób ułożyć. Tak że cierpliwości, może przed 2012 się z tym wyrobię ;-D

@brahman: Muszę chyba więcej pojeść kaszy, zanim zrozumiem te wszystkie Twoje kasze :-J Być może z Twojej perspektywy to wszystko wydaje się sensowne i oczywiste, jednak jeśli chcesz, by ktokolwiek coś z tego zrozumiał poza Tobą, to dobrze jest najpierw "uzgodnić kotwice językowe", by każdy mówił i myślał o tym samym, gdy używa tych samych pojęć. Być może nawet mówimy wszyscy o tym samym, ale każdy inaczej to nazywa. Jednak nie przekonamy się o tym, dopóki nie uzgodnimy kodu ;-J
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #61 dnia: Wrzesień 23, 2011, 22:59:04 »
Nic takiego nie powiedziałem. To już Twoja nadinterpretacja. Mnie tylko chodzi o to, że już wiele ludzi tak sobie "wyliczało" w jakich to wszechświatach żyjemy i ile one mają poziomów, planów, gęstości, czy czego tam jeszcze. Ale od fantazjowania do solidnej teorii naukowej jeszcze daleko. Ja też mógłbym napisać, że np. żyjemy w conajmniej czterowymiarowym Wszechświecie, w którym tak w zasadzie to nic nie istnieje, prócz pustej przestrzeni, która wibruje i tworzy geometryczne kształty, dające obraz materialnego świata, i istnieje jedynie informacja w postaci falowej, ale pewnie nikt by mi wtedy nie uwierzył i nawet nie próbował tego zrozumieć, bo choć dla mnie to wszystko jest oczywiste, dla kogoś innego już nie musi. Po prostu każdy z nas ma inne doświadczenia za sobą i inne pojęcia rozpoznaje.

Miałem takiego znajomego, który mocno siedział w ezoteryce i szeroko pojętej duchowości. Nieraz mi opowiadał jakieś swoje medytacje, w których np. transformował torusy w sfery i na odwrót, po czym ja byłem w szoku i mówiłem mu, że to nic innego, jak hipoteza Riemanna z topologii (do niedawna jedna z największych nierozwiązanych zagadek matematyki). Więc niewykluczone, że w tym co mówisz też jest wiele prawdy i gdybyśmy dłużej podyskutowali i uzgodnili kody, to okazałoby się, że mówimy o tym samym. Ale w tej chwili niestety niewiele rozumiem z tego co mówisz.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #62 dnia: Wrzesień 23, 2011, 23:08:26 »
Skoro podałem, że przenikają się 3 wszechświaty czyli materialny, mentalny i przyczynowy oraz podałem ich nazwy, zaznaczyłem ich wielkości i jakie z tego wysnułem przypuszczenia a mimo to mam uzgadniać kotwice językowe to rozumiem, że po prostu nie mam się wtrącać do tej dyskusji. Trzeba było tak od razu prosto napisać.
Przyjąłem tą sugestię i już się poprawiam. Przestaję się wypowiadać w tym temacie.
Pozdrawiam ... :-)


W żadnym wypadku brahman,  bardzo ładnie wplotłeś w tą dyskusje efekt skalowania co właściwie umiejscawia teorie falową i pokazuje jej efekt skalarny co zarazem pokazuje nam rzeczywistą przestrzeń unitarną

p.s
Musisz się przyzwyczaić do tego typu dyskusji z sasq taki jego urok, jak to mówi" przeciąganie po asfalcie" ;)
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 23, 2011, 23:11:55 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #63 dnia: Wrzesień 23, 2011, 23:47:15 »
Ach, Ty mój okrutniku :P Twój urok to z kolei przeinaczanie wszystkiego co powiem i ciągłe docinanie. Czym ja sobie na to wszystko zasłużyłem?...

BTW mógłbyś wyjaśnić pojęcia "przestrzeń unitarna" i "efekt skalarny"? Bo mam wrażenie, że używasz ich w nieco innym znaczeniu, niż jest to przyjęte w Nauce (patrz np. http://www.sjp.pl/co/unitarny, http://www.google.pl/search?q=skalarny)
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 23, 2011, 23:52:14 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

JAN

  • Gość
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #64 dnia: Wrzesień 24, 2011, 00:22:51 »
wow, ale namieszałem ... ;D

Cytat: Dan el
'Na wszystko jest w życiu odpowiedni czas'. Uznałem, że to jest właśnie dobry czas na dołączenie się do tej grupy
Witaj, Danielu... sorry... Dan el-u ;)  Miło widzieć, że to jakiś głębszy sens jest tym, co się dzieje.
Mam nadzieję, że to ogólne poruszenie będzie budujące, controlowane i nie przerodzi się w chaos, jak kiedyś się
zdarzyło na innych forach :)  A tak przy okazji: czy my się już gdzieś/kiedyś nie spotkaliśmy ? ;)


Cytat: Dan el
Wiedza jaką uzyskujemy w ostatnich latach zmierza w pewną stronę (...) mamy tu dwa filary, które dążą do pojednania. Nauka i Religia. zbliżamy się do punktu przecięcia tych głównych filarów, do wypełnienia dziur obu stron. Warto o tym rozmawiac i próbowac już powoli centralizowac nasze idee.

Ha, wprawdzie trochę trąci ten przykład Danem (ale) Brownem ;) - to jednak właśnie masz rację, dobrze czujesz: tu trzeba układać nowe obrazki, ale wiele elementów - to kawałki mające tysiące lat, jeśli nie pachnące nawet jakąś niezbywalną wiecznością.
Jak czytasz forum - prawie wszystko na nim to wielkie, hm... wykopaliska i przy tym niesamowicie intrygujące.



Cytat: Radosław
Rycina z Wed;
http://swietageometria.info/ao/di-7CVV.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
http://www.jedisimon.com/

Witaj, Radosławie :) Rysunek powyżej, przedstawiony przez Ciebie sprawił mi kolejną wielką radość, bo raz - że nie jest mi obcy w swej konstrukcji i sensie, a dwa - w porównaniu z dawnymi pierwowzorami - jest bogatszy, piękny. Zawiera się w nim mnóstwo starożytnej mądrości, która dziś - w świecie przez wieki okradanym ze wszystkiego co cenne - powinna ten świat odbudowywać. Rysunek, przy okazji, to świetna i chyba celna metafora:

Ile razy można i czy w ogóle trzeba wymyślać koło ?  

Wszystko już było; wszystko już jest, trzeba to tylko zobaczyć, odkryć, zrozumieć.. Jest jasne, że sama idea koła jest znana, ale najbardziej zaawansowane i pożyteczne zastosowania ciąglę umykają ludzkiej świadomości. Zwłaszcza, kiedy mamy do czynienia (jak wyżej) - z Kołem Jecirah (nie jest to żadne z kół wedyjskich)  :)

Sefer Jecirah [pisane często 'Sepher Yetzirah' - ale ja jestem zwolennikiem pisowni 'spolszczonej'], czyli „Księga Formowania” opisuje "tworzenie" 'sfery Jecirah' i jest jednym z najbardziej znanych starożytnych tekstów kabalistycznych.
Koło Jecirah / Sfera Jecirah - było kiedyś w wąskich kręgach zwane... Kołem Objawienia ;). Generalnie wszystko, co wynika z jego konstrukcji jest bardzo związane z różnymi aspektami filozoficznej wiedzy na temat pochodzenia szeroko pojętego Wszechświata i ludzkości. Ale jak wszystko związane z Kabałą - to z najwyższej półki wiedza duchowa mocno oparta na... matematyce i fizyce. Fizyce tak bardzo zaawansowanej, że niewielu domyślało się choćby jej istnienia i jakichkolwiek opisów.


"Im bardziej zaawansowana technologia tym trudniej ją dostrzec, zrozumieć i rozpoznać, a przejawy jej działania bardziej przypominają magię, niż znaną wcześniej technikę"


Oczywiście baardzo zaawansowana technologia oparta musi być na jakiejś równie zaawansowanej wiedzy. Ta bardzo, bardzo zaawansowana wiedza może liczyć sobie tysiące, czy miliony lat i jej ogarnięcie nie udaje się przez pryzmat dogmatów.

Taka wiedza, jest tak samo "przezroczysta" i bezsensowna dla obserwatora jak np. realność rozmowy przez GSM na wielką odległość dla buszmena; lub tym bardziej: zasada działania systemu GSM. Zapewne dla buszmena GSM jest wyłącznie jakąś formą magii lub zwykłym oszustwem, prawda ?

Dziś dla wielu np. Kabała, Wedy, Mahabharata to jakaś "ezoteryka", zbiór bardzo starych bajek. Magia. A tam jest wiedza i technologia tak niewidoczna, jak GSM dla człowieka z buszu... Matematyka i fizyka nieosiągalna jeszcze na żadnej uczelni  ;)

Tu trochę 'oczko' do SasQ'a, bo to jakoś pomoże nam zrozumieć, z czym się możemy wszyscy zetknąć niedługo :) Ale o tym może przy następnej okazji.



« Ostatnia zmiana: Czerwiec 13, 2014, 11:34:05 wysłana przez Leszek »

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #65 dnia: Wrzesień 24, 2011, 07:49:49 »
@Jan: Spokojnie, bracie. To, że wypowiadam się w kwestiach naukowych, nie znaczy, że ezoteryka mnie nie interesuje. Wręcz przeciwnie ;-) Myślę podobnie, że ludzkość już posiadała kiedyś dostęp do zaawansowanej wiedzy, która była znana tylko najwyższym "kapłanom" różnych "religiii". Generalnie ludzi, którzy mieli bezpośrednie kontakty z "bogami" wszelkiej maści. Wiedza ta następnie rozchodziła się po świecie np. jako Alchemia. Jednak z czasem ulegała też wypaczeniom, czy nawet aktywnemu zwalczaniu przez różne "organy władzy", by sekret pozostał sekretem tylko dla elity i łatwiej było wypasać owieczki. Współczesna Nauka to zaledwie szczątki tej dawnej wiedzy, ale że są "odkrywane" na nowo, są uważane za coś nowszego i lepszego. Nie do końca się zgadzam ze wszystkim, co rzecze współczesna mainstreamowa Nauka. Jestem raczej jak Newton, dla którego studiowanie astronomii, sił przyrody, czy matematyki, było równie pasjonujące i odkrywcze, jak studiowanie starożytnych ksiąg ezoterycznych i religijnych (kroniki królów biblijnych, przetłumaczenie Tablicy Szmaragdowej itp.). Dla mnie Nauką jest wszelka wiedza, której mogę się dowiedzieć o otaczającym mnie świecie. Nie wybrzydzam ;-) Jednak skoro traktuję ezoterykę na równi z Nauką, to wymagam też od niej tego samego rygorystycznego podejścia, jakie stosowane jest w Nauce. Fantazjować można, owszem, ale trzeba też pamiętać, by później to wszystko dało się też jakoś policzyć i zastosować w praktyce. Eksperyment jest zawsze wyznacznikiem prawdziwości każdej dziedziny Nauki. Jak mawia mój znajomy: "Przyroda nas zweryfikuje" ;-D

Sefer Jecirach interesowałem się już jakiś czas temu pod kątem kodu genetycznego, ponieważ w księdze tej część liter hebrajskich jest traktowana jako specjalne, macierzyste, a pozostałe są dzielone na kilka podgrup, które z dziwnych przyczyn pasują liczebnie do podstawowych aminokwasów, z których budowane są wszystkie białka w żywych organizmach, a także ich właściwościom elektrochemicznym (kwasowość / zasadowość / obojętność, rozpuszczalność w wodzie / w tłuszczach itp.). Teraz dowiaduję się, że może mieć też jakiś związek z grupą E8 z teorii grup, której struktura odpowiada zależnościom między cząstkami elementarnymi z Modelu Standardowego. Czy ktoś mógłby mi więc powiedzieć trochę więcej na ten temat? Czy tylko będziemy się zachwycać obrazkami?

Nie zrozumcie mnie źle. Obrazki są w pytkę przaśne ;-) też lubię je oglądać. Inaczej nie rejestrowałbym się na forum o Świętej Geometrii hehe ;-) Ale tak już mam, że oprócz oglądania lubię sobie też czasem coś przeliczyć i odkodować informacje matematyczno-fizyczne zaklęte w takich obrazkach ;-) Więc chętnie dowiedziałbym się coś więcej o działaniu tego diagramu. Np. dlaczego litery hebrajskie zostały ustawione tak, a nie inaczej; co symbolizują; dlaczego są połączone w taki sposób a nie inny itp.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 227
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #66 dnia: Wrzesień 24, 2011, 09:59:41 »
Antena z Montauk:


...czyli projektu będącego kontynuacją eksperymentu Filadelfia i związanego z podróżami w czasie.

Odgałęzieniem tego przedsięwzięcia był Projekt Pegasus w którym brała udział Laura Magdalene Eisenhower, wnuczka Wilekiego Icke'a.

To jej strona:
http://cosmicgaia2012.com/

Pozwoliłem sobie na te kilka wersów nie bez powodu - będąc szczerym ta informacja o "przekroczeniu prędkości światła" to wg mnie takie puszczanie do ludzkości oka przez jej nieświadomość zbiorową.
Jeszcze sporo wody musi upłynąć zanim ktoś ze świata nauki zwróci jakąkolwiek uwagę na informacje zgromadzone na tym forum.
Nie piszę tego bez podstawy - np moja siostra cioteczna zajmuje się genetyką i odnosi nawet jakieś sukcesy na arenie miedzynarodowej.
Debata z nią na wiadome tematy wiele mnie nauczyła i uzmysłowiła jak środowisko naukowców funkcjonuje - jeśli nie opublikowałeś pracy w New Science i nie jesteś cytowany w setkach prac to cię nie ma.
Z tego powodu np Kozyriew łamiący prawa newtonowskiej fizyki kilkkadziesiąt lat temu nie istnieje, podobnie Garajew i rzesza innych Rosjan mających spore doświadczenie w fizyce falowej i DNA.

Sugeruję że rewolucja w nauce nie odbędzie się normalna drogą, bo gdyby to miało nastąpić już by się wydarzyło.
Moim zdaniem głównymi czynnikami w tej grze będą słabnące pole magnetyczne mające udowodniony wpływ na poszerzenie świadomości ludzi i "cząstki" przelatujące przez nas cały czas i zwiększające ciagle swój potencjał energetyczny.
W 2008r dowiedzielismy się że mają energię 300–800 GeV(http://www.nature.com/nature/journal/v456/n7220/abs/nature07477.html), dzisiaj pewnie trochę się zmieniło - proszę mnie poprawic jeśli się myle, ale to już chyba wartości podobne do tych spotykanych w gwiazdach czy supernowych..


pozdrawiam
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 24, 2011, 10:01:37 wysłana przez Radosław »

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #67 dnia: Wrzesień 24, 2011, 10:45:56 »
No cóż... Takie "oczko" było też już puszczane w filmie "Kontakt", w którym kapsuła do podróży międzygwiezdnych miała kształt dwunastościanu foremnego, i należało ją wpuścić w sam środek wirujących z ogromną prędkością "kół wewnątrz kół" (kojarzycie wizję proroka Ezechiela? ;-> ) wytwarzających wirujące w odpowiedni sposób pole elektromagnetyczne. Albo w filmie "Kosiarz Umysłów", gdzie również używano takich "kół wewnątrz kół" do podwieszania człowieka wchodzącego w świat wirtualnej rzeczywistości ;-J Z resztą gdy zatrzymacie sobie na stopklatce obrazy, którymi dr. Lawrence Angelo (po polsku Anioł ;->) błyska po oczach nierozgarniętego Jobe'a, by "podnieść jego świadomość", to zobaczycie wiele kształtów ze Świętej Geometrii, pentakle Salomona, symbole alchemiczne i masę innego ezoterycznego stuffu ;-)

A co do Nauki mainstreamowej: zgadzam się w pełni. Właśnie tak to wygląda. I znam wielu naukowców, których idee wykraczają daleko poza to, czym zajmuje się Nauka mainstreamowa, jednak nie mogą się przebić. Ich prace są odrzucane przez recenzentów z różnych dziwnych powodów (jak czytam niektóre żałosne uzasadnienia, to mnie na śmiech bierze nieraz ;-P). Jednak takim naukowcom zazwyczaj radzę, żeby po prostu to olali i zajęli się swoją robotą. Szkoda energii na "udowadnianie swojej racji", zwłaszcza komuś, kto jest z góry nastawiony na "nie". Po co zabiegać o względy kogoś, kto skreśla nas na wjazd? :-P Czy akceptacja ze strony mainstreamowych pisemek, cenzurowanych i sponsorowanych przez elitę, naprawdę jest aż taka ważna? Moim zdaniem lepiej poszukać (Prawem Przyciągania) ludzi, którzy już to czają i się tym zajmują, i współpracować z nimi, oraz dalej "rozsiewać fale" wokół siebie, by inni poszukujący mieli się czym kierować, niczym sygnałem z radiolatarni ;-) Z czasem uzbiera się w ten sposób większa grupa, która będzie mogła stanowić solidną konkurencje dla mainstreamu i stworzyć własny nurt. A główny nurt niech wyschnie samoczynnie, jak stara zamulona rzeka ;-)

Historia pełna jest nieszczęsnych naukowców, którzy całe życie spędzili na walce o akceptację innych naukowców, zamiast ich olać i rozwijać sobie spokojnie swoje idee, przyciągając nowych poszukiwaczy. I bardzo często sławę światową zyskują ludzie, którzy położyli wisienkę na torcie, zamiast tych, którzy upiekli cały tort. Np. obecnie uważa się (nawiązując do tematu tego wątku), że Teoria Względności to dzieło Einsteina. Ale to nieprawda. Te idee kłębiły się w głowach wielu ludzi przed Einsteinem, wywołane realiami, które wtedy miały miejsce: rozwój kolei łączących odległe miejsca, często leżące w różnych strefach czasowych, rodził problemy z synchronizacją czasu między tymi odległymi miejscami. Do tego dochodził wynalazek elektrycznego telegrafu, ktory pozwalał przesyłać sygnały "prawie że natychmiastowo". Więc wszystkie mądre głowy ćmoniły wtedy nad kwestiami czasu i przestrzeni, jednoczesności zdarzeń, pomiarów prędkości itp. rzeczami. Głównymi rozkminiaczami tych tematów byli Doppler, Voigt, Lorentz i Poincare, i to właśnie oni stworzyli większość tego, co dziś znamy jako Teoria Względności. Einstein w tym czasie siedział sobie na cieplutkiej posadce w urzędzie patentowym i "podkradał pomysły" ludzi, którzy składali tam swoje patenty ;-) Jego zasługą było poskładanie tego wszystkiego do kupy i zebranie w jednej pracy naukowej, "O elektrodynamice ciał w ruchu". Z kolei "jego" Ogólna Teoria Względności to w dużej mierze teorie topologii różniczkowych Riemanna, Cauchy'ego, oraz idei geometrycznych Clifforda zastosowane do fizyki.
Podobnie np. to, co dziś znamy jako "trójkąt Pascala", nie zostało wcale wymyślone przez Pascala, lecz było znane na długo wcześniej Arabom i Hindusom (i właśnie z Indii ponoć pochodzi). Również "twierdzenie Pitagorasa" nie zostało wymyślone przez Pitagorasa, lecz jedynie przez niego spopularyzowane. Wcześniej znali je już np. starożytni Egipcjanie i nauczali o nim w swoich mistycznych szkołach w Aleksandrii. Ciąg Fibonacciego? Również nie jest pomysłem Leonadra fil Bonacci'ego z Pizy. Wyczytał o nim z arabskich tajemnych ksiąg matemagicznych. Arabowie z kolei znali ten ciąg od Hindusów. (Nie pamiętam dokładnie, który Hindus opisał ten ciąg jako pierwszy, ale jakby ktoś był ciekaw, mogę poszperać w notatkach. A tymczasem polecam poczytać jakieś książki Knutha, który sporo takich matematycznych idei śledził poprzez piaski czasu ;-) ).

W Nauce ludzie ciągle się sprzeczają o to, kto był z czymś pierwszy. Ale zapominają chyba o tym, że pierwsza była zawsze przyroda, na miliony lat przed tym, jak pojawiła się tu jakakolwiek człekokształtna małpa ;-J Wielu z europejskich "wynalazców" różnych rzeczy po prostu "odkrywała na nowo" rzeczy dawno już znane innym "dzikusom" ;-) "Bo przecież te dzikusy nie mogą być mądrzejsze od nas, ale poczekajcie, sami odkryjemy to, co oni wiedzą, i powiemy, że to nasze." ;-J

Ten utwór tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=9A8YDlj5Ffs
bardzo dobrze odzwierciedla stan współczesnej Nauki: ciągłe dążenie do tego, "kto pierwszy".
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 24, 2011, 10:53:38 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 609
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #68 dnia: Wrzesień 24, 2011, 14:35:24 »
Cytat: SasQ
Nie zrozumcie mnie źle. Obrazki są w pytkę przaśne ;-) też lubię je oglądać. Inaczej nie rejestrowałbym się na forum o Świętej Geometrii hehe ;-) Ale tak już mam, że oprócz oglądania lubię sobie też czasem coś przeliczyć i odkodować informacje matematyczno-fizyczne zaklęte w takich obrazkach ;-) Więc chętnie dowiedziałbym się coś więcej o działaniu tego diagramu. Np. dlaczego litery hebrajskie zostały ustawione tak, a nie inaczej; co symbolizują; dlaczego są połączone w taki sposób a nie inny itp.

Litery alfabetu zostały ustawione w porządku alfabetycznym i połączone liniami tak aby wszystkie się ze sobą łączyły  ;D


Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #69 dnia: Wrzesień 24, 2011, 14:43:34 »
Tyle to widzę sam. Chodziło mi raczej o to, co wyznacza ów "porządek alfabetyczny" (biorąc pod uwagę, że jest nieco inny, niż łaciński) i co wynika z tego połaczenia "wszystkiego ze wszystkim".
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #70 dnia: Wrzesień 24, 2011, 14:53:20 »
Tyle to widzę sam. Chodziło mi raczej o to, co wyznacza ów "porządek alfabetyczny" (biorąc pod uwagę, że jest nieco inny, niż łaciński) i co wynika z tego połaczenia "wszystkiego ze wszystkim".

Czy alfabet hebrajski jest  językiem światła?
Mały cytat z książki Moc Kabbalah: http://www.empik.com/moc-kabbalah-ksiazka,302122,p
"Jej autor Yehuda Berg jest rabinem i czołowym autorytetem Kabbalah. Naucza on w centrach Kabbalah na całym świecie." (cytat z okładki tej książki).
W rozdziale piątym pt. DNA Duszy, czytamy:
Abraham pokazał, jak Światło Stwórcy podzieliło się na 22 odrębne siły po to, by stworzyć nasz wszechświat.
(...)
22 SIŁY STWORZENIA

Dwadzieścia dwie podstawowe litery: Stwórca wyrył je, wyważał, układał je w różnym porządku, stapiał i formował przez nie istotę wszelkiego stworzenia i istotę wszelkiego przyszłego stworzenia. - Abraham, Księga Stworzenia

Abraham pisał, że 22 siły energetyczne manifestują się w naszym świecie jako 22 różne wzorce częstotliwości. Pojawiają się one jako kształty i wibracje, które można zarówno wizualizować jak i wymawiać. Poniżej są przedstawione litery alfabetu hebrajskiego BEZ i Z  przypisywanymi im wartościami liczbowymi. Czyta się je od lewej do prawej.

http://www.inner.org/hebleter/default.htm


Możesz pomyśleć: to przecież są litery hebrajskie! Ale nie panikuj. Kabbalah naucza, że litery te były obecne w pierwszej chwili stworzenia nie jako litery napisane na pergaminie, ale jako wielkie wspaniałe siły pierwotnej energii.
Litery hebrajskie są instrumentami mocy. Hebrajskie słowo „litera" ma również znaczenie: puls lub wibracja, ze wskazaniem na przepływ energii. Za pomocą kształtu, dźwięku i wibracji litera działa jak antena, która wzbudza i kieruje energią wszechświata.
(…)

Całość: http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,191.msg1251.html#msg1251
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 24, 2011, 20:26:53 wysłana przez Leszek »

Offline Norbert

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 1
    • Zobacz profil
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #71 dnia: Wrzesień 24, 2011, 15:32:23 »
Ciekawy artykuł w związku z tematem (przypadkiem znaleziony na wykopie :) )

"Potwierdzenie tego odkrycia zachwieje całą współczesną fizyką"

"Być może mamy do czynienia z absolutną rewolucją naukową" - twierdzi w rozmowie z Grzegorzem Jasińskim profesor Marek Jeżabek, szef Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie. "Jeśli to się potwierdzi, wszystko, czego nauczyłem się do tej pory jako fizyk, zostanie obrócone w gruzy" - tłumaczy

Grzegorz Jasiński: Panie profesorze, jak pan przyjął taką informację, że oto nagle teoria Einsteina miałaby być nieprawdziwa?

Marek Jeżabek: Muszę powiedzieć, że to największe zdumienie, jakie w życiu przeżyłem. Wszystko, czego do tej pory nauczyłem się jako fizyk, zajmujący się tą dziedziną nauki od 40 lat, zostałoby obrócone w gruzy. Jestem tutaj zgodny z całym środowiskiem naukowym, które w tego typu sprawach, dotyczących najbardziej podstawowych praw natury, jest niezwykle konserwatywne. Konserwatyzm w nauce jest wielką wartością. Oczywiście, że potrzebne są przełomowe idee i przełomowe eksperymenty, ale to wszystko działa właśnie dlatego, że nauka jest niezwykle konserwatywna. Im większe podstawy są kwestionowane, tym staranniej musimy to wszystko sprawdzać. W historii nauki zdarzyły się już wiele razy rzeczy, które najwięksi i najbardziej wykształceni fizycy uważali za niemożliwe. Wobec tego możliwość, że neutrina podróżują z prędkością większą od prędkości światła, wynika z obliczeń dokonanych przez pomiar przelotu neutrin produkowanych w CERN-ie do detektora OPERA w Gran Sasso. Niewątpliwie jednego możemy być pewni. Te pomiary zrobione są z najlepszą dostępną na świecie precyzją. Mamy do czynienia z zespołami specjalistów, którzy są absolutnymi mistrzami w dziedzinie eksperymentu.

Mamy tutaj do czynienia z niezwykle renomowanym laboratorium i z grupą znakomitych naukowców podchodzących do tego z należytą ostrożnością. To nie są wyniki ogłoszone pochopnie. Pan profesor czyta właśnie komunikat szefa CERN-u na ten temat. Jest to komunikat niezwykle ostrożny.

Tak, w tym komunikacie jest dokładnie napisane słowo w słowo to, co ja powiedziałbym po usłyszeniu tej wiadomości. To jest nieprawdopodobne, niewiarygodne i zdumiewające. Jednak, tak jak zawsze w takiej sytuacji, musimy być przygotowani na to, że to może być prawda.
Jak w tej sytuacji postępują uczeni najwyższej klasy? Sprawdzają eksperyment i szukają wszelkich możliwych źródeł pomyłki lub efektu, który wprowadza nas w błąd. Trzeba pamiętać, że neutrina i eksperymenty z nimi są niezwykle trudne. Oczywiście patrząc na komunikat prasowy, który został ogłoszony przez CERN, mam świadomość tego, że być może jesteśmy mamy do czynienia z absolutną rewolucją naukową. Tego nie możemy wykluczyć, ponieważ - powtórzę jeszcze raz - na pewno pomiary, które zostały tutaj zrobione, były dokonane przez znakomitych specjalistów. Trudno obecnie o lepszych na świecie.

Co ważne, te pomiary były powtarzane wielokrotnie.

One były na tyle szokujące dla członków tych badań, podobnie zresztą jak dla każdego fizyka, że z całą pewnością oni nie chcieli się wygłupić. Wobec tego sądzę, że od wielu miesięcy szukali oni źródła błędu. W związku z tym musimy czekać. Pamiętajmy o tym, że mówimy o naprawdę fundamentalnym i bardzo podstawowym prawie natury, którego poruszenie zachwieje całym "gmachem" fizyki. To oczywiście nie znaczy, że to jest niemożliwe.
W przeszłości tak się już zdarzało. W momencie, kiedy zostały przeprowadzone eksperymenty, które wstrząsnęły fizyką klasyczną, czyli te z przełomu XIX i XX wieku, sądzę, że 90 procent wykształconych fizyków mówiło dokładnie to samo, co ja mówię w tej chwili: "To niemożliwe".
Przypomnijmy sobie historię efektu fotoelektrycznego. To było tuż po niezwykłym triumfie teorii Maxwella, która zunifikowała elektryczność i magnetyzm. Przy okazji Maxwell zrozumiał, że światło to fale elektromagnetyczne. 10 lat później Herz te fale po raz pierwszy eksperymentalnie rejestrował i przesyłał przez dziedziniec uniwersytetu w Karlsruhe.

Wydawało się wtedy, że oto skończyła się fizyka i że wszystko, co powinno być zrozumiane, zostało zrozumiane.

Rzeczywiście, wszyscy wtedy tak uważali. Wydawało się, że jest kilka drobiazgów do wypełnienia: być może lepsze przyrządy, więcej wysiłku i kolejne miejsca po przecinku będą wypełniane w tabelach. Wtedy wydarzyła się absolutna rewolucja: efekt fotoelektryczny i wyjaśnienie tego zjawiska przez Einsteina, które było dla wszystkich tak szokujące, że nie do przyjęcia.
Większość popularnych artykułów prasy i telewizji mówi o szczególnej i ogólnej teorii względności. Są nawet takie opinie, że przyznanie Albertowi Einsteinowi Nagrody Nobla za efekt fotoelektryczny było swoistą pomyłką, bo była to mniej wartościowa praca. Tak mówią ludzie, którzy faktycznie nie rozumieją tego, co się stało. Teoria efektu fotoelektrycznego, którą sformułował Einstein była najbardziej rewolucyjną teorią sformułowaną przez tego uczonego. Można nawet powiedzieć paradoksalnie, że do końca swojego życia sam Einstein nie chciał zaakceptować konsekwencji tego odkrycia.

Dopowiedzmy, że efekt fotoelektryczny pokazał, że światło ma nie tylko naturę falową. Właśnie to było najistotniejszym elementem tego odkrycia.

Dokładnie. Trzeba pamiętać, jak bardzo bulwersowało to najwybitniejszych i najbardziej rewolucyjnych fizyków tamtej epoki.
Nie ma bardziej skojarzonej z mechaniką kwantową osoby niż Niels Bohr. To był prawdziwy rewolucjonista. Model Bohra pokazał w sposób najbardziej dobitny, że trzeba odrzucić fizykę klasyczną. Pokazał, że właśnie teoria Maxwella - która nakazuje elektronom krążącym po orbitach wokół jądra atomowego promieniować światło - w tym momencie zawodzi. Oczywiście po kilkunastu latach została odkryta mechanika kwantowa, która tę sprzeczność rozwiązała.
Wracam jednak do rewolucjonisty Bohra. Otóż Niels Bohr do początku lat 20. XX wieku nie zaakceptował wyjaśnienia efektu fotoelektrycznego przez kwanty światła, czyli przez fotony. Jeszcze w 1922 roku pisał on do jednego ze swoich przyjaciół: "Nawet, gdyby Einstein wymyślił jakiś fantastyczny argument za tym, że jego teoria jest prawdziwa, to i tak musi mi to przesłać telegrafem, czyli falą". Dwa lata później Niels Bohr zmienił zdanie. Tak jak mówię, był on jednym z największych umysłów epoki. Człowiek, który najpierw przyczynił się do zrujnowania "gmachu" fizyki klasycznej, a potem do zbudowania nowego, jeszcze piękniejszego.

Czy ten "gmach" może teraz czuć drżenie niepokoju w związku z tym, co dziś ogłoszono?

Jeśli ten eksperyment zostanie potwierdzony, to z całą pewnością nasze wyobrażenia i nasze teorie legną w gruzach. Patrzę na to jednak bez niepokoju. Gdyby się okazało, że to jest prawda - specjalnie używam tutaj trybu warunkowego, bo ciągle nie wierzę, że to jest faktem - to z całą pewnością byłoby to fenomenalnym impulsem dla nauki i z całą pewnością - tak jak to się stało na początku XX wieku, kiedy legły w gruzach wszystkie paradygmaty fizyki klasycznej - znaleźliby się ludzie dostatecznie genialni, którzy znaleźliby na to receptę. Na razie pozostańmy przy tym, co stanowi wielką wartość fizyki - bądźmy konserwatywni i czekajmy. Z pewnością jest to wydarzenie tej skali i tej rangi, że wszystkie dostępne środki zostaną użyte, aby wyjaśnić, co się dzieje.

Autorzy tego odkrycia, publikując te wyniki, zachęcają fizyków na całym świecie do tego, żeby się z nimi zmierzyć, żeby próbować znaleźć inny sposób zweryfikowania prawdziwości tych wyników. Prawda jest taka, że niewiele jest miejsc, w których można to zrobić. Porozmawiajmy o tym eksperymencie, który zaczyna się w CERN-ie a kończy w Gran Sasso we Włoszech - około 730 kilometrów dalej. Na czym on polega?

Po pierwsze trzeba mieć silny strumień neutrin. Są one wytwarzane w rozpadach cząstek, najpierw mezonów π, potem jonów, wytworzonych w zderzeniach protonów, które są rozpędzane w jednym z akceleratorów CERN i kierowane na tarczę. Powstaje z tego starannie wypreparowana wiązka. Co istotne, z wielką precyzją znamy czas, w którym ta cząstka powstaje, bo odbywa się to impulsowo. Jest to mierzone z niespotykaną precyzją poprzez prowadzenie wiązki w cyklotronie.
Musimy pamiętać, że w takich przypadkach pomiar czasu rzędu nanosekund jest konieczny po to, aby z wiązką w akceleratorze nie stało się nic złego. Tak więc doskonale wiemy, kiedy neutrina są wyemitowane w CERN-ie. Z okolic Genewy lecą więc one we wszystkich kierunkach, ale kierowane są tak, aby maksimum natężenia przypadło na wiązkę lecącą w kierunku włoskiego laboratorium Gran Sasso. Tam w podziemnym laboratorium rejestruje się przylatujące neutrina. Znów mierzy sie to z ogromną precyzją.

Dodajmy tylko, że po drodze nie ma żadnego tunelu. Neutrina są tak przenikliwe, że po prostu lecą. Wszystko jedno, co mijają po drodze.

Dla neutrin, z którymi mamy do czynienia w tym eksperymencie, z całą pewnością możemy uważać ze znakomitym przybliżeniem, że one zachowują się jak swobodne cząstki. Wobec tego powinny podlegać prawom szczególnej teorii względności - powinny poruszać się z prędkością bardzo bliską prędkości światła, ale nieco mniejszą. Wedle danych, które mamy na temat tak zwanych oscylacji neutrin, posiadają one niezerową masę, wobec tego powinny się poruszać z prędkością mniejszą od prędkości światła.
Tymczasem dzieląc dystans pomiędzy Gran Sasso a CERN-em przez czas przelotu, uczeni z kolaboracji OPERA dostają wynik, który przewyższa prędkość światła. Jest to rzeczywiście wynik tak sensacyjny, że sami autorzy piszą o nim z wielką powściągliwością. Nie mówię tutaj o powątpiewaniu, bo oni przez dłuższy czas ewidentnie bardzo ciężko pracowali, żeby znaleźć wyjaśnienie tego efektu. Skoro się na to zdecydowali i skoro uzyskali zgodę dyrekcji CERN-u, która na tyle poważnie potraktowała te wyniki, że zdecydowała się je ogłosić, to jest niejako sygnał dla środowiska, że sprawa jest niezwykle poważna.
Wielkie kolaboracje są świetnie przygotowane do tego, żeby nie robić głupich błędów. Mówimy tutaj jednak o rzeczach bardzo trudnych i błędy się zdarzają. W komunikacie prasowym opublikowanym przez CERN widać tę wyraźną powściągliwość. Widać tutaj konserwatyzm, o którym mówiłem, bo rzecz jest faktycznie fundamentalnej wagi.

Powiedzmy najprościej o możliwych źródłach błędu. Mamy do czynienia z dwoma pomiarami. Pierwszy z nich to pomiar odległości, to jest 730 kilometrów z błędem w granicach 20 cm - taka jest w tej chwili dokładność tego pomiaru. Drugi natomiast, to pomiar czasu. Czy można znaleźć jeszcze jakikolwiek błąd, który mógł przytrafić się podczas tego doświadczenia?

Zakładam, że jakieś wyjaśnienie tego efektu, odmienne od tego, że neutrina poruszają się z prędkością większą niż prędkość światła, zostanie wymyślone. Z pewnością nie jest to łatwe. Trzeba pamiętać, że fizycy-eksperymentatorzy to ludzie naprawdę bardzo wnikliwi, pomysłowi i staranni. Sądzę, że najtęższe umysły dużo czasu spędziły na to, żeby się teraz nie wygłupić. Trzeba pamiętać o tym, że to jest sytuacja, która z całą pewnością zostanie zapamiętana. Jeśli to jest prawdą, to będziemy mieć do czynienia z przełomowym odkryciem. Jeśli zaś okaże się błędem, to wszyscy eksperyment OPERA zapamiętamy, jako wielką pomyłkę.

Załóżmy, że okaże się, iż nie sposób zakwestionować wyników tych badań. Oczywiście świat się nie zmieni, bo on działa według praw fizyki takich, jakie są, a nie takich, jakie my znamy. Może się jednak zmienić nasze życie. Nie mówię tutaj tylko o życiu fizyków, którzy nagle staną przed bezmiarem nowej wiedzy, ale życiu zwykłych ludzi. Natychmiast pojawiają się domysły na temat możliwych podróży w czasie, powrotu do wydarzeń z przeszłości. Jak wyobraża sobie pan świat po takim odkryciu?

Znowu wracam do tego ostatniego intelektualnego przełomu z początku XX wieku. Wszystkie paradygmaty klasycznej fizyki legły wtedy w gruzach. W tej chwili, przed odkryciem, ciągle żyjemy w świecie, który dla wielu z nas wydaje się jeszcze piękniejszy niż świat newtonowski. Na pewno znacznie więcej zjawisk, które w ramach fizyki klasycznej były nie do zaatakowania, w tej chwili rozumiemy i wykorzystujemy na co dzień.
Wróćmy do Einsteina. Każdy z nas ma w domu niejeden laser. W latach 20. XX wieku, laser był tylko teoretyczną mrzonką, która wzięła się z pomysłu, że cząstki o pewnych własnościach mogą się razem gromadzić. Skutki praktyczne są takie, że nasz dzisiejszy świat wygląda zupełnie inaczej a lasery to coś, czego powszechnie używamy w domu.
To jest właśnie odpowiedzią. Jeśli by się okazało, że to, co obserwuje się w Gran Sasso jest prawdą i że z jakichś powodów neutrina zachowują się w sposób niezgodny z teorią względności Einsteina, to musielibyśmy z tym żyć. Jeszcze raz jednak chcę zaznaczyć, że ta teoria jest najlepszą teorią, jaką posiada współczesna fizyka. Jest najbardziej fundamentalna i najdokładniejsza. Wobec tego, gdyby się okazało, że nas zawodzi, to na pewno mielibyśmy przed sobą bardzo interesujące czasy.

źródło http://www.rmf24.pl/nauka/news-potwierdzenie-tego-odkrycia-zachwieje-cala-wspolczesna,nId,361224

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #72 dnia: Wrzesień 24, 2011, 20:32:28 »
@Sasq
Cytuj
co wynika z tego połaczenia "wszystkiego ze wszystkim"

Z tego połączenia wynika .. wszystko :) Wszystko to ,co postrzegamy i to, co mierzymy i to kim chcielibyśmy  być, gdybyśmy mieli takie możliwości - sprawdzalne doświadczalnie.

Jak mawia Twój mądry znajomy -natura wszystko zweryfikuje.

Wiemy, iż przyroda w procesie fotosyntezy wykorzystuje kwantową superpozycję. Zostało to pomierzone i udowodnione, ale do mainstreamu się nie przedostało.
Ciekawe dlaczego ludzie kombinuja z cernem i coraz bardziej skomplikowaną technologią zamiast po prostu uważnie przyjrzeć się Naturze i sobie samym ?
Mam na to swoją prywatną odpowiedź. Dzieje się tak z powodu profitów. Cern to potężne pieniądze i zyski muszą się zwrócić, zatem stamtąd - z założenia - ma przyjść odpowiednio wielka odpowiedź, czyli na przykład nowa wiedza, czy sygnał do zmiany fizyki. Wszystko, czego już się nie da ukryć można wszak objawić z odpowiednio wysokiej półki wspartej oczywiście finansowo przez odpowiednie Instytucje, które teraz mogą obnosić się w glorii chwały stawiając wisienkę na torcie (niczym ten kolega z urzędu patentowego, albo też Ci, którzy ,jak Marconi, czy bank JP Morgan , przewieźli Teslę ).

Tu zawsze chodzi o pieniądze, aby ludzie sądzili, że kasa wprawia w ruch ten świat i że to ona ten świat zmienia, jeśli uzna to za stosowne.

Tymczasem w Twoim systemie nerwowym , czytelniku, kwantowa Świadomość wykonuje mrówczą pracę koordynując czynności 50 trylionów komórek nawet wtedy, gdy niczego nie wymyślasz zasypiając po ciężkim dniu. Czy w obliczu odkryć Panów z Cern przyszłoby Ci do głowy, że cała wiedza jest dla Ciebie dostępna TU i TERAZ , jeśli tylko wiedziałbyś jak się  otworzyć  na nią ?
Sam nie wymyśliłem tego, co napisałem przed chwilą  - to przeczytałem w jednym z wywiadów przeprowadzonych z Nikola Teslą, kiedy zapytano skąd bierze się jego geniusz.Odpowiedział, że wcale nie czuje się geniuszem bo wiedza przychodzi do niego z eteru. Dziś napisalibyśmy , że z Pola Świadomości.
Kiedy Tesla demonstrował swój napęd "darmowej energii" z eteru napędzający silnik elektryczny samochodu ludzie okrzyknęli go szarlatanem ( wtedy taka etykietka jeszcze działała na opinię publiczną). Patent popadł w "niełaskę". Szkoda, że nie było wtedy Internetu, gdyż Tesla wydawał się być człowiekiem, który, choć nie bardzo potrafił dbać o swoje interesy, ale za to miał wizje, aby poprawić los ludzkości.

Jak słusznie tu prawicie, nie ważne kto dziś jest pierwszy w odkrywaniu tego czy innego, gdyż w ogromnej większości wiedza ta już była dostępna dawniej , co zostało zakodowane w starożytnych księgach czy rysunkach.Ona jest dostępna i teraz, w Polu.
 Do powszechności tej wiedzy potrzebna jest tylko jedna rzecz - zrozumienie, że pochodzi ona ze Świadomości, którą współdzielimy od zawsze. Nikt nie może być jej właścicielem. Ani wiedzy, ani Świadomości, tak jak nikt nie może być właścicielem powietrza, którym wszyscy współ-oddychamy.

ale to tylko moja prywatna opinia :)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #73 dnia: Wrzesień 24, 2011, 20:58:50 »
Bardzo dobrze prawisz ;-) Uważam podobnie. CERN dużo naobiecywał, i teraz musi te obietnice spełnić, choćby skisł. Jednak nie do końca jestem przekonany, czy chodzi tutaj wyłącznie o kasę, bo czasami zaglądam do papierków, jakie produkują ludzie tam pracujący (lub w innych podobnych placówkach) i wygląda na to, że oni jednak nadal wierzą w te cząstki, za którymi z takim uporem się uganiają. Nie zdradzają w tym co piszą żadnych oznak, jakoby wiedzieli, że tych cząstek tam nie ma.

Warto też spojrzeć na cytowany kilka postów wcześniej wywiad z polskim uczonym, w którym wychwala on geniusza Bohra i jego częstego adwersarza Einsteina. Jednak to właśnie ci dwaj panowie przyczynili się do tego, że Nauka przeżywa obecnie swego rodzaju "wieki ciemne". Bohr stworzył przeogromną przepaść pomiędzy fizyką "klasyczną", w miarę zrozumiałą, a "nowoczesną" fizyką kwantową, w której nic nie jest takie jak powinno, i wszędzie wyskakują cuda na kiju. Wszelkie próby pogodzenia nowoczesnej fizyki z tą klasyczną uważane są za herezje, a próby zrozumienia kwantowego świata są "zakazane". Bo tam przecież musi być wszystko niezgodnie z naszą intuicją, bo to świat zupełnie inny od naszego. (Jak wielką bujdą na resorach są takie stwierdzenia każdy może się przekonać sam, gdyż znam kilka eksperymentów, w których zjawiska zaliczane do "kwantowych" można obserwować w skali ludzkiej, na stole kuchennym. I nie ma w tym żadnych cudów.) Neguje się tę klasyczną podobnie, jak kiedyś chemicy negowali alchemików, a astronomowie astrologów. Einstein z kolei wprowadził wiele wypaczeń do Teorii Względności. Nie do matematyki [choć popełnił sporo dziwnych błędów logicznych i obliczeniowych w "O elektrodynamice ciał w ruchu"], bo ona jest OK. Ale do jej interpretacji. Gdybyśmy dowiedzieli się o Teorii Względności od ich oryginatorów, takich jak Doppler, Voigt, czy Lorentz, to nie byłaby ona dla nas wcale dziwna ani niezrozumiała. Pierwsi dwaj panowie pracowali głównie nad równaniem falowym i przekształceniami, które będą to równanie zachowywać [czyli robić z nim różne cięciogięcia, po których wyjdzie może nieco inne, ale nadal falowe równanie ;-)]. Czyli nic innego, jak oglądanie tej samej fali z różnych punktów widzenia. [Lorentz też nad tym pracował, ale później przyznał, że podejście Voigta było lepsze niż jego, i skupił się na wyjaśnianiu konsekwencji tych przekształceń.] I gdyby od początku tak była przedstawiana Teoria Względności, to rzeczy takie jak skracanie długości, spowalnianie czasu, względność jednoczesności, czy obserwowana zgodność w pomiarach prędkości światła niezależnie od tego, kto ją mierzy i jak szybko się porusza, nie byłyby dla nas niczym dziwniejszym, niż zmiana wysokości dźwięku mijającej nas karetki pogotowia czy pociągu.

A co do Tesli, to spotkałem gościa kiedyś we śnie ;-) Też go wypytywałem o to, skąd to wszystko wiedział i jak na to wpadł, i odpowiedział to samo: z Eteru ;-) Powiedział mi, że przyroda się przed nami nie ukrywa i wystarczy ją uważnie obserwować, by poznać wszystkie jej "sekrety". Dlatego ukrywanie wiedzy przed innymi jest z góry skazane na porażkę. Bo nie da się ocenzurować czegoś, co już jest jawne. Powiedział też, że nie jest istotne jak on na to wpadł, bo prawda jest jedna, i można do niej dość niezależnie od tego, jaką drogę się wybierze. Te same informacje mogły zostać odkryte w innej kolejności i wyszłoby na to samo. Dlatego nie jest też ważne, kto na co wpadł pierwszy, bo nikt nie ma monopolu na wiedzę. Ten sen był dla mnie bardzo pouczający.

Miałem jeszcze jeden sen, w którym spotkałem Teslę, jednak bardziej fabularny. Opiszę go może przy innej okazji, bo był trochę dłuższy ;-) Dotyczył energii i sposobów jej przesyłania.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 24, 2011, 21:02:29 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #74 dnia: Wrzesień 24, 2011, 21:15:35 »
Sasq jesteś genialny , przyjacielu :)
Uwielbiam Twoje posty i życzę Ci, abyś kiedyś napisał niejedną książkę . Kurde, nawet tu Ci obiecuję, że gdybym dziś wygrał w lotto, to sfinansuję te Twoje książki :) Ale mam jeden warunek - opiszesz te swoje genialne sny  hehee :)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 609
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #75 dnia: Wrzesień 24, 2011, 21:21:21 »
Cytat: SasQ
A co do Tesli, to spotkałem gościa kiedyś we śnie ;-) Też go wypytywałem o to, skąd to wszystko wiedział i jak na to wpadł, i odpowiedział to samo: z Eteru ;-) Powiedział mi, że przyroda się przed nami nie ukrywa i wystarczy ją uważnie obserwować, by poznać wszystkie jej "sekrety".



Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #76 dnia: Wrzesień 24, 2011, 21:26:36 »
no cóż ja takie wiry nieraz widywałem gdy zdarzyło się wypić za dużo ;)
Ale jabłko , które dziś zjadłem (łącznie z pestkami) jest dla mnie inspirujące.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #77 dnia: Wrzesień 24, 2011, 21:47:16 »
O, jednak znalazłem go w moich przepastnych archiwach poczty ;-)

SEN O ŻARÓWKACH I ENERGII

Śniło mi się, że byłem Slidersami [całą ekipą na raz i każdym z osobna ;-J]. Wypadliśmy z tunelu zjazdowego w sam środek akcji toczącej się w jakimś ponuklearnym świecie przypominającym więzienie lub jakiś podziemny bunkier. Strażnicy ścigali jakiegoś gościa, który biegł z żarówką w rękach, jakby był jakimś Prometeuszem ;-) W końcu złapali go. Żarówka mu wypadła i spadła w dół jakiegoś szybu. Słychać było, jak rozbija się na dole. Gość krzyczał, że to nie jego wina, to nie on wymyślił tę żarówkę, i coś o jakimś doktorze ;-J Zabrali go przez jakąś kratę.

Wyglądało to tak, że ten świat dzieli się na dwie grupy ludzi: strażników więziennych i bardzo wybiedzonych więźniów. Zaczęliśmy ich wypytywać o szczegóły i okazało się, że panuje kryzys energetyczny. Strażnicy byli rządową komórką mającą dbać o nie zużywanie zbyt wiele energii elektrycznej i światła. Jednak ich kompetencje były z czasem stopniowo rozszerzane, za milczącym przyzwoleniem ludzi, i efekt końcowy jest teraz taki, że z całej reszty ludzkości zrobili więźniów, których odgrodzili w "gettach" i zamontowali im wszędzie jedynie energooszczędne żarówki, do których w dodatku ograniczają dopływ prądu, więc w całym więzieniu panuje praktycznie mrok. Ludzie z braku światła marnieją i chorują. Żarówki energooszczędne nie zapewniają im tak bogatego oświetlenia, jak normalne. Jednak strażnicy najwyraźniej niewiele się przejmują kryzysem: mają światło i prąd i używają go sobie do woli, uważając, że gdy pozbawili go już innych, dla nich w zupełności wystarczy :-P Gość, którego dziś złapali, był laborantem u jakiegoś doktorka, który wymyślił nowy rodzaj żarówki, która nadal oszczędza energię, ale potrafi promieniować bogatym spektrum. Jednak jest niezgodna z prawem Strażników Światła, gdyż zarabiają oni kupę szmalu na dostarczaniu energii elektrycznej [tym, którzy jeszcze nie siedzą w gettach, i których nadal mogą strzyc].

Zauważyliśmy, że w pobliżu jest pralnia, do której strażnicy oddają więźniom swoje mundury do prania. Quinn postanowił, że przebierze się za strażnika i przejdzie na stronę wroga, by dowiedzieć się o nich coś więcej. Wade postanowiła poszukać rozbitej żarówki i dowiedzieć się coś o jej twórcy. Reszta ekipy została jako więźniowie, by poznać ich zwyczaje.

Teraz śledziłem losy Wade [byłem nią]. Znalazłem żarówkę. Była kompletnie strzaskana. Kręcił się koło niej jakiś gość w kaftanie wyglądający na wariata. Bełkotał coś pod nosem bez ładu i składu. Ale gdy zacząłem [zaczęłam?] majstrować przy żarówce, zaczął mnie instruować jak ona działa,
więc rozpoznałem[łam?], że to jest właśnie doktorek. Udaje wariata, żeby go nikt nie poznał. Po dokładniejszej rozmowie dowiedziałem[łam?] się, że doktor był światowej sławy fizykiem, który pracował nad zażegnaniem kryzysu energetycznego. Gdy już był o krok od odkrycia nowego źródła energii, Strażnicy Światła obcięli mu fundusze na badania, oskarżyli o szpiegostwo i uznali za wariata ;-P  Wylądował w getcie wraz z pozostałymi.

Powiedział, że pracuje teraz w pełnej konspiracji, żeby Strażnicy go nie wyczaili. Udało mu się stworzyć nową, kryształową żarówkę, która pod wpływem prądu wysyła światło w szerokim spektrum, a mimo to nie pobiera zbyt wiele energii, bo prąd do niej nie wpływa, tylko uderza w kryształ i odbija się jak fala stojąca, tam i z powrotem, wprawiając atomy w drgania i pobudzając do świecenia. Doktor wyjaśnił mi, że ten wynalazek jest oparty na technologii dawnego uczonego o nazwisku Tesla, który wcześniej pracował dla Strażników Światła.

Chwilę później już biegłem[łam?] z kryształową żarówką w rękach, ścigany[a?] przez Strażników. Któryś z nich zauważył, jak podłączam tę żarówkę do gniazdka i testuję jej działanie. Już po chwili byłem[łam?] namierzony[a?] i złapany[a?]. Okazało się, że na czele strażników stoi Quinn. Przekabacili go na swoją stronę. Mówi mi, że Strażnicy mają rację i muszą dbać o dobro całej ludzkości, i dlatego muszą mnie aresztować i odebrać żarówkę. Gadał, że żarówka jest niezgodna z prawem, bo dozwolone są jedynie żarówki z atestem Strażników. Nie mogłem[łam?] uwierzyć, że tak łatwo dał się przefarbować ;-P Odebrali mi żarówkę i zamknęli w getcie.

Strażnicy powiedzieli, że muszą wyciągnąć wobec nas wszystkich jakieś konsekwencje, by takie rzeczy już się nie powtarzały. By nas ukarać, ograniczą dostawy prądu o połowę w dzień i całkowicie wyłączą w nocy. Wokół słychać było lament więźniów.

Uważając, by nikt mnie nie śledził, poszedłem[poszłam?] opowiedzieć o tym doktorowi. Nie był zdziwiony, ale nie wyglądał też na zmartwionego. Wręcz przeciwnie: wyglądał na podekscytowanego czymś :-> Powiedział mi, że odkrył właśnie sekret energii elektrycznej. Powiedział, że energia elektryczna nie płynie wcale w przewodach, lecz poza nimi. Przewody mówią jej tylko, w którą stronę powinna płynąć. Ale według doktora energia nie potrzebuje wcale przewodów, ponieważ porusza się w samej przestrzeni i jest z niej zrobiona. Dlatego nie musimy się martwić o dostawy energii przewodami. Będziemy ją zasysać bezpośrednio z elektrowni poprzez przestrzeń :-D

Najpierw podłączył do gniazdka żarówkę. Nie świeciła. W gniazdku nie było napięcia. Następnie podłączył do tego samego gniazdka jakąś swoją maszynę i gdy ją włączył, wszędzie zaświeciło się jasne światło. Zobaczyłem[łam?] jak fala światła rozpływa się po wszystkich korytarzach i piętrach bunkra, aż po najdalsze krańce. Słychać było radość więźniów.

Strażnicy szybko się zjawili, ale nie mogli już nic poradzić. Stracili swoją władzę nad elektrycznością, którą również do tej pory więzili w przewodach. Poza przewodami nie mogli już jej w żaden sposób kontrolować. Mogli tylko krzyczeć, więc krzyczeli do nas, że sprowadzamy koniec świata na nas wszystkich, bo jak tak będziemy zasysać, to energii wkrótce zabraknie. Doktorek jednak powiedział, że nie może jej zabraknąć, bo są jej całe oceany ukryte w przestrzeni wokół nas, i nawet gdy zamieniamy ją na światło, to energia nie jest niszczona ani tworzona, a jedynie krąży i zmienia postać. Nic się nie marnuje.

Quinn zdjął mundur Strażnika. Powiedział, że skoro tak, to nie będzie mu już potrzebny. Inni Strażnicy poszli w jego ślady. Cała ekipa Slidersów znów była razem, podobnie jak reszta ludzkości, ciesząc się nieograniczonym przepływem energii i światła. Robota w tym świecie była skończona, a nasz zegar już powoli zbliżał się do zera, więc otworzyliśmy tunel międzywymiarowy i wskoczyliśmy do niego.

KONIEC

:-)
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

JAN

  • Gość
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #78 dnia: Wrzesień 24, 2011, 23:55:57 »
No, to się dzisiaj działo  :)) Może więc coś zamiast podsumowania... ;)

Cytat: SasQ
Dla mnie Nauką jest wszelka wiedza, której mogę się dowiedzieć o otaczającym mnie świecie. Nie wybrzydzam ;-) Jednak skoro traktuję ezoterykę na równi z Nauką, to wymagam też od niej tego samego rygorystycznego podejścia, jakie stosowane jest w Nauce.

Wspaniale, SasQ :)  Wynotowałem kilka fragmentów, choć mógłbym podpisać się pod każdym Twoim zdaniem. Trochę Cię sprowokowały moje słowa o braku zrozumienia dawnej wiedzy, ale nie Ciebie miałem na myśli :) Bardziej chodziło mi właśnie o to, co... tak precyzyjnie napisałeś. Słowo w słowo prawie - to moje przemyślenia sprzed lat, kiedy tu był jeszcze "inny, mroczny czas".
Nikt wtedy nie przypuszczał, że gdzieś / kiedyś zbierze się taka grupa ludzi - z wyjątkowymi predyspozycjami do odkrywania, gromadzenia i dekodowania wiedzy. No, może prawie nikt nie przypuszczał ;)


Cytat: SasQ
znam wielu naukowców, których idee wykraczają daleko poza to, czym zajmuje się Nauka mainstreamowa, jednak nie mogą się przebić

Cytat: SasQ
 Moim zdaniem lepiej poszukać (Prawem Przyciągania) ludzi, którzy już to czają i się tym zajmują, i współpracować z nimi, oraz dalej "rozsiewać fale" wokół siebie, by inni poszukujący mieli się czym kierować, niczym sygnałem z radiolatarni ;-) Z czasem uzbiera się w ten sposób większa grupa, która będzie mogła stanowić solidną konkurencje dla mainstreamu i stworzyć własny nurt. A główny nurt niech wyschnie samoczynnie, jak stara zamulona rzeka ;-)  

Dziś jest już wszystko inaczej, lepiej poukładane, a wiele rzeczy po prostu, w ogóle jest.  A to wcale nie było do niedawna pewne... Dziś są lub mogą być realne takie pomysły, jak uwolnienie nauki i techniki od manipulacji, ciągłego zawłaszczania. To z kolei powinno szybko zburzyć ostatnie bastiony oporu wszystkiego, co zamuliła kiedyś, wspomniana przez Ciebie, stara rzeka pełna kłamstwa.
Od tego krok do kolejnych błyskawicznych zmian w świadomości ludzi i mniej lub bardziej bezbolesnego rozpadu starych struktur. Łatwo sobie wyobrazić, że dalsze pozytywne implikacje społeczne i geopolityczne zależeć będą od precyzji realizacji planu wprowadzania zmian - konkretnej wersji przyszłości (a więc czasoprzestrzeni).
Taką, ściśle określoną wersję wydarzeń trzeba "zapiąć na ostatni guzik" już teraz - nie dopuszczając do wymknięcia się spraw spod kontroli. To z pozoru kontrola nad jakimś chaosem, ale w rzeczywistości - to porządek robiony od dawna przez tych "co już to czają i się tym zajmują" :)  Wierzę, że da się to zrobić, choć może się komuś wydawać utopią. Kiedyś utopią była np. likwidacja komunizmu ;)

Nie ma rzeczy niemożliwych, czego dla mnie dowodem jest... m.in. istnienie tego forum oraz dokonania tworzących je ludzi :) Twoje ostatnie posty, SasQ, przekonują jeszcze bardziej. I cieszą, tak jak wszystko, co zrobiliście do tej pory.  Olbrzymia ilość wiedzy wyszukana, a potem zgromadzona tu przez Anię, Leszka, Michała Anioła, Lucyfera i innych - wystarczy by zrealizować dowolny pomysł na Naprawę Świata :)
Moje zdumienie i podziw budziła każda pozycja w tej "bibliotece światła". Wszystko było zbierane, jakby według listy ściśle określonych zagadnień; nie ma niczego zbędnego i prawie niczego nie brakuje. O żadnym przypadku nie może być mowy. Jesteście wspaniali !



Cytat: Leszek
Abraham pokazał, jak Światło Stwórcy podzieliło się na 22 odrębne siły po to, by stworzyć nasz Wszechświat.
22 SIŁY STWORZENIA
Dwadzieścia dwie podstawowe litery: Stwórca wyrył je, wyważał, układał je w różnym porządku, stapiał i formował przez nie istotę wszelkiego stworzenia i istotę wszelkiego przyszłego stworzenia. - [Abraham, Księga Stworzenia]

22 siły energetyczne manifestują się w naszym świecie jako 22 różne wzorce częstotliwości. Pojawiają się one jako kształty i wibracje, które można zarówno wizualizować jak i wymawiać


Cytat: Ania
"Oczyść swoje serce i duszę."
"Przestawiaj litery tam i z powrotem."
"To obudzi w tobie wiele słów, jedno po drugim."
"Poczujesz wtedy jakby dodatkowy duch był wewnątrz Ciebie."
"Doświadczysz uniesienia i drżenia."
"W ten sposób, sięgniesz poza siebie."
"Idź powoli, ścieżka jest niebezpieczna...i musisz nią podróżować uważnie."  

http://swietageometria.info/ao/di-7CVV.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Pasuje tu cytat m.in. z ... pewnego filmu o podróżach w czasie:  
"To nie jest koniec. To nie jest początek. To nie jest początek końca. To koniec początku"

A ponieważ to temat o czasie i przestrzeni - pozostaje jeszcze zawołać tych, którzy są potrzebni do ostatecznego zakończenia Tikun Olam :)  I tych, którzy już dawno usłyszeli  jakiś "Mityczny Zew", a jeszcze nie wiedzą, gdzie zbiórka ;)    



P.S.
Cytat:  SasQ
Śniło mi się, że byłem Slidersami [całą ekipą na raz i każdym z osobna ;-J]. Wypadliśmy z tunelu zjazdowego w sam środek akcji toczącej się w jakimś ponuklearnym świecie przypominającym więzienie lub jakiś podziemny bunkier. Strażnicy ścigali jakiegoś gościa, który biegł z żarówką w rękach, jakby był jakimś Prometeuszem ;-)
Ta wizja świadczy o mocno realnej, tej najgorszej wersji przyszłości. Nie pociesza "happy end", ani to, że ktoś będzie próbował "zamiatać", ani to, że... sen wskazuje na możliwość skoków transwymiarowych niezależnych od prędkości światła ;)  

Twój sen powinien całkiem poważnie mobilizować wszystkich do działania, które wymaże z przyszłości przyczynę zaistnienia tego snu...




« Ostatnia zmiana: Czerwiec 13, 2014, 11:34:40 wysłana przez Leszek »

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #79 dnia: Wrzesień 25, 2011, 03:01:18 »
@JAN
Cytuj
Twój sen powinien całkiem poważnie mobilizować wszystkich do działania, które wymaże z przyszłości przyczynę zaistnienia tego snu...

Błąd. Sen Sasq jest genialny w swojej wymowie, a nawet więcej - on jest ,jak wszystko czego się Sasq dotyka, nauczaniem. Uczy nas tak, jak onegdaj uczyły baśnie lub bajki. To czego dokonamy  lub nie dokonamy nie ma znaczenia, ponieważ wszystko JUŻ TAM JEST. Tam, poza czasem i przestrzenią, a ludzie to tylko STAMTĄD ściągają. Dowodzą tego wieki za nami i czas obecny. ŚG była, jest i będzie, nawet jakby dziś nagle zanikła. Jacykolwiek "strażnicy" jeszcze są, to nie mają znaczenia , ich role są iluzjami. Sami to kiedyś zrozumieją. Światło JEST. Broni się samo i ciągle ogarnia  nowe Istoty.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #80 dnia: Wrzesień 25, 2011, 13:24:45 »
Zajmowanie się danym problemem na jawie generuje odpowiednie sny, często genialne.
Genialność snów zaś jest sprzężona wprost proporcjonalnie z genialnością głowy, która „łapie” sny.
SasQ jest genialny, widzę w nim przyszłego Noblistę i to pewnie niejednokrotnego. I trzymam kciuki.  :super:

Tak, światło JEST, rozświetla mroki. Nie musi się przed niczym bronić. To my bronimy się przed światłem,
jakbyśmy bali się stracić nasze półcienie. Trzymamy się ich kurczowo, by nie rozmyły się nam kontury.
A światło nie jest natrętne…;-)))

To, czego dokonamy ma znaczenie tutaj, w tej czasoprzestrzeni. Skoro cząstką świadomości jesteśmy TU,
to działajmy i ściągajmy STAMTĄD to wszystko, co nam potrzebne. Każdemu wg potrzeb i zasług.
A zasługą jest uświadomiona potrzeba i wyrażona wola jej zaspokojenia.

Genialne jest odkrycie, że „prąd” płynie poza przewodami, a te jedynie nadają mu kierunek przepływu.
Tak jak kierunkowi napływu wiedzy, światła nadają nasze myśli i czyny. I albo świecimy, albo jedynie żarzymy się.
Albo trwamy w ciemności, pewnie dla odpoczynku.  ;-)))

Wokół nas jest wszystko. My zaś jesteśmy jednocześnie strażnikami i więźniami, odbiorcami i dystrybutorami,
włącznikiem i wyłącznikiem a nawet gniazdkiem. Jesteśmy również przestrzenią i czasem.
Jesteśmy kształtem i jego brakiem. Kształtem wg Świętej Geometrii lub wg tej mniej świętej.
Choć podejrzewam, że ta druga mocno uwiera nasze delikatne członki. ;-)

Pozdrawiam serdecznie Wszystkich dyskutantów.  :-)


Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #81 dnia: Wrzesień 25, 2011, 13:52:27 »
Witaj Ptaku :)
Kurcze ale się porobiło , to forum zaczyna świecić jak latarnia morska, jak to wyraził JAN. I "wyciąga" z mgły "zagubione"  żaglowce, że się tak po żeglarsku wyrażę.
Powroty , powroty :)

Tak idea przepływu prądu (światła) jest genialna. Nieuchwytna, ale warta sięgnięcia "poza Einsteina".

ps.. przepraszam za ten "błąd" w poprzednim poście. Jakiś przeciąg się we mnie zrobil i drzwiami trzasnęło ;)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #82 dnia: Wrzesień 25, 2011, 14:28:13 »
No tak, powinnam się chyba na nowo przywitać, tak dawno tu mnie nie było.
A miałam już zaprzestać pisania na jakichkolwiek forach, lecz nieopatrznie dotknęłam
niezabezpieczonych przewodów…  :D:

Witam serdecznie…  :-)

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #83 dnia: Wrzesień 25, 2011, 15:00:56 »
Jesteś genialna :)
Oj dzieje się dzieje, bez izolacji normalnie hihihih.. ( post wygaśnie, sorry że nie na temat)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #84 dnia: Wrzesień 25, 2011, 15:35:38 »
Hehe no to fajnie, że sen się Wam spodobał ;-) Na mnie też zrobił ogromne wrażenie, i rzeczywiście muszę się przyznać, że trochę go sprowokowałem myśleniem na takie tematy przez kilka poprzedzających dni ;-)  Może to zabrzmi dziwnie, ale większość "mądrości" z tego snu (jeśli nie wszystkie) jest prawdziwa :->  Energia elektryczna rzeczywiście nie płynie w przewodach, lecz poza nimi: w polach elektrycznych i magnetycznych rozprzestrzeniających się wokół nich. "Skrzyżowanie ze sobą" [iloczyn wektorowy, ang. "cross-product"] wektorów pola elektrycznego i magnetycznego tworzy tzw. wektor Poyntinga, który nawet wskazuje kierunek przepływu tej energii ;-) I można się przekonać, że jest on skierowany zawsze od źródła do odbiornika. Wektory Poyntinga rozmieszczone są w całej przestrzeni wokół obwodu elektrycznego, bo energia przepływa przez pola (oczywiście ruchem falowym). Przewody pełnią tylko rolę mniej więcej taką, jak falowody w antenach kierunkowych.

Dlatego mówienie, że energia elektryczna płynie w przewodach, wraz z prądem elektronów, i jest przez owe elektrony niesiona, to jedna z największych ściem. Gdyby rzeczywiście tak było, to elektrony oddawałyby energię w odbiorniku i wracały do elektrowni już z niej ogołocone i wolniejsze. W zasadzie to nawet nie musiałyby wracać. A jednak wracają, i to równie żwawo, jak wyszły :-P Mało tego, obecnie używa się głównie prądu przemiennego, który nie przemieszcza elektronów od ich ulubionych miejsc w przewodzie dalej niż o kilka centymetrów! :-P Tylko nimi "chybocze" tam i z powrotem, 50...60 razy na sekundę. Więc nie istnieje nic, co przepływałoby z elektrowni i wpływało do naszych domowych urządzeń elektrycznych. (A zapytajcie dowolnego człowieka, za co płaci elektrowni, ciekawe co Wam powie ;-) ).

Taki sposób przesyłania energii elektrycznej wymyślił nie kto inny, jak Tesla. Stwierdził, że podejście Eddisona polegające na przeciąganiu elektronów przez przewody w sposób, którego one nie lubią, nie jest zbyt dobry, bo powoduje zbyt dużo strat energii w postaci ciepła. Dlatego zamiast przepychać elektrony, postanowił nimi chybotać, by wytworzyć falę stojącą w przewodzie. Fala przenosi energię bez zabierania ze sobą ośrodka (w tym przypadku elektronów). Jest to więc przesyłanie energii elektrycznej poprzez pola, a nie za pomocą nośników (ładunków). Jakie to szczęście, że Tesla walczył wytrwale o spopularyzowanie swojego wynalazku, pomimo oszczerstw i nieuczciwej konkurencji ze strony Eddisona (Eddi posuwał się nawet do demonstracyjnego uśmiercania psów prądem przemiennym na oczach zgromadzonego tłumu, by przekonać ludzi o szkodliwości prądu przemiennego, i utrzymać nadal swój biznes oparty na prądzie stałym).

Ze zjawiskiem elektryczności wiąże się ogromnie wiele mitów, które do dziś są wpychane w szkołach do naszych głów. Najprostszy z nich to choćby mit o elektryzacji przez pocieranie. Sranie w banie, a nie pocieranie ;-J Ten co to wymyślił, był chyba nałogowym onanistą ;-P Nie tylko nie trzeba nic pocierać, ale nawet samo potarcie nie wywołuje jeszcze żadnego efektu elektryzacji. Dopiero rozdzielenie pocieranych materiałów [a wraz z nimi rozdzielenie ładunków, które zmieniły właściciela podczas tego kontaktu] wywołuje elektryzację. Pocieranie jest tylko sposobem na polepszenie kontaktu między materiałami i zwiększenie powierzchni tego kontaktu [i okazji dla ładunków do przeskoczenia z jednego materiału do drugiego]. To jest dokładnie ten sam efekt, który doprowadził Galvaniego i Voltę do wynalezienia ogniwa elektrochemicznego [baterii]. Pisali o tym dawni mistrzowie [np. Maxwell w swoim "Traktacie o Elektryczności i Magnetyzmie"], ale dziś jest to już "wiedza tajemna i zakazana" :-P
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 25, 2011, 15:39:20 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #85 dnia: Wrzesień 25, 2011, 15:36:24 »
Jesteś genialna :)
Oj dzieje się dzieje, bez izolacji normalnie hihihih.. ( post wygaśnie, sorry że nie na temat)

Co do genialności, to wyznaję pogląd, że nic nie może być mniej genialne od źródła
z którego się wydostało. Pytanie czy, znasz swoje korzenie?
I nie ważne, że post wygaśnie, ważne, by Twoja wiara we własną genialność nie wygasła.
Bo wówczas umniejszysz nie tylko sobie…  ;)

Pozdrawiam  :-)

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #86 dnia: Wrzesień 25, 2011, 15:53:11 »
@Ptaku
Wiara w "moją" genialność nie wygaśnie, bo mi na to nie pozwolicie co poniektórzy :) ( i wzajemnie !)

@Sasq, skoro jak piszesz   
Cytuj
Fala przenosi energię bez zabierania ze sobą ośrodka (w tym przypadku elektronów). Jest to więc przesyłanie energii elektrycznej poprzez pola, a nie za pomocą nośników (ładunków) (..) Przewody pełnią tylko rolę mniej więcej taką, jak falowody w antenach kierunkowych.

To po co w ogóle są przewody? Czy nie dałoby się znaleźć jakiegoś innego "falowodu" ? Na przykład ..  czegoś w powietrzu, jak jonów ..czy ja wiem. Cząsteczek powietrza ?
W końcu  wiatr to też nie jest przesuwanie się poziome masy powietrza (to pozorny ruch), tylko ruch w górę, to jest fala stojąca, drganie fali.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Igmana (ptak)

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #87 dnia: Wrzesień 25, 2011, 15:57:43 »
Cytat: SasQ

Dlatego mówienie, że energia elektryczna płynie w przewodach, wraz z prądem elektronów, i jest przez owe elektrony niesiona, to jedna z największych ściem.

SasQ, zgadzam się z tym. Z własnej praktyki wiem, że gdy czasami za bardzo
jestem naładowana energią (czy elektyczną?), to najszybszym sposobem rozładowania się,
jest położenie dłoni na ścianie. Od razu robi się lżej, a ładunki sobie spokojnie spływają po betonie.
I być może u sąsiada nastąpi niezamierzone przebicie…  :D:

Offline Echnaton

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 96
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #88 dnia: Wrzesień 25, 2011, 17:38:59 »
Większość fizyków podważa wyniki włoskich naukowców. Sami włosi nie twierdzą jednoznacznie że ich pomiary są dokładne. W eksperymencie OPERA za pomocą detektora ważącego 1,8 tyś. ton, umieszczonego półtora kilometra pod ziemią w Gran Sasso (Włochy) wyłapywali neutrina wystrzeliwane z CERN (Szwajcaria). Odległość 730 km z CERN do Gran Sasso neutrina pokonały o 60 nanosekund szybciej niż zrobiłoby to światło. Ewentualny błąd może wynosić plus/minus 10 nanosekund.
Włosi nie wysłali wyników do czasopism naukowych w celu ich opublikowania, tylko zamieścili je na stronie internetowej (static.arx.org/pdf/1109.4897.pdf) prosząc innych fizyków o sprawdzenie, czy się nie pomylili. Im samym przez pół roku żmudnego sprawdzania żadnego błędu nie udało się znaleźć.

Cytuj
Prof. Krzysztof Meissner (fizyk, NCBJ i Wydział Fizyki UW)

Kiedy w 1987r. obserwowaliśmy wybuch supernowej 160 tyś lat świetlnych od Ziemi, to neutrina z tej eksplozji dotarły do nas 3 godziny przed fotonami! Tłumaczyliśmy sobie, że po prostu szybciej przedostały się przez gęstą otoczkę gwiazdy. I to się chyba potwierdza, bo gdyby były szybsze od światła o tyle, ile twierdzą uczestnicy włoskiego eksperymentu, to wyprzedziłyby fotony o kilka lat. Prędkość światła, której nic nie może przekroczyć, odnosi się do próżni. Może to więc ośrodek, przez który neutrina wędrowały ze Szwajcarii do Włoch – a więc skały – dał taki dziwaczny efekt?
Już kiedyś zresztą pomierzono, że samo światło może pozornie poruszać się szybciej od „prędkości światła”, jeśli tylko przechodzi przez coś , co... zatrzymuje fotony. Bo de facto część z nich się wtedy przedziera, a dzięki mechanice kwantowej maja krótszą drogę do pokonania – dlatego wydaje się, jakby przyspieszały.


(na podst. Gazety Wyborczej 24-25.09.2011)
Wolność daje kolosalną energię, intensywność i żywotność. Tracicie ją zupełnie, uznając autorytety profesorów, czy duchowych przywódców. Uczuciowo jesteście sentymentalni, ogromnie przywiązani do jakiegoś boga, czy jakiejs osoby. Nie daje to energii ponieważ kryje w sobie lęk. - Jiddu Krishnamurti

JAN

  • Gość
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #89 dnia: Wrzesień 26, 2011, 00:29:35 »
O, jesień...  Ptaki wędrowne już wracają do domu. A gdzie reszta ?  :oczko:

Cytat: Ptak
Zajmowanie się danym problemem na jawie generuje odpowiednie sny, często genialne. [...]To, czego dokonamy ma znaczenie tutaj, w tej czasoprzestrzeni.

Witaj Ptaszku :) To co teraz piszę jest potwierdzeniem Twoich słów, ale to (na szczęście) nie jest cała prawda. Istnieje jeszcze samoistny lub "na żądanie" wgląd w przyszłość na wiele sposobów, również w snach.
Fakt, że Cię tu powitałem dzisiaj - ma swoje źródło w konkretnej przeszłości; złożyło się na to wiele różnych przyczyn.
Jak wiesz, ja też wcale "nie planowałem" pisania na żadnym forum, ale widać, została przez kogoś uruchomiona trochę inna, awaryjna wersja tej samej rzeczywistości. Takie... wybawienie od jawy i od snu ;)
Więc to, co będzie dalej - wpłynie bezpośrednio na wiele kolejnych wydarzeń, których - gdzieś, na końcu - już nie dożyjemy w naszych obecnych ciałach. I będzie to już zupełnie odmienna rzeczywistość. Taki... porządek Wszechświata, ha, ha :)

Mam nadzieję, że na te niezbyt łatwe (ale pasjonujące i 'wdzięczne') tematy - tu właśnie będziemy mogli porozmawiać.  


Cytat: east
przepraszam za ten "błąd" w poprzednim poście. Jakiś przeciąg się we mnie zrobil i drzwiami trzasnęło
Wszyscy popełniamy błędy, east, a życie to sztuka ich unikania... Taka gra...  ;D  Myślenie 4-wymiarowe to też niełatwa sprawa, a żeby mieć czas na ćwiczenia - lepiej unikać przeciągów (czego Ci życzę z całego serca)  ;)

Przy okazji wrócę do snu o świecie po nuklearnej zagładzie. Piszesz, że ŚG przetrwa ? Jasne - to na tyle ważna sprawa dla przyszłości, że nawet jeśli nie uda się jednym - to już są gotowi inni, choćby na drugim końcu świata. Jest tylko kwestią, czy i w jakim stanie przetrwa ludzkość, a to zależy głównie od tego, czy uda się uniknąć wojny.

A na koniec: mocno dająca do myślenia ciekawostka 'czasoprzestrzenna' (i...data!) - znaleziona wśród miliardów fotek w sieci:


http://swietageometria.info/ao/di-3932.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

 8*)

« Ostatnia zmiana: Czerwiec 13, 2014, 11:35:14 wysłana przez Leszek »

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #90 dnia: Wrzesień 26, 2011, 08:57:19 »
@JAN
Cytuj
Istnieje jeszcze samoistny lub "na żądanie" wgląd w przyszłość na wiele sposobów, również w snach.
Wgląd w przyszłość istnieje, ponieważ każda wersja przyszłość istnieje w Polu. I nie jest to  bynajmniej ezoteryczna konfabulacja, lecz zagadnienie nad którym pracują naukowcy

Według Michaela Garfielda świat jest taki spójny z powodu jego kwantowej natury, gdyż   :
Not only does quantum phenomena occur in living systems, but the basic processes of life we take for granted - rely on the transfer of information backward in time. Life is so magical because it cheats.

http://www.quantumconsciousness.org/spooky.htm
tłumaczenie:
Nie tylko, że fenomeny kwantowe pojawiają się w żyjących systemach, ale podstawowe procesy życia, które traktujemy jako gwarantowane (oczywiste) - polegają na transferze informacji wstecz w czasie.
ŻYCIE wydaje się tak magiczne ponieważ .. OSZUKUJE !


Oszukuje ,ponieważ transferuje informacje WSTECZ w czasie.

Toczy się z lekka w przyszłości. Przyszłość jest w stanie koherentnym, my żyjemy w świecie po dekoherencji.

Cytuj
Fakt, że Cię tu powitałem dzisiaj - ma swoje źródło w konkretnej przeszłości;
Jak również w przyszłości :) Co oznacza, nie tylko to, iż rzeczywistość jest bardziej skomplikowana niż się nam wydaje, ale również to, że w Naturze od dawna sprawy toczą się z prędkościami wyższymi niż prędkość światła :) Tylko wówczas da się wyjaśnić paradoks czasu. My , z naszymi śmiesznymi 40hz odświeżania rzeczywistości nie możemy poznać całości tej rzeczywistości bo to nie ta częstotliwość. Musiałaby się podnieść, a wtedy faktycznie -zmiana skafandra  ;)

@JAN
Cytuj
Jest tylko kwestią, czy i w jakim stanie przetrwa ludzkość, a to zależy głównie od tego, czy uda się uniknąć wojny.
Zrozumienie języka Wszechświata pomoże nam uniknąć wszelkich pułapek w taki sposób w jaki życie wymyka się entropii - spośród nieskończonych scenariuszy wybierając W PRZYSZŁOŚCI tuż przed dekoherencją, tą najbardziej optymalną drogę. Tak działa natura. My zapomnieliśmy, że w nas tak właśnie działa Świadomość i wciąż wybieramy, jako ludzkość, chaotycznie, na oślep wbrew intuicji. To się musi zmienić.

I jeszcze cytat z końcówki artykułu  :
odwołując się do języka kwantowego , być może bierzemy udział w służbie czegoś znacznie starszego i bardziej inteligentnego niż możemy nawet zgadywać. Wynalezienie superszybkich komputerów, dzięki naszym  poszukiwaniom w dziedzinie nowej nauki biologii kwantowej, może okazać się kluczową technologią, która popchnie nas na krawędź do Osobliwości (Singularity) - ponadczasowego i transcendentnego wydarzenia, w którym właściwie już żyjemy, ponieważ taki jest charakter samego życia - daleko wykraczający poza obecne ludzkie zrozumienie, a my jesteśmy tylko najnowszą drogą która wyraża się w tym świecie. Klasycznie czy  kwantowo, na ludzki sposób czy Natury , dobór naturalny nadal śmieje się ostatni :)
http://www.quantumconsciousness.org/spooky.htm
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 26, 2011, 10:33:32 wysłana przez east »
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Dan el

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 33
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #91 dnia: Wrzesień 26, 2011, 18:51:31 »
Po pierwsze to gratulacje dla Sasq utrzymania takiego snu w 'polu'  :-)
Zapewne Twoja wyobraźnia nie zna granic.
Po drugie skoro już raz Cię wywołałem, widząc, że jednak udzielisz szybkiej odpowiedzi, chciałbym zrobic to raz jeszcze i zadac pytanie.
Czy masz już jakieś wyobrażenie odnośnie dalszych odkryc (kierunku działan) oficjalnego nurtu jeżeli ta informacja odnośnie przekroczenia prędkości światła jest prawdziwa ?

Póki wierzę, że to prawda, takie wiadomości jakie dodał Echnaton wywołują u mnie dreszcze, może u innych przynajmniej wyobraźnia zaczeła działac niecodziennie i chcą się tym podzielic ?

W  zasadzie nigdy nam sie nie zdarzyła taka sytuacja, aby w tak dobry sposób, tak rzetelny i racjonalny, dzieki tym informacjom, możemy porozmyślac bez przeszkód o manipulacji czasem i nieskonczonej przestrzeni (dostępnej dla nas), które mogą okazac się prawdą w zasięgu. (może to zbyt nadwyraz powiedziane, ale ten moment kiedy nie wiem czy to prawda czy błąd pomiarów pozwala mi jednak przejśc ograniczenia, które były wcześniej)

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #92 dnia: Wrzesień 26, 2011, 20:56:48 »
Może zacznę od tej "manipulacji czasem". Ludzie oglądają seriale SF i wydaje im się, że czas to takie coś, w czym można podróżować na takiej zasadzie, jak podróżowanie w przestrzeni. I że kiedyś takie podróże w czasie będą możliwe. Jednak jak narazie nie wydaje mi się, by to było możliwe, bo z tym czasem to jest nie do końca tak. Czas to nic innego, jak inna nazwa dla ruchu i zmian. Nie możemy stwierdzić, czy czas płynie, jeśli nie widzimy czegoś, co się porusza względem innych obiektów (czyli zmienia wzajemne położenie) lub zmienia swój stan. Może się zdarzyć, że takiego ruchu na pierwszy rzut oka nie widać. Np. gdy zostawimy jabłko na wolnym powietrzu, to prędzej czy później zgnije, choć nie wygląda, żeby się poruszało. Ale gdy przyjrzymy się mu pod mikroskopem, dostrzeżemy mnóstwo drobnoustrojów, które go rozkładają i zmieniają konfigurację materii, z której jest zbudowane. Więc tak naprawdę wiele rzeczy tam się porusza. Podobnie np. patrząc na litą skałę nie widzimy jej ruchu, ale gdybyśmy oglądali ją w przyspieszonym tempie, zobaczylibyśmy jak się zmienia: wietrzeje, piętrzy się itp. [tu ukłon w stronę Anioła, który opowiadał o tym na Zlocie ;-) ciekawa wizja].

Na najgłębszym poziomie kwantowym, czas wyznacza faza fal kwantowych. Taka faza jest jak osobisty zegar fali. Określa etap cyklu. Np. ćwierć cyklu, pół cyklu, trzy czwarte cyklu, cały cykl. I tak w kółko. To podobnie jak np. z fazami Księżyca. Gdy fala się rozprzestrzenia, miejsca będące w tej samej fazie drgań to miejsca, w których panuje "ten sam czas". Jeśli ustawimy w jakimś punkcie przestrzeni "miernik fazy", który będzie zachowywał się podobnie jak korek podskakujący na wodzie, i będziemy go obserwować, to jeden pełen cykl fazowy wyznacza jedną jednostkę czasu (jednostkę zmian). Jedno "tyknięcie zegara".

Na podobnej zasadzie jednostkę długości możemy wyznaczyć jako odległość między dwoma miejscami fali mającymi tę samą fazę drgań [długość fali].

Jednak w danym ośrodku fale rozchodzą się zawsze z jednakową, stałą prędkością [oznaczaną zwykle literką c, od `celeritas`, z łac. `szybkość`, `żwawość`]. W przypadku przestrzeni [próżni] tą prędkością zazwyczaj jest prędkość światła. Naukowcy nazywają ją "graniczną", ale to wcale nie jest żadna granica. Bo nie tylko żadna fala nie może poruszać się z większą prędkością fazową, ale także nie może poruszać się z prędkością mniejszą. Więc to nie tyle ograniczenie, co wrodzona właściwość przestrzeni, która zależy tylko od jej gęstości. Jednak to "ograniczenie" dotyczy tylko prędkości fazowej, czyli ruchu pojedynczych fal. Gdy fale zaczynają się mieszać [interferować, modulować], to mogą tworzyć pakiety falowe, które my nazywamy "cząstkami" [choć daleko im do naszego wyobrażenia o nich jako małych solidnych punkcików :P], i one mogą już poruszać się z prędkością inną niż c [tzw. "prędkością grupową"], zarówno mniejszą, jak i większą od c, choć temat tych "większych" nie został jeszcze zbytnio przebadany, bo teoria falowej budowy materii ogólnie jest jakoś na uboczu współczesnej Nauki :-P

Wróćmy jednak do tego czasu i manipulowania nim...
Skoro wszystkie fale poruszają się z tą samą prędkością fazową c, to czym mogą się różnić? No właśnie długością fali [oznaczmy ją L jak `length`] i częstotliwością [oznaczmy ją f jak `frequency`]. I te dwie właściwości są ze sobą powiązane w taki sposób, że gdy jedna się zwiększa [np. częstotliwość], to druga się zmniejsza [długość fali], co opisuje wzór: c = L*f. Można go rozumieć tak: c jest stała, więc gdy np. zmniejszymy f, to L musi wzrosnąć, by zachować tę równość. Są to więc wielkości odwrotnie proporcjonalne i wzajemnie się uzupełniają [do c]. Gdyby przyjąć c za jednostkę prędkości, wtedy dwie pozostałe wielkości byłyby po prostu swoimi odwrotnościami. I teraz jedna z nich [częstotliwość] to aspekt czasowy, a druga [długość fali] to aspekt przestrzenny fali.

Już Doppler zaobserwował, że dźwięk przejeżdżającej obok gwiżdżącej lokomotywy zmienia wysokość, gdy lokomotywa go mija. Gdy się zbliża do niego, jej dźwięk wydaje się wyższy, niż wtedy, gdy się oddala. To dlatego, że źródło fali porusza się względem obserwatora/słuchacza. Gdy wysyłamy falę z jakiegoś punktu, rozchodzi się ona koncentrycznie we wszystkich kierunkach. Dzięki tej symetrii niesie ona zawsze informacje o swoim źródle, początku. O miejscu, z którego została wysłana. Jednak gdy źródło się porusza, każde następne czoło fali jest wysyłane trochę bliżej, niż środek fali, która już się rozchodzi. Dlatego symetria zostaje złamana i z jednej strony czoła fali wydają się być bliżej siebie, a z drugiej dalej od siebie. Choć fala nadal rozchodzi się z tą samą prędkością, a źródło nadal nadaje dźwięk o tej samej wysokości, to słuchacz obserwuje, że długość fali się zmniejszyła, a częstotliwość wzrosła. Jest to efekt pozorny! Doppler zauważył jednak, że ten sam efekt będzie obserwować słuchacz, gdy to on zbliża się do lokomotywy, która stoi w miejscu na peronie [widać musiał dużo podróżować pociągami ;-)]. Widzimy więc, że zjawisko Dopplera jest symetryczne. Bez dodatkowych informacji taki słuchacz nie jest w stanie stwierdzić, czy to on pędzi w stronę źródła dźwięku, czy dźwięk pędzi w jego stronę.. Gdyby Dopplerowi dane było żyć dłużej, pewnie to on opracowałby Teorię Względności, i nie byłoby w niej tylu nieporozumień, co teraz! :-P A to dlatego, że to właśnie zjawisko Dopplera dla fal jest podstawą Szczególnej Teorii Względności.

Na przykładzie zjawiska Dopplera możemy zauważyć, że choć prędkość fal jest stała, a źródło generuje dźwięk z tą samą częstotliwością, to różni obserwatorzy mogą widzieć to na różne sposoby, zależnie od ich względnego ruchu. I to jest wszystko, co trzeba wiedzieć, by zrozumieć Szczególną Teorię Względności. No, właściwie to trzeba wiedzieć jeszcze tylko jedną rzecz: że materia również składa się z fal. I one też podlegają temu samemu efektowi Dopplera, co dźwięk czy światło. I choć w przypadku dźwięku możemy ten efekt zauważyć, odnosząc się do innych, "niedźwiękowych" źródeł informacji zewnętrznych, to w przypadku światła już nie jest to takie łatwe, bo większość oddziaływać fizycznych odpowiadających za strukturę materii opiera się na falach elektromagnetycznych [światło] lub falach materii [fale kwantowe]. Tak więc mamy problem, bo nie mamy takiego urządzenia, które pozwoliłoby nam ten efekt Dopplera "zobaczyć z zewnątrz" [i tutaj widzę nadzieję w tych neutrinach, o ile ten eksperyment się potwierdzi]. Michelson i Morley próbowali go zmierzyć dla światła i nie udało im się, więc Einstein ogłosił, że prędkość światła c jest graniczna i będzie wychodzić zawsze taka sama, niezależnie od względnej prędkości tego, kto ją mierzy. Do dziś ten temat budzi kontrowersje, ponieważ bez zrozumienia tego, że materia składa się z fal, tego efektu nie da się logicznie wytłumaczyć. Lorentz był blisko, gdy twierdził, że poruszająca się materia skraca się z punktu widzenia obserwatora, względem którego ona się porusza. Jednak nie potrafił tego zjawiska uzasadnić. Za pomocą fal materii jest to bardzo proste, ponieważ fale materii rzeczywiście się skracają, właśnie za sprawą efektu Dopplera! :-> I skracają się dokładnie o tyle, o ile skracają się fale światła w interferometrze Michelsona, dając zerową różnicę. Gdy jednocześnie skraca się kijek i linijka, którą ten kijek mierzysz, dokładnie o tyle samo, to nie będziesz w stanie zauważyć tego skrócenia.

Podobnie jest z miarą czasu. Ze względu na efekt Dopplera zmienia się obserwowana częstotliwość, gdy źródło fali i obserwator poruszają się względem siebie [zwróćcie uwagę, że nie powiedziałem, które z nich się porusza, a które spoczywa - bez dodatkowych informacji z zewnątrz nie da się tego stwierdzić]. A obserwowana częstotliwość jest miarą czasu. Gdy pędzisz w stronę metronomu, będzie Ci się wydawać, że tyka szybciej. Gdy się od niego oddalasz, będzie Ci się wydawać, że tyka wolniej. Z tą jednak różnicą, że w przypadku Teorii Względności zawsze będzie tykać wolniej, bo gdy fale materii się poruszają względem fal tła, to skracają się, więc będą obserwować te fale w tle poprzez "krótszą linijkę". Trudno mi to tak wyjaśnić bez głębszego wprowadzenia w teorię falową, więc powiem tylko w skrócie, że chodzi tutaj o fale stojące. Takie fale drgają w miejscu, pomiędzy niedrgającymi miejscami, zwanymi "węzłami". Fale stojące powstają z połączenia dwóch fal biegnących w przeciwnych kierunkach. Więc gdy dwie takie fale ulegają efektowi Dopplera, to te efekty tak się na siebie nakładają, że ruch zawsze wywołuje skracanie się fal stojących [węzły wypadaja bliżej], oraz spowolnienie obserwowanej fazy [odmierzającej czas]. I to są właśnie efekty opisywane przez Szczególną Teorię Względności: tzw. "skrócenie Lorentza" i "dylatacja czasu". Te dwa efekty zawsze występują razem i są wzajemnie komplementarne. Gdy jedno się skraca, drugie wydłuża, podobnie jak to miało miejsce z długością fali i częstotliwością [i już samo to powinno dać naukowcom do myślenia! :-P].

No, to teraz już mam nadzieję każdy z Was rozumie, dlaczego miary długości i czasu są miarami względnymi: wynika to z faktu, że długość/odległość możemy mierzyć jedynie długością fali, czyli odległością między węzłami fal stojących odbitych np. pomiędzy dwoma lusterkami lub w jakiejś wnęce rezonansowej, a czas możemy mierzyć jedynie częstotliwością fali, czyli odmierzając zmiany fali do momentu, aż pojawi się znów w tej samej fazie. I choć te dwie wielkości mogą nam się wydawać stałe [szczególnie czas], to jednak obie są względne i wzajemnie komplementarne. Ktoś może obserwować, że długości się mu skracają, a czas płynie wolniej, ale inny obserwator zaobserwuje co innego, jeśli porusza się z inną prędkością względną. Dlatego te dwie rzeczy [czas i przestrzeń] są względne. Jednak to nie znaczy, że są dowolne! Są ze sobą ściśle powiązane wzorem c = f*L [lub ct = L, jeśli zamiast częstotliwości użyjemy okresu czasu: f = 1/t] i wzajemnie się uzupełniają. Jedynym, co jest "stałe" w czasoprzestrzeni, jest c, czyli prędkość rozchodzenia się fal, ponieważ jest to właściwość samego ośrodka [przestrzeni] i zależy tylko od jego gęstości.

Napisałem "stałe" w cudzysłowie, ponieważ gdy zmienimy gęstość ośrodka, to oczywiście c także się zmieni. W gęstszych ośrodkach fale podróżują wolniej, w rzadszych szybciej. Na tym właśnie opierał się eksperyment, który ktoś tutaj opisywał parę postów wcześniej: ten, w którym "światło poruszało się szybciej od światła" ;-J. Wtedy też wywołał on dużo szumu [jak zawsze, gdy ktoś ogłasza przekroczenie prędkości światła ;-P], jednak w tym eksperymencie wcale nie została przekroczona prędkość światła w próżni. Zamiast tego naukowcy przepuścili światło przez bardzo gęsty ośrodek, w którym fale światła poruszają się wolniej, niż normalnie w próżni. To tak jakby mówić, że żółw prześcignął zająca, bo zając zaplątał się w krzakach, a żółw spokojnym krokiem wyprzedził go sobie po asfalcie ;-)

Jeśli uznamy czas i przestrzeń za dwa oddzielne wymiary tej samej "czasoprzestrzeni", to będą jak współrzędne poziome i pionowe na wykresie. Falę możemy w takiej "czasoprzestrzeni" opisać wektorem ["strzałką"], który będzie skierowany w kierunku ruchu fali, a jego długość będzie odpowiadała prędkości fali. I choć ta prędkość jest stała, to zależnie od nachylenia takiej strzałki będzie ona rzucać cień o różnej długości na oś pionową i poziomą [składowe czasowe i przestrzenne]. Gdy stoimy w miejscu [fala stojąca], wektor skierowany jest pionowo w górę [kierunek upływu czasu]. Choć nie poruszamy się w przestrzeni, to jednak poruszamy się w czasie z maksymalną "prędkością" ;-) Ale gdy zaczynamy się poruszać, wektor falowy nachyla się w bok, a jego składowe się zmieniają: składowa czasowa skraca się, a przestrzenna wydłuża. Oznacza to, że teraz szybciej poruszamy się w przestrzeni, a wolniej w czasie. To dlatego poruszającym się [względnie] obiektom zwalnia czas, a odległości się skracają. To wszystko można łatwo wyjaśnić za pomocą fal i efektów Dopplera. Tak więc jeśli chcemy "podróżować w czasie", to w zasadzie nie musimy robić niczego szczególnego: bo już podróżujemy w czasie, w dodatku z maksymalną prędkością, po prostu stojąc w miejscu ;-) Natomiast gdy się poruszamy, czas płynie wolniej, ale nasz wektor falowy zmienia orientację, i w zasadzie można to uznać za podróżowanie do własnej przyszłości nieco inną drogą [zwykle krótszą], niż normalnie.

I teraz, gdy coś porusza się z prędkością światła, jego wektor falowy obraca się tak, że znajduje się pod kątem 45 stopni do obu osi. Znajduje się na krawędzi tzw. "stożka świetlnego", czyli figury wykreślanej przez rozchodzące się fale światła [w naszej przestrzeni 3D są to coraz większe sfery, ale gdy dorzucimy czas, będzie to hiperstożek]. tak jest według jednej interpretacji czasoprzestrzeni: według Minkowskiego. Są też jednak inne interpretacje, według których wektor falowy dla fali poruszającej się z prędkością światła leży poziomo, czyli całkowicie w przestrzeni. Wtedy wszelkie odległości w przestrzeni skracają mu się do zera, a czas staje w miejscu. Co ciekawe, choć większość fizyków posługuje się interpretacją Minkowskiego kreśląc swoje diagramy czasoprzestrzenne, to jednak używają tego drugiego podejścia, gdy mówią o graniczności prędkości światła :P Więc tu sprawa jest niezbyt jasna, co w zasadzie mogłoby się stać, gdyby ktoś poruszał się z prędkością światła. Jednak odkąd wszelkie informacje, jakie odbieramy o świecie, robimy za pomocą światła i oddziaływań elektromagnetycznych, prawdopodobnie taki ktoś zaobserwowałby właśnie zatrzymanie czasu. Jeśli jednak istnieją sposoby, by fale poruszały się szybciej od światła [patrz np. prędkość grupowa pakietów falowych, czy te neutrina, o ile informacja się potwierdzi], to być może istnieją sposoby na szybsze przekazywanie informacji.

Jednak nie oznacza to wtedy podróżowania w czasie! Wyobraźmy sobie bowiem nietoperza, który nic nie widzi, i orientuje się tylko za pomocą dźwięku. Będzie więc mierzył odległości i czas falami dźwiękowymi. Gdy taki nietoperz będzie poruszał się względem źródła dźwięku, za sprawą efektów Dopplera będzie również obserwował bardzo dziwne "zachwiania czasu i przestrzeni". Taki nietoperz to w zasadzie doświadcza tych wszystkich efektów relatywistycznych przez całe swoje życie ;-) i pewnie nie są mu tak dziwne, jak nam. Gdybyśmy jednak wsadzili mu do tyłka rakietę i sprawili, że przekroczy prędkość dźwięku, czy to by oznaczało, że zaczął się cofać w czasie? :P Być może dane by mu było poznać różne fakty szybciej, niż normalnie mógłby się o nich dowiedzieć czekając, aż dźwięk do niego łaskawie dotrze. Ale przecież chyba każdy z nas tutaj się zgodzi, że taki naddźwiękowy nietoperz nie łamie zasad przyczynowości ;-) I to tyle w temacie podróży w czasie.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 26, 2011, 21:01:36 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #93 dnia: Wrzesień 26, 2011, 23:35:00 »
@Sasq
Cytuj
Gdy fala się rozprzestrzenia, miejsca będące w tej samej fazie drgań to miejsca, w których panuje "ten sam czas". Jeśli ustawimy w jakimś punkcie przestrzeni "miernik fazy", który będzie zachowywał się podobnie jak korek podskakujący na wodzie, i będziemy go obserwować, to jeden pełen cykl fazowy wyznacza jedną jednostkę czasu (jednostkę zmian). Jedno "tyknięcie zegara".
Hejo geniuszu :) Mam pytanie o ten konkretnie fragment Twojej wypowiedzi w kontekście wspomnianej przez Hameroffa kwestii "odświeżania ekranu", czyli świadomych momentów. Koncepcja ta opiera się na tym, że czas jest względny, bo "odmierzany" zdolnością naszego postrzegania, a więc jest to cos subiektywnego niezależnego od innych instrumentów pomiarowych. Gdybyśmy  zmienili własną prędkość odświeżania ekranu (częstotliwość ), czyli postrzeganie, to czas również zmieniłby swój bieg. Stąd być może te legendy o mnichach medytujących latami bez jedzenia w ciemnych jaskiniach. Ich czas "odświeżania ekranu " był inny niż ten do którego reszta ludzkość przywykła - powiedzmy, że jest to  40 hz (wg Hameroffa ) - i dlatego nam się wydawały, że oni medytują latami, a im, że to było ledwie "wczoraj".

Coś co odpowiada dajmy na to falom alfa to nasza rzeczywistość. Medytujący mnich będzie w "fazie" częstotliwości "odświeżania ekranu" Theta. Wspominam tu oczywiście o subiektywnych sprawach, ale biorąc pod uwagę ,że nie mówię o falach powiązanych z innymi falami wzorami fizycznymi, lecz o ŚWIADOMYCH momentach , czyli tym w rytm czego "drga" konkretny organizm (charakterystyczna dla niego samego częstotliwość jak podpis - imię i nazwisko ) to czy względny czas nie byłby różny  ? Przykładowo kamień , z powodu swojej gęstości , ma jeden moment "świadomy " na ileś set lat. Roślina inny, zwierzę inny , człowiek ma , powiedzmy 40 momentów świadomych na sekundę. Ale jeśli dałoby się zwiększyć te momenty ?
Dobra, zgoda, że trzeba by opisać czym są te tzw "świadome momenty". Jeśli odkryłbyś, że świadomość ma naturę kwantową ?
Wszystkie urządzenia , które stworzyliśmy "naśladują" nasze interfejsy pomiarowe, albo tłumaczą efekty pomiarowe na język zrozumiały owym interfejsom - umysłom ( o określonej częstotliwości drgań). A co, jeśli to za mało, bo nie da się przetłumaczyć czegoś, co po prostu przenika wszechświat poza możliwościami poznawczymi umysłów ? Jest nie do ogarnięcia. Patrzymy na te rozwiązania technologiczne każdego dnia, bo dzieją się one w przyrodzie, ale mijamy to jako coś z góry nam dane, bezrefleksyjnie. Oto drzewo, liść, fotosynteza, i jej fenomenalna sprawność zamiany energii słonecznej w chemiczną. 95% ( podobno nawet 98%) - wszystko dzięki kwantowej superpozycji fotonu w liściu. A co robi człowiek ? ścina drzewo na opał (papier) zamiast zrozumieć jak przetwarzać efektywniej tą energię, tak jak to robi drzewo, które właśnie ściął. Cóż za martnotrawstwo.
Podobnie zamiast rzucać medytujących na pożarcie Systemowi stworzonemu przez umysły, powinniśmy raczej zbadać ich efektywność, przyjąć i zastosować.
Logika na to wskazuje po prostu.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #94 dnia: Wrzesień 27, 2011, 12:45:27 »
Cytat: east
Koncepcja ta opiera się na tym, że czas jest względny, bo "odmierzany" zdolnością naszego postrzegania, a więc jest to cos subiektywnego niezależnego od innych instrumentów pomiarowych. Gdybyśmy  zmienili własną prędkość odświeżania ekranu (częstotliwość), czyli postrzeganie, to czas również zmieniłby swój bieg.
Mógłbyś podać jakieś linki do artykułów na ten temat? Żebym wiedział, do czego się odnieść.

Wiele razy już słyszałem o tym "odświeżaniu", czy to w przypadku wzroku, czy innych zmysłów, jednak nie wydaje mi się, by to działało tak, jak to zazwyczaj jest opisywane, czyli "poklatkowo". Mózg to nie taśma filmowa. To komputer analogowy. Więc to nie są "klatki", tylko raczej coś w rodzaju opóźnień w przesyłaniu sygnałów pomiędzy neuronami. Takie opóźnienia nie będą powodować, że będziemy odbierać ileśtam odrębnych "klatek" na sekundę, tylko raczej będą wyznaczać granicę szybkości zmian sygnału, przy której neurony nie będą już nadążać z aktualizowaniem swoich stanów i sygnał zacznie im się rozmywać. Zauważ, że gdy np. szybko kręcisz głową, to nie jest tak, że widzisz 40 wyraźnych obrazów w każdej sekundzie, tylko raczej jeden ciągły obraz, lecz bardzo rozmazany. To by znaczyło, że sygnały się mieszają i uśredniają, zamiast "gubić klatki".

Tak więc nie sądzę, by częstotliwość fal mózgowych miałaby tu jakieś znaczenie.

Zresztą od dawna [już od czasów, gdy pisywałem na listę mailową Oneiro] staram się obalać ten mit związany z częstotliwością fal mózgowych. Większość ludzi kojarzy te częstotliwości z różnymi poziomami świadomości i traktuje to tak, jakby mózg mógł pracować tylko na jednej z tych częstotliwości w danym momencie i od tego, na której z nich pracuje, zależy stan umysłu.
Problem w tym, że to nieprawda :P
Każda częstotliwość fal mózgowych związana jest z aktywnością innej części mózgu. Np. fale z zakresu beta to głównie kora mózgowa. Alfa to okolice kory wzrokowej [potylica]. Theta to głębsze obszary mózgu, okolice podwzgórza i hipokampa. Najwolniejsze fale delta są związane z aktywnością pnia mózgu i układu siatkowatego - najstarszych części mózgu [tej, którą mamy w spadku po gadach, płazach i rybach]. I zazwyczaj wszystkie te obszary są aktywne jednocześnie, więc każdy generuje swoją częstotliwość, i z ich nałożenia się na siebie powstaje coś w rodzaju szumu. Tak więc w normalnym, rozbudzonym mózgu jednocześnie występuje całe spektrum fal mózgowych. [Dlatego uważam, że najlepsze EEG to takie, które pokazują całe spektrum jednocześnie, a nie takie, które pokazują tylko "oscylogram"]. Gdy zamykasz oczy i relaksujesz się, już po kilku sekundach częstotliwość wypadkowa zmniejsza się do poziomu alfa, co oznacza, że wszystkie wyższe harmoniczne się wyłączają i pozostają tylko fale od 7-12 Hz w dół. Ale to nie oznacza, że trzeba robić coś szczególnego, by "mieć w głowie fale theta", bo one są tam cały czas, tylko są zagłuszane przez wyższe harmoniczne. Dalsze wyciszanie myśli powoduje, że także fale alfa słabną i pozostają aktywne tylko głębsze obszary mózgu, więc dominują fale theta (i delta pod nimi). Zejście do "poziomu delta" oznacza wyciszenie prawie całej aktywności mózgu, pozostawiając tylko najstarsze obszary. Wtedy pozostaje naga częstotliwość delta (do 4 Hz). Ta częstotliwość związana jest z nadzorowaniem funkcji życiowych [oddech, bicie serca itp.] [Uwaga! Nie mówię tutaj, że mózg kontroluje bicie serca, bo serce posiada własne układy sterujące, automatyczne, podobnie jak oddech. Mam na myśli jedynie nadzorowanie, czyli "wysokopoziomowe" sterowanie, np. szybkością rytmu itp.] oraz zegar biologiczny, bo są to właśnie podobne częstotliwości. Widziałem kiedyś, jak bodajże Ken Wilber podłączał się do EEG pokazującego pełne spektrum fal mózgowych i potrafił sobie wyciszyć wszystkie te obszary w kilka sekund. Nawet mając otwarte oczy. Więc nie sądzę, by fale mózgowe były jakoś szczególnie związane ze stanem świadomości, lub stanem snu/czuwania, albo jakichś transów. Być może tylko "przy okazji" zmianom tych stanów świadomości odpowiadają zmiany częstotliwości fal mózgowych, jako efekt uboczny, ale to nie oznacza, że zmianami fal mózgowych można wpływać na stan świadomości [w co starają się wierzyć ludzie zajmujący się dudnieniami różnicowymi]. Dla mnie to tak jak wywoływać skręt kiszek poprzez puszczanie z głośników odgłosów skręcających się kiszek :P
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #95 dnia: Wrzesień 27, 2011, 13:51:51 »
@Sasq
Cytuj
Cytat: east
"Koncepcja ta opiera się na tym, że czas jest względny, bo "odmierzany" zdolnością naszego postrzegania, "

Mógłbyś podać jakieś linki do artykułów na ten temat? Żebym wiedział, do czego się odnieść.
Podaję link : http://www.quantumconsciousness.org/Time.htm

fragmencik przeze mnie przetłumaczony :

Procesy mózgowe występują w skali czasu rzędu kilkudziesięciu do kilkuset milisekund. Na przykład czas zmysłowej reakcji jest rzędu 500 milisekund (1 / 2 sekundy), EEG alfa to  około 100 milisekund (1 / 10 sekundy), a "spójne 40 Hz", cała synchroniczność mózgu, która wydaje się korelować ze świadomym działaniem zachodzi w przedziałach  rzędu 25 ms (1 / 40 sekundy). Dla Orch zdarzeń w mózgu  odpowiadających znanym nerwowym zdarzeniom możemy użyć E = h / T. Dla T = 25 ms (spójne 40 Hz), E pod względem liczby tubulins może zostać obliczona i szacowania do odsetek tubulin / neuronów zaangażowanych w świadomości, okazuje się, że 10.000 do 100.000 neuronów jest zaangażowanych w każdym zdarzeniu świadomym Orch.

Każde takie zdarzenie jest natychmiastowe, a więc 25 milisekund / świadome zdarzenia w fazie pre-świadomej superpozycji kwantowej wielu możliwości percepcji lub wyborów. Podczas wstępnej fazy  superpozycji kwantowej świadomi jesteśmy superpozycji wszystkich możliwych postrzegań lub decyzji, które następnie zmniejszamy/ zwijamy do jednej  z określonymi Qualia w momencie OR. Pre-świadome fazy superpozycji mogą być utożsamiane z freudowską  podświadomością .

Z takiego podejścia wynika, że świadomość jest "strumieniem" dyskretnych zdarzeń, a nie ciągłym stanem. Oczywiście postrzegamy nasz świat jw sposób ciągły , a nie  jako  oddzielne zdarzenia lecz działa to tak jak  film na ekranie w kinie , który wydaje się ciągły choć jest w rzeczywistości sekwencją klatek. Oczywiście film obserwuje  świadomość zewnętrznego obserwatora, natomiast w kwantowym podejściu Orch każde  zdarzenie JEST  świadome.

Wiesz Sasq, fajnie byłoby , gdybyś to jakoś skomentował i ewentualnie zweryfikował swoją wiedzą. W tym artykule mowa jest nawet o działaniu wstecz w czasie :
However experimental evidence [19,20] suggests that the brain refers information "backwards in time". In fact such backwards referral may be commonplace [13], allowing us to live in the present moment despite finite delays in our sensory experience. Such a mechanism would allow us to act, and then slightly afterwards to decide on the action.

No i pada ta niełatwa do zaakceptowania konkluzja : Conclusion: Consciousness creates time
Świadomośc kreuje czas :)

Cytuj
Tak więc nie sądzę, by częstotliwość fal mózgowych miałaby tu jakieś znaczenie.

Tylko czy tu chodzi o fale mózgowe ? Raczej fale kwantowe.
Cytuj
Być może tylko "przy okazji" zmianom tych stanów świadomości odpowiadają zmiany częstotliwości fal mózgowych, jako efekt uboczny, ale to nie oznacza, że zmianami fal mózgowych można wpływać na stan świadomości [w co starają się wierzyć ludzie zajmujący się dudnieniami różnicowymi]. Dla mnie to tak jak wywoływać skręt kiszek poprzez puszczanie z głośników odgłosów skręcających się kiszek :P

I bardzo dobrze, że nie da się sterować Świadomością za pomocą fal mózgowych, ale tak ,jak piszesz, w odwrotną stronę się da, czyli świadomość, może "dostrajać" się wyciszając wyższe harmoniczne. 

 Poza tym wspomniałem Ci kiedyś o urządzeniach biorezonansu magnetycznego. Generowanie określonych częstotliwości z zewnątrz może spowodować "skręt kiszek" na takiej zasadzie jak zrobił to Jacques Benveniste zgrywając charakterystykę substancji chemicznej w obecności której bakteria reagowała w określony sposób, a następnie przesłał ten zapis drogą elektroniczną z Francji za ocean gdzie koledzy w USA odtworzyli ten zapis podobnej bakterii uzyskując ten sam efekt który następował w obecności oryginalnej substancji chemicznej. Tyko, że sygnał był odtwarzany z pliku :)
Przeczytałem o tym w książce pt "Pole "Lynn Mc Taggart . Jest o tym goścciu fajny filmik  w sieci
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=X5ZXcgyrGaQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=X5ZXcgyrGaQ</a>
O homeopatii, wodzie jako magnetycznej taśmnie zapisującej pamięć etc. Naukowa herezja ,więc Ci się spodoba :)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #96 dnia: Wrzesień 27, 2011, 14:26:37 »
Aha, pytałeś jeszcze, po co w takim razie są przewody.

Najprostsza odpowiedź brzmi: po nic ;-) Nie są potrzebne do przesyłania energii. Najlepszym tego przykładem jest radio, którego każdy z nas pewnie miał okazję używać. Nadajnik wypromieniowuje energię z anteny, a odbiornik ją pochłania. Do tego część energii rozłazi się po okolicy i jest tracona. Ludzie mieszkający w pobliżu silnych nadajników radiowo-telewizyjnych mogli odbierać programy radiowe nawet bez zasilania, tzw. radiami kryształkowymi, które za pomocą kryształu germanu prostowały prądy przemienne indukowane w antenie i dawały radę zasilić w ten sposób swoje obwody oraz mały głośniczek w słuchawce. Zdarzało się też, że świetlówki świeciły bez żadnego zasilania, gdy się je umieściło w pobliżu takiego nadajnika, albo pod liniami wysokiego napięcia.

Problem z takim sposobem przesyłania energii polega jednak na tym, że wiele tej energii jest tracone, bo ucieka w przestrzeń, zamiast trafiać do odbiorników. Dlatego Tesla kombinował jak tę technologię usprawnić, by nic nie uciekało.

Ludzie wierzą, że energia elektryczna musi płynąć w przewodach, bo tak się ich uczy. Przesyłanie jej przewodami było zresztą pierwszym odkrytym sposobem jej przesyłania. Żeby zrozumieć dlaczego wtedy były potrzebne do tego przewody, najpierw trzeba zrozumieć zjawisko oporu elektrycznego.

Zazwyczaj się nam wpiera ciemnotę, że opór elektryczny wynika z tego, iż elektrony przepływające przez sieć krystaliczną przewodnika zderzają się z atomami w tej sieci i oddają im swą energię [czyli występuje tarcie], i dlatego metal się rozgrzewa, a prąd słabnie. Jest to jeden z aspektów oporu, ale wcale nie najważniejszy, w sensie, że to nie to zjawisko jest przyczyną oporu. Mówi się, że opór elektryczny bierze się z występowania przeszkód na drodze elektronów. Ale gdyby naprawdę tak było, to próżnia byłaby najlepszym przewodnikiem! :P A jest dokładnie odwrotnie: jest najlepszym opornikiem! :P Jak próżnia może stawiać największy opór, skoro nie ma w niej nic, co mogłoby przeszkadzać elektronom w poruszaniu się?! :P

Żeby rozwiązać ten "paradoks" wystarczy zrozumieć, dlaczego metale tak dobrze przewodzą. W metalach elektrony walencyjne są bardzo luźno związane ze swoimi atomami. Wystarczy już niewielka ilość energii, by taki elektron uwolnił się ze swojego atomu macierzystego i przeskoczył do sąsiedniego. Dzięki temu, że elektrony w przewodniku mogą się właściwie swobodnie poruszać, powstaje tzw. "morze elektronów" lub "gaz elektronowy". Można sobie wyobrażać przewodnik jak gąbkę nasączoną wodą. Gąbka to struktura krystaliczna [w której przeważa ładunek dodatni], a woda to "morze wolnych elektronów". Przewodniki tak dobrze przewodzą, ponieważ mają bardzo dużo wolnych ładunków, które mogą się swobodnie poruszać i podtrzymywać przepływ prądu.
Z kolei w izolatorach ładunki są mocno związane ze swoimi atomami i mogą co najwyżej odchylać się lekko od swojego położenia równowagi [tzw. "elektrostrykcja" - kolejne "zakazane" zjawisko ;->]. Na tym opierają swe działanie np. kondensatory. Izolatory nie przewodzą prądu, ponieważ praktycznie nie posiadają ruchomych ładunków. I dokładnie tak samo jest z próżnią. Całkowita próżnia jest idealnym izolatorem. Tak oto zagadka oporu jest rozwiązana :-) I w zasadzie wychodzi na to, że nie powinno się mówić o oporze, lecz raczej o przewodności.

Wracając jednak do tych przewodów...
Przepływ prądu po raz pierwszy został odkryty właśnie w przewodnikach, właśnie dlatego, że metale bardzo dobrze go przewodzą. Mają dużą przewodność, biorącą się z dużej ilości wolnych ładunków, które mogą się poruszać, gdy tylko przyłożymy do przewodnika zewnętrzne napięcie [np. umieszczając przewodnik w polu elektrycznym].

OK, to teraz przeskoczmy do falowej natury prądu elektrycznego ;-> Bo bez tego ani rusz do technologii Tesli. Będzie to moja własna, autorska/pionierska teoria elektryczności, bo sam na to wszystko wpadłem jakiś czas temu i jakoś dotąd nie widziałem, by ktokolwiek inny tak do tego podchodził [pewnie dlatego, że mało jest ludzi zajmujących się falową naturą materii :P].

Jak już wspominałem, materia ma naturę falową. A więc także elektrony [wolne ładunki w przewodniku] i protony/neutrony w atomach sieci krystalicznej. Struktura sieci krystalicznej jest wyznaczona węzłami fal stojących. Elektrony znajdujące się w przewodniku też poruszają się tam ruchem falowym. Są w takim przewodniku uwięzione, ponieważ granice przewodnika stanowią granice dwóch ośrodków o różnych gęstościach. A jak wiemy, fale odbijają się od takich granic gęstości, gdy różnica gęstości jest duża. Skoro tak, to fale elektronowe podróżujące wewnątrz przewodnika w różnych kierunkach odbijają się, i nakładają się fale podróżujące w przeciwnych kierunkach, co prowadzi do powstawania fal stojących. Tak więc elektronowe fale w przewodniku są falami stojącymi: drgają w miejscu. To oznacza brak przepływu prądu.
To jest to, co Einstein nazywał "pracą wyjścia". Elektronom wygodniej jest siedzieć w przewodniku, ponieważ po nałożeniu się na "fale tła" [ośrodek] sieci krystalicznej minimalizują swoją funkcję energii. Przejście do ośrodka na zewnątrz przewodnika wymagałoby od nich zwiększenia swojej energii, a same nie mogą tego zrobić. Muszą zdobyć ją z zewnątrz. Tak jest np. w przypadku efektu fotoelektrycznego, lub podłączenia przewodnika do źródła napięcia. Efekt fotoelektryczny narazie zostawmy, skupmy się na źródłach napięcia.

Przyłożenie napięcia do końcówek przewodnika sprawia, że między tymi końcówkami powstaje pole elektryczne. Pole elektryczne to gradient [pynna zmiana w przestrzeni] potencjału elektrycznego: na jednym końcu potencjał jest wyższy, niż na drugim, i płynnie się zmienia pomiędzy końcami. Taki gradient potencjału to nic innego, jak gradient częstotliwości fal tła, bo energia [tutaj potencjalna] to częstotliwość fal. Taki gradient [płynna zmiana częstotliwości] "wygląda" dla elektronów jak "pochylnia": jakby przewodnik robił się coraz rzadszy, gdy przemieszczamy się wzdłuż niego. Gradient energii [częstotliwości] jest więc niczym innym, jak siłą [F = dE/dx]. W tym przypadku siłą elektryczną. A siła wprawia elektrony w ruch. Z punktu widzenia teorii falowej jest to nic innego, jak przenikanie fal z ośrodka gęstszego do rzadszego z większą łatwością, niż w odwrotną stronę. Tak więc składowe fal stojących biegnące w jednym kierunku poruszają się łatwiej, niż biegnące w drugim, i przestają być zrównoważone. Pojawia się składowa biegnąca w kierunku zjazdu potencjału, czyli to, co nazywamy "prądem elektrycznym". Oczywiście musimy zachować ciągłość fal, dlatego na końcach przewodnika musimy dostarczać fal zgodnych w fazie z tymi, które podróżują w przewodniku ["wstrzykiwać" i "zasysać" elektrony].

Rzecz w tym, że taki przepływ fal w jednym kierunku sprawia, że atomy w sieci krystalicznej zaczynają drgać w takt tych fal, jak korki na wodzie. Zazwyczaj na częstotliwości podczerwieni [termicznej]. Czyli odbierają część energii i rozpraszają ją w postaci fal podczerwonych [ciepła] na zewnątrz obwodu. To sprawia, że musimy dostarczać więcej energii na przepędzanie tych fal elektronowych, niż to jest konieczne.
To jest właśnie to, co Tesla rozwiązał prądem przemiennym. Zamiast zmuszać elektrony do przemieszczania się jako fale biegnące [co nie jest dla nich naturalne i nie lubią tego], postanowił jedynie "kołysać je" w przewodniku, czyli dokładnie to, co robią tam normalnie, odbijając się tam i z powrotem od jego brzegów jako fale stojące i drgając w miejscu. Tesla wiedział, że aby przesyłać energię w inne miejsce, nie trzeba do tego celu poruszać elektronami, bo energię niosą już same pola, które roztaczają się w całej przestrzeni wokół tych elektronów [i wokół przewodników]. Można to sobie wyobrażać jako szereg panien [elektronów] z szerokimi sukniami balowymi [pola wokół elektronów] stykającymi się brzegami. Gdy popchniemy jedną z sukni, ona popycha drugą, tamta trzecią itd., i na końcu szeregu możemy odczuć to pchnięcie od ostatniej sukni, a mimo to wszystkie panny stoją w miejscu i nie wykonują żadnych ruchów ;)
Tak więc Tesli udało się oddzielić falowanie pól od falowania samych elektronów. Uwolnić elektryczność z przewodów. No, prawie ;-J Bo nadal potrzebne mu były panny [elektrony], bez których nie ma pól [sukni]. Jednak sekret sztuczki polega na tym, że te suknie [pola] są bardzo szerokie. Rozciągają się w przestrzeni właściwie bez końca. Więc gdy poruszamy elektronami w jednym kawałku drucika [antenie nadawczej], to energia płynie poprzez pola i może rozkołysać elektrony znajdujące się w odległym kawałku przewodnika [antenie odbiorczej]. Tak działa typowe radio. Niestety typowe radio nie nadaje się do przesyłania energii na odległość, bo wiele jej traci [ucieka w przestrzeń, zamiast trafiać do odbiornika].

Tesla jednak ponoć wiedział, jak ten problem ominąć. Nawiązuje do tego Meyl, który z powodzeniem wdraża jego wynalazki w życie. Pokazywał np. specjalny nadajnik i odbiornik, zbudowany na zasadzie cewki Tesli z kulą z przewodnika na końcu. [Zauważyliście, że współczesne projekty cewki Tesli mają na końcu torusy, zamiast kul? Choć oryginalnie cewka Tesli miała kulę? Czyżby ktoś próbował coś "popsuć" w tym projekcie, żeby nie działał zgodnie z oryginalnym zamierzeniem? :P] Taka kula to po pierwsze dobry kondensator, który może gromadzić ładunek i dzięki kształtowi nie wypromieniowuje go zbyt łatwo [bo nie ma ostrych krawędzi]. Gdy podłączymy go do cewki Tesli, będzie ona wpompowywać/wypompowywać ładunki na przemian z owej kuli, więc pole elektryczne wokół kuli będzie pulsować tak, jak dźwięk wokół głośnika: jako fala podłużna. A jak już wspominałem, fale podłużne mogą podróżować w tym samym ośrodku z inną prędkością, niż poprzeczne [z reguły szybszą]. Więc byłby to kolejny sposób na przekraczanie prędkości światła. I rzeczywiście, zarówno Tesla, jak i Meyl, zmierzyli prędkość tych fal jako większą od prędkości fal poprzecznych Hertza [fal elektromagnetycznych, np. radiowych lub światła]. Meyl zaobserwował też, że odbiornik pochłania całą energię wypromieniowaną z nadajnika, bez żadnych strat. Do tego stopnia, że nadajnik może nawet "wyczuwać", ile odbiorników aktualnie z niego "ssie". Gdy żaden nie ssie, energia nie jest wypromieniowywana. Działa to na zasadzie silnego sprzężenia między nadajnikiem i odbiornikiem, czyli rezonansu. A rezonans to według Wolffa główne narzędzie wymiany energii między falami. Dodatkowo fal tych [podłużnych] Meyl ponoć nie był w stanie niczym zaekranować, ani nie obserwował żadnego spadku mocy w zależności od odległości między nadajnikiem a odbiornikiem. Z tego co pamiętam, to Tesla opisywał dokładnie takie same efekty działania jego cewek. Jeśli to wszystko byłoby prawdą, to byłby to idealny mechanizm do przesyłania energii poprzez pola na dowolną odległość bez żadnych strat i bez używania przewodów. Wystarczyłoby dostroić odbiornik do częstotliwości elektrowni i zasysać ;-)

Co ciekawe, podobne efekty obserwowałem wokół mojej specjalnej cewki, z którą jakiś czas temu eksperymentowałem. Cewka ta jest skonstruowana w taki sposób, żeby nie wytwarzała żadnego pola magnetycznego wokół siebie [sprawdziłem to - nie wytwarza]. A mimo to w jakiś sposób potrafi oddziaływać na elektrony w druciku umieszczonym wokół niej. Na odległość. I oddziaływania tego nie byłem w stanie zaekranować tradycyjnymi metodami znanymi z elektrotechniki [klatki Faradaya itp.]. W dodatku cewka zachowuje się dość dziwnie, gdy się ją umieści w zewnętrznym polu magnetycznym: próbuje z niego uciec niezależnie od kierunku prądu, który przez nią przepływa. Gdyby polegało to na polu magnetycznym, zależałoby od kierunku przepływu prądu: raz by się odpychało, innym razem przyciągało. A moja cewka zawsze odpycha :P

Anyway, jak ktoś jest zainteresowany technologiami fal podłużnych i innymi wynalazkami Tesli, to na stronie Konstantina Meyla jest kilka książek na ten temat. Jedna to dość gruba cegła, ponad 600 stron :P I wszystkie pełne zakazanych technologii ;-)
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #97 dnia: Wrzesień 27, 2011, 15:09:46 »
@Sasq genialnie o tym prawisz. Omalże zrozumiałem geniusz Tesli ;) (żarty na bok )

Weź może zrób takie urządzonko co ? Possałoby się prądzik z elektrowni hehehe .. elektrowni Wszechświata of course :)

Hmm tak sobie myślę - Ziemia przewodzi prąd (ładunki ujemne ) , jonosfera to ładunki dodatnie , a pomiędzy nimi dłuuuugie fale Shumanna  (7,4 hz to rzekomo 40 tys km dłg fali ).. Może to one bo są takie długie, są "nośnikiem" energii w formie fal podłużnych ?  

Fale Shumanna są generowane przez wyładowania elektryczne ( ponad 100 na sekundę w skali globu ) . Elektrownia jedzie z koksem ,że aż miło :) ?



Z innej beczki. Meyl w ten sposób zachęca do przeczytania jego książki pt" DNA and Cell Radio"  :

In the water resonance, the DNA is sending a longitudinal wave that propagates in the direction of the magnetic field vector. The computed frequencies from the structure of the DNA agree with those of the bio-photon radiation as predicted. The optimization of efficiency by minimizing the conduction losses leads to the double helix structure of DNA. The vortex model of the magnetic scalar wave not only covers many observed structures within the nucleus from perfect, but also introduces the hyperboloid channels in the matrix, if two cells communicate with each other.

W wodnym rezonansie , DNA  wysyła  falę podłużną tak, że rozchodzi się w kierunku wektora pola magnetycznego. ObliczonE częstotliwości ze struktury DNA zgadzają się z pochodzącymi od  promieniowania biofotonów , tak jak przewidywano. Optymalizacja wydajności poprzez zmniejszenie strat przewodzenia prowadzi do podwójnej struktury helisy DNA. Model magnetycznego wiru  fali skalarnej nie tylko obejmuje wiele struktur obserwowanych w jądrze w swej doskonałości, ale również wprowadza hiperboloidy kanałów w macierze , jeśli dwie komórki komunikują się ze sobą.

http://www.meyl.eu/go/index.php?dir=30_Books&page=16&sublevel=1

Zastanawia mnie , na ile ta wiedza jest zbieżna z Danowskimi kombinacjami na temat DNA . Nie mówiąc już, że jak dla mnie to wchodzi w działkę biologii kwantowej dr. Hameroffa. :)
Wszystko się jakoś zazębia /uzupełnia.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 27, 2011, 16:34:19 wysłana przez east »
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #98 dnia: Wrzesień 27, 2011, 19:37:03 »
Tak. Jak dobrze poszukasz, to znajdziesz też pewnie coś o hipotezach Meyla na temat działania osłonek mielinowych w neuronach. Jego zdaniem te osłonki mają przewężenia w ściśle określonych miejscach, które odpowiadają węzłom podłużnych fal stojących. Neuron używa fal podłużnych do przyspieszenia transmisji sygnałów elektrycznych i zminimalizowania oporów na podobnej zasadzie, jak prąd przemienny Tesli. W zasadzie prąd przemienny to też fala podłużna w "morzu elektronowym" wewnątrz przewodu ;-)

I coś w tym może być. Rzeczywiście kanały dla jonów sodu i potasu w dendrytach, działające na zasadach elektrochemicznych, byłyby zbyt powolne do przesyłania sygnałów na większe odległości. O ile mogło się to sprawdzać w organizmach jednokomórkowych czy składających się z małej ilości komórek, to już nie sprawdziłoby się zbyt dobrze przy zwierzakach naszego rozmiaru i większych. Np. taki brontozaur, zanim by zauważył, że jakiś T-Rex podgryza mu ogon, to już dawno by tego ogona nie miał ;-D Dlatego przyroda musiała wymyślić jakieś sposoby na przyspieszenie przesyłania impulsów nerwowych. I tym sposobem były właśnie fale stojące. Kanały sodowe/potasowe otwierają się jeden po drugim w taki sposób, że potencjał czynnościowy podróżuje szybciej, niż jakiekolwiek jony byłyby w stanie się przemieszczać. Podróżuje z prędkością pól elektromagnetycznych, czyli z prędkością światła. Nie wiadomo jednak, co synchronizuje otwieranie i zamykanie tych kanałów. Więc jeśli Meyl ma rację, to tym czymś są same fale podłużne w polach elektromagnetycznych.

BTW mógłbyś mi wyjaśnić tak w skrócie, w prostych słowach, w jaki sposób te mikrotubule odpowiadają za zjawisko świadomości i na czym polegają owe efekty kwantowe przez nie produkowane? Bo jeszcze nie za bardzo kumam ten temat, a na przegryzanie się przez stronę Hameroffa musiałbym poświęcić trochę cennego czasu, żeby się w tym rozkumać :P  Jednak intuicja mi mówi, że gość trochę przekombinował z tymi mikrotubulami i "superpozycjami wielu wersji przyszłości", bo z moich prywatnych rozkmin wynika jak narazie, że do podtrzymywania obliczeń kwantowych wystarczyłaby już obecna struktura sieci neuronowych. Dlatego chciałbym porównać moje rozkminy z jego i sprawdzić, czy może czegoś ważnego nie przeoczyłem.
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #99 dnia: Wrzesień 27, 2011, 21:06:37 »
@Sasq ogólnie to z tego, co już się doczytałem u Hameroffa jest tak, że wewnątrz neuronów znajduje się sieć tych mikrotubulin, specyficznie "formujących się" struktur ,a mówiąc "specyficznie" chodzi dokładnie o to, że wyrażają one "słonecznikową" zasadę prawo/lewo skrętności traf dziwny, że akurat spełniając proporcje wynikające z ŚG. Ale mniejsza o to.
Łańcuchy mikrotubul to białka tubulin które wygladają jak orzeszki ziemne skonstruowane tak, aby pokazywać się jako "0", "1" , lub "0-1"

Ale to tylko hardware. Wg Hameroffa mikrotubule niczego nie produkują, są tylko takimi "falowodami" wewnątrz których możliwe jest tunelowanie elektronowe co wykazują obserwacje między innymi strukturyzacja cząsteczek wody w pobliżu w bardzo specyficzny sposób wskazujący na to, że jakiś rodzaj uporządkowania zachodzi (De Gludice i Preparata ).

I ten gąszcz mikrotubul, stanowiących również szkielet (cytoszkielet ) komórek nie tylko, że formuje komórki, ale również precyzyjnie przeprowadza podział komórek (rozciąganie chromosomów, ich właściwy podział ) tak, że wszystkie funkcje są zachowane oraz perfekcyjnie skopiowane. Nic tu nie działa na ślepo.Wygląda to wszystko na sprawnie zaplanowaną działalność i co więcej , możliwą tylko dlatego (jak sam zauważyłeś) że koordynacja pracy wszystkich komórek organizmu odbywa się jednocześnie, naraz, poprzez rezonans, a nie elektroniczną "pocztę" czy też chemiczne informacje ( gdyby tak było to byśmy funkcjonowali dużo wolniej, wszystkie nasze procesy). Pomijając nawet sam mechanizm kwantowy tej komunikacji (rezonans fal) pozostaje jedna bardzo ważna kwestia do rozwiązania - CO TYM WSZYSTKIM STERUJE, GDZIE ZNAJDUJE SIĘ PROGRAM, co wydaje instrukcje w czasie ? I tu Hameroff i s-ka dochodzą do wniosku, że to wcale nie są programy kognitywne, tylko że sama Świadomość to jest. Kwantowa Świadomość.

Ich dokonania opierają się również na innych, wcześniejszych badaniach.
Przykładowo .
Herbert Frochlich z University of Liverpool , laureat prestiżowego Medalu Maxa Plancka , corocznej nagrody Niemieckiego Towarzystwa Fizycznego,  jest jednym z prekursorów idei, że za kooperację białek i przenoszenie instrukcji DNA i białek komórkowych odpowiedzialny jest jakiś rodzaj kolektywnych drgań. Frohlich przewidział nawet , ze pewne częstotliwości ( obecnie nazywane "częstotliwościami Frohlicha" ) tuż pod błonami komórki mogą być wynikiem drgań w tych białkach. W swoich badaniach Frohlich wykazał, że kiedy energia osiąga pewną wartość progową, cząsteczki zaczynają zgodnie wibrować, aż w końcu osiągają wysoki poziom spójności. Cząsteczki , które osiągają ten poziom , wykazują pewne właściwości znane z mechaniki kwantowej, również nielokalność . Dochodzą do punktu , w którym mogą współdziałać.

Włoski fizyk Ezio Insina ze Stowarzyszenia Badań Bioelektronicznych odkrył podczas swych własnych badań doświadczalnych na mikrotubulach, że struktury te mają mechanizm sygnalizacyjny, być może związany z transferem elektronów. Wielu naukowców takich jak Pribram, Yasue, Hameroff iScott Hagan z Wydziału fizyki na uniwersytecie McGilla w Kanadzie złożyło wspólnie teorię o NATURZE LUDZKIEJ ŚWIADOMOŚCI .  Zgodnie z tą teorią mikrobutubule i błony dendrytów stanowią Internet ciała, Wszystkie neurony mogą się logować w tym samym czasie co inne i rozmawiać z każdym innym neuronem wykorzystując do tego wewnętrzne procesy kwantowe organizmu .
Mikrotubule pomagają zorganizować nieharmonijną energię  i tworzą powszechną spójność fal wewnątrz organizmu - proces zwany "superradiacją" - po czym pozwalają tym spójnym sygnałom pulsować wewnątrz ciała. kiedy spójność zostanie osiągnięta, fotony mogą wędrować wzdłuż światłowodów jakby były przezroczyste, zjawisko zwane "przezroczystością samoindukowaną " . Fotony mogą wnikać do wnętrza mikrotubuli i komunikować się z innymi fotonami w innych miejscach ciała powodując kolektywną współpracę cząstek subatomowych w mikrotubulach całego mózgu.

Dokonania te uzupełnia  Ervin Laszlo   sugerując, że mózg jest zaledwie urządzeniem pozyskiwania i  odczytywania faktycznego nośnika informacji, jakim jest POLE - co wpisuje się w obraz kwantowej świadomości, czegoś, co formuje wszystko czym jesteśmy, będąc praprzyczyną tego.
( o Erwinie Laszlo trochę w temacie "człowiek kwantowy" na naszym formu).

Nie wiem, czy to Ci cokolwiek da. Pozbierałem te informacje ,połączyłem jakoś. Moze potrzebny jest lepszy mózg niz mój by to poskładać w bardziej spójny sposób :)

pozdro.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Dan el

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 33
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #100 dnia: Wrzesień 27, 2011, 21:12:53 »
Cytuj
Może zacznę od tej "manipulacji czasem". Ludzie oglądają seriale SF i wydaje im się, że czas to takie coś, w czym można podróżować na takiej zasadzie, jak podróżowanie w przestrzeni. I że kiedyś takie podróże w czasie będą możliwe. Jednak jak narazie nie wydaje mi się, by to było możliwe, bo z tym czasem to jest nie do końca tak.

Nie miałem dokładnie na myśli tego co ludzie oglądający seriale SF, ale dziękuje za jasny wykład. Chodziło o coś w zasadzie o czym wspominał East mówiąc o odświeżaniu. Bardziej efekt świadomości niż efekt podróży w czasie statkiem kosmicznym;)
W zasadzie Sasq chciałem 'ugryźć' bardziej Twojej wyobraźni, nie zaś wiedzy jaką posiadasz. Tę drugą staram się zgłębiac czytając wszystkie informacje jakie udostępniłeś jak narazie odnośnie WSM, a trochę tego jest (nie ukrywam, że czekam na reszte rozdziały na Twojej stronie osobistej, bo zanosi się na 'czysty' przekaz :oczko:).
Miałem nadzieję, ale rozumiem, że zapewne Twoja wyobraźnia może nie jest aż tak dostępna dla wszystkich.

East Jestem pewien, że to na co wskazałeś ma potwierdzenie w rzeczywistosci, gdyż sam przeżywałem taki efekt podczas wypadku samochodowego. czas jakby zatrzymał się w miejscu, a ja miałem przed oczyma całą wiecznośc. Te kwestie tym bardziej mnie interesują i szukam pomocy w nabyciu informacji, albo całych zależności.

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #101 dnia: Wrzesień 27, 2011, 21:31:31 »
Dzięki za informacje. Widać będę musiał jednak się w to wgryźć dokładniej. Bo z powyższego nie za bardzo widzę, co to wszystko mogłoby mieć wspólnego z obliczeniami kwantowymi. Dużo tutaj gromko brzmiących haseł znanych z fizyki kwantowej i paru pobocznych dziedzin, ale jakoś nie widzę w tym wszystkim spójności. Prostego wyjaśnienia mechanizmu, który miałby stać za tym wszystkim. Według mnie przyroda jest prosta. A to dlatego, że wszelkie komplikacje kosztują. Są mniej wydajne. Dlatego zawsze szukam możliwie najprostszych wyjaśnień. Te tutaj na takie nie wyglądają. Za dużo w tym wszystkim "magii" i "kwantowych cudów". Fizyka kwantowa, oraz wszystko, co się do niej odnosi, według mnie obrazuje aktualny poziom niezrozumienia Natury przez fizyków. Gdy coś jest dla nich niezrozumiałe, gdy nie za bardzo wiedzą jak działa, nazywają to "kwantowym". Bo świat kwantów to taki świat, gdzie wszystko może działać inaczej, niż sobie wyobrażamy, niezgodnie z intuicją, i w sposób niezrozumiały. Ważne, że matematyka działa. Dla mnie jednak to za mało. Jak chcę rozumieć. I wiem, że to możliwe. Studiowanie zjawisk falowych co dzień przekonuje mnie, że to możliwe. Że proste wyjaśnienia istnieją. Być może wkrótce napiszę coś więcej o tych moich przemyśleniach na temat obliczeń kwantowych w mózgu [w prostszy sposób, niż za pomocą jakichś tajemniczych mikrotubuli i kryjących się w nich kwantowych cudów], bo już kilku osobom to obiecałem. Wtedy będziesz miał okazję porównać moją wersję z wersją Hameroffa i może zauważysz jakieś podobieństwa/różnice i zaoszczędzisz mi konieczności przekopywania się przez jego teorie ;-) Jedno mogę powiedzieć już teraz: z dotychczasowych moich rozkmin wynika, że już same proste sieci neuronowe są zdolne do wykonywania obliczeń kwantowych i robienia tych wszystkich "cudów", które zazwyczaj przypisuje się tylko komputerom kwantowym. Wcale nie są do tego potrzebne pojedyncze atomy i cząstki, ani nawet żadne nanotechnologie (choć mogłyby się przydać jako wspomaganie). Neurony są trochę podobne do stada ptaków, roju pszczół lub ławicy ryb: dzięki prostej komunikacji drobnych informacji pomiędzy najbliższymi sąsiadami powstaje kolektywny umysł, który jest zdolny przetwarzać o wiele więcej informacji, niż każdy pojedynczy członek stada. W sposób wysoce zrównoleglony, rozproszony i holograficzny. Ma to związek z falową teorią informacji, nad którą zacząłem pracować w te wakacje. Również świadomość jest procesem kolektywnym i składa się z mniejszych elementów, które są jakby "cegiełkami świadomości". Te "cegiełki" działają już na poziomie pojedynczych elementów materii, przez co cała materia jest inteligentna i świadoma. Świadomość opiera się bowiem na wymianie informacji, a informacje wymieniają już nawet "cząstki elementarne", za pomocą fal podróżujących pomiędzy nimi [choć jest to dużo prostsza forma świadomości, niż świadomość ludzka].
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #102 dnia: Wrzesień 27, 2011, 22:07:36 »
@Sasq
Cytuj
Również świadomość jest procesem kolektywnym i składa się z mniejszych elementów, które są jakby "cegiełkami świadomości". Te "cegiełki" działają już na poziomie pojedynczych elementów materii, przez co cała materia jest inteligentna i świadoma. Świadomość opiera się bowiem na wymianie informacji, a informacje wymieniają już nawet "cząstki elementarne", za pomocą fal podróżujących pomiędzy nimi [choć jest to dużo prostsza forma świadomości, niż świadomość ludzka].


Idź tym tropem proszę. To ważne i może wcale nie będzie zaprzeczać dokonaniom kolegi z Arizony ;)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

JAN

  • Gość
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #103 dnia: Wrzesień 27, 2011, 22:39:02 »
Cytat: Sasq

Fizyka kwantowa, oraz wszystko, co się do niej odnosi, według mnie obrazuje aktualny poziom niezrozumienia Natury przez fizyków. Gdy coś jest dla nich niezrozumiałe, gdy nie za bardzo wiedzą jak działa, nazywają to "kwantowym". Bo świat kwantów to taki świat, gdzie wszystko może działać inaczej, niż sobie wyobrażamy, niezgodnie z intuicją, i w sposób niezrozumiały.
Ważne, że matematyka działa. Dla mnie jednak to za mało. Jak chcę rozumieć. I wiem, że to możliwe.

Dokładnie takie same  wrażenie mam od dawna. Na początku ludzie popadają w euforię nowych teorii, ale potem przychodzi pokora. Opisane wcześniej przez Ciebie zjawiska w środowisku naukowym tylko utrudniają szybkie dojście do obiektywnej prawdy o konstrucji Wszechświata. Wszystkie rozmowy z "poważnymi fizykami", jeśli ich się zaskoczy opisem zjawiska z wieloma niewiadomymi, co do jego istoty - zawsze się kończą pewnego rodzaju zagubieniem.
Cieszę się coraz bardziej, gdy czytam Twoje przemyślenia :) bo tzw. "fizyka kwantowa" jest dziurawa jak ser szwajcarski ;) 
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 27, 2011, 22:45:16 wysłana przez JAN »

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #104 dnia: Wrzesień 27, 2011, 23:06:45 »
Powiem Ci/Wam, że już kilka razy w historii Nauki tak było. Niestety kto nie zna historii, ten ją powtarza.

Najbardziej znanym wszystkim tutaj przykładem jest chyba teoria heliocentryczna Kopernika mówiąca, że to Słońce jest centrum Układu Słonecznego, a nie Ziemia. W średniowieczu większość ludzi uczonych uważało odwrotnie: że to Ziemia jest centrum nie tylko Układu Słonecznego, ale i całego Wszechświata. Jednak gdy astronomowie obserwowali ruchy planet, które według nich krążyły wokół Ziemi, to ze zdziwieniem stwierdzali, że planety te wykonują dziwaczne piruety po niebie: czasami poruszają się naprzód, a czasami zataczają pętle i wydają się cofać (tzw. "ruchy wsteczne", ang. "retrograde motions"). Żeby opisać te ruchy, stworzyli skomplikowaną jak diabli teorię epicykli, w której planety były przyczepione do kryształowych sfer niebieskich, a te sfery obracały się na jeszcze większych sferach, te na jeszcze większych... i tak do precyzyjnego opisania wszelkich dziwnych ruchów każdej z planet niekiedy było potrzebne kilka poziomów takich sfer toczących się po innych sferach. Matematyka wymagana do obliczania przewidywanych pozycji planet była tak zakręcona, że tylko nieliczni byli w stanie ją zrozumieć. Zazwyczaj tacy "wybrańcy" traktowali siebie jak elitę, jak Kapłanów Wiedzy Kosmicznej, którzy jako jedyni mieli prawo interpretować niebiańskie wyroki.

Jednak teoria epicykli była taka skomplikowana nie dlatego, że skomplikowane były ruchy planet, lecz dlatego, że uczeni nie rozumieli w pełni tego, co próbowali wyjaśnić. W fizyce często się mówi, że prawa fizyki są niezależne od punktu odniesienia. I dla matematyki rzeczywiście nie ma to znaczenia. Ale może mieć znaczenie dla nas. Czasami spojrzenie na problem z innej perspektywy pozwala dostrzec więcej. Szczególnie, gdy znajdzie się geometryczną symetrię ukrytą pod równaniami.

Tak właśnie się stało, gdy Mikołaj Kopernik opublikował swoją książkę "De revolutionibus orbium celestium", czyli "O obrotach sfer niebieskich". Kopernik napisał w niej, tak trochę uwspółcześniając: "Panowie, robicie to wszystko od dupy strony. Jeśli zamiast Ziemi umieścicie Słońce w centrum, to orbity planet okażą się być eleganckie i okrągłe cyc malina" ;-) W matematyce gdy skorzysta się z symetrii, zazwyczaj wiele równań się upraszcza i redukuje. Po prostu nagle wszystko zaczyna wskakiwać na miejsca i wyłania się prosty i przejrzysty obraz. I tak też było w tym przypadku. Teoria przedstawiona przez Kopernika nie była wcale dokładniejsza, niż epicykle. Była jednak o wiele prostsza i dzięki temu nagle każdy kiep mógł zrozumieć ruchy planet. I pewnie dlatego tak bardzo nie podobało się to władzy i Kapłanom Wiedzy: ich pozycje w hierarchii i ciepłe posadki stały się zagrożone. Kopernik na szczęście dla niego utrzymywał tę teorię w tajemnicy i dopiero tuż przed swoją śmiercią postanowił ujawnić ją światu. Strzelił tym samym niezłą bombkę na odchodne ;-)

Uproszczenie teorii pozwoliło w późniejszym czasie dopracować ją w szczegółach. Zrobił to Kepler, który sformułował trzy słynne prawa opisujące ruchy wszystkich możliwych planet z Układu Słonecznego, oraz dowolnych innych Układów Słonecznych. Następnie Newton mógł skorzystać z tej wiedzy, by odkryć, że za tymi wszystkimi ruchami kryje się tajemnicza siła grawitacji. Gdyby nie teoria heliocentryczna, dostrzeżenie tej subtelnej siły w gąszczu równań i spiralnych orbit planet teorii epicykli byłoby pewnie niemożliwe. Oto, jak wiele może zmienić zmiana punktu widzenia na ten sam problem.

Tu warto wspomnieć, że Kopernik nie był pierwszy, i sam zresztą przyznał, że zaczerpał ten pomysł od starożytnego filozofa, Arystarcha z Samos, który już w czasach starożytnych głosił teorię heliocentryczną, a nawet zmierzył odległości do Słońca i Księżyca i ich relatywne rozmiary względem Ziemi. Jednak już wtedy była to wiedza tajemna, zarezerwowana tylko dla najwyższych kapłanów i mędrców z Aleksandrii, i była aktywnie zwalczana przez innych greckich filozofów, głównie przez Arystotelesa.

Tak więc poprzez analogie uważam, że podobnie jest obecnie z Teorią Względności i Mechaniką Kwantową. Trudność tych teorii nie bierze się wcale z faktu, że opisują jakieś trudne zjawiska. Wręcz przeciwnie: gdy dążymy do Teorii Wielkiej Unifikacji, do zrozumienia podstawowych elementów Wszechświata, powinniśmy się raczej spodziewać coraz większego upraszczania się rzeczy, aż pozostanie jedno podstawowe prawo, z którego wszystkie inne się wywodzą. Wszelkie komplikacje biorą się jak zwykle z niezrozumienia praw Natury, które są tak proste, jak to tylko możliwe.

Jak napisał Milo Wolff: "Problem ze zrozumieniem prostoty Natury leży w umysłach naukowców."
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 227
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #105 dnia: Wrzesień 27, 2011, 23:27:14 »
Witam!

Fizyka kwantowa, oraz wszystko, co się do niej odnosi, według mnie obrazuje aktualny poziom niezrozumienia Natury przez fizyków. Gdy coś jest dla nich niezrozumiałe, gdy nie za bardzo wiedzą jak działa, nazywają to "kwantowym".

Wkleję Ci wypowiedź Wintera a propos mikrotubul, East przetłumaczył to tak:

"Sugerujemy , że rekursywność lub samopodobieństwo oraz mikrofalowe właściwości geometriii mikrotubul ( oraz DNA?) przewodzą poprzez implozję - biologiczną informację. To tworzy świętą komunię ( splątanie?) promieniowania ładunku , które definiuje życie i sprawia,. że biologia jest efektywna. Geomoetria fraktalnej kompresji dla pojemności podwajania się ( i mikrofali?) tworzy kompresję(implozję) która zamienia się w przyspieszenie . To zapadnięcie się fuzji/implozji umożliwia zawartości skrętne/ wirujące rozprzestrzenianie się z prędkością większą niż światło - ( Hodowanec/Ramsey) mającej znaczenie w części dla biologicznej "wielo-przewodności" (lub, w tępym/głupim języku współczesnej fizyki : NIELOKALNEJ  komunikacji) . Znajomość symetrii środowiska ładunku, które pozwala na to by komunikacją się działa - włącza religijne mity o błogości i splątaniu - w NAUKĘ HIGIENY - dla praktyki. BIOLOGICZNA KOMUNIA Z NATURĄ - staje się efektem FIZYKI ZAGNIEŻDŻANIA ..ładunku..
(..) Podsumowując - możemy wysnuć konkluzję, że wprowadzając biologiczne pojemniki ( takie jak mikrotubule czy DNA )  w stan samopodobny ( tak jak włókna "perkinjola" które dostarczają napięcie do EKG z grawitacji) produkują zarówno ŻYCIE JAK I ŚWIADOMOŚĆ.  Dzieje się tak ponieważ kompresja jest idealna ( graniczne warunki zbieżności  fraktalnie dążą do Złotej Proporcji)  więc zawartość jest wypromieniowywana z centrum bez strat - idealna dystrybucja ładunku ( koherentny efekt implozji pola ładunku ) = świadomość.
(..)
Pomijając IMPLOZJĘ - jako dosłownie MECHANIKĘ FAL FUZJI - Serce całej biologii - film - WHAT THE BLEEP - wydaje mi się być wyolbrzymioną i żenującą demonstracją tego jak pogmatwaną jest obecnie zachodnia nauka jeśli chodzi o FRAKTALNĄ SYMETRIĘ ŁADUNKU ( oraz idealną dystrybucję ładunku jako rezultat),. co w zasadzie jest definicją ŻYCIA I ŚWIADOMOŚCI. To mnie dobija.

Dan Winter
"
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,569.msg3226/topicseen.html#msg3226


Cytuj
Również świadomość jest procesem kolektywnym i składa się z mniejszych elementów, które są jakby "cegiełkami świadomości". Te "cegiełki" działają już na poziomie pojedynczych elementów materii, przez co cała materia jest inteligentna i świadoma. Świadomość opiera się bowiem na wymianie informacji, a informacje wymieniają już nawet "cząstki elementarne", za pomocą fal podróżujących pomiędzy nimi [choć jest to dużo prostsza forma świadomości, niż świadomość ludzka].

Szypow, Kozyriew, Grabiennikow, Shauberger i wielu innych sporo mówili o wirach tworzących czasoprzestrzeń.
Winter idzie o kroczek dalej i twierdzi że w centrum każdego wiru-źródła grawitacji (a więc i atomu i tornada i Ziemii i Galaktyki) znajduje się także centrum świadomości.
Nie wiadomo w którą stronę zrobił kroczek, bo sporo wzmianek o takowej konstrukcji wszechświata (a propos cegiełek świadomości) jest praktycznie wszędzie, od Wed po opowieści Yody <dens.

W ogóle w Twej opowieści o falach i czasie brakuje mi wirów tworzących materię - zjawisko grawitacji w takim atomie nie może wg mnie polegać na "kwantowym" spotkaniu się równoważących fal, które "pracują" w obiegu zamkniętym.
Chodzi mi o to że one lecą z nieskończoności, wchodzą w interakcje, na skutek "dodawania się i mnożenia" zaczynają przyspieszać, na pewnym poziomie tego przyspieszenia (związanego zapewne z prędkością światła, percepcją i częstotliwością naszego "odświeżania") tworzą materię i ... znikają w centrach świadmości/grawitacji.
Prawdopodobnie ich zniknięcie jest związane z przekroczeniem prędkości światła i z jakimś sprzężeniem zwrotnym pulsującego Wszechświata.
Prawdopodobnie też np na przykładzie człowieka tworzą na poziomach "przed materią" jego ciała subtelne będącymi wg Korotkowa polami plazmy (zresztą to samo tyczy się całego świata ożywionego, wtedy ta plazma to duchy przyrody, z którymi zresztą dość przyjemnie się rozmawia :tyty:).

W związku z tymi wirami - taki Kozyriew te wiry nazywał zresztą falami czasu i Winter to powtarza, dodając że czas i masa są miarą rotacji wirów.
Zgadza się to też z Twoją definicja, tyle tylko że trzeba do niej wprowadzić poprawkę na "dodawanie się i mnożenie fal", chodzi wszak o grzbiety/węzły fal które zaczynają przyspieszać na skutek interakcji.
Wniosek jest jeden - czas też jest wirem i takim samym elementem pola jak masa.

Winter o czasie:
http://www.goldenmean.info/coincidence/
A tutaj kilka ciekawych punktów widzenia:
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,179.0.html


Właściwie to Tyle, przepraszam za ewentualne nieścisłości w moim żargonie, dziękuję SasQ za Twój czas i dzielenie się swym punktem widzenia.


p.s. a tak przy okazji Dopplera - jak się zapatrujesz na kwestię przesunięcia ku czerwieni, skwantyzowanych wyników niektórych pomiarów (William G. Tifft) i zagadnieniu Wielkiego Wybuchu w ujęciu teorii falowej - czyli czegoś co już dawno powinno spedzać sen z powiek fizykom?




 

« Ostatnia zmiana: Wrzesień 28, 2011, 12:32:50 wysłana przez Radosław »

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #106 dnia: Wrzesień 28, 2011, 12:46:19 »
@Radosławie
Tak przetłumaczyłem tekst Dana dosłownie, trochę jak małpka sam niewiele z tego rozumiejąc, ale powoli się mi coś wyjaśnia.
Na przykład zdanie Dana :

Geomoetria fraktalnej kompresji dla pojemności podwajania się ( i mikrofali?) tworzy kompresję(implozję) która zamienia się w przyspieszenie


dzisiaj widzę jako opisowe wyjaśnienie FALI PODŁUŻNEJ.

Hameroff nie jest fizykiem kwantowym , lecz anestezjologiem, neurofizjologiem. Jego badania nie wyjaśniają samej natury kwantowej zjawisk zachodzących wewnątrz mikrotubul i nie ma się co o takie rzeczy obrażać, czy fochać, że "jak czegoś nie wiadomo to musi niechbynie być to fizyka kwantowa"  - na zasadzie "bo moja działka jest ważniejsza niż Twoja". Przeciwnie, te badania muszą być rozwijane wspólnie, uzupełnianie . Nie jest trudno wymyśleć swoją własną fizykę machając ręką na wszystko co do tej pory było. Trudniej jest skonfrontować swoją teorię tak, by wyjaśniała ona rzeczywistość jednocześnie wyjaśniając wszystkie wyniki poprzedników w nowym świetle.

To tak jak z ropą naftową .Do tej pory utrzymuje się, że ropa jest wynikiem rozkładu butwiejącej roślinności z odległych epok geologicznych naszej Planety. Ale metan i ropę znaleźliśmy również na Tytanie, a tam nigdy nic nie rosło (b.niskie temp). Do głosu dochodzą naukowcy (Mayl) , którzy twierdzą, że ropa to surowiec odnawialny, ponieważ produkuje go sama Ziemia w swoim wnętrzu ( rdzeń Ziemi to mieszanina gazowa, m.in metan ).

Tak czy inaczej nie wpływa to na sposób rafinacji ropy .  Może za to wpłynąć (gdyby oficjalnie uznano nową teorię ) na jej cenę ,bo wszak nie było by to już dobro rzadkie, lecz odnawialne. Pytanie tylko, czy w  nieskończoność. A poza tym ktoś by zaraz zaczął kombinować jak samemu wyprodukować ropę. Konstantin Mayl w wywiadzie przyznał, że już kombinuje :)

Podobnie to, że nasze organizmy  koordynuje Świadomośc (którą niektórzy  naukowcy najchętniej by w ogóle zignorowali bo im do modelu wszechświata nie pasuje nijak ) nie zmieni takie czy inne wyjaśnienie naukowe. To się dzieje , Natura to robi i śmieje się z ignorantów. 
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 227
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #107 dnia: Wrzesień 28, 2011, 13:22:24 »
@Radosławie
Tak przetłumaczyłem tekst Dana dosłownie, trochę jak małpka sam niewiele z tego rozumiejąc

Lepszy rydz niż nic, myślę że mimo niedoskonałości tłumaczenia ten fragment jest wyjątkowo zbieżny ze stwierdzeniem SasQ i pokazuje że obaj Panowie myślą podobnymi kategoriami.

Nie chodzi mi w żaden sposób o dyskredytację Hameroff'a, czy jakieś fochy.
Jak sam mówisz puzzli jest sporo i jest wielu naukowców zajmujacych się w zasadzie tym samym, ale istnieje ciągle problem używanej terminologii i sposobu opisu pewnych zjawisk.

Może żeby unaocznić o czym piszę 2 obrazki:

Układ pierwiastków zaproponowany 100 lat temu przez Crooks'a:

http://img402.imageshack.us/img402/331/tableofelements.gif
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Prawo krystalizacji Russela, jakieś pół wieku temu:

http://4.bp.blogspot.com/_XEdakZFo-OQ/TSuJ7PYQy4I/AAAAAAAAAAY/6BPXAVSqyuM/s1600/Law+of+Crystallization.png
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

 
I dodam trochę wbrew temu co napisał SasQ, że fizyką falową parało się tylko w ostatnim stuleciu tysiące naukowców - cały problem polega na stworzeniu mozliwie najprostrzej dialektyki opisującej falowe zjawiska.
W tym momencie muszę przyznać że Wolff podszedł do tego w bardzo elegancki i przystępny sposób, choć całkiem możliwe że kilka szczegółów w jego teorii jest niedopracowanych - być może pomogłaby mu analiza dorobku innych badaczy, których zdaje się na razie nie dostrzegać.
 

pozdrawiam

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #108 dnia: Luty 14, 2012, 00:19:43 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=TJgTGJfEtNo" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=TJgTGJfEtNo</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina Kwantowe splątanie zd
« Odpowiedź #109 dnia: Marzec 01, 2012, 17:40:14 »
Kwantowe splątanie zdemistyfikowane

Żyjemy w oparciu o mity raczej niż o prawdy. Bowiem prawda nas nie podnieca. Podniecają nas mity. A podniecenie lubimy. Słodki zastrzyk adrenaliny i już się nie martwimy o sens życia – jest po co żyć! Jest w co wierzyć! Wiara potrzebna nam w religii, wiara potrzebna nam w nauce. Nauka bowiem w nie mniejszym stopniu niż religia działa w oparciu o mity.
 
Jednym z takich mitów jest mit kwantowego splątania. Zwykła banalna własność złożonych układów kwantowych otrzymała nazwę, urosła do rangi mitu. Dziś nie sposób obracać się w dobrym, inteligentnym towarzystwie nie mając do bezmyślnego powtórzenia jakiejś frazy o kwantowym splątaniu, kwantowej nielokalności, twierdzeniu Bella. Jeden z moich czytelników, fizyk, ale zajmujący się sprawami dalekimi od podstaw teorii kwantów, napisał we wczorajszym komentarzu:
 
„... uważam, ze artykuł Bella powinno sie znać, niezależnie od tego, jakie kto ma sympatie. Po prostu, zawsze jest dobrze na każde zagadnienie patrzeć z jak najszerszej perspektywy, znać wszystkie istotne aspekty.
 
Praca Bella to niewątpliwie jest cos istotnego w całokształcie dyskusji o splątaniu kwantowym. Można się nie zgadzać z jej przesłaniem -- ale nawet wtedy powinno się ją znać, lub przynajmniej cos bliższego o niej wiedzieć.”
 
Krótko mówiąc: ogólna kultura wymaga znajomości mitów, bez względu na to czy się w te mity wirzy czy nie. Trudno się nie zgodzić. Z drugiej strony ciekawe, że Autora tego komentarza nie interesuje jaka jest prawda. I tego jakoś nie rozumiem. Dlaczego ludzie uważają, że powinno się znać mity, potrafić o nich rozmawiać w kulturalnym towarzystwie, natomiast mało kogo interesuje jaka jest prawda. Jakby prawda była rzeczą mniej ważną! I faktem jest, że wychylić się z prawdą w towarzystwie jest rzeczą niebezpieczną. Bowiem prawda obala mity, pozbawia ludzi podłoża na którym budują swe postawy, usuwa grunt z pod nóg, zawiesza w próżni.
 
Niewielu jest nieustraszonych bojowników, śmiałków poszukujących prawdy za wszelką cenę. Są wyjątkami, zwykle wyśmiewanymi w towarzystwie, podlegają ostracyzmom, tracą posady albo, nie mogąc znaleźć akceptacji wśród bliźnich sprzedają swe dusze diabłu - jak Faust. Takie jest nasze społeczeństwo, zakażone bakcylem narcyzmu, bowiem przedkładanie mitów nad prawdę jest jednym z typowych objawów narcyzmu. „Ja wiem!” I tu następuje szereg deklaracji treścią których jest wybrany, ulubiony mit!
 
Bohaterem mojej dzisiejszej notki jest Andrei Khrennikov. Jego nazwisko pojawiło się w moich notkach już kilka razy, ostatnio gdy go gdy pisałem o „Sześciu kwantowych muszkieterach”. Tym razem idzie mi o dość świeże (czerwiec 2008, maj 2009) publikacje Khrennikova p.t. „Complete account of randomness in the EPR-Bohm-Bell experiment” (Pełne „Demystifaction of quantum entanglement” - Demistyfikacja kwantowego splatania. W pierwszej pracy, w sterszczeniu, Khrennikov pisze:
 
„We show that paradoxical consequences of violations of Bell's inequality are induced by the use of an unsuitable probabilistic description for the EPR-Bohm-Bell experiment. The conventional description (due to Bell) is based on a combination of statistical data collected for different settings of polarization beam splitters (PBSs). In fact, such data consists of some conditional probabilities which only partially define a probability space. Ignoring this conditioning leads to apparent contradictions in the classical probabilistic model (due to Kolmogorov). We show how to make a completely consistent probabilistic model by taking into account the probabilities of selecting the settings of the PBSs. Our model matches both the experimental data and is consistent with classical probability theory.”
 
Jest to coś w sam raz dla tichego, który zapewne będzie w stanie ocenić i skomentować obszerniej jeśli idzie o detale., ale sens jest prosty: cały hałas wywoływany przez dziesiątki lat wokół „twierdzenia Bella” jest oparty na matematycznym nieporozumieniu. John Bell był fizykiem a nie matematykiem. Jego rozważania dotyczące prawdopodobieństw były intuicyjne, matematyka, model probabilistyczny, były niedopracowane. Gdy się je dopracuje, okazuje się, że żadnych wniosków fizycznych z rozumowania Bella wyciągnąć nie można. A ludzie takie wnioski wyciągali.
 
W drugiej z cytowanych publikacji Khrennikov idzie dalej. Pokazuje mianowicie jak można skonstruować model klasyczny reprodukujący kwantowe splątanie – wbrew temu co fizycy twierdzili, że jest niemożliwością. W rozdziale „Demistyfikacja splątania” Khrennikow pisze:
 
„Wszelkie manipulacje 'splątanymi stanami” są po prostu lokalnymi manipulacjami polami indukujacymi zmiany w korelacjach. Rozważmy na przykład kwantową teleportację. Z punktu widzenia PCFT (model Khrennikova „prekwantowej klasycznej statystycznej teorii pól) procedura ta nie jest żadną teleportacją ale przygotowanie dwóch układów (dla Alicji i dla Boba), które są korelowane w szczególny sposób.”
 
Tyle mają do powiedzenia dzis eksperci. A mit się w międzyczasie rozprzestrzenia bez przeszkód. I tak na przykład w pięknie ilustrowanej popularnej książce Gribbina „Quantum Physics – a beginner's guide to the subatomic world”, możemy znaleźć taką oto ilustrację „paradoksu EPR” i „kwantowego splątania”:
http://66.90.101.64/arkblog/Gribbin-Entanglement_sm.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina


Wniosek jest ekscytujący: „w chwili, gdy widzimy, że jedna kulka jest żółta, druga staje się niebieska, nawet gdy nikt tego nie obserwuje.” Zarówno obrazki jak i konkluzja są tego samego rodzaju co obrazki i konkluzje w Biblii dla dzieci!
 
Khrennikov jest jednak matematykiem a nie fizykiem. Czuje którędy wiedzie właściwa droga, ale gdy idzie o szczegóły, gdy idzie o integrację z resztą fizyki – jest bezsilny. Podkreśla, że Einstein miał rację gdy szukał modelu opartego wyłącznie na polach. Ale nie ma odpowiedniego przygotowania by konkretny taki model zaproponować. Sam Einstein szukał takiego modelu do końca życia, do swych ostatnich dni. Będąc na łożu śmierci wciąż uparcie rachował – do końca
 
http://66.90.101.64/arkblog/Einstein%20-%20rachunki.jpg
Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina

 
Chodzi tu o model czysto polowy. Pole z wirami, pole nieliniowe, pole żywe. Tyle, że Einstein, w pewnym momencie odżegnał się od dodatkowych wymiarów. Może dlatego, że sama idea dodatkowych wymiarów była obca mentalności Einsteina? Gdyby Kaluza i Klein byli Żydami, Einstein by ich drogą podążył. Ale nie byli. Być może nie mam tu racji. Ale może mam?

http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/121042,kwantowe-splatanie-zdemistyfikowane
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline SasQ

  • Collegium Invisible
  • Zaawansowany użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 284
  • Płeć: Mężczyzna
  • Quanta rhei... :-)
    • Jabber/AQQ
    • Zobacz profil
    • Naukowy kącik kwantowy
    • Email
Odp: Czas i przestrzeń - wykraczając poza teorię Einsteina
« Odpowiedź #110 dnia: Marzec 01, 2012, 23:24:04 »
OK, a teraz czy ktoś może mi to przełożyć na ludzki język? Bo nadal nie widzę tam tej demistyfikacji. Wręcz przeciwnie: dużo trudnego pustosłowia w stylu "Wszelkie manipulacje 'splątanymi stanami' są po prostu lokalnymi manipulacjami polami indukujacymi zmiany w korelacjach.", które tylko jeszcze bardziej sprawę zaciemniają.

Z moich osobistych pokmin nad splątaniem kwantowym również wydaje się wynikać, że to mistyfikacja. Jednak z przyczyn bardziej prozaicznych. Wszystkiemu winne jest kwantowe prawdopodobieństwo, które tak naprawdę wcale żadnym prawdopodobieństwem nie jest. Już Richard Feynman miał co do tego nosa, i przedstawił swoje wątpliwości w swych "Wykładach z Fizyki", jednak nic mi nie wiadomo o tym, by pociągnął ten tok rozumowania dalej, ku rozwiązaniu. Wręcz przeciwnie: w innych miejscach zdawał się ponownie wpadać w błędne koło.

Wątpliwości te były jednak słuszne. Tak zwane "prawdopodobieństwo kwantowe" wcale nie jest żadnym prawdopodobieństwem. Prawdziwe, matematyczne prawdopodobieństwa się dodają, bezpośrednio. Natomiast w fizyce kwantowej nie dodają się prawdopodobieństwa (wiązane z kwadratem modułu amplitudy funkcji falowej), lecz owe amplitudy funkcji falowej. Jak więc można tu mówić o prawdopodobieństwie znalezienia cząstki w jakimś miejscu, skoro to nawet nie działa jak prawdopodobieństwo z matematycznego punktu widzenia? Skoro dodają się amplitudy, zupełnie tak, jak w klasycznej fizyce fal, to czemu po prostu nie uznać, że to nie jest prawdopodobieństwo, lecz klasyczne zjawisko falowe? :-P Wiele wskazuje na to, że tak właśnie jest. Wystarczy przestać szukać w tych falach jakiejś ulotnej cząstki, której tam nie ma i nigdy nie było. Jak to dobrze, że fizycy nie skorzystali z teorii prawdopodobieństwa w zastosowaniu do fal na wodzie, bo pewnie do dziś, zamiast studiować ruch fal, doszukiwalibyśmy się prawdopodobieństw padnięcia każdej z urojonych kropelek wody w jakieś miejsce, zamiast przyglądać się falowaniu całej powierzchni wody.

Wracając jednak do splątania kwantowego... Ponieważ fizycy używają teorii prawdopodobieństwa, posługują się też w modelu kwantowym tzw. wektorami stanu kwantowego. Taki wektor to po prostu strzałka, która pokazuje w jakimś kierunku. Następnie z każdym z niezależnych kierunków (wymiarów) wiążą jeden ze stopni swobody układu kwantowego. Im więcej stopni swobody, tym więcej wymiarów ma przestrzeń takiego wektora. Jeśli uczeni nie są pewni, w którym z tych niezależnych stanów może się znaleźć układ, ustawiają strzałkę gdzieś pomiędzy nimi, według "prawdopodobieństwa" tego, którego z tych stanów jest bliżej, i nazywają to "superpozycją stanów", czyli układ przebywa ich zdaniem w obu tych stanach po trochu, jednocześnie. Lecz gdy każdy z tych niezależnych stanów (kierunków) przypisują innej "cząstce", to superpozycję takich stanów nazywają wtedy "splątaniem kwantowym", ponieważ ich zdaniem obie te cząstki, które zazwyczaj powinny być niezależne od siebie (co jak dla mnie już jest bzdurą, bo nie istnieją układy odizolowane, i wszystko oddziałuje ze sobą nieustannie), nagle stają się zależne i "współdzielą" ten sam wektor stanu. Czyli zmiany jednej z nich "natychmiastowo" wpływają na drugą.

Ale zobaczmy taką sytuację, zupełnie "niekwantową" ;-J Mam sobie zwykłą (niekwantową ;-J) monetę. Powiedzmy, że zjawisko "wypadnięcie orła" opiszę sobie na osi poziomej, a zjawisko "wypadnięcie reszki" na osi pionowej. Te dwie osie są niezależne, podobnie jak to, czy jako następne wypadnie orzeł, czy reszka. Teraz podrzucam monetę, niech się trochę pokręci w powietrzu, po czym łapię ją w locie i przybijam do ręki drugą ręką. Narazie nie widzę jej, więc nie wiem, co wypadło. Co się dzieje z moim opisem zjawiska? Ponieważ nie wiem, co wypadło, mój wektor stanu jest w superpozycji: będzie pod kątem 45* w połowie drogi między osią pionową i poziomą! Czy to oznacza, że moneta leży jednocześnie orłem i reszką do góry na mojej dłoni? Oczywiście, że nie! Leży sobie którąś ze stron. To, że ja nie wiem którą, nie wpływa na monetę. Ale opis zjawiska tak mówi. Więc kto ma rację, a kto się myli? Natura, czy fizycy używający takiego opisu zjawiska? A może problem nie jest z modelem zjawiska, tylko z jego interpretacją? Może to nie mówi nam, że moneta jest w obu stanach na raz, tylko że fizyka nie odpowie nam na to pytanie, dopóki nie podamy jej więcej danych? Wystarczy przecież odsłonić rękę, by się dowiedzieć, że moneta leży np. orłem do góry. I leżała tak już jakiś czas! Ale dopiero teraz, gdy to wiemy, nasz model zjawiska "zapada się" do jednego ze stanów (oczywiście tego, który już wiemy, że jest prawdziwy). Wektor wskaże teraz oś poziomą. Co się stało z osią pionową? Wyzerowała się. Ale w przypadku monety nas to nie dziwi, bo nie uważamy ją za "kwantową". Tylko w "kwantowym" świecie atomów, do którego nie możemy już tak łatwo zajrzeć, spodziewamy się cudów.

Jeśli potraktujemy strony monety jako odizolowane od siebie, to będzie nas to dziwić. Bo oto wyrzucenie orła sprawiło, że reszka straciła całe swoje prawdopodobieństwo! Ale nie dziwi nas to tylko dlatego, że orzeł i reszka są stronami tej samej monety. Więc jest dla nas oczywiste, że gdy wypadnie jedno, to nie może wypaść drugie. Bo te strony monety są ze sobą silnie skorelowane. Właściwie to z-anty-korelowane: im bardziej moneta przekręci się na stronę orła, tym mniej będzie po stronie reszki. Ale w przypadku "cząstek mikroświata" stajemy jak wryci, gdy widzimy, że atomy wpływają na siebie na odległość. Bo przecież Einstein powiedział, że nie mogą. Jednak to jest dokładnie to samo: fragmenty rzeczywistości, które uważamy za odrębne, wcale nie są odrębne. Są częścią tej samej drgającej membrany, zwanej przestrzenią lub bardziej nowocześnie "próżnią kwantową" :-P (dawniej zwali ją Eterem). I cały paradoks bierze się z tego, że doszukujemy się tam na siłę jakichś punktowych cząstek, odrębnych od siebie. Ale to tak samo, jak obserwować wybrzuszenia na bulgoczącej zupie i uznawać je za odrębne od całej reszty zupy.

Można jeszcze zrobić inne doświadczenie. Mamy dwie karty: czerwoną i niebieską. Polecamy znajomemu, by wsadził każdą z nich do koperty i zapieczętował tak, żebyśmy nie widzieli co jest w środku; którą z kart włożył do której koperty. Teraz wręczamy jedną kopertę astronaucie, z poleceniem, by otworzył ją dokładnie po upływie 10 minut i zanotował jej kolor, po czym wsadził z powrotem do koperty i zapieczętował. Wsadzamy go z tą kopertą w rakietę i wystrzelamy jak najdalej się da. On sobie leci, po 10 minutach otwiera kopertę i widzi np. kartę czerwoną. Zapisuje odczyt, chowa kartę w kopercie i zawraca rakietę w stronę Ziemi.
W tym samym czasie na Ziemi robimy dokładnie to samo: po upływie 10 minut od wystrzelenia rakiety otwieramy naszą kopertę, zapisujemy kolor znajdującej się w niej karty, chowamy kartę z powrotem i czekamy na powrót astronauty.
Po powrocie niezależny arbiter ma porównać nasze odczyty. I okazuje się (suprajs suprajs ;-J), że kolory naszych kart były dokładnie przeciwne: astronauta wyjął kartę czerwoną, a my na Ziemi niebieską. I stało się to dokładnie w tym samym momencie.
Okazuje się jednak, że astronauta po otwarciu swojej koperty i znalezienu w niej karty czerwonej natychmiast wiedział, że na Ziemi znajduje się karta niebieska. Natychmiastowa komunikacja? Splątanie kwantowe? Tajemnicze działanie na odległość? :-P  Chyba każdy z nas się zgodzi, że to nie żadna cudowna komunikacja na odległość, bo przecież żadna komunikacja nie zaszła! Karty zostały "splątane" (skorelowane przeciwnie) już na Ziemi, i tam informacja została jednoznacznie i po wsze czasy zakodowana w systemie. Karty nie są już niezależne, podobnie jak wszelkie późniejsze zdarzenia ich odczytu, ponieważ ich prawdopodobieństwa są warunkowe. Nie mogą być obie jednocześnie czerwone, albo obie niebieskie, ani nawet nic pośrodku. Mogą jedynie być przeciwnie skorelowane: jedna czerwona, druga niebieska. I wcale nie jest do tego potrzebna komunikacja nadświetlna czy natychmiastowa, bo informacja o kolorze karty podróżuje przez przestrzeń wraz z nią. Jest z nią przez cały czas, razem z informacją o kolorze drugiej z kart! Tak więc gdziekolwiek idzie jedna karta, tam idzie też informacja o tej drugiej. Choć są osobnymi kartami, nie są niezależne od siebie z punktu widzenia rachunku prawdopodobieństwa. Ich wektory stanów są "splątane".

Gdybyśmy spróbowali opisać to zjawisko modelem kwantowym (czyli po prostu wektorem stanu), to mamy dwie opcje: albo opisujemy każdą z kart oddzielnie, albo obie razem. Jeśli opiszemy każdą oddzielnie, to mamy dwa osobne wektory stanów. Każdy z nich może się skierować albo poziomo (co oznacza np. "karta jest czerwona"), albo pionowo (co oznacza "karta jest niebieska"). Po rozlosowaniu kart i wsadzeniu ich do zapieczętowanych kopert nie wiemy, w której z nich jest jaka karta, więc ich wektory stanów będą (oba) pod kątem 45*, w połowie między stanem "czerwonym" i "niebieskim". Natomiast gdy astronauta otworzy swoją kopertę i zobaczy, że jego karta jest np. czerwona, wektor stanu związany z tą kartą "zapadnie się" na oś poziomą (czerwoną). Jednak jednocześnie drugi wektor "zapadnie się" na oś pionową! Jeśli będziemy rozpatrywać je osobno (błędnie, bo po splątaniu na Ziemi nie są już osobne), to rzeczywiście może się to wydawać dziwne. Ale jeśli zamiast tego zapiszemy stan ich obu (poprawnie) jednym wektorem, to wszystko stanie się jasne. Tylko potrzebować będziemy do tego większej liczby wymiarów: czterech. Bo mamy cztery stopnie swobody (po dwa na każdą kartę). Będziemy mieć jeden wektor, który jest jakoś ustawiony w czterowymiarowej przestrzeni. Jednak kierunki w tej przestrzeni nie są niezależne (gdy są splątane): gdy ten wektor obróci się bardziej do stanu "karta astronauty jest czerwona", to automatycznie oddali się od stanu "karta na Ziemi jest czerwona". Dokładnie tak samo, jak w przypadku monety: gdy był bardziej po stronie orła, to mniej po stronie reszki. To jest dokładnie ta sama sytuacja! Superpozycja stanów i splątanie kwantowe są tym samym zjawiskiem!

Również zapadnięcie się funkcji "prawdopodobieństwa" nie powinno nikogo dziwić, bo przecież tak samo dzieje się już w klasycznym rachunku prawdopodobieństwa: Np. szanse trafienia szóstki w totka są około 1 na 13 miliardów. Przed losowaniem. Bo gdy w momencie losowania padły właśnie twoje liczby, to prawdopodobieństwo tego zdarzenia "zapada się" do 1 (100%): przecież to się już zdarzyło i jest pewne :-)

Więc dlaczego w przypadku monet, kart, czy innych obiektów w skali ludzkiej nikogo to nie dziwi, a w przypadku atomów czy polaryzacji światła już tak? Czy rację ma autor powyższego tekstu, że to dlatego, iż lubimy się karmić takimi robiącymi wrażenie historyjkami o kwantowych cudach na kiju? :-P

Edit:
Dodam jeszcze, że wszystko, co powyżej napisałem, wiąże się też z klasyczną teorią informacji. Jeśli ktoś wysyła nam np. 40 bitów, to ile bitów informacji właśnie otrzymaliśmy? 40? Mniej? Zero? :-)  No więc... to zależy :-P Bo w teorii informacji informacją jest tylko to, czego jeszcze nie wiemy. Jeśli np. wszystkie te bity kodują wiadomość "2+2=4", to żaden z tych bitów nie niesie dla nas informacji :-P Ale jeśli na tych bitach zapisana jest wiadomość "x=137", i nie znaliśmy dotąd wartości iksa, to wszystkie te bity niosą informację. No, chyba że wiemy już, że każda wiadomość zawiera coś w stylu "x=...", gdzie zmieniają się tylko cyferki. Wtedy 16 pierwszych bitów kodujących fragment "x=" nie niesie już dla nas żadnej informacji. Jedynie reszta, np. "459". Mogliby nam wysłać o te pierwszych 16 bitów mniej i wiedzielibyśmy dokładnie tyle samo. Ilość bitów potrzebnych do zapisania jakiejś informacji nazywana jest "entropią". Im więcej bitów jest potrzebne (bardziej złożona informacja), tym większa jej entropia.

To teraz zastanówmy się, ile bitów potrzeba, by zapisać informację o tych kartach?
Jeśli chodzi o pojedynczą kartę, to potrzebny jest 1 bit: jego wartość "0" może oznaczać np. "karta jest czerwona", a wartość "1" to "karta jest niebieska". Możemy myśleć, że do opisania dwóch takich kart potrzebujemy już dwóch bitów: po jednym na każdą kartę. I z reguły tak właśnie będzie. Ale nie wtedy, gdy karty są "splątane" ;-) Bo jeśli karty są zawsze przeciwnie skorelowane (np. gdy jedna jest niebieska, to druga jest czerwona, i vice versa), to tym razem wystarczy nam już tylko jeden bit! :-) Jego wartość "0" oznacza np. "Karta na Ziemi jest czerwona, a w kosmosie jest niebieska", a wartość "1" oznacza "Karta na Ziemi jest niebieska, a w kosmosie czerwona". Korelacja powoduje, że entropia maleje. Czy winę za to też zwalimy na kwantowe cuda? ;-J Czy może raczej uświadomimy sobie, że nie wszystko, co dostajemy, jest informacją? ;-J I nie każda informacja musi być komunikowana na odległość?
« Ostatnia zmiana: Marzec 02, 2012, 01:09:11 wysłana przez SasQ »
Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  :-)
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium