logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Obraz wart 1000 słów  (Przeczytany 93717 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #10 dnia: Luty 17, 2011, 12:39:04 »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #11 dnia: Luty 17, 2011, 21:39:56 »
Obejrzałem Mr Nobody.
Znów wychodzi na to, że najważniejsza jest miłość... :)

MEM HEI SHIN

  • Gość
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #12 dnia: Luty 18, 2011, 03:31:26 »
Obejrzałem Mr Nobody.
Znów wychodzi na to, że najważniejsza jest miłość... :)

Wszechświat jest neutralny.
Oznacza to, że... NIC nie jest bardziej ważne, mniej ważne, lub nieważne.Wszystko jest doskonałe, a skoro doskonałe to jest prawdziwe.
W związku z tym nie można też niczego postawić na piedestale...
To tylko ludzkie osądy nadają rzeczom wartość i sens. Tymczasem Wszystko po prostu JEST.
Miłość NIE jest jakimś sposobem bycia, sposobem jakiegoś zachowania, wyrażania się robienia czegoś, lub nie robienia itp...itd.., lecz jest naszym naturalnym stanem istnienia....
A skoro tak nie podlega ona żadnej definicji ponieważ definiując nadajemy jej określoną formę i kształt, która nie jest zgodna z jej właściwą naturą.

Naturą miłości jest tylko --- nieobecność lęku.

Gdy odchodzi lęk --- nadchodzi miłość.

Właściwie NIE nadchodzi miłość, tylko zaczynamy być wpełni świadomi i doświadczamy naszego naturalnego stanu.
Stanu, który składa się jakby z dwóch części - miłości i szczęścia.
Bo czym jest miłość - wybraniem szczęścia....
Bo czym jest szczęście - wybraniem miłości....
To jak dwa złote ptaki, które siedzą na złotej gałęzi i jedno bez drugiego nie może się obejść, nie może istnieć.

Na dzień dzisiejszy nie wiemy czym jest miłość, lub lepiej sprecyzować i powiedzieć, że nie doświadczamy naszego naturalnego stanu istnienia.
Hipokryzją zatem jest definiować coś poprzez miłość,  skoro jej NIE ZNAMY.
Znamy tylko jej substytut, czyli to co nie jest miłością.
Problem jest generalnie większy niż nam się wydaje zgodnie z zasadą im dalej w las tym więcej drzew.
Ale, o tym może następnym razem.

Na koniec spłętuję swoją własną wypowiedź :
Cóż  z tego, że o tym wszytkim wiemy, aż do znudzenia.
Cóż z tego, że oznajmia nam się co zrobić, by osiągnąć cel skoro wciąż nie wiemy jak to uczynić, jaką zastosować metodę ?
Aby dokonać świadomego wyboru i nie kręcić się wciąż  wokół swoich własnych problemów i wyjaśnić ów podstawowy brak musimy wpierw zrozumieć czym w istocie jest nasze pole życia i rozpocząć proces jego uzdrowienia.
A ten proces uzdrawiania, będzie relatywnie zgodny z naszą otwartością, ufnością, zrozumieniem, dojrzałością serca, czyli - świadomością serca.

pozdrawiam zatem poszukujących nade jasności i przebudzenia.. :-).
« Ostatnia zmiana: Luty 18, 2011, 03:42:58 wysłana przez MEM HEI SHIN »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #13 dnia: Luty 18, 2011, 12:08:58 »
Obejrzałem Mr Nobody.
Znów wychodzi na to, że najważniejsza jest miłość... :)
Wszechświat jest neutralny. (...)
W związku z tym nie można też niczego postawić na piedestale...
...a jakoś tak się składa, że cały twój tekst jest apologetyką miłości....

Pozdrawiam! :)

« Ostatnia zmiana: Luty 18, 2011, 21:57:32 wysłana przez Leszek »

Offline kris1976_wlo

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 25
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #14 dnia: Luty 18, 2011, 20:49:18 »
Wszechświat jest neutralny.
Oznacza to, że... NIC nie jest bardziej ważne, mniej ważne, lub nieważne.Wszystko jest doskonałe, a skoro doskonałe to jest prawdziwe.
W związku z tym nie można też niczego postawić na piedestale...
To tylko ludzkie osądy nadają rzeczom wartość i sens. Tymczasem Wszystko po prostu JEST.
Miłość NIE jest jakimś sposobem bycia, sposobem jakiegoś zachowania, wyrażania się robienia czegoś, lub nie robienia itp...itd.., lecz jest naszym naturalnym stanem istnienia....
A skoro tak nie podlega ona żadnej definicji ponieważ definiując nadajemy jej określoną formę i kształt, która nie jest zgodna z jej właściwą naturą.

Naturą miłości jest tylko --- nieobecność lęku.

Gdy odchodzi lęk --- nadchodzi miłość.

Właściwie NIE nadchodzi miłość, tylko zaczynamy być wpełni świadomi i doświadczamy naszego naturalnego stanu.
Stanu, który składa się jakby z dwóch części - miłości i szczęścia.
Bo czym jest miłość - wybraniem szczęścia....
Bo czym jest szczęście - wybraniem miłości....
To jak dwa złote ptaki, które siedzą na złotej gałęzi i jedno bez drugiego nie może się obejść, nie może istnieć.

Na dzień dzisiejszy nie wiemy czym jest miłość, lub lepiej sprecyzować i powiedzieć, że nie doświadczamy naszego naturalnego stanu istnienia.
Hipokryzją zatem jest definiować coś poprzez miłość,  skoro jej NIE ZNAMY.
Znamy tylko jej substytut, czyli to co nie jest miłością.
Problem jest generalnie większy niż nam się wydaje zgodnie z zasadą im dalej w las tym więcej drzew.
Ale, o tym może następnym razem.


Witam,
Śledzę to forum od ..... jakiegoś czasu (dość długiego) jako gość i muszę przyznać, że stosunkowo często nie zgadzam się z wypowiedziami MEM HEI SHIN, wielu z opisywanych rzeczy nie rozumię (mimo, że usilnie staram się objąć je swoim skromnym umysłem), wiele razy chciałem coś napisać, dodać od siebie, za każdym jednak razem, dochodziłem do wniosku, że większości z Was nie dorastam do pięt ani wiedzą, ani otwartością i sam nie wiem dlaczego, ale jednak ten post skłonił mnie w końcu po tych latach do rejestracji i napisania paru słów od siebie.
Drogi Mem HEI SHIN, to, że nie zgadzam się z Tobą w wielu kwestiach wynika raczej z nie zrozumienia niż z niechęci, lecz (wybacz, powtarzam się, sam nie rozumię dlaczego to piszę) cytat z Twojej wypowiedzi winien kończyć się tu gdzie go zakończyłem, reszta jest ...... niepotrzebna, zbędna, nieistotna i zakłócająca sens tych naprawdę mądrych słów.

Jeszcze raz przepraszam Cię, za ocenę, której nie chcę, nie chciałem i nie zamierzałem dokonywać, niemniej jednak rejestracja i odzew jest oceną :(

« Ostatnia zmiana: Luty 18, 2011, 21:44:10 wysłana przez Leszek »

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #15 dnia: Luty 18, 2011, 23:06:30 »
mnie  w tym filmie urzekła perspektywa,złożoności pokazanej wizji świata .Z racji fabuły opisana rzeczywista matryca rzeczywistości jest bardzo uproszczona ale przebija się mimo wszystko pewna  idea z którą się w pełni identyfikuje (choć w na co dzień ciężko mi świadomie wykorzystywać tą wiedzę ) jest to "tu i teraz" , to jedyny czas w jakim mamy wpływ na nasze życie, które składa się z nieskończonych wyborów. które z kolei  determinują  naszą rzeczywistość w tym co zwykliśmy  nazywać życiem.
Pokazane  w filmie różne alternatywne rzeczywistości są faktycznie tylko bardzo skromnym uwidocznieniem światów jakie możemy kreować swoimi wyborami a zarazem światów z alternatywną rzeczywistością . Bardzo rzadko mam taką przyjemność oglądając filmy fabularne
« Ostatnia zmiana: Luty 18, 2011, 23:10:52 wysłana przez Michał-Anioł »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1756
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #16 dnia: Luty 18, 2011, 23:30:54 »
mnie  w tym filmie urzekła perspektywa,złożoności pokazanej wizji świata .Z racji fabuły opisana rzeczywista matryca rzeczywistości jest bardzo uproszczona ale przebija się mimo wszystko pewna  idea z którą się w pełni identyfikuje (choć w na co dzień ciężko mi świadomie wykorzystywać tą wiedzę ) jest to "tu i teraz" , to jedyny czas w jakim mamy wpływ na nasze życie, które składa się z nieskończonych wyborów. które z kolei  determinują  naszą rzeczywistość w tym co zwykliśmy  nazywać życiem.
Pokazane  w filmie różne alternatywne rzeczywistości są faktycznie tylko bardzo skromnym uwidocznieniem światów jakie możemy kreować swoimi wyborami a zarazem światów z alternatywną rzeczywistością . Bardzo rzadko mam taką przyjemność oglądając filmy fabularne
Życie w "tu i teraz" ze świadomością tego, że dokonywane wybory nas kształtują, a te już dokonane często zamykają alternatywne ścieżki życia jest dla niektórych ludzi nieco "paraliżujące".
Żyjąc bowiem z taką świadomością niektórzy nie są zdolni dokonać żadnego wyboru, bo w ich odczuciu każdy wybór odbiera im coś, co potencjalnie mogli wybrać jako alternatywną ścieżkę życia...
W konsekwencji nie robią nic, tylko tkwią w takim właśnie stanie umysłu a świat codziennego doświadczenia staje się dla nich światem "tam i zawsze", a raczej "zawsze tam"...

Cóż... tak czy inaczej życie, to niewątpliwie sztuka dokonywania wyborów...

P.S
Nie zauważyłem w filmie matrycy rzeczywistości.
Było tam jakieś Phi? ;)
« Ostatnia zmiana: Luty 18, 2011, 23:34:40 wysłana przez Leszek »

MEM HEI SHIN

  • Gość
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #17 dnia: Luty 18, 2011, 23:38:48 »
Obejrzałem Mr Nobody.
Znów wychodzi na to, że najważniejsza jest miłość... :)
Wszechświat jest neutralny. (...)
W związku z tym nie można też niczego postawić na piedestale...
...a jakoś tak się składa, że cały twój tekst jest apologetyką miłości....

Pozdrawiam! :)



 Tak się składa, że cała masa chrześcijańskich apologetów też wciąż głosi, że miłość jest najważniejsza.
W swoim krótkim poprzednim eseju pragnąłem zaznaczyć różnicę pomiędzy tym co stanowi tylko przesłankę, a tym co podlega osobistemu doświadczeniu...
Inna ważna okoliczność to fakt, że NIE istnieje tylko jeden sposób interpretacji tego co tylko potocznie w społecznym relatywizmie nazywamy - miłością.

W swym apologetycznym obrazie starałem się NIE wyłączać osiowych elementów związanych z pojęciem miłości, gdzie ich brak znacząco falsyfikuje prezentację i posuwa się poza ciszę oświadczając: miłość jest najważniejsza, czyli jakby to określić  „powiedziałem wszystko, co w tej sprawie jest do powiedzenia".
Zbyt wiele... zdroworozsądkowych argumentów świadczy przeciwko takiemu skrótowemu, poglądowemu „wyjaśnianiu".
Żyjemy w czasach, w których zapragnęliśmy nie tylko intelektualnie wiedzieć, ale przede wszystkim zapragnęliśmy - rozumieć.
Od tego zależy nasz przyszły los, jak i przyszły los tejże planety.

pozdr.
« Ostatnia zmiana: Luty 19, 2011, 01:44:02 wysłana przez MEM HEI SHIN »

MEM HEI SHIN

  • Gość
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #18 dnia: Luty 19, 2011, 01:31:54 »


Jeszcze raz przepraszam Cię, za ocenę, której nie chcę, nie chciałem i nie zamierzałem dokonywać, niemniej jednak rejestracja i odzew jest oceną :(


Witam na forum....
To bardzo dobrze, że w końcu zdobyłeś się na intelektualną odwagę i napisałeś to co prawdziwie myślisz i czujesz.
Jesteś więc prawdziwy.
A tacy ludzie zdobywają zaufanie, zdobywają wielu przyjaciół, zdobywaja uznanie dlatego właśnie, że potrafią uczciwie powiedzieć co czują, co myślą, a nie stają za własną barykadą udając kogoś innego.

Co do kwesti, że nie zgadzasz się merytoryczną treścią moich postów jest to przecie rzecz naturalna.
Każdy ma inne doświadczenia, inną percepcję inny zakres uwarunkowań rodzinnych, społecznych, inne umiejętności wynikające z wiedzy, czy wykonywanego zawodu zatem chyba nic w tym dziwnego.

Nie przepraszaj mnie ponieważ przerobiłem już tą lekcję i nigdy, przenigdy nie będę czuł się urażony, obrażony w jakikolwiek sposób..
Ostatnio czułem się obrażony jakieś 10-12 lat temu, gdy będąc na przystanku i czekając na autobus spotkałem na nim alkoholika, który zbluzgał mnie, a nawet opluł.W myśl egzaltowanych społecznych haseł i światopoglądów pomyślałem - ależ to potworna kanalia.
Ale to, że tak pomyślałem, był to tylko dowód na to, czego nauczyło mnie to społeczeństwo.
Bo ten alkoholik nie był żadną kanalią, lecz był ofiarą tego właśnie społecznego systemu.
Był ofiarą tego, że już w dzieciństwie odebrano mu prawo do miłości, wolności i szczęścia. Odebrano, ale NIE zabrano !
Dlatego złowieszczył i przeklinał on cały świat nie dlatego, aby kogoś skrzywdzić, ale tylko dlatego, aby tą potężną nagromadzoną w sobie energię ukształtowaną w formie zła - wyrazić.
A dzięki temu, że ją wyraził, wykrzyczał uwolnił się od niej  zamiast ten nagatywizm stłumić w sobie.Bo gdyby stłumił, to wszystko co zostaje stłumione i zepchnięte staje się zdyskryminowaną cześcią ludzkiej osobowości.Powoduje to blokady energetyczne i rany na sercu.
A wcześniej ten alkoholik upił się dlatego, aby choć na chwilę oderwać się (zapomnieć) o swojej prawdzie, której nie mógł popatrzeć prosto w oczy. Lęk przez skonfrontowaniem się z tą prawdą spowodował, że się upił lub się upijał...
Ale mentalność społeczna, jakże fałszywa, o czym pisali już giganci literatury lat siedemdziesiątych karze osądzać tego człowieka, a społeczne służby typu policja szybko rozprawiają się z takim ludźmi traktując ich jak psa.
Tymczasem jak napisałem tacy ludzie są ofiarą tego bezrefleksyjnego w swej mentalności społeczeństwa, które zamiast mu pomóc to jeszcze go dobija.
Miłość !
Miłość to też zrozumienie, to świadomość, to też odpowiedzialność.....
A skoro tak,  temu alkoholikowi, który mnie zbluzgał i opluł - wybaczyłem, gdzie wybaczenie jest zrozumieniem, zrozumieniem tego doświadczenia, zrozumienie mechanizmów, przyczyn, które i mnie przecież czegoś chciało nauczyć.
Ostatecznym i końcowym efektem tego zrozumienia jest - nic złego się NIE STAŁO.
A, to że się obraziłem na jakieś tam słowa, to efekt pokrzywdzonego dziecka, taki sam efekt jak i w dzieciństwie, gdy czułem się pokrzywdzony gdy odmówiono mi cukierka lub loda.

Na koniec powiem : człowiek świadomy nigdy się nie obraża, nigdy nie żąda też jakichkolwiek gratyfikacji !
Człowiek świadomy - rozumie.
Zapraszam chociażby do zaznajomienia się z  koncepcją Colina Tippinga - ''Radykalne Wybaczenie'', która to już milionom ludzi odmieniła raz na zawsze życie, dzięki temu, że uwolnili się od społecznego mentalizmu.

pozdr.
 

 
 
« Ostatnia zmiana: Luty 19, 2011, 02:58:43 wysłana przez MEM HEI SHIN »

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Obraz wart 1000 słów
« Odpowiedź #19 dnia: Luty 19, 2011, 15:02:50 »

Leszek napisał
Cytuj
Nie zauważyłem w filmie matrycy rzeczywistości.
Było tam jakieś Phi?

Całe życie jest rodzajem holograficznej matrycy rzeczywistości.  Fabuła pokazuje swoistą fraktalność czasu jak i wielowymiarowość  światów równoległych, gdzie historia toczy się z alternatywna fabułą zdarzeń, wynikłą z podjętych przez nas decyzji.

Pytasz o phi... Czy dostrzegasz phi w tych fraktalach? Może nie odzwierciedlają zbyt dokładnie tego co chciałbym tu przedstawić, ale pokazują zamysł jaki mną kierował gdy pisałem poprzedniego posta.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=JIE8eSQBSLg" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=JIE8eSQBSLg</a>

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=wW-HVXozLnw" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=wW-HVXozLnw</a>

Wyobraź sobie że ten fraktal obrazuje różne weresję rzeczywistości które zarazem dają efekt nieskończoności jak i jedności bytu. 
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl