logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Ostateczny krach krajowego pieniądza? Unie walutowe coraz bliżej  (Przeczytany 2193 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1745
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Ostateczny krach krajowego pieniądza? Unie walutowe coraz bliżej
« dnia: Październik 31, 2010, 14:58:20 »
Ostateczny krach krajowego pieniądza?
Unie walutowe coraz bliżej

Mariusz Piotrowski
2010-10-30


Zobacz też film: Mistrzowie Pieniędzy - Jak Międzynarodowi Bankierzy Zdobyli Kontrolę Nad Ameryką
 http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,480.msg2504.html#msg2504



Jeszcze przed wybuchem globalnego kryzysu wydawało się, że poszczególne regiony świata pójdą w ślad za Unią Europejską i wprowadzą swoje własne waluty. Gdyby się udało, waluty na świecie można by było policzyć na palcach. Jednak efekty kryzysu, które mocno dały się we znaki krajom strefy euro, sprawiły, że z początku entuzjastyczne plany zostały odłożone na później. Pytanie pozostaje jednak w dalszym ciągu aktualne: czy unie walutowe mają przyszłość?
Obecnie największą i najbardziej reprezentatywną unią walutową jest powołana do życia 1 stycznia 1999 roku strefa euro. Zrzesza ona 16 krajów (od stycznia 17, gdy euro wprowadzi Estonia) zamieszkanych przez niespełna 330 mln mieszkańców, a jeśli "nowe" kraje UE zgodnie z zapowiedziami spełnią wymogi konwergencji, w ciągu kilku lat liczba członków klubu euro zwiększy się jeszcze bardziej. Nadzorowana przez własny bank centralny europejska unia walutowa to naturalna konsekwencja integracji gospodarczej, która przez lata była wzorem dla organizacji regionalnych z innych części świata, dążących do powielenia tego schematu. W różnych miejscach świata rodziły się pomysły na wprowadzenie wspólnej waluty. Było tak aż do wybuchu globalnego kryzysu, który ujawnił to, że oprócz niezaprzeczalnych zalet wspólna waluta ma też liczne wady. Przypadek Grecji, która stojąc na krawędzi bankructwa, poważnie zagroziła dalszej egzystencji euro, sprawił, że wiele pomysłów zostało zawieszonych w czasie. Wciąż jednak powstają nowe i niewykluczone, że już za kilka lat na całym świecie będziemy mieli tylko kilka walut. Jaka jest ich przyszłość? - Projekty wprowadzenia regionalnych unii walutowych zostały teraz mocno odłożone w czasie - komentuje dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers. - Jeszcze kilka lat temu takie propozycje były składane bardzo często, ale wynikało to z innego postrzegania strefy euro, która jeśli chodzi o skalę była projektem pionierskim. Wskazywano wówczas głównie na korzyści wynikające z braku wymienności waluty w jednym obszarze gospodarczym i wiążące się z tym oszczędności. Jednak grecki kryzys wykazał dobitnie wszystkie wady i słabości euro. A przede wszystkim to, że trudno jest stosować wspólną politykę monetarną i odrębną politykę gospodarczą. W przypadku unii walutowej kluczowym zagadnieniem jest spójność w zakresie polityki fiskalnej - dodaje.

- Ostatni kryzys finansowy pokazał, że dla dobrego funkcjonowania tego typu tworu konieczna jest pełna harmonizacja innych elementów gospodarczego życia państw w nim uczestniczących. System podatkowy, budżet, sprawy socjalne - te wszystkie kwestie w poszczególnych krajach muszą być podobne lub niewiele się różnić. Jeśli różnice w ich wyglądzie są tak duże jak w UE między Niemcami a Grecją, to mamy gotową katastrofę. Bez koordynacji rodzą się problemy i myślę, że entuzjastów powołania wspólnych walut grecka lekcja dużo nauczyła - komentuje Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion Doradcy Finansowi.

Najbardziej zaawansowane prace nad przygotowaniem wspólnej waluty prowadziło sześć krajów Zatoki Perskiej: Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar, Bahrajn i Oman (który zrezygnował z projektu w 2007 roku). Arabscy szejkowie prowadzili pierwsze rozmowy nad jednym pieniądzem już od końca lat 80., a wzorem dla nich była strefa euro. W tym celu wszystkie związały swoje lokalne waluty z dolarem, a w 2008 roku kraje te powołały do życia wspólny rynek. Plany były wyjątkowo ambitne - już w tym roku sześć krajów miało powołać do życia wspólny bank centralny, który zacząłby emitować jedną, wspólną dla wszystkich walutę. Jeszcze w maju ubiegłego roku Abdullah bin Saud Al-Thani, szef banku centralnego Kataru, utrzymywał, że jest to realna data i wszystkie kraje będą mocno pracowały, aby osiągnąć wyznaczony cel. Tak się jednak nie stało - członkowie rady państw Zatoki Perskiej tymczasowo zawiesili starania o wprowadzenie wspólnej waluty i opóźnili jej wprowadzenie przynajmniej o pięć lat do 2015 roku. Bezpośrednią przyczyną opóźnienia była kłótnia między dwiema największymi gospodarkami grupy - Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi - o siedzibę przyszłego arabskiego banku centralnego. Saudyjczycy tłumacząc, że są największą gospodarką w regionie i mają największe międzynarodowe znaczenie, uparli się przy Rijadzie, na co szejkowie z Emiratów obrazili się i wycofali się z tworzenia wspólnej waluty. Wkrótce okazało się zresztą, że szejkowie z ZEA, a konkretnie z jednego najbogatszych emiratów, czyli Dubaju, sami mają poważne problemy finansowe. Pod koniec ubiegłego roku emirat Dubaju ogłosił, że jego fundusz inwestycyjny Dubai World nie może spłacić 60 mld dol. zadłużenia, i zaproponował swoim wierzycielom negocjacje. Bankructwo emiratu, które mogło spowodować gigantyczny wstrząs na międzynarodowych rynkach finansowych, było blisko, sytuację uratowała dopiero pomoc finansowa Arabii Saudyjskiej i sąsiedniego emiratu Abu Zabi. Czy może dziwić, że w tej sytuacji prace nad wspólną walutą zostały zawieszone? - Kraje arabskie i azjatyckie, które przecież także snuły plany wprowadzenia wspólnej waluty, przekonały się, że projekt koordynujący tylko politykę monetarną jest bardzo ryzykowny. Z kolei dalej idąca koordynacja polityki gospodarczej wiąże się z utratą suwerenności, co jest trudne do zaakceptowania dla polityków - mówi Kwiecień.

Poważnie o wspólnej walucie myśli się też w Azji. Po raz pierwszy takie pomysły pojawiły się w latach 1997-98, kiedy dewaluacja tajlandzkiego bahta doprowadziła do lokalnego kryzysu finansowego, w którym ucierpiały wszystkie globalne waluty. Nad jednym pieniądzem zastanawia się ASEAN, czyli zrzeszające dziesięć państw Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej. Na razie jego główne wysiłki idą w kierunku budowy wspólnej strefy gospodarczej na podobieństwo UE, która miałaby powstać do 2015 roku. Jeśli to się powiedzie, rozmowy na temat wspólnego pieniądza będą kontynuowane. - Musimy zająć się tym zagadnieniem. Wprowadzenie wspólnego pieniądza może zająć dziesiątki lat, ale myślę, że jest to proces nieunikniony - komentował Haruhiko Kuroda, prezes Asian Development Bank. Azjatyckie kraje szukają porozumienia, bo - jak twierdzą ekonomiści - do 2050 roku ten kontynent stanie się największym i najsilniejszym blokiem gospodarczym na świecie. Wspólna waluta - przekonują eksperci - zmniejszyłaby koszty transakcyjne między krajami i chroniła cały region przed interwencjami z zewnątrz. - Azjatyckie kraje powinny nauczyć się z przykładu strefy euro, że wprowadzenie jednej waluty bez pełnej fiskalnej koordynacji jest poważnym błędem - komentuje Tim Condon, ekonomista z ING.

Uznaje się, że wstępnym krokiem do przyjęcia wspólnego pieniądza jest utworzenie w ubiegłym roku przez kraje ASEAN oraz Chiny, Japonię i Koreę Południową specjalnego funduszu wartego 80 mld dol., z którego pieniądze będą przeznaczane na pomoc tym krajom grupy, które się znajdą w finansowych tarapatach. 80 proc. środków zapewnią trzy największe kraje, resztę - wszyscy członkowie ASEAN razem wzięci.

Często przy wprowadzaniu nowej waluty równie ważna co pobudki gospodarcze jest ideologia. Z tego założenia wyszli członkowie antyliberalnej organizacji ALBA (w wolnym tłumaczeniu: Boliwaryjskie Stowarzyszenie Ludzi Naszej Ameryki) zrzeszającej obecnie dziewięć krajów regionu: Ekwador, Honduras, Nikaraguę, Saint Vincent i Grenadyny, Antiguę i Barbudę, Dominikę, Boliwię, Wenezuelę i Kubę. Głównym animatorem tej organizacji jest prezydent Wenezueli Hugo Chavez znany z lewicowych poglądów i swej niechęci do USA. Pod koniec ubiegłego roku kraje ALBA zapowiedziały wprowadzenie nowej wspólnej waluty, którą nazwały "sucre". Od początku tego roku została ona wprowadzona do rozliczeń międzyrządowych jako waluta wirtualna. Władze organizacji nie wykluczają, że w ciągu kilku najbliższych lat stanie się ona pieniądzem regionalnym wzorowanym na euro. Jednak ekonomiści o tym projekcie wyrażają się sceptycznie - ich zdaniem gospodarki dziewięciu zrzeszonych krajów są zbyt różnorodne i łączą je zbyt słabe więzi gospodarcze i handlowe.

Kto wzorem unii walutowej? Amerykanie

Według Przemysława Kwietnia dobrym przykładem, do którego powinny równać regiony poważnie myślące o integracji walutowej, są... Stany Zjednoczone. - Jest to jeden kraj, ale trzeba pamiętać, że jego poszczególne stany dysponują względną autonomią i mają własne budżety. To tak naprawdę pierwszy poważny projekt unii walutowej, który ma już ponad 200 lat i jak na razie się sprawdza. Oczywiście, w USA mamy do czynienia z dużą spójnością w zakresie polityki gospodarczej i monetarnej, a rynek pracy jest względnie elastyczny, i właśnie dlatego możliwe jest tak sprawne działanie - uważa główny analityk X-Trade Brokers.

A może jedna wspólna waluta?

W tle dyskusji o uniach walutowych w ubiegłym roku wybuchła niespodziewanie dyskusja na temat stworzenia nowej światowej waluty rezerwowej. Wobec słabości amerykańskiej gospodarki i dolara pojawiły się mocne głosy, według których dni waluty USA jako światowej waluty rezerwowej są policzone. Wśród głównych kandydatów do zajęcia miejsca dolara ekonomiści wymieniali chińskiego juana, jako powód podając rosnącą potęgę gospodarczą Państwa Środka. Mocno lansowano też pomysły stworzenia zupełnie nowej międzynarodowej waluty. Najgorętszym orędownikiem tej opcji był prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, który w lipcu ubiegłego roku przy okazji szczytu G8 we włoskiej L'Aquilli poszedł nawet o krok dalej. Tuż po zakończeniu rozmów wyjął z kieszeni niepozorną monetę i pokazał zdumionym dziennikarzom. Nazwana roboczo "światową walutą przyszłości" moneta z napisem "Jedność w różnorodności" została wybita w Belgii. - Ponadnarodowa waluta interesuje wszystkich, także mennice - powiedział Miedwiediew. - To dobry znak - dodał. Również niektórzy polscy ekonomiści zgadzali się wówczas, że wyparcie dolara z pozycji czołowej waluty świata to tylko kwestia czasu. - Jest to nie tylko możliwe, ale też nieuniknione. Takie rzeczy zdarzały się już w historii. Najpierw złoto wypchnęło z rynku inne metale, potem pojawił się funt, który na skutek upadku Imperium Brytyjskiego został zastąpiony przez dolara. W XXI wieku na pewno pojawi się inny system rozliczeń, który zastąpi obecny - twierdził w rozmowie z Wyborczą.biz prof. Krzysztof Rybiński.

Z pewnością nie nastąpi to jednak szybko. - Jeśli już, to ten proces będzie rozbity na dekady. Obecnie pojawiające się co jakiś czas pomysły to zagrywki czysto polityczne. Oczywiście, nie oznacza to, że dolar będzie na zawsze walutą rezerwową, bo do momentu upadku imperium tak samo w przypadku funta wydawało się Brytyjczykom. Jednak w dzisiejszych czasach rola dolara w światowej gospodarce jest znacznie bardziej poważna i zakorzeniona. Po II wojnie światowej potęga gospodarcza USA była tak przytłaczająca, że wszystkie inne kraje same chciały, aby to właśnie amerykańska waluta stała się tą najważniejszą. Trudno będzie to obecnie zmienić, nawet mimo niezbyt rozsądnej polityki gospodarczej USA - uważa Kwiecień. Zgadza się z nim Kuczyński. - Mimo problemów amerykańska gospodarka pozostaje światowym hegemonem, odpowiadając za 25 proc. globalnego PKB. Nie zmieni się to, nawet jeśli jej znaczenie zmniejszy się do 15-20 proc. wartości światowej gospodarki. Nie ma też godnego kandydata do zastąpienia dolara; na pewno nie jest nim euro, które ma swoje własne problemy, ani też chiński juan - uważa główny analityk Xelion Doradcy Finansowi. - Od pewnego czasu widać jednak, że coś się ruszyło. Szefowie dużych państw z grupy G20 są słusznie zaniepokojeni tym, co dzieje się na rynku walutowym, i stąd biorą się ich kolejne pomysły. Najgłośniej krzyczą Chińczycy i Rosjanie, ale można to zrozumieć - Rosjanie na przykład bardzo nie chcą, żeby ceny ich surowców zależały od kaprysów chwiejnego kursu dolara. Mając olbrzymie nadwyżki w eksporcie, chcą mieć stabilną walutę - uważa Kuczyński.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.biz - http://wyborcza.biz/biznes/0,0.html
« Ostatnia zmiana: Październik 31, 2010, 15:00:14 wysłana przez Leszek »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1745
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Prezydent Komorowski chce wpisać UE do konstytucji
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 17, 2010, 08:53:02 »
Prezydent Komorowski chce wpisać UE do konstytucji.

Ten projekt - mówił prezydent - można określić jako "Polska w Europie".
Prezydent wyjaśnił, że zaproponuje przepisy, które będą uwzględniały nasze członkostwo w UE, jak i zaakceptowanie przez Polskę wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego.


- Są to przepisy, które mają z jednej strony potwierdzić nasze członkostwo w UE i odbić to w konstytucji, ale również przepisy, które mają ułatwić implementację Traktatu Lizbońskiego w praktyce funkcjonowania - powiedział.

Poinformował, że w projekcie znajdą się też przepisy, które mają ułatwić Polsce uczestniczenie w pogłębieniu procesu integracji europejskiej, ze szczególnym uwzględnieniem zapisu dotyczącego Narodowego Banku Polskiego, w perspektywie wejścia naszego kraju do strefy euro.

- Jest to propozycja rozdziału w konstytucji, którego niewątpliwie zabrakło, ze względu na to, że Polska przyjęła konstytucję przed wejściem do Unii Europejskiej, a dzisiaj ma coraz dalej idące aspiracje - stwierdził.

Będzie cały nowy rozdział

Prezydencki minister, odpowiedzialny za sprawy prawne Krzysztof Łaszkiewicz powiedział dziennikarzom, że propozycja przygotowana przez prezydenta to "całkowicie nowy rozdział konstytucji - 10a - który określa w sposób jednoznaczny naszą rolę w UE".

Jak zaznaczył, zgodnie z projektem artykuły dotyczące NBP i Rady Polityki Pieniężnej wejdą w życie, kiedy Polska stanie się członkiem strefy. Minister zwrócił uwagę, że wówczas NBP nie będzie się zajmował m.in. "obszarem tworzenia pieniądza", ponieważ będzie to już obszar unijny, w związku z czym Rada Polityki Pieniężnej straci "swoją konstytucyjną funkcję".

Przypomniał też, że obecnie prezes NBP podlega pełnej kontroli NIK. Dodał, że po wejściu Polski do strefy euro, NIK będzie kontrolować tylko to, co będzie wynikało z przepisów prawa polskiego w odniesieniu do naszego banku centralnego.


Istotną kwestią - według ministra - jest to, iż te przepisy wprowadzą możliwość głosowania do Parlamentu Europejskiego przez osoby zamieszkałe na terenie RP, które są obywatelami innych państw UE, jak i również Polaków zamieszkałych na terytorium państw unijnych.

Projekt uwzględnia także procedury ewentualnego wystąpienia RP z UE. Łaszkiewicz zwrócił uwagę, że obecnie nie ma takich uregulowań, gdyż konstytucja powstawała w czasie, kiedy nie byliśmy jeszcze członkami UE. "Kiedy weszliśmy do UE, to stało się oczywiste, że muszą być stworzone pewne procedury, które np. pozwolą wyjść z UE" - mówił prezydencki minister.
PAP

http://www.wykop.pl/link/522687/prezydent-chce-wpisac-ue-do-konstytucji-prawdziwy-koniec-naszej-niepodleglosci/