logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"  (Przeczytany 136768 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 605
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"
« Odpowiedź #30 dnia: Kwiecień 22, 2011, 01:28:16 »
Cytat: east
Świetny tekst, który powinien zostać polecony konstruktorom cewek (Tesli, Rodina etc ). To, co Ci panowie sądzą, że  wymyślili znajduje się  w nich samych Uśmiech
W każdym z nas działa zatem Święta Geometria  :))

Cewka Marduka




+13
    1+13=14=  5
  14+13=27=  9
  27+13=40=  4
  40+13=53=  8
  53+13=66=  3
  66+13=79=  7
  79+13=92=  2
  92+13=105=6
105+13=118=1

x5
           1x5=5=5
         9x5=45=9
         8x5=40=4
         7x5=35=8
         6x5=30=3
         5x5=25=7
         4x5=20=2
         3x5=15=6
         2x5=10=1

Torus Rodina

« Ostatnia zmiana: Listopad 12, 2014, 21:00:16 wysłana przez Leszek »

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 227
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"
« Odpowiedź #31 dnia: Kwiecień 25, 2011, 16:14:19 »
Pieśń nadawana z Gizy i wzmacniana poprzez siatkę fal stojących 127 świętych miejsc oddalonych od Gizy o wartości związane z ciągiem Fibonnaciego:





http://www.human-resonance.org/phi.html

...zarejestrowana jako "anomalia na wszystkich częstotliwościach" przez satelitę GOES-10 w 2002 roku:




http://www.human-resonance.org/sphere.html

pozdrawiam
« Ostatnia zmiana: Listopad 12, 2014, 20:57:21 wysłana przez Leszek »

Offline jolkaz

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 74
    • Zobacz profil
Odp: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"
« Odpowiedź #32 dnia: Kwiecień 27, 2011, 13:13:42 »
Ciekawy moim zdaniem wywiad -nie wiem czy wybrałam dobre miejsce
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=R4to5afav3A" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=R4to5afav3A</a>
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 27, 2011, 21:07:02 wysłana przez Michał-Anioł »

Tijavar

  • Gość
Tajmenica Związków - Sensei Sunya Kjolhede
« Odpowiedź #33 dnia: Maj 01, 2011, 14:14:15 »
Trochę z innej mańki, taki wstęp do kolejnych ciekawych rozważań  :-)


TAJEMNICA ZWIAZKÓW

„Bliskość” to jedno ze słów, które bywają zbyt często używane, gdy mówi się o praktyce zen, tak
bardzo bowiem trafia w sedno. Czym jednak tak naprawdę jest bliskość? I czym są związki?

SENSEI SUNYA KJOLHEDE
Fragment teisia wygłoszonego w kwietniu 2004 roku i zamieszczonego w biuletynie Windhorse Zen Community (XI-XII 2006)

[

Tyle napisano o tym książek, tak wiele energii psychicznej i emocjonalnej poświęcamy pracy nad tą sfera życia. Czas płynie i moje życie, praktyka i małżeństwo podlegają nieustannym zmianom, a ja zaczynam postrzegać związki jako nie mniej, lecz coraz bardziej zagadkowe.

Wszelkie opinie, jakie miałam kiedykolwiek na ich temat, wydaja mi się dziś zupełnie bezużyteczne. Kiedy sądzimy, że naprawdę dobrze kogoś znamy, najpewniej nie znamy go wcale. O ile ta ‘znajomość’ nie wyrasta z czegoś fundamentalnego – z rzeczywistego doświadczenia naszej własnej płynnej, ponadczasowej natury – to prawdopodobnie po prostu umieszczamy tę osobę w swego rodzaju pudełku opatrzonym imieniem i ozdobionym zlepkiem obrazów z przeszłości. Zamiast widzieć osoby i rzeczy takimi, jakie są – właśnie teraz, w tych konkretnych okolicznościach – mamy tendencje do wtłaczania siebie nawzajem w sztywne ramy znajomych obrazów, i to na nie reagujemy.

Zamykając innych w takich schludnych pudełkach, nie musimy zmagać się z tajemnicą, z niewiedzą, która tak bardzo nas niepokoi. Czym w ogóle jest osoba? I bardziej konkretnie, czym lub kim jesteś ty? To pytanie doprowadza nas od razu do samego sedna praktyki zen, wprost do Mu, do oddechu, do tej żywej, niepowtarzalnej chwili. Jakże możemy mieć nadzieje na bliskość z inną osobą, jeżeli nie pozostajemy w głębokim kontakcie z tym Prawdziwym, które wykracza poza nazwę i formę, poza życie i śmierć, z tym, co właśnie w tej chwili oddycha, mruga, słyszy dźwięki, widzi kształty i kolory?

Jeżeli zakładamy istnienie „ja” (a robimy to bezwiednie, dopóki nie przenikniemy na wskroś tego głęboko w nas zakorzenionego złudzenia), automatycznie powołujemy do istnienia cała rzesze „innych”. Gdy nie dostrzegamy zasadniczej doskonałości i jedności wszystkiego, co się przejawia, próby „nawiązywania relacji” z niezrozumiałym, skomplikowanym i często przerażającym światem „dziesięciu tysięcy miriadów rzeczy” stanowią pasmo nieustannych zmagań. Gubimy się, usiłując znaleźć właściwe podejście, najlepszy sposób manipulowania ludźmi i „relacjami” oraz naginania ich do własnych upodobań.

W nurcie New Age jest takie popularne powiedzenie: „By móc kochać innych, musisz najpierw pokochać siebie”. Co to jednak oznacza, kochać siebie?
Czyż „nawiązywanie relacji” z sobą samym nie zakłada istnienia fundamentalnego podziału? Czy nie lepiej po prostu być, doświadczać, kochać, bezpośrednio, bez gromadzenia pojęć i teorii na temat relacji z innymi czy z sobą? Czyż, wikłając się w te poglądy, nie ulegamy złudzeniu, ze istnieje jakaś odrębna, odgrodzona od wszystkiego osoba? Czy w ogóle istnieje coś takiego – odrębna rzecz lub osoba, oddzielona i niezmienna?

„Przyczyna naszych trosk jest złudzenie ego” – mówi mistrz zen Hakuin w swojej „Pieśni ku chwale zazen”. W przypadku wielu ludzi wszystkie te poglądy dotyczące kochania samego siebie i sposobów tworzenia relacji z innymi tylko pogłębiają fundamentalny zamęt oraz poczucie osamotnienia i oddzielenia.

Cały problem polega właśnie na tym rozróżnieniu, na brzemieniu złudnego poczucia „ja”, które dźwigamy, hołubimy i chronimy, a potem czynimy wielki wysiłek, by przedstawiać je innym w korzystnym świetle. Choć niewidoczne, wciąż staje nam na drodze, jak mur oddzielający nas od innych.
Uniemożliwia prawdziwą bliskość i sprawia, że czujemy się samotni i niespełnieni, zachodząc w głowę, jak sobie radzić w „związkach”.

Jak możesz oddzielić swoje „ja” od poduszki czy krzesła, na którym siedzisz? Od powietrza, które przez ciebie przepływa? Od dźwięków, świergotu ptaków, odczuć w ciele, których doświadczasz w tej właśnie chwili? Właśnie teraz, gdzie przebiega granica pomiędzy tobą, a pieśnią ptaka? Gdzie dokładnie kończysz się ty, a zaczyna osoba siedzącą obok?

A jeśli naprawdę istnieje tylko ta chwila – nie drobny wycinek czasu, lecz wibrujące, zmienne, nieuchwytne doświadczanie – ta żywa, niezgłębiona Chwila? W Sutrze Kandzeon śpiewamy: „Ta chwila powstaje z umysłu, ta chwila sama jest umysłem”. Prawdziwym Umysłem. Mu! Tu nazwy i etykiety unoszą się jedynie na powierzchni,  a wszystkie wyobrażone, ostre, wykreowane przez nas granice rozpuszczają się.

A jeśli to prawda, jak uczą nasi przodkowie w Dharmie, że oddzielne „ja” w ogóle nie istnieje – że nie ma nikogo, kogo można by chronić, wzmacniać, kochać czy nienawidzić? Czy nie przypominałoby to wówczas kochania lub nienawidzenia bezmiaru przestrzeni?
Niemiecki poeta Rilke w jednym ze swoich wierszy pisze właśnie o tym:

Wnętrze: czymże jest,
jeśli nie zwielokrotnionym niebem
przeszytym ptakami
i pogłębionym powrotnymi wiatrami.


W dogłębnym doświadczeniu tej chwili granica miedzy „wnętrzem” i „zewnętrzem” załamuje się. Co wtedy? Kiedy Mu, Kto? albo świadomość oddechu wypełnia każdą szczelinę naszego istnienia, całą czasoprzestrzeń, wreszcie docieramy do siebie, do domu. Co wówczas możemy powiedzieć o związkach? W tej niepodzielnej całości któż miałby nawiązywać relacje i z kim?

Wtedy załamują się wszystkie techniki, teorie i strategie. Rozpada się wszystko, co nie jest prawdziwe. Jeżeli pozostajemy w kontakcie z Tym, nasze reakcje wobec innych wypływają z głębszych pokładów naszej istoty, a nasze oczy i serce widzą ich jaśniej. Istotą wszystkiego jest bezmierna, żywa tajemnica, zaś wszelka wiedza przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Ta niewiedza może jednak budzić niepokój, szczególnie wtedy, gdy doświadczenia życiowe drugiej osoby, jej osobowość i punkt widzenia różnią się diametralnie od naszych. Jak pisał Joseph Conrad: „Dopiero wtedy, gdy zmagamy się z najgłębszymi potrzebami drugiego człowieka, zaczynamy dostrzegać, jak niepojęte, pełne wahań i mgliste są istoty, które dzielą z nami światło gwiazd i ciepło słońca”.

Niełatwo trwać w tym stanie niepojmowania, nie uciekając się do myśli, osądów i psychologicznych interpretacji mających wypełnić ziejącą otchłań, która otwiera się u naszych stóp. A jednak, jeśli pozwolimy sobie na to, by zanurzyć się w tej ciemności, bardziej się w niej zadomowić i rozluźnić, i po prostu być z „innym” i go doświadczać, otwiera się przed nami nowy wymiar.  Jak powiedział kiedyś jeden z mistrzów zen: „Nie wiedzieć to pozostawać w największej bliskości”. Jest to tez z pewnością najlepszy punkt wyjścia dla każdego związku.


Praktyka zen nieustannie sprowadza nas z powrotem do cechującego się niewyczerpaną świeżością punktu zerowego, otwierając nas na „zwielokrotnione niebo” naszego własnego istnienia. Uwalnia nas od płaskiej monotonii pozornej zażyłości (fabrykowanej przez nasz pogrążony w nawykach umysł) i pozwala dostrzec cud, jakim jest stojąca przed nami wyjątkowa, wciąż zmieniająca się istota – równie zadziwiający przejaw kosmicznych sił, co wirujące galaktyki i świetliste gwiazdy.


PRZEKŁAD OLENA WAŚKIEWICZ
« Ostatnia zmiana: Listopad 12, 2014, 20:48:22 wysłana przez Leszek »

Tijavar

  • Gość
Odp: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"
« Odpowiedź #34 dnia: Maj 03, 2011, 18:33:44 »
Rosi: Chciałbyś coś powiedzieć, czy tak?

Uczeń: Tak.

Rosi: Mów śmiało.

Uczeń: Powiedziałeś, żebym siebie zapytał: „Dlaczego nie potrafię po prostu widzieć, gdy patrzę? Dlaczego nie potrafię po prostu słyszeć, gdy słucham? Dlaczego nie mogę pojąć, że gdy zostaję uderzony twoim kijkiem i wołam: „Och!”, to „Och!” jest całym wszechświatem?”
Widzę na przykład ten kijek w jego ograniczonym aspekcie i nic więcej. Widzę tę matę tylko jako matę. Słyszę dźwięk jako dźwięk i nic ponad to.

Rosi: Widzisz rzeczy jednostronnie. Przypuśćmy, że zasłonię swą głowę szatą i wzniosę ręce do góry. Jeśli ujrzałbyś tylko dwie ręce , to mógłbyś pomyśleć, że są to dwa przedmioty. Gdy odsłonię się jednak, odkrywasz, że ja również jestem całą osobą, a nie tylko dwiema rękami. W podobny sposób musisz sobie uprzytomnić, że jeśli traktuje się rzeczy jako oddzielne całości, to jest to tylko połowa prawdy.

Pójdźmy jeszcze krok dalej. Przyjrzyjmy się  temu wentylatorowi obok. Znajduje się on w powiązaniu ze stojakiem, stojak ze stołem, stół z podłogą, podłoga z pokojem, pokój z domem, dom z Ziemią, Ziemia z niebem, niebo z wszechświatem. Zatem wentylator ten nie istnieje tylko sam z siebie, ale jest powiązany z całym wszechświatem, zaś gdy się porusza, porusza się cały wszechświat. Naturalnie, to co ci przed chwilą powiedziałem, nie jest wyrazem rzeczywistości, lecz jedynie jej wyjaśnieniem.

I dalej: wyobraź sobie koło z punktem w środku. Bez punktu środkowego nie ma koła, bez koła nie ma punktu środkowego. Ty jesteś tym punktem środkowym, wszechświat jest kołem. Gdy ty istniejesz, istnieje wszechświat, a gdy ty znikasz, wtedy tak samo znika wszechświat. Wszystko znajduje się we wzajemnym powiązaniu i we wzajemnej zależności.

Ta skrzynka na stole nie istnieje niezależnie. Istnieje w związku z moimi oczyma, które widzą ją inaczej niż twoje i jeszcze inaczej niż oczy kogoś trzeciego. A zatem, gdybym oślepł, ta skrzynka przestałaby dla mnie istnieć.

Weźmy jeszcze inny przykład. Wyobraź sobie, że jesz cukier podczas choroby. Ma on dla ciebie gorzki smak i mówisz: „Jest gorzki”, chociaż ktoś inny mówi: „To jest cukier, jest słodki”. Dla ciebie jest jednak gorzki. Gorzkość cukru jest więc również uwarunkowana twoim zmysłem smaku; jego właściwości zależne są od ciebie.

Całe istnienie jest względne, a jednak każdy z nas stwarza swój własny świat; każdy postrzega go zgodnie ze stanem swego umysłu.

Uczeń: Wszystko to rozumiem teoretycznie. Mogę przyjąć, że jeśli zniknie słońce, zniknę i ja, lecz nie mogę wyobrazić sobie, że ja sam jestem słońcem lub całym wszechświatem.

Rosi: Ale jesteś. Jeśli umrzesz, wszechświat umrze z tobą, bo ty i wszechświat nie jesteście oddzieleni, nie jesteście osobno. Oświecenie jest niczym innym jak uprzytomnieniem sobie, iż świat zróżnicowania i świat niezróżnicowania nie są dwoma światami. Gdy doświadczysz tego bezpośrednio i przekonująco, wtedy będziesz oświecony.

Philip Kapleau - Trzy Filary Zen  

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 615
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"
« Odpowiedź #35 dnia: Maj 04, 2011, 10:44:07 »
Czarodziejski to śpiew roztaczasz Tijavar ..
Właściwie , to kto roztacza ? Jedna świadomość. To, że tutaj dziś trafiłem znowu jest powodem do radości, ponieważ sam siebie przywiodłem do tego punktu. Dziękuję Ci, inny ja ...
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Tijavar

  • Gość
Odp: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"
« Odpowiedź #36 dnia: Maj 04, 2011, 23:04:59 »
Ja tylko transmituję to, co ze mną rezonuje  ;)  :tuli:

Tijavar

  • Gość
Odp: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"
« Odpowiedź #37 dnia: Maj 09, 2011, 22:00:25 »

Uczennica: Mam kilka pytań, lecz nie mam ochoty ich zadawać.

Rosi: Dobrze! Jeśli nie ma niczego, co by cię niepokoiło czy martwiło, to lepiej jest nie zadawać pytań, ponieważ właściwie nie ma im końca. Odrywają cię coraz bardziej i bardziej od twojej jaźni, podczas gdy pytanie: „Kim jestem?” prowadzi cię do promiennego jądra twej istoty.

Uczennica: W tej chwili o nic się nie martwię.

Rosi: Nie oddzielaj się od „Kim jestem?”. Odpowiedzi na wszystkie pytania znajdą się same, gdy tylko urzeczywistnisz swoją Własną Naturę.


No i... tak właśnie jest ;)

Tijavar

  • Gość
Mgły Avalonu
« Odpowiedź #38 dnia: Maj 15, 2011, 13:34:00 »
„Morgaine opowiada […].
Był czas, kiedy podróżny, jeśli tylko posiadał wolę i znał choćby,  niektóre z tajemnic, mógł wypłynąć swoją łodzią na Letnie Jezioro i nie zachodząc do mnichów w Glastonbury, udać się na Świętą Wyspę Avalonu. Wrota między światami rozpływały się wtedy we mgłach i otwarte były w obie strony – tak jak sobie umyślił i jak chciał podróżny. To wielka tajemnica, którą w naszych czasach znał każdy wtajemniczony – ludzie tworzą otaczający nas świat, przez to, o czym myślą, każdego dnia na nowo.

Księża uważają, że umniejsza to moc ich Boga, który raz na zawsze stworzył niezmienny świat, i zamknęli te wrota (które były wrotami jedynie w ludzkiej wyobraźni). Dziś droga prowadzi tylko do wyspy mnichów, którzy chronią ją dźwiękami dzwonów swoich kościołów. W ten sposób przepędzają wszystkie myśli do innego, leżącego w ciemności świata. Mówią nawet, że ów świat – jeśli w ogóle istnieje – należy do diabła i że jego wrota prowadzą do piekła; twierdzą, że może nawet sam ten świat jest piekłem […].

Owi kapłani jednego Boga i jedynej prawdy nie wiedzą bowiem, że nigdy nie było i nie będzie prawdziwej historii. Prawda ma wiele oblicz i jest jak dawna droga do Avalonu: od twojej woli i od twoich myśli zależy, dokąd cię zaprowadzi. Od ciebie zależy, czy w końcu dotrzesz do Świętej Wyspy Wieczności, czy też do mnichów z ich dzwonami, śmiercią, diabłem, piekłem i potępieniem […]”


Marion Zimmer Bradley, Mgły Avalonu



Te słowa wypowiedziane w zamierzchłych czasach przez Morgan le Fay, kapłankę jeziora, znów zyskują na aktualności. Najwidoczniej mnichom z Glastonbury i ich następcom nie udało się do końca zamknąć wrót do innych światów tymi wszystkimi swoimi prawdami, które jako jedyne dają zbawienie. Nowa, spirytystyczna epoka: rodząca się nowa rzeczywistość czy tylko fatamorgana?

A propos fatamorgany – to znane powszechnie pojęcie zawdzięczamy także kręgowi dawnych legend o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu. To właśnie Morgana le Fay, przyrodnia siostra króla Artura, z zemsty i z powodu urażonej dumy sprawiła, że w niedzielę wielkanocną w sali rycerskiej zamku Camelot pojawił się i zniknął złudny obraz świętego Graala; w ten sposób czarodziejka rozproszyła rycerzy okrągłego stołu po całym świecie.

Odwiedzając święte Glastonbury, tę angielską Jerozolimę, miejsce, gdzie pochowany jest król Artur wraz z żoną Ginewrą, gdzie dorastał Thomas Basket i gdzie, jak mówi legenda, znajdowała się kraina mgieł, którą władały kapłanki Jeziora – Avalon, jeszcze dziś poczuć można tchnienie tajemnic i mitów.

W dzisiejszych czasach jednak duchowy rozwój świadomości nie jest już ułudą. Chyba nadszedł czas, w którym wrota oddzielające światy zaczynają się powoli uchylać. Uważana długo za zaginioną pradawna wiedza o tym, jak zapanować nad czasem, znów się objawia. To, co kiedyś było zastrzeżone dla nielicznych wtajemniczonych, teraz może służyć wszystkim ludziom.

(…) Co to znaczy zapanować nad czasem, rozwinąć zdolność myślenia w czterech wymiarach? Czasu nie postrzegamy w sposób bezpośredni, tak jak trzy wymiary przestrzenne, lecz doświadczamy jego upływu biernie: są to następujące po sobie wydarzenia. Po przyczynie następuje skutek.
Niekiedy odbywa się to momentalnie: jeśli popchniemy kamień, który następnie toczy się po zboczu góry. W innych sytuacjach wszystko trwa dłużej. Niektóre z naszych czynności odnoszą skutek dopiero po pewnym czasie, a wiele naszych myśli i życzeń wydaje się bezgłośnie rozchodzić w czasie i przestrzeni.

Lecz jest to tylko odczucie subiektywne. Poznaliśmy pole morfogenetyczne jako siłę twórczą, stojącą między nami a misterium czasu. Żadne zdarzenie, żadna myśl nie ginie i kiedyś ujawni swoje działanie, tyle tylko, że czas dzielący przyczynę od skutku może być tak długi, że nie widzimy związku między nimi.

Kto posiądzie zdolność zaginania czasu, ten będzie mógł dowolnie przedłużać bądź skracać rozpiętość czasu między przyczyną a skutkiem. Będzie mógł dokonywać bezpośrednich manipulacji pola morfogenetycznego i dzięki temu na życzenie powodować urzeczywistnianie się danych wydarzeń lub też nie dopuszczać do ich realizacji.

Święta geometria symbolizuje te siły w postaci dwóch spiral światła czarnego i białego. Ta prastara zasada nie jest symboliką czysto mistyczną i nie ma też nic wspólnego z moralnymi prawidłami „dobra i zła”. Jest to wyraz prawa jedności ducha i materii lub, inaczej mówiąc, jedności świadomości i grawitacji, do czego doszli również współcześni fizycy.

W mistyce danych ludów obie te zasady traktowano jako całość, ujmowaną w postać Czarnej Madonny lub rybiego pęcherza. Jednoczy ona siły aktywne i twórcze z biernymi i poddającymi się twórczemu działaniu. Nasi przodkowie doszli do tego, że te dwa pierwiastki stanowią nierozerwalnie złączone ze sobą elementy naszego życia.

W kierunku światła czarnego świadomość w coraz większym stopniu nabiera charakteru grawitacji, tzn. zagęszcza się, tworząc materię. W ten sposób zostaje spowolniony upływ czasu. Natomiast w kierunku światła białego materia staje się świadoma samej siebie, a więc grawitacja zmienia się w świadomość, a bieg czasu przyspiesza.

W skrajnych przypadkach dochodzimy do znanych z astrofizyki czarnych i białych dziur. W czarnej dziurze materia zagęszcza się w jednym punkcie, przez co czas przestaje płynąć. Z kolei w białej dziurze energia i materia zostaje uwolniona pozornie z niczego – jest to akt twórczy, bez wątpienia kierowany przez świadomość. Skutek następuje tu po przyczynie natychmiast, czas biegnie z prędkością nieskończenie wielką.

Ludzie żyją w zakresie umiejscowionym gdzieś pośrodku. Ogniwo łączące pola morfogenetyczne sprawia, iż w naszej codziennej rzeczywistości rzeczy dzieją się w tempie możliwym do zaobserwowania. Jest z pewnością warunek, dzięki któremu możemy prowadzić mniej więcej uporządkowane życie, lecz mimo to możliwość świadomego ingerowania w upływ czasu wydaje się na pewno fascynująca. W rzeczywistości rozszerzenie świadomości na czwarty wymiar należy do najważniejszych celów ewolucji człowieka. Z naszego punktu widzenia moc białego światła jest siłą napędową tego procesu, moc czarnego światła natomiast działa hamująco. (…)

Umiejętność odpowiedzialnego korzystania z tych sił wymaga oczywiście dużego stopnia dojrzałości. Nic więc dziwnego, że w mitach wszystkich kultur świata osiągnięcie odpowiedniego poziomu świadomości stanowi tylko punkt końcowy długiego procesu rozwojowego. Jako przykład mogą służyć nie tylko rycerze poszukujący Graala. Dopiero po latach wyrzeczeń i nie kończącej się walki z własnymi słabościami oczyszczony Lancelot ujrzał świętego Graala. Ale tak, jak kiedyś Mojżesz nie mógł wejść do Ziemi Obiecanej, tak i Lancelot umarł spoglądając na Graala. Dopiero jego synowi Galahadowi dane było osiągnąć cel, do którego pragnął dojść jego ojciec.

Podobną wymowę ma mit o poszukiwaniu tajemnego miejsca zwanego Shambhala, które znajdowało się jakoby gdzieś między Tybetem, Chinami a Ałtajem. I te poszukiwania zmieniają się w istocie w drogę duchowego wtajemniczenia. Jej sens objawia się w tym, że tylko ten, kto zaiste w czasie tej wędrówki dokona oczyszczenia swojego wnętrza, dotrze do Shambhali. Człowiek, który nie spełni tego warunku, choćby nawet kierował się ku odpowiedniemu miejscu na Ziemi – znajdzie tam jedynie skalne pustkowie, śnieg i dzikie zwierzęta.

Wiedza tajemna chroni się sama. Nie chodzi przy tym w żadnym razie o jakąś zasadę moralną, lecz jest to konieczność sama w sobie. Odgadnąć tajemnicę czasu znaczy przezwyciężyć prawo bezwładności materii, którego symbolem jest spirala światła czarnego. Zanim człowiek osiągnie całkowitą świadomość kosmiczną, musi poznać działanie pola morfogenetycznego, a jego elementami są przede wszystkim jego uprzedzenia, przyzwyczajenia, wewnętrzne popędy i potrzeby, jego lęki i emocje. (…)

Dziedzictwo Avalonu G. Fosar/ F.  Bludorf  
c.d... nastąpi  :)
« Ostatnia zmiana: Maj 15, 2011, 17:10:21 wysłana przez tijavar »

Tijavar

  • Gość
Odp: Słowo Pisane - "Czarodziejski śpiew"
« Odpowiedź #39 dnia: Maj 19, 2011, 17:11:27 »
Pewnego dnia człowiek z ludu rzekł do mistrza zen Ikkyu:

Mistrzu, czy mógłbym prosić cię o napisanie kilku maksym najwyższej mądrości?

Ikkyu natychmiast chwycił pędzel i napisał słowo: Uwaga.

Czy to już wszystko? – zapytał człowiek – Czy nie dodasz niczego więcej?

Ikkyu napisał wtedy dwukrotnie: Uwaga, Uwaga.

Cóż – zauważył człowiek już nieco poirytowany – doprawdy niewiele widzę głębi czy przenikliwości w tym, co napisałeś.

Wówczas Ikkyu napisał to samo słowo trzy razy: Uwaga, Uwaga, Uwaga.

Niemal wściekły, człowiek zapytał: „Cóż zatem znaczy to słowo: Uwaga?”

A Ikkyu odparł łagodnie: „Uwaga znaczy Uwaga”.


Dla zwykłego człowieka, którego umysł przypomina szachownicę krzyżujących się refleksji, opinii i uprzedzeń, niepodzielna uwaga jest
praktycznie niemożliwa. Jego życie zakorzenione jest nie w samej rzeczywistości, lecz w wyobrażeniach o niej. Zazen natomiast, poprzez skupienie umysłu w pełni na każdym przedmiocie i każdym działaniu oraz dzięki usunięciu wszystkich ubocznych myśli, pozwala wejść w pełny kontakt z życiem.                                                                                                                                            

Sam Budda w jednej z wczesnych sutr wskazał, jak należy to osiągnąć:

W tym co widziane, musi być tylko to, co widziane; w tym, co słyszane, musi być tylko to, co słyszane; w tym, co odczuwane (jako zapach, smak, czy dotyk), musi być tylko to, co odczuwane; w tym, co myślane, musi być tylko ta myśl.

« Ostatnia zmiana: Maj 19, 2011, 17:13:32 wysłana przez tijavar »