logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii  (Przeczytany 10298 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1764
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« dnia: Listopad 11, 2010, 17:17:05 »
Janusz Korwin-Mikke rozmawia z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
„Najwyższy Czas. Pismo konserwatywno-liberalne”, nr 44-45 /2000 r.
za:: http://publicdisorder.wordpress.com/2010/08/22/masoneria-janusz-korwin-mikke-rozmawia-z-prof-tadeuszem-cegielskim/


http://swietageometria.info/s/di-YFGV.jpg
Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii

Źródło: http://publicdisorder.files.wordpress.com/2010/08/fb8ee54f-1.jpg

Czy masoneria szkocka uważa Wielki Wschód za masonerię?

Masoneria nazwana przez Pana „szkocką” to bractwa regularne, czyli takie, które przestrzegają pewnych zasad sformułowanych przez wolnomularzy angielskich na początku XVIII wieku i zawartych w Konstytucjach Andersona, czyli w najstarszych statutach wolnomularskich opublikowanych w 1723 roku. Gdy jednak mówimy „szkocka” to mamy na myśli masonerię stopni wyższych skupioną w tzw. Radach Najwyższych 33 stopnia. Natomiast w Polsce wg tradycji wywodzącej się z międzywojnia, masoneria „francuska”, czy „Francuzi” – to Wielki Wschód Francji, zaś „szkocka” i „Szkoci” – to Wielka Loża Narodowa Polski. Stąd niejakie zamieszanie natury terminologicznej.

Z naszego punktu widzenia nurt reprezentowany przez Wielki Wschód Francji jest nieregularny. Jest to, owszem, wolnomularstwo – ale zasadniczo różne od naszego, przez nas nie uznawane; co oznacza, że nie możemy bywać (i nie bywamy) na ich zebraniach, nie utrzymujemy stosunków oficjalnych. Nie wykluczamy przecież stosunków towarzyskich. Tak samo jest we Francji i we wszystkich krajach, w których Wielki Wschód działa. Niektórzy używają jeszcze określenia „paramasonia”, co jednak jest niejako dyskwalifikujące. Uważamy, że zbyt mało o nich wiemy, żeby wystawiać im podobne cenzurki.

Z dwóch powodów zdecydowanie odcinamy się od wolnomularstwa Wielkiego Wschodu. Po pierwsze, dlatego że odrzuciło ono transcendencję jako źródło etyki wolnomularskiej i nie uznaje wolnomularskiego symbolu transcendencji – Wielkiego Architekta Świata. Podkreślam: ów Wielki Architekt (albo Budownik, jak ładnie określa się w polskiej tradycji wolnomularskiej), jest tylko SYMBOLEM TRANSCENDENCJI, a nie jakimś masońskim „Bogiem”. Wolnomularstwo nie jest systemem teologicznym, żeby mieć własne koncepcje Boga. Uważamy jednak, że etyka, która nie jest zakorzeniona w transcendencji, staje się przedmiotem przetargów, i manipulacji, zależna od prywatnych czy instytucjonalnych układów. Drugi powód naszego odcięcia się od Wielkiego Wschodu dotyczy polityki. Absolutnym aksjomatem i kanonem naszych zasad jest „przezroczystość” lóż pod względem politycznym. Mogą one grupować ludzi różnych orientacji, natomiast jako zbiorowość, jako struktura organizacyjna loże nie powinny brać udziału w jakichkolwiek sporach i polemikach politycznych. Nie oznacza to, że nie interesujemy się etycznym aspektem polityki. Etyka bowiem jest zawsze w centrum zainteresowania wolnomularstwa. Ale to nie oznacza udziału w polityce rozumianej jako gra partyjna, gra interesów, a tym bardziej jakieś personalne rozgrywki.

Jednakże ta gra interesów jest dość szczególna, bo kiedy w 1991 roku odwiedził Polskę Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji, to oświadczył wyraźnie, że do Wielkiego Wschodu należą prawie wszyscy deputowani socjalistyczni – a nikt praktycznie z innych partii. Więc to jest nie tylko „polityka” – ale i bardzo szczególna polityka.

Musimy wziąć poprawkę na to, czym jest Wielki Wschód Francji; jest to struktura wolnomularska, która nie ma odpowiednika na świecie. Jej rozwój zależny był od biegu wydarzeń we Francji. Powstała w 1772 roku, została rozbita w okresie rewolucji francuskiej, odbudowana przez Napoleona I, stając się narzędziem imperialnej polityki napoleońskiej. Jej specyficzna historia zaczyna się w momencie powstania III Republiki Francuskiej i narastającego tam konfliktu pomiędzy rządzącymi ekipami a Kościołem katolickim. Mam tu na myśli proces rozdziału państwa od Kościoła, który we Francji miał przebieg bardzo gwałtowny i dramatyczny. I tylko we Francji, w stopniu niespotykanym gdzie indziej, Wielki Wschód zaangażował się w ową walkę – np. ustawy dotyczące zeświecczenia szkolnictwa – cykl tych ustaw przyjętych przez parlament francuski zamyka się datą 1909 r. I do tego roku Wielki Wschód był związany z rządzącą ekipą, z nurtem…

Socjalistycznym – czy lepiej: radykalnym?

Ja bym nie nazwał go socjalistycznym. Musimy wziąć pod uwagę specyfikę francuską – nurt ten jest mieszczański i szalenie radykalny. Korzeniami rzeczywiście sięga rewolucji francuskiej, jakobinizmu, który nie był zresztą ruchem ludowym. Jakobini stanowili wąską elitę, dysponującą narzędziami terroru. Ten „odór” polityki unosi się nad Wielkim Wschodem do dzisiaj, choć od 1909 roku wiele się zmieniło. Wielki Wschód nadal jest zrośnięty z establishmentem politycznym Francji i nadal odgrywa istotną rolę. Jego przedstawiciele chętnie np. wyliczają, ilu mieli prezydentów, bodaj ośmiu, dwudziestu paru premierów, mieli też zwyczaj, że minister Oświecenia Publicznego i minister Spraw Wewnętrznych musieli być wolnomularzami. Gdy raz zdarzyło się Mitterandowi w czasie pierwszej kadencji złamać tę zasadę, to podniósł się wielki krzyk i prezydent musiał się wycofać.

Sądzę, że już nigdzie na świecie, żadna obediencja wolnomularska nie jest tak upolityczniona jak Wielki Wschód Francji.

Z naszego punktu stanowi to zaprzeczenie idei wolnomularskiej. Powstaje więc poważny problem dla wolnomularstwa regularnego: jak traktować „Wielkowschodowców”? Z jednej strony, możemy powiedzieć, że od strony etyczno-rytualnej, symbolicznej czyli w materii masońskiej, niewiele się od nas różnią. Myślę, że potrafią kultywować idee braterstwa czy równości wszystkich podmiotów ludzkich równie skutecznie, co my. Jednakże ich charakter polityczny jest zniechęcający

Czy to ich jest pałac w Ciążeniu?


Ani ich, ani nasz. Pałac w Ciążeniu, dawna siedziba biskupów poznańskich, która następnie stała się własnością prywatną. W tej chwili jest Domem Pracy Twórczej Uniwersytetu Poznańskiego im. Adama Mickiewicza – ale odróżnia to miejsce od innych przechowywanie tam słynnego zbioru masoników, od późnych lat osiemdziesiątych udostępnionego historykom. W tej chwili liczy on ponad sto tysięcy woluminów. Zbiory te są wspaniale konserwowane i łatwo dostępne. Gigantyczną pracę wykonał w Ciążeniu jeden głównie człowiek – pan Andrzej Karpowicz, który z tego powodu stał się obiektem niewybrednych ataków jakichś poznańskich faszystów.

Wielka Loża Narodowa Polski, jako organizacja apolityczna, w odróżnieniu od Wielkiego Wschodu, nie jest oczywiście naszym przeciwnikiem politycznym, tym bardziej, że należy do tego nurtu wolnomularstwa, któremu w Anglii prezyduje ks. Michał.


Tak, książę Kentu. Notabene jest to kandydat polskich monarchistów mieszkających w Wielkiej Brytanii na króla Polski. Ja sam nie byłbym przeciwny monarchii w Polsce, oczywiście monarchii konstytucyjnej i dziedzicznej, ale sądzę, że to utopia, u nas nie do zrealizowania. Duch republikański w Polsce dominuje już od czasów późnych Jagiellonów i ciężko odwrócić ten sposób myślenia.

Jak się wydaje, stosunek wpływów Wielkiego Wschodu w Polsce do wpływów Loży Narodowej kształtuje się mniej więcej jak dwadzieścia do jednego?

Tutaj bym się z Panem nie zgodził, a nawet pokłócił. W czasie Pańskiej kampanii wyborczej przeczytałem Pańskie publikacje na ten temat i tam padły liczby rzędu tysiąca, tysiąca pięciuset osób. Ja to traktuję w takich kategoriach jak dane średniowiecznych kronikarzy, którzy podając liczbę uczestników bitwy chcieli dać wyraz jak dużo ich było. Pisali więc „milion” albo „tysiąckroć po tysiąc”, co jednakże oznaczało tylko „bardzo dużo”. Żadna struktura wolnomularska w Polsce nie liczy sobie więcej niż stu kilkudziesięciu członków. To po pierwsze. Po drugie, mam wrażenie, że w szeregach Wielkiego Wschodu Polski jest wiele osób, których rola polityczna dawno się skończyła, które zupełnie nie przystają do nowych czasów, nawet jeżeli mają takie ambicje. Oni często się chwalą, mówiąc na przykład: mamy dwóch swoich ludzi w parlamencie – co nas denerwuje.

Ja np. sądzę, że do Wielkiego Wschodu Polski należy eksminister Geremek.

Na pewno nie należy! Ani Wielki Wschód nie pasuje do Geremka, ani Geremek do Wielkiego Wschodu. Profesor Geremek nie mógłby się związać z formacją, która u nas towarzysko i personalnie jest w dużym stopniu postpezetpeerowska. Jeżeli Profesor jest członkiem Wielkiego Wschodu, to ja mogę iść na emeryturę. Byłoby to wbrew całej mojej wiedzy na temat Polski, Francji, Wielkiego Wschodu Francji itd.

A dlaczego np. na prestiżowe wykłady do Sorbony zapraszany jest akurat p. prof. Geremek?

Ponieważ profesor Geremek jest historykiem związanym z ważną szkołą historyczną: szkołą Annales, z Jacquesem le Goffem i z elitą intelektualną lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Twierdzi Pan zatem, że polski „Wielki Wschód” jest postpezetpeerowski?

W dużym stopniu. Dlatego też twierdzę, że przypisywanie jakichkolwiek związków pomiędzy osobą Profesora a lożami Wielkiego Wschodu Polski jest bezpodstawne. Oczywiście, jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić. Natomiast profesor Geremek jest we Francji osobą szalenie popularną i wpływową w środowiskach niewątpliwie lewicujących, wśród elity intelektualnej związanej z College de France czy z Sorboną. Wiem, jacy ludzie im się podobają i z jakimi ludźmi są zaprzyjaźnieni. Profesor Geremek świetnie wpisuje się w tamtejszy kontekst i wyobrażenie o tym, kim jest intelektualista, kim zaś mąż stanu. I co do tego zgoda, natomiast co do związków Profesora i szerzej – lewicy Unii Wolności ze środowiskiem Wielkiego Wschodu Polski – to nie. Zresztą, Wielki Wschód Polski nie jest prostą „emanacją” Wielkiego Wschodu Francji. Jest to odrębną organizacja, która być może wbrew intencjom francuskim, a nawet na pewno wbrew tym intencjom zaczęła żyć własnym życiem i wymknęła się spod kontroli.

Czy pańskim zdaniem na Wydziale Historycznym UW silniejsza jest Wielka Loża Narodowa czy Wielki Wschód?


Są wyłącznie jednostki, które nie tworzą żadnego lobby. Ja wiem tylko o jednej osobie będącej wolnomularzem regularnym: jest to mój przyjaciel, profesor Włodzimierz Lengauer. Kilku moich dawnych studentów wstąpiło do wolnomularstwa, ale oni nie pracują na Uniwersytecie Warszawskim i nie są z nim związani. Co do Wielkiego Wschodu, to nie mam żadnej wiedzy o tym, kto z pracowników Wydziału Historycznego ewentualnie do niego należy. Poza tym, Uniwersytet nie jest teatrem walki politycznej. Owszem, polityka przekłada się w Uniwersytecie na układy towarzyskie, pewne koterie, ale rzadko kiedy uzewnętrznia się tak, jak na przykład w roku 1968.

Podobno w policji brytyjskiej nie można zostać oficerem, jeśli nie jest się masonem.

Jeżeli chodzi o pewne niewidzialne struktury czy więzi, które potem rzeczywiście decydują, powiedzmy, o awansie (wiemy np. jak nieformalne powiązania decydują o awansie w AWS-ie), to w przypadku świata anglosaskiego tym, co się liczy przede wszystkim jest wykształcenie, okoliczność, jaki uniwersytet się ukończyło. I tu odnajdujemy podstawową niewidzialną strukturę, która decyduje o wielu rzeczach, m.in. o przyjęciu do pracy, awansie. Kiedyś bardzo mnie rozśmieszył jeden z dziennikarzy Urbana, Marek Barański. Poświęcił on cały cykl artykułów pt. Laska Pana Marszałka mojemu przyjacielowi, historykowi, który pracował na początku lat dziewięćdziesiątych w Kancelarii Sejmu. Ponieważ ktoś od Urbana wyczytał, że jest wolnomularzem – którym zresztą nigdy nie był – powstał cały cykl artykułów opisujących technikę awansowania przez „masona”; padło tam kilka nazwisk. I albo pan Marek Barański jest tak wielce ograniczony albo tak leniwy, że nie zadał sobie trudu i nie sprawdził rzeczy podstawowej: mianowicie tej, że wszystkie wskazane przez niego osoby płci obojga owszem, coś łączy, ale nie to, że są członkami jakiejś loży, (bo to zostało wyssane z palca) lecz to, że wszystkie ukończyły Wydział Historyczny UW. To był ów „tajemny” klucz! Mój przyjaciel przyjął po prostu do pracy koleżanki i kolegów z Uniwersytetu.

Jeżeli nawet Wydział Historyczny zostałby zdominowany przez masonów, to byłoby to zjawisko wtórne wobec innych. Więzy przyjacielskie, zawodowe mogą owocować więzami innego rodzaju, np. partyjnymi albo wolnomularskimi. Kontakty wolnomularskie są prawie zawsze wtórne, stanowiąc rezultat wcześniej zadzierzgniętych więzów. Zatem podstawową strukturą, która tak w świecie anglosaskim, jak i niemieckim, polskim, francuskim – ale u nas w o wiele mniejszym stopniu – strukturą decydującą o wielu rzeczach, są więzi zrodzone jeszcze w murach uczelni.

W Polsce zjawisko to nie jest tak wyraźne, jak na Zachodzie, bo nie ma tu uczelni tak dobrych, o tak dużych tradycjach i tak dalece związanych z establishmentem, jak np. w Anglii. W związku z tym prestiż dyplomu nie może być równie wielki jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie hierarchia uczelni jest wyraźna i od dawna utrwalona. Gdy ktoś podejmuje studia w jakiejś tam, drugorzędnej uczelni, z góry wiadomo, że co najwyżej zostanie sędzią pokoju w swoim hrabstwie. Jeżeli zaś pójdzie do Uniwersytetu Harvarda, to zrobi karierę jako kongresman, prezes banku czy redaktor naczelny ważnej gazety. Podobnie jest w Anglii. Trzeba skończyć Eton, a potem Cambridge, Oksford lub Uniwersytet Londyński i na tym koniec. Może jeszcze London School of Economics – lista uczelni zamyka się na tych czterech pozycjach. Gdy ktoś kończy jedną z nich, w życiu publicznym, zawodowym czy nawet prywatnym spotyka swoich kolegów z uczelni, z roku. Wszyscy też zrzeszają się w klubach absolwentów uczelni – i to jest ta prawdziwa „masoneria”, „tajna” struktura, która o wszystkim decyduje. Wiedza jest potęgą, jeszcze większą koledzy z uczelni. Ci, którzy zastanawiają się dziś w Polsce nad wyborem drogi życiowej, powinni wziąć to pod uwagę.

Kiedyś redaktor Piotr Wierzbicki powiedział w nocnej audycji „Trójki” ważną i mądrą rzecz: „A po co mamy szukać jakiś powiązań masońskich, gdy podstawowa więź, która istnieje między tymi ludźmi, to fakt, że należą oni do inteligencji z Żoliborza? To jest to, a potem dopiero szukajmy innych związków.”

Czy przynależność do środowiska „Tygodnika Powszechnego” również wiąże się z przynależnością do masonerii?


Nie sądzę. Przynależność do starej inteligencji krakowskiej odgrywa tu podobną rolę, jak fakt ukończenia dobrej szkoły. To jest zamknięta grupa, wpływowa, przynajmniej w obrębie Krakowa. Jednak w Warszawie jej wpływy się kończą.

Tak, ale pan Krzysztof Kozłowski był ministrem spraw wewnętrznych, a tradycją Wielkiego Wschodu jest opanowanie dwóch resortów: edukacji i spraw wewnętrznych.


Jestem prawie pewien, że pan minister Kozłowski nie miał nigdy nic wspólnego z Wielkim Wschodem Francji. Chociażby dlatego, że w momencie, w którym został ministrem, Wielki Wschód Francji dopiero zaczynał i to bardzo nieudolnie budować swoje przyczółki w Polsce. Nieudolnie i spektakularnie, na zasadzie słonia w składzie porcelany. Popełnił poważny błąd, do którego później się przyznał, polegający na tym, że ogłosił publiczny nabór. Zaczęło się od ogłoszenia w „Gazecie Wyborczej” w 1990 roku o spotkaniu informacyjnym w warszawskim Klubie Lekarza. Byłem na tym spotkaniu wraz ze śp. Tadeuszem Gliwicem, przyszłym Wielkim Mistrzem, i to, co tam widziałem, to był horror, pogwałcenie nie tylko zasad wolnomularskich, ale i zdrowego rozsądku.

Wielki Wschód przyjmuje w swe szeregi kobiety, a panowie?

Nie, oczywiście, że nie przyjmujemy. Uważamy natomiast, że jeśli kobiety chcą tworzyć organizacje wolnomularskie, to mają do tego takie samo prawo jak my. Nie uznajemy równocześnie koncepcji rytu mieszanego, czyli tej, którą wyznaje Światowy Zakon Rytu Mieszanego „Droit Humain” (Prawa Człowieka). Przed wojna działał w jego szeregach generał Michał Karaszewicz-Tokarzewski, również Janusz Kroczak, małżeństwo Bocheńskich. „Droit Humain” należy do kierunku silnie ezoterycznego, nawet teozoficznego. Szczegółowe informacje na ten temat znajdziemy w słowniku i innych pracach profesora Ludwika Hassa. Tak więc WLNP nie uznaje masonerii „koedukacyjnej”, ani tym bardziej przebrzmiałego już zwyczaju tworzenia „lóż adopcyjnych”. To wynalazek XVIII w., czasu kiedy panie z towarzystwa chciały być masonkami. Pierwsza loża adopcyjna w Warszawie nazywała się „Dobroczynność”; pracowała pod zwierzchnictwem Ignacego Potockiego, który był także szefem Wielkiej Loży. Była to miła zabawa z jednej, filantropia z drugiej strony.

Dostałem propozycję wstąpienia do masonerii z dwóch źródeł. Z oględnych rozmów wywnioskowałem, że tych lóż w samej Warszawie jest co najmniej kilka i liczą one ok. 20-30 osób…

Tak, zgoda.

Wywnioskowałem więc, że w Polsce w masonerii powinno być co najmniej 1000 osób…

Nie, skądże. W Warszawie jest najwięcej lóż i można powiedzieć, że jest to pewna prawidłowość, sięgająca XVIII wieku. Po niej dopiero wymienić można Wilno, Lwów, Kraków i Gdańsk, ale w tym ostatnim działały tylko loże niemieckie.

W Warszawie istniały w połowie lat 90-tych naszego stulecia cztery loże podległe Wielkiemu Wschodowi Francji; ile jest dziś placówek zależnych od Wielkiego Wschodu Polski – nie wiem. W Krakowie była jedna loża. Na Śląsku pracowały dwie, jest jedna. Przed kilku laty liczebność tych lóż nie przekraczała 30 osób, wielu członków odeszło, wydaje mi się więc, że około 150 wolnomularzy należy do placówek Wielkiego Wschodu Polski. Liczby tej nie sposób jednak zweryfikować. Jeżeli założyć, że liczba członków WLNP i „Droit Humain” jest zbliżona, to uzyskujemy liczbę 450 – prawdopodobnie zawyżoną w stosunku do rzeczywistej.

Co to znaczy „na Wschodzie Krakowa”, „na Wschodzie Poznania”?


Nie oznacza to oczywiście fizycznego miejsca położenia. „Wschód” to kierunek symboliczny – „ex Oriente Lux!”. Numer 6 otrzymała loża, która ukonstytuuje się dopiero na wiosnę, „Eugenia pod Ukoronowanym Lwem”, na Wschodzie Gdańska. To będzie wielkie wydarzenie, bo loża ta istniała od XVIII wieku, a została zamknięta przez nazistów w 1935 roku. Numer 7 posiada loża założona przez młodych, prężnych wolnomularzy, nosząca nazwę „Pod Szczęśliwą Gwiazdą”, z tym, że oni już działają. W Polsce istnieje niewiele lóż. W Anglii, gdy loża ma, powiedzmy, numer 87, to znaczy, że powstała w XVIII wieku.

A jaki numer jest najwyższy?

Kilka tysięcy – chyba sześć. Zatem, jest u nas tylko siedem lóż regularnych; wszystkie podlegają Wielkiej loży Narodowej Polskiej i co jest bardzo ważne: jako takie nie posiadają osobowości prawnej. Nie są nawet oddziałami WLNP, stanowią jedynie jej wewnętrzne struktury. Natomiast WLNP posiada osobowość prawną, jest stowarzyszeniem zarejestrowanym sądownie.

Czy te loże nie posiadające osobowości prawnej mają własne programy?


Nie, mają natomiast własny profil, to wynika z ich składu. Na przykład, w loży poznańskiej jest wielu artystów, śpiewaków, muzyków. Ważne jest również to, że są u nas ludzie, którzy do wolnomularstwa przyjmowani byli za granicą. Wielu naszych członków inicjowanych zostało w lożach francuskich, niemieckich, amerykańskich. Dotyczy to szczególnie emigracji lat siedemdziesiątych i następnej dekady. Powróciwszy do kraju przywieźli ze sobą odmienne od rodzimych obyczaje i umiejętności. Chcą się też jakoś odróżniać – mają inne fartuchy, rytuał. Ale mimo to wszystkie są częścią WLNP.

A przez kogo są finansowane?

Wszyscy płacą składki…

Rozumiem, że nie na swoje konto, tylko na konto Wielkiej Loży Narodowej

Na konto WLNP; dzięki temu sprawuje ona pełną kontrolę nad finansami.

A kto kontroluje Lożę-Matkę?

Loża-Matka „Kopernika”, czyli loża nr 1, tak jak wszystkie podlega zarządowi stowarzyszenia, które nazywa się Wielkim Warsztatem, i w którego skład wchodzą: Wielki Mistrz, Namiestnik Wielkiego Mistrza, Wielki Sekretarz, Wielki Skarbnik oraz Czcigodni, czyli przewodniczący wszystkich lóż. To jest gremium, które decyduje o sprawach stowarzyszenia zgodnie ze statutem zarejestrowanym w sądzie w Warszawie, pod numerem 2015.

Czy w masonerii są stawiane jakieś bariery przy przyjmowaniu osób duchownych?


My w ogóle żadnych barier nie stawiamy, może poza tymi, które wynikają z samej istoty wolnomularstwa. Warunki formalne są takie: kandydatem może być tylko i wyłącznie osoba wolna i o dobrej reputacji.

Co znaczy „wolna”? Nie może być niewolnikiem?

W starych statutach angielskich mówi się „no bondman”, co oznacza chłopa pańszczyźnianego albo niewolnika, „no women”, czyli kobietę i „no eunuch” – oznaczało to, że osoba okaleczona, mężczyzna „niepełny” nie może być wolnomularzem. W latach 30. XVIII wieku miała miejsce głośna sprawa hrabiego Rutowskiego, naturalnego syna Augusta II Mocnego, który był karłem i miał być przyjęty do jednej z lóż londyńskich. Około dwóch lat zastanawiano się w Wielkiej Loży Londyńskiej, czy polski arystokrata może zostać wolnomularzem. Wreszcie go przyjęto, gdyż jak zapisano w werdykcie: Rutowski jest „small but perfectly formed”, „miniaturą mężczyzny” – ale niczego mu nie brakuje.

A czy w masonerii znajdują się osoby duchowne?

W wolnomularstwie światowym jest wielu duchownych. W Irlandii, na przykład powstała tradycja, ponieważ Irlandczycy uważają, że masoneria to jest ich wynalazek, a nie szkocki czy angielski, i że wolnomularstwo dalece jest zrośnięte z kultura irlandzką – irlandzkim duchem. Jest instytucją szczególnie tam chronioną. Ponieważ od samego początku masonom irlandzkim patronował Kościół katolicki i tak jest do dzisiaj. Pozostało zwyczajem, że każda loża ma za patrona biskupa czy „purpurata”. Loże te są traktowane jako instytucje narodowe.

Istnieją jednak formalne klątwy papieskie przeciwko masonerii, co najmniej dwie.

Ależ one już dawno są nieaktualne. W Kodeksie Prawa Kanonicznego (CIC) nie ma dziś zakazu przynależności do lóż. Kiedyś taki zakaz istniał, wzmocniony jeszcze potępieniem idei liberalnych przez słynny Syllabus i encyklikę Quanta cura (1864) papieża Piusa IX. Dziś w CIC znajdujemy jedynie zakaz przynależności do organizacji wrogich Kościołowi. Szczegółowo, z negatywną konkluzją, problem wolnomularstwa roztrząsa deklaracja Kongregacji do spraw wiary z 26 listopada 1983 r., podpisana przez kardynała Ratzingera oraz sekretarza Kongregacji, mgra Hamera. Katolicy dysponują również deklaracją konferencji episkopatu zachodnioniemieckiego z 12 maja 1980 r., która – w rezultacie trwających od 1976 r. oficjalnych kontaktów ze Zjednoczonymi Wielkimi Lożami Niemiec – uznała humanitaryzm wolnomularski za niezgodny po części z wiarą chrześcijańską, wskazując równocześnie na punkty wspólne. Obszerny tekst deklaracji biskupów niemieckich prezentuje określoną metodę badania problemu „katolicyzm-masoneria”; daleki jest przy tym od jednoznacznych potępień. Problem masonerii został tu zrelatywizowany i zindywidualizowany.

Przecież jeszcze papież Grzegorz wydawał te klątwy…


Ale to już dawno nieaktualne…

Lecz w owym czasie biskupi irlandzcy już byli masonami.


Papieże wyklinali katolicką masonerię – tak. Wspominałem o tym przy różnych okazjach. Pierwsza bulla papieża Klemensa XII na temat wolnomularstwa In eminanti apostolatus speculo z kwietnia 1738 roku wzięła się stąd, że do tego roku Rzym aktywnie popierał jakobitów, czyli zwolenników obalonej w Anglii katolickiej dynastii Stuartów. Owi jakobici, emigranci brytyjscy, których najwięcej było we Francji, ale działali też w innych monarchiach katolickich, także w Polsce, pracowali na rzecz kolejnych, nieudanych desantów militarnych na terenie Irlandii. Tu wzniecić chcieli antyangielskie i antyprotestanckie powstanie i przenieść je na terytoria Anglii i Szkocji. Owi jakobici zorganizowani byli właśnie w lożach. Należało to do brytyjskich zwyczajów epoki. W XVII, na początku XVIII wieku masoneria nie była organizacją, strukturą, lecz zwyczajem. I ten zwyczaj jakobici przenieśli na kontynent jako bardzo wygodny dla nich w emigracyjnej sytuacji. Spiskowali, ale nie przeciwko państwom, w których przebywali, lecz przeciwko Monarchii panującej w Anglii, przeciwko oranżystom, a później przeciw dynastii hanowerskiej. Loże te Kościół katolicki popierał tak długo, jak długo mogły być przydatne. Ostatni desant – nieudany – miał miejsce w 1737 roku. Być może – wprawdzie nie Klemens XII, który był już stary i miał sklerozę – ale jego otoczenie zdecydowało, że te „desantowe” działania jakobitów są nie tylko bezowocne, ale i niebezpieczne z punktu widzenia Kościoła.

Natomiast dziś tamte osiemnastowieczne zarzuty przeciwko masonom są nieaktualne, dziś nikt nie rzuca klątwy na kogoś, kto uważa, że wszyscy ludzie są równi, ani nawet nie wyklucza z Kościoła kogoś, kto uważa, że wszystkie religie są równe – bo to było przedmiotem klątwy. Warto również pamiętać, że bulla Klemensa XII przez wielu władców katolickich uznana została za niebezpieczną; na przykład w Austrii cesarz Karol VI nie zezwolił na opublikowanie papieskiego dokumentu. Orzeczenie głowy Kościoła w sprawie wolnomularstwa miało i ten skutek, że zwróciły nań uwagę różne kręgi wolnomyślicieli, a także zwolennicy reformy w łonie katolicyzmu. Już nie tylko żądni rozrywki i filozoficznych nowinek pięknoduchowie, lecz dysydenci wszelkiego pokroju zainteresowali się bractwem „wolnych i przyjętych” mularzy.

Ale tu chodziło także o tajność masonerii.


Jednak tajnych struktur w tamtych czasach było wiele, był to sposób organizowania się ludzi w społeczeństwie feudalnym, stanowym. Poza Anglią i Rzeczpospolitą nie istniały gwarancje wolności jednostki. Loże były tajne, dopóki stanowiły obiekt prześladowań. W Anglii natomiast, w kolebce ruchu, w XVIII wieku od czasu powołania Wielkiej Loży w Londynie – nie były tajne, przeciwnie: w ciągu parunastu lat związały się z dworem królewskim i z Kościołem anglikańskim. Do dzisiaj tworzą jednolitą strukturę: monarchia, Kościół anglikański, masoneria. Żadnej tajności nigdy tu nie było.

Kiedy zatem kończy się aktualność encykliki papieskiej?


Kiedy już się jej nie cytuje. Kto pamięta dziś, na przykład, o potępiającej – pośrednio – teologię św. Augustyna bulli Unigenitus z początku XVIII wieku? Niektóre dokumenty papieskie z wolna „obumierają” i nie ma w tym nic niezwykłego. Wspomniana przeze mnie bulla straciła na aktualności wraz z zaniknięciem jansenizmu, w który została bezpośrednio wymierzona. A obstawanie przy poglądzie, że św. Augustyn był heretykiem (taki wniosek można było wysnuć z dokumentu) nie mogło być – rzecz jasna – wygodne. Z kolei, z niektórych twierdzeń Urząd Kościoła wycofał się oficjalnie. Tak było ostatnio w przypadku Galileusza, przeciwko któremu oskarżenia odwołał Jan Paweł II.

Jest jednak encyklika Piusa V, która okłada klątwą każdego, kto by zmienił rytuał trydencki, wobec czego Jan XXIII jest, zdaje się, heretykiem?

Owszem jest, ale heretykiem z punktu widzenia Kościoła byłby również – jak powiedziałem – nawet św. Augustyn. Podobnych paradoksów jest więcej. Zatem – jeśli chodzi o duchowieństwo w masonerii – przykładem może być Irlandia, także duchowieństwo protestanckie, w jego liczbie anglikańskie oraz duchowieństwo kościołów narodowych skandynawskich. W Norwegii, na przykład, wierni zaczęli się buntować z tego powodu, że ich biskupi związali się z masonerią. Obawiali się, że ich pasterze nie są niezależni – protestanci pilnują bardzo suwerenności swoich kościołów. W Stanach Zjednoczonych natomiast, panuje przekonanie, że masoneria jest strukturą ultraprawicową, złożoną niemalże z samych biskupów.

Jednakże biskupi amerykańscy są wyjątkowo lewicowi – sam Karol Marks by się ich nie powstydził.


Być może, ale ja nie znam żadnego biskupa amerykańskiego. W takim razie ci, o których Pan mówi, raczej nie są masonami.

A tak zwany „Bildenberg”

Trzeba przeprowadzić wyraźną granicę między masonerią, a nie-masonerią. Nawet mówienie o „paramasonii” może okazać się mylące. Twierdząc, że kluby typu Rotary czy Lions, że są paramasońskie, wyrządza się im krzywdę. Ani pod względem celów, ani struktury czy metod działania w niczym masonerii nie przypominają.

Przepraszam, jeżeli Business Centre Club, skądinąd bardzo zacna organizacja, nazywa swoje oddziały demonstracyjnie „lożami”, to trudno powiedzieć, że się im robi krzywdę. Oni robią, co mogą, żeby być kojarzeni z masonerią!

Czyli sami sobie robią krzywdę, ale to już jest ich sprawa. Kiedy zaczęły się konstytuować w Polsce kluby Rotary, sporo wysiłku włożyłem w to, żeby im pokazać, że niesłusznie ktoś, czy oni sami, uznają się za wolnomularzy. Nie wiem, jaki to odniosło skutek. W każdym razie, z początkiem lat dziewięćdziesiątych skłonni byli uważać się za masonerię, ponieważ w powszechnej opinii kojarzeni byli z wolnomularstwem. Nawet tak wybitny specjalista jak profesor Ludwik Hass uporczywie określał w swoich książkach przedwojenne struktury Rotary jako „paramasońskie”. Ja jednak zdawałem sobie sprawę, że opinia „lóż” klubom nie posłuży, tym bardziej, że wytyczyły sobie ambitne cele społeczne, filantropijne, podjęły współdziałanie z Kościołem. W takiej sytuacji wiązanie ich z masonerią jest niewskazane.

A YMCA?


Co do międzywojennej YMCA, to zgodziłbym się na kojarzenie z wolnomularstwem, jeśli mowa o składzie personalnym. Jednak jeśli w ten sposób mamy oceniać sprawę, to również harcerstwo jest szalenie „masońskim” przedsięwzięciem – tak co do ducha jak i co do zasady. Rzecz nie tylko w tym, że Baden-Powell stworzył ten ruch dla większej chwały Wielkiej Brytanii, ale sam będąc wolnomularzem przeniósł pewne zasady działania na grunt ruchu skautowskiego. Związek Harcerstwa Polskiego zarówno przed jak i po wojnie, w sposób atrakcyjny dla młodzieży nawiązywał do tego ducha skautowskiego, a więc pośrednio masońskiego. Słusznie ZHP krytykowane było w latach 70. i 80. za upolitycznienie i próbę przekształcenia w przybudówkę PZPR. Było to sprzeczne z apolitycznym, ponadkonfesyjnym duchem skautingu. Z kolei YMCA, która wyrasta z ducha skautingu i przenosi go na nieco szerszą płaszczyznę działania społecznego, również w takim sensie jest masońska. Co do YMCA, to bym się zgodził z pańskim zdaniem. Rotary, natomiast, skupia nierzadko typ ludzi lubiących uczestniczyć w hermetycznych, snobistycznych, ekskluzywnych stowarzyszeniach. Dopiero jeśli ktoś jest i w Rotary, i w masonerii zauważyć może, jak istotna zachodzi między nimi różnica. Nie-wolnomularze nie wiedzą na ogół, że masoneria ma specyficzny sposób istnienia – uzewnętrzniania się wyłącznie poprzez rytuały. Niektórym to nie bardzo się to podoba. Woleliby traktować rytualistykę wolnomularską jako ozdobnik, zabytek przeszłości.

Przykładowo: kandydat do loży, jak to się określa „ani nagi, ani ubrany”, z odsłoniętą lewą piersią, lewą stopą, z zawiązanymi oczyma, ze sznurem na szyi jest wyciągany z symbolicznej „głębi ziemi” przez Brata Przysposobiciela, inaczej zwanego Ekspertem. Cały rytuał, o którym można przeczytać u księdza Załęskiego w dwutomowym dziele o masonerii w Polsce, jest wciąż stosowany – przynajmniej, jeśli chodzi o jego zasadnicze elementy. Nie tylko inicjacja jest rytualna w masonerii, także wszystkie elementy działania. Sposób wyrażania pewnych treści pozostaje symboliczny. I to różni zasadniczo masonerię od wszelkich struktur przypominających masonerię.

Koniec
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 05, 2016, 08:48:46 wysłana przez Leszek »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1764
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 22, 2011, 17:21:48 »
- W Polsce wolnomularstwo działa na powrót najzupełniej legalnie. Wydajemy własne czasopisma, nawet płyty z muzyką,produkujemy filmy i programy; nasi ludzie często uczestniczą w publicznych dyskusjach - mówi prof. Tadeusz Cegielski, historyk i wielki mistrz honorowy Wielkiej Loży Narodowej Polski.

Newsweek:
Ostatnio przedstawiciele masońskiego Wielkiego Wschodu Francji oficjalnie wezwali do walki o utrzymanie laickiego charakteru Unii Europejskiej, a Dan Brown przy okazji promocji swojej nowej książki przekonuje, że Ameryką rządzą wolnomularze. Wpływy masonerii w dzisiejszym świecie politycznym wydają się ogromne. We Francji do niedawna istniała praktyka, że co najmniej dwóch masonów musiało być ministrami w każdym gabinecie. Pięciu prezydentów było wolnomularzami w tym Francois Mitterrand i co najmniej dwudziestu kilku premierów. W Wielkiej Brytanii administracja jest pełna "braci w fartuszkach". To  nie służy zapewne demokracji, żeby w poprzek różnych instytucji istniała sieć niejawnych nieformalnych powiązań?

Prof. Tadeusz Cegielski: To, że w organach państwa są ludzie, którzy pod przysięgą zobowiązali się do służenia najszczytniejszym ideom, zwykle wychodzi społeczeństwu na dobre, a w dobie wolnych mediów nie można ukryć na dłuższą metę działań, które mają charakter spiskowy i szkodliwy dla kraju. Wielka Brytania jest dobrym przykładem, bo tam masoneria cieszy się autentycznym uznaniem społecznym - a z czegoś to się wzięło. Nieprzypadkowo wolnomularzem został ex-Beatles Paul McCartney i nie robił z tego tajemnicy. Dziesięć lat temu lat temu labourzyści zażądali, aby kandydaci na posady państwowe, w tym kandydaci na oficerów policji, ujawniali swoją przynależność do lóż wolnomularskich. Okazało się jednak, że masoni uważani są za ludzi o znakomitej reputacji, tym samym ujawnienie przynależności do "sztuki królewskiej" masonerii nie zmniejszało by - jak chcieli autorzy tego projektu - lecz przeciwnie, dawało by im kolosalną przewagę nad innymi kandydatami, niemasonami. Autorzy tego projektu szybko wycofali się z niego.

A Francję zostawmy, bo ona ma swoją tradycję polityczną, w którą wolnomularstwo jest wpisane. "Sztuka królewska" - jak my sami nazywamy wolnomularstwo - rozwija się tam bardzo dobrze. Jednak z jego wpływami politycznymi nad Sekwaną także nie ma co przesadzać. Dan Brown opowiada bajki pisząc o potędze masonerii amerykańskiej. To już pieśń przeszłości. Szacuje się, że za 20 lat w całych Stanach liczba braci rytu szkockiego spadnie poniżej jednego miliona. A jeszcze niedawno było nas tam ponad 3,5 miliona! Wynika to głównie z upadku etosu pracy na rzecz innych, bo organizacje lożowe grupowały w dużej mierze społeczników.

Poza tym wolnomularstwo było charakterystyczne dla elit anglosaskich, tzw. WASP-ów (White, Anglo-Sax, Protestant) które nie są już tak wszechwładne, jak kiedyś. Co ciekawe, amerykański stereotyp antymasoński (bo jest tam przecież taki - i to bardzo popularny w kręgach liberalnych i lewicowych) jest dokładnie odwrotny od polskiego. Uważa się, że masoneria to prawicowa konserwatywna organizacja, w której pełno "zacofanych", "fanatycznych" katolików. Afery w rodzaju tej z ekscesami pedofilskimi, idą również na konto ameryakańskiej masonerii, bo jest ona kojarzona z Kosciołem katolickim. Istnieje wręcz skojarzenie z Ku-Klux-Klanem. Czyli tam jesteśmy skrajną prawicą, a tu ciemnymi siłami antyklerykalnymi.

Masoneria silna jest w krajach Ameryki Łacińskiej, ale tam także daleko jej do dawnej chwały, kiedy loże przejmowały nawet niektóre atrybuty państwa. Jeszcze na początku XX wieku loża masońska w Urugwaju miał prawo do bicia monet i drukowania znaczków, bo państwo nie było w stanie wypełniać swoich funkcji. Oczywiście, w dzisiejszych czasach byłoby to nie do pomyślenia. W Polsce wolnomularstwo działa na powrót najzupełniej legalnie. Wydajemy własne czasopisma, nawet płyty z muzyką,produkujemy filmy i programy; nasi ludzie często uczestniczą w publicznych dyskusjach. W przeciwieństwie do Polski przedwojennej, gdzie masoneria działała niejawnie z powodu histerii, jaką wtedy endecja i kręgi klerykalne wywołały wokół wolnomularstwa.

Newsweek: Czym jest masoneria? Humanistyczne stowarzyszenie plus ta egzotyczna dla wielu dzisiaj, obrzędowość?

Prof. Tadeusz Cegielski: To ruch społeczny mający na celu udoskonalenie jednostki. Jego system etyczny wyrażony jest w obrzędach wtajemniczenia. Rytuał jest istotą masonerii, wyraża jej ducha. Często sami wolnomularze myślą że te reguły inicjacji, kolejne stopnie wtajemniczenia, stukanie młotkiem, uderzeniem ostrzem szpad itp., że to tylko barwna dekoracja. A tak nie jest. Gdybyśmy to odjęli, zostało by nam kilka prostych reguł i haseł o braterstwie, wolności, równości ras, religii. Szczególnie młode pokolenie przywiązuje wagę do rytuału, bo spragnione jest tradycji. Nie tworzymy niczego w rodzaju kościoła, ani nie robimy mu konkurencji. Odpowiadamy po prostu na potrzebę metafizyki, bliskości tajemnicy. Masoneria oferuje przeżycia religijne, ale w sposób całkowicie świecki. Wielki architekt wszechświata do którego się odwołujemy nie jest Bogiem, to tylko symbol transcendencji. A czy ja podkładam pod niego osobowego Boga czy nie, to moja prywatna sprawa.

Newsweek: Ilu jest masonów w Polsce?


Prof. Tadeusz Cegielski: Co najwyżej 500-600 aktywnych osób, licząc członków wszystkich obediencji. Trzeba jednak pamiętać, że przez loże przewinęło się co najmniej dwa razy tyle osób. Liczebnie to niewiele, ale nasi członkowie to osoby należące do różnych elit, szczególnie tych "małych" - środowiskowych, lokalnych. Zawsze tak było i mam nadzieję, pozostanie.

Newsweek: Obowiązuje was zasada dyskrecji; jeśli ktoś sam się do tego nie przyznaje, to nie można ujawniać przynależności do loży osoby trzeciej. Proszę uchylić rąbka tajemnicy związanej z rytuałem.

Prof. Tadeusz Cegielski: Jeden z nich np. ma swoje źródło w ezoterycznej tradycji Zaginionego Słowa, wspólnej dla wszystkich ruchów wolnomularskich. Owa legenda opowiada o wielkim mistrzu Hiriamie, budowniczym świątyni Salomona. Miał on zostać zamordowany przez czeladników, którzy chcieli zapłaty takiej, jaką otrzymują mistrzowie. Zaczęli się domagać od Hirama, by podał im słowo mistrzów, które było hasłem, w zamian za które wypłacano pieniądze. Ten zaś odparł, że jak przyjdzie czas, to sami staną się  mistrzami, a wówczas otrzymają stosowną zapłatę.

Czeladnicy, prekursorzy dzisiejszych związków zawodowych, nie dali za wygraną. Trzech spośród nich zaczaiło się w pustym gmachu i zażądało podania słowa od wielkiego mistrza. Kiedy Hiram odmówił, padły ciosy, z których trzeci okazał się śmiertelny. Sprawcy, przerażeni tym co zrobili, ukryli ciało mistrza. Rytuał w sposób teatralny opowiada o tym, jak Salomon nakazał czeladnikom poszukiwanie ciała zamordowanego Hirama, gdyż wraz z nim zaginęło Słowo.

Odnalezienie Hirama i jego wskrzeszenie miało spowodować jego poznanie. W opisanym tu rytuale, ten który ma zostać mistrzem, wchodzi w rolę Hirama; zostaje trzy razy symbolicznie uderzony, powalony, a potem podniesiony, więc niejako wskrzeszony do życia. Owo przedstawienie symbolizuje duchowe odrodzenie. Podobnie symbolicznie traktujemy wiarę w utracone Słowo. Do tego Słowa, czyli mądrości, sami musimy dojść. Taka drama nawet u ludzi wykształconych i sceptycznych wywołuje niezwykłe emocje.

Newsweek: Pan należy do masonerii rytu szkockiego, która w XIX wieku odcięła się od masonerii zwanej liberalną, francuskiego Wielkiego Wschodu, który miał się zateizować. Konstytucja pastora Jamesa Andersona z 1723 r., która określała kto może być masonem, mówiła jasno, że nie może być nim niewierzący - "głupi ateista". Dzisiaj to dla was nie stanowi problemu?

Prof. Tadeusz Cegielski: Szczęściem nie! Od XVIII wieku zmieniła się jedynie definicja "wierzącego". To po pierwsze. Kiedyś trzeba było przynależeć do któregoś z wyznań chrześcijańskich; masoneria była organizacją o charakterze chrześcijańskim, dziś już niekoniecznie. Po drugie, nie spotkałem jeszcze człowieka, który powiedziałby, że w nic nie wierzy.

Newsweek: Naprawdę? Są osoby deklarujące się jako ateiści.

Prof. Tadeusz Cegielski: To jedynie kwestia terminologii. W naszym kraju słowo "ateista" brzmi niedobrze, jest niejako oskarżeniem. Używamy więc słów "agnostyk", "sceptyk", "poszukujący", które lepiej zresztą oddają ów trudny do zdefiniowania stan ducha.  Nie sądzę też, aby Wielki Wschód Francji zwalczał religię. Postulat laickości dla Francuzów jest naturalny, bo tam rozdział państwa i Kościoła istnieje od dawna.

Newsweek: Doprawdy? Wielki mistrz Wielkiego Wschodu Włoch zaatakował niedawno lekcje religii w szkołach. W zeszłym roku wydano w Polsce książkę „Byłem Masonem” dr Maurice’a Caillet, szanowanego w swoim środowisku lekarza, który nawrócił się na katolicyzm. Twierdził, że jego masońska inicjacja na Kawalera Różowego Krzyża odbyła się w Wielki Czwartek, co było jawnym afrontem wobec wiary katolickiej. Jego koledzy, którzy doszli do najwyższego 33 stopnia wtajemniczeni mieli mu opowiadać, że podczas tej próby mieli deptać w piachu tiarę papieską.


Prof. Tadeusz Cegielski: Proszę mi wybaczyć, ale nie wierzę w tę opowieść! Rytuał 18. stopnia rytu szkockiego, tj. Kawalera Różanego Krzyża, posiada wzniosły religijny charakter, więc jeśli ktoś uważa, że stanowi afront dla wiary, to najwyraźniej nigdy w nim nie uczestniczył. Co jakiś czas pojawiają się podobne rewelacje: o satanistycznych kultach masońskich, naśladowaniu, czy przedrzeźnianiu przez braci obrzędów kościelnych. Pierwszym z autorów podobnych "rewelacji" był w XIX w. Francuz, niejaki Leo Taxil, którego po wydaniu książki rzekomo demaskującej praktyki masońskie był hołubiony przez papieża. I. A Taxil potem odwołał wszystko, co napisał. Stwierdził, że chciał jedynie ośmieszyć antymasońską obsesję hierarchów Kościoła katolickiego. Ale dla wrogów wolnomularstwa teksty Taxila ciągle są dowodem! Zarzuty w nich sformułowane, powtarzane są do dziś ze śmiertelną powagą!

Newsweek: Czy pan sam wierzy w Boga?

Prof. Tadeusz Cegielski: Jestem bezwyznaniowym chrześcijaninem. W naszej loży tak zwany Postulant, czyli ktoś, kto pragnie wstąpić w szeregi masonerii przysięga w czasie obrzędu inicjacji na Księgę, która jest zgodna z jego tożsamością religijną. Chrześcijanin na Biblię, Żyd na Torę, muzułmanin na Koran, itd. Uważamy, że wszystkie księgi objawione są sobie równe. I to - ze względów fundamentalnych - nie jest, i nigdy nie będzie możliwe do zaakceptowania przez Kościół katolicki.

Newsweek: Trudno, żeby zrobił to samo co wy. Z instytucji głoszącej prawdziwie boskie przesłanie, stałby się jedną z ofert na wyjście w niedzielę.

Prof. Tadeusz Cegielski:
Masoneria to oferta na całe życie, nie tylko na dni świąteczne! Podobny zarzut stawiamy - i słusznie - głównie Kościołom. Chyba nie w tym rzecz. A Kościoły reformowane nie mają problemu z wolnomularstwem, uważają go nawet za mistyczną formę chrześcijaństwa, co także nie jest prawdą. Niektórzy rabini i kler prawosławny surowo zabraniają uczestnictwa w lożach. Cerkiew autokefaliczna polska nie potępia masonerii, ale moskiewska robi to zdecydowanie. Buddyzm i hinduizm jest z zasady całkowicie neutralny wobec wolnomularzy.

Newsweek: Wydawałoby się, że Kościół Katolicki jest najbardziej obcy masonerii i najzacieklej ją zwalcza. Tymczasem katolicy dominowali w początkach tworzenia tego ruchu.

Prof. Tadeusz Cegielski:
To prawda. Kiedy pod koniec XVII w. katolicka dynastia Stuartów utraciła angielski tron, jej przedstawiciele, tzw. jakobici czyli zwolennicy obalonego Jakuba II Stuarta, emigrowali do Francji, gdzie spiskowali pod bokiem króla Ludwika XIV. Formą ich organizacji, strukturą samopomocową na obczyźnie były loże. Królowie Francji sfinansowali w sumie trzy nieudane desanty na Wyspy Brytyjskie, w celu obalenia w Londynie protestanckiej dynastii hanowerskiej. Rok po ostatniej nieudanej ekspedycji, w 1738 r. papież Klemens XII bullą „In eminnenti apostalorum” potępił wolnomularzy, których wcześniej papiestwo wykorzystało dla swych celów politycznych.

Newsweek: To ciekawe, że masoni chętnie przyznają się do wywołania rewolucji amerykańskiej, a nie chcą uznać, że dziełem ich protoplastów była wielka rewolucja francuska. To zrozumiałe: z jednej strony mamy powstanie niesłychanie jak na owe czasy demokratycznego państwa, z drugiej rewolucję, która przyniosła terror, królobójstwo i masakry w Wandei, pierwsze nowożytne ludobójstwo na masową skalę.

Prof. Tadeusz Cegielski:
Nakreślony przez Pana obraz stosunku do tych historycznych rewolucji jest z gruntu fałszywy! Zacznijmy od pierwszej z nich. Ojcowie-założyciele państwa amerykańskiego byli wolnomularzami, bo prawie wszyscy zamożni i wykształceni ludzie w koloniach za oceanem, należeli do "sztuki królewskiej". Loże to właściwie jedyne organizacje społeczne w tamtych czasach, jeśli nie liczyć struktur przykościelnych, w rodzaju szkół parafialnych. W krajach anglosaskich wolnomularstwo stanowiło (i stanowi do dziś) powszechnie akceptowaną formę aktywności, zwłaszcza wśród elit, ludzi zwanych gentlemanami.

Rewolucję amerykańską wywołali jednak nie masoni, ale obywatele zbuntowanych kolonii, którym nie podobały się podatki, przy uchwaleniu których nie mieli udziału ("nic o nas bez nas"!). Analitycy ustroju wskazują jednak, że w konstytucji USA zawarto rozwiązania wypracowane w lożach świata anglosaskiego: kadencyjność władz, równowag czynnika ustawodawczego i wykonawczego, wyodrębnienie władzy sądowniczej, równość wszystkich członków wspólnoty wobec prawa, itd.

Co się tyczy Wielkiej Rewolucji Francuskiej, to faktem jest, że hasło  „wolność, równość, braterstwo” jest z genezy oraz ducha masońskie, ale w dobie przedrewolucyjnej nie miało ono zabarwienia politycznego, lecz czysto etyczne. Pacyfistyczny i ugodowy z definicji charakter lóż spowodował, że rozsypały się całkiem na drugim, tym krwawym etapie rewolucji. Wolnomularzy można było spotkać i po jednej i po drugiej stronie konfliktu, ale większość, tak jak francuska arystokracja i kler, emigrowała do Niemiec i Włoch. Dopiero po latach zaczęto tworzyć masońską legendę rewolucji; zresztą współcześni nam bracia francuscy, bez względu na orientację polityczną, chętnie przypisują sobie, to znaczy wolnomularstwu, dzieło rewolucji. Musimy pamiętać, że w burżuazyjnej, mieszczańskiej Francji nie tylko Wielka Rewolucja, ale i Komuna Paryska z 1871 r. otoczone są kultem i stanowią fundament historycznej tożsamości.

Jest więc powód, aby "bracia w fartuszkach" wypinali dziś pierś po ordery. W XIX wieku loże przyciągały rewolucjonistów, którzy wykorzystywali ich struktury, by spiskować przeciw staremu porządkowi. Wielkim ciosem dla Kościoła Katolickiego była likwidacja Państwa Kościelnego. Wiktor Emanuel, król Piemontu, jego premier hrabia Cavour oraz insurgent Garibaldi byli masonami albo kojarzeni byli z wolnomularstwem. To oni sprawili, że papież stał się wtedy „więźniem Watykanu”. Tego papiestwo nigdy nie wybaczy wolnomularzom.

Trzeba jednak przyznać, że nie istnieje żadna "świeta wojna" pomiędzy Kościołem Katolickim a lożami. We Włoszech obie strony wspólnie organizują akcje charytatywne, w Ameryce biskupi katoliccy zasiadają w lożach. Nawet w Polsce spotykamy się z ze zrozumieniem i serdecznością niektórych duchownych. Jakiś czas temu, w 1999 r. ks. prałat Józef Maj z Warszawy, który kiedyś organizował prawybory prezydenckie na prawicy, odważnie stwierdził, że Kościół i masoneria muszą zacząć współdziałać ze sobą.

Newsweek: Kiedyś masonem nie mógł być ktoś, kto zachowywał się nieobyczajnie, czyli nieprzyzwoicie. Dzisiaj także?

Prof. Tadeusz Cegielski:
Oczywiście; nic się tu nie zmieniło w ciągu ostatnich trzystu lat. Zmieniła się przecież definicja owej "nieobyczajności". Co oznacza ona dzisiaj, w Polsce roku 2010? Pewne jest, na przykład, że nie może zostać członkiem loży ktoś, kto wiernie służył komunistycznemu systemowi, był pracownikiem aparatu represji - milicji, wywiadu - pisywał kłamliwe lub oszczercze teksty itp.

Newsweek: To ciekawe, że loża Wielkiego Wschodu taka postępowa w sprawach religijnych, nie dopuszcza kobiet do swoich szeregów. Wasza Loża jest także męska. I gdzie są feministki?

Prof. Tadeusz Cegielski:
Wolnomularstwo to przecież świecki zakon, rodzaj powołania. Posiada swoje statuty, które można porównać do reguł zakonnych. A te wyraźnie rozgraniczają to co zakonne, od tego co profańskie. W zakonie skupiamy się w obrębie własnej płci, mężczyźni i kobiety osobno. Wiem od naszych sióstr, członkiń warszawskiej loży „Prometea”, jak ważne jest dla nich działanie "w ramach" jednej płci. Wolnomularstwo to ucieczka w utopię, do miejsca w którym bez napięć i rywalizacji powinniśmy zastanowić się nad samymi sobą, nad "sprawami ducha".

Pojawienie się kobiet w naszym gronie spowodowało by, że zaczęlibyśmy - zapewne całkiem bezwiednie - zachowywać się inaczej niż zwykle, rywalizować ze sobą itp. Identycznie w przypadku lóż żeńskich. Istnieje instytucja „białych lóż”, spotkań na które zapraszamy też panie; spotykamy się z nimi wspólnie także na innych, dość licznych imprezach, na przykład na świętojańskich piknikach (św. Jan Chrzciciel jest patronem wolnomularstwa), w czasie imprez rekreacyjnych i sportowych - organizujemy na przykład własne rejsy żeglarskie. Trzeba przyznać, że działamy podobnie jak przedwojenna YMCA lub harcerstwo. Dla niektórych jest to powód do kpin i żartów. Niech im będzie!

Newsweek: Czyli w sumie to także klub towarzyski. Macie w swoich szeregach jakichś parlamentarzystów? To byłby pocałunek śmierci dla tego, który by się przyznał.

Prof. Tadeusz Cegielski:
Na pewno byśmy się tym nie chwalili, bo w lożach jesteśmy przede wszystkim braćmi. Pomimo stereotypów panujących na nasz temat i niewiedzy, uważam, że w naszym kraju mamy szerokie perspektywy. Polska potrzebuje  wartości w kulturze politycznej, ale nie tylko tam. Będziemy promować tolerancję, szacunek dla poglądów innych. Na polską masonerię przyjdzie jeszcze czas.

W Polsce działają cztery niezależne organizacje (obediencje) wolnomularskie: Wielka Loża Narodowa Polski, WLNP (masoneria wywodząca się z tradycji  powstałej w 1717 roku Wielkiej Loży Anglii; zakłada apolitycznośc i religijną neutralność lóż; pracuje w oparciu o świętojański, trzystopniowy ryt francuski), Suwerenny Zakon Rytu Szkockiego Dawnego Uznaneg, organizacja związana z WLNP praktykująca stopnie wyższe niż trzy pierwsze świętojańskie (tzw. szkockie, czyli od 4 do 33 stopnia); Wielki Wschód Polski (stosujący trzystopniowy obrządek francuski, nie uznaje, inaczej niż pozostałe systemy, konieczności przysięgi na Biblię lub inną Księgę Praw ) oraz Międzynarodowy Mieszany Zakon Wolnomularski „Le Droit Humain” (gdzie przyjmuje się do lóż na równych prawach mężczyzn i  kobiety). W Polsce powstały dwa pisma wolnomularskie: naukowo - popularne "Ars Regia" (od 1992 roku, także w wersji cyfrowej: www.arsregia.pl) oraz "Wolnomularz Polski".

Źródło:
http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/masoni--w-lozach-jestesmy-przede-wszystkim-bracmi,58630,1

MEM HEI SHIN

  • Gość
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 22, 2011, 23:25:39 »

Prof. Tadeusz Cegielski: To ruch społeczny mający na celu udoskonalenie jednostki. Jego system etyczny wyrażony jest w obrzędach wtajemniczenia.

 Ta wypowiedź  pełna jest przekłamań i nonsensów historycznych.  Więc nie wiem dlaczego pan.prof. Cegielski zdecydował się przed światem pochwalić swoją ogólną ignorancją ...
Zacytowałem tylko tą drobną część wypowiedzi, bo korekta reszty przekroczyłaby ilość  dopuszczalnych znaków, więc daruję sobie.

Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się prawdy o masonerii polecam książkę - "Freemasons for Dummies"-  Christopha Hodappa.

 Niestety nie ma jej chyba po polsku, a osobiście posiadam wersję w amatorskim, lecz w miarę przyzwoitym tłumaczeniu. Zastanawiające jest też to, że bardzo wiele źródeł opiera się na  pismach niejakiego Leo Taxilla, który pod koniec życia  przyznał się, że wszystkie jego  historie o masonerii byly wyssane z palca, a  oparte były na książce - Protokoły Mędrców Syjonu wymyślonej  przez ludzi z carskiej (Ohrany) dla poparcia żydowskich pogromów.

  Swego czasu miałem szacunek do twórczości p. Krajskiego (dyżurnego ideologa Radia Maryja). Ale gdy facet   pisze o Tadeuszu Kościuszce  jako o niszczącym polskość agencie, to wypada się zastanowić, czy jest sens tego pana czytać.

Miałem nie komentować powyższej wypowiedzi prof.Cegielskiego, lecz milczenie NIE jest najlepszym sposobem na głupotę innych, a biorąc pod uwagę bierność    tzw. przygodnego czytelnika może się ona szerzyć w sposób nieskrępowany.

 Mam tylko cichą  nadzieje, że nikt nie potraktuje tej wypowiedzi  Cegielskiego  jako źródła "wiedzy" o masonerii - ani tej spekulatywnej, ani operatywnej.

pozdr.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 22, 2011, 23:39:29 wysłana przez MEM HEI SHIN »

Offline Aczek

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 4
    • Zobacz profil
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #3 dnia: Luty 19, 2011, 13:32:35 »

Prof. Tadeusz Cegielski: To ruch społeczny mający na celu udoskonalenie jednostki. Jego system etyczny wyrażony jest w obrzędach wtajemniczenia.

Ta wypowiedź  pełna jest przekłamań i nonsensów historycznych.  Więc nie wiem dlaczego pan.prof. Cegielski zdecydował się przed światem pochwalić swoją ogólną ignorancją ...
Zacytowałem tylko tą drobną część wypowiedzi, bo korekta reszty przekroczyłaby ilość dopuszczalnych znaków, więc daruję sobie.

Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się prawdy o masonerii polecam książkę - "Freemasons for Dummies"-  Christopha Hodappa.

Niestety nie ma jej chyba po polsku, a osobiście posiadam wersję w amatorskim, lecz w miarę przyzwoitym tłumaczeniu. Zastanawiające jest też to, że bardzo wiele źródeł opiera się na  pismach niejakiego Leo Taxilla, który pod koniec życia  przyznał się, że wszystkie jego  historie o masonerii byly wyssane z palca, a  oparte były na książce - Protokoły Mędrców Syjonu wymyślonej  przez ludzi z carskiej (Ohrany) dla poparcia żydowskich pogromów.

Swego czasu miałem szacunek do twórczości p. Krajskiego (dyżurnego ideologa Radia Maryja). Ale gdy facet   pisze o Tadeuszu Kościuszce  jako o niszczącym polskość agencie, to wypada się zastanowić, czy jest sens tego pana czytać.

Miałem nie komentować powyższej wypowiedzi prof.Cegielskiego, lecz milczenie NIE jest najlepszym sposobem na głupotę innych, a biorąc pod uwagę bierność    tzw. przygodnego czytelnika może się ona szerzyć w sposób nieskrępowany.

Mam tylko cichą  nadzieje, że nikt nie potraktuje tej wypowiedzi Cegielskiego  jako źródła "wiedzy" o masonerii - ani tej spekulatywnej, ani operatywnej.

pozdr.

A może jednak pokusisz się o szersze uzasadnienie swojej tezy? Stawiasz poważny zarzut ignorancji osobie, która nie tylko posiada wieloletni staż wolnomularski ale także jest naukowcem zajmującym się od długiego czasu historią masonerii. To trochę nieładnie oskarżać kogoś bez podparcia się dowodami.

A druga sprawa, że jakoś dziwnym trafem twoja wypowiedź wykazuje zadziwiające podobieństwo do komentarza użytkownika K.W. (Kompletny nonsens) pod tekstem T. Krackiego pt. "Czym jest a czym nie jest wolnomularstwo". Cytuję poniżej, w twoim poście zbieżności celowo zaznaczyłem pogrubioną czcionką, a w komentarzu KW podkreśloną:

Cytuj
"Nie wiem czego historykiem jest Pan Kracki, ale na pewno nie przedstawialbym go jako historyka wolnomularstwa. To jest praca pelna przeklaman, bredni i nonsensow historycznych. W polowie lektury mialem dosyc. Pan Kracki wie bardzo malo o wolnomularstwie, wiec nie wiem dlaczego zdecydowal sie pochwalic przed swiatem swoja ignorancja w tym temacie. Korekta przekroczylaby ilosc znakow dopuszczalnych w odpowiedzi, wiec ja sobie daruje. Mam nadzieje, ze nikt nie potraktuje artykulu Pana Krackiego jako zrodla "wiedzy" o masonerii - ani spekulatywnej, ani operatywnej." Autor: K.W. Dodano: 15-04-2008

http://www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,2292

Hmmmm...  :mysl: ;D

MEM HEI SHIN

  • Gość
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #4 dnia: Luty 19, 2011, 15:14:33 »

A może jednak pokusisz się o szersze uzasadnienie swojej tezy? Stawiasz poważny zarzut ignorancji osobie, która nie tylko posiada wieloletni staż wolnomularski ale także jest naukowcem zajmującym się od długiego czasu historią masonerii. To trochę nieładnie oskarżać kogoś bez podparcia się dowodami.

To nie jest oskarżenie tylko moja opinia.
Autorytetów i naukowców cała masa wszem i wobec.Problem w tym, że w moim wypadku nie uznaję społecznych sloganów i etykiet, które sobie
przyklejają ludzie pod nazwą autorytet i temu podobne....


A druga sprawa, że jakoś dziwnym trafem twoja wypowiedź wykazuje zadziwiające podobieństwo do komentarza użytkownika K.W.
 

Wynika to z faktu, że jako użytkownik społecznych portali między innymi racjonalista.pl kopiuję czasem do swojego skarbczyka zdania, które mocno  rezonują z moimi przekonaniami w sposobie wyrażania się i czasem niektóre je wkopiowywuje w treści swoich postów,

Zadziwia mnie tylko fakt, że kolega występuję tu i to w pierwszym swoim powitalnym poście jako adwokat kogoś, kto prawdopodobnie nie jest zainteresowany takim podejściem.
Pan prof. wie swoje, inni też raczyli dowiedzieć się to co ich akurat interesowało.Wiedza nie jest ukryta, jest dostępna pytanie tylko, która jest bardziej, a która mniej prawdziwa ?
Punkty widzenia są różne, a rożnica polega tylko na interpretacji.
Zatem wypadałoby, aby pod nieomylnymi wypowiedziami naukowców i autorytetów pojawił się chociażby skromny dopisek : to moja wiedza i moje doświadczenie, a innych może być inne. 
Dlatego nie wiem z jakich podbudek kolega wstąpił tutaj udowodnić niejako absolutną i niepodważalną rację  społecznych autorytetów ?
Zatem proszę zaprosić tutaj pana prof.Cegielskiego jeśli  kolega zna prof. Ceg.  to chętnie porozmawiam jeżeli będzie  zainteresowanym podmiotem  w dyskusji,  lecz podejrzewam, że nie będzie zainteresowany, bo przecież auterytety nie wchodzą na społeczne fora tak i ja nie jestem dalej zainteresowany prowadzeniem tejże dyskusji po to tylko, aby ułaskawić czyjeś ego.

pozdr.
« Ostatnia zmiana: Luty 19, 2011, 15:33:02 wysłana przez MEM HEI SHIN »

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1764
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #5 dnia: Luty 19, 2011, 17:13:03 »
Skoro o Cegielskim, to... pliki ze strony radia TOKFM  - audycja, której gościem był
prof. Tadeusz Cegielski, historyk UW i wolnomularz, który opowiadał

1. czym jest wolnomularstwo i o inicjacji na wolnomularza

Podcast w formacie mp3 dostępny jest pod tym linkiem:
http://bi.gazeta.pl/im/2/6746/m6746532.mp3
albo:
Cytuj
http://swietageometria.info/download/V/T.Cegielski-Czym.jest.wolnomularstwo.mp3

2. o symbolice masońskiej w architekturze, muzyce i literaturze.

Podcast w formacie mp3 dostępny jest pod tym linkiem:
http://bi.gazeta.pl/im/5/7113/m7113935.mp3
albo:
Cytuj
http://swietageometria.info/download/V/T.Cegielski-O.symbolice.masońskiej.mp3

« Ostatnia zmiana: Sierpień 27, 2018, 12:27:16 wysłana przez Leszek »

Offline Aczek

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 4
    • Zobacz profil
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #6 dnia: Luty 19, 2011, 18:21:23 »
Cytuj
Dlatego nie wiem z jakich podbudek kolega wstąpił tutaj udowodnić niejako absolutną i niepodważalną rację  społecznych autorytetów ?

Drogi Kolego, przeczytaj, proszę, raz jeszcze mój poprzedni post. W którym miejscu pisałem o absolutnej i niepodważalnej racji T.C.? Wskazałem jedynie na jego wiedzę i doświadczenie i poprosiłem Cię o rozwinięcie Twego twierdzenia. Posądziłeś kogoś o ignorancję, to bądź konsekwentny - uzasadnij to. Chętnie poczytam, co masz do powiedzenia. Po co natomiast te erystyczne zabiegi z filozofowaniem o interpretacji, ułaskawianiem ego etc.?

Co się tyczy autorytetów, to Ty również wskazałeś na swój własny w tej dziedzinie i OK:  :-)

Cytuj
Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się prawdy o masonerii polecam książkę - "Freemasons for Dummies"-  Christopha Hodappa.

A co do reakcji samego prof. Cegielskiego... Nie sądzę, żeby miał czas na forumowe potyczki i polemiki, a zwłaszcza z kimś, kto od razu zaczyna dyskusję od wytykania komuś ignorancji i głupoty bez podawania konkretów. Raz jeszcze cytat z Twojej wypowiedzi:

Cytuj
Miałem nie komentować powyższej wypowiedzi prof.Cegielskiego, lecz milczenie NIE jest najlepszym sposobem na głupotę innych, a biorąc pod uwagę bierność tzw. przygodnego czytelnika może się ona szerzyć w sposób nieskrępowany.
« Ostatnia zmiana: Luty 19, 2011, 18:26:19 wysłana przez Aczek »

MEM HEI SHIN

  • Gość
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #7 dnia: Luty 20, 2011, 08:11:08 »

Wskazałem jedynie na jego wiedzę i doświadczenie i poprosiłem Cię o rozwinięcie Twego twierdzenia.

No właśnie, wskazał Pan na co ?
Po pierwsze :
Argumentowanie w stylu - bo jest masonem z długoletnim stażem, a ponadto jest jeszcze przecie naukowcem zmierza - jakby nie było -  do udowodnienia aksjomatu (''autorytetu'' ) prelegenta.
Tylko, że... nie możemy wskazywać na czyjąś wiedzę, czy doświadczenie, ponieważ nie możemy zmierzyć, ani ilości ani jakości tejże wiedzy i doświadczenia w czyimkolwiek życiu oprócz swojego ?...!

Czy jest Pan  świadomy zatem na co Pan wskazuje ?

Co się tyczy autorytetów, to Ty również wskazałeś na swój własny w tej dziedzinie i OK:  :-)

Na nic nie wskazałem !
To tylko Pan sobie tak dośpiewuje i dopasowywuje rzeczy ze sobą, a następnie swoimi wewnętrznymi osobistymi odczuciami próbuje mnie nimi ''obdarować''

Dlatego zmierzajac zdecydowanie do pointy powyższego tematu wyjaśniam :  do ''autotrytetów'' zaliczam tylko ludzi z którymi rozmawiam na co dzień. Z  tego powodu, że : ich poglądy  znam na bieżąco i mogę się w jakiś sposób do nich ustosunkować. Mogę  do nich napisać, porozmawiać, czy wysłać maila i otrzymać od nich odpowiedź.
Więc pomimo, że ich osobiście nie znam są oni dla mnie bliscy i prawdziwi.

Prof. Tadeusz Cegielski:
To ruch społeczny mający na celu udoskonalenie jednostki. Jego system etyczny wyrażony jest w obrzędach wtajemniczenia.

Ups !

Zacytowałem wcześniej tą wypowiedź ponieważ w tej ''pięknej',  retorycznej mowie (trawie) zawarta jest  oznajmiająca  treść, która przemiawia do mas, przemawia do społeczeństwa i czytelnika oznajmiając mu : słuchajcie ! Naszym celem jest udoskonalenie jednostki !
Stawiam zatem tutaj pytanie panu profesorowi, na czym polega w jego  oczywiście ( wyidealizowanym) mniemaniu - doskonalenie jdnostki.
Na czym ono polega i w czym jest wyrażone ?

A może przytoczę (wypracowanie - esej)  p. Mariusza Agnosiewicza, który w swej diagnozie społecznej napisał cytuję wprost: Co do przyczyn  klęsk  społeczeństwa polskiego  zaliczam - spisek  żydomasonerii tudzież  innych „obcych".
Dalej w owej treści wypracowania jak i treści wielu innych prelegentów możemy doszukać się faktologicznej syntezy wiedzy mówiącej o degrengoladzie organizmu państwa, jego rozkładzie  politycznym, gospodarczym  i społecznym, bez ducha wzajemnej współpracy, emaptii  i wyższych ludzkich uczuć wyrażoną poprzez atawistyczne formy walki i przetrwania.
Proszę mi zatem odpowiedzić na czym polega to doskonalenie jednostki w sensie praktycznym jakoby priorytetowej działalności tego społecznego ruchu ?

Cała  mądrość wypowiedzi prof. Cegielskiego w swej retorycznej krasie to według mnie oczywiście - mowa do  przeciętnego Polaka, wierzącego w narodowe mity stanowiące publiczny bełkot.

Została jeszcze ostatnia kwestia do wyjaśnienienia w omawianym tutaj wątku, czyli systemu etycznego wyrażonego w obrzędach.
He, he, he....
Wie Pan co ?
Nie ma żadnego systemu etycznego, chociaż tak potocznie w społecznych automatyzmach się mówi i pisze.
W swej pierwotnej i niezmiennej ideii etyka była, jest i będzie tylko zbiorem przesłanek etycznych niczym więcej. Co prawda sklasyfikowano w jakiś sposób te zbiory ( i nazwano je koniec końcem jakimś tam ''sytemem'') niemniej jednak nie stanowią one żadnego paradygmatu.
W związku z powyższym nie można utożsamiać się z etyką,  nie można też być etycznym  w dosłownym tego słowa znaczeniu skoro.... zbiory filozoficznych przesłanek nie stanowią etyki  jako produktu końcowego, a tylko jedynie zmierzają  do ustanowienia względnych reguł moralności.
Więc nie nie można niczego wyrazić poprzez zbiór filozoficznych przesłanek, można tylko się z nimi utożsamić zmierzając do ustanowienia wewnętrznej moralności.
Proszę zatem odróżnić populistyczne i obiegowe hasła od prawdziwych ideii.

Resztę jak już wcześniej to napisałem podpierając się (cytatem kolegi )  nie będę relacjonował bo braknie mi już ilość dopuszczalnych  słów i znaków.

pozdr.


 





« Ostatnia zmiana: Luty 20, 2011, 08:52:37 wysłana przez MEM HEI SHIN »

Offline Aczek

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 4
    • Zobacz profil
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 20, 2011, 11:17:53 »
Cytuj
Czy jest Pan  świadomy zatem na co Pan wskazuje ?

Zapewne tak, tylko nie wiem, czy Ty jesteś świadomy pogubienia się we własnych wywodach. ;)

Cytuj
Na nic nie wskazałem !

Czyżby? No to raz jeszcze zacytujmy:  ;)

Cytuj
Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się prawdy o masonerii polecam książkę - "Freemasons for Dummies"-  Christopha Hodappa.

Być może faktycznie autorytet Hodappa przewyższa autorytet Cegielskiego, że tą książkę wskazujesz jako źródło prawy o wolnomularstwie.  :mysl:

Cytuj
To tylko Pan sobie tak dośpiewuje i dopasowywuje rzeczy ze sobą, a następnie swoimi wewnętrznymi osobistymi odczuciami próbuje mnie nimi ''obdarować''

Dobre!  ;D :D: Zaczyna być coraz zabawniej w tym wątku.  :D No to idziemy dalej:

Cytuj
Zacytowałem wcześniej tą wypowiedź ponieważ w tej ''pięknej',  retorycznej mowie (trawie) zawarta jest  oznajmiająca  treść, która przemiawia do mas, przemawia do społeczeństwa i czytelnika oznajmiając mu : słuchajcie ! Naszym celem jest udoskonalenie jednostki !
Stawiam zatem tutaj pytanie panu profesorowi, na czym polega w jego  oczywiście ( wyidealizowanym) mniemaniu - doskonalenie jdnostki.
Na czym ono polega i w czym jest wyrażone ?

W takim razie trzeba było tak od razu, zamiast wytykać ignorancję i głupotę, tak że nie wiadomo o co chodzi.

Cytuj
A może przytoczę (wypracowanie - esej)  p. Mariusza Agnosiewicza, który w swej diagnozie społecznej napisał cytuję wprost: Co do przyczyn  klęsk  społeczeństwa polskiego  zaliczam - spisek  żydomasonerii tudzież  innych „obcych".

Drogi Kolego, a mógłbyś podać namiary na ten esej Agnosiewicza (tytuł i miejsce publikacji), bo jakoś dziwnym trafem opinia ta nie za bardzo pasuje do niego. Na Racjonalista.pl istnieje dział z artykułami dotyczącymi "masonerii", w tym autorstwa M.A. i jakoś w żadnym z nich podobny pogląd nie występuje. Co więcej, Gawlik w licznych swoich licznych publikacjach raczej krytykuje klerykalne zacofanie i fanatyzm religijny oraz postawy ludzi, którzy własnych niepowodzeń dopatrują się w węszeniu "spisków żydomasońskich oraz innych obcych". Z pewnością nie jest on masonofobem. Poczytaj chociażby jego artykuł pt. "Legalność masonerii".

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5415/q,Legalnosc.masonerii

Szczególnie ciekawy jest ostatni akapit tego eseju:

"Jeśli natomiast wrogowie masonerii tak bardzo zatroskani są przestrzeganiem art. 13 Konstytucji, to powinni się najpierw zainteresować wieloma innymi organizacjami, których sprzeczność działania i programów z tymże artykułem jest dużo mniej wątpliwa niż w odniesieniu do masonerii, zaczynając od licznych skrajnie nacjonalistycznych czy antysemickich, quasifaszystowskich i rasistowskich organizacji, które odwołują się do nienawiści czy nawet przemocy, a kończąc na Opus Dei, któremu można wytoczyć nie tylko analogicznie do masonerii zarzut tajności, ale i działanie na zasadzie bezwzględnego posłuszeństwa członków."

Zatem czy przypadkiem nie wyrwałeś wypowiedzi Agnosiewicza z kontekstu w celu uzasadnienia własnej tezy?

Cytuj
Dalej w owej treści wypracowania jak i treści wielu innych prelegentów możemy doszukać się faktologicznej syntezy wiedzy mówiącej o degrengoladzie organizmu państwa, jego rozkładzie  politycznym, gospodarczym  i społecznym, bez ducha wzajemnej współpracy, emaptii  i wyższych ludzkich uczuć wyrażoną poprzez atawistyczne formy walki i przetrwania.
Proszę mi zatem odpowiedzić na czym polega to doskonalenie jednostki w sensie praktycznym jakoby priorytetowej działalności tego społecznego ruchu ?

Czyli wszystko jasne!  :-) Już wiemy gdzie tkwią przyczyny wszelkiego zła i co mój Rozmówca pragnie w podtekście zasugerować.  8)

Miłej Niedzieli.

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1764
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Rozmowy z prof. Tadeuszem Cegielskim o masonerii
« Odpowiedź #9 dnia: Luty 20, 2011, 11:51:44 »
@Lucyfer
Przerzuciłem filmik i zarysowujący się nowy wątek dyskusji do wątku miszki pt.   
"Jaki świat projektuje masoneria?" Tutaj:
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,285.msg3639.html#msg3639