logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Humor  (Przeczytany 68048 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1764
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Humor
« Odpowiedź #30 dnia: Kwiecień 26, 2011, 13:13:05 »
Leszek, kupujemy?  ;D to jest bardzo Phi   ;D założymy miasteczko Phi-tagorejskie  ;D
 
Nie ma sprawy.  :D
550 tys Euro... Hm... może UE coś dołoży, jak się dowie, że to miasteczko Phi-tagorejskie? ;)
Swoją drogą 100 "klimatycznych" osadników i już mamy 5,5 tys na wykup od osoby...
Trzeba sprawdzić ile metrów nad poziomem morza leży to miejsce ;)
Pozdrówka!  :slonko:
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 26, 2011, 14:14:05 wysłana przez Leszek »

Tijavar

  • Gość
Odp: Humor
« Odpowiedź #31 dnia: Kwiecień 26, 2011, 13:29:23 »
z wiki:

Cytuj
Gran Sasso d`Italia (po polsku: Wielki Włoski Kamień lub Śpiący gigant) – najwyższy masyw Apeninów we Włoszech o wysokości maksymalnej 2912 m n.p.m. Znajduje się tutaj najwyższy szczyt Apeninów Corno Grande oraz szczyty Monte Camicia, Prena, L`Aquila i Corvo. Wznoszą się one ponad płaskowyżem Campo Imperatore (ok. 2000 m n.p.m.), znanym z akcji odbicia więzionego w hotelu górskim Mussoliniego w 1943 roku.

Masyw charakteryzuje się formami krasowymi (jaskinie), a zbudowany jest ze skał wapiennych. Cały region jest aktywny tektonicznie. Główne miasto L'Aquila było kilkakrotnie w swej historii niszczone przez trzęsienia ziemi. Klimat cechują częste burze tworzące się przez zetknięcie się nad górami dwóch morskich frontów atmosferycznych znad Morza Śródziemnego i Adriatyku.

Na obszarze masywu znajduje się jeden z największych parków Włoch – Park Narodowy Gran Sasso (Parco Nazionale del Gran Sasso e Monti della Laga).

Pod masywem wydrążony jest długi na ponad 10 kilometrów tunel, będący częścią autostrady A24.

myślę, że wysokość jest ok ;D  :slonko:

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Humor
« Odpowiedź #32 dnia: Kwiecień 26, 2011, 14:05:52 »
Wysokość pewnie OK, ale te trzęsienia ziemi ....
Za to fale Schumanna zapewnione u samego źródła ;) :
Cytuj
Klimat cechują częste burze tworzące się przez zetknięcie się nad górami dwóch morskich frontów atmosferycznych znad Morza Śródziemnego i Adriatyku.

Uwielbiam burze. Klimat iście "Nieśmiertelny" :)
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Tijavar

  • Gość
Odp: Humor
« Odpowiedź #33 dnia: Kwiecień 26, 2011, 21:48:42 »
Miałem problem ze sklasyfikowaniem do którego działu wrzucić poniższy filmik, gdyż nie mam na celu obrażać czyichś uczuć religijnych. Natomiast postanowiłem jednak podzielić się materiałem właśnie w tym wątku, ze względu na dość oryginalne wypowiedzi (bynajmniej dla mnie) ów kapłana.


Mrówka, dawno nie słyszałam czegoś podobnego....mamy tu (m.in): żel do włosów, stroje moro, irokez, jaskrawe lub czarne paznokcie, pumpy, new age twardy i miękki ... i kogoś opętanego przez demona "KARATE"... hmm, dobrze, że nie był to demon koszykówki - to by dopiero było! ;D

Offline mrowka32167

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 6
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Humor
« Odpowiedź #34 dnia: Kwiecień 26, 2011, 22:19:03 »
Ja sam korzystałem z wymienionych zabiegów akupunktury, więc pewnie jest już za późno dla mnie. Jednak najdziwniejsze jest to, że kapłan nic nie wspomniał na temat wielkiej farmacji a jedynie skupił się na wytykaniu medycyny niekonwencjonalnej.

Tijavar

  • Gość
Odp: Humor
« Odpowiedź #35 dnia: Kwiecień 28, 2011, 00:14:56 »
Ja sam korzystałem z wymienionych zabiegów akupunktury, więc pewnie jest już za późno dla mnie.

Dla mnie też, przez m.in. Yogę i Krav Maga - ale co tam, jeden świat nas stracił, inny nas zyskał  ;)

Cytuj
Jednak najdziwniejsze jest to, że kapłan nic nie wspomniał na temat wielkiej farmacji a jedynie skupił się na wytykaniu medycyny niekonwencjonalnej.

wiesz, mi to on nie wygląda na super eksperta ... pewnie skupił się na "New Age miękkim"   :D:

Pozdrawiam! :slonko:

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Humor
« Odpowiedź #36 dnia: Kwiecień 28, 2011, 10:53:07 »
ja bym powiedział ,że skupił się na miękko ;)  zeby

 :slonko: dla wszystkich
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 28, 2011, 11:09:17 wysłana przez Leszek »
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Humor
« Odpowiedź #37 dnia: Maj 02, 2011, 23:42:21 »
George Walker Bush  – prezydent Stanów Zjednoczonych.
 
'Wiem, że istoty ludzkie i ryby mogą koegzystować w pokoju.'

'Bóg was kocha i ja was kocham. Możecie liczyć na nas obu."

"Jeśli moja Matka tego słucha; Mamo, zawsze powinienem był Ciebie słuchać: najpierw należy przeżuć precel, a potem dopiero go połknąć."

"Ludzie mi ufają. Cały czas przychodzą do mnie mówiąc „nie zawiedź mnie znowu”."

Niesamowite, że wygrałem. W wyborach występowałem przeciwko pokojowi, dobrobytowi i urzędującej administracji.

Zdobywcom nagród, pochwał i dyplomów, muszę powiedzieć: dobra robota. A uczniom trójkowym powiem tylko, że pewnego dnia któryś z was może zostać prezydentem USA.

Nasi wrogowie są innowacyjni i mają zasoby – my również. Oni nigdy nie przestają wymyślać nowych sposobów na szkodzenie naszemu krajowi i naszym ludziom – my również.

Proszę pozdrowić ode mnie Jego Wysokość Króla i pańską matkę, ja pozdrowię mojego ojca i Jej Wysokość moją matkę.

To najwyraźniej jest budżet. Jest w nim wiele liczb.

Tak naprawdę, to w Waszyngtonie jest wiele raportów, których nikt nigdy nie przeczytał. Żeby wam udowodnić jak ważny jest ten właśnie raport, powiem, że ja go przeczytałem i nasz gość też go przeczytał.



Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Humor
« Odpowiedź #38 dnia: Maj 24, 2011, 20:20:17 »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Na co czekają wyznawcy “cargo” i dlaczego na “cargo”
« Odpowiedź #39 dnia: Maj 26, 2011, 01:26:02 »
Żeby nie było jest to autentyczna historia

Na co czekają wyznawcy “cargo” i dlaczego na “cargo”
Opowiedzmy tę historię od początku.
Podobnie, jak wyznawcy judaizmu oczekują mesjasza, a chrześcijanie – paruzji, tak wiele kultur zamieszkujących wyspy Pacyfiku od dawna oczekiwało, że przybędą do nich duchy przodków. Uważano to za coś oczywistego. Zastanawiano się tylko, w jaki sposób ci przodkowie przybędą.
„W najdawniejszych kultach ludy nadmorskie oczekiwały wielkiego czółna. Później wypatrywały żagli. W 1919 roku przywódcy kultowi poszukiwali na widnokręgu smug dymu parowców. Po drugiej wojnie światowej spodziewano się przybycia przodków w barkach desantowych, transportowcach i bombowcach typu Liberator. Obecnie przybywają w latających domach, które wznoszą się wyżej, niż samoloty” – pisał w książce „Krowy, świnie, wojny i czarownice” amerykański antropolog i socjolog Marvin Harris.
Polinezyjczycy oczekują zbawienia. Oczekują, że ich zmarli przodkowie przylecą z niebios, i nikomu już nie będzie ich brakowało. Że prowadzone przez nich samoloty i statki przywiozą wszystkie towary, dobrobyt, i wszyscy będą szczęśliwi. Duchy tutaj mieszają się z tosterami i zapałkami, ołtarze ku czci „przodków” – z przedmiotami codziennego użytku. Na Nowej Gwinei tubylcy, by przywołać takie same bogactwa, jakimi dysponowali biali ludzie, stawiali u siebie kopie przykrytych obrusem stołów, udekorowanych kwiatami w wazonie – takich samych, jakie zaobserwowali w domach Białych. Budowali atrapy samolotów, na jakich z nieba przylecieć mają przodkowie, i imitacje lotnisk (z wieżami kontroli itd), na których mieliby wylądować.
O co chodziło w kulcie „cargo”?
Wielu mieszkańców Melanezji i Mikronezji uznało, że Biali zazdrośnie strzegą magicznego sekretu „cargo”.
Przez pewien czas uważali, że warunkiem uzyskania „cargo” jest chrześcijaństwo. Masowo nawracali się więc na wiarę w Maryję, Jezusa i świętych obcowanie, przetwarzali sobie chrześcijańską mitologię na własny użytek (polegało to m.in., że – jak pisze Harris – tłumaczyli passusy typu „…i Bóg pobłogosławił Noego” na „i Bóg dał Noemu cargo”) i oczekiwali dostaw: nic z tego – statki nie przypływały, samoloty transportowe jakoś nadal lądowały tylko dla Białych.
Polinezyczycy nie mogli pojąć, dlaczego Biali mają „cargo” a oni nie. Na nic się zdawały tłumaczenia, że zachodnie towary to nie prezent z niebios, a wynik ciężkiej pracy: przecież tubylcy także ciężko pracowali: łowili ryby, polowali, uprawiali, pracowali dla Białych, również przy rozładunku ich „cargo”, czekając, aż bogactwo, a nie tylko jego ochłapy, spłynie i na nich. I co? I nic.
Jak Biali Papuasów oszukali
Jednego z nowogwinejskich proroków „cargo”, Yalego (tego samego, który zadał Jaredowi Diamondowi słynne „pytanie” owocujące książką „Strzelby, zarazki, maszyny”), zabrano do Australii, i – jak pisze Harris – „pokazano mu to, co według Australijczyków miało być tajemnicą cargo: cukrownie, browary, warsztat naprawy samolotów oraz magazyny portowe”.
Yalemu niczego to nie wyjaśniało. Doskonale przecież wiedział, że nie wszyscy beneficjenci „cargo” – czyli wszyscy biali ludzie – pracują w cukrowniach, browarach itd., które mu pokazano! Owszem, większość Białych ciężko pracowała, ale Yali nadal nie mógł pojąć, dlaczego ciężko pracujący Biali mają „cargo”, w tym ci, którzy go bezpośrednio nie wytwarzają, a równie ciężko pracujący aborygeni ani trochę.
I dalej, wraz z wyznawcami, szukał tajemnicy.
Australijczycy, w tamtych czasach administrujący Nową Gwineą zarzekali się, że rząd rozwija zamieszkane przez tubylców tereny, budując tam drogi, szkoły itd. – ale nie może po prostu rozdawać tam dóbr. Tak w gospodarce kapitalistycznej się po prostu nie robi. Tłumaczyli, że za „cargo” trzeba zapłacić. Papuasi czuli się oszukani.
Jeszcze mocniej uwierzyli w to, że Biali ukrywają przed nimi sekret „cargo” – tym bardziej, że Yali w muzeum antropologicznym w Sydney zobaczył tradycyjne wyroby z jego własnej wsi: elegancko wyeksponowane, za szybą, obdarzane atencją kustoszy, naukowców, zwiedzających. Uznał, że największym oszustwem Białych było właśnie chrześcijaństwo, które kazali Papuasom wyznawać, podczas, gdy sami wyznawali stare papuaskie wierzenia! Ergo – to one, nie chrześcijaństwo, dają „cargo”! To dopiero podły podstęp Białych! Sami pławili się w dostatku, w dodatku żyjąc po bożemu, a Papuasom kazali czcić chrześcijańskie bałwany!
I tak Papuasi porzucili chrześcijaństwo, które nie dało im „cargo”, i wrócili do tradycyjnych kultów.
Jak Biali naprawdę Papuasów oszukali
„Trudno było nie zauważyć” – pisze Harris – „że istnieje wyraźny związek między bogactwem, którym cieszyli się Australijczycy i Amerykanie, a pracą tubylców. Gdyby nie tanie miejscowa siła robocza […] mocarstwa kolonialne nigdy by się tak nie wzbogaciły. W pewnym więc sensie tubylcy mieli prawo do towarów z państw uprzemysłowionych, chociaż nie mogli za nie płacić.
„Cargo” było ich sposobem wyrażania tej myśli” – konkluduje Harris. – „Sądzę, że to jest prawdziwy sens kultu”.
Cargopolacy
Kto, jak kto, ale my akurat powinniśmy rozumieć wyznawców kultu “cargo”. Choćby w części. Pamiętacie puste puszki po zachodnich napojach dumnie ustawiane na szafach polskich domów w głębokich latach osiemdziesiątych? Oczywiście, nikt świadomie nie traktował ich, jako czegoś nadprzyrodzonego – ale i Polinezyjczycy nie czczą samego “cargo”. Nasze puszki na szafach były czymś w rodzaju pomnika stawianego zachodniej cywilizacji, mocno idealizowanej, tej, w którą się wierzyło jak w mityczną krainę szczęśliwości. Również paczki, które otrzymywaliśmy od krewnych za granicą nie były w naszych umysłach odbiciem bardzo rzeczywistych zakupów dokonanych za bardzo rzeczywiste pieniądze zarobione w bardzo rzeczywisty sposób: były to raczej magiczne kufry pełne skarbów mitycznego Zachodu.
Po upadku żelaznej kurtyny przykleiliśmy się na powrót do świata Zachodu – kultury, do której aspirujemy od ponad tysiąca lat, i której od tego tysiąca lat jesteśmy członkiem – mniej lub bardziej “rzeczywistym” i pełnym, zależnie od okresu historycznego.
I o ile nasyciliśmy się wtedy “cargo” – być może nie dla każdego dostępnym, ale obecnym już powszechnie w polskiej przestrzeni – to można było zaobserwować coś w stylu “ideowego cargo”.
Otóż odtwarzaliśmy zachodnie instytucje i idee, podczas, gdy sami nie byliśmy w stanie ich wytworzyć. Nie ma co, oczywiście, wartościować tego negatywnie: uczyliśmy się. Przejmowaliśmy zachodni humanitaryzm, prawa człowieka, nasiąkaliśmy ideami tolerancji dla inności, a nawet czymś tak, wydawałoby się, oczywistym, jak rzeczywiste stosowanie zasady domniemania niewinności. Zarówno bowiem ówcześni konserwatyści katoliccy (którym marzyło się państwo oparte na “rdzennych, polskich” wartościach), jak i konserwatyści postkomunistyczni (którym marzyła się po prostu bogatsza i bardziej wolna wersja PRL z całym jego obyczajowym konserwatyzmem), nie byli gotowi do wytworzenia społeczeństwa kładącego co najmniej taki sam nacisk na prawa, co obowiązki jednostki.
Naród podzielił się na tych, którzy zapragnęli zachodnie rozwiązania bezkrytycznie w Polsce wprowadzać, bowiem wszystko, co zachodnie jest dobre – nazwijmy ich wyznawcami “cargo”, jak i tacy, jak na przykład Jarosław Rymkiewicz i jego ideologiczni poplecznicy – którzy odrzucali je w całości, dążąc do powrotu do “dawnych tradycji”. W tym ustawieniu Rymkiewicz reprezentuje tych “przywódców plemiennych”, którzy wieszają misjonarzy i powracają do pogaństwa, jak w czasach reakcji pogańskiej na ziemiach polskich w XI w.
Inni odrzucali je w części, jak na przykład Kościół “radiomaryjny”, który przyjmuje niby dziedzictwo Zachodu, sam bowiem jest jego częścią, ale jest to raczej dziedzictwo sprzed Odrodzenia i “odczarowywania świata”. Jeszcze inni przyjmują je wyłącznie w tej nowocześniejszej, odrodzeniowej wersji.
Wydaje się jednak, że wtedy dopiero wyzbywamy się zupełnie “cargo” z mentalności, gdy bez kompleksów współtworzymy kulturę, z którą się identyfikujemy. Gdy nie kopiujemy bezmyślnie, ale i nie boimy się przejmować rozwiązań wytworzonych w ramach naszej kultury potraktowanej szeroko – bo europejsko. Bo miał rację Gombrowicz, gdy pisał, że aby stać się prawdziwą, rzeczywistą częścią Europy musimy wejść do niej mocno, ale jako niepowtarzalna jej część, o własnych właściwościach. Jako kraj nie kopiujący Francji, czy Niemiec – a będący podmiotem oryginalnym, a zarazem bardzo europejskim w treści i formie. I biorącym intensywny udział w europejskiej debacie, a nie obrażającym się na nią i bojącym się jej.
Ziemowit Szczerek
cały text:
http://www.ahistoria.pl/index.php/2011/02/o-amerykanskim-zolnierzu-ktory-zostal-bogiem/#more-1908
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl