logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Jak farmakoekonomia okrada budżety ludzi i narodów  (Przeczytany 6416 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Jak farmakoekonomia okrada budżety ludzi i narodów
« dnia: Styczeń 14, 2011, 15:02:10 »
Jak farmakoekonomia okrada budżety ludzi i narodów


Spożycie leków jest kreowane głównie przez lekarzy. Tak być powinno, jako że konsumenci (pacjenci) nie mają wiedzy potrzebnej do kształtowania popytu. Nawet wiedza lekarzy jest ograniczona. To, czego uczyli się na uniwersytecie już jest w dużym stopniu nieaktualne. Postęp farmakoterapeutyczny jest szybki. Lekarze muszą korzystać z bieżącej literatury medycznej, a ta bywa rzetelna i nierzetelna. Dlaczego? Dlatego, że uczelnie nie mają funduszy na finansowanie badań naukowych (głównie klinicznych). Badania są robione z inicjatywy i pod dyktando firm farmaceutycznych. Firmy chcą służyć zdrowiu, ale ich siłą motoryczną jest zysk. W interesie firmy jest badanie, które uwypukli zalety jej leku, zatai jego wady i nie wspomni o analogicznych lekach lepszych. Stosownie do potrzeb firmy zatrudnia się badaczy. Ci idą na rozliczne kompromisy. Od nich zależ dobrobyt uczonego, a nawet kariera naukowa (ona jest często funkcją liczby publikacji, a nie ich jakości). Światowe prawo farmaceutyczne sprzyja manipulowaniu prawdą. Powszechnie stosuje się badanie walorów nowego leku w trybie odniesienia do placebo, a nie do starych leków danej grupy terapeutycznej. Aby nowy produkt uczynić lekiem, trzeba udowodnić, że on leczy. Nie potrzeba dowieść, że leczy lepiej od leków starych. A że wszystkie stare leki leczą nieidealnie, istnieje ogromne pole do naukowych iluzji. Te iluzje publikuje się nawet w bardzo dobrych czasopismach. Firmy farmaceutyczne stać na to, by stosowne publikacje wspierać finansowo, poczym starannie karmić nimi tłumy lekarzy. Mamy to, co mamy. Ogromne spożycie leków gorszych przy istnieniu lepszych. Skala zjawiska jest mniejsza w krajach zamożnych, bo tam stać lekarzy na prenumerowanie różnych dobrych czasopism. W Polsce i wielu krajach niezamożnych – nie stać. Karmią się literaturą podrzucaną przez repów (representatives – przedstawicieli firm), starannie dobieraną. Kosmiczny dramat polega na tym, że nowe leki, często gorsze, są zawsze drogie, bo opatentowane, monopolistyczne, produkowane na zasadzie wyłączności. Lekarz, padłszy ofiarą podstępnej promocji „naukowej”, rujnuje pacjentów lub ich Narodowy Fundusz Zdrowia, co na jedno wychodzi. Lekarz zamiast przybliżać do ludzi zdrowie, je oddala. Na domiar złego prawo medyczno-farmaceutyczne i prawo prasowe jest w Polsce tak probiznesowe, że nie pozwala wołać głośno „nie ordynuj bubla x, stosuj lek renomowany”. Każdy bubel został legalnie zarejestrowany i ma takie same prawne racje przynoszenia firmie korzyści, jak wyśmienity środek leczniczy. W młodym polskim kapitalizmie większą ochroną cieszy się przedsiębiorca niż pacjent, za którym niby stoi rząd, ale nie rozumiejący wiele. Nie rozumienie dotyczy również niektórych profesorów medycyny i farmacji. Ta niewiedza promieniuje na rzesze lekarzy i na stan ochrony zdrowia, więc przyczynia wielkich szkód.

Niniejszy wykład omawia wąski fragment ekonomiki leku, którego znajomość może uczynić profesora od leków potomkiem Hipokratesa. Oby. Wszyscy są zgodni, rządzący i rządzeni, bogaci i biedni, zdrowi i chorzy, że o zdrowie należy troszczyć się. Zabieganie o zdrowie wymaga medykamentów. W miarę możliwości coraz lepszych. Postęp musi kosztować. Dużo. Aby zachęcić przedsiębiorców do poszukiwania nowych środków leczniczych, rozum ludzki podpowiedział krajom, narodom: obejmijcie nowe leki ochroną patentową. Ochrona taka daje na pewien czas wyłączność produkcji i sprzedaży wynalazku. Uniemożliwia trutniom, które niczego nie wynalazły, korzyści z osiągnięć wynalazców. Umożliwia wynalazcom pobieranie dowolnych cen i osiąganie zawrotnych zysków. Wszyscy zgadzamy się na to. Ale. Na to „ale” nie baczą liczni nasi profesorowie. Patent, ochrona, wyłączność nie trwa wiecznie. Jest ograniczona w czasie. Ongiś 15 lat w Polsce, 16 – w Europie Zachodniej, 17 – w USA. Obecnie wszędzie 20 lat. Ba! Wynalazca uzyska patent na swój wynalazek tylko pod warunkiem, że w zgłoszeniu patentowym ujawni wszystkie tajniki wynalazku. Nie tylko jego precyzyjny opis, lecz także metodę jego produkcji. Po co? Aby następnego dnia po upływie okresu ochronnego każdy mógł, jeśli zechce, produkować i komercjalizować dane dobro. By kwitła konkurencja. By dobra taniały. By stawały się łatwiej dostępne. Filozofia prawa patentowego jest genialna. Niech wynalazcy czerpią przez pewien czas nieograniczone korzyści materialne.

Po tym czasie

- niech miliardy ludzi niezamożnych mają też szanse leczenia się,

- niech wynalazcy nie będą demoralizowani zyskami za nieróbstwo, niech mają bodziec do robienia następnych wynalazków.

Postępowanie ludzi bywa nie anielskie. Właścicielom patentów nie chce się po wygaśnięciu patentu i nastaniu konkurencji obniżać zawrotnych cen. Oni niemal wszyscy pragną pobierania nadal cen z czasów monopolu. Realizują to pragnienie z pomocą systemu nazw zastrzeżonych, monopolistycznych bez ograniczenia w czasie. I z pomocą chytrze dezinformowanych profesorów medycyny, niekiedy farmacji. Koncerny już zbudowały rękami powolnych sobie ekonomistów całą gałąź nauki wykładanej na medycynie i farmacji pt „pharmacoeconomics”. W tej nauce nie ma mowy o wyzysku cenowym w dobie konkurencji. Kładzie się silny nacisk na to, że leki konkurencyjne bywają gorsze. A nawet bywają nie tańsze. Zwodniczość koncernowej farmakoekonomiki polega na wmontowaniu do bardzo poprawnego ekonomicznie wykładu ekonomii dwóch systemów malwersacji. Jeden polega na przekonywaniu, iż lek markowy sprzedawany 5-10-20 razy drożej od jego kopii konkurencyjnej jest tańszy. Bodaj do polskiej historii farmacji i medycyny przeszła praca „naukowa” dostarczająca dowodów, że leczenie perindoprilem siedmiokrotnie droższym, w przeliczeniu na dawkę dobową, od enalaprilu, jest tańsze („Farmakoekonomika” Nr 4/2001, 2-12). Ta i inne prace naukowe kpiące z nauki i z rozsądku były referowane niejednokrotnie („Aptekarz” Nr 1-2/2002, 40-42, Nr 9-10/2004, 230-233).

Tu poświęcimy kilka akapitów drugiemu systemowi dezinformacji generowanej przez koncernową farmakoekonomikę i kolportowaną nawet przez profesorów. Polega on na sianiu paniki, że leki konkurencyjne, tanie, robione na wzór ongiś monopolistycznych, drogich, są gorsze. Ten cios jest szczególnie niebezpieczny, bo w farmacji jakość jest bezcenna. Koncerny ustami życzliwych profesorów stawiają pytanie: „czy pomiędzy lekiem oryginalnym i generycznym (odtwórczym) można postawić znak równości?”, „Czy produkowane przez różne firmy leki generyczne są tak samo bezpieczne, jak ich oryginalne odpowiedniki i czy mają taką samą skuteczność terapeutyczną?”. Samo stawianie takich pytań kompromituje profesorów. Prawo stanowi, już od samego zarania leku (patentu), że jego właściwości i cechy mają być klarowne i jawne. Producent konkurencyjny musiałby być niespełna rozumu, gdy kopiując lek oryginalny brałby do tego inną substancję czynną (inną sól, ester, izomer lub tp.). Lub inne materiały pomocnicze. Konkurent stara się robić zawsze lek identyczny. Odchylenie może się zdarzyć wówczas, kiedy monopolista zazdrosny o swój wynalazek, zlekceważy obowiązujący go wymóg i nie ujawni rzetelnie w Urzędzie Patentowym i później w Urzędzie Rejestracji prawdy o leku. I na domiar złego profesor rzeczoznawca w Urzędzie Patentowym lub w Urzędzie Rejestracji tego nie wykryje. Wnioskodawcą prawie nigdy nie jest producent leku taniego. Prawie zawsze jest to producent leku drogiego z przemyślanym zamiarem podstawienia nogi producentom tanim. Pomocą służą mu rzeczoznawcy, nawet w randze profesorów, nie potrafiący zmusić monopolistów do postępowania fair.

Proceder wpuszczania konkurentów w maliny jest bardzo opłacalny. Opóźnienie produkcji dobrego leku konkurencyjnego może przynosić monopoliście wielkie korzyści. Na monopolu zarabia się krocie. Z niepodważalnych danych rynkowych wiemy, że lekkopia z reguły jest tańszy 5-10 razy. Górna granica wyzysku sięga 100-krotności. Przypadki górne tego zjawiska to np.: Cipro (ciprofloxacina) tabl. 250 mg droższa 119 razy. Isoptin (verapamil) tabl. 120 mg droższy 95 razy. („Aptekarz” Nr 4/2003, 83).

Niektórych profesorów darzących przesadnym kultem monopolistów można leczyć ukazując im wiele drogich wynalazków, które nie są prawdziwymi wynalazkami kosztującymi lata poszukiwań. Są to przeważnie kongenery, obejścia patentowe wcześniejszych cudzych wynalazków. Także ciprofloxacina z 1983 r. nie była błyskiem geniuszu Bayera, lecz kolejnym obejściem patentowym norfloxaciny z 1978 r., tak jak pefloxacina z 1979 r., enoxacina z 1980 r., ofloxacina z 1982 r. Nie miejmy nic przeciwko kongenerom. Dzięki nim też niekiedy osiąga się postęp leczniczy. Ale nie przesadzajmy z kultem autora ciprofloxaciny. To jest po prostu szczęśliwy poszukiwacz patentowalnej „oxaciny” idący już utartym przez innego autora szlakiem. Jego wysokie honorarium nie musi być stukrotnością honorarium normalnego producenta i być płacone dłużej niż 20 lat.

Tendencje panikarskie posuwają się tak daleko, że autor profesor potrafi ostrzegać, że „gdy substancję czynną dostarcza wielu producentów, to poziom zanieczyszczenia i ich profil toksykologiczny może zależeć od metody syntezy związku.” Takie kpiny z podstawowej wiedzy o chemii analitycznej zdarzają się w piśmiennictwie medycznym. Na szczęście rzeczywistość farmaceutyczna jest zupełnie inna. Wytwórcy leków, bez względu na ich cenę, mają doskonałą wiedzę z chemii, technologii i farmacji stosowanej. W przypadku robienia synonimicznych identyków odchylenia od identyczności zdarzają się bardzo rzadko. A winowajcą jest prawie zawsze monopolista. On już w zgłoszeniu patentowym powinien był ujawnić oprócz substancji czynnej wszystkie inne szczegóły technologii leku. On powinien podać skład środków pomocniczych również we wniosku rejestracyjnym. Bywa, że w niektórych krajach niefachowo rejestrują leki. Pozwalają monopolistom na zatajanie istotnych danych. Nigdy to się nie zdarza w USA, Anglii, Francji, Niemczech, gdzie powstają najczęściej nowe leki. W dostępnym każdemu wykazie leków RFN, Rote Liste, w każdej monografii jest podany rygorystycznie skład produktu, nawet definicja barwnika drażetki nie mającego żadnego wpływu na jej leczniczość. Podobnie wykaz leków dopuszczonych we Francji, le Dictionnaire Vidal, nie śmie nie drukować szczegółowych danych. Producent leku konkurencyjnego, synonimicznego, nie ma najmniejszych kłopotów z zaopatrzeniem się we wszystkie potrzebne substancje pomocnicze. On ma na to czas 20 lat (mówiąc z przesadą).

Firmy opowiadają profesorom, klinicystom, farmakoekonomistom itd. rozmaite banialuki, a oni nie mając zielonego pojęcia o farmacji stosowanej kolportują głupstwa w prasie lekarskiej i farmaceutycznej. Zupełnie nieświadomie sieją panikę u lekarzy i pacjentów. Wywołują strach przed lekami konkurencyjnymi (generycznymi). Koncerny zacierają ręce. Pobierają niezasłużone setki miliardów dolarów rocznie. Kilka przykładów ze świata:

Lipitor (Atorvastatina), patent USA. Sprzedaż rzędu 13,5 mln USD rocznie. Cena hurtowa w USA $3,37/DDD (10 mg). Produkt bez nazwy Lipitor lub Sortis jest obficie dostępny z wielu źródeł po $0,11-0,22/DDD (10 mg). Czyli 15,3-30,6 razy taniej, średnio 23 razy. Niezasłużona nadwyżka zysku wynosi blisko 13,0 mld dolarów.

Plavix (Clopidogrel), patent francuski. Sprzedaż 8 mld dolarów. Cena hurtowa w USA wynosi $5,33/DDD (75 mg). To samo bez nazwy Plavix można kupić po $1,55/DDD (75 mg). Różnica stanowi $5,67 mld.

Zyprexa (Olanzapina), patent USA. Sprzedaż 4,8 mld dolarów. Cena hurtowa w USA $16,64/DDD (10 mg). Synonim bez nazwy Zyprexa jest powszechnie dostępny po $2,32-$3,04/DDD (10 mg). Średnio po $2,68/DDD (10 mg). Ex-właściciel patentu przechwytuje niezasłużenie $4 mld rocznie.

Takie zjawiska mają charakter masowy. Ale za granicą durnota przepłacania za leki markowe, już stare, nie chronione patentem, obejmuje raczej leki obiektywnie dobre. Atorvastatina uchodzi teraz wszędzie za doskonały środek przeciwcholesterolowy. Clopidogrel za dobry środek przeciwpłytkowy. Olanzapina – za skuteczny antypsychotyk. W Polsce jest gorzej. Oto przykłady rodzime niepotrzebnego przepłacania za markę:

W 2008 r. wydaliśmy na ramipril marki Tritace zł 167 mln. Wiedząc, iż jest on droższy 3 razy od synonimicznych ramiprili konkurencyjnych (Tritace – zł 0,65/DDD 2,5 mg, np. Axtil – zł 0,21/DDD).

Wydaliśmy niepotrzebnie zł 65 mln na simvastatinę marki Zocor droższą dwukrotnie od równie dobrych nie-marek Zocor. Ale zarówno ramipril z nazwą Tritace, jak i simvastatina z marką Zocor choć są top lekami w swojej grupie terapeutycznej. Przy nich marnuje się tylko pieniądze na drogą markę. W Polsce do takiego marnotrawstwa dochodzi jeszcze boleśniejsze marnotrawstwo w postaci płacenia wysokich, monopolistycznych cen nie tylko za markę, a za leki nie mające wysokiej noty w światowym lecznictwie. W sensie promowania refundacją wręcz niepojęte.

Rażącym przykładem jest Prestarium (perindopril). Pril, którego szczególnych zalet nie dostrzeżono w USA, Niemczech, Anglii i innych krajach znających się na medycynie, u nas był przez lata prilem Nr 1. Obecnie jest prilem nr 2 przyczyniającym się do wydatku 185 mln złotych. Bo kosztuje zł 1,05/DDD (4 mg). Gdy top prile preferowane na całym świecie (enalapril, ramipril) są dostępne po zł 0,20/DDD. Pięć razy taniej. Polscy lekarze wyrzucają do śmieci 185 x 4/5 = 148 mln złotych rocznie! Minister zdrowia im na to pozwala. Nie tylko na to.

Gdy kardiolodzy całego świata do kontroli nadciśnienia stosują hydrochlorothiazid, ewentualnie furosemid, w Polsce przemysł wcisnął w kardiologów indapamid, me-too clopamid (Brinaldix) z 1962 r. już wycofany z aptek prawie na całym świecie. Indapamid z 1969 r., nieznaczna modyfikacja chemiczna clopamidu, jest u nas diuretykiem Nr 1. W dodatku najlepiej nam pomaga (szkodzi) marka Tertensif, najdroższa. Cztery razy droższa od hydrochlorothiazidu i furosemidu. Na Tertensif wydaliśmy w 2008 r. zł 101 mln płacąc cenę niekonkurencyjną jeszcze 40 lat po zaistnieniu tego à la wynalazku.

Przejdźmy już do próby podsumowania. Bolesne i psujące zdrowie są poszczególne błędy w rządzeniu farmacją. Czy to będzie Prestarium (perindopril), Tertensif (indapamid), czy wiele innych. Sprawą najważniejszą jest odbudowanie kwalifikowanych rządów farmaceutycznych. Bez kwalifikacji kadr „na górze” poprawianie sytuacji lekowej jest bardzo trudne. Wróg jest przebogaty i stać go na najzdolniejszych, najdroższych adwokatów. Mamy na piśmie jego zapewnienia dla Rządu, że „koncerny farmaceutyczne nie są monopolistami, bo konkurują ze sobą”. Lek robiony w 100% przez jednego rekina nie jest monopolistyczny („bo na tę samą chorobę jest wiele innych leków”). Jak tym kłamcom nie wierzyć w prawie 40-milionowym kraju, w którym nie ma ani jednej uczelni ekonomicznej z ekonomiką leku i towaroznawstwem farmaceutycznym.

Kto ma Rządowi mówić prawdę? Uczelnie medycznie nie tylko nie znają ekonomii, lecz nawet są szkolone w „pharmacoeconomics” przez przyjazny, życzliwy przemysł monopolistyczny.

Aptekarz Vol. 17 Nr 12, 234-238 (2009)
http://newworldorder.com.pl/artykul,2872,Jak-farmakoekonomia-okrada-budzety-ludzi-i-narodow
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2011, 16:40:31 wysłana przez Leszek »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1763
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
UWAGA TVN - jak koncerny farmaceutyczne korumpują lekarzy
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 20, 2011, 15:01:40 »
UWAGA TVN - jak koncerny farmaceutyczne korumpują lekarzy cz.2/2
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=YZuqJ-X590o" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=YZuqJ-X590o</a>
UWAGA TVN - jak koncerny farmaceutyczne korumpują lekarzy cz.1/2
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=01rgr1BkQRU" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=01rgr1BkQRU</a>

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Jak farmakoekonomia okrada budżety ludzi i narodów
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 22, 2011, 20:09:53 »
Ta szczepionka ratowała życie. Może szkodzić
dzisiaj, 07:30
JMR / PAP
Europejska Agencja Leków (EMA) zaleciła wczoraj ograniczenie stosowania u dzieci i młodzieży szczepionki Pandemrix przeciw grypie H1N1, ostrzegając, że w rzadkich przypadkach może ona powodować u nich narkolepsję.

Mająca siedzibę w Londynie EMA ogłosiła, że szczepionka może być stosowana tylko przez te osoby poniżej 20. roku życia, które nie przyjmowały trójwartościowych szczepionek przeciw grypie sezonowej. W przeciwnym razie Pandemrix może w rzadkich przypadkach powodować narkolepsję. Choroba wiąże się z nieoczekiwanym zapadaniem w sen oraz nadmierną sennością w ciągu dnia.

EMA podkreśliła jednak, że ogólny bilans stosowania szczepionki, po rozważeniu korzyści i potencjalnego ryzyka, pozostaje pozytywny.

Pandemrix był powszechnie używany podczas epidemii świńskiej grypy w latach 2009-2010.

Jego producent, GlaxoSmithKline (GSK), odnotował do 6 lipca br. 335 przypadków narkolepsji na 31 mln dawek Pandemriksu, przyjętych przez mieszkańców 47 krajów. Dwie trzecie przypadków stwierdzono w Finlandii i Szwecji. Właśnie naukowcy z tych dwóch państw w sierpniu zeszłego roku po raz pierwszy zauważyli występowanie narkolepsji wśród dzieci, którym podano szczepionkę.

Według EMA narkolepsja występuje u jednej osoby na 100 tys. w ciągu roku. W Finlandii i Szwecji na 100 tys. osób poniżej 20. roku życia zaszczepionych Pandemriksem zarejestrowano od 3 do 7 dodatkowych przypadków choroby. U dorosłych nie stwierdzono ryzyka narkolepsji.

Według fińskiego Narodowego Instytutu Zdrowia i Opieki Społecznej, narkolepsja u dzieci przyjmujących Pandemrix była "najprawdopodobniej" skutkiem działania zarówno szczepionki, jak i innych czynników.

Przedstawiciele GSK zapowiedzieli, że firma przeprowadzi dodatkowe badania dotyczące potencjalnego wpływu leku na narkolepsję. Szczepionki przeciw grypie H1N1 sprzedawało także kilka innych firm farmaceutycznych.
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/ta-szczepionka-ratowala-zycie-moze-szkodzic,1,4799808,wiadomosc.html
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Jak farmakoekonomia okrada budżety ludzi i narodów
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 22, 2011, 20:13:19 »
Ostra reakcja WHO: to zagrożenie dla milionów
20 lip, 16:12
DŁ / PAP
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wezwała dzisiaj do bezzwłocznego wstrzymania badań krwi na obecność aktywnej postaci gruźlicy, ponieważ są one mylące i niosą zagrożenie dla zdrowia milionów ludzi, głównie w krajach rozwijających się.

Jest to pierwszy raz, kiedy WHO wydaje jawnie "negatywną" rekomendację przeciwko praktyce powszechnie stosowanej w postępowaniu z gruźlicą.

Produkcją zestawów do badań zajmują się głównie zachodnie firmy, które eksportują je do krajów rozwijających się, ponieważ w krajach zachodnich nie spełniają wymaganych standardów - twierdzą przedstawiciele WHO.

Po trwających cały rok gruntownych badaniach, WHO stwierdziła, że "przeważające dowody wykazują, iż zestawy do badania krwi dają poziom błędu nie do zaakceptowania" i dlatego "narażają życie pacjentów" - powiedział szef działu WHO do walki z gruźlicą Mario Raviglione.

Badanie, mające diagnozować czynną postać gruźlicy poprzez wykrycie we krwi pacjenta przeciwciał lub antygenów jest wyjątkowo trudne - pisze na swoich stronach internetowych WHO. U pacjentów mogą występować różne przeciwciała, sugerując, że mają oni czynną gruźlicę, nawet jeśli wcale nie są na nią chorzy. Mogą wytwarzać przeciwciała w obronie przed innymi niż prątki Kocha drobnoustrojami, co może mylnie być odczytywane jako aktywna postać gruźlicy. W rezultacie na tej podstawie nie można zdiagnozować gruźlicy bądź zdiagnozować ją mylnie - wyjaśnia na swoich stronach WHO.

Jak powiedział Raviglione, "badanie krwi w celu zdiagnozowania aktywnej postaci gruźlicy jest złą praktyką. Rezultaty są niespójne, niedokładne i narażają życie pacjentów".

Jeśli chodzi o testy mające wykrywać uśpioną (latentną) postać gruźlicy, są one obecnie badane przez WHO.

- Testy do badania krwi na obecność gruźlicy są często docelowo produkowane z myślą o krajach, które mają słabe mechanizmy regulacyjne odnośnie do diagnostyki i gdzie zachęty marketingowe mogą brać górę nad dobrem pacjentów - powiedziała doktor Karin Weyer, koordynatorka działu diagnostyki gruźlicy i laboratoriów w jednostce WHO do walki z gruźlicą. - Jest to wielomilionowy biznes ześrodkowany na sprzedaży substandardowych testów dających rezultaty, na których nie można polegać - zaznaczyła.

Na gruźlicę umiera co roku na świecie 1,7 mln ludzi. Choroba ta jest główną przyczyną śmierci ludzi z AIDS.

http://wiadomosci.onet.pl/nauka
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline east

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 614
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Jak farmakoekonomia okrada budżety ludzi i narodów
« Odpowiedź #4 dnia: Lipiec 22, 2011, 21:44:02 »
Skala rozpanoszenia się wielkiej farmacji jest porażająca. Czy istnieje jakaś bariera dla tego typu przestępstw  "w białych rękawiczkach" ?

Moim zdaniem barierę mogą stworzyć sami pacjenci, coraz bardziej świadomi z czym mają do czynienia idąc do lekarza, gdy ten wita ich w gustownym białym (lub zielonym) kitlu z dyskretnie, acz wyraźnie wyeksponowaną marką leku, bądź koncernu. Prawdopodobnie zaordynuje nam on lek właśnie , "przypadkiem" tego koncernu, który reklamuje.

O tym komu tak na prawdę służy lekarz można się zorientować jeszcze przed wizytą w poczekalni oglądając jej wystrój. Najlepiej byłoby po prostu wyjść i nigdy nie wracać w takie miejsce, tylko co z naszą chorobą, u kogo mamy się leczyć ?
Wprawdzie o wiele prościej niż leczyć jest zapobiegać, no ale mądry Polak po szkodzie, a choroba właśnie nastała.
Wtedy szukamy ratunku u lekarzy. Dobrą metodą jest wcześniej zasięgnąć  porady u zielarza  lub choćby poszukać informacji w Internecie, aby możliwie ograniczyć bezczelne wpieranie nam drogich leków podczas wizyty u lekarza. Wiedząc, iż istnieje tańszy zamiennik możemy o niego wprost poprosić, a w przyszłości nawet wyeliminować zastąpiwszy spożyciem czegoś co pochodzi z Natury (zioła, warzywa, suplementu lub potrawy ). Uważam, że powinniśmy zapoznać się z nękającą nas chorobą  i sami szukać na nią sposobów z uwzględnieniem zdrowego rozsądku.
Na przykład w moim przypadku przykre działanie większości alergenów (pyłki traw i innych roślin ) udało mi się ograniczyć do jednego tylko miesiąca w roku -czerwca (niestety to miesiąc o najwyższym stężeniu pyłków pewnych chwastów w powietrzu ) - dzięki zastosowaniu podwyższonych dawek naturalnej witaminy C w połączeniu z bioflawonidami dostępnych w postaci suplementu. Przeciwhistaminowe działanie wit C przekłada się natychmiast na poprawę działania komórek i znosi przykre dolegliwości lub znacznie je ogranicza nawet przy najwyższym ich stężeniu w powietrzu. Dziś mogę nawet jeździć intensywnie na rowerze w czasie największego pylenia i nie duszę się, jak było kiedyś, a tylko czasami daje mi się we znaki katar.

 Wiele chorób jest po prostu wynikiem niedoborów witamin czy minerałów w które nasza codzienna dieta jest uboga ( monokulturowe uprawy, wyjałowiona ziemia uprawna z powodu maksymalizacji produkcji, gmo, napromieniowywanie żywności,konserwanty, dodatki typu sztuczne wzmacniacze smaku itd).
Włącznie nawet z rakiem, który, jak uważają niektórzy (Linus Pauling, Erns Krebs)  jest wynikiem, niedoboru witaminy b17 (letril, amigdalina )- ta nie może być opatentowana występując w naturze, więc wiedza o niej jest szczególnie piętnowana.
Jednakże bądźmy ostrożni w hurra optymistycznym dzieleniu się tą wiedzą , gdyż może spotkać nas to, co tego sympatycznego kolegę z USA
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=RwLZpTx-Gzc" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=RwLZpTx-Gzc</a>

Być może pomógł on uratować niejedno ludzkie życie (listy od osób, którym b17 pomogła)  i świadomość tego z pewnością czyni odsiadkę za spamowanie lżejszą :)

To tylko potwierdza starą prawdę, iż świadomość jest najlepszą ochroną a paranoidalna wręcz chęć zysku - największą chorobą tego świata.

W Polsce ,głosząc publicznie takie wypowiedzi spotkamy się co najmniej z ostracyzmem społecznym
Oto jedna z kuriozalnych (według mnie ) wypowiedzi użytkownika  kabzior, który pisze o sobie, że wykłada na uczelni medycznej (znalezione na wykopie) :

"(..)  Bo szczerze mówiąc to że dwóch kolesi zjadło pestki i wyzdrowiało jest mniej naukowo warte niż sponsorowane badania."

Zakładając nawet prawdziwość powyższego toku rozumowania kolegi kabziora z punktu widzenia NAUKI, to jako człowiek uważam, że wyzdrowienie ludzi, którzy UWAŻAJĄ ,że nastąpiło ono w wyniku zjedzenia pestek jest bezcenne i żadne pieniądze sponsorowane tego nie zmienią.
dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Jak farmakoekonomia okrada budżety ludzi i narodów
« Odpowiedź #5 dnia: Lipiec 22, 2012, 10:45:28 »

Mafia medyczna – szczepienia z dr Ghis
           
Urodzona w Kanadzie, doktor Ghislaine Lanctôt nie jest twórczynią wyssanych z palca, szalonych teorii spiskowych, lecz LEKARZEM!

Przez 25 lat kierowała różnymi klinikami w Kanadzie i USA. Jak więc widać była na dobrej drodze do prawdziwie wielkiej kariery. I pewnie by ją zrobiła, gdyby nie drobny problem: doktor Ghis nie tylko umie samodzielnie MYŚLEĆ, ale ma coś niezwykle rzadkiego w dzisiejszym świecie: SUMIENIE!

Dzięki zdolności myślenia odkryła, że cudowny świat medycyny z poświęceniem ratującej zdrowie i życie ludzi to czysta iluzja, a raczej bezczelne oszustwo!

Prawda jest zupełnie inna, szokująca i bardzo brutalna: medycyna nastawiona jest na zysk za wszelką cenę, ponieważ w całości kontrolowana jest przez finansistów i bankierów. I nie chodzi tu nawet o to, żeby wciskać chorym jak najwięcej drogich leków. Tu chodzi o coś zupełnie niewiarygodnego: o to, żeby zdrowych ludzi doprowadzać do choroby, a potem móc ich drogo, nieskutecznie i dzięki temu przez długie lata „leczyć”! Według dr Ghis „jest to system tworzenia chorób”.

Doktor Ghis potrzebowała 25 lat, żeby przejrzeć ten system. Kiedy w końcu zrozumiała, jak on działa napisała książkę „Mafia medyczna”. Wyjaśnia w niej, że ludzie wpadają w tryby tego potwornego systemu tylko dlatego, że dali sobie wmówić, że są biednymi i bezsilnymi owcami, które potrzebują pasterza i zbawcy, który zagwarantuje im bezpieczeństwo i ochronę. Medycyna, identycznie tak samo jak polityka, bazuje na ludzkiej niewiedzy, nieświadomości i wynikającym z tego zabobonnym lęku. Tak, jak mafia wymusza „ochronę” przed zmyślonymi przestępcami, tak medycyna wymusza wykupowanie ochrony przed iluzorycznymi wirusami i bakteriami.

Mafia jest mafią, bez względu na to, czy tworzą ją zwykli ulicznicy i bandyci, czy profesorowie w białych kitlach. Zadzieranie z nią może się skończyć nawet śmiercią. Jeśli nie fizyczną, to przynajmniej moralną i zawodową. Oczywiście tego, co zrobiła dr Ghis nie można było puścić płazem, więc wytoczono jej proces i pozbawiono ją prawa do wykonywania zawodu.

Jak działa mafia medyczna i jak możemy się przed nią bronić opowie państwu sama doktor Ghis.

filmy do obejrzenia tu : http://www.sekretyameryki.com/index.php/mafia-medyczna-szczepienia-z-dr-ghis/






Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Jak farmakoekonomia okrada budżety ludzi i narodów
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 08, 2012, 18:20:09 »
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl