Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: "To jest burdel, dziewczynko"  (Przeczytany 2613 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Tijavar
Gość
« : Maj 15, 2011, 16:23:19 »


Źródło: Wysokie Obcasy

To jest burdel, dziewczynko



Dziewictwo siostry jest sprzedawane, by opłacić szkołę dla brata - o przymusowej prostytucji i handlu ludźmi w Kambodży opowiada Somaly Mam, która do dziś uwolniła prawie 5 tys. kobiet

To jest Rena. Widzisz jej blizny? Nie chciała iść z klientem, więc sutenerzy przypalali ją papierosami. Hej, Rena! Odrobiłaś już lekcje? Jest u nas od miesiąca. Uczymy ją czytać i pisać, bo nigdy nie chodziła do szkoły. Do burdelu trafiła jako ośmiolatka. Teraz ma 13. Jak tam trafiła? Sprzedała ją matka. Wzięła za rękę, zaprowadziła i powiedziała: 'Masz tu zostać'. Dostawała za to co miesiąc 10 dolarów. Miesiąc w miesiąc przychodziła pod burdel i ochroniarz jej te 10 dolarów wypłacał.

W moim kraju to się zdarza bardzo często.

Angelina

Za granicą uchodzi za piękność. Ale nie w Kambodży. - Wszystko przez skórę. Tu zawsze wołali za mną 'czarna dziewczyna' - mówi Somaly Mam, szefowa największej w Kambodży organizacji pomagającej ofiarom handlu ludźmi. Nie dodaje, że właśnie z powodu tej skóry była kiedyś jedną z najtańszych prostytutek w Phnom Penh. 'Kambodżanie lubią dziewczęta o skórze jasnej jak porcelana. Mnie wysyłano na najgorsze ulice' - napisała w autobiografii 'Droga utraconej niewinności'.

'Musi pan przeczytać tę książkę, żeby cokolwiek zrozumieć. Nie tylko o Somaly, ale i o tym, co w XX wieku spotkało Kambodżę' - napisali mi w mailu jej współpracownicy. Czytam więc (fragmenty przytaczam w tym tekście). Oglądam w internecie zdjęcia: ściska się z Michelle Obamą, niesie flagę olimpijską na otwarciu igrzysk w Turynie, przedstawia podopieczne prezydentom, ambasadorom, celebrytom. Kilka lat temu amerykański tygodnik 'Time' umieścił ją na liście najbardziej wpływowych ludzi na świecie. Artykuł o Somaly napisała wtedy jej przyjaciółka Angelina Jolie: 'To, że uciekła z domu publicznego, jest wyjątkowe. Ale naprawdę niespotykane jest to, że wróciła. Większość ludzi na jej miejscu spędziłaby resztę życia, liżąc rany. Ona postanowiła stanąć przeciw tym, którzy ją skrzywdzili'.

Jak to się stało, że wróciła? Z tym pytaniem wsiadam w samolot, potem na motocykl i docieram do prowadzonego przez Somaly schroniska dla kobiet niedaleko centrum Phnom Penh. - Mam lat 40 albo 41 - mówi mi na wstępie. - Moje imię i nazwisko jest przybrane. Znaczy "naręcze kwiatów zgubione w dziewiczym lesie". Wybrałam je, bo dokładnie oddaje to, co mnie w życiu spotkało. Prawdziwego nie znam.

Schronisko

Do schroniska wiezie mnie motorowa taksówka. To najpopularniejszy w Kambodży środek transportu. Kierowca chwali pracę AFESIP, organizacji założonej przez Somaly Mam. - Strzygę się u tych dziewczyn za darmo - mówi łamanym angielskim i pokazuje równo obcięte włosy. - Very good job!

- Rzeczywiście, czasem świadczymy takie usługi - kiwa głową Somaly. - Nasze dziewczyny ćwiczą tak nowe umiejętności. Ale musisz wiedzieć, że ci kierowcy to też części klienci domów publicznych. Wiemy to, ale musimy mieć z nimi dobre kontakty: lepiej, by ludzie, którzy znają miasto od podszewki, byli po naszej stronie. Do naszego centrum dziewczyny trafiają, kiedy uda się je wydostać z domów publicznych. Czasem uciekają same, czasem pomaga im ktoś z rodziny. Mieliśmy tu niedawno 13-latkę, którą wyciągnęła starsza siostra. Ale najczęściej trafiają do nas te, które uwolnimy w czasie rajdu z policją. Pawilony, które widzisz, mieszczą szkołę angielskiego, szwalnię i szkołę fryzjerską. Musimy im coś zaproponować na nowe życie. Wiele z nich nigdy ani się nie uczyło, ani nie pracowało. Ciężko jest odejść od prostytucji, jeśli nikt na ciebie nie czeka, a na inne życie nie masz pomysłu.

Bomby

Angelina Jolie napisała w 'Timesie': 'Somaly Mam urodziła się w czasie, gdy Stany zaczęły sekretne bombardowania dywanowe jej kraju'. - Amerykanie prowadzili wtedy wojnę w sąsiednim Wietnamie - tłumaczy Pen, przewodnik po Polach Śmierci - miejscu, gdzie reżim Czerwonych Khmerów mordował swoje ofiary. - Przy okazji tej wojny przez osiem lat bombardowali i nas. Na małą Kambodżę zrzucili prawie 3 mln ton ładunków wybuchowych, więcej niż w całej II wojnie światowej. Nikt nie wie, ile dokładnie ludzi zginęło. A wiosną 1975 r., gdy tylko się wycofali, zaczęły się rządy Czerwonych Khmerów.

Khmerzy to komuniści, którzy chcieli zbudować nową Kambodżę (nazywali ją Kampuczą), bez dawnej inteligencji, dawnych elit i bez mniejszości. Zginąć można było za posiadanie okularów. W czasie rządów Pol Pota i jego towarzyszy życie straciło - według różnych wyliczeń - od nieco ponad 1 mln do 2 mln Kambodżan. Co piąty.

Somaly Mam: - Moja wioska leżała w prowincji Mondolkiri, na samej granicy z Wietnamem. Rodziców nie pamiętam; nie mam ani jednego wspomnienia. Nie wiem, czy opuścili wioskę w poszukiwaniu lepszego życia, czy zostali do tego zmuszeni. Ludzie wtedy po prostu znikali.

Dziadek

Czerwoni Khmerzy rządzili Kambodżą niecałe cztery lata. Zostali obaleni przez wojska wietnamskie w grudniu 1978 r.

Somaly Mam: - Żyłam wtedy całkiem sama, właściwie półdziko, bo nie miałam ani domu, ani rodziny. Jadłam to, co dali mi ludzie. Aż któregoś dnia do mojej wioski przyjechał mężczyzna, który powiedział, że jest moim dziadkiem. I że wie, jak znaleźć moich rodziców. Ile miałam lat? Siedem, może osiem.

Poszłam z nim. To było tuż po upadku Khmerów. Wszyscy wtedy gdzieś jechali. Byłam w szoku, że na świecie jest tylu ludzi! Pierwszy raz w życiu widziałam motory, ciężarówki. Kiedy dziadek kazał mi do jednej z nich wsiąść, cofnęłam się przerażona. Wtedy uderzył mnie w twarz tak mocno, że się przewróciłam. Nikt nigdy wcześniej mnie nie bił. Dziadek podniósł mnie z ziemi i siłą wrzucił do ciężarówki. Wtedy już wiedziałam, że popełniłam wielki błąd. Że ten człowiek ani nie jest moim dziadkiem, ani nie wie, gdzie są moi rodzice.


Dziadek mieszkał w małej wiosce niedaleko Phnom Penh. Somaly została jego niewolnicą. - To nie było nic wyjątkowego - mówi Phirun In, historyk z Phnom Penh. - Po ludobójstwie Czerwonych Khmerów setki tysięcy dzieci zostało sierotami. Wielu ludzi im pomagało. Ale byli i tacy, którzy korzystali z nich w każdy możliwy sposób, nie płacąc, a czasem nawet nie dając w zamian jedzenia. Somaly pierze i sprząta dziadkowi, sprząta też u innych ludzi i nosi im wodę z rzeki w wielkich pojemnikach. Dziadek dostaje za to pieniądze.

Somaly Mam: - Kambodża była wtedy tak biedna, że kto miał wystarczająco ryżu do jedzenia, uchodził za bogacza. Ja i dziadek często nie mieliśmy. Podkradaliśmy jedzenie, które inni mieszkańcy wsi rzucali swoim świniom. Mieszkałam tam jakieś cztery lata, gdy któregoś dnia kazał mi iść do chińskiego sprzedawcy po olej do lampy. Znałam dobrze to miejsce. Chińczyk i jego żona czasem dawali mi słodycze. Ale tym razem w sklepie był tylko on. Kazał mi zejść do magazynu, tam rzucił na worek ryżu, mocno uderzył i zgwałcił. Nie miałam pojęcia, co on robi. Czułam, jakby kłuł mnie czymś ostrym między nogi. Kiedy skończył, powiedział: 'Jeśli piśniesz komuś choć słowo, poderżnę ci gardło. Twój dziadek jest mi winien mnóstwo pieniędzy. Jeśli mu o tym powiesz, będzie cię bił, więc lepiej się zamknij'.

Dziś wiem, że moje dziewictwo było zapłatą za jego dług. Co rusz trafiają do nas dziewczyny, które zostały prostytutkami, bo rodzina spłacała ich dziewictwem jakiś dług: kupowali motor, telewizor albo po prostu mieli kredyt w lokalnym sklepie. Czasem dziewictwo siostry jest sprzedawane, żeby opłacić szkołę dla brata. Dziewczęta bez cnoty są dla rodziny bezwartościowe. Rodzice chętnie sprzedają je więc sutenerom.


Mąż

Niedługo później dziadek wymyślił kolejny sposób, by zarobić na Somaly: znalazł jej męża.

Somaly Mam: - Oczywiście nikt nie pytał mnie o zdanie. Krótka ceremonia w dawnej buddyjskiej pagodzie - i byliśmy małżeństwem. Zapytałam niedawno ważnego buddyjskiego mnicha, jak to możliwe, że nikt z nich nie pomagał takim jak ja. Że jakiś mnich udzielił mi ślubu, choć musiał widzieć, że wcale tego nie chcę i że jestem bita. Odpowiedział, że w tamtych czasach cały kraj zwariował. Zdarzało się, że nawet mnisi gwałcili dziewczynki. Wiele lat nam zajmie, zanim znów tu będzie normalnie.

Mąż miał dwadzieścia kilka lat. Ja - 14. Był wysoki, miał kręcone włosy i białe zęby. Miał na imię Than, ale musiałam się do niego zwracać 'pou' - wujku. To u nas oznaka szacunku. Był żołnierzem i jak wszyscy kambodżańscy żołnierze był bardzo agresywny. Nienawidzę o nim myśleć. Już pierwszej nocy zgwałcił mnie na pace ciężarówki. Nie miałam pojęcia, że będzie chciał mi zrobić to samo, co chiński sprzedawca. Jak to możliwe? Rodzice nawet między sobą nie rozmawiali ani o Czerwonych Khmerach, ani o zaginionych krewnych. Myślisz, że ktoś miał głowę, by rozmawiać z dziećmi o seksie? Kiedy próbowałam się bronić, mąż z całej siły uderzył moją głową o ścianę i gwałcił dalej.

Rano musiałam się podnieść i zrobić mu śniadanie. Nie było żadnych wyjaśnień, wstydu, litości. Nie padło nawet jedno słowo.

Bił mnie, kiedy nie smakowało mu jedzenie. Kiedy nie byłam wystarczająco miła. Wokół mieszkali inni żołnierze z żonami. Myślę, że one musiały przechodzić przez podobne rzeczy, ale kiedy spotykałyśmy się na zakupach, żadna nie mówiła nawet słowa. To też są rzeczy, o których w Kambodży się nie rozmawia. Kiedy po kilkunastu miesiącach mój mąż wyjechał walczyć z Czerwonymi Khmerami, poczułam prawdziwą ulgę. Nigdy z tej wojny nie wrócił.


Przemoc

Ale wrócił dziadek. Przyjechał pewnego dnia i powiedział, że zabiera mnie do miasta. Tak mówiło się u nas na Phnom Penh. Zarobił na mnie po raz trzeci. Zabrał mnie do ciotki Nop, która - jak on - pochodziła z mniejszości Czamów, kambodżańskich muzułmanów. Ciotka Nop nosiła europejskie ciuchy i miała twarz całkiem ukrytą pod grubą warstwą makijażu. Wyglądała jak demon. I właściwie była demonem. Bo była meebon - kobietą, która utrzymuje się z prostytucji.

Dziadek wyjechał. Ciotka kazała mi się zdrzemnąć w malutkim pokoju, w którym oprócz mnie była jeszcze jedna dziewczyna. Kiedy przyszedł wieczór, kazała mi wstać, dała ubrania i wytłumaczyła: 'To jest burdel, dziewczynko. Jeśli nie będziesz słuchać naszych klientów, będą cię bić. A na koniec i tak będziesz musiała zrobić, co ci każą'.

Próbowałam się opierać, więc pierwszy klient pobił mnie tak, że krew leciała mi z ust. Ciotka Nop powiedziała: 'To dobry człowiek, policjant. Gdybyś trafiła na innego, mogłabyś już nie żyć'. Najbardziej brutalni byli żołnierze. Jeden był kiedyś z moją koleżanką Li. Zmasakrował ją tak, że do dziś mam koszmary z nim w roli głównej. Kilka dziewczyn zostało zabitych. Chethavy - wysoka i piękna. Była nauczycielką, ale jej mąż i teściowa ją sprzedali. Sry Roat - bardzo ładna, z białą skórą. Bardzo chciała uciec. Poprosiła o pomoc jednego klienta, który - jak jej się wydawało - ją lubił. Tyle że ten klient był kolegą naszych ochroniarzy. Li, mąż ciotki, związał ją na naszych oczach i strzelił jej w głowę. To miało być ostrzeżenie dla nas wszystkich. Ich ciała wyrzucali po prostu na śmietnik. Byłyśmy śmieciami i za życia, i po śmierci.


- Kambodżanie są bardzo agresywni - przyznaje Jennifer Ash, psycholożka ze Stanów Zjednoczonych, która przyjechała do Phnom Penh na wolontariat. - To, że Somaly bili wszyscy mężczyźni, nie jest tu, niestety, niczym nadzwyczajnym. Ludzie nigdy nie odreagowali ani bombardowań, ani ludobójstwa. A przecież wszystkie te straszne rzeczy gdzieś w nich zostały. I muszą gdzieś znaleźć ujście. Więc mnóstwo ludzi tu bije słabszych od siebie: mąż żonę, żona dzieci, dzieci siebie nawzajem. Słynny khmerski uśmiech, który tak chętnie wspominają turyści, to fasada.

Dietrich

Somaly Mam: - Najgorsze było, że wciąż czułam się brudna. Wszystko było ohydne, cuchnące i śmierdziało spermą.

Zawsze miałam obsesję czystości. Szorowałam się, czym tylko mogłam. Gotowałam w osolonej wodzie liście tamaryndu i myłam się nimi cała. Inne dziewczyny aż tak się tym nie przejmowały, ale nie rozmawiałyśmy o tym. Kiedy jesteś w burdelu, jedyna rzeczywistość to klienci i nikt specjalnie nie chce z nikim rozmawiać. To nie jest miejsce, gdzie chciałoby się zawierać przyjaźnie.

Ale jakieś więzi oczywiście się tworzą. Moja koleżanka Mom miała matkę w centrum Phnom Penh. Chodziłyśmy tam czasem - nie znałam nikogo innego w mieście. Mom była bardzo ładna. Matka sprzedała ją do domu publicznego i dostawała za to co miesiąc pieniądze. Ale zawsze uważała, że tych pieniędzy jest za mało; biła ją mocno, że jest leniwa i nie dba o matkę.

Mom miała mężczyznę, który mówił, że ją kocha. Wynajął jej mieszkanie i tam żyła. Matka była oczywiście niezadowolona, bo wcześniej od ciotki dostawała więcej. Ja zazdrościłam Mom, że ma tylko jednego mężczyznę, dla którego musi pracować. Ja czasami miałam nawet dwudziestu w ciągu doby.


Gdy Kambodża lizała rany po rządach Czerwonych Khmerów, w stolicy zaczęło się pojawiać coraz więcej cudzoziemców - wolontariuszy, pracowników ONZ-u, podróżników.

Somaly Mam: - Moim pierwszym cudzoziemcem był Dietrich, Niemiec. Najpierw zabrał mnie na kolację. To był pierwszy raz, gdy klient chciał ze mną zrobić coś innego oprócz seksu! Nie wiedziałam, jak jeść nożem i widelcem. W Kambodży dzielimy mięso na kawałki i jemy rękami. Bałam się, że mnie przegoni. Ale on się tylko śmiał. Później zabrał mnie do siebie i pierwszy raz w życiu widziałam materac. Z Kambodżanami chodziłam do najtańszych hoteli, często do sal wieloosobowych. Na ziemi był koc, czasem siennik, a najczęściej zupełnie nic. Dietrich zaprowadził mnie do łazienki i dał do ręki dziwną rurę. Uciekłam. Myślałam, że to wąż albo jakieś zmyślne narzędzie tortur. A to był prysznic. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że ktoś robi dla mnie miłe rzeczy i nie będzie chciał mnie potem pobić. A on na koniec dał mi napiwek, co też nigdy wcześniej się nie zdarzyło.

Przyjeżdżał po mnie jeszcze kilka razy, aż porozmawiał z ciotką, żeby pozwoliła mi z nim zamieszkać. Więc zamieszkałam z klientem jak Mom. Dietrich był dobrym człowiekiem, wesołym, bezproblemowym. Próbował mnie rozśmieszać i bardzo nie lubił, jak płakałam w czasie seksu. Na szczęście zazwyczaj było ciemno i udawało mi się płakać tak, żeby nie widział.

Mieszkał w pięknym domu z ochroną i służbą. Pracował dla jednej z dużych organizacji międzynarodowych. Aż któregoś dnia jego kontrakt się skończył i zapytał, czy nie chcę z nim jechać do Niemiec. Przeraźliwie się bałam, że zabierze mnie tam i sprzeda, więc powiedziałam, że nie. Był i inny powód. On nie znał nawet słowa po khmersku. Ja - w żadnym innym języku.


Przed wyjazdem Dietrich dał mi tysiąc dolarów. Od razu sto z nich dałam swojej sutenerce. Po sto rozdałam też koleżankom, które lubiłam. To był ostatni raz, gdy widziałam ciotkę. Do dziś, jak jestem w tych okolicach, robię wszystko, żeby nie przechodzić tamtą ulicą.

Pierre

Nie miałam pomysłu, co dalej ze sobą robić. Chodziłam więc z koleżankami do klubów i spotykałyśmy się z cudzoziemcami. Dlatego wiem, jak ważne jest, żeby dziewczynom z naszych ośrodków dać konkretny zawód. Jeśli go nie dostaną - wrócą na ulice. W tych klubach poznałam Pierre'a. To był pierwszy cudzoziemiec, który znał khmerski. I pierwszy, który naprawdę się mną zainteresował: zadawał mnóstwo pytań, uważnie słuchał odpowiedzi. I ja, z natury milczek, złapałam się na tym, że opowiadam mu całe swoje życie. I że odpowiadam 'tak' na pytanie o ślub.

Pojechaliśmy do Paryża. Matka Pierre'a mnie nie znosiła. Znalazłam tam legalną pracę, byłam sprzątaczką w dużym hotelu. Ale ona i tak wciąż miała o coś do mnie pretensje. Na szczęście Pierre dostał nowy kontrakt w Kambodży i wróciliśmy. Wtedy zobaczyłam niesamowitą zmianę. Jako żona cudzoziemca i kobieta bywała we Francji stałam się Khmer de France. Kiedy po raz pierwszy pojechałam z Pierre'em do wioski, w której mieszkałam z dziadkiem, nikt nie pamiętał, jak mnie wyzywali od czarnych dziewczyn i wylewali pomyje. Licytowali się, kto mnie bardziej uwielbiał.

Sutener

Pierre pracował w mieście Kratie. Ja znalazłam sobie pracę jako pielęgniarka. Któregoś dnia do naszego szpitala trafiła 18-letnia dziewczyna. Od razu było widać, że była prostytutką. Powiedziałam jej: 'Nie będę o nic pytać, ale zawsze używaj tego i tego' - i dałam jej prezerwatywy i mydło. I dodałam, że jeśli ona albo któraś z jej koleżanek będzie potrzebować tych rzeczy, zawsze mogą do mnie przyjść. Tak się to wszystko zaczęło.

Najpierw przychodziła ona z koleżankami, później kolejne. W końcu dogadałam się z szefem szpitala, załatwił mi dużo mydeł i prezerwatyw i sama zaczęłam chodzić po domach publicznych i je rozdawać. Sutenerzy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale przyzwyczaili się. Po pierwsze, byłam Khmer de France i nie można było tak sobie zwyczajnie mnie przegonić. Po drugie, im też zależało, żeby dziewczyny były zdrowe i czyste.

Patrzyłam na te dziewczyny i widziałam siebie sprzed kilku lat. Biedne, wystraszone, bez nikogo, kto mógłby im pomóc. W końcu dwóm pomogłam uciec. Ich sutener przybiegł do mnie dzień później wściekły z bronią. Odpowiedziałam przez zęby, żeby uważał, z kim zadziera. Zadziałało. Nikomu chyba nie mieściło się w głowie, że mogę robić takie rzeczy, nie mając mocnych pleców.


Adana

Mój mąż zmienił pracę i musieliśmy się przeprowadzić do Phnom Penh. Zamieszkaliśmy w Toul Kok, dzielnicy na przedmieściach. Okazało się, że to największe zbiorowisko phnompeńskich burdeli. Naprzeciw naszego domu był Złamany Kokos. Kokos to po khmersku miejsce intymne kobiety. W tym czasie okazało się, że jestem w ciąży. Kiedy urodziła się Adana, pierwszy raz w życiu poczułam, że mam rodzinę. Płakałam jak niemowlę, że ja, która nie znałam swojej matki, sama teraz jestem matką.

Ale nie przestawałam myśleć o dziewczynach z burdeli. Nawet w ostatnim miesiącu ciąży nosiłam im prezerwatywy, mydło i bardzo chciałam, by w moim domu miały miejsce, gdzie zawsze mogą przyjść, pogadać i się wyżalić. Adana była jeszcze bardzo mała, gdy przyszedł do mnie Robert, zaprzyjaźniony Amerykanin, i powiedział, że jego znajomej Kambodżance sutenerzy porwali córkę. Razem poszliśmy na policję. Matki nikt by nie posłuchał, ale Amerykanina i Khmer de France - już tak. Marudzili, odwlekali, ale w końcu zrobili rajd na burdel, w którym podejrzewaliśmy, że ta dziewczyna jest. Ktoś jednak musiał ostrzec sutenerów, bo tam wszystko już było posprzątane. Zostawili tylko Srey, tę dziewczynę, którą w dodatku uzależnili od narkotyków. Była w bardzo złym stanie: sikała na podłogę i uciekała przed ludźmi.

Kilka dni później jej matka przyszła do nas, żebyśmy zabrali od niej Srey. Nie dawała sobie z nią rady. I Srey zamieszkała ze mną, Pierre'em i Adaną. A ja zrozumiałam, że aby móc skutecznie pomagać dziewczynom, muszę założyć organizację.


Unia

Tak powstało AFESIP - Działanie dla Kobiet w Trudnej Sytuacji. Specjalnie wybraliśmy nazwę, w której nie ma ani słowa o prostytucji, żeby nie stygmatyzować już na wstępie naszych dziewczyn. Poszliśmy do biura Unii Europejskiej zapytać, czy nie zechcą nam pomóc finansowo. Pani w biurze bardzo się zdziwiła: 'Ale przecież w Kambodży nie ma prostytucji!?'.

Odpowiedziałam: 'Pani mieszka w klimatyzowanym domu i pracuje w klimatyzowanym biurze. Kambodża wygląda trochę inaczej niż to, co pani widzi na co dzień'. Nie dostaliśmy ani grosza.


Tom Dy

Zamieszkiwały z nami kolejne dziewczyny: jedna w ciąży, dwie uzależnione od narkotyków, kolejna z dwójką dzieci. Zaczęłam też dostawać pogróżki. Spalono dom moim przyjaciołom - nauczycielom, którzy pomagali mi w wiosce dziadka.

Sutenerzy mają tu wielkie wpływy. Dziś biorą po 15 dolarów od klienta. Niech ich mają dziennie tylko pięciu - już masz 75 dolarów. W Kambodży mało kto tyle zarabia na miesiąc. Nic dziwnego, że mogą kupić i sędziego, i policjanta, i kogo tylko zechcą. Nasz kraj jest jednym z najbardziej skorumpowanych na świecie. Tu nawet straż pożarna nie zaczyna gasić, jeśli się jej wcześniej nie zapłaci.

Ale im bardziej oni chcieli mnie zastraszyć, tym stawałam się twardsza. Zwłaszcza gdy zobaczyłam, co się dzieje w tej branży. Mnie sutenerzy straszyli pająkami i wężami. Dziś to są regularne tortury. I coraz młodsze dziewczyny. Sry Mach miała sześć lat, gdy uratowaliśmy ją z burdelu. I już miała AIDS. Srey Mom uciekła z burdelu prowadzonego przez byłych żołnierzy. Sprzedała ją tam babcia. Uciekła, bo w podłodze zrobiła dziurę i przykrywała ją matą. Odwiózł ją tam z powrotem taksówkarz. Gdy cudem uciekła po raz drugi, bała się tak, że nawet nie chciała iść do szpitala.

Kolap myślała, że idzie do pracy na zmywak. Rzuciła się matce na szyję, bo nie chciała opuszczać domu. Ta ją spoliczkowała. Dostała za nią 50 dolarów. Pojechałam z nią później do tej matki. Zaczęła się tłumaczyć, że nie mieli jedzenia i że musiała ją sprzedać. Wiem dobrze, co znaczy bieda. I nie wyobrażam sobie takiej biedy, która sprawia, że sprzedajesz własną córkę. Ludzie często tłumaczą te nienormalne zachowania reżimem Pol Pota. Dla mnie to nie jest żadnym wytłumaczeniem. To nie Pol Pot sprzedaje te dziewczyny do burdeli, ale ich rodzice.

Tom Dy znalazłam przed pałacem królewskim, w samym centrum Phnom Penh. Wyglądała jak obłąkana. Ludzie rzucali w nią kamieniami. Wyrzucili ją tam sutenerzy, gdy była tak chora z powodu AIDS, że już nie miała siły pracować. Już nie mieściliśmy się z dziewczynami w domu moim i Pierre'a i zbieraliśmy pieniądze na budowę pierwszego centrum. Tom Dy bardzo się zaangażowała. A my docenialiśmy ten entuzjazm. Gdy Tom Dy zmarła, na jej cześć nazwaliśmy nasze centrum w Phnom Penh.

Chai Hour

W centrum imienia Tom Dy ciągle coś się dzieje. Dziewczyny uczące się szycia rzucają w siebie ścinkami materiałów. Przyjeżdżają byłe wychowanki, które dziś prowadzą zakłady fryzjerskie albo pracują w dużych szwalniach. Przyjeżdżają też ludzie z zagranicy, bo AFESIP prowadzi dziś biura w Laosie, Wietnamie i Tajlandii. Somaly Mam udało się wyciągnąć z domów publicznych już prawie 5 tys. kobiet. Do dziś dostaje telefony z pogróżkami. I nie są to puste słowa. Gdy kilka lat temu sutenerzy otworzyli Chai Hour II, sześciopiętrowy supermarket z dziewczynami, zrobiony na wzór tajlandzkich, Somaly namówiła policję na rajd. Udało się uwolnić ponad 90 dziewcząt.

Kilka dni później zaginęła jej przybrana córka Ning. W tym samym czasie zamaskowani gangsterzy z bronią w ręku odbili wszystkie uwolnione dziewczyny. Ning znalazła się po kilku dniach w mieście Battambang. Okazało się, że ktoś ją porwał i sprzedał do burdelu. Sprawców nie odnaleziono do dziś. Podobnie jak porwanych dziewczyn.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
Tijavar
Gość
« Odpowiedz #1 : Czerwiec 16, 2011, 07:44:32 »


http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,110500,9784226,_Te_dziewczyny_mozna_zamordowac__I_nikt_tego_nie_zauwazy_.html

"To nie jest film o Różowym Gangu. To film o władzy, o kastach, o aranżowanych małżeństwach. (...) Esencja tego filmu to moment rebelii, buntu tych małych dziewczynek, kiedy mówią "odejdę, ucieknę, sprzeciwię się". Buntu potrzebnego nie tylko w Indiach ale i w Europie. Tam, gdzie ludzie nie mają sił przeciwstawić się tym, którzy ich krzywdzą, często najbliższej rodzinie - mówi TOKFM.PL reżyserka "Różowego Gangu", brytyjska dokumentalistka Kim Longinotto. Zapraszamy na film festiwalu praw człowieka Watch Docs.

Film pod linkiem:

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,110500,9784226,_Te_dziewczyny_mozna_zamordowac__I_nikt_tego_nie_zauwazy_.html

Fragmenty wywiadu z ww strony z Kim Longinotto:

(...)

Ale równocześnie zmusza te kobiety do konfrontacji z otoczeniem, do pokazania siły, której one często nie mają...

(...)To, co widzimy, to początek pragnienia zmiany wśród kobiet. Sampat tak naprawdę nie pomaga żadnej z kobiet, które do niej przychodzą. Czasem nawet pogarsza sprawę. Jej rola ogranicza się do zmuszenia ludzi, by krytycznie spojrzeli na to, co mają w swoich głowach. To się nie stanie błyskawicznie, ale ludzie zaczynają myśleć inaczej. W Indiach system kastowy istniał przez tysiące lat i wciąż istnieje. Ona walczy z uprzedzeniami i stereotypami, które "były od zawsze". I które sprawiały, że ludzie zabijają własne dzieci. Na początku filmu jest scena, w której matka pyta, czy powinna zabić córkę za ucieczkę.

To wesele wygląda jak zaaranżowane, jakby Sampat zmuszała do niego młodą parę...

To w pewnym sensie jest małżeństwo z przymusu. Takiego, że jeśli ten chłopak nie pojmie tej dziewczyny za żonę, to ona zginie. Albo zabije ją matka, albo zostanie odrzucona. Ona musiała wyjść za mąż. Wiedziała, że jeśli chłopak jej nie poślubi, to ona nie ma przyszłości. Inny przykład: jeśli jedna z bohaterek, gwałcona przez teścia, nie sprzeciwiłaby mu się bez interwencji Sampat...Pamięta pan, jak jej ojciec obiecywał, że jeśli ona ucieknie, to on zaciągnie ją z powrotem na powrozie jak świnię? I z tym walczy Sampat. Mówi: "Jeśli ta dziewczyna zginie, np. spłonie żywcem, jeśli coś się jej stanie - my wiemy. My jesteśmy świadkami. Jeśli ona zginie, to pójdziemy na policję". To nie kamera tworzy wokół ofiary kokon bezpieczeństwa. To świadkowie jej krzywdy.

Czy są jakieś statystyki, jakieś szacunkowe obliczenia tego, ile kobiet nigdy nic nie powie o swojej gehennie, tylko milczy i cierpi w samotności?

Dlaczego w tym filmie widać gromadki chłopców i czasem jakąś dziewczynkę? Właśnie dlatego, że dziewczynki są zabijane. Nikt nie zostaje oskarżony, policja nie interweniuje, bo wioski są daleko od cywilizacji. Nie wierzyłabym żadnym statystykom z Indii. Wychowanie dziewczynki kosztuje, a potem trzeba ją wydać za mąż i to też kosztuje. Wszystkie te dziewczynki są wydawane za mąż, zanim skończą 12 lat.

Raj dla pedofilów...

Dokładnie. Ludzie czasem mówią mi: tak nie wolno oceniać, bo to inna kultura. Nie obchodzi mnie to. To jest krzywdzenie dzieci. Nie nazywam tego małżeństwem.

Gdyby miała pani dać Sampat radę, to namawiałaby ją pani, żeby działała dalej w ten sposób?

Nakręciłam film o pięciu intymnych historiach krzywdzonych dziewcząt. Sposób, w jaki żyje Sampat, to przykład dla innych kobiet. Więc mam dla niej wiele szacunku, ale jestem też bardzo krytyczna. Mogłaby być dużo lepszą kobietą. Ale na pewno bym ją zagrzewała do dalszej walki. To, co robi, jest wspaniałe i potrzebne nie tylko w Indiach, ale i w Europie, tam, gdzie ludzie nie mają sił przeciwstawić się tym, którzy ich krzywdzą, często najbliższej rodzinie.

Podziwiam Sampat. Pokazaliśmy w filmie jej jasną i ciemną stronę. Wiadomo, Gang powinien być demokratyczną organizacją, ale zakładała go kobieta, którą wydano za mąż w wieku 12 lat. I będziemy jej mówić o demokracji? Różowy Gang to nie jest żaden wielki ruch. Ale sposób, w jaki Sampat daje ludziom odwagę do tego, żeby wstać i powiedzieć "byłam molestowana, bita, dręczona i nie zniosę tego dłużej", potrzebny jest też w Europie, bo gwałciciele wciąż umykają sprawiedliwości, a ofiary myślą, że są winne. W wielkich miastach jak Dublin i Londyn są środowiska pedofilskie.

Niech pan przypomni sobie scenę z filmu: dziewczynka wraca do wioski, mówi otwarcie, że była gwałcona przez lata. Jeden z mężczyzn karci ją: "Nie powinnaś o tym mówić publicznie, okrywasz się hańbą". A Sampat mówi: "Powinna. To dla niej żadna hańba. To jest hańba dla jej teścia, który ją gwałcił.

To chyba najbardziej skomplikowany film, jaki nakręciłam. To, co mnie zainteresowało, to nie proces społeczny, ale historie samych kobiet. Esencja tego filmu to moment rebelii, moment buntu tych małych dziewczynek, kiedy mówią "odejdę, ucieknę, sprzeciwię się, znajdę pomoc". Jej kuzynka przez te kilka dni, które spędza u niej, uczy się pewności siebie. I zaczyna się zmieniać.

Rozmawiał: Michał Gostkiewicz

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #2 : Czerwiec 16, 2011, 22:47:04 »


To bardzo poruszające historie, bardzo przykre  .. jak można pomóc tym ludziom na prawdę ? Kiedy to czytam to wstydzę się , że są tacy faceci, którzy ten biznes zasilają. Chyba tak na prawdę można im pomóc w sobie , zmieniając świat poprzez swoje wnętrze. Bo nie da rady być w tych wszystkich miejscach na raz....

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
Strony: 1   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS