Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Początki greckiej filozofii  (Przeczytany 2533 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« : Lipiec 13, 2011, 00:39:40 »


JOŃSCY FILOZOFOWIE PRZYRODY

Zwykło się mawiać, że cywilizacja europejska została wzniesiona na trzech filarach: greckiej filozofii, rzymskim prawie i chrześcijańskiej moralności. Chronologicznie pierwsza była rzecz jasna filozofia, powstała na przełomie VII i VI w. p.n.e.. Najwcześniejszą teorią tłumaczącą świat, w sposób nie odwołujący się do mitu i legendy, był system Talesa, chociaż system to trochę za duże słowo. Tales, jeden z siedmiu mędrców, twierdził, że wszystko jest z wody, powstało z wody i z wody się składa. Grecy mieli skłonność do poszukiwania w świecie jedności i stałości, dlatego też teoria miała tłumaczyć świat cały w wymiarze przestrzennym i czasowym. Dowodów szukał w wyrywkowych obserwacjach sprowadzających się do prostego faktu: wszystko żyje dzięki wodzie i wodę w sobie zawiera. Jego rola w filozofii jest czysto historyczna, on ją zapoczątkował, do niego potem odwoływano się w rozmyślaniach. Pytanie, które sobie zadał: „Co było na początku świata?”, było arcytrudne, odpowiedź arcynaiwna. Nic więc dziwnego, że próbę czasu wytrzymało tylko pytanie.

Dopiero następcy Talesa są warci uwagi i namysłu. Pierwszym z nich był Anaksymander, który przeformułował pytanie nadając mu nowego sensu. Nie pytał już jedynie „co było na początku świata?”, ale także „co jest świata zasadą?”. Anaksymander przekonany był, że pierwotna natura świata jest też jego naturą właściwą. Drugą jego myślą było to, że jeśli świat się z czegoś pierwotniejszego wyłonił to nie może być to fragmentem obserwowalnego świata, stąd nie brał pod uwagę żadnego z żywiołów. Dla Anaksymandra świat wyłania się z bezkresu (apeironu) – pierwotnej, nieuporządkowanej, bezgranicznej materii. Rozumował tak: jeśli apeiron byłby ograniczony to wyczerpałby się, więc musi być nieskończonym rezerwuarem nieokreślonej materii, z której wyłania się wszystko co jest. Pozostały dwa ważne pytania: jak wyłania się świat z bezkresu i co jest tego przyczyną? Na pierwsze, Anaksymander, starał się odpowiedzieć sięgając nieco dalej niż pobieżna obserwacja. Stawanie się świata według niego to wyłanianie się z bezkresu przeciwieństw takich jak ciepło i zimno. Przyczyną tego procesu miał być wieczny ruch nieodłączny od materii. Uczniem Anaksymandra był Anaksymenes, który raczej cofnął myśl, niż dokonał w niej progresywnych zmian. Anaksymenes uznał, że owszem świat jest bezkresny, ale wypełnia go powietrze, z którego powstaje wszystko inne.

Jońscy filozofowie przyrody, których opisałem pobieżnie w powyższych akapitach dali grunt pod rozważania Heraklita i Parmenidesa. Na nich właśnie chciałbym się skupić, gdyż oni to wnieśli istotny wkład w filozofię grecką, a problemy, z którymi się zmierzyli są aktualne do dziś. Przed tym jeszcze jedna uwaga. Protoplaści filozofii nie byli materialistami w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Wszystko odnosili do materii tylko dlatego, że nie oddzielali od niej ani życia, ani ruchu, to zasługa późniejszych epok. Talesa można nazwać materialistą, tylko o tyle, o ile głodujących wbrew własnej woli można nazwać ascetami.

HERAKLIT Z EFEZU

Heraklit był szlachcicem efeskim, by poświęcić się filozofii zrzekł się dziedzicznego urzędu na rzecz brata. Zresztą przyszło mu to dość łatwo, ludzi nie lubił i uważał za głupich. Gardził nie tylko pospólstwem, ale i wielkimi. „Dobrze zrobiliby Efezyjczycy, gdyby się wszyscy dorośli powiesili i zostawili miasto niedorosłym dzieciom” – czytamy we fragmentach jego pism, które się zachowały. Homer zaś w jego mniemaniu powinien być „skreślony z list i wychłostany”. Do obu tych niechęci miał jednak swoje powody, nie były to tylko utyskiwania zgorzkniałego człowieka. Efezyjczycy, prawdopodobnie za życia Heraklita, wygnali z miasta niejakiego Hermodorosa, który miał być „najlepszym mężem spośród nich”. Na Homera obraził się filozof raczej z powodów ideologicznych. Twórca Odysei pisał „niech przepadnie ta walka między bogami i ludźmi!”, Heraklit był właśnie przeciwnego zdania.

Jońscy filozofowie przyrody obierali za zasadę świata raz wodę, raz powietrze, Heraklit wybrał ogień. Różnica jest jednak zasadnicza, gdy tamci traktowali pierwotność jednego żywiołu wobec innych literalnie, on używał ognia do podkreślenia zmienności świata. „Tego porządku świata, który jest ten sam dla wszystkich, nie zrobił żaden bóg ani człowiek; był on zawsze, jest i zawsze będzie, wiecznie żyjący ogień, rozniecany według miary i według miary gasnący.” Jończycy szukali w świecie elementu stałego, który określałby cały byt. Heraklit myślał podobnie, ale wynik jego rozumowania był odmienny. Stałymi i pewnymi elementami w świecie miały być różnorodność, zmienność i śmierć, które pojmował dość obszernie. Za Anaksymandrem pojmował świat jako złożony z wielu przeciwieństw i rzeczy relatywnie odmiennych. Dzień i noc, dobro i zło, przemienianie się i stawanie rzeczy jest naturą świata, więc nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Wszystko umiera wielokrotnie, ale tylko pozornie. Rzeka umiera by stać się morzem, człowiek umiera by stać się pyłem, ale nic ze świata nie ubywa, nic nie przebywa. Heraklita można nazwać „karmicznym materialistą”, ale materia przestała być jedynym poziomem, po którym poruszała się jego myśl.

Świat według Heraklita, pomimo tego, że rozbieżny i pełen kontrastów, posiada ukrytą harmonię. Tylko głupcy będą twierdzić, że coś jest obiektywnie niesprawiedliwe lub złe, bo przecież „Świnie kąpią się w błocie, a kury w kurzu.” Człowiek dzieli rzeczy na dobre i złe, sprawiedliwe i niesprawiedliwe. „Dla Boga wszystko jest piękne, dobre i sprawiedliwe.” Za zmiennością na poziomie materii, szedł panteizm i pewna optymistyczna niezmienność na poziomie wartości. Heraklit utożsamiał Bóstwo, Jedno z ponadświatowym rozumem, w którym człowiek ma tylko udział. Dlatego też narzekał na Homera, gdyż dobro i zło, wojnę i pokój na świecie uważał za coś naturalnego. Wszak gdyby noc nie zamieniała się z dniem, a trawa nie umierałaby dla koni, świat nie mógłby istnieć. Może się to wydawać złe i okrutne człowiekowi wplątanemu w świat, ale jest zgodne z kosmicznym rozumem. Heraklit nie uważał Bóstwa, ani za stwórcę, ani za coś ingerującego w sprawy świata, jedynie za usprawiedliwienie istnienia czy raczej stawania się rzeczy.

W kwestii tego jak człowiek powinien żyć, myśli Heraklita stały się niejako genezą stoicyzmu. Namawiał on do pielęgnowania rozumu i myśli. Tłum skarży się na zło i chorobę, a jest zadowolony gdy ma pełny żołądek. Mądry człowiek natomiast wie, że jedno bez drugiego jest niemożliwe. Rozumienie tego stanu rzeczy wydaje się być dla Heraklita wartością samą w sobie, pielęgnacją rozumnej cząstki w człowieku. W pewnym sensie przywłaszczał dobro dla elity, która jest w stanie je pojąć. Pisał: „złymi świadkami są oczy i uszy ludziom, którzy mają duszę barbarzyńców”. Tatarkiewicz stwierdza, że jest to pierwsza krytyka poznania zmysłowego. Heraklit nie stara się powiedzieć, że ludzie o duszach barbarzyńców widzą i słyszą inne rzeczy, ale, że widzą, a nie rozumieją. Źródłem wiedzy nie są tylko oczy, widząc te same rzeczy można dojść do odmiennych wniosków.

Istotą heraklityzmu jest wieczna zmienność. Słynne „Panta Rhei”, chociaż znakomicie opisuje jego doktrynę, prawdopodobnie nie pochodzi od niego. Jednak historia tego człowieka nie działaby się w Starożytnej Grecji, gdyby prawie natychmiast nie wystąpiono z myślą całkowicie przeciwną. Zrobił to Parmenides, założyciel szkoły elejskiej, współczesny Heraklitowi. Ironią można nazwać to, że na drodze człowieka, który przeciwieństwa traktował jako istotę bytu, stanął człowiek o całkowicie przeciwnym poglądzie…

PARMENIDES I ELEACI

Parmenides był krytykiem Heraklita, ale nie od polemiki zaczynała się jego doktryna. Jego teoria bytu była na wskroś dedukcyjna, opierała się na pojęciach. Pierwsza jego teza była banalną tautologią: „Byt jest, niebytu nie ma.” Parmenides nie miał tu nic innego na myśli, głosił wprost: „To co jest, jest a to czego nie ma, nie ma.” Mało tego, argumentował nawet trochę dalej, twierdząc, że o tym, czego nie ma, nie sposób nawet myśleć. Po tej analizie następowała dalsza dedukcja:

1. Byt jest jeden – niepodzielny, bo jeśli byłyby dwa byty, to co pomiędzy nimi byłoby niebytem, a niebytu nie ma.

2. Byt jest niezmienny, ponieważ musiałby być wcześniej niebytem, a niebytu nie ma, lub bytem, którym jest przecież teraz.

3. Byt nie zaczyna istnieć, to jest nie ma początku, ponieważ mógłby powstać z niebytu, którego nie ma, albo z bytu, o którym przecież jest mowa.

Dodawał jeszcze, że byt jest przestrzennie skończony i określony, ale nie wynikało to tak jasno z jego dedukcji. Parmenides nie był krytykiem tego, że przeciwieństwa w świecie obserwujemy, ale tego, że one stanowią naturę bytu. Trzeba to ustalić jak najszybciej, żeby te rozważania nie wydawały się tylko słownymi gierkami, co w pewnym sensie postulował niegdyś Carnap.

Zarówno Heraklit, jak i Parmenides pytali: Czym jest to co jest? Gdy ten pierwszy starał się dojść do odpowiedzi za pomocą obserwacji przepuszczonej przez sito rozumu, ten drugi pozostawał przy samym pytaniu i z niego dedukował dalej. Obydwoje poszukiwali jedności, było to charakterystyczne dla greckiej filozofii. Parmenides był materialistą i nie chciał bytów mnożyć, pragnął wyjaśnić wszystko, nie implikując kolejnych poziomów istnienia. Co prawda, twierdził, iż istnieją dwie drogi: Prawdy i mniemania, ale rozmaitość opinii nie rodziła rozmaitości bytów. Tylko wyniki rozumowania dają prawdziwy obraz bytu i może do nich dojść nawet ktoś ślepy lub nie wystawiony na działanie przeciwieństw. Jego uczeń – Zenon skupił się na krytyce konkurencyjnych wobec elejskiej teorii i tutaj uwydatnia się najlepiej rozbieżność poglądów dwóch opisanych wyżej stanowisk. Gdy Heraklit za podstawę stawania się świata uważał ruch, Zenon wprost atakował ruch jako niemożliwy do zaistnienia. Argumenty przeciw ruchowi ułożył cztery, poniżej opiszę dwa najpopularniejsze, starczy to całkowicie.

1. Achilles. Nawet najszybszy człowiek nie dogoni najwolniejszego. Achilles nie jest w stanie dogonić nawet żółwia. Dlaczego? Za każdym razem, gdy w wyścigu Achilles dotrze na miejsce, w którym znajdował się żółw, żółw będzie już dalej i tak w nieskończoność. Był to nie w pełni sformalizowany paradoks matematyczny, który miał ilustrować absurdalność pojęcia ruchu.

2. Strzała. Wypuszczona z łuku strzała w żadnej chwili nie leci, ale w każdej stoi w miejscu. Dlaczego? W każdym momencie można sensownie zapytać w jakim punkcie znajduje się strzała i uzyskać odpowiedź. Skoro strzała jest w jakimś punkcie, to jest w spoczynku, a nie można być naraz w spoczynku i w ruchu. Strzała w każdym momencie swego lotu jest w spoczynku.

Te i resztę paradoksów ruchu rozwiązano matematycznie w XX w., ale jeszcze Engelsowi i Marksowi służyły znakomicie do udowadniania swoich tez, szczególnie w Anty-Duhringu. Wśród filozofów, którzy, świadomie lub nie, korzystali z rozumowań Heraklita można wskazać choćby i Bergsona, czy bardziej egzotycznego De Mella. Dwa pytania zostały pozostawione do przemyślenia dla przyszłych pokoleń. Jaką metodę filozofowania wybrać aby otrzymać satysfakcjonujący wynik? Jaki jest prawdziwy świat, zmienny i wiecznie w ruchu, czy niezmienny i statyczny? A nie były to jedyne pytania, które zostały zadane w tym okresie filozofii. W niemalże tych samych latach, ze swoją myślą występowali pitagorejczycy i atomiści, których to opiszę w części drugiej.

Autor: memento

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #1 : Lipiec 13, 2011, 00:40:29 »


W czasach Heraklita i Parmenidesa ze swoją myślą występowali również pitagorejczycy, a zaraz po nich atomiści. Były to dwa zupełnie różne podejścia do otaczającego nas świata. Pierwsza szkoła stanowiła syntezę matematyki i mistyki, druga łączyła intuicję fizyczną z mechanicznym opisem świata. Należy jednak zauważyć już na wstępie, że gdy pitagorejczycy pisali o liczbach, traktowali je odmiennie niż zwykło się to robić dzisiaj. Tak samo zresztą atomy Demokryta nie pokrywały się z naszą obecną wiedzą na temat świata mikroskopowego, a były jedynie przejawem geniuszu spekulacji połączonego z intuicją.

ZWIĄZEK PITAGOREJSKI

Gdyby ktoś chciał ustalić lata życia Pitagorasa opierając się na pismach podpisanych jego imieniem żyłby on grubo ponad 200 lat. Wiele źródeł będzie podawać odmienne daty jego narodzin i śmierci, balansując na granicy 100 lat życia, tak aby nie wkraczać w ten absurd. Skąd to zamieszanie, które miało już miejsce w czasach starożytnych? Pitagoras stał się postacią mityczną dzięki swoim uczniom, którzy kontynuując jego poszukiwania, głosili swoje poglądy i odkrycia pod jego egidą. Byli ludźmi skromnymi, którzy oczyszczanie i pielęgnowanie duszy, łączyli z naukową sumiennością, stąd też swoją dumę chowali pod imieniem mistrza. Działali głównie na terenie Italii, a ich myśl filozoficzna zaczynała się od nauki o duszy.

Czym była dusza dla pitagorejczyków? Z pewnością czymś mniej duchowym niż obecnie, była czymś para-materialnym, ale innym od ciała. Według pitagorejczyków dusza nie tylko jest czymś innym niż ciało, ale jest czymś trwalszym i potężniejszym od cielesnej powłoki. Nie była to dla Greków nowość. Wielu z nich uważało, że dusze mogą przechodzić z ciała do ciała, nadawać życie i kontrolować inne istoty materialne, ale pitagorejczycy szli dalej. Wyznawali oni doktrynę reinkarnacji w celu oczyszczenia duszy z wcześniejszych win. Wprawia to nieraz w szok i zdumienie zwolenników stawiania myśli wschodu i zachodu naprzeciw siebie. Aby oswobodzić się raz na zawsze z więzów ciała należało prowadzić tzw. pitagorejski tryb życia. Zakazanym było spożywania mięsa ze względu na doktryną reinkarnacji. Życie, które prowadziło do odkupienia swoich win polegało na ascetyzmie, sprawiedliwych czynach oraz przestrzeganiu arbitralnych nakazów i zakazów. Wiele z nich, jak np. nie jedzenie bobu, było zwykłymi zabobonami, jednak pitagorejczycy przestrzegali ich z niezwykłą sumiennością. Kłamstwo było dla nich grzechem tak wielkim, że nie składali żadnych przysiąg, aby nie móc ich złamać w kolejnych wcieleniach. Swoim doktrynom etycznym byli bardzo oddani, a często usiłowali także przenieść je na życie reszty Greków, z różnym skutkiem. W jednych miejscach sprawowali nieformalną władzę polityczną, w innych byli prześladowani, a ich namioty palone. Nie byli jednak nigdy związkiem politycznym, a jedynie ich etyka wprowadzała niesmak w stosunkach między pitagorejczykami a przedstawicielami szeroko pojmowanego społeczeństwa. „Kiedy zwykłemu obywatelowi Krotony mówiono, by nie jadł fasoli i by pod żadnym pozorem nie zjadał swojego psa, było to dla niego za wiele.” jak pisze Stace. Jeszcze innym sposobem na chwilowe oswobodzenie swojej duszy, czy też przyspieszenie koła wcieleń miał być udział w misteriach. Mało wiadomo o tych nabożeństwach ze względu na ich elitarny i spowity tajemnicą charakter.

Druga ważna doktryna pitagorejczyków, która nabierała z czasem większego znaczenia sprowadzała się do tezy „wszystko jest liczbą”. Już Tales potrafił przewidywać zaćmienia Słońca czym wprawiał w zdumienie swoich rodaków, była to jednak umiejętność czysto praktyczna. Pitagorejczycy uczynili z matematyki naukę, przemienili ją w system dedukcyjny. Bardzo się zresztą przejęli odkryciem, że nie tylko jest to możliwe, ale doskonale opisuje wiele własności świata. Nie byliby oni jednak tak uparci w twierdzeniu, iż wszystko jest liczbą, gdyby nie jedno szczególne odkrycie. Muzyka dla Greków była czymś pięknym i harmonijnym, pitagorejczycy mocno zastanawiali się nad tym skąd biorą się dźwięki i doszli do przekonania, że ich przyczyną jest ruch. Ale w czym tkwi sekret rozmaitości dźwięków, która przejawia się nawet w najprostszych instrumentach? Tajemnica tkwi w matematycznych proporcjach – interwałach, połowa struny daje oktawę, a dwie trzecie struny kwintę zasadniczego tonu. Skoro coś tak ulotnego jak muzyka jest wyrazem matematycznych proporcji, to jakżeby nie miał ulec temu cały świat? Liczby pojmowali jednak swoiście – geometrycznie i symbolicznie. Jedynka była punktem, dwójka linią, trójka płaszczyzną. Jeśli liczby pojąć w ten właśnie sposób to nietrudno opisać za ich pomocą cały świat, jako składający się z punktów, linii i płaszczyzn. W pismach, które traktowały liczby symbolicznie można doszukać się bardziej dowolności, niż ścisłości. Np. liczba dwa miała być pierwszą liczbą żeńską, trzy męską, a piątka symbolizowała małżeństwo.

Szczególne miejsce w myśli pitagorejczyków zajmowały parzystość i nieparzystość, ta pierwsza jest związana z nieograniczonością, druga z ograniczonością. Jedność jest zarówno parzysta i nieparzysta, z niej wywodzi się liczba, a z liczby wszystko inne. Z tego też rozumowania korzystali przy tworzeniu swoich poglądów na temat wszechświata. Według ich kosmologii istnieć miał nie jeden, ale dwa kosmosy. Jeden ograniczony, drugi nieograniczony, który był „wdychany” przez ten pierwszy, dzięki czemu zyskiwał pierwiastek nieograniczoności. Ziemia pitagorejczyków nie była płaska, była kulą, która wraz z innymi planetami i Słońcem obracała się wokół wiecznego ognia w środku wszechświata. Było to założenie nowe i odważne, ale powstało z arbitralnych powodów – kula była wyrazem doskonałości. Tak samo dziesiąta planetę – anty-ziemię, dołożyli oni prawdopodobnie z uwagi na doskonałość dziesiątki, a nie jak twierdzą niektórzy ze względu na to, że faktycznie się tam znajdowała w czasach starożytnych. Wszak pominęli oni inne planety naszego układu słonecznego, a dołożyli do ich liczby Słońce, księżyc i wieczny ogień. Niektórzy publicyści uważają pitagorejczyków za protoplastów fizykalnego spojrzenia na świat, bo cóż innego może mieć na myśli Hawking starający się „wycałkować” świat z niczego, niż to, że świat jest liczbą? Widać jednak gołym okiem, że między pojmowaniem świata, liczby i matematyki przez pitagorejczyków, a poglądami niektórych współczesnych fizyków istnieje przepaść. Bliżej matematyczno-empirycznej nauki, postulującej w wielu sferach redukcjonizm, leżą raczej poglądy Demokryta i atomistów.

DEMOKRYT Z ABDERY I ATOMIŚCI

Materialistyczny system Demokryta tworzony był w latach, w których swoją działalność prowadzili już sofiści. Jednak wydaje się, że należy o nim wspomnieć wcześniej, gdyż jest jakby wyrazem i uwieńczeniem wcześniejszej epoki. Nie znaczy to oczywiście, że jest to system gorszy, czy mniej doskonały, po prostu myśl Sokratesa była punktem zwrotnym w filozofii, który przez Demokryta nie był brany szczególnie pod uwagę. Atomizm starał się opisać wszystko tzn. byt, tak jak poprzednie systemy, a na sprawy etyki i człowieka sam Demokryt zapatrywał się raczej okazjonalnie.

Atomizm Demokryta wypływał z racjonalno-empirycznego podejścia do świata. Teoria ta miała być niesprzeczna wewnętrznie (to była część racjonalna) i niesprzeczna z doświadczeniem (część empiryczna). Demokryt jak gdyby wyrósł z teorii Parmenidesa i eleatów, ale przestał prowadzić ją na ścieżki absurdu, jak czynił to Zenon chcący wykazać niemożliwość ruchu. Szukał wyjaśnień najprostszych, bez potrzeby odwoływania się do celowości świata, czy też bogów. „Naprawdę istnieją tylko atomy i próżnia” to naczelna teza starożytnych atomistów. O ile próżnię traktowali zbieżnie ze współczesnymi nam fizykami, atomy miały być czymś nieco innym. Miały być odpowiedzią na mnogość otaczających nas rzeczy. W myśl Demokryta atomy są to najmniejsze, niepodzielne cząsteczki. Poruszają się one odwiecznie w próżni, tak jak można zaobserwować ruch pyłków w świetle słonecznym. Ruch w tym systemie nie był ani kwestionowany, ani nawet tłumaczony, gdyż absurdem byłoby twierdzić, że ruchu mogłoby nie być, był on istotnym elementem materii. Atomy miały posiadać wyłącznie ilościowe własności, a nie jakościowe, różniły się jedynie kształtem. Mnogość rzeczy, które obserwujemy wynika ze zderzania się atomów i ich łączenia w zwarte grupy. Daleko było Demokrytowi do wymyślenia czegoś tak skomplikowanego jak siły jądrowe posługując się pobieżnym doświadczeniem i spekulacją, dlatego też atomy „zaczepiały się” o siebie. Tłumaczy to postulat odmiennych kształtów, wszak gdyby uznać, że wszystkie atomy są kulami, lub prostopadłościanami odbijałyby się od siebie w nieładzie. Materia w tym systemie była różnorodna, nieciągła i ruchoma, a sam ruch deterministyczny.

Atomiści starali się wyjaśniać zjawiska odwołując się tylko i wyłącznie do ich mechanicznych przyczyn. Rezygnowali z finalizmu i celowości świata na rzecz determinizmu. Wielu Greków uważało, że deszcz pada, by ich uprawy mogły rosnąć, Demokryt myślał właśnie przeciwnie: to uprawy rosną, gdyż pada deszcz. Tak samo zresztą traktował kształty zwierząt dając podwaliny do teorii ewolucyjnych. Zwierzęta, które nie nadawały się do życia w tych warunkach, wyginęły, a przetrwały te o odpowiednich kształtach. Także życia nie uważał za coś specyficznego, mogącego zaistnieć tylko na Ziemi. Dla Demokryta istniała nieskończona liczba światów i planet, a większość z nich miała być zamieszkała. Opustoszałe miały być tylko te planety, na których nie istniały ciała płynne, gdyż one niejako były początkiem mechanistycznego łańcucha pokarmowego. O początkach świata prawdopodobnie nie wypowiedział się nigdzie, ale ciężko jest to ocenić, gdyż większość jego pism zaginęła.

Demokryta uważa się za ojca materializmu jeszcze z dwóch powodów. Po pierwsze, traktował duszę jako grupę atomów drobnych i ruchliwych, regenerujących się podczas oddychania. Pogląd to naiwny, ale ciężko wymagać od starożytnego myśliciela stricte naukowej teorii materialistycznej w obecnym rozumieniu tego słowa. Po drugie, redukował subiektywne doznania zmysłowe do różnic w kształtach atomów. Białe przedmioty składać się miały z gładkich atomów, a czarne z szorstkich. Tak samo rzeczy słodkie, czy kwaśne zostały przedstawione jako konfiguracje atomów o różnych kształtach. W ten sposób atomiści doszli do wniosku, że wrażeniom zmysłowym nie odpowiada, poza podmiotem – człowiekiem, nic w świecie rzeczywistym. Demokryt nie chciał wprowadzić subiektywnego stosunku do doznań zmysłowych, chciał je zwalczyć całkowicie jako źródło wiedzy o świecie.

Atomiści zajmowali się także etyką, ale spór Sokratesa z sofistami przyćmił tą część ich nauki. Nie twierdzili w tej kwestii nic specjalnego, do czego nie doszedłby przeciętny Grek. Najwyższym dobrem dla Demokryta było zadowolenie, stąd też jego przydomek „śmiejący się filozof”. Głosił etykę umiaru, która koncentrować się miała na przyjemnościach intelektualnych, nie był to jednak wyraz intelektualizmu, raczej przywiązania do życia jakie prowadził. Prawdziwa rewolucja w etyce filozoficznej odbywała się na ulicach Aten.

Autor: memento (memento90@o2.pl)
http://wolnemedia.net/nauka/poczatki-greckiej-filozofii-2/

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Strony: 1   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS