Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Antymateria i łamanie symetrii  (Przeczytany 5180 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
SasQ
Moderator
Zaawansowany użytkownik
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 270


Quanta rhei... :-)

5127368

Saskachewan sasq
Zobacz profil WWW Email
« : Lipiec 21, 2011, 19:49:59 »


Jakiś czas temu w odpowiedzi na pytania jednego z użytkowników forum Quantasia, które prowadzę, napisałem parę ciekawych rzeczy o antymaterii i łamaniu symetrii między materią, a antymaterią, z punktu widzenia teorii falowej. Postanowiłem, że podzielę się swoimi przemyśleniami także tutaj usmiech Zamieszczam poniżej tłumaczenie mojej odpowiedzi:

Cytat: Peter @ Quantasia
Elektron i pozytron wydają się mieć oba rodzaje fal [zbieżne i rozbieżne - przyp. SasQ], lecz jedna z nich wydaje się wieść prym w tym systemie.

To dlatego, że ów brat bliźniak materii (antymateria) sprytnie się ukrywa 8)

To dość popularny "problem" w nowoczesnej Nauce: Jeśli elektrony i pozytrony (materia i antymateria) są zawsze tworzone w parach, to dlaczego wokół nas widzimy głównie elektrony? Gdzie wyparowała ta cała antymateria? Nazywają to "złamaniem symetrii" i próbują znaleźć prawo fizyczne, które odpowiada za zachwianie równowagi między ilością materii i antymaterii, i wyjaśnić, dlaczego wszystko, co widzimy wokół siebie, składa się głównie z materii, a nie z antymaterii. Lecz moim zdaniem zapominają o kilku istotnych szczegółach.

Po pierwsze, antymateria wysyła takie samo światło, jak "normalna" materia. Więc jeśli gdzieś we Wszechświecie istnieje galaktyka w całości zbudowana z antymaterii, nie zauważymy żadnej różnicy w świetle, które do nas od niej przychodzi. Dr Wolff zauważył ten fakt i opisuje go w swojej pierwszej książce.

Po drugie (i jest to moja własna obserwacja): We Wszechświecie mamy dwa rodzaje ładunków elektrycznych: dodatnie i ujemne. Jeśli coś nie posiada ładunku elektrycznego, to zazwyczaj dlatego, że składa się z jednakowych ilości ładunków dodatnich i ujemnych, które neutralizują się wzajemnie do zera.
Według przyjętej konwencji elektrony są ujemne i nazywamy je "normalną" materią, ponieważ jest normalna dla nas: jesteśmy z niej zbudowani. Więc gdybyśmy byli zbudowani z antymaterii, to ona byłaby dla nas "normalną materią". To tylko kwestia konwencji, umówienia się która z nich jest która.
Te "dodatnie elektrony", czyli pozytrony, nazywamy antymaterią. Ale zauważ, że protony także mają ładunek dodatni! Dlaczego więc nie nazywamy ich antymaterią? Ponieważ przyzwyczailiśmy się, że są dodatnie, a mimo to są częścią naszej "normalnej" materii.

Czy widzisz już pewną niespójność? Nazywamy ujemne elektrony i dodatnie protony "materią", lecz dodatnie elektrony (pozytrony) i ujemne protony "antymaterią". Nie nazywamy dodatnich protonów "antymaterią", bez względu na ich dodatni znak ładunku, ponieważ protony i elektrony tworzą razem stabilną materię; nie anihilują całkowicie, gdy się spotkają.

Ale może tu nie chodzi o kwestię ładunku, czy materii/antymaterii, lecz jakieś inne właściwości uniemożliwiają im całkowitą anihilację?

Protony są dodatnie. Pozytrony również są dodatnie. Na pierwszy rzut oka są bardzo podobne. Jedyną różnicą między nimi jest... ich masa. Masa protonu jest około 1800 razy większa, niż masa pozytronu. Lecz czym jest masa według teorii falowej dra Wolffa? To nic innego, jak częstotliwość fali! Więc jedyną różnicą jest to, że protony mają bardziej zagęszczone fale, przez co większość z nich jest skoncentrowana w bardzo niewielkim promieniu, niż jak to jest w przypadku pozytronu.

Więc mój argument jest następujący: Może protony są po prostu pozytronami (czyli antymaterią!), lecz odkąd mają różne częstotliwości drgań, nie mogą już w pełni znosić się nawzajem z elektronami, by doprowadzić do pełnej anihilacji. Zamiast tego formują kolejny wzorzec fali stojącej, który nazywamy "stabilnym atomem"?

Jeśli mój pomysł jest poprawny, to nie musimy już szukać zaginionej antymaterii - ona już tutaj jest, wszędzie dookoła, ukryta w samym środku każdego atomu na świecie! I już jest idealnie zbalansowana! Po prostu wibruje w innej "oktawie", dzięki czemu nie anihiluje z elektronami drgającymi w niższej oktawie częstotliwości. Nadal przyciągają się do siebie, ponieważ każdy z nich zawsze szuka swojej Nemezis, ale gdy w końcu się spotykają, to okazuje się, że po prostu nie pasują już do siebie idealnie, bo jedno z nich wibruje na innych częstotliwościach, więc nie mogą się już na powrót połączyć, by powrócić do spokojnej pustki. Mogą anihilować tylko wtedy, gdy ich wibracje są dokładnie jednakowe i przeciwne, czyli gdy jedno z nich oscyluje na częstotliwości (masie) elektronu, a drugie na częstotliwości pozytronu.

Już widzę fizyków protestujących w tym momencie i mówiących, że to nie może tak być, bo oni przecież wiedzą, że protony nie są cząstkami elementarnymi, lecz składają się z trzech kwarków. Lecz gdy poprosisz ich, by pokazali Ci te kwarki, zaczną mętnie opowiadać Ci o trudnościach w wyseparowaniu czystego kwarka. Prawda okazuje się być zaskakująca: oni nigdy, i powtórzę to, NIGDY nie złapali żadnego kwarka luzem! Żaden kwark nie został nigdy wyseparowany w czystej postaci! Fizycy jedynie wywnioskowują jego istnienie z pośrednich obserwacji.

Niektórzy fizycy mogą twierdzić, że istnienie kwarków zostało już potwierdzone, ponieważ kilku fizyków dostało za to nagrody Nobla. Jednak otrzymanie nagrody nie jest jeszcze dowodem na istnienie czegoś! Jest co najwyżej dowodem, że inni im uwierzyli :P
Niektórzy mówią też, że istnienie kwarków zostało potwierdzone, ponieważ gdy bombardowali protony neutronami, lub innymi cząstkami, pod różnymi kątami, to zauważyli, że w protonie znajdują się trzy "centra rozpraszania" - które, jak oni wierzą, są tymi trzema kwarkami z Modelu Standardowego.
Ale zaraz! Czy przypadkiem gdy rozpraszali promienie X lub gamma na orbitalach elektronowych, to nie było tam również takich "centrów rozpraszania"? Kształty tych orbitali również nie zawsze są idealnie sferyczne, lecz często mają kilka gęstszych "płatów":



A taka np. hybryda orbitali 's' i 'p' tworzy takie trzy płaty:



"Centra rozpraszania" i niech mnie w kule biją!  :PP

Więc co jeśli te centra rozpraszania w protonie są właśnie tym?: mniejszą wersją podobnych do orbitali kształtów fal stojących protonu, czyli wysoko-częstotliwościowego pozytronu? Kto wtedy potrzebowałby kwarków?

Cały ten "zwierzyniec cząstek" Modelu Standardowego nie jest potrzebny. Te cząstki są jedynie różnymi harmonicznymi (różnymi "oktawami") tych dwóch podstawowych składników materii: elektronu i pozytronu. Kwarki nie istnieją. Nikt nigdy nie złapał żadnego kwarka luzem, pamiętaj o tym.

OK ale co z neutronami? Nie są ani dodatnie, ani ujemne. Są obojętne elektrycznie, neutralne. Więc co z nimi?

Na to pytanie również można łatwo odpowiedzieć. Czasami bowiem neutrony rozpadają się i wypluwają przy tym elektron (dla niepoznaki nazywany wtedy "cząstką beta" by zaciemnić prostotę tego zjawiska), i stają się wtedy protonami. Widzisz? Neutralne coś wyrzuciło coś ujemnego ze swego wnętrza i stało się dodatnie. Podobnie jak atom, który wyrzuci ujemny elektron, sam staje się dodatni. Więc co stoi na przeszkodzie, by przyjąć, że neutrony są neutralne ponieważ składają się z jednej dodatniej i jednej ujemnej cząstki, złączonych w taki sam sposób, jak atomy są neutralne, gdy ujemny elektron połączy się z dodatnim protonem? Czemu nie uznać, że neutron to taka "miniaturka atomu", oscylująca o oktawę wyżej?

Naukowcy oczywiście zaprotestują: To nie takie proste, bo równanie masy/energii się nie zgadza. Gdy neutron rozpada się na proton i elektron, to masy/energie tych produktów reakcji w sumie nie są równe masie całego neutronu. Czegoś więc nadal brakuje, więc naukowcy nazwali to coś "neutrino" - maleńka neutralna cząstka, która jest (jak zwykle w takich przypadkach ;-P ) "prawie niemożliwa do wykrycia"  (Ockham prawdopodobnie przewraca się właśnie w grobie! ;-P ).

Ale nie kapuję tego: Jeśli neutron jest złożony z trzech kwarków, to czemu to nie one wypadają z niego, gdy się rozpada? Gdzie siedzi w nim ten proton, elektron i neutrino, które pojawiają się zamiast tego jako produkty rozpadu? Co gorsza, według Modelu Standardowego proton ma w środku zupełnie inne kwarki, niż neutron!

Och, tak, ale jest jeszcze jeden "wynalazek", by jeszcze bardziej to zamotać: kwarki mogą zmieniać "kolory" i "zapachy" i cały ten stuff z kwantowej chromodynamiki, no wiesz, to zbyt trudne do wyjaśnienia... krzywy

Ale jeśli znasz teorię falową dra Wolffa, to jest możliwe, by powrócić do prostej i oczywistej odpowiedzi, że neutron jest zbudowany z protonu i elektronu (ściślej: z pozytronu i elektronu, lecz rezonujących na różnych częstotliwościach). Różnica w masie bierze się właśnie stąd: z różnicy w częstotliwościach tych fal. Gdy są w stanie związanym w formie neutronu, mają zupełnie inną częstotliwość (energię/masę), niż w stanie wolnym, dokładnie w taki sam sposób, w jaki elektrony mają inne częstotliwości (poziomy energetyczne) gdy są w stanie związanym wewnątrz atomu, niż gdy są w stanie wolnym poza atomem! I mają nawet różne stany energetyczne (częstotliwości) gdy tworzą wiązania chemiczne pomiędzy atomami! A gdy elektron uwalnia sie z atomu, wypromieniowuje obojętne elektrycznie zaburzenie, które nazywamy "światłem". Lecz to samo dotyczy protonu i elektronu wewnątrz "mini-atomu" zwanego neutronem: gdy się rozdzielają (zrywają wiązanie), uwalniają różnicę w energii wiązania (masę/częstotliwość) jako neutralną falę zaburzenia, którą nazywamy "neutrino". Więc teoria jest spójna na obu tych poziomach, lecz jest o wiele prostsza.

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Lipiec 21, 2011, 22:43:17 wysłane przez SasQ » Zapisane

Naukowy kącik kwantowy Saska:  http://nauka.mistu.info/  usmiech
Ostatnio dodane artykuły: Splątanie kwantowe rozplątane
percepcja
Użytkownik
**
Wiadomości: 26




Zobacz profil WWW Email
« Odpowiedz #1 : Lipiec 22, 2011, 11:15:29 »


Ciekawe SasQ to co piszesz.

Aby dołożyć jeszcze jeden puzzel do tej układanki to wrzucę jedną stronę książki Michała Gryzińskiego "Sprawa atomu", na której autor próbuje "dojrzeć" strukturę fotonu.

FOTON wg autora:
"... to coś na kształt dynamicznej pozytronowo-elektronowej pary ...."

więcej tu:


Pozdrawiam

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane
east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #2 : Październik 08, 2011, 17:36:03 »


W jednym z dokumentów pt  Scalar Waves dr Konstantina Meyla czytam m.in
(..) już 100 lat temu słynny doświadczalny  fizyk Nikola Tesla mierzy te same właściwości fal, jak ja.
Od niego wywodzi się patent dotyczący  bezprzewodowej transmisji energii (1900) 1.
Miał on  również odkryć, że w odbiorniku pojawia się znacznie więcej energii, niż emituje nadajnik ,Tesla nazwał go "nadajnikiem wzmacniającym".
Na skutek zwrotnego efektu na nadajniku Tesla zauważył rezonans ziemi i że leży według jego pomiaru dokładnie przy 12 Hz. Z tego powodu, że rezonans fali Schumanna , który zachodzi  z prędkością światła, jednak leży w zakresie 7,8 Hz, Tesla dochodzi do wniosku, że jego fala jest 1,5 razy szybsza  od światła
"

Mowa oczywiście o fali podłużnej, a nie poprzecznej Uśmiech
Jak dotąd żadna uczelnia nie zdecydowała się na wybudowanie "nadajnika wzmacniającego" z powodu olbrzymich kosztów, a także z powodu, który współczesna nauka podkreśla, że nic nie może poruszać się z prędkością większą od światła.  Meyl postanowił więc zbudować własne urządzenie w którym obszedł problem wysokich kosztów miniaturyzując niektóre układy oryginalnie zbudowane przez Teslę.
Meyl pisze ,że uczynił to:
(..) poprzez zastąpienie generatora iskry za pomocą generatora funkcji i operacji z wysokiego napięcia na  2-4 V niskiego napięcia. Sprzedaję ten  eksperyment jako demonstrację ustawioną na działanie powielana tak często, jak to możliwe. W rzeczy samej zestaw  został sprzedany w ponad 100 egzemplarzach . Niektóre uniwersytety już mogą potwierdzić efekty. Zmierzony stopień wydajności wynosi od 140 % do 1000 %.

Ha , toż to czysta "herezja" naukowa Uśmiech A jednak ma działać !
I skoro nie da się temu zaprzeczyć to się Pana Mayla ignoruje - jak to nauka ma w zwyczaju w takich wypadkach postępować.

Pomijając całą matematykę wywodu Konstantina Mayla tłumaczę wnioski i założenia, które mnie interesują modelu Vortex-u (Vortex7 coś dla Ciebie ; ) )

Eksperyment Tesli i moja  historyczna rekonstrukcja  jednak pokazują więcej. Takie fale podłużne oczywiście istnieją nawet bez konieczności utrzymania plazmy w powietrzu, a nawet w próżni. Pytanie zatem jest  jaki  to impuls jest przekazywany, aby mogły się tworzyć podłużne fale  stojące? Skąd powstaje fala uderzeniowa , jeśli nie ma cząsteczek, które mogłyby popychać kolejne ?
Mam rozwiązanie na te  pytania , poprzez rozszerzenie teorii Maxwella  do wirów pola elektrycznego. Te tak zwane potencjalne wiry są zdolne do tworzenia struktur  i ich propagacji w przestrzeni za względu na ich cząsteczkową naturę  jako podłużnej fali uderzeniowej. Koncepcja modelu bazuje na modelu wiru pierścieniowego Hermanna von Helmholtza, które spopularyzował Lord Kelvin. Jest to matematycznie i fizycznie wyprowadzone i jest opisane w moim books3.
"


Dalej nie będę tłumaczył całego wyprowadzenia, skupie się wnioskach. Dość wspomnieć, że Lord Kelvin osobiście poznał te zagadnienia od samego Tesli.

Mierzony stopień skuteczności [przekaźnika energii ]  przesyłu energii wynosi  1000 procent. Jeśli
prawo zachowania energii nie powinno być naruszone, to tylko pozostaje tylko  jedna interpretacja : otwarte pole kondensatora pobiera  energię ze środowiska.
.


Meyl pisze, że prędkości większe niż światło pojawiają się jako efekt tunelowania i udowadnia w swoich eksperymentach, że żadna klatka Faradaya nie jest w stanie zatrzymać tego efektu.
Ale skąd się bierze ta dodatkowa energia "ze środowiska" ?
Mayle wyjaśnia to tak :
Ponieważ wiry pola związane są z  naturą cząstek o wysokiej częstotliwości oscylacji o ciągłej/nieustannej zmianie polaryzacji z dodatniej na ujemną i z powrotem, to nie wykazują ładunku w średnio mierzonym czasie

Było mi to ciężko zrozumieć dopóki nie posłuchałem dr. Mayla jak w radio (audycja z nagraniem jest na jego stronie w dziale media) przyrównał to do prądu w gniazdku elektrycznym. ŚREDNIA suma różnic "oscylujących tam i z powrotem elektronów " w jednostce czasu jest w przewodach gniazdka równa zero, ale EFEKTYWNIE ,w momencie pomiaru mamy 230 V, które nas "kopie". W przypadku o którym mówi Mayl z podobnymi, tylko znacznie szybciej oscylującymi cząstkami mamy do czynienia właśnie, ale nam udaje się mierzyć zaledwie średnią sumę, nie efektywność, czyli to zero właśnie. Czym są te cząstki ? O tym dalej :

W efekcie, prawie bez przeszkód przenikają one [te cząstki] wszystko, co jest stałe. Cząstki o tej własności nazywamy w fizyce neutrino .Energia pola, która jest " zbierana " (pomiar efektywny) w moim eksperymencie, zgodnie z tym wynika z promieniowania neutrino, które nas otacza.


Nie wszystko tu dla mnie jest jasne. Potłumaczyłem ten dokument stąd  http://www.k-meyl.de/go/Primaerliteratur/Scalar-Waves.pdf
Niemniej jednak odważny ten doktorek tak sobie poczynać z darmową energią Uśmiech
Przy czym nie wydaje się wielką trudnością takie coś zbudować nawet chałupniczą metodą .. hmhmh.
Poza tym widać, że Mayl i Tesla kombinowali z częstotliwościami rezonansu Schumanna , tymi samymi, które "krążą" w swoistym kondensatorze jakim jest ujemna Ziemia  i dodatnia jonosfera ponad nami. Nie wiem na ile to ma znaczenie, ale "coś" mi mówi, że nie jest bez sensu, że nasze mózgi "operują" na częstotliwościach fal Schumanna ..

W świetle tego, co odkrył Mayl powstają pewne pytania. Skoro o falach podłużnych wiadomo było ponad 100 lat temu (Tesla) i o prędkościach powyżej prędkości światła (neutrina, tylko że sie tak wtedy nie nazywały) też , to czy był ktoś, komu zależało by utajnić całą tą historię ?
Bangster JP Morgan ?
"Energia elektryczna jest dostępna bez ograniczeń w "eterze" i można z niej korzystać bez konieczności wydobywania paliw kopalnych. " Nikola Tesla.
Dzsiaj to się właśnie dzieje na naszych oczach, ale poza głównym naukowym mainstreamem, poza mediami, poza wszystkim, co oficjalne i utytuowane.
Fajnie. Lepiej późno niż wcale. Uśmiech

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

« Ostatnia zmiana: Październik 08, 2011, 18:09:42 wysłane przez east » Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
east
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Wiadomości: 615




Zobacz profil Email
« Odpowiedz #3 : Październik 12, 2011, 13:30:15 »


Swój wkład w badaniach nad neutrino, które miałyby okazać się tachionami mają również Polacy. Naukowcy z ŁODZI.

 - artykuł znaleziony w sieci z 2000 roku:

Cytuj
30-10-1997. Prawdziwą rewolucję w fizyce proponują polscy uczeni. Twierdzą, że neutrina, jedne z najmniej znanych i najbardziej tajemniczych cząstek we Wszechświecie, mogą mknąć z prędkością większą niż światło.

Problemy, które fizycy mają z neutrinami, to obecnie jedne z najbardziej zagadkowych i fascynujących zagadnień w fizyce cząstek elementarnych i astrofizyce - mówi prof. Jakub Rembieliński z Uniwersytetu Łódzkiego. - Dlatego nawet tak zwariowana hipoteza, że neutrina poruszają się szybciej niż światło, brana jest pod uwagę. A jak dotąd dosyć dobrze przystaje ona do rzeczywistości. Czy jest to dobra hipoteza, pokażą eksperymenty, które są obecnie prowadzone lub przygotowywane.

Istotnym faktem jest niedobór neutrin, produkowanych w reakcjach wewnątrz Słońca. W jądrze Słońca zachodzi siedem podstawowych reakcji jądrowych, w wyniku których emitowane są neutrina elektronowe. Teorie dokładnie wyliczają, ile powinno ich docierać do Ziemi. Eksperymentatorów jednak spotkała przykra niespodzianka: w ziemskich detektorach rejestruje się tylko mniej więcej jedną trzecią tej liczby. Co się dzieje z resztą słonecznych neutrin?

To dlatego prof. Jakub Rembieliński i jego współpracownicy odważyli się włożyć kij w mrowisko i zaproponować hipotezę, zgodnie z którą neutrina poruszają się z predkością większą niż światło.

Tachion nie może zwolnić do prędkości mniejszej, czy nawet równej prędkości światła. Podobnie jak zwykłych cząstek materii nie możemy rozpędzić do prędkości światła, tak też tachionów nie możemy do tej prędkości wyhamować.

Okazuje się, że bariery światła nie można przekroczyć, choć można znajdować się po obu jej stronach. - Aby być tachionem, trzeba się nim po prostu urodzić - mówi prof. Rembieliński. A wtedy dzieją się cuda. Gdy energia tachionu maleje, jego prędkość rośnie. Zupełnie odwrotnie niż u zwykłych cząstek. Tachion o bardzo małej energii może pędzić z prawie nieskończoną prędkością.

Dziwne?

- Znacznie dziwniejszy jest foton, który może mieć tylko jedną jedyną wartość prędkości, czyli prędkość światła, ani nie można go przyspieszyć, ani zwolnić - zauważa prof. Rembieliński.

Dlaczego o tachionach cicho w świecie fizyki

Wyobraźmy sobie, że mamy teleskop "tachionowy". Wtedy możemy "widzieć" najdalsze zakątki Wszechświata dokładnie takie, jak wyglądają w tej chwili. Wtedy też natychmiast może dotrzeć do nas informacja o tym, co się dzieje na drugim krańcu Wszechświata. Taki skok w przestrzeni i czasie wydaje się niemożliwy.

- Nikt dotąd nie traktował serio możliwości istnienia tachionów, gdyż sprawiają one jedną istotną trudność: niezachowanie porządku przyczynowego - twierdzi prof. Jakub Rembieliński.

Tak też pisał przed laty prof. Grzegorz Białkowski w "Starych i nowych drogach fizyki" (wyd. Wiedza Powszechna): "Koncepcja tachionów jest sporna z czysto teoretycznego punktu widzenia, właśnie z pozornym przynajmniej gwałceniem przez tachiony warunku przyczynowości".

O co chodzi z tym gwałtem na przyczynowości? Byłaby mianowicie możliwa taka sytuacja, że gdy dla jednego obserwatora pewne zdarzenie poprzedzałoby inne zdarzenie, to dla drugiego obserwatora ta kolejność byłaby odwrotna. Oznacza to, że w zależności od obserwatora skutek zamieniałby się kolejnością z przyczyną. To byłoby dziwne i nielogiczne.

Czy można mieć tachiony i uniknąć paradoksów

W latach 70. Feinberg zaproponował teorię, która miała te kłopoty z tachionami rozwiązać (tzw. zasada reinterpretacji). - Ukazały się dziesiątki prac naukowych, ale w końcu okazało się, że nadal paradoksów uniknąć się nie daje - opowiada prof. Rembieliński. - I to jest odpowiedź, dlaczego niektórzy fizycy nie lubią tachionów.

Warunkiem koniecznym do postawienia hipotezy, że neutrina są tachionami, byłaby spójna teoria - wolna od paradoksów, związanych z łamaniem przyczynowości.

- Taką teorię niedawno zaproponowałem. Nie ma już paradoksów kauzalnych, dowolnie dużych ujemnych wartości energii itp. Można też na jej podstawie zbudować teorię kwantową, która ma wszystkie wymagane cechy, np. stan próżni w takiej teorii jest stabilny - mówi prof. Rembieliński. I zastrzega: - Proszę tylko nie stwarzać wrażenia sensacji; to nie zawsze pomaga. Poza tym wielu fizyków ma nadal "alergię" na tachiony.

Brak paradoksów to nie wszystko. Porządna teoria powinna nie tylko wyjaśniać zjawiska z udziałem tachionów, ale też umieć obliczyć czasy życia, szerokości rozpadów, przekroje czynne itp. - Wraz ze współpracownikami zaprzągłem więc swoją teorię do rozwiązania zagadki niedoboru neutrin słonecznych - mówi prof. Rembieliński.

Jak wyjaśnić, że neutrin ze Słońca jest za mało

Najpopularniejszym obecnie wyjaśnieniem zagadki deficytu neutrin słonecznych jest mechanizm mieszania się (transmutacji) neutrin. Idea jest prosta: jeśli powstające w głębi Słońca neutrina elektronowe zamieniają się po drodze w inny gatunek neutrin - mionowe lub taonowe - to obserwujemy ich na Ziemi za mało, bo potrafimy (na razie) rejestrować w naszych detektorach w zasadzie tylko neutrina elektronowe.

Proces "mieszania" może zachodzić na drodze Słońce-Ziemia lub być wzmacniany wewnątrz Słońca (tzw. mechanizm MSW). Co ważne, w obu wypadkach, żeby zachodziło mieszanie, neutrina muszą mieć niezerowe masy. A to nie jest jeszcze udowodnione i może być wątpliwe.

- Natomiast scenariusz proponowany przeze mnie i moich współpracowników, Kordiana Smolińskiego i Pawła Cabana, jest inny - opowiada prof. Rembieliński. - Zakładamy, że neutrina są tachionami, czyli poruszają się prędzej niż światło. Neutrino-tachion może się rozpaść na takie same neutrino o mniejszej energii oraz parę neutrino i antyneutrino innego typu. Gdy ten proces przebiega na drodze Słońce-Ziemia, to strumień neutrin elektronowych zmniejsza swą energię i w efekcie do Ziemi docierają neutrina o mniejszej energii. Tymczasem ziemskie detektory na razie rejestrują tylko neutrina o wysokiej energii.Przegapiają neutrina o zbyt małej energii i dlatego wydaje nam się, że rejestrujemy za mało neutrin słonecznych.

Jak przy okazji rozwikłać inne zagadki

Tachionowa natura neutrino miałaby też, niezależnie od rozwiązania problemu neutrin ze Słońca, bardzo istotny wpływ na rozumienie struktury Wszechświata, problemu ciemnej materii i inflacji. - Choć to tylko spekulacje - zastrzega się prof. Rembieliński.

Na przykład problem inflacji. Z astrofizycznych obserwacji wiemy, że Wszechświat w dużej skali jest niezwykle jednorodny i izotropowy (to znaczy - jednakowy w każdym kierunku). To oznacza, że wszystkie obszary Wszechświata są niezwykle do siebie podobne, nawet te, które w chwili Wielkiego Wybuchu zostały rozdzielone i potem nigdy nie mogły kontaktować się ze sobą i oddziaływać. Aby to dziwne podobieństwo wyjaśnić, zakłada się, że tuż po Big Bangu nastąpiła tzw. faza inflacji, w czasie której Wszechświat rozszerzał się w szalonym tempie. To miało "wygładzić" wszystkie niejednorodności i różnice. Wszechświat przed inflacją można porównać do sflaczałego balonu, którego poszczególne kawałki różnią się od siebie - mają mniejsze lub większe fałdki, mniej lub bardziej rozciągniętą gumę. Ale gdy go nagle napompujemy, to wszystkie zmarszczki i niejednorodności wygładzą się. Powierzchnia balonu będzie w każdym punkcie taka sama.

- Ta hipoteza jest sztuczna i wymaga istnienia specjalnego pola kosmicznego, sterującego inflacją - mówi prof. Rembieliński.

Tymczasem gdyby okazało się, że neutrina są tachionami, wówczas jednorodność i izotropowość Wszechświata nie byłaby już dłużej zagadką. Dla tachionów nie ma bariery prędkości, więc mogą momentalnie przenosić się między dowolnymi obszarami Wszechświata i - podobnie jak woda wyrównuje swój poziom w naczyniach połączonych - niwelować różnice między nimi. Szczególnie istotne byłoby to w fazie formowania się Wszechświata.

Jeśli neutrina byłyby tachionami, to ich własności miałyby wpływ też na wyjaśnienie zagadki ciemnej materii Wszechświata. Obserwując prędkość ruchu gwiazd i galaktyk dedukujemy, że szacowana gęstość materii we Wszechświecie jest ok. dziesięciu razy większa niż ta, którą widzimy w teleskopach. Nie bardzo wiadomo, czym jest ta materia nie świecąca, nieobserwowalna. Przypuszcza się, że przynajmniej część z niej stanowią neutrina. Rzeczywiście, neutrin jest we Wszechświecie chyba więcej niż fotonów światła - ocenia się, że w każdym centymetrze sześciennym jest średnio 300 neutrin.

Jak przekonać się, że neutrino to tachion

Czy można wykonać taki eksperyment na Ziemi, który pokaże niedowiarkom, z jaką szybkością mknie neutrino?

Prof. Grzegorz Białkowski pisał kilkanaście lat temu: "Z eksperymentalnego punktu widzenia nie ma żadnych argumentów przemawiających za istnieniem tachionów". Sytuacja się jednak zmieniła. Zdaniem prof. Rembielińskiego to, czy rzeczywiście neutrina są tachionami, czy też nie, rozstrzygną eksperymenty prawdopodobnie w ciągu kilku lat.

Jednym z najważniejszych neutrinowych eksperymentów jest mierzenie końcowego obszaru widma energii elektronu w rozpadzie beta trytu na hel-3, elektron i antyneutrino elektronowe. Okazuje się, że kształt tego widma jest bardzo czuły na rodzaj emitowanego antyneutrina: czy jest to zwykła cząstka, czy też tachion.

- W ciągu ostatniego dziesięciolecia wszystkie pomiary wprowadzały eksperymentatorów w zakłopotanie, bo spodziewali się otrzymać wyniki odwrotne - mówi prof. Rembieliński. - Wraz z Jackiem Ciborowskim z Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadziliśmy rachunki i symulacje komputerowe tego procesu przyjmując, że neutrino to tachion. Okazało się, że krzywa teoretyczna i doświadczalna są praktycznie identyczne. Oznacza to, że potrafimy wyjaśnić anomalię tego procesu.

- Oczywiście, możliwe, że w tym eksperymencie jest popełniany jakiś błąd systematyczny. W tej chwili Jacek Ciborowski jest w kontakcie z grupami eksperymentalnymi z Troitska (pod Moskwą) i z Moguncji (Niemcy), gdzie wykonywane są najbardziej precyzyjne doświadczenia z rozpadem trytu. Nasze wyniki dotyczące wyjaśnienia anomalii w rozpadzie beta były prezentowane w sierpniu na konferencji w Jerozolimie. Obecnie kończymy pracę, którą wyślemy w październiku do publikacji.

- Rozpad trytu to jedyny obecnie dokładny pomiar związany z neutrinami - uzupełnia Jacek Ciborowski. - Jeśli neutrino elektronowe ma masę równą zero, wówczas widmo energii elektronów powinno liniowo maleć do zera. Jeśli neutrino ma masę niezerową (tak jak inne zwykłe cząstki, np. elektron) - wówczas punkt końcowy wypadnie poniżej zera, zaś widmo "zagnie" się przy samym końcu w dół. Ale wyniki doświadczalne pokazują, że jest przeciwnie: widmo nie zagina się ku dołowi.

- Wiedzeni intuicją rozważyliśmy rozpad z tachionowym neutrinem. Okazuje się, że policzona amplituda prowadzi do widma z "górką" przy końcu. A trzeba dodać, że dotychczas nie znaleziono wytłumaczenia tego zjawiska na gruncie fizyki konwencjonalnej, choć rozważano wiele przyczyn. Ponadto okazało się również, że hipoteza tachionowego neutrina tłumaczy łamanie parzystości w oddziaływaniach neutrin, fakt obserwowany doświadczalnie od 40 lat, lecz nie wyjaśniony do tej pory - mówi Ciborowski.

Czy najnowsze eksperymenty wciąż pasują

Tuż przed latem tego roku wykonany został najdokładniejszy dotychczas pomiar końca widma elektronów z rozpadu trytu przez grupę fizyków z Moguncji.

- Wstępne wyniki przedstawione zostały na letnich konferencjach. Na oko nasze widmo pasuje do danych, ale dopiero w październiku lub w listopadzie wybiorę się do Moguncji, aby je dopasować za pomocą komputera - mówi Jacek Ciborowski. - Jestem jednak przekonany, że będzie pasować. Również na oko pasuje widmo zmierzone przez rosyjską grupę z Troitska.
[/size]

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem...
Strony: 1   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS