Choose fontsize:
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
 
  W tej chwili nie ma nikogo na czacie
Strony: 1   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Natura ewolucji… czyli o co w tym wszystkim chodzi?  (Przeczytany 1447 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Michał-Anioł
między niebem a piekłem
Moderator Globalny
Ekspert
*****
Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1338


Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym



Michał Anioł
Zobacz profil WWW
« : Sierpień 19, 2011, 21:47:05 »



Natura ewolucji… czyli o co w tym wszystkim chodzi?

Z ewolucją jest jak z sąsiadem – kiedy w drodze na działkę zatrzyma się z propozycją podwiezienia, odpowiadamy: nie, nie… nie trzeba… dojdę sobie na piechotę.



Jeden z moich przyjaciół, „pan mgr filozof”, żeby nie było, zapytał mnie kiedyś: to Wszechświat jest w końcu stworzony czy ewoluujący? A samochód – odpowiedziałem – którego nie masz, najlepiej taki fajny, został od razu takim stworzony, czy wcześniej miał kilka mniej doskonałych pierwowzorów?

Najbardziej bezpośrednią odpowiedzią, jaką mógłbym udzielić na tak postawione pytanie, byłoby paradoksalne stwierdzenie, że po pierwsze jednocześnie jest stwarzany, jak i ewoluuje, a po drugie nie jest ani stworzany, ani ewoluujący – po prostu jest. Jasne, typowa odpowiedź „oświeconych”, ale co to znaczy? Skąd ten paradoks? Czy można go zrozumieć dopiero po „przebudzeniu”, jak mawiają mistycy – po doświadczeniu rzeczywistości „taką, jaka jest” czy jednak, jak tego pragną naukowcy, dopiero mózg, a raczej umysł, muszą najpierw pojąć jego naturę, aby dopiero później, za pomocą świadomie ukierunkowanej ewolucji jej doświadczyć? Otóż można i tak, i tak! A może nawet trzeba i tak, i tak?

Inny przykład: drzewo w sadzie rośnie, czy jest uprawiane? I rośnie (samo) i jest uprawiane przez człowieka, czyli świadomie kreowane – czy to na poziomie genetycznym, czy ogrodniczym. Jedno drugiego nie wyklucza! Pomyślcie więc, skąd wzięło się w naszych schematach myślowych to ideologiczne wykluczenie, to rozdzielenie? Komu ono służy? Poszukajcie innych przykładów, jak dużo ich znajdziecie? Mnóstwo? Są wszędzie? Chłopcy nie mogą płakać, jak dziewczynki; ktoś z poza mojej rodziny jest mniej ważny, niż ci z mojej; Kowalski zarabia więcej od Nowaka; bardziej wykształcony jest lepszy od mniej wykształconego; biali są ludźmi, inni nie koniecznie…, a może, to tylko blondyni są ludźmi… w kółko „ja” i „moje”… nie wiem, już się pogubiłem.

Jeszcze jeden przykład: wszyscy wiedzą, że w zbiorze liczb całkowitych pomiędzy jeden i trzy jest tylko jedna liczba: dwa. Wniosek z tego taki, że dowolny zbiór liczb całkowitych wyznaczony przez liczby „a” i „b” jest skończony – jasne. Natomiast ile, w tak samo wyznaczonym zbiorze mamy liczb rzeczywistych? Dla dowolnie wybranej pary liczb z tego zbioru zawsze znajdzie się jakaś liczba pomiędzy. Wniosek z tego taki, że dowolny zbiór liczb rzeczywistych wyznaczonych przez liczby „a” i „b” jest nieskończony! Można to pojąć? Oczywiście, co prawda, w przeciwieństwie do mistyków, umysł nie jest w stanie ogarnąć wszystkich liczb rzeczywistych z tego zbioru, ale może pojąć, że one tam są! Mówimy więc, że pojmuje abstrakcyjną koncepcję nieskończoności w skończoności… wymyślono jeszcze liczby urojone (jaka słodka nazwa), ale to spostrzeżenie już nam wystarczy :]

Jak to, więc, jest z tym stwarzaniem i ewoluowaniem? Jak to jest z naukowymi koncepcjami o naturze wszechświata, które gubią się w „kilometrowych” obliczeniach i przepychają w niespójnych koncepcjach? Otóż każda teoria naukowa przyjmuje tzw. aksjomaty – założenia, których jest pewna, podstawowe koncepcje, które wydają się niepodzielne, niepodważalne (tak przy okazji, nie kojarzy się Wam to z dogmatami?), jak np., że pomiędzy jeden i trzy może być tylko i wyłącznie dwa! Potem spędzają wiele lat na badaniu liczb całkowitych, wpompowują mnóstwo pieniędzy, opierają na tym struktury społeczne, światopoglądowe, moralne, a potem identyfikują się z nimi – bo przecież autorytet, bo wielki naukowiec, polityk, papież… i co się dzieje dalej? Pojawia się geniusz, który odkrywa „liczby rzeczywiste”, mówi o wielu wymiarach, wibracyjnych gęstościach, odkrywa, że Ziemia nie jest płaska i wcale nie znajduje się w centrum Wszechświata, że Życie jest jednocześnie na każdym stadium „rozwoju”, bo czas jest złudzeniem, mentalną koncepcją, że żywych istot we Wszechświecie jest tyle, ile Wszechświatów w ogóle, że przecież wszystko jest Jednym, tylko podzielone wibracyjnie na wiele i w dodatku, jedynie dla zabawy (wschodnia koncepcja boskiej Gry)… aha, jasne. Najlepiej spalmy geniusza, bo zakłóca nasze równania i po kłopocie.

Więc, co z tego? Nawet, jeśli to prawda, to po co nam to wiedzieć? Dlaczego teraz? Przecież mamy swój świat, zarabiamy fajne pieniądze, niektórzy mają nawet dom czy mieszkanie, inni jeżdżą starym samochodem, ale przecież własnym, mało mamy czasu dla siebie, ale przecież żyje nam się co raz wygodniej… czy faktycznie? Ilu ludzi musi cierpieć biedę i ciężko pracować, żebyśmy mogli kupić buty za grosze, i to nic, że na trzy miesiące, bo przecież w kolejce czeka dużo więcej chętnych, żeby podobny bubel wyprodukować – to nawet lepiej, zawsze będę miał nowe buty! Ile „ton” zwierząt musi zginąć, bo takie są „prawa przyrody”, że silniejszy ma słabszego gdzieś, bo jak już wszystko wytępimy, zamkniemy się w bunkrze głęboko pod ziemią i wyjdzie na nasze. Że Chiny daleko i co mnie te nieuki obchodzą? Przecież mieszkamy na tej samej planecie, mamy te same potrzeby, a kiedy wyruszymy z domu w dowolnym kierunku, będziemy musieli wrócić przez Chiny! Że brednie? Czy zauważyliście, że masowe obserwacje obiektów latających, tych, które zachowywały się „wbrew prawom fizyki”, nastąpiły zaraz po zrzuceniu bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki? Wiecie dlaczego? Bo rozczepienie atomu powoduje destrukcję planety gdzieś we Wszechświecie, czyli w innym wymiarze, na innym poziomie wibracyjnym wielkiego fraktala zwanego Wszechświatem! Bo niszczymy w ten sposób czyjś świat! Co to fraktal, co to wibracja, gęstość i jak działa iluzja, zwana „rzeczywistością”? Właśnie tego musimy się dowiedzieć, żeby zrozumieć siebie, żeby pojąć, że nie chodzi już o zagrożenie radioaktywne i lokalne następstwa, ale międzywymiarową destrukcję, którą powodujemy, bo chcemy myśleć, że Wszechświat jest „płaski”, zimny i pusty, bo komuś nie po drodze z nieopłacalną mądrością…

Ale już poważnie, o co tutaj chodzi? Skoro czas jest złudzeniem i wszystko dzieje się jednocześnie, to chyba nie o ewolucję, przynajmniej taką, jak my ją rozumiemy.

Przede wszystkim trzeba oddzielić poważne badania i szczere poszukiwania prawdziwych naukowców, którzy wierzą w to, co robią, zarówno tych wspieranych przez system akademicki i wielkie korporacje czy agencje, jak i tych niezrzeszonych, niezależnych poszukiwaczy prawdy od pseudonaukowej propagandy i kreatywnej „badaniologii” pisanej na zamówienie, jak np. tej pt. „globalne ocieplenie”. Kto ma je oddzielić? Każdy z nas dla siebie, w swoich dociekaniach, w swoim własnym procesie przebudzenia, dojrzewania i uświadomienia.

Jeśli ktoś w znanym na całym świecie kanale popularnonaukowym demonstruje nieudolną próbę zreplikowania jakiegoś nadzwyczajnego zjawiska, np. samoistnego tworzenia kręgów w lodzie i pomija najistotniejsze parametry, takie jak nietrywialna liczebność występowania, różnorodność okoliczności, w których ono powstaje, skalę przestrzenną zjawiska, a ponadto fakt występowania innych, ale podobnych zjawisk, jak „kręgi w zbożu”, o dużo bardziej skomplikowanej strukturze i przekazujących bardzo zaawansowane albo i nieznane oficjalnej nauce informacje, pojawiających się w piasku na środku pustyni, w śniegu, w zbożach i trawach, a nawet drzewach, których pnie są wygięte, jakby tak wyrosły i kwituje je jednym wyrazem „obalone”, to możemy w takim przypadku mówić jedynie o manipulacji socjotechnicznej, a nie popularyzowaniu nauki! Szanowni Państwo, nie możemy już polegać na autorytetach! Ich czas się wypełnił. Każdy z nas dorósł do bezpośredniego poznania prawdy. Do przekroczenia granicy „cieplarnianych warunków rozwoju” stworzonych przez naszych „rodziców”, zwanych autorytetami. Do samodzielnego poszukiwania, zrozumienia i urzeczywistnienia prawdy o wszechświecie, w którym żyjemy i odkrycia  k i m  n a  p r a w d ę   j e s t e ś m y!

Inny przykład: w Internecie są tysiące filmów i zdjęć „Obcych”, UFO, BigFoot. Manipulanci medialni przyjmują prostą taktykę zaprezentowania łatwej metody zrobienia komputerowego fotomontażu i pokazania w ten sposób, jak naiwni jesteśmy, jak łatwo dajemy się nabrać anonimowym oszustom, bo przecież ludzie z natury są głupi i tylko sceptyczny, trzeźwo myślący, dzielny naukowiec może zdemaskować mistyfikację! Oczywiście, ani słowem nie wspomną, że jest wiele metod analizy zdjęć, że od prawdziwych różnią się wieloma szczegółami, które prawdziwy naukowiec bardzo łatwo wychwyci i że fotomontaż „nie do odróżnienia” takiego telewizyjnego pseudonaukowca jest po prostu żartem. Z zadziwiającą lekkością pomijają miliony dowodów z ogromnej ilości niezależnych i poważnych źródeł, włączając w to dokumenty rządowe i wojskowe, świadectwa materialne i niematerialne tysięcy ludzi, zgromadzone na przestrzeni kilkudziesięciu lat, doświadczenia wielu badaczy, nie tylko śladów fizycznych obecności istot pozaziemskich czy metafizycznych zjawisk, ale i psychicznych komunikacji z nimi, a których skala, spójność, stopień prawdopodobieństwa i głębia przekazywanej wiedzy daleko wykracza, nie tylko poza możliwość domowej mistyfikacji, ale i wiedzy znanej na Ziemi! Hmmm… chyba mają coś do ukrycia.

No cóż, przecież zwykłemu człowiekowi nie przyjdzie do głowy, żeby tak poważna instytucja mogła dopuścić się takiej niekompetencji. Sprawa jest dużo poważniejsza, niż się wydaje. Oczywiście, że wszystko jest dopracowane i przemyślane, ale według jakich założeń, na czyje zlecenie? Czy to możliwe, żeby… hmmm… chwileczkę, przecież telewizja jest ważną częścią całego systemu. Nikt już nie czyta książek, nie sprawdza, nie docieka. W szybkim świecie liczą się szybkie media, fastfood dla żołądka i „fastfood” dla umysłu – i tak tyjemy w cudze poglądy, absurdalne opinie, niedorzeczne systemy. Sami usypiamy swoją wrażliwość, intelekt, intuicję, bo łatwiej jest wziąć gotowe. „Najciemniej pod latarnią”, tak mówią, czyli najprościej jest manipulować masami. Jak? Poprzez skorumpowanie systemów społecznych, finansowych, naukowych, religijnych… Uzależnienie ich od pojedynczego medium, ideologii, systemu społecznego… Podsunięcie „chłopa” na premiera, zamiast specjalisty; systemu długów, zamiast monetarnego; emocjonalnego autorytetu, zamiast duchowej wiedzy… Od jak dawna? Ostatnio? Hmmm… nie sądzę – od kilkuset lat? A może kilku tysięcy? Przecież dosłownie wszystko podszyte jest fałszem – to nie może być dzieło współczesnej „demokratologii”.

Dlatego każdy z nas dla siebie musi dociec o co tu chodzi i kto za tym stoi? Musi rozpoznać relacje, którymi jesteśmy związani we współczesnym świecie i zdecydować, czy w takim świecie chce żyć. Ja uświadomiłem sobie, że jest dokładnie odwrotnie, niż bym chciał. Doszedłem do wniosku, że sposobem na przywrócenie harmonii w naszym życiu jest skupienie uwagi na wszystkich aspektach życia i zrewidowanie swoich poglądów z dziedziny tzw. nauki i tzw. duchowości. Ponad to stwierdziłem, że mogę zainspirować do tego innych i zebrać w jednym miejscu prezentacje, wykłady, wywiady i dyskusje wielu ludzi, którzy również zauważyli OSZUSTWO, na którym oparta jest nasza cywilizacja i poprzez wieloletnie poszukiwania, badania i nadzwyczajne doświadczenia obnażają negatywną konspirację i wyjaśniają RZECZYWISTOŚĆ taką, jaka jest!

Zapraszam do lektury,
Przemek,
przemek@livingcosmos.info
http://www.livingcosmos.info/artykuly/natura-ewolucji-czyli-o-co-w-tym-wszystkim-chodzi/

Share this topic on FacebookShare this topic on GoogleShare this topic on MagnoliaShare this topic on TwitterShare this topic on Google buzz 

Zapisane

Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!

www.imaginarium.org.pl
Strony: 1   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines
BlueSkies design by Bloc | XHTML | CSS