logo
 
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?  (Przeczytany 26017 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline jolkaz

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 74
    • Zobacz profil
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #40 dnia: Listopad 25, 2011, 11:33:16 »
Przytocze tu wypowiedz jednego z forumowiczow .. Prosze abyscmy zrobili podobnie … albo tak samo !!!! lsandczycy sprawili, że rząd, który aprobował pod dyktando światowej finansjery zubożyć islandzki naród zgodnie ze scenariuszem aktualnie „przerabianym” przez Grecję podał się w komplecie do dymisji! Główne banki w Islandii zostały znacjonalizowane i mieszkańcy zdecydowali jednogłośnie zadeklarować niewypłacalność długu, który został zaciągnięty przez prywatne banki w Wielkiej Brytanii i Holandii. Doprowadzono też do powołania Zgromadzenia Narodowego w celu ponownego spisania konstytucji. I to wszystko w pokojowy sposób. To prawdziwa rewolucja przeciw władzy, która doprowadziła Islandię do aktualnego załamania. Na pewno zastanawiacie się, dlaczego te wydarzenia nie zostały szeroko nagłośnione? Odpowiedź na to pytanie prowadzi do kolejnego pytania: Co by się stało, gdyby reszta europejskich narodów wzięła przykład z Islandii? Oto krótka chronologia faktów: Wrzesień 2008 roku: nacjonalizacja najważniejszego banku w Islandii,Glitnir Banku, w wyniku czego giełd zawiesza swoje działanie i zostaje ogłoszone bankructwo kraju. Styczeń 2009 roku: protesty mieszkańców przed parlamentem powodują dymisję premiera Geira Haarde oraz całego socjaldemokratycznego rządu,a następnie przedterminowe wybory. Sytuacja ekonomiczna wciąż jest zła i parlament przedstawia ustawę, która ma prywatnym długiem prywatnych banków (wobec brytyjskich i holenderskich banków) wynoszącym 3,5 miliarda euro obarczyć islandzkie rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent. W odpowiedzi na to następuje drugi etap pokojowej rewolucji. Początek 2010 roku: mieszkańcy zajmują ponownie place i ulice, żądając ogłoszenia referendum w powyższej sprawie. Luty 2010 roku: prezydent Olafur Grimsson wetuje proponowaną przez parlament ustawę i ogłasza ogólnonarodowe referendum, w którym 93 procent głosujących opowiada się za niespłacaniem tego długu. W międzyczasie rząd zarządził sądowe dochodzenia mające ustalić winnych doprowadzenia do zaistniałego kryzysu. Zostają wydane pierwsze nakazy aresztowania bankowców, którzy przezornie odpowiednio wcześniej uciekli z Islandii. W tym kryzysowym momencie zostaje powołane zgromadzenie mające spisać nową konstytucję uwzględniającą nauki z dopiero co „przerobionej lekcji”. W tym celu zostaje wybranych 25 obywateli wolnych od przynależności partyjnej spośród 522, którzy stawili się na głosowanie (kryterium wyboru tej „25%u2033 – poza nieposiadaniem żadnej książeczki partyjnej – była pełnoletniość oraz przedstawienie 30 podpisów popierających ich osób). Ta nowa rada konstytucyjna rozpoczęła w lutym pracę, która ma się zakończyć przedstawieniem i poddaniem pod głosowanie w najbliższych wyborach przygotowanej przez nią „Magna Carty”. Czy ktoś słyszał o tym wszystkim w europejskich środkach przekazu? Czy widzieliśmy, choćby jedno zdjęcie z tych wydarzeń w którymkolwiek programie telewizyjnym? Oczywiście – NIE! W ten oto sposób Islandczycy dali lekcję bezpośredniej demokracji oraz niezależności narodowej i monetarnej całej Europie pokojowo sprzeciwiając się Systemowi. Minimum tego, co możemy zrobić, to mieć świadomość tego, co się stało, i uczynić z tego „legendę” przekazywaną z ust do ust. Póki co wciąż mamy możliwość obejścia manipulacji medialno informacyjnej służącej interesom ekonomicznym banków i wielkich ponadnarodowych korporacji. Nie straćmy tej szansy i informujmy o tym innych, aby w przyszłości móc podjąć podobne działania, jeśli zajdzie taka potrzebakawa moim zdaniem wypowiedź internauty z którą się zgadzam-"idzie ku lepszemu "

Offline Lucyfer

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 609
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #41 dnia: Listopad 25, 2011, 17:13:12 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=wHvk6alKk6w" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=wHvk6alKk6w</a>

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1763
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #42 dnia: Grudzień 02, 2011, 23:08:10 »
Nigel Farage: Tak zaczyna się dyktatura!
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=5f9hOrTB72k" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=5f9hOrTB72k</a>

Wywiad z Nigelem Farage opublikowany 26 listopada 2011 na włoskim wideoblogu 'byoblu.com'. Oryginał wideo w języku włoskim i angielskim dostępny jest na kanale YouTube 'byoblu': http://youtu.be/_3QoUEHDqog

Film udostępnionio za zgodą autora.

Tekst wywiadu w oryginale dostępny jest na stronie: http://www.byoblu.com/post/2011/11/26/Cosi-iniziano-le-dittature.aspx#continue,

Pełen tekst wywiadu w języku polskim znajduje się tutaj: http://wp.me/p1CI1T-2D.

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1763
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
David Icke - Przesłanie do ruchu Okupuj Wall Street
« Odpowiedź #43 dnia: Grudzień 04, 2011, 21:28:59 »
David Icke - Przesłanie do ruchu Okupuj Wall Street
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=_4eCf6UclR4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=_4eCf6UclR4</a>

Więcej: Międzynarodowy kartel bankowy - za kryzysem zadłużenia


« Ostatnia zmiana: Grudzień 04, 2011, 21:51:15 wysłana przez Leszek »

Acidizer69

  • Gość
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #44 dnia: Grudzień 04, 2011, 22:45:45 »
Wiem, że to straszny post, ale nie zawarłem w nim nawet 10% tego co chciałbym. Książkę by pisać, lecz to zbędne. Wszystko jednak w określonym celu. Zwyczajnie nie potrafię się powstrzymać i trzymać tego w sobie.


Bywają momenty, w których zastanawiam się czy to już nie najwyższy czas by mówić o obłędzie lecz nie tylko świata finansów. Myślę, że obłęd ten zatoczył znacznie szersze kręgi. Nie wrzucałbym natomiast całego świata w ten worek mówiąc o całej ludzkości. Patrząc na Afrykę, Ameryki Płd i Śr., Azję i różne egzotyczne miejsca w ich pobliżu widzę jednak jak i tam docierają skutki tego właśnie zjawiska i działąjące mechanizmy rodem ze świata szaleńców. Sam obłęd natomiast to w świetle moich dosyć radykalnych poglądów stan umysłu praktycznie całego świata Człowieka Zachodu. Jakże adekwatna nazwa - zachodu. Dalsza ekstrapolacja myślowa sugeruje, że po zachodzie nastają ciemności nocy. I czyż nie są to właśnie te egipskie ciemności ? Wszystko zdaje się wskazywać, że właśnie o takie ciemności chodzi.

Świat Zachodu żyje w obłędzie ! Oczywiście byłoby wielkim uogólnieniem i to niesprawiedliwym mówić, że cały żyje w tym stanie. Z pewnością dotyczy to jednak znacznej większości i niestety porażającej wiekszości ludzi mających wpływ na realia. Od liderów, intelektualistów, specjalistów, projektantów, architektów, wykonawców i osób publicznych budujących świat, który nazywamy wysokorozwiniętym po zwykłych ludzi żyjących w błogostanie niewiedzy. Niestety w tym przypadku powiedzenie, że ignorancja jest rozkoszą zabrzmi niewłaściwie - sprawa w mojej opinii jest niezwykle poważna. Rzekłbym nawet - tragiczna.

Bez konkretyzowania nazw państw można wyraźnie wskazać o jakich miejscach mowa. I co smutne to już zaczyna stawać się zjawiskiem globalnym, lecz w dalszym ciągu głównie dotyczącym nas tj. Europy, USA, Australii i innych krajów już rozwiniętych. Czasem faktycznie analogia epidemi lub pandemii "obłędu" najlepiej wyjaśnia fenomen.

Gdy ujrzałem w temacie to słowo "obłęd" w zestawieniu ze "światem finansów" od razu przebiła się na pierwszy plan pewna refleksja, która towrzyszy mi już wiele lat. Nie jest moim zamiarem torpedować tytuł tematu lub łapać za słówka autora. Raczej pozwalam sobie skorzystać z okazji by na jego kanwie rozwinąć tą myśl i zarazem wskazać możliwe kierunki do poszukiwania odpowiedzi na drugą część tematu czyli "co dalej..." ?

Mówiąc, że najwyższy już czas zrobić kolejny krok i posunąć tok myślenia dalej miałem na myśli likwidację syntetycznego podziału "my-oni", który wdarł się głęboko w podstawy rozumowania i niestety rzutuje moim zdaniem niewłaściwą perspektywę spojrzenia na problem z jakim mamy do czynienia. Uświadomienie sobie tego "obłędu" jako synonimu Zachodu to coś znacznie poważniejszego. Porównywałbym go z etapem w historii myśli ludzkiej, w której człowiek stanął twarzą w twarz z odkryciem że Ziemia już nie jest płaska lub z odkryciami Newtona, które wzniosły stan umysłu Świata Zachodu na nowe poziomy. Dlatego uważam, że najwyższy czas już zacząć mówić iż poszaleliśmy kolokwialnie i to w takim stopniu, że patrząc na obecną percepcję dzisiejszych czasów w oczach większości, zdecydowanie można mówić o poważnej chorobie psychicznej. To choroba, która cechuje się zarówno rozdwojeniem jaźni, moralności, odwróceniem wartości, powszechnym, wręcz wpisanym w tradycje zakłamaniem, obłudą i mnogością tzw. tematów tabu, które pozornie wydają się typowe tylko dla dzikich plemion i wspólnot pierwotnych. Nasze zachodnie tabu to znacznie bardziej poważne zjawiska niż tylko te kojarzone potocznie z kwestiami pruderii, obyczajów matrymonialnych czy przesądów.

Niech za przykład posłuży choćby ta Islandia. Zwróciłem uwagę, że umknęła istotna obserwacja dotycząca konkretnie problemów finansowych tego kraju. O jak wielkim obłędzie mówimy gdy państwo o ludności mniejszej niż mój rodzinny Lublin ( Islandia - niewiele ponad 300 tys. mieszkańców, 14 miast ) doprowadziło do długu wymagającego interwencji w wysokości 6 miliardów dolarów ? Wiadomo, że gospodarka Islandii w wiekszości opiera się na bankowości, lecz zastanawiające jaką skalę mamy przyjąć gdy zaczniemy mówić o Europie z państwami o liczebności kilkudziesięciu milionów ? Czy to tylko obłęd ? To już groteskowa schizofrenia jak niektórzy odważniejsi zaczynają nazywać to co się dzieje "u nas".

Naszą ( cały czas będę tak mówiąc miał na myśli ogólnie świat zachodni ) tragedią jest coś co nadal pozostaje w sferze tabu - tam bym szukał źródeł obłędu. Zarówno świata finansów jak i przeciętnego Nowaka, Mullera, LaVella i Biscontiego. To nasz opis rzeczywistości, zbiór pojęć, symboli, zachowań i idących za nimi tradycjami, poglądami oraz wreszcie filozofią i postrzeganiem zjawisk, relacji, ludzkiego życia i wartości w nich istniejących. W rezultacie jaki obraz tworzą w zbiorowej świadomości Zachodu. Przecież to czyste szaleństwo ! Kto jeszcze dziś z ludzi o "otwartym umyśle" uważa, że napotkane przez nas problemy to tylko sprawka jakiejś demonicznej grupy, która decyduje o wszystkim i omamia nas, niewinnych i całkowicie niezwiązanych z problemem ludzi-ofiar ? To właśnie ten podział "my-oni", którego najwyższy czas się pozbyć gdyż uniemożliwia spojrzenie na system jako całość - bez pomijania odpowiedzialności na żadnym etapie jego współtworzenia.

By właściwie patrzeć na obecne wydarzenia i problemy należy czynić to z perspektywy historii. I stanowczo twierdzę, że to absolutnie konieczne z wielu powodów ! To już było wielokrotnie wskazywane przez wielu ludzi. Historia ta zaczyna się wyraźnie w XVIII wieku "na salonach". To czasy gdy arystokratyczne kręgi myślicieli i awangardy intelektualnej stworzyły podwaliny pod obowiązujący do dziś sposób myślenia i postrzegania rzeczywistości. Z jednej strony to ważny etap w świecie odkryć naukowych, rewolucji w opisie wszechświata, życia, praw natury. To również grunt pod późniejsze teorie ewolucji, kapitalizmu, narodzin ruchów społecznych i inne, które do dziś operują żywo w naszych umysłach. To również dla wielu tragiczna pomyłka skutkująca dalszym oddaleniem się człowieka od natury. Oddalenie, które od tamtych czasów nastąpiło to znacznie dłuższa podróż niż ta którą ludzkość odbyła od czasów starożytnych po Renesans. I nastąpiła w znacznie krótszym czasie. Czas ten skraca się z każdym pokoleniem. Dziś te zmiany zajmują kilka lat gdy 100 lat temu zajmowały przestrzeń czasową całego pokolenia. Dziś już nawet miesiace i dni przynoszą więcej zmian niż 100 lat w czasach Bizancjum. Niestety na poziomie świadomości jako kategoria filozoficzna odnieść można wrażenie, że stoimy w miejscu. I to od dobrych 100 lat.

Rację mają ci, którzy wskazują na podstępne działania elit, instytucji religijnych, polityków, trzymających rozwój stanu świadomości ludzi w kajdanach. Często to są ci sami, którzy mówią nam o wielkiej mocy ludzkiego umysłu, o źródłach prawdziwej władzy i siły życia, które są naszą prawdziwą naturą w odróżnieniu od postrzegania nas jako nic nieznaczący pył - robotnice w mrowisku. Mówią często że czas by się przebudzić. Moje pytanie przebudzić z czego ? To jak to jest ? Jesteśmy nieskończenie doskonali w końcu czy totalnie zmanipulowani ? Skoro wiemy o tym pierwszym to w czym cały problem ? Co stoi na przeszkodzie ? Wiadomo. Oni.

Czy w szczerym rozrachunku nie jest tak, że niemalże każdy przy zdrowych zmysłach dobrze wie co się dzieje, wie o co chodzi w tym systemie, wie na czym on stoi, na czym się opiera, co go napędza i co stanowi jego siłę ? Szybko w toku rozmowy czy to pod byłym GS-em czy w sali konferencyjnej podczas szkolenia menedżerskiego ujrzymy smutną prawdę - większość zdaje sobie świetnie sprawę z biegu wydarzeń ! Tu jednak pojawia się pierwsze tabu w akcji - wyuczona przez wiele pokoleń pokorna akceptacja stanu rzeczy jako coś oczywistego i nie posiadającego żadnych alternatyw. Boimy się myśleć, że zbudowaliśmy cywilizację w oparciu o zbiorową zbrodnię. Zbrodnię na planecie, na przyrodzie, na człowieku, na myśli i wreszcie na każdym z nas z osobna - prawdziwa niewolnicza mentalność, lub strusi lęk by chować głowę w piasek. Jest tak gdyż akceptacja stanu rzeczy nie dotyczy tylko samej zgody pomiędzy naszymi odczuciami a obserwowaną rzeczywistością. Dotyczy ona przede wszystkim decyzji jakie podejmujemy w ramach własnej drogi w ramach tego systemu. Jedyny opór jaki stawiamy to zbiorowy w postaci ostentacyjnej manifestacji niezadowolenia. Robimy to w wolnym czasie by potem wrócić do totalitarnego świata miejsc pracy, kont bankowych, rachunków, rat, massmediów, internetu. Demokrację to mamy w domu, "po godzinach". Idąc do swojej pracy ona się kończy w jednej chwili i to ( o zgrozo ! ) nie podlega dyskusji ! Mało kto widzi, że państwo jako korporacja i miejsce pracy jako inna korporacja powinny być demokratyczne w takim samym sensie ! I takie miejsca pracy istnieją ! Zapomnieliśmy o nich. A spółdzielnie inwalidzkie przetrwały i śmiało konkurują z gigantami ! Warte przemyślenia.

Czy taka myśl wydaje się absurdem ? Jeśli tak to przykro mi to stwierdzić, ale właśnie tak myśląca osoba ma przykład jak doskonale działa w świadomości programowanie tych elit salonowych z XVIII wieku, które myślały tylko o jednym. Widząc coraz większe niezadowolenie ludu, rewolucje i antyburżuazyjne zapędy coraz większych mas pracujących z pewnością widzieli w tym zagrożenie dla własnego istnienia. Przecież oczywiste, że wielkie fortuny i bogactwa elit wyrosły na feudalnym wyzysku i eksploatacji człowieka, środowiska. Zakrawa na ironię i zgrozę, że dziś reformatorski duch w takich Stanach Zjednoczonych tak często odowołuje się do słów Ojców Założycieli - jako żródeł prawdziwego demokratycznego modelu jakim powinno być państwo ! To z pewnością jest obłęd ! Co jeszcze trzeba dodać by połączyć "kropki" i uświadomić sobie absurd sytuacji gdy słowa tych Ojców to słowa ludzi, których wpływy i pozycja wyrosły dzięki fortunom zbudowanym na sile niewolniczej, na wyzysku i bezprawiu. Demonstracyjna wolność dla niewolników to jedna z najsprytniejszych manipulacji w ostatnich dziejach. Dla obytych w temacie amerykańskiego niewolnictwa to zrozumiałe. Wiemy dobrze, że to była tylko psychologiczna zmiana, czysto formalna, która faktycznie nie zmieniła sytuacji niewolników. Czas pokazał, że było nawet dokładnie na odwrót !

Słynna 14-ta poprawka do Konstytucji USA dała prawo do egzekwowania praw obywatelskich niewolnikom. Niestety to również okres gdy pierwsze korporacje uzyskały prawomocną osobowość prawną i to one głównie korzystały z tej poprawki roszcząc sobie kolejne prawa i przywileje. Tak zostały stworzone podwaliny pod system, który dotyczy teraz całego Zachodu. W następujących miesiącach po wprowadzeniu owej poprawki zkorzystało z niej kilka czarnoskórych osób i kilkaset pierwszych korporacji ! Moim zdaniem historycy gloryfikujący początki demokracji w USA popadli w ten sam obłęd ! Nie widząc, że marginalne znaczenie w sensie obywatelskim dało ogromne korzyści przyszłym gigantom, w dalszym ciągu snując nostalgiczne wspomnienia czasów wolności jaką przyniosły Amerykanom czasy "bostońskiej herbatki" ! Przecież o to właśnie chodziło ! Niemalże każda "obywatelska" inicjatywa od czasów XIX wieku to perfidna prowokacja ! Niestety popadliśmy od tamtych czasów w rutynę naiwności i bezkrytycznego patrzenia na problemy do rozwiązania w kategoriach ścierających się interesów.

To kolejne tabu myślowe, które również uniemożliwia jakąkolwiek dalszą dyskusję. Uważamy za naturalne i oczywiste istniejace podziały społeczne ( kulturowe, zawodowe, zamożności ). Gdy do pewnego stopnia one są potrzebne do pewnych opisów, jednak nie oznacza to, że istniejące relacje to naturalny stan rzeczy i należy się poruszać w takim systemie podziałów. Słynna zasada "dziel i rządź" to właśnie tutaj daje o sobie znać w sposób najbardziej ukryty. Dlatego dziś obserwacja relacji w społeczeństwie ukazuje nam wszechobecną polaryzację na linii grupy ucisku-grupy wyzysku, interesy na zasadach roszczeniowo-odszkodowawczych, społeczne więzi na bazie kompromisu pomiędzy dopuszczalnym poziomem oszustwa a maksymalną tolerancją na stopień zakłamania. Jak wcześniej mówiłem przy innej okazji - etos walki wkradł się w nasze serca tak głęboko, że widzimy świat w kategoriach walczących bytów w oparciu o teorię takich gier jak rywalizacja, ekspansja, podbój, poszerzanie wpływów, dominacja i kontrola. Nie jesteśmy w stanie uwolnić się od etosu walki tam gdzie stanowi on źródło najistotniejszych problemów.

My i Oni, źli i dobrzy, uczciwi i nieuczciwi itd. Czy przypadkiem to nie jest zwykła dziecinada ? Dzieci lubią nadużywać nowo poznane słówka. Niestety i dorośli często potrafią się zagalopować w ocenach dobry-zły nie zdając sobie sprawy, że to sfera pojęć tak relatywnych, że sprowadzanie dyskusji w te kategorie kończy się niemalże zawsze rozmyciem wszelkich ocen. Dlatego właśnie to są dziś ulubione tematy polityków obiecujących dobro i pozbycie się zła. Problem, że w momencie gdy trzeba zdecydować co jest co kończymy z taką polityką jaką mamy dziś. Może już najwyższy czas by zrobić coś co uważamy za właściwe ? I może zawierać się w nim będzie zarówno coś dobrego ( nowa wartość ) jak i coś złego ( ofiara, poświęcenie, rezygnacja z czegoś cennego ) ? Tego obawiamy się bardzo i dla Zachódu stanowi wielkie źródło poświadomej niepewności. Ale przeczuwamy, że konsekwencje za nasze występki cywilizacyjne w końcu nas dopadną i dotkną.

W dalszym jednak ciągu żywimy nadzieję, że dotknie tych "onych" jakbyśmy nie mieli w tym udziału. A jaki to udział ? Wystarczy uczestnictwo i przyjęcie zasad, które przynajmniej raz w życiu człowieka postawiły go przed koniecznością wyboru pomiędzy zasadami moralnymi a własnym interesem. Nie uwierzę, że nikt z nas nie musiał podejmować decyzji tego typu ! Ile razy przed rozmową kwalifikacyjną, awansem, decyzją kierowniczą musimy "schować honor do kieszeni", "przymknąć oko" lub użyć powszechnych i nic nie mówiących stwierdzeń, doskonale wymownych natomiast w podtekście np. "wiesz jak jest", "takie czasy", "co poradzisz, tak świat urządzony" itp. To niestety są właśnie momenty, w których bariera my-oni zostaje powalona. I gdy łatwo nam zgodzić się ze stwierdzeniem że zabicie jednego człowieka czy 100 ludzi to zbrodnia i nic jej nie usprawiedliwia, tak nasze małe decyzje są usprawiedliwione w porównaniu do decyzji szefa korporacji zwalniającego 10 tys. pracowników dla oszczędności. Smutne ale prawdziwe - tu jak w obłędzie oszukujemy się idąc na znacznie dalej idące kompromisy niż "Oni". Tacy sami...

Oczywiście podniesie się larum wszystkich rodziców, dorosłych odpowiedzialnych za byt i zdrowie rodziny. To znane nam wielokrotnie i powtarzane często ( i zrozumiałe ) stwierdzenia, że ważniejsze jest przetrwanie mojej rodziny, bliskich, że trzeba coś włożyć do miski itd. Szkoda, że temu towarzyszy kolejny dyskurs pomiędzy realiami a obrazem tych realiów. W świecie masowej konsumpcji istnieje tak ogromne pole do rezygnacji z wielu tych dóbr by pozostać wiernym z głosem serca. Lecz kto dziś czuje się odpowiedzialny na tyle za swoich bliskich by zrezygnować z lukratywnej pracy lub nie przyjąć oferty pracy od korporacji ze względu na zasady jakie w niej panują, jej działalność i jej skutki ? I sprzedać ten samochód czy zrezygnować z "plazmy" by przetrwać okres do rozpoczęcia pracy w miejscu, gdzie nie "sprzedam duszy diabłu" ?

Kto dziś czuje się odpowiedzialny za swoją pracę ? Zdaje się czasem, że wygodnie dla naszych korzyści zrzucamy i tutaj całą odpowiedzialność na "szefostwo". Pracujemy, narzekamy, klniemy ale pracujemy dla nich nadal ! Ale z samochodu, płaskiego telewizora, markowych ciuchów czy wycieczki do Egiptu nie zrezygnujemy ! To pytanie czy w zasadzie czymkolwiek się różnimy od owych "onych" ? Oni też tak łatwo nie rezygnują z indywidualnych korzyści tak samo jak my nie rezygnujemy, choćby oznaczało to dla nas poważniejsze konsekwencje. Jedna drobna różnica pomiędzy "nami" a "nimi" dotyczy skali zjawiska - to nas razi, ale ten sam mechanizm istnieje nadal dzięki kolektynej pracy wszystkich. Moralność jednak nie ma ceny i warto odświeżyć inne powiedzenie: "prędzej z głodu umrę niż...". Szkoda, że to często mówimy tylko z przekory.

Jest jeszcze pewien aspekt, który rzutuje na kwestię indywidualnej odpowiedzialności dodatkowe światło. To nasza czasami naiwna wiara, że istnieją tylko pewne ośrodki, w których dochodzi do korupcji, zakłamania, działań szkodliwych itp. Utożsamiamy to z ośrodkami władzy, bogactwa, nauki, religii - na zinstytucjonalizowanych mechanizmach, których relacja z pojedyńczym człowiekiem jest czysto jednostronna. To kolejne zaprogramowane sposoby postrzegania rzeczywistości - spuścizna naukowej analizy i jednokierunkowego determinizmu przyczyna-skutek. W opisie tego typu, który w świecie naukowym może być tylko błędną teorią w przypadku konkretnych żyć ludzkich przekłada się na jego jakość i poziom. To podświadome rozumowanie przełożone na relacje władza-lud sugeruje, że całość decyzji zapada w kręgach tychże elit i jesteśmy całkowicie zdani na te decyzje. Jedyne co nam pozostaje to kierować swoje niezadowolenie, roszczenia i protesty będące nadal świadectwem istnienia naszej zależności od sfery władz. Obecne protesty czasem wyglądają jak bunt molestowanej rodziny, która ma dość bicia, głodzenia i przemocy ze strony pijanego ojca lecz w dalszym ciągu obawia się rozwodu, opuszczenia domu. Obawia się gdyż ów ojciec jest osobą, która zapewnia wikt i opierunek rodzinie jako osoba płacąca rachunki za wszystko. W tym bezdyskusyjnie dysponując rentą żony i zasiłkiem bezrobotnego syna. Sytuacja protestów na Wallstreet to niestety absurd. Konieczny, oczywisty ale absurd. Przecież nie można się oszukiwać tak daleko i nie widzieć tego jako podcinanie gałęzi na której się siedzi !

Nie staram się bronic elit - w żadnym wypadku. Pragnę zwrócić uwagę na coś co należy wyciągnąć ze sferu kolejnego tabu. To smutna prawda, że żyjemy w świecie, którego dobrobyt i rozwój technologiczny są oparte w ogromnej większości na eksploatacji i grabieży ! Czy nadal jako Zachód będziemy się oszukiwać, że to co stanowi naszą siłę to zarazem nasza największa słabość ? To nasza zależność od pewnych istniejących zjawisk, które z pozoru trywialne ale stoją u podstaw naszego stanu świadomości. Banalny przykład ropy naftowej, której dobrodziejstwa są dla nas tak normalne, że nie bierzemy pod uwagę iż dzięki odkryciu tej kopaliny stworzyliśmy cywilizację, która jest w dalszym ciągu od niej całkowicie uzależniona. Praktycznie każdy mechanizm i element systemu opiera się na energii z tej substancji. I gdy mogłoby się wydawać idiotyczne stwierdzenie, że żywimy się ropą bezpośrednio jednak wprawiamy w ruch życie tą brunatną mazią niemalże wszystko. I w dalszym ciągu jedyną znaczącą alternatywą jest węgiel. Energie odnawialne i ekologiczne to także dyskusyjne trendy, gdyż w dalszym ciągu całkowicie zależne od technologii i infrastruktury całkowicie zależnej od kopalin energetycznych. Choćby na etapie produkcji i materiałów.

Przypomnę, że mimo wielu "rewolucyjnych" odkryć w świecie technologii użytkowej, taka metalurgia, górnictwo i energetyka to dalej te same stare dobrze znane machiny pożerające planetę, jej zasoby i niszczące życie. W dalszym ciągu wytop metali, pozyskiwanie surowców chemicznych, mineralnych to bezmyślne spalanie ropy, węgla i ogromne ilości wody potrzebne do produkcji stali czy mat. budowlanych. Każdy kto był w hucie aluminium czy miedzi z pewnością zauważy, że te metale, absolutnie niezbędne dzisiejszym technologiom są pozyskiwane w sposób, który przeczy "ekologicznemu" rozsądkowi w sposób szokujący. Dla każdego budowniczego urządzenie typu "free-energy" do napędzania samochodu na wodę polecam wizytę w miejscu typu Huta Aluminium Konin - gwarantuję mieszane uczucia w momencie chęci skorzystania z tego materiału. Mówiąc o samochodzie o napędzie wodorowym, na wodę czy na skórki od banana w dalszym ciągu mówimy o kupie żelastwa , platiku, gumy, toksycznych płynów, tworzyw sztucznych, których koszt ekologiczny w procesie produkcji to inny rząd wielkości niż poczynione "oszczędności" w postaci technologii "free energy". Ale oczywiście dziś mówić, że samochód stał się synonimem konsumpcyjnego modelu życia - i to idealnym! - wywołuje równie silne emocje i sprzeciwy jak w przypadku naszego spojrzenia na świat finansiery. Nie wyobrażamy sobie życia bez pieniędzy i samochodu. To nie podlega dyskusji !

Niestety, w tym przedłużonym poście staram się podzielić się refleksją na temat tego co nazywamy obłędem i z zamiarem odpowiedzi "co dalej". Staram się wskazać, że ów obłęd dotyczy nas wszystkich i uświadomienie sobie naszej obecności w samym środku tego zjawiska jest jedynym warunkiem byśmy mogli oczekiwać jakichkolwiek faktycznych zmian. Bieg historii pokazał, że mimo wielu obietnic, nadziei i nowych kierunków za każdym razem powtarzamy te same błedy i wracamy do punktu wyjścia z ręką coraz głębiej w nocniku. Dlaczego ?

Właśnie ze względu na ten obłęd. Przez tą niekwestionowaną wiarę w konieczność reformowania systemu, który został stworzony, wdrożony i nadano mu cywilizacyjny impet w oparciu o fundamentalne zasady, których źródła znajdują się w naszym stanie świadomości. Te fundamenty widoczne są w gramatyce, w filozofii, w nauce, w kulturze, w obyczajach - stanowią zarówno obraz naszej cywilizacji ale są jej podstawami istnienia i decydują o perspektywie w jakiej na nią patrzymy. To wielki paradoks, że szukamy rozwiązań, które pozwolą nam przeobrazić naszą cywilizację w dalszym ciągu operując kategoriami i schematami będącymi zarówno owocem jak i gruntem na której powstała ! Ponieważ w ten obraz zostały wprowadzone sposoby jego postrzegania tworzące samowystarczalną całość i zawierającą mechanizmy, które uniemożliwiają wyjście poza ten obraz - docieramy do prawdziwego źródła obłędu. Tu tkwi wielki problem, który objawia się na każdym poziomie istnienia, zawsze w jednakowy sposób - nie sposób naprawić uszkodzony mechanizm za pomocą narzędzi, które on sam oferuje. To dotyczy zarówno indywidualnego dramatu ego i dramatu cywilizacji - oboje czują potrzebę zmian, lecz kto ma ich dokonać ?

Moim zdaniem ów obłęd to zwyczajne ale potężne tabu. Celowo używam tego słowa i to w pejoratywnym sensie. Jak inaczej nazwać powszechną zgodę na bytowanie w dwóch światach równocześnie ? To światy jaki jest i jaki wydaje nam się że jest. To powoduje doświadczanie rozerwania pomiędzy tym co nazywamy światem ideałów, tym co mówi nam serce i rozsądek a tym co w rzeczywistości tworzymy i napotykamy. Każde pokolenie budzi się regularnie, coraz bardziej zdesperowane lecz nadal współzależne i współtworzące kolejne mechanizmy wzmacniające tylko problem. To konkretnie te wszystkie małe decyzje, których konsekwencje obserwujemy na codzień. To każdy żołnież oddający strzał - bo padł rozkaz, to każdy klient banku wyrywający włosy przy podwyżce raty hipotecznej - ale kredyt musi być wziety ! To każdy umierający na raka jelita grubego, który przestał zwracać uwagę na ostrzeżenia dietetyków i z czystego lenistwa kupował dalej w supermarkecie produkty nafaszerowane chemią. Ale dla tego umierającego jest alternatywa - targowisko czy stragan z babcią, której marchewka nie wie co to nawóz i pestycydy. Czasem drożej owszem, ale czy więcej w porównaniu do przyszłych wydatków na leki i leczenie ? Przykładów mnożyć wiele. Problem w tym, że dopóki na tym podstawowym poziomie nie uświadomimy ważności naszych drobnych decyzji w stopniu znacznie bardziej znaczącym niż odległe psychologiczne wpływy elit, dopóty ręka będzie zbliżała się do dna nocnika. A wiemy co leży na tym dnie. Wielkie "g". Nasze własne.

Moje pytanie jest proste. Czy ktokolwiek uważa, że branie kredytów i to dobrowolne jest zwyczajnie nie-fair ? Czy jest przymus ? Zdaje się, że tak. Przymus jednak wynikający z bezdyskusyjnej konieczności kontynuowania poziomu życia, który może być osiągnięty w naturalny i uczicwy sposób ale w tych realiach nie jest tym sposobem ! Czy to jest wystarczające usprawiedliwienie by przyczyniać się do tworzenia kolejnych pieniedzy z powietrza, które właśnie obserwujemy jak znikają w otchłani kolapsu ekonomicznego ? Czy to nie jest zwyczajna współodpowiedzialność ? Większość nie zdaje sobie z tego sprawy, nie wiedząc jaki jest mechanizm tworzenia pieniądza. Więc nie można ich winić za niewiedzę. Jednak każdy rozsądny człowiek momentalnie zauważy, że w tak masowym zjawisku życia na kredyt od razu pojawia się logiczne skojarzenie, że natychmiastowa konsumpcja z odwleczoną spłatą na dekady to zwykła grabież ! Przecież dysponowanie środkami, które z racji niemożliwości ich zgromadzenia w krótkim czasie są otrzymywane kosztem ich braku w latach następnych, braku który będziemy powoli uzupełniać w rezultacie go spłacając. Lecz on pozostaje brakiem na wiele lat i ogranicza ilość dostępną po podjęciu kwoty w całości w jednej chwili. Oczywiście schemat działa inaczej. Wiemy, że te pieniądze nie istniały nigdy. Efekt jednak nie oszukujmy się jest dokładnie ten sam. Materializując dodatkowe nieistniejące pienieądze rozcieńczamy te które istnieją. I tylko ubolewać nad tym pozostaje, że obserwacja milionów ludzi biorących kredyty dookoła nie wzbudza podejrzeń, że system kredytowania to najzwyklejszy przekręt, który powinien zostać natychmiast zaniechany ! I nie tylko o lichwę i procenty chodzi ! To kolejny obłęd i silna iluzja, która jest udziałem każdego kredytobiorcy ! Domy i tak powstają. Lecz jakim kosztem ! Odwrócona logika zdaje się być tutaj raczej naszym udziałem. Od tysiącleci, owszem w epokach ucisku i wyzysku, jednak obywaliśmy się bez kredytów. Istniała ciągłość majątkowa i kumulacja bogactwa. Inna sprawa, że grabionego przez władców lecz tutaj mówimy o czasach gdy nikt już nie grabi nas z gotówki. Wszystko dziś to świetnie reklamowane, promowane ale tylko i wyłącznie zachęty, oferty. To znacznie lepsze czasy na kumulację majątków i rodzinną sztafetę posiadania. Tak łatwo oddaliśmy to wszystko znowu grabieżcom, dobrowolnie i w atmosferze wdzięczności. Obłęd i to prawdziwy.

Nie wspomnę jaką chęć reakcji we mnie wywołują ( dotyczy to lania po mordzie - tak lania po pysku ile wlezie ) słowa typu: "a co mnie to obchodzi - mnie tu już nie będzie". Często tak właśnie rodzice ukazują swój stosunek wobec przyszłości własnych dzieci ! Wtedy zapominam o elitach w Rolls Royce'ach i ledwo powstrzymuję agresję wobec zwykłych ludzi tak mówiących ! To są tak częste słowa przecież - nie raz je słyszeliśmy. Tylko dają świadectwo zwyczajnej podłości. I wtedy znowu podział my-oni staje się iluzoryczny. Problem w tym, że któreś pokolenie w końcu doświadczy konieczności ofiary, poświęcenia. Ktoś w końcu będzie musiał zerwać ten "łańcuszek szczęścia" i dosyć naiwne jest myślenie, że odbędzie się to bez poważnych zmian.

Zmiany te nazywane ostatnio roboczo "przebudzeniem" powinny właśnie akcentować faktyczne znaczenie tego słowa. Niestety to już żałosne, że oznacza to tylko i wyłącznie skrupulatne wyszukiwanie kolejnych przykładów zepsucia i korupcji tego świata jakby sama świadomość stanu rzeczy załatwiała problem. Tu pojawia się sens drugiej części pytania "co dalej". I tu mamy właśnie mur zdawałoby się nie do przebicia. Osobiście już mam dość czytania dwieścietysięcznej informacji o przekręcie bankierów, o IMF, o NWO, o spiskach, o GMO i Chemtrails. Mam dość bo stało się to formalnie sferą aktywności kolejnej subkultury "truthseekerów", która skompromitowała się już tyle razy, że paradoksalnie zaczyna być wykorzystywana jako miecz obosieczny przez tych, którzy doskonale znają mechanizmy dzisiejszego świata. Już powoli pojawiają się sugestie by winą za dalszy kryzys obarczyć protestujących i ich rzeczników ! Dla mnie to ogromna czerwona lampka z potężną syreną alarmową, która powinna wybudzić z obłędu kolejnych niezdecydowanych. Prezecież ewidentnie wracamy do starych zagrywek z czasów Imperium Rzymskiego i repet z czasów dwudzistolecia międzywojennego ! I do tego gównażeria jeszcze wykrzykuje by nie uczyć historii i zapomnieć o niej gdyż jest zmanipulowana ! Jak widać spuścizna lewicowych poglądów ze wspomnianych salonów tkwi głęboko i czeka nas zapewne powtórka z paleniem książek. Nie ma jak kolejny paradoks - powtarzającej się historii ludzi krzyczących by historia sie nie powtórzyła. A znam takich co nie rozstają sie z "Czerwoną Książeczką Mao" i są z tego dumni ! Wnioski pozostawię jako oczywiste i widoczne jak na dłoni.

Zaczynają sie pojawiać propozycje niesubordynacji społecznej - już cieplej. Za tym kryje się budząca nadzieję akceptacja faktu współodpowiedzialności za zaistniały stan rzeczy. Barierą jest niestety wpojony lęk, który wynika oczywiście z krótkowzrocznych założeń co do domniemanych skutków. To kolejna synergia pomiędzy obrazem rzeczywistości, kryteriami podejmowanych na tym tle decyzji i przewidywanymi rezultatami. Zwyczajnie ciężko nam wyjść poza schemat, który nauczył nas istnieć w duchu indywidualizmu. Nauczono nas myśleć, że rezygnacja z uczestnictwa w systemie oznacza alienację i całkowite pozostanie zdanym na samych siebie jakby miała to być droga oparta na samotności i nie istnieją żadne alternatywy. Słyszymy o nich wszakże tak często ale jednak ulegamy iluzji, że nakład pracy, czasu i środków będzie z pewnością większy niż te ponoszone gdy pracujemy w korporacji ! Wyrabianie zmiany z nadgodzinami i zarywanie nocy, niedosypianie w ramach kariery w tej czy innej branży to jakby coś zupełnie innego niż wyrabianie nagodzin, niedosypianie i zarywanie nocy podczas wychowywania dziecka czy uczestnictwa w społecznych inicjatywach typu budowanie domu ze słomy i gliny dla kogoś w zamian za kolejny dom, wybudowany z pomocą tych samych ludzi tym razem dla nas.

To problem typu jak wybudować dom bez kredytu, jak znaleźć pracę gdzie panuje zasada współpracy, sprawiedliwość i uczciwy współudział w wynagrodzeniu ? To obawy czy likwidując konto bankowe nie skierujemy przeciwko sobie innych nieznanych nam zbyt dobrze mechanizmów skutecznie uprzykarzjących nam życie, czasochłonnych i wymagających więcej wysiłku ? To pytanie czy dam sobie wtedy radę sam ? Smutne, że to kolejny stan umysłu, który zawęża pole możliwości w przeświadczeniu że egoizm i indywidualizm są stałym elementem natury każdego człowieka i nie można liczyć na pomoc znikąd. Nie mówiąc o wdrukowanym już w geny "białego człowieka" poczuciu wielkiej dumy nie pozwalającej zwrócić się o pomoc do nikogo osobiście lecz pozostając nadal przyssanym do cyca bezosobowych instytucji. Zwyczajnie żaden wstyd czerpać z ubezpieczenia zdrowotnego - czyli żerować na wspólnej puli - w konsekwencji własnego nieodpowiedzialnego często postępowania ze własnym zdrowiem ( nie zawsze oczywiście ). I jak wielu z nas oburza myśl przyjęcia konkretnej pomocy finansowej od konkretnej osoby w sytuacji gdy pomocy potrzebujemy, natomiast nie widzimy nic szczególnie uwłaczającego gdy pomoc oferuje nam bezimienny urząd - tą łapczywie rozdrapuje całe społeczeństwo, gdyż nikt konkretnie nam tego nigdy nie wypomni. Hipokryzja systemowa w najczystszej postaci, tak głęboko wpisana w obyczaje że również niezauważalna. Mówię o przeciętnym płatniku ZUS, hipotetycznym Kowalskim, który nie zastanawia się nigdy czy fakt iż należy mu się zasiłek automatycznie oznacza konieczność jego pobierania ! To na serio bardzo poważny dylemat i wierzę, że wielu osobom w wielką trudnością przyszłaby myśl, że nie powinien tego zasiłku brać nigdy ! Niestety to również kwestia indywidualnej odpowiedzialności, która działa ewidentnie na naszą niekorzyść w przypadku podjecia decyzji w kategoriach godności i wpływu jaki taka decyzja ma na resztę społeczeństwa. Jeden zasiłek wszak nic nie znaczy, lecz kilka milionów ludzi pobierających go bez wahania to już ciężar ponoszony przez całe społeczeństwo. Oczywiście to również nie podlega dyskusji - przecież mamy powiedzienie "jak dają to bierz, jak biją to uciekaj".

Oczywiście można odwrócić kierunek i zrozumiałe jest to, że i tak jako społeczeństwo dysponujemy niewielką częścią wypracowanych dochodów, które w znacznej większości trafiają w kieszenie bogatych. Zapominamy jednak, że równocześnie ten sam mechanizm wynika z czegoś co sami zauważamy bez sprzeciwu ale w innych okolicznościach. Kolejny smutny paradoks. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że większość bogactwa, tak niesprawiedliwie rozłożonego to wirtualne pieniądze i syntetycznie napompowane fortuny pieniędzy powstałych z powietrza. Jest tak robione z wielu powodów - nie tylko przez desperację jak to szczególnie widać dzisiaj. Pamiętajmy, że system ten działa już od ponad 100 lat i na początku spełniał swoje pierwotne zadanie. Miał na celu zniekształcenie proporcji pomiędzy wartością ludzkiej pracy, wartością zgromadzonych jego dóbr w stosunku do wartości majątków posiadanych przez elity. Kwestia władzy i wpływów finansowych. W sytuacji gdy pieniądz miał pokrycie w złocie i srebrze te proporcje nie były tak wielkie jak dziś, stopień wysysku za to sięgał granic wytrzymałości społecznej. Pusty skarbiec często oznaczał upadek królestwa.

Dziś jest inaczej. Napompowanie systemu przestrzenią w postaci pustych walorów bez pokrycia stworzyło pozory bogacenia się całego społeczeństwa. Bogactwo elit stało się w tym czasie proporcjonalnie jeszcze większe w stosunku do proporcji w jakich wzrósł poziom materialny ludzi. Odbywało się to stopniowo, niezauważalnie. Jednak w stosunku do faktycznego rozwoju i postępu nasz udział w jego dobrodziejstwach jest zniekształcony przez równoczesny pochód rosnących kosztów socjalnych w stosunku do wypracowywanego majątku. Zwyczajnie marnotrawimy i tak coraz mniejsze zasoby pielegnując instytucje, które tylko pożerają i tak ograniczone środki będąc zbędnym pośrednikiem. Idąc do dentysty na leczenie kanałowe czy inne zabiegi płacimy praktycznie tylko gotówką. Tu jakimś cudem mechanizm bezpośredniego wynagradzania za usługę nie stanowi problemu nawet dla prostego mieszkańca biednej "zahukanej" wsi, który nosi banknoty w chusteczce za pazuchą. Idąc do sklepu kupujemy towary bezpośrednio z półki. Idąc do lekarza w celu zakupu usługi nie mamy wyboru - musimy korzystać z pośrednika - molocha, który przeżera większość w biurokratycznym labiryncie. Faktyczne potrzeby ludzi wymagających opieki ( inwalidzi, chorzy przewlekle itp. ) to jedno. Drugie to tworzenie mechanizmu zachęcającego do braku troski o zdrowie, gdy konsekwencje indywidualnego braku szacunku dla WŁASNEGO zdrowia odbija się w postaci zbiorowych kosztów. A wiemy dobrze, że oszczędności pieniężne w Biedronce czy Lidlu, gdzie kupimy produkty od najpodlejszych producentów wrócą w postaci koszyka leków i wydatków na leczenie. Nawet gdy zfinansowane z ubezpieczenia zdrowotnego nie zwalnia to z odpowiedzialności za koszty jakie poniosą inni. Ale to nie podlega dyskusji !

To oczywiście tylko jednostronne ujęcie pewnych problemów. Nie są to jedyne możliwe wizje w jakich można ukazać ich istotę. Zawsze jest tak zwana "druga strona" medalu. Pewne moje refleksje mogą wydawać się okrutne, zimne, cyniczne. Chcę raczej by ujawniły się w pewnej funkcji myślowej - jako przykłady spojrzeń z innych punktów widzenia. W rzeczywistości poszczególne charakterystyki pewnych mechanizmów mogą mieć jeszcze inny charakter. Zależy mi na tym byśmy starali się być zwyczajnie uczciwi wobec samych siebie. Wszystko o ironio sprowadza się tylko i wyłącznie do naszej osobistej percepcji naszej relacji z rzeczywistością. I gdy wielokrotnie rację będą mieli apologeci demokracji i kapitalizmu i gdy w wielu kwestiach można przyznać wiele racji również adwokatom posiadania broni przez społeczeństwo nie oznacza to wcale, że cała argumentacja będzie właściwa i tylko po ich stronie. Nie na darmo mówi się, że "kij ma dwa końce" i gdy mówimy o elitach, bankierach nie zapominajmy, że jesteśmy nierozerwalną całością jako cywilizacja zachodu. Poniekąd wielopokoleniowa bierność, zachowawczość i niestety wszechobecne zakłamanie i hipokryzja w połączeniu z zanikiem moralności i wszystko w atmosferze ogólnej paranoi i duchowego upadku stanowią pożywkę na której urosły nasze już poważne problemy. Wygodnie jest posiłkować się teorią złych reptilian - zrzucając całość odpowiedzialność na jakąś hipotetyczną rasę, która jest w całości winna zaistniałej sytuacji. Bardzo przepraszam, ale niezależnie od wieku osoby oferującej tego typu wyjaśnienie muszę nazwać to zwyczajną gównażerią. I mówię tu tylko o kwestii odpowiedzialności za obecne wydarzenia. To cholernie wygodne, załatwia sprawę w oczach wielu w sposób prosty - jak ich dorwiemy wtedy będzie dobrze gdyż to oni są winni. Moje pytanie: co jeśli to kompletna bzdura ? Czy stać nas na takie ryzyko ? Przecież oczekujemy od nas samych nieomylnego postrzegania świata. Tu jednak opieramy się na problematycznej teorii. Nie wszyscy ale coraz częściej.

Więc co dalej ? Zanim to "dalej" nastąpi musimy, ale to musimy wyjść ze sfery rozumowania stojącego u podwalin systemu, na których powstał. Czas i energię jaką poświęcamy na walkę z systemem czy walkę o zmiany w systemie to stracony czas i stracona energia. Już najwyższy czas obudzić się z tego idiotycznego snu, w którym uważamy, że postęp to tworzenie systemu, który zorganizuje życie w sposób będący wspólną wypadkową tylu sprzecznych przecież interesów, oczekiwań. Absurd ! Obłęd ! Czyste szaleństwo ! I niestety czeka nas bolesna lekcja ponownego nauczenia się odpowiedzialności za każdy najdrobniejszy aspekt naszego życia bez udziału żadnego zewnętrznego bytu decyzyjnego. Droga, na której się to odbędzie to z pewnością droga wielu strat, cierpienia i z pewnością poczują ją więcej niż jedno pokolenie. Niestety ale każdy odrzucany element systemu, który obrócił się przeciwko stwórcy odebrał nam naturalne zdolności do zapewnienia sobie tych samych korzyści na drodze osobistego doświadczenia. Dlatego ich nieobecność z początkiem oznaczać będzie sporo niedogodności. Jednak tu chyba znajdzie pole do popisu owa siła i wilkość człowieka, od której tak wiele sobie obiecujemy. Czy mamy wystarczająco odwagi i zaufania by wierzyć, że potrafimy jednak organizować się w sposób bezpośredni ? Obserwacja na dzień dzisiejszy w moim przypadku nie rokuje nawet nikłej nadzieją na taki obrót rzeczy...

Wiemy dobrze i czujemy, że jest jednak w nas samych coś co stało nam, stoi nam nadal i z pewnością stanie nie raz na drodze do "ziemi obiecanej". Nie jest to ani system, ani jakaś grupa ani obcy ani czarna energia ze świata astralnego. To doświadczenie o nas samych. Nie istnieje w naszej rzeczywistości żadne doświadczenie, które daje gwarancję że zaistnieją pewne zjawiska niezbędne dla uwolnienia się z kajdan elit. Nie doświadczyliśmy w świadomości zbiorowej nic znaczącego co postawi wystarczającą ilość ludzi w środku postawy pełnej samodecydowania, odpowiedzialności, świadomości swojego wpływu na kreowaną rzeczywistość. Dlatego myślę wierzymy w przemianę 2012 tak bardzo. Nic poza tym nie rokuje nadziei. Zwyczajnie musi, ale to musi nastąpić coś o wymiarze globalnym i intensywności nie zostawiającej wątpliwości co do charakteru i znaczenia na więcej niż jedno mojżeszowe pokolenie. Sami widzimy, że traumy wojen, rewolucji, okupacji imperiów, potworności ludobójstw, kompletne szaleństwo konsumpcji, już narkotyczny lunatyzm megakultu ego i niemalże całkowite oderwanie się od natury dają świadectwo, że nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków. Mało tego ! Wszystko to co nas niszczy i pozostaje w pamięci jako straszna lekcja zostało przekute na kolejne narzędzia do jeszcze głębszego okłamywania się i pogłębiania iluzji. Wiem, to niezwykle negatywny obraz. Tak jednak jest. Przykro mi to stwierdzać, ale staliśmy się jako cywilizacja Zachodu zwyczajnym psychopatą, który żyje w całkowitym oderwaniu od pojęcia rzeczywistości. Stworzyliśmy sobie potworny mit, zimny i pusty obraz bezsensownej egzystencji, której jedynym rezultatem jest konieczność zbiorowego samobójstwa.

Jest natomiast światełko w tunelu. To są odkrycia ostatnich czasów. Szczególnie atrakcyjny staje się konstruktywny dialog pomiędzy fizyką kwantową, matematyką, filozofią, mistykami i mistrzami duchowymi. Rośnie serce gdy wyłania się obraz, w którym jednak istnieje więź pomiędzy świadomością a rzeczywistością. Nierozerwalna więź gdyż to więż najprawdziwszej kreacji. Prawdziwe genesis. To wizja, w której nasz obraz świata będący projekcją umysłu jest tym samym co doświadczana rzeczywistość. To świat, w którym dosłownie marzenia sie materializują. Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie jest. W końcu nadchodzi moment dla ludzkości, w  którym istnieje coraz większa szansa na możliwość doświadczenia tego w znaczeniu zbiorowego doświadczenia. Tutaj otwiera się perspektywa, w której ten umowny rok 2012 zdaje się być jednym z elementów owego zbiegu cywilizacyjnych okoliczności. Zadziwiające, że idealnie synchronizuje się to z naszymi oczekiwaniami. Może w tym właśnie również objawia się kreacja ? Może ten wyczekiwany rok 2012 stanie się tym rokiem przełomowym właśnie ze względu na zmiany w polu kwantowym wywołane właśnie naszymi marzeniami o tym ? Przecież to jedno i to samo ! Przecież o tym właśnie mówimy gdy zdajemy się coraz częściej zauważać, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy tym czego doświadczamy a co kreujemy jako to doświadczenie ? Współczesne wydarzenia tylko stają się katalizatorem tych przemian, będąc równocześnie ich przyczyną i materią podlegającą owej kreacji. To w dalszym ciągu jedno i to samo !

Czyż nie jest tak, że okłamując się, mamiąc i karmiąc iluzjami przez tysiąclecia sprowadziliśmy na siebie powołanego przez siebie potwora, który jest nami samymi ? Czy ten potwór uosobiony przez wszystko co wzbudza nasze lęki nie jest idealnym odbiciem nas samych ? To niemalże idealne zaprzeczenie nas wszystkich. Myślę, że to właśnie uosabiał agent Smith. Wszak atakowani jesteśmy przez tego potwora na każdym froncie ! Jest w jedzeniu, w banku, w kolejce na poczcie, na niebie, pod ziemią - suma wszystkich strachów materializująca się sukcesywnie na nasze własne życzenie jako wynik naszych własnych wizji i wyobrażeń pełnych lęku ! Ten matrix, który jest wszędzie - co to jest ? To my ! To przecież ta sama sieć iluzji i kłamst, które oplotły nas w koncepcie, u źródeł powstania. My dalej szukamy go gdzieś... w ukryciu. To jest właśnie to Yang - to czarne i nieświadome. I czas najwyższy skończyć z tym walczyć. To walka z nami samymi. Walcząc z tym wzmacniamy to. Tak samo jak Neo z każdym ciosem potęgował siłę Smitha.

Musimy się z tym pogodzić. Przecież to jest już absolutnie najniższy, elementarny, czysto kwantowy poziom na którym obserwujemy współkreację rzeczywsitości. Musimy tylko dostać jeszcze kopa w ryj i to solidnego. Oj będzie bolało - jestem tego pewien - na przebudzenie. Wszystko byśmy w końcu uświadomili sobie, że podział my-oni to właśnie największa tragedia, koszmar, iluzja. Czasem mam ochotę na serio zacząć walić kijkiem zen ( przepraszam, ale to by zaakcentować banalność ) by w końcu zaczęto zauważać i poważnie brać pod uwagę możliwość iż mamy okazję obserwować na naszych oczach jak zepchnięte poza sfery akceptacji nasze nieprawości, nieuczciwość, zakłamanie, wszystko to czego wypieramy się - także znajduje swoje miejsce w rzeczywistości. Dlatego ukryte pod wielością teori spisków, tajemnic, tajnych stowarzyszeń. Tak właśnie  musi być i będzie i nigdy nie poznamy prawdy gdyż to nic innego jak zmaterializowane myśli tego wszystkiego czego nie akceptujemy w sobie - to co nieświadome ! To co tak skrzętnie wyzbyliśmy się z własnej świadomości znalazło swoje miejsce tam gdzie kumulujemy nasz obraz zła. Wszechświat, który w cudowny sposób utrzymuje to wszystko w dynamicznej równowadze zwyczajnie podsuwa nam odpowiedź pod sam nos, która mówi, że głupcy to jesteście wy sami, tylko uosobieni w tych, których tak nienawidzicie. Czyż nie jesteśmy tą samą świadomością ? Oni są po prostu ofiarami tej samej oczywistości - każda myśl jest rzeczywistością i ją tworzy. Wypowiadając słowo staje się ono ciałem. Więc inaczej mamy takie Illuminati jakie sobie wyobrażamy. Im będziemy doskonalsi w przypisywaniu sobie nowych cudownych zdolności nie akceptując w tym swojej mrocznej strony - odsuwamy tym więcej poza naszą świadomość dając obraz tajemniczej siły która chce nas zniszczyć i jest w tym coraz lepsza. Symbioza kwantowa w idealnym obrazie. A że stoją za tym ludzie - no cóż, nie oszukujmy się - pozwoliliśmy na to wielowiekową biernością, uległością i jako skutek ignorancji, która objawia się niewiedzą o prawdziwym obrazie ukrytych elit. Tolerujemy w sobie drobne występki, w skali milionów nabierają one mocy kwantowej wytarczającej do powołania wibracji destrukcyjnych w ludziach, którzy są jak my. George Bush ? Hilary Clinton ? Józef Stalin ? To ludzie, których czyny są obrazem wibracji jakie znalazły w nich ujście, naszych wibracji - nieświadomych ale w sferze mroku, lęku, sfery niewiadomej, sfery śmierci. I tak jak lubimy skupiać te cechy w obrazach Antychrystów tak mamy okazję ich doświadczać w historii - dreams come true. Jezus symbolicznie po to właśnie umarł. Dobrowolnie skupił całą winę na sobie, umarł za to byśmy w końcu pojęli na czym polega zrzucanie odpowiedzialności z siebie na jednego człowieka. On to zrobił w celu odkupieńczym i nie ważne czy to alegoria czy prawdziwy przypadek - funkcja tego jest taka sama ! Kiedy my raczymy wziąć ten krzyż odpowiedzialności, zacząć wlec go samemu i przestaniemy szukać winnych poza sobą ? Ale znowu powołujemy Antychrysta - i tym razem z jakim zakresem obowowiązków !

Teraz nabierają innego znaczenia słowa : embrace your enemy. Czas już skończyć z tą wojną. To jest właśnie obłęd ! To żródło tego doświadczenia ! Tu jedynie zgodzę się na obecność demonicznej siły, która w ten sposób faktycznie przejęłą kontrolę nad ludzkością. Komuś wyraźnie zależy na kontynuacji wojny. Szkoda, że są oni elementem tej samej kreacji. Może kiedyś spojrzymy owym "onym" w oczy i może zrozumiemy, że żadnych "onych" nie było nigdy, nie ma i nie będzie. Że od początku to byliśmy my sami. Ta sama kreacja pozwoliła nam w czasach zamierzchłych wybudować piramidy, stworzyć te wszystkie zagadkowe budowle, ktore łamią nasze rozumienie. Coś nas jednak zniszczyło i przetrwała niewielka część wiedzy, którą nieopatrznie zaprzęgliśmy w obserwowaną do dziś spiralę strachu co wyjaśnia całe dzieje ucisku. Która doprowadziła nas znowu do źródła byśmy mogli znowu odzyskać utraconą moc ? Kiedy nadejdzie ten moment, w którym znowu podejmiemy dezyzję i wybierzemy to co zgodne z głosem serca a to co miłe dla naszej "d".

Do tego porzuciwszy zajęcia dnia dzisiejszego postanowiłem spędzić część dzień by początkową treścią posta rzucić trochę "dewagacji" o znaczeniu znikomym. Wszystko by podzielić się mało znaczącą refleksją. Dla mnie to jednak wielka rzecz. Pozwoliła mi uwolnić się od jażma jakim jest brak poczucia mocy na kreowaną rzeczywistość. Pozwoliło mi to w końcu po latach obłędu zrozumieć coś co choćby na tym forum jest rzeczą oczywistą - fakt, że wszystko może zostać odmienione jak w wizji przejścia do n-tej gęstości w jednej chwili ! Mówię o przebudowie organizacji materii na polu kwantowym jako wynik przemiany świadomości zbiorowej. Przemiana ta niewykluczone, że odbędzie się w momencie bezpośredniej konfrontacji z powołanym przez nas samych obrazem naszej nieświadomej natury. Wszystko wskazuje, że dojdzie do poważnej konfontacji. Wojna, kataklizm - to również mogą być wyniki tej kreacji gdyż znowu nasza nieświadoma sfera w ten sposób wymusi w nas konieczność tego doświadczenia. Wszystko byśmy mogli wrócić do stanu normalnego - do stanu w którym nie ma już ukrytej obawy, że to co nieświadome to zło a to co świadome to dobro. Ten dualizm, który tak nam się właśnie objawia jak go postrzegamy to dowód na globalny obraz tej zbiorowej kreacji. Akceptacja obydwu sfer istnienia jako proponowane przez wiele mistrzów nauki np. buddystów stwarza trzecią perspektywę spojrzenia. To myślę, że jest odpowiedź na nasze problemy. Nie koniecznie sam buddyzm - to jeden z przykładów. W istocie chodzi o prawdziwą jedność całego doświadczenia, w którym nie ma miejsce na lęki i obawy gdyż wynikają one z takiej postawy wobec śmierci i braku wiary w nieskończoność życia. To idealnie obrazuje chrakter "zła" które nas niszczy. Wszak "oni" chcą depopulacji, zatruć nas, zniszczyć w nuklearnym piecu, zrobić krzywdę w każdym aspekcie istnienia ! Czy jest ktoś kto widzi w tym zwykły strach przed samym sobą ? A wystarczy pojąć, że to iluzja, zaśmiać się. Wyjść poza świat, który nie jest ani zły ani dobry tylko jaki jest, czasem zły, czasem dobry. Ale przestać walczyć o to dobro z taką ślepotą, i walczyć z tym złem równie ociemniale nie widząc, że ta walka przez to staje się rzeczywistością.

Może pojąłem to wszystko całkowicie błędnie. Jednak w cudowny sposób zniknęła we mnie potrzeba walki z systemem. Jakiejkolwiek walki. I nie chodzi o poczucie bohaterskiego triumfu nad czymkolwiek. Zwyczajnie nie widzę innej możliwości by w moim obrazie nastała harmonia pomiędzy wszystkimi elementami układanki jakie zbieram od lat. Przecież to musi być proste i oczywiste !


Proponuję jako ćwiczenie nie używać przez tydzień słów dobre i złe ( w dowolnej formie w tym w sferze dycyzyjnej - brać jak jest ! ) - wtedy każdy z osobna przekona się jak wielkim problemem jest wyjść poza ten stan oceniania. Wpierw niezbędna jest dyscyplina w samoobserwacji, uwagi i skupienia w tworzeniu wypowiedzi. Gwarantuje, że juz pierwsze dni zaoferują wiele ciekawych obserwacji. Robiąc to świadomie i z radosnym postanowieniem szybko rzeczywistość dookoła nas zacznie ulegać przemianie, której nie sposób wyrażić inaczej jak boski stan bycia twórcą. Więc na pytanie co dalej ? Odpowiem: wszystko ! Bez pomijania absolutnie niczego ! Wszystko ma być naszym doświadczeniem ! Ale na Boga jeśli jeszcze ma moc wzywanie jego imienia nie traktujmy niczego, ale to niczego w tym świecie jako naszego wroga. Ten świat zaowocował nami jak jabłoń swoimi dorodnymi jabłkami. Pięknie to opowiadał Alan Watts, któego cenię za takie słowa. Nie przyszliśmy na ten świat jako coś z zewnątrz. Ten świat nas urodził ! Czy na prawdę dalej będziemy go dzielić na to co nasze i obce ? Może jako bogowie dajemy sobie do tego zasłużone prawo. Na szczęście buddowie stoją wyżej niż bogowie i będą dbać wiecznie o to by w końcu została przywrócona moc w galaktyce.

Obłęd ? Co dalej ? Każdy dobrze wie. Obudzić się z tego obłędu i wiedy ukaże się droga, którą dopiero będziemy szli dalej.

Offline Radosław

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 228
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #45 dnia: Grudzień 05, 2011, 14:13:13 »
Acidizer69  :tyty:

Jak słusznie zauważyłeś w dzisiejszym świecie już tylko ktoś niepoczytalny może zaprzeczać że ludzkość jest kontrolowana przez korporacje bedące reprezentacją sił niewolących ją od tysiącleci, co jest z kolei dość łatwe do sprawdzenia poprzez obserwację pewnych drzew genealogicznych np takich:

http://www.svu2000.org/genealogy/George_W.pdf

Obecna sytuacja będzie trwała tak długo, dopóki każdy człowiek nie nauczy się brać odpowiedzialności za własne czyny.
Brzmi trochę dziwnie, ale to jedyna recepta - np nie można sobie tłumaczyć że pracujemy w banku, korporacji, rządzie "bo nie mamy co do garnka włożyć i "trzeba nakarmić dzieci" - taka postawa to infantylne oszukiwanie siebie, pracując w tych instytucjach i godząc się na "małe kompromisy" de facto ZABIJAMY własne dzieci....

Zrozumienie tej prostej prawdy zajmie wg mnie ludzkości już niedużo czasu "muza"

pozdrawiam

Acidizer69

  • Gość
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #46 dnia: Grudzień 05, 2011, 18:06:40 »
Radoslaw  :tyty:

Oczywiście, że to nieuniknione. Z równie prostej przyczyny z jakiej wierzymy w konieczność takich zmian. Właśnie jesteśmy w trakcie owej konfrontacji. Im bardziej wszelkie mechanizmy będą się stawać niewydolne, uprzykrzające i w rezultacie krzywdzące, im więcej będą wyłącząć "z obiegu" ludzi zostawiając ich poza sferą "przydatności", im bardziej będzie narastał poziom gniewu i gdy coraz więcej ludzi będzie stawało przed koniecznością wyboru pomiędzy dalszym koegzystowaniem z tymi mechanizmami a własną inicjatywą twórczą w odniesieniu do drogi życiowej, im więcej przemocy będzie potrzeba by utrzymywać istniejące struktury tym więcej ludzi zorientuje się, że bilans korzyści, nawet niech tylko czysto materialnych, przemawia za odbudową zaufania wobec drugiego człowieka. To moment, w którym bez potrzeby wdawania się w analizy szczegółowe ( czego nie możemy oczekiwać od każdego ) każdy postawi drugiego człowieka, bliźniego, sąsiada w pierwszej kolejności w swoich relacjach ze światem, przed systemem, władzą, instytucjami. Ta rewizja priorytetów nie wymaga głębokiego zrozumienia ze strony prostych i mało zaangażowanych w "wyższe" sprawy ludzi, czego obawiamy się pytając kiedy ludzie to pojmą ? To okres, w którym kryzys zaufania do rozwiązań reżimowych zmusi ludzi, być może nawet z poziomu rozpaczy lub lepiej gniewu, do zwrócenia się ku drugiemu człowiekowi. A właśnie to już zaczyna się wyłaniać. Chociaż to jeszcze nie jest wyraźnie zaakcentowane w całym tym niepokoju społecznym. To także z prostej przyczyny. Człowiek nie został jeszcze upodlony w stopniu wystarczającym by została przekroczona granica.

Zwyczajnie jeszcze większość wierzy, że bez zmian dotyczących ich samych uda się rozwiązać jakiekolwiek problemy. Na końcu tej drogi stoją strach i przemoc. Wyzbycie się tylko jednego skończy się odrodzeniem drugiego ale już w świecie jaki opisywał George Orwell.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 05, 2011, 18:12:00 wysłana przez Acidizer69 »

Offline Michał-Anioł

  • między niebem a piekłem
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1338
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nauka jest tworem mistycznym i irracjonalnym
    • Zobacz profil
    • Imaginarium
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #47 dnia: Grudzień 06, 2011, 01:38:49 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=6D2gm4wIZj0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=6D2gm4wIZj0</a>
Wierzę w sens eksploracji i poznawania życia, kolekcjonowania wrażeń, wiedzy i doświadczeń. Tylko otwarty i swobodny umysł jest w stanie zrozumieć świat!
www.imaginarium.org.pl

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1763
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #48 dnia: Grudzień 12, 2011, 20:02:34 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=kwVlGBiuvK4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=kwVlGBiuvK4</a>

Offline Leszek

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1763
    • Status GG
    • Zobacz profil
    • swietageometria.info
    • Email
Odp: Świat finansów popadł w "obłęd"... i co dalej?
« Odpowiedź #49 dnia: Grudzień 13, 2011, 18:36:20 »
Nigel farage w BBC: Prędzej czy później będzie referendum
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=1ExRyvVbHgs" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=1ExRyvVbHgs</a>